Archiwa tagu: lodowiec

Tunel lodowy na Islandii i Lodowiec Langjökull

Drugi co do wielkości lodowiec Islandii to Langjökull, czyli Długi lodowiec (ma 50 km długości i do 20 szerokości). Pierwszy to oczywiście Vatnajökull. Langjökull przyciąga miłośników różnej maści sportów zimowych. Znajduje się tu jeszcze jedna, niesamowita atrakcja, tunel lodowy. To właśnie tunel zwabił nas w te rejony.

Lodowiec Langjökull
Lodowiec Langjökull

Lodowiec Langjökull i polski akcent

Z Langjökull wiąże się też historia popularności „Prince Polo” na Islandii. Może zastanawiać fakt, dlaczego polski wafelek jest tak popularny w tym kraju. Przede wszystkim w tym klimacie  połączenie wafelka z niewielką ilością czekolady działa na jego korzyść. Jest słodki, a nie zamarza. Dlatego właśnie został zabrany przez pewnego mężczyznę, który wybrał się samotnie na lodowiec. Pogoda spłatała mu figla, więc skończyło się akcją ratunkową. Przeżył. Natomiast, jak sam twierdził, mając „Prince Polo” podzielił je sobie na części i się tym dosładzał co pewien czas i dzięki temu dotrwał do ratunku. Lokalny dystrybutor z kolei świetnie wykorzystał tę historię i dziś „Prince Polo” jest bardzo popularne w Islandii.

Fragment tunelu lodowego
Fragment tunelu lodowego

Tunel lodowy w Langjökull

Tunel lodowy jest atrakcją płatną. Jest to sztuczny twór, wyżłobiony wewnątrz lodowca i utrzymywany przez firmę, która się tym zajmuje. Wycieczki „Into the Glacier” najlepiej zamówić sobie z wyprzedzeniem. Choć to droga atrakcja, jest oblegana, a organizatorom nie zależy aż tak bardzo na wpuszczaniu większej ilości ludzi.

Tunel jest podświetlony
Tunel jest podświetlony

Jest kilka opcji startu. My wybraliśmy samodzielny dojazd do obozu Klaki. Tam zaparkowaliśmy samochód. Swoją drogą dojazd jest atrakcją samą w sobie, zwłaszcza, że jedzie się islandzkimi szrutówkami pośród księżycowego krajobrazu. Alternatywą jest transfer z miejscowości Húsafell. Tu dojazd jest zdecydowanie łatwiejszy. Tam też znajduje się kilka hoteli, no i siedziba „Into the Glacier”. Przejazd to podobno 30 minut (w zimie pewnie dłuższy), jechaliśmy sami z innej strony, więc nie weryfikowaliśmy. Do obozu Kalki można samodzielnie dotrzeć jedynie w sezonie letnim. W zimowym konieczne jest odwiedzenie Húsafell.

Dojazd na lodowiec Langjökull
Dojazd na lodowiec Langjökull

Tunel lodowy – organizacja

W obozie zostaniemy przeszkoleni, głównie chodzi o względy bezpieczeństwa. Dostaniemy też ciepłe stroje, potem zaś czeka nas przejazd przez lodowiec do wejścia do tunelu. Czekamy aż zbierze się cała grupa. Przewodnik jest anglojęzyczny i wiele opowiada.

Lodowiec Langjökull
Lodowiec Langjökull

Już sam przejazd jest ciekawym przeżyciem. Jechaliśmy z całą grupą potężnymi wozami transportowymi MAN, przygotowanymi do tras na lodowcu. Przypominały one samochody, którymi także wjeżdżaliśmy w pobliże szczytu Etny. Te należały kiedyś do wojsk NATO, obecnie służą turystyce. Zostały też przerobione tak, by dobrze było z nich widać okolicę, przez którą się przejeżdża.

Wejście do tunelu
Wejście do tunelu

Wejście do tunelu wygląda niepozornie, głównie za sprawą ruchu i przyrastania lodowca. Praktycznie co sezon muszą je na nowo odnajdywać i wydłużać. Lodowiec pracuje, tym samym tunel znajduje się z roku na rok coraz głębiej. Warto zauważyć, że grupa, która jechała MANem, jest od razu dzielona na dwie mniejsze. Dzięki temu łatwiej słyszeć przewodnika i się go trzymać.

Tunel lodowy, Islandia
Tunel lodowy, Islandia

Tunel lodowy od środka

Wejście jest nieduże, trochę jak w kopalni. Potem dochodzimy do miejsca, w którym rozdawane są raki. Bez nich dalsza trasa jest trudna. W końcu to lód, tu naprawdę jest ślisko. Potem zaś zaczynamy eksplorację lodowego tunelu. Po drodze wchodzimy do wydrążonych izb, jedną z nich jest kaplica. Tam nam nawet przewodnik zaśpiewał, by pokazać doskonałą akustykę. Wszystko jest bardzo ładnie oświetlone, klimatyczne. Za lodem są ukryte LEDy, które czasem zmieniają kolor. Wizualnie jest to bardzo ciekawe miejsce. Jednocześnie warto pamiętać, że wszystko tu jest mokre, po ścianach ścieka woda. Stąd cały czas grupy są ograniczone ilościowo, bo za dużo osób mogłoby za mocno podgrzać całość. Jest oczywiście możliwość wyboru wycieczki bardziej indywidualnej, acz jest dużo droższa. Ba, w kaplicy nawet ślub można zaaranżować za odpowiednią opłatą.

Tunel lodowy
Tunel lodowy

Przewodnik pokazuje także, jak czytać ślady w lodzie. Choćby te, które zostawił po sobie wybuch Eyjafjallajökull w 2010 roku. Jest też tablica informująca jak cofają się lodowce ze względu na zmiany klimatyczne. Są mapki ukazujące pokrywę lodową na przestrzeni lat. Warto zauważyć, że 1000 lat temu była ona mniejsza, ale ten temat przewodnik pominął, a inni jakby bali się go głośno poruszyć.

Światła mają podkreślać kolory
Światła mają podkreślać kolory

Wyprawa do lodowca zajmuje jakieś 2,5 do 3 godzin. Tunel nie jest długi, liczy sobie jakieś 800 metrów, plus przedsionek, który z roku na rok staje się coraz dłuższy. Wewnątrz, poza tym co wydrążyli ludzie, znajduje się też szczelina w lodowcu. Obecnie to wciąż najdłuższy tunel lodowy na świecie i chyba szybko nikt nie pobije tego rekordu. Wejście znajduje się na wysokości ponad 1200 m n.p.m.

System diod, wewnątrz lodu
System diod, wewnątrz lodu

Historia tunelu lodowego

Można sobie zadać pytanie, po co ktoś stworzył coś takiego? Krótka odpowiedź jest prosta: dla pieniędzy. Dłuższa wynika wprost z tego, że Húsafell jak wiele innych miejscowości na Islandii żyje z turystyki. Tyle że wszelkie atrakcje na lodowcu przyciągają ludzi latem. Hotele, nawet źródła geotermalne, czy wodospady są na tyle powszechne na Islandii, że poza sezonem zainteresowanie Húsafell zamierało. Wówczas ktoś, dokładniej Baldvin Einarsson i Hallgrimur Örn Arngrímsson, stwierdzili, iż potrzebują stworzyć taką atrakcję, która będzie unikalna i będzie przyciągać turystów także w zimie. Tak narodził się pomysł na tunel lodowy. Wiąże się to także z tym, że po kryzysie gospodarczym w 2008 Islandia dość mocno postawiła na turystykę.

Tunel lodowy (Langjökull)
Tunel lodowy (Langjökull)

Prace koncepcyjne zaczęli w 2010 roku. Następnie zaangażowali w to architektów, naukowców, prawników, władze i zaczęto ten pomysł rozwijać. Głównym projektantem jest Ari Trausti Guðmundsson.W końcu w roku 2014 ruszyły prace. Trwały one 14 tygodni. Dwie ekipy składające się z kilku osób pracowały na zmianę przez 7 dni w tygodniu. Budowa kosztowała jakieś 2,5 miliona USD. Tunel oficjalnie otworzono 1 czerwca 2015 roku. Jest to unikalna konstrukcja na świecie, więc nic dziwnego, że biznesplan zadział i dziś jest to jedna z bardziej wyjątkowych atrakcji Islandii. Natomiast ponieważ lodowiec pracuje i porusza się co roku, za kilkanaście lat prawdopodobnie zostanie zamknięty. Jeśli dalej będzie popularny, pewnie postanie nowy.

Wewnątrz nawet jest barek
Wewnątrz nawet jest barek

Tunel to naprawdę wyjątkowe miejsce. Trochę taka dekoracyjna kopalnia wewnątrz lodowca. Natomiast faktycznie jest to jedna z ciekawszych atrakcji Islandii, bardzo przypadła nam do gustu. To coś, czego raczej nie doświadcza się na świecie. Dlatego jeśli są możliwości, to z pewnością warto rozważyć wizytę w tym tunelu. Wycieczki można zamawiać tutaj.

Tunel lodowy
Tunel lodowy

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak islandzki
Tunel lodowy Langjökull

Finse, czyli planeta Hoth z „Gwiezdnych Wojen”

Niektóre lokacje filmowe nie wymagają od ekipy filmowej wyjścia z hotelu, mimo kręcenia zdjęć w plenerze. Tak dokładnie było w przypadku norweskiej miejscowości Finse, która zagrała w „Imperium kontratakuje” planetę Hoth. Wszystko dzięki anomaliom pogodowym, które pokrzyżowały oryginalne plany filmowców. Dziś Finse słynie nie tylko z „Gwiezdnych Wojen”, ale też przyciąga turystów ze względu na piękno natury.

Okolice lodowca Hardangerjøkulen
Okolice lodowca Hardangerjøkulen

Finse i historia kolei w Norwegii

Finse jest małą wioską w gminie Ulvik, położoną na wysokości 1222 metrów nad poziomem morza, tuż przy lodowcu Hardangerjøkulen. Jest to szósty największy lodowiec w kontynentalnej części Norwegii. Najważniejszym budynkiem w całym Finse jest stacja kolejowa. Wybudowano ją w 1908 roku, gdy otwierano połączenie na trasie Oslo – Bergen (1909 rok). To obecnie najwyżej położona norweska stacja kolejowa i w ogóle najwyższy punkt tras kolejowych w kraju (dokładniej w pobliskim tunelu – 1237 m n.p.m.).

Finse na przełomie kwietnia i maja
Finse na przełomie kwietnia i maja

Pierwotnie była to baza budowniczych, natomiast dziś to stała osada. Ciekawostką jest to, że do Finse nie prowadzą żadne drogi. Dojechać można jedynie pociągiem, a w zimie dodatkowo pojazdami śnieżnymi. W sumie offroad też można latem spróbować. Oprócz stacji znajduje się tu także wspomniany tunel kolejowy. Dziś na stałe mieszka tu zaledwie kilka osób, trochę więcej przebywa tu okresowo, głównie do obsługi turystów.

Finse
Finse

Shackleton, Amuldsen i inni

Niezwykłe położenie Finse przy lodowcu sprawiło, iż miejsce to odegrało swoją rolę w wyprawach arktycznych. Lodowiec ten był wykorzystywany jako baza treningowa. Tu ćwiczyli członkowie wypraw Scotta, Amuldsena i Shackletona zdobywając niezbędną biegłość. Swoją drogą turystyczne wyprawy polarne w stylu Shackletona są organizowane tutaj wczesną wiosną. Zaś ich uczestnicy zmagają się z trudnymi warunkami, ot taka nietypowa turystyka.

Hotel Finse 1222
Hotel Finse 1222

Finse turystycznie

Między innymi dlatego dziś Finse to przede wszystkim jedno z zimowych centrów turystycznych. Tu przyjeżdżają amatorzy narciarstwa, żeglowania (kiteskiing, żeglowanie na saniach). W momencie, gdy zamarznie jezioro Finsevatnet mają tu całkiem spory teren dla siebie. I spokojny, bo to dodatkowo jest obszar chroniony, obok zaś znajduje się Park Narodowy płaskowyż Hardangervidda. To największy park narodowy w całej Norwegii, liczy sobie ponad 3400 km2. Jest to także idealne miejsce na wszelkiego typu trekkingi, czy to letnie, czy to zimowe. Szlaki są wyznaczone, także blisko stacji kolejowej i miejscowości, zaś przyroda zachwyca.

Hotel Finse 1222 i stacja kolejowa
Hotel Finse 1222 i stacja kolejowa
To dobre miejsce dla lubiących sporty zimowe
To dobre miejsce dla lubiących sporty zimowe

Finse, Norwegia i saga „Star Wars” czyli lodowa planeta Hoth

Filmowo najważniejszym punktem historii Finse są oczywiście „Gwiezdne Wojny: Cześć V: Imperium kontratakuje” (1980 rok) Irvina Kershnera. Tu kręcono plenery lodowej planety Hoth. Ekipa filmowców przybyła tu 2 marca 1979 roku. Prawie 70 osób ulokowano w hotelu Finse 1222. Zwykle marzec to dobra pora na zdjęcia w tym miejscu, ale w 1979 akurat mieli, podobnie jak u nas, zimę stulecia. Stąd też część zdjęć nagrywano z hotelu. Kamera stała w drzwiach, reżyser i reszta ekipy za nią, zaś jedyną osobą, która wychodziła na śnieg był aktor – na przykład Mark Hamill. Mark i Carrie Fisher dotarli tu 3 marca, najwięcej problemów miał Harrison Ford, który pojawił się później, bo zima stulecia spowodowała, iż nie dało się tu dojechać. Przetransportowano go helikopterem.

Finse, czyli lodowa planeta Hoth w „Imperium kontratakuje”
Finse, czyli lodowa planeta Hoth w „Imperium kontratakuje”
Wystawa poświęcona "Gwiezdnym Wojnom" w hotelu  Finse 1222
Wystawa poświęcona „Gwiezdnym Wojnom” w hotelu Finse 1222

Przy lepszej pogodzie zdjęcia kręcono na jeziorze Finsevatnet (znajduje się tuż przy hotelu Finse 1222), a także na lodowcu Hardangerjøkulen. Jako statystów brano praktycznie każdego, włączając w to obsługę hotelu.

Zamarznięte jezioro
Zamarznięte jezioro

Warto dodać, że w 2015 roku w grze „Star Wars: Battlefront” wykorzystano tę okolicę ponownie. Wówczas na podstawie topografii terenu przygotowano dokładne mapy Hoth na potrzeby gry.

Okolica to dobre miejsce do trekingu
Okolica to dobre miejsce do trekingu

Inne filmy tu kręcone

Nie jest to jedyny epizod filmowy tej okolicy, choć w pozostałych wykorzystywano tylko zdjęcia lodowca Hardangerjøkulen. Pierwszy z nich to film telewizyjny „Gułag” (1985 rok) Rogera Younga, zaś Norwegia udaje tu Syberię. Drugi to „Wiedźmy” (1990 rok) Nicolasa Reoga na podstawie książki Roalda Dahla. Tu pojawiają się ośnieżone szczyty i są niejako dodatkiem do scen nagrywanych w Bergen. Finse pojawia się także w powieści „The Blue Ice” Hammonda Innnesa.

Okoliczne wzniesienia zagrały w "Imperium kontratakuje"
Okoliczne wzniesienia zagrały w „Imperium kontratakuje”

Atrakcje Finse

Hotel Finse 1222 znajdujący się przy stacji to nie tylko atrakcja, ale i dobre miejsce, by zjeść coś ciepłego. Jest on połączony ze stacją kolejową. Jego częścią jest też wagon kolejowy, bardzo charakterystyczny i wyróżniający się. Wewnątrz hotelu znajdują się gablotki pamiątkowe, mniejsza w recepcji, druga pod schodami (w recepcji powiedzą jak dojść). Ten hotel to także schronisko z 43 pokojami, acz ceny są norweskie. Tańszy może być hostel Finsehytta, w którym znajduje się także mikrobrowar. Ten jest trochę oddalony od stacji, ale nadal bardzo blisko.

Finse wczesną wiosną
Finse wczesną wiosną

O ile spacer po Finse, czy nawet po powierzchni zamarzniętego Finsevatnet nie będzie stanowić problemu, o tyle dotarcie do lodowca wymaga czasu i przygotowania. My liczyliśmy na możliwość wynajmu skuterów śnieżnych, ale informacja, którą znaleźliśmy w sieci, została na miejscu zweryfikowana. Z powodu ochrony środowiska ograniczono użycie skuterów do koniecznego minimum. Eskapady turystycznie nie wchodzą w grę. Za to można tu poszukać psich zaprzęgów, ale to też lepiej zorganizować wcześniej.

Płaskowyż Hardangervidda
Płaskowyż Hardangervidda

Dojazd i okolica

Bilety kolejowe można spokojnie kupić w Oslo czy Bergen. Wyjazd do Finse właściwie należy traktować jako miejsce na jednodniową wycieczkę właśnie ze wspomnianych miast. My jechaliśmy z Oslo, pociągiem około godziny 8:00. Na miejscu byliśmy o godzinie 12:00, powrót zaś był o godzinie 18:00. To wystarczająco dużo czasu, by zobaczyć bliską okolicę, ale niekoniecznie wystarczy na lodowiec. Jeśli chcemy dotrzeć do lodowca na piechotę, a przy okazji poszwendać się na spokojnie po okolicy konieczny będzie nocleg. Natomiast jazda pociągiem pozwala obejrzeć wiele zakątków dzikiej Norwegii.

Finse
Finse i tunel kolejowy w kierunku Bergen.

My byliśmy w Finse na początku maja, baliśmy się czy będzie jeszcze śnieg, jak widać był, włączając w to zamarznięte jezioro. Więcej zdjęć oraz namiary GPS konkretnych lokacji z „Imperium kontratakuje” znajdziecie tutaj. Z pewnością miejsce to wygląda zupełnie inaczej w środku lata. Lato to także dobry moment, by lepiej pooglądać lodowce. Gdy jest pokrywa śnieżna, całość wygląda tak samo, niezależnie czy to czapa lodowa, czy jezioro.

Widok z hotelu
Widok z hotelu

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak norweski
Finse
Szlak filmowy
Finse

Jökulsárlón, laguna lodowa, James Bond, Lara Croft, diamentowa plaża

Jedną z najbardziej obleganych, poniekąd słusznie, ale też najbardziej niezwykłych, a w dodatku filmowych atrakcji Islandii jest laguna lodowa lub właściwie laguna lodowcowa, co po islandzku znaczy Jökulsárlón. Przepiękna kolorystycznie, ze względu na białą i niebieską krę laguna zachwyca.

Jedną z metod zwiedzania Jökulsárlón jest rejs między krami (np. w amfibiach)
Jedną z metod zwiedzania Jökulsárlón jest rejs między krami (np. w amfibiach)

Jökulsárlón: Powstanie jeziora (laguny)

Jest to także najgłębsze jezioro w Islandii, liczy sobie 260 m głębokości. Znajduje się na południowym krańcu Parku Narodowego Vatnajökull, w tym miejscu lodowiec Breiðamerkurjökull (właściwie to jest to jęzor lodowca Vatnajökull) wchodzi do wody. Lodowiec porusza się, odrywają się od niego góry lodowe i powoli dryfują w lagunie, a następnie spływają do oceanu. Technicznie rzecz biorąc nie jest to oczywiście laguna, tylko jezioro. To, co uchodzi za mierzeję oddzielającą jezioro od oceanu to morena czołowa. Jest tu dość wąskie ujście, przez który woda, niejednokrotnie z lodem, wpływa do oceanu. Swoją drogą jezioro to po raz pierwszy wspomniano dopiero w 1948 roku. W obecnej formie istnieje zaledwie kilkadziesiąt lat. Przez ten okres jezioro zwiększało swoją powierzchnię i rosło, wynika to także z cofania się lodowca. Od lat 70. zwiększyło się już ponad czterokrotnie.

Morena lodowca Vatnajökull
Morena lodowca Vatnajökull

Jezioro jest połączone z oceanem krótką rzeczką o nazwie Jökulsá á Breiðamerkursandi. Ma ona zaledwie kilkaset metrów i jest uznawana za najkrótszą w całej Islandii. Nad ujściem znajduje się most drogi nr 1 (prowadzącej wokół całej Islandii). Nią dojeżdża się do Jökulsárlón. Po drugiej stronie mostu mamy plażę z czarnym piaskiem. Nazwa Diamentowa plaża (Diamon Beach) pochodzi od kawałków lodu, które można znaleźć blisko lub na brzegu, które właśnie wyglądają trochę jak diamenty. Zwłaszcza te małe. W okolicy zaś możemy zobaczyć ptactwo, głównie wydrzyki, alki czy kaczki, ale również foki. Woda oceaniczna czasem cofa się do jeziora, stąd obfituje ono w ryby, kryl, a także zwierzęta, które się tym żywią.

Rejs po lagunie lodowcowej. Wszyscy muszą mieć na sobie kapoki.
Rejs po lagunie lodowcowej. Wszyscy muszą mieć na sobie kapoki.
Można też pływać np. kajakami.
Można też pływać np. kajakami.

Zwiedzanie Jökulsárlón i Diamentowej Plaży

W lipcu fragmenty lodu na plaży były raczej niewielkie i rzadkie, ale podobno w innych porach roku jest tu tego zdecydowanie więcej i lepiej tłumaczy to nazwę. W przypadku plaży na Islandii warto pamiętać o bezpieczeństwie ze względu na zdradliwe fale.

Kry lodowe mają przepiękny kolor>
Kry lodowe mają przepiękny kolor>

Kry, które pływają po lagunie, spokojnie spływają pod mostem wąskim przesmykiem. Świetnie się to obserwuje, a potem szuka resztek na plaży. Swoją drogą szacuje się, że niektóre kry były zamarznięte nawet przez 1000 lat. To właśnie te pływające fragmenty lodu robią klimat tego miejsca. Zwłaszcza, że część z nich jest pięknie błękitna.

Jökulsárlón, pływanie między krą
Jökulsárlón, pływanie między krą
Niektóre fragmenty lodu mają niebieskawy kolor
Niektóre fragmenty lodu mają niebieskawy kolor

James Bond 007 i Jökulsárlón

Laguna ma też swoją filmową historię, zaczynając od przygód Jamesa Bonda. Pojawia się na początku filmu „Zabójczy widok” (1985) z Rogerem Moorem, w scenie w której Bond wykrada czip z ciała 003 na Syberii. Ekipa stacjonowała blisko Höfn, zdjęcia kręcono na lagunie, częściowo na lodowcu. Jednak zostały one połączone z ujęciami ze Szwajcarii, więc islandzka część to moment, w którym Bond zjeżdża do lodowej laguny i końcówka pościgu.

Jökulsárlón jako Syberia w filmie „Zabójczy widok” (James Bond, 007 i Islandia)
Jökulsárlón jako Syberia w filmie „Zabójczy widok” (James Bond, 007 i Islandia)
„Śmierć nadejdzie jutro”, czyli James Bond 007 na Islandii. Na Jökulsárlón nagrywano między innymi fragmenty pościgu.
„Śmierć nadejdzie jutro”, czyli James Bond 007 na Islandii. Na Jökulsárlón nagrywano między innymi fragmenty pościgu.

Po raz drugi ekipa Bonda wróciła już tutaj na ostatni film z Piercem Brosnonanem. W „Śmierć nadejdzie jutro” (2002) Jökulsárlón i w okolicy (Höfn i Vatnajökull), kręcono ujęcia wokół pałacu lodowego i pościg samochodowy. Wówczas całość była zamarznięta. Tym razem Islandia zagrała Islandię. Czasem sieć wspomina o „Batmanie”, ale jego kręcono w innej części Vatnajökull.

Jökulsárlón, a w tle lodowiec Vatnajökull.
Jökulsárlón, a w tle lodowiec Vatnajökull.
Czasem kra jest trochę przybrudzona
Czasem kra jest trochę przybrudzona

Inne filmy kręcone w lagunie

Natomiast w pierwszym filmowym „Lara Croft: Tomb Raiderze” (2001) to ponownie jest Syberia (Rosja). Tym razem laguna Jökulsárlón pełni bardziej rolę tła. Na brzegu zbudowano prymitywną syberyjską wioskę z szałasami. Po krótkiej rozmowie, Lara Croft wraz z ekipą wjeżdża do laguny, pływa między lodami i w następnym ujęciu jest już na lodowcu Vatnajökull. Jako ciekawostkę można dodać, że podczas ujęć z laguny w tle widać linie energetyczne. Warto też wspomnieć o filmie „Beowulf – Droga do sprawiedliwości” (2005) Strulla Gunnarssona, tam także pojawia się laguna, po której żeglują statki duńskich wojowników.

Jökulsárlón ponownie jako Syberia, tym razem w filmie „Lara Croft: Tomb Raider”
Jökulsárlón ponownie jako Syberia, tym razem w filmie „Lara Croft: Tomb Raider”

Swoją drogą takie dawne wioski nad brzegiem jeziora to nie jest tylko wymysł scenarzystów. Ludzkie osady istniały tu koło 870 roku. Laguny może nie było wówczas w takiej formie, ale woda pochodzenia lodowcowego jest cennym zasobem słodkiej wody, więc pewnie ich przyciągała.

Lodowiec Vatnajökull.
Lodowiec Vatnajökull.

Pływanie po lagunie

Prawdę mówiąc sposób, w jaki Jökulsárlón zostało ukazane w filmie „Tomb Raider” dość dobrze oddaje zwiedzanie tego miejsca. Pływające kry robią olbrzymie wrażenie, gdy obserwuje się je z oddali. Ale jeszcze ciekawsze jest pływanie między nimi. Do tego służą przede wszystkim amfibie, które spokojnie wjeżdżają do wody (z turystami) i pływają między bryłami lodu. Całość jest bezpieczna, gdyż na trasie cały czas są małe łodzie (najczęściej pontony motorowe Zodiac) osób pilnujących, czy przypadkiem nie zbliżamy się zbytnio do lodu. W końcu większa część góry lodowej znajduje się pod wodą. Tak wycieczka trwa trochę ponad pół godziny.

Za omijanie ukrytych części gór lodowych odpowiada ekipa na pontonach.
Za omijanie ukrytych części gór lodowych odpowiada ekipa na pontonach.

Drugą opcją jest pływanie na kajakach czy pontonach. Były tu też organizowane pływanie morsów, ale obecnie przy tym ruchu trochę trudno sobie wyobrazić masowe morsowanie. Natomiast samo zobaczenie tego z brzegu jest darmowe. Zatrzymujemy się na parkingu i dalej robimy, co chcemy. Większość osób przybywa tu dla widoków. I choć dziś jest to jedno z najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych miejsc w całej Islandii, to warto przypomnieć, iż nie istniałoby bez filmu. Turystyka zaistniała tu właśnie po „Zabójczym widoku”. Wówczas rozpoczęto organizować rejsy po lagunie.

Odłamane kawałki lodowca
Odłamane kawałki lodowca

Dziś zatoka lodowcowa Jökulsárlón jest mocno oblężonym przez turystów miejscem. Jak wspominaliśmy, to jedno z najpopularniejszych miejsc w Islandii i to widać. Zjazd trudno przeoczyć. Przy drodze nr 1 znajduje się olbrzymi parking, a obok cała infrastruktura turystyczna. Budki z biletami, toalety, jakieś małe przekąski. Jest gwarno i trzeba uważać na parkingu, w końcu to żelazny punkt każdej kilkudniowej wycieczki. Jest tu nawet niewielka górka, na którą można wejść i podziwiać lagunę z wysokości. Możemy spokojnie chodzić po okolicy, oczywiście pod warunkiem, że nie wchodzimy na lód.

Jökulsárlón z drona
Jökulsárlón z drona

Diamentowa plaża i inne atrakcje

By się zatrzymać, pójść na diamentową plażę, czy zobaczyć lagunę z brzegu, nie powinno stanowić problemu. Ewentualnie trudność może być z parkowaniem, mimo sporego parkingu. W przypadku pływania po lagunie amfibią czy pontonem, lepiej jest wcześniej wykupić bilet na odpowiednią godzinę online. Nam się udało to załatwić na miejscu, z ponad godziną czekania na dwa wolne miejsca. Potem przez 3 kolejne godziny były tylko pojedyncze. My liczyliśmy się z trudnościami, ale szczęśliwie się udało. Warto dodać, że choć amfibia trochę kosztuje, co niby ogranicza liczbę turystów, to jednak jest to na tyle popularne miejsce, że lepiej sobie zarezerwować tę atrakcję wcześniej i mieć spokój. Rejs amfibią można zamówić tutaj, zaś pontonem tutaj.

Diamentowa plaża. Nazwa pochodzi od kawałków lodu.
Diamentowa plaża. Nazwa pochodzi od kawałków lodu.

Alternatywą jest też mniejsze jezioro, pobliskie Fjallsárlón. Znajduje się 10 km w stronę Rejkiawiku. Dla nas to była opcja zapasowa z której nie skorzystaliśmy.

Zjawiskowa laguna lodowa Jökulsárlón
Zjawiskowa laguna lodowa Jökulsárlón

Dojazd do Jökulsárlón

O popularności Jökulsárlón nie tylko zadecydowało piękno, czy 007. Także to, że spośród jezior lodowych, wokół których kwitnie życie turystyczne, właśnie to na Islandii jest prawdopodobnie jednym z najłatwiej dostępnych dla dużych rzeszy turystów. W dodatku jest to spora laguna, co wpływa na jej odbiór. Znajduje się 5 godzin jazdy samochodem z Rejkiawiku w jedną drogą (nr 1). Można więc zarówno znaleźć jednodniowe wycieczki, dłuższe łączone z innymi punktami, jak i samemu spróbować tu dojechać. A jak jeździ się po kraju więcej, tym łatwiej tu dotrzeć. Choć warto zauważyć, że na wschód od laguny życie turystyczne zamiera.

Most nad rzeką Jökulsá á Breiðamerkursandi
Most nad rzeką Jökulsá á Breiðamerkursandi

Na mapie Islandii jezioro lodowe Jökulsárlón zdecydowanie się wyróżnia. Tak niesamowitym, unikalnym pięknem. Pewną dzikością i chłodem, cudownymi widokami. My byliśmy pod olbrzymim wrażeniem tego miejsca. Fakt, jest tu również masową turystyka. Jest to niezwykłe miejsce, a jak do tego dołoży się popularność Islandii, właściwie wszystko staje się jasne. Prawie każdy chce to zobaczyć, stąd są tu tłumy. Nam to ostatnie nie przeszkadzało, zwłaszcza, że udało się popływać amfibią. Na koniec warto dodać, że stąd organizowane są także wyprawy na sam lodowiec oraz w odpowiedniej porze roku do jaskiń lodowych.

Kra w lagunie.
Kra w lagunie.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak islandzki
Jökulsárlón
Szlak filmowy
Jökulsárlón

Góra Cooka (Aoraki) i lodowiec Tasmana

Już przy wpisie o lodowcach Fox i Franz Jozef wspominaliśmy o dość niecodziennym sposobie ich oglądania, czyli z perspektywy helikoptera lub awionetki. Jeszcze przed przylotem do Nowej Zelandii wiedzieliśmy, że coś takiego jest , ale dopiero na miejscu zainteresowaliśmy się taką wycieczką. Jednak oprócz lodowca (w naszym wypadku Tasmana) i oglądania krajobrazu z góry, chcieliśmy się przelecieć także obok góry Cooka, czyli najwyższego szczytu Nowej Zelandii.

Lot awionetką na lodowiec Tasmana
Lot awionetką na lodowiec Tasmana

Loty wokół góry Cooka i na lodowce

To, że nie przewidywaliśmy lotów widokowych, to kwestia ceny. Ale gdy widzi się helikopter lecący nad pięknym lodowcem, to coś w człowieku pęka. Będąc przy lodowcu Franciszka Józefa z ciekawości popatrzyliśmy na oferty kilku firm i ceny, pewni że to raczej nie dla nas. I tutaj spotkało nas miłe zaskoczenie – jedna z tańszych opcji lotu, choć w przeliczeniu na złotówki nadal bardzo droga, nie kosztuje aż tak strasznie w porównaniu z innymi cenami w Nowej Zelandii (np. zakwaterowanie, jedzenie w lokalach). A kiedy taka okazja się powtórzy? Musieliśmy  przemyśleć, policzyć, poszukać wieczorem w sieci i wpasować wycieczkę w plan podróży. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na firmę INFLITE Charters na lotnisku Mount Cook – lot śmigłowcem + lądowanie i spacer na lodowcu + lot awionetką z powrotem. Odprawa to głównie ważenie się i wpisanie wagi do formularza (kobiety również, ale bez bagaży, w tym torebki – zawsze to mniej) i niecierpliwe oczekiwanie.

Widok z samolotu
Widok z samolotu

Organizacja lotu na lodowiec i wokół góry Cooka

Trzeba było tylko wybrać lotnisko i godzinę. Mt Cook Airport to jedno z licznych lotnisk na wyspie wyspie Południowej: malutki terminal i 1-2 pasy startowe. Wiele takich widzieliśmy już w Nowej Zelandii, ale także choćby w Tanzanii. Wiedza o katastrofach awionetek i helikopterów, i sam wygląd infrastruktury może budzić pewne obawy, ale tych maszyn lata tutaj naprawdę dużo. Wypadki oczywiście czasem się zdarzają, ale wciąż jeśli popatrzy się na statystyki, statki powietrzne są dużo bezpieczniejsze niż samochody.

Widok na lodowiec Tasmana z awionetki
Widok na lodowiec Tasmana z awionetki

Lot nie był długi, bo wszystkie atrakcje trwały razem jakieś 40 minut. Ale była to naprawdę niesamowita przygoda i przeżycie warte pieniędzy, przejazdów czy nocnej pobudki! Najpierw samolotem przelecieliśmy nieopodal Góry Cooka i Tasmana i wylądowaliśmy na lodowcu. Nie było zimno, słońce ostro grzało. Pewnie dlatego na lotnisku pytano o okulary przeciwsłoneczne i proponowano także krem z filtrem. Na lodowcu mieliśmy trochę czasu, by nacieszyć się śniegiem, porobić zdjęcia, a potem wsiedliśmy do helikoptera (lecieliśmy nim po raz pierwszy w życiu) i zrobiliśmy trasę nad górami, wokół góry Cooka. Oba loty były niesamowite.

Lodowiec Tasmana
Lodowiec Tasmana

Aoraki, czyli góra Cooka

Góra Cooka nosi oficjalnie nazwę Aoraki / Mount Cook. Aoraki to bohater maoryskich opowieści, przodek iwi (plemienia/klanu) Ngāi Tahu, a także przodek gór. Jeśli chodzi o Europejczyków, Alpy Południowe i ich najwyższy szczyt po raz pierwszy widziała (prawdopodobnie) wyprawa Abla Tasmana w 1642 roku. W 1770 roku kapitan James Cook ochrzcił całe pasmo górskie – Alpami Południowymi, ale bez szczegółów. Najwyższy szczyt nazwał w 1851 roku inny angielski kapitan, John Lort Stokes, na cześć Cooka.

Lodowiec Tasmana i góra Cooka
Lodowiec Tasmana i góra Cooka

Góra Cooka to najwyższy szczyt Nowej Zelandii, mierzy obecnie 3 724 m n.p.m. Obecnie, ponieważ w 1991 roku w wyniku osunięcia się skał, szczyt obniżył się o 10 metrów. Warto wiedzieć, że aktywność tektoniczna podnosi pasmo o jakieś 7 milimetrów w skali roku, ale nie mniej potężną siłą jest erozja, więc jakoś to się balansuje.

Na lodowcu Tasmana
Na lodowcu Tasmana

Drugi najwyższy szczyt – góra Tasmana – (ang. Mount Tasman, maoryska nazwa Horokoau odnosi się do lokalnego gatunku kormorana) – znajduje się zaledwie 4 kilometry dalej, a mierzy 3 497 m n.p.m. Też go widzieliśmy.

Pilatus, którym wlecieliśmy na lodowiec Tasmana
Pilatus, którym wlecieliśmy na lodowiec Tasmana
Helikopter, którym lecieliśmy wokół góry Cooka
Helikopter, którym lecieliśmy wokół góry Cooka

Lodowiec Tasmana

Lodowiec Tasmana (Tasman Galcier lub maor. Haupapa) to jeden z kilku lodowców Alp Południowych, w dodatku największy w Nowej Zelandii. 29 km długości, 4 km szerokości. Na Południowej Wyspie w roku 1980 naliczono 3155 lodowców (plus 18 na Północnej). Większość z nich jest dość mała, tylko kilka jest dużych. Ta liczba wynika z podziałów: jak lód pęknie, to często liczy się potem go jako dwa osobne. Teoretycznie Tasman zajmuje obecnie prawie 1/3 powierzchni wszystkich lodowców w kraju Kiwi. Nie da się go zobaczyć podjeżdżając blisko jak w przypadku Foxa czy Franca Jozefa, przez to jest tu mniej ludzi, ale turystycznie i tak jest bardzo mocno eksplorowany. Poza osobami, które tu lądują (także awionetkami, na innych lodowcach najczęściej lądują jedynie helikoptery), organizowane są tu także wyprawy wspinaczkowe. Do tego jednak trzeba mieć dużo więcej czasu, ale też lepszą kondycję i doświadczenie.

Na lodowcu Tasmana
Na lodowcu Tasmana

Góra Cooka i kino

Warto wspomnieć także o filmowych powiązaniach. Właściwie liczy się jedno: „Granice wytrzymałości” (Vertical Limits) Martina Campbella z 2000 z Izabellą Scorupco. To opowieść o tragicznej wyprawie na K2. Choć część zdjęć faktycznie kręcono tam w Pakistanie, to jednak właśnie okolice góry Cooka udawały Karakorum.

Góra Cooka
Góra Cooka
Lot wokół góry Cooka
Lot wokół góry Cooka

Możliwość oglądania zarówno ośnieżonych, górskich szczytów jak i samego lodowca z góry, ale ze stosunkowo bliskiej odległości to naprawdę interesujące przeżycie. Jeśli chodzi o widoki, chyba z awionetki wygląda to lepiej. Lot helikopterem zaś dostarcza dodatkowych atrakcji, zwłaszcza gdy jest się blisko grani i nagle podrywamy się do góry, i w tym momencie pojawiają się niewielkie turbulencje. Za to lądowanie i startowanie helikopterem jest takie delikatne, że chciałoby się więcej. Podsumowując, sama wycieczka dla nas z pewnością będzie niezapomniana przez długie lata.

Lot wokół góry Cooka
Lot wokół góry Cooka
Lot wokół góry Cooka
Lot wokół góry Cooka

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Góra Cooka i lodowiec Tasmana

Park Narodowy Westland: Lodowce Fox i Franz Josef

Park Narodowy Westland jest jednym z czterech nowozelandzkich parków narodowych wpisanych na listę UNESCO w ramach grupy Te Wahipounamu. Choć teren Westland to głównie wieczne zielone, tropikalne puszcze, to znajdują się tu także lodowce. Dwa najważniejsze lodowce: Franciszka Józefa (czyli Franz Josef, tak, tego cesarza Austrii) i Foxa.

Lodowiec Franciszka Józefa (Franz Jozef)
Lodowiec Franciszka Józefa

Droga do lodowców i las

Warto tu zwrócić uwagę na coś naprawdę niesamowitego: wiecznie zielony las wspina się do samych góry, by nagle zamienić się w twardą wysokogórską roślinność poutykaną między skały. Wkrótce większe i mniejsze skalne odłamki zastępują niemal wszelką roślinność. Krajobraz staje się surowy, nieprzyjazny, majestatyczny. A w niewielkiej odległości widzimy lodowiec: jęzor sprasowanego wieloletniego śniegu. Im niżej, tym bardziej brudnego, zaś bliżej szczytu połyskującego bielą i błękitem.

Wodospad przed lodowcem Franz Josef
Wodospad przed lodowcem Franz Josef

Lodowiec Franz Josef

Nazwa lodowca rzeczywiście upamiętnia cesarza Austrii Franciszka Józefa. Nadał ją w 1865 roku niemiecki odkrywca Julius von Haast (na jego cześć nazwano jedną z miejscowości, a także wybite już orły Haasta). Maoryska nazwa Łzy Hina Huketerie (Kā Roimata o Hine Hukatere) nawiązuje do legendy tłumaczącej powstanie lodowca. Opowiada ona o Hine Hukatere, która kochała wspinać się po górach. Namówiła swego ukochanego imieniem Wawe, by wspiął się wraz z nią. Wawe jednak nie był dość doświadczony, więc gdy przyszła lawina, zginął. To złamało serce Hine, zalała się łzami, a te zamarzły tworząc lodowiec.

Okolice lodowca Franciszka Józefa
Okolice lodowca Franciszka Józefa

Lodowiec powstał i utrzymuje się dzięki opadom śniegu w wysokich partiach gór, gdzie zalegający śnieg ulega sprasowaniu i stwardnieniu. Odkąd prowadzi się obserwacje, a więc od drugiej połowy XIX wieku, zauważono naprzemienne okresy rozrostu i cofania się lodowca. Obecnie znajduje się on w fazie cofania, a jego powierzchnia jest niestabilna. Z tego powodu zabronione są piesze wyprawy na sam lodowiec – można go podziwiać z pewnej odległości – a żeby dostać się na szczyt, należy wykosztować się na wycieczkę samolotem lub helikopterem. Po wylądowaniu na stabilnym podłożu, możliwe są dłuższe lub krótsze wycieczki po śniegu. Relatywnie cena przelotu aż tak droga nie jest, istotniejsze jest zarezerwowanie sobie takiego lotu wcześniej. Nawet poza sezonem obłożenie jest spore.

Lodowiec Franz Josef
Lodowiec Franz Josef

Lodowiec Fox

Kolejny lodowiec nosi nazwę po premierze Nowej Zelandii, sir Williamie Foxie, który w 1872 roku odwiedził to miejsce. Owszem, ma też nazwę maoryską – Te Moeka o Tuawe.

Trasa na lodowiec Fox
Trasa na lodowiec Fox

Podobnie jak pobliski Franz Joseph Glacier, także Fox Glacier jest jednym z niewielu lodowców, które niemal graniczą z tropikalnym lasem deszczowym, a ich wysokość to zaledwie 300 m n.p.m. Lodowiec Foxa także ma swoje cykle przyrastania i cofania się, obecnie się wycofuje. Z tej perspektywy mniej efektowny niż pierwszy lodowiec, ale wyprawa warta czasu i sił.

Ścieżka do lodowca Fox
Ścieżka do lodowca Fox

Zwiedzanie lodowców Franz Josef i Fox

Przed oboma lodowcami są zbudowane bardzo duże parkingi. Trasa do przejścia stamtąd jest stosunkowo nieduża, raczej podobnie jak w wielu innych miejscach Nowej Zelandii, trzeba liczyć około 30-45 minut w jedną stronę. Teren tym razem jest trochę trudniejszy, niż przy większości innych atrakcji, ale za to widoki są niesamowite.

Okolice lodowca Fox
Okolice lodowca Fox

Do samych lodowców się nie podchodzi. Raczej do miejsca, skąd można je podziwiać. Wszystko jest ogrodzone, tak by turystom nic się nie stało. Podobnie jest z trudniejszymi fragmentami na ścieżce. Jeśli przypadkiem ktoś mógłby tam spaść, to na pewno będzie barierka. Te zabezpieczenia nie są bezpodstawne – można poznać przypadki nierozważnych turystów, którzy samowolnie opuścili wyznaczony szlak i ponieśli śmierć, najczęściej z powodu osunięcia się kamieni lub lodu. Swoistą ciekawostką są też zdjęcia ukazujące, jak lodowiec topnieje z biegiem lat.

Droga na lodowiec Fox
Droga na lodowiec Fox

Inne możliwe aktywności

Oczywiście trochę inaczej sprawa się ma z wycieczkami zorganizowanymi. Te na przykład. wlatują helikopterem i lądują na lodowcu. Są też takie, które wymagają większej sprawności przy wspinaniu się. Jednak dla większości „przypadkowych” osób takie atrakcje są zamknięte. Nawet jeśli przejdzie się przez barierkę to i tak do lodowca wciąż jeszcze daleka droga. Swoją drogą wycieczki tego typu można kupić nie tylko na te lodowce, ale też np. na górę Cooka i znajdujący się obok niej lodowiec Tasmana.

Lodowiec Fox (śnieg ciężko dostrzec)
Lodowiec Fox (śnieg ciężko dostrzec)

Trochę dalej od lodowców znajdują się centra turystyczne z masą knajp i innych atrakcji. Tam też można właśnie zamówić loty helikopterami czy samolotami, ale na miejscu raczej nie ma co próbować. Na dany dzień w sezonie raczej miejsc nie znajdziemy, poza nim też nie jest łatwo.

Rzeka przy lodowcu Fox
Rzeka przy lodowcu Fox

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Lodowiec Fox i Franz Josef