Archiwa tagu: muzeum

Monachium, stolica Bawarii, BMW i Oktoberfest

Stolica Bawarii, Monachium (niem. München, baw. Ming) to trzecie największe miasto Niemiec i jednocześnie ważny ośrodek kulturalny, przemysłowy i ekonomiczny. Jeszcze do niedawna kojarzone było z bogatymi, zachodnimi Niemcami i Oktoberfest. Dziś trochę niedofinansowane, co widać jeśli porówna się je z miastami we wschodnich landach. W wielu miejscach przydałyby się drobne renowacje. Samo miasto wciąż zmaga się ze swoją trudną historią.

Nowy Ratusz w Monachium
Nowy Ratusz w Monachium

Historia Monachium

Zanim zlokalizowano tu miasto, wiódł tędy szlak handlowy soli. Swoje opactwo mieli tu także benedyktyni. W roku 1158 bawarski książę Henryk Lew dokonał lokalizacji miasta, pozwalając mnichom organizować targi. Ponieważ miasto rozwijało się przy klasztorze, stąd nazwa bei den Mönchen, czyli obok mnichów. Dodatkowo wzniesienie mostu na rzece Izarze przypieczętowało szybki rozwój miasta. Już w 1175 roku wzniesiono mury miejskie, a Monachium miało już swoje prawa. W roku 1225 ród von Wittelbach przeniósł tu swoją siedzibę i od tego momentu, jest to stolica Bawarii (początkowo tylko Górnej, Bawarie połączyły się w jedno w 1506 roku). Miasto przeszło dwa wielkie pożary, ucierpiało też w wyniku wojny trzydziestoletniej.

Siedziba rządu Bawarii
Siedziba rządu Bawarii

Wielki rozwój nastąpił dopiero po roku 1806 i czasach napoleońskich. Wówczas proklamowano Królestwo Bawarii. Za wielką rozbudowę odpowiadał król Maksymilian I Józef, a potem jego syn Ludwik I. Ten ostatni dokonał też zmiany nazwy państwa z Baiern na Bayern, chcąc tym samym nawiązać do tradycji i odróżnić się od pospolitych Niemiec. Ta pisownia obowiązuje do dziś. W 1871 roku Bawaria stała się częścią Drugiej Rzeszy, z zachowaniem pewnej autonomii. Cieszyła się nią aż do końca I wojny światowej, wówczas stała się zwykłym landem.

Zabytkowe centrum Monachium
Zabytkowe centrum Monachium

Naziści i Monachium

Monachium miało szczególne znaczenie dla nazistów. To w stolicy Bawarii organizowały się ruchy nazistowskie. Tutaj przeprowadzono w 1923 pucz monachijski (zwany też puczem piwiarnianym, gdyż odbywał się w pijalni piwa). Pucz się nie udał, ale była to pierwsza próba dojścia do władzy Adolfa Hitlera. W 1938 Niemcy, Włochy, Francja i Wielka Brytania podpisały układ monachijski, który akceptował przyłączenie części Czechosłowacji do Niemiec. Także w okolicach Monachium w Dachau utworzono pierwszy nazistowski obóz koncentracyjny (w 1933 roku).

Typowa niemiecka architektura
Typowa niemiecka architektura

Warto jednak wspomnieć, że to także w Monachium działała Biała Róża, organizacja głównie pięciorga studentów, którzy sprzeciwiali się nazizmowi i promowali chrześcijańskie wartości. Zostali oni jednak złapani i skazani na śmierć. Biała Róża pozostaje jednym z nielicznych ruchów antynazistowskich w Niemczech. Historię jej przywódczyni, Sophie Scholl można oglądać w filmie „Sophie Scholl – ostatnie dni” Marca Rothemunda. Samo miasto dość mocno ucierpiało w czasie II wojny i 71 alianckich nalotów. Po wojnie Monachium znalazło się pod kontrolą aliantów i szybko zaczęło się odbudowywać.

Budynki w centrum Monachium
Budynki w centrum Monachium

Zamachy w Monachium

Kolejna czarna karta związana jest z igrzyskami olimpijskimi w Monachium w 1972 roku. Masakra w Monachium to słynny atak terrorystyczny. Palestyńscy członkowie grupy Czarny Wrzesień porwali 11 izraelskich sportowców, a następnie ich zamordowali. Spowodowało to odwet ze strony Izraela. kolei zdarzenia te portretuje film „Monachium” Stevena Spielberga. Nie był on kręcony w stolicy Bawarii, sceny na stadionie nagrywano w Budapeszcie. Z kolei w lipcu 2016 doszło do zamachu / strzelaniny w centrum handlowym Olympia (nieopodal obiektów olimpijskich), do której przyznało się Państwo Islamskie. Zginęło wówczas 9 osób i zamachowiec.

Centrum handlowe Olympia
Centrum handlowe Olympia

Obiekty olimpijskie znajdują się dziś w Olympiapark München. Z jednej strony dziś służą zarówno wydarzeniom sportowym, wystawowymi wydarzeniom plenerowym. Z drugiej strony to też dość spory teren zielony i spacerowy w centrum miasta. Znajduje się tu także wieża telewizyjna. Jest memoriał poświęcony zamordowanym w 1972 roku sportowcom. W kompleksie znajdziemy też kino, lodowisko, muzeum rocka czy Akwarium. Innym często zwiedzanym przez fanów piłki nożnej obiektem sportowym jest stadion Allianz Arena zespołu Bayern Monachium. Znajduje się tam też muzeum drużyny.

Olympia Park
Olympia Park wraz z wieżą telewizyjną

Atrakcje Monachium: Świat BMW

Obok parku olimpijskiego wznosi się wieżowiec centrali BMW, a także BMW Welt, czyli centrum wystawowe firmy Bayerische Motoren Werke. Można tu za darmo pooglądać zarówno nowsze, jak i historyczne modele samochodów. To kolejne centrum wystawowe i kongresowe w okolicy. Przy BMW działa również muzeum techniki (lub też Muzeum BMW). Na koniec zwiedzania można oczywiście dokonać zakupu w salonie BMW, Rolls-Royce i Mini.

BMW Welt
BMW Welt
BMW Welt
BMW Welt

Centrum Monachium

Sercem starego miasta jest dziś Marienplatz. To właśnie tutaj koncentruje się życie turystyczne. Przede wszystkim uwagę przyciąga nowy, pochodzący z końca XIX wieku (ukończono go dopiero w 1909) monumentalny, neogotycki ratusz (Neues Rathaus). By zrobić miejsce tej budowli rozebrano aż 24 kamienice. Inspirowano się przy tym nowymi ratuszami z Wiednia i Brukseli. Dziś znajduje się tu także informacja turystyczna.

Ratusz w Monachium
Ratusz w Monachium

Przy tym samym placu jest też stary ratusz (Altes Rathaus) z lat 1470-1480. Choć warto pamiętać, że pewne części są pozostałością po jeszcze starszym budynku. Wieża powstała przed 1200 rokiem. Dziś mieści się tu muzeum zabawek.

Stary ratusz
Stary ratusz

Kościoły w Monachium

Najstarszy kościół w Monachium i całej Bawarii to kościół św. Piotra (Peterskirche). Znajduje się na starówce, blisko Marienplatz. Pierwotna, drewniana świątynia powstała gdzieś w VIII wieku, gdy przybyli tu mnisi. Pierwszy murowany kościół w tym miejscu powstał gdzieś około 1150 roku. Przez lata była wielokrotnie rozwijana i modernizowana. Do oryginalnej romańskiej zabudowy doszły elementy gotyckie, barokowe, a potem jeszcze rokoko. Świątynia została doszczętnie zniszczona podczas II wojny światowej. Odbudowę zakończono dopiero w roku 2000. Charakterystyczną wieżę nazywa się Starym Piotrem. Jej galerie są dostępnym, płatnym punktem widokowym.

Wnętrza kościoła Teatynów
Wnętrza kościoła Teatynów

Najważniejszy kościół katolicki stolicy Bawarii to katedra Najświętszej Marii Panny (Frauenkirche). Obecna świątynia również nie jest oryginalna, a trzecią w tym miejscu. Pierwsza powstała już po kościele św. Piotra. W XII wieku w jej miejscu wzniesiono romańską bazylikę, którą następnie zastąpiono nową gotycką katedrą. Wieże wybudowano, acz nie ukończono, w 1488 roku, ale sam kościół został konsekrowany dopiero szesnaście lat później. Wieże pozostały nieskończone aż do 1525 roku. Dziś mają bardzo charakterystyczne kopuły, czyniąc ten kościół dobrym punktem orientacyjnym. Jedna liczy 98,57 metrów wysokości, druga jest niższa o 12 centymetrów.

Katedra Najświętszej Marii Panny w Monachium
Katedra Najświętszej Marii Panny w Monachium

Największy kościół protestancki w Monachium to kościół św. Łukasza (Lukaskirche). Protestanci przez wiele lat nie byli dobrze widziani w katolickiej Bawarii, zmieniło się to dopiero w 1799 roku, kiedy to ówczesny książę elektor poślubił luterańską księżniczkę. Wiek XIX to rozwój protestantyzmu w stolicy Bawarii. Ten kościół był trzecim i zarazem największym, jaki zbudowano w Monachium. Znajdował się nad rzeką, trochę dalej od centrum. Budowę rozpoczęto w 1893 i już trzy lata później go konsekrowano.

Kościół św. Łukasza
Kościół św. Łukasza

Jednym z najbardziej znanych kościołów w całej Bawarii jest Kościół św. Jana Nepomucena, zwany też kościołem Asamów (Asamkirche). Powstał początkowo jako prywatna kaplica braci Asamów. Jest przykładem architektury późnego baroku i zdobnictwa rokoka.

Bogate, barokowe wnętrze kościoła św. Jana Nepomucena
Bogate, barokowe wnętrze kościoła św. Jana Nepomucena

Z kościołów w centrum jest jeszcze kilka wartych uwagi, w tym pierwotnie gotycki, obecnie barokowy kościół Ducha Świętego (Heiliggeistkirche), czy barokowy kościół Teatynów (Theatinerkirche), albo kościół Świętej Trójcy (Dreifaltigkeitskirche) również zbudowany w stylu włoskiego baroku.

Kościół Świętej Trójcy w Monachium
Kościół Świętej Trójcy w Monachium

Zielony rynek Monachium

Przy kościele Świętego Ducha znajduje się targ Viktualienmarkt. Znaczy to tyle, co zielony rynek i faktycznie można tu kupić różne artykuły spożywcze. Natomiast ciekawa jest geneza samej nazwy. Nie jest to dokładnie język niemiecki, tylko jakaś psuedo-latynizacja, czyli próba łączenia niemieckiego z łaciną. W XIX wieku było to dość popularne zjawisko w Bawarii.

Viktualienmarkt
Viktualienmarkt

Jeszcze jednym bawarskim zwyczajem jest stawianie tak zwanych drzewek majowych (maibaum) lub słupów majowych. Tradycyjne te słupy przyozdabiano w okolicach maja, organizowano festyny i tańce. To oczywiście jeszcze tradycja pogańska. W kilku miejscach Monachium można się natknąć na takie słupy.

Tradycyjne bawarskie drzewo majowe
Tradycyjne bawarskie drzewo majowe

Siedziby cesarskie

Warto zwrócić też uwagę na Stary Dwór (Alter Hof). Była to przez pewien czas nawet siedziba Świętego Cesarza i zamek władców Bawarii. Trudny do obrony, więc Wittelsbachowie przenieśli się do Rezydencji (Residenz) czyli dużego kompleksu pałacowego. Prace nad nim trwały od XVI do połowy XIX wieku. Ogromny pałac dziś pełni rolę muzeum. Ogrody wokół niego są dostępne dla zwiedzających. Sama Rezydencja ze skarbcem, galeriami, kaplicą i apartamentami to atrakcja na kilka godzin. Ceny biletów, godziny otwarcia i inne informacje warto sprawdzić na oficjalnej stronie Rezydencji.

Rezydencja w Monachium
Rezydencja w Monachium

Dzielnica muzealna

Skoro już jesteśmy przy temacie muzeów, to Monachium ma swoją małą dzielnicę muzealną. Na szczególną uwagę zasługują – muzeum egipskie czyli Gliptoteka monachijska, a także galerie – stara i nowa Pinakoteka. Trochę w innym miejscu zlokalizowano Bayerisches Nationalmuseum, gdzie można oglądać skarby po rodzie Wittelsbachów.

Gliptoteka monachijska
Gliptoteka monachijska

Maximilianeum

Po królestwie Bawarii został jeszcze jeden imponujący budynek łączący neogotycki styl z włoskim renesansem – Maximilianeum. Początkowo służył jako uczelnia dla stypendystów. Dziś to siedziba bawarskiego parlamentu.

Maximilianeum
Maximilianeum

Bramy, portyki i fortyfikacja

Blisko kompleksów uniwersyteckich wznosi się Brama Zwycięstwa (Siegestor) z jednej strony przypominająca berlińską Bramę Branderburską (z kwadrygą zaprzęgniętą w lwy) z drugiej zaś z rzymskim Łukiem Konstantyna.

Brama Zwycięstwa w Monachium
Brama Zwycięstwa w Monachium

Ciekawy jest też Portyk Marszałków (Feldherrnhalle) na Odeonsplatz, wzorowany na Loggia dei Lanzi we Florencji, znajdującej się przy Galerii Uffizi. Widać tu znów mocny wpływ włoskiej architektury. Budynek powstał w 1841 roku. Ludwik I chciał w ten sposób uhonorować swoją armię. Dokładnie w tym miejscu zakończył się też pucz monachijski, przez to portyk ten w czasach hitlerowskich upamiętniał śmierć członków partii nazistowskiej.

Portyk marszałków
Portyk marszałków

Po dawnych, średniowiecznych fortyfikacjach zostały w Monachium trzy bramy – Isartor, Sendlinger Tor i Karlstor. Dziś są otwarte i stanowią ciekawe przejścia do Starego Miasta. Coś bardzo podobnego istnieje między innymi w Tallinnie. Tyle, że tu poza bramami praktycznie nie ma resztek murów.

Sendlinger Tor
Sendlinger Tor

Ogród Angielski w Monachium

Z terenów zielonych warto zwrócić uwagę na Ogród Angielski (Englischer Garten), to największy park miejski w całej Europie. Założony w 1789 roku, jako angielskie założenie krajobrazowe,z charakterystycznymi dla stylu romantycznymi budowlami, w tym przypadku kopia greckiej świątyni – Monopteros, i zwyczajowa na fali fascynacji orientem chińska wieża, wokół której rozciąga się ogród piwny. Japońska herbaciarnia to wynik współpracy miast olimpijskich roku 1972 – wówczas zimowe igrzyska odbywały się w Sapporo.

Ogród Angielski (Monachium, Niemcy)
Ogród Angielski (Monachium, Niemcy)

Dziś w słoneczne i ciepłe dni na trawie wokół rzeki Izary odpoczywają ludzie. Izara jest dość płytka i spokojna, więc można zobaczyć też mnóstwo kąpiących się osób. Swoją droga wokół rzeki znajduje się też trasa osób obserwujących ptaki. Zaś jedna z części Ogrodu Angielskiego jest wydzielona jako miejsce spotkań nudystów. W innym miejscu na rzece Eisbach uprawia się surfing, tak w centrum miasta. Wszystko za sprawą wody z kanału i betonowego progu, dzięki czemu powstaje tu sztuczna fala. Przyciąga to bardzo wielu turystów.

Tłumy nad rzeką Izarą
Tłumy nad rzeką Izarą

Ogród zoologiczny

Mając trochę więcej czasu można rozważyć wyprawę do zoo. Tierpark Hellabrunn znajduje się trochę w oddali od centrum miasta. To kolejny piękny teren spacerowy. Ogród został założony w 1905 i otwarty dla publiczności w 1911 roku. Po I wojnie światowej w czasie kryzysu został zamknięty na parę lat. Otworzono go ponownie w 1928 roku. Wówczas zoo przeszło gruntowną renowację i stało się pierwszym ogrodem zoologicznym typu geo-zoo. To znaczy, że zwierzęta występujące na tych samych terenach trzymano blisko siebie, czasem nawet na tych samych wybiegach.

Jeżowce w monachijskim zoo
Jeżowce w monachijskim zoo

W 2013 zoo monachijskie zostało uznane za jedno z 4 najlepszych w Europie. To dziś bardzo popularna atrakcja, ale warto podkreślić, że jeśli porównamy je z ogrodem w Lipsku czy Al-Ajn, to zostaje w tyle. Jednak wciąż odgrywa istotną rolę w ochronie gatunków.

Pałac Nymphenburg

Również trochę dalej od centrum warto zobaczyć pałac Nymphenburg (Schloss Nymphenburg), wraz z przyległymi ogrodami. Pałac ten był letnią rezydencją Wittelsbachów, jest o tyle ciekawy, że udało się go zachować w formie bliskiej pierwotnej. Nie ma tu wpływów różnych styli, efektów przebudów jak choćby w Wersalu. Pałac budowano w latach 1664-1675 pod kierownictwem Enrico Zucalliego. Zucalli wraz z dwoma innymi architektami zajmował się też przebudową pałacu na początku XVIII wieku. To pozwoliło zachować w miarę jednolity styl. W XIX wieku przekształceniu uległ jedynie sam ogród (z francuskiego na angielski). Można tu też zobaczyć przepompownie do fontann (ale to nie wygląda tak jak w Peterhof).

Pałac Nymphenburg
Pałac Nymphenburg

Pałac można oczywiście zwiedzać. Strona po angielsku z godzinami otwarcia i aktualnymi cenami biletów znajduje się tutaj.

Pałac Nymphenburg
Pałac Nymphenburg

Oprócz samego pałacu (wraz z parowozownią), na terenie parku znajdują się także i inne mniejsze budynki jak pałacyk myśliwski – Amalienburg, pawilon chiński, czy Das Dörfche czyli wioska, w której można było skosztować prostego życia na łonie natury. Popularna rozrywka w tamtych czasach i znów Wersal się kłania. W parku zaś znajdziemy wiele fontann i dużo zieleni. To bardzo dobry teren spacerowy.

Blisko pałacu znajduje się jeszcze inny park, Hirschgarten, mniejszy, ale słynący z największego ogrodu piwnego w Monachium. Kolejną atrakcją do przejścia jest dzielnica Schwabing słynąca z secesyjnych kamienic i tego, że przyciągała swego czasu artystyczną bohemę, z Tomaszem Mannem na czele.

Galeria sław i posąg Bawarii

Jeszcze jedną odleglejszą rzeczą, którą warto zobaczyć, jest posąg Bawarii przed Ruhmeshalle (co znaczy tyle, co Galeria sław). Galeria jest dość klasyczną kolumnadą w stylu doryckim. Za nią jest kolejny park, zaś przed kolumnami wznosi się XIX wieczna statua – Bavaria. Też jest bardzo klasyczna, ale przede wszystkim zaskakuje wielkością. Ma 18,52 metra wysokości i waży 87 ton. Dziś jest symbolem Monachium z jeszcze jednego powodu. Otóż na placu przed posągiem organizowany jest co roku słynny festiwal piwa – Oktoberfest. Tereny do festiwalu zaczynają się właściwie już od Goetheplatz. Nie ma stałych budynków, co roku są montowane przestronne baraki.

Posąg Bawarii
Posąg Bawarii

Bawarski Oktoberfest

Tradycja dożynek chmielnych wywodzi się właśnie z Monachium. Po raz pierwszy została zorganizowana w 1810 roku. Dziś oczywiście podobne festiwale są tradycją nie tylko stolicy Bawarii. Zresztą warto dodać, że historyczne korzenie tego święta sięgają roku 1516. Wówczas to wprowadzono Bawarskie Prawo Czystości ograniczające możliwość warzenia piwa do kilku miesięcy w roku. Sezon zaczynał się 29 września, więc na przełomie września i października organizowano festyny, na których zużywano pozostałe zapasy, zanim zaczęła się produkcja nowych. Jak łatwo się domyśleć, monachijski Oktoberfest przyciąga bardzo wielu turystów.

Muzeum Niemieckie w Monachium
Muzeum Niemieckie w Monachium

Monachium w filmie

Filmowo warto wspomnieć o filmie „Willy Wonka i fabryka czekolady” z 1971. W Monachium nagrywano zdjęcia studyjne, ale także kilka plenerowych. Kręcono tu także kilka filmów niemieckich, w tym fragmenty głośnego obrazu „Upadek” z 2004.

Zwiedzanie Monachium

Pozostając w tematach piwnych. Jedną z największych atrakcji turystycznych Monachium jest historyczny browar i dworska piwiarnia – Hofbräuhaus am Platzl. Warzenie piwa trwa tu od 1589 roku. Oczywiście od tego czasu lokal przebudowano, ostatni raz w 1896 roku. Warto dodać, że była to ulubiona knajpa Adolfa Hitlera. A na koniec jeszcze jedna rzecz. Monachium jest bardzo istotnym hubem przesiadkowym Lufthansy. Najważniejszym obok Frankfurtu. Samo lotnisko jest świetnie skomunikowane koleją z centrum (można dojechać zarówno autobusem – Lufthansa Express Bus, jak i kolejką S-Bahn – dwie linie). Więc jeśli nie dedykowany city break, to może warto pomyśleć nad stop overem w tym mieście. Acz jeśli w planach jest oglądanie wszystkich muzeów i pałaców, weekend to zdecydowanie za mało.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak niemiecki
MonachiumGörlitz

Salvador, kościoły, forty, karnawał, capoeira i Pelourinho

Jednym z bardzo specyficznych i zachwycających miejsc na mapie Brazylii jest stolica stanu Bahia, czyli Salvador (por. Salvador da Bahia). To miasto pełne sprzeczności. Pierwsza historycznie stolica Brazylii, miasto z kolonialną architekturą i przepięknymi barokowymi świątyniami, a jednocześnie najbardziej afrykańskie miasto w kraju. To tu narodziła się capoeira oraz karnawał. A dziś to także miejsce, które słynie z wysokiej nawet jak na Brazylię przestępczości i sporej ilości morderstw. Fascynująca mieszanka.

Palácio Rio Branco, siedziba Gubernatora stanu Bahia (Salvador)
Palácio Rio Branco, siedziba Gubernatora stanu Bahia (Salvador)

Historia Salvadoru

Historyczna nazwa miasta Salvador to São Salvador da Bahia de Todos os Santos, czyli Święty Zbawiciel nad Zatoką Wszystkich Świętych. W dniu 1. listopada 1501 roku Amerigo Vespucci, podczas rejsu wzdłuż wybrzeży Ameryki Południowej, stanął tutaj na lądzie. Zatokę, w której zacumował nazwał od aktualnego dnia Zatoką Wszystkich Świętych. Niecałe 10 lat później osiedliła się tutaj załoga francuskiego statku, jeszcze zanim można było myśleć o jakimkolwiek mieście.

Salvador: widok na port, targowisko i fort São Marcelo
Salvador: widok na port, targowisko i fort São Marcelo

Brutalna kolonizacja zaczęła się jakieś ćwierć wieku później. W 1536 roku nad Zatokę Wszystkich Świętych dotarł okrutny Francisco Pereira Coutinho. Król Portugalii obiecał nadać mu te ziemie na własność, więc najpierw musiał uporać się z Indianami. Był wobec nich na tyle brutalny, że co rusz wybuchały rewolty przeciwko Pereirze. Gdy wreszcie Indianie byli górą, zabili Portugalczyka i zjedli go podczas wielkiego festynu. Tubylcy jednak nie mogli się cieszyć trwałym zwycięstwem. Już w 1549 roku osadę kolonizatorów przekształcono w portugalskie miasto Salvador, a pierwszym gubernatorem kolonii Brazylii został Tomé de Sousa. Wkrótce powstała twierdza São Salvador, pierwsza z wielu, która miała na celu podkreślać dominację Portugalczyków w tym rejonie. Indianie musieli się wycofać.

Dachy Salvadoru
Dachy Salvadoru

Salvador: Handel, cukier i rozwój kolonialny

Salvador stał się miejscem rozwoju bogactwa kolonialnego dla Portugalii. Plantacje trzciny cukrowej rozrastały się w wielkim tempie i cukier był najważniejszym z dóbr przywożonym z Brazylii. Później cukier stracił na znaczeniu na rzecz między innymi drogich kamieni, których kopalnie powstały w tym regionie (handel nimi nadal jest tu dość istotny). Ktoś musiał pracować w polu oraz pod ziemią. Taką ciężką pracą brzydził się biały człowiek. Potrzeba było niewolników, najlepiej z Afryki, gdyż łatwo było ich złamać, w przeciwieństwie do miejscowych. Wkrótce więc Salvador stał się głównym portem niewolniczym w kolonii. Masowo zwożono czarnoskórych ludzi z Afryki Zachodniej.

Fort São Marcelo (Salvador)
Fort São Marcelo

Salvador i niewolnicze dziedzictwo

Przez cały okres istnienia w Brazylii niewolnictwa, a więc aż do 1888 roku, przetransportowano ich około 5-ciu milionów. Taki napływ ludności afrykańskiej miał znaczny wpływ na kształt Salvadoru i regionu Bahia w każdym dosłownie aspekcie. Do dziś w Salvadorze żyje najwięcej czarnoskórych obywateli kraju. Wiele słów od plemion afrykańskich znalazło się w regionalnym dialekcie portugalskiego. Co więcej, dziś wielu z nich stara się pielęgnować swoje afrykańskie tradycje, które oczywiście przez lata zdążyły trochę ewoluować. Murzyni w Brazylii są mniejszością, tutaj jednak widać ich całkiem sporo. Tradycję utrzymują nawet w lokalnych restauracjach, gdzie czasem kelnerki noszą charakterystyczne, wielkie suknie (co oczywiście ma zaintrygować turystów).

Katedra w Salvadorze i kobiety w tradycyjnych strojach
Katedra w Salvadorze i kobiety w tradycyjnych strojach

Zauważalni są wyznawcy candomblé. Jest to religia afroamerykańska praktykowana w Brazylii, wywodząca się z afrykańskich wierzeń animistycznych. Z biegiem czasu forma wierzeń i praktyk religijnych znacznie się zmieniła, włączając w to częściowy synkretyzm z religią katolicką, na przykład poprzez przyjęcie świętych katolickich do grona bóstw. Kościół oczywiście zwalczał te pierwotne wierzenia jako okultyzm i pogaństwo, ale nieskutecznie. Brazylijczycy są bardzo religijni, przynajmniej jeśli chodzi o uczestnictwo w praktykach.

Natomiast nie ograniczają się tylko do katolicyzmu, potrafią wyznawać różne religie jednocześnie, nawet jeśli jest to wzajemnie sprzeczne. W Salvadorze widać to bardzo wyraźnie. Mamy bardzo wiele kościołów (i te są odwiedzane przez ludzi), a przy tym kilkaset metrów od katedry można natknąć się na szamana. Co więcej nawet osoby będące kapłanami w candomblé, potrafią nie tylko uczęszczać do kościoła, ale brać czynny udział w życiu parafii. Jakby tego było mało, to niektóre katolickie obrządki bywają wzbogacone o elementy praktyk animistycznych.

Mniej zadbane uliczki w centrum
Mniej zadbane uliczki w centrum

Kuchnia Salvadoru

W kuchni stanu Bahia również widać duży wpływ afrykańskich przyzwyczajeń. Uważa się, że jest to najbardziej różnorodna, oryginalna i po prostu najlepsza kuchnia w Brazylii. Przy tym jeszcze mniej wegetariańska niż w reszcie kraju, bo oparta na owocach morza, ale także na oleju palmowym, nerkowcach, mleku kokosowym. Do tego małe krewetki, małże, lokalna zupa rybna – mocqueca. Warto poszukać lokalnych dań w restauracjach.

Salvador i śliczne, kolonialne centrum
Salvador i śliczne, kolonialne centrum

Centrum Salvadoru

Dziś centrum Salvadoru bardzo się wyróżnia na tle innych miast w Brazylii. Zachwyciły nas kolorowe fasady kamienic w górnym mieście. Warto jednak wiedzieć, że aż do lat 90. XX wieku były tutaj fawele, czyli dzielnice biedy. Dopiero od 1991 roku zabrano się za przywrócenie choć części blasku dawnej stolicy Brazylii. Odnowiono dawne budynki rządowe kolonii i znajdującą się obok miejską windę Lacerda, która łączy miasto górne i miasto dolne. Faktycznie są to dwa różne światy, nie tylko ze względu na ukształtowanie geograficzne. Górne miasto (cidade alta) to piękne, stare centrum, dolne (cidade baixa) zaś to okolice portu. Winda jest płatna, ale cena z symboliczna. W teorii można sobie ją odpuścić i zejść uliczkami, acz nie jest to zalecane ze względu na bezpieczeństwo (do tego wątku jeszcze wrócimy).

Winda miejska (Elevador Lacerda)
Winda miejska (Elevador Lacerda)

Pelourinho, kolonialne centrum

Salvador da Bahia to pierwsze miasto w Brazylii, w którym Portugalczycy ustawili pręgierz jako miejsce kar dla niewolników i pospolitych bandytów. Pierwotnie znajdował się on na obecnym placu, potem wielokrotnie go przenoszono, by w 1807 roku znaleźć się na Pelourinho. Nazwa tej dzielnicy pochodzi od portugalskiego słowa oznaczającego pręgierz. Ten rodzaj kary – chłosta na pręgierzu – została zabroniona w 1837 roku i już nie było gdzie lać krnąbrnych niewolników. Na wolność musieli bowiem czekać jeszcze aż 51 lat.

Niebieska fasada kościoła Matki Boskiej Różańcowej dla Czarnych (Salvador)
Niebieska fasada kościoła Matki Boskiej Różańcowej dla Czarnych

Pelourinho, nazywana bywa także Pelô, to pierwsza dzielnica Salvadoru. Została usytuowana na wzgórzu, z którego widać port. Część dzielnicy zajmował targ niewolników, tutaj także jest Ingreja (da Ordem Terceira) de Nossa Senhora do Rosário dos Pretos, czyli kościół Matki Boskiej Różańcowej dla Czarnych. Tylko w tym jednym kościele czarnoskórzy katolicy mogli się modlić. Wyróżnia się ze względu na niebiesko-białą fasadę. Powstał na początku XVII wieku, wcześniej czarnoskórzy modlili się w bocznej kaplicy katedry. Szczególnie upodobali sobie jedną figurkę Matki Bożej. By rozdzielić niewolników od białych Panów postanowiono wznieść im kościół, a tę figurkę przetransportować. Tak też uczyniono. Co ciekawe, do dziś tutaj część liturgii ma afrykańskie elementy. Dodatkowo warto pamiętać, że sama fasada kościoła uchodzi za jedno z najbardziej ikonicznych miejsc Salvadoru i nierozerwalną część Pelourinho.

Pelourinho
Pelourinho

Pelourinho historycznie

Od początku założenia Salvadoru, Pelourinho było przede wszystkim dzielnicą mieszkalną, bogacącą się od XVII wieku. Wyrażały to okazałe posiadłości Portugalczyków i nowopowstające kościoły. W XIX wieku rozwinął się tutaj handel i Pelourinho stało się niejako centrum miasta. Sytuacja Salwadoru zmieniła się, gdy w 1763 roku stolica Brazylii została przeniesiona do Rio de Janeiro. Nadal jednak istniał tutaj targ niewolników, który działał do 1888 roku, gdy niewolnictwo zostało oficjalnie zakazane. Stopniowo miejsce kupców, łańcuchów i łez zajęli artyści: muzycy, malarze, pisarze. Pelô stało się modne wśród XX-wiecznej bohemy.

Fasada kościoła karmelickiego
Fasada kościoła karmelickiego

Niestety, Salvador pozostawał miastem dość zaniedbanym, a z czasem Pelourinho zmieniło się w dzielnicę biedy – fawelę – gdzie w skrajnych warunkach zamieszkiwali najubożsi. Wskaźnik przemocy znacząco narastał. Historycznie ważna, pozostawała zaniedbana; w latach 80. XX wieku tę dzielnicę wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Dekadę później rozpoczęto jej rewitalizację, co wiązało się z likwidacją faweli i przesiedleniem jej mieszkańców do osiedli na obrzeżu miasta. Chociaż nie wszystkie zabytkowe budynki ocalały, a z niektórych pozostały zaledwie fasady, to dziś to miejsce znów tętni życiem: pojawiły się restauracje, kawiarnie, ośrodki kultury, hoteliki i wiele sklepów z pamiątkami. Pelourinho z pewnością pomógł też Michael Jackson, który nakręcił tu część sceny tanecznej w teledysku do utworu „They Don’t Care About Us”, co także zainteresowało turystów. Stąd też wśród pamiątek czasem można znaleźć tutaj jakieś obrazki Michaela Jacksona.

Zabytkowe uliczki Salvadoru
Zabytkowe uliczki Salvadoru

Pelourinho obecnie

Dzisiaj Pelô to kolorowa wizytówka Salvadoru. Podobno przestępczość też jest dużo mniejsza. Widząc na ulicach pojazdy wojskowe i żołnierzy pilnujących porządku, trudno sobie wyobrazić, co musiało się dziać wcześniej. Oczywiście wojsko stoi przy uliczkach prowadzących do centrum, starając się chronić turystów. Tak to wygląda w dzień. Wydaje się, że jest bezpiecznie.

Kolonialne stare miasto Salvador zachwyca żywymi kolorami
Kolonialne stare miasto Salvador zachwyca żywymi kolorami

Ale jest też druga strona medalu, którą dość dobrze widać w handlu kamieniami szlachetnymi. Przez witrynę nie można zajrzeć do środka i nie wpuszcza się byle kogo. Takie sklepy są w centrum, ale niekoniecznie rzucają się w oczy. Pomijając oczywiście kraty w oknach. Nas skierowano do jednego z nich podczas zwiedzania kościoła. Obsługa zasugerowała, gdzie czegoś takiego szukać i jak to znaleźć. Polecają turystom, potem się podchodzi i wpuszczają nas do środka szczelnie zamykając drzwi. Byle tylko nie rzucać się w oczy i nie prowokować drobnych przestępców.

I straszy zaniedbanymi budynkami
I straszy zaniedbanymi budynkami

Salvador, Bahia i szmaragdy

Klejnoty Ameryki Południowej to nie tylko wymysł scenarzystów filmu „Miłość, szmaragd i krokodyl” (Romancing the Stone) z 1984, którego akcja działa się w Kolumbii (a kręcono go w Meksyku), zaś McGuffinem był wielki szmaragd. Rzeczywiście na kontynencie południowoamerykańskim można znaleźć choćby cenny beryl. Szczególnie urodzajne i jakościowo dobre złoża znajdują się w Brazylii, w stanach Bahia i Minas Gerais. Znalezienie sklepu z kamieniami szlachetnymi – nie tylko szmaragdami, choć o nie tutaj chodziło – było punktem programu w zwiedzaniu Salwadoru. Od sprzedawcy mogliśmy się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy szmaragdach, bo o nie pytaliśmy, porozmawiać od czego zależy cena kamienia, jak wyglądają te najdroższe i wreszcie wybrać swój szmaragd.

Salvador: tańce i sztuki walki

Bardzo ważnym elementem wyprawy do Salvadoru był też pokaz tańców. Być może dzięki takiej, a nie innej mieszance kultur, Salvador jest pełny żywiołowej muzyki i tańca. Tutaj odbywa się jeden z największych na świecie karnawałów, trwający przez 6 dni i nocy do Środy Popielcowej. To właśnie tu narodziła się tradycja brazylijskiego karnawału, która została zaszczepiona także w Rio. Dziś karnawał właśnie kojarzy się z drugą stolicą Brazylii, ale to w Salvadorze szczycą się tym, że tu jest bardziej oryginalny. Zresztą to właśnie tu powstało wiele tańców, w tym samba. Ale jeszcze ważniejsza jest capoeira, będąca zarówno sztuką walki jak i tańcem. Pokaz, na którym byliśmy, łączył jedno i drugie.

Pokaz tradycyjnych tańców
Pokaz tradycyjnych tańców

Capoeira to wywodząca się z Salvadoru i ogólnie rejonu Bahia afro-brazylijska sztuka walki. Powstała w XVI wieku, ale szczególny rozwój nastąpił w XX wieku. Łączy się w niej taniec, akrobatyka i muzyka. Genezą capoeiry są tradycyjne afrykańskie tańce, które były kultywowane przez pracujących na plantacjach niewolników. Dla nadzorców był to tylko pierwotny taniec, zaś niewolnicy traktowali go jako coś więcej: przygotowanie do walki. Akrobacje, wysoki, wypady i podcięcia wykonywane w parach lub grupach były ćwiczeniami na czas buntu, konieczności walki i w razie ucieczki. Zresztą samo słowo capoeira wywodzi się z języka Tupi: ka’a i paũ, które oznaczały słabo porośnięte obszary interioru Brazylii, dokąd uciekali zbiegli niewolnicy. Jednocześnie sztuka ta miała podłoże religijne: wierzono, że podczas ekstatycznego tańca, capoeiristę opętuje duch zmarłego przodka. Taniec zapewniał więc kontakt z zaświatami.

Tańce na ulicach (i wojsko w tle)
Tańce na ulicach (i wojsko w tle)

Capoeira i Samba

Pokaz capoeiry odbywa się wieczorem, w jednej z restauracji zaraz obok kościoła franciszkanów. Przy lokalach była muzyka na żywo, goście spontanicznie tańczyli. Dla zapewnienia bezpieczeństwa, między bawiącymi się spacerowali wojskowi. Tu znów warto wspomnieć o bezpieczeństwie. Wejściówkę na pokaz można kupić w jednej z wielu agencji turystycznych, czy nawet w hotelu. O wyznaczonym czasie (jeszcze przed zmierzchem) mamy się stawić w odpowiednim miejscu, skąd zostaniemy zaprowadzeni do lokalu. Jest jeszcze jasno, więc jest w miarę bezpiecznie. Po zakończeniu show osoba, która nas zaprowadziła, odprowadza nas do hotelu, tak by mieć pewność, że dotarliśmy bez problemów. W samym lokalu kolacja jest wliczona w cenę, musimy tylko zapłacić za napoje.

Kościół św. Antoniego
Kościół św. Antoniego

Spektakl, na którym byliśmy, zaczynał się od wyrażenia w tańcu historii niewolników Salvadoru wraz z ich wierzeniami i kulturą. Pokazane były także walki z Portugalczykami, przede wszystkim bunty niewolników. Następnie odbyły się pokazy walk: najpierw akrobacje w pojedynkę, potem parami, a wreszcie w grupie. Wszystko z rytmicznie wybijaną muzyką. Skończyło się na wspólnej sambie. Musimy przyznać, że pokaz był dopracowany, o ciekawym scenariuszu i choreografii. Miło i pouczająco spędzony czas. Warto dodać, że w Salvadorze można też na ulicach spotkać młodzieńców, ćwiczących tę walkę / taniec. Capoeira jest mocno wpisana w Salvador, zwłaszcza, że to jest coś, czego nie przejęło Rio w takim stopniu jak choćby karnawału. Od 2016 roku capoeira znajduje się na liście UNESCO jako niematerialne dziedzictwo ludzkości.

Fort da Capoeira
Fort da Capoeira

Forty Salvadoru

Forte de Santo Antônio Além do Carmo, znany obecnie raczej jako Fort da Capoeira powstał w XVII wieku na północnej granicy Salwadoru, by bronić miasta w czasie holenderskiej inwazji. Uszkodzony podczas walk, obecny kształt zawdzięcza przede wszystkim pracom dokonanym w XVIII wieku. W roku 1830 fort został przekształcony w więzienie, do którego na początku trafili przede wszystkim czarnoskórzy schwytani podczas buntu niewolników z 1835 roku. Trochę ponad sto lat później, w latach 60. XX wieku umieszczano tutaj więźniów politycznych dyktatorskiego państwa, a w roku 1974 roku więzienie zostało zamknięte na wniosek junty wojskowej, zaś więźniowie zostali przetransportowani do stolicy kraju. Od 1981 roku w forcie mieszczą się dwie szkoły capoeiry. Gdy miasto przechodziło renowację w latach 90., także dawny fort został odnowiony i przemianowany na Fort da Capoeira. Remont został ukończony w 2006 roku.

Salvador i plaża (Praia do Farol da Barra) wzdłuż Avenida Oceanica,
Salvador i plaża (Praia do Farol da Barra) wzdłuż Avenida Oceanica,

Salvador: Muzeum morskie

Fortów w Salvadorze jest kilka, my zobaczyliśmy jeszcze jeden. Forte de Santo Antônio da Barra, którego częścią jest stara latarnia morska i obecnie mieści się muzeum morskie. Sam fort wzniesiono w 1501 w czasach portugalskich i strzegł wejścia do zatoki Wszystkich Świętych. Czyli kilkadziesiąt lat wcześniej zanim powstało miasto Salvador. Muzeum morskie ukazuje trochę historii Salvadoru, trochę kolonizacji, niewolnictwa oraz można zobaczyć wiele eksponatów związanych z nawigacją. Plus modele okrętów, czy naczynia z zatopionych jednostek. Na latarnię można wejść i zobaczyć okolicę ze szczytu.

Muzeum morskie
Muzeum morskie

Tuż przy forcie i muzeum znajduje się jedna z turystycznych plaż – Farol da Barra. Jest ich kilka w Salvadorze. Natomiast okolica wyróżnia się tym, że faktycznie jest turystyczna. Spokojniejsza i bezpieczniejsza. Nawet jest tu figura Jezusa, ale mówiąc wprost ta część nie jest w stanie konkurować z Rio. Sama dzielnica Barra to część miasta obfitująca w plaże. Tu też znajdują się hotele dla turystów zainteresowanych wypoczywaniem, a nie zwiedzaniem (dla nich dogodniejsze noclegi znajdują w centrum).

Fortów w Salvadorze jest ponad 20. Turystycznie warto warto jeszcze wspomnieć o Forte de Santa Maria, który jest również malowniczo położony.

Złote zdobienia w katedrze
Złote zdobienia w katedrze

Katedra Przemienienia Pańskiego w Salwadorze w Brazylii.

Ze względu na eksponaty forty często lepiej wyglądają na zewnątrz, z kościołami bywa odwrotnie. Bogate wnętrza kościołów, nie tylko tych w Salwadorze, stoją w dużym kontraście do widocznej na ulicach biedy. W centrum starego miasta znajduje się bazylika katedralna Przemienienia Pańskiego, siedziba arcybiskupa Salvadoru i jednocześnie prymasa Brazylii. Początki świątyni datuje się na 1551. Rozwijali ją jezuici, jednak obecna forma to właściwie czwarty kościół w tym miejscu, który ukończono dopiero w 1694. W drugiej połowie XVIII wieku jezuitów wypędzono z Brazylii, wówczas kościół stał się siedzibą arcybiskupa. Fasada powstała pod wpływem manieryzmu. Wnętrze zaś jest po części inspirowane kościołem św. Rocha w Lizbonie. No i trzeba przyznać, że jest bogato zdobione, wręcz ozłocone. Dodatkowo można też zwiedzać zakrystię. Świątynia ta była inspiracją dla wielu innych w mieście.

Convento e Igreja de São Francisco
Convento e Igreja de São Francisco

Klasztor św. Franciszka

Convento e Igreja de São Francisco, czyli zakon i kościół pw. św. Franciszka to kolejna okazała budowla w centrum Salvadoru. Pierwsi franciszkanie przybyli tutaj w 1578 roku i zbudowali tu swój zakon i kościół. Budowle te przetrwały około stu lat, aż do najazdu holenderskiego, podczas którego zostały zniszczone. Wkrótce po odparciu Holendrów z Brazylii, w 1686 roku rozpoczęto odbudowę budynków zakonnych, które z późniejszymi poprawkami możemy oglądać do dziś. Natomiast odbudowy kościoła podjęto się w 1708 roku. Główne prace ukończono w 1723 roku, zaś pełne wyposażenie wnętrza trwały do połowy XVIII wieku. We wnętrzach jak widać: pełny barok!

Kościół św. Franciszka
Kościół św. Franciszka

W budynkach franciszkanów ściany chętnie dekorowano azulejos. Są to mozaiki wykonane z malowanych płytek ceramicznych, zwykle kwadratowych, najczęściej biało-niebieskich, choć stosowano także inne kolory. Charakterystyczne są one przede wszystkim dla sztuki portugalskiej. Liczba pojedynczych płytek azulejos w kościele zakonnym św. Franciszka w Salwadorze jest największa w całej Ameryce Łacińskiej i wynosi aż 55 tysięcy sztuk! Zwiedzanie tego kościoła to jednak nie tylko część świątynna, a cały kompleks. Są tu pokoje w stylu kolonialnym, czy katakumby. Klasztor uchodzi nie tylko za jeden z najważniejszych zabytków Salvadoru, ale również znajduje się na liście siedmiu cudów świata portugalskiego pochodzenia. Wcześniej byliśmy w innym takim cudzie – w forcie w Al-Dżadida.

Azulejo, czyli typowe portugalskie kafle ozdobne w Brazylii
Azulejo, czyli typowe portugalskie kafle ozdobne w Brazylii

Bogate zbiory klasztoru

Kościół Trzeciej Reguły św. Franciszka powstał jako dodatek do zakonnego kościoła św. Franciszka. Obecny wygląd głównie pochodzi z 1705 roku, gdy odbudowano kościół po zburzeniu go przez Holendrów, natomiast wiadomo, że fasada przechodziła pewne zmiany w ciągu całego XVIII wieku. Właśnie o fasadę wejściową się tutaj rozchodzi. Została ona udekorowana w stylu znanym jako złotniczym, czyli plateresco (włoskie słowo określające sztukę złotniczą).

Kościół św. Franciszka
Kościół św. Franciszka

Styl ten powstał w XV wieku w Hiszpanii jako wczesna odmiana renesansu w tym kraju. Inspiracją dla plateresco były budowle mauretańskie z ich drobiazgowymi rzeźbieniami i zawiłą ornamentyką. W epoce baroku plateresco przyjęło formę charakterystycznej odmiany hiszpańskiego baroku: przerost zdobień nad architekturą budynku, wielkie ilości drobnych detali, wykonywanych zarówno w kamieniu, drewnie, gipsie sztukatorskim i potem pokrywanych pozłotą.

Kościół Karmelicki
Kościół Karmelicki

Kościół karmelicki

Obecny kościół karmelicki w Salvadorze (Igreja da Ordem Terceira do Carmo) został w latach 1803 – 1855 odbudowany po pożarze z roku 1788, który zniszczył pierwotny budynek. Na szczęście z pożaru ocalała część wyposażenia i pewna liczba dzieł sztuki. Do najważniejszych dzieł sztuki kościoła karmelitów w Salvadorze należy wykonana w cedrze figura umęczonego Chrystusa z 1730 roku. Figura została przyozdobiona dwoma tysiącami rubinów różnej wielkości, wyobrażającymi krople krwi Jezusa. Na pierwszy rzut oka może wyglądać niepozornie, ale bliższe przyjrzenie się jej robi duże wrażenie.

Drogocenna figura Jezusa (Salvador)
Drogocenna figura Jezusa

Kościół Nosso Senhor do Bonfim

W dolnym mieście (Baixa) Salvadoru mamy jeden szczególnie ciekawy obiekt: kościół Nosso Senhor do Bonfim. Patronem tego kościoła jest Nasz Pan Dobrej Śmierci, którym jest Chrystus Ukrzyżowany. Jest to dawny kult pochodzący jeszcze z Portugalii, a przeszczepiony do Brazylii w czasach portugalskich. Obecny kościół Naszego Pana Dobrej Śmierci w Salvadorze mieści się na Świętym Wzgórzu w dolnym mieście. W XVII wieku na miejscu kaplicy powstał kościół, w 1927 roku podniesiony do rangi bazyliki. Z tym kościołem wiążą się ciekawe rzeczy: najbardziej zauważalną są kolorowe wstążeczki – fitas.

Kościół Naszego Pana Dobrej Śmierci
Kościół Naszego Pana Dobrej Śmierci

Są one pamiątką nawiedzenia kościoła. Ich długość wynosi 47 centymetrów, czyli tyle co prawe ramię figury ukrzyżowanego Chrystusa z tegoż to kościoła. Na wstążeczkach obecnie znajduje się napis Lembrança do Senhor do Bonfim da Bahia, czyli Pamiątka z kościoła Pana Dobrej Śmierci w Bahia. Dziś noszone są na nadgarstkach lub wiesza się na nich podobizny uleczonych części ciała. Gdy zaczęto produkcję wstążeczek, w 1809 roku, używało ich się przede wszystkim jako sznureczka do medalików lub amuletów, wieszano na szyi, bądź nosiło się je przytroczone do ubrania. Idea fitas wywodzi się podobno z fragmentów ubrań świętych, które noszono jako relikwie. Obecnie poza religią uznawane są także jako typowa pamiątka z Salvadoru.

Kolorowe Fitas (Salvador)
Kolorowe Fitas

Fitas są w różnych kolorach. Nie jest to efekt tylko estetyczny, ale poszczególny kolor symbolizuje konkretne… bóstwo afrobrazylijskiej religii candomblé. Uczczenie politeistycznych bóstw na „kościelnych” wstążeczkach może dziwić, ale kiedy spojrzymy na całość działalności kościoła Senhor do Bonfim, fitas będą naszym najmniejszym „zmartwieniem”. Otóż raz w roku od XIX wieku w tym kościele odbywa się święto Lavagem do Bonfim, czyli dosłownie mycie schodów kościoła. Jest to święto synkretyczne lub ekumeniczne, zależy jak spojrzeć. Biorą w nim udział zarówno katolicy, jak i wyznawcy candomblé, w tym kapłani tej religii. Święto odbywa się w drugi czwartek po święcie Trzech Króli i trwa 10 dni.

Pamiątki uzdrowień
Pamiątki uzdrowień

Historia kościoła

Tu też warto cofnąć się jeszcze wcześniej. Sam kościół jest dziełem wotywnym. Ocalały w czasie sztormu kapitan Theodozio Rodrigues de Faria obiecał wznieść świątynię. Sprowadził nawet z Portugalii figurę Pana Dobrej Śmierci i w drugiej połowie XVIII wieku świątynia została ukończona. Niewolnicy wyznający candomblé z jakiegoś powodu utożsamili patrona kościoła ze swoim bóstwem – Oxalá. I się zaczęło. Tłumnie nawiedzali świątynie, i nawet jak nie brali udziału w ceremoniach katolickich, to się szwendali niby przypadkiem. Potem kościół zakazał im wstępu, więc przychodzili myć schody. Obecnie ich potomkowie żyją w zgodzie.

Igreja de São Domingos Gusmão (Salvador)
Igreja de São Domingos Gusmão

Warto dodać, że jest to jedno z najważniejszych świąt w Salvadorze i łączy się z wielkimi procesjami i mnóstwem wiernych w kościele. Wtedy także wieszane są wota, najczęściej podobizny tej części ciała, o której uzdrowienie się prosi, a także jako symbol spełnionej prośby. Jakby tego było mało, to w kościele ludzie zostawili wiele dowodów, że zostali uzdrowieni. Są zdjęcia, relacje, a nawet kule ortopedyczne, które przestały być już potrzebne.

Salvador: Disque do Tororo

Wspomnieliśmy religię candomblé, niestety trochę trudno zobaczyć jej domy modlitewne. Oczywiście nie licząc kościołów, które także do tego służą. Ale można zobaczyć bóstwa candomblé, czyli wyobrażenie sił przyrody. Przedstawienie Orisza znajduje się na jeziorze Dique do Tororó. Samo jezioro jest to jeden z nielicznych, w miarę naturalnych pozostałości oryginalnego środowiska Salvadoru, choć oczywiście okolica została zmieniona na park. Znajduje się tu też stadion i fawele w okolicy. Figury bóstw łączą przedstawienia afrykańskie z tradycją Indian Tupi. Malowniczo ustawione na wodzie sprawiają niecodzienne wrażenie. Dość blisko znajduje się stadion – Arena Fonte Nova.

Dique do Tororó (Salvador de Bahia)
Dique do Tororó

Targowisko Mercado Modolo

Na koniec jeszcze kilka słów o dolnym mieście. Centrum Salvadoru znajduje się na górze, na dole zaś mamy przede wszystkim port, choć dalej na północ jest tu więcej ciekawych i bardziej różnorodnych miejsc. Wspomnianą już wcześniej windą miejską można się szybko przemieścić z górnego do dolnego miasta. Winda miejska to rozwiązanie, które można choćby zobaczyć w Lizbonie. To co najbardziej przyciąga turystów w dolnym mieście to Mercado Modelo. Ładny budynek, w którym niegdyś mieściły się stoiska kupców. Zaraz przy porcie dla wygody.

Turystyczne targowisko Modelo
Turystyczne targowisko Modelo

Spodziewaliśmy się, że tutaj kupimy może jakieś ciekawe produkty: tutejsze kakao, kawę, jakieś przyprawy. Niestety. Wszystko zawalone jakąś tanią chińszczyzną: pamiątki, tekstylia, dewocjonalia. Choć słowo chińszczyzna może być tu nie na miejscu. Powszechnie uznaje się, że właśnie to jest targ, w którym sprzedaje się oryginalne lokalne produkty i z tego słynie Salvador. Tego nie byliśmy w stanie zweryfikować. Za to sklepów z pamiątkami w samym centrum też jest sporo, asortyment podobny. Warto jednak dodać, że na dole kokos do picia jest tańszy.

Salvador: Dolne miasto

Dolne miasto w tej części ma dwa oblicza: zabytkowych budynków portowych i admiralicji oraz zniszczonej zabudowy, zamieszkanej przez uboższych. Byliśmy tam bardzo krótko. Dolne miasto wraz z okolicą portu nie są polecane do zwiedzania. Właściwie to są odradzane ze względu na bezpieczeństwo (w wielu miejscach to powtarzają), więc odpuściliśmy sobie. Powtarzają to w przewodnikach, jak również przestrzegano nas przed tym w naszym hotelu. Właściwie poza Salvadorem w innych miastach Brazylii obsługa hotelowa nie instruowała nas, gdzie nie chodzić.

Przy tym wszystkim Salvador to miasto prześliczne, najładniejsze z tych, które widzieliśmy w Brazylii. Posiada mnóstwo kościołów, każdy z nich jest bogato zdobiony. Do tego muzea, w tym muzeum afrykańskie. Nam nie udało się dotrzeć do domu kolonialnego – Solar do Unhano, może będzie możliwość by to kiedyś nadrobić.

Port o zachodzie (Salvador de Bahia)
Port o zachodzie

Zwiedzanie Salvadoru

Dlatego warto wspomnieć jeszcze o bezpieczeństwie w Salvadorze. Jak w przypadku całej Brazylii, nie jest tak źle jak to malują, ale nie należy tego lekceważyć. Z centrum miasta udało się wyrzucić fawele, to fakt. Ale jednocześnie Salvador to miasto, w którym policja oficjalnie się poddała. Porządku pilnuje wojsko. Poruszanie się głównymi uliczkami centrum w dzień jest raczej bezpieczne (acz warto zachować ostrożność), widać spacerujących żołnierzy oraz ich wozy przy bocznych uliczkach. Problemem jednak jest to, gdy chcemy wyjść poza turystyczną enklawę. To nie jest miasto, w którym jest to dobrze widziane. Podobnie jest po zmroku, wówczas nawet wojsko nie daje rady.

Stąd będąc w hotelu czy pousadzie, warto zapytać, którędy chodzić, gdzie można się zapuszczać, a gdzie nie. Prawdopodobnie podkoloryzują trochę sytuację, by upewnić się, że będziemy trzymać się bezpiecznych miejsc. Z pewnością trzeba unikać skrótów i tak w przypadku wspomnianej windy, lepiej z niej skorzystać niż iść samemu, bo choć z centrum fawele wyniesiono, to jednak tuż obok nie jest tak dobrze. My tym razem trzymaliśmy się utartych szlaków, zaś chcąc zobaczyć bardziej oddalone miejsca, korzystaliśmy z Ubera. Alternatywą są autobusy, acz zajmuje to zdecydowanie więcej czasu. Wróciliśmy z Salvadoru cali i jeśli chodzi o miasta brazylijskie, ten jako całość zdecydowanie zrobił na nas największe wrażenie.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak brazylijski
Salvador

Isfahan (Esfahan) to Pół Świata i przepiękny Iran

Starożytne, historyczne, a dziś istotne przemysłowo i przede wszystkim uwielbiane przez turystów miasto Isfahan (lub Esfahan, tak też bywa częściej wymawiane, pers. اصفهان) to miejsce, które trudno pominąć w wyprawie do Iranu. Raz z powodu niesamowitych zabytków, dwa to miasto żyje po irańsku i to jest coś, czego zdecydowanie warto doświadczyć. Tutejszy plac Imama wpisano na listę UNESCO już w 1979.

Ejwan meczetu Szacha w Isfahanie
Ejwan meczetu Szacha w Isfahanie

Historia Isfahanu

Nazwa Isfahan wywodzi się od średnioperskiego Spahān, które oznaczało armię lub koszary. W staroperskim było to Aspadāna. Język nowoperski nie pozwala na rozpoczynanie rzeczowników od „sp”, stąd transformacja do Ispahan, a według uznawanej transliteracji – Isfahan.

Tereny te były zamieszkane jeszcze w czasach paleolitycznych, zaś miasto powstało tu za panowania Medów, a w owym czasie odgrywało nawet istotną rolę. Kres najstarszego Isfahanu wiąże się z podbojem arabskim. Dopiero wówczas po raz pierwszy w swej historii miasto straciło na znaczeniu i wydawało się, że zostanie zapomniane. Jednak w czasach Abbasydów zaczął się renesans związany ze stworzeniem nowego miasta. Okres ten szybko się skończył wraz z podbojem mongolskim, tylko po to by powstać ponownie. Isfahan w znanej nam dziś postaci to żywy obraz złotej ery tego miasta. Rozpoczęła się ona, gdy w 1585 roku szach Abbas I Wielki z dynastii Safawidów przeniósł stolicę państwa z leżącego nieopodal granicy z Ottomanami Kazwin do leżącego bardziej w środku kraju Isfahanu. Szach miał ambicję, którą udało mu się wypełnić, by nowa stolica Imperium Safawidów znalazła się pośród największych i najpiękniejszych miast XVII wieku.

Widok na meczet Szacha z pałacu Ali Qapu (Isfahan)
Widok na meczet Szacha z pałacu Ali Qapu

Rozkwit Esfahanu

To właśnie okres safawidzki wiąże się z olbrzymim rozwojem, właśnie wtedy powstały najważniejsze historyczne budowle, które przyćmiły wcześniejsze dokonania. Perska kultura kwitła, a XVI-sto i XVII-sto wieczna architektura Isfahanu są znakomitymi przykładami najlepszych osiągnięć epoki safawidzkiej. Do tego stopnia, że w owym czasie Isfahan cieszył się popularnością w Europie. Do Abbasa I Wielkiego wyprawiano poselstwa, przyjeżdżali tutaj europejscy światowcy i żądni przygód podróżnicy. Okres prosperity zakończył się w 1722 roku. Wówczas miało miejsce trwające pół roku oblężenie Isfahanu przez wojska afgańskie. Miasto zostało zdobyte i złupione, przez co straciło na świetności i znaczeniu, a stolicę przeniesiono do Maszhadu i Szirazu. Szczęśliwie najważniejsze zabytki przetrwały tę i kolejne zawieruchy i dziś Esfahan jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w Iranie.

Widok na meczet Szejka z pałacu Ali Qapu
Widok na meczet Szejka z pałacu Ali Qapu

Plac Imama

Centralne miejsce miasta to Plac Imama. Główny plac Isfahanu określa się też czasem innymi nazwami: Majdan-e Naghsz-e Jahan – Plac Mapy Świata, Majdan-e Szah – Plac Króla. Obecna nazwa oczywiście pochodzi już z czasów po rewolucji, zgodnie ze zwyczajem by cześć Chomeiniego oddać w każdym mieście. Sam plac został zbudowany na polecenie szacha Abbasa I Wielkiego, który pod koniec XVI wieku przeniósł tutaj stolicę i od razu z rozmachem zabrał się do uczynienia jej jednym z najwspanialszych miast ówczesnego świata. W momencie swego powstawania, w latach 1590 – 1595, plac był pomyślany jako miejsce sprawowania królewskich ceremonii wobec ludu, a gdy tych nie było, służył jako… boisko do gry w polo. Obszar o wymiarach 512 na 159 metrów powinien wystarczyć do gry w polo. Do dziś jest to drugi największy plac miejski na świecie, ustępujący jedynie Tienanmen w Pekinie.

Plac Imama
Plac Imama

W 1602 roku wokół Placu wybudowano dwupiętrowe arkady o przeznaczeniu handlowym i miejsce to zaroiło się od ludzi. Dzisiejszego mniej więcej wygląd Naghsz-e Jahan nabrał do 1629 roku. Jako niezwykle ważny przystanek na Jedwabnym Szlaku, tutaj na Placu Imama spotykali się ludzie z całego świata, tutaj można było kupić każdy możliwy do kupienia towar i zawrzeć dowolną umowę handlową. Wciąż rozrastał się Wielki Bazar, który otacza główny plac miasta. Pola pośrodku arkad zajęte były przez namioty kupców, wokół unosiły się zapachy z ówczesnego street food.

Nocne życie na placu Imama

Dziś to miejsce nadal należy do ludzi. Po zachodzie słońca to miejsce ożywa. Roi się wręcz od Irańczyków, którzy tutaj spotykają się, rozkładają dywany na trawnikach i piknikują (u nas kocyki, u nich nieduże dywany perskiej ), a także… zaczepiają turystów. Czasami po prostu witają się i pytają, skąd jesteśmy, a czasami w ramach swojego hobby opowiadają dzieje miasta i co nieco o kulturze irańskiej. W zależności, na ile są w stanie powiedzieć po angielsku. Takie spotkania są bezcenne! Sam plac Naqsh-e Jahan jest pięknie oświetlony nocą. A ludzi jest tu naprawdę sporo, tak właśnie wygląda życie nocne w Iranie, ale nie tylko: podobnie wyglądało to w Istambule.

Dziedziniec Wielkiego Meczetu
Dziedziniec Wielkiego Meczetu

Głównym planistą Placu był urodzony w Baalbek Bahāʾ al‐Dīn Muḥammad ibn Ḥusayn al‐ʿĀmilī, znany krócej jako Szejk Baha’i. Był on poetą, matematykiem, architektem, filozofem, astronomem, czyli typowy islamski polimat. Jako jeden z islamskich astronomów zakładał możliwość ruchu Ziemi wokół Słońca. Warto tu jednak pamiętać, że choć działo się to po śmierci Mikołaja Kopernika, nauka kopernikańska nie rozprzestrzeniła się jeszcze po Bliskim Wschodzie, więc ta teoria powstała niezależnie.

Architektura placu Imama

Na południowym krótszym boku Placu znajduje się Meczet Szacha. Na zachodniej ścianie piętrzy się królewski pałac Ālī Qāpū z charakterystycznym tarasem z drewnianymi kolumnami. Naprzeciw widać Meczet Szejka Lotfollaha. Od północy Plac wieńczy ejwan i brama Qeysarie, prowadzący do Wielkiego Bazaru. Takie rozmieszczenie najważniejszych budynków na Placu sprawia, że plan jest regularny i tym samym przyjemnym dla oka. Wszystkie te budowle są do zobaczenia, ale wstęp oczywiście jest płatny. Co ciekawe, dłuższa oś Placu Naghsz-e Jahan nie jest zorientowana ku Mecce, co jest zwyczajem dla reprezentacyjnych budowli. Meczet Szacha jest przesunięty względem południowego ejwanu i przechodząc przezeń, człowiek zostaje przez układ architektoniczny „naprostowany” ku kibli w meczecie, czyli ku Mekce.

Meczet Imama (Isfahan)
Meczet Imama

Dlaczego więc całego założenia od razu tak nie zorientowano? Błąd projektanta? Nie jest to prawdopodobne. Najpewniej jest to celowy zabieg, dzięki któremu dominująca kopuła Meczetu Szacha jest tak samo dobrze widzialna z każdego miejsca placu i nie zostaje przysłaniana, co miałoby miejsce, gdyby świątynia znalazła się na długiej osi założenia. Wstęp do meczetów i pałaców jest oczywiście biletowany i płatny.

Isfahan: Meczet Szejka

Meczet Szejka Lotfollaha ulokowany został na wschodniej ścianie placu (jedna z czterech budowli na głównych osiach Placu Imama). Świątynię nazywano różnie w ciągu wieków, głównie były to nazwy opisowe: meczet wielkiej kopuły, meczet wielkiej urody i czystości, i tym podobne. Obecnie używana nazwa to nazwisko poważanego imama, który jako pierwszy przewodził modlitwie, będąc oficjalnym imamem szacha.

Meczet Szejka Lotfollaha, główne wejście
Meczet Szejka Lotfollaha, główne wejście

Jego budowę zakończono w 1619 roku. Głównym architektem był Szejk Baha’i, ten sam, który zaprojektował cały Plac Naghsz-e Jahan. Meczet ten wybudowano z myślą o prywatnych nabożeństwach dla szacha Abbasa I, jego rodziny (przynajmniej tych członków, których nie uwięził, ani nie wymordował) i dworu. Nie był więc dostępny publicznie, w przeciwieństwie do większego Meczetu Szacha. Ponieważ nie istniała potrzeba zwoływania wiernych na modlitwę, przy świątyni Abbasa I nie stanęły nigdy minarety. W celu zabezpieczenia meczetu przed niechcianymi osobami, został on zabudowany korytarzami, po których się krążyło, aż wyszło na dziedziniec świątyni. Po drodze oczywiście stały straże, podobnie jak przy głównej bramie od strony placu, zawsze zamkniętej. Obecnie wejście do meczetu jest otwarte dla wszystkich chętnych. Meczet ten też bywa nazywany meczetem żon szejka.

Zdobienie kopuły w Meczecie Szejka Lotfollaha (Isfahan)
Zdobienie kopuły w Meczecie Szejka Lotfollaha

Zwiedzanie meczetu Szejka

Sala modlitw w Meczecie Szejka Lotfollaha znajduje się obecnie w niewielkiej wyłożonej dywanami salce. Jak nietrudno zauważyć, meczet nie jest zorientowany na Mekkę. Wymusiło to formę ejwanu, a więc bramy prowadzącej do sali modlitw, w kształt litery „L”. Trudność ta i konieczność wprowadzenia takiego zabiegu wynika oczywiście z tego, że główna oś placu leży na linii północ-południe i o 45 stopni rozmija się z kierunkiem na Mekkę. Gdyby tylko meczet był orientowany, wówczas nie prezentowałby się zbyt dobrze z perspektywy całego założenia.

Meczet Szejka Lotfollaha
Meczet Szejka Lotfollaha

Dekoracja meczetu wywiera ogromne wrażenie. Przeogromna liczba niedużych płytek, z których każda jest starannie dopasowana względem sąsiadujących i pieczołowicie ozdobiona, daje do myślenia, jak wielkim kunsztem wykazali się ówcześni rzemieślnicy i budowniczowie. Kafelki z okresu dynastii safawidzkiej charakteryzują się niepełną symetrią, zarówno we wzorze, jak i kolorze. Choć ogólnie odnosi się wrażenie uporządkowania, w detalach widać różnice, które czynią dekorację bardziej żywą.

Ejwan meczetu Szacha
Ejwan meczetu Szacha

Isfahan: Meczet Szacha lub Imama

Drugim meczetem przy Placu Szacha jest Meczet Szacha. Tę świątynię budowano w latach 1611 – 1629 i nazwano na cześć pomysłodawcy sponsora, szacha Abbasa I Wielkiego, w końcu przeniósł on stolicę do Isfahanu i uczynił z niego jedno z największych i najwspanialszych miast ówczesnego świata. Meczet Szacha (raczej nie używa się nazwy Meczet Imama, nadanej po rewolucji islamskiej) powstał z myślą o publicznym dostępnie dla każdego wiernego, w przeciwieństwie do ukończonego wcześniej meczetu Szejka Lotfollaha z przeznaczeniem dla szacha i jego dworu.

Meczet Imama
Meczet Imama

Ta budowla miała przyćmić istniejący od dawna Wielki Meczet Piątkowy w Isfahanie i przejąć rolę głównej świątyni stolicy. Szejk Baha’i chciał wobec tego włączyć do tego kompleksu dwie medresy (szkoły koraniczne) i zimowy meczet. Jednakże życzeniem starzejącego się Abbasa I było ukończenie budowli jeszcze za jego życia, stąd musiano zrezygnować z części planów.

Dziedziniec meczetu Szacha / Imama
Dziedziniec meczetu Szacha / Imama

Historia meczetu Szacha

Przy planowaniu i budowie meczetu to życzenie inwestora stało się przyczyną pewnych ustępstw. Przede wszystkim wbrew naleganiom budowniczych, wykonano mniej trwały fundament pod główną budowlą przykrytą kopułą. Z tego powodu pierwsze prace naprawcze były konieczne już w piętnaście lat po ukończeniu prac. Podobnie jak pierwsza ze świątyń przy Placu, także i ta została udekorowana płytkami haft-rangi (farsi: „siedem kolorów”). Patrząc na realizację, nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że te płytki były tańsze i dostępne szybciej, stąd ze względu na pośpiech wybrano taką okładzinę. Zarówno przy prywatnym meczecie, jak i tym, prace zdobnicze nadzorował mistrz kaligrafii, Reza Abbasi.

Piękne zdobienia szczegółów w meczecie Imama (Esfahan)
Piękne zdobienia szczegółów w meczecie Imama

Szach zmarł w 1629 roku kilka miesięcy po ukończeniu wymarzonego meczetu. Świątynię oczywiście można zwiedzać, za opłatą. Wokół niej znajdziemy wielu kramarzy, oferujących tak coś na przekąskę jak i różnej maści pamiątki. W środku meczet żyje. Można porozmawiać z młodymi imamami o Koranie i islamie, w ramach tak zwanych „przyjacielskich rozmów bez uprzedzeń”. Chętnie też odpowiadają na koraniczne wątpliwości.

Ściany meczetu Szacha
Ściany meczetu Szacha

Pałac Ali Qapu

Oprócz bramy prowadzącej na Wielki Bazar, na Placu Naghsz-e Jahan jest jeszcze budynek pałacu szacha – Ali Qapu. Nie powstał on za jednym zamachem, nie raz był przerabiany i obecną formę przyjął po siedemdziesięciu latach rozbudów i przebudów. Początkowo istniał tylko ejwan prowadzący do budynków pałacowych. Jest to dobrze widoczne: przed handlowe arkady wystaje część budynku z wysokim sklepieniem z łamanym łukiem. Zresztą nazwa Ali Qapu znaczy tyle, co „Wielka Brama”.

Pałac Ali Qapu (Esfahan)
Pałac Ali Qapu

Finalnie pałac liczy sobie prawie 50 metrów wysokości i ma sześć kondygnacji. Wzrok przykuwa przede wszystkim taras. Nam, zaznajomionym z zachodnią architekturą pałacową, Ali Qapu wydał się dość skromny na pierwszy rzut oka. Na ten drugi rzut oka można dostrzec piękno realistycznych fresków nadwornego kaligrafa i malarza, Rezy Abassiego. Już chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć urody niezwykłej formy Sali Muzycznej. Nisze i łuki zostały przyozdobione w specyficzny sposób, tworząc malutkie wnęki. Każda z nich została starannie uformowana a to w instrumenty muzyczne, a to motywy kwiatowe lub geometryczne. Tutaj oprócz względów estetycznych,jest akustyczna funkcja owych zdobień.

Akustyczne ozdoby w sali muzycznej
Akustyczne ozdoby w sali muzycznej

Do kolejnych pięter pałacu dostajemy się po krętych, nieco skomplikowanych spiralnych schodach. Wszystko to wygląda zupełnie inaczej, niż pałace w naszej barokowej lub neorenesansowej architekturze. Warto to zobaczyć, chociażby ze względu na inność Pałacu Ali Qapu.

Pałac Ali Qapu (Isfahan)
Pałac Ali Qapu

Bazar w Esfahanie

Wielki Bazaar w Isfahanie właściwie rozlewa się na dużą część miasta. Jest tu wszystko: przyprawy, owoce, warzywa, słodycze, a nawet żako wołająca „salam!” i rękodzieło, dywany, przedmioty użytkowe. Warto wiedzieć, że ten konkretny bazaar jest jednym z najstarszych na całym Bliskim Wschodzie. Jego początki sięgają XI wieku, gdy Isfahan był stolicą Imperium Sasanidów. Obecny wygląd bazaru pochodzi z XVII wieku, podobnie jak Plac Imama.

Przyprawy na bazarze
Przyprawy na bazarze

Z bazarami w Iranie jest tak, że owszem, mają swoją wydzieloną część, ale poza nią również się rozciągają. Z Wielkiego Bazaru idzie się czymś, co w pewnym sensie jest ulicą, a nazywa się Bazar Najarha, by potem przejść do zwykłej uliczki z kolejnymi kramami. I tak się idzie w kierunku Wielkiego Meczetu, lecz zanim się do niego wejdzie, trzeba przejść przez kolejny bazar. Idąc widzimy jak trochę zmieniają się sklepy i wystawy. Bywają też takie mniej zadbane i takie, nad którymi wznoszą się kolejne świątynie.

Bazar w Isfahanie
Bazar w Isfahanie

Jednym z takich przystanków na bazarowej trasie między meczetami jest plac Kohneh, zwany też placem Atigh, Atiq lub po prostu Starym Placem. Plac ten był głównym placem Isfahanu od XI wieku, aż do XVII wieku, kiedy Abbas Wielki zbudował plac Imama (wówczas plac Królewski). Dziś Stary Plac także robi wielkie wrażenie, jest przy tym mniej tłumny. Kolejną atrakcją jest Bazar-e Bozorg. Wszystkie się mieszają i łączą, ciężko znaleźć czasem rozgraniczenie między nimi. Isfahan nie różni się w tym aspekcie od wielu innych miast Iranu, pomijając jeden fakt. Ten bazar jest naprawdę rozległy.

Irańska prezentacja przypraw robi wrażenie (Isfahan)
Irańska prezentacja przypraw robi wrażenie

Isfahan: Wielki Meczet

Stamtąd jest blisko do jeszcze jednego zabytku z listy UNESCO, czyli Wielkiego Meczetu lub Meczetu Piątkowego. Meczet Piątkowy to nic innego jak najważniejszy meczet w mieście, to trochę taka katedra, używając analogii chrześcijańskiej. W dodatku to jest jeden z największych meczetów w całym Iranie, powierzchnia to ponad 2 hektary. Jakby tego było mało, jest to też najstarszy działający meczet w kraju.

Wielki Meczet (Isfahan)
Wielki Meczet

Przyjęło się, że meczet pochodzi gdzieś z 771 lub 772 roku naszej ery. W praktyce jest zarówno starszy jak i młodszy. Gruntownie go przebudowano w XI wieku, wówczas nadano mu obecny kształt (pod koniec XX wieku również dokonano pewnych modyfikacji). Natomiast meczet nie powstał na gołej ziemi, wcześniej znajdowała się tu świątynia ognia. Zaratusztrianizm to pierwotna religia Iranu i jedna z najstarszych monoteistycznych na świecie, więcej na jej temat przy wpisie o Jazdzie. W samym Isfahanie są jeszcze ruiny świątyni ognia, można je nawet zobaczyć, acz są oddalone od centrum.

Wielki Meczet (Isfahan)
Wielki Meczet

Z Wielkim Meczetem wiąże się jeszcze jedna ciekawostka. Otóż mówi się, że jedną z kolumn własnoręcznie zbudował kalif w Damaszku. Na ile to prawda, na ile legenda, tego nikt nie wie. Z innych elementów architektonicznych warto wspomnieć o dwóch kopułach. To dzięki nim dźwięki roznoszą się po całym obiekcie. Zaś zdobienia meczetu wykonano w siedmiu kolorach: granatowym, żółtym, turkusowym, różowym, zielonym, białym i głębokim fiolecie.

Wielki Meczet
Wielki Meczet

Isfahan: Pałac 40 kolumn

W Esfahanie zwiedza się także inne pałace. Pałac Chehel Sotoun, czyli Czterdziestu Kolumn, nazwę swoją zawdzięcza… dwudziestu kolumnom prawdziwym i kolejnym dwudziestu odbitym w wodzie przed pałacem. Jego budowa została ukończona w 1647 roku w czasie panowania szacha Abbasa II, prawnuka Abbasa I. Dzisiejszy wygląd różni się jednak od pierwotnego, gdyż drewniana konstrukcja spłonęła podczas najazdu afgańskiego w XVII wieku i dopiero w kolejnym stuleciu pałac został odbudowany.

Pałac 40 kolumn (Isfahan)
Pałac 40 kolumn

Pierwotnie kolumny pokryte były złotą blachą i rozpinano pomiędzy nimi tkaninę, którą spryskiwano wodą różaną. Wnętrze pokrywają freski o tematyce bitewnej i biesiadnej. Te drugie są odważne z punktu widzenia dzisiejszej radykalnej moralności islamskiej, jednak nie zostały one zniszczone. Zresztą tematyka tych malowideł nie powinna dziwić, jako że ten pałac był ulubioną siedzibą szacha Safiego II, bardziej znanego pod imieniem Sulejman I. Rządy Safawidów po śmierci Abbasa I słabły, ale Safi II w tym względzie był wybitnie nieudacznym władcą, podobnie jak Safi I, jego dziadek. Mówiąc krótko: rządzenie go nie interesowało. Uzależniony od alkoholu (który stał się przyczyną jego śmierci, jak i dziadka zresztą) i wesołych zabaw, sprawy państwowe przerzucił na harem, czyli dwór.
Państwo Safawidów nie wykorzystało słabości swojego wroga, Imperium Ottomańskiego, które wówczas było ranne po przegranej bitwie pod Wiedniem. Nie odpierano także ataków Uzbeków i Mongołów.

Pałac 40 kolumn (Esfahan)
Pałac 40 kolumn

Szach alkoholik

Dlaczego dopiero prawnuk Abbasa I nosi imię Abbas II, a nie jego bezpośredni następca? Jakoś tak wyszło, że pomimo ogromnego talentu do rządzenia, Abbas I był człowiekiem nader okrutnym, zwłaszcza w stosunku do własnej rodziny. Zlecił morderstwo najstarszego syna (Mohammed Baqir Mirza), gdyż obawiał się, że ten zechce przedwcześnie zostać szachem. Na następcę namaścił wnuka o imieniu Sam Mirza (syn tego zabitego Mirzy). Nie miał wyboru, gdyż pozostałych synów także zabił lub w najlepszym razie oślepił, by nie byli materiałem na króla. I ten wnuk Sam Mirza objął tron w 1629 roku jako Safi I i również zajął się zabijaniem członków rodziny i dworu. Przy tym wolał pić alkohol i laudanum (nalewka z opium) niż rządzić. Na szczęście miał sprawnego Wielkiego Wezyra, który nawet nieźle rządził krajem. Zmarł podczas zawodów w piciu…

Muzeum historii naturalnej w Isfahanie
Muzeum historii naturalnej w Isfahanie

Mohammad Mirza, czyli prawnuk Abbasa I objął tron w 1642 roku w wieku zaledwie dziewięciu lat. Przyjął imię wielkiego pradziadka i poszedł w jego ślady. Był energicznym władcą, uważanym za najlepszego Safawida po Abbasie I Wielkim.

Pałac Ósmego Nieba
Pałac Ósmego Nieba

Pałac Ósmego Nieba

Nazwa Pałac Ósmego Nieba brzmi cudownie. W farsi jest to Haszt-Beheszt. Znajduje się on w niepozornym parku i niewielu turystów tutaj dociera, chociaż warto. Jak szach Abbas II zbudował swój Pałac Czterdziestu Kolumn (albo tylko nadzorował wykończenie), tak i szach Sulejman I (czyli Safi II) zapragnął własnego.

Zdobienie sufitu w pałacu Ósmego Nieba (Isfahan)
Zdobienie sufitu w pałacu Ósmego Nieba (Isfahan)

Skąd taka pociągająca nazwa? Jest to nic innego, jak typ planu perskiej budowli.
Haszt beheszt tłumaczy się dosłownie jako „Ósme Niebo”. To oktagonalny główny pawilon otoczony ośmioma mniejszymi pomieszczeniami. Forma ta wywodzi się z zaratusztriańskiej architektury, w której występował typ budowli wahiszta, potem przekształcone do średnioperskiego wahiszt i nowoperskiego bahiszt. Ośmiokątny plan bogato zdobionej w drogie kamienie budowli odpowiadał ośmiu planetom, z których każda była przypisana do jednego z ośmiu Niebios. Taka symbolika sprawdzała się w islamskim państwie, w którym wierzono w osiem bram prowadzących do kolejnych ośmiu Niebios. Podobne wierzenia zresztą występują w żydowskiej i chrześcijańskiej mistyce. Na terenie Iranu takie budowle wykonywano w czasach dynastii Sasanidów, a więc przed podbojem arabskim i narzuceniu islamu.

Most o 33 łukach

Popularna i dość zabawna nazwa tego najbardziej znanego mostu Iranu – Si-o-se-pol – oznacza „Most o 33 łukach”. Jest to najsłynniejszy z jedenastu historycznych mostów na rzece Zāyandé-Rūd. Jego historia jest związana z początkiem Isfahanu takiego, jaki dziś znamy. Kamienna przeprawa powstawała w latach 1599 – 1602 pod czujnym okiem generała armii, Allahverdiego Khana. Khan był Gruzinem, który podczas kaukaskich kampanii poprzedników Abbasa I dostał się do niewoli i został wcielony do gholam, czyli niewolniczej armii. Przeszedł tam wszystkie szczeble kariery, aż przez Abbasa I został przyjęty do wojskowej arystokracji.

Most Si-o-se-pol (Isfahan)
Most Si-o-se-pol

Mówi się, że 33 łuki mostu odzwierciedlają liczbę liter gruzińskiego alfabetu, w dodatku most był ważnym połączeniem bogatej dzielnicy ormiańskiej i Królewskiego Placu. Most Si-o-se-pol liczy niemal 300 metrów długości i niecałe 15 metrów szerokości. Pierwotnie był zdobiony ceramicznymi mozaikami i malowidłami, dziś nie zostało wiele z tych dekoracji, ale zupełnie bez uszczerbku dla urody mostu. Niegdyś przy wejściu na most działała herbaciarnia.

Most o 33 łukach
Most o 33 łukach

Dwukondygnacyjny most o pięknej architekturze i wdzięcznych proporcjach to bardzo popularne miejsce do spędzania wolnego czasu, podobnie jak parki nad Zāyandé-Rūd. Ruch samochodowy dawno został już wyłączony, więc ludzie często używają górnej części jako przeprawy, dolnej zaś do rekreacji. Życie tętni tutaj szczególnie po zachodzie słońca. Mnóstwo ludzi, głównie młodzieży, bawi się nad wodą do później nocy. Siedzą, rozmawiają, bawią się, przeskakują nad wodą. Tu warto dodać, że ta dolna przeprawa wymaga albo skakania, albo chodzenia po wodzie mocząc nogi, co tutaj jest bardzo popularne. To drugie, obok placu Imama, miejsce gdzie kręci się życie nocne. Dolny poziom jest też okupywany w ciągu dnia.

Most o 33 łukach (Isfahan)
Most o 33 łukach

Trudno się dziwić: uroda miejsca i pachnące rzeką chłodne powietrze zachęcają do zabawy, gdy wreszcie schowało się palące słońce, trudne do zniesienia w mieście. Za dnia niewysoka kaskada rzeki Zāyandé-Rūd na moście Si-o-se-pol niesie wyczekiwaną ochłodę zmęczonym stopom. Wtedy widać też urodę surowego kamiennego mostu. W czasie swego powstania na początku XVII wieku był ozdobiony płytkami ceramicznymi i freskami, ale prostota także ma urok.

Most Pol-e-Chadżu

Podobny do słynnego Mostu Si-o-se-pol jest Most Pol-e-Chadżu (Pol-e-Khaju). Powstał pół wieku później, bo w 1650 roku, na zlecenie szacha Abbasa II, czyli prawnuka Abbasa I. Pewnie stąd i podobieństwo – ten władca chciał być podobny do wielkiego przodka i był tego bliski. Most Pol-e-Chadżu ma piętrowe arkady liczące 23 łuki. Jego długość wynosi 105 metrów, więc zaledwie jedną trzecią tego, co Si-o-se-pol.

Most Pol-e-Chadżu
Most Pol-e-Chadżu

Charakterystycznym elementem tego mostu jest pawilon dokładnie pośrodku mostu, wykonany z tego samego kamienia. Niegdyś szach spędzał tutaj wolne chwile, ciesząc się widokiem rzeki Zajande Rud (Zayande-rud). Podobnie jak Si-o-se-pol, także Pol-e-Chadżu jest popularnym w Esfahanie miejscem wypoczynku nad wodą. Nazwa Pol-e-Chadżu oznacza tyle, co most dzielnicy Chadży – łączy on tę dzielnicę z częścią zaratusztriańską.

Zejście do wody na moście Pol-e-Chadżu (Esfahan)
Zejście do wody na moście Pol-e-Chadżu

Wspominaliśmy już dwa tradycyjne mosty, pomiędzy nimi znajduje się jeszcze jeden Chobi. Nie robi on furory wśród mieszkańców i turystów z tego powodu, że choć wygląda tradycyjnie, to niestety ma tylko jeden poziom i tym samym jest przeprawą techniczną. Za to nad rzeką Zajande, nad którą leży Esfahan, znajdują się parki i promenady. Teren zielony z drzewami dającymi cień, kwiatami i trawą, na której można sobie usiąść, położyć się i biesiadować. Tak też czynią Irańczycy. Spacerując brzegiem rzeki mijamy wiele osób, część z nich standardowo nas zaczepia. Jedni tylko pozdrawiają, inni pytają skąd jesteśmy (na Polskę reagują pozytywnie i jest to szczera reakcja). A jeszcze inni, jak to w Iranie, proponują by dosiąść się do nich i są gotowi podzielić się z nami, tym co mają. Ot, uroki zwiedzania Iranu.

Most Pol-e-Chadżu
Most Pol-e-Chadżu

Katedra Ormiańska Vank

Szach Abbas I Wielki wymarzył dla Isfahanu rolę światowego miasta, ludnego i pięknego. Aby to osiągnąć, deportował część ludności z Kaukazu, zwłaszcza z terenów położonych blisko granicy z Imperium Ottomańskim, w tym z poprzedniej stolicy. Przesiedlenia wynikały trochę z inicjatywy samych chrześcijan. Podczas wojny persko-tureckiej z lat 1603 – 1618 chrześcijanie z terenów Imperium Ottomańskiego poprosiło o azyl perskiego szacha, który znany był z tolerancji wobec innych wyznań i kultur (tylko własnej rodziny nie lubił). Abbas I tym chętniej się zgodził, że ledwie wiek wcześniej Persja stała się państwem większościowo szyickim, zaś Turcja to państwo sunnickie, więc w tle był także konflikt religijny. Warto dodać, że ziemie armeńskie dostały się pod panowanie Imperium Ottomańskiego za panowania sułtana Selima II, zwanego Pijakiem. Już wówczas rozpoczęło się przesiedlanie Ormian do sąsiadującego Iranu. Było to w połowie XVI wieku, a więc około stu lat przed perskim szachem Abbasem I Wielkim.

Kopuła katedry ormiańskiej
Kopuła katedry ormiańskiej

Wielu z tych przesiedleńców stanowili Gruzini i Ormianie, a liczbę tych drugich szacuje się nawet na 300 tysięcy, z których większość zamieszkała w Isfahanie, ówczesnej stolicy. Wzmocniło to wpływy ormiańskie na kulturę Iranu, a wielu z Ormian i Gruzinów pełniło wysokie funkcje państwowe lub miał ważny wpływ na rozwój stylu safawidzkiej sztuki i architektury. Abbas I zarządził, by Ormian przesiedlić do nowej osady, nazywaną Nową Julfą (Dżolfa lub Jolfa), na wspomnienie poprzedniego miejsca zamieszkania tych ludzi. Z czasem Isfahan wchłonął tą enklawę Ormian, przekształcając w jedną z dzielnic miasta. Dziś dzielnica Ormiańska przyciąga turystów swoim unikatowym połączeniem kultury perskiej i ormiańskiej.

Wnętrze katedry ormiańskiej (Esfahan)
Wnętrze katedry ormiańskiej

Zwiedzanie katedry ormiańskiej

Najważniejszym obiektem w dzielnicy ormiańskiej w Esfahanie była Katedra Świętego Zbawiciela. Nazywa się ją popularnie Wank, co w języku ormiańskim oznacza po prostu monastyr. Przesiedleni Ormianie rozpoczęli jej budowę w 1606 roku, a prace trwały pół wieku, a nawet dłużej, jeśli wziąć pod uwagę to, że zaraz po zakończeniu robót zaczęto rozbudowywać cerkiew. Ogółem cały kompleks katedralny pochodzi z różnych epok: w XVIII wieku wybudowano dzwonnicę, pod koniec XIX wieku otworzono bibliotekę, zaś początek XX wieku przyniósł otwarcie muzeum. Najnowszy jest pomnik upamiętniający tureckie Ludobójstwo Ormian z okresu I wojny światowej. Część muzealna zawiera wiele przedmiotów i relacji powiązanych z tamtymi tragicznymi wydarzeniami.

Katedra ormiańska (Isfahan)
Katedra ormiańska

Architektura cerkwi to ciekawe połączenie stylu perskiego i prawosławnego. Warto zwiedzić to miejsce, a nie tylko zobaczyć od zewnątrz. Wspominamy o tym, gdyż na tle irańskich wejściówek, bilet do cerkwi był bardzo drogi. Tak naprawdę to kosztował więcej, niż każda inna atrakcja w tym kraju, ale wiadomo – wspólnota religijna inna niż szyicka musi sobie radzić sama, bez wsparcia rządu. W cenie jest za to muzeum, w którym dowiedzieliśmy się, że pierwszą w Iranie drukarnię założył Ormianin. Można zobaczyć pierwszą maszynę drukarską. W przypadku terenów blisko Turcji i Ormian nie mogło zabraknąć jednej rzeczy: monumentu upamiętniającego Wielkie Nieszczęście, czyli Ludobójstwo Ormian (Turcja używa terminu „rzeź”, nie przyznając, że to był de facto ludobójstwo) z lat 1915 – 1917.

Isfahan: Synagogi

Ciekawie ma się też sprawa Żydów w Isfahanie. Niewielu ich zostało już w Iranie, ale ślady po ich kulturze są. W tym dawna dzielnica żydowska – Joubareh. Można zobaczyć dawne synagogi. Zamknięte na cztery spusty, zaniedbane, ale napisy wciąż są. Jedna z synagog nawet jest czynna od czasu do czasu, niestety na tyle rzadko, że nie ma jak jej zwiedzać. Wszystkie znajdują się niedaleko Wielkiego Meczetu.

Plac Imama Alego, w tle meczet Alego z charakterystycznym minaretem (Isfahan)
Plac Imama Alego, w tle meczet Alego z charakterystycznym minaretem

Polskie ślady. Isfahan miasto polskich dzieci

Są nawet dwa. Jeden nowszy, związany z II wojna światową. Poniekąd wrócimy do tego przy okazji Teheranu. Isfahan bywa czasem nazywany miastem polskich dzieci. Kiedy Armia Andersa opuszczała Związek Radziecki, przybyła do Iranu. Wraz z armią przybyło tu 20 tysięcy polskich dzieci. Irańczycy przyjęli je z otwartymi ramionami. Cześć z Polaków jednak zmarło, więc została pochowana na cmentarzu należącym do chrześcijan, czyli do Ormian. Tak samo sprawa wygląda w Teheranie i w innych miastach. Do tego jeszcze wrócimy. Natomiast warto wspomnieć, że o polskich dzieciach w Iranie i Isfahanie jako mieście polskich dzieci w 2008 przypomniała Poczta Polska wydając okolicznościowy znaczek. Jego autorem był Maciej Jędrysik. Oprócz znaczka wydano też kopertę.

Plac Imama Alego
Plac Imama Alego

W Iranie bardzo lubią i szanują Polaków. Jednym z powodów jest to, że w dotychczasowej historii nigdy nie walczyliśmy przeciw Iranowi. I oby tak zostało. W Iranie o tym pamiętają. Mieli zatargi z Turkami, Rosjanami, Niemcami, Brytyjczykami i innymi narodami zachodniej Europy, nie mówiąc o konflikcie z Izraelem czy USA, ale z Polską łączył ich przede wszystkim wspólny interes i przyjaźń. Dzieje stosunków polsko-irańskich zaczęły się na poważnie w czasach króla Stefana Batorego. Wówczas połączył nas wspólny wróg, Turcja. Polski król zapragnął zawiązać sojusz, jednak w Polsce trochę ciężko było sobie ludziom wyobrazić Iran. Jakiś dziki kraj gdzieś daleko (czyli przez kolejne 400 lat wyobrażenie niewiele się zmieniło dla wielu). Pośredniczyli więc posłowie z Wenecji, reprezentujący poza Polską i Wenecją także Państwo Kościelne. Niestety śmierć Stefana Batorego zamknęła kwestię sojuszu na wiele lat.

Wielki Meczet (Isfahan)
Wielki Meczet

Niedoszły sojusz polsko-irański

Bliższe stosunki między naszym krajem a Iranem zaczęły się od handlu w czasach Zygmunta III Wazy. Sprowadzaliśmy wówczas dywany, tkaniny i konie. Panował wówczas tam Abbas I Wielki, już o nim wspominaliśmy. Wpierw król Polski wysłał tam jako posła, Anglika – Roberta Sherleya, a potem Ormianina, Sefera Muratowicza. Sherley zajmował się polityką, by połączyć Persów i chrześcijan w walce z Turkami. Więc podczas kampanii chocimskiej Abbas I zorganizował wyprawę na wschodnie rubieże Turcji, zmuszając Imperium Osmańskie do prowadzenia wojen na dwóch frontach. Sefer Muratowicz za to zajmował się handlem. Owszem też wspierał kwestie polityki antytureckiej, ale przede wszystkim zamawiał tkaniny, nadzorował produkcję szabel i dywanów dla polskiego króla. Ostatecznie dostał przywilej na import towarów orientalnych, tytuł szlachecki i stanowisko naczelnika wszystkich Ormian w Polsce.

Wraz ze zmianą króla na Władysława IV Wazę, kontakty z Iranem podupadły. Głównie ze względu na szlachtę, która nie chciała o tym słyszeć. Kontakty ponowił Jan III Sobieski, który próbował namówić Iran do dołączenia do koalicji antytureckiej. Gdyby nie to, że Persja wówczas zaczynała wchodzić w kryzys, a jej potęga przemijała, może byłoby inaczej. W każdym razie, wieść o zwycięstwie pod Wiedniem sprawiła w Isfahanie wielką radość. Króla Polski zaczęto tytułować „El Ghaz”, czyli „Zwycięzcą”. Polskim posłem był wówczas Teodor Miranowicz, który niestety zmarł podczas ostatniej wizyty. Jego grób wciąż można znaleźć w Isfahanie, tam gdzie mają swoje kwatery także polskie dzieci z czasów Andersa.

Wielki Meczet (Isfahan)
Wielki Meczet

Isfahan, atom i Pół Świata

Z nowszych rzeczy, Isfahan to miasto z siłą atomu. Tutaj znajdują się eksperymentalne reaktory nuklearne, a także zakład produkcji paliwa nuklearnego: Uranium Conversion Facility, w skrócie UCF. Zaś kulturalnie warto wspomnieć, że urodził się tu Asghar Farhadi, reżyser filmowy, kiedyś związany z irańskim kinem („Co wiesz o Elly?”, „Rozstanie”), obecnie próbujący swych sił poza Iranem („Wszyscy wiedzą”).

Plac Imama Alego (Isfahan)
Plac Imama Alego

Na koniec jeszcze coś o Połowie Świata. Tak jest określany czasem Isfahan. Otóż Irańczycy twierdzą, że to miasto tak ładne i bogate w architekturę, że zobaczenie go jest równe połowie świata. Wywodzi się to wprost z pochodzącego z XVI wieku powiedzenia – Isfahan nesf-e jahan – Isfahan to pół świata. Ilość warsztatów tkackich w tamtym okresie uchodziła za ogromną, a jak się doda rozwój i architekturę oraz fakt, że plac czasem nazywano Obrazem Świata, to jakoś z tego wyszła Połowa Świata. Tak by nikt nie miał wątpliwości jak znaczącym miastem był wówczas Isfahan.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak irański
Isfahan

Petropolis, Cesarskie Miasto w Brazylii

Ze wszystkich dziwactw, które można zobaczyć w Brazylii, Petropolis (Petrópolis) jest chyba najbardziej kuriozalne. Łączy ze sobą kompleksy kolonizatorów z tęsknotą za Europą, a historia dodaje tu swoje rzeczy. Pałace europejskich monarchów znajdujące się w pewnej odległości za stolicami znamy choćby z Wersalu, Peterhoffu, Caserty i innych miejsc. W końcu nawet wiedeński Schönbrunn nie znajdował się w centrum austriackiej stolicy. To samo miało miejsce z Rio De Janeiro, gdy było ono stolicą Cesarstwa Brazylijskiego i Portugalii: wówczas wybudowano podmiejski pałac w stylu europejskim.

Willa w Petropolis
Willa w Petropolis

Historia Petropolis i Cesarstwa Brazylii

Obecnie Petrópolis to 300-tysięczne miasto nieopodal Rio de Janeiro, położone w górach. Zostało założone 1702 roku jako element rozwijania sieci dróg pomiędzy poszczególnymi stanami kraju. Była to wówczas osada, nawet nie wioska, na szlaku Caminho Novo das Minas wykorzystywanym do transportu dóbr dla górników i w mniejszym stopniu rolników. W pierwszej połowie XIX wieku niewielkie miasto w górskim otoczeniu spodobało się Piotrowi I. Zatrzymał się na farmie należącej do katolickiego księdza. Zauroczony okolicą, w 1830 roku kupił on tutaj ziemie i rozpoczął budowę Letniego Pałacu. Z powodu abdykacji porzucił jednak tę konstrukcję, a tron zajął jego wówczas pięcioletni syn Piotr II.

Willa
Willa

To jest dobry moment na wyjaśnienie kwestii politycznych. Jeszcze w XVIII wieku Brazylia miała status zamorskiej kolonii podległej Królestwu Portugalii. Kłopoty Portugalii to uśmiech losu dla Brazylii. W trakcie wojen napoleońskich, dokładniej w 1807 roku, armia francuska zajęła Portugalię. Król Jan VI postanowił opuścić tonący okręt i znaleźć się w bezpiecznej kolonii, jaką była Brazylia. Dwór królewski przeniósł się więc do Rio de Janeiro i proklamował powstanie Królestwa Brazylii, a wkrótce potem przeformował państwo na Zjednoczone Królestwo Portugalii, Brazylii i Algarve. Tym samym Brazylia zrzuciła status kolonii, a Rio de Janeiro stało się stolicą państwa Starego Świata. To właściwie jedyny taki przypadek w historii. W Lizbonie pozostała rada regencyjna, rozwiązana po upływie dekady. Jej zadaniem było zarządzanie w imieniu króla „prowincją” portugalską.

Don Pedro II
Don Pedro II

Wojny napoleońskie i unia z Portugalią

Wojska napoleońskie udało się odeprzeć z Portugalii w 1808 roku, lecz Jan VI zdecydował się pozostać w Ameryce Południowej. Tutaj nie próżnował: podsycał ruchy niepodległościowe hiszpańskich kolonii. Można powiedzieć, że król Portugalii i Brazylii działał dla dobra swojego nowego królestwa Brazylii, czym przy okazji zrujnował gospodarkę portugalską, bardzo zależną od dostaw surowców zza oceanu. Warto dodać, że za królem podążała arystokracja i możni, którzy uciekali przed wojną. Osiedlali się tam, gdzie znajdował się dwór. Dziś w Petrópolis możemy podziwiać ich eleganckie wille i pałace, zbudowane w bardzo europejskim stylu. Jest ich tutaj naprawdę wiele, znajdują się w większości wzdłuż głównej ulicy miasta i górskiego strumienia.

Obelisk w Petropolis
Obelisk w Petropolis

Ze względu na ruchy liberalne w Portugalii, król Jan VI musiał w 1820 roku powrócić do Portugalii. Rok później zgodził się na konstytucję, która zmieniła ustrój państwa na monarchię konstytucjonalną. Jednocześnie chciał cofnąć przywileje samorządności Brazylii, które zresztą sam wypracował. Na to jednak nie mógł się zgodzić jego syn, Piotr. Zrzucił ojca z tronu Brazylii i przejął władzę, jednocześnie obwołując się cesarzem jego nowego Cesarstwa Brazylii. Ze względu na wojnę domową w Portugalii przez trzy miesiące 1826 roku nosił także koronę portugalską jako Piotr IV.

Klasyczna zabudowa Petropolis
Klasyczna zabudowa Petropolis

Początkowo Piotr nastawiał się na utworzenie cesarstwa – trochę na wzór Napoleona – połączonego z nowoczesną myślą francuskiej rewolucji. Tak się jednak nie dało, zwłaszcza w tak rozległym i zróżnicowanym etnicznie i gospodarczo kraju jak Brazylia. Udzielił więc sobie nieco więcej władzy, sprawował rządy absolutne. Ze względu na polityczne spory po odwołaniu cesarskiego rządu, w 1831 roku abdykował na rzecz swojego syna Piotra II, wówczas pięciolatka.

Pomnik Don Pedro II
Pomnik Don Pedro II

Rządy Piotra II

Piotr II (Dom Pedro II) urodził się w 1825 roku w Brazylii, zmarł w 1891 roku w Paryżu. Był on drugim i zarazem ostatnim cesarzem Brazylii, jedynym rodowitym, bo urodzonym w dawnej kolonii. Do 14-stego roku życia faktyczną władzę sprawowali regenci, zaś w 1840 roku Piotr II przejął pełnię władzy, a rok później został oficjalnie koronowany jako władca Cesarstwa Brazylii. Był monarchą nowoczesnym, liberalnym i nastawionym na rozwój przemysłu. Za jego rządów powstawały kolejne zakłady przemysłowe, powstawała sieć utwardzonych dróg, transportu kolejowego i rzecznego. Zaczął działać w kierunku zniesienia niewolnictwa. Udało mu się w ryzach utrzymać konkurujące ze sobą stany Brazylii, a także prowadził umiejętną politykę zagraniczną.

Uniwersytet Katolicki w Petropolis
Uniwersytet Katolicki w Petropolis

Chociaż Piotr II był na ogół lubianym władcą, to jednak w bardzo konserwatywnej części ludności wzbudzał niezadowolenie z przeprowadzanych działań, zaś dla nastawionych mocno liberalnie jego reformy nie były dość zdecydowane. Ostatecznie junta wojskowa doprowadziła do obalenia cesarza i Piotr II w 1889 roku udał się na wygnanie do Francji, gdzie zmarł trzy lata później. W roku wygnania rodziny cesarskiej, Cesarstwo Brazylii stało się federacyjną Republiką Brazylijską.

Katedra św. Piotra w Petropolis
Katedra św. Piotra w Petropolis

W 1843 Piotr II wydał dekret budowy nowego miasta wokół letniej rezydencji, czyli Petrópolis. Wiązało się to zarówno z kontynuacją budowy pałacu, jak również zaprojektowaniem całej osady. Było to drugie miasto w Brazylii budowane od początku według projektu, pierwsze to Recife. Zresztą obecna stolica Brasilia także została starannie zaprojektowana. Nowe miasto było więc stolicą Brazylii de facto, zupełnie jak to miało miejsce w przypadku Wersalu. Tu działał dwór i wszystko inne. Zresztą nazywane było miastem cesarskim bądź miastem imperialnym (Cidade Imperial).

Katedra
Wejście do katedry

Katedra św. Piotra w Petropolis

Miasto miało być kompletne i samowystarczalne, stąd budowano także kościoły. Katedra São Pedro de Alcântara, czyli św. Piotra z Alcantary to zdecydowanie największa świątynia w Petrópolis. Początek budowy miał miejsce w 1884 roku. Kolejne prace odbywały się w latach 20. XX wieku, zaś wieżę wybudowano dopiero w 1969 roku. Całość powstała w modnym w XIX wieku stylu neogotyckim. Prochy zmarłego cesarza Brazylii, Piotra II, zostały przewiezione z Paryża do Brazylii w 1922 roku. Złożono je właśnie w katedrze w Petrópolis wraz z prochami żony. Grobowiec w katedrze bardzo przypomina europejski styl, zwłaszcza to, co można zobaczyć w Saint-Denis.

Wnętrza katedry
Wnętrza katedry
Witraż w katedrze
Witraż w katedrze

Pałac Cesarski

Inne budynki to przede wszystkim rezydencje i pałace możnych. Palácio Rio Negro to pałac odsprzedany rządowi Republiki na potrzeby letniej rezydencji prezydentów Brazylii. Chętnie spędzali w niej wakacje. Znajduje się on pośród wielu innych pięknych i zadbanych domów w centrum wzdłuż Av. Köeller.

Pałac cesarski
Pałac cesarski

Natomiast typowo cesarskie budynki, jak Letni Pałac Cesarski, po obaleniu Piotra II służyły funkcjom publicznym: szkołom, lokalnym urzędom i tym podobnym. Letni Pałac był właśnie zajęty przez szkołę, a wyposażenie wyprzedano miłośnikom historii. Dopiero w 1940 roku objęto te obiekty formalną ochroną i Letni Pałac stał się Muzeum Imperium (Museu Imperial). Muzeum to uchodzi za najważniejszy zabytek miasta. Wewnątrz znajdziemy kilka komnat, w których odtworzono dekorację z epoki, jest też garaż z pojazdami. W środku trzeba nosić filcowe kapcie, by nie zniszczyć parkietu. Choć pałac miał leczyć kolonialne kompleksy, to niestety daleko mu do europejskich odpowiedników. Wygląda trochę jak ubogi krewny, nie tylko z powodu burzliwych losów po obaleniu cesarza. Muzeum jest tym samym raczej ciekawostką, zwłaszcza że zbiory nie są duże. Wystarczy choćby porównać sobie pojedyncze powozy, które wystawione są tutaj, z olbrzymią liczbą karoc w Wiedniu. Z drugiej strony, ciężko znaleźć takie budowle poza Europą.

Palácio Rio Negro
Palácio Rio Negro

Pałac Kryształowy

Ciekawym obiektem architektonicznym w Petrópolis jest Pałac Kryształowy. Nazwa przywodzi na myśl londyński Pałac Kryształowy, który powstał z okazji Wystawy Światowej w 1851 roku lub z późniejszym Pałacem Kryształowym w Madrycie, wybudowanym w 1887 roku. Tutejszy Pałac Kryształowy powstał w podobnym czasie, ale wbrew skojarzeniom, jest to maciupki obiekt. Po prostu palmiarnia. Palmiarnia w tym klimacie? Nonsens. Dlatego forma konstrukcji jest zachowana, natomiast było to miejsce przeznaczone na bankiety, tańce, do słuchania muzyki. Wszystko raczej kameralne z uwagi na „rozmach” twórców.

Pałac Kryształowy
Pałac Kryształowy

Pałac-hotel i inne atrakcje Petropolis

Jak wspomnieliśmy powstawały tu także domy poddanych i ludzi pracujących na dworze. Za nimi do Petrópolis ściągali także niemieccy przemysłowcy. Jeden z importowanych Niemców rozwijał pierwotne lotnictwo w Brazylii, drugi założył browar – Cervejaria Bohemia. Jeden z pierwszych na kontynencie i w Brazylii. Można go nawet częściowo zwiedzać, natomiast dziś to wciąż jedno z najważniejszych centrów produkcji piwa w kraju. Obecnie działa tu także ogródek piwny. Z atrakcji kulinarnych warto wspomnieć o najsłynniejszej w mieście czekoladziarni – Chocolates Katz. Tu także można kupić oryginalne, brazylijskie produkty. Czy jest w niej coś specjalnego, raczej nie, ale została wypromowana przez ruch turystyczny.

Najsłynniejsza kawiarnia (czekoladziarnia) Petropolis - Chocolates Katz
Najsłynniejsza kawiarnia (czekoladziarnia) Petropolis – Chocolates Katz

Zaś całkowitą ciekawostką jest Palácio Quitandinha. To hotel i kasyno, które powstało w latach 40. XX wieku według projektu Luisa Fossattiego. Mieszanina brazylijskiego baroku z art deco i normańsko-francuskim stylem. Przypomina trochę jakąś alpejska budowlę resortową. Dziś obiekt wyróżnia się w mieście, ale to także muzeum, atrakcja turystyczna i już tylko w niewielkiej części hotel.

Palácio Quitandinha
Palácio Quitandinha

Zwiedzanie Petrópolis

Samo Petropolis uchodzi za najbezpieczniejsze miasto w Brazylii. Przede wszystkim nie ma tu faweli, ludność jest raczej jednorodna etnicznie, wyróżniająca się jak na Brazylię, jest zdecydowanie post-europejska. To miejsce idealne na kilkugodzinny wypad z Rio i raczej nietypowa atrakcja. Zabytki w Petrópolis, takie jak Muzeum Imperium, czy pałac kryształowy nie zajmą wiele czasu. Zwiedzanie miasta będzie więc raczej przyjemnym spacerkiem w lekko kuriozalnym otoczeniu.

Willa
Willa

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak brazylijski
Petropolis

Rio de Janeiro, Miasto Boga, James Bond, Jezus, karnawał i fawele

Jednym z pierwszych skojarzeń z Brazylią jest Rio de Janeiro i karnawał. To miasto jest symbolem kraju, to fakt. Niektórzy zapominają, że nie jest już ani stolicą (jest nią Brasilia), ani największym miastem (to miano nosi Sao Paulo), ba nawet karnawał został zaszczepiony z Salvadoru. Ale to właśnie Miasto Boga najbardziej wpłynęło na masową kulturę, w dużej mierze naznaczoną filmem.

Widok na Rio de Janeiro
Widok na Rio de Janeiro

Historia Rio de Janeiro

Tereny obecnej Brazylii w epoce przedkolonialnej zamieszkiwały głównie półkoczownicze plemiona bez znaczącej kultury materialnej. Co prawda brazylijski archeolog Bernardo de Azevedo da Silva Ramos w latach 30. XX wieku szukając śladów bardziej zaawansowanych cywilizacji prekolumbijskich, odkrył i następnie dowodził, że w okolicę Rio dotarli Fenicjanie (z Kartaginy) i być może Grecy, jednak dowody na to są dość wątpliwej jakości. Ciekawsza historia zaczyna się wraz z portugalską wyprawą Pedro Álvaresa Cabrala, która z początkiem kwietnia 1500 roku z finansowym błogosławieństwem króla Manuela I wyruszyła z Portugalii. Efektem tej wyprawy było odkrycie nowego lądu, który pod nazwą Terra de Vera Cruz (czyli Ziemia Prawdziwego Krzyża) został włączony do Królestwa Portugalii.

Rio de Janeiro, czyli Miasto Boga
Rio de Janeiro, czyli Miasto Boga

Kapitan jednego z okrętów tej wyprawy, Gaspar de Lemos, wpłynął 1. stycznia 1502 roku do zatoki, którą błędnie uznał za ujście rzeki. Nazwano to niby ujście Rio de Janeiro, czyli Rzeką Styczniową. Błąd nie został poprawiony, nawet gdy został odkryty, stąd pochodzi nazwa położonego nad oceanem miasta. Portugalczycy założyli tutaj tylko faktorie handlowe, nie dbając z początku o kolonializm z prawdziwego zdarzenia. W międzyczasie na tym terenie zaczęły powstawać francuskie kolonie, a ponieważ Portugalczycy zdecydowali się jednak w całości i całkowicie zagarnąć Brazylię, w latach 60. XVI wieku wywiązały się walki i wkrótce Francuzi zostali odepchnięci.

Teatr miejski
Teatr miejski

Rozwój Rio de Janeiro

Na obszarze obecnego Rio de Janeiro założono miasto, któremu nadano imię patrona św. Sebastiana: São Sebastião do Rio de Janeiro. Wkrótce zresztą pozostawiono samo Rio de Janeiro i tak się przyjęło. Tę pełną nazwę zostawiono jako określenie tutejszej archidiecezji. Lokalizacja Rio spowodowała, że szybko stało się dużo istotniejszym portem kolonii niż jej stolica, czyli Salvador. W 1763 tutaj przeniesiono stolicę administracyjną, ale w wyniku zawirowań w Europie (wojny napoleońskie), w 1808 przeniósł się tu dwór portugalski z Lizbony. Podniesienie rangi kolonii, niespotykane w ówczesnym świecie, spowodowało, że nie było już powrotu do poprzedniego stanu. Powrót władcy portugalskiego do Lizbony wiązał się z powstaniem niepodległego Królestwa, a potem nawet Cesarstwa Brazylii. Rio zostało stolicą, przez pewien czas tylko de jure, bowiem dwór urzędował w pobliskim Petropolis.

Graficiarze nie oszczędzają nawet kościołów
Graficiarze nie oszczędzają nawet kościołów

Rio de Janeiro czyli Miasto Boga

Rozwój miasta trwał także w okresie republikańskim, choć wówczas, już w XX wieku, Sao Paulo zaczęło stawać się biznesowym centrum kraju. Jednocześnie w latach 50. podjęto decyzję o budowie nowej stolicy, co nastąpiło dość szybko (i miejscami niedbale). Dodatkowo w Brazylii nastał okres, w którym próbowano przenieść ludność z wiosek i mniejszych miast do większych ośrodków, licząc, że stworzy się duże zaplecze przemysłowe. To wpłynęło mocno na kulturę i współczesny krajobraz nie tyko Rio, ale całej Brazylii. Eksperyment inżynierii społecznej prowadzony na szeroką skalę nie udał się, Rio rozrosło się o olbrzymie slumsy, zwane tutaj fawelami, czyli dzielnice biedy. Tak właśnie powstało Miasto Boga (Cidade de Deus), zachodnia część przedmieścia Rio, zwana też czasem CDD. W tym wypadku zamysł był taki, by wynieść fawele z centrum Rio. Podobny los spotkał inne duże miasta Brazylii.

Rio, plaża i głowa Cukru
Rio, plaża i głowa Cukru

Czarna legenda Rio, czyli fawele

„Miasto Boga” to także tytuł książki Paulo Linsa, opartej na faktach, ukazującej losy młodych ludzi dorastających w tym miejscu. W 2002 została ona zekranizowana przez Fernando Meirellesa i Kátię Lund. Film trochę uproszczono względem oryginału, koncentrując się jedynie na dwóch bohaterach. Oczywiście nagrywano go na lokacji, także w Rio (plaże są zdecydowanie najłatwiej rozpoznawalne). Dostał też cztery nominacje do Oskara. W przypadku części związanych z fawelami odpuściliśmy sobie szukanie miejsc filmowych. Fawele mają nie tylko złą renomę z legendy, to wciąż miejsca, gdzie rządzą gangi i jest duża przestępczość. Nawet przy okazji epidemii koronawirusa okazało się, że to gangi a nie służby, odpowiadały za kwarantannę w tej części. Choć oczywiście nawet w Rio można znaleźć organizatorów wycieczek po fawelach.

Arcos, czyli akwedukt po którym jeździ tramwaj
Arcos, czyli akwedukt po którym jeździ tramwaj

Rio de Janeiro: Arcos da Lapa

Akwedukt Carioca powstał w połowie XVIII wieku na miejscu poprzedniej, mniejszej konstrukcji, w celu zapewnienia wody rozrastającej się populacji Rio i dla licznych fontann. Przez około sto lat spełniał swoją funkcję transportując wodę z rzeki Carioca, lecz w końcu XIX wieku wraz z modernizacją sieci wodociągowej akwedukt został wyłączony z użycia. Od tamtego czasu obiekt służy jako część trasy tramwajowej, obecnie obsługiwanej przez zabytkowe żółte tramwaje, popularne wśród turystów. Ponieważ akwedukt znajduje się w dzielnicy Lapa, mówi się na niego częściej Arcos da Lapa. Taką dość spodziewaną ciekawostką jest fakt, że Aqueduto da Carioca wybudowano na wzór akweduktu Águas Livres w Lizbonie, wpływy portugalskie były tu dość mocne. Dziś jest jedną z bardziej charakterystycznych budowli Rio de Janeiro.

Wieżowce w Rio
Wieżowce w Rio

Dzielnica Lapa to miejsce znane z nocnego życia i interesujących obiektów, jak wspomniany akwedukt. Można wypatrzeć ciekawe kolorowe budynki, jednak stan większości przypomina bardzo zaawansowane stadium rozkładu i oczywiście wandalizmu. Dotyczy to także akweduktu, niestety. Biała farba w wielu miejscach jest obdrapana, a w okolicy śpią bezdomni. Nie przeszkadza to turystom, którzy tłumnie odwiedzają to miejsce.

Schody Selarón
Schody Selarón

Schody Selaron

Schody Selarón to słynne kolorowe schody z Rio de Janeiro. Zaczynają się w dzielnicy Lapa i prowadzą do położonej na wzgórzu dzielnicy Santa Teresa, nazywanej czasem brazylijskim Montmarte (tam dojeżdża także zabytkowy tramwaj). Wszystko zaczęło się od urodzonego w Chile artysty Jorge Selarón, który pewnego pięknego dnia Roku Pańskiego 1990 chciał odnowić schody przed wejściem do swojego domu. Użył płytek ceramicznych w kolorach zielonych, żółtych i niebieskich, a więc kolorów flagi Brazylii. Sąsiedzi byli raczej zdegustowani, ale Jorge Selarón się nie zrażał i coraz więcej stopni i fragmentów elewacji dekorował różnymi kafelkami i ich fragmentami. W ten sposób wyrażał siebie, swoje emocje i upodobania. Materiał podbierał z różnych budów, znajdował po śmietnikach, ale z biegiem czasu zaczął dostawać kafelki od odwiedzających.

Schody Selarón
Schody Selarón

Z osobliwej ozdoby schody stały się atrakcją turystyczną. Obecnie Escadaria Selarón to jedno z ikonicznych miejsc Rio, które przyciąga rzesze turystów, wielu z nich robi tu sobie zdjęcia. O ile normalnie po Lapie nie rozchodzą się dość swobodnie, tu nagle widzimy tłumy. Co ważniejsze, jest to darmowa atrakcja. Można tutaj wypatrzyć płytki z ponad 60 krajów świata, nie tylko ozdobne, ale też polityczne zaangażowane, ukazujące rzeczy kulturowe i narodowe. Same schody mierzą 125 metrów długości, liczą 215 stopni i są wyłożone ponad dwoma tysiącami różnych płytek.

Centrum Rio De Janeiro
Centrum Rio De Janeiro

Sambodrom i karnawał

W Rio są dwie bardzo charakterystyczne budowle, które przyciągają nie tyle swoim wyglądem, co legendą. Pierwsza z nich to stadion Maracanã, który można zwiedzać i to pewnie pozycja obowiązkowa dla niejednego kibica. Swego czasu był to największy stadion na świecie, obecnie ilość miejsc na trybunach została ograniczona. Na nim odbywają się duże imprezy, choćby msza z papieżem albo otwarcie i zamknięcie igrzysk w 2016 roku, które miały miejsce w Rio. Nie mówiąc już o wielu zmaganiach piłkarskich, które obrosły legendą. Stadionu nie zwiedza się dla architektury.

Sambodrom
Sambodrom

Jeszcze gorszym pod tym względem budynkiem jest słynny Sambodrom. On wręcz odstrasza poza sezonem. Zamknięty na klucz, można tylko zajrzeć i tyle. Ożywa w karnawale i jest wówczas symbolem Rio. Sama idea karnawału przywędrowała do Rio de Janeiro z Salvadoru, włączając w to tańce jak samba. Dziś to Rio zdecydowanie bardziej kojarzy się z sambą czy karnawałem, nie tylko w Brazylii ale i na świecie. My oglądaliśmy Sambodrom poza „sezonem”, ale kusi by kiedyś wrócić właśnie na karnawał. Obecnie to na tyle popularna atrakcja, że tych pokazów jest kilka i spokojnie można sobie coś dopasować pod koniec karnawału. Sam Sambodrom to oczywiście także miejsce filmowe, choć nie jest to typowa lokacja filmowa. To prosta konstrukcja, więc najczęściej powstaje w studio (wygodniej i pewnie taniej). I w takiej odtworzonej formie, pojawia się w wielu filmach, gdzie mamy fragmenty karnawału. Jak choćby w „Moonrakerze” (1979) z bondowskiego cyklu.

Jezus z Rio de Janeiro
Jezus z Rio De Janeiro

Jezus z Rio De Janeiro

Bodaj najsłynniejszym widokiem z Rio de Janeiro, jeśli nie z Brazylii w ogóle, jest statua Chrystusa Odkupiciela (Cristo Redentor) usytuowana na szczycie góry Corcovado. Corcovado po portugalsku tłumaczy się jako Garbus, choć w czasach kolonializmu ta 710-metrowej wysokości granitowa skała nazywała się Pico de Tentação – Góra Kuszenia. Górę i jej otoczenie porasta las deszczowy Tijuca (Floresta da Tijuca), który uważa się za największy obszar leśny w obrębie miasta, zajmuje on 34 kilometry kwadratowe. Ciekawą sprawą jest to, że las pomimo swego nieokiełznanego wyglądu, został zasadzony przez człowieka. Wcześniej bowiem tereny te były wykorzystywane pod uprawy, po uprzednim wykarczowaniu pierwotnego lasu. W drugiej połowie XIX zdecydowano, że dla ochrony rezerw wody należy ten obszar na powrót zalesiać. W 1961 roku Floresta da Tijuca został ogłoszony parkiem narodowym wewnątrz miasta. Park też jest atrakcją turystyczną, ale jak to bywa w Brazylii krążą o nim różne historie na temat bezpieczeństwa.

Corcovado (Rio De Janeiro)
Corcovado

Większość turystów jednak nie wybiera się na Corcovado po to, by podziwiać biologiczną różnorodność parku Tijuca. Ich celem jest wspomniany już Cristo Redentor, czyli ikoniczna statua Jezusa Chrystusa. Na górę można się dostać pieszo, samochodem lub kolejką zębatą. My wybraliśmy tę trzecią opcję, gdyż była ciekawsza, a bilety można było kupić przez internet. I to zazwyczaj warto zrobić wcześniej, bo tu przybywa dość sporo turystów i czasem kolejki na dole są dość długie. My kupiliśmy bilet z miesięcznym wyprzedzeniem, ale gdy przyszliśmy na naszą godzinę, to się okazało, że kolejka tego dnia nie kursuje – spadły jakieś konary na linię i nie wiadomo, ile potrwa usuwanie awarii. Musieliśmy znaleźć alternatywę: Uber do punktu startowego do pomnika i stamtąd busy „firmowe”, które wchodziły w cenę biletu. Wyszło to drożej i zajęło dużo więcej czasu. W dodatku widok, a właściwie jego brak, rozczarował. Przez pogodę.

Centrum Rio De Janeiro
Centrum Rio De Janeiro

Historia pomnika Jezusa

Padało i była mgła. To właśnie uroki kupowania biletów wcześniej, ale co poradzić. U stóp statui Chrystusa Odkupiciela akurat tego dnia nie było sporo ludzi. Figura mierzy 30 metrów wysokości, a do tego należy doliczyć ośmiometrowy cokół z granitu. Historia pomnika wiąże się z obchodami setnej rocznicy niepodległości Brazylii. Chciano ją upamiętnić poprzez zbudowanie wspaniałego, symbolicznego pomnika. Z wielu projektów wyłoniono prostą w wyrazie postać Jezusa, który otwartymi ramionami obejmuje całe miasto, wówczas stolicę, a jednocześnie wita tych, którzy przybywają do Brazylii. Pomnik zaprojektował francuski rzeźbiarz o polskich korzeniach, Paul Landowski, realizacja również miała miejsce we Francji, a do Brazylii przybył drogą morską.

Na miejscu został obłożony okładziną kamienną – steatytem – i posadowiony na szczycie Corcovado. Uroczyste odsłonięcie statui nastąpiło w październiku 1931 roku, a dokonał tego projektant oświetlenia, Guglielmo Marconi. Tak, ten od radia i telefonu (choć w tym wypadku patent zarejestrował pierwszy Bell). Macroni drogą radiową planował włączyć oświetlenie aż z Rzymu (lub Genui według innych źródeł). Niestety z powodu złej pogody radio trzeszczało i światła uruchomiono na miejscu.

Fawele w Rio De Janeiro
Fawele

Natomiast pomijając pogodę jaka nam się trafiła, to Jezus z Rio trochę rozczarowuje. Jak się jeszcze pod nim stoi to wygląda ciekawie, ale z perspektywy miasta choć zauważalny, to jest mały. Za rozbuchane oczekiwania odpowiada po części kino, które stara się oddać symbol z należytym szacunkiem, innymi słowy tak by zajmował większość kadru. Tak jest przedstawiany choćby w „2012” Rolanda Emmericha, „Szybkich i wściekłych 5”, pojawia się w sadze „Zmierzch” – „Przed świtem”. Pod tym względem jedno z najlepszych przedstawień tej figury znajdziemy w filmie animowanym „Rio” z 2011. Animatorzy mocno się przyłożyli by wiernie oddać wiele szczegółów, zaś Chrystus Odkupiciel pojawia się w wielu ujęciach, jako mały detal gdzieś w tle za miastem. Tak go najczęściej widzi się będąc w Rio. Jest też tłem w „Moonrakerze”, „Mieście Boga” czy „Człowieku z Rio”, acz widocznym tylko w krótkich urywkach filmu.

Kolejka na głowę Cukru
Kolejka na głowę Cukru

Głowa Cukru

Pão de Açúcar, czyli po polsku Głowa Cukru, to kolejna atrakcja nierozerwalnie związana z Rio de Janeiro. Charakterystyczny profil skały i kolejka linowa są szczególnie znane fanom Jamesa Bonda z filmu „Moonraker”. To tutaj James Bond (Roger Moore) walczył z Buźką (oryg. Jaws, w tej roli Richard Kiel), który swoimi tytanowymi szczękami przegryzał stalową linę kolejki. Świetnie zrealizowana sekwencja dość dobrze ukazuje to miejsce z różnych perspektyw, a jednocześnie trzyma w napięciu i zapada w pamięć. Zaś Głowa to obok Jezusa jedna najchętniej odwiedzanych atrakcji Rio i doskonały punkt widokowy. Aby dostać się na Głowę Cukru, należy udać się na Praia Vermelha, skąd startuje kolejka. Bilet kupuje się w automacie biletowym, w razie kłopotów podchodzi ktoś z obsługi. Oczywiście tu także można kupić bilet wcześniej przez internet (co może być pomocne w szczycie sezonu).

Starsza kolejka
Starsza kolejka

Kolejka linowa (port. bondinho) po raz pierwszy ruszyła w 1912 roku jako trzecia na świecie. Gruntowny remont przeszła na początku lat 70. (kolejkę zamknięto w 1973), czyli niedługo przed „Moonrakerem”. Remont powinien być raczej po wizycie Bonda i Buźki, w sumie to nawet wydarzył się z pewnym opóźnieniem. Ostatnia renowacja miała miejsce w 2008 roku. Tu istotna rzecz, z remontem wiąże się wymiana wagoników, dziś już są nowsze, nie takie jak były na filmie. Długość linii wynosi łącznie 1200 metrów. Kolejka kursuje co 20 minut ze stacją pośrednią na Wzgórzu Urca (Morro da Urca, wys. 200 metrów n.p.m.). Tam się wychodzi, można podziwiać Rio z tej wysokości i przejść do kolejnej stacji. Obecne wagoniki mieszczą do 65-ciu pasażerów.

Bondowski wagonik
Bondowski wagonik

Zdobywanie Głowy Cukru

Na Morro da Urca wystawiono historyczne wagoniki. Nas interesował model znany z filmu, o panoramicznym dachu. Niestety w jego przypadku nie można było wejść do środka. Za to widać, że ten model miał więcej przeszkleń niż obecny.

„Moonraker” i James Bond spoglądający na Rio De Janeiro z Morro da Urca
„Moonraker” i James Bond spoglądający na Rio De Janeiro z Morro da Urca

Głowa Cukru to monolit granitowy, wystający z dna Zatoki Guanabara na wysokość 396 m n.p.m. Las okalający skałę ogłoszono w 2006 roku Parkiem Narodowym Góry Cukru i Wzgórza Urca. W roku 2012 UNESCO uhonorowała ten park narodowy wraz ze słynną skałą miejscem na Liście Światowego Dziedzictwa. Nazwa tego bornhardtu (jednolita skała o kopulastym kształcie, wznosząca się na wysokość przynajmniej 30 metrów, a licząca kilka setek metrów długości) pochodzi z okresu początków kolonializmu portugalskiego, gdy z tutejszego portu wysyłano cukier do Europy. Tradycyjnie bryłę cukru transportowało się w formie zaokrąglonych stożków, nazywanymi pão de açúcar, czyli chleb cukrowy. Po polsku mówi się na nie „głowa cukru”. Skała otwierająca wejście do Zatoki Guanabara kształtem przypominała Portugalczykom właśnie taką głowę cukru. Zresztą „głowa cukru” to określenie jednego z rodzajów bornhardtów, właśnie o takim kształcie.

Głowa Cukru
Głowa Cukru

James Bond, Rio de Janeiro i Głowa Cukru

Jeśli chodzi o „Moonrakera” to Bond był zarówno na Pão de Açúcar i Morro da Urca. W filmie jest to trochę rozmyte, ale na miejscu dość dobrze widać, gdzie znajdowali się filmowcy w danej scenie. Stąd też nakręcono ujęcie na port lotniczy Rio de Janeiro-Santos Dumont. Obecne główne lotnisko, czyli Galeão, znajduje się na wyspie na peryferiach Rio, ale lotnisko Janeiro-Santos Dumont zlokalizowane jest blisko centrum. Stąd ładnie obserwuje się jak lądują samoloty, zwłaszcza że przelatują one dość nisko nad Głową Cukru. Natomiast oczywiście najbardziej widowiskowa scena znajduje się na odcinku między Pão de Açúcar i Morro da Urca. Wjazd na Morro da Urca jest bardziej stromy, więc zdecydowanie łatwo to rozróżnić.

Wiktoria w ogrodzie botanicznym
Wiktoria w ogrodzie botanicznym

Rio de Janeiro: Ogród Botaniczny

Ogród Botaniczny w Rio de Janeiro został założony przez Jana VI, króla Portugalii w 1808 roku. Początkowo miał służyć do aklimatyzacji sprowadzanych z Indii Wschodnich roślin przyprawowych. Ogród otwarto dla publiczności w 1822 roku. Leży on u podnóża Góry Corcovado, na której szczycie góruje pomnik Chrystusa. Ogród liczy 140 hektarów, a porasta go około 6 tysięcy gatunków roślin, ponadto można wypatrzyć ponad 100 gatunków ptaków. W 1992 roku Ogród Botaniczny w Rio de Janeiro został wpisany na listę UNESCO jako rezerwat biosfery.

Drapacz Chmur
Drapacz Chmur

Ogród to też unikalna możliwość poznania brazylijskiej przyrody. Dziś to bardziej istotna rola, niż ukazywanie egzotycznych roślin. Brazylia jest bardzo zróżnicowana jeśli chodzi o środowisko naturalne, tu można w krótkim czasie zobaczyć kilka jej odmiennych fragmentów. Nas szczególnie zainteresowało jeziorko, w którym pływały wiktorie. Kojarzycie te zdjęcia z dziećmi na wielkich pływających liściach podobnych do lilii wodnej? To są właśnie wiktorie. Średnica liści może osiągać nawet 2 metry, te tutaj nie były tak imponujące. Występują na rzekach Ameryki Południowej. W Ogrodzie Botanicznym w Rio znajdziemy także Aleję Palm, ogród japoński i wioskę tubylców, skrzydłokwiaty, monstery.

Ilha Fiscal
Ilha Fiscal

Centrum Rio de Janeiro

Bardzo specyficznym miejscem w Rio de Janeiro jest bazar pod chmurką, a właściwie dzielnica sklepowa – Saara. Znajdują się tu oczywiście normalne sklepy i to w całkiem sporej ilości, ale na ulicy rozkładają się też kramy z mnóstwem produktów. Miejsce, które oczywiście warto zobaczyć, acz jak to w Brazylii bywa, trzeba mieć oczy otwarte. To kraj o wysokim wskaźniku przestępczości, dochodzi tutaj między inny do zabójstw. Najbardziej niebezpieczne są fawele (czyli slumsy) w dużych miastach. Natomiast jeśli chodzi o wizualną stronę centrum, to tam gdzie nie ma turystów, niestety nie wygląda to dobrze. Wiele rzeczy jest zdewastowanych i brudnych.

Port W Rio
Port W Rio

Trochę bliżej wybrzeża (na wschód od Saary) znajduje się inna dzielnica sklepowo-biznesowa, tym razem już bardziej nastawiona na turystów. Czystsza i podobno bezpieczniejsza. Oczywiście ceny są wyższe. Tutaj znajduje się między innymi najsłynniejsza kawiarnia w Rio, czyli Confeitaria Colombo. Założona jeszcze w 1894, zbudowana i wykończona w stylu Art Nouveau uchodzi też za jedną z najładniejszych kawiarni na świecie. Oczywiście jest oblegana przez turystów.

Budynek publiczny
Budynek publiczny

Nadbrzeże Rio de Janeiro i muzea

Idąc dalej w stronę wybrzeża trafimy dzielnicę Praça Mauá w Rio de Janeiro. Na jej nadbrzeżu, czyli Píer Mauá, znajduje się ciekawy obiekt wart odwiedzenia, a na pewno chociaż zobaczenia. Jest to Museu do Amanhã, czyli Muzeum Jutra. Sama nazwa jest intrygująca. Jakie mogą być zbiory z przyszłości? Czyżby Brazylia posiadła technologię podróżowania w czasie? W tym przypadku chodzi o coś innego: nowoczesne multimedialne ekspozycje pokazują, z jakimi wyzwaniami będzie się borykała ludzkość w nadchodzących dekadach i jak dzisiejsze działania człowieka tworzą jutrzejsze problemy, ale i szanse.

Muzeum Jutra
Muzeum Jutra

Poza samą koncepcją muzeum, czy raczej wystawy, ciekawy jest sam budynek. Został zaprojektowany przez słynnego hiszpańskiego architekta Santiago Calavatrę. Organiczna struktura była inspirowana południowoamerykańską rośliną z grupy bromeliowatych, do których należy choćby ananas. Nam ta architektura bardziej przywodziła na myśl szkielet morskiego zwierzęcia, jakiegoś wieloryba. Jaka by nie była interpretacja, na pewno warto zobaczyć Muzeum Jutra. To także dobre miejsce by podziwiać porty lotnicze, przede wszystkim samoloty lecące z Janeiro-Santos Dumont.

Katedra w Rio de Janeiro
Katedra w Rio de Janeiro

Katedra w Rio de Janeiro

Z początków portugalskiego osadnictwa w Rio pochodzą ufortyfikowania, staromiejskie centrum z barokowymi kamienicami i pałacami. To właśnie pod koniec XVI wieku Miasto Boga stało się ważnym portem i stolicą finansową regionu. W dzielnicy Centro jest całkiem sporo zabytków, a także kościołów. W tym także nowsze. Jeden wyróżnia się bardzo szczególnie. Katedra pod wezwaniem św. Sebastiana w Rio de Janeiro (Catedral de São Sebastião do Rio de Janeiro) to jeden z tych oryginalnych postsoborowych kościołów. Jej budowa ciągnęła się od 1964 do 1979 roku, można powiedzieć że jest dzieckiem Soboru Watykańskiego II. Autorem jego unikatowej formy jest Edgar de Oliveira da Fonseca, a wzorował się na świątyniach Majów w formie piramid. Przy czym katedra to raczej stożek – planem jest okrąg, a nie kwadrat, jak budowali Majowie.

Wnętrze katedry
Wnętrze katedry

Zewnętrzna podstawy średnicy obiektu liczy 160 metrów, zaś wysokość wynosi 75 metrów. We wnętrzu może się pomieścić aż 20 tysięcy wiernych, z czego dla 5 tysięcy znajdzie się miejsce siedzące. Równo pośrodku wnętrza katedry umiejscowiono ołtarz, a ławki ustawione są wokół tego centralnego punktu. Jest to wprost spełnienie założeń architektury postsoborowej. U szczytu stożka jest okno w kształcie krzyża równoramienniego, a z każdego z ramion wychodzą „promienie”: kolorowe witraże ciągnące się przez całą wysokość stożka. Cztery witrażowe promienie mają przypominać fragment credo: „Jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”. Pomimo pochmurnego dnia, robiło to ogromne wrażenie w środku.

Katedra wraz z dzwonnicą
Katedra wraz z dzwonnicą

Stara Katedra

Katedrę św. Sebastiana, patrona Rio de Janeiro, często nazywa się Nową Katedrą, gdyż zastąpiła ona poprzednie świątynie pełniące tę funkcję, z czego ostatnim jest kościół pw. Naszej Pani z Góry Karmel, w skrócie – Stara Katedra. Zakon Karmelitów osiedlił się w Brazylii w 1590 roku w okolicy późniejszego Rio de Janeiro. W wiekach XVII i XVIII zakon rozbudowywał się już w obrębie miasta. Budowa kościoła Naszej Pani z Góry Karmel rozpoczęła się w 1761 roku, zaś do pełnego zakończenia prac budowlanych trzeba było czekać prawie 25 lat.

Kościół św. Józefa (Rio De Janeiro)
Kościół św. Józefa (Rio De Janeiro)

W 1808 roku książę regent Jan, późniejszy król Portugalii Jan VI, wraz z dworem uciekł do Rio de Janeiro, gdy wojska Napoleona najechały Portugalię. Miasto Boga stało się tym samym kolonialną stolicą państwa Starego Świata. Katedra karmelitów pełniła wówczas funkcję Królewskiej Kaplicy, z kolei gdy Brazylia w 1822 roku ogłosiła się niepodległym Imperium Brazylii, świątynia stała się z automatu Imperialną Kaplicą. Katedra straciła te zaszczytne funkcje, gdy 15 listopada 1889 roku Imperium stało się Republiką Brazylii. Wkrótce wprowadzono dekret rozdziału państwa od kościoła i nie odbywały się tutaj oficjalne uroczystości. Kościół pw. Naszej Pani z Góry Karmel pozostał po prostu Katedrą Rio de Janeiro do roku 1974, gdy konsekrowano Nową Katedrę św. Sebastiana.

Kościół św. Józefa
Tajemnicze figurki kościoła św. Józefa

Kościół Naszej Pani z Candelária

Kościół Candelária, pełna nazwa: Igreja de Nossa Senhora da Candelária to kolejna z ważnych rzymskokatolickich świątyń w Rio de Janeiro. Obiekt ten budowano, dekorowano i przerabiano przez ponad 100 lat, bo od 1775 roku, gdy rozpoczęto budowę, do końca XIX wieku. Z tego względu kościół łączy w sobie różne style: fasadę budowano w duchu kolonialnego baroku portugalskiego, zaś we wnętrzu znajdziemy elementy późniejszych styli: neoklasycyzmu i neorenesansu. Obecny kościół stoi od drugiej połowy XVIII wieku, ale wcześniej istniała tutaj o wiek starsza kaplica.

Kościół Naszej Pani z Candelaria (Rio De Janeiro)
Kościół Igreja de Nossa Senhora da Candelária

Z jej powstaniem łączy się opowieść, może legenda: W pierwszych latach XVII wieku pewne portugalskie małżeństwo – António Martins Palma i Leonor Gonçalves – zostali zaskoczeni przez sztorm na morzu i ich statek, Candelária, omal nie zatonął. Gdy śmierć zajrzała im w oczy, przyrzekli Maryi Matce Bożej, że jeśli ich uratuje z opresji, wybudują jej kaplicę. Oboje przeżyli, statek dopłynął do portu w Rio. Zgodnie z przysięgą, około 1609 roku para ufundowała budowę kaplicy, nazwanej imieniem Naszej Pani z Candelária.

Kościół św. Franciszka
Kościół św. Franciszka

Kościoły św. Franciszka i św. Józefa

Igreja Sao Francisco de Paula, czyli kościół św. Franciszka, to jedna z historycznych świątyń w Rio. Budowę rozpoczęto w 1759 roku, a ukończono w 1801 roku.

Confeitaria Colombo
Confeitaria Colombo

Ciekawostką jest też kościół św. Józefa (Igreja São José). Zbudowano go w okresie kolonialnym w 1608, przez Egasa Muniza. Potem w XIX wieku był remontowany i odnowiony w stylu późnobarokowym. Jest to niewielki kościółek, który sam w sobie nie rzuca się tak w oczy. Jednak mieszkańcy Rio sami nas namawiali do tego, by wejść do tego kościoła i zobaczyć co jest za ołtarzem. Znajdują się tam figury najświętszej rodziny.

Copacabana
Copacabana

Plaża Copacabana, czyli biała legenda Rio

Copacabana to nazwa dzielnicy Południowej Strefy Rio de Janeiro. Prawdopodobnie większość ludzi na świecie mówiąc lub słysząc o Copacabanie ma na myśli jedną z najsłynniejszych plaż świata. W Rio są trzy duże, przyciągające rzesze turystów plaże, jedna to właśnie najsłynniejsza Copacabana, druga to Ipanema znajdująca się trochę bardziej na zachód. Trzecia to Leblon, która właściwie jest kontynuacją Ipanemy, acz obie dzieli kanał. Wszystkie trzy plaże noszą nazwy dzielnic i tu warto dodać, że to najspokojniejsza i najbardziej turystyczna część Miasta Boga, przy okazji najdroższa. My przeszliśmy się tą najsłynniejszą, na pozostałe tylko rzuciliśmy okiem.

Ulica Peru, czyli miejsce z Bonda
Ulica Peru, czyli miejsce z Bonda

Okolica ta początkowo się nazywała Sacopenapã, co w języku Tupi oznacza „drogę socó”, przy czym socó to określenie gatunku niewielkiego ptaka. Obecna nazwa pochodzi z połowy XVIII wieku, kiedy to wybudowano kaplicę dla repliki obrazu Świętej Dziewicy z Copacabany (Virgen de Copacabana), która jest patronką Boliwii. Copacabana zaś to miasteczko nad Jeziorem Titicaca, nieopodal Isla del Sol i Isla de la Luna. Stąd też pochodzi słowo „copacabana” i są dwie możliwości jego znaczenia: albo wywodzi się z języka plemienia Aymara „ota kaguana” oznaczającego widok na jezioro albo jest imieniem bóstwa płodności – Kotakawana – z mitologii plemienia znad Titicaca. Kotakawana był bóstwem męskim, rzekomo zamieszkującym wody jeziora wraz ze swoim dworem. Jego rola przypominała grecką Afrodytę lub rzymską Wenus. Ta hipoteza o pochodzeniu nazwy Copacabana wydaje się o tyle prawdopodobna, że uzasadnia pojawienie się w tym miejscu Matki Boskiej, która często zastępowała bóstwa płodności, urodzaju i domowego ogniska.

Promenada Copacabana z charakterystycznymi falkami
Promenada Copacabana z charakterystycznymi falkami

Fort Copacabana

Plaża Copacabana ciągnie się przez cztery kilometry. Formalnie pomiędzy drugim a szóstym punktem ratowników wodnych. I tu ciekawostka, bowiem w szóstej wieży ratowników prawdopodobnie nigdy nie było żadnego ratownika. Oprócz tego na obu końcach plaży znajdują się forty: na północnym krańcu przed drugim punktem jest Fort Duque de Caxias z 1779 roku, zaś na południu za szóstym punktem znajduje się Fort Copacabana z 1914 roku. Fort ten jest otwarty do zwiedzania i pełni obecnie raczej rolę terenu spacerowego z małymi restauracyjkami. Choć cały czas jest to obiekt wojskowy. Są tu wystawione działa i mamy przede wszystkim wspaniały widok na całą plażę oraz wznoszącą się Głowę Cukru w tle.

Plaża Copacabana (Rio De Janeiro)
Plaża Copacabana

Wzdłuż plaży ciągnie się Avenida Atlântica, najważniejsza w Rio nadmorska promenada, przy której są najdroższe hotele, restauracje i puby, tutaj życie tętni w dzień i w nocy. Plaża to też bardzo spokoje miejsce. Są tam zarówno bary, jak i mnóstwo ludzi, jedni się opalają, inni bawią, jeszcze inni pływają bądź surfują. Ot taka idealna Brazylia. Sam deptak tej promenady został wykonany w tradycyjnym portugalskim stylu: wyłożony mozaiką drobnych płytek, które tworzą wzór, w tym przypadku zgeometryzowanych fal. Ten wzór pochodzi z lat 30. XX wieku, a w roku 1970 promenada wraz z deptakiem zostały przebudowane, zachowując charakterystyczną mozaikę. Natomiast na plaży było wiele osób, choć w tej porze roku nie widzieliśmy tłumów.

Fort Copacabana
Fort Copacabana

Copacabana na filmowo

Aleja Atlantycka została ładnie odwzorowana w filmie „Rio”, gdy Blue po raz pierwszy jedzie samochodem po mieście. Co więcej tu przez chwilę widzimy Jamesa Bonda w „Moonrakerze”. Miejsce zdjęciowe dość łatwo znaleźć, bowiem trzeba się udać do skrzyżowania z ulicą República do Peru. Znów w tym momencie jest to bardziej ujęcie uwiarygodniające Rio, niż wpływające na akcję. Copacabana została też wykorzystana w filmie „Miasto Boga”, a także w „Człowieku z Rio” z Jeanem-Paulem Belmondo. Tam też mamy piękne ujęcie z wychodzeniem za okno w jednym z hoteli. Z filmów warto wspomnieć o jeszcze jednej produkcji. „Szybcy i wściekli 5”, część akcji dzieje się w Rio, ale większość była kręcona w Puerto Rico. W samym Mieście Boga nakręcono jedynie ujęcia uwiarygodniające, czyli przede wszystkim te na których widać gdzieś w tle Głowę Cukru czy Jezusa.

Saara i trochę dalsze okolice Rua da Alfândega, czyli targ miejski
Saara i trochę dalsze okolice Rua da Alfândega, czyli targ miejski

Bezpieczeństwo w Rio de Janeiro

Na koniec warto jeszcze napisać o bezpieczeństwie w Mieście Boga. To temat rzeka i chyba dobrze ukazuje Brazylię jako całość. Choć władze miasta, zwłaszcza przy okazji igrzysk olimpijskich, starały się zrobić wszystko, by polepszyć bezpieczeństwo turystów, Rio wciąż spowite jest czarną legendą, nie bez powodu. W centrum z pewnością zobaczymy wielu żebrzących, czasem nawet bardzo mocno zaczepiających. W niektórych częściach miasta słychać strzały. Nawet w śródmieściu jest mnóstwo bezdomnych, niektórzy nawet śpią tuż pod hotelami. Turyści noszą plecaki na brzuchu, zaś fawele szybko nie będą bezpieczną atrakcją turystyczną. Jednocześnie rocznie przybywają tam miliony turystów. Większość z nich wraca bezpiecznie do domu. Na Copacabanie widzieliśmy ludzi, którzy zostawiają swoje telefony i portfele bez opieki i idą się kąpać w oceanie. Oba te obrazy współistnieją ze sobą i oba są prawdziwe. Bezpieczeństwo w Rio to mieszanka trzymania się utartych, turystycznych ścieżek, nie podejmowania ryzyka, ostrożności i odrobiny szczęścia. My na przykład mocno posiłkowaliśmy się Uberem.

Działa w forcie
Działa w forcie

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak brazylijski
Rio de Janeiro
Szlak filmowy
Rio de Janeiro