Archiwa tagu: muzeum

Jezioro Tyberiadzkie, Genezaret, biblijne Morze Galilejskie

Na rzece Jordan, zanim znajdzie ona ujście w Morzu Martwym, znajduje się Jezioro Tyberiadzkie (hebr. ‏יָם כִּנֶּרֶת), czasem nazywane z hebrajskiego Kinneret. Nosi ono także dwie inne historyczne nazwy – Genezaret i Jezioro Galilejskie, a także arabską Al-Bahrat-Tabarijja. Dziś ważne jest z powodu zarządzania zasobami wodnymi w Izraelu, dodatkowo jest wymieniane w Biblii, zwłaszcza w Ewangelii znajduje się wiele opisów działalności Jezusa Chrystusa w tej okolicy.

Okolice kościoła Prymatu Piotrowego (brzeg jeziora Genezaret)
Okolice kościoła Prymatu Piotrowego (brzeg jeziora Genezaret)

Jezioro Tyberiadzkie (Genezaret) historycznie

Zaczniemy od geografii. Genezaret jest największym słodkowodnym jeziorem w Izraelu o powierzchni dochodzącej do 166 km². Tym samym jest też olbrzymim rezerwuarem wody słodkiej, który zaopatruje nie tylko okolicę, ale wodociągi doprowadzają ją nawet na pustynie Negew czy w okolice Jerozolimy. To też najniżej położone jezioro słodkowodne na Ziemi. Tafla wody znajduje się tu na wysokości średnio około 209 m pod poziomem morza. Jest też fragment Tektonicznego Rowu Jordanu. Jordan przepływa przez to jezioro, acz ich wody nie mieszają się zbytnio, stąd w dawnych czasach podkreślano odrębność rzeki i jeziora w związku z tym zjawiskiem.

Kościół Prymatu św. Piotra (Jezioro Tyberiadzkie)
Kościół Prymatu św. Piotra (Jezioro Tyberiadzkie)

Historycznie rejon ten miał ogromne znacznie w historii Bliskiego Wschodu, zwłaszcza z powodu rybołówstwa i rolnictwa w Galilei, w mniejszym stopniu handlu, choć przebiegały tu szlaki kupieckie. Później pojawili się tu także pielgrzymi. Natomiast samodzielnie jezioro nie odgrywało dużej roli kulturowej, z wyjątkiem oczywiście opisów ewangelicznych. Warto dodać, że Żydzi nazywali to jezioro morzem, nawet współczesna nazwa Kinneret po hebrajsku jest poprzedzona słowem morze. Zresztą Morze Galilejskie to także jedno z określeń tego jeziora. Kinneret zaś pochodzi od słowa Kinnor, co po hebrajsku oznacza cytrę (rodzaj harfy), podobny kształt ma właśnie jezioro.

Widok na Jezioro Tyberiadzkie (Genezaret) i wzgórza Golan
Widok na Jezioro Tyberiadzkie (Genezaret) i wzgórza Golan

Jezioro Tyberiadzkie (Genezaret) biblijnie

Jezioro Galilejskie związane jest z kilkoma bardzo znanymi i pamiętnymi fragmentami Ewangelii. To właśnie na nim doszło do powołania Szymona Piotra. Tu Jezus kazał zarzucić Szymonowi sieć z drugiej strony łodzi, a ten potem wyciągnął mnóstwo ryb. Tu także Jezus uciszył burzę na jeziorze, a innym razem chodził po wodzie. Do Jeziora Tyberiadzkiego rzuciły się też świnie, po tym jak wszedł w nie legion demonów, które Chrystus wypędził z opętanego. Faktem jest, że większość apostołów pochodziła z tej okolicy, gdzie również miały miejsce niektóre z wydarzeń opisanych w Ewangelii. Nad brzegiem jeziora znajduje się między innymi rodzinna miejscowość Piotra – Kafarnaum, zaś trochę dalej Góra Błogosławieństw.

Kościół Prymatu św. Piotra (Jezioro Galilejskie)
Kościół Prymatu św. Piotra (Jezioro Galilejskie)

Tamte miejsca stanowią dość łatwy dla pielgrzymów punkt odniesienia. Nawet jeśli jak pamiętamy, część świętych miejsc jest bardziej określona umownie i tradycyjnie, niż historycznie. W przypadku jeziora Genezaret znalezienie jednego punktu jest zdecydowanie trudniejsze. Choć przeglądając programy pielgrzymek można znaleźć kilka istotnych punktów.

Muzeum Łodzi (Jezioro Genezaret)
Muzeum Łodzi (Jezioro Genezaret)

Biblijne miejsce rozmnożenia chleba i ryb

Pierwszy z nich to Kościół Prymatu Św. Piotra. Franciszkański kościół znajdujący się nad brzegiem jeziora, wzniesiony w 1933 w miejscowości Tagba. W tej okolicy też najprawdopodobniej miało miejsce cudowne rozmnożenie chlebów i ryb. Natomiast według tradycji chrześcijańskiej kościół ten wzniesiono w miejscu, w którym Jezus po zmartwychwstaniu spotkał się z Piotrem, usiadł na skale i miał spożyć posiłek, podczas którego powiedział do Piotra, by pasł jego owce. Tradycja wskazuję tę konkretną skałę. Nosi nazwę Mensa Christi i znajduje się przed ołtarzem świątyni. Prócz kościoła jest tu też kilka ołtarzy polowych, gdzie również bywają odprawiane msze. Miejsce zostało zlokalizowane po raz pierwszy przez słynną pątniczkę Egerię w V wieku, która była prekursorką pielgrzymowania do Ziemi Świętej.

Jezioro Tyberiadzkie jest siedliskiem wielu zwierząt, ryb (w tym cefali czy tilapii), ptaków, żółwi czy jaszczurek jak Hardun (Stellagama stellio). Te jaszczurki dość powszechnie występują na Bliskim Wschodzie (np. Dżarasz), ale też na przykład na Korfu.
Jezioro Tyberiadzkie jest siedliskiem wielu zwierząt, ryb (w tym cefali czy tilapii), ptaków, żółwi czy jaszczurek jak Hardun (Stellagama stellio). Te jaszczurki dość powszechnie występują na Bliskim Wschodzie (np. Dżarasz), ale też na przykład na Korfu.

Jezioro Galilejskie (Genezaret), rybołówstwo i turystyka

Drugie miejsce to muzeum Łodzi (lub łodzi Galilejskiej). Znajduje się ona w Ginosar, też tuż przy jeziorze. Starożytna, pochodząca z I wieku naszej ery łódź została odkryta w 1986 w jeziorze Genezaret. Wzniesiono tu muzeum, w którym można ją podziwiać. Choć niektórzy nazywają ją łodzią Jezusa, nie ma temu żadnych dowodów, czy przesłanek by to potwierdzić, choć jest to łódź pochodząca z tamtego okresu. Tu warto dodać jeszcze jedną rzecz: tradycyjne metody połowu ryb zachowały się aż do 1948 roku. Dopiero potem zmodernizowano rybołówstwo, co niestety także wiąże się z zmianą fauny w jeziorze przez zarybienie innymi gatunkami.

Morze (Jezioro) Galilejskie często ogląda się z łodzi, tu bywa, że towarzyszą nam ptaki.
Morze (Jezioro) Galilejskie często ogląda się z łodzi, tu bywa, że towarzyszą nam ptaki.

Ginosar, pomijając muzeum, jest jednym z tych miejsc, gdzie można wybrać się na rejs po jeziorze. Inne miejsca to choćby Kafarnaum, Tyberiada czy Ein Gev. Stateczki turystyczne mają dać możliwość przepłynięcia się turystom i pielgrzymom po jeziorze Genezaret śladami Jezusa i Apostołów. Jezioro jest otoczone przez góry (w tym wzgórza Golan), więc widok jest całkiem przyjemny, acz nie ma tu wielu zatoczek, czy jakiegoś urozmaicenia na brzegu. Zwłaszcza, że w gorące dni woda czasem paruje, ograniczając tym samym widoczność. Zatem są to takie spokojne, rekreacyjne wycieczki.

Muzeum Łodzi nad jeziorem Genezaret
Muzeum Łodzi nad jeziorem Genezaret

Depresja w Tyberiadzie

Ostatni bardzo charakterystyczny punkt związany z jeziorem znajduje się w Tyberiadzie. Jest to rzeźba ukazująca kształt jeziora z wmontowanym licznikiem wskazującym aktualny poziom wody. Ten waha się od 208 do 213 m pod poziomem morza.

Okolice muzeum Łodzi
Okolice muzeum Łodzi

Ryba św. Piotra z Jeziora Galilejskiego

Popularnym daniem w różnych barach i restauracjach w okolicy jest tak zwana ryba św. Piotra. Nazwa ma przyciągać zainteresowanie odwiedzających. Nie jest to jeden gatunek, a kilka ze sobą spokrewnionych. Najczęściej jest to tilapia złota (Oreochromis aureus), która występuje nie tylko w Jeziorze Galilejskim, ale też w Afryce Północnej. Inne gatunki to: tilapia Zilla (Coptodon zillii) i Sarotherodon galilaeus (zwana też czasem tilapią galilejską). Po arabsku wszystkie określa się je mianem Muszt, czyli grzebień. Przyjęto się mówić, że to endemit, choć nie jest to prawda. Natomiast wszystkie te ryby należą do rodziny pielęgnicowatych i opiekują się potomstwem, czasem przetrzymując je w pyszczku. W Ewangelii św. Mateusza jest scena, gdy poborca dwudrachmy zapytał Piotra o to, czy Jezus płaci. Chrystus kazał wziąć Piotrowi rybę, a w jej pyszczku była dwudrachma. Stąd właśnie nazywa się ją rybą św. Piotra.

Rejs po Jeziorze Galilejskim
Rejs po Jeziorze Galilejskim

Bez wątpienia Jezioro Tyberiadzkie (Genezaret) jest jedną z najważniejszych lokacji biblijnych w Izraelu. właśnie z powodu wielu różnych zdarzeń, które zostały umieszczone w Ewangeliach.

Jezioro Tyberiadzkie i rejs dla turystów/pielgrzymów
Jezioro Tyberiadzkie i rejs dla turystów/pielgrzymów

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlaku religijny
Jezioro Galilejskie
?
Szlak izraelski
Jezioro Tyberiadzkie

Nesebyr, bizantyjskie cerkwie i bułgarska riwiera morza Czarnego

Jedną z największych atrakcji bułgarskiego wybrzeża Morza Czarnego jest niepozorny Nesebyr (bułg. Несебър Nesebǎr). Dziś jest niejako doklejony do największego kurortu tych okolicy, czyli Słonecznego Brzegu (Слънчев бряг), ale Nesebyr, choć oblegany przez turystów jest wszystkim, czym wspomniany kurort nigdy nie będzie. To niewielkie, stare miasto często bywa nazywane Perłą Morza Czarnego, nie bez powodu. Nas ściągnęła tu piękna historia, z wspaniałymi bizantyjskimi cerkwiami znajdującymi się na liście UNESCO. Właśnie dzięki nim starówka wyróżnia się bardzo na tle reszty bułgarskiej riwiery.

Resztki muru przy wejściu do Nesebyru
Resztki muru przy wejściu do Nesebyru

Nesebyr – Mesambria: Historia

Kiedyś miasto to nosiło nazwę Mesambria i było grecką kolonią. Istniało przynajmniej od VI wieku przed naszą erą i było istotnym centrum handlowym, które rywalizowało z Apollonią (obecnie Sozopol). Poniekąd ta rywalizacja trwa do dziś, acz tym razem bardziej chodzi o turystów. Mesambria należała do Ateńskiego Związku Morskiego. Z czasem zwierzchnictwo Aten przejął Rzym, acz ówczesny Nesebyr utrzymał wiele ze swoich dawnych przywilejów.

Typowa architektura Nesebyru
Typowa architektura Nesebyru
Typowe domki widziane z drona
Typowe domki widziane z drona

Strategiczne znaczenie Nesebyr zyskał mniej więcej w V wieku, już w czasach bizantyjskich. Znajdował się blisko terenów Imperium Bułgarskiego, więc zmieniono go w istotną fortecę. Miasto przechodziło z rąk do rąk, w końcu zostało bułgarskie. Wówczas też nazwa została lekko zmieniona na Mesebar bądź Nesebar (ta druga nadal obowiązuje choćby w języku angielskim). W 1453 miasto zostało zajęte przez Turków Ottomańskich, co wstrzymało rozwój na kilka stuleci. Szczęśliwie zabytkowe świątynie przetrwały ten okres w dobrej kondycji. Turcy nie mieli wizji rozwoju tej okolicy, zostawili ją samą sobie, co wyszło zabytkom Nesebyru na dobre.

Cerkiew św. Zbawiciela
Cerkiew św. Zbawiciela

Stary, Nowy Nesebyr i Słoneczny Brzeg

W XIX wieku miały miejsce walki o niepodległość grecką oraz powstanie państwa bułgarskiego, oba kraje rościły sobie prawa do Nesebyru. Na początku XX wieku mieszkało tu mniej niż 2000 mieszkańców, głównie greckich rybaków, jednak były to już tereny bułgarskie. Bułgarom zaś zależało na zagospodarowaniu terenów morskich i związaniu ich na stałe z resztą kraju. W 1925 zbudowano dzisiejszy nowy Nesebyr, odnowiono też stary. Nazwa Nesebyr obowiązuje od 1934, pochodzi z lokalnego bułgarskiego dialektu, w ramach podkreślania związków z Bułgarią. Sam zabytkowy Nesebyr przetrwał też czasy komunizmu wychodząc z nich obronną ręką. Od 1956 utworzono tu rezerwat architektoniczny i archeologiczny, zaś od 1983 znajduje się na liście UNESCO.

Cerkiew św. Teodora
Cerkiew św. Teodora

Słoneczny Brzeg to trochę późniejsza historia, również z czasów komunizmu. Zaczęto go budować w 1958. Miał być to jeden z najważniejszych kurortów demoludów. Dziś dalej pełni podobną rolę, acz nie jest już tak prominentny. Niemniej jednak jest tu pełno dyskotek, hoteli, restauracji, barów, klubów i innych atrakcji. Słoneczny Brzeg płynnie przechodzi w Nesebyr i wciąż przyciąga rzesze turystów. Wraz z Nesebyrem wpisał się na stałe w Bułgarię, co sprawia, że greccy mieszkańcy są już dziś raczej wspomnieniem.

Wiatrak, jeden z symboli Nesebyru
Wiatrak, jeden z symboli Nesebyru

Zwiedzanie Nesebyru

Obecnie normalne życie koncentruje się w Nowym Mieście. Stare miasto znajduje się na półwyspie, który jest połączony wąskim przesmykiem z resztą Nesebyru i Słonecznego Brzegu. Wchodząc tutaj widzimy inny świat. Dziś w większości okupywany przez turystów, ale przy tym przepiękny ze względu na zabytki i architekturę.

Cerkiew św. Szczepana
Cerkiew św. Szczepana

Idąc przesmykiem wpierw mija się charakterystyczny wiatrak, dalej pomnik św. Mikołaja, a potem dochodzi do bram dawnej, bizantyjskiej fortyfikacji. Wiatrak w greckim stylu pochodzi z przełomu XVIII i XIX wieku. Można go oglądać jedynie z zewnątrz, ale uwaga na ptactwo, które lubi sobie na nim przesiadywać.

Cerkiew św. Szczepana
Cerkiew św. Szczepana

Tuż za bramą znajduje się muzeum archeologiczne. Niewielkie, w zbiorach chyba najciekawsze są ikony, jest też trochę o historii miasta. Pomijając ikony, muzeum chyba byłoby sobie odpuścić, gdyby nie fakt, że jest ono również na łączonym bilecie do cerkwi, które przerobiono obecnie na muzea. Bilety łączone są w kilku wariantach, w zależności od liczby świątyń, które chcemy zobaczyć. W trakcie naszego pobytu część z nich z powodu sytuacji epidemiologicznej była niestety zamknięta, więc wzięliśmy pakiet na wszystkie możliwe wówczas do zobaczenia świątynie. W każdym razie ceny biletów pakietowych są niższe niż suma osobnych. Wówczas muzeum jest dodatkiem i w takiej roli sprawdza się znakomicie. Natomiast najważniejsze atrakcje Nesebyru to właśnie zabytkowe świątynie.

Cerkiew św. Szczepana (Nesebyr)
Cerkiew św. Szczepana

Cerkiew św. Szczepana

Te cerkwie są porozrzucane po starym mieście. Dawnych świątyń, głównie z okresu bizantyjskiego, ale też tak zwanego drugiego odrodzenia bułgarskiego, pozostało zaledwie kilka (lub ponad dwadzieścia, jeśli liczymy także te, po których zostały ruiny). Kiedyś było ich czterdzieści (a niektóre źródła wręcz podają liczbę dwukrotnie większą). Cerkiew św. Szczepana powstawała w XI – XIII wieku, była to trójnawowa bazylika i jednocześnie nowe biskupstwo od 1257. Wzniesiono je, gdy zniszczono cerkiew św. Zofii. Dziś jest jedną z najlepiej zachowanych, nie tylko na zewnątrz, ale i w środku. Jest tu wiele oryginalnych, przepięknych fresków, ambona i ikonostas z XVI wieku. Wnętrze jest najbliższe oryginałowi ze wszystkich zachowanych w Nesebyrze. Choć zmieniono je w muzeum, wciąż wygląda jak pełnoprawna świątynia.

Cerkiew św. Szczepana
Cerkiew św. Szczepana

Cerkiew św. Jana Aliturgetos

Obok znajduje się cerkiew św. Jana Aliturgetosa, taka nazwa pojawia się w niektórych polskich tłumaczeniach. Wynika to z niewiedzy. Greckie słowo Aliturgetos oznacza tyle, co niekonsekrowany. Według legendy, w XIV wieku podczas prac nad budową tej świątyni zginął jeden z budowniczych, a ówczesne prawo kanoniczne zabraniało wyświęcenia takiego kościoła. Zgodnie z zapiskami i tak potem odbywały się tu nabożeństwa. W 1913 świątynia ucierpiała w wyniku trzęsienia ziemi, nie podjęto prób odbudowania jej. Dziś stoją tu przede wszystkim mury, które można oglądać z zewnątrz, oraz dziedziniec dostępny w normalnym okresie poza pandemią.

Cerkiew św. Jana (Nesebyr)
Cerkiew św. Jana

Obok znajdują się ruiny antycznego greckiego teatru. Ładnie zlokalizowany, tuż nad morzem. Scena faktycznie jest ruiną, natomiast miejsca siedzące zostały odrestaurowane (w stylu dość odległym od oryginału) i dziś jest to miejsce na różne przedstawienia i imprezy plenerowe.

Cerkiew Chrystusa Pantokratora (Nesebyr)
Cerkiew Chrystusa Pantokratora

Cerkiew Chrystusa Pantokratora

W samym centrum Nesebyru znajduje się przepiękny kościół z XIII – XIV wieku. W tamtym okresie car bułgarski Iwan Aleksander odpowiadał za fundowanie wielu świątyń, ta jest największą z nich. Cerkiew Chrystusa Pantokratora, miejsce ikoniczne i pocztówkowe, będące jednym z symboli miasta. Położone jest na zielonym placu, pełnym kwiatów na rabatkach. Zaś sama budowla jest jedną z największych w Nesebyrze. Wewnątrz znajduje się muzeum map miejskich.

Cerkiew św. Jana Chrzciciela (Nesebyr)
Cerkiew św. Jana Chrzciciela

Cerkiew św. Jana Chrzciciela

Idąc dalej dochodzimy do XI wiecznej cerkwi św. Jana Chrzciciela. Bryła tego kościoła jest dość dobrze zachowana, wewnątrz zaś znajduje się wystawa sztuki sakralnej. Także na ścianach ostało się kilka malowideł (np. z XIV wieku), ale więcej jest tu wystawionych obrazów i ikon. Warto zwrócić uwagę, że świątynia ta nie ma narteksu, czyli krytego przedsionka.

Cerkiew św. Jana Chrzciciela
Cerkiew św. Jana Chrzciciela

Obok świątyni zlokalizowane są łaźnie bizantyjskie pochodzące z VI wieku. To także ruiny. Znajdują się niżej niż obecny poziom Nesebyru i nie są dostępne dla turystów. Można je obejść i zobaczyć z góry. W pewnym momencie zostały zasypane i zapomniane. Do dziś trwają tu prace archeologiczne.

Łaźnie bizantyjskie w Nesebyrze
Łaźnie bizantyjskie w Nesebyrze

Inne cerkwie Nesebyru

Cerkiew św. Archaniołów Michała i Gabriela powstała na przełomie XIII i XIV wieku. Stylistyką nawiązuje do cerkwi Chrystusa Pantokratora, acz jest zdecydowanie mniejsza. Dziś brakuje tu dachu, zostały tylko zewnętrzne mury z opisem.

Cerkiew św. Archaniołów Michała i Gabriela (Nesebyr)
Cerkiew św. Archaniołów Michała i Gabriela

Obok znajduje się cerkiew św. Paraskiewy. Powstała w podobnym okresie (XIII / XIV wiek), choć tu pojawiają się pewne wątpliwości. Prawdopodobnie już w X wieku w tym miejscu istniała inna świątynia. Tu warto też zwrócić uwagę na patronkę świątyni. Istnieją trzy święte Paraskiewy. Św. Paraskiewa zwana Petką Bułgarską jest najbardziej naturalną kandydatką, acz w grze są także dwie pozostałe, z Rzymu i Konyi. W szczególności ta druga była popularna w czasach bizantyjskich. Możliwe zatem, że pierwotnie to ona była patronką tej świątyni. Cerkiew tą można zwiedzić. W środku starano zachować się w miarę oryginalny wystrój, acz nadal bardziej przypomina on muzeum. Część ozdób znajduje się za szybami. Dodatkowo tu także mamy wystawioną sztukę sakralną.

Cerkiew św. Paraskiewy
Cerkiew św. Paraskiewy

Niepozorna z zewnątrz jest cerkiew św. Zbawiciela z XVII wieku. Tu znów wewnątrz jest bardziej muzeum, ale przetrwało bardzo wiele fresków na ścianach, co czyni tę świątynię bardzo ciekawą..

Cerkiew św. Paraskiewy
Cerkiew św. Paraskiewy
Cerkiew św. Paraskiewy (Nesebyr)
Cerkiew św. Paraskiewy

Ruiny cerkwi św. Zofii

Tutejsza Hagia Sophia. To pierwsze biskupstwo i najstarszy zachowany (choć jedynie fragmentarycznie) kościół w mieście. Powstał gdzieś w V – VI wieku. Rekonstrukcję zrobiono w IX wieku, natomiast w 1257 świątynia została splądrowana przez Wenecjan. Zrabowali wówczas wiele cennych ozdób i przedmiotów religijnych. Sama bazylika przestała być używana w XVIII wieku, wkrótce potem się zawaliła. Dziś jej ruiny są otwarte dla zwiedzających (za darmo) i są ciekawą atrakcję Nesebyru. Okolica cerkwi św. Zofii to także kolejne małe centrum, dobry punkt orientacyjny, a wokół znajdziemy różne knajpki.

Cerkiew św. Zofii
Cerkiew św. Zofii

Z VI wieku pochodzi też cerkiew Najświętszej Bogurodzicy Eleusa. Znajduje się ona blisko brzegu morza, ale o ile w przypadku cerkwi św. Zofii zostały jeszcze mury, tu już oryginalne są niewielkie resztki. Eleusa to typ ikonograficzny Matki Bożej z Dzieciątkiem.

Ruiny cerkwi św. Zofii (Nesebyr)
Ruiny cerkwi św. Zofii

Cerkwi w Nesebyrze jest jeszcze kilka, w tym św. Teodora (z XIII wieku), czy Zaśnięcia Matki Bożej (z XIX wieku). Ta ostatnia jest wciąż używana. Ale poza nimi warto zwrócić uwagę na architekturę domostw. Większość z nich typ powstała w tym samym stylu, z murowanym parterem i drewnianą nadbudówką. Przypomina to trochę klasyczną architekturę osmańską (do zobaczenia choćby w Bursie) oraz oczywiście jeszcze bardziej Sozopol. Nic dziwnego, bo mimo tureckich naleciałości to typowy styl bułgarskiego odrodzenia narodowego. Dolna część dziś często jest przerobiona pod potrzeby ruchu turystycznego, historycznie była to bardziej spiżarnia lub schowek. W każdym razie Nesebyr jest niesamowicie klimatyczny, nie tylko ze względu na cerkwie, ale także te domy, które wciąż wyglądają oryginalnie, nie są przesłonięte szyldami czy parasolami. Sam spacer uliczkami (o ile nie ma tu tłumów) to naprawdę przyjemna sprawa.

Cerkiew św. Zofii z góry (Nesebyr)
Cerkiew św. Zofii z góry

Nesebyr i życie turystyczne

Do tego dochodzi mnóstwo restauracji, barów, sklepów z pamiątkami. Zwłaszcza przy wejściu do miasta. To może być zniechęcające, ale dalej jest spokojniej. Przyciągają one turystów i w sezonie raczej psują niesamowity charakter miasta. Podobno właśnie tu jest największe stężenie straganów w całej Bułgarii (kiedyś było chyba cerkwi). Dodatkowo jest tu także kilka hoteli oraz plaże, więc nie trzeba korzystać ze Słonecznego Brzegu. W porcie zaś można spróbować znaleźć wycieczki po Morzu Czarnym, a przy okazji zobaczyć Nesebyr z wody. Port jest również używany przez rybaków. A przy tym całym zgiełku w Starym Nesebyrze wciąż znajdują się domy mieszkalne i są ludzie, którzy normalnie tu żyją.

Uliczki Nesebyru
Uliczki Nesebyru

Wjechanie do starego Nesebyru może być zadaniem karkołomnym. Owszem jest tu kilka hoteli, ale zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem jest zostawienie samochodu na parkingu przed starym miastem. Jest tu kilka płatnych parkingów, dobrze oznaczonych. Na samo zwiedzenie Nesebyru starczy nam pół dnia, cerkwi choć jest trochę, nie zabierają dużo czasu. Poza nimi przede wszystkim warto się tu powłóczyć, by poczuć klimat. Perła Morza Czarnego bywa czasem porównywana z Dubrownikiem. Tam jednak mieliśmy przede wszystkim fortyfikacje, tu zaś sednem są bizantyjskie kościoły, więc być może porównanie do Rawenny byłoby bardziej na miejscu. W każdym razie, te przepiękne zabytki naprawdę warto zobaczyć.

Wejście do Nesebyru
Wejście do Nesebyru

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak bułgarski
NesebyrAładża

Garni, klasyczna świątynia w Armenii

W Armenii zwiedza się bardzo dużo świątyń. Większość z nich ma mniej lub bardziej podobny styl, acz jedna z nich jest naprawdę wyjątkowa. I to nie tylko w Armenii, wyróżnia się mocno na całym obszarze Kaukazu. Mowa oczywiście o Garni (orm. Գառնի), która ma także swoją filmową historię powiązaną z „Podróżami Pana Kleksa”.

Klasyczna świątynia w Garni i ruiny bazyliki
Klasyczna świątynia w Garni i ruiny bazyliki

Historia Garni

Obszar Garni, położony przy świetnym do obronie kanionie rzeki Azat, był zamieszkały od III tysiąclecia przed naszą erą, a w VIII wieku p.n.e został włączony do państwa Urartu, pierwszego ormiańskiego tworu państwowego. Pięć wieków później Garni zostało ufortyfikowane, gdy królewska dynastia założyła tutaj letnią rezydencję. Fort nie oparł się agresji mongolskiego władcy Timura w XIV wieku, ani trzęsieniu ziemi z XVII wieku, który zrujnował doszczętnie zabudowania.

Wejście do stanowiska archeologicznego
Wejście do stanowiska archeologicznego

Dziś Garni jest najbardziej znane z helleńskiej świątyni, obecnie ładnie zrekonstruowanej z oryginalnego budulca (w latach 1969 – 1975). Jest to jedyna klasyczna budowla w całej Armenii. Nie dlatego, że na tej rzymskiej prowincji była to taka rzadkość, ale dlatego że po przyjęciu chrześcijaństwa w 301 roku pogańskie świątynie rozbierano na materiał budowlany, a posągi bóstw szły na gruz. Ta ocalała świątynia wygląda trochę jak ateński Partenon, acz wykonany z lokalnego, ciemnego bazaltu. Jednocześnie rekonstrukcja inżynierów z ZSRR nie wygląda na nową dostawkę, co sprawia bardzo dobre wrażenie. Choć warto wspomnieć, iż świątynia na zdjęciach wydaje się być większa niż jest w rzeczywistości.

Droga do świątyni
Droga do świątyni

Hipotezy dotyczące przetrwania Garni

Skoro budowli klasycznych w Armenii było więcej i wszystkie zostały zniszczone, to dlaczego taki los ominął świątynię w Garni, w dodatku pogańską? Być może odpowiedzią na to jest jedna z hipotez dotycząca wieku i pochodzenia budowli. Niektórzy badacze przypuszczają, że została ona zbudowana w 175 roku naszej ery jako królewskie mauzoleum. Wskazywać na to ma podobieństwo do ówczesnych wystawnych grobowców z obszaru kultury grecko-rzymskiej w Azji Mniejszej, a także marmurowe tablice nagrobne znalezione nieopodal, a datowane na lata 70. II wieku. I jako grobowiec obiekt ten uniknął zniszczenia podczas chrystianizacji Armenii.

Garni, klasyczna świątynia w Armenii
Garni, klasyczna świątynia w Armenii

Według jeszcze innej wersji, świątynia pochodzi z 115 roku i jej budowę rozpoczęto z okazji przyłączenia Armenii do Rzymu jako prowincji. Wewnątrz mógł być wizerunek cesarza Trajana. Dominująca hipoteza o świątyni w Garni mówi, że została ona wybudowana za panowaniu Tiridadesa I w 77 roku naszej ery jako świątynia zaratusztriańsko-ormiańskiego boga słońca Mihr, odpowiednika helleńskiej Mitry i także patrona władcy. Potwierdzeniem tej hipotezy ma być pewien grecki tekst, który według niektórych badaczy opisuje właśnie tę świątynię.

Wnętrz świątyni także pojawiły się w „Przygodach Pana Kleksa”
Wnętrz świątyni także pojawiły się w „Przygodach Pana Kleksa”

Świątynia w czasach rzymskich

Również znalezione nieopodal fragmenty kopyt marmurowego byka mogą wskazywać na sakralną funkcję obiektu: Mihr i Mitra bywał przedstawiany jako byk właśnie. Koronacja Tiridadesa przez cesarza Nerona w 66 roku wiązała się z dużym wsparciem finansowym dla Armenii. Po powrocie z Rzymu, król Tiridades przeznaczył otrzymane od Cesarstwa pieniądze między innymi na odbudowę Garni, zniszczonej podczas wojen z Rzymianami. Okres dziesięciu lat byłby realny na zbudowanie takiego obiektu.

Ruiny bazyliki chrześcijańskiej (Garni, Armenia)
Ruiny bazyliki chrześcijańskiej (Garni, Armenia)

Nie tłumaczy to jednak, dlaczego akurat ta jedna jedyna świątynia uniknęła zniszczenia po 301 roku. Póki nie będzie nowych odkryć, sprawa pozostaje nie do końca jasna. Natomiast najbardziej prawdopodobna hipoteza o świątyni Mitry sprawia, że obecnie przyjeżdżają tu wyznawcy tej religii, w szczególności w okolicach równonocy, by sprawować swoje obrządki.

Malownicze okolice świątyni
Malownicze okolice świątyni

Stanowisko archeologiczne dziś

Charakterystyczna świątynia to najważniejszy, ale nie jedyny obiekt stanowiska archeologicznego. Tuż obok mamy ruiny bazyliki chrześcijańskiej (St. Sion) z 659 roku wzniesionej na polecenie katolikosa Nersesa III Budowniczego. Po kościele właściwie zostało jedynie przypiwniczenie. Zbudowano go na planie krzyża wpisanego w okrąg, poza tym niewiele o nim wiadomo. Znajdują się tu także muzeum, brama, a przede wszystkim widok na wąwóz, właściwie z trzech stron świątyni, z czwartej są resztki muru. Obiekt jest też dobrym punktem widokowym na okolicę. Wejściówki są biletowane.

Świątynia widziana z ruin bazyliki
Świątynia widziana z ruin bazyliki

Pan Kleks i Garni

Świątynia Garni, plac przed nią i fundamenty dawnej chrześcijańskiej bazyliki posłużyły jako plener filmowy w „Podróżach Pana Kleksa” Krzysztofa Gradowskiego, gdzie Garni było siedzibą Magistra Pigularza I. Rozmowę z Ambrożym Kleksem nagrywano na ruinach bazyliki, zaś sama świątynia Garni była pięknym tłem, do którego w pewnym momencie wchodzi Ambroży Kleks. Film nagrywano również na lotnisku Zwartnoc.

Pałac Magistra Pigularza, „Przygody Pana Kleksa”, faktycznie świątynia w Garni (Armenia)
Pałac Magistra Pigularza, „Przygody Pana Kleksa”, faktycznie świątynia w Garni (Armenia)

Okolice świątyni

Świątynia Garni prezentuje się niesamowicie właśnie ze względu na znajdujący się obok wąwóz. On sam w sobie jest również atrakcją, zwłaszcza ze względu na skały zwane jako „Symfonia Kamieni”. To organy skalne, trochę przypominające Pańską skałę czy wodospad Skaftafell. Normalnie można do nich dojechać drogą z Garni, niestety w naszym przypadku droga okazała się być w połowie zamknięta. Musieliśmy się wrócić.

Architektonicznie Garni wyróżnia się na tle Kaukazu.
Architektonicznie Garni wyróżnia się na tle Kaukazu.

Samo Garni to dość ciekawa miejscowość, turystyczna i nieturystyczna zarazem. Tuż przy wejściu do świątyni Garni faktycznie jest to zupełnie inna Armenia, z małymi sklepikami, restauracjami i ewidentnie żyjąca z turystów. Nawet za parking chcą pieniądze, ale wystarczy zaparkować jakieś pół kilometra dalej i właściwie jest to zwykłe miasteczko. Zaś jak jedzie się w kierunku Symfonii to okazuje się, iż nawet droga asfaltowa się kończy.

Świątynia i dziedziniec w deszczu
Świątynia i dziedziniec w deszczu

Zwiedzanie świątyni

Garni razem z Gerghard jest jednym z częstszych celów wycieczek z Erywania, no i jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w kraju. Oczywiście poza biurami i agencjami dojeżdżają tu też marszrutki. Z pewnością świątynia zapada w pamięć, gdyż bardzo się wyróżnia.

Garni widziane z drona
Garni widziane z drona

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak armeński
Garni
Szlak filmowy
Garni

Monachium, stolica Bawarii, BMW i Oktoberfest

Stolica Bawarii, Monachium (niem. München, baw. Ming) to trzecie największe miasto Niemiec i jednocześnie ważny ośrodek kulturalny, przemysłowy i ekonomiczny. Jeszcze do niedawna kojarzone było z bogatymi, zachodnimi Niemcami i Oktoberfest. Dziś trochę niedofinansowane, co widać jeśli porówna się je z miastami we wschodnich landach. W wielu miejscach przydałyby się drobne renowacje. Samo miasto wciąż zmaga się ze swoją trudną historią.

Nowy Ratusz w Monachium
Nowy Ratusz w Monachium

Historia Monachium

Zanim zlokalizowano tu miasto, wiódł tędy szlak handlowy soli. Swoje opactwo mieli tu także benedyktyni. W roku 1158 bawarski książę Henryk Lew dokonał lokalizacji miasta, pozwalając mnichom organizować targi. Ponieważ miasto rozwijało się przy klasztorze, stąd nazwa bei den Mönchen, czyli obok mnichów. Dodatkowo wzniesienie mostu na rzece Izarze przypieczętowało szybki rozwój miasta. Już w 1175 roku wzniesiono mury miejskie, a Monachium miało już swoje prawa. W roku 1225 ród von Wittelbach przeniósł tu swoją siedzibę i od tego momentu, jest to stolica Bawarii (początkowo tylko Górnej, Bawarie połączyły się w jedno w 1506 roku). Miasto przeszło dwa wielkie pożary, ucierpiało też w wyniku wojny trzydziestoletniej.

Siedziba rządu Bawarii
Siedziba rządu Bawarii

Wielki rozwój nastąpił dopiero po roku 1806 i czasach napoleońskich. Wówczas proklamowano Królestwo Bawarii. Za wielką rozbudowę odpowiadał król Maksymilian I Józef, a potem jego syn Ludwik I. Ten ostatni dokonał też zmiany nazwy państwa z Baiern na Bayern, chcąc tym samym nawiązać do tradycji i odróżnić się od pospolitych Niemiec. Ta pisownia obowiązuje do dziś. W 1871 roku Bawaria stała się częścią Drugiej Rzeszy, z zachowaniem pewnej autonomii. Cieszyła się nią aż do końca I wojny światowej, wówczas stała się zwykłym landem.

Zabytkowe centrum Monachium
Zabytkowe centrum Monachium

Naziści i Monachium

Monachium miało szczególne znaczenie dla nazistów. To w stolicy Bawarii organizowały się ruchy nazistowskie. Tutaj przeprowadzono w 1923 pucz monachijski (zwany też puczem piwiarnianym, gdyż odbywał się w pijalni piwa). Pucz się nie udał, ale była to pierwsza próba dojścia do władzy Adolfa Hitlera. W 1938 Niemcy, Włochy, Francja i Wielka Brytania podpisały układ monachijski, który akceptował przyłączenie części Czechosłowacji do Niemiec. Także w okolicach Monachium w Dachau utworzono pierwszy nazistowski obóz koncentracyjny (w 1933 roku).

Typowa niemiecka architektura
Typowa niemiecka architektura

Warto jednak wspomnieć, że to także w Monachium działała Biała Róża, organizacja głównie pięciorga studentów, którzy sprzeciwiali się nazizmowi i promowali chrześcijańskie wartości. Zostali oni jednak złapani i skazani na śmierć. Biała Róża pozostaje jednym z nielicznych ruchów antynazistowskich w Niemczech. Historię jej przywódczyni, Sophie Scholl można oglądać w filmie „Sophie Scholl – ostatnie dni” Marca Rothemunda. Samo miasto dość mocno ucierpiało w czasie II wojny i 71 alianckich nalotów. Po wojnie Monachium znalazło się pod kontrolą aliantów i szybko zaczęło się odbudowywać.

Budynki w centrum Monachium
Budynki w centrum Monachium

Zamachy w Monachium

Kolejna czarna karta związana jest z igrzyskami olimpijskimi w Monachium w 1972 roku. Masakra w Monachium to słynny atak terrorystyczny. Palestyńscy członkowie grupy Czarny Wrzesień porwali 11 izraelskich sportowców, a następnie ich zamordowali. Spowodowało to odwet ze strony Izraela. kolei zdarzenia te portretuje film „Monachium” Stevena Spielberga. Nie był on kręcony w stolicy Bawarii, sceny na stadionie nagrywano w Budapeszcie. Z kolei w lipcu 2016 doszło do zamachu / strzelaniny w centrum handlowym Olympia (nieopodal obiektów olimpijskich), do której przyznało się Państwo Islamskie. Zginęło wówczas 9 osób i zamachowiec.

Centrum handlowe Olympia
Centrum handlowe Olympia

Obiekty olimpijskie znajdują się dziś w Olympiapark München. Z jednej strony dziś służą zarówno wydarzeniom sportowym, wystawowymi wydarzeniom plenerowym. Z drugiej strony to też dość spory teren zielony i spacerowy w centrum miasta. Znajduje się tu także wieża telewizyjna. Jest memoriał poświęcony zamordowanym w 1972 roku sportowcom. W kompleksie znajdziemy też kino, lodowisko, muzeum rocka czy Akwarium. Innym często zwiedzanym przez fanów piłki nożnej obiektem sportowym jest stadion Allianz Arena zespołu Bayern Monachium. Znajduje się tam też muzeum drużyny.

Olympia Park
Olympia Park wraz z wieżą telewizyjną

Atrakcje Monachium: Świat BMW

Obok parku olimpijskiego wznosi się wieżowiec centrali BMW, a także BMW Welt, czyli centrum wystawowe firmy Bayerische Motoren Werke. Można tu za darmo pooglądać zarówno nowsze, jak i historyczne modele samochodów. To kolejne centrum wystawowe i kongresowe w okolicy. Przy BMW działa również muzeum techniki (lub też Muzeum BMW). Na koniec zwiedzania można oczywiście dokonać zakupu w salonie BMW, Rolls-Royce i Mini.

BMW Welt
BMW Welt
BMW Welt
BMW Welt

Centrum Monachium

Sercem starego miasta jest dziś Marienplatz. To właśnie tutaj koncentruje się życie turystyczne. Przede wszystkim uwagę przyciąga nowy, pochodzący z końca XIX wieku (ukończono go dopiero w 1909) monumentalny, neogotycki ratusz (Neues Rathaus). By zrobić miejsce tej budowli rozebrano aż 24 kamienice. Inspirowano się przy tym nowymi ratuszami z Wiednia i Brukseli. Dziś znajduje się tu także informacja turystyczna.

Ratusz w Monachium
Ratusz w Monachium

Przy tym samym placu jest też stary ratusz (Altes Rathaus) z lat 1470-1480. Choć warto pamiętać, że pewne części są pozostałością po jeszcze starszym budynku. Wieża powstała przed 1200 rokiem. Dziś mieści się tu muzeum zabawek.

Stary ratusz
Stary ratusz

Kościoły w Monachium

Najstarszy kościół w Monachium i całej Bawarii to kościół św. Piotra (Peterskirche). Znajduje się na starówce, blisko Marienplatz. Pierwotna, drewniana świątynia powstała gdzieś w VIII wieku, gdy przybyli tu mnisi. Pierwszy murowany kościół w tym miejscu powstał gdzieś około 1150 roku. Przez lata była wielokrotnie rozwijana i modernizowana. Do oryginalnej romańskiej zabudowy doszły elementy gotyckie, barokowe, a potem jeszcze rokoko. Świątynia została doszczętnie zniszczona podczas II wojny światowej. Odbudowę zakończono dopiero w roku 2000. Charakterystyczną wieżę nazywa się Starym Piotrem. Jej galerie są dostępnym, płatnym punktem widokowym.

Wnętrza kościoła Teatynów
Wnętrza kościoła Teatynów

Najważniejszy kościół katolicki stolicy Bawarii to katedra Najświętszej Marii Panny (Frauenkirche). Obecna świątynia również nie jest oryginalna, a trzecią w tym miejscu. Pierwsza powstała już po kościele św. Piotra. W XII wieku w jej miejscu wzniesiono romańską bazylikę, którą następnie zastąpiono nową gotycką katedrą. Wieże wybudowano, acz nie ukończono, w 1488 roku, ale sam kościół został konsekrowany dopiero szesnaście lat później. Wieże pozostały nieskończone aż do 1525 roku. Dziś mają bardzo charakterystyczne kopuły, czyniąc ten kościół dobrym punktem orientacyjnym. Jedna liczy 98,57 metrów wysokości, druga jest niższa o 12 centymetrów.

Katedra Najświętszej Marii Panny w Monachium
Katedra Najświętszej Marii Panny w Monachium

Największy kościół protestancki w Monachium to kościół św. Łukasza (Lukaskirche). Protestanci przez wiele lat nie byli dobrze widziani w katolickiej Bawarii, zmieniło się to dopiero w 1799 roku, kiedy to ówczesny książę elektor poślubił luterańską księżniczkę. Wiek XIX to rozwój protestantyzmu w stolicy Bawarii. Ten kościół był trzecim i zarazem największym, jaki zbudowano w Monachium. Znajdował się nad rzeką, trochę dalej od centrum. Budowę rozpoczęto w 1893 i już trzy lata później go konsekrowano.

Kościół św. Łukasza
Kościół św. Łukasza

Jednym z najbardziej znanych kościołów w całej Bawarii jest Kościół św. Jana Nepomucena, zwany też kościołem Asamów (Asamkirche). Powstał początkowo jako prywatna kaplica braci Asamów. Jest przykładem architektury późnego baroku i zdobnictwa rokoka.

Bogate, barokowe wnętrze kościoła św. Jana Nepomucena
Bogate, barokowe wnętrze kościoła św. Jana Nepomucena

Z kościołów w centrum jest jeszcze kilka wartych uwagi, w tym pierwotnie gotycki, obecnie barokowy kościół Ducha Świętego (Heiliggeistkirche), czy barokowy kościół Teatynów (Theatinerkirche), albo kościół Świętej Trójcy (Dreifaltigkeitskirche) również zbudowany w stylu włoskiego baroku.

Kościół Świętej Trójcy w Monachium
Kościół Świętej Trójcy w Monachium

Zielony rynek Monachium

Przy kościele Świętego Ducha znajduje się targ Viktualienmarkt. Znaczy to tyle, co zielony rynek i faktycznie można tu kupić różne artykuły spożywcze. Natomiast ciekawa jest geneza samej nazwy. Nie jest to dokładnie język niemiecki, tylko jakaś psuedo-latynizacja, czyli próba łączenia niemieckiego z łaciną. W XIX wieku było to dość popularne zjawisko w Bawarii.

Viktualienmarkt
Viktualienmarkt

Jeszcze jednym bawarskim zwyczajem jest stawianie tak zwanych drzewek majowych (maibaum) lub słupów majowych. Tradycyjne te słupy przyozdabiano w okolicach maja, organizowano festyny i tańce. To oczywiście jeszcze tradycja pogańska. W kilku miejscach Monachium można się natknąć na takie słupy.

Tradycyjne bawarskie drzewo majowe
Tradycyjne bawarskie drzewo majowe

Siedziby cesarskie

Warto zwrócić też uwagę na Stary Dwór (Alter Hof). Była to przez pewien czas nawet siedziba Świętego Cesarza i zamek władców Bawarii. Trudny do obrony, więc Wittelsbachowie przenieśli się do Rezydencji (Residenz) czyli dużego kompleksu pałacowego. Prace nad nim trwały od XVI do połowy XIX wieku. Ogromny pałac dziś pełni rolę muzeum. Ogrody wokół niego są dostępne dla zwiedzających. Sama Rezydencja ze skarbcem, galeriami, kaplicą i apartamentami to atrakcja na kilka godzin. Ceny biletów, godziny otwarcia i inne informacje warto sprawdzić na oficjalnej stronie Rezydencji.

Rezydencja w Monachium
Rezydencja w Monachium

Dzielnica muzealna

Skoro już jesteśmy przy temacie muzeów, to Monachium ma swoją małą dzielnicę muzealną. Na szczególną uwagę zasługują – muzeum egipskie czyli Gliptoteka monachijska, a także galerie – stara i nowa Pinakoteka. Trochę w innym miejscu zlokalizowano Bayerisches Nationalmuseum, gdzie można oglądać skarby po rodzie Wittelsbachów.

Gliptoteka monachijska
Gliptoteka monachijska

Maximilianeum

Po królestwie Bawarii został jeszcze jeden imponujący budynek łączący neogotycki styl z włoskim renesansem – Maximilianeum. Początkowo służył jako uczelnia dla stypendystów. Dziś to siedziba bawarskiego parlamentu.

Maximilianeum
Maximilianeum

Bramy, portyki i fortyfikacja

Blisko kompleksów uniwersyteckich wznosi się Brama Zwycięstwa (Siegestor) z jednej strony przypominająca berlińską Bramę Branderburską (z kwadrygą zaprzęgniętą w lwy) z drugiej zaś z rzymskim Łukiem Konstantyna.

Brama Zwycięstwa w Monachium
Brama Zwycięstwa w Monachium

Ciekawy jest też Portyk Marszałków (Feldherrnhalle) na Odeonsplatz, wzorowany na Loggia dei Lanzi we Florencji, znajdującej się przy Galerii Uffizi. Widać tu znów mocny wpływ włoskiej architektury. Budynek powstał w 1841 roku. Ludwik I chciał w ten sposób uhonorować swoją armię. Dokładnie w tym miejscu zakończył się też pucz monachijski, przez to portyk ten w czasach hitlerowskich upamiętniał śmierć członków partii nazistowskiej.

Portyk marszałków
Portyk marszałków

Po dawnych, średniowiecznych fortyfikacjach zostały w Monachium trzy bramy – Isartor, Sendlinger Tor i Karlstor. Dziś są otwarte i stanowią ciekawe przejścia do Starego Miasta. Coś bardzo podobnego istnieje między innymi w Tallinnie. Tyle, że tu poza bramami praktycznie nie ma resztek murów.

Sendlinger Tor
Sendlinger Tor

Ogród Angielski w Monachium

Z terenów zielonych warto zwrócić uwagę na Ogród Angielski (Englischer Garten), to największy park miejski w całej Europie. Założony w 1789 roku, jako angielskie założenie krajobrazowe,z charakterystycznymi dla stylu romantycznymi budowlami, w tym przypadku kopia greckiej świątyni – Monopteros, i zwyczajowa na fali fascynacji orientem chińska wieża, wokół której rozciąga się ogród piwny. Japońska herbaciarnia to wynik współpracy miast olimpijskich roku 1972 – wówczas zimowe igrzyska odbywały się w Sapporo.

Ogród Angielski (Monachium, Niemcy)
Ogród Angielski (Monachium, Niemcy)

Dziś w słoneczne i ciepłe dni na trawie wokół rzeki Izary odpoczywają ludzie. Izara jest dość płytka i spokojna, więc można zobaczyć też mnóstwo kąpiących się osób. Swoją droga wokół rzeki znajduje się też trasa osób obserwujących ptaki. Zaś jedna z części Ogrodu Angielskiego jest wydzielona jako miejsce spotkań nudystów. W innym miejscu na rzece Eisbach uprawia się surfing, tak w centrum miasta. Wszystko za sprawą wody z kanału i betonowego progu, dzięki czemu powstaje tu sztuczna fala. Przyciąga to bardzo wielu turystów.

Tłumy nad rzeką Izarą
Tłumy nad rzeką Izarą

Ogród zoologiczny

Mając trochę więcej czasu można rozważyć wyprawę do zoo. Tierpark Hellabrunn znajduje się trochę w oddali od centrum miasta. To kolejny piękny teren spacerowy. Ogród został założony w 1905 i otwarty dla publiczności w 1911 roku. Po I wojnie światowej w czasie kryzysu został zamknięty na parę lat. Otworzono go ponownie w 1928 roku. Wówczas zoo przeszło gruntowną renowację i stało się pierwszym ogrodem zoologicznym typu geo-zoo. To znaczy, że zwierzęta występujące na tych samych terenach trzymano blisko siebie, czasem nawet na tych samych wybiegach.

Jeżowce w monachijskim zoo
Jeżowce w monachijskim zoo

W 2013 zoo monachijskie zostało uznane za jedno z 4 najlepszych w Europie. To dziś bardzo popularna atrakcja, ale warto podkreślić, że jeśli porównamy je z ogrodem w Lipsku czy Al-Ajn, to zostaje w tyle. Jednak wciąż odgrywa istotną rolę w ochronie gatunków.

Pałac Nymphenburg

Również trochę dalej od centrum warto zobaczyć pałac Nymphenburg (Schloss Nymphenburg), wraz z przyległymi ogrodami. Pałac ten był letnią rezydencją Wittelsbachów, jest o tyle ciekawy, że udało się go zachować w formie bliskiej pierwotnej. Nie ma tu wpływów różnych styli, efektów przebudów jak choćby w Wersalu. Pałac budowano w latach 1664-1675 pod kierownictwem Enrico Zucalliego. Zucalli wraz z dwoma innymi architektami zajmował się też przebudową pałacu na początku XVIII wieku. To pozwoliło zachować w miarę jednolity styl. W XIX wieku przekształceniu uległ jedynie sam ogród (z francuskiego na angielski). Można tu też zobaczyć przepompownie do fontann (ale to nie wygląda tak jak w Peterhof).

Pałac Nymphenburg
Pałac Nymphenburg

Pałac można oczywiście zwiedzać. Strona po angielsku z godzinami otwarcia i aktualnymi cenami biletów znajduje się tutaj.

Pałac Nymphenburg
Pałac Nymphenburg

Oprócz samego pałacu (wraz z parowozownią), na terenie parku znajdują się także i inne mniejsze budynki jak pałacyk myśliwski – Amalienburg, pawilon chiński, czy Das Dörfche czyli wioska, w której można było skosztować prostego życia na łonie natury. Popularna rozrywka w tamtych czasach i znów Wersal się kłania. W parku zaś znajdziemy wiele fontann i dużo zieleni. To bardzo dobry teren spacerowy.

Blisko pałacu znajduje się jeszcze inny park, Hirschgarten, mniejszy, ale słynący z największego ogrodu piwnego w Monachium. Kolejną atrakcją do przejścia jest dzielnica Schwabing słynąca z secesyjnych kamienic i tego, że przyciągała swego czasu artystyczną bohemę, z Tomaszem Mannem na czele.

Galeria sław i posąg Bawarii

Jeszcze jedną odleglejszą rzeczą, którą warto zobaczyć, jest posąg Bawarii przed Ruhmeshalle (co znaczy tyle, co Galeria sław). Galeria jest dość klasyczną kolumnadą w stylu doryckim. Za nią jest kolejny park, zaś przed kolumnami wznosi się XIX wieczna statua – Bavaria. Też jest bardzo klasyczna, ale przede wszystkim zaskakuje wielkością. Ma 18,52 metra wysokości i waży 87 ton. Dziś jest symbolem Monachium z jeszcze jednego powodu. Otóż na placu przed posągiem organizowany jest co roku słynny festiwal piwa – Oktoberfest. Tereny do festiwalu zaczynają się właściwie już od Goetheplatz. Nie ma stałych budynków, co roku są montowane przestronne baraki.

Posąg Bawarii
Posąg Bawarii

Bawarski Oktoberfest

Tradycja dożynek chmielnych wywodzi się właśnie z Monachium. Po raz pierwszy została zorganizowana w 1810 roku. Dziś oczywiście podobne festiwale są tradycją nie tylko stolicy Bawarii. Zresztą warto dodać, że historyczne korzenie tego święta sięgają roku 1516. Wówczas to wprowadzono Bawarskie Prawo Czystości ograniczające możliwość warzenia piwa do kilku miesięcy w roku. Sezon zaczynał się 29 września, więc na przełomie września i października organizowano festyny, na których zużywano pozostałe zapasy, zanim zaczęła się produkcja nowych. Jak łatwo się domyśleć, monachijski Oktoberfest przyciąga bardzo wielu turystów.

Muzeum Niemieckie w Monachium
Muzeum Niemieckie w Monachium

Monachium w filmie

Filmowo warto wspomnieć o filmie „Willy Wonka i fabryka czekolady” z 1971. W Monachium nagrywano zdjęcia studyjne, ale także kilka plenerowych. Kręcono tu także kilka filmów niemieckich, w tym fragmenty głośnego obrazu „Upadek” z 2004.

Zwiedzanie Monachium

Pozostając w tematach piwnych. Jedną z największych atrakcji turystycznych Monachium jest historyczny browar i dworska piwiarnia – Hofbräuhaus am Platzl. Warzenie piwa trwa tu od 1589 roku. Oczywiście od tego czasu lokal przebudowano, ostatni raz w 1896 roku. Warto dodać, że była to ulubiona knajpa Adolfa Hitlera. A na koniec jeszcze jedna rzecz. Monachium jest bardzo istotnym hubem przesiadkowym Lufthansy. Najważniejszym obok Frankfurtu. Samo lotnisko jest świetnie skomunikowane koleją z centrum (można dojechać zarówno autobusem – Lufthansa Express Bus, jak i kolejką S-Bahn – dwie linie). Więc jeśli nie dedykowany city break, to może warto pomyśleć nad stop overem w tym mieście. Acz jeśli w planach jest oglądanie wszystkich muzeów i pałaców, weekend to zdecydowanie za mało.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak niemiecki
MonachiumGörlitz

Salvador, kościoły, forty, karnawał, capoeira i Pelourinho

Jednym z bardzo specyficznych i zachwycających miejsc na mapie Brazylii jest stolica stanu Bahia, czyli Salvador (por. Salvador da Bahia). To miasto pełne sprzeczności. Pierwsza historycznie stolica Brazylii, miasto z kolonialną architekturą i przepięknymi barokowymi świątyniami, a jednocześnie najbardziej afrykańskie miasto w kraju. To tu narodziła się capoeira oraz karnawał. A dziś to także miejsce, które słynie z wysokiej nawet jak na Brazylię przestępczości i sporej ilości morderstw. Fascynująca mieszanka.

Palácio Rio Branco, siedziba Gubernatora stanu Bahia (Salvador)
Palácio Rio Branco, siedziba Gubernatora stanu Bahia (Salvador)

Historia Salvadoru

Historyczna nazwa miasta Salvador to São Salvador da Bahia de Todos os Santos, czyli Święty Zbawiciel nad Zatoką Wszystkich Świętych. W dniu 1. listopada 1501 roku Amerigo Vespucci, podczas rejsu wzdłuż wybrzeży Ameryki Południowej, stanął tutaj na lądzie. Zatokę, w której zacumował nazwał od aktualnego dnia Zatoką Wszystkich Świętych. Niecałe 10 lat później osiedliła się tutaj załoga francuskiego statku, jeszcze zanim można było myśleć o jakimkolwiek mieście.

Salvador: widok na port, targowisko i fort São Marcelo
Salvador: widok na port, targowisko i fort São Marcelo

Brutalna kolonizacja zaczęła się jakieś ćwierć wieku później. W 1536 roku nad Zatokę Wszystkich Świętych dotarł okrutny Francisco Pereira Coutinho. Król Portugalii obiecał nadać mu te ziemie na własność, więc najpierw musiał uporać się z Indianami. Był wobec nich na tyle brutalny, że co rusz wybuchały rewolty przeciwko Pereirze. Gdy wreszcie Indianie byli górą, zabili Portugalczyka i zjedli go podczas wielkiego festynu. Tubylcy jednak nie mogli się cieszyć trwałym zwycięstwem. Już w 1549 roku osadę kolonizatorów przekształcono w portugalskie miasto Salvador, a pierwszym gubernatorem kolonii Brazylii został Tomé de Sousa. Wkrótce powstała twierdza São Salvador, pierwsza z wielu, która miała na celu podkreślać dominację Portugalczyków w tym rejonie. Indianie musieli się wycofać.

Dachy Salvadoru
Dachy Salvadoru

Salvador: Handel, cukier i rozwój kolonialny

Salvador stał się miejscem rozwoju bogactwa kolonialnego dla Portugalii. Plantacje trzciny cukrowej rozrastały się w wielkim tempie i cukier był najważniejszym z dóbr przywożonym z Brazylii. Później cukier stracił na znaczeniu na rzecz między innymi drogich kamieni, których kopalnie powstały w tym regionie (handel nimi nadal jest tu dość istotny). Ktoś musiał pracować w polu oraz pod ziemią. Taką ciężką pracą brzydził się biały człowiek. Potrzeba było niewolników, najlepiej z Afryki, gdyż łatwo było ich złamać, w przeciwieństwie do miejscowych. Wkrótce więc Salvador stał się głównym portem niewolniczym w kolonii. Masowo zwożono czarnoskórych ludzi z Afryki Zachodniej.

Fort São Marcelo (Salvador)
Fort São Marcelo

Salvador i niewolnicze dziedzictwo

Przez cały okres istnienia w Brazylii niewolnictwa, a więc aż do 1888 roku, przetransportowano ich około 5-ciu milionów. Taki napływ ludności afrykańskiej miał znaczny wpływ na kształt Salvadoru i regionu Bahia w każdym dosłownie aspekcie. Do dziś w Salvadorze żyje najwięcej czarnoskórych obywateli kraju. Wiele słów od plemion afrykańskich znalazło się w regionalnym dialekcie portugalskiego. Co więcej, dziś wielu z nich stara się pielęgnować swoje afrykańskie tradycje, które oczywiście przez lata zdążyły trochę ewoluować. Murzyni w Brazylii są mniejszością, tutaj jednak widać ich całkiem sporo. Tradycję utrzymują nawet w lokalnych restauracjach, gdzie czasem kelnerki noszą charakterystyczne, wielkie suknie (co oczywiście ma zaintrygować turystów).

Katedra w Salvadorze i kobiety w tradycyjnych strojach
Katedra w Salvadorze i kobiety w tradycyjnych strojach

Zauważalni są wyznawcy candomblé. Jest to religia afroamerykańska praktykowana w Brazylii, wywodząca się z afrykańskich wierzeń animistycznych. Z biegiem czasu forma wierzeń i praktyk religijnych znacznie się zmieniła, włączając w to częściowy synkretyzm z religią katolicką, na przykład poprzez przyjęcie świętych katolickich do grona bóstw. Kościół oczywiście zwalczał te pierwotne wierzenia jako okultyzm i pogaństwo, ale nieskutecznie. Brazylijczycy są bardzo religijni, przynajmniej jeśli chodzi o uczestnictwo w praktykach.

Natomiast nie ograniczają się tylko do katolicyzmu, potrafią wyznawać różne religie jednocześnie, nawet jeśli jest to wzajemnie sprzeczne. W Salvadorze widać to bardzo wyraźnie. Mamy bardzo wiele kościołów (i te są odwiedzane przez ludzi), a przy tym kilkaset metrów od katedry można natknąć się na szamana. Co więcej nawet osoby będące kapłanami w candomblé, potrafią nie tylko uczęszczać do kościoła, ale brać czynny udział w życiu parafii. Jakby tego było mało, to niektóre katolickie obrządki bywają wzbogacone o elementy praktyk animistycznych.

Mniej zadbane uliczki w centrum
Mniej zadbane uliczki w centrum

Kuchnia Salvadoru

W kuchni stanu Bahia również widać duży wpływ afrykańskich przyzwyczajeń. Uważa się, że jest to najbardziej różnorodna, oryginalna i po prostu najlepsza kuchnia w Brazylii. Przy tym jeszcze mniej wegetariańska niż w reszcie kraju, bo oparta na owocach morza, ale także na oleju palmowym, nerkowcach, mleku kokosowym. Do tego małe krewetki, małże, lokalna zupa rybna – mocqueca. Warto poszukać lokalnych dań w restauracjach.

Salvador i śliczne, kolonialne centrum
Salvador i śliczne, kolonialne centrum

Centrum Salvadoru

Dziś centrum Salvadoru bardzo się wyróżnia na tle innych miast w Brazylii. Zachwyciły nas kolorowe fasady kamienic w górnym mieście. Warto jednak wiedzieć, że aż do lat 90. XX wieku były tutaj fawele, czyli dzielnice biedy. Dopiero od 1991 roku zabrano się za przywrócenie choć części blasku dawnej stolicy Brazylii. Odnowiono dawne budynki rządowe kolonii i znajdującą się obok miejską windę Lacerda, która łączy miasto górne i miasto dolne. Faktycznie są to dwa różne światy, nie tylko ze względu na ukształtowanie geograficzne. Górne miasto (cidade alta) to piękne, stare centrum, dolne (cidade baixa) zaś to okolice portu. Winda jest płatna, ale cena z symboliczna. W teorii można sobie ją odpuścić i zejść uliczkami, acz nie jest to zalecane ze względu na bezpieczeństwo (do tego wątku jeszcze wrócimy).

Winda miejska (Elevador Lacerda)
Winda miejska (Elevador Lacerda)

Pelourinho, kolonialne centrum

Salvador da Bahia to pierwsze miasto w Brazylii, w którym Portugalczycy ustawili pręgierz jako miejsce kar dla niewolników i pospolitych bandytów. Pierwotnie znajdował się on na obecnym placu, potem wielokrotnie go przenoszono, by w 1807 roku znaleźć się na Pelourinho. Nazwa tej dzielnicy pochodzi od portugalskiego słowa oznaczającego pręgierz. Ten rodzaj kary – chłosta na pręgierzu – została zabroniona w 1837 roku i już nie było gdzie lać krnąbrnych niewolników. Na wolność musieli bowiem czekać jeszcze aż 51 lat.

Niebieska fasada kościoła Matki Boskiej Różańcowej dla Czarnych (Salvador)
Niebieska fasada kościoła Matki Boskiej Różańcowej dla Czarnych

Pelourinho, nazywana bywa także Pelô, to pierwsza dzielnica Salvadoru. Została usytuowana na wzgórzu, z którego widać port. Część dzielnicy zajmował targ niewolników, tutaj także jest Ingreja (da Ordem Terceira) de Nossa Senhora do Rosário dos Pretos, czyli kościół Matki Boskiej Różańcowej dla Czarnych. Tylko w tym jednym kościele czarnoskórzy katolicy mogli się modlić. Wyróżnia się ze względu na niebiesko-białą fasadę. Powstał na początku XVII wieku, wcześniej czarnoskórzy modlili się w bocznej kaplicy katedry. Szczególnie upodobali sobie jedną figurkę Matki Bożej. By rozdzielić niewolników od białych Panów postanowiono wznieść im kościół, a tę figurkę przetransportować. Tak też uczyniono. Co ciekawe, do dziś tutaj część liturgii ma afrykańskie elementy. Dodatkowo warto pamiętać, że sama fasada kościoła uchodzi za jedno z najbardziej ikonicznych miejsc Salvadoru i nierozerwalną część Pelourinho.

Pelourinho
Pelourinho

Pelourinho historycznie

Od początku założenia Salvadoru, Pelourinho było przede wszystkim dzielnicą mieszkalną, bogacącą się od XVII wieku. Wyrażały to okazałe posiadłości Portugalczyków i nowopowstające kościoły. W XIX wieku rozwinął się tutaj handel i Pelourinho stało się niejako centrum miasta. Sytuacja Salwadoru zmieniła się, gdy w 1763 roku stolica Brazylii została przeniesiona do Rio de Janeiro. Nadal jednak istniał tutaj targ niewolników, który działał do 1888 roku, gdy niewolnictwo zostało oficjalnie zakazane. Stopniowo miejsce kupców, łańcuchów i łez zajęli artyści: muzycy, malarze, pisarze. Pelô stało się modne wśród XX-wiecznej bohemy.

Fasada kościoła karmelickiego
Fasada kościoła karmelickiego

Niestety, Salvador pozostawał miastem dość zaniedbanym, a z czasem Pelourinho zmieniło się w dzielnicę biedy – fawelę – gdzie w skrajnych warunkach zamieszkiwali najubożsi. Wskaźnik przemocy znacząco narastał. Historycznie ważna, pozostawała zaniedbana; w latach 80. XX wieku tę dzielnicę wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Dekadę później rozpoczęto jej rewitalizację, co wiązało się z likwidacją faweli i przesiedleniem jej mieszkańców do osiedli na obrzeżu miasta. Chociaż nie wszystkie zabytkowe budynki ocalały, a z niektórych pozostały zaledwie fasady, to dziś to miejsce znów tętni życiem: pojawiły się restauracje, kawiarnie, ośrodki kultury, hoteliki i wiele sklepów z pamiątkami. Pelourinho z pewnością pomógł też Michael Jackson, który nakręcił tu część sceny tanecznej w teledysku do utworu „They Don’t Care About Us”, co także zainteresowało turystów. Stąd też wśród pamiątek czasem można znaleźć tutaj jakieś obrazki Michaela Jacksona.

Zabytkowe uliczki Salvadoru
Zabytkowe uliczki Salvadoru

Pelourinho obecnie

Dzisiaj Pelô to kolorowa wizytówka Salvadoru. Podobno przestępczość też jest dużo mniejsza. Widząc na ulicach pojazdy wojskowe i żołnierzy pilnujących porządku, trudno sobie wyobrazić, co musiało się dziać wcześniej. Oczywiście wojsko stoi przy uliczkach prowadzących do centrum, starając się chronić turystów. Tak to wygląda w dzień. Wydaje się, że jest bezpiecznie.

Kolonialne stare miasto Salvador zachwyca żywymi kolorami
Kolonialne stare miasto Salvador zachwyca żywymi kolorami

Ale jest też druga strona medalu, którą dość dobrze widać w handlu kamieniami szlachetnymi. Przez witrynę nie można zajrzeć do środka i nie wpuszcza się byle kogo. Takie sklepy są w centrum, ale niekoniecznie rzucają się w oczy. Pomijając oczywiście kraty w oknach. Nas skierowano do jednego z nich podczas zwiedzania kościoła. Obsługa zasugerowała, gdzie czegoś takiego szukać i jak to znaleźć. Polecają turystom, potem się podchodzi i wpuszczają nas do środka szczelnie zamykając drzwi. Byle tylko nie rzucać się w oczy i nie prowokować drobnych przestępców.

I straszy zaniedbanymi budynkami
I straszy zaniedbanymi budynkami

Salvador, Bahia i szmaragdy

Klejnoty Ameryki Południowej to nie tylko wymysł scenarzystów filmu „Miłość, szmaragd i krokodyl” (Romancing the Stone) z 1984, którego akcja działa się w Kolumbii (a kręcono go w Meksyku), zaś McGuffinem był wielki szmaragd. Rzeczywiście na kontynencie południowoamerykańskim można znaleźć choćby cenny beryl. Szczególnie urodzajne i jakościowo dobre złoża znajdują się w Brazylii, w stanach Bahia i Minas Gerais. Znalezienie sklepu z kamieniami szlachetnymi – nie tylko szmaragdami, choć o nie tutaj chodziło – było punktem programu w zwiedzaniu Salwadoru. Od sprzedawcy mogliśmy się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy szmaragdach, bo o nie pytaliśmy, porozmawiać od czego zależy cena kamienia, jak wyglądają te najdroższe i wreszcie wybrać swój szmaragd.

Salvador: tańce i sztuki walki

Bardzo ważnym elementem wyprawy do Salvadoru był też pokaz tańców. Być może dzięki takiej, a nie innej mieszance kultur, Salvador jest pełny żywiołowej muzyki i tańca. Tutaj odbywa się jeden z największych na świecie karnawałów, trwający przez 6 dni i nocy do Środy Popielcowej. To właśnie tu narodziła się tradycja brazylijskiego karnawału, która została zaszczepiona także w Rio. Dziś karnawał właśnie kojarzy się z drugą stolicą Brazylii, ale to w Salvadorze szczycą się tym, że tu jest bardziej oryginalny. Zresztą to właśnie tu powstało wiele tańców, w tym samba. Ale jeszcze ważniejsza jest capoeira, będąca zarówno sztuką walki jak i tańcem. Pokaz, na którym byliśmy, łączył jedno i drugie.

Pokaz tradycyjnych tańców
Pokaz tradycyjnych tańców

Capoeira to wywodząca się z Salvadoru i ogólnie rejonu Bahia afro-brazylijska sztuka walki. Powstała w XVI wieku, ale szczególny rozwój nastąpił w XX wieku. Łączy się w niej taniec, akrobatyka i muzyka. Genezą capoeiry są tradycyjne afrykańskie tańce, które były kultywowane przez pracujących na plantacjach niewolników. Dla nadzorców był to tylko pierwotny taniec, zaś niewolnicy traktowali go jako coś więcej: przygotowanie do walki. Akrobacje, wysoki, wypady i podcięcia wykonywane w parach lub grupach były ćwiczeniami na czas buntu, konieczności walki i w razie ucieczki. Zresztą samo słowo capoeira wywodzi się z języka Tupi: ka’a i paũ, które oznaczały słabo porośnięte obszary interioru Brazylii, dokąd uciekali zbiegli niewolnicy. Jednocześnie sztuka ta miała podłoże religijne: wierzono, że podczas ekstatycznego tańca, capoeiristę opętuje duch zmarłego przodka. Taniec zapewniał więc kontakt z zaświatami.

Tańce na ulicach (i wojsko w tle)
Tańce na ulicach (i wojsko w tle)

Capoeira i Samba

Pokaz capoeiry odbywa się wieczorem, w jednej z restauracji zaraz obok kościoła franciszkanów. Przy lokalach była muzyka na żywo, goście spontanicznie tańczyli. Dla zapewnienia bezpieczeństwa, między bawiącymi się spacerowali wojskowi. Tu znów warto wspomnieć o bezpieczeństwie. Wejściówkę na pokaz można kupić w jednej z wielu agencji turystycznych, czy nawet w hotelu. O wyznaczonym czasie (jeszcze przed zmierzchem) mamy się stawić w odpowiednim miejscu, skąd zostaniemy zaprowadzeni do lokalu. Jest jeszcze jasno, więc jest w miarę bezpiecznie. Po zakończeniu show osoba, która nas zaprowadziła, odprowadza nas do hotelu, tak by mieć pewność, że dotarliśmy bez problemów. W samym lokalu kolacja jest wliczona w cenę, musimy tylko zapłacić za napoje.

Kościół św. Antoniego
Kościół św. Antoniego

Spektakl, na którym byliśmy, zaczynał się od wyrażenia w tańcu historii niewolników Salvadoru wraz z ich wierzeniami i kulturą. Pokazane były także walki z Portugalczykami, przede wszystkim bunty niewolników. Następnie odbyły się pokazy walk: najpierw akrobacje w pojedynkę, potem parami, a wreszcie w grupie. Wszystko z rytmicznie wybijaną muzyką. Skończyło się na wspólnej sambie. Musimy przyznać, że pokaz był dopracowany, o ciekawym scenariuszu i choreografii. Miło i pouczająco spędzony czas. Warto dodać, że w Salvadorze można też na ulicach spotkać młodzieńców, ćwiczących tę walkę / taniec. Capoeira jest mocno wpisana w Salvador, zwłaszcza, że to jest coś, czego nie przejęło Rio w takim stopniu jak choćby karnawału. Od 2016 roku capoeira znajduje się na liście UNESCO jako niematerialne dziedzictwo ludzkości.

Fort da Capoeira
Fort da Capoeira

Forty Salvadoru

Forte de Santo Antônio Além do Carmo, znany obecnie raczej jako Fort da Capoeira powstał w XVII wieku na północnej granicy Salwadoru, by bronić miasta w czasie holenderskiej inwazji. Uszkodzony podczas walk, obecny kształt zawdzięcza przede wszystkim pracom dokonanym w XVIII wieku. W roku 1830 fort został przekształcony w więzienie, do którego na początku trafili przede wszystkim czarnoskórzy schwytani podczas buntu niewolników z 1835 roku. Trochę ponad sto lat później, w latach 60. XX wieku umieszczano tutaj więźniów politycznych dyktatorskiego państwa, a w roku 1974 roku więzienie zostało zamknięte na wniosek junty wojskowej, zaś więźniowie zostali przetransportowani do stolicy kraju. Od 1981 roku w forcie mieszczą się dwie szkoły capoeiry. Gdy miasto przechodziło renowację w latach 90., także dawny fort został odnowiony i przemianowany na Fort da Capoeira. Remont został ukończony w 2006 roku.

Salvador i plaża (Praia do Farol da Barra) wzdłuż Avenida Oceanica,
Salvador i plaża (Praia do Farol da Barra) wzdłuż Avenida Oceanica,

Salvador: Muzeum morskie

Fortów w Salvadorze jest kilka, my zobaczyliśmy jeszcze jeden. Forte de Santo Antônio da Barra, którego częścią jest stara latarnia morska i obecnie mieści się muzeum morskie. Sam fort wzniesiono w 1501 w czasach portugalskich i strzegł wejścia do zatoki Wszystkich Świętych. Czyli kilkadziesiąt lat wcześniej zanim powstało miasto Salvador. Muzeum morskie ukazuje trochę historii Salvadoru, trochę kolonizacji, niewolnictwa oraz można zobaczyć wiele eksponatów związanych z nawigacją. Plus modele okrętów, czy naczynia z zatopionych jednostek. Na latarnię można wejść i zobaczyć okolicę ze szczytu.

Muzeum morskie
Muzeum morskie

Tuż przy forcie i muzeum znajduje się jedna z turystycznych plaż – Farol da Barra. Jest ich kilka w Salvadorze. Natomiast okolica wyróżnia się tym, że faktycznie jest turystyczna. Spokojniejsza i bezpieczniejsza. Nawet jest tu figura Jezusa, ale mówiąc wprost ta część nie jest w stanie konkurować z Rio. Sama dzielnica Barra to część miasta obfitująca w plaże. Tu też znajdują się hotele dla turystów zainteresowanych wypoczywaniem, a nie zwiedzaniem (dla nich dogodniejsze noclegi znajdują w centrum).

Fortów w Salvadorze jest ponad 20. Turystycznie warto warto jeszcze wspomnieć o Forte de Santa Maria, który jest również malowniczo położony.

Złote zdobienia w katedrze
Złote zdobienia w katedrze

Katedra Przemienienia Pańskiego w Salwadorze w Brazylii.

Ze względu na eksponaty forty często lepiej wyglądają na zewnątrz, z kościołami bywa odwrotnie. Bogate wnętrza kościołów, nie tylko tych w Salwadorze, stoją w dużym kontraście do widocznej na ulicach biedy. W centrum starego miasta znajduje się bazylika katedralna Przemienienia Pańskiego, siedziba arcybiskupa Salvadoru i jednocześnie prymasa Brazylii. Początki świątyni datuje się na 1551. Rozwijali ją jezuici, jednak obecna forma to właściwie czwarty kościół w tym miejscu, który ukończono dopiero w 1694. W drugiej połowie XVIII wieku jezuitów wypędzono z Brazylii, wówczas kościół stał się siedzibą arcybiskupa. Fasada powstała pod wpływem manieryzmu. Wnętrze zaś jest po części inspirowane kościołem św. Rocha w Lizbonie. No i trzeba przyznać, że jest bogato zdobione, wręcz ozłocone. Dodatkowo można też zwiedzać zakrystię. Świątynia ta była inspiracją dla wielu innych w mieście.

Convento e Igreja de São Francisco
Convento e Igreja de São Francisco

Klasztor św. Franciszka

Convento e Igreja de São Francisco, czyli zakon i kościół pw. św. Franciszka to kolejna okazała budowla w centrum Salvadoru. Pierwsi franciszkanie przybyli tutaj w 1578 roku i zbudowali tu swój zakon i kościół. Budowle te przetrwały około stu lat, aż do najazdu holenderskiego, podczas którego zostały zniszczone. Wkrótce po odparciu Holendrów z Brazylii, w 1686 roku rozpoczęto odbudowę budynków zakonnych, które z późniejszymi poprawkami możemy oglądać do dziś. Natomiast odbudowy kościoła podjęto się w 1708 roku. Główne prace ukończono w 1723 roku, zaś pełne wyposażenie wnętrza trwały do połowy XVIII wieku. We wnętrzach jak widać: pełny barok!

Kościół św. Franciszka
Kościół św. Franciszka

W budynkach franciszkanów ściany chętnie dekorowano azulejos. Są to mozaiki wykonane z malowanych płytek ceramicznych, zwykle kwadratowych, najczęściej biało-niebieskich, choć stosowano także inne kolory. Charakterystyczne są one przede wszystkim dla sztuki portugalskiej. Liczba pojedynczych płytek azulejos w kościele zakonnym św. Franciszka w Salwadorze jest największa w całej Ameryce Łacińskiej i wynosi aż 55 tysięcy sztuk! Zwiedzanie tego kościoła to jednak nie tylko część świątynna, a cały kompleks. Są tu pokoje w stylu kolonialnym, czy katakumby. Klasztor uchodzi nie tylko za jeden z najważniejszych zabytków Salvadoru, ale również znajduje się na liście siedmiu cudów świata portugalskiego pochodzenia. Wcześniej byliśmy w innym takim cudzie – w forcie w Al-Dżadida.

Azulejo, czyli typowe portugalskie kafle ozdobne w Brazylii
Azulejo, czyli typowe portugalskie kafle ozdobne w Brazylii

Bogate zbiory klasztoru

Kościół Trzeciej Reguły św. Franciszka powstał jako dodatek do zakonnego kościoła św. Franciszka. Obecny wygląd głównie pochodzi z 1705 roku, gdy odbudowano kościół po zburzeniu go przez Holendrów, natomiast wiadomo, że fasada przechodziła pewne zmiany w ciągu całego XVIII wieku. Właśnie o fasadę wejściową się tutaj rozchodzi. Została ona udekorowana w stylu znanym jako złotniczym, czyli plateresco (włoskie słowo określające sztukę złotniczą).

Kościół św. Franciszka
Kościół św. Franciszka

Styl ten powstał w XV wieku w Hiszpanii jako wczesna odmiana renesansu w tym kraju. Inspiracją dla plateresco były budowle mauretańskie z ich drobiazgowymi rzeźbieniami i zawiłą ornamentyką. W epoce baroku plateresco przyjęło formę charakterystycznej odmiany hiszpańskiego baroku: przerost zdobień nad architekturą budynku, wielkie ilości drobnych detali, wykonywanych zarówno w kamieniu, drewnie, gipsie sztukatorskim i potem pokrywanych pozłotą.

Kościół Karmelicki
Kościół Karmelicki

Kościół karmelicki

Obecny kościół karmelicki w Salvadorze (Igreja da Ordem Terceira do Carmo) został w latach 1803 – 1855 odbudowany po pożarze z roku 1788, który zniszczył pierwotny budynek. Na szczęście z pożaru ocalała część wyposażenia i pewna liczba dzieł sztuki. Do najważniejszych dzieł sztuki kościoła karmelitów w Salvadorze należy wykonana w cedrze figura umęczonego Chrystusa z 1730 roku. Figura została przyozdobiona dwoma tysiącami rubinów różnej wielkości, wyobrażającymi krople krwi Jezusa. Na pierwszy rzut oka może wyglądać niepozornie, ale bliższe przyjrzenie się jej robi duże wrażenie.

Drogocenna figura Jezusa (Salvador)
Drogocenna figura Jezusa

Kościół Nosso Senhor do Bonfim

W dolnym mieście (Baixa) Salvadoru mamy jeden szczególnie ciekawy obiekt: kościół Nosso Senhor do Bonfim. Patronem tego kościoła jest Nasz Pan Dobrej Śmierci, którym jest Chrystus Ukrzyżowany. Jest to dawny kult pochodzący jeszcze z Portugalii, a przeszczepiony do Brazylii w czasach portugalskich. Obecny kościół Naszego Pana Dobrej Śmierci w Salvadorze mieści się na Świętym Wzgórzu w dolnym mieście. W XVII wieku na miejscu kaplicy powstał kościół, w 1927 roku podniesiony do rangi bazyliki. Z tym kościołem wiążą się ciekawe rzeczy: najbardziej zauważalną są kolorowe wstążeczki – fitas.

Kościół Naszego Pana Dobrej Śmierci
Kościół Naszego Pana Dobrej Śmierci

Są one pamiątką nawiedzenia kościoła. Ich długość wynosi 47 centymetrów, czyli tyle co prawe ramię figury ukrzyżowanego Chrystusa z tegoż to kościoła. Na wstążeczkach obecnie znajduje się napis Lembrança do Senhor do Bonfim da Bahia, czyli Pamiątka z kościoła Pana Dobrej Śmierci w Bahia. Dziś noszone są na nadgarstkach lub wiesza się na nich podobizny uleczonych części ciała. Gdy zaczęto produkcję wstążeczek, w 1809 roku, używało ich się przede wszystkim jako sznureczka do medalików lub amuletów, wieszano na szyi, bądź nosiło się je przytroczone do ubrania. Idea fitas wywodzi się podobno z fragmentów ubrań świętych, które noszono jako relikwie. Obecnie poza religią uznawane są także jako typowa pamiątka z Salvadoru.

Kolorowe Fitas (Salvador)
Kolorowe Fitas

Fitas są w różnych kolorach. Nie jest to efekt tylko estetyczny, ale poszczególny kolor symbolizuje konkretne… bóstwo afrobrazylijskiej religii candomblé. Uczczenie politeistycznych bóstw na „kościelnych” wstążeczkach może dziwić, ale kiedy spojrzymy na całość działalności kościoła Senhor do Bonfim, fitas będą naszym najmniejszym „zmartwieniem”. Otóż raz w roku od XIX wieku w tym kościele odbywa się święto Lavagem do Bonfim, czyli dosłownie mycie schodów kościoła. Jest to święto synkretyczne lub ekumeniczne, zależy jak spojrzeć. Biorą w nim udział zarówno katolicy, jak i wyznawcy candomblé, w tym kapłani tej religii. Święto odbywa się w drugi czwartek po święcie Trzech Króli i trwa 10 dni.

Pamiątki uzdrowień
Pamiątki uzdrowień

Historia kościoła

Tu też warto cofnąć się jeszcze wcześniej. Sam kościół jest dziełem wotywnym. Ocalały w czasie sztormu kapitan Theodozio Rodrigues de Faria obiecał wznieść świątynię. Sprowadził nawet z Portugalii figurę Pana Dobrej Śmierci i w drugiej połowie XVIII wieku świątynia została ukończona. Niewolnicy wyznający candomblé z jakiegoś powodu utożsamili patrona kościoła ze swoim bóstwem – Oxalá. I się zaczęło. Tłumnie nawiedzali świątynie, i nawet jak nie brali udziału w ceremoniach katolickich, to się szwendali niby przypadkiem. Potem kościół zakazał im wstępu, więc przychodzili myć schody. Obecnie ich potomkowie żyją w zgodzie.

Igreja de São Domingos Gusmão (Salvador)
Igreja de São Domingos Gusmão

Warto dodać, że jest to jedno z najważniejszych świąt w Salvadorze i łączy się z wielkimi procesjami i mnóstwem wiernych w kościele. Wtedy także wieszane są wota, najczęściej podobizny tej części ciała, o której uzdrowienie się prosi, a także jako symbol spełnionej prośby. Jakby tego było mało, to w kościele ludzie zostawili wiele dowodów, że zostali uzdrowieni. Są zdjęcia, relacje, a nawet kule ortopedyczne, które przestały być już potrzebne.

Salvador: Disque do Tororo

Wspomnieliśmy religię candomblé, niestety trochę trudno zobaczyć jej domy modlitewne. Oczywiście nie licząc kościołów, które także do tego służą. Ale można zobaczyć bóstwa candomblé, czyli wyobrażenie sił przyrody. Przedstawienie Orisza znajduje się na jeziorze Dique do Tororó. Samo jezioro jest to jeden z nielicznych, w miarę naturalnych pozostałości oryginalnego środowiska Salvadoru, choć oczywiście okolica została zmieniona na park. Znajduje się tu też stadion i fawele w okolicy. Figury bóstw łączą przedstawienia afrykańskie z tradycją Indian Tupi. Malowniczo ustawione na wodzie sprawiają niecodzienne wrażenie. Dość blisko znajduje się stadion – Arena Fonte Nova.

Dique do Tororó (Salvador de Bahia)
Dique do Tororó

Targowisko Mercado Modolo

Na koniec jeszcze kilka słów o dolnym mieście. Centrum Salvadoru znajduje się na górze, na dole zaś mamy przede wszystkim port, choć dalej na północ jest tu więcej ciekawych i bardziej różnorodnych miejsc. Wspomnianą już wcześniej windą miejską można się szybko przemieścić z górnego do dolnego miasta. Winda miejska to rozwiązanie, które można choćby zobaczyć w Lizbonie. To co najbardziej przyciąga turystów w dolnym mieście to Mercado Modelo. Ładny budynek, w którym niegdyś mieściły się stoiska kupców. Zaraz przy porcie dla wygody.

Turystyczne targowisko Modelo
Turystyczne targowisko Modelo

Spodziewaliśmy się, że tutaj kupimy może jakieś ciekawe produkty: tutejsze kakao, kawę, jakieś przyprawy. Niestety. Wszystko zawalone jakąś tanią chińszczyzną: pamiątki, tekstylia, dewocjonalia. Choć słowo chińszczyzna może być tu nie na miejscu. Powszechnie uznaje się, że właśnie to jest targ, w którym sprzedaje się oryginalne lokalne produkty i z tego słynie Salvador. Tego nie byliśmy w stanie zweryfikować. Za to sklepów z pamiątkami w samym centrum też jest sporo, asortyment podobny. Warto jednak dodać, że na dole kokos do picia jest tańszy.

Salvador: Dolne miasto

Dolne miasto w tej części ma dwa oblicza: zabytkowych budynków portowych i admiralicji oraz zniszczonej zabudowy, zamieszkanej przez uboższych. Byliśmy tam bardzo krótko. Dolne miasto wraz z okolicą portu nie są polecane do zwiedzania. Właściwie to są odradzane ze względu na bezpieczeństwo (w wielu miejscach to powtarzają), więc odpuściliśmy sobie. Powtarzają to w przewodnikach, jak również przestrzegano nas przed tym w naszym hotelu. Właściwie poza Salvadorem w innych miastach Brazylii obsługa hotelowa nie instruowała nas, gdzie nie chodzić.

Przy tym wszystkim Salvador to miasto prześliczne, najładniejsze z tych, które widzieliśmy w Brazylii. Posiada mnóstwo kościołów, każdy z nich jest bogato zdobiony. Do tego muzea, w tym muzeum afrykańskie. Nam nie udało się dotrzeć do domu kolonialnego – Solar do Unhano, może będzie możliwość by to kiedyś nadrobić.

Port o zachodzie (Salvador de Bahia)
Port o zachodzie

Zwiedzanie Salvadoru

Dlatego warto wspomnieć jeszcze o bezpieczeństwie w Salvadorze. Jak w przypadku całej Brazylii, nie jest tak źle jak to malują, ale nie należy tego lekceważyć. Z centrum miasta udało się wyrzucić fawele, to fakt. Ale jednocześnie Salvador to miasto, w którym policja oficjalnie się poddała. Porządku pilnuje wojsko. Poruszanie się głównymi uliczkami centrum w dzień jest raczej bezpieczne (acz warto zachować ostrożność), widać spacerujących żołnierzy oraz ich wozy przy bocznych uliczkach. Problemem jednak jest to, gdy chcemy wyjść poza turystyczną enklawę. To nie jest miasto, w którym jest to dobrze widziane. Podobnie jest po zmroku, wówczas nawet wojsko nie daje rady.

Stąd będąc w hotelu czy pousadzie, warto zapytać, którędy chodzić, gdzie można się zapuszczać, a gdzie nie. Prawdopodobnie podkoloryzują trochę sytuację, by upewnić się, że będziemy trzymać się bezpiecznych miejsc. Z pewnością trzeba unikać skrótów i tak w przypadku wspomnianej windy, lepiej z niej skorzystać niż iść samemu, bo choć z centrum fawele wyniesiono, to jednak tuż obok nie jest tak dobrze. My tym razem trzymaliśmy się utartych szlaków, zaś chcąc zobaczyć bardziej oddalone miejsca, korzystaliśmy z Ubera. Alternatywą są autobusy, acz zajmuje to zdecydowanie więcej czasu. Wróciliśmy z Salvadoru cali i jeśli chodzi o miasta brazylijskie, ten jako całość zdecydowanie zrobił na nas największe wrażenie.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak brazylijski
Salvador