Archiwa tagu: muzeum

Gjirokastra (Gjirokaster), miasto srebrnych dachów

Gjirokastёr lub Gjirokastra, kiedyś po polsku także Dżirokastra, to albańskie miasto-muzeum z listy UNESCO, zwane czasem też miastem tysiąca schodów lub srebrnych dachów. Ta ostatnia nazwa wzięła się od ich koloru po deszczu. Zabudowa centrum jest osmańska. Dziś Gjirokastra to jedna z ważniejszych atrakcji południa Albanii. Wzniesiona na zboczach nad rzeką Drino, wyróżnia się pośród górskich szczytów.

Dzięki w miarę jednorodnym dachom, Gjirokastra z perspektywy faktycznie wygląda jak srebrne miasto
Dzięki w miarę jednorodnym dachom, Gjirokastra z perspektywy faktycznie wygląda jak srebrne miasto

Historia Gjirokastry

Tereny te znajdowały się w strefie wpływów kultury mykeńskiej. Greccy osadnicy także odpowiadają za najstarsze ślady zamieszkania w tym rejonie. Nie wiadomo, kiedy jednak powstało to miasto. Gdzieś między VI a XII wiekiem zbudowano pierwszą cytadelę. Miasto wówczas nazywano Argyropolis, co po grecku znaczy tyle, co srebrne miasto. W czasach bizantyjskich pojawiała się też nazwa Argyrokastron, czyli srebrny zamek.

Część turystyczna Gjirokastry jest już ładnie odnowiona, acz szczęśliwie jeszcze nie oblegana przez tłumy
Część turystyczna Gjirokastry jest już ładnie odnowiona, acz szczęśliwie jeszcze nie oblegana przez tłumy

Zmiany zaczęły się wraz z przejęciem tych ziem przez Despotat Epiru, choć samo miasto pozostało lojalne Bizantyjczykom. Wówczas używano nazwy Argyrokastro. Przełom XIII i XIV wieku to zmiany władców tych terenów. Despotat doświadczył mocno czarnej zarazy, w efekcie ziemię przejęły plemiona albańskie. Potem zaś opanowało je Imperium Osmańskie. Oczywiście Grecy próbowali je wyswobodzić spod tureckiego panowania, ale ostatecznie nie przyniosło to rezultatów. Wówczas powstała stara część miasta, którą oglądamy do dziś.

Gjirokastra wygląda malowniczo, gdy spogląda się na nią z oddali
Gjirokastra wygląda malowniczo, gdy spogląda się na nią z oddali

Dopiero na początku XIX Gjirokastёr stało się częścią autonomii w ramach Imperium, którym rządził Ali Pasza (urzędujący z Janiny). Turcy stracili nad nim kontrolę, zaś ta barwna postać po części zainspirowała Alexandre’a Dumasa do opisania tej historii w powieści „Hrabia Monte Christo”. Natomiast te działania obudziły w Albańczykach ruchy niepodległościowe, ale doprowadziły też do waśni z Grekami, którzy także (acz mniej licznie) zamieszkiwali te tereny. Gjirokastra została zdobyta przez Greków w czasie I wojny bałkańskiej, ale ostatecznie w ramach traktatu pokojowego przyznana Albańczykom.

Zamek w Gjirokastrze
Zamek w Gjirokastrze

Podczas II wojny światowej, gdy Włochy dokonały inwazji na Albanię, krótko Gjirokastra znajdowała się pod ich władaniem, ale to znów rozochociło Greków. Pokonawszy Włochów, musieli walczyć z Niemcami, którzy odbili miasto i ostatecznie przekazali je Włochom, a potem Albańczykom. Warto też dodać, że Gjirokastra była obok Wlory jednym z dwóch głównych ośrodków wybuchu albańskiej rewolucji piramidowej, czyli po upadku piramid finansowych w latach 90. XX wieku.

Stoiska kuszą turystów
Stoiska kuszą turystów

Gjirokastra obecnie

Dziś stare miasto jest bardzo ładnie odtworzone. Od 2005 roku znajduje się ono na liście UNESCO, trzy lata później zapis rozszerzono o Berat. Wpisano je ze względu na ocalałą i odbudowaną architekturę osmańską. Również dzięki wsparciu Grecji, obok Salandry to jeden z najważniejszych greckich ośrodków w Albanii (znajduje się tu konsulat).

Gjirokastrze udało się zmienić centrum w turystyczny deptak, zachowując przy tym klimat
Gjirokastrze udało się zmienić centrum w turystyczny deptak, zachowując przy tym klimat

Stara Gjirokastra owszem jest bardzo charakterystyczna, ma też przepiękne jednorodne dachy, które widać z zamku, ale przy tym jest też dziś dość mocno turystyczna. W Beracie udało się (przynajmniej na razie) jeszcze zachować ducha miasta. Na szczęście wciąż jeszcze jest tu stosunkowo mało ludzi, a odejście poza główne uliczki odsłania urok miasta (choć nie za daleko, bo dalej są też komunistyczne bloki). Obecnie to akurat działa na korzyść miasta, jednak trudno nie bać się, że wraz z popularyzacją tego miejsca, jego duch zaginie. Dziś Gjirokastra to bardzo atrakcyjna starówka, dobra jako dodatek w podróży po Albanii, ale nie jest to tak unikalne miejsce jak drugie miasto-muzeum. Choć wciąż przepiękne. Niemniej jednak decyzji o odwiedzeniu Gjirokastry lepiej nie odkładać na przyszłość. Jak będą przybywać tu tłumy turystów, to już nie będzie to samo.

Dawny meczet, obecnie pełniący turystyczne funkcje
Dawny meczet, obecnie pełniący turystyczne funkcje

Stare Miasto

Dzielnica Palorto to właściwie stare miasto. Jest dobrze odrestaurowana, pełna knajpek i sklepików, a także mniejszych muzeów, ale też innych budowli, wliczając to meczety. Można zobaczyć choćby Skenduli, czy Zekate, czyli domy w których zachowano wystrój sprzed wieków. W wielu miejscach atrakcje się mieszają, tak więc kierując się choćby do dawnej studni trafiamy do sklepu, w którym obecnie się znajduje. Na spacer po malowniczych uliczkach należy poświęcić kilka godzin, w zależności od tempa i charakteru oglądania. Samo przejście pewnie nie zajmie nam więcej niż godzinę, ale na spokojne włóczenie można poświęcić pewnie nawet i pół dnia. Z muzeów warto zwrócić uwagę na tunele z czasów zimnej wojny (niestety nieczynne podczas naszej wizyty).

Zamek góruje nad Gjirokastrą
Zamek góruje nad Gjirokastrą

Gjirokastra: Zamek

Podobnie jak w przypadku Beratu, nad miastem góruje zamek. Ten już w całości jest obiektem kulturalnym. Na dziedzińcu wybudowano wielką scenę i od czasów komunistycznych co roku odbywają się tu festiwale folklorystyczne. Znajduje się także muzeum zamkowe (bilet jest dodatkowo płatny), dzwonnica, jak również wystawa sprzętu wojskowego. Sama forteca jest dość ciekawa i jej mury oraz zabudowania obronne zdecydowanie lepiej się zachowały, niż te w Beracie. Tam jednak zachowało się jeszcze miasto wewnątrz murów, tu takich atrakcji nie ma.

Zamek w Gjirokastrze to także miejsce imprez plenerowych
Zamek w Gjirokastrze to także miejsce imprez plenerowych

Choć jak wspominaliśmy, pierwsza cytadela w tym miejscu sięga czasów antycznych, to właściwa historia jednak zaczyna się w XII wieku. W końcu wpadł on w ręce Turków Osmańskichosmańskich, ci przebudowali go, ale ostatecznie popadł w ruinę. Ze zdobyciem wiąże się legenda: podobno księżniczka Argjiro (lub Argyro), nie chcąc wpaść w ręce Osmanów, rzuciła się z murów zamku, wraz ze swoim dzieckiem.

Na zamku znajduje się też charakterystyczna wieża zegarowa
Na zamku znajduje się też charakterystyczna wieża zegarowa

Współczesny wygląd zamek zawdzięcza Alemu Paszy, który odbudował go i uczynił jedną z twierdz. Była ona w tak dobrym stanie, że albański król Zog postanowił przemienić ją w więzienie w 1932 roku. Komuniści także przez wiele lat wykorzystywali ją w ten sposób. Swoistą ciekawostką na zamku jest amerykański samolot zwiadowczy Lockheed T-33. Według jednej z wersji amerykański pilot omyłkowo wylądował w Albanii, według innej przerwano jego misję szpiegowską. Sprzęt zarekwirowano, przebadano i wystawiono, by wspierać propagandę. Dziś stanowi eksponat muzealny. Niestety jest średnio zadbany, co się ostało, to jest.

Lockheed T-33, a raczej to co z niego zostało (Gjirokastra)
Lockheed T-33, a raczej to co z niego zostało

Okolice zamku

Z zamku zachowało się całkiem sporo, są tu liczne korytarze, także podziemne, wieża zegarowa i wiele budynków, a także grobowiec bektaszytów. Warto dodać, że budując go, trudów nie szczędzono. Samą wieżę w czasach Alego Paszy podobno wznosiło 1500 osób, zaś potem w zamku stacjonowało 5 tysięcy żołnierzy. W korytarzach zamku można też dziś podziwiać wystawione działa i inną broń. Pod zamkiem znajduje się tunel, którym można przejść na jego drugą stronę. Zamek wybija się w krajobrazie, więc oglądanie go z różnych stron jest dość popularne wśród turystów. Tunel zaś skraca drogę. Tamtędy też można udać się do starego akweduktu.

Wnętrza zamku (Gjirokastra)
Wnętrza zamku

W Gjirokastrze urodzili się albański dyktator komunistyczny Enver Hoxha oraz słynny pisarz Ismail Kadare. Jego dzieła czasami wykorzystują Gjirokastrę jako miejsce akcji bądź nawiązują do jej historii, jak wiersz o księżniczce Argyro. Zaś fakt narodzin tego pierwszego pomógł miastu przetrwać w lepszym stanie czasy komuny. Gjirokastra ma też swoje kulinarne specjały, zupę na zakwasie z klopsikami (supe me pasha qofte) oraz lokalny ser feta.

Gjirokastra z oddali
Gjirokastra z oddali

Jak wspominaliśmy wcześniej, Gjirokastrę lepiej odwiedzić szybciej niż później. Rozwój turystyki w Albanii jest dość dynamiczny, ale też nie ukierunkowany, a to może wiązać się z zalaniem miasta turystycznymi, cepelianianymi kramami i tłokiem. Nie wszędzie w takich miejscach daje się zachować klimat, jak to miało miejsce w San Marino. Wizualnie Gjirokastra pewnie prezentuje się lepiej niż Berat (jako całość), ale tam wciąż czuje się, że to jest autentyczne miasteczko, do którego niejako przy okazji przybywają turyści. W Gjirokastrze tę turystykę już się wyczuwa.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak albański
GjirokastraTirana

Liverpool: filmy, zwiedzanie i atrakcje starego portu

Popularna szanta „Pożegnanie z Liverpoolem” zaczyna się od słów „Żegnaj nam, dostojny stary porcie, rzeko Mersey, żegnaj nam”. Port to najważniejsza część historii miasta, jego dziedzictwo, zaś przeobrażony jest obecnie tętniącym życiem centrum. Liverpool to jednak coś więcej niż port, co starało się pokazać choćby kino. Miasto jest także powiązane z innym fenomenem kultury popularnej, jakim jest zespół The Beatles.

Hannover Street, centrum Liverpoolu
Hannover Street, centrum Liverpoolu

Historia Liverpoolu

Pierwsze osady na terenie dzisiejszego Liverpoolu powstały prawdopodobnie w VI wieku i należały do Wikingów. Były to jednak tereny podmokłe, więc długo nie miały one żadnego strategicznego znaczenia. Do czasu, gdy król Jan I postanowił zbudować tu port. Oficjalnie miasto założono 28 sierpnia 1207 roku. Potem do jego ochrony wzniesiono zamek, zbudowano też kaplicę. Nazwa Liverpool pochodzi ze staroangielskiego, i oznacza potok, czy rzekę mulistej wody. Druga teoria mówi, że nazwa pochodzi od elverpool, czyli nawiązania do węgorzy w rzece Mersey.

Historyczny Liverpool
Historyczny Liverpool

Największy rozwój Liverpoolu wiąże się właśnie z wzrostem znaczenia portu. W czasach swojej świetności przez Liverpool przepływało 40% wymiany handlowej z Europą kontynentalną. Tu też handlowano niewolnikami. Koryto rzeki Mersey niedaleko ujścia jest dość szerokie, więc było to idealne miejsce do budowy olbrzymich doków. Dziś Liverpool to drugi port w Wielkiej Brytanii (po Londynie), pozostaje daleko za gigantami jak Szanghaj, Singapur, Busan, Dubaj czy Rotterdam (lub lepiej zespół portów ARA). Historycznie wraz z rozbudową portu rozwijało się także miasto. Natomiast spowolnienie zaczęło następować na początku XX wieku. Wpierw I wojna światowa, potem Wielki Kryzys, a następnie II wojna światowa (tu miasto ucierpiało trochę w wyniku niemieckich bombardowań), ostatecznie spowodowały, że spadła liczba ludności. Dziś Liverpool jest mocno związany z innym przemysłowym miastem, czyli Manchesterem, tylko trochę większym, ale obecnie więcej znaczącym.

Liverpool ma w centrum kilka klasycznych budynków
Liverpool ma w centrum kilka klasycznych budynków

The Beatles i Liverpool

Liverpool mocno zaznaczył się na mapie świata także z innego powodu. Nasz weekendowy wypad do Liverpoolu nie był może bardzo filmowy (acz miejsca filmowe są tu obecne), ale także powiązany jest z popkulturą. Wybierając się do tego portowego miasta nie można przecież pominąć faktu, że to właśnie tutaj narodził się bodaj najbardziej popularny zespół muzyczny w historii, z największą liczbą sprzedanych płyt (niemal 300 milionów egzemplarzy) – The Beatles. I dziś pamięć o nich jest nieodłączną częścią Liverpoolu. Już nawet low costowe lotnisko, na którym wylądowaliśmy, nosi imię Johna Lennona, a przed terminalem znajduje się pełnowymiarowa żółta łódź podwodna. To nie jedyna atrapa łodzi w mieście. Fani zespołu odnajdą także cytat z „Imagine” w hali odlotów – Above us only sky (acz to już solowa kariera Lennona).

Żółta łódź podwodna przed lotniskiem im. Johna Lennona w Liverpoolu
Żółta łódź podwodna przed lotniskiem im. Johna Lennona w Liverpoolu

Każdy z członków The Beatles – lub Fab Four jak nazywano zespół – urodził się w Liverpoolu i do dziś można zobaczyć ich rodzinne domy. Dla każdego beatlemaniaka to dobre miejsce na rozpoczęcie wędrówki śladami grupy. W mieście natknąć można się na wiele znaków nieprzemijającej popularności The Beatles.

The Cavern Club i Matthew Street

Ważnym punktem w Liverpoolu z pewnością będzie Mathew Street. Najbardziej beatlesowa uliczka w mieście, która jest mekką dla fanów Beatlesów i brytyjskiej muzyki popularnej w ogóle. Tutaj mieści się słynny klub muzyczny The Cavern (w oryginale pod adresem Mathew Street 10), w którym The Beatles dawali swoje pierwsze koncerty, jeszcze w pięcioosobowym składzie: Paul McCartney, John Lennon, George Harrison, Pete Best (perkusja, później zastąpił go Ringo Starr) i przelotnie Stuart Sutcliffe (gitara basowa). W The Cavern grupę zauważył Brian Epstein, który stał się „piątym Beatlesem”, czyli słynnym menedżerem, któremu Fab Four zawdzięczają swój sukces.

The Cavern Club
The Cavern Club

W The Cavern Beatlesi wystąpili po raz pierwszy w 1957 (jeszcze pod poprzednią nazwą), zaś po raz ostatni w 1963 roku, nabijając na licznik niemal 300 występów. Tutaj powstał ich styl muzyczny oraz wizerunek sceniczny, więc tytułowanie klubu jako miejsce narodzenia The Beatles jest jak najbardziej uzasadnione. Jako ciekawostkę można podać fakt, że w latach 50. w klubie zakazywano grania rock’n’roll – był to klub jazzowy. Jak więc dostali się tam The Beatles, znani jeszcze jako The Quarrymen? W The Cavern dopuszczano muzykę skiffie, czyli mieszankę jazzu, bluesa i folk, graną często na improwizowanych instrumentach. Pod nazwą The Beatles i z właściwym dla nich repertuarem weszli do The Cavern w 1961 roku, dokładniej 9 lutego, po powrocie z kontraktu w Hamburgu (właściwie po zerwaniu kontraktu i deportacji z Niemiec za niepoprawne zachowanie). W 1963 roku, pół roku po ostatnim występie w The Cavern, Beatlesi ruszyli na trasę po Stanach Zjednoczonych, zapoczątkowując trwającą do lat 80. brytyjską inwazję, czyli podbijanie zamkniętego dotąd rynku w USA brytyjskim rock’n’rollem.

Matthew Street w Liverpoolu
Matthew Street w Liverpoolu

Dalsze losy The Cavern

The Cavern działał jeszcze do 1973 roku, gdy musiał opuścić dotychczasowe miejsce z powodu planu utworzenia stacji kolei miejskiej Merseyrail. Budynek, w którego piwnicy mieścił się lokal, miał być wyburzony na potrzebę utworzenia wentylacji. Klub otworzył się nieopodal (z kolei nic nie wyszło, za to powstał parking wielopoziomowy), ale wkrótce popadł w kłopoty finansowe i znów się zamknął aż do 1984 roku. Od tamtego czasu działa w obecnej lokalizacji, właściwie kilka kroków od oryginalnej. Wprawdzie były plany otworzenia lokalu w oryginalnym miejscu, jednak stwierdzono zbyt mocne naruszenie łuków w piwnicy, by móc bezpiecznie tam działać. Wobec tego rozebrano tak wiele oryginalnych cegieł, jak się dało i oprócz sprzedaży części na charytatywnej aukcji (dochód przeznaczono na sierociniec Strawberry Field, dziś nieistniejący), użyto ich do nowego klubu. Jego wnętrza wiernie odtwarzają pierwotny wystrój.

Jeśli wierzyć klubowej legendzie, dotąd wystąpiło w The Cavern 801 zespołów, a duża ich część została upamiętniona na cegłach budujących fasadę klubu. Przed wejściem jest także figura Johna Lennona z brązu. Wstęp do The Cavern jest płatny 5 funtów, muzyka jest grana na żywo codziennie od południa, jednak w weekendy po południu trudno się dostać do środka, co jest poniekąd zrozumiałe.

Liverpool Beatles Museum

Na Mathew Street mieści się także Liverpool Beatles Museum. Wystawiono w nim przede wszystkim pamiątki związane z zespołem, takie jak instrumenty muzyczne, rekwizyty, meble i tym podobne. Muzeum mieści się w pięciokondygnacyjnym zabytkowym budynku magazynowym. Zostało otworzone w 2018 roku z inicjatywy przyrodniego brata Pete’a Besta, pierwszego perkusisty zespołu.

Liverpool Beatles Museum
Liverpool Beatles Museum

The Beatles Story

Drugim muzeum poświęconym tej grupie jest The Beatles Story, które mieści się w Royal Albert Dock. Zostało założone w 1990 roku, jego właścicielem jest lokalny przewoźnik Mersey Ferries. Trasa zwiedzania przedstawia historię zespołu od samego początku po solową karierę ex-Beatlesów po rozpadzie zespołu w 1970 roku. The Beatles Story jest szczególnie ciekawe nie tylko dla fanów zespołu, ale także jako dobry przykład nowoczesnej przestrzeni muzealnej. Znajdują się tutaj nie tylko umieszczone w gablotach eksponaty, ale także odtworzone wnętrza powiązane z The Beatles, jak choćby The Cavern, Abbey Road Studio, wnętrze żółtej łodzi podwodnej czy biały pokój Lennona. Innymi ciekawymi ekspozycjami jest także bus znany z Magical Mystery Tour, czy okładka płyty Sgt. Pepper’s Lonely Heart Club Band w formie pełnowymiarowej dioramy.

The Beatles Story
The Beatles Story

Do The Beatles Story warto ustawić się wcześniej lub kupić bilet przez Internet ze względu na kolejki przed tym popularnym muzeum. W cenie jest audioguide także z polskojęzycznymi nagraniami. Po zakończonym zwiedzaniu można odpocząć w muzealnej kawiarni i oczywiście kupić mnóstwo pamiątek z Fab Four. My weszliśmy bez wcześniejszej rezerwacji, ale pojawiliśmy się tuż przed otwarciem. Doskonałym uzupełnieniem The Beatles Story jest wycieczka busem Magical Mystery Tour. Przez dwie godziny jesteśmy obwożeniu po tych miejscach w Liverpoolu, które najmocniej związane są z historią zespołu i jego poszczególnych członków. Wejście do klubu Cavern jest wliczone w cenę. Ze względu na popularność tej atrakcji, lepiej kupić bilet z wyprzedzeniem. Pytaniem otwartym jest co wybrać, Beatles Story czy Beatles Museum? Zwiedzaliśmy tylko to pierwsze. Podobno Story bardziej skupia się na fenomenie, a Museum na początkach zespołu.

The Beatles Story
The Beatles Story

Beatlesi i filmy

Warto tu wspomnieć o filmach związanych z Beatlesami. Były to „Noc po ciężkim dniu” (A hard day’s Wight, 1964, wyświetlany u nas także pod tytułem „The Beatles”), „Na pomoc” (Help!, 1965), „Magical Mystery Tour” (1967) i „Żółta łódź podwodna” (Yellow Submarine, 1968). Wszystkie łączą fikcyjną opowieść z muzyką zespołu, czasem bardziej sprawiają wrażenie rozbudowanych fabularnie teledysków. Niemniej jednak cieszyły się sporą popularnością, nie tylko wśród fanów zespołu. No i część zdjęć kręcono w Liverpoolu (ale nie tylko, Londyn był bardziej eksponowany).

The Beatles Story
The Beatles Story

Pomnik Beatlesów

W 2015 roku, czyli stosunkowo niedawno, na odnowionym wybrzeżu Pier Head w Liverpoolu odsłonięto brązowy pomnik członków zespołu The Beatles. Monument (The Beatles Statue), nieco nadnaturalnych rozmiarów, z miejsca stał się atrakcją. Dla fanów The Beatles znajdzie się w Liverpoolu z pewnością jeszcze więcej ciekawych miejsc. Dla nas była to istotna część krótkiego wypadu do tego miasta, jednak nie poświęciliśmy The Beatles całego czasu.

Pomnik Beatlesów
Pomnik Beatlesów

Liverpool: Albert Dock

Sercem dzisiejszego Liverpoolu są doki, tak zwane Liverpool Maritime Mercantile City. Od 2004 zostało ono wpisane na listę UNESCO. Składa się z sześciu lokacji: Albert Dock, Pier Head, Stanley Dock Conservation Area, oraz części starego miasta: Ropewalks, Commercial Quarter i Cultural Quarter.

Royal Albert Dock
Royal Albert Dock

Warto zwrócić uwagę na Albert Dock, a właściwie obecnie Royal Albert Docks (nazwa obowiązuje od 2018 roku). Doki te zbudowano u brzegu rzeki Mersey i oddano do użytku w 1846. Na otwarciu był obecny książę Albert. Była to wówczas bardzo nowoczesna budowla i pierwszy budynek w Anglii, który zbudowano z żelaza, cegieł i kamienia, bez użycia drewna. Doki i magazyny tuż obok, pozwalające na szybki przeładunek, były wówczas nowatorskim pomysłem. Dwa lata później wprowadzono kolejną rewolucję, czyli dźwigi. Przyczyniły się do rozwoju transportu morskiego, ale już 50 lat później nie były wystarczające i ich rolę przejęły nowe, większe doki.

Wejście do Albert Dock
Wejście do Albert Dock

Później nie było wiadomo, co właściwie zrobić z tymi przestarzałymi dokami. Wykorzystała je marynarka wojenna podczas II wojny światowej. Późniejsze plany modernizacji nie doszły do skutku, w 1972 zamknięto doki. W 1981 zaczęto interesować się nimi na nowo, z myślą  przyciągnięcia inwestorów i rewitalizacji tego miejsca. Otwarto je na nowo w 1984 roku, już bardziej jako obiekt kulturalny, choć muzeum Tate otwarto dopiero w 1988. Dziś znajduje się tu także diabelski młyn – Wheel of Liverpool.

Wheel Of Liverpool
Wheel Of Liverpool

Muzeum morskie

Dziś Albert Dock to przede wszystkim muzea, tereny spacerowe i knajpy. W suchych dokach stoi kilka historycznych okrętów. Tu znajduje się muzeum sztuki Tate Liverpool (zarządzane wspólnie z londyńskim), wspomniane już The Beatles Story oraz muzeum morskie (Merseyside Maritime Museum) i muzeum niewolnictwa (International Slavery Museum). Państwowe muzea są w Wielkiej Brytanii darmowe, prywatne wymagają biletów. Zachowała się też stara brama do doków.

Wystawa w Maritime Museum
Wystawa w Maritime Museum

Muzeum niewolnictwa i muzeum morskie mieszczą się w tym samym budynku. Można je zwiedzać razem i są bezpłatne (należą do państwa). Muzeum morskie ma jedno piętro poświęcone w dużej mierze „Titanicowi”, który formalnie należał do firmy z Liverpoolu (White Star Line), choć wybudowano go w Belfaście. Jest więc „Titanic”, jest „Lusitania”, trochę o marynarce wojennej i współczesnej. Nawet jak się porówna to z muzeami w Portsmouth czy Amsterdamie, to liverpoolskie jest bardzo ciekawe. Między innymi dlatego, że dużo miejsca poświęcono transatlantykom i temu, co faktycznie wyróżniało port w Liverpoolu. Ilość i dobór prezentowanych materiałów również robi wrażenie. Całość jest oczywiście po angielsku.

Ratusz w Liverpoolu
Ratusz w Liverpoolu

Muzeum niewolnictwa

Muzeum niewolnictwa jest niestety bardzo polityczne i poprawne według aktualnych trendów. Nie próbuje ukazać zjawiska, nawet nie wspomina o starożytnym niewolnictwie (a to przecież z czasów Wikingów i Rzymian pochodzi angielskie słowo niewolnik – od słowa Słowianin). Wszystko ogranicza się do niewolnictwa czarnoskórych, a to i tak jedynie do tego, by wskazać, że mieli swoją kulturę i cierpieli. Do tego dochodzi przede wszystkim współczesne postrzeganie ograniczone do zachodniego widzenia (choćby włączanie wystawy o ruchu Black Lives Matter). Próbuje grać na emocjach, ale robi to słabo, zaś jeśli chodzi o wiedzę na temat zjawiska, jest bardzo powierzchowne i w wielu miejscach są przemilczenia, co niestety ociera się wręcz o żenadę. Temat cierpienia jest skomplikowany, można iść w emocje, jak to ma miejsce w Yad Vashem w Jerozolimie przy okazji Holokaustu, ale tam mamy do czynienia z mistrzostwem, tu czymś wymuszonym. Rzetelności i wiedzy także tu próżno szukać. Muzeum niewolnictwa na Zanzibarze postawiło bardzo wysoko poprzeczkę w tym temacie, pomogło zrozumieć jak widziano wówczas niewolnictwo, jak to działało, pokazując różne odcienie. Przede wszystkim robiło kolosalne wrażenie i dawało sporo do myślenia. To w Liverpoolu bardziej wygląda na pokutę i kajanie się, przy jednoczesnym pominięciu istotnej roli miasta w handlu ludźmi. Szkoda czasu.

Wystawa w International Slavery Museum
Wystawa w International Slavery Museum

Liverpool: Pier Head

Na północ od królewskich doków znajduje się Pier Head. To znów przystań przy rzece Mersey (tu też jest wspomniany pomnik Beatlesów), ale najbardziej charakterystycznym punktem są trzy budynki, tak zwane The Three Graces, czyli Trzy Gracje. Są to Royal Liver Building (1908 – 1911), Cunard Building (1914 – 1916, należy do zarządu Cunard Line) i Port of Liverpool Building (1903 – 1907).  Najbardziej charakterystyczny zarazem największy jest ten pierwszy i Ma dwie wieże zegarowe, na których znajdują się figury ptaków Liver (Liver bird). To mityczne stworzenia, które trochę przypominają kormorany, są też symbolem miasta. Na przystani znajduje się także muzeum miasta Liverpool oraz pomnik upamiętniający oficerów „Titanica”. Budynek Cunard pojawia się w serialu Netflixa „The Crown”.

Royal Liver Building, Liverpool
Royal Liver Building, Liverpool

Liverpool: Stanley Docks

Doki i dawne stocznie ciągną się w Liverpoolu dość daleko i dzielą na wiele mniejszych. Na północy, trochę dalej od centrum, znajdują się Stanley Docks. Otworzono je w 1848 roku, projekt bazował w dużej mierze na rozwiązaniach z Albert Docks. Znajdowały się tu też spore magazyny. Sama przystań nie jest ulokowana tuż przy brzegu rzeki Mersey, a bardziej w głąb lądu. Gorzej jest z ich obecnym wykorzystaniem, w dużej części to wciąż porzucony teren, który wymaga inwestycji. W samym centrum Stanley Dock znajduje się hotel Titanic, który oczywiście nawiązuje do liniowca. Jest tam restauracja i właściwie tyle. Stanley Docks pojawia się w filmie „Captain America: Pierwsze starcie” (2011) Joe Johnstona ze świata MCU, scenę z filmu dość łatwo odnaleźć z hotelowej restauracji. Trudniej odnaleźć kadry z innego filmu – „Sherlock Holmes” (2009) Guya Ritchiego, tu doki grają okolice rzeźni.

Stanley Docks
Stanley Docks
„Captain America: Pierwsze starcie” i Stanley Dock w Liverpoolu
„Captain America: Pierwsze starcie” i Stanley Dock w Liverpoolu

Katedra anglikańska

Jedną z nowszych atrakcji Liverpoolu jest katedra anglikańska (Liverpool Cathedral). Zaczęto ją budować dopiero w 1904 roku, oddano do użytku w 1924, ale wieżę ukończono dopiero w roku 1978. Oryginalny projekt zmieniał się w czasie budowy, główny styl to neogotyk. Projekt stworzył sir Giles Gilbert Scott, którego budynki można znaleźć też w Cambridge czy Oxfordzie. Jemu też przypisuje się projekt charakterystycznej, czerwonej budki telefonicznej. Wracając jednak do świątyni, początkowo była ona bardziej inspirowana bazyliką św. Piotra w Watykanie, ale z czasem „zmniejszono rozmach”. Ostatecznie katedra ma powierzchnię ponad 9 tys. metrów kwadratowych. To największa świątynia w Wielkiej Brytanii i ósmy największy kościół na świecie. Wieża liczy 100.8 metrów wysokości, więc ustępuje tej z katedry w Salisbury. Zwiedzanie katedry jest darmowe, dozwolone oczywiście poza godzinami nabożeństw. Dodatkowo płatne jest tylko wejście na wieżę, która jest punktem widokowym. Warto zwrócić uwagę, że wewnątrz świątyni działa kawiarnia i restauracja.

Wnętrza katedry w Liverpoolu
Wnętrza katedry w Liverpoolu

Katedra katolicka

Również katedra katolicka jest stosunkowo nowa. Archikatedra Chrystusa Króla (Liverpool Metropolitan Cathedral of Christ the King) powstała w latach 1962 – 1967, choć był to wówczas kolejny, zmodernizowany projekt. Pierwotny wykonywano w latach 30. XX wieku, ukończono wówczas krypty. Nowy to budowla postmodernistyczna, ale też zaprojektowana w duchu Soboru Watykańskiego II. Tak więc trochę przypomina ona choćby katedrę w Brasilii. Katedrę można zwiedzać, ale poza nabożeństwami.

Archikatedra Chrystusa Króla (Liverpool)
Archikatedra Chrystusa Króla (Liverpool)

Kościół św. Łukasza

Pewną ciekawostką jest kościół św. Łukasza (St Luke’s Church lub bombed-out church). Budowla powstawała w latach 1811 – 1832, ale ucierpiała podczas intensywnych niemieckich bombardowań Liverpoolu w 1941 roku. Pozostały po nim właściwie jedynie mury, bez dachu. Uznano, że nie będzie odbudowy tego kościoła, stał się on pamiątką zniszczeń z czasów bombardowań (ucierpiało wówczas zdecydowanie więcej budynków). Dziś pełni bardziej rolę kulturalną. Można go obejrzeć z zewnątrz, ale także wejść do środka (za opłatą). Tam znajduje się kilka wystaw o lokalnych zwierzętach, jednak przede wszystkim robi on wrażenie z powodu ruiny, jaka się ostała. Jest wpisany na listę dziedzictwa brytyjskiego.

Kościół św. Łukasza (zbombardowany)
Kościół św. Łukasza (zbombardowany)

Kościół żeglarzy

Kilka świątyń jest także przy Princess Rd, choćby synagoga, a także prawosławny kościół św. Mikołaja. Przy dokach znajduje się anglikański kościół Naszej Pani i św. Mikołaja, który jest dobrym przykładem trochę starszej architektury sakralnej. Faktem jest, że obecna budowla powstała dopiero w 1952 roku, poprzedni kościół został zniszczony w czasie wojny. Niemniej jednak starano się zachować klasyczny styl, choć projekt uwzględniał mnóstwo zmian i nowych założeń. Wieża przetrwała wojnę, pochodzi z 1811 roku. Przez 55 lat kościół był najwyższym budynkiem w mieście. Nazywa się go czasem kościołem żeglarzy.

Katedra z zewnątrz
Katedra z zewnątrz

Centrum Liverpoolu

W centrum znajduje się kilka budynków, na które warto zwrócić uwagę. Choćby centrum sztuki Bluecoat (w Ropewalks). Zbudowane w stylu królowej Anny, dziś przede wszystkim przyciąga imprezami kulturalnymi, to muzeum sztuki. Główne arterie centrum to Water Street, Castle Street oraz Dale Street.

Walker Art Gallery, Liverpool
Walker Art Gallery, Liverpool

W ramach Cultural Quarter zlokalizowanych jest kilka galerii i muzeów, takich  jak World Museum, Walker Art Gallery, ale też County Sessions House, biblioteka Central Library, czy teatr Liverpool Empire Theatre. Trochę dalej jest dworzec i Victoria Gallery & Museum. Jednak najważniejszy i najbardziej monumentalny z nich to St. George’s Hall. Ten neoklasyczny budynek otworzono do użytku w 1854 roku, znajduje się tu sąd, kawiarnia i sala koncertowa. Nie zawsze jednak można wejść do środka. Historyk architektury, Nikolas Pevsner określił go mianem jednego z najlepszych przykładów architektury neo-greckiej. To także kolejny budynek w Liverpoolu z listy brytyjskiego dziedzictwa narodowego. Powstawał tu między innymi „Batman” (2022) Matta Reevesa (gra wejście do ratusza w Gotham), „W imię ojca” (1993) Jima Sheridiana, ale też „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” (2016) Davida Yatesa, „Tolkien” (2019) Dome’a Karukoskiego czy „Brudna gra” (2019) Gavina Hooda.

St. George’s Hall, Liverpool
St. George’s Hall, Liverpool
„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, to St. George Hall w Liverpoolu udaje ratusz w Nowym Jorku
„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, to St. George Hall w Liverpoolu udaje ratusz w Nowym Jorku

Ratusz

Ratusz Liverpoolu (Liverpool Town Hall) powstał w 1754 roku, choć oczywiście przebudowano go (w 1802). Uchodzi za jeden z najlepszych przykładów architektury ratuszowej XVIII wiecznej Anglii, tym samym jest też wpisany na listę zabytków. Oczywiście nie jest to pierwszy ratusz miasta. Przed nim znajduje się pomnik admirała Nelsona. Niestety w weekend raczej nie dało się wejść do środka, była tam jakaś zamknięta impreza. Nagrywano tu „Rydwany ognia” (1981) Hugh Hudsona (wnętrza i taniec książęcy), „Polowanie na Czerwony Październik” (1990) Johna McTiermana i „Jack Ryan: Teoria chaosu” (2014) Kennetha Branagh (w obu filmach z Ryanem okolice udawały Moskwę). Wnętrza zaś widać choćby w „Tolkienie”. W pobliżu ratusza znajduje się też budynek Oriel Chambers. Zbudowany w 1864 roku, zaprojektowany przez Petera Ellisa, był pierwszym na świecie biurowcem łączącym metal i szkło w fasadzie. Inspirowało to późniejsze drapacze chmur, aż do dziś.

Zbombardowany kościół św. Łukasza
Zbombardowany kościół św. Łukasza

Liverpool: Chinatown

Charakterystycznym fragmentem Liverpoolu jest Chinatown. To właśnie w tym mieście znajduje się najstarsza chińska wspólnota mniejszościowa w Anglii. Wchodzi się tu przez bramę stylizowaną na chińską, która miała upamiętniać połączenie morskie z Szanghajem. Jest to największa chińska brama poza Chinami. Widać też jak skomponowały się chińskie wpływy z brytyjską architekturą. Jest tu kilka restauracji z kuchnią azjatycką. Dziś bardziej to ciekawostka dla turystów.

Wejście do Chinatown
Wejście do Chinatown

Tunele Williamsona

Szczególnym miejscem, jeśli chodzi o Liverpool, są tunele Williamsona. To dość unikalne miejsce, natomiast nie chodzi tutaj wcale o wygląd, a raczej historię. Williamson był ekscentrycznym przedsiębiorcą, który zatrudniał ludzi, by budowali tunele. Nie wiadomo po co, nie było żadnego planu, dokumentacji, ani dzienników. Kopali, umacniali je cegłami, a jak skończyli, to kopali kolejny obok lub poniżej, albo jeszcze niżej. Niektórzy przypuszczają, że w ten sposób Williamson dawał pracę bezrobotnym byłym żołnierzom. Inni, że było to raczej nietypowe hobby. Po jego śmierci tunele nie były nikomu potrzebne, więc stały się naturalnym zsypem. Dziś grupa zapaleńców zajmuje się po pierwsze odnalezieniem ich, po drugie udostępnieniem dla zwiedzających. Można zobaczyć niewielki kawałek i posłuchać historii, przede wszystkim Josepha Williamsona, zwanego też królem wzgórza Edge.

Tunele Williamsona
Tunele Williamsona

Wejście jest płatne i z przewodnikiem. W teorii wycieczki zaczynają się co pół godziny, zazwyczaj jednak nie ma tylu chętnych i zainteresowania, więc jak ktoś przyjdzie, to zaczyna się wycieczka. Same tunele powstały w latach 10. – 40. XIX wieku. W tunelach są poukrywane zabawkowe krety, które mogą wypatrywać dzieci. Joseph Williamson był ze względu na zamiłowanie do kopania nazywany kretem właśnie. Natomiast mają one też serialową historię. Choć nie kręcono tu zdjęć, to jednak tunele pojawiają się w serialu „Doctor Who“. Według fabuły serialu powstały po to, by móc przetrwać apokalipsę.

Royal Liver Building
Royal Liver Building

Liverpool: Tereny rekreacyjne

Warto dodać, że nie są to jedyne tunele w mieście. Mając więcej czasu można wybrać się na wycieczkę Mersey Tunnels Tours, bardziej techniczną, mniej ekstrawagancką. Natomiast tunele samochodowe pod rzeką Mersey pojawiły się w filmie. Dokładnie Queensway Tunnel w „Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część 1” (2010) Davida Yatesa. Z kolei Birkenhead Tunnel pojawił się w „Szybcy i wściekli 6” (2013) Justina Lina.

Biblioteka Centralna w Liverpoolu
Biblioteka Centralna w Liverpoolu

W samym centrum brakuje terenów zielonych. Znajdują się one na obrzeżach. Mając więcej czasu można zobaczyć Sudley House, czyli wiktoriański dom-muzeum. Dzieci powinny być zadowolone z centrum Yellow Sub. Fani piłki nożnej kojarzą miasto z klubu Liverpool F.C. i stadion – Anfield Stadium. Miasto słynie także ze swoich murali, można ich szukać w Baltic Triangle (dzielnica przemysłowa), ale nie tylko. No i przede wszystkim jest sporo różnych nawiązań do The Bealtes. Warto też wspomnieć o wieży radiowej – Radio Tower, która znajduje się w samym centrum i jest dobrym punktem widokowym na miasto.

Victoria Gallery & Museum, Liverpool
Victoria Gallery & Museum

Inne filmy nagrywane w Liverpoolu

O filmach już wspominaliśmy przy charakterystycznych miejscach, ale to nie wszystkie lokacje Liverpoolu. W filmie „Boska Florence” (2016) Stephena Fearsa Liverpool udaje miasto Florence Foster Jenkins, czyli Nowy Jork. Wiele miejsc zagrało w serialu „Peaky Blinders”, także wymienionych wcześniej jak – Stanley Docks. Inne miejsce to Toxteth,  ulica Faulker. Udawała ona także Londyn w serialu „Detektyw Foyle”. W Liverpoolu kręcono też kilka odcinków serialu „Miasto równoległe”. Kilka miejsc związanych z Beatlesami – jak Penny Lane i miejsce po Strawberry Fields – pojawia się w filmie „Yesterday” (2019) Danny’ego Boyle’a. Liverpool można też zobaczyć w „Creed: Narodziny legendy” (2015) Ryana Cooglera.

Liverpool to sporo knajpek i życia nocnego
Liverpool to sporo knajpek i życia nocnego

Liverpool – dojazd z lotniska i zwiedzanie

Lotnisko Liverpool (wspomniane już zresztą) obsługuje lowcosty, z Polski można tu dolecieć Wizzairem czy Ryanairem. Jest ono dość dobrze skomunikowane autobusami z centrum miasta, poza dedykowanym lotniskowym busem, wiele linii dojeżdża w okolice centrum handlowego Liverpool One. Bez problemu można też połączyć Liverpool z Manchesterem i skorzystać z tamtego lotniska. Wyjazd weekendowy jest dość dobrym rozwiązaniem, powinien wystarczyć, by obejść centrum miasta i zobaczyć część muzeów.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak brytyjski
Liverpool?
Szlak filmowy
Liverpool

Berlin: filmy, imprezy, atrakcje i zwiedzanie stolicy Niemiec

Jedni uwielbiają Berlin, inni są nim trochę zawiedzeni. Ma renomę jednej z najważniejszych metropolii Europy, ale porównując go z Rzymem, Paryżem czy Londynem jednak od nich zauważalnie odstaje. Uchodzi za miasto świetne do życia, gorsze do zwiedzania. Jest inny, ma swoje zalety, a także wpisał się w historię kultury i filmu. To jedno z tych miejsc, gdzie byli James Bond, Jason Bourne, ale nawet superbohaterowie.

Berlin z poziomu Szprewy
Berlin z poziomu Szprewy

Historia Berlina

Najstarsze ślady osadnictwa sięgają epoki brązu. Plemiona germańskie przebywały tutaj już w XIII – XII wieku przed naszą erą. Natomiast samo miasto, jak wskazuje nawet nazwa, ma słowiańskie korzenie. Słowianie zamieszkiwali te ziemie już w czasach Karola Wielkiego. Sprewianie w IX wieku naszej ery założyli gród Kopanica (dziś to dzielnica Berlina), zaś księstwo Kopanickie istniało jeszcze do XII wieku (nawet było lennem polskim przez jakiś czas). W drugiej połowie XII wieku ziemie tę zajęła Marchia Brandenburska. To czas, w którym rozwijało się podwójne osiedle Berlin-Cölln. A ponieważ przebiegała przez nie trasa łącząca Szczecin aż z Rzymem, szybko się rozrastało. Pierwsze faktyczne wzmianki o Berlinie pochodzą z 1237 roku. Kilka lat później powstawał też Berlin po prawej stronie Sprewy, w 1307 roku dla całej osady zbudowano ratusz. To okres, w którym doszło do integracji miasta.

Urząd Prezydenta Federalnego (Bundespräsidialamt Berlin)
Urząd Prezydenta Federalnego (Bundespräsidialamt Berlin)

W latach 1373 – 1415 Berlin należał do Królestwa Czech (jak cała Marchia Brandenburska), w tym czasie miasto strawił pożar. Rozwój Berlina zaczął się w 1417 roku, gdy właśnie tutaj przeniesiono stolicę marchii z Brandenburga.Wówczas Berlin stał się siedzibą margrabiów i elektorów brandenburskich, ale sumie nadal pozostawał niewielkim ośrodkiem miejskim. Owszem, wzniesiono tu zamek i fortecę, rozbudowano przedmieścia. W 1688 do Berlina przyłączono pięć sąsiadujących miast, miasto liczył sobie 56 tysięcy mieszkańców. Zaś w 1701 roku został stolicą Królestwa Prus i wówczas rozpoczął się intensywny rozwój miasta. W 1800 było to drugie (po Wiedniu) największe miasto niemieckojęzyczne, to była zmiana bowiem wcześniej miasto było bardziej wielokulturowe. Jeszcze w XVIII wieku sami Francuzi stanowili jakieś 30% mieszkańców, sporo też było Polaków i Czechów. Od 1871 był stolicą cesarstwa, czyli zjednoczonych Niemiec.

Katedra Niemiecka
Katedra Niemiecka

Berlin miał być przebudowany, zgodnie z wielkim planem Alberta Speera, gdy naziści doszli do władzy. Miał być stolicą świata. Udało im się zorganizować tu Igrzyska Olimpijskie (1936). Po wojnie został podzielony na strefy okupacyjne i w efekcie przez kilkadziesiąt lat istniał Berlin Wschodni (socjalistyczny) i zachodni Berlin, a pomiędzy nimi stanął mur. Został zniszczony w większości w 1989, gdy doszło do ponownego zjednoczenia Niemiec, od 1991 jest ponownie stolicą (wcześniej był stolicą Niemiec Wschodnich)

Czerwony Ratusz, Berlin
Czerwony Ratusz, Berlin

Mur Berliński

Mur Berliński (Berliner Mauer) był następstwem podziału Berlina i zimnej wojny. Choć początkowo miasto miało być strefą zdemilitaryzowaną, szybko zostało dołączone do RFN i NRD. W tym drugim przypadku stał się nawet stolicą, wbrew wcześniejszym ustaleniom. Stosunki między Zachodem a Wschodem układały się coraz gorzej, miasto podzielono początkowo drutem kolczastym i zasiekami i pilnowano przejść, które można było przekroczyć mając specjalne zezwolenie. I tak wiele osób próbowało przejść nielegalnie, co stanowiło coraz większy problem. Dlatego w 1961 roku NRD zbudowało mur. Oczywiście wiele osób próbowało go przekroczyć, by dostać się na zachód. Strażnicy byli bezlitośni. Oficjalnie mówi się o 136 osobach, które zginęły, ale prawdziwa lista zapewne jest dłuższa. W Berlinie znajdują się pomniki upamiętniające te ofiary.

Checkpoint Charlie, Berlin
Checkpoint Charlie

Dziś Muru już nie ma, ale pozostały po nim pewne fragmenty. Choćby jedno z przejść granicznych, tak zwane Checkpoint Charlie (punkt graniczny „C”), zwany po stronie wschodniej Zimmerstraße, od ulicy przy której się znajdował. Był on dość charakterystycznym punktem podzielonego Berlina, więc wszystkie zagraniczne delegacje się tu udawały jak do atrakcji. Podobno od strony zachodniej kontrole były minimalne, od wschodniej bardzo drobiazgowe. Amerykanie wynieśli się stąd w 1991 roku. Samo przejście graniczne zdemontowano w 1990, a budki przeniesiono do muzeum. Checkpoint Charlie w pewien ostał się w dzisiejszym Berlinie bardziej jako pamiątka. Budki odtworzono, choć ich lokalizacja jest trochę przesunięta względem oryginału. Obok znajduje się muzeum Muru Berlińskiego, na ulicy zaś namalowano miejsca, gdzie ten mur stał. Dziś samo przejście graniczne jest jedną z darmowych atrakcji Berlina.

Backfactory Cafe, miejsce gdzie pamięta się o Jamesie Bondzie
Backfactory Cafe, miejsce gdzie pamięta się o Jamesie Bondzie

Oryginalne przejście graniczne pojawiło się w filmie „Ośmiorniczka” (1983) Johna Glenna z bondowskiego cyklu. 007 oczywiście przekracza tu granicę, w dość krótkiej scenie, mającej raczej uwiarygodnić Berlin. Dziś fani Jamesa Bonda mogą wejść do pobliskiej „Backfactory Cafe”, gdzie znajdują się archiwalne zdjęcia z dawnego Berlina, w tym także z czasu kręcenia filmu. Przypomina to wioskę Pagi na Korfu, gdzie także lokalny bar do dziś wspomina kręcenie przygód Bonda.

„Ośmiorniczka” i Checkpoint Charlie, czyli James Bond i Berlin
„Ośmiorniczka” i Checkpoint Charlie, czyli James Bond i Berlin

Same fragmenty muru berlińskiego można zobaczyć w kilku częściach miasta. Jedną z nich jest East Side Gallery, gdzie pozostałości muru posłużyły artystom tworzącym graffiti, jedne są bardziej artystyczne inne bardziej polityczne. Dziś to otwarte muzeum.

East Side Gallery to fragment muru i wolność twórcza
East Side Gallery to fragment muru i wolność twórcza

Brama Brandenburska

Jednym z symboli Berlina jest Brama Brandenburska (Brandenburger Tor). Powstała w latach 1788 – 1791, choć charakterystyczna kwadryga została dodana dwa lata później. Ma 26 metry wysokości, 65,5  szerokości i 11 metrów głębokości. Piaskowiec na jej budowę przewieziono między innymi z okolic Lwówka Śląskiego. Projektując ją inspirowano się ateńską propyleią z akropolu. Twórcą rzeźb (kwadrygi) jest Johann Gottfried Schadow. Warto wspomnieć, że pierwsza Brama Brandenburska została wzniesiona w Poczdamie, ale ta berlińska jest zdecydowanie większa i bardziej znana. Dziś to symbol Berlina, który przyciąga mnóstwo ludzi i chyba jest najczęściej fotografowanym miejscem w mieście. W okolicy bramy kręcono „Spider-Man: Homecoming” (2017) Jona Wattsa. Akcja filmu kończy się w Berlinie, sceny na lokacji dograno w ramach dokrętek. Brama jest widoczna także w filmie „Tożsamość” (2011) Jaume’ego Collet-Serry.

Brama Brandenburska to jeden z symboli Berlina
Brama Brandenburska to jeden z symboli Berlina

Berlin: Ulica Unter den Linden

Po wschodniej stronie bramy zlokalizowany jest Pariser Platz, czyli plac Paryski, upamiętniający zdobycie Paryża w 1814 roku. Dziś znajdują się tu ambasady i Akademia Sztuk Pięknych. Rozpoczyna się tu także aleja Unter den Linden, która uchodzi za najbardziej reprezentacyjny deptak Berlina. Nazwa ale znaczy tyle, co Pod lipami, kiedyś faktycznie porastały one aleję (posadzono je w XVII wieku), dziś pozostały nieliczne w zachodniej części. Znajduje się przy niej wiele ważnych dla Niemiec budynków, jak choćby Uniwersytet Humboldtów, czy Niemieckie Muzeum Historyczne, biblioteki, ale też Nowy Odwach, czyli swoisty pomnik ofiar wojny i tyranii. Unter den Linden pojawiła się w filmie „Biegnij Lola, biegnij” (1998) Toma Tykwera. Z filmów berlińskich ten chyba wykorzystuje miasto najlepiej. Wracając jednak do Unter den Linden, warto też zajrzeć do krzyżujących się ulic. Friedrichstraße to przykład nowoczesnej ulicy handlowej, ze sklepikami. Jest to obecnie  ścisłe centrum Berlina. Ale ciągnie się aż do Mostu Zamkowego – Schloßbrücke, za którym znajduje się wyspa muzeów.

Szprewa i katedra Berlińska w tle
Szprewa i katedra Berlińska w tle

Berlin: Reichstag

Jednym z bardziej charakterystycznych budynków współczesnego Berlina jest Gmach parlamentu Rzeszy (Reichstagsgebäude, skrótowo Reichstag). Autorem projektu tego budynku był Paul Wallot. Zbudowano go w latach 1884 – 1894. Ucierpiał w czasie pożaru w latach 30. XX wieku, a następnie podczas wojny. Odbudowano go dopiero w latach 60. pod kierownictwem Paula Baumgartena, w dość zmodernizowanej formie. Po zjednoczeniu Niemiec, ponownie go przebudowywano, aż do 1999 roku. Prace nadzorował Norman Foster. On też jest autorem charakterystycznej szklanej kopuły. Obecnie obraduje tu Bundestag, niższa izba niemieckiego parlamentu, a także odbywają się tu sesje Zgromadzenia Narodowego. Szklana kopuła zaś stanowi jeden z nowych symboli miasta i jedną z najpopularniejszych atrakcji. Można wjechać windami na górę i przejść się wewnątrz kopuły po spiralnej pochylni.. To dobry punkt widokowy na Berlin. My zwiedzaliśmy Reichstag poza sezonem, więc dostanie się do środka nie stanowiło problemu, choć swoje trzeba było odstać. W sezonie lepiej zarezerwować wejściówkę przez internet.

Reichstag
Reichstag

Przed budynkiem niższej izby parlamentu jest plac Republiki. W okolicy są też inne budynki rządowe, w tym stosunkowo nowoczesny urząd Kanclerza Federalnego. Zaś po drugiej stronie Sprewy znajduje się plac Waszyngtona. To zdecydowanie najbardziej nowoczesna i biurowa część Berlina. Jednak nie ma tu drapaczy chmur. Berlin pod tym względem jest stosunkowo niski. Wysokościowcami w Niemczech może pochwalić się Frankfurt.

Kopuła w Reichstagu to nowy symbol miasta
Kopuła w Reichstagu to nowy symbol miasta

Berlin: Plac Poczdamski

Ale to nie znaczy, że nie ma ich w ogóle. Berlin obecnie pnie się w górę (wciąż stosunkowo powolnie) w okolicy placu Poczdamskiego (Potsdamer Platz). Sam plac to jeden z głównych punktów komunikacyjnych stolicy Niemiec. Znajduje się tu dworzec kolejowy, z którego jechało się do Poczdamu, stąd nazwa. Stoi tu kawałek muru, ale też cesarskiej sali (Kaisersaal), którą można oglądać zza szyby. Przed wojną znajdował się tu hotel Esplanade, to jedna z nielicznych rzeczy, która po nim pozostała. Przede wszystkim dziś jednak to Sony Center, dość charakterystyczny budynek, otwarty w 2000 roku. Tu także znajduje się Muzeum kina. Nagrywano tu film z cyklu MCU – „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów” (2016) Anthony’ego i Joe Russo. Fabularnie odbywała się tu konferencja ONZ w Wiedniu. Plac był też miejscem zdjęć filmu „Equilibrium” (2002) Kurta Wimmera. W filmie „The International” (2009) Toma Tykwera z kolei udaje bank w Luksemburgu.

Sony Center, Berlin
Sony Center, Berlin

Berlin: Alexanderplatz

Drugim węzłem komunikacyjnym jest Plac Aleksandra (Alexanderplatz) nazwany tak na cześć cara Rosji Aleksandra I. Berlińczycy często nazywają go zdrobniale Alex. Do XVII wieku były to pola uprawne i plac, na którym handlowano bydłem (plac wołowy). Tu także mamy dworzec kolejowy i przemiana tego miejsca wiąże się właśnie z jego budową. Po II wojnie plac, oczywiście mocno zniszczony, znalazł się we wschodnim Berlinie i dziś to dobrze widać w architekturze. W roku 1969 otworzono tu wieżę telewizyjną (Berliner Fernsehturm), która dziś jest także jednym z punktów widokowych Berlina (na wysokości 203 m). Jedną z ciekawostek i symboli miasta jest zegar światowy Urania, pokazujący 24 strefy czasowe. Na placu mieści się hotel, domy towarowe. Wciąż są plany, by zmienić oblicze tego miejsca i je bardziej unowocześnić. Plac właśnie z całą postsocjalistyczną zabudową i zgiełkiem pojawił się w filmie „Krucjata Bourne’a” (2004) Paula Greengrassa, tutaj podczas wizyty w Berlinie Bourne wykorzystał tłum, by zmylić ścigających go. Wieżę widać też w czwartym filmie pt. „Jason Bourne” (2016). Samą wieżę widać z kolei w „Biegnij Lola, biegnij”.

„Krucjata Bourne’a” i Alexanderplatz, czyli Jason Bourne i Berlin
„Krucjata Bourne’a” i Alexanderplatz, czyli Jason Bourne i Berlin

Blisko placu zlokalizowano akwarium – AquaDom (największe cylindryczne akwarium na świecie). Uwaga w grudniu 2022 pękło i nie wiadomo czy i kiedy zostanie ono odtworzone. Nie jest to jedyne akwarium w mieście, Aquarium Berlin jest jeszcze większe i jest koło ogrodu zoologicznego. Na placu jest też kościół Mariacki i fontanna Neptuna, zaś w pobliskim parku pomnik Engelsa i Marksa oraz rozpoczyna się dzielnica św. Mikołaja – Nikolaiviertel, pełna knajpek i klimatycznie zrekonstruowanych uliczek. Przy placu znajduje się także Czerwony Ratusz (Rotes Rathaus in Berlin). Zbudowany w latach 1861 – 1869, w stylu północnowłoskiego renesansu. Był siedzibą władz Wschodniego Berlina, obecnie całego Berlina. W okolicy znajduje się też stary ratusz (Altes Stadthaus), zbudowany jako uzupełnienie Czerwonego Ratusza w latach 1902 – 1911. Jego wnętrza pojawiły się w „Equilibrium”. Na placu zaczyna się też inna ważna arteria Berlina – Karl-Marx-Allee, która była główną ulicą wschodniej części miasta. Tu można zobaczyć sporo budynków z wielkiej płyty, przypominających to co znamy z innych miejsc dawnego bloku wschodniego. Część wschodnią i plac wykorzystano także w filmie „Good Bye Lenin!” (2003) Wolfganga Beckera.

Czerwony Ratusz
Czerwony Ratusz

Berlin: Tiergarten

Przy Reichstagu znajduje się największy park w centrum Berlina – Großer Tiergarten. To też najstarszy park. Tu ulokowany jest jeden z dwóch ogrodów zoologicznych stolicy Niemiec, stąd też nazwa. Przez park przebiegają też ruchliwe ulice. Tu też obecnie znajduje się jeden z charakterystycznych obiektów miasta – Siegessäule, czyli Kolumna Zwycięstwa. Obecnie, ponieważ pierwotnie stała ona na placu Królewskim, dopiero za czasów Hitlera przeniesiono ją w to miejsce. Kolumna ma 66,98 metrów wysokości. Na szczycie znajduje się figura Wiktorii. Obiekt ukończono w 1873 roku i upamiętniał tryumfy Niemiec w wojnach z Danią, Francją i Austrią. Jest także punkt widokowy. Obok znajdują się kolejne obiekty rządowe. Urząd prezydenta, czyli zamek Bellevue, a raczej neoklasyczny pałac z 1786 roku. Jedną z atrakcji parku jest ogród zoologiczny. Park pojawia się w filmie „Kabaret” (1972) Boba Fosse. Akcja tego głośnego obrazu dzieje się w stolicy Niemiec, ale niestety prawdziwej nie ma w nim zbyt wiele.

Sala koncertowa (Schauspielhaus)
Sala koncertowa (Schauspielhaus)

Dworzec Zoo w Berlinie

Filmowo (i kulturowo) nie można nie wspomnieć jednego miejsca, dworca Berlin Ogród Zoologiczny (Berlin Zoologischer Garten), lub w skrócie Dworzec Zoo albo Berlin ZOO. Powstał w 1882 obok ogrodu zoologicznego, stąd nazwa, oczywiście później był przebudowywany. Był to najważniejszy dworzec kolejowy Berlina Zachodniego (choć niewielki). W latach 70. i 80. jego okolice upodobali sobie narkomani i prostytutki. W 1978 dziennikarze Kai Hermann i Horst Rieck wydali w formie książki rozmowę z Christiane F., młodą narkomanką, która opisywała ten świat. „My, dzieci z dworca Zoo” zostało zekranizowane po raz pierwszy w 1981 roku przez Uli Edela, oczywiście wykorzystano dworzec i jego okolicę. W filmie pojawił się między innymi David Bowie, który nagrał do niego także muzykę. W 2021 Amazon nakręcił serial na podstawie tej książki.

Dworzec Berlin Zoo
Dworzec Berlin Zoo

Wyspa Muzeów

Turystów przyciąga także Wyspa Muzeów (Museuminsel). Na dość niewielkiej powierzchni znajduje się kilka z najważniejszych muzeów Berlina, w tym Muzeum Bodego (kolekcja sztuki bizantyjskiej), muzeum Pergamońskie (znajduje się tu słynny ołtarz z Pergamonu oraz brama Isztar), galerie (Galeria Narodowa, Nowe Muzeum, Stare Muzeum), ale też katedra i Forum Humboldta. Jest też mały plac Lustgarten, pełni on rolę parku, w którym ludzie siadają sobie na trawie i odpoczywają. Centrum można zwiedzać Sprewą. Pływają po niej turystyczne wycieczki. Sprewa nie jest dużą rzeką, ani specjalnie szeroką, ale pozwala rzucić okiem na miasto. Wycieczki zaczynają się właśnie w okolicy Wyspy. Przy muzeum Bodego organizowany jest targ książek i innych staroci. Ciekawa jest też architektura tego miejsca, właśnie ona, jak i rola kulturowa miejsca zostały wpisane w 1999 na listę UNESCO.

Stare Muzeum (Altes Museum), Berlin
Stare Muzeum (Altes Museum), Berlin

Forum Humboldta to zrekonstruowany pałac królewski. Stosunkowo nowa budowla, bo odbudowę ukończono dopiero w 2020 roku. Wcześniej był oficjalną rezydencją rodu Hohenzollernów od 1443 do 1918. Pałac Berliński (Berliner Schloss) ucierpiał w czasie II wojny światowej, a po niej w czasach komunistycznych został rozebrany. Wzniesiono tu wówczas Pałac Republiki, czyli miejsce obrad parlamentu NRD. Forum dziś jest kompleksem muzealnym i wystawowym. Warto wejść do środka. W wielu miejscach zachowano oryginalną, barokową formę, choć jedna ściana fasady budynku jest modernistyczna.

Katedra Berlińska
Katedra Berlińska

Katedra Berlińska (Berliner Dom; lub raczej Oberpfarr- und Domkirche zu Berlin) to świątynia ewangelicka. Stosunkowo nowa, powstała w latach 1894 – 1905. Jej projektantem był Julius Carl Raschdorff, wzorował się zarówno na renesansie jak i baroku. Wcześniej znajdowała się tu inna świątynia zbudowana przez Fryderyka Wielkiego. Oczywiście ucierpiała podczas II wojny światowej, odbudowa ruszyła w 1975 roku. To jeden z największych kościołów Berlina, często służy również do ekumenicznych nabożeństw. W podziemiach znajdują się grobowce Hohenzollernów. Wejście na kopułę jest dodatkową atrakcją. Na kościół ten duży wpływ miał Fryderyk Wilhelm IV, który chciał, by był to jeden z najbardziej niezwykłych kościołów chrześcijańskich, więc kosztów nie szczędzono, inspirowano się między innymi bazyliką św. Piotra w Watykanie. Jak na świątynię protestancką, jest bardzo rozrzutnie. Ale warto pamiętać, że pełni ona też rolę panteonu narodowego. Spoczywają tu ciała 94 władców i elektorów.

Katedra Berlińska, wnętrza
Katedra Berlińska, wnętrza

Kościoły Berlina

Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma (Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche) to świątynia ewangelicka ufundowana przez Wilhelma II na cześć jego dziadka. Architektem był Franz Schwechten. Ukończono ją w 1895 roku. Był to bardzo ciekawy projekt, łączący wiele elementów z niemieckich świątyń (choćby katedry z Bonn), jednocześnie przyczynił się do popularyzacji neoromantyzmu w Niemczech. Miał pięć wież, najwyższa z nich mierzyła 113 metrów i była najwyższa w mieście) Niestety został on zbombardowany w trakcie II wojny światowej. Ostała się dziś jedna wieża (68 m), którą pozostawiono jako symbol antywojenny. Obok zbudowano kaplicę i zaplecze kościoła, według projektu Egona Elermanna, w zupełnie innym stylu. Krzyż zrobiono z pozostałości dachu zburzonej katedry w Coventry i miał być to symbol pojednania. Świątynia jest widoczna w tle „Ośmiorniczki”.

Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma
Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma

Na placu Żandarmerii (Gendarmenmarkt) organizowane są choćby jarmarki bożonarodzeniowe. Znajdują się tu dwie dawne świątynie – Katedra Francuska (Französischer Dom) i Katedra Niemiecka (Deutscher Dom). Pierwsza powstała w latach 1701 – 1705 i należała do Hugenotów. Po wojnie ostały się zaledwie mury zewnętrze. Obecnie zrekonstruowano wszystko, a w środku znajduje się muzeum hugenotów, restauracja i taras widokowy. Druga jest trochę późniejsza, ukończono ją w 1708, następnie zburzono i wzniesiono według innego projektu w 1785 (dodając wówczas choćby kopułę) roku. Po wojnie odbudowano ją dopiero w latach 90. XX wieku, dziś to Muzeum niemieckiej historii politycznej. Na placu ponadto znajduje się Schauspielhaus (Konzerthaus), zbudowany w oryginale w roku 1821, wcześniej był tu teatr. Po wojnie otworzono to na nowo dopiero w latach 80. Plac, akurat w kwiatach, to kolejna z lokacji filmu „Biegnij Lola, biegnij”. Sala koncertowa to z kolei siedziba Partii Norsefire w filmie „V jak Vendetta” (2005) Jamesa McTeigue. Natomiast w filmie „W 80 dni dookoła świata” (2004) Franka Coraci to miejsce udaje Londyn.

Kaplica przy kościele Pamięci Cesarza Wilhelma
Kaplica przy kościele Pamięci Cesarza Wilhelma

Z katedr warto wspomnieć o katolickiej katedrze św. Jadwigi (Sankt-Hedwigs-Kathedrale). Powstała w latach 1747 – 1773, a konsekrował ją biskup Ignacy Krasicki. Po wojnie odbudowano ją w latach 60.

Katedra św. Jadwigi
Katedra św. Jadwigi

Secesja w Berlinie

Nowa Synagoga w Berlinie (Neue Synagoge Berlin) powstała w 1866 i była to wówczas największa świątynia żydowska w Niemczech. Spalono ją podczas nocy kryształowej, ale konstrukcja się zachowała. Odbudowano ją dopiero w latach 90. Za projekt odpowiadał Eduard Knoblauch, który inspirował się stylami orientalnymi, w szczególności zaś Alhambrą w Grenadzie.

Nowa Synagoga w Berlinie
Nowa Synagoga w Berlinie

Hackesche Höfe to z kolei przykład Jugendstil, czyli niemieckiego nurtu secesji. Znajduje się przy placu Hackescher Markt. To kompleks budynków z ośmioma przecinającymi się podwórkami. Budowę rozpoczęto w 1906 roku. Dziś działa tu kilka knajp. Podwórko zaś przypomina Grający Dom w Dreźnie, oczywiście bez tych instalacji udających instrumenty.

Hackesche Höfe w Berlinie
Hackesche Höfe w Berlinie

Charakterystycznym i poniekąd filmowym miejscem w Berlinie jest też most Oberbaumbrücke. Zbudowano go w 1896 roku. Ma dwa poziomy: dolny dla ludzi i samochodów, górny dla metra. Łączy Friedrichshain i Kreuzberg. Pojawił się w filmie „Biegnij Lola, biegnij”.

Francuska katedra
Francuska katedra

Topografia Terroru i pomnik Holokaustu

Stosunkowo niewiele w Berlinie pozostało z czasów nazizmu. Ta historia bywa często „zapominana” i minimalizowana, ale jest obecna. Bardzo dobrym przykładem jest Topografia Terroru. W teorii to centrum dokumentujące zbrodnie nazizmu, zbudowane na miejscu dawnej siedziby Gestapo. Jak na nowe muzeum jest wyjątkowo staroświeckie i nie multimedialne, przez to dość nużące. Są tu wystawione tablice i zdjęcia, mnóstwo informacji o nazistach, ale mało o samych ich zbrodniach. Dużo natomiast jest zdjęć z festynów, czy zabaw oraz ukazujących czas ich rządów. O ile sama niemiecka perspektywa to coś wartego uwagi, o tyle widać tu pewną niechęć do pokazywania ciemnych kart, jakby nie chciano robić z tego miejsca kolejnego rozliczenia się z przeszłością. Przed centrum też znajduje się fragment muru.

Topografia Terroru, dawna siedziba Gestapo
Topografia Terroru, dawna siedziba Gestapo

Lepiej prezentuje się Pomnik Pomordowanych Żydów Europy (Denkmal für die ermordeten Juden Europas). To labirynt składający się z 2711 milczących kolumn z niewielkim muzeum pod ziemią. Miejsce dość niezwykłe wizualnie i robiące wrażenie, a przy tym właśnie dające do myślenia, gdy wiadomo, co ma przedstawiać. W przeciwnym wypadku raczej intryguje formą. Autorem projektu pomniku jest Peter Eisenman. Wybudowano go w 2005 roku (o to ja byłam jak to była nówka) i ma powierzchnię 19 tys. m². Warto wspomnieć, że w Berlinie istnieje Centrum Dokumentacji Ucieczka – Wypędzenie – Pojednanie, ale nie ma nic o Holokauście, na miarę Yad Vashem w Jerozolimie.

Pomnik Pomordowanych Żydów Europy
Pomnik Pomordowanych Żydów Europy

Życie nocne w Berlinie

Berlin słynie też ze swojego imprezowego charakteru, ale nocne życie w tym mieście zazwyczaj bardziej koncentruje się w klubach. Wiele z nich znajduje się w dzielnicy Kreuzberg i nawet nie próbuje się reklamować, wychodząc z założenia, że jak będą mieć renomę, to ludzie sami je znajdą. Efekt jest taki, że porównując stolicę Niemiec z innymi dużymi miastami Europy imprezy wyglądają dość niemrawo i pusto. Brakuje żywego centrum pełnego knajpek, jak w Pradze, a o spontanicznych zabawach na ulicy (jak choćby w Wilnie) w ogóle należy zapomnieć, z wyjątkiem dużych organizowanych imprez. Po części wynika to z tego, że samo centrum miasta jest dość duże, a kluby porozrzucane. Zatem jeśli dla kogoś ważny jest ten aspekt, warto przygotować sobie wcześniej listę adresów.

Checkpoint Charlie
Checkpoint Charlie

Charlottenburg

Nie wszystkie ważne zabytki Berlina znajdują się w szeroko pojętym centrum, jak choćby pałac Charlottenburg (Schloss Charlottenburg). Budowę pałacu rozpoczęto w 1695 roku, początkowo miała być to letnia rezydencja Hohenzollernów. Gdy jednak Fryderyk I został królem Prus, okazało się, że jest zbyt „skromna” i zaczęto dalszą rozbudowę, wzorując się oczywiście na Wersalu. Nazwa upamiętnia zmarłą żonę Fryderyka, Zofię Charlotte. Nowy pałac powstał w czasie rządów Fryderyka II, ale także kolejni władcy zmieniali ten obiekt, aż mniej więcej do 1825 roku. W XIX wieku park stał się ogrodem w stylu angielskim, potem jednak pałac przestał służyć władcom (od 1861). Stał się dobrem narodowym. Tutaj powołano Republikę Weimarską. Ucierpiał dość mocno w czasie II wojny światowej. Zewnętrzną odbudowę skończono w latach 60. XX wieku, wnętrza kończono jeszcze w XXI wieku. Dziś jest to muzeum. Do ogrodów parkowych można wejść za darmo.

Park przy Charlottenburg
Park przy Charlottenburg

Tereny zielone

Berlin jest otoczony terenami zielonymi, choćby zielonym lasem Grunewald. Znajduje się on między Berlinem a Poczdamem. Jednym z punktów charakterystycznych jest wieża Grunewaldturm. Zbudowana z cegły, liczy sobie 55 metry wysokości, a na jej wierzchołku znajduje się taras widokowy.

Grunewaldturm
Grunewaldturm

Filmy nagrywane i osadzone w Berlinie

Jeśli chodzi o kino, pomijając oczywiście niemieckie filmy, warto wspomnieć po raz kolejny o Poczdamie, gdzie zlokalizowane jest studio filmowe Babelsberg. Obecnie kręci się tam wiele zachodnich produkcji, więc Berlin staje się naturalną lokacją. Ale nie zawsze tak jest, niektóre filmy osadzone w Berlinie – jak „Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore’a” (2022) Davida Yatesa kręcono w całości w studiu, gdzie odtworzono Berlin. Częściowo w Berlinie dzieje się też akcja filmu „Szybcy i wściekli 8” (2017) F. Gary Gary’ego. Do Berlina zawitał także Spider-Man w filmie „Spider-Man: Daleko do domu” (2019) Jona Wattsa, wówczas wiele scen nagrano w Londynie.

Berlin widziany z Reichstagu
Berlin widziany z Reichstagu

„Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2” (2015) Francisa Lawrence’a wykorzystują choćby lotnisko Templehof jako miejsce akcji scen bitewnych. Obecnie lotnisko jest zamknięte, park wokół niego można zwiedzać za darmo, zaś terminal, w dużej części pochodzących z czasów nazistowskich, można zwiedzać z przewodnikiem. Na lotnisku kręcono także „Equilibrium”, a także na stadionie olimpijskim, czy tunelu metra przy Reichstagu. To samo metro wykorzystano także w „Resident Evil” (2002) Paula S.W. Andersona. Berlin pojawia się także w „Mission: Impossible III” (2006) J.J. Abramsa. Quenitin Tarantino wykorzystał fort Hahneberg w „Bękartach wojny” (2009). Kręcąc w Poczdamie wykorzystano również czas, by nagrać kilka ujęć w stolicy Niemiec do filmu „Uncharted” (2022) Rubena Fleischera. „Krucjata Bourne’a” (2004) Paula Greengrassa wykorzystuje stację Lichtenberg, która udaje Moskwę.

Wschodni Berlin i socrealizm
Wschodni Berlin i socrealizm

Berlin: Zwiedzanie i dojazd

Berlin jest dość dobrze skomunikowany z Polską zachodnią dzięki połączeniom autobusowym. Flixbusem można dojechać na obecne nowe, główne lotnisko – Berlin Brandenburg, ewentualnie do centrum miasta. Oczywiście z Warszawy lata tu normalnie LOT. Samo nowe lotnisko to także dobre miejsce do szukania połączeń w dalsze rejony świata, zwłaszcza jak ktoś poluje na promocje. Jeśli chodzi o architekturę i spacerowe zwiedzanie miasta, to weekend w Berlinie jest wystarczający, zwłaszcza, że większość głównych atrakcji znajduje się w dzielnicy Mitte. Zdecydowanie więcej czasu należy poświęcić na muzea i ogrody zoologiczne. Natomiast do tego dochodzi jeszcze Poczdam, który znajduje się stosunkowo blisko Berlina, no i był podmiejską królewską rezydencją. Rzuca on zupełnie inne światło na stolicę Niemiec, a wyprawa do niej pomijając Poczdam jest niekompletna. O ile Berlin nie zachwycił nas swoją siermiężną architekturą, o tyle Poczdam oczarował różnorodnością i tym, że tętni życiem.

Stary Ratusz
Stary Ratusz

Na koniec warto wspomnieć, że jest tu organizowany Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie. Uchodzi za jeden z najbardziej prestiżowych na świecie, podobnie jak nagroda – Złoty Niedźwiedź.

Plac Poczdamski
Plac Poczdamski

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak niemiecki
Berlin
Szlak filmowy
Berlin

Tromso (Tromsø): atrakcje, zorza polarna, kultura Saami i wrota do Arktyki

Turystyczną stolicą północy Norwegii jest Tromso (nor. Tromsø). Znajduje się już za kołem podbiegunowym (aż 350 km), ale wciąż na stałym kontynencie. Znane jako „Wrota Arktyki”, to idealne miejsce dla różnego typu sportów i atrakcji zimowych, wliczając w to oglądanie zorzy polarnej.

Centrum Tromso to przede wszystkim drewniane budynki, wiele z nich obecnie służy turystyce np. jako kawiarnie czy puby
Centrum Tromso to przede wszystkim drewniane budynki, wiele z nich obecnie służy turystyce np. jako kawiarnie czy puby

Historia Tromso

Choć najstarsze ślady osadnictwa wskazują na obecność ludzi od schyłku epoki lodowcowej (9 – 10 tys. lat temu), to jednak bardziej stała osada na tych terenach powstała w ostatniej dekadzie IX wieku. Przebiegała tu granica między Norwegami i terenami ludu Sami. To był najbardziej wysunięty na północ fragment Norwegii. Od XIII wieku zamieszkany był już obszar dzisiejszego Tromsø, wówczas wzniesiono pierwszy kościół, wtedy najbardziej wysunięty na północ kościół na świecie. Do dziś miasto wciąż ma kilka rekordów tego typu. Prawa miejskie Tromsø uzyskało pod koniec XVIII wieku, mimo że mieszkało tu zaledwie 80 osób. Król zezwolił nowemu miastu na handlowanie dorszem, wcześniej ten przywilej miało na wyłączność Bergen. W XIX wieku miasto się rozwijało, zaczęto szkolić też ludy Sami oraz nazywać miasto Paryżem północy. Nie są do końca jasne przyczyny tego określenia, które jest zdecydowanie na wyrost, ale prawdopodobnie chodziło o to, że ludzie spodziewali się tu bardziej „dzikich” ludzi. Natomiast tutejsza ludność ubierała się zgodnie z najnowszym szykiem i modami, uwzględniając arktyczny klimat.

Port w Tromso wykorzystywany jest do morsowania
Port w Tromso wykorzystywany jest do morsowania

Przełom XIX i XX wieku wiąże się z rozwojem wypraw polarnych. Tromsø to „Wrota Arktyki”, stąd wyruszało wiele ekspedycji, którym przewodzili choćby Roald Amundsen, Umberto Nobile czy Fridtjof Nansen. Wielu uczestników tych wypraw pochodziło właśnie z tej okolicy.

W czasie II wojny światowej Tromsø było siedzibą norweskiego rządu. Miasto nie ucierpiało, za to w pobliżu zatopiono niemiecki pancernik Tirpitz. Po wojnie rozwijało się bardzo szybko: powstało lotnisko, uniwersytet. Dziś to największe miasto północnej Norwegii. Mocno rozwinęło się też turystycznie, przyciąga pasjonatów sportów zimowych i arktycznych przygód. Uchodzi za jeden z najlepszych punktów w całej Norwegii, jeśli chodzi o zorzę polarną. Pomogło mu otworzenie lotniska (1964), ale też złożenie uniwersytetu (1972), czy przeniesienie Norweskiego Instytutu Polarnego (1998) z Oslo.

Okolice portu w Tromso
Okolice portu w Tromso

Centrum Tromso

Tromso nie jest dużym miastem. Pomijając zorzę, większość osób traktuje je jako bazę dla aktywności. Są psie zaprzęgi, farmy reniferów, miejsca do trekkingów, fiordy, paralotnie i wiele innych. Sporo atrakcji dostępnych jest też latem, choć często mają inne oblicze. Natomiast miasteczko ma klimat, choć samo nie oferuje wielu atrakcji. Jednak to co jest, potrafią dość dobrze „sprzedać”. W centrum stoi sporo drewnianych domów, w większości z XIX wieku. Od 1904 ze względu na zagrożenie pożarowe zabroniono wznoszenia nowych domów z drewna.

Centrum Tromso
Centrum Tromso

Kościoły Tromso

W 1252 roku zbudowano w Tromso pierwszy kościół (ten najbardziej wysunięty na północ). Od tamtego czasu w centrum miasta znajdowała się świątynia. Niewiele wiadomo na temat wcześniejszych, ale obecnie wznosi się tu katedra (Tromsø domkyrkje). Ukończono ją w 1861 roku. To budowla w stylu neogotyckim, w całości wykonana z drewna (obecnie to rzadkość w przypadku norweskich katedr). Zwiedzanie jest płatne, natomiast godziny otwarcia są stosunkowo krótkie, ciężko jest się wpasować. Nie jest to jednak nietypowe dla Skandynawii.

Katedra w Tromso
Katedra w Tromso

O ile katedra jest historyczna, to najbardziej wyróżniająca się świątynia w Tromso to Kościół Tromsdalen (Tromsdalen kirke), znany jest także jako Katedra Arktyczna czy Katedra Morza Arktycznego. To stosunkowo nowa budowla, powstała 1965 roku, a jej autorem jest Jan Inge Hovig. Przypomina kształtem lapoński namiot, ma szklaną fasadę i witraże. Ze względu na monumentalną konstrukcję powszechnie nazywa się go katedrą. Wejście znów jest płatne, pod warunkiem, że załapiemy się na godziny otwarcia. Znajduje się on we wschodniej części miasta – Tromsdalen. Wieczorem też ładnie wygląda ze względu na oświetlenie.

Arktyczna Katedra w Tromso
Arktyczna Katedra w Tromso

Wzgórze Storsteinen

Jeszcze jedną atrakcją Tromsdalen jest Fjellheisen czyli kolejka na wzgórze Storsteinen (420 m n.p.m.). U góry znajduje się kawiarnia, ale przede wszystkim to jedno z najlepszych miejsc widokowych. Widać tu panoramę Tromso. Ze względów pogodowych jednak nie udało się nam ani wejść, ani wjechać (wyciąg nie działał) na górę, a nie chcieliśmy ryzykować idąc po ciemku oblodzonym szlakiem przy silnym wietrze.

Wzgórze Storsteinen widziane z portu w Tromso
Wzgórze Storsteinen widziane z portu w Tromso

Most w Tromso

Główna część Tromso znajduje się na wyspie Tromsøya (Romssasuolu w języku Sami). Jest ona połączona mostem – Tromsøbrua. To kolejna charakterystyczna konstrukcja w mieście. Most jest wysoki, by pod nim mogły przepływać statki. Ma długość 1036 m, stoi na 58 kolumnach, z których najwyższe mierzą 80 metrów wysokości. Ukończono go w 1960 roku. Był to wówczas najdłuższy most w północnej Europie, a jednocześnie pierwszy most wspornikowy wzniesiony w Norwegii. Dziś jest tam więcej podobnych konstrukcji.

Storgata, główny deptak Tromso
Storgata, główny deptak Tromso

Storgata, główny deptak Tromso

Jedną z kulinarnych atrakcji Tromso jest budka z hotdogami – Raketten Bar & Pølse. W ofercie mają parówki z renifera, ale również wegetariańskie. Przy budce często rozpalony jest ogień, przy którym można się ogrzać jedząc. Znajduje się ona przy ulica Storgata, to właściwie główny deptak miasteczka. Ulica jest zamknięta w pewnej części dla ruchu kołowego. Zlokalizowano przy niej sporo sklepików, ale też knajp, biur turystycznych, czy muzeów. Jest nawet dawne kino. Jak wiele rzeczy w Tromso, liczy się tu dobry marketing, inaczej pewnie przeszłaby niezauważona. Choć akurat hot-dogi mają swoją tradycję w krajach skandynawskich, w Reykjavíku jest podobne miejsce.

Raketten Bar & Pølse - słynna budka z hot-dogami w Tromso
Raketten Bar & Pølse – słynna budka z hot-dogami w Tromso

Nieopodal zlokalizowany jest Burger King, póki co najbardziej wysunięty na północ. W południowej części natomiast znajduje się najbardziej wysunięty na północ browar (nie licząc mikrobrowarów) – Macks. Przy nim działa knajpa – Ølhall. Tromso ma dość rozwinięte życie nocne. Są nawet knajpy z muzyką na żywo jak Rorbua Pub tuż obok hotelu Raddison Blu.

Rorbua Pub to przykład klasycznej architektury w Tromsø
Rorbua Pub to przykład klasycznej architektury w Tromsø

Hotele i port w Tromso

Raddison Blu jest ważnym punktem orientacyjnym w Tromso. Obok niego znajduje się hotel Scandic, ale to przede wszystkim Raddison jest miejscem spotkań wielu wycieczek zorganizowanych. Tu także ma przystanek autobus lotniskowy. Oba hotele leżą tuż przy samym porcie, po którym warto sobie pospacerować. Poza jachtami, jest tu także kąpielisko do morsowania. Port to także miejsce, gdzie można kupić wycieczki statkami i wybrać się na rejs wśród fiordów czy wypatrywanie wielorybów (są też knajpy oferujące mięso wielorybów). Jest to też dobry punkt, by obserwować drugą stronę brzeg, z arktyczną katedrą na czele.

Port to dobry punkt widokowy, choćby na Katedrę Arktyczną (Tromso)
Port to dobry punkt widokowy, choćby na Katedrę Arktyczną (Tromso)

Muzeum Polarnictwa w Tromso

Warto zwrócić uwagę na kilka muzeów w Tromso, od takich bardziej nastawionych na zabawę jak Muzeum Trolli, po zdecydowanie bardziej interesujące pozycje. Ciekawym mogłoby być Muzeum Polarnictwa (Polarmuseet i Tromsø), niestety spora część nie ma angielskich podpisów. Niby dostaje się kartkę na wejściu, która ogólnie opisuje, co znajduje się w danej sali, ale jednak nie sprawdza się to najlepiej. Zwłaszcza na dole jest sporo eksponatów, a kartka jednak jest niewielka.

Na górnym piętrze jest trochę lepiej, angielskie napisy się pojawiają, zwłaszcza w sekcji, która z dzisiejszej perspektywy ukazuje problemy z równością płci, bez oddania kontekstu historycznego, co zwłaszcza w przypadku kobiet, którym się wówczas udało byłoby ciekawsze i pouczające. Z podobnym podejściem spotkaliśmy się w Sztokholmie. Raczej promują postępowość pewnych jednostek, niż ukazują cały proces zachodzących zmian. Muzeum jest zlokalizowane w magazynie z 1830 roku. Otwarto je w 50 rocznicę wyprawy ratunkowej, podczas której zginął Amundsen. W kolekcji muzeum znajduje się spora dokumentacja wypraw polarnych na przestrzeni ponad 100 lat.

Muzeum Polarnictwa w Tromso
Muzeum Polarnictwa w Tromso

Skansen w Tromso

Inną powtarzalną atrakcją w Skandynawii jest skansen. Ten w Tromso jest naprawdę niewielki, kilka domów na krzyż. W momencie, gdy mieliśmy okazję zobaczyć całkiem spory w Oslo, to ten obejrzeliśmy jedynie z zewnątrz. Budynki w skansenie powinny oddawać te z XIII i XIV wieku.

Skansen w Tromso
Skansen w Tromso

Polaria

Kolejną przereklamowana atrakcja to Polaria. Łączy ona w sobie funkcje zoo i muzeum czy instytutu przyrodniczego, ale znów jest stosunkowo niewielka. Na plus jest z pewnością fokarium, ale poza nim to mamy kilka akwariów, wypchane zwierzęta i kino. Będąc z dziećmi można właśnie przyjść ze względu na foki. Trzymane są tutaj fokowąsy brodate (Erignathus barbatus), zwane inaczej fokami brodatymi. Oczywiście odbywa się tu ich karmienie, które stanowi najważniejszą atrakcję. Natomiast z perspektywy ogrodu zoologicznego, raczej jest to obiekt starszego typu. Choć trzeba przyznać, że zewnętrzna bryła budynku jest ciekawa. Dla nas jednak takim dobrym przykładem lokalnego akwarium wciąż pozostaje to, co widzieliśmy w Heraklionie. Natomiast jedno pozostaje niezmienne: to najbardziej wysunięte na północ akwarium na świecie.

Polaria, czyli fokarium w Tromso
Polaria, czyli fokarium w Tromso

Obok znajduje się statek MS Polstjerna, który był wykorzystywany w polowaniach na foki. Pochodzi z 1949, dziś to obiekt muzealny. Jednak w czasie naszej wizyty był w remoncie. Z obiektów muzealnych jest też Muzeum sztuki północnej i miejskie miejskie, a także Muzeum Obrony poświęcone w dużej mierze zatopionemu pancernikowi Tirpitz.

Nowoczesne budynki w Tromso

Chodząc po Tromso warto zwrócić uwagę na kilka obiektów, jak choćby mocno wyróżniający się budynek Miejskiej Biblioteki i Archiwum. Obok znajduje się Ratusz, także raczej nowoczesny. Kościół katolicki Naszej Pani, podobnie jak inne świątynie, mogliśmy oglądać jedynie z zewnątrz. Latem warto zobaczyć Ogród Arktyczny, znów jeden z najbardziej wysuniętych na północ ogrodów. Znajduje się on w kompleksie uniwersytetu. Z pomników w pamięć najlepiej zapada pomnik Amuldsena.

Ratusz w Tromso
Ratusz w Tromso

Zorza polarna w Tromso

Do Tromso przyjechaliśmy w bardzo konkretnym celu. Noce stają się coraz krótsze i chociaż zazwyczaj cieszymy się, że można dłużej zwiedzać za dnia, jedna nasza eskapada musiała odbyć się nocą. Mowa o polowaniu na zorzę polarną. Właśnie dlatego w weekend równonocy byliśmy w Norwegii. Tu po raz pierwszy stanęliśmy za kołem podbiegunowym. Tromso jest norweskim centrum zorzy i turystyki arktycznej, ale to nie znaczy, że w innych miastach tych atrakcji nie ma. Jakoś się tak przyjęło, że w Norwegii szukając zorzy przyjeżdża się tutaj (choć można ją znaleźć i w innych miejscach, na Svalbardzie także są takie wycieczki). Podobnie jest w Szwecji, gdzie do rangi takiego ośrodka aspiruje Kiruna, czy Finlandii gdzie turystów przyciąga przede wszystkim Rovaniemi. Na Islandii raczej króluje Reykjavík, choć Husavik bardzo by chciało przyciągać ludzi ze względu na zorzę.

Wycieczka na zorzę polarną (Tromso, Norwegia)
Wycieczka na zorzę polarną (Tromso, Norwegia)

Zorza polarna, czyli aurora borealis na północy i aurora australis na południu, to zjawisko świetle wywołane przez strumień wiatru słonecznego. Ziemskie pole magnetyczne chroni planetę przed przenikaniem protonów i elektronów wyrzuconych przez Słońce. Jednak pewna ich część jest w stanie przeniknąć (zależy to od polaryzacji) przez magnetosferę do górnej warstwy ziemskiej atmosfery. Cząsteczki wiatru poruszają się wzdłuż linii pola magnetycznego jonizując przy tym cząsteczki gazu, co obserwujemy jako świecące wstęgi, fale, kurtyny, pasma i inne formy, jaki przybiera zorza.

Wczesna zorza polarna
Wczesna zorza polarna

Wycieczka na zorzę polarną

Naszą wycieczkę na zorzę polarną kupiliśmy przez internet od jednej z agencji z Tromso w Norwegii. Można też kupić taki wyjazd już na miejscu, ale nie ma gwarancji, że będą miejsca – cieszą się one popularnością. Organizacja wycieczki nie jest prawdę mówiąc zbyt wyszukana, przynajmniej tam, gdzie my trafiliśmy: bus z przewodnikiem, który nawet wiele o tej zorzy nie opowiadał, raczej zajmował się po prostu jej wypatrywaniem. Mają oni pewne doświadczenie, więc jadą od jednego punktu do drugiego, aż dotrą do miejsca, gdzie widać zorzę. Alternatywą jest wynajęcie samochodu i samodzielne jej szukanie (z dala od miejskich świateł i często w prześwitach między chmurami). Dodatkowo ludzie szukający jej sami często wspomagają się aplikacjami, które pokazują prognozy zorzy i aktualny wskaźnik KP (on odpowiada za zasięg zorzy, nie jej jasność, jak czasami podają).

Zorza polarna w Norwegii
Zorza polarna w Norwegii

Po godzinie 20. wyjechaliśmy spod punktu zbiórki (tradycyjnie spod Radissona) poza miasto, w miarę daleko od świateł. Nam próbował przeszkodzić wschodzący niedługo księżyc w pełni – jego łuna przyćmiewała zorzę. Zimą te wycieczki zaczynają się wcześniej. Niemniej jednak w przypadku złych warunków atmosferycznych mogą zostać odwołane / przesunięte, więc warto mieć jakiś dzień w zapasie (my przesunęliśmy ją o jeden dzień ze względu na pogodę).

Zorza polarna, Koło Podbiegunowe
Zorza polarna, Koło Podbiegunowe

Zorza widziana z parkingu

Przewodnik przygotował ognisko, nad którym piekły się hot-dogi, były też gorące napoje. Robił też wszystkim uczestnikom pamiątkowe zdjęcia na tle zorzy i pomagał w ustawieniach aparatu, jeśli ktoś o to poprosił. Przede wszystkim jednak wskazał na zorzę polarną, gdy zaczęła się pojawiać na niebie. Trzeba przyznać, że taka słaba zorza dla niewprawnego oka jest nie do odróżnienia od chmury lub łuny odległych świateł.

Zorza polarna na początku była słaba, przypominała raczej bladą, lekko zielonkawą chmurę. Musieliśmy uzbroić się w cierpliwość (i ciepłe ubrania!), by zobaczyć naprawdę piękny spektakl. W pewnym momencie pojawiła się mocna, jasna zorza, która wyraźnie się poruszała. Widok zapierał dech! Z tym że nie należy wierzyć zdjęciom, nawet tym publikowanym tutaj. Nie oddają one natury zorzy. Są naświetlane trochę dłużej, stąd uwieczniona na nich zorza jest bardzo wyraźna i kolorowa. W praktyce jest o wiele bledsza. Cała wyprawa skończyła się godzinę po północy, gdy odwieziono nas do hoteli. Firmy zazwyczaj rezerwują czas nawet do 6-8 godzin, wszystko zależy od tego, jak daleko od Tromso uda się im znaleźć zorzę.

Zorza polarna
Zorza polarna

Kilka ciekawostek o zorzy polarnej

  • zorza szczególnie chętnie pojawia się w okolicy równonocy wiosennej i jesiennej. Sezon na zorzę trwa mniej więcej od końca września do końca marca.
  • największe szanse na zobaczenie zorzy są przed północą czasu lokalnego
  • różne kolory zorzy to wynik jonizacji różnych gazów. Za zielony i czerwony kolor odpowiada tlen, purpura i bordo to azot, wodór i hel świecą na niebiesko i fioletowo
  • kolor zależy też od wysokości danego gazu w atmosferze. Na przykład czerwona powstaje wyżej niż zielona, dlatego z Polski częściej jest widoczna zorza czerwona, a rzadziej można ją zaobserwować z koła podbiegunowego
  • na nasilenie i zakres występowania zorzy ma wpływ pogoda kosmiczna, a konkretnie aktywność słoneczna. Gdy do Ziemi dociera gęsty strumień wyrzuconych ze Słońca naładowanych cząstek, zorza może być widoczna nawet z krajów śródziemnomorskich. Obecnie aktywność Słońca wzrasta
  • zorza w Polsce nie jest wbrew pozorom bardzo rzadkim zjawiskiem, występuje nawet kilkanaście razy w ciągu roku. Najlepiej obserwować ją z nadbałtyckich plaż. Trzeba jednak pamiętać o tym, że wypada blado w porównaniu z zorzami z wysokich szerokości geograficznych, a i te zwykle nie są tak spektakularne jak wyglądają na zdjęciach – czuła matryca i trzy sekundy naświetlania robią swoje.
Wycieczka na zorzę polarną (aurora borealis)
Wycieczka na zorzę polarną (aurora borealis)

Renifery i wizyta u ludu Sami

Będąc w Tromso, poza zorzą wykupiliśmy sobie także wycieczkę do obozu Samów, w którym trzymane są renifery. Na początek warto dodać, że ludy Sámi lub Saami to po naszemu Lapończycy lub właśnie Samowie. Choć wiele Lapończyków łączy, to jednak nawet językowo są podzieleni na mniejsze grupy. Języki, choć należą do grupy ugrofińskich, są na tyle różne, że czasem trudno im się wzajemnie porozumieć. Natomiast kwestia nazwy „Lapończycy” w Norwegii jest trochę bardziej skomplikowana, gdyż czasami uchodzi za obraźliwą. Przedstawiciele tych ludów wolą nazywać się Sami.

Karmienie reniferów
Karmienie reniferów

Lapończycy zamieszkują północną Norwegię, Finlandię, Szwecję oraz półwysep Kolski w Rosji. W okolicy Tromso przeważa język północnosaamski, który jest najczęściej używany spośród języków lapońskich. Dziś kultura Sami w Norwegii się odradza. Są finansowane nauki języków, robi się z tego atrakcję. Ale warto pamiętać, że wcześniej kulturowo byli oni przymusowo asymilowani. Obecnie, w dniu 6 lutego mają oni swoje święto, Dzień Sami. Wówczas w centrum Tromso organizowane są wyścigi reniferów i inne atrakcje.

Karmienie reniferów
Karmienie reniferów

Na rynku działa kilka firm, które mają w ofercie podobne wycieczki. My skorzystaliśmy z Tromso Arctic Reindeer. Wszystko załatwione przez internet, spotkaliśmy się przed wyjazdem z przedstawicielami firmy przy hotelu Radison. Tam po potwierdzeniu nas na liście przeszliśmy do autokaru. To jest masowa wycieczka i popularna, więc autokar był pełny.

Wnętrze budynku Sami
Wnętrze budynku Sami

Przebieg wycieczki na renifery

Po przewiezieniu nas na miejsce docelowe, zaproszono nas do namiotu, w którym przekazano trochę informacji o kulturze Sami. Później wyszliśmy na zewnątrz, by karmić renifery. Każdy kto chce, dostaje wiaderko z paszą i chodzi się między zwierzętami i podstawia wiaderko, one już wiedzą, co chcą zrobić. Jedne szukają jedzenia bardziej aktywnie, trzeba pilnować by nie wywaliły wiaderka. Są tu różne osobniki, młodsze i starsze. Jedne już pogubiły swoje poroże, inne dopiero gubią, jeszcze innym widać było, że rośnie. O tej porze roku zwykle w programie jest jeszcze przejazd saniami, które ciągną renifery. Pogoda jednak nam nie dopisała, z powodu roztopów i oblodzenia trzeba było z tej części zrezygnować (organizatorzy zwrócili różnicę ceny na kartę płatniczą). Warto pamiętać, że na pogodę w Tromso i okolicy ma wpływ Golfsztrom (ciepły prąd zatokowy), co skutkuje stosunkowo łagodnym klimatem, można więc się zdziwić. Gdy tu lecieliśmy, to więcej śniegu było na południu Norwegii.

Sami starają się pielęgnować swoją kulturę, język i stroje ludowe
Sami starają się pielęgnować swoją kulturę, język i stroje ludowe

Po karmieniu przychodzi dość kontrowersyjny moment, czyli poczęstunek. Można było wybrać albo lokalny specjał: bidos, czyli gulasz z renifera (zaraz po tym, jak się je głaskało i karmiło) albo pomidorową zupę wegetariańską. Po wszystkim wróciliśmy do namiotu, gdzie dalej opowiadano o kulturze Sami. Omówiono znaczenie tradycyjnego stroju, jego rodzaje, kolory, ale też mieliśmy okazję usłyszeć joik, czyli tradycyjny śpiew (bez  akompaniamentu instrumentalnego). Całość z dojazdami zamknęła się w czterech godzinach.

Ølhall, knajpa przy najbardziej wysuniętym na północ browarze
Ølhall, knajpa przy najbardziej wysuniętym na północ browarze

Zwiedzanie i dojazd do Tromso

Do Tromso najczęściej przybywa się samolotem, są tanie loty nawet z Polski, ale sporo też łączonych przez Oslo. Lotnisko jest niewielkie, ale obłożone. Do centrum kursują zarówno busy lotniskowe – Airport Express (nie należy przejmować się rozkładem, który jest w sieci. Jeżdżą one częściej). Bilety kupuje się u kierowcy, płatność kartą. Trochę dalej można też łapać autobusy miejskie, tańsze, ale trzeba wziąć pod uwagę, że te nie zawsze jadą do turystycznego centrum. Zaś jeśli chodzi o klimat, warto jednak dodać, że dzięki ciepłym prądom morskim, nawet w zimie bywa tu cieplej niż np. na południu Norwegii.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak norweski
Tromso

Ostrawa (Ostrava), Dolne Witkowice i dni NATO (NATO Days)

Trzecie co do wielkości miasto w Czechach to Ostrawa (cz. Ostrava), acz bliskość Polski i Słowacji sprawiła, że dziś jest to druga aglomeracja w kraju. Rozwinięta dzięki industrializacji, a z czasem usługom i nowoczesnym technologiom. Jednocześnie to miasto, które potrafi wykorzystać swój rodowód także w rozwoju kultury. Najbardziej zaś przyciągają tu zabytki techniki.

NATO Days (Ostrawa)
NATO Days (Ostrawa)

Historia Ostrawy

Ślady wczesnego osadnictwa słowiańskiego na tym terenie pochodzą z VIII wieku i są związane z bursztynowym szlakiem. W X wieku powstał tu gród Gołęszyców. Miasto ulokował król czeski Przemysł Ottokar II w 1261 roku. Przez teren miasta przechodzi kilka rzek, w tym Odra, Opawa i Ostrawica, na tej ostatniej w XIV wieku znajdowała się granica między ziemiami polskimi a czeskimi. Od tamtego czasu przez kilka następnych wieków istniały dwie Ostrawy – Morawska i druga – Ostrawa Śląska, znana też jako Polska, Wendyjska lub Słowiańska. W granicach Czech (wówczas Czechosłowacji) obie znalazły się po I wojnie światowej i dążono do połączenia ich oraz innych okolicznych miejscowości. Stworzenie Wielkiej Ostrawy udało się dopiero Niemcom podczas II wojny światowej. Obecnie Śląska stanowi dzielnicę miasta. Duży rozwój miasta (właściwie to miast) nastąpił w XVIII wieku wraz z odkryciem pokładów węgla. Z czasem oprócz kopalń znajdowały się tu też huty i fabryki. Dziś większość z nich została nie tylko zamknięta, ale także przerobiona na atrakcje turystyczne.

Mural w centrum Ostrawy
Mural w centrum Ostrawy

Jedną z ciekawostek jest fakt, iż w możemy tu obejrzeć aż trzy ratusze znajdujące się blisko siebie, w odległości mniejszej niż kilometr. Pierwszy znajduje się w Ostrawie Śląskiej. Ten neobarokowy budynek powstał w latach 1911-1913, czyli jeszcze w czasach zaboru austriackiego. Obok znajduje się most Miloša Sýkory z 1913 roku. Według legendy został on cudem uratowany przed wysadzeniem w czasie II wojny światowej. Przechodząc przez niego idzie się w kierunku centrum Ostrawy.

Dolne Witkowice (Ostrawa)
Dolne Witkowice (Ostrawa)

Ostrawa: Stare miasto

Większość kamienic w starym mieście pochodzi z XIX i XX wieku. Okalają one rynek, czyli plac Tomasza Masaryka. Oryginalny wytyczono w średniowieczu, jednak w latach 60. XX wieku został przebudowany i zyskał obecny kształt litery L. Tu też znajduje się stary ratusz. Właściwie nawet nie wiadomo, kiedy dokładnie został wzniesiony, choć od tego czasu był sześciokrotnie mocno przebudowany, co wpłynęło na zmianę stylu. Dziś jest to Muzeum Ostrawskie. Na rynku znajduje się kolumna maryjna, zaś kamienice wokół dobrze ukazują zmiany historyczne. Obok secesyjnej kamienicy Mikeska znajduje się socrealistyczna plomba.

Stary ratusz w Ostrawie
Stary ratusz w Ostrawie

Na placu Jana Prokeša znajduje się modernistyczny nowy ratusz, który oficjalnie otworzono pod koniec 1930 roku. W środku robi wrażenie już wyłożone marmurem foyer, które czasem pełni rolę wystawową. Wieża ratuszowa mierzy 85,6 metrów wysokości i jest dobrym punktem widokowym na stare miasto, a także na góry. Wykonano ją w hucie w Witkowicach.

Nowy ratusz w Ostrawie
Nowy ratusz w Ostrawie

Spacerując po centrum można znaleźć wiele urokliwych budynków, jak choćby neobarokowy teatr Antonína Dvořáka (powstał w 1906-1907). W oczy rzuca się też Dom Polski, czy powstały na początku XX wieku browar „Ostravar”. Jest sporo secesyjnych i nie tylko kamieniczek, wymieszanych z socrealistycznymi budowlami. Do tego czasem dojdzie jeszcze graffiti.

Teatr Antonína Dvořáka
Teatr Antonína Dvořáka

W centrum rozciąga się ulica Stodolni (Stodolní). Uchodzi ona za najbardziej imprezową część miasta, z mnóstwem knajpek. Według sloganów reklamowych, czynne one są całą dobę. Praktyka jest ciut inna. Wieczorem w lecie całość tętni życiem, ale do południa jest tu dość pusto.

Ostrawa: Rynek
Ostrawa: Rynek

Kościoły Ostrawy

Trochę niższe wieże (tylko 67 metrów wysokości) ma neorenesansowa bazylika, czyli katolicka Katedra Boskiego Zbawiciela (Katedrála Božského Spasitele). Budowano ją w latach 1883 – 1889 według projektu Gustava Meretta. To też zdecydowanie najbardziej okazały kościół w całym mieście.

Katedra w Ostrawie
Katedra w Ostrawie

Wcześniej katedrą katolicką był obecny kościół św. Wacława. to jest to najstarszy kościół w Ostrawie, bo pochodzący z XIII wieku, jednak przez lata ulegał przebudowom i odbudowom. Obecny pochodzi z XIX wieku, obecnie jest kościołem filialnym.

Kościół św. Katarzyny w Hrabowie
Kościół św. Katarzyny w Hrabowie

Architektonicznie wyróżniają się jeszcze kościół ewangelicki wraz z przylegającą mu parafią, oraz drewniany kościół św. Katarzyny w Hrabowie. Ten pochodzi z 2002 roku, jest rekonstrukcją po pożarze. Oryginał powstał w XVI wieku. Dołożono jednak wszelkich starań, by odtworzyć specyficzny styl. Choć świątynia ta znajduje się z dala od centrum, to zdecydowanie warto poświęcić jej trochę czasu.

Dolne Wiktkowice z drona
Dolne Wiktkowice z drona

Zamek w Ostrawie Śląskiej

W ramach Ostrawy Śląskiej można zobaczyć też zamek, który pierwotnie powstał w XIII wieku. Jak wiele innych obiektów w mieście, tak i ten był wielokrotnie przebudowywany (także w XX wieku). Obecnie pełni raczej funkcje kulturowe, gości też imprezy prywatne, w tym wesela. To niestety utrudnia zwiedzanie, nie zawsze da się do niego wejść.

Zamek w Ostrawie
Zamek w Ostrawie

Ostrawa: Dolne Witkowice

O ile atrakcje w samym centrum nie wyróżniają specjalnie Ostrawy, o tyle najciekawsze znajdują się w dalszej okolicy. Najważniejsze są Dolne Witkowice (Dolní oblast Vítkovice), dawny kompleks przemysłowy. Obecnie pełni on rolę parku i muzeum, a przede wszystkim jest to jeden z najważniejszych zabytków techniki w Czechach. Można tu spokojnie sobie pospacerować i wchłonąć przemysłowe klimaty. Jest tu także biletowane muzeum. Da się zobaczyć tu choćby jeden z wielkich pieców, oczywiście z wycieczką. Można wjechać na górę do restauracji Bolt skąd rozpościera się piękny widok. Bolt Tower to właściwie wielki piec hutniczy. Ojcem chrzestnym tej odrestaurowanej wieży jest sportowiec Usain Bolt, nazwa to upamiętnia. Rekordzista olimpijski odwiedził Witkowice kilkukrotnie.

Dolne Witkowice (Ostrawa)
Dolne Witkowice (Ostrawa)

Wiele dawnych budynków przemysłowych jest tu przerabianych tak, by mogły mieć nowe funkcje. Zbiornik na gaz stał się salą koncertową. Witkowice zostały odrestaurowane i znajdują się zarówno na szlakach techniki jak i liście zabytków UNESCO. To industrialne, stalowe miasto dobrze oddaje klimaty steam-punku, czasem wchodzącego w post-apokalipsę. Jest też zdecydowanie najciekawszym i najbardziej unikalnym zabytkiem Ostrawy. Można tu spokojnie podjechać (lub podejść), parking przylegający do Witkowic jest spory. Budynki niestety najczęściej nie są możliwe do oglądania (zabezpieczone, by nikomu nie stała się krzywda), ale już spacerowanie między nimi owszem. Dodatkowo można wykupić wycieczkę z przewodnikiem. Jest ona szczególnie istotna, jeśli zależy nam choćby na Piecu. Trzeba jednak pamiętać, że to dość popularne miejsce, a grupy nie są duże, więc kupowanie biletów na ostatnią chwilę może się nie udać. Ceny i godziny wejścia można sprawdzić tutaj: dolnivitkocie.cz.

Dolne Witkowice (Ostrawa)
Dolne Witkowice (Ostrawa)

Ostrawa: Park Landek

Witkowice to nie jedyna techniczna atrakcja Ostrawy. Innym jest położony już za Odrą Park Landek, którego częścią jest największe w Czechach Muzeum Górnictwa zlokalizowane w dawnej kopalni Anzelm. Park to przede wszystkim teren spacerowy z kilkoma knajpami, akwarium z rybami z Odry i innymi atrakcjami. Nie jest to jedyna kopalnia do zwiedzania w okolicach, druga to Michal (Důl Michal).

Park Landek, Ostrawa
Park Landek, Ostrawa

Zoo w Ostrawie

Wiele osób poleca ogród zoologiczny. Dobrze, w porównaniu z tym, co oferuje okolica, z pewnością nie jest to zły pomysł. Natomiast on wciąż jest bardziej nastawiony na rodziny z dziećmi, nie zwierzęta. Wiele pawilonów wymaga wyremontowania i przerobienia ich w nowocześniejszej formie. Jest to dobry teren spacerowy, ale jako zoo pozostawia niedosyt. Niemniej jednak jest ono na tyle oblegane, że jeśli chcemy zobaczyć je w miarę na spokojnie, to należy przyjechać w godzinach porannych. Wówczas też jeszcze nie ma problemów z parkingiem.

Mandryl w zoo w Ostrawie
Mandryl w zoo w Ostrawie

NATO Days i inne imprezy w Ostrawie

Tu warto wspomnieć o kulturalnej ofercie Ostrawy. Poza Dniami Ostrawy, w Witkowicach organizowane są cyklicznie imprezy „Colours of Ostrava”, czyli festiwal muzyki, filmu i sztuki. Z roku na rok przyciąga coraz większe rzesze odwiedzających. Jednak najsłynniejszą imprezą w mieście są NATO Days, organizowane raz do roku na jesień. Są to duże pokazy lotnicze, a przy okazji prezentacje sprzętu i ćwiczeń wojsk natowskich. Impreza ściąga duże tłumy odwiedzających. Organizowana jest na lotnisku (czynnym) pod Ostrawą, które zostaje zamknięte na kilka dni. Pomijając kwestię opłaty za parking, wstęp na teren NATO Days jest darmowy. Całość ma bardziej charakter pikniku. Owszem pokazy lotnicze są tu ważne i całkiem spore, ale na lotnisku czeka na nas zdecydowanie więcej atrakcji (niektóre jak przejażdżki Skodą po wertepach, nie mają nic wspólnego z NATO), wliczając to sporą strefę z jedzeniem. Działa też dobry dojazd koleją z Ostrawy. Patrząc na ilość samochodów, może to być całkiem dobre rozwiązanie. Program i aktualne informacje można sprawdzić na stronie imprezy.

NATO Days (Ostrawa)
NATO Days (Ostrawa)

Zwiedzanie Otrawy

Nas do Ostrawy właśnie ściągnęły Dni NATO i Witkowice. Tak impreza jak i postindustrialna strefa zdecydowanie są warte polecenia i zobaczenia. Zaś Ostrawę wówczas zwiedza się niejako przy okazji. Weekend na całe miasto z okolicznymi atrakcjami jak najbardziej wystarcza, nawet jak większość jednego dnia spędzi się na natowskim festynie.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak czeski
OstrawaHarrachov