Archiwa tagu: Ridley Scott

Piramidy w Gizie, jeden z antycznych cudów świata

Jednym z najbardziej znanych, wręcz ikonicznych, starożytnych zabytków są egipskie piramidy w Gizie, czyli dawne grobowce faraonów, które po dziś dzień budzą tak podziw, jak i zainteresowanie. Nie bez powodu zaliczano je do siedmiu cudów świata i nie dziwi, że wspaniałe obiekty odnalazły się doskonale również w popkulturze i filmie. Giza (arab. الجيزة, Al-Ǧīza) to trzecie co do wielkości miasto współczesnego Egiptu, a przy tym część metropolii Kairu. Tym samym odległość kilku kilometrów od stolicy sprawia, że łatwo tu dotrzeć.

Piramida Chefrena
Piramida Chefrena

Piramidy w Gizie

Kompleks piramid w Gizie zwany czasem też nekropolią gizejską (lub memfijską) nieodzownie połączony jest z dawną stolicą Egiptu, czyli Memfis, ale i obecną czyli Kairem. Piramidy wzniesiono jako grobowce faraonów, gdyż wierzono, że jakaś cząstka duszy władców (zwana „ka”) zostaje w ciele. Jednocześnie faraoni stawali się władcami królestwa umarłych, stąd zamysł by zaopatrzyć ich w różne przedmioty potrzebne w zaświatach. To trochę przypomina olbrzymią terakotową armię w Chinach. Piramidy wzniesiono w pewnej odległości od ówczesnej stolicy, grobowce nie były bezpośrednio częścią wielkiego kompleksu, jak to miało miejsce w Tebach. Dziś jednak sprawa wygląda inaczej, piramidy wznoszą się praktycznie na przedmieściach Kairu. Owszem, są jeszcze miejsca, w których można zrobić zdjęcia bez widoku współczesnego miasta, a jedynie z piaskiem, bo takie zdecydowanie najbardziej cieszą.

Piramidy w Gizie
Piramidy w Gizie

Piramida Cheopsa

Obecny kompleks na płaskowyżu Gizy składa się z dwóch dużych piramid, Cheopsa i Chefrena, jednej średniej – Mykerinosa oraz kilku mniejszych obiektów. Piramidy powstały w czasach Starego Królestwa Egipskiego i panowania czwartej dynastii, czyli jakieś 2500 lat przed naszą erą. Robią wrażenie do dziś, zwłaszcza, gdy spojrzymy na ogrom i dokładność. Największa i najstarsza to oczywiście ta Cheopsa, zwana kiedyś Horyzont Cheopsa. Od momentu ukończenia, przez jakieś 3800 lat był to najwyższy budynek na świecie (146,59 m z tego dziś ma 138,75 m w wyniku erozji). W XIV wieku powstała katedra w Lincoln (160 metrów z iglicą, później zniszczoną), która pobiła ten rekord.

Cheops to grecka forma imienia faraona Chu-fu, stąd czasem spotyka się też nazwę piramida Chufu (lub Khufu), albo też Wielka Piramida w Gizie. Swoją drogą istnieją wątpliwości, czy Cheops został pochowany w tej piramidzie. Naukowcy nie są co do tego zgodni. Pozostałości nie znaleziono, ale grobowiec był wielokrotnie plądrowany, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że szczątki faraona zaginęły.

Piramida Cheopsa
Piramida Cheopsa

Wielka Piramida wygląda niesamowicie, ale gdy uwzględni się szczegóły budowy, robi wręcz piorunujące wrażenie. Teren pod wielką piramidą został sztucznie wyrównany, dziś dzięki nowoczesnemu sprzętowi udało się zmierzyć różnice poziomów i te sięgają maksymalnie 2 cm. Boki piramidy są prawie dokładnie zwrócone zgodnie z kierunkami stron świata, znów zmierzone odchylenie jest naprawdę niewielkie. Kamienne bloki ważące od 2,5 nawet do 15 ton ułożono z niebywałą precyzją. Jest ich ponad 2 miliony, a sumarycznie ważą ponad 6 milionów ton. Pamiętajmy, że pierwotnie piramida była wyższa (146,59 m), bo miała zarówno wierzchołek, tak zwany piramidon. Dodatkowo miała jeszcze na sobie zewnętrzną warstwę z gładzonego wapienia. Została zbudowana prawdopodobnie w zaledwie dwadzieścia lat.

Mniejsze piramidy
Mniejsze piramidy

Sfinks

Syn Cheopsa, Chefren (Khafre) zbudował drugą piramidę, mniejszą niż ta ojca (liczącą sobie 143,5 m, dziś już 136 m wysokości). Wapień do budowy tej piramidy sprowadzono aż z półwyspu Synaj. Na wierzchołku tej piramidy ostały się do dziś pozostałości wapiennych okładzin. Oprócz piramidy Chefren prawdopodobnie wzniósł też Wielkiego Sfinksa (niektóre źródła sugerują, że powstał on jeszcze w czasach Cheopsa). Sfinks jest jedną z największych i najstarszych rzeźb na świecie. Ma długość 73 m i wysokość 19 m.

Sfinks i Giza w tle
Sfinks i Giza w tle

Do dziś dokładnie nie wiadomo, w jakim celu powstał. Jedne teorie mówią o tym, że miał to być strażnik grobowców, inne, że to raczej forma świątyni. Zwolennicy tej drugiej teorii sugerują, że początkowo sfinks miał przedstawiać boga nekropolii, czyli Anubisa. Zaś obecna twarz została wyrzeźbiona dopiero w czasach średniego królestwa podczas rządów Amenemhata II.

Sfinks w Gizie
Sfinks w Gizie

Syn Chefrena, Mykerinos zbudował trzecią, najmniejszą piramidę. Mierzy zaledwie 65 m wysokości (obecnie 62 m). Jednocześnie jej wnętrza są najlepiej zachowane (najmniej zrabowane). Oprócz niej w kompleksie znajduje się jeszcze kilka innych mniejszych budynków, niektóre z nich mają piramidalny kształt i pełnią rolę grobowca.

Piramidy w Gizie
Piramidy w Gizie

Egipskie Piramidy w popkulturze i filmie

Piramidy budziły podziw w starożytności. Antypater z Sydonu umieścił Piramidę Cheopsa na liście siedmiu cudów świata. Warto dodać, że to jedyny z antycznych cudów, który możemy zwiedzać do dziś. Od 1979 roku kompleks w Gizie znajduje się na liście UNESCO. Budowle te kryją też wiele tajemnic, których do dziś nie wyjaśniono. Jedno jest pewne: starożytny Egipt w tych czasach musiał być zdecydowanie bardziej rozwinięty niż cywilizacje, które nastały później. Jedną z ciekawszych teorii jest to, jak umieszczono trzy największe piramidy wobec siebie. Alternatywna egiptologia wskazuje na korelację między odległościami i kierunkami, a pasem Oriona. Dodatkowo odległość Nilu od cmentarzyska jest wówczas porównywalna do odległości do Drogi Mlecznej. Inna teoria mówi, że sam Sfinks w pierwotnej formie mógł być jeszcze starszy i powstać gdzieś między 7 a 5 tysiącleciem przed naszą erą. Choć akurat tą sugestię odrzuca większość egiptologów.

Sfinks i piramidy
Sfinks i piramidy

Konstrukcja tych obiektów dziś robi fenomenalne wrażenie, a co dopiero było, gdy powstawały. Nic dziwnego, że późniejsi zaczęli przypisywać ich powstaniu boską interwencję lub łączyć to z obcymi (jak Erich von Däniken). Zresztą łączenie kosmitów i starożytnego Egiptu widzieliśmy w kinie (a potem w TV), w „Gwiezdnych wrotach” Rolanda Emmericha. Emmerich nie dotarł wówczas do Egiptu, film nagrywał na pustyni Yuma, ale prawdziwe zdjęcia piramid wykorzystał w „Dniu Niepodległości”. W końcu stanowią one rozpoznawalny obiekt o wielkiej skali historycznej i kulturowej. Emmerich zaś wrócił do tematu Piramid w filmie „10.000 BC”, acz już bez zdjęć w Egipcie.

Zabudowania przy sfinksie
Zabudowania przy sfinksie

Bond, Transformersy i Piramidy w tle

Piramidy są wdzięcznym obiektem pojawiającym się w kinie. Pojawiają się choćby w „Szpiegu, który mnie kochał” (1977). James Bond w Egipcie odwiedza także Karnak i Abu Simbel, sceny oczywiście są na tyle połączone, że trudno zauważyć przejazd, wręcz ma się wrażenie, że oba obiekty znajdują się naprawdę blisko. W podobny sposób to przejście jest ukazane w „Transformers: Zemsta Upadłych”. Tam jednak jeszcze szybciej przenosimy się z ujęć kręconych w Jordanii, cóż geografia nie jest mocną stroną tego filmu.

„Szpiegu, który mnie kochał” i Piramidy oraz Sfinks
„Szpiegu, który mnie kochał” i Piramidy oraz Sfinks

Z komiksowych filmów zaś możemy zobaczyć piramidy choćby w „Fantastycznej Czwórce: Narodzinach Srebrnego Surfera”. Pojedyncze ujęcia nakręcił tu też Luc Besson na potrzeby filmu „Niezwykłe przygody Adeli Blanc-Sec” (2010). Bez zdjęć na lokacji Piramidy ukazano choćby w „Mumii” (1999), „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra” (2002) czy „Exodus. Bogowie i królowie” (2014) Ridleya Scotta. W tych trzech przypadkach skorzystano zdjęcia kręcono w Maroko, choćby w studio Atlas. W Asterixie (także animowanym pierwowzorze) Obelix odpowiada za zniszczenie nosa Sfinksa. Piramidy pojawiły się też w filmach historycznych, jak „Ziemia faraonów” (1955) Howarda Hawksa, „Faraon” (1966) Jerzego Kawalerowicza (głównie jako tło do dialogów) .

Innym słynnym bohaterem (choć bardziej książkowym dzięki jego twórcy – Agacie Christie), który tu trafia jest Hercule Poirot w ekranizacji „Śmierci na Nilu”, choćby tej z 1978 z Peterem Ustinovem. Jest szansa, że pojawią się również w nowej wersji filmu. Skacze tu też na chwilę „Jumper”, zresztą możemy je zobaczyć (lub obecnie częściej ich reprezentację) w wielu filmach. To miejsce naprawdę mocno wpłynęło na kulturę i wyobraźnię. Więc nawet jeśli piramidy nie odgrywają tam większej roli, raczej ukazują egzotyczne tło akcji.

Piramidy w „Transformers: Zemsta upadłych”
Piramidy w „Transformers: Zemsta upadłych”

Zwiedzanie Piramid

Zwiedzając piramidy przede wszystkim przyjeżdża się tu zrobić kilka wspaniałych zdjęć i obejrzeć te budowle z zewnątrz. Wejście do środka jest dodatkowo płatne, nie można tam też robić zdjęć. Wiele osób z tego rezygnuje. Przed samodzielną decyzją warto przede wszystkim zdać sobie sprawę z kilku rzeczy. Po pierwsze wnętrza piramid z założenia były niewielkie, po drugie zaś zostały bardzo skutecznie rozszabrowane, więc właściwie jest to korytarz między skalnymi blokami, który wiedzie nas do komory. Nic więcej, pomijając kwestię tego, że jest niewysoki, za to sztucznie oświetlony.

Ale właśnie sam fakt, że są to piramidy i że można zobaczyć ich kunszt od środka, nas skusił i nie żałujemy. Zaś kwestię zdjęć w tym przypadku rozumiemy, bo większość osób raczej odstraszą. Za to ciekawy jest system wentylacji, bowiem ten nie musiał być specjalnie dostosowany dla potrzeb turystów. Choć nowsze teorie mówią, że to, co powszechnie uznaje się za szyby, mogło mieć rytualne bądź astronomiczne znaczenie.

Głowa Sfinksa
Głowa Sfinksa

Bezpieczeństwo w okolicy piramid

Natomiast warto chwilę poświęcić bezpieczeństwu. Jest to miejsce tłumnie odwiedzane przez masę wycieczek, ludzie dostają tu czas na samodzielne zwiedzanie i się rozchodzą. Niestety oprócz obsługi znajdują się tu naciągacze i nawet złodzieje. Jednym z typowych kantów jest to, że ktoś zaproponuje pokazanie jakiegoś świetnego miejsca, przejścia do zabronionej strefy, czy sprzedaży jakiś zabytkowych artefaktów (lub dawania ich jako prezent). Te ostatnie w najlepszym razie mogą być fałszywe, natomiast wtargnięcie do strefy i tak dalej wiąże się z mandatami lub jeszcze częściej łapówkami. Kanciarze prowadzą turystów do miejsc, gdzie nie powinni wchodzić, a tam czeka już zaprzyjaźniony ochroniarz, więc albo łapówka albo mandat. Ogólnie Egipt pod tym względem to ciężki kraj, natomiast brak zamachów terrorystycznych w tym miejscu sprawił, że władze przymykają oko na te drobne wymuszenia. W Luksorze pod tym względem jest zupełnie inaczej.

Widok na piramidy
Widok na piramidy

W samym pobliżu piramid w Gizie znajduje się też Muzeum Barki, gdzie przechowywana jest słoneczna łódź faraona w bardzo dobrze zachowanym stanie. Władze Egiptu wiele lat temu zapowiedziały zbudowanie niedaleko wielkiego i nowoczesnego muzeum starożytnego Egiptu.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak egipski
Piramidy w Gizie
Szlak filmowy
Piramidy w Gizie

Al-Dżamm (Al-Dżem) i wielki amfiteatr

Pozostałości po miastach starożytnego Rzymu są rozsiane w różnych miejscach basenu Morza Śródziemnego. Jednym z najlepiej zachowanych monumentów z tamtego okresu jest amfiteatr znajdujący się w tunezyjskiej miejscowości Al-Dżamm (arab. الجم, fr. El Jem, ang. El Djem), czasem też El-Dżem. Prezentuje się on znakomicie, a dodatkowo jest jedną z trzech najlepiej zachowanych budowli tego typu, pozostałe to Koloseum w Rzymie i amfiteatr w Puli

Sklepiki pod amfiteatrem w Al-Dżamm
Sklepiki pod amfiteatrem w Al-Dżamm

Historia Al-Dżamm

Al-Dżamm znajduje się w Sahelu Tunezyjskim, dokładniej w gubernatorstwie (wilajecie) Al-Mahdija. Samo miasto jest stosunkowo niewielkie, a amfiteatr stanowi jego największą atrakcję. Znajdują się tu także inne, acz już nie tak spektakularne, rzymskie pozostałości, jak choćby mozaiki, wille rzymskie czy resztki mniejszego amfiteatru. Jednak najczęściej odwiedzający nie zwracają nawet na nie uwagi.

Kwiaty przy amfiteatrze
Kwiaty przy amfiteatrze

Al-Dżamm zbudowano na ruinach rzymskiego miasta Thysdrus, które z kolei powstało w pobliżu dawnego punickiego ośrodka. Historycznie Al-Dżamm było istotnym punktem powstania antyarabskiego, które podnieśli w VII wieku Berberowie. Sam amfiteatr pełnił też rolę obronną. Tu przeciw Arabom walczyła księżniczka berberyjska Al-Kahina.

Amfiteatr w Al-Dżamm ostał się w dość dobrej formie
Amfiteatr w Al-Dżamm ostał się w dość dobrej formie

Za zbudowanie największego obecnie zabytku odpowiada prokonsul Gordian, późniejszy cesarz Gordian I. Amfiteatr powstawał w latach 230-238 naszej ery. Służył do walk gladiatorów, a także wyścigów rydwanów. Budynek został wpisany na listę UNESCO w 1979 roku, jako jeden z najlepiej zachowanych amfiteatrów Imperium Rzymskiego. Stan zabytku jest zdecydowanie lepszy niż słynne Koloseum w Rzymie.

Amfiteatr, czyli „Koloseum” (Tunezja)
Amfiteatr, czyli „Koloseum” (Tunezja)

Amfiteatr w Al-Dżamm

Obiekt ten ma kształt elipsy o obwodzie 427 metrów, długości 149 i szerokości 124 metrów. Rzymianie wznieśli d większych jeśli chodzi o rozmiar amfiteatrów, ten jednak charakteryzuje się dość dużą pojemnością. Szacuje się, że w szczytowym okresie mieściło się tu nawet 35 tysięcy widzów. Poza Koloseum (ok. 50 tysięcy widzów), jeszcze amfiteatr w Capua był pojemniejszy. Al-Dżamm zaś w czasach świetności stanowiło największy po Kartaginie ośrodek miejski w Afryce Północnej. Mieszkało tu nawet 100 tysięcy ludzi.

Amfiteatr Al-Dżamm w Tunezji
Amfiteatr Al-Dżamm w Tunezji

Kolejną ciekawostką jest to, że zbudowano go na otwartej przestrzeni. Często tego typu budowle powstawały w pobliżu wzniesień lub na pagórkach. Tu jest inaczej. Do budowy amfiteatru używano budulca z kamieniołomów Selectum (obecnie Salakta, w odległości jakiś 30 km).

Przejścia dla gladiatorów
Przejścia dla gladiatorów

Największe zniszczenia, w tym wyrwa w zachodniej części muru, pochodzą z XVII i XIX wieku, okresów rebelii lokalnych ludów. Dodatkowo w XVII wieku zniszczono część zabytku w celu pozyskania budulca do Wielkiego Meczetu w Kairouan.

Widok na amfiteatr
Widok na amfiteatr

Wpływ na filmy

Ponieważ jest to dość dobrze zachowany rzymski amfiteatr, przypominający Koloseum, zresztą bywa tak czasem też nazywany, zainteresował filmowców. Z najważniejszych wymienia się tu trzy filmy – „Gladiatora” Ridleya Scotta, „Quo Vadis?” Jerzego Kawalerowicza i „Żywot Briana” Monty Pythonów. Prawdopodobnie scenografowie pracujący przy tych produkcjach badali to miejsce i pewnie nawet robiono próbne zdjęcia. Ostatecznie jednak Koloseum w „Gladiatorze” zbudowano na Malcie, w przypadku „Quo Vadis?” scenografię wzniesiono w Piasecznie, zaś Pythoni kręcili w Kartaginie. Za to czasem odbywają się tu koncerty muzyki symfonicznej, akustyka jest tu bardzo dobra. Na przełomie lipca i sierpnia organizowany jest Międzynarodowy Festiwal Muzyki Symfonicznej.

Główna arena
Główna arena

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak tunezyjski
Al-Dżamm

Salisbury: Katedra, Old Sarum I Magna Carta

Niewielkie i pozornie mało interesujące Salisbury to bez wątpienia jeden z niedocenionych skarbów Anglii. Słynie głównie z tego, że znajduje się w okolicy Stonehenge, więc to tu przyjeżdżają pociągi z turystami prosto z Londynu i przesiadają się na autobus. Ale naprawdę warto przyjrzeć się temu miasteczku trochę dłużej. Salisbury spełnia wszelkie wyobrażenia o angielskim średniowiecznym mieście: zabudowa, targ, tętniące życiem ulice i górująca nad tym wszystkim katedra.

Staroangielskie kamienice
Staroangielskie kamienice

Old Sarum

Jego historia sięga czasów neolitycznych. Osadnictwo na wzgórzu zwanym obecnie Old Sarum datuje się na jakieś 3000 lat p.n.e. Niestety poza nielicznymi śladami, niewiele zostało do dziś z tamtego okresu. Znaleziska archeologiczne wskazują bardzo dokładnie to miejsce, tyle że kolejne okresy wiążą się z jego rozbudową i przebudową . Wraz z podbojem rzymskim, wybudowano tu nowe miasto zwane Sorbiodunum. Znów jednak pozostałości po nim również się na ogół nie zachowały.

Old Sarum
Old Sarum

Nazwa Old Sarum zaczęła być używana w średniowieczu. Na wzgórzu zbudowano zarówno katedrę jak i zamek, służący swemu czasu Wilhelmowi Zdobywcy. Jednak i tamte budowle nie przetrwały do dziś. Obecnie w Old Sarum można właściwie tylko podziwiać małe pozostałości fundamentów i resztki ścian, tak zamku jak i dawnej katedry. Dlatego część terenu dostępna jest dla spacerowiczów, sam zamek jest płatny.

Old Sarum
Old Sarum

Nowe Sarum czyli Salisbury

Tak zwane New Sarum powstało w średniowieczu w niewielkim oddaleniu od wzgórza. Głównie za sprawą Kościoła, który potrzebował nowego miejsca na katedrę: miejscowi biskupi weszli bowiem w konflikt z włodarzami, więc wynieśli się poza Sarum. Szukając pieniędzy postanowili zbudować targ dla kupców, dalej rozbudowa potoczyła się sama. Z czasem Nowe Sarum zmieniło się w żyjące miasto, a w XX wieku przemianowano jego nazwę na Salisbury.

Katedra w Salisbury
Katedra w Salisbury

Katedra w Salisbury

Praktycznie od początku osady zaczęto budować katedrę. To monumentalny budynek z najwyższą wieżą kościelną w całej Anglii. Iglica mierzy jakieś 123 m, ma też najstarszy działający do dziś zegar w Europie (od 1328 r.), największe katedralne krużganki oraz zachowany oryginalny średniowieczny dźwig. Budowa rozpoczęła się w 1200 roku, a główna część została ukończona w 1258. To rzadki przykład jednolitego stylistycznie budynku – wczesnego gotyku. Oczywiście szybkie tempo budowy w znacznej mierze przyczyniło się do zachowania jednolitego stylu, ale wpływ miało także oderwanie Kościoła Anglii od Kościoła rzymskokatolickiego i uznanie gotyku za styl narodowy Anglii w budownictwie zarówno sakralnym jak i świeckim.

Wnętrza Katedry
Wnętrza Katedry

Przy okazji – gotyk w Anglii nigdy nie został porzucony, budowle w tym stylu wznoszono aż do XX wieku. Świątynia należy dziś do anglikanów, ale też rozsławia to miasto, może nie tak mocno jak Stonehenge, jednak wciąż. Pojawia się zarówno w malarstwie, jak i literaturze, a za nią także czasem w filmie. Dwa najbardziej znane dzieła to „Wieża” Williama Goldinga oraz „Filary Ziemi” Kena Folletta (miniserial kręcono między innymi w tej katedrze).

Katedra
Katedra

Magna Carta – Wielka Karta Swobód

W małej kaplicy z boku katedry wystawiona jest Magna Carta (lub w innym nazewnictwie Magna Charta Libertatum). To wielka karta swobód i przywilejów panów feudalnych podpisana przez króla Jana bez Ziemi. Filmową historię podpisania tej karty przedstawił Ridley Scott w „Robin Hoodzie”. Do dziś pozostały zaledwie cztery oryginalne kopie (z tego jedna prawie spalona i niemal nieczytelna), jedna z nich jest właśnie wystawiona w katedrze. Karta ta w pewien sposób jest prekursorem późniejszych konstytucji, jest więc bardzo istotna dla Brytyjczyków. Została też wpisana na listę UNESCO – Pamięć Świata. Można ją obejrzeć w kaplicy za darmo, ale jest pilnowana, nie da się jej fotografować. Umieszczono ją w specjalnym przyciemnionym namiocie, by nie niszczyło jej światło słoneczne.

Magna Carta - schowana przed światłem i aparatami
Magna Carta – schowana przed światłem i aparatami

Pomijając najważniejsze zabytki, już sam spacer po starym mieście Salisbury jest dość ekscytujący. Mamy tu możliwość obserwowania budynków, które pochodzą z późnego średniowiecza, czy renesansu, a także późniejszych, zachowujących styl. Wygląda to bardzo staroangielsko. To miejsce bez wątpienia warte odwiedzenia, zwłaszcza jeśli ktoś wybiera się do Stonehenge.

Na koniec jeszcze jedna rzecz. To właśnie tutaj miał miejsce atak w Salisbury na byłego rosyjskiego szpiega.

Zabytkowe centrum Salisbury
Zabytkowe centrum Salisbury

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak brytyjski
Salisbury?

Wellington i Weta Cave, czyli studio efektów w Wellywood

Wellington, stolica Nowej Zelandii, to miasto trzecie pod względem wielkości, zamieszkane przez niecałe 200 tyś. osób. Pięknie położone, acz niezbyt urodziwe, miasto które dopiero musi napisać swoją historię. Filmowo jednak ma niesamowitą atrakcję. Znajduje się tu studio efektów specjalnych – Weta Workshop, a co jeszcze lepsze, można je zwiedzać.

Centrum Wellington
Centrum Wellington

Stolica Nowej Zelandii – Wellington

Ale zaczniemy od samego Wellington. Oprócz nizin, są i góry, niedaleko las deszczowy, cieśniny Porirua Basin, Hutt Valley i Cooka – dzieląca Wyspę Południową od Północnej – sprawiają że Wellington, jeśli chodzi o położenie, przypomina San Francisco. Faktycznie mamy tu zatoki, wzniesienia, brakuje tylko wielkiego, charakterystycznego mostu.

Budynek przy parlamencie
Budynek przy parlamencie

Nazwa Wellington pochodzi od zwycięscy bitwy pod WaterlooArthura Wellesley’a – który został obdarowany tytułem księcia Wellington. Maoryska nazwa miasta brzmi Te Whanga-nui-a-Tar i oznacza „Wielki port Tara”, odwołując się bezpośrednio do tutejszego portu.

Parlament czyli Beehive (Wellington)
Parlament czyli Beehive

Historia Wellington

Pierwsze polinezyjskie plemiona dotarły tu gdzieś w X. W XI wieku było ich tu cztery, w XIII zaś plemię Tara założyło tu swoją osadę. Ale nie był to teren jakoś specjalnie rozwijany. Prawdziwy rozwój zaczął się wraz z New Zealand Company, która zajmowała się kolonizacją Nowej Zelandii. Dwie pierwsze grupy osadników przybyły tu 20 września 1839 oraz 22 stycznia 1840. Przy rzece Hutt założyli osadę Petone (używano też nazwy Britannia). Oficjalną nazwę – Wellington – nadano w listopadzie 1840, wówczas nadano osadzie prawa miejskie (choć w tym drugim wypadku inne źródła sugerują rok 1886). Od 1862 zaczął tu zbierać się lokalny parlament, zaś w 1865 formalnie przeniesiono tu stolicę (z Auckland). Przeniesienie tu stolicy, do miasteczka zamieszkałego przez niecałe 5000 osób uratowało Nową Zelandię przed rozpadem. Po pierwsze nowa stolica znajdowała się w centrum kraju, po drugie szybko stała się ważnym portem handlowym.

Centrum Wellington
Centrum Wellington

Ścisłe centrum Wellington

Zabytków jest tu niewiele, podobnie jak i ładnych budynków. Acz znajdzie się kilka charakterystycznych, szukać ich należy w dwóch miejscach. Pierwsze to centrum z parlamentem. Budynek jest bardzo specyficzny. Nazywają go ulem – Beehive, zaiste wygląda trochę jak jakaś pasieka. Budowę zaczęto pod koniec lata60. XX wieku, oddano do użytku w 1981. Dziś jest uznany za dziedzictwo narodowe i można się zapisać na wycieczkę po nim.

Doki
Doki

Druga istotna historycznie część ciągnie się od dawnych doków, aż do monumentu upamiętniającego ofiary wojen światowych, jest też boisko do krykieta, na które można wejść. Sam monument to dobry przykład architektury dawnych kolonii, która nieudolnie próbuje udawać historyczną, europejską zabudowę. Właśnie takie budowle nas odrzucają. Za to z pewnością na uwagę zasługuje sam port.

Tablica upamiętniająca Polaków
Tablica upamiętniająca Polaków

Stoją tam okręty wojenne, a liczne tablice opowiadają o udziale Nowej Zelandii w wojnie. Zaskakuje, ale i cieszy wątek polski. Tym więcej cieszy, że ujęto w opisie dostanie się Polski pod okupację ZSRR. Jest to związane z historią polskich dzieci, które podczas II wojny światowej zostały ewakuowane na antypody. Gdy wojna się skończyła, a zaczął okres komunizmu, dzieci zostały w Nowej Zelandii, stając się wartościowymi obywatelami.

Doki i centrum biznesowe Wellington
Doki i centrum biznesowe Wellington

Punkty widokowe

Wellington ma też dwa punkty widokowe znajdujące się na wzniesieniach. Pierwszy, przyciągający turystów, to okolice ogrodu botanicznego. Dodatkową atrakcją jest winda, czy raczej coś jakby tramwaj miejski – wagonik szynowy wiodący na jedno ze wzgórz. Niestety stamtąd same widoki nie są zbyt ciekawe, choć darmowy ogród jest ciekawy do oglądania.

Widok z okolic ogrodu botanicznego
Widok z okolic ogrodu botanicznego

Drugi to góra Victoria (Mt Victoria). Jest o tyle interesujące miejsce, że znajduje się nie z boku Wellington, a w samym centrum. Na zachodzie widzimy tę, główną, najstarszą część z dokami, ale miasto rozciąga się jeszcze na wschodzie i na południu. Widać tam też więcej zatok, oceanu i gór, a także jest to dobry punkt widokowy do wypatrywania samolotów lądujących na lotnisku. W każdym razie jak tu byliśmy mocno wiało na samym szczycie, co akurat dziwne nie jest. Wellington ze względu na swoje położenie należy do najbardziej wietrznych miast na świecie. Silny wiatr występuje tam średni przez ok. 230 dni w roku.

Góra Wiktorii i gościniec z Władcy
Góra Wiktorii i gościniec z Władcy

„Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia” i okolice góry Victoria (Wellington)
„Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia” i okolice góry Victoria (Wellington)

Wellington, „Władca Pierścieni” i góra Victoria

Góra Victoria jest istotna także z filmowego punktu widzenia. To jedna z lokacji „Drużyny Pierścienia” Petera Jacksona. To tutaj kręcono sceny na gościńcu, gdzie hobbici ukrywają się przed nazgulem. Prawdę mówiąc w jednym miejscu nawet jest miejsce, gdzie się można schować za konarami, tak specjalnie dla turystów.

Róża wiatrów na Górze Victoria
Róża wiatrów na Górze Victoria

Wellywood: Weta Cave

To zaś prowadzi nas do głównej atrakcji, którą chcieliśmy zobaczyć w tym mieście, czyli Weta Cave. Jaskinia Wety, czyli część firmy, w której Weta Workshop oferuje wycieczki po studio z przewodnikiem. Z pewnością było warto. Po sukcesach filmów Petera Jacksona często tę okolicę zaczęto nazywać mianem Wellywood. Dziś jaskinia to swego rodzaju muzeum, w którym można też liznąć aktualne produkcje i zobaczyć warsztat zza kulis.

Rzeźba reklamująca Wetę
Rzeźba reklamująca Wetę

Weta Workshop to firma zajmująca się tworzeniem dekoracji, rekwizytów, strojów i efektów specjalnych do filmów, mieszcząca się w dzielnicy Miramar. Założona w 1987 roku ogromny sukces i światowy rozgłos zdobyła dzięki tytanicznej pracy poświęconej „Władcy Pierścieni” Petera Jacksona (wcześniej pracowali z nim przy „Martwicy mózgu”), a potem wrócili do „Hobbita”. O ile różnie można oceniać te filmy jako całość, o tyle wkład Wety jest naprawdę niesamowity, zaś możliwość  poznania bliżej sposobu ich pracy, czy w pewien sposób dotknięcia ich dzieł to naprawdę spora atrakcja.

Wejście do Weta Cave
Wejście do Weta Cave

Nazwę Weta przyjęła od grupy owadów endemicznych dla Nowej Zelandii, a przypominających świerszcze. Niektóre z nich są gigantyczne jak na robale – o wadze 40 g (więcej niż np. wróbel). Warto przypomnieć, że w kraju Kiwi nie było ssaków (poza fokami i nietoperzami), więc nie było szczurów. Wety wyewoluowały i zajęły ich miejsce w ekosystemie. Weta – to nazwa maoryska, która oznacza boga wszelkiej szkaradności. Gdy kręcono „Martwicę mózgu” nazwa ta wszystkim się spodobała i tak już dziś zostało.

Troll przy wejściu
Troll przy wejściu

W samej Wecie niestety nie można robić zdjęć, oprócz miejsc dla tego wydzielonych, a to ze względu na prawa majątkowe wytwórni, dla których rekwizyty są robione.
Weta oprócz rekwizytów filmowych robi także repliki dla fanów (bardzo drogie), figurki, gry. To właśnie tam można robić zdjęcia. Przed wejściem jest wystawionych też kilka trolli, tak by turyści mieli uciechę.

Bronie z Władcy
Bronie z Władcy

Zwiedzanie Weta Cave

Zabawę zaczynamy w Weta Cave. Wokół nie ma dedykowanego parkingu, ale w okolicznych uliczkach jest dość miejsca. Czasu jest dużo, więc na swoją wycieczkę czekamy w sklepie. Są tam też małe wystawy. Do wyboru jest kilka wycieczek, w tym nocna. Więcej na stronie Wety – WetaWorkshop.com. Myśmy wybrali dwie. Podstawową po studio oraz wejście na plan serialu „Thunderbirds Are Go!”.

Zbroje z Władcy
Zbroje z Władcy

Pani, która oprowadzała nas po dostępnych częściach studio, opowiadała krótko historię Wety i jej najważniejsze produkcje, jak wygląda praca przy przykładowych strojach, pokazywała miniatury i wspominała „megatury” (bigatures), czyli wielkich rozmiarów makiety. Ogromnie pouczająca i ciesząca wycieczka. Oprócz znanych nam produkcji, o których przyjemnie było dowiedzieć się nowych rzeczy, poznaliśmy także ich rodzimą (endemiczną, jak wszystko tutaj) produkcję-remake „Thunderbirds Are Go!”. I chociaż do tej pory zupełnie tego nie znaliśmy, fajnie było zobaczyć, nad czym studio pracuje aktualnie. Zwłaszcza, że miniatury i megatury wykonane na potrzeby produkcji robią wrażenie.

Swoją drogą, to „Thunderbirds” to niezła ciekawostka: serial powstały na zasadzie animacji poklatkowej modeli i miniatur, dziś wzbogacony o animowane komputerowo postaci. To nas zachwyciło, bo widzieliśmy makiety i elementy, które są obecnie używane w produkcji. No i jeszcze historie w stylu żartów w tle. W każdym odcinku znajduje się wyciskacz do cytrusów, gdzieś umieszczony. Tylko dlatego, że te wszystkie miniatury powstają z przedmiotów codziennego użytku, dopiero w złożeniu nadaje się im inne znaczenie. Gdy podczas oryginalnej projekcji wyciskacz nie spodobał się jednemu z widzów, napisał on list do telewizji z protestem. Skończyło się na tym, że wyciskacz stał się stałym elementem każdego odcinka, ta tradycja jest zachowana do dziś.

Broń z Avatara
Broń z Avatara

Rekwizyty z Władcy, Narnii i innych produkcji

Wycieczka po głównej części Wety to raczej przejście przez magazyn. Jest tu wiele przedmiotów, które pozostały po produkcji „Władcy Pierścieni” czy „Hobbita”, ale też filmów Neila Blomkampa („Dystrykt 9”, „Chappi”), „Avatara” Jamesa Camerona, „King Konga”, a nawet Narnii czy „Królestwa Niebieskiego” Ridleya Scotta. Dowiedzieliśmy się także, jaki wpływ na rekwizyty w „Hobbicie” miały zmiany producentów. Ponieważ firmy się nie dogadały, więc wszystko tworzono na nowo, w dodatku tak, by nie naruszyć praw. Stąd różnice w wyglądzie.

Uruk-hai
Uruk-hai

Wizyta w Weta Cave nas zachwyciła. To jedno z tych miejsc, gdzie powstaje magia kina, gdzie można zobaczyć pewne sztuczki, to bardzo interesująca i pouczająca wycieczka. Zaś Wellington? Cóż, spać gdzieś trzeba. Ale Weta mocno podnosi atuty tego miasta. Na koniec ta sama uwaga, co w przypadku Auckland. Transport lokalny jest, ale do poruszania się między bardziej oddalonymi częściami miasta wskazany jest samochód.

Droga na lotnisko
Droga na lotnisko

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Wellington
Szlak filmowy
Wellington (Weta)

Park Narodowy Fiordland (Obcy, Władca Pierścieni)

Przepiękny i filmowy, Park Narodowy Fiordland (ang. Fiordland National Park) to największy z 14 parków narodowych Nowej Zelandii, zajmujący obszar 12 500 km2. Jego dominującym krajobrazem są oczywiście fiordy, ale jest tu też dużo lasów deszczowych. Co jeszcze ważniejsze, to miejsce wykorzystywane przez filmowców, acz najczęściej odgrywało rolę innych światów – jak Śródziemia, planet z „Obcego” czy fantastycznej krainy w „Willow”. Jest to przede wszystkim wspaniały, bardzo charakterystyczny krajobraz i tętniące życiem centrum turystyczne. Na ten park przeznaczyliśmy dwa dni, intensywne i ciekawe. Ale bez problemu można spędzić tu jeszcze więcej czasu.

Zatoka Milforda (Milford Sound)
Zatoka Milforda (Milford Sound)

Park Narodowy Fiordland

Pierwszy rezerwat utworzono tu w 1904 roku. Oczywiście nie zajmował on całego dzisiejszego terenu. W latach 60. poprzedniego stulecia chciano podnieść poziom jeziora Manapouri. Znajduje się tam elektrownia wodna, miano ją rozbudować. Ale zaprotestowała lokalna społeczność. To dzięki ich działaniom powstał w dużej mierze tak wielki park narodowy. Obecnie znajduje się na liście UNESCO, ale trzeba go szukać pod nazwą Te Wāhipounamu, co z języka Maorysów oznacza Zielony kamień. To zbiorcza nazwa czterech parków narodowych (dodatkowo Westland, Aoraki/Mt Cook i Mt Aspiring). Zostały one wpisane razem na listę w 1990, cztery lata wcześniej – w 1986 roku – Fiordland trafiło na listę samodzielnie.

Ostrygojady w zatoce Milforda
Ostrygojady w zatoce Milforda

Fiordy są krajobrazem charakterystycznym dla Norwegii, Szkocji, Grenlandii, Islandii, Patagonii, Półwyspu Labrador, Alaski i oczywiście Nowej Zelandii. To rodzaj mocno wydłużonych zatok o stromych brzegach, powstałych gdy morze zalało głębokie doliny i żleby, jakie pozostawił po sobie cofający się lodowiec. W języku angielskim (zwłaszcza stosowanym tym w Nowej Zelandii) jest kilka słów oznaczających zatokę, oczywiście każde jest specyficzne. Te tutaj nazywają się Sound (jak dźwięk). „Sound” jest określeniem na wlot morza/oceanu w głąb lądu, większy niż zatoka i szerszy niż fiord, więc polskie tłumaczenie „zatoka” nie jest do końca poprawna, bo to technicznie jest fiord powstały w okresie ostatniego zlodowacenia, w plejstocenie. W głęboki żleb powstały po cofającym się lodowcu wdarły się wody Morza Tasmana.

Doubtful Sound (Park Narodowy Fiordland)
Doubtful Sound

Lasy i wody w Soundach

Ponieważ wysokie brzegi porasta wiecznie zielony las, a okolica jest jednym z tych miejsc na Ziemi, gdzie najczęściej pada deszcz (tylko 1 na 3 dni są bezdeszczowe, to więcej niż w Londynie. Nam pogoda dopisała), to do zatoki trafia dużo słodkiej wody. Wobec tego woda w zatoce ma warstwy: powierzchniowa warstwa o głębokości do trzech metrów ma słodką wodę o mniejszej gęstości, poniżej jest warstwa pośrednia – lekko słona, gdzie ruch wody miesza słodką i słoną – oraz warstwę głębinową nieruchomą, gdzie zalega woda słona. Takie ukształtowanie warstw wód i stały dopływ bogatej w humus wody słodkiej ma oczywisty wpływ na występującą florę i faunę – nie całkiem słodkowodną i nie zupełnie słonolubną.

Zatoka Milforda
Zatoka Milforda

Fiordland jest duże, więc trzeba umieć wybrać, co chce się zobaczyć. My zdecydowaliśmy się na Doubtful Sound i Milford Sound. W obu przypadkach można wykupić wycieczki statkiem wycieczkowym, by przepłynąć całą zatokę i wypłynąć na chwilę na morze. Znów warto zadbać o to, by taką wycieczkę zarezerwować sobie wcześniej, nie na ostatnią chwilę. Myśmy wybrali rejs przez Doubtful Sound, głównie dlatego, że jest dłuższy.

Początek Milford Sound (Park Narodowy Fiordland)
Początek Milford Sound

PN Fiordland: Milford Sound (Zatoka Milforda)

Sama Zatoka Milforda to zwieńczenie szlaku Milford Track. W tym miejscu nie ma wiele ciekawych szlaków do wędrowania, raczej sam widok na początek zatoki i charakterystyczny Mitre Peak (mierzy 1692 m n.p.m.). Poza łodzią można też oglądać to miejsce z helikoptera czy samolotu. Ale już widok na zatokę i możliwość przejścia się tam to spora atrakcja. To bardzo piękne miejsce.

Fiordland
Fiordland

Wspomniany Milford Track to kolejna, bardzo interesująca, ale też kosztowna i zajmująca dużo czasu wyprawa. Można się przejść wielkim szlakiem. To „tylko” 53,5 km. Niestety o ile samo szlajanie się po Fiordland jest darmowe, o tyle wszelakie atrakcje już nie. Wejście na szlak trzeba zamówić i opłacić. W dodatku trwa cztery dni. Po drodze są oczywiście hotele (wliczone w cenę). Kwota jest różna w zależności od pory roku, w sezonie wyższa. Warto pamiętać także o tym, że baza hotelowa jest ograniczona, w ten sposób limitowane są wejścia. Podobno jest to jeden z piękniejszych szlaków, niestety będąc pierwszy raz w Nowej Zelandii nie byliśmy w stanie zdecydować się na 4 dodatkowe dni w Fiordland. Szlak Milford jest nie tylko jedną z bardziej znanych atrakcji Nowej Zelandii, ale też ma już swoją całkiem długą historię. Dla turystów otworzono go w 1889 roku. Zaliczana jest do tak zwanych Wielkich tras (The Great Walks).

Łubiny kwitnące w Fiordland
Łubiny kwitnące w Fiordland

PN Fiordland: Doubtful Sound

Doubtful Sound to największy fiord Południowej Wyspy i licząc prawie 50 kilometrów długości, jest niemal dwukrotnie dłuższy od chętniej odwiedzanego Milford Sound. Mniejsza popularność wynika z trudniejszego dostępu: o ile do Milford można bez trudu samodzielnie (lub z wycieczką) dojechać samochodem, to do Doubtful można dostać się tylko statkiem i to z przesiadką. To wydłuża czas wyprawy i zwiększa cenę. Najpierw należy dojechać do Manapouri, gdzie znajduje się przystań. Pierwszy rejs odbywa się po Jeziorze Manapouri do wielkiej elektrowni wodnej. Tam przesiada się do autobusu, który jedzie po jedynej w Nowej Zelandii drodze niepołączonej z siecią dróg. Dopiero tak dojeżdża się na brzeg Doubtful i można przesiąść się na statek na właściwy rejs. W drodze powrotnej odbywa to się tak samo.

W drodze do Doubtful Sound (jezioro Manapouri)
W drodze do Doubtful Sound (jezioro Manapouri)

A skąd ta dość niemarketingowa nazwa: Doubtful Sound? Otóż, gdy w 1770 roku przepływał tędy James Cook na okręcie „HMS Endeavour” musiał podjąć decyzję – wpłynąć do zatoki czy nie? Miał co do tego wątpliwości i po dłuższym wahaniu zrezygnował z tego i popłynął dalej, a miejsce nazwał Doubtful Harbor. Ostatecznie nazwa Doubtful Sound przyjęła się dzięki wielorybnikom, którzy tutaj wpływali, choć technicznie (geologicznie) rzecz biorąc, to jest to fiord. Kilka nazw w obrębie Doubtful ma korzenie hiszpańskie dzięki naukowej ekspedycji, która dotarła tutaj w 1793 roku. Na podstawie Ngai Tahu Claims Settlement Act z 1998 roku, oficjalna nazwa to Doubtful Sound/Patea.

Jezioro Manapouri (Park Narodowy Fiordland)
Jezioro Manapouri

Pierwszy rejs jest stosunkowo krótki. Na pokładzie można poczęstować się wliczoną w cenę kawą lub herbatą, zaś ci, którzy opłacili wcześniej dostają także lunch. Patrząc na ceny i jak on wyglądał, to cieszymy się, że z niego zrezygnowaliśmy. Prawda jest taka, że nie dla jedzenia tam płynęliśmy. Przeprawa autobusowa między rejsami liczy około 20 kilometrów. Po drodze czekają nas krótkie przystanki, w tym jeden ze wspaniałym widokiem na Doubtful Sound. Góry też robią wrażenie i choć nie są tak strome jak przy Milford Sound, jest ich więcej. Wspominaliśmy też już o tym, że to deszczowe tereny. Charakterystyczne dla fiordlandzkich Soundów są chmury między górami.

Widok na Doubtful Sound
Widok na Doubtful Sound

Rejs między fiordami

Doubtful Sound, podobnie jak Zatoka Milforda, ma tę niezwykłą cechę, że woda dzieli się na warstwy: ciemną słodką wodę pochodzącą z opadów i rzek, warstwę pośrednią i stojącą, zimną wodę morską poniżej. Ponieważ wierzchnia warstwa, która jest głęboka na 2 do nawet 10-ciu metrów, pochłania znaczną część światła, gatunki znane z upodobań do przebywania na głębokości 30 – 40 metrów, tutaj znajdują się już 10 metrów poniżej lustra wody. Mowa tutaj na przykład o czarnym koralu.

Doubtful Sound
Doubtful Sound

Bardziej można powiedzieć widowiskowi przedstawiciele lokalnego życia to foki, a dokładnie kotiki nowozelandzkie. Nam udało się ich wypatrzyć sporo i to ze stosunkowo niewielkiej odległości. Żyją tutaj także pingwiny żółtookie – ponoć w wodzie jeden pływał, myśmy go niestety nie wypatrzyli. W wodach fiordu na stałe żyje populacja delfinów butlonosych, a zaglądają tutaj także wieloryby, jak choćby humbaki, kaszaloty i orki. Z ptaków zaobserwować można głuptaki i albatrosy. Niestety mieliśmy tylko szczęście do fok.

Kotik nowozelandzki
Kotik nowozelandzki

Kea i inne zwierzęta Fiordland

W całym Fiordland zaś mieliśmy trochę więcej szczęścia do ptaków, przede wszystkim ostrygojadów i kormoranów, ale też jeszcze jednego bardzo interesującego zwierzęcia – papugi kea (Nestor notabilis). Jest to bardzo ciekawy ptak, endemit Nowej Zelandii. Papuga wszystkożerna, której znaczącą część diety stanowi świeże mięso. Słowem – kea jest drapieżnikiem, jedynym wśród papug. Jako jedyna papuga zajmuje piętro alpejskie. Kiedy w latach 60 XIX pasterze zauważyli, że kee atakują owce i wydziobują im tłuszcz z grzbietów, zaczęły się polowania na te ptaki. Aż do roku 1970 rząd wypłacał nagrodę za każdy dziób ptaka zabitego w pobliżu gospodarstw. Szybko pogłowie papug spadło do drastycznie niskiego poziomu i od 1984 roku kea jest pod całkowitą ochroną. Kea to ptak piekielnie inteligentny i co za tym idzie – ciekawski. Chętnie zagląda do ludzkich siedzib, grzebie im w rzeczach i kradnie co ciekawsze rzeczy.

Kea zaczepiająca turystów podczas postoju w Fiordland
Kea zaczepiająca turystów podczas postoju w Fiordland

Dla turystów to oczywiście wielka atrakcja, ale trzeba pamiętać o zamknięciu drzwi i okien w samochodzie i nie pozostawianiu plecaków czy innych rzeczy. W kilku miejscach w Fiordland widzieliśmy znaki, by nie karmić tych papug. Raz: to park narodowy, dwa: może to być niebezpieczne, a trzy: powinny sobie same szukać pożywienia. W każdym razie keę widzieliśmy w punktach postojowych przy drodze. Jedna wzbudzała duże zainteresowanie turystów, drugą trzeba było wypatrzeć. Poza keą występują tu także papugi kakapo, no i ptaki takahe, ich niestety nie wypatrzyliśmy.

Kotik nowozelandzki (Park Narodowy Fiordland)
Kotik nowozelandzki (Park Narodowy Fiordland)

Uciążliwe owady

Pomijając keę, która może trochę nabroić swoim dziobem, największym zagrożeniem w parku dla ludzi są meszki (sandflies). Te gryzą, dlatego zarówno wędrując jak i płynąć warto mieć coś do odstraszania owadów. Według maoryskiej legendy, bogowie stworzyli je tylko dlatego, by ludzie nie uznali Fiordland za raj na Ziemi i chcieli stąd odejść.

Chmury - typowy widok w Doubtful Sound
Chmury – typowy widok w Doubtful Sound

W tych punktach, które położone są nad wodą, np. nad rzeką, można się natknąć za zestaw do czyszczenia alg brunatnych. Tablice informują, że jest to obcy, inwazyjny gatunek i należy oczyścić buty, ubrania, sprzęt, koła samochodu (jeśli miał styczność z wodą), etc. w celu zapobiegania przenoszeniu alg między zbiornikami wodnymi.

Doubtful Sound
Doubtful Sound

Te Anau

Nocowaliśmy w miejscowości Te Anau, położonej w środku Fiordland. Niezależnie czy wybieramy się do Milford Sound czy Doubtful i tak trzeba przez nią przejechać. Zresztą to dość duża baza turystyczna, skąd można wyruszyć na zorganizowane wycieczki. Miejscowość położona nad jeziorem Te Anau, największym na południowej wyspie i drugim co do wielkości (po Taupo) w całej Nowej Zelandii. Samo miasteczko ogólnie mówiąc przeciętne. Rzeźba ptaka takahe przypomina, że Fiordland jest głównym siedliskiem tego uznanego za wymarły w 1900 roku gatunku. Prawie 50 lat później zaobserwowano nieliczne osobniki, szacowano liczebność takahe na ok. 300 sztuk. Do lat 80. XX populacja drastycznie spadła, więc podjęto starania o odtworzenie gatunku. W październiku 2017 roku naliczono 347 osobników i ta liczba sukcesywnie wzrasta. Nam udało się zaobserwować w różnych miejscach modrzyka, który do takahe jest bardzo podobny, ale takahe jest krępym ptakiem o krótkich grubych nogach.

Doubtful Sound
Doubtful Sound

W Te Anau mając już trochę czasu, skorzystaliśmy z jeszcze jednej atrakcji, których jest sporo w Nowej Zelandii. Jet-boat, czyli jazda motorówką po jeziorze. Nie jest to zabawa pouczająca, czy pozwalająca odkrywać i obserwować tutejsze widoki. Kończy się to na drifttingu na jeziorze (lub kręceniu bączków), podbijaniu się na falach. Tak na zasadzie czystej rozrywki. Kiwi twierdzą, że tego typu motorówki to ich własny pomysł, a co za tym idzie to bardzo lokalna atrakcja. Nie wnikaliśmy, ale faktycznie zabawa przednia. Wszelkie atrakcje można zamówić w Te Anau, albo poszukać wcześniej w sieci (jest kilka firm, które organizują rejsy). W sezonie, jak się ma ograniczoną liczbę dni w Fiordland, warto zarezerwować sobie rejs wcześniej.

Doubtful Sound
Doubtful Sound

Okolice Te Anau

Jadąc między Milford Sound a Te Anau, czy jeszcze bardziej na południe Doubltful Sound, mamy po drodze wiele miejsc z krótkimi trasami spacerowymi. Często wśród drzew, czasem przy jakiś wodospadach czy innych widokach. Kwitnący łubin w wielu odcieniach fioletu i błękitu to częsty widok w Nowej Zelandii. Pachnie obłędnie. Oczywiście w odpowiedniej porze roku. Jedno z takich ciekawszych miejsc, w sam raz by zatrzymać się na chwilę, to Mirror Lake. Przy pomyślnej, bezwietrznej pogodzie, w wodzie widać doskonałe odbicie otaczających gór. Myśmy nie widzieli, bo lustro wody było nieco pomarszczone. W każdym razie znajduje się tu ciekawa tabliczka z nazwą tego miejsca.

„Obcy: Przymierze” i Milford Sound (Fiordland)
„Obcy: Przymierze” i Milford Sound (Fiordland)

Fiordland na filmowo: Obcy i Willow

Fiordland znalazł się na naszym szlaku filmowym nie bez przyczyny. W zatoce Milforda kręcono choćby sceny do „Willow” Rona Howarda. Niewiele, ale jednak, więcej kręcono w Tongariro. Tu także powstawał „Obcy: Przymierze” Ridleya Scotta. Kręcono tu ujęcia planety, na której przebywał David. Zdjęcia trwały od 4 kwietnia 2016 do 19 lipca tegoż roku.

Leśna ścieżka oznaczona przez fanów Władcy Pierścieni
Leśna ścieżka oznaczona przez fanów Władcy Pierścieni

W grudniu 1996 roku Steven Spielberg kręcił tu przez pięć dni „Zaginiony Świat: Park Jurajski”. Dokładniej powstała tu scena otwierająca film, zdjęcia z wody. Zamiast kostarykańskiej wyspy pokazywane jest wybrzeże Nowej Zelandii. Z nowszych filmów warto wspomnieć „Mission: Impossible – Fallout”, w Fiordland, prawdopodobnie w Milford Sound kręcono kilka ujęć z początku filmu (scena ślubu).

Anduina
Anduina

Filmowa Anduina i inne władcowe lokacje

Jednak najlepiej pamięta się tu oczywiście o „Władcy Pierścieni”. Mimo że w sumie spędzono tu mniej dni, niż w przypadku „Obcego”, to jednak ekipa Petera Jacksona na trwałe zmieniła Fiordland. Wzrosła przede wszystkim jego rozpoznawalność. Między Doubtful Sound a Te Anau nad rzeką Waiau, konkretnie nad odcinkiem, który łączy Jezioro Manapouri i Jezioro Te Anau znajduje się kilka lokacji filmowych. Tutaj nagrywano ujęcia rzeki Anduiny w kilku różnych, oddalonych od siebie o kilkaset metrów miejscach.

„Władca Pierścieni: Drużyna Pierścieni”, Fiordland jako rzeka Anduina
„Władca Pierścieni: Drużyna Pierścieni”, Fiordland jako rzeka Anduina

Nie są oficjalnie oznaczone, o utrzymanie i oznakowanie leśnych ścieżek dba lokalny fandom. Tutejsi fani wnieśli petycję do lokalnego rządu o nazwanie tego odcinka rzeki Anduin Reach. Ich prośba została odrzucona w 2009 roku, uargumentowano to tym, że nie ma żadnych historycznych przesłanek, by ta część rzeki miała jakąś specjalną nazwę.

Anduina
Anduina

Choć tę batalię przegrali, to w myśl churchilowskiego „Nigdy się nie poddamy”, fani filmów Jacksona po pierwsze oznaczyli te miejsca na mapach Google’a nadając im bardziej tolkienowskie nazwy. Po drugie oznaczyli szlaki. Można wejść do lasu i dojść do Anduiny. Parking przed wejściem jest dość umowny, ale jest. Później mamy informację, że nie jest to oficjalny szlak i nikt nie ponosi odpowiedzialności. Dalej droga przez las. W oznaczenia trzeba się wpatrywać, wytrawne oko raczej nie zbłądzi. Za to już sama wędrówka między drzewami jest fascynująca, bo dzika. Ścieżki nie są wyrównane, trzeba się przedzierać czasem między paprociami albo zwalonymi konarami. Takiej Nowej Zelandii to niestety najczęściej nam brakowało.

Anduina
Anduina

W okolic Fiordland, już niekoniecznie w rezerwacie, kręcono także kilka innych ujęć do „Władcy”, w tym choćby Martwe Bagna, a także las Fangorn.

Pola i bagna wykorzystywane przez ekipę Petera Jacksona
Pola i bagna wykorzystywane przez ekipę Petera Jacksona

Transport po Fiordland

Po samym Fiordland między fragmentami rezerwatu najlepiej poruszać się samochodem, zresztą jak po większości Nowej Zelandii. Drogi są dobre, ale trzeba pamiętać o tym, iż bywają wahadłowe odcinki jednokierunkowe. W szczególności tunel prowadzący do zatoki Milforada, więc jeśli ktoś ma tam rejs o określonej godzinie, warto zarezerwować więcej czasu na dojazd.

Jezioro Te Anau
Jezioro Te Anau

Nawet bez filmów to miejsce jest wyjątkowe. Gdy się wypłynie z zatoki, to w prostej linii przez Morze Tasmana mamy „tylko” 1650 km do wybrzeża Australii (przylądek Howe). Zresztą Fiordland to bez wątpienia jedno z najładniejszych miejsc, które widzieliśmy w kraju kiwi. A konkurencja jest spora.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Te Anau
Te Anau

Szlak nowozelandzki
Park Narodowy Fiordland
Szlak filmowy
Park Narodowy Fiordland (Obcy, Władca)