Haga, polityczna i biznesowa stolica Holandii

Choć formalnie, wg konstytucji, stolicą Holandii jest Amsterdam, to jednak rząd, parlament czy rodzina królewska urzędują w Hadze (nid. Den Haag). Historycznie była to początkowo zaledwie mała osada niedaleko zamku myśliwskiego władców Holandii, z czasem się rozrosła . Haga to dziś bardzo różnorodne, intrygujące połączenie starego z nowym, a przy tym pełni ważną rolę międzynarodową, jak choćby jest siedzibą Trybunału Sprawiedliwości czy Europolu. Mimo to stare miasto znów idealnie nadaje się na krótki spacer.

Haga stare i nowe miasto w tle
Haga stare i nowe miasto w tle

Historia, polityka i biznes

Haga to nie tylko prawdziwa stolica polityczna Holandii, ale też ważne miasto biznesowe. Funkcję centrum ekonomicznego współdzieli z bliskim Rotterdamem. Zażyłość i bliskość między tymi miastami jest tak duża, że współdzielą one jedną linię metra, więc spokojnie można się poruszać między nimi.

Uliczki Hagi
Uliczki Hagi

Biznes lubi wysokie i nowoczesne biurowce. Tych w Hadze jest sporo. Bardzo ciekawie wygląda to z perspektywy centrum, gdzie widzimy starą zabudowę, a za nią gdzieś w oddali drapacze chmur. Umiejętnie to połączono, jedno nie wchodzi na drugie, a przy tym wizualnie współgrają.

Haga
Haga

Haga: Zamek Binnenhof

Przepiękny, częściowo otwarty publicznie jest zamek Binnenhof, położony nad jeziorem Hofvijver, ze słynną salą rycerską. Sala ta obecnie jest używana do cyklicznych spotkań monarchy z parlamentem.

Binnenhof
Binnenhof

Pałace królewskie w Hadze

W Hadze mamy dwa oficjalne pałace królewskie. Są to Huis ten Bosch i Noordeine Palace. Pierwszy znajduje w Haagse Bos, to pozostałość po dawnym lesie, która obecnie bardziej przypomina park. Drugi jest bardziej w zabytkowym centrum. Wejście do obu raczej jest trudne, ale można je zobaczyć z zewnątrz. W Holandii są trzy oficjalne pałace królewskie, dwa w Hadze i jeden w Amsterdamie. Dodatkowo rodzina królewska ma własny zamek.

Noordeinde Palace
Noordeinde Palace

Tereny zielone w Hadze

W Hadze nie brakuje też terenów zielonych. W parku przy pałacu królewskim (Noordeine Palace) można zobaczyć dzikie króliki. Zaś w parku (Haagse Bos) przy dworcu centralnym, poza ptactwem, jest też wyspa, na której za ogrodzeniem pasą się jelenie.

Bernikle i inne ptaki w parku Koekamp
Bernikle w parku Koekamp

Muzea i inne atrakcje Hagi

Mając trochę więcej czasu na Hagę można też spróbować pojechać na plażę, czy raczej kąpielisko Scheveningen z molem. Niektórych może zainteresować Madurodam, czyli miniatura całej Holandii, o ile oczywiście ktoś lubi takie atrakcje. Z muzeów warto rozważać Mauritshuis posiadające ciekawą kolekcję prac malarzy niderlandzkich (w tym choćby słynną „Dziewczynę z perłą” Vermeera) lub Gemeentemuseum z pracami Pieta Mondriana.

Uliczki Hagi
Uliczki Hagi

Haga: zwiedzanie

Darmowych mapek jako takich w punkcie informacyjnym nie ma. Są za to broszury, na których są także mapki zabytkowego centrum, oraz wiele innych informacji. Do zobaczenia najważniejszych rzeczy jak najbardziej wystarczają.

Binnenhof
Binnenhof
Binnenhof
Binnenhof

Haga czy nawet Rotterdam bez wątpienia mają ten problem, że choć to duże miasta, jeśli chodzi o zabytki są jakby uboższymi krewnymi innych okolicznych miejscowości Beneluxu. Jednak z powodu rozłożenia interesujących miejsc także poza ścisłym centrum, pełniejsze zwiedzenie Hagi wymaga poświęcenia większej ilości czasu. Samo centrum da się zobaczyć szybko, bo nie jest zbyt duże.

Haga - wejście do Binnenhof i Hollandia
Haga – wejście do Binnenhof i Hollandia

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak holenderski
Haga Maastricht

Share Button

Rotterdam, największy port na świecie aż do XXI wieku

W powszechnej świadomości Rotterdam wygląda zdecydowanie inaczej niż w rzeczywistości. Wielki stary port zastąpiła nowoczesna dzielnica portowa. Centrum jest zdominowane przez wieżowce. Zaś najlepiej kojarzony z tym miastem Erazm, czyli żyjący tu wielki humanista z XV wieku, też jest bardziej przeszłością miasta. Trudno znaleźć nawet ślady jego bytności, choć oczywiście nie zapomniano o nim całkowicie. Rotterdam to przede wszystkim ekonomiczne i biznesowe centrum Holandii, bardzo dynamiczne miasto pełne nowoczesnych drapaczy chmur, które nie ma zbyt wiele czasu czy miejsc na ukazywanie swej przeszłości. Już nawet okolice dworca centralnego zachwycają, przede wszystkim stylem.

Okolice dworca w Rotterdamie
Okolice dworca w Rotterdamie

Historia Rotterdamu

Brak śladów przeszłości wynika wprost z niedawnej historii miasta. Rotterdam rozwijał się dość mocno od XIII wieku, zwłaszcza w czasie rozwoju Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, zaś później w epoce przemysłowej wraz z rozwojem Zagłębia Ruhry wręcz jeszcze zyskał na swoim znaczeniu. Jednak w 1940 roku podczas II wojny światowej niemiecka Luftwaffe przeprowadziła naloty dywanowe na miasto. Niewiele zabytków ocalało. Miasto w praktyce zbudowano od nowa, dlatego jest tak nowoczesne. Dziś to największy europejski port rozciągający się na przestrzeni 40 kilometrów. Dopiero na początku XXI wieku Singapur, a potem Szanghaj przejęły od Rotterdamu tytuł największego portu na świecie.

Stary port - Rotterdam
Stary port – Rotterdam

Port w Rotterdamie

Port to dziś perła w koronie Rotterdamu, ale też swoista atrakcja turystyczna. Organizowane są tu rejsy po kanałach portowych. Jest też muzeum, częściowo otwarte dla wszystkich zwiedzających, gdzie można zobaczyć jak kiedyś wyglądały porty, czy starsze okręty. Niestety starsze przemysłowe obszary zostały zniszczone przez hitlerowców.

Port w Rotterdamie
Port w Rotterdamie

Niewiele pozostało też śladów po Erazmie. Jest oczywiście pomnik, zdarzają się też instytucje nazwane jego imieniem. Przede wszystkim zaś najbardziej widowiskowy jest most Erazma, jeden z symboli współczesnego Rotterdamu. Nazywany jest też Łabędziem ze względu na kształt.

Most Erazma
Most Erazma

W Rotterdamie udało się zostawić miejsce na tereny zielone, dzięki czemu jest gdzie odpocząć i odetchnąć. Co ciekawe, w parkach można spotkać zdziczałe króliki.

Rotterdam
Rotterdam

Rotterdam: Muzea

Część muzealna to przede wszystkim  muzeum Boijmans Van Beringen, które może się pochwalić ciekawą kolekcją obrazów. Wokół budynku także mały park.

Muzeum Boijmans Van Beringen
Muzeum Boijmans Van Beringen

Rotterdam: zwiedzanie

Jeśli chodzi o darmowe mapki, to owszem są dostępne w biurze informacji turystycznej, ale… nawet na dworcu ta jest czynna dość krótko. Trzeba było się obejść bez (ew. to co jest w hotelach).

Wieżowce w Rotterdamie
Wieżowce w Rotterdamie

Podsumowując Rotterdam to bardzo specyficzne, nowoczesne miasto. Pełne różnych pojazdów wodnych, biurowców i kilku interesujących budynków, jak dworzec kolejowy. Jednak zniszczeń po II wojnie światowej nigdy nie udało się nadrobić, więc miasto jest jakby pozbawione swojej długiej i interesującej historii.

Kanały Rotterdamu
Kanały Rotterdamu

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak holenderski
Rotterdam

Share Button

Ukraina: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Ukrainy. Ukraina to nasz bliski sąsiad, dane zweryfikowane ostatnio w sierpniu 2018.

Ukraina: Podstawowe informacje

Uwagi ogólne: Duża, różnorodna i ciekawa dawna republika radziecka. To kraj, w którym bardzo widać rozwarstwienie społeczne. Obok luksusowych samochodów jeżdżą tu pojazdy, które na Zachodzie dawno poszłyby na złom. To ciekawa mieszanka kultur – polskiej, rosyjskiej i rodzącej się ukraińskiej narodowości.

Klimat: Większa część kraju znajduje się w strefie klimatu umiarkowanego kontynentalnego, będącego pod wpływem polarnych mas powietrza – oznacza to zwłaszcza mroźne zimy. Natomiast Półwysep Krymski znajduje się w strefie klimatu podzwrotnikowego morskiego.

Język: Oficjalnie ukraiński. W miastach, zwłaszcza wśród młodych, angielski. Na zachodzie – okolice Lwowa – polski, na wschodzie rosyjski (jednocześnie lepiej uważać z rosyjskim w innych częściach kraju). Narasta niestety duża niechęć do używania rosyjskiego (oczywiście związana z wydarzeniami na wschodzie Ukrainy). Dochodzi do przypadków nagłego „zapomnienia”, dość podobnego języka.

Baza noclegowa: Problemu nie ma, można szukać na Booking.

Ukraina: Transport

Dojazd: Z zachodu Polski najlepiej samolotem. Tanie linie latają do Lwowa, Kijowa, a nawet Charkowa. Zaś ze wschodu dobrym rozwiązaniem mogą być busy, względnie samochód przez przejście graniczne.

Samochody i transport: Autostrady i drogi na Ukrainie są bezpłatne. Przy przejeździe przez granicę pobierana jest „taksa” ekologiczna.

Ukraina to duży kraj, by się po nim poruszać można skorzystać z kolei lub autobusów, albo marszrutek (te są tu dość popularne).

Można też latać między miastami. Oprócz narodowych linii Ukraińskich, są też mniejsi przewoźnicy jak Motor-Sich Airlines. Ta linia jest to tyle ciekawa (kursuje np. na trasie Lwów – Kijów), że latają tam samoloty Antonov model An-24 (produkowane w latach 1959-1979). Wyglądają mocno jak z epoki, zresztą wewnątrz nie zmieniono specjalnie wystroju. Dla jednych będzie to ciekawa atrakcja, dla innych ostrzeżenie.

Uber: Uber w dużych miastach, zwłaszcza w Kijowie jest bardzo popularnym środkiem transportu i dość dobrze oznaczonym. Część samochodów ma wręcz naklejkę Ubera.

Ukraina: Prawo

Wiza: Wystarczy paszport.

Przepisy celne: Nic szczególnego.

Prawo i obyczaje: Nic specjalnego.

Drony: Obowiązuje prawo ograniczające używanie dronów z kamerą czy aparatem. By takiego używać należy mieć zgodę ukraińskiego Ministerstwa Lotnictwa.

Flaga Ukrainy
Flaga Ukrainy

Bezpieczeństwo na Ukrainie

Szczepienia wymagane: Brak. Warto standardowo być zaszczepionym na WZW A i B, a ponadto warto zafundować sobie szczepienia przypominające, które w Polsce są obowiązkowe, a na Ukrainie nie: przede wszystkim na odrę (dla tych, którzy mieli tylko jedną dawkę szczepienia) i gruźlicę, gdyż istnieje ryzyko zarażenia się na Ukrainie.

Choroby: W teorii nic istotnego, w praktyce ilość szczepień na Ukrainie jest mniejsza niż w Polsce (brak obowiązkowych szczepień np. przeciwko odrze). Należy zweryfikować swoją książeczkę szczepień pod kątem zwłaszcza WZW, odry i gruźlicy. Dodatkowo należy pamiętać, że Ukraina ma największy procent zarażonych wirusem HIV w Europie.

Bezpieczeństwo ogólne: Drobna przestępczość, machlojki, kombinowanie to jedna strona medalu. Druga to niepokoje polityczne i wojna na wschodzie. To zdecydowanie teren, którego dziś warto unikać. O ile w takim Lwowie czy na zachodzie raczej się tego nie czuje, o tyle im bardziej na wschód tym niebezpieczniej.

Ukraina: Płacenie

Waluta: Hrywna (UAH). W turystyce w wielu miejscach otwarci ne Euro czy dolary.

Płatności kartą i bankomaty: I dobrze i źle. Z jednej strony bankomaty są, podobnie jak technika – internet, Uber, wszystko działa. Więc płatności kartą raczej nie stanowią problemu, ale jednocześnie nie wszędzie są chętnie przyjmowane. Lepiej mieć ze sobą gotówkę. Podobnie jest z atrakcjami, nie ma reguły. W jednych przyjmują kraty, w innych nie. Revolut działa na Ukrainie.

Napiwki: W latach 90. zostawienie go było obraźliwe. Dziś w teorii najczęściej wliczony w cenę, ale jednocześnie coraz częściej też są mile widziane.

Prąd i komunikacja na Ukrainie

Internet: Raczej dość dobrze rozwinięty.

Telefony: Roaming dostępny. Zasięg telefonów dobry.

Gniazdka elektryczne: Jak w Polsce.

Kultura Ukrainy

Jedzenie wegetariańskie: Kuchnia zbliżona do polskiej czy rosyjskiej, bez problemu znajdziemy jakieś pierogi, czy coś innego lokalnego, co nie ma mięsa. Popularne są też knajpy gruzińskie czy krymskie.

Ludzie: Słowianie. I to powinno wystarczyć. W pierwszym kontakcie zdystansowani i zamknięci w sobie. Zyskują przy bliższym poznaniu. Jednocześnie bardzo pomysłowi, kreatywni, szukając rozwiązań, niekoniecznie zgodnych z prawem.

Papier toaletowy z Putinem na Majdanie (Ukraina)
Papier toaletowy z Putinem na Majdanie

Bardzo wyraźnie widać tam dziś proces tworzenia się narodu ukraińskiego, budowanie mitów narodowych, wspólnoty. Głównie na bazie niechęci do Rosji. Wydarzenia z Majdanu są wciąż żywe w Kijowie.

Turystyczny niezbędnik

Oznaczenia i drogowskazy: Z tym bywa różnie, żeby nie powiedzieć słabo. Oznaczenia dość nieregularne. Opisy bardzo często tylko po ukraińsku i to w miejscach, które aż proszą się o dwujęzyczne tablice. Np. we Lwowie jest miejsce poświęcone Juliuszowi Słowackiemu. Przybywają tu głównie Polacy i wszystko jest tylko po ukraińsku. Tu wciąż jest widoczny problem procesów narodowotwórczych, gdzie istotniejsze jest podkreślenie ukraińskości niż otwarcie się na turystów.

Informacja turystyczna i mapy: W Kijowie jeszcze można bez problemu dostać mapę, często w hotelach są (z reklamami kasyn i domów publicznych). W innych miastach jest zdecydowanie gorzej. Ciężko też bywa z punktami informacji turystycznej. Bywają, ale dużo lepiej sprawdzają się w tej materii organizatorzy wycieczek i atrakcji, czy naganiacze.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak ukraiński
Praktycznie
Share Button

Czarnobyl, zona, elektrownia i miasto-widmo Prypeć

Wśród dość dziwnych i niekoniecznie normalnie turystycznych miejsc (jak choćby koreańska DMZ) warto wymienić wywołującą pewne zdziwienie Strefę Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, czyli Czarnobylską Zonę (lub krótko Czarnobyl) i miasto duchów, czyli Prypeć. Jeszcze parę lat temu było to miejsce owiane legendą, także z religijnymi, czy wręcz apokaliptycznymi aspektami, dziś także ze względu na popularność post-apo i różnego rodzaju stalkerów to miejsce bardziej dostępne i coraz chętniej odwiedzane. Nadal zamknięte, ale dziś chyba głównie ze względu na to, by pilnować interesu.

I trzeci anioł zatrąbił:
i spadła z nieba wielka gwiazda, płonąca jak pochodnia,
a spadła na trzecią część rzek i na źródła wód.
A imię gwiazdy zowie się Piołun.
I trzecia część wód stała się piołunem,
i wielu ludzi pomarło od wód, bo stały się gorzkie.

Ap 8, 10-11 wg Biblii Tysiąclecia

Zalesie

Wycieczka do strefy Czarnobyla

Wycieczkę do czarnobylskiej Zony kupiliśmy w lokalnej firmie, która zabierała turystów z Kijowa – Solo East Travel, która ma raczej dobre recenzje. Wcześniej dokonaliśmy rezerwacji internetowej, gdzie należało podać dane z paszportu – ponieważ jest to strefa zamknięta, przejeżdża się przez kontrole paszportowe, gdzie lista turystów jest weryfikowana z danymi paszportowymi. Te wycieczki są organizowane z przewodnikiem mówiącym po angielsku. Można też szukać konkurencyjnych firm z polskim przewodnikiem, wiele z nich wyrusza z Przemyśla i przejeżdża Ukrainę. Nam zależało także na zobaczeniu Kijowa. Na wycieczkę trzeba koniecznie zabrać ze sobą paszport, jest sprawdzany. Uwaga praktyczna – mniej osób przybywa do Zony w środku tygodnia, weekendy są bardziej obłożone.

Czarnobyl
Czarnobyl

Oczywiście firmy takie jak wspomniana wyżej mają licencję i przeprowadzają turystów utartym i bezpieczny” szlakiem. Niby jest kilka tras, są nawet wycieczki kilkudniowe, ale mniej więcej ogląda się to samo. Alternatywą są nielegalne wypady organizowane przez stalkerów. Bez większych problemów można znaleźć ich namiary w sieci. Są zazwyczaj też tańsze i jak twierdzą organizatorzy, w przypadku złapania mandaty na Ukrainie nie są drogie. Choć w szczególnych przypadkach turystom może grozić deportacja. Znajdują się chętni na taką ekstremalną turystykę. W 2018 złapano w Strefie dwóch Polaków.

Prawdopodobnie ostatni pomnik Lenina na Ukrainie (Czarnobyl)
Prawdopodobnie ostatni pomnik Lenina na Ukrainie (Czarnobyl)

Zwiedzanie Zony i Prypecia

Zwiedzanie Zony składa się z odwiedzenia kilku punktów, nie tylko miasta Czarnobyl (ukr. Чорнобиль, dawniej lub z rosyjska – Czernobyl – Чернобыль), okolic elektrowni i Prypecia (ukr. Прип’ять, ros. Припять). Dziś główne miasto Zony to znów Czarnobyl. Obecnie pozostali tu pracownicy elektrowni atomowej, naukowcy i ludzie pracujący w turystyce. Pracują na 3/4 – trzy dni przebywają w Zonie, a cztery poza nią. Naukowcy mają te interwały nieco wydłużone – 2 tygodnie w Zonie, miesiąc poza. Obecnie w Czarnobylu pomieszkuje około 2000 osób. Turystów w Zonie rocznie oficjalnie przybywa około 10 tysięcy.

Tabliczki zlikwidowanych wiosek (Czarnobyl)
Tabliczki zlikwidowanych wiosek (Czarnobyl)

Czarnobyl: historia i proroctwo

Historia osadnictwa na terenie obecnego Czarnobyla sięga przełomu XI i XII wieku. Nazwa osady i późniejszego miasta pochodzi od porastającego okolicę rodzaju piołunu. Ta nazwa w 1986 roku znalazła się na ustach całego świata i obok Hiroszimy czy Nagasaki, a ostatnio także Fukushimy, symbolizuje atomową zagładę. Dodatkowo wyobraźnię pobudzają zbieżności z wersetami Apokalipsy św. Jana, od tamtej pory nierzadko łączone z czarnobylską katastrofą. Tę symbolikę wykorzystano przy tworzeniu miejsca pamięci katastrofy atomowej, choćby pomnika.

Apokaliptyczny Anioł Zagłady (Czarnobyl)
Apokaliptyczny Anioł Zagłady (Czarnobyl)

Katastrofa w Czarnobylu

W wyniku katastrofy czarnobylskiej przesiedlono około 200 tysięcy mieszkańców miasta Prypeć, Czarnobyl i 187 mniejszych miasteczek i wsi. Część z nich (jak Prypeć) ewakuowano w ciągu 36 godzin, a część w kolejnych miesiącach i nawet latach aż do 1990 roku. Tabliczki z nazwami wsi-widm są częścią memoriału katastrofy w Czarnobylu.

Arka nad sarkofagiem nad 4 reaktorem i kolejny pomnik
Arka nad sarkofagiem nad 4 reaktorem i kolejny pomnik

W nocy 26 kwietnia 1986 doszło do najpoważniejszej wówczas katastrofy w elektrowni nuklearnej (dotychczas drugą taką katastrofą 7-stopnia w siedmiostopniowej skali była katastrofa w elektrowni w Fukushimie w 2011 roku). Wybuch 4. bloku reaktora jądrowego w Czarnobylu doprowadził do uwolnienia radioaktywnej chmury do atmosfery.

Kopaczi
Kopaczi

Dokładny przebieg katastrofy i walka z żywiołem to długa historia błędów konstrukcyjnych, pośpiechu i niedbałości, zatajania faktów o rozmiarach katastrofy przed opinią publiczną i samymi ratownikami (ale to nie jest radziecka specjalność, Japończycy zachowali się dokładnie tak samo), to jest także opowieść o heroicznym wysiłku ratowników, z których wielu przypłaciło zdrowiem i życiem. Dziś powszechna jest opinia, że za katastrofę odpowiadają inżynierowie, którzy chcąc się wykazać i zwiększyć wydajność elektrowni przeprowadzili eksperyment na żywym organizmie. Za „eksperyment” odpowiadał młody inżynier Leonid Toptunow (pracował w elektrowni 3 miesiące), a nadzorował go Aleksander Akimow (szef zmiany).

Zalesie, porzucony samochód
Zalesie, porzucony samochód

Czarnobyl: Skutki katastrofy

Trudno oszacować liczbę ofiar czarnobylskiej katastrofy. Najnowszy raport ONZ mówi o 134 pracownikach narażonych na bardzo wysoką dawkę promieniowania, z czego 28 zmarło w wyniku choroby popromiennej, zaś 2 od poparzeń (przypomnijmy – przez 9 dni trwał pożar). A co ze śmiertelnością płodów? Co z zachorowalnością na nowotwory, zwłaszcza tarczycy? Raport Lekarzy Przeciw Wojnie Nuklearnej podaje zatrważające dane, liczby idące w dziesiątki tysięcy. Jednak długofalowe i rzetelne badania oraz statystyki wskazują, że bezpośrednio w wyniku skażenia zmarło 81 osób.

Strefa Wykluczenia wokół Czarnobyla
Strefa Wykluczenia wokół Czarnobyla

Ponadto nie zauważa się żadnych anomalii genetycznych u dzieci, które w życiu płodowym mogły zostać napromieniowane, nie było większej liczby poronień, ani w Polsce, ani na Ukrainie czy Białorusi. Co więcej, podobne wnioski o niepotrzebnym demonizowaniu opadu radioaktywnego nasuwają się po analizie zgonów i chorób w wyniku wybuchów bomb nad Hiroszimą i Nagasaki oraz zachorowalności w obszarach, gdzie występuje wysokie naturalne promieniowanie (np. Ramsar w Iranie). Wygląda na to, że podwyższone nawet znacznie promieniowanie nie jest tak groźne dla organizmu ludzkiego, jak się może wydawać, a przyjęte normy zbyt restrykcyjne. Choć oczywiście nie należy przesadzać też w drugą stronę, pewne mutacje się pojawiają.

Prypeć i postapokaliptyczne miasto
Prypeć i postapokaliptyczne miasto

Tak zwany efekt Czarnobyla

Tu warto zaznaczyć też o tak zwanym efekcie Czarnobyla. W miejscach, gdzie znikają ludzie, przyroda zaczyna się odradzać. Pojawiają się także rzadkie gatunki zwierząt. W Prypeci można spotkać duże sumy, zaś w okolicy błąkają się między innymi koniki Przewalskiego. Pomijając fragmenty czerwonego lasu, w większości przypadków natura daje sobie radę. Obecnie efekt Czarnobyla jest też dostrzegalny w Donbasie i okolicach, skąd uciekli ludzie przed wojną. Zaś zwierzęta bardzo szybko zajmują te tereny. Natura nie lubi próżni, czy jak mawiał Ian Malcolm z „Parku jurajskiego”, życie znajdzie drogę. Tu faktycznie to widać.

Jabłka w Czarnobylu
Jabłka w Czarnobylu

Swoją drogą w całej Zonie jest bardzo dużo drzew owocowych, ale na wszelki wypadek odradza się ich spożywanie. Mutacje czasem są zauważalne, ale raczej niewielkie. W przypadku flory to głównie gigantyzm, acz nie przesadny, zaś fauny to np. albinizm u jaskółek. Strefa Czarnobylska jest dobrze prosperującym i największym w Europie, choć nieoficjalnym rezerwatem przyrody, pełnym gatunków zagrożonych, nie widzianych tu nawet od stuleci. Dziś na Ukrainie powstaje drugi taki w okolicach Donbasu (z powodu wojny i uciekających stamtąd ludzi).

Opuszczone domy mieszkalne w Prypeci
Opuszczone domy mieszkalne w Prypeci

Czarnobyl: Zwiedzanie strefy

Strefa Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, zwana potocznie Zoną, obejmuje obszar o powierzchni ponad 4700 km2. Jest to strefa objęta największym skażeniem radioaktywnym na terenie Ukrainy i Białorusi, skąd krótko po katastrofie przesiedlono lokalną ludność. W odległości 30 kilometrów od elektrowni jest pierwsza strefa z kontrolowanym dostępem, w odległości do 10 kilometrów od elektrowni druga. Obecnie jest jednym z głównych celów wizyt turystycznych na Ukrainie.

Pomnik Likwidatorów (Czarnobyl)
Pomnik Likwidatorów (Czarnobyl)

Czarnobyl: miasto

W samym Czarnobylu znajduje się wspomniana już rzeźba anioła czy tabliczki wysiedlonych wiosek, a także pomnik upamiętniający bohaterstwo likwidatorów. Napis na nim głosi „Tym, którzy uratowali świat”. Znajduje się tu także prawdopodobnie ostatni pomnik Lenina na Ukrainie, a także sklep z pamiątkami i restauracja „Dziesiątka”, gdzie żywią się turyści. Druga restauracja w Zonie to stołówka w elektrowni.

Reaktor nr 4 elektrowni w Czarnobylu
Reaktor nr 4 elektrowni w Czarnobylu

Elektrownia w Czarnobylu i arka

Tuż przy samej elektrowni czekała na nas jeszcze jedna dodatkowa atrakcja. Sympatyczny lis Simon jest znany przewodnikom wycieczek po Zonie, dokarmiany tak przez nich jak i przez turystów, więc czeka w miejscu, gdzie zatrzymują się busy, a turyści spoglądają na elektrownię z oddali.

Lis Simon niedaleko elektrowni
Lis Simon niedaleko elektrowni

Ciekawostka: ostatni reaktor elektrowni zamknięto dopiero 15 grudnia 2000 roku. Ostatni reaktor (czwarty) oddano do użytku w 1983 roku. To właśnie on uległ katastrofie w nocy 26 kwietnia 1986 roku. Przed wybuchem trwały budowy dwóch kolejnych reaktorów (bloki 5 i 6), zresztą elementy zabudowy widać. Czwarty reaktor został zalany betonowym sarkofagiem. Niestety rozwiązanie to okazało się być krótkotrwałe. Sarkofag zaczął korodować i przestał spełniać swoją rolę. Zaczęto więc pracę nad nowym rozwiązaniem, arką – stalową konstrukcją w formie połowy walca.

Klatka schodowa w Prypeci
Klatka schodowa w Prypeci

To jest największa tego typu konstrukcja na świecie i bardzo ciekawe wyzwanie logistyczne. Nie dało się jej zbudować bezpośrednio nad sarkofagiem z powodu promieniowania. Budowano ją obok, a następnie przesunięto nad niszczejący betonowy sarkofag, zakrywając go. Budowa arki została zakończona w listopadzie 2016 roku i szybko zauważono spadek promieniowania w Zonie. Arka powinna w tej formie przetrwać sto lat. Jednak, by nie budować kolejnej, prace będą trwały w środku. Wpierw stary sarkofag zostanie zniszczony, a potem ponownie zabetonowany (zdalnie, bez udziału ludzi).

Sklep w Prypeciu
Sklep w Prypeciu

Pod sarkofag podjeżdża się dość blisko, tu znajduje się kolejny pomnik katastrofy i trwają prace nad zabezpieczeniem bloku czwartego. Dziś są pomysły, by na nowo uruchomić tu elektrownię, ale tym razem słoneczną.

Zalesie, scena w domu kultury
Zalesie, scena w domu kultury

Kopaczi i Zalesie

Jednym z  postojów jest dawna wioska Kopaczi (ukr. Копачі). Nie zostało z niej wiele – większość domów w ramach eksperymentu zakopano. Ostał się cmentarz i pomnik żołnierzy radzieckich, no i przede wszystkim słynne przedszkole, które jest jedną z największych atrakcji Kopacze. Inną taką wioską jest Zalesie (ukr. Залісся, ros. Залесье). Dziś wysiedlone. Tu znajdował się między innymi dom kultury.

Przedszkole w Kopaczi
Przedszkole w Kopaczi

Prypeć: Miasto duchów

Jednym z najbardziej kojarzonych miejsc związanych z katastrofą czarnobylską jest miasto Prypeć. Zaprojektowane na wzór idealnego miasta, założone w 1970 roku jako osiedle dla pracowników pobliskiej elektrowni atomowej. Dziś miasto-widmo lub miasto duchów, w którym przyroda śmiało wkroczyła po swoje. Krótko po wybuchu 4. bloku elektrowni czarnobylskiej, ekipy likwidatorów skutków promieniowania oczyszczały miasto z radioaktywnego pyłu. Robiły to szybko i sprawnie przez polewanie wodą wszystkiego jak leci z węży strażackich. Efekt to totalna demolka we wnętrzach (oczywiście pomógł też czas, szabrownicy i turyści) i przyspieszenie zniszczenia. Porównanie zdjęć Prypecia sprzed katastrofy i po niej przyprawia o dreszcze, to jest prawdziwy obraz postapokalipsy.

Prypeć
Prypeć

Dziś można natknąć się tu na wiele wycieczek. O ile w innych miejscach plan jest często wytyczony dość sztywno, w Prypeci różne grupy chodzą swoimi drogami. Można zobaczyć choćby sklep samoobsługowy w centrum Prypecia. Po wybuchu reaktora pobliskiej elektrowni, miasto zostało ewakuowane w ciągu 36 godzin. Wcześniej mieszkańcom pozwolono zabrać ze sklepu cały towar. Napromieniowany i tak by się nie sprzedał.

Dom kultury w Prypeci
Dom kultury w Prypeci

W mieście Prypeć był i teatr, i stadion – dziś pożarte przez przyrodę i entropię. Szczególne wrażenie robią wszelkie ślady aktywności sprzed katastrofy: słynny diabelski młyn to część wesołego miasteczka, które miało być otwarte z okazji święta 1. maja. No i jest jeszcze szkoła z basenem „lazurowym”. Tu przebywali likwidatorzy. W wielu miejscach widać też efekt ich pracy. Używając wody zalewali oni wszystko, by radioaktywne odpady spłynęły. Ciekawie wyglądają obecnie sale szkolne.

Diabelski młyn w wesołym miasteczku (Prypeć)
Diabelski młyn w wesołym miasteczku (Prypeć)

Warto też wspomnieć o stalkerach. Do Zony wybierają się oni często w sposób nielegalny i przebywają tu dłużej. Zostawiają po sobie też dzieła w postaci malowideł, głównie inspirowanych dostrzeżoną tu zwierzyną.

Basen w szkole (Prypeć)
Basen w szkole (Prypeć)

Duga – Oko Moskwy

Kolejną ciekawostką, którą widzimy podczas naszej post-apo wycieczki jest Radar Pozahoryzontalny w podczarnobylskiej osadzie Duga (ros. Дуга), zwana też Okiem Moskwy. Ogromna konstrukcja powstawała przez 12 lat: od 1970 do 1982 roku i służyła od 1976 do 1989 roku. Radar Duga jest to radar fal krótkich, wczesnego ostrzegania o zagrożeniu pociskami balistycznymi. Wiązka radaru obejmowała terytorium Stanów Zjednoczonych.

Radar Duga
Radar Duga

Sygnał emitowany z radiostacji Duga był słyszalny na falach krótkich i zagłuszał inne emitery. Ze względu na charakterystyczny rytm, nazywany był „rosyjskim dzięciołem”. Wokół radaru Duga wyznaczono 2-kilometrową strefą zamkniętą, a pracownicy (było ich 1000) wraz z rodzinami zamieszkiwali zamknięte miasteczko Czarnobyl-2. Oko Moskwy było włączane tylko na krótki czas. Powodowało to zakłócenia w odbiorze sygnałów radiowych w dość odległej okolicy.

Radar Duga
Radar Duga
Radar Duga
Radar Duga

Czarnobyl: Skażenie strefy

Najbardziej skażonym obszarem pozostaje obszar w bezpośredniej bliskości arki (specjalnej konstrukcji kryjącej betonowy sarkofag) i Rudy Las. Jego nazwa wzięła się stąd, że krótko po katastrofie wszystkie drzewa iglaste i liściaste zmieniły kolor okrywy na czerwony, następnie liście i igły opadły. Rudy Las to do dziś jest to jedno z najbardziej skażonych miejsc na Ziemi (ponad 8 mikro Siwertów na godzinę, dla porównania Czarnobyl 0,2, Prypeć 0,2-4 przy gruncie, Warszawa 0,32 mikroSv/h).

Maski gazowe w szkole (Prypeć)
Maski gazowe w szkole (Prypeć)
Książki w szkole (Prypeć)
Książki w szkole (Prypeć)

W strefie ludzie zostawili swoje mieszkania jak stali, gdyż byli zapewniani, że opuszczają dobytek tylko na trzy dni, a tymczasem minęło ponad 30 lat. Wielu z nich nie mogło się z tym pogodzić. Nielegalnie powrócili do Zony i zamieszkują ją z dala od cywilizacji: bez elektryczności, bez kanalizacji. A co ze skażeniem? Obecnie poziom promieniowania oprócz Rudego Lasu i niektórych punktów przy gruncie (oznaczonymi tabliczkami) nie są wiele wyższe niż naturalne promieniowanie. Ponadto poziom radiacji spadł po 2016 roku, gdy na niszczejący sarkofag zamontowano arkę.

Szkolny korytarz (Prypeć)
Szkolny korytarz (Prypeć)

Promieniowanie a bezpieczeństwo

Pozwala to na bezpieczne przebywanie w Zonie, nawet na stałe. O ile oczywiście nie zdarzy się jakaś katastrofa, która by doprowadziła do zniszczenia ochronnych warstw nad reaktorem. Jednak remont pozostawionych budynków nie ma sensu, są w zbyt kiepskim stanie. I powiedzmy to sobie wprost – Zona to niebywała atrakcja Ukrainy, ściągająca coraz większe rzesze turystów. Dużo rozsądniej i wygodniej jest zachowanie tego obszaru jako swego rodzaju skansenu, parku przyrodniczego i memento ostrzegającego przed niebezpieczeństwem związanym z zabawą atomem.

Podwyższone wskazania na liczniku (Czarnobyl)
Podwyższone wskazania na liczniku (Czarnobyl)

Natomiast, żeby nie było, to nadal nie jest do końca bezpieczne. Jak pisaliśmy wcześniej, likwidatorzy używali wody, by zmywać opad. Woda spływała do zagłębień, więc te nawet przysypane ziemią mają dziś często znacznie podwyższone promieniowanie. Służą przewodnikom do demonstrowania działania liczników Geirgera-Müllera. Przypadkowe wejście w taką dziurę to potencjalne zagrożenie dla turystów. Dlatego z wyjściem z Zony wiąże się z koniecznością przejścia przez pomiar promieniowania na każdym z dwóch check pointów. Nie jesteśmy jednak pewni, na ile faktycznie złe wskazanie spowoduje jakąś reakcję. Prawdopodobnie szukają tym sposobem napromieniowanych przedmiotów, które turyści mogliby ukraść. Jest to też bardzo symboliczny sposób na pożegnanie się z Zoną, w której owszem widzi się skutki katastrofy, ale o promieniowaniu bardzo łatwo się zapomina.

Wyjście ze strefy przez bramkę
Wyjście ze strefy przez bramkę

Katastrofa w popkulturze

Na koniec warto wspomnieć, że katastrofa w Czarnobylu stała się kanwą dla serialu „Czarnobyl” produkcji HBO. Wpływ na popkulturę jest jednak jeszcze większy. Warto wspomnieć choćby o grach z serii „S.T.A.L.K.E.R.” czy „Call of Duty”.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak ukraiński
Czarnobyl Kijów
Share Button

Góra Tabor i Bazylika Przemienienia Pańskiego

Góra Tabor (hebr. הר תבור), czyli na polski wysoka góra, choć nie pojawia się z nazwy w Ewangelii, to dzięki tradycji jest uznawana za jedno z bardzo istotnych miejsc na trasie pielgrzymkowej Izraela. Wierzy się, że to właśnie tutaj doszło do przemienienia Jezusa Chrystusa. Dziś oczywiście znajduje się tu należąca do kustodii Ziemi Świętej Bazylika Przemienienia Pańskiego, a także monastyr Przemienienia Pańskiego. To jednak sprawia, że góra Tabor przyciąga tak pielgrzymów, jak i ciekawych turystów.

Góra Tabor - Kustodia Ziemi Świętej (Franciszkańska)
Góra Tabor – Kustodia Ziemi Świętej (Franciszkańska)

Przemienienie Pańskie w Ewangelii

Przemienienie Pańskie jest opisywane przez trzech ewangelistów synoptycznych – Łukasza, Mateusza i Marka. Jezus zabrał trzech swoich uczniów na górę – Piotra, Jakuba i Jana. Tutaj uczniowie mieli okazję zobaczyć prawdziwą naturę Jezusa, w jego boskiej chwale, a towarzyszyli mu Mojżesz i Eliasz. Co ciekawe, na długo przed chrześcijanami, także poganie  czcili swoich bogów w tym miejscu.

Bazylika Przemienienia Pańskiego na górze Tabor
Bazylika Przemienienia Pańskiego na górze Tabor

Góra Tabor – tradycja i historia

Tradycja, że Tabor to prawdziwa góra przemienienia sięga IV wieku. Wpierw wskazał to miejsce św. Cyryl Jerozolimski, a po nim św. Hieronim. Już gdzieś w V-VI wieku w tym miejscu wzniesiono bizantyjską bazylikę. Odpowiadała za nią matka Konstantyna Wielkiego, czyli święta Helena. W VII wieku tereny te zajęli Saraceni. Dopiero w 1099 roku zostali wyparci stąd przez Krzyżowców. W XII na jej miejscu zbudowano kościół, znajdujący się pod opieką Benedyktynów. Zachowali oni częściowo oryginalny układ. Jednak pod koniec XII wieku wojska Saladyna zajęły górę, świątynię zburzono, a na jej miejscu wybudowano twierdzę. Po tej twierdzy pozostała choćby Brama Wiatrów (Bab el-Hawa).

Bazylika Przemieniania Pańskiego
Bazylika Przemieniania Pańskiego

Forteca i bazylika

Fortecę zniszczyli sami Arabowie. Wycofując się z góry Tabor nie chcieli, aby przejęli ją krzyżowcy. Przez następne wieki tereny te przechodziły z rąk do rąk, zaś próby odbudowania świątyni zazwyczaj kończyły się porażką. Dopiero w latach 20. XX wieku wybudowano obecnie istniejącą, należącą do Franciszkanów bazylikę. Znajdują się w niej kaplice poświęcone Mojżeszowi i Eliaszowi (podobnie jak miało to miejsce w kościele ufundowanym przez świętą Helenę).

Ołtarz w bazylice (Góra Tabor)
Ołtarz w bazylice (Góra Tabor)

Góra Tabor i okolice w Starym Testamencie

Historia góry i wojen jest jednak zdecydowanie ciekawsza. Wznosi się nad doliną Jezreel (czyli miejscem, gdzie ma się rozegrać Armagedon), więc stała się idealną forteca i to już w czasach starożytnych. Według księgi Sędziów (rozdziały 4 i 5) Izraelici pod wodzą Baraka i za namową Debory pokonali tu Kananejczyków. Do samej góry później odnoszą się też inni prorocy. Była też istotna historycznie, zarówno w czasach rzymskich (bitwę z 48 roku p.n.e. opisuje np. Flawiusz), czy napoleońskich (bitwa z 16 kwietnia 1799 roku). Obecnie znajduje się ona w Izraelu między Palestyną a Libanem, choć szczęśliwie nie dochodzi tam do wielu incydentów.

Dziś góra i okolice są zalesione i jest to także Park Narodowy Góry Tabor. Wśród roślin występują tu migdałowce i drzewa oliwne, a ze zwierząt można zobaczyć lisy, dziki, hieny i szakale. Oczywiście o ile dopisze nam szczęście.

Wnętrza Bazyliki
Wnętrza Bazyliki

Dojazd na górę Tabor

Na Górę Tabor zdecydowanie najłatwiej dojechać samochodem, czy autokarem z wycieczką. Droga na sam szczyt jest dość kręta i wąska. Za to ze znajdujących się tam tarasów i ogrodów mamy piękny widok całej okolicy. Wpierw jednak należy kierować się na miejscowość Kefar Tawor.

Widok z góry Tabor
Widok z góry Tabor

Warto też dodać, że święto Przemienienia Pańskiego jest obchodzone w Kościołach Wschodnich (od VI wieku) oraz w Katolickim – 6 sierpnia, na pamiątkę zwycięskiej bitwy pod Belgradem, gdzie udało się odeprzeć Turków.

Ogrody na górze Tabor
Ogrody na górze Tabor

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlaku religijny
Góra Tabor
?
Szlak izraelski
Góra Tabor
?
Share Button

Klasztor Szaolin (Shaolin), czyli zen i kung-fu

Pozornie klasztor Szaolin (chin. 少林寺, ang. Shaolin Monastery) wydaje się być atrakcją bardzo podobną do Engyō-ji w japońskim Himeji. Wciąż czynna świątynia, do której przybywają rzesze odwiedzających, a jednocześnie ma swój wkład w światową kinematografię i szeroko rozumianą kulturę. Tym razem jednak choć jest to zabytek z listy UNESCO, jest to także przede wszystkim atrakcja turystyczna bazująca na wyrobionej marce. Jeśli ktoś szuka tu uduchowienia, to pomylił miejsca. Szaolin dziś bardzo zmieniło swą rolę, choć wciąż jest ważne kulturowo i historycznie.

Klasztor Szaolin
Klasztor Szaolin

Historia klasztoru Szaolin

Ale nie zawsze tak było.Pierwszy klasztor założył w V wieku pochodzący z Indii buddyjski misjonarz Buddhabhadra Batuo. Oczywiście postać ta obrosła mitem, więc wiele elementów tej historii nie jest dziś możliwe do zweryfikowania. Nauczając tu stworzył własny odłam buddyzmu, tak zwaną szkołę Chan, koncentrującą się na praktycznej i medytacyjnej tradycji. To właśnie ta szkoła rozprzestrzeniła się wpierw po całych Chinach, a następnie rozwijała i ewoluowała w innych krajach. W Japonii powstał Zen, w Korei Sŏn, a w Wietnamie Thiền. W VI wieku przybył kolejny misjonarz z Indii, niejaki Bodhidharma Damo. Założył on drugą linię przekazu w klasztorze. Za trzecią linię odpowiada przeor Xueting Fuyu, który w XII wieku doprowadził do ożywienia tradycji klasztoru.

Pokaz walk w Shaolin
Pokaz walk w Shaolin

Wojowniczy mnisi i kung-fu

Jednak najważniejsza tradycja to czasy jeszcze późniejsze, schyłek dynastii Ming, czyli mniej więcej XVI – XVII wiek. Mnisi zaczęli formować wówczas oddziały zbrojne służące jako najemnicy w Cesarstwie Chińskim. Szaolin nie było jedynym klasztorem działającym w ten sposób, wręcz przeciwnie – była to dość powszechnie przyjęta praktyka. Ale to właśnie ten klasztor zyskał sławę jako miejsce, gdzie szkolono najlepszych żołnierzy, gdzie rozwijały się lub powstawały formy chińskich walk – wushu czy kung-fu.

Pawilon klasztorny
Pawilon klasztorny

Film, odrodzenie i komercjalizacja

W XX wieku Szaolin podupadło. Wpierw zostało zniszczone w 1928 przez jednego ze zbuntowanych dowódców wojskowych, potem nastał maoizm w Chińskiej Republice Ludowej, okres w którym nie chciano utrzymywać religii czy kościołów. Dopiero odwilż z czasów Deng Xiaopinga pozwoliła na nowo zaistnieć klasztorowi i odrodzić się marce.

Budda
Budda

Zbiegło się to z premierą głośnego także u nas filmu: „Klasztor Shaolin” (1982) z Jetem Li. Film nagrywano w podupadłym wówczas Szaolin. Obraz na nowo rozpropagował sztuki walki, nie tylko w Chinach, ale też na świecie. Sprawił, że miejsce to zaczęło wpierw przyciągać adeptów sztuk walk, a potem także turystów. Dziś nadal znajdują się tu słynne szkoły, zaś mnisi jeżdżą po świecie pokazując swoje sztuczki.

Szaolin
Szaolin

I tu właśnie dochodzimy do ciemnej strony sukcesu, czyli komercjalizacji. O ile szkoły sztuk walki nadal są na perfekcyjnym poziomie, o tyle cała reszta gubi ducha buddyzmu. Dziś jest to instytucja nastawiona na zysk. Turyści, którzy tu przybywają, poza możliwością kupienia pamiątek (standard w wielu słynnych buddyjskich świątyniach wschodu), mają okazję zobaczyć też pokaz walk (co akurat jest ciekawe na swój sposób) i przespacerować się po okolicy. Niemniej jednak mnisi (lub inne osoby prowadzące ten przybytek) nastawiają się na masowego odbiorcę i duży przemiał, a przede wszystkim wysoką stopę zwrotu. Jest to o tyle ciekawe, że klasztor Szaolin dziś jest przede wszystkim instytucją turystyczną i finansową, która chciała przez pewien czas być notowana na giełdzie w Szanghaju. Ostatecznie ktoś z władz chińskich zainterweniował i musiano wykonać krok wstecz, przynajmniej jeśli chodzi o otwarty obrót akcjami.

Klasztor Szaolin
Klasztor Szaolin

Las pagód i zwiedzanie Szaolin

Więc tak jak miejsce to ma wspaniałą historię i legendę, tak dziś, jeśli nie jest się fanem sztuk walki, raczej irytuje, czy nawet w pewien sposób smuc i rozczarowuje. Przede wszystkim dokucza zgiełk, bo to byłoby bardzo ciche i pięknie położone miejsce. Nazwa klasztoru – Shaolin Si znaczy tyle, co świątynia w lasach Shaoshi.

Las pagód
Las pagód

Poza głównymi zabudowaniami i miejscami, gdzie odbywają się ćwiczenia sztuk walk, warto odejść trochę dalej i zobaczyć przede wszystkim las pagód. Widziane na tle gór robią bardzo dobre wrażenie i dzięki temu, że są trochę przez turystów niedocenianie, stanowią najcichszy fragment świątyni. Reszta sprawia już bardziej wrażenie muzeum, czy zabytku, głośnego i chyba przereklamowanego. Same budynki owszem są interesujące, jak choćby wieże Bębnów, czy Dzwonów (charakterystyczne dla chińskich fortyfikacji), czy nawet świątynie, jednak brakuje im elementu duchowości, którego mimo wszystko oczekuje się od klasztoru. Zwłaszcza tak legendarnego.

Przygotowanie jedzenia
Przygotowanie jedzenia

Klasztor ma swoją witrynę www.shaolin.org.cn/en/index.aspx, gdzie można sprawdzić ceny biletów. Dojechać tu można najłatwiej z Luoyang. Jeżdżą tu minibusy z dworca autobusowego lub z Defteng.

Brama do klasztoru Szaolin
Brama do klasztoru Szaolin

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlaku religijny
Szaolin
Szlak chiński
Szaolin Terakotowa Armia
Share Button

Nikko, najsłynniejsze świątynie Japonii

Nikkō (jap.日光市) to słynny, wpisany na listę UNESCO japoński kompleks świątyń, lecz przede wszystkim popularna atrakcja. Kiedyś kwitło tu życie religijne i kulturowe Japonii, dziś to tłumnie odwiedzane przez turystów miejsce w pewien sposób zatraciło swój pierwotny charakter. Jednak Park Narodowy Nikko przyciąga zwiedzających nie tylko ze względu na świątynie, ale także wodospad Kegon i jezioro Chūzenji. Park należy najpopularniejszych całodniowych wypadów z Tokio.

Wiśnie przed wejściem do kompleksu świątyń w Nikko
Wiśnie przed wejściem do kompleksu świątyń w Nikko

Nikko i świątynie z listy UNESCO

Świątyń wpisanych na listę UNESCO w Nikko jest czterdzieści dwie. W pierwszej chwili ta liczba można przerażać z dwóch powodów. Po pierwsze: co wybrać, a po drugie: ile będzie to kosztować. Średnio wejściówki do świątyń kosztują w Japonii ok. 500-1000 JPY (ok. 16 – 35 PLN), ale razy czterdzieści to już konkretna kwota. Do tego dochodzi jeszcze czas. Na miejscu na szczęście wygląda to lepiej. Mamy trzy główne kompleksy główne Tōshō-gū, Futurasan i Rinnō-ji, które składają się mniejszych świątyń, pawilonów i innej zabudowy, stąd właśnie bierze się ta liczba; zwiedzając aż tak jej się nie dostrzega. Bilety najczęściej kupuje się na cały kompleks, czasem trzeba tylko dopłacić za dodatkowe atrakcje (np. pagoda).

Schody do Taiyū-in
Schody do Taiyū-in

Nikkō było kiedyś bardzo ważnym miejscem kultu szintoistycznego, dziś podobnie jak np. chiński Szaolin, jest to przede wszystkim muzeum i atrakcja turystyczna. Zresztą z Szaolin Japonię łączy zen, czyli jedna z form buddyzmu dość popularna i istotna w Kraju Kwitnącej Wiśni, a powstała we wspomnianym klasztorze (jako buddyzm chan).

Tōshō-gū w Nikko
Tōshō-gū w Nikko

Shintō, religia Japonii

Zanim dalej wrócimy do Nikko, warto chwilę przyjrzeć się samej religii szintoistycznej i jej świątyniom, nazywanych czasem chramami lub jinja. Do chramu shinto prowadzi charakterystyczna brama tori. Wykonana z drewna, kamienia lub metalu, często jest malowana na czerwono, czasem pozostawiana surowa. Podobny kolor mają same chramy – czerwony lub rzadziej są niemalowane. Dla utrudnienia – brama tori czasem stoi po prostu na jednej z głównych ulic miasta, czasem (choć rzadziej) prowadzi do buddyjskiej świątyni.

Niō lub Kongōrikishi, czyli demoniczny strażnik świątyni
Niō lub Kongōrikishi, czyli demoniczny strażnik świątyni

Na tori lub samym budynku świątynnym zawiesza się pleciony z trzciny ryżowej sznur shimenawa, ozdobiony frędzlami. Ma on za zadanie chronić świątynię wyłapując złe moce. Co jakiś czas trzeba shimenawę zastąpić nową. Na tym sznurze zawiesza się ten shide – pozaginane w zygzak białe papierki. Oznaczają one, że w świątyni przebywa kami, czyli bóstwo. Ma także za zadanie wyłapywać nieczyste duchy i zbłąkane ludzkie dusze.

Tōshō-gū i lampy toro
Tōshō-gū i lampy toro

Przy wejściu na teren chramu znajduje się naczynie do ablucji – temizuya. To rodzaj małej fontanny lub zbiornika na wodę, gdzie wodę czerpie się chochlą i obywa dłonie oraz usta. Charakterystycznym elementem są kamienne lub metalowe latarnie tōrō, które mają na celu rozświetlanie ciemności – dosłownej i metaforycznej.

Tōshō-gū
Tōshō-gū

Jak wygląda świątynia w Japonii

Kompleks świątynny zasadniczo dzieli się na dwa najważniejsze budynki: główny pawilon haiden, położony na ścieżce za tori, oraz wewnętrzny pawilon, honden, gdzie mieszka kami. Ponieważ chram to mieszkanie kami, a one są z natury przezroczyste i lżejsze od powietrza, stąd nie ma zwyczaju stawiać posągów przedstawiających bóstwo. Owszem, są rzeźby lisów, jeleni, żab, ludzkich postaci, ale miejsce, które nazwalibyśmy ołtarzem, pozostaje puste. Uderzająco puste, gdy porównamy je ze świątynią buddyjską.

Rzeźba wojownika w Tōshō-gū (Nikko)
Rzeźba wojownika w Tōshō-gū (Nikko)

Choć to już nie dotyczy samego wyglądu świątyni, warto dodać, że szintoizm nie ma swoich świętych ksiąg w rozumieniu na przykład judaizmu, islamu czy chrześcijaństwa. Należy do religii naturalnych, które zakładają, że każdy człowiek ma zdolność rozróżniania dobra od zła, więc nie ma potrzeby tworzyć kodeksów moralnych.

Beczki po sake
Beczki po sake

Świątynia Tōshō-gū

Najważniejszym i najcenniejszym ze świątyń jest kompleks chramów Tōshō-gū, liczący 23 pawilony świątynne i 33 innych budowli. Został on wybudowany jako mauzoleum założyciela szogunatu Tokugawa, Ieyasu, trzeciego ze zjednoczycieli Japonii. Budowę rozpoczął w 1617 roku jego syn, a kontynuował wnuk.

Droga do Tōshō-gū
Droga do Tōshō-gū

Samo mauzoleum założone jest w obrządku shintoistycznym, ale w kompleksie znajdują się też świątynie buddyjskie (shinto i buddyzm miejscami są bardzo wymieszane). Już na wejściu zwraca uwagę brama – tori . Jej znaczenie jest uniwersalne we wszystkich kulturach i oznacza przejście. Od profanum do sacrum, od zewnątrz do wewnątrz, od śmierci do życia lub odwrotnie. Typowe za to dla buddyjskich świątyń są pagody, zawsze o nieparzystej liczbie kondygnacji. Jedna stoi tuż przy głównej bramie.

Trzy Mądre Małpy w Tōshō-gū
Trzy Mądre Małpy w Tōshō-gū

Trzy Mądre Małpy z Nikko

Bardzo charakterystycznym miejscem tej świątyni jest pawilon z przedstawieniem trzech mądrych małp. To przedstawienie małpek jest znane także u nas. Jedna zakrywa oczy, druga uszy, a trzecia pysk. Obrazują one japońskie przysłowie „nie widzę zła, nie słyszę zła, nie mówię zła” a Trzy Mądre Małpy są tu nauczycielami. Buddyzm interpretuje to przysłowie i przedstawienie jako „Nie szukaj i nie wytykaj błędnych czynów i słów innych ludzi”. Na Zachodzie na opak: trzy małpy uważa się za symbol przyzwolenia na istnienie zła, udawanie że go nie ma oraz za symbol zmowy milczenia w organizacjach przestępczych. Ciekawe, jak bardzo odbiór symbolu może się zmieniać w zależności od kultury.

Pagoda przy Tōshō-gū
Pagoda przy Tōshō-gū

Demonicznie wyglądająca postać to strażnik buddyjskiej świątyni w bramie niomon, stojącą przed samą świątynią. Zawsze jest ich dwóch. Świątynie w bardziej chińskim stylu są strzeżone przez dwa lwy, z czego jeden ma zawsze paszczę otwartą, drugi zamkniętą. Różne pawilony są zbudowane w innych stylach. Podobnie ze zdobieniami, jak pawilon Kaminjiko i rząd beczek na sake.

Śpiący kot z Nikko
Śpiący kot z Nikko

Śpiący kot

Poza mądrymi małpami inna znana atrakcja to śpiący kot Nemuri-neko. Ten wyrzeźbiony w drzewie słynny kot to jeden ze skarbów narodowych Japonii. Stał się on inspiracją dla pokoleń japońskich twórców. Dziś trochę niepozorny w zdobnym chramie, ale trudno go nie zauważyć. Z prostej przyczyny: tuż obok jest straganik, na którym można kupić sobie własną kopię tej rzeźby. To jest bardzo charakterystyczne dla japońskich świątyń: coś jest słynne, więc zaraz pojawia się opcja sprzedaży pamiątek turystom. Mądre małpy też są do kupienia.

Droga do mauzoleum Tokugawy między cedrami
Droga do mauzoleum Tokugawy między cedrami

Mauzoleum Tokugawy

Cały kompleks jest tak położony na wzgórzach, że podąża delikatnie do góry. Centralną jego częścią i położoną najwyżej, bo na wysokości 640 m n.p.m. (startowaliśmy od 200 m n.p.m. w Nikko, świątynie były już nieco wyżej) jest mauzoleum Tokugawy Ieyasu (zgodnie z japońską i chińską tradycją – najpierw podaje się nazwisko, potem imię). Zmarł on w 1616 roku i jego prochy zostały złożone do brązowej urny. Od tamtej pory urna nie była ani razu otwierana i badana przez naukowców. To również jest inaczej, niż na Zachodzie, gdzie prochy zmarłych nie traktuje się z tak nabożną (albo zabobonną) czcią.

Mauzoleum Tokugawy w Nikko
Mauzoleum Tokugawy w Nikko

Schody prowadzące w górę wiodą pomiędzy potężnymi cedrami japońskimi. Niektóre z nich mają nawet 300 lat! Z góry ładnie prezentują się wygięte dachy wyłożone ceramicznymi dachówkami.

Brama Świetlistego Słońca
Brama Świetlistego Słońca

Brama Świetlistego Słońca

Mauzoleum Tokugawy to centralny punkt kompleksu Tōshō-gū, ale najbardziej rozpoznawalnym jest biało-złota brama Yōmei-mon. Jej nazwa znaczy „Brama Świetlistego Słońca”, ale nazywa się tą bramę także „Bramą Zmierzchu”, co ma oznaczać, że obiekt ten można podziwiać aż do zachodu słońca i nie mieć dość. Trzeba przyznać, że robi niezwykłe wrażenie. Ilość i jakość zdobień sprawiają, że nazywa się bramę czasem także „japońskim barokiem”.

Taiyū-in w Nikko
Taiyū-in w Nikko

Pozostałe świątynie

Świątynia Taiyū-in obejmuje mauzoleum trzeciego z dynastii Tokugawy Iemitsu (zm. 1651 r.), czyli wnuka Ieasu. Znajduje się ona nieco dalej od Tōshō-gū, stąd dociera tutaj znacznie mniej turystów, więc to miejsce jest niezatłoczone i przyjemne do zwiedzania. I znów – kult przodków, a więc i mauzolea, to w założeniu religia shintoistyczna, jednak Taiyū-in ma wyraźnie buddyjską oprawę, zresztą formalnie jest zarządzana przez buddyjską Rinno-ji. Należy pamiętać o tym, że aż do restauracji Meiji (1868 rok), szintoizm i buddyzm przenikały się wzajemnie, dopiero cesarz Meiji położył kres temu synkretyzmowi. Od tamtej pory nowe świątynie szintoistyczne wznoszone są według pierwotnej formuły (z około VIII wieku), choć zwykle Japończycy tradycyjnie odwiedzają i szintoistyczne, i buddyjskie. W obrządku shinto na przykład zawiera się małżeństwa i obchodzi narodziny potomka, ale ponieważ ta religia właściwie nie zajmuje się śmiercią, pogrzeby i cmentarze są domeną buddyzmu.

Rinno-ji w Nikko
Rinno-ji w Nikko

Rinno-ji to świątynia buddyjska, niestety podczas naszej wizyty była w remoncie. Można wejść do środka (przy bilecie łączonym z Taiyu-in szkoda tego nie zrobić). Znajduje się tu także ogród i skarbiec. Trzeci kompleks to Futurasan, można go zobaczyć idąc do mauzoleum Iemitsu.

Brama tori prowadząca do Futurasan
Brama tori prowadząca do Futurasan

Nikko – zwiedzanie miasta i okolic

Jeszcze jednym bardzo ważnym turystycznie miejscem w Nikko jest most Shinkyo (czyli Święty), uważany za jeden z najpiękniejszych w całej Japonii. Powstał w 1636 rok i był wielokrotnie przebudowywany, ale zawsze według pierwotnego projektu (tak jest najczęściej też ze świątyniami). Most pierwotnie przeznaczony był wyłącznie dla rodziny cesarskiej, dopiero w latach 70. XX wieku otwarto go dla publiczności. Święty Most liczy sobie 28 metrów długości i łączy dwa brzegi górskiej rzeki Dayia. Ciekawa jest legenda mówiąca o jego powstaniu. Otóż pewnego dnia 766 roku kapłan Shōdō i jego uczniowie chcieli się wspiąć na pobliską górę Nantai, jednak nie mogli przeprawić się przez rzekę Dayia. Wówczas Shōdō zaczął się modlić. Jego modlitwa została wysłuchana przez boga Jinja-Daiou o wysokości 10 stóp, który wynurzył się z rzeki. Ramiona bóstwa oplatały węże, na jednej czerwony, na drugiej niebieski. Jinja-Daiou wypuścił węże, które utworzyły dwubarwny most pokryty turzycą (rodzaj trawy rosnącej w okrągłych kępach). Kapłan i jego uczniowie mogli bezpiecznie kontynuować swoją pielgrzymkę. Obecni most można oglądać z zewnątrz lub przejść się przez niego za opłatą.

Kwitnące wiśnie w Taiyū-in
Kwitnące wiśnie w Taiyū-in

Wodospad Kegon

Oprócz świątyń, w Nikko można zobaczyć także wspaniałą naturę. Wybraliśmy się nad jezioro Chūzenji, które jest najwyżej położonym jeziorem w Japonii, znajduje się na wysokości 1269 m n.p.m.. Powstało około 20 tysięcy lat temu, w wyniku erupcji góry-wulkanu Nantai. Jezioro podobno odkrył kapłan Shōdō, gdy wspinał się na Natnai (2484 m n.p.m.). Aż do restauracji Meiji, ta święta góra była zamknięta dla krów, koni i… kobiet.

Wodospad Kegon
Wodospad Kegon

Z jeziora wypływa wodospad Kegon o wysokości 96 metrów, jeden z trzech najwyższych w Japonii. Specjalnie przygotowane platformy widokowe pozwalają podziwiać Kegon z różnych poziomów: od samej góry, przez środek, aż po prawie samo lustro wody.
Pojechaliśmy tam miejskim autobusem i to było niezłe przeżycie. Na górę prowadzi bardzo kręta jednokierunkowa droga (druga jednokierunkowa szosa biegnie w dół) o ponad czterdziestu naprawdę ostrych zakrętów. Tam na górze było bardzo zimno i wiało niemiłosiernie, mimo że w samym Nikko pogoda była dość ciepła.

Jezioro Chūzenji
Jezioro Chūzenji

Dojazd do Nikko i transport

Do Nikko można dojechać z Tokio na dwa sposoby. Albo z wykorzystaniem Japan Rail albo inną linią. Są dwie stacje, dość blisko siebie. Bilety nie są kompatybilne. JR z Tokio można łatwiej i wygodniej jechać z przesiadką w np. Utsunomiya (miasta słynącego z japońskich pierożków), zaś Tobu Railway oferuje w miarę bezpośrednie połączenie. Dodatkowo jest jeszcze ekspres łączony (kooperacja Tobu i JR), można też jechać autobusem np. z lotniska Narita. Jeśli chcemy tylko oglądać świątynie, ew. most, po Nikko można poruszać się na piechotę. Jeśli celem jest też wodospad, to zdecydowanie warto kupić bilet całodniowy, sprzedawany na dworcu.

Most Shinkyo
Most Shinkyo

Samo Nikko stanowi przyjemne uzupełnienie wyjazdu do Tokio. Nawet mimo wielu turystów można się tu wyciszyć i zwiedzać świątynie w pięknie położonym lesie.

Taiyū-in
Taiyū-in

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlaku religijny
Nikko
Szlak japoński
Nikko Zao Fox Village
Share Button

Kaitoke Regional Park, czyli Rivendell

Przy kilku poprzednich lokacjach z „Władcy Pierścieni”, pisaliśmy jak bardzo ten film i posttolkienowe nazewnictwo odbiło swoje piętno na Nowej Zelandii. Dokładnie to samo jest z Kaitoke Regional Park niedaleko Wellington (jakieś 45 minut jazdy). Już nawet drogowskazy blisko tego miejsca obwieszczają, że oto kierujemy się na Rivendell. Po co pamiętać oryginalną nazwę?

Ścieżka spacerowa w Kaitoke Regional Park
Ścieżka spacerowa w Kaitoke Regional Park

Filmowe Rivendell w parku Kaitoke

Faktycznie, to właśnie w tym parku zbudowano dekorację do Ostatniego Przyjaznego Domu, jak jest określany w książce (czasem też Pierwszego). W każdym razie chodzi o dom Elronda Półelfa (Tajar w tłumaczeniu Jerzego Łozińskiego). Dziś w tym miejscu znajdują się dwie rzeczy. Pierwsza z nich to tablice informujące, gdzie co stało, gdy kręcono film. To miłe. Są też rzeźbione drogowskazy ukazujące początek Rivendell.

Słup nawiązujący do Rivendell
Słup nawiązujący do Rivendell

Dekoracji filmowych już w tym miejscu od dawna nie ma. Nigdy nie miało tu nic zostać. Właściwie nie licząc Hobbitonu, to ekipa Jacksona zdecydowała się sprzątać po sobie. Zostawianie dekoracji z małymi wyjątkami (jak np. po „Gwiezdnych Wojnach” w Tunezji) raczej nie wchodzi w grę. Nie praktykuje się tego zarówno ze względu na prawa autorskie, jak i ewentualne procesy, gdyby ktoś coś sobie zrobił. Nie mówiąc o ekologach i śmieceniu. Jednak to powoduje, że w takich miejscach jak to brakuje filmowych elementów. Stąd po pierwsze umieszczono tu tablice pamiątkowe z dość dokładnymi mapami lokacji filmowej. To już samo w sobie czyni z tego miejsca ciekawy punkt dla fanów kina czy turystów filmowych.

Mapa planu Rivendell w Kaitoke Regional Park
Mapa planu Rivendell w Kaitoke Regional Park

Fanowski portal

Jednak najbardziej charakterystyczna rzecz to „kamienny” portal. Zbudowany i ufundowany przez fanów, którzy chcieli w ten sposób upamiętnić dorobek filmowy tego miejsca. Portal przypomina filmowy, ale oczywiście ze względu na prawa autorskie różni się w szczegółach. Nie przeszkadza to jednak, by stał się zdecydowanie najpopularniejszym punktem Kaitoke Regional Park i całego Rivendell. Wiele osób, które tu przyjeżdża nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, że to nie jest pozostałość po filmie. Zresztą na różne dzieła fanów serii upamiętniające film, można w Nowej Zelandii natknąć się w co najmniej kilku miejscach. Choć to zdecydowanie jest najbardziej mylące.

Portal zbudowany przez fanów
Portal zbudowany przez fanów

I jeszcze jedna rzecz. Nie ma tu wodospadów. I nigdy nie było. Ot magia kina i efektów komputerowych, pozwala nakładać różne obrazy. Ktoś kto liczył na wodospad w Rivendell, cóż, dał się nabrać.

Fanowski portal upamiętniający Rivendell
Fanowski portal upamiętniający Rivendell

Park Kaitoke

Zwiedzanie Rivendell to spacer na mniej niż kwadrans. Warto w Kaitoke spędzić choć drugie tyle: las deszczowy jest bujny i bardzo zielony. Oczywiście jak w wielu innych miejscach tego kraju tak i tu czeka nas przejście przez wiszący most oraz  krótki niestety spacer ścieżką między drzewami. Park ma powierzchnię 2860 akrów. Otworzono go w 1983. Jest to także ujęcie wody dla obszaru Hutt, zaś poza roślinami są tu także miejsca, gdzie można się kąpać.

Paprocie drzewiaste w parku
Paprocie drzewiaste w parku
Paprocie w Kaitoke
Paprocie w Kaitoke

Dojazd do Rivendell

Kaitoke jest jednak dużo większym parkiem niż tylko część z Rivendell. To jedno z miejsc wypadowych dla mieszkańców Wellington i okolic. Wejście do parku jest darmowe, przed nim zaś znajdują się duże parkingi. Niedaleko rzeki Pakuratahi znajduje się strefa dla camperów.

Most wiszący nad rzeką
Most wiszący nad rzeką

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Kaitoke – Rivendell
Szlak filmowy
Kaitoke – Rivendell
Share Button