Archiwa tagu: góra

Hajfa, bahaizm i Góra Karmel

Hajfa (hebr. חֵיפָה) a w szczególności, znajdująca się tuż przy tym mieście góra Karmel (hebr. הַר הַכַּרְמֶל) jest dość szczególnym miejscem w Izraelu, zwłaszcza wśród pątników. Tu krzyżują się drogi wyznawców judaizmu, katolicyzmu oraz bahaizmu (choć ten ostatni to już zdecydowanie bardziej Hajfa). Tereny te kiedyś zaś słynęły z wyznawców Baala.

Wejście do kościoła Stella Maris na górze Karmel
Wejście do kościoła Stella Maris na górze Karmel

Góra Karmel

Karmel po hebrajsku znaczy tyle co Boży Ogród, przynajmniej tak się powszechnie uważa. Tłumaczenie to rozpowszechnili także Karmelitanie. Inne źródła upatrują znaczenia nazwy w starohebrajskim określeniu roślinności porastającej tę okolicę, która oddziela morze od stepu, czy dalej pustyni. To właśnie to położenie i las stały się symbolem życia i płodności, a góra  uchodziła za świętą na długo przed Eliaszem, także wśród wyznawców innych religii (głównie wyznawców Baala).

Widok na Hajfę z góry Karmel
Widok na Hajfę z góry Karmel

Miejsce to uchodzi za jedno z najpiękniejszych w Ziemi Świętej, zwłaszcza gdy mówi się o lokacjach biblijnych. Masyw wznosi się na 546 metrów, znajduje się nad Morzem Śródziemnym, stąd jest przepiękny widok tak na wybrzeże jak i Hajfę. Niedaleko klasztoru znajduje się dobry punkt widokowy na miasto i Morze Śródziemne. Dziś Hajfa to największy port w Izraelu, miasto przemysłowe, ale z góry wygląda bardzo malowniczo.

Hajfa
Hajfa

Wyznawcy Baala i Eliasz

W Piśmie Świętym góra Karmel pojawia się parę razy (zwłaszcza jako wspomnienie),  ogromną rolę odgrywa w historii Eliasza. W Pierwszej Księdze Królewskiej mamy opis jak Eliasz zwalczał kult Baala, wprowadzony przez króla Achaba, za namową jego żony Jezabel. Eliasz zorganizował próbę bóstw. Na górze Karmel złożył ofiarę całopalną Jahwe, zaś kapłani Baala swojemu bogu. Zgromadzeni Izraelici obserwowali te zmagania, które miały doprowadzić do poznania prawdziwego Boga. Ponieważ to Jahwe dokonał cudu, kapłanów Baala stracono. Wtedy też skończył się głód i susza w Izraelu. Warto zauważyć, że zupełnie jest pominięta w Ewangeliach, brakuje tam nawet nawiązań do tej góry.

Ogrody przy świątyniach Bahá’i
Ogrody przy świątyniach Bahá’i

Tu też, według katolickiej interpretacji, prorok Eliasz zapowiedział Maryję, która wyda na świat Zbawiciela. Odwoływał się przy tym do suszy. Efektem tego był silny kult maryjny w tym miejscu jeszcze w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. I jak przed chrześcijaństwem miejsce to uchodziło za święte i osadnictwa prawie nie było, tak później zaczęło tu mieszkać wielu pustelników.

Hajfa
Hajfa

Klasztor Stella Maris

W XIII wieku założony został Zakon Matki Bożej z Góry Karmel, czyli Karmelitanów. Dziś znajduje się tu klasztor Karmelitanów bosych Stella Maris (czyli Gwieździe Morza). To właśnie tu przybywają pielgrzymki katolickie. Obecny klasztor pochodzi z XIX wieku, kościół zaś wzniesiono w latach 20. XX wieku.

Kościół Stella Maris na górze Karmel
Kościół Stella Maris na górze Karmel

W kościele Stella Maris znajduje się jeszcze jeden bardzo istotny punkt dla pielgrzymów, mianowicie tak zwana grota Eliasza. Ulokowana jest ona pod właściwym ołtarzem kościoła. Wewnątrz jest kolejny ołtarz oraz figura proroka Eliasza. Grota ta, podobnie jak inne w okolicy, były używane przez pustelników.

Grota Eliasza
Grota Eliasza

Z Hajfy do Stella Maris najłatwiej (nie licząc oczywiście samochodu) dotrzeć wykorzystując kolejkę liniową, którą można wjechać praktycznie na samą górę. Okolice góry Karmel są dziś rezerwatem biosfery, a obecnie także jest to Park Narodowy. Dodatkowo jest to obiekt z listy UNESCO, nie tylko z powodu walorów przyrodniczych, ale też śladów wczesnego osadnictwa.

Mauzoleum Baba
Mauzoleum Baba

Hajfa i bahaizm

Tereny te są bardzo ważne dla jeszcze jednej religii, bahaizmu. Założone w XIX wieku wyznanie czerpie z innych monoteistycznych religii, traktując zarówno Jezusa Chrystusa jak i Mohameta, a także Krisznę czy Abrahama jako swoich proroków. Ostatnim jest Bahá’u’lláh, założyciel tej religii. To on wskazał miejsce na zboczach góry Karmel, gdzie wybudowano mauzoleum Baba. Budowla (której niestety niewierni nie mogą zobaczyć w środku), jak i ogrody robią fenomenalne wrażenie. Warto jednak zatrzymać się w pobliżu, by choć na nią spojrzeć, oraz zobaczyć przepiękne ogrody.

Mauzoleum Baba w Hajfie
Mauzoleum Baba w Hajfie

Swoją drogą także w tym miejscu, w latach 30. XX wieku odkryto ślady kultury natufijskiej, która rozwijała się gdzieś między XV a IX tysiącleciem przed naszą erą i wynalazła między innymi rolnictwo. Wykopaliska prowadziła Dorothy Garrod, później ślady Natufijczyków znaleziono także w innych miejscach bliskiego wschodu.

Hajfa
Hajfa

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlaku religijny
Góra Karmel i Hajfa
?
Szlak izraelski
Góra Karmel i Hajfa
?
Share Button

Mestia, górna Swanetia i lodowiec Chalaadi

Wśród gruzińskich zabytków UNESCO jest jeden szczególny. To Górna Swanetia wpisana ze względu na wspaniałą naturę, jak i pewne elementy kulturowe. Stolicą tego regionu jest Mestia (gruz. მესტია), stanowiąca doskonałą bazę wypadową do zwiedzania okolic.

Charakterystyczne wieże w Mestii
Charakterystyczne wieże w Mestii

Górna Swanetia i Mestia

Poza naturalnymi walorami Górnej Swanetii, region dostał się na listę UNESCO z powodu licznych zabytkowych cerkwi oraz baszt obronnych. Te drugie wznoszą się w wielu miejscowościach, bardziej nawet na zasadzie przydomowej zabudowy, niż wspólnych obwarowań. Wynika to wprost z kultury Swanów, czyli lokalnego ludu, z odrębną kulturą i językiem podobnym do gruzińskiego. Jeszcze w średniowieczu ważne dla nich były rody i klany, zaś bardziej niż zewnętrznych wrogów, którzy mogli najechać ziemię, obawiali się konkurentów. Stąd każda zamożniejsza i bardziej znacząca rodzina budowała basztę rodową, czyli dom i twierdzę jednocześnie. Nie tylko by bronić się przed sąsiadami, ale czasem aby się przed nimi popisać. Wiele z tych budowli przetrwało do dziś. Najczęściej stoją na podwórku obok domu, obory i innych zabudowań. To sprawia, że widoki są tu dość wyjątkowe. Baszty znajdują się także w samem Mestii. Nie trzeba ich szukać daleko.

Mestia - dojazd i widok na góry
Mestia – dojazd i widok na góry

Mestia – zespół wsi i centrum turystyczne

Mestia właściwie składa się z kilku wsi położonych blisko siebie. Obecnie straciła już swój dawny charakter, stając się prężnym centrum turystycznym. Stąd da się zorganizować wiele wycieczek po okolicy, tak wędrując samodzielnie, jak i wynajmując konia, samochód, przewodnika. Inwestycje w turystykę są coraz większe i jest to bardzo zauważalne. To ta część Gruzji, w której szlaki są całkiem dobrze oznaczone. W mieście mamy też muzeum i kilka innych atrakcji, ale powiedzmy sobie wprost, tu zdecydowanie lepiej wybrać się na górską wycieczkę. Samą Mestię da się bez problemu zwiedzić samodzielnie, tu naprawdę charakterystyczne są te wspomniane już wieże, reszta to przede wszystkim baza wypadowa do górskich wypadów.

Okolice Mestii
Okolice Mestii

Zmienia się także droga dojazdowa. Obecnie jest remontowana, przebudowana, tak by ułatwić dotarcie turystom. Jednak wciąż jest to bardzo ciekawa trasa do przejechania, nie tylko ze względu na widoki. O podróżowaniu po Gruzji samodzielnie już pisaliśmy. Tu poza krowami, dochodzą przede wszystkim ostre zakręty, brak barierek (ale te powoli powstają). Droga w większości już jest asfaltowa, choć jeszcze niedawno była to zwykła szrutówka.

Droga na lodowiec
Droga na lodowiec

Lodowiec Chalaadi

Mając zdecydowanie za mało czasu na chodzenie po okolicy, wybraliśmy się na lodowiec Chalaadi. Wpierw trzeba było pojechać z Mestii do rzeki, tam jest mały parking przed szlakiem (ok. 11 km, głównie zwykłą drogą). Przejść przez wiszący most, a następnie iść prostą trasą na lodowiec.

Droga na lodowiec
Droga na lodowiec

Faktycznie, szlak był bardzo dobrze oznaczony. Znaki namalowane są dość często, więc trudno się zgubić. Jednak na tym właściwie pomóc się kończy, bo w większości droga nie jest w żaden sposób uporządkowana. Jest bardzo dzika, czasem trzeba skakać po kamieniach, przeprawiać się przez błoto. To jest właśnie w tym wszystkim najpiękniejsze, bo bardzo naturalne.

Lodowiec Chalaadi z daleka
Lodowiec Chalaadi z daleka

Sam lodowiec, z którego wypływa rzeka, to bez wątpienia wspaniały widok. Rano jeszcze nie ma tu wielu ludzi, więc można to spokojnie obejrzeć. Warto jednak pamiętać, że zwłaszcza w dalszej części, gdzie chodzi się po niezbyt stabilnych kamieniach i skalnych odłamkach, łatwo o skręcenie nogi czy inny drobny wypadek. Więc lepiej wybrać się na taką wyprawę w ciut większej ekipie, a już z pewnością nie w pojedynkę.

Okolice lodowca Chalaadi
Okolice lodowca Chalaadi

Dojazd do Mestii

Do Mestii latają także samoloty, ale niestety nie regularnie. Zwłaszcza w zimie, gdy są problemy z pogodą, nie ma co na nie liczyć. Za to bez problemu znajdziemy marszrutkę, która tu dojedzie, nie mówiąc o mnóstwie wycieczek.

Lodowiec Chalaadi
Lodowiec Chalaadi
Lodowiec Chalaadi
Lodowiec Chalaadi

Bez wątpienia jest to ta część Gruzji, która zasługuje na więcej czasu. Obecnie Mestia i okolice przeobrażają się. Gruzini chcą, by to była taka nowa, tańsza Szwajcaria. Są na dobrej drodze. Może więc warto zobaczyć ten region wcześniej, zanim w pełni zostanie przerobiony na turystyczną atrakcję. Natomiast idąc w góry należy zawsze pamiętać o kapryśnej i zmiennej pogodzie.

Okolice lodowca Chalaadi
Okolice lodowca Chalaadi
Droga na lodowiec jest miejscami kamienista i niezbyt stabilna
Droga na lodowiec jest miejscami kamienista i niezbyt stabilna

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak gruziński
Mestia
Share Button

Park Narodowy Tongariro, czyli Mordor

„Nikt po prostu nie wchodzi do Mordoru” mówi filmowy Boromir (Sean Bean) w „Drużynie pierścienia” Petera Jacksona. Nie jest to do końca prawda, do Mordoru jest wejść dość łatwo, w dodatku nie ma nawet biletów. Przynajmniej jeśli mówimy o miejscu, w którym kręcono Mordor (i Górę Przeznaczenia), czyli Parku Narodowym Tongariro.

Tongariro - początek Apline Crossing
Tongariro – początek Apline Crossing

Park Narodowy Tongariro

Tongariro to jeden z najstarszych parków narodowych na świecie i pierwszy w Nowej Zelandii. Założono go w 1887 roku; znajduje się także na liście UNESCO. Tongariro to obszar wulkanicznej aktywności, obejmujący trzy aktywne wulkany: Ruapehu, Ngauruhoe i Tongariro. Osiągają one wysokości odpowiednio 2797, 2291 i 1978 m.n.p.m. Te wulkany są cały czas aktywne, ostatnia poważna erupcja w 2012 roku była dziełem Tongariro. Okolica jest nieustannie monitorowana przez sejsmologów. Zresztą na terenie parku mamy informację o ewentualnej drodze ewakuacyjnej, czy tak zwanych bezpiecznych miejscach.

Powulkaniczne skały "Mordoru"
Powulkaniczne skały „Mordoru”

To dość duży i zróżnicowany park posiadający wiele większych i mniejszych szlaków. Najbardziej słynny z nich to Tongariro Alpine Crossing. Określa się go mianem jednej z najlepszych 1-dniowych pieszych tras, to oczywiście jeden z nowozelandzkich Wielkich Szlaków (The Great Walk), choć tu uwaga, wlicza się to całą Pętlę, nie tylko Alpine Crossing. Trasa wiedzie z jednej strony Parku Narodowego Tongariro na drugą i liczy jakieś 19,5 kilometra. Po drodze podziwia się kratery wulkanów zalane wodą i surowe otoczenie.

W Nowej Zelandii dbają by nie niszczyć roślin
W Nowej Zelandii dbają by nie niszczyć roślin

Jak zacząć zwiedzanie Tongariro?

Przejście jest długie i trochę wymagające, więc jest to trasa w jedną stronę. Po obu stronach wejścia na szlak znajdują się parkingi (darmowe). Jeden w Ketetahi, drugi w Mangatepopo. W tym pierwszym można zaparkować auto tylko do czterech godzin, czyli szlaku się nie przejdzie. Drugi był sugerowany jako miejsce, gdzie można zostawić samochód, przejść, a w Ketetahi wsiąść do busa (płatnego) i wrócić do miejsca, w którym zostawiło się swój pojazd. Podczas naszej wizyty także w tym miejscu wprowadzono czterogodzinne ograniczenie. Pilnują tego, ale nie wiemy jak restrykcyjnie. W każdym razie przed parkingiem w Mangatepopo znaleźliśmy lokalne reklamy prywatnych, płatnych parkingów z dowózką w obie strony. Wiele osób korzysta z dojazdu zorganizowanego przez różne firmy, np. z okolic Taupo. Podwożą pod jedno wejście i odbierają na drugim.

Ścieżka jest wytyczona
Ścieżka jest wytyczona

Nie tylko aktywność wulkaniczna jest tu problemem. Klimat jest dość kapryśny i jak to w wysokich górach, pogoda może zmienić się z godziny na godzinę. Gdy pogoda jest zła, nie kursują shuttle busy, co utrudnia przejście pełnym szlakiem. Można wtedy tylko zrobić sobie kawałek (mieszcząc się w czterech godzinach). Nam niestety pogoda pokrzyżowała plany przejścia przez Alpine Crossing, ale na szczęście jest jeszcze kilka innych miejsc w parku.

Krajobraz "Mordoru"
Krajobraz jak z „Mordoru”

Tongariro, czyli Mordor

Jednak zostańmy jeszcze przy szlaku, bo jest bardzo interesujący filmowo. Choćby Mount Ngautuhoe (2291 m. n.p.m.). Wulkan ten, którego ostatnia erupcja miała miejsce w 1977 roku, w filmie „Władca Pierścieni: Powrót króla” odegrał rolę Góry Przeznaczenia, gdzie do Szczelin Zagłady Frodo miał cisnąć Pierścień. Przy dobrych warunkach i odpowiednio zagospodarowanym czasie można na niego wejść. Zdjęcia kręcono w 2000.

I z "Willow"
I jak  z „Willow”

Tongariro „zagrało” Mordor we „Władcy Pierścieni” Petera Jacksona. Surowy krajobraz, skąpa roślinność wysokogórska, ślady świeżych erupcji wulkanicznych i te ostre, poszarpane stożki. Czy jest lepsze miejsce na Krainę Cienia? Patrząc na film widzi się kształty, klimat, ale nie zawsze kolory. Jackson w Mordorze użył wielu filtrów i efektów komputerowych, więc trzeba się trochę wpatrzeć, ale klimat jest. Cóż, same skały i granie może wyglądają tu posępnie, ale nie tak mrocznie jakby chcieli tego filmowcy. Bo kwitnący i kolorowy Mordor nie napawa nas przecież grozą.

Tongariro
Tongariro

Tongariro i „Willow”

Zupełnie inaczej sprawa się ma z filmem „Willow” Rona Howarda (wyprodukowanym przez George’a Lucasa). Ten także był kręcony w tym parku, zresztą blisko miejsc, gdzie potem nagrywano Mordor. W „Willow” jednak nie używano filtrów, więc dość dobrze oddaje klimat tego miejsca, w szczególności gór, a już zwłaszcza w pochmurny dzień, na jaki trafiliśmy. Tongariro u Howarda to okolice zamku Bavmordy. Zdjęcia kręcono wiosną 1987.

Ścieżka w Tongariro
Ścieżka w Tongariro

Poza Tongariro Alpine Crossing

Odchodząc zaś od Alpine Crossing. Nieopodal Whakapapa Village znajduje się wodospad Tawhai. Tutaj kręcono sceny z Gollumem w świętej sadzawce, w której złapał sobie rybkę i beztrosko tłukł ją o kamień podśpiewując.

Wodospad Tawhai
Wodospad Tawhai

To także obszar, na którym żyją kiwi. Można się tu natknąć na znaki przypominające, by uważać w nocy. Za to dużo łatwiej zobaczyć znaki informujące o obecności tych ptaków.

Wodospad Tawhai (tu się kąpał Gollum)
Wodospad Tawhai (tu się kąpał Gollum)

Inne trasy wewnątrz parku nie są już tak słynne. Nie przechodzi się blisko wulkanów, ale i tak są bardzo ładne. Położone niżej, częściej idzie się wśród drzew, więc nawet przy silnym i porywistym wietrze nie są zamykane. Spokojnie można przejść kawałkiem Pętli Północnej Tongariro (Tongariro Northern Circuit). Jej częścią jest wspominany Alpine Crossing. Cała pętla to mniej więcej 3-4 dni wędrówki. Nawet fragmenty tej ścieżki są ciekawe, pełne wodospadów, grani i różnej roślinności.

Okolice Tawhai
Okolice Tawhai
Okolice Tawhai
Okolice Tawhai

Tongariro jest słynne także jako idealne miejsce dla narciarzy. Sprawia to, że baza hotelowa już w samym parku jest dość mocno rozbudowana i mówimy tu głównie o hotelach wyższej klasy, z saunami i masą innych atrakcji, a co za tym idzie droższymi. Niemniej jednak, jak to bywa w Nowej Zelandii, choć restauracje czy bary są, godziny ich otwarcia są dość krótkie, więc czasem trzeba wybrać między jedzeniem, a zwiedzaniem okolicy. A tras spacerowych, pomijając tę główną, jest tu bardzo dużo. Swoją drogą trasy narciarskie też wykorzystano w filmach Jacksona.

Wodospad Taranaki
Wodospad Taranaki (Taranaki Falls)

Ochrona przyrody i zwiedzanie

Władze Parku mają pewien dwugłos jeśli chodzi o „Władcę Pierścieni”. Dziś wykorzystują go w rozreklamowaniu tego miejsca, ale przy kręceniu wystąpiły pewne problemy. Omyłkowo filmowcy dostali zgodę na wprowadzenie tam sprzętu, który nie powinien wjechać do parku. Ostatecznie wyrządzili trochę szkód, które w 2005 naprawiła specjalna ekipa. Dyrekcja była zła na ekipę Jacksona, ale dziś umiejętnie czerpie z tego zysk.

Taranaki Falls
Taranaki Falls

Ten park zrobił na nas fenomenalne wrażenie. Bardzo żałujemy, że nie przeszliśmy całego Tongariro Alpine Crossing z powodu złych warunków pogodowych, ale i tak większość dnia spędziliśmy na nogach. Trochę marznąć, ale też podziwiając przepiękne widoki. W każdym razie jest bardzo konkretny powód, by tu jeszcze wrócić.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
PN Tongariro
Szlak filmowy
PN Tongariro
Share Button

Kazbegi lub raczej Stepancminda, Gruzja pocztówkowa

Jedną z najczęściej odwiedzanych przez podróżnych z Polski (i nie tylko) miejsc w Gruzji jest miejscowość Stepancminda (gruz. სტეფანწმინდა), wciąż lepiej znana i kojarzona pod swoją starą nazwą Kazbegi (gruz. ყაზბეგი). Oryginalna i zarazem obecna nazwa upamiętnia świętego Szczepana. Kazbegi zaś pochodzi Gabriela Kazbegiego, lokalnego przywódcę, który wspierał Rosję. Nazwę Kazbegi nadano, gdy Gruzja była republiką w Związku Radzieckim, do oryginalnej powrócono w 2006 roku.

Droga z Kazbegi do Cminda Sameba
Droga z Kazbegi do Cminda Sameba

Droga na Kazbek

Stepancminda czy też Kazbegi znajduje się praktycznie na samym końcu Gruzińskiej Drogi Wojennej, 12 km od rosyjskiej granicy, gdzie znajduje się przejście graniczne. Jest to zdecydowanie mała mieścina, będąca raczej potencjalną bazą wypadową, jeśli ktoś zdecyduje się na wysokogórską wspinaczkę. Stepancminda położona jest na wysokości 1750 m n.p.m. Stąd rozpoczyna się często wspinaczkę na jeden z pięciotysięczników Kaukazu, czyli Kazbek (5047 m n.p.m, najwyższym szczytem Gruzji jest Szchara – 5193 m n.p.m), lub na wycieczki w głąb Wąwozu Darialskiego. Te wyprawy wymagają już pewnego doświadczenia i przygotowania.

Droga do Cminda Sameba
Droga do Cminda Sameba

Cminda Sameba

Większość odwiedzających to Stepancmindę raczej kieruje się do klasztoru Trójcy Świętej, czyli Cminda Sameba nieopodal wioski Gergeti. Znajduje się on jakieś 2 km od Kazbegi, na wysokości 2170 metrów To bardzo charakterystyczne miejsce, ze względu na górujące w tle szczyty, w tym Kazbek, jeśli dobrze popatrzymy i sprzyja nam widoczność. Z tego miejsca pochodzi wiele pocztówek i zdjęć folderowych. By zrobić je samemu, trzeba mieć szczęście do pogody. Chmury niestety potrafią trochę zepsuć widok. Szczęśliwie na żywo i tak wygląda to niesamowicie.

Kazbeg za chmurami
Kazbeg za chmurami

W samym monastyrze nie wolno było robić zdjęć, tylko na zewnątrz. Ten zbudowany w XIV wieku kościół jest świętym miejscem Gruzinów. Tutaj w okresie zagrożenia wojną w XVIII wieku z Mcchety przeniesiono święte relikwie, w tym krzyż św. Nino. W czasach sowieckich aktywność religijna była zakazana, ale kościół stanowił atrakcyjny punkt widokowy dla turystów górskich.

Cminda Sameba
Cminda Sameba

Kazbegi – Stepancminda

Z Kazbegi na szczyt prowadzą dwa szlaki piesze. Niestety oba są dość słabo oznaczone, jeśli w ogóle. Miejscami trzeba kierować się bardziej na wyczucie, starając dotrzeć na szczyt. Zważywszy na wysokość i czasem dość strome podejście, trasy te nie są oblegane. Większość osób korzysta z innych środków transportu, czyli przede wszystkim marszrutek, które zawożą podróżnych z miejscowości pod prawie sam klasztor (lub z powrotem). Można oczywiście próbować przejechać samemu tę drogę, ale raczej jest ona ciężka, wyboista, z koleinami, słabo oznaczana i wymagająca doświadczenia.

Widok z Cminda Sameba
Widok z Cminda Sameba

Sam klasztor niczym nie zaskakuje. To gruziński standard. Bardzo charakterystyczna zabudowa, raczej stonowany wystrój. To co naprawdę jest tu przepiękne to widoki, z olbrzymimi szczytami w tle. Dlatego warto choć w jedną stronę przejść się na własnych nogach, by to wszystko zobaczyć.

Widok z Cminda Sameba
Widok z Cminda Sameba

Dojazd do Kazbegi

Do Kazbegi można dojechać autokarem, marszurtką (odjeżdżają z Tbilisi ze stacji Didube) czy nawet taksówką albo własnym samochodem. Pomijając samo wejście/wjazd na szczyt, Gruzińska Droga Wojenna jest bardzo dobrą trasą komunikacyjną, no i ładną.

Cminda Sameba
Cminda Sameba
Cminda Sameba
Cminda Sameba

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak gruziński
Kazbegi
Share Button

Draa, Dades i wąwóz Todra w Maroko

Na wschodzie od Warzazatu rozpościera się bardzo interesująca kraina położona w dolinach rzek Draa i Dades. Tu łączą się góry z oazami. Dodatkowo całość okraszona jest osadami i starymi kazbami. To bardzo malownicza część Maroka, a widoki w wielu miejscach zapierają dech w piersiach, w tym wąwozu Todra. Miejsce to jest świetnym pomysłem na postój podczas przejazdu przez Góry Atlas. A w miarę możliwości także celem wyprawy samym w sobie.

Uprawy daktyli w oazie
Uprawy daktyli w oazie

Rzeki Draa i Dades

Rzeki Drâa (Dara) i Dades (Dadis) są okresowe. To znaczy, że podczas deszczowej części roku  są porywiste i zajmują sporą część koryta. W pozostałym okresie zaś, to co najwyżej małe strumyczki. Ale to wystarcza, by utrzymać całkiem pokaźne uprawy daktyli, migdałów, fig, czy róż. Oczywiście rolnicy na danym terenie koncentrują się na jednej uprawie. Dlatego Wadi Dades czasem jest określana mianem doliny róż. W pewnej części, w okolicach el Kala M’gouna (El Kelaa M’Gouny), upraw róż jest tyle, że gdy przyjedzie się przed zbiorami, w trakcie kwitnienia, to kwiaty bardzo mocno rzucają się w oczy, nadając okolicy unikalny charakter. Zbiory zaczynają się w połowie maja, potem niestety można co najwyżej kupić wodę różaną lub inne kosmetyki. Wszystko sprzedawane jest przy drodze.

 

Kozy blisko drogi
Kozy blisko drogi

Dolina róż, Dolina tysiąca kazb, Wadi Dades

Wadi Dades określana jest też czasem mianem doliny tysiąca kazb. I faktycznie jest ich tu trochę. Stare zabudowania wznoszą się na skałach, wystają spomiędzy palm i cieszą oko. Część z nich jest nadal zamieszkała. Część niestety niszczeje. Niektóre są stosunkowo nowe. Te charakterystyczne budowle, czasem nadal są budowane, choć już w sposób mniej tradycyjny.

 

Daktylowce
Daktylowce

Wąwóz Todra

Ciekawym miejscem jest też Todra Gorge (Todgha Gorge), czyli kanion, lub po naszemu wąwóz Todra. Tu poza wspaniałymi formacjami skalnymi czasem jest możliwość obserwowania dwóch strumieni, które mają inny kolor wody i powoli się mieszają. Dość ciekawy widok. Oczywiście okolica to naprawdę ładny fragment Maroka.

Okolice wąwozu
Okolice wąwozu

No i jeszcze zostaje sprawa dróg. Jak się zjedzie z głównych N, to czasem zawijasy wyglądają intrygująco, mogą przerazić niektórych, ale to nie jest jeszcze najgorsza droga, na jaką można natknąć się w Maroko.

Góry Atlas
Góry Atlas

Dolina Draa

Leżąca na południu Draa wygląda bardzo podobnie, tam jednak uprawia się więcej daktyli. Palmy tworzą ładne oazy, te zaś są lepiej widoczne przez większą część roku. Zresztą zbiory też są bardziej rozłożone w czasie. Podobnie jak w Dades, tak i tu znajdziemy też kazby, czy interesujące formacje skalne. Także przy głównej trasie. Jest kilka tarasów widokowych, przy których można się zatrzymać i podziwiać okolicę.

Bliskie okolice wąwozu
Bliskie okolice wąwozu

Dość często na drodze mijaliśmy też pasterzy ze swoją trzodą. Zwierzęta raczej nie wchodzą na jezdnię, niemniej jednak tworzą część marokańskiego klimatu.

Wąwóz Todra
Wąwóz Todra

Obie doliny to bardzo ciekawe miejsce do trekkingu, ale na to trzeba zaplanować więcej czasu i najlepiej przyjechać tu samemu. Większość wycieczek oferuje tylko krótkie trasy podczas przystanków.

Wąwóz Todra
Wąwóz Todra

Jeśli podobał Ci się ten wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak marokański
Draa, Dades i wąwóz Todra
Share Button

Góry Atlas w Maroko

Maroko ma bardzo zróżnicowany krajobraz. Są plaże, są pustynie, ale są też góry, w dodatku takie, na których da się zimą pojeździć na nartach, bo jest śnieg. To oczywiście Góry Atlas. Dla nas głównie były częścią trasy do pokonania, widowiskową, ciekawą, a czasem wymagającą. No i z mnóstwem przystanków po drodze.

Pasące się krowy
Pasące się krowy

Góry Atlas

Atlas dzieli się na kilka pasm. Za Tangerem rozpościerają się góry Rif. Na południe od Fezu Atlas Średni, jeszcze dalej Atlas Wysoki i Antyatlas. My przede wszystkim przedzieraliśmy się przez Atlas Średni i częściowo też Wysoki.

Chaty pasterzy
Chaty pasterzy

Pierwsza przeprawa to droga z Fezu do Warzazatu. Całkiem przyjemna, jechaliśmy głównie krajowymi drogami N, więc ich stan był bardzo dobry. Trasa okazała się dużo łatwiejsza niż się spodziewaliśmy. Malownicza i różnorodna. Okolice Irfane bardzo mocno przypominały polskie Sudety. Dalej mijaliśmy zielone stepy pełne pasterzy z  trzodami. Dopiero koło Al-Raszidijji (Errachidia) widzieliśmy bardzo wyraźnie formacje skalne, no i oazy, gdzie rosły daktyle. To doliny rzek Dades i Draa, tej okolicy poświęcimy osobny wpis.

Mniej okiełznane góry Atlas

Druga przeprawa przez Atlas (tym razem Średni) była jeszcze ciekawsza. Droga z Warzazatu do kaskad Ouzoud już nie prowadziła drogami N, a R. Te znajdowały się w dużo gorszym stanie. Podróż nimi była trochę ekstremalna. Nie zawsze miały nawierzchnię, czasem jedynie utwardzoną ziemię. Czasem nawierzchnia była uszkodzona przez częste tutaj osuwiska skalne. Nie zawsze było miejsce, by minąć samochód z na przeciwka. No i nie zawsze były barierki, które dawałyby złudne poczucie bezpieczeństwa nad przepaścią. Właściwie ich brak tutaj zdaje się być przemyślany. Prawda jest taka, że jak samochód wypadnie z drogi, mała szansa, że barierka go zatrzyma. Raczej zostanie staranowana i będzie trzeba ją naprawiać, więc jest całkowicie zbędna.

Owce i kozy poza trasą
Owce i kozy poza trasą

Trasa ta jest nie tylko ekscytująca ze względu na góry, ale też ludność tu mieszkającą. To Maroko nieturystyczne, a osady są oddalone od wielkich miast. To spokojna wieś. Budynki są zaś bardzo ciekawie usytuowane, tak by gdy przyjdą deszcze, przetrwały podtopienia.

Kozy na trasie
Kozy na trasie

Potencjalne trudności na drogach

To też jedna z nielicznych części Maroko, gdzie na drogach nie ma patroli policyjnych. W teorii można tu przekraczać prędkość, ale nawet ta dozwolona często nie jest maksymalną osiągalną. Drogi są w takim stanie, że lepiej jechać wolniej. A fakt braku policji powoduje, że pasterze nie przejmują się zbytnio i ich zwierzęta potrafią zająć drogę. Coś, co było dość powszechne w Jordanii, a wydawać by się mogło nie do pomyślenia w innej części Maroka.

Lokalny transport
Lokalny transport

O ile przejazd na trasie FezWarzazat był przyjemny, łatwy (dobra droga) i ciekawy, o tyle właśnie ta krótsza trasa Warzazat – Ouzoud dostarczyła nam zdecydowanie więcej wrażeń. Po takiej jeździe można wyjść z samochodu i odetchnąć. Ale trzeba pamiętać, że jeśli cokolwiek stanie się tam z samochodem, to możemy utknąć na dość długo, zwłaszcza, że nie zawsze jest tam zasięg telefonii komórkowej. No i sam ruch jest raczej znikomy. W razie awarii znikąd pomocy. Wybierając się w te strony, warto rozważyć wynajęcie auta 4×4 lub SUV, a nie najtańszego kompaktu, właśnie ze względu na możliwość uszkodzenia zawieszenia lub kół.

Góry Atlas
Góry Atlas

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak marokański
Góry Atlas
Share Button

Wezuwiusz, wejście na wulkan, który zniszczył Pompeje

To jeden z dwóch najbardziej znanych włoskich wulkanów. Uchodzi za ten groźniejszy, gdyż jest uśpiony. Etna jest aktywna prawie cały czas, ale jej erupcje nie są gwałtowne. Wezuwiusz (wł. Vesuvio) zaś wygląda na spokojną górę, ale jak już się obudzi, to nikt nie wie, jakie szkody może wyrządzić. W historii już zniszczył choćby Pompeje czy Herkulanum. Dziś jego widok góruje nad Neapolem, ale też przyciąga turystów.

Wezuwiusz
Wezuwiusz

Wulkan Wezuwiusz: bezpieczeństwo

Wezuwiusz to też doskonała atrakcja turystyczna. Przybywa tu bardzo wiele osób i co ważniejsze, jest to w miarę bezpieczne. Dziś dzięki nowoczesnym technikom jesteśmy w stanie przewidzieć większość potencjalnych erupcji z niewielkim wyprzedzeniem. Wystarczy jednak, by zamknąć ruch turystyczny. Codziennie przed otwarciem stan wulkanu jest weryfikowany. Może się zdarzyć, iż zwiedzanie będzie niemożliwe. Owszem erupcja zawsze jest możliwa, ale najczęściej chodzi o różne związki siarki, które czasem da się tu wyczuć.

Krater
Krater

Wezuwiusz: jak dojechać?

Na Wezuwiusz najłatwiej dostać się z Neapolu koleją Circumvesuviana kierując się na Sorrento. Trzeba wysiąść na stacji Ercolano. Stamtąd wiedzie prosta droga do Herkulanum, ale tym razem nie to jest nasz cel. Tuż przy stacji znajduje się mały kiosk, gdzie sprzedawane są bilety na Express Vesuvio. Kursuje tu kilka autobusów i busików, które spod dworca zawożą nas pod szczyt krateru. Koszt to około 20 euro. W zamian poza dowozem w obie strony mamy też bilet wstępu oraz mniej więcej półtorej godziny czasu na górze. Czy to dużo, czy mało? Zależy.

Zwiedzanie Wezuwiusza

Standardowe wejście na krawędź wulkanu to krótki, nie wymagający tężyzny fizycznej spacerek. Poruszamy się tylko po wydzielonej ścieżce. Można podziwiać tak krater wulkanu jak i widoki z góry na Zatokę Neapolitańską i całą metropolię. Wtedy czasu jest aż nadto. Jednak oczywiście za dodatkową opłatą, można też się wybrać na wycieczkę nad wysoką krawędzią. Tam liczba turystów jest już ograniczona, kosztuje to więcej, a przede wszystkim zajmuje czas. Jak ktoś chce, to za niewielkie pieniądze można też zwiedzać z przewodnikiem. My sobie odpuściliśmy przewodnika.

Krater (zarośnięty zielenią)
Krater (zarośnięty zielenią)

Spacer po kraterze i nowsza historia

My wybraliśmy wersję krótszą. Zależało nam bardziej na tym, by zobaczyć sam wulkan i widok z góry. Wezuwiusz nie jest bardzo wysoki, ma 1281 m nad poziomem morza. W porównaniu z Etną jest naprawdę dość dostępnym miejscem. Ostatni wybuch miał miejsce w 1944 roku. Widać to po samym kraterze, wewnątrz którego rosną nawet drzewka. Czasem da się wyczuć siarkę albo zobaczyć niewielkie kłęby dymu. Przypominają one bardziej dym dogasającego ogniska, niż wydobywający się z wulkanu.

Urządzenie monitorujące aktywność
Urządzenie monitorujące aktywność

Z góry widać też zastygłe rzeki lawy. To bardzo interesujące jak przyroda zajmuje te miejsca. Z tego też powodu od 1995 jest to Park narodowy.

Ścieżka (Wezuwiusz)
Ścieżka (Wezuwiusz)
Szlak na Wezuwiuszu
Szlak na Wezuwiuszu

Ze względu na wysokość warto zabrać ze sobą coś ciepłego do nakrycia. Wiatr może być nieprzyjemny. Trzeba też pamiętać, że jest to jedna z największych atrakcji Kampanii, więc należy liczyć się z tłumami, zwłaszcza w sezonie.

Zaschnięta rzeka lawy
Zaschnięta rzeka lawy

Wskazówki i informacje praktyczne

Przed wyprawą na Wezuwiusza warto sobie trochę poczytać o wulkanach. To może być bardzo pouczająca wycieczka. Jeśli jednak to pierwszy odwiedzany wulkan, to mimo wszystko warto zastanowić się nad przewodnikiem. Zwłaszcza, że jest to miejsce stosunkowo dostępne, bezpieczne i w miarę tanie.

Widok na zatokę neapolitańską
Widok na zatokę neapolitańską

Na koniec jeszcze jedna informacja praktyczna. Dość łatwo zaplanować wycieczkę na Wezuwiusz, ale może się okazać, że z powodu złych warunków atmosferycznych autobusy nie będą kursować.  Również czas przejazdu bywa zmienny. Jest uzależniony od liczby autobusów. Uliczki są dość wąskie, więc gdy pojawiają się zagraniczne autokary z turystami, czasem dochodzi do przestojów. Lokalni kierowcy są raczej doświadczeni, inni mają problemy, więc niechcący potrafią zablokować płynność ruchu. Więc wybierając się na Wezuwiusza warto mieć w zapasie czas oraz ewentualną alternatywę. Natomiast jeśli ktoś pojawi się przed wejściem na krater jeszcze zanim zostanie ono otwarte, musi uzbroić się w cierpliwość. Codziennie jest weryfikowany stan wulkanu i bezpieczeństwo, a że są to południowe Włochy, to czasem to trwa. Nawet jeśli nie ma żadnych powodów, by danego dnia zamknąć możliwość zwiedzania.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak włoski
Wezuwiusz
Share Button

Gibraltar i James Bond

Zajęliśmy się już Ceutą, teraz pora na tę zdecydowanie bardziej znaną eksklawę, czyli Gibraltar, wciąż pod brytyjskim protektoratem. Taka mała Brytania w Hiszpanii, choć nie aż tak brytyjska jakby się wydawało. Jest tu wiele do atrakcji zobaczenia. Nas ściągnęły przede wszystkim dwie: 007 i małpy.

Widok z góry
Widok z góry

Gibraltar – jak dotrzeć

Na Gibraltar zdecydowanie najłatwiej było pojechać samochodem, ale należy pamiętać, że nie zawsze można wynajmowanym samochodem przekraczać granicy (trzeba sprawdzić warunki wynajmu). Trzeba się kierować na La Línea de la Concepción. Tam przed granicą znajdują się parkingi, dalej należy przejść fragment na piechotę przez przejście graniczne, gdzie od razu da się kupić bilety autobusowe, o ile potrzebujemy. I tu bardzo ważna uwaga. Gibraltar jest sporo większy niż na to wygląda. W wielu przewodnikach jest napisane, że wystarczy na niego trzy-cztery godziny. Jeśli chcemy tylko wjechać na Skałę, zobaczyć małpy i wrócić, ew. coś jeszcze zwiedzić po drodze, to oczywiście tyle wystarczy. Skała jednak jest na tyle ciekawa, że warto poświęcić jej cały dzień.

Skała
Skała

Warto zwrócić uwagę na jedną ciekawostkę. Otóż między przejściem granicznym, a Skałą znajduje się lotnisko. Trzeba przejść przez pas startowy. Czasem jest okazja, by obserwować jak przejście jest zamykane, a następnie ląduje bądź startuje samolot. Zamknięcie trwa około 10 minut, potem przywracany jest ruch pieszy i samochodowy. Dziś lotnisko to obsługuje także Hiszpańską okolicę. Jest też jednym z ciekawszych lotnisk na świecie, właśnie ze względu na specyficzną organizację.

Brytyjska baza wojskowa (Gibraltar)
Brytyjska baza wojskowa (Gibraltar)

Małpy na Gibraltarze

Autobusem można się przejechać i wysiąść przy kolejce linowej. Kolejką wjeżdża się na Skałę. Nie na sam szczyt, ale na część turystyczną. Tam głównie przebywają magoty gibraltarskie. Populacja tych małp jest utrzymywana sztucznie, są one dużą atrakcją turystyczną. Ale mogą też być utrapieniem dla mieszkańców, czy zwiedzających. Efekt jest taki, że małpy się dokarmia.  Dzięki temu siedzą w jednym miejscu i są w miarę łatwo dostępne, ale też raczej spokojne. Niemniej jednak należy uważać, jak robi się z nimi zdjęcia. Oprócz nazwy magot gibraltarski stosuje się też makak berberyjski (łac. Macaca sylvanus). To właściwa nazwa gatunkowa, mianem magotów określamy populację na Skale.

Wjeżdżanie na Skałę
Wjeżdżanie na Skałę, w tle port (widoczny w Bondzie)

Trasy i zwiedzanie Gibraltaru

Z góry można albo wracać, albo przejść się po Gibraltarze. Jedna z tras to Mediterranean Steps, bez wątpienia trudniejsza, ale zdecydowanie najciekawsza. Niewiele osób się decyduje tamtędy przejść, więc jest zdecydowanie spokojniej i bardziej dziko. Jest to spacer zdecydowanie bardziej wyczerpujący, ale dający wiele satysfakcji, a trud wspinaczki wynagradzają zapierające dech widoki.

Małpy na Gibraltarze
Małpy na Gibraltarze, także pojawiają się w Bondzie

Uwaga praktyczna dotycząca darmowych map. Przynajmniej te, które dostaliśmy, były bardziej poglądowe niż praktyczne. Nie dość, że nie były przeskalowane, to jeszcze nie można było polegać na rozgałęzieniach. Wszystko było uproszczone. Warto pamiętać, że większość zwiedzających wjeżdża na górę i albo schodzi, albo zjeżdża. Inni najczęściej używają taksówek, by zobaczyć więcej.

Oświetlone jaskinie
Oświetlone jaskinie

Fortece, tunele, jaskinie i wątek polski

Do zobaczenia są tu między innymi jaskinie, tunele, fragmenty fortec. Jest tablica pamiątkowa poświęcona Władysławowi Sikorskiemu. Mnóstwo armat. Generał Sikorski zginął 4 lipca 1943 w katastrofie lotniczej, właśnie w tym miejscu. Wypadek ten do dziś budzi kontrowersje historyczne.

Tunele fortecy
Tunele fortecy

Samo miasto sprawia wrażenie, jakby nakładały się tu kultury hiszpańska, brytyjska i arabska. Są i charakterystyczne czerwone budki telefoniczne, ale czystość bardziej przypomina kraj południa. Bliskość Maroko jest odczuwalna.

Lotnisko na Gibraltarze - wiedzie przez nie droga i szlak pieszych
Lotnisko na Gibraltarze – wiedzie przez nie droga i szlak pieszych

James Bond i Gibraltar

Na koniec to, co sprowadza nas na Gibraltar, czyli James Bond. Właściwie był tu już dwa razy. W „Żyję się tylko dwa razy” (1967) Lewisa Gilberta z Seanem Connerym nakręcono tu w porcie pogrzeb Bonda. Właściwie poza morzem nic więcej nie widać. W pełnej krasie miejsce to zobaczyliśmy dopiero dwadzieścia lat później w „W obliczu śmierci” Johna Glena z Timothym Daltonem. Tu właśnie dzieje się początkowa sekwencja Bonda. Widzimy i port, i małpy, ale też drogi. Jest tego sporo, wystarcza na wycieczkę śladami 007.

Uliczka na skale, jedna z wielu podobnych. Niestety nie wiemy, która pojawiła się w filmie.
Uliczka na skale, jedna z wielu podobnych. Niestety nie wiemy, która pojawiła się w filmie.

Ekipa Bonda przybyła tu we wrześniu 1986. Ale nie wszystkie sceny, które widzimy w filmie, kręcono na Gibraltarze. Posiłkowano się także Beachy Head w Wielkiej Brytanii, gdzie przede wszystkim było spokojniej, tak ze względu na turystów jak i co ważniejsze wiatr i pogodę.

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak brytyjski
Gibraltar
Szlak filmowy
Gibraltar
Share Button

Góra Nebo

Biblijny exodus to historia Mojżesza, który wyprowadza swój lud z Egiptu i wiedzie do ziemi obiecanej. Opowieść powszechnie znana, jak nie z religii, to przynajmniej z wielu adaptacji filmowych. Od „Księcia Egiptu”, „Dziesięciorga przykazań” zaczynając, a ostatnio na „Exodusie: Bogach i królach” Ridleya Scotta kończąc. Choć w filmach często pomijana góra Nebo (hebr. הַר נְבוֹ , arab. جبل نيبو) w oryginale odegrała ważną rolę.

Góra Nebo - monument upamiętniający wizytę Jana Pawła II
Góra Nebo – monument upamiętniający wizytę Jana Pawła II

Biblijna góra Nebo

Oryginalna historia z „Księgi Wyjścia” kończy się w sposób słodko-gorzki, co nie zawsze jest pokazywane w filmach. Mojżesz po 40 latach wędrówki dociera na górę Nebo, skąd widzi Kanaan (czyli Ziemię Obiecaną, późniejsze państwo Izrael). Jednak nie wchodzi do ziemi obiecanej, umiera wkrótce po tym, jak ją zobaczył. Góra Nebo to ostatni etap jego wędrówki. To góra, z której spogląda na ziemię obiecaną.

Góra Nebo - monument upamiętniający Mojżesza
Góra Nebo – monument upamiętniający Mojżesza

Nebo to miejsce, które pojawia się w wielu religijnych produkcjach, tak żydowskich jak i chrześcijańskich, ale bardzo rzadko można zobaczyć je w kinie. Najczęściej są to programy dokumentalne czy podróżnicze. To także miejsce pielgrzymek. Można tu spotkać zarówno pątników, jak i ciekawskich turystów.

Góra Nebo - sanktuarium
Góra Nebo – sanktuarium

Sanktuarium Mojżesza

Sanktuarium na górze Nebo nie jest tłumnie odwiedzane. Często jest tylko krótkim przystankiem na trasie. Ale jest na tyle niewielkie, że czuć obecność innych ludzi i czasem trzeba się przeciskać. Gdy tam byliśmy, w dużej części było zamknięte i remontowane. Odwiedzających było jednak sporo. A do zobaczenia były pomniki pamiątkowe, małe muzeum i ogród. Jednak najbardziej charakterystyczne miejsca tej góry to krzyż z wężem i punkt widokowy na Izrael. Niestety w tym wypadku trzeba mieć szczęście, bo widoczność nie zawsze jest dobra.

Krzyż z wężem to oczywiście nawiązanie do biblijnej wędrówki Żydów przez pustynie. Gdy kąsały ich węże, za brak wdzięczności i wielu z nich pomarł, Mojżesz słuchając Boga stworzył miedzianego węża i umieścił go na palu. Każdy kto spojrzał na węża, został uleczony.

Góra Nebo - słynny krzyż
Góra Nebo – słynny krzyż

Dojazd do góry Nebo

Przy wejściu do kompleksu sanktuarium kupuje się bilet wstępu, można za darmo zaparkować. Nieopodal jest też restauracja. Najważniejsze jest to, że właściwie wjeżdża się na samą górę.

Widok na Izrael
Widok na Izrael

Góra Nebo to miejsce interesujące, ale też nie zajmujące. W sam raz na krótką przerwę. Można tu też porównać sobie jak wygląda Izrael i Jordania. Większych różnic nie widać. Dojazd z Madaby dość wygodny, czy to samochodem czy taksówką. Zwiedzanie tej atrakcji Jordanii z Ammanu także jest możliwe, ale trzeba poświęcić więcej czasu na dojazd. Uwaga, zatrzymuje się tu dużo wycieczek i grup pielgrzymkowych. To idealne miejsce na krótki postój.

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak religijny
Góra Nebo
Szlak jordański
Góra Nebo
Share Button