Archiwa tagu: góra

Kazbegi lub raczej Stepancminda

Jedną z najczęściej odwiedzanych przez podróżnych z Polski (i nie tylko) miejsc w Gruzji jest miejscowość Stepancminda (gruz. სტეფანწმინდა), wciąż lepiej znana i kojarzona pod swoją starą nazwą Kazbegi (gruz. ყაზბეგი). Oryginalna i zarazem obecna nazwa upamiętnia świętego Szczepana. Kazbegi zaś pochodzi Gabriela Kazbegiego, lokalnego przywódcę, który wspierał Rosję. Nazwę Kazbegi nadano, gdy Gruzja była republiką w Związku Radzieckim, do oryginalnej powrócono w 2006 roku.

Droga z Kazbegi do Cminda Sameba
Droga z Kazbegi do Cminda Sameba

Droga na Kazbek

Stepancminda czy też Kazbegi znajduje się praktycznie na samym końcu Gruzińskiej Drogi Wojennej, 12 km od rosyjskiej granicy, gdzie znajduje się przejście graniczne. Jest to zdecydowanie mała mieścina, będąca raczej potencjalną bazą wypadową, jeśli ktoś zdecyduje się na wysokogórską wspinaczkę. Stepancminda położona jest na wysokości 1750 m n.p.m. Stąd rozpoczyna się często wspinaczkę na jeden z pięciotysięczników Kaukazu, czyli Kazbek (5047 m n.p.m, najwyższym szczytem Gruzji jest Szchara – 5193 m n.p.m), lub na wycieczki w głąb Wąwozu Darialskiego. Te wyprawy wymagają już pewnego doświadczenia i przygotowania.

Droga do Cminda Sameba
Droga do Cminda Sameba

Cminda Sameba

Większość odwiedzających to Stepancmindę raczej kieruje się do klasztoru Trójcy Świętej, czyli Cminda Sameba nieopodal wioski Gergeti. Znajduje się on jakieś 2 km od Kazbegi, na wysokości 2170 metrów To bardzo charakterystyczne miejsce, ze względu na górujące w tle szczyty, w tym Kazbek, jeśli dobrze popatrzymy i sprzyja nam widoczność. Z tego miejsca pochodzi wiele pocztówek i zdjęć folderowych. By zrobić je samemu, trzeba mieć szczęście do pogody. Chmury niestety potrafią trochę zepsuć widok. Szczęśliwie na żywo i tak wygląda to niesamowicie.

Kazbeg za chmurami
Kazbeg za chmurami

W samym monastyrze nie wolno było robić zdjęć, tylko na zewnątrz. Ten zbudowany w XIV wieku kościół jest świętym miejscem Gruzinów. Tutaj w okresie zagrożenia wojną w XVIII wieku z Mcchety przeniesiono święte relikwie, w tym krzyż św. Nino. W czasach sowieckich aktywność religijna była zakazana, ale kościół stanowił atrakcyjny punkt widokowy dla turystów górskich.

Cminda Sameba
Cminda Sameba

Kazbegi – Stepancminda

Z Kazbegi na szczyt prowadzą dwa szlaki piesze. Niestety oba są dość słabo oznaczone, jeśli w ogóle. Miejscami trzeba kierować się bardziej na wyczucie, starając dotrzeć na szczyt. Zważywszy na wysokość i czasem dość strome podejście, trasy te nie są oblegane. Większość osób korzysta z innych środków transportu, czyli przede wszystkim marszrutek, które zawożą podróżnych z miejscowości pod prawie sam klasztor (lub z powrotem). Można oczywiście próbować przejechać samemu tę drogę, ale raczej jest ona ciężka, wyboista, z koleinami, słabo oznaczana i wymagająca doświadczenia.

Widok z Cminda Sameba
Widok z Cminda Sameba

Sam klasztor niczym nie zaskakuje. To gruziński standard. Bardzo charakterystyczna zabudowa, raczej stonowany wystrój. To co naprawdę jest tu przepiękne to widoki, z olbrzymimi szczytami w tle. Dlatego warto choć w jedną stronę przejść się na własnych nogach, by to wszystko zobaczyć.

Widok z Cminda Sameba
Widok z Cminda Sameba

Do Kazbegi można dojechać autokarem, marszurtką (odjeżdżają z Tbilisi ze stacji Didube) czy nawet taksówką albo własnym samochodem. Pomijając samo wejście/wjazd na szczyt, Gruzińska Droga Wojenna jest bardzo dobrą trasą komunikacyjną, no i ładną.

Cminda Sameba
Cminda Sameba
Cminda Sameba
Cminda Sameba

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak gruziński
Kazbegi
Share Button

Draa, Dades i wąwóz Todra

Na wschodzie od Warzazatu rozpościera się bardzo interesująca kraina położona w dolinach rzek Draa i Dades. Tu łączą się góry z oazami. Dodatkowo całość okraszona jest osadami i starymi kazbami. To bardzo malownicza część Maroka, a widoki w wielu miejscach zapierają dech w piersiach.

Uprawy daktyli w oazie

Rzeki Drâa (Dara) i Dades (Dadis) są okresowe. To znaczy, że podczas deszczowej części roku  są porywiste i zajmują sporą część koryta. W pozostałym okresie zaś, to co najwyżej małe strumyczki. Ale to wystarcza, by utrzymać całkiem pokaźne uprawy daktyli, migdałów, fig, czy róż. Oczywiście rolnicy na danym terenie koncentrują się na jednej uprawie. Dlatego Wadi Dades czasem jest określana mianem doliny róż. W pewnej części, w okolicach el Kala M’gouna (El Kelaa M’Gouny), upraw róż jest tyle, że gdy przyjedzie się przed zbiorami, w trakcie kwitnienia, to kwiaty bardzo mocno rzucają się w oczy, nadając okolicy unikalny charakter. Zbiory zaczynają się w połowie maja, potem niestety można co najwyżej kupić wodę różaną lub inne kosmetyki. Wszystko sprzedawane jest przy drodze.

 

Kozy blisko drogi

Wadi Dades określana jest też czasem mianem doliny tysiąca kazb. I faktycznie jest ich tu trochę. Stare zabudowania wznoszą się na skałach, wystają spomiędzy palm i cieszą oko. Część z nich jest nadal zamieszkała. Część niestety niszczeje. Niektóre są stosunkowo nowe. Te charakterystyczne budowle, czasem nadal są budowane, choć już w sposób mniej tradycyjny.

 

Daktylowce

Ciekawym miejscem jest też Todra Gorge (Todgha Gorge), czyli kanion, lub po naszemu wąwóz Todra. Tu poza wspaniałymi formacjami skalnymi czasem jest możliwość obserwowania dwóch strumieni, które mają inny kolor wody i powoli się mieszają. Dość ciekawy widok. Oczywiście okolica to naprawdę ładny fragment Maroka.

 

Okolice wąwozu

No i jeszcze zostaje sprawa dróg. Jak się zjedzie z głównych N, to czasem zawijasy wyglądają intrygująco, mogą przerazić niektórych, ale to nie jest jeszcze najgorsza droga, na jaką można natknąć się w Maroko.

 

Góry Atlas

Leżąca na południu Draa wygląda bardzo podobnie, tam jednak uprawia się więcej daktyli. Palmy tworzą ładne oazy, te zaś są lepiej widoczne przez większą część roku. Zresztą zbiory też są bardziej rozłożone w czasie. Podobnie jak w Dades, tak i tu znajdziemy też kazby, czy interesujące formacje skalne. Także przy głównej trasie. Jest kilka tarasów widokowych, przy których można się zatrzymać i podziwiać okolicę.

 

Bliskie okolice wąwozu

Dość często na drodze mijaliśmy też pasterzy ze swoją trzodą. Zwierzęta raczej nie wchodzą na jezdnię, niemniej jednak tworzą część marokańskiego klimatu.

Wąwóz Todra

Obie doliny to bardzo ciekawe miejsce do trekkingu, ale na to trzeba zaplanować więcej czasu i najlepiej przyjechać tu samemu. Większość wycieczek oferuje tylko krótkie trasy podczas przystanków.

Wąwóz Todra
Szlak marokański
Draa, Dades i wąwóz Todra
Share Button

Góry Atlas

Maroko ma bardzo zróżnicowany krajobraz. Są plaże, są pustynie, ale są też góry, w dodatku takie, na których da się zimą pojeździć na nartach, bo jest śnieg.

Pasące się krowy

Atlas dzieli się na kilka pasm. Za Tangerem rozpościerają się góry Rif. Na południe od Fezu Atlas Średni, jeszcze dalej Atlas Wysoki i Antyatlas. My przede wszystkim przedzieraliśmy się przez Atlas Średni i częściowo też Wysoki.

Chaty pasterzy

Pierwsza przeprawa to droga z Fezu do Warzazatu. Całkiem przyjemna, jechaliśmy głównie krajowymi drogami N, więc ich stan był bardzo dobry. Trasa okazała się dużo łatwiejsza niż się spodziewaliśmy. Malownicza i różnorodna. Okolice Irfane bardzo mocno przypominały polskie Sudety. Dalej mijaliśmy zielone stepy pełne pasterzy z  trzodami. Dopiero koło Al-Raszidijji (Errachidia) widzieliśmy bardzo wyraźnie formacje skalne, no i oazy, gdzie rosły daktyle. To doliny rzek Dades i Draa, tej okolicy poświęcimy osobny wpis.

Druga przeprawa przez Atlas była jeszcze ciekawsza. Droga z Warzazatu do kaskad Ouzoud już nie prowadziła drogami N, a R. Te znajdowały się w dużo gorszym stanie. Podróż nimi była trochę ekstremalna. Nie zawsze miały nawierzchnię, czasem jedynie utwardzoną ziemię. Czasem nawierzchnia była uszkodzona przez częste tutaj osuwiska skalne. Nie zawsze było miejsce, by minąć samochód z na przeciwka. No i nie zawsze były barierki, które dawałyby złudne poczucie bezpieczeństwa nad przepaścią. Właściwie ich brak tutaj zdaje się być przemyślany. Prawda jest taka, że jak samochód wypadnie z drogi, mała szansa, że barierka go zatrzyma. Raczej zostanie staranowana i będzie trzeba ją naprawiać, więc jest całkowicie zbędna.

Owce i kozy poza trasą

Trasa ta jest nie tylko ekscytująca ze względu na góry, ale też ludność tu mieszkającą. To Maroko nieturystyczne, a osady są oddalone od wielkich miast. To spokojna wieś. Budynki są zaś bardzo ciekawie usytuowane, tak by gdy przyjdą deszcze, przetrwały podtopienia.

Kozy na trasie

To też jedna z nielicznych części Maroko, gdzie na drogach nie ma patroli policyjnych. W teorii można tu przekraczać prędkość, ale nawet ta dozwolona często nie jest maksymalną osiągalną. Drogi są w takim stanie, że lepiej jechać wolniej. A fakt braku policji powoduje, że pasterze nie przejmują się zbytnio i ich zwierzęta potrafią zająć drogę. Coś, co było dość powszechne w Jordanii, a wydawać by się mogło nie do pomyślenia w innej części Maroka.

Lokalny transport

O ile przejazd na trasie FezWarzazat był przyjemny i ciekawy, o tyle właśnie ta krótsza trasa Warzazat – Ouzoud dostarczyła nam zdecydowanie więcej wrażeń. Po takiej jeździe można wyjść z samochodu i odetchnąć. Ale trzeba pamiętać, że jeśli cokolwiek stanie się tam z samochodem, to możemy utknąć na dość długo, zwłaszcza, że nie zawsze jest tam zasięg telefonii komórkowej. No i sam ruch jest raczej znikomy. W razie awarii znikąd pomocy. Wybierając się w te strony, warto rozważyć wynajęcie auta 4×4 lub SUV, a nie najtańszego kompaktu, właśnie ze względu na możliwość uszkodzenia zawieszenia lub kół.

 

Szlak marokański
Góry Atlas
Share Button

Wezuwiusz

To jeden z dwóch najbardziej znanych włoskich wulkanów. Uchodzi za ten groźniejszy, gdyż jest uśpiony. Etna jest aktywna prawie cały czas, ale jej erupcje nie są gwałtowne. Wezuwiusz (wł. Vesuvio) zaś wygląda na spokojną górę, ale jak już się obudzi, to nikt nie wie, jakie szkody może wyrządzić. W historii już zniszczył choćby Pompeje czy Herkulanum.

Wezuwiusz
Wezuwiusz

Wulkan Wezuwiusz

Wezuwiusz to też doskonała atrakcja turystyczna. Przybywa tu bardzo wiele osób i co ważniejsze, jest to w miarę bezpieczne. Dziś dzięki nowoczesnym technikom jesteśmy w stanie przewidzieć większość potencjalnych erupcji z niewielkim wyprzedzeniem. Wystarczy jednak, by zamknąć ruch turystyczny.

Krater
Krater

Na Wezuwiusz najłatwiej dostać się z Neapolu koleją Circumvesuviana kierując się na Sorrento. Trzeba wysiąść na stacji Ercolano. Stamtąd wiedzie prosta droga do Herkulanum, ale tym razem nie to jest nasz cel. Tuż przy stacji znajduje się mały kiosk, gdzie sprzedawane są bilety na Express Vesuvio. Kursuje tu kilka autobusów i busików, które spod dworca zawożą nas pod szczyt krateru. Koszt to około 20 euro. W zamian poza dowozem w obie strony mamy też bilet wstępu oraz mniej więcej półtorej godziny czasu na górze. Czy to dużo, czy mało? Zależy.

Standardowe wejście to krótki, nie wymagający tężyzny fizycznej spacerek. Można podziwiać tak krater wulkanu jak i widoki z góry na Zatokę Neapolitańską i całą metropolię. Wtedy czasu jest aż nadto. Jednak oczywiście za dodatkową opłatą, można też się wybrać na wycieczkę nad wysoką krawędzią. Tam liczba turystów jest już ograniczona, kosztuje to więcej, a przede wszystkim zajmuje czas. Jak ktoś chce, to za niewielkie pieniądze można też zwiedzać z przewodnikiem. My sobie odpuściliśmy przewodnika.

Krater (zarośnięty zielenią)
Krater (zarośnięty zielenią)

Spacer po kraterze

My wybraliśmy wersję krótszą. Zależało nam bardziej na tym, by zobaczyć sam wulkan i widok z góry. Wezuwiusz nie jest bardzo wysoki, ma 1281 m nad poziomem morza. W porównaniu z Etną jest naprawdę dość dostępnym miejscem. Ostatni wybuch miał miejsce w 1944 roku. Widać to po samym kraterze, wewnątrz którego rosną nawet drzewka. Czasem da się wyczuć siarkę albo zobaczyć niewielkie kłęby dymu. Przypominają one bardziej dym dogasającego ogniska, niż wydobywający się z wulkanu.

Urządzenie monitorujące aktywność
Urządzenie monitorujące aktywność

Z góry widać też zastygłe rzeki lawy. To bardzo interesujące jak przyroda zajmuje te miejsca.

ścieżka
ścieżka
ścieżka
ścieżka

Ze względu na wysokość warto zabrać ze sobą coś ciepłego do nakrycia. Wiatr może być nieprzyjemny.

Zaschnięta rzeka lawy
Zaschnięta rzeka lawy

Przed wyprawą na Wezuwiusza warto sobie trochę poczytać o wulkanach. To może być bardzo pouczająca wycieczka. Jeśli jednak to pierwszy odwiedzany wulkan, to mimo wszystko warto zastanowić się nad przewodnikiem. Zwłaszcza, że jest to miejsce stosunkowo dostępne, bezpieczne i w miarę tanie.

Widok na zatokę neapolitańską
Widok na zatokę neapolitańską

Na koniec jeszcze jedna informacja praktyczna. Dość łatwo zaplanować wycieczkę na Wezuwiusz, ale może się okazać, że z powodu złych warunków atmosferycznych autobusy nie będą kursować.  Również czas przejazdu bywa zmienny. Jest uzależniony od liczby autobusów. Uliczki są dość wąskie, więc gdy pojawiają się zagraniczne autokary z turystami, czasem dochodzi do przestojów. Lokalni kierowcy są raczej doświadczeni, inni mają problemy, więc niechcący potrafią zablokować płynność ruchu. Więc wybierając się na Wezuwiusza warto mieć w zapasie czas oraz ewentualną alternatywę.

Szlak włoski
Wezuwiusz
Share Button

Gibraltar i James Bond

Zajęliśmy się już Ceutą, teraz pora na tę zdecydowanie bardziej znaną eksklawę, czyli Gibraltar, wciąż pod brytyjskim protektoratem. Taka mała Brytania w Hiszpanii, choć nie aż tak brytyjska jakby się wydawało.

Widok z góry
Widok z góry

Gibraltar

Na Gibraltar zdecydowanie najłatwiej było pojechać samochodem, ale należy pamiętać, że nie zawsze można wynajmowanym samochodem przekraczać granicy (trzeba sprawdzić warunki wynajmu). Trzeba się kierować na La Línea de la Concepción. Tam przed granicą znajdują się parkingi, dalej należy przejść fragment na piechotę przez przejście graniczne, gdzie od razu da się kupić bilety autobusowe, o ile potrzebujemy. I tu bardzo ważna uwaga. Gibraltar jest sporo większy niż na to wygląda. W wielu przewodnikach jest napisane, że wystarczy na niego trzy-cztery godziny. Jeśli chcemy tylko wjechać na Skałę, zobaczyć małpy i wrócić, ew. coś jeszcze zwiedzić po drodze, to oczywiście tyle wystarczy. Skała jednak jest na tyle ciekawa, że warto poświęcić jej cały dzień.

Skała
Skała

Warto zwrócić uwagę na jedną ciekawostkę. Otóż między przejściem granicznym, a Skałą znajduje się lotnisko. Trzeba przejść przez pas startowy. Czasem jest okazja, by obserwować jak przejście jest zamykane, a następnie ląduje bądź startuje samolot.

Brytyjska baza wojskowa (Gibraltar)
Brytyjska baza wojskowa (Gibraltar)

Małpy

Autobusem można się przejechać i wysiąść przy kolejce linowej. Kolejką wjeżdża się na Skałę. Nie na sam szczyt, ale na część turystyczną. Tam głównie przebywają magoty gibraltarskie. Populacja tych małp jest utrzymywana sztucznie, są one dużą atrakcją turystyczną. Ale mogą też być utrapieniem dla mieszkańców, czy zwiedzających. Efekt jest taki, że małpy się dokarmia.  Dzięki temu siedzą w jednym miejscu i są w miarę łatwo dostępne, ale też raczej spokojne. Niemniej jednak należy uważać, jak robi się z nimi zdjęcia. Oprócz nazwy magot gibraltarski stosuje się też makak berberyjski (łac. Macaca sylvanus). To właściwa nazwa gatunkowa, mianem makaków określamy populację na Skale.

Wjeżdżanie na Skałę
Wjeżdżanie na Skałę, w tle port (widoczny w Bondzie)

Z góry można albo wracać, albo przejść się po Gibraltarze. Jedna z tras to Mediterranean Steps, bez wątpienia trudniejsza, ale zdecydowanie najciekawsza. Niewiele osób się decyduje tamtędy przejść, więc jest zdecydowanie spokojniej i bardziej dziko. Jest to spacer zdecydowanie bardziej wyczerpujący, ale dający wiele satysfakcji, a trud wspinaczki wynagradzają zapierające dech widoki.

Małpy na Gibraltarze
Małpy na Gibraltarze, także pojawiają się w Bondzie

Uwaga praktyczna dotycząca darmowych map. Przynajmniej te, które dostaliśmy, były bardziej poglądowe niż praktyczne. Nie dość, że nie były przeskalowane, to jeszcze nie można było polegać na rozgałęzieniach. Wszystko było uproszczone. Warto pamiętać, że większość zwiedzających wjeżdża na górę i albo schodzi, albo zjeżdża. Inni najczęściej używają taksówek, by zobaczyć więcej.

Oświetlone jaskinie
Oświetlone jaskinie

Fortece, tunele i jaskinie

Do zobaczenia są tu między innymi jaskinie, tunele, fragmenty fortec. Jest tablica pamiątkowa poświęcona Władysławowi Sikorskiemu. Mnóstwo armat.

Tunele fortecy
Tunele fortecy

Samo miasto sprawia wrażenie, jakby nakładały się tu kultury hiszpańska, brytyjska i arabska. Są i charakterystyczne czerwone budki telefoniczne, ale czystość bardziej przypomina kraj południa.

Lotnisko
Lotnisko

Na koniec to, co sprowadza nas na Gibraltar, czyli James Bond. Właściwie był tu już dwa razy. W „Żyję się tylko dwa razy” (1967) Lewisa Gilberta z Seanem Connerym nakręcono tu w porcie pogrzeb Bonda. Właściwie poza morzem nic więcej nie widać. W pełnej krasie miejsce to zobaczyliśmy dopiero dwadzieścia lat później w „W obliczu śmierci” Johna Glena z Timothym Daltonem. Tu właśnie dzieje się początkowa sekwencja Bonda. Widzimy i port, i małpy, ale też drogi. Jest tego sporo, wystarcza na wycieczkę śladami 007.

Uliczka na skale, jedna z wielu podobnych. Niestety nie wiemy, która pojawiła się w filmie.
Uliczka na skale, jedna z wielu podobnych. Niestety nie wiemy, która pojawiła się w filmie.

Ekipa Bonda przybyła tu we wrześniu 1986. Ale nie wszystkie sceny, które widzimy w filmie, kręcono na Gibraltarze. Posiłkowano się także Beachy Head w Wielkiej Brytanii, gdzie przede wszystkim było spokojniej, tak ze względu na turystów jak i co ważniejsze wiatr i pogodę.

Szlak brytyjski
Gibraltar
Szlak filmowy
Gibraltar
Share Button

Góra Nebo

Biblijny exodus to historia Mojżesza, który wyprowadza swój lud z Egiptu i wiedzie do ziemi obiecanej. Opowieść powszechnie znana, jak nie z religii, to przynajmniej z wielu adaptacji filmowych. Od „Księcia Egiptu”, „Dziesięciorga przykazań” zaczynając, a ostatnio na „Exodusie: Bogach i królach” Ridleya Scotta kończąc. Choć w filmach często pomijana góra Nebo (hebr. הַר נְבוֹ , arab. جبل نيبو) w oryginale odegrała ważną rolę.

Góra Nebo - monument upamiętniający wizytę Jana Pawła II
Góra Nebo – monument upamiętniający wizytę Jana Pawła II

Biblijna góra Nebo

Oryginalna historia z „Księgi Wyjścia” kończy się w sposób słodko-gorzki, co nie zawsze jest pokazywane w filmach. Mojżesz po 40 latach wędrówki dociera na górę Nebo, skąd widzi Kanaan (czyli Ziemię Obiecaną, późniejsze państwo Izrael). Jednak nie wchodzi do ziemi obiecanej, umiera wkrótce po tym, jak ją zobaczył. Góra Nebo to ostatni etap jego wędrówki. To góra, z której spogląda na ziemię obiecaną.

Góra Nebo - monument upamiętniający Mojżesza
Góra Nebo – monument upamiętniający Mojżesza

Nebo to miejsce, które pojawia się w wielu religijnych produkcjach, tak żydowskich jak i chrześcijańskich, ale bardzo rzadko można zobaczyć je w kinie. Najczęściej są to programy dokumentalne czy podróżnicze. To także miejsce pielgrzymek. Można tu spotkać zarówno pątników, jak i ciekawskich turystów.

Góra Nebo - sanktuarium
Góra Nebo – sanktuarium

Sanktuarium na górze Nebo nie jest tłumnie odwiedzane. Często jest tylko krótkim przystankiem na trasie. Ale jest na tyle niewielkie, że czuć obecność innych ludzi i czasem trzeba się przeciskać. Gdy tam byliśmy, w dużej części było zamknięte i remontowane. Odwiedzających było jednak sporo. A do zobaczenia były pomniki pamiątkowe, małe muzeum i ogród. Jednak najbardziej charakterystyczne miejsca tej góry to krzyż z wężem i punkt widokowy na Izrael. Niestety w tym wypadku trzeba mieć szczęście, bo widoczność nie zawsze jest dobra.

Krzyż z wężem to oczywiście nawiązanie do biblijnej wędrówki Żydów przez pustynie. Gdy kąsały ich węże, za brak wdzięczności i wielu z nich pomarł, Mojżesz słuchając Boga stworzył miedzianego węża i umieścił go na palu. Każdy kto spojrzał na węża, został uleczony.

Góra Nebo - słynny krzyż
Góra Nebo – słynny krzyż

Przy wejściu do kompleksu sanktuarium kupuje się bilet wstępu, można za darmo zaparkować. Nieopodal jest też restauracja. Najważniejsze jest to, że właściwie wjeżdża się na samą górę.

Widok na Izrael
Widok na Izrael

Góra Nebo to miejsce interesujące, ale też nie zajmujące. W sam raz na krótką przerwę. Można tu też porównać sobie jak wygląda Izrael i Jordania. Większych różnic nie widać.

Szlak religijny
Góra Nebo
Szlak jordański
Góra Nebo
Share Button