Archiwa tagu: góra

Hakone i spojrzenie na górę Fudżi

Park Narodowy Fudżi-Hakone-Izu (jap. 富士箱根伊豆国立公園) ze względu na swoją niewielką odległość od Tokio i górę Fudżi, należy do najbardziej popularnych parków narodowych w Japonii. Wejść jest kilka, myśmy skorzystali z Hakone (jap. 箱根町 ). Sam park zajmuje powierzchnię ponad 12 tysięcy hektarów i nie sposób podczas krótkiego wyjazdu zwiedzić wszystkiego. Przyjeżdża się tu głównie ze względu na możliwość oglądania góry Fudżi (Fuji). Oprócz wulkanów park słynie także z gorących źródeł, czyli osenów (takich o jakich wspominaliśmy przy okazji Yunadaki). Świetnie skomunikowany, stanowi idealny cel na jednodniową wycieczkę ze stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni.

Widok na górę Fudżi z Ōwakudani
Widok na górę Fudżi z Ōwakudani

Góra – wulkan Fudżi

Główna atrakcja to oczywiście góra – wulkan Fuji-san. Błędnie tłumaczone jako „szanowna Fudżi” przez analogię przyrostka „san” jako „pan, pani” (np. do agenta 007 zwracano się per Bond-san). W języku japońskim wiele znaków ma bardzo podobne brzmienie, ale znaczy co innego. W tym przypadku „san” oznacza „góra”. Co oznacza samo „Fuji”, do końca nie wiadomo: możliwe że nie oznacza nic specjalnego, ale fajnie brzmi – stąd taki, a nie inny dobór znaków, albo jest to zniekształcone imię któregoś z licznych zapomnianych bóstw japońskiej mitologii, może też oznaczać „nieskończony”, „nieśmiertelny” bądź „bez porównania”. W 2013 roku Góra Fudżi i 24 okoliczne lokacje, w tym świątynie, zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako obiekt o szczególnym znaczeniu kulturowym.

Skansen w Hakone
Skansen w Hakone

Wciąż czynny stratowulkan Fudżi jest zarazem najwyższym szczytem Japonii – mierzy 3776 m. n.p.m. Przez większą część roku szczyt pokrywa lśniący w słońcu śnieg. Wyznawcy szinto utożsamiają go z żeńskim bóstwem, toteż jest to zarazem jedna z trzech świętych gór Japonii, na której do połowy XIX wieku obowiązywał zakaz wchodzenia dla kobiet. Fudżi natomiast uchodzi też za kanon piękna, mocno wpłynęło na poczucie estetyki Japończyków. W niektórych świątyniach czy skalnych ogrodach dość łatwo znaleźć kształt Fudżi.

Góra Fudżi
Góra Fudżi

Obecnie szczyt Fudżi to miejsce nie tylko pielgrzymek, ale i turystyki górskiej. Ze względu na warunki pogodowe, góra otwarta jest do wspinana tylko w lipcu i sierpniu. I znów, nie są to samowolne wejścia. Tu wszystko jest zorganizowane i w dodatku w odpowiednim sezonie, o ile oczywiście warunki na to pozwalają.

Kopalnia siarki, Ōwakudani
Kopalnia siarki, Ōwakudani

Gdyby ktoś pytał: las samobójców Aokigahara jest daleko, po przeciwnej stronie góry.

Brama Tori na jeziorze Ashi w świątyni Hakone
Brama Tori na jeziorze Ashi w świątyni Hakone

Kawaguchiko czy Hakone?

Ale by podziwiać Fudżi z oddali, nie trzeba się na nią wspinać, w sumie to nawet lepiej tego nie robić. Jak wieść niesie przy dobrej widoczności widać ją z Jokohamy, ale to się raczej rzadko zdarza. Są dwa miejsca w Parku Narodowym, które ściągają turystów. Pierwsze to Pięć Jezior Fudżi. Tu najlepiej dojechać busem do Kawaguchiko i tam rozpocząć zwiedzanie. W wiosennym okresie może być to interesujące ze względu na festiwal floksów (z którym się czasowo rozminęliśmy). My zdecydowaliśmy się na drugie miejsce, czyli okręg Hakone. Znajduje się on trochę dalej niż Pięć Jezior, przez to jest mniejsza szansa na zobaczenie głównej atrakcji, jeśli widoczność będzie słaba. Fudżi znajduje się jakieś 30 km w linii prostej. Szczęście nam dopisało.

Park Narodowy Hakone
Park Narodowy Hakone

Zwiedzanie okręgu Hakone i bilet zbiorowy

Okręg Hakone obejmuje Owakudani, jezioro Ashinoko, fragment drogi Tōkaidō, Hakone i oczywiście punkty widokowe na najsłynniejszy wulkan Japonii, a poza widokami są też inne, wulkaniczne atrakcje. Wycieczka po Hakone jest bardzo dobrze zorganizowana. Przyjeżdża się pociągiem (lub ew. inaczej) do Odawary (jap. 小田原市 ). Tam kupuje się bilet Hakone Free Pass, który upoważnia nas do zrobienia trasy różnymi środkami transportu. Jak to zwykle w Japonii bywa w przypadku takich biletów, wychodzi znacznie taniej, niż gdyby kupować je z osobna. Wraz z passem dostaniemy mapkę, a w informacji dokładnie powiedzą, jak przebyć całą trasę. Odawara jest o tyle dobrym przystankiem, że stają tu shinkanseny, więc jak zwykle japońska organizacja nie zawodzi.

Ōwakudani słynie z jaj gotowanych w gorących, mineralnych wodach
Ōwakudani słynie z jaj gotowanych w gorących, mineralnych wodach

Hakone: Owakudani

Nasza trasa po okręgu Hakone przewidziana była na cały dzień. Podróżowaliśmy kolejno pociągiem, kolejką linową, statkiem, pieszo i autobusem. Pierwsza część właściwego zwiedzania parku to była wulkaniczna dolina Owakudani. Powstała ona w wyniku wybuchu wulkanicznej Góry Hakone jakieś 3 tysiące lat temu. Nadal jest to teren aktywny wulkanicznie: ze szczelin na zboczach góry wydobywają się gazy i para, gorące źródła wody stale bulgoczą, a co pewien czas wulkan staje się bardziej aktywny, zwiększając produkcję trujących wyziewów.

Jajko na twardo z Owakudani
Jajko na twardo z Owakudani

Właśnie niebezpieczne stężenie trujących gazów jest powodem, dla którego ścieżki na zboczu wulkanu były zamknięte. Osoby zdrowe mogą bezpiecznie przebywać na terenie wokół stacji kolejki linowej, przede wszystkim na tarasach widokowych. Wielka szkoda, że nie mogliśmy pospacerować między gorącymi źródłami. Niestety aktywność wulkaniczna jest nie do przewidzenia. Mimo to było warto dla samych widoków. Za to jest to doskonałe miejsce do obserwowania z oddali wydobycia siarki.

Kopalnie siarki w  Ōwakudani (Hakone)
Kopalnie siarki w Ōwakudani (Hakone)

Specjalnością z Owakudani są jajka kura-tomago. Są to zwykłe jajka kurze gotowane na twardo w gorącym źródle. Skorupka staje się czarna od wysokiej zawartości minerałów. W smaku takie jajko nie różni się specjalnie od zwykłego. Gdy otwarta jest ścieżka między źródłami, turyści mogą kupić surowe jajka i ugotować je samodzielnie. Ponieważ ze względów bezpieczeństwa szlak jest zamknięty, jajka już ugotowane – a jeszcze gorące – można kupić w pobliskim sklepie. Podobno zjedzenie takiego przysmaku przedłuża życie o siedem latem. Drugą jajeczną ciekawostką było jajko na twardo bez skorupki, także czarne. Nie mamy pewności, czy obrane zostało wtórnie poddane działaniu tutejszych wód czy raczej uwędzone na dymie. Na to drugie wskazywałby smak, który bardzo przypomina wędzony ser.

Jezioro Ashinoko
Jezioro Ashinoko

Hakone: Jezioro Ashinoko

Jezioro Ashinoko (lub Ashi) powstało w kalderze wulkanu Hakone, który wybuchł około 3 tysiące lat temu. Hakone Pass, który mieliśmy, jest honorowany przez jedną z dwóch kompanii promowych, obsługujących przeprawę. Statki były wstrętnie stylizowane na europejskie żaglowce, a jeden z nich nazywał się „Victory”, jak okręt admirała Nelsona, który można zwiedzić w Portsmouth. Niestety to najbardziej tandetna i jarmarczna część wycieczki.
Za to dobra widoczność utrzymywała się nadal i już z drugiego brzegu jeziora mogliśmy podziwiać Fudżi.

Jeden z okrętów kursujących po jeziorze Ashi
Jeden z okrętów kursujących po jeziorze Ashi

Zwiedzanie właściwego Hakone

Na koniec wylądowaliśmy w Hakone. Można tutaj zobaczyć między innymi zachowane fragmenty drogi Tōkaidō. Trasa ta w okresie Edo prowadziła wzdłuż Pacyfiku od Kioto do Edo, czyli między pałacem cesarza a faktyczną stolicą kraju faktycznego jej władcy – szoguna Tokugawy (więcej o tym rodzie pisaliśmy przy Nikko). Była więc najważniejszą trasą kraju, uwiecznioną wielokrotnie w japońskiej sztuce.

Droga Tōkaidō w Hakone słynie z  wiekowych cyprysów
Droga Tōkaidō w Hakone słynie z wiekowych cyprysów

W Hakone znajduje się punkt kontrolny na trasie Tōkaidō, który wraz z historycznymi zabudowaniami został zrekonstruowany i udostępniony zwiedzającym. Można tu też odbyć przyjemny spacer wzdłuż alei starych cedrów.

Droga do świątyni Hakone
Droga do świątyni Hakone

Szintoistyczna świątynia w Hakone (choć znów to kompleks chramów – Hakone, Soga, Kuzyryu) jest położona w lesie nieopodal brzegu Jeziora Ashinoko. W wodzie stoi intensywnie czerwona tori, wyróżniająca się na tle wiecznozielonych lasów.
Świątynia w obecnym miejscu istnieje od połowy XVII wieku, była popularna wśród samurajów. Na koniec zostaje wsiąść już do autobusu i potem pociągu i ewentualnie zostaje do zwiedzenia Odawara ze swoim zamkiem, jeśli został na to jeszcze czas.

Wejście do świątyni Hakone
Wejście do świątyni Hakone

Trasa Hakone to faktycznie przyjemny spacer na cały dzień. Z pewnością byłoby ciekawiej, gdyby dało się podejść pod gorące źródła, ale tak jak warunków pogodowych, tak też wulkanicznych nie da się zaplanować.

Świątynia Hakone
Świątynia Hakone

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
HakoneTokio

Wodospad Kamieńczyka, Narnia, Szrenica i Szklarka

Wodospad Kamieńczyka, zwany z niemiecka Zackelfall, zaś po polsku czasem wodospad Kamieńczyk, znajduje się w Karkonoskim Parku Narodowym i jest to najwyższy wodospad w Sudetach. Oficjalnie jest wpisany w rejestr pomników przyrody, ale jeszcze ciekawsza jest jego filmowa, a dokładniej narnijska historia.

Wąwóz Kamieńczyka, czyli Narnia
Wąwóz Kamieńczyka, czyli Narnia

Narnia i Wodospad Kamieńczyka

W lipcu 2007 ekipa filmu „Opowieści z Narnii: Książę Kaspian” ponownie zawitała do Polski. Pierwszy film kręcono między innymi w dolinie Dunajca, na jeziorze Siemanówka w Tatrach i w pewnym stopniu Błędnych Skałach (Góry Stołowe), a także poza Polską, między innymi we Flock Hill, Adrspaskim Parku Narodowym, czy w Czeskiej Szwajcarii. Zatem nie dziwi, że Andrew Adamson podjął decyzję o powrocie do Polski. Polska raczej była dodatkiem do Nowej Zelandii, Czech i Słowenii, natomiast z wyścigu odpadły Chiny, Irlandia i Argentyna.

Wodospad Kamieńczyka
Wodospad Kamieńczyka
Wąwóz Kamieńczyka
Wąwóz Kamieńczyka

Sceny przy wodospadzie można dość łatwo rozpoznać. Jest to fragment filmu, w którym rodzeństwo Pevensie wchodzi do lasu i idzie wzdłuż kanionu szukając Aslana. Jedynie Łucja go widziała, reszta szukała przejścia na drugą stronę.

Wąwóz Kamieńczyka
Wąwóz Kamieńczyka

Kamieńczyk, potok, wąwóz i wodospad

Potok Kamieńczyk spada z wysokości 27 metrów, jest podzielony na trzy kaskady. Woda dalej płynie wąwozem Kamieńczyka. Środkowa kaskada w pewnym momencie rozdziela się po półkach skalnych. Strumień przy wodospadzie jest szeroki na kilkanaście metrów, ale szybko zwężą się do jakiś trzech. Znajduje się tam też kocioł eworsyjny. Sam kanion ma długość 100 metrów i wysokość jakieś 30-35 metrów.

Wodospad Kamieńczyka
Wodospad Kamieńczyka

Środkowa kaskada kryje w sobie jeszcze jedną tajemnicę. Znajduje się za nią sztucznie wykuta przez Walończyków grota. Walonowie z Belgii wydobywali tu kiedyś ametysty i pegmatyt. Wodospad sam w sobie jest atrakcją turystyczną udostępnioną do zwiedzania już od 1890. Dziś wejściówka nad wodospad jest dodatkowo płatna (pomimo biletu do Parku Narodowego). Całość jest ogrodzona, tak by trudno było się dobrze przyjrzeć okolicy. Natomiast wchodząc na obszar wodospadu wszyscy dostają kaski na głowę, na wypadek spadających odłamków. Wodospad znajduje się  na szlaku czerwonym i czarnym ze Szklarskiej Poręby na Szrenicę.

Wodospad Szklarka
Wodospad Szklarka

Wodospad Szklarka i Szklarska Poręba

Wybierając się do Kamieńczyka należy udać się do Szklarskiej Poręby. Wówczas warto poświęcić jeszcze trochę czasu na Wodospad Szklarki i Szrenicę. Zaczniemy od wodospadu, który jest trochę poza miastem. Szklarka (niem. Kochelfall) ma 13,3 metrów wysokości, jednocześnie jest to szeroki i dużo łatwiej dostępny wodospad. Przed nim znajduje się parking, skąd krótkim spacerem docieramy do głównej atrakcji mijając po drodze schronisko „Kochanówka”. Warto dodać, że kiedyś istniała tu możliwość regulowania przepływu wody. Ze Szklarskiej najłatwiej dotrzeć tu albo zielonym szlakiem wzdłuż rzeki Kamienna albo czarnym szlakiem.

Szrenica zimą
Szrenica zimą
Szrenica zimą
Szrenica zimą

Szrenica

Nad okolicą wznosi się mierzący 1362 metry szczyt górski Szrenicy (niem. Reifträger). To doskonałe miejsce do podziwiania Karkonoszy, zarówno po polskiej, jak i czeskiej stronie. Na górze znajduje się schronisko „Szrenica”. Można tu wejść szlakiem czerwonym lub czarnym ze Szklarskiej Poręby lub zielonym z Jakuszyc. Istnieje też wyciąg, który podwozi nas pod prawie sam szczyt. Potem zostaje kawałek do przejścia czarnym szlakiem. Góra jak i pobliska Hala Szrenicka słynie też z doskonałych, jak na Polskę, warunków narciarskich.

Trasa na Szrenicę
Trasa na Szrenicę
Szlak na Szrenicę
Szlak na Szrenicę

Wąwóz Kamieńczyka i Szklarska: Dojazd

Sama Szklarska Poręba to bardzo przyjemne miasteczko. Łatwo znaleźć tam nocleg, czy jedzenie, a także inne dodatkowe atrakcje, jak Krucze Skały, czy historyczne wille. Dodatkowo jest też Aquapark, czy dinopark. Z Wrocławia stosunkowo łatwo dojechać tu za pomocą Kolei Dolnośląskich.

Hala Szrenicka
Hala Szrenicka
Szrenica
Szrenica

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak polski
Wodospad Kamieńczyka?
Szlak filmowy
Wodospad Kamieńczyka
Tokio

Carrantuohill, najwyższy szczyt Irlandii i jak go zdobyć?

Irlandia nie kojarzy się z wysokimi górami. Carrantuohill, czyli najwyższy szczyt kraju i wyspy, w porównaniu nawet z polskimi standardami górskimi do wysokich nie należy. Jest jedno małe „ale”. Otóż w przeciwieństwie do Sudetów i choćby Wielkiej Sowy, porównywalnej jeśli chodzi o wysokość bezwzględną, w irlandzkim przypadku mamy do czynienia z dużą wysokością względną. No i w Irlandii zdobywanie gór nie jest aż tak popularne, co powoduje pewne utrudnienia.

Widok z drogi na Carrantuohill
Widok z drogi na Carrantuohill

Carrantuohill, wysokość i położenie

Macgillycuddy’s Reek to po irlandzku Na Cruacha Dubha, czyli „czarne szczyty”. W paśmie tych gór, powstałych podczas orogenezy hercyńskiej i przekształconych podczas zlodowaceń, znajduje się najwyższy szczyt Irlandii. Carrantuohill lub Carrauntoohil (ir. Corrán Tuathail) liczy sobie 1039 metrów nad poziomem morza, lub nawet 1041 wg innych źródeł. Swoją drogą można spotkać też inne wersje nazwy – Carrantoohil, Carrantual czy Carrantouhil lub Carrantouhill.

Początek drogi na szczyt Carrantuohill od strony Cronin’s Yard
Początek drogi na szczyt Carrantuohill od strony Cronin’s Yard

Droga na Carrantuohill

Droga na MacGillycuddy’s Reek należy do farmerów i tylko ich dobrą wolą jest udostępnianie jej wędrowcom. Obowiązuje zakaz wprowadzania psów z uwagi na pasące się owce. Oznaczona trasa nie wiedzie na sam szczyt, tylko do punktu widokowego. Tam znajduje się mapka jak ewentualnie iść dalej i ostrzeżenie. Potem trzeba radzić sobie samemu. Szlak nie jest w żaden sposób oznaczony.

Krajobraz MacGillycuddy’s Reek
Krajobraz MacGillycuddy’s Reek

Mieliśmy uzasadnione obawy, że pogoda może pokrzyżować nam plany i nie uda nam się wejść na górę. Przy złych warunkach atmosferycznych faktycznie może to być dość karkołomne, a nawet niebezpieczne podejście. Zdobywanie góry zaczęliśmy od strony Cronin’s Yard. Stąd trzeba przeznaczyć jakieś 6-8 godzin pieszej wędrówki tam i z powrotem. Istnieją dwie podstawowe ścieżki na szczyt od strony Cronin’s Yard lub Lisleibane: przez wierzchołek Cnoc an Chuillin (926 m n.p.m.) i ostrą granią do podnóża Carrauntoohil albo znacznie krótsza, groźnie brzmiąca trasa przez Devil’s Ladder.

Zdobywając Carrantuohill (Irlandia)
Zdobywając Carrantuohill (Irlandia)

Drabina diabła

Wybraliśmy oczywiście tę z drabiną. Warto pamiętać, że Cronin’s Yard zaczyna się od wysokości około 100 metrów nad poziomem morza, a młode góry w niczym nie przypominają starych, łagodnych Sudetów. Pod Cronin’s Yard znajduje się parking (płatny, ale nikt tego nie pilnuje, jest za to skarbonka), jest nawet jakaś mała restauracyjka oraz pole kempingowe. No i wypasają się zwierzęta gospodarcze. Właściciele są przyzwyczajeni do turystów, więc w ogóle nie reagują na przyjeżdżających. Wysiada się i idzie, trzeba tylko pamiętać, by zamykać za sobą bramki, by owce się nie rozpierzchły na inne pola.

Drabina diabła (Devil's Ladder)
Drabina diabła (Devil’s Ladder)

Drabina diabła to stromy żleb (albo rynna) prowadząca na przełęcz rozdzielająca dwa szczyty: Carrauntoohil i Cnoc an Chuillin. W ciągu ostatnich kilku lat ta część trasy uległa znacznej erozji, skały straciły na stabilności, a u podnóża żlebu utworzyło się piarżysko. Gdy zaczęliśmy wspinaczkę, mieliśmy wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa i naszych możliwości. Oglądaliśmy się za siebie, czy inni turyści (jeszcze nieliczni o tej godzinie), kontynuują podejście. Byliśmy gotowi zrezygnować ze względów bezpieczeństwa, gdybyśmy byli sami na tej trasie. Na szczęście nie było to konieczne. Stąd prawie nie mamy zdjęć, aparat został zabezpieczony, ręce były zaś równie potrzebne co nogi.

Widok ze szczytu Drabiny diabła
Widok ze szczytu Drabiny diabła

Wspinaczka jest dość wyczerpująca i wymaga sporej uwagi, toteż dostanie się na położoną wyżej przełęcz zajęło nam trochę czasu. Poza szukaniem najlepszej drogi w pokonywaniu kolejnych skał trzeba liczyć się także z wodą. Tędy przepływa strumień. A jak jeszcze trochę pokropi, to jest błotnisto i ślisko. Łatwo się poślizgnąć, a tym samym polecieć w dół. Szczęśliwie u szczytu Diabelskiej Drabiny poczuliśmy pierwszą falę satysfakcji. Po odpoczynku ruszyliśmy na najwyższy szczyt Irlandii: Carrauntoohil.

Krzyż na szczycie Carrantuohill
Krzyż na szczycie Carrantuohill

Zdobywanie gór po irlandzku

Wejście na szczyt Carrauntoohil nie odbywa się żadną wyznaczoną trasą, bo jej po prostu nie ma. Trzeba wyszukiwać wydeptanych ścieżek pośród rumowiska skalnego i bardzo uważać, by w słabej widoczności nie zboczyć za bardzo w prawo lub lewo, gdyż grozi to śmiertelnym upadkiem. Jeśli chodzi o orientację, droga jest dość prosta: od oznaczonego szlaku widzi się Drabinę diabła, więc kierunek jest jasny, a po niej już prosta droga na szczyt. Zdecydowanie łatwiejsza niż drabina. Trudno się zgubić, chyba że akurat jest mgła.

Trawa, owce, kamienie, góry, czyli Irlandia
Trawa, owce, kamienie, góry, czyli Irlandia

Podczas naszej wspinaczki z mgły wyłonił się krzyż na szczycie. Pierwszy krzyż, drewniany, został wzniesiony w 1950 roku przez lokalną społeczność. W latach 70. zastąpiono drewniany krzyż stalowym o wysokości 5-ciu metrów. W 2014 roku miał miejsce przykry incydent: osoba sprzeciwiająca się Kościołowi Katolickiemu ścięła krzyż. Został on jednak ustawiony na nowo i do dziś wskazuje najwyższy szczyt w Irlandii. Oprócz krzyża jest tu jeszcze murek z kamieni. Można za nim usiąść i w ten sposób odpocząć także od wiatru.

Widok na Macgillycuddy’s Reek / Czarne szczyty / Na Cruacha Dubha
Widok na Macgillycuddy’s Reek / Czarne szczyty / Na Cruacha Dubha

Ze szczytu tylko na krótką chwilę wiatr przegonił chmury na tyle, że udało się zobaczyć Killarney National Park i Kenmare Bay.

Inne spojrzenie na Drabinę diabła
Inne spojrzenie na Drabinę diabła
Górski krajobraz Irlandii
Górski krajobraz Irlandii

Schodząc z Carrantuohill

Zejście przez Diabelską Drabinę uznaliśmy za zbyt niebezpieczne z powodu luźnych skał i wzorem innych turystów skierowaliśmy się na południowo-zachodnią grań, z której wiedzie trawersowa ścieżka. Jest to długie i nużące zejście, też wymagające skupienia, ale zdecydowanie pewniejsze niż przez Drabinę diabła. Na dole uzupełniliśmy cudownie zimną i świeżą wodę z górskiego strumienia i wróciliśmy do Cronin’s Yard. Tak, tu nie trzeba brać ze sobą dużych zapasów wody, ta ze strumieni jest zdatna do picia i bardzo smaczna.

Droga na Carrantuohill, Irlandia
Droga na Carrantuohill, Irlandia

Krajobraz Carrantouhill jest bardzo irlandzki. Kamienie, owce, trawa. Praktycznie nie ma tu drzew. Za to jest trochę strumieni, mnóstwo zieleni i małe jeziorka Callee i Gouragh. Zaś cała wyprawa, miejscami wymagająca, była też dla nas bardzo satysfakcjonująca. Irlandczycy aż tak po górach nie chodzą, za to po drodze udało się spotkać jeszcze innych Polaków. Oczywiście też forsujących Diabelską Drabinę, nawet na czworaka, jeśli trzeba. Warto ze sobą zabrać coś przeciwdeszczowego i dobre buty do górskich wędrówek.

Czarne szczyty, Irlandia
Czarne szczyty, Irlandia

Na koniec warto wspomnieć o pewnym muzycznym nawiązaniu. W 1987 założono w Polsce zespół Carrantuohill, który gra muzykę celtycką.

Schodząc z Carrantuohill
Schodząc z Carrantuohill

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak irlandzki
CarrantuohillKillarney

Sigirija (Sigiriya), słynna Lwia Skała na Sri Lance

Jedną z najbardziej znanych, najczęściej fotografowanych i najsłynniejszych atrakcji Sri Lanki jest Sigirija (syng. සීගිරිය, tamil. சிகிரியா, ang. Sigiriya). Po polsku znaczy tyle, co Lwia Skała. To przepiękne, ikoniczne miejsce, dla wielu jest ukoronowaniem wyprawy na Cejlon. Przyciąga tu przede wszystkim słynny Pałac-forteca na szczycie 200-metrowej skały, ale współczesna Sigirija ma także inne atrakcje do zaoferowania.

Sigirija
Sigirija

Pidurangala: Widok na Lwią Skałę i stary klasztor

Widok Lwiej Skały jest przepiękny. Jednym z najlepszych miejsc do jej oglądania z oddali jest drugi skalny słup, znajdujący się kilka kilometrów na północ od Sigirii. To Pidurangala. W sumie skąd najlepiej podziwiać szczyt, jak nie z innego szczytu?

Pidurangala
Pidurangala

U stóp skały Pidurangala znajduje się klasztor buddyjski – wihara. Został założony prawdopodobnie już w II wieku p.n.e, ale szczególnego znaczenia nabrał dopiero w czasach panowania króla Kashyapa, to jest w drugiej połowie V wieku. Z oryginalnego klasztoru niewiele tak naprawdę pozostało. Największe wrażenie robi figura Buddy w pozycji parinirwany, która znajduje się gdzieś w połowie drogi na szczyt. Dziś już częściowo sypiąca się, ale dzięki temu widać jak zbudowane są takie figury.

Pidurangala
Pidurangala

Pidurangala: Wejście

Wspinaczka na szczyt Pidurangali do łatwych nie należy. Rozpadające się schody to jest jeszcze ta łatwa droga, nawet jeśli spływa z nich woda. Większość ścieżki także nie nastręcza jakiś szczególnych trudności. Dopiero tuż pod samym szczytem potrzeba trochę zręczności i uwagi przy wspinaczce. Tam już trzeba się wdrapać. Jeśli dla kogoś to problem, to mogą pomóc mu inni ludzie, sami widzieliśmy i pomagaliśmy wciągać innych turystów. Tu warto pamiętać, że wejście na tę skałę jest darmowe, jednak brak opłat wiąże się z brakiem infrastruktury turystycznej. Nie ma ani barierek, ani niczego innego.

Pidurangala: Widok na Sigiriję
Pidurangala: Widok na Sigiriję

Widok ze szczytu zapiera dech, wynagradza trud wspinaczki, zaś ogrom okolicznej dżungli zniewala. Warto pamiętać, że Cejlon to wyspa, której 80% powierzchni stanowią niziny, gdzieniegdzie urozmaicone pojedynczymi wzniesieniami. Takimi jak Pidurangala i Sigirija, które są zbudowane ze skały magmowej – pozostałości po dawnych wulkanach. Stąd dżungla zdaje się pokrywać cały kraj, a pola ryżowe są skromnie wpasowane w bagienne łąki. Jednak tak naprawdę naturalne lasy pokrywają 1/3 powierzchni kraju, czyli podobnie jak Polskę (ok. 29% powierzchni kraju).

Droga na szczyt
Droga na szczyt, ta łatwiejsza część

Sigirija, Lwia Skała i symbol Sri Lanki

Niektórzy sugerują, by pozostać przy wejściu na Pidurangalę, my jednak polecamy nie pomijać głównej atrakcji. Stanowisko archeologiczne Sigirija to symbol Sri Lanki, stąd cena biletu dość wysoka – 30 USD – zwłaszcza, gdy porówna się z cenami dla tubylców. Cały zespół pałacowo-forteczny znajduje się na liście UNESCO. Wokół jest mnóstwo różnych dodatkowych atrakcji i toczy się życie turystyczne.

Małpy na stanowisku archeologicznym
Małpy na stanowisku archeologicznym

Skąd pochodzi nazwa Sigirija?

Warto na chwilę zastanowić się nad genezą nazwy. Syngalezi to ludność pochodząca z północy subkontynentu indyjskiego, używająca języka syngaleskiego, który jest językiem indoaryjskim. Syngalezi są wyznawcami buddyzmu therawady – jednej z jego najstarszych gałęzi. Przybyli na Sri Lankę w IV wieku p.n.e.; sami siebie uważają za potomków lwa (sinha) i bengalskiej księżniczki. To pochodzenie od lwów jest w kulturze lankijskiej ciągle żywe. Zaś sama twierdza nawiązywała swym kształtem do tego zwierzęcia, ale do tego jeszcze wrócimy. Trochę o lwach i ich znaczeniu będzie też przy wpisie o rezerwacie leśnym Sinharaja.

Sigirija, Lwia Skała
Sigirija, Lwia Skała

Historia Sigiriji

Podnóże skalnej kolumny, wysokiej na niemal 200 metrów (lub ponad 180 jak podają inne źródła), było zamieszkane już od czasów prehistorycznych. Między III a I wiekiem p.n.e powstał tutaj kompleks klasztorów buddyjskich i pustelnie ascetów. Do tych dawnych budowli mnisi wykorzystali naturalne pieczary i nawisy skalne.

Przejścia między skałami
Przejścia między skałami

Dalsza historia Sigiryi jest ciekawsza. Otóż, król Dhatusena z Anuradhapury (panował 455-473) miał dwóch synów: prawowitego dziedzica tronu Moggallana i syna konkubiny, Kashyapę. Kashyapa w 477 roku zabił swego ojca (prawdopodobnie) i przemocą zajął tron Anuradhapury. Moggallana w obawie o swoje życie uciekł do południowych Indii. Natomiast uzurpator bał się ataku prawowitego dziedzica tronu i zbudował na płaskowyżu wyniosłej na prawie 200 metrów skały fortecę. Większość zabudowań Lwiej Skały pochodzi z okresu rządów króla Kashyapy, to jest z lat 477 – 495.

Ściana lustrzana z dołu
Ściana lustrzana z dołu

Moggallana w końcu wrócił z Indii wraz z wojskiem, by odebrać należny mu tron. Złamał obronę twierdzy na skale i pokonał przyrodniego brata. Uzurpator popełnił samobójstwo, padając na własny miecz. Twierdza została porzucona przez dwór, ale do XIV wieku miejsce to zasiedlali mnisi buddyjscy. Krótko jeszcze Sigirija służyła jako wojskowy przyczółek Królestwu Kandy w wiekach XVI i XVII.

Ściana lustrzana (Sigirija, Sri Lanka)
Ściana lustrzana (Sigirija, Sri Lanka)

Sigirija: Zwiedzanie

Sigirija to nie tylko warownia na szczycie skały, ale także „wodne ogrody” u jej podnóża: kompleks pałacowo-ogrodowy, pełen sztucznych sadzawek. Zwiedzanie można zacząć od muzeum, w którym zresztą i tak kupuje się bilety. W zbiorach znajdziemy trochę eksponatów, czyli dużo jak na Sri Lankę, no i wiele tablic informacyjnych, z których można poznać historię klasztoru i twierdzy oraz prac archeologicznych. Następnie przechodzi się przez ogrody, w których widać stada małp i idzie w kierunku skały. Już bliżej skały, przy fosie, są sprawdzane bilety.

Wejście na twierdzę
Wejście na twierdzę

Wspinaczka na skałę odbywa się trzystopniowo. Przed właściwą Lwią Skałą mamy niewielki Taras. Wcześniej jeszcze przechodzimy obok historycznych fresków, którymi być może była pokryta cała skala. Na freskach są przedstawione niebiańskie dziewice króla Kassapy, czy w innej nomenklaturze „damy dworu” lub po prostu królewskie nałożnice. Kobiet na freskach było ponad 500, ale dziś większość z nich uległa zniszczeniu. Zobaczyć można tylko kilka. Są tu też ciekawe, kręte schody do przejścia, które sprowadzono z londyńskiego metra. Interesująca jest także Ściana lustrzana. Niegdyś była pokryta polerowanym stiukiem, w którym ponoć można się było przyglądać. Dziś pokryta jest grafitti, jakie pozostawili pielgrzymi i turyści z wieków VIII do X!

Widok na ruiny pałacu
Widok na ruiny pałacu

Szczyt twierdzy

Przed ostatnią częścią wspinaczki znajdujemy odpowiedź, dlaczego Lwia skała nazywa się tak, a nie inaczej. Do dziś u stóp ostatnich schodów na szczyt pozostały tylko gigantyczne lwie łapy, ale niegdyś była i głowa lwa, która jednak runęła na skutek erozji.

Ogrody pałacowe z góry (Sigirija, Sri Lanka)
Ogrody pałacowe z góry (Sigirija, Sri Lanka)

Sigirija to miejsce turystyczne, więc wspinaczka odbywa się tu po schodach (ponad 850, tak kamiennych jak i metalowych). Nie należy do najłatwiejszych, ale też nie ma tu żadnych specjalnych trudności (to nie jest Szczyt Adama). W końcu zaś dociera się na szczyt Lwiej Skały. Tam widok urzekający! Szczególnie ciekawie z góry wygląda długa prosta ścieżka ku skale, która wyznacza oś założenia pałacowego. Stąd dopiero widać, jak wielkie to było.

Stanowisko archeologiczne Sigirija
Stanowisko archeologiczne Sigirija

Dziś z dawnego pałacu i fortecy nie pozostało wiele poza niskimi ruinami murów. Jednak i to robi wrażenie, biorąc pod uwagę, jak wielkie wyzwanie mieli budowniczowie. Na ukrytą w dżungli skałę z zabudowaniami zwrócił uwagę w 1831 roku brytyjski major, a wkrótce obiektem zainteresowali się archeolodzy i niestety, handlarze starożytnościami. Pierwsze prace archeologiczne ruszyły w ostatniej dekadzie XIX wieku. Jednak naprawdę poważne badania i działania mające na celu ochronę zabytku ruszyły dopiero w latach 80. XX wieku.

Jako ciekawostkę warto dodać, iż przy okazji wspinaczki na Sigiriję natykamy się na znaki: „uwaga, małpy”, „zakaz karmienia małp” oraz przestrogę, by zachowywać ciszę z uwagi na gniazda dzikich os. Jest także informacja, że w przypadku użądlenia, zabrania się dalszej wspinaczki na skałę. Tu warto dodać, ze przed wejściem do kompleksu kwitnie życie turystyczne, jest mnóstwo kramów z pamiątkami, a nawet można pojeździć na słoniu (jeśli kogoś interesują takie atrakcje).

Lwia Skała, Sigirija
Lwia Skała, Sigirija

Sigirija: Miasto i inne atrakcje

Współczesne miasto Sigirija, które jest trochę oddalone od zabytku, jest dobrą bazą wypadową nie tylko do wspinania się na skały, ale też choćby wycieczki do Pollanaruwy czy safari w pobliskich parkach narodowych. Jest tu także wiele sklepów, sprzedaje się tu dużo szafirów. Niektóre z nich oferują prezentację. My zaś wybraliśmy się na jeszcze jedną wycieczkę, „Village safari”. Miało to być przedstawienie tradycyjnego domostwa, transportu i przygotowywania posiłków. Najpierw podjechaliśmy tuk-tukiem do miejsca, skąd zaczynała się właściwa wycieczka – przejażdżka wozem zaprzęgniętym w woła (tak zwany bull cart lub ox cart).

Wioskowe safari
Wioskowe safari

Sigirija: Wioskowe safari

I tu ciekawostka, bo ta część wioskowego safari wygląda na specjalnie przygotowaną. Ale o tym, że nie jest tylko maskarada ku uciesze turystów niech świadczy fakt, że przed wjazdem na autostradę jest znak zakazujący wjazdu taką bryczką. Rzadko się takie środki transportu spotyka na drogach, niemniej jednak wciąż są używane, nie tylko jako atrakcja turystyczna.

Wioskowe safari, bryczka z wołem
Wioskowe safari, bryczka z wołem

Z wozu przesiedliśmy się na łódź, na której zrobiono nam tradycyjną lankijską czapeczkę z lotosu. Niebieski kwiat lotosu jest jednym z symboli Sri Lanki, chętnie składany jako ofiara w buddyjskich świątyniach. Później dotarliśmy do tradycyjnego domostwa lankijskiego, gdzie mogliśmy zobaczyć jak łuszczy się ziarno ryżu, mieli kaszę jaglaną na mąkę i jak zapleść liście palmy, by nadał się do krycia chaty. Zostaliśmy poczęstowani obfitym, bardzo smacznym lankijskim curry. Następnie tuk-tuk już bez dodatkowych atrakcji odstawił nas z powrotem do miasteczka, gdzie czekał nasz kierowca. Ale powiedzmy sobie wprost, wioskowe safari to jedynie dodatek do głównej atrakcji.

Wioskowe safari: łódź
Wioskowe safari: łódź

Sigirija w popkulturze

Lwia skała wpisała się także w masową kulturę. Może nie tak mocno, ale jednak. Teledysk do utworu „Save a prayer” Duran Duran kręcono w kwietniu 1982 roku na Sri Lance właśnie, w Polonnaruwrze, Sigiryi, Kandy i plaży południowego wybrzeża. Skała znalazła też swoje miejsce w powieści „Fontanny raju” Arthura C. Clarke’a. Clarke spędził sporą część życia na Cejlonie, we wspomnianej książce stworzył fikcyjną wyspę wzorowaną na Sri Lance. Opisał tam skałę demona – Yakkagala.

Sigirija widziana z wody
Sigirija widziana z wody

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Sigirija

Góra Tabor i Bazylika Przemienienia Pańskiego

Góra Tabor (hebr. הר תבור), czyli na polski wysoka góra, choć nie pojawia się z nazwy w Ewangelii, to dzięki tradycji jest uznawana za jedno z bardzo istotnych miejsc na trasie pielgrzymkowej Izraela. Wierzy się, że to właśnie tutaj doszło do przemienienia Jezusa Chrystusa. Dziś oczywiście znajduje się tu należąca do kustodii Ziemi Świętej Bazylika Przemienienia Pańskiego, a także monastyr Przemienienia Pańskiego. To jednak sprawia, że góra Tabor przyciąga tak pielgrzymów, jak i ciekawych turystów.

Góra Tabor - Kustodia Ziemi Świętej (Franciszkańska)
Góra Tabor – Kustodia Ziemi Świętej (Franciszkańska)

Przemienienie Pańskie w Ewangelii

Przemienienie Pańskie jest opisywane przez trzech ewangelistów synoptycznych – Łukasza, Mateusza i Marka. Jezus zabrał trzech swoich uczniów na górę – Piotra, Jakuba i Jana. Tutaj uczniowie mieli okazję zobaczyć prawdziwą naturę Jezusa, w jego boskiej chwale, a towarzyszyli mu Mojżesz i Eliasz. Co ciekawe, na długo przed chrześcijanami, także poganie  czcili swoich bogów w tym miejscu.

Bazylika Przemienienia Pańskiego na górze Tabor
Bazylika Przemienienia Pańskiego na górze Tabor

Góra Tabor – tradycja i historia

Tradycja, że Tabor to prawdziwa góra przemienienia sięga IV wieku. Wpierw wskazał to miejsce św. Cyryl Jerozolimski, a po nim św. Hieronim. Już gdzieś w V-VI wieku w tym miejscu wzniesiono bizantyjską bazylikę. Odpowiadała za nią matka Konstantyna Wielkiego, czyli święta Helena. W VII wieku tereny te zajęli Saraceni. Dopiero w 1099 roku zostali wyparci stąd przez Krzyżowców. W XII na jej miejscu zbudowano kościół, znajdujący się pod opieką Benedyktynów. Zachowali oni częściowo oryginalny układ. Jednak pod koniec XII wieku wojska Saladyna zajęły górę, świątynię zburzono, a na jej miejscu wybudowano twierdzę. Po tej twierdzy pozostała choćby Brama Wiatrów (Bab el-Hawa).

Bazylika Przemieniania Pańskiego
Bazylika Przemieniania Pańskiego

Forteca i bazylika

Fortecę zniszczyli sami Arabowie. Wycofując się z góry Tabor nie chcieli, aby przejęli ją krzyżowcy. Przez następne wieki tereny te przechodziły z rąk do rąk, zaś próby odbudowania świątyni zazwyczaj kończyły się porażką. Dopiero w latach 20. XX wieku wybudowano obecnie istniejącą, należącą do Franciszkanów bazylikę. Znajdują się w niej kaplice poświęcone Mojżeszowi i Eliaszowi (podobnie jak miało to miejsce w kościele ufundowanym przez świętą Helenę).

Ołtarz w bazylice (Góra Tabor)
Ołtarz w bazylice (Góra Tabor)

Góra Tabor i okolice w Starym Testamencie

Historia góry i wojen jest jednak zdecydowanie ciekawsza. Wznosi się nad doliną Jezreel (czyli miejscem, gdzie ma się rozegrać Armagedon), więc stała się idealną forteca i to już w czasach starożytnych. Według księgi Sędziów (rozdziały 4 i 5) Izraelici pod wodzą Baraka i za namową Debory pokonali tu Kananejczyków. Do samej góry później odnoszą się też inni prorocy. Była też istotna historycznie, zarówno w czasach rzymskich (bitwę z 48 roku p.n.e. opisuje np. Flawiusz), czy napoleońskich (bitwa z 16 kwietnia 1799 roku). Obecnie znajduje się ona w Izraelu między Palestyną a Libanem, choć szczęśliwie nie dochodzi tam do wielu incydentów.

Dziś góra i okolice są zalesione i jest to także Park Narodowy Góry Tabor. Wśród roślin występują tu migdałowce i drzewa oliwne, a ze zwierząt można zobaczyć lisy, dziki, hieny i szakale. Oczywiście o ile dopisze nam szczęście.

Wnętrza Bazyliki
Wnętrza Bazyliki

Dojazd na górę Tabor

Na Górę Tabor zdecydowanie najłatwiej dojechać samochodem, czy autokarem z wycieczką. Droga na sam szczyt jest dość kręta i wąska. Za to ze znajdujących się tam tarasów i ogrodów mamy piękny widok całej okolicy. Wpierw jednak należy kierować się na miejscowość Kefar Tawor.

Widok z góry Tabor
Widok z góry Tabor

Warto też dodać, że święto Przemienienia Pańskiego jest obchodzone w Kościołach Wschodnich (od VI wieku) oraz w Katolickim – 6 sierpnia, na pamiątkę zwycięskiej bitwy pod Belgradem, gdzie udało się odeprzeć Turków.

Ogrody na górze Tabor
Ogrody na górze Tabor

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlaku religijny
Góra Tabor
Szlak izraelski
Góra Tabor
?