Archiwa tagu: góra

Capri, luksusowa wyspa i przepiękne wybrzeże

Capri to niezwykle popularna włoska wyspa położona na Morzu Tyrreńskim, obok Wenecji prawdopodobnie najdroższe miejsce w całych Włoszech. Mniejsza od Ischii liczy sobie 10,4 km2 powierzchni (dla porównania Ischia ma 34 km2) i w przeciwieństwie do większej z Wysp Kampanijskich, nie jest pochodzenia wulkanicznego, ale budują ją skały wapienne. To właśnie ta skała, czyni wybrzeże Capri wyjątkowo atrakcyjnym.

Rejs wokół Capri
Rejs wokół Capri

Jak dotrzeć na Capri?

Na Capri można się dostać z Neapolu promem. Ze względu na duże zainteresowanie, warto przypłynąć pierwszym porannym promem, a bilet zakupić z wyprzedzeniem (da się to zrobić w Internecie, jest wiele stron pośredniczących, można także kupić na miejscu, choćby dzień wcześniej). Capri jest naprawdę oblegane. Prom przypływa do portu Marina Grande w mieście Capri. Tutaj można zaplanować całe zwiedzanie: kupić jedną z wycieczek łodzią, wynająć skuter lub samochód, od razu zejść na plażę lub po prostu podjąć się pieszego zwiedzania. Można kupić mapkę albo skorzystać z autobusu. Obok znajdują się restauracje, ale także tłumnie oblegana plaża. Tych jest kilka na wyspie.

Plaża blisko Marina Grande (Capri)
Plaża blisko Marina Grande (Capri)

Capri – rys historyczny

Wyspa Carpi była zamieszkiwana już od czasów paleolitu. W VII wieku przed nasza erą wraz z sąsiednimi wyspami, Capri została skolonizowana przez Greków. W 29 roku p.n.e wyspę zajęli Rzymianie. Swoje wille zbudowali tutaj cesarze Oktawian August i Tyberiusz. Można powiedzieć, że to byli pierwsi ze znanych ludzi, którzy na Capri mieli swoje posiadłości. Tyberiusz nawet zmarł na Capri (potem Rzym przestał się interesować tym miejscem). Z tamtego okresu pozostał niewiele, ruiny te nie prezentują się interesująco, więc warto przemyśleć, czy w ogóle ująć je w swoim zwiedzaniu.

Jedna z grot przy Capri
Jedna z grot przy Capri

Od IX wieku Capri należała do republiki Amalfi (miasto w Kampanii), w odróżnieniu od neapolitańskiej Ischii. Przybywało tutaj wielu znanych i wpływowych ludzi świata polityki, kultury i po prostu bywania; wielu z nich miało na Capri swoje wakacyjne posiadłości. Ten status Capri utrzymuje do dziś, to dość luksusowa miejscówka. Od XIX wieku przybywało tu wielu artystów. Zbiegło się to z ponownym odkryciem Lazurowej Groty i rosnącym fenomenem Capri.

Schody między Marina Grande a Capri i Anacapri
Schody między Marina Grande a Capri i Anacapri
Widok na Marina Grande
Widok na Marina Grande (od strony Anacapri)

Na wyspie Capri znajdują się dwa miasta: Capri i Anacapri. To pierwsze zajmuje centrum i wschód wyspy, zaś Anacapri zachód. Miasta połączone są widowiskowo położoną nad urwiskiem szosą i Schodami Fenickimi. Zwiedzanie Capri jest o tyle utrudnione, że tu naprawdę przybywa mnóstwo turystów. Tym samym zmienia się atmosfera wyspy.

Droga do Anacapri
Droga do Anacapri

Anacapri i Monte Solaro

Anacapri wznosi jakieś 150 metrów ponad Capri. Piesza wędrówka Schodami Fenickimi (pochodzącymi raczej od greckich kolonistów) w górę w upalnym słońcu może być naprawdę uciążliwa, więc wiele osób korzysta z lokalnego transportu. To właśnie z tego miasteczka za pomocą wyciągu krzesełkowego można dostać się na Monte Solaro. Wyciąg zlokalizowany jest na Piazza Vittoria. Solaro to mierząca 589 metrów nad poziom morza góra, będąca najwyższym szczytem wyspy. Znajdują się tutaj ruiny fortu z okresu wojen napoleońskich, ale na szczyt wjeżdża się przede wszystkim dla zapierających dech widoków.

Widok z Monte Solaro na Faraglioni i zatokę
Widok z Monte Solaro na Faraglioni i zatokę
Casa Rossa, muzeum w Anacapri
Casa Rossa, muzeum w Anacapri

W Anacapri jest mnóstwo knajpek i straganów. Oczywiście ceny jak na całej wyspie są wysokie. Z atrakcji warta uwagi jest Villa San Michele. Należała kiedyś do Axela Muthego, szwedzkiego lekarza i pisarza. Rozsławił tę willę swoim dziełem życia, czyli „Księgą z San Michele”. Obecnie jest to miejsce pełne różnych dzieł sztuki, czyli trochę muzeum, trochę galeria. Warto też zwróci uwagę na kościół Michała Archanioła z 1719 roku.

Wyciąg na Monte Solaro
Wyciąg na Monte Solaro
Anacapri
Anacapri

Miejscowość Capri

Do miejscowości Capri z Marina Grande można dotrzeć na nogach albo kolejką linową (funicular). Ta w sezonie jest mocno zatłoczona. Centrum Capri, czyli Piazza Umberto I zwane też Piazzetta, jest usłane hotelami, restauracjami, butikami. Nie ma tu wiele do zobaczenia, a przy tym jest dość tłumnie. Są też wysokie ceny. Dobrze widać to po kościele św. Stefana: zwyczajnie przeciętny, a co jeszcze bardziej istotne, nie rzuca się w oczy. Raczej jest niepozornym budynkiem w samym centrum.

Wąskie, historyczne uliczki
Wąskie, historyczne uliczki
Via Krupp widziana z góry
Via Krupp widziana z góry

Via Krupp

Jednak nie jest tak, że miasteczko nie oferuje żadnych atrakcji. Jedną z nich jest ulica Via Krupp. Ta efektowna ścieżka łączy kartuzję San Giacomo, Ogrody Augusta i Marinę Piccola. Powstała na zlecenia Friedricha Kruppa (tak, tego od stali, obecnie Thyssen-Krupp) w latach 1900-1902. Oprócz wymienionych dostojnych miejsce, Via Krupp łączyła także Marinę i luksusowy hotel Kruppa, a także – ale to miała być słodka tajemnica – grotę di Fra Felice. W tejże grocie podobno odbywały się seksualne orgie z wykorzystaniem lokalnej młodzieży. Gdy ta skandaliczna informacja wyszła na jaw, Krupp został zmuszony do opuszczenia w 1902 roku Włoch. Od lat 70. Via Krupp jest zamknięta z uwagi na spadające nań kamienie – kręta droga możliwa jest do podziwiania tylko z góry i faktycznie robi wrażenie. Jednym z najlepszych miejsc do jej oglądania są właśnie Ogrody Augusta.

Ogrody Augusta
Ogrody Augusta
Statki wpływają na chwilę do grot przy Capri (Biała grota - Grotta Bianca)
Statki wpływają na chwilę do grot przy Capri (Biała grota – Grotta Bianca)

Groty i rejs wokół wyspy Capri

W skład zjednoczonych Włoch Capri weszło w 1860 roku, wówczas nastąpił też rozkwit ruchu turystycznego. W dużej mierze zasługą tego było ponowne odkrycie widowiskowej Lazurowej Groty (nie mylić z Błękitną Grotą na Malcie). Zresztą wapienne pochodzenie wyspy sprzyja powstawianiu wielu grot, jaskiń, łuków, nacieków i jakie jeszcze formacje skalne można sobie wymarzyć. Są więc tutaj wspomniana już Lazurowa Grota, Biała Grota, Koralowa Grota. Obszar między Monte Tuoro i Tiberio nazywa się Matermania – jest to szczególne skupisko grot skalnych. Przy nich istniały zbudowane za czasów Tyberiusza świątynie poświęcone nimfom wodnym i boginiom płodności. Na górze Monte Tiberio znajdują się ruiny Villa Jovis. To w idealne miejsce na krótki spacer z Capri. Idąc dalej można też zobaczyć willę Lysis.

Zielona grota (Grotta Verde)
Zielona grota (Grotta Verde)

Jak wspomnieliśmy wcześniej, w Grand Marina można wykupić wycieczkę statkiem. Dla nas to była obowiązkowa atrakcja – rejs wokół wyspy i wpłynięcie mniejszą łodzią do Lazurowej Groty. Dopiero z perspektywy statku widać te niezwykłe geologiczne formacje: groty, nacieki, słupy, ozdobione refleksami błękitnej wody na białym wapieniu i czerwonymi koralami. Statki podpływają blisko kolejnych grot i formacji skalnych. Do grot się podpływa, pomijając Lazurową, najbardziej znane to Grota Koralowa, Zielona, Żagla. W tej pierwszej bardzo fajnie widać, gdy opadają fale, małe koralowce na skale. Zaś z formacji skalnych warto wspomnieć o Arco Naturale, czyli łuku skalnym. Można go też oglądać z lądu idąc z Capri.

Faraglioni
Faraglioni od strony morza

Słynne skały Faraglioni przy Capri

Faraglioni to grupa skał o efektownej formie, powstałej przez działanie sil przyrody. Przez otwór w Faraglioni di mezze przepływają nieduże statki wycieczkowe. Najwyższa skała – Stella – liczy sobie 109 metrów wysokości.

Faraglioni widziane z góry
Faraglioni widziane z góry

Lazurowa Grota

Punktem kulminacyjnym miało być wpłynięcie do Lazurowej Groty (Grotta Azzura). Uprzedzono nas, że przeszkodą ku temu może być zbyt wysoki poziom wody i kolejka chętnych, przez którą czas oczekiwania wyniósłby powyżej czterdziestu minut. Jednak jak wynikało z rozkładu rejsów firmy, na którą się zdecydowaliśmy, tak czy inaczej nie byłoby szans na wpłynięcie do groty. Niestety – klasyczny przykład naciągactwa. Gdyby nawet nie było 40 minut czekania, to mieliby problem z kolejnym rejsem. Niestety człowiek uczy się na błędach.

Lazurowa grota i długie kolejki
Lazurowa grota i długie kolejki

Pozostaje przyjście lub pojechanie do Lazurowej Groty od lądu i zapłacenie za łódkę, którą wpływa pod sklepienie. Na to jednak brakowało nam czasu i trochę rozbiłoby resztę planu. Zwłaszcza, że faktycznie w ten dzień rano były problemy z dostaniem się do groty ze względu na warunki, więc kolejki potem zrobiły się bardzo duże. Uwaga praktyczna: jeśli komuś zależy na grocie, to warto od niej zacząć zwiedzanie Capri. Wpłynięcie do groty jest o tyle ciekawe, że trzeba przesiąść się na małą łódkę i wpływa się do środka lekko podkulonym. To dość niewielka jaskinia.

Widok na wyspę i Marina Grande
Widok na wyspę i Marina Grande

Capri w sztuce

Capri zostało uwiecznione w kinie. Kręcono tu sceny do „Pogardy” Jean-Luca Godarda czy „Wieku XX” Bernardo Bertolucciego. Lazurowa Grotta została uwieczniona na obrazie Augusta Kopischa. Filmów czy książek oczywiście jest jeszcze więcej, zwłaszcza, że ze względu na luksus Capri na stałe wpisało się w kulturę.

Okolice Piazzetta w Capri
Okolice Piazzetta w Capri (kościół św. Stefana)

Oprócz formacji geologicznych przyjemny jest spacer wąskimi uliczkami miasta Capri i odpoczynek w miejskich ogrodach. Jest to przy tym miejsce znacznie bardziej tłocznie niż Ischia. Niemniej jednak nadal piękne, zwłaszcza gdy mówimy o jej naturalnych częściach. Jeden dzień na Capri to może być mało by zobaczyć wszystko, ale powinno wystarczyć, by zobaczyć najważniejsze atrakcje, jeśli dobrze się to zaplanuje. Zwłaszcza, że noclegi na samym Capri naprawdę są drogie. Capri jest jedną z najdroższych miejscówek w całych Włoszech, nie tylko z powodu turystów. Także gwiazdy upodobały sobie to miejsce. Dom posiada tu choćby Sophia Loren, która kręciła tu film „Zaczęło się w Neapolu”.

Grand Hotel Quisisana
Grand Hotel Quisisana

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak włoski
CapriBolonia

Góra Błogosławieństw i kazanie na górze

Nad brzegiem jeziora Genezaret w dolinie Tabgha znajduje się słynna Góra Błogosławieństw (hebr. הר האושר) (150 m n.p.m.). Według wierzeń, to właśnie tu Jezus Chrystus wygłosił swoje słynne Kazanie na Górze, z którego najbardziej znana część to oczywiście Osiem Błogosławieństw, stąd obecna nazwa tej góry. Warto jednak pamiętać, że podobnie jak w przypadku wielu innych biblijnych miejsc, także i ta lokacja nie jest w stu procentach potwierdzona. Prawdopodobna, ale dziś słynna przede wszystkim dzięki wielowiekowej tradycji, która ściąga tu wielu pątników.

Ogród na Górze Błogosławieństw
Ogród na Górze Błogosławieństw

Góra Błogosławieństw i tradycja

Pewna doza wątpliwości oczywiście istnieje. Ewangelie nie umieszczają dokładnego opisu. Wśród potencjalnych innych lokacji Góry Błogosławieństw wymieniano między innymi górę Arbel. Pierwszą znaną osobą, która wskazała dokładnie tę górę, jest hiszpańska pątniczka imieniem Egeria, żyjąca w drugiej połowie IV wieku. Opisała ona swoją podróż do Ziemi Świętej w dziele pt. „Itinerarium”. Jest tam choćby o Konstantynopolu, Jerozolimie, górze Synaj, czy górze Nebo. To na jej zapiskach bazowali kolejni badacze Ziemi Świętej. Swoją drogą te zapiski również mają ciekawą historię, bo choć znano je jeszcze w XII wieku, później zaginęły. Na nowo zostały odkryte w jednej z bibliotek dopiero w 1884 roku.

niesamowicie zabawne zestawienie dwóch napisów, biblijnego i informacyjnego
Ogród na Górze Błogosławieństw i niesamowicie zabawne zestawienie dwóch napisów, biblijnego i informacyjnego. „Ktokolwiek napije się wody, którą ja mu dam, nigdy już nie będzie spragniony” i obok „woda niezdatna do picia”.

Egeria zostawiła jedną bardzo istotną uwagę, że blisko góry znajdowała się grota, do której Jezus schodząc wygłosił kazanie. To pozwoliło późniejszym badaczom nabrać pewności, że to jest właściwe miejsce.

Ogród na Górze Błogosławieństw
Ogród na Górze Błogosławieństw

Kaplica Ośmiu Błogosławieństw

Pierwsza kaplica zbudowana została tu około IV wieku. Była on używany aż do VII wieku, nawet dziś można zobaczyć resztki cysterny i klasztoru. Jak w wielu bizantyjskich budowlach, tak i tamta świątynia słynęła z mozaik. Niestety cały ten rejon przechodził przez niejedną zawieruchę, więc dawne budowle raczej nie miały szansy się ostać.

Wnętrze sanktuarium Ośmiu Błogosławieństw
Wnętrze sanktuarium Ośmiu Błogosławieństw

W 1937 roku wybudowano nowe sanktuarium, które zaprojektował Antoni Barluzzi. Ponieważ błogosławieństw było osiem, to budowla wznosi się na planie ośmiokąta, zaś wewnątrz znajdziemy osiem witraży, każdy przedstawia kolejne błogosławieństwo i pewnie jeszcze kilka innych nawiązań do ósemki. Obecnie kościół i tutejszy dom pielgrzyma znajduje się pod opieką sióstr Franciszkanek.

Wnętrze sanktuarium Ośmiu Błogosławieństw
Wnętrze sanktuarium Ośmiu Błogosławieństw

Kazanie na górze i osiem czy dziewięć błogosławieństw

Ewangeliczne kazanie na górze to nie tylko błogosławieństwa, ale również modlitwa „Ojcze nasz”. Natomiast jest jeden mały problem z tymi błogosławieństwami, a dokładniej ich liczbą. Otóż jak się je policzy to można ich znaleźć dziewięć. Warto pamiętać, że dwa ostatnie w tradycji są łączone w jedno, dotyczą prawie tego samego. Osiem zaś w symbolice biblijnej jest liczbą oznaczającą doskonałość i obfitość, stąd tak to zostało zapamiętane. Treść tych błogosławieństw poniżej za Biblią Tysiąclecia:

  1. Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie.
  2. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
  3. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
  4. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
  5. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
  6. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
  7. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
  8. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie.
  9. Błogosławieni jesteście, gdy (ludzie) wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.
Wnętrze sanktuarium
Wnętrze sanktuarium Ośmiu Błogosławieństw

Góra Błogosławieństw: Dojazd

Góra to także wspaniały ogród oraz  punkt widokowy. Widać stąd jezioro Galilejskie (inne nazwy to Tyberiadzkie lub Genezaret) czy nawet ruiny Kafarnaum. Znów dojazd najłatwiejszy jest samochodem lub z wycieczką/pielgrzymką. Przyjeżdża tu sporo autokarów.

Sanktuarium na Górze Błogosławieństw
Sanktuarium na Górze Błogosławieństw

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlaku religijny
Góra Błogosławieństw
Szlak izraelski
Góra Błogosławieństw

Góra Cooka (Aoraki) i lodowiec Tasmana

Już przy wpisie o lodowcach Fox i Franz Jozef wspominaliśmy o dość niecodziennym sposobie ich oglądania, czyli z perspektywy helikoptera lub awionetki. Jeszcze przed przylotem do Nowej Zelandii wiedzieliśmy, że coś takiego jest , ale dopiero na miejscu zainteresowaliśmy się taką wycieczką. Jednak oprócz lodowca (w naszym wypadku Tasmana) i oglądania krajobrazu z góry, chcieliśmy się przelecieć także obok góry Cooka, czyli najwyższego szczytu Nowej Zelandii.

Lot awionetką na lodowiec Tasmana
Lot awionetką na lodowiec Tasmana

Loty wokół góry Cooka i na lodowce

To, że nie przewidywaliśmy lotów widokowych, to kwestia ceny. Ale gdy widzi się helikopter lecący nad pięknym lodowcem, to coś w człowieku pęka. Będąc przy lodowcu Franciszka Józefa z ciekawości popatrzyliśmy na oferty kilku firm i ceny, pewni że to raczej nie dla nas. I tutaj spotkało nas miłe zaskoczenie – jedna z tańszych opcji lotu, choć w przeliczeniu na złotówki nadal bardzo droga, nie kosztuje aż tak strasznie w porównaniu z innymi cenami w Nowej Zelandii (np. zakwaterowanie, jedzenie w lokalach). A kiedy taka okazja się powtórzy? Musieliśmy  przemyśleć, policzyć, poszukać wieczorem w sieci i wpasować wycieczkę w plan podróży. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na firmę INFLITE Charters na lotnisku Mount Cook – lot śmigłowcem + lądowanie i spacer na lodowcu + lot awionetką z powrotem. Odprawa to głównie ważenie się i wpisanie wagi do formularza (kobiety również, ale bez bagaży, w tym torebki – zawsze to mniej) i niecierpliwe oczekiwanie.

Widok z samolotu
Widok z samolotu

Organizacja lotu na lodowiec i wokół góry Cooka

Trzeba było tylko wybrać lotnisko i godzinę. Mt Cook Airport to jedno z licznych lotnisk na wyspie wyspie Południowej: malutki terminal i 1-2 pasy startowe. Wiele takich widzieliśmy już w Nowej Zelandii, ale także choćby w Tanzanii. Wiedza o katastrofach awionetek i helikopterów, i sam wygląd infrastruktury może budzić pewne obawy, ale tych maszyn lata tutaj naprawdę dużo. Wypadki oczywiście czasem się zdarzają, ale wciąż jeśli popatrzy się na statystyki, statki powietrzne są dużo bezpieczniejsze niż samochody.

Widok na lodowiec Tasmana z awionetki
Widok na lodowiec Tasmana z awionetki

Lot nie był długi, bo wszystkie atrakcje trwały razem jakieś 40 minut. Ale była to naprawdę niesamowita przygoda i przeżycie warte pieniędzy, przejazdów czy nocnej pobudki! Najpierw samolotem przelecieliśmy nieopodal Góry Cooka i Tasmana i wylądowaliśmy na lodowcu. Nie było zimno, słońce ostro grzało. Pewnie dlatego na lotnisku pytano o okulary przeciwsłoneczne i proponowano także krem z filtrem. Na lodowcu mieliśmy trochę czasu, by nacieszyć się śniegiem, porobić zdjęcia, a potem wsiedliśmy do helikoptera (lecieliśmy nim po raz pierwszy w życiu) i zrobiliśmy trasę nad górami, wokół góry Cooka. Oba loty były niesamowite.

Lodowiec Tasmana
Lodowiec Tasmana

Aoraki, czyli góra Cooka

Góra Cooka nosi oficjalnie nazwę Aoraki / Mount Cook. Aoraki to bohater maoryskich opowieści, przodek iwi (plemienia/klanu) Ngāi Tahu, a także przodek gór. Jeśli chodzi o Europejczyków, Alpy Południowe i ich najwyższy szczyt po raz pierwszy widziała (prawdopodobnie) wyprawa Abla Tasmana w 1642 roku. W 1770 roku kapitan James Cook ochrzcił całe pasmo górskie – Alpami Południowymi, ale bez szczegółów. Najwyższy szczyt nazwał w 1851 roku inny angielski kapitan, John Lort Stokes, na cześć Cooka.

Lodowiec Tasmana i góra Cooka
Lodowiec Tasmana i góra Cooka

Góra Cooka to najwyższy szczyt Nowej Zelandii, mierzy obecnie 3 724 m n.p.m. Obecnie, ponieważ w 1991 roku w wyniku osunięcia się skał, szczyt obniżył się o 10 metrów. Warto wiedzieć, że aktywność tektoniczna podnosi pasmo o jakieś 7 milimetrów w skali roku, ale nie mniej potężną siłą jest erozja, więc jakoś to się balansuje.

Na lodowcu Tasmana
Na lodowcu Tasmana

Drugi najwyższy szczyt – góra Tasmana – (ang. Mount Tasman, maoryska nazwa Horokoau odnosi się do lokalnego gatunku kormorana) – znajduje się zaledwie 4 kilometry dalej, a mierzy 3 497 m n.p.m. Też go widzieliśmy.

Pilatus, którym wlecieliśmy na lodowiec Tasmana
Pilatus, którym wlecieliśmy na lodowiec Tasmana
Helikopter, którym lecieliśmy wokół góry Cooka
Helikopter, którym lecieliśmy wokół góry Cooka

Lodowiec Tasmana

Lodowiec Tasmana (Tasman Galcier lub maor. Haupapa) to jeden z kilku lodowców Alp Południowych, w dodatku największy w Nowej Zelandii. 29 km długości, 4 km szerokości. Na Południowej Wyspie w roku 1980 naliczono 3155 lodowców (plus 18 na Północnej). Większość z nich jest dość mała, tylko kilka jest dużych. Ta liczba wynika z podziałów: jak lód pęknie, to często liczy się potem go jako dwa osobne. Teoretycznie Tasman zajmuje obecnie prawie 1/3 powierzchni wszystkich lodowców w kraju Kiwi. Nie da się go zobaczyć podjeżdżając blisko jak w przypadku Foxa czy Franca Jozefa, przez to jest tu mniej ludzi, ale turystycznie i tak jest bardzo mocno eksplorowany. Poza osobami, które tu lądują (także awionetkami, na innych lodowcach najczęściej lądują jedynie helikoptery), organizowane są tu także wyprawy wspinaczkowe. Do tego jednak trzeba mieć dużo więcej czasu, ale też lepszą kondycję i doświadczenie.

Na lodowcu Tasmana
Na lodowcu Tasmana

Góra Cooka i kino

Warto wspomnieć także o filmowych powiązaniach. Właściwie liczy się jedno: „Granice wytrzymałości” (Vertical Limits) Martina Campbella z 2000 z Izabellą Scorupco. To opowieść o tragicznej wyprawie na K2. Choć część zdjęć faktycznie kręcono tam w Pakistanie, to jednak właśnie okolice góry Cooka udawały Karakorum.

Góra Cooka
Góra Cooka
Lot wokół góry Cooka
Lot wokół góry Cooka

Możliwość oglądania zarówno ośnieżonych, górskich szczytów jak i samego lodowca z góry, ale ze stosunkowo bliskiej odległości to naprawdę interesujące przeżycie. Jeśli chodzi o widoki, chyba z awionetki wygląda to lepiej. Lot helikopterem zaś dostarcza dodatkowych atrakcji, zwłaszcza gdy jest się blisko grani i nagle podrywamy się do góry, i w tym momencie pojawiają się niewielkie turbulencje. Za to lądowanie i startowanie helikopterem jest takie delikatne, że chciałoby się więcej. Podsumowując, sama wycieczka dla nas z pewnością będzie niezapomniana przez długie lata.

Lot wokół góry Cooka
Lot wokół góry Cooka
Lot wokół góry Cooka
Lot wokół góry Cooka

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Góra Cooka i lodowiec Tasmana

Hakone i spojrzenie na górę Fudżi

Park Narodowy Fudżi-Hakone-Izu (jap. 富士箱根伊豆国立公園) ze względu na swoją niewielką odległość od Tokio i górę Fudżi, należy do najbardziej popularnych parków narodowych w Japonii. Wejść jest kilka, myśmy skorzystali z Hakone (jap. 箱根町 ). Sam park zajmuje powierzchnię ponad 12 tysięcy hektarów i nie sposób podczas krótkiego wyjazdu zwiedzić wszystkiego. Przyjeżdża się tu głównie ze względu na możliwość oglądania góry Fudżi (Fuji). Oprócz wulkanów park słynie także z gorących źródeł, czyli osenów (takich o jakich wspominaliśmy przy okazji Yunadaki). Świetnie skomunikowany, stanowi idealny cel na jednodniową wycieczkę ze stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni.

Widok na górę Fudżi z Ōwakudani
Widok na górę Fudżi z Ōwakudani

Góra – wulkan Fudżi

Główna atrakcja to oczywiście góra – wulkan Fuji-san. Błędnie tłumaczone jako „szanowna Fudżi” przez analogię przyrostka „san” jako „pan, pani” (np. do agenta 007 zwracano się per Bond-san). W języku japońskim wiele znaków ma bardzo podobne brzmienie, ale znaczy co innego. W tym przypadku „san” oznacza „góra”. Co oznacza samo „Fuji”, do końca nie wiadomo: możliwe że nie oznacza nic specjalnego, ale fajnie brzmi – stąd taki, a nie inny dobór znaków, albo jest to zniekształcone imię któregoś z licznych zapomnianych bóstw japońskiej mitologii, może też oznaczać „nieskończony”, „nieśmiertelny” bądź „bez porównania”. W 2013 roku Góra Fudżi i 24 okoliczne lokacje, w tym świątynie, zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako obiekt o szczególnym znaczeniu kulturowym.

Skansen w Hakone
Skansen w Hakone

Wciąż czynny stratowulkan Fudżi jest zarazem najwyższym szczytem Japonii – mierzy 3776 m. n.p.m. Przez większą część roku szczyt pokrywa lśniący w słońcu śnieg. Wyznawcy szinto utożsamiają go z żeńskim bóstwem, toteż jest to zarazem jedna z trzech świętych gór Japonii, na której do połowy XIX wieku obowiązywał zakaz wchodzenia dla kobiet. Fudżi natomiast uchodzi też za kanon piękna, mocno wpłynęło na poczucie estetyki Japończyków. W niektórych świątyniach czy skalnych ogrodach dość łatwo znaleźć kształt Fudżi.

Góra Fudżi
Góra Fudżi

Obecnie szczyt Fudżi to miejsce nie tylko pielgrzymek, ale i turystyki górskiej. Ze względu na warunki pogodowe, góra otwarta jest do wspinana tylko w lipcu i sierpniu. I znów, nie są to samowolne wejścia. Tu wszystko jest zorganizowane i w dodatku w odpowiednim sezonie, o ile oczywiście warunki na to pozwalają.

Kopalnia siarki, Ōwakudani
Kopalnia siarki, Ōwakudani

Gdyby ktoś pytał: las samobójców Aokigahara jest daleko, po przeciwnej stronie góry.

Brama Tori na jeziorze Ashi w świątyni Hakone
Brama Tori na jeziorze Ashi w świątyni Hakone

Kawaguchiko czy Hakone?

Ale by podziwiać Fudżi z oddali, nie trzeba się na nią wspinać, w sumie to nawet lepiej tego nie robić. Jak wieść niesie przy dobrej widoczności widać ją z Jokohamy, ale to się raczej rzadko zdarza. Są dwa miejsca w Parku Narodowym, które ściągają turystów. Pierwsze to Pięć Jezior Fudżi. Tu najlepiej dojechać busem do Kawaguchiko i tam rozpocząć zwiedzanie. W wiosennym okresie może być to interesujące ze względu na festiwal floksów (z którym się czasowo rozminęliśmy). My zdecydowaliśmy się na drugie miejsce, czyli okręg Hakone. Znajduje się on trochę dalej niż Pięć Jezior, przez to jest mniejsza szansa na zobaczenie głównej atrakcji, jeśli widoczność będzie słaba. Fudżi znajduje się jakieś 30 km w linii prostej. Szczęście nam dopisało.

Park Narodowy Hakone
Park Narodowy Hakone

Zwiedzanie okręgu Hakone i bilet zbiorowy

Okręg Hakone obejmuje Owakudani, jezioro Ashinoko, fragment drogi Tōkaidō, Hakone i oczywiście punkty widokowe na najsłynniejszy wulkan Japonii, a poza widokami są też inne, wulkaniczne atrakcje. Wycieczka po Hakone jest bardzo dobrze zorganizowana. Przyjeżdża się pociągiem (lub ew. inaczej) do Odawary (jap. 小田原市 ). Tam kupuje się bilet Hakone Free Pass, który upoważnia nas do zrobienia trasy różnymi środkami transportu. Jak to zwykle w Japonii bywa w przypadku takich biletów, wychodzi znacznie taniej, niż gdyby kupować je z osobna. Wraz z passem dostaniemy mapkę, a w informacji dokładnie powiedzą, jak przebyć całą trasę. Odawara jest o tyle dobrym przystankiem, że stają tu shinkanseny, więc jak zwykle japońska organizacja nie zawodzi.

Ōwakudani słynie z jaj gotowanych w gorących, mineralnych wodach
Ōwakudani słynie z jaj gotowanych w gorących, mineralnych wodach

Hakone: Owakudani

Nasza trasa po okręgu Hakone przewidziana była na cały dzień. Podróżowaliśmy kolejno pociągiem, kolejką linową, statkiem, pieszo i autobusem. Pierwsza część właściwego zwiedzania parku to była wulkaniczna dolina Owakudani. Powstała ona w wyniku wybuchu wulkanicznej Góry Hakone jakieś 3 tysiące lat temu. Nadal jest to teren aktywny wulkanicznie: ze szczelin na zboczach góry wydobywają się gazy i para, gorące źródła wody stale bulgoczą, a co pewien czas wulkan staje się bardziej aktywny, zwiększając produkcję trujących wyziewów. Stacja Ōwakudani znajduje się na wysokości 1044 m n.p.m. i to dobre miejsce na podziwianie góry Fudżi.

Jajko na twardo z Owakudani
Jajko na twardo z Owakudani

Właśnie niebezpieczne stężenie trujących gazów jest powodem, dla którego ścieżki na zboczu wulkanu były zamknięte. Osoby zdrowe mogą bezpiecznie przebywać na terenie wokół stacji kolejki linowej, przede wszystkim na tarasach widokowych. Wielka szkoda, że nie mogliśmy pospacerować między gorącymi źródłami. Niestety aktywność wulkaniczna jest nie do przewidzenia. Mimo to było warto dla samych widoków. Za to jest to doskonałe miejsce do obserwowania z oddali wydobycia siarki.

Kopalnie siarki w  Ōwakudani (Hakone)
Kopalnie siarki w Ōwakudani (Hakone)

Specjalnością z Owakudani są jajka kura-tomago. Są to zwykłe jajka kurze gotowane na twardo w gorącym źródle. Skorupka staje się czarna od wysokiej zawartości minerałów. W smaku takie jajko nie różni się specjalnie od zwykłego. Gdy otwarta jest ścieżka między źródłami, turyści mogą kupić surowe jajka i ugotować je samodzielnie. Ponieważ ze względów bezpieczeństwa szlak jest zamknięty, jajka już ugotowane – a jeszcze gorące – można kupić w pobliskim sklepie. Podobno zjedzenie takiego przysmaku przedłuża życie o siedem latem. Drugą jajeczną ciekawostką było jajko na twardo bez skorupki, także czarne. Nie mamy pewności, czy obrane zostało wtórnie poddane działaniu tutejszych wód czy raczej uwędzone na dymie. Na to drugie wskazywałby smak, który bardzo przypomina wędzony ser.

Jezioro Ashinoko
Jezioro Ashinoko

Hakone: Jezioro Ashinoko

Jezioro Ashinoko (lub Ashi) powstało w kalderze wulkanu Hakone, który wybuchł około 3 tysiące lat temu. Hakone Pass, który mieliśmy, jest honorowany przez jedną z dwóch kompanii promowych, obsługujących przeprawę. Statki były wstrętnie stylizowane na europejskie żaglowce, a jeden z nich nazywał się „Victory”, jak okręt admirała Nelsona, który można zwiedzić w Portsmouth. Niestety to najbardziej tandetna i jarmarczna część wycieczki.
Za to dobra widoczność utrzymywała się nadal i już z drugiego brzegu jeziora mogliśmy podziwiać Fudżi.

Jeden z okrętów kursujących po jeziorze Ashi
Jeden z okrętów kursujących po jeziorze Ashi

Zwiedzanie właściwego Hakone

Na koniec wylądowaliśmy w Hakone. Można tutaj zobaczyć między innymi zachowane fragmenty drogi Tōkaidō. Trasa ta w okresie Edo prowadziła wzdłuż Pacyfiku od Kioto do Edo, czyli między pałacem cesarza a faktyczną stolicą kraju faktycznego jej władcy – szoguna Tokugawy (więcej o tym rodzie pisaliśmy przy Nikko). Była więc najważniejszą trasą kraju, uwiecznioną wielokrotnie w japońskiej sztuce.

Droga Tōkaidō w Hakone słynie z  wiekowych cyprysów
Droga Tōkaidō w Hakone słynie z wiekowych cyprysów

W Hakone znajduje się punkt kontrolny na trasie Tōkaidō, który wraz z historycznymi zabudowaniami został zrekonstruowany i udostępniony zwiedzającym. Można tu też odbyć przyjemny spacer wzdłuż alei starych cedrów.

Droga do świątyni Hakone
Droga do świątyni Hakone

Szintoistyczna świątynia w Hakone (choć znów to kompleks chramów – Hakone, Soga, Kuzyryu) jest położona w lesie nieopodal brzegu Jeziora Ashinoko. W wodzie stoi intensywnie czerwona tori, wyróżniająca się na tle wiecznozielonych lasów.
Świątynia w obecnym miejscu istnieje od połowy XVII wieku, była popularna wśród samurajów. Na koniec zostaje wsiąść już do autobusu i potem pociągu i ewentualnie zostaje do zwiedzenia Odawara ze swoim zamkiem, jeśli został na to jeszcze czas.

Wejście do świątyni Hakone
Wejście do świątyni Hakone

Trasa Hakone to faktycznie przyjemny spacer na cały dzień. Z pewnością byłoby ciekawiej, gdyby dało się podejść pod gorące źródła, ale tak jak warunków pogodowych, tak też wulkanicznych nie da się zaplanować.

Świątynia Hakone
Świątynia Hakone

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Hakone

Wodospad Kamieńczyka, Narnia, Szrenica i Szklarka

Wodospad Kamieńczyka, zwany z niemiecka Zackelfall, zaś po polsku czasem wodospad Kamieńczyk, znajduje się w Karkonoskim Parku Narodowym i jest to najwyższy wodospad w Sudetach. Oficjalnie jest wpisany w rejestr pomników przyrody, ale jeszcze ciekawsza jest jego filmowa, a dokładniej narnijska historia.

Wąwóz Kamieńczyka, czyli Narnia
Wąwóz Kamieńczyka, czyli Narnia

Narnia i Wodospad Kamieńczyka

W lipcu 2007 ekipa filmu „Opowieści z Narnii: Książę Kaspian” ponownie zawitała do Polski. Pierwszy film kręcono między innymi w dolinie Dunajca, na jeziorze Siemanówka w Tatrach i w pewnym stopniu Błędnych Skałach (Góry Stołowe), a także poza Polską, między innymi we Flock Hill, Adrspaskim Parku Narodowym, czy w Czeskiej Szwajcarii. Zatem nie dziwi, że Andrew Adamson podjął decyzję o powrocie do Polski. Polska raczej była dodatkiem do Nowej Zelandii, Czech i Słowenii, natomiast z wyścigu odpadły Chiny, Irlandia i Argentyna.

Wodospad Kamieńczyka
Wodospad Kamieńczyka
Wąwóz Kamieńczyka
Wąwóz Kamieńczyka

Sceny przy wodospadzie można dość łatwo rozpoznać. Jest to fragment filmu, w którym rodzeństwo Pevensie wchodzi do lasu i idzie wzdłuż kanionu szukając Aslana. Jedynie Łucja go widziała, reszta szukała przejścia na drugą stronę.

Wąwóz Kamieńczyka
Wąwóz Kamieńczyka

Kamieńczyk, potok, wąwóz i wodospad

Potok Kamieńczyk spada z wysokości 27 metrów, jest podzielony na trzy kaskady. Woda dalej płynie wąwozem Kamieńczyka. Środkowa kaskada w pewnym momencie rozdziela się po półkach skalnych. Strumień przy wodospadzie jest szeroki na kilkanaście metrów, ale szybko zwężą się do jakiś trzech. Znajduje się tam też kocioł eworsyjny. Sam kanion ma długość 100 metrów i wysokość jakieś 30-35 metrów.

Wodospad Kamieńczyka
Wodospad Kamieńczyka

Środkowa kaskada kryje w sobie jeszcze jedną tajemnicę. Znajduje się za nią sztucznie wykuta przez Walończyków grota. Walonowie z Belgii wydobywali tu kiedyś ametysty i pegmatyt. Wodospad sam w sobie jest atrakcją turystyczną udostępnioną do zwiedzania już od 1890. Dziś wejściówka nad wodospad jest dodatkowo płatna (pomimo biletu do Parku Narodowego). Całość jest ogrodzona, tak by trudno było się dobrze przyjrzeć okolicy. Natomiast wchodząc na obszar wodospadu wszyscy dostają kaski na głowę, na wypadek spadających odłamków. Wodospad znajduje się  na szlaku czerwonym i czarnym ze Szklarskiej Poręby na Szrenicę.

Wodospad Szklarka
Wodospad Szklarka

Wodospad Szklarka i Szklarska Poręba

Wybierając się do Kamieńczyka należy udać się do Szklarskiej Poręby. Wówczas warto poświęcić jeszcze trochę czasu na Wodospad Szklarki i Szrenicę. Zaczniemy od wodospadu, który jest trochę poza miastem. Szklarka (niem. Kochelfall) ma 13,3 metrów wysokości, jednocześnie jest to szeroki i dużo łatwiej dostępny wodospad. Przed nim znajduje się parking, skąd krótkim spacerem docieramy do głównej atrakcji mijając po drodze schronisko „Kochanówka”. Warto dodać, że kiedyś istniała tu możliwość regulowania przepływu wody. Ze Szklarskiej najłatwiej dotrzeć tu albo zielonym szlakiem wzdłuż rzeki Kamienna albo czarnym szlakiem.

Szrenica zimą
Szrenica zimą
Szrenica zimą
Szrenica zimą

Szrenica

Nad okolicą wznosi się mierzący 1362 metry szczyt górski Szrenicy (niem. Reifträger). To doskonałe miejsce do podziwiania Karkonoszy, zarówno po polskiej, jak i czeskiej stronie. Na górze znajduje się schronisko „Szrenica”. Można tu wejść szlakiem czerwonym lub czarnym ze Szklarskiej Poręby lub zielonym z Jakuszyc. Istnieje też wyciąg, który podwozi nas pod prawie sam szczyt. Potem zostaje kawałek do przejścia czarnym szlakiem. Góra jak i pobliska Hala Szrenicka słynie też z doskonałych, jak na Polskę, warunków narciarskich.

Trasa na Szrenicę
Trasa na Szrenicę
Szlak na Szrenicę
Szlak na Szrenicę

Wąwóz Kamieńczyka i Szklarska: Dojazd

Sama Szklarska Poręba to bardzo przyjemne miasteczko. Łatwo znaleźć tam nocleg, czy jedzenie, a także inne dodatkowe atrakcje, jak Krucze Skały, czy historyczne wille. Dodatkowo jest też Aquapark, czy dinopark. Z Wrocławia stosunkowo łatwo dojechać tu za pomocą Kolei Dolnośląskich.

Hala Szrenicka
Hala Szrenicka

Jeśli jedziemy samochodem to do wodospadu najlepiej dojechać przejeżdżając przez Szklarską Porębę, wyjazd drogą numer 3 w kierunku Jakuszyc. Tam znajdują się dwa płatne parkingi w miarę blisko wodospadu. Oba są doskonałym punktem startowym trekkingu na Szrenicę, mijając wodospad oczywiście.

Szrenica
Szrenica

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak polski
Wodospad Kamieńczyka
Szlak filmowy
Wodospad Kamieńczyka