Archiwa tagu: wąwóz

Wąwóz Buller i najdłuższy most wiszący Nowej Zelandii

W Nowej Zelandii lubią wiszące mosty. Gdzie jest rzeka i wąwóz, tam pewnikiem będzie i wiszący most. Najdłuższy z nich znajduje się nad wąwozem Buller (Buller Gorge) i mierzy 110 metrów długości. Przejście przez niego to atrakcja płatna, ale na szczęście w pakiecie znajduje się nie tylko most. Sam wąwóz Buller jest jednak stosunkowo niewielki, choć uroczy.

Rzeka Buller
Rzeka Buller

Wąwóz Buller i gorączka złota

To kolejne miejsce z cyklu przystanków i krótkich spacerów po drodze gdzieś dalej. Jest ich na Wyspie Południowej trochę, zresztą nie tylko tam. Dużo czasu tu naprawdę nie potrzeba, choć oczywiście można spędzić tu prawie cały dzień. Jedyna istotna różnica w porównaniu do wielu innych miejsc tego typu, to prywatne przedsięwzięcie. Parkuje się za darmo, ale na tym koniec.

Most wiszący nad rzeką Buller
Most wiszący nad rzeką Buller

Okolica była w XIX wieku zajmowana przez poszukiwaczy złota, można w lesie zobaczyć pozostałości ich osadnictwa. Są tu choćby opuszczone domy poszukiwaczy. Ta historia gdzieś żyje. Jednak nie należy tego miejsca traktować jako muzeum, czy źródła wiedzy. Wtedy będziemy zawiedzeni. Owszem służy ono celom edukacyjnym, ale w trochę innym charakterze. Tu przyjeżdżają wycieczki szkolne, więc przeprowadza się tu lekcje historii w terenie. Dla dzieci ciekawsze niż siedzenie w szkolnych ławkach, ale na tym koniec. Sama nazwa rzeki i wąwozu upamiętnia Charlesa Bullera, brytyjskiego parlamentarzysty, który był też dyrektorem New Zealand Company, firmy, która wspierała kolonizację tych wysp.

Najdłuższy most wiszący w Nowej Zelandii
Najdłuższy most wiszący w Nowej Zelandii

Spacer przez las

Po przejściu przez most mamy ścieżkę przez las. To nam się bardzo podobało, ale faktycznie to las może nie jakich wiele, acz nie wyróżniający się zbytnio. Można podejść nad brzeg rzeki. Jeśli chodzi o widoki, to jest tu pięknie, zresztą jak w wielu miejscach Nowej Zelandii. Dalej zaś mamy pozostałości po poszukiwaczach. Jakieś pojedyncze domki, jakieś stare samochody. Trochę zużytego sprzętu. Nam oczywiście najbardziej podobał się spacer między drzewami, zwłaszcza, że to dobra przerwa od jazdy samochodem. No i jak w wielu podobnych miejscach, trasa taka w sam raz na około 30-45 minutowy spacer.

Ścieżka przez las
Ścieżka przez las

Jet-boatem po rzece Buller

Obiekt oferuje też dodatkowe atrakcje. Pierwsza z nich to jet-boat. Takich motorówek jest bardzo wiele w Nowej Zelandii, tu można przepłynąć się przez rzekę Buller. Tym razem nie skorzystaliśmy. Zresztą woda była dość spokojna, więc chyba lepiej znaleźć bardziej wymagającą trasę. My z tego typu łodzi skorzystaliśmy w Fiordland.

Rzeka Buller
Rzeka Buller

Najdłuższy most wiszący w Nowej Zelandii

Druga atrakcja to kolejka tyrolska obok wiszącego mostu. W ten sposób także da się pokonać rzekę. Oczywiście dodatkowo płatne.

Las nad rzeką Buller
Las nad rzeką Buller

Zdecydowanie najważniejszą atrakcją, tą która rozsławiła to miejsce, jest oczywiście wspomniany most. Przypomina trochę ten z filmu „Indiana Jones i Świątynia Zagłady”, tyle że jest metalowy. No i ludzie mają trochę problemu z wymijaniem się. Gwoli przypomnienia, ten filmowy zbudowano na Sri Lance nieopodal Kandy.

Okolice wąwozu Buller
Okolice wąwozu Buller

Wąwóz Buller – dojazd

By dojechać do mostu i wąwozu trzeba z Nelson jechać drogą numer 6 na południe i szukać miejsca oznaczonego na Google jako Buller Gorge Swing Bridge za miejscowością Murchinson. Tam jest mały parking i wejście (płatne) na most.

Wąwóz Buller to kolejny z punktów, gdzie można się zatrzymać jadąc na południe, by odpocząć aktywnie od samochodu. Jednak pomimo najdłuższego mostu wiszącego, to miejsce nie wyróżnia się specjalnie od innych. Przyjemne, tylko tyle i aż tyle. Warto dodać, że dolna część wąwozu to miejsce jednego z nowozelandzkich maratonów.

Pozostałości po górnikach
Pozostałości po górnikach

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Wąwóz Buller Kaitoke – Rivendell
Share Button

Park Narodowy Czeska Szwajcaria

Czeska Szwajcaria, już sama nazwa budzi zaciekawienie, zwłaszcza jak się dołoży do tego czeską Niagarę. O ile ta druga nazwa jest zabiegiem marketingowym, o tyle pierwsza to już ciekawsza historia. Wszystko zaczęło się od Drezna i rekonstrukcji tamtejszej Galerii. Od 1776 pracowało tam dwóch Szwajcarów, Anton Graff i Adrian Zingg. Piękno okolicy, w szczególności piaskowców znajdujących się nad Łabą sprawiło, że nazwali tamtejszy park „Szwajcarią na obczyźnie”. Obecnie park jest podzielony pomiędzy Niemcy (Saksońska Szwajcaria) i Czechy (Park Narodowy Czeska Szwajcaria), więc istnieją dwie nazwy. Zresztą cały ten obszar, między Sudetami a Rudawami jest bardzo ciekawy i zróżnicowany w formy geologiczne.

Park Narodowy Czeska Szwajcaria
Park Narodowy Czeska Szwajcaria

Czeska Szwajcaria i Narnia

Jednak to nie nazwa nas tu przyciągnęła, a Narnia. A dokładniej „Lew, czarownica i stara szafa” Andrew Adamsona z 2005 roku. Warto przypomnieć, że cześć zdjęć do tej adaptacji dzieła C.S. Lewisa kręcono też w Polsce. W Czeskiej Szwajcarii wykorzystano zaś zdecydowanie najbardziej znany i charakterystyczny fragment, czyli słynny łuk skalny. Brama Pravčicka (cz. Pravčická brána) pojawia się w filmie. Widzimy tam stojące dzieci, które oglądają okolice. Nikt nie wpuszczał tam młodych aktorów. Scenę faktycznie nakręcono w tym miejscu, ale ujęcia z dziećmi powstały w studiu na niebieskim ekranie. W kinie zobaczyliśmy już efekt specjalny.

Brama Pravčicka
Brama Pravčicka

Łuk jest zamknięty dla turystów. Nie można na niego wchodzić. To pomnik przyrody i coś, co przyciąga tu wielu odwiedzających. Z jednej strony boją się o bezpieczeństwo, z drugiej go konserwują. To że nie można na niego wejść, nie znaczy, że nie da się go obejrzeć. Wręcz przeciwnie, Czesi doskonale rozumieją, jak bardzo przyciąga on tu ciekawskich.

Sokole gniazdo
Sokole gniazdo

Pod bramą znajduje się dawny pałacyk, a obecnie restauracja Sokole Gniazdo (cz. Sokoli hnizdo). Tam kupuje się bilety, by wejść zarówno pod bramę, jak i na pobliską skałę, z której doskonale widać łuk. W sezonie wejście do Gniazda jest otwierane około godziny 10:00. Jak łatwo się domyśleć, szybko robią się tam kolejki i tłok.

Brama Pravčicka
Brama Pravčicka

Czeska Niagara

W tej samej części Parku Narodowego znajduje się trasa z tak zwaną czeską Niagarą. Wodospad trochę rozczarowuje, zwłaszcza, że jest uruchamiany przez człowieka. Trochę wody poleci z góry i tyle. Jest tam ukryta mała zapora, dzięki czemu w sezonie odwiedzający zawsze mogą zobaczyć działający wodospad. Za to mamy tu bardzo ciekawy szlak wąwozem nad wodą, który częściowo pokonujemy piechotą, a częściowo trzeba go przepłynąć łodziami. Płynie się z flisakiem, całą grupą i jest to część płatna.

Czeska Niagara
Czeska Niagara

Przede wszystkim jest to wspaniały teren do górskich, leśnych wędrówek. Co pewien czas warto się zatrzymać, by pooglądać skalny krajobraz. Trasa do wodospadu zaś wiedzie przez malowniczy, rzeczny wąwóz. Najbardziej znany fragment to Edmundova soutěska, czyli Wąwóz Edmunda, czy Soutěsky Kamenice, czyli Wąwóz Kamenice.

Szlak nad wodą
Szlak nad wodą
Kamienne ludki na szlaku
Kamienne ludki na szlaku

Park Narodowy: Dojazd i trasy

Park Narodowy Czeska Szwajcaria (cz. Národní park České Švýcarsko) został utworzony 1 stycznia 2000 roku. Poza ciekawymi formacjami skalnymi i drzewami, występują tu również zwierzęta, najłatwiej wypatrzeć ptaki. Przy dużym szczęści podobno można nawet natknąć się tu na rysia, choć łatwiej jest zobaczyć jelenia. Łatwiej niby o ptaki, jak kruk, puchacz, pluszcz czy sokół wędrowny, ale też raczej dalej od szlaków.

Czeska Szwajcaria
Czeska Szwajcaria
Tunel
Tunel

Bazą wypadową, z której warto zacząć spacer (w kierunku Bramy, a potem można wrócić kanionem) jest miejscowość Hřensko. Tam można spokojnie zostawić samochód (parking jest płatny) lub też wynająć nocleg. Samo wejście do parku jest darmowe, choć niektóre atrakcje są płatne (wstęp do Sokolego gniazda czy pływanie po rzece). Jedyne o czym trzeba pamiętać, to że im wcześniej przyjedziemy samochodem tym lepiej. W późniejszych godzinach czasem ciężko znaleźć miejsce do zaparkowania. Zaś jeśli mamy samochód, nocleg kilkanaście kilometrów dalej będzie tańszy i łatwiejszy do znalezienia, bo w sezonie przybywa tu naprawdę sporo ludzi.

Skały w Czeskiej Szwajcarii
Skały w Czeskiej Szwajcarii

Szlaków jest tu kilka. My pojechaliśmy do wsi Hřensko, tam zostawiliśmy samochód, czerwonym szlakiem udaliśmy się na Bramę, a potem do Mezni Louka. Tam zaś zielonym aż do rzeki Kamenice i wzdłuż niej żółtym do Hřenska. Na rzecze zaś był i wodospad i płynięcie łodzią. Na jeden dzień starcza, zwłaszcza jak trzeba wracać do domu. Wspinaczka w parku jest możliwa tylko w kilku wydzielonych miejscach. Mapa znajduje się także na stronie Parku, ale tylko w czeskiej wersji strony – zakładka Mapy.

Pływanie łodzią
Pływanie łodzią

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak czeski
PN Czeska Szwajcaria Skalne miasto
Szlak filmowy
PN Czeska Szwajcaria
Rivendell
Share Button

Hokitika, wąwóz, miasteczko i jadeity

Nowa Zelandia ma swoją listę istotnych miejsc turystycznych. Większość z nich ma swoją niedługą historię, są więc jakoś rozpoznawalne i zakorzenione. Czasem jednak pojawiają się nowe, próbują wybić, szukając własnej niszy. Tak jest z miejscowością Hokitika. Jej władze stawiają na ekoturystykę, czyli takie zachowania, które połączą szczytny cel jakim jest ochrona przyrody, ze zrównoważoną integracją infrastruktury dla odwiedzających. Z całą pewnością  nas by to tam nie przyciągnęło. Za to przybyliśmy tam głównie, by zobaczyć wąwóz, jednak samo miasteczko jest dość interesującym obiektem, by poznać kraj Kiwi.

Hokitika - pamiątka po wojnie
Hokitika – pamiątka po wojnie

Ekoturystyka w Hokitika

Dlatego zaczniemy od miasteczka, położonego na wyspie wyspie Południowej, dokładnie przy drodze, którą jechaliśmy do Fiordland. Mieszka tu jakieś 3600 osób. Niewiele. Kiedyś miejsce to rozwijało się dzięki gorączce złota, dziś jak wspomnieliśmy, szuka nowego pomysłu na siebie – stąd ekoturystyka. Wystarczy pójść do Visitor’s Center. Nawet jeśli jest akuratnie nieczynne, to znajdziemy tam wystawione foldery. Reklamują lokalne atrakcje i imprezy. Tu zapadły nam w pamięć szczególnie dwie. Pierwsza to parada bożonarodzeniowa, zwyczaj znanych choćby z niektórych Stanów (np. w Kalifornii). Mają ją w grudniu, czyli tak jak powinno być. Ale w czerwcu jest uroczyste ubieranie choinki. Czyli obchodzą Boże Narodzenie dwa razy w roku.

Plaża w Hokitika
Plaża w Hokitika

W Hokitice oczywiście znajdziemy też kilka miejsc, które trudno określić zrównoważoną integracją w przyrodę. Choćby centrum kiwi. Takie rzeczy występują w wielu miejscach w Nowej Zelandii, wszędzie tam, gdzie przybywa trochę więcej turystów. Czyli pawilony z lokalną fauną. Kiwi oczywiście jest złapany i trzymany po ciemku. Fotografować jest ciężko (o ile można), ale coś zobaczyć najczęściej się da. Trochę trudno nam to pogodzić z ekoturystyką, ale niech będzie. My kiwi oglądaliśmy w zoo w Auckland.

Jadeit sprowadzany z Rosji
Jadeit sprowadzany z Rosji

Jadeit i nefryt

Złota dziś tutaj nie ma, ale mamy centrum jadeitu, a właściwie przetwórstwa, bo jak się okazało większość tych kamieni sprowadzanych jest obecnie z Chin lub Rosji. Nie jesteśmy pewni czy tu w ogóle robią biżuterię z tego. Jednak można udawać, że tak jest. To jest właśnie fascynujące. Ale trzeba pamiętać, że kiedyś miasto to zawdzięczało swoją świetność kopalniom złota i jadeitu oraz wykorzystaniu surowca drzewnego. Stąd takie centra. Swoją drogą z dawnej świetności pozostała jeszcze jedna rzecz, na plaży można czasem znaleźć nefryty. Znalezisko można wymienić w okolicznych warsztatach na zniżkę na jakiś wisiorek.

Miejsce  do obserwowania zachodów słońca
Miejsce do obserwowania zachodów słońca

Historia – gorączka złota i wojny światowe

Hokitikę założono podczas gorączki złota w 1864 roku. Nie jest to duże miejsce, więc trudno tu o historię. Ale ponieważ Nowa Zelandia brała udział w I wojnie światowej, to stąd także pochodzi kilku weteranów i  się ich upamiętnia. Mamy tu nawet wystawione armaty. Warto zauważyć, że częściej upamiętniają właśnie udział w I wojnie, niż w II, ze względu na większy udział sił australijsko-nowozelandzkich – ANZAC.

Plaża o zachodzie
Plaża o zachodzie

Ścisłe centrum

Jest i wieża zegarowa to największy – i raczej jedyny – zabytek w miejscowości. Wieże zegarowe w miastach są bardzo istotne w tej części świata. Są swoistą namiastką ratusza. Zresztą to samo widzieliśmy na Samoa. To dość częsty widok w krajach postkolonialnych. Oprócz tego znajdziemy w centrum kilka knajp, sklepów i małą ulicę handlową.

Zachód słońca nad Morzem Tasmana
Zachód słońca nad Morzem Tasmana

Plaża

Jest też Morze Tasmana i plaża. Przy dobrej pogodzie to idealne miejsce do oglądania zachodu słońca. Ten najlepszy punkt jest oczywiście oznaczony. Znajduje się tu atrapa żaglowca, na który można wejść, by porobić sobie zdjęcia. Jednym z najchętniej fotografowanych obiektów  jest charakterystyczny napis-instalacja: nazwa miejscowości utworzona na plaży z wyrzuconych przez morze konarów.

Wąwóz Hokitika
Wąwóz Hokitika

Kanion Hokitika

Tak jak pisaliśmy wcześniej, przyciągnęło nas tu coś innego. Nieopodal jest kanion, to on był naszym celem. Trzeba do niego dojechać i tu najwygodniejszy znów jest samochód. Parkuje się wśród drzew, później idzie przez las i dochodzi do właściwego celu. Jak w kilku innych podobnych miejscach, trasa nie jest długa. Całość zajmuje gdzieś trochę ponad pół godziny. Jakby ktoś chciał dłuższy i ciekawszy wąwóz do trekkingu to polecamy Samarię.

Las koło wąwozu
Las koło wąwozu

Podczas leśnych spacerów warto przyjrzeć się bliżej szacie roślinnej. A ta zachwyca swoim bogactwem: można dostrzec przynajmniej kilka rodzajów paproci, pnie drzew są porośnięte mchami, porostami, oplecione wijącymi się pnączami, z gałęzi zwisają grube liany. A wszystko to spaja cudowny, słodko – orzeźwiający zapach. Esencja Nowej Zelandii w pełnej krasie.

Most wiszący
Most wiszący

No i główny cel. Turkusowy kolor rzeki w wąwozie nieopodal miejscowości Hokitika to nie efekt Photoshopa lub filtrów fotograficznych, ale szczególnych warunków geologicznych. Wapienne osady rozpuszczone w wodzie oraz szare dno załamują promienie światła i dają wrażanie pięknego koloru. Woda nabrana do naczynia lub w płytkiej kałuży jest mętno-biała. Jest to niedługi spacer, ale jakie piękne widoki.

Rzeka
Rzeka

Wąwóz jest bez wątpienia miejscem, w którym warto się zatrzymać, jadąc tą częścią Nowej Zelandii. Myśmy nocowali w Hokitice, bardziej z powodów logistycznych niż jakichkolwiek innych.

Kolorowa rzeka
Kolorowa rzeka

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Hokitika
Share Button

Wąwóz Samaria, najdłuższy wąwóz Europy (Kreta)

O wąwozie Samaria (grec. Σαμαριά) krążą dwie opinie. Warto, bo piękny, albo nie warto, bo są piękniejsze, a ten jest zbyt turystyczny. My przychylamy się do tej pierwszej, zdecydowanie warto, ale najlepiej wtedy, gdy nie ma tu zbyt wielu ludzi. Czyli nie w szczycie sezonu i tak rano jak się tylko da, wtedy naprawdę można napawać się tym cudownym, a przy tym bardzo różnorodnym miejscem. Jest to jedna z najciekawszych całodniowych wycieczek na Krecie.

Wejście do wąwozu
Wejście do wąwozu

Geneza nazwy Samaria

Nazwa wioski jak i wąwozu Samaria brzmi dość znajomo. Oczywiście kojarzy się to z Samarią w Izraelu i Samarytanami, ale tym razem nie o to chodziło. Brakuje bezpośrednich biblijnych konotacji, ale są pośrednie. Nazwy pochodzą od stojącej tu cerkwi Osia Maria (Błogosławionej Marii) z XIV-wiecznymi freskami.

Początek trasy
Początek trasy

Najdłuższy wąwóz Europy (i dojazd)

Wąwóz Samaria to najdłuższy suchy wąwóz w Europie, jednocześnie nie będący rzecznym. Dla turystów udostępniono ścieżkę o długości 16 km (+ 2,5 km do promu, ale można wziąć bus). Szlak zaczyna się na równinie Omalos na wysokości 1227 m. n.p.m. – tutaj należy się kierować, gdy jedzie się samochodem. Następnie schodzi się schodami w dół, początkowo aż na głębokość 600 m. n.p.m., a potem już łagodnie i stopniowo 16 kilometrów do morza. Po drodze mija się opuszczoną wioskę Samarię.

Zabezpieczenia przed kamieniami
Zabezpieczenia przed kamieniami

Szlak w wąwozie Samaria

Mniej więcej co 20 do 90 minut zorganizowane są miejsca postojowe. Wszystkie mają źródełka pitnej wody, większość także bezpłatne toalety. Niektóre z tych przystanków są niewielkie, inne dość duże, zaś pojedyncze mają nawet dodatkową infrastrukturę.

Szlak przez wąwóz Samaria
Szlak przez wąwóz Samaria

Zwłaszcza w górnej części szlaku – podczas schodzenia w dół – częste są znaki ponaglające do szybkiego przejścia z uwagi na możliwość spadania kamieni. Często mija się także budynki używane przez strażaków. Faktycznie istnieje tu pewne zagrożenie pożarowe. Samaria przyciąga wielu turystów, więc Grecy dobrze dbają o to miejsce.

Kamienie i zwalone drzewo
Kamienie i zwalone drzewo

Szlak w wąwozie Samaria przebiega wzdłuż to jednego to drugiego brzegu górskiego strumienia, który w związku z tym niejednokrotnie się przecina. Gdy tutaj byliśmy, stan wody był niski, więc przejście było bezpieczne, w dodatku dało się to zrobić najczęściej suchą stopą. Jednak zdarza się, że strumień zamienia się w rwący potok i przekraczanie go jest zdecydowanie bardziej problematyczne. Gdzieniegdzie można zauważyć liny dla przytrzymywania się. Trzeba jednak się liczyć z tym, że w czasie bardzo złych warunków wąwóz jest zamykany.

Jeden ze starych kościołów
Jeden ze starych kościołów

Strumień jest źródłem pitnej wody – stąd zwłaszcza bardziej w dole wąwozu pojawiają się znaki zabraniające moczenia stóp w wodzie. Tam mamy wiele mostków, a także kładek, byle tylko nie dotykać wody. Jeśli faktycznie butelkowana woda Samaria pochodzi stąd, to może warto respektować ten przepis.

Koza kri-kri
Koza kri-kri

Samaria – Park Narodowy

Jednym z powodów utworzenia Parku Narodowego Wąwozu Samaria w 1962 roku była potrzeba ochrony siedliska endemicznej kozy agrimi, zwanej też kri-kri. Tylko na tym obszarze ten podgatunek kozy bezoarowej występuje w stanie dzikim. Ta dzika koza pojawiła się tutaj w okresie kultury minojskiej, a więc ok. 7 tysięcy lat temu, nie jest więc taki do końca endemiczny. Podczas okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej była jedynym solidnym źródłem pożywienia dla kryjących się w wąwozie partyzantów, stąd jej liczebność drastycznie spadła – do około 200 osobników.

Szlak przez wąwóz
Szlak przez wąwóz

Dziś żyje jakieś 2000 kóz w stanie dzikim. Są płochliwe, ale nam trzykrotnie udało się je wypatrzyć. Na jednym z postojów była trochę bardziej oswojona z turystami koza, która liczyła na jakieś smakołyki. Oczywiście dokarmianie kóz jest zabronione. Niemniej jednak zwierzęta te czyhają i nie raz porywają to co spadnie lub zwyczajnie wyjadają ze śmietników. Wypatrywanie ich jest dodatkową atrakcją tej przeprawy. Co ważniejsze, dość często się udaje.

Strumień do pokonania
Strumień do pokonania

Spacerując mamy okazję zobaczyć bardzo różnorodny krajobraz. Najpierw mamy ostre zejście w dół, potem spokojniejszą trasę lasem, na koniec zaś wąwóz faktycznie zwęża się i przechodzi się między skałami. Nawet w suchszym okresie, takim jak ten nasz, miejscami trzeba przejść przez wodę. Ale na szczęście są drewniane pomosty, o których już wspominaliśmy, więc trudno się zamoczyć.

Widok na góry
Widok na góry

Góry i Żelazne Wrota w wąwozie Samaria

Mamy okazję zobaczyć choćby Góry Białe – Lefka Ori – nazwa i kolor białe pochodzą od wapiennych skał, z których zbudowane jest to pasmo górskie. Najwyższy szczyt Gór Białych i drugi co do wysokości szczyt na Krecie to Pachnes, wznoszący się 2453 m n.p.m. Trasa przez wąwóz niestety go omija. Za to otaczają ją dwa inne szczyty, na północ – Melintaou (2134 m n.p.m) i na zachód – Volakias (2117 m n.p.m.).

Krajobraz wąwozu
Krajobraz wąwozu

Ale im głębiej schodzimy, im bliżej morza jesteśmy, tym bardziej chodzimy pośród skał, nie zalesionych gór. Najwęższe miejsce wąwozu Samaria: Żelazne Wrota. Skały tutaj oddalone są od siebie zaledwie o 3,5 metra. No i są przeciągi od morza. To też jedna z najbardziej charakterystycznych części wąwozu.

Most
Most

Powrót

Wąwóz Samaria kończy się na samym morzu przy miejscowości Ajia Rumeli (gr. Αγία Ρουμέλη). Tutaj można zażyć zasłużonego odpoczynku przy obiedzie w jednej z licznych restauracji, kupić koszulkę „Przetrwałem Samarię” (nie taki znowu wyczyn… we wrześniu nawet gorąco nie było). I tutaj przede wszystkim można złapać prom np. do Chora Sfakion, a tam autobus (skorelowany z promem, czekają na turystów), który zawiezie nas z powrotem do wejścia w Omalos, gdzie zostawiliśmy samochód. Tu jeszcze mała uwaga praktyczna.

Wąwóz Samaria
Wąwóz Samaria

Myśmy przyjechali samochodem do Omalosi zatrzymaliśmy się na jednym z przyhotelowych parkingów, a potem przeszliśmy do wejścia do wąwozu. Tam jest co prawda parking, ale nie wiedzieliśmy, czy powrotny KTEL się przy nim zatrzyma. Okazało się, że owszem, autobus staje zarówno w Omalos, jak i pod wejściem do wąwozu. Warto tam jechać od razu, bo z Omalos jest kawałek do przejścia. Promy w Ajia Rumeli chodzą w dwóch kierunkach, zaś Chora Sfakion to tylko jeden z przystanków. Autobusami KTEL można stamtąd dojechać np. do Chanii, więc da się tę wycieczkę zorganizować samodzielnie bez wypożyczenia samochodu. Grecy jeśli chodzi o dowożenie turystów są dość dobrze zorganizowani, ale mimo wszystko trzeba przewidzieć wystarczającą dużo czasu.

Samaria
Samaria

Do wąwozu przyjechaliśmy praktycznie na samo otwarcie (we wrześniu około 10:00), a zdążyliśmy z pewną rezerwą czasu na obiad i następnie na prom, a potem autobus do Omalos. Przejście z niewielkimi odpoczynkami i postojami na zdjęcia zabrało nam około 6 godzin. Warto mieć to na uwadze, bo późniejsze dotarcie do tego miejsca – np. koło 12:00 może uniemożliwić przejście całości. Natomiast po godzinie 15:00 można już zwiedzać jedynie 2 pierwsze kilometry, ciekawe ale zupełnie nie reprezentatywne. Wersję 2 km można zrobić od strony Ajia Rumeli i dojść do Żelaznych Wrót, co może być alternatywą dla osób o gorszej kondycji.

Jeszce jedno ujęcie wąwozu
Jeszce jedno ujęcie wąwozu

Dodatkowe uwagi

Tu jeszcze jedna uwaga. Bilet składa się z dwóch części: na wejście i na wyjście. Dzięki temu wiedzą, ile osób zostało na trasie. Nie można tu nocować, ale to także ważne, gdyby ktoś się zgubił lub został na trasie.

Żelazne Wrota
Żelazne Wrota

Żelazne Wrota
Żelazne Wrota

Decydując się na pełną trasę, trzeba być pewnym swoich sił. Trudno jest zawrócić, nie ma „wyjść ewakuacyjnych”, zwłaszcza gdzieś w środku. Ale wygodne obuwie i trochę prowiantu oraz buteleczka na wodę (mała, bo na trasie jest naprawdę wiele źródełek wybornej zimnej wody) to wszystko, co trzeba zabrać ze sobą. Dostaniemy radosną wyprawę wśród brzęczenia pszczół, pokrakiwań kruków, zapachu ziół i cyprysów, zapierających dech widoków, czasem zaś napotkamy kozy. Zdecydowanie warto!

Widok na Ajia Rumeli
Widok na Ajia Rumeli

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak grecki
Wąwóz Samaria Ateny
Share Button

Wadi Bani Khalid, kanion w Omanie

Wadi to formacja geologiczna: wąwóz, często głębokie wyschłe koryto rzeki. Opisywaliśmy je przy okazji Jordanii (Wadi Mujib, Wadi Rum – acz to inny przypadek). Będąc w Omanie postanowiliśmy zobaczyć podobne miejsce. Zwłaszcza, że Wadi Bani Khalid (arab. وِلَايَـة وَادِي بَـنِي خَـالِـد), obok Wahiba Sands to zdecydowanie jedna z najbardziej rozpoznawalnych atrakcji tego kraju. Przybywa tu wiele wycieczek z Maskatu, zarówno tych zorganizowanych, jak i samodzielnych (jak my).

Dojście do kanionu
Dojście do kanionu

Wadi Bani Khalid (Oman)

Wadi Bani Khalid broni się doskonale samo. Jest popularne, bo przyciąga dwa typy turystów. Jednych, którym wystarczy trochę wody do pluskania, oraz drugich, skorych do przejścia się kanionem.

Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid

Jezioro i infrastruktura turystyczna

Bardzo turystycznym miejscem jest wioska Muqil nieopodal wejścia do kanionu. System nawadniających kanałów i woda spływająca z góry tworzą grupę basenów o krystalicznie czystej wodzie. Raczej ciepłej. Obecny kształt tych basenów to efekt działalności człowieka. Wstęp jest darmowy, są ratownicy i kawiarenka, ławeczki, śmietniki, tylko… obowiązuje zgodny z prawem szariatu strój kąpielowy (zakryte ramiona), a kobiety i mężczyźni powinni kąpać się osobno (powinni, tak nas informowano, ale nikt nie gonił za koedukacyjną kąpiel). Kwestie stroju kobiecego są dość mocno egzekwowane, choć w sposób ideologiczny. Nie ma problemu w spodzie przypominającym stringi, o ile ramiona są zakryte koszulą. W teorii są dwa zejścia do osobnych jeziorek, jedno dla mężczyzn, drugie dla kobiet. Ale ponieważ można przepłynąć z jednego do drugiego, to żadnych interwencji nie widzieliśmy.

Sztuczne jezioro - kąpielisko
Sztuczne jezioro – kąpielisko

Kanion Wadi Bani Khalid

Za terenem turystycznym rozciąga się właściwy kanion. Woda też jest, ale to już nie jest miejsce modyfikowane przez ludzi, więc warto pamiętać o głębokości, ta może być dla  miejscami zdradziecka. Oczywiście wewnątrz kanionu również można się kąpać. Tam jednak obowiązuje turystyczna wolna amerykanka, mężczyźni i kobiety kąpią się razem, nie obowiązują też surowe reguły dotyczące strojów. No i nie ma ratowników.

Wąwóz
Wąwóz

Widok z wąwozu, kąpielisko w tle
Widok z wąwozu, kąpielisko w tle

Dla nas ciekawsza była dalsza część wadi, bo bardziej dziko. Właściwie za tym miejscem, obleganym przez miłośników koedukacyjnej kąpieli, robi się dużo puściej, ciszej i można  obcować z naturą. Idzie się w górę potoku, gdzie jest bardzo malowniczo, urokliwie i jest to teren nieskażony przez człowieka. Z głębokiej wody robi się właściwie strumień (nie licząc pory deszczowej), który czasem trzeba przekraczać. Jak daleko się ciągnie – trudno powiedzieć, zwłaszcza że jeden wąwóz płynnie przechodzi w drugi. Jednym z punktów do zwiedzania w Wadi Bani Khalid jest jaskinia z petroglifami. Jednak ponieważ to jest naprawdę ciasne i ciemne miejsce, zrezygnowaliśmy. Ale był też drugi powód.

Kanion Wadi Bani Khalid
Kanion Wadi Bani Khalid

Bezpieczeństwo i jaskinia

To dobry moment, by pamiętać o bezpieczeństwie. Podróżujemy we dwójkę, więc gdy oddaliliśmy się na tyle, że przestaliśmy widywać innych ludzi,  postanowiliśmy zawrócić. Skręcenie kostki czy inny uraz to nie jest coś, co chcemy wynieść z wadi. Natomiast jeśli chodzi o rzeczoną jaskinię, to różne rzeczy na jej temat można wyczytać w sieci. Pewnie przy większej ekipie wchodzących byśmy zaryzykowali, ale samodzielnie, tym razem sobie odpuściliśmy. Zwłaszcza, że jest to całkowicie niestrzeżone miejsce. No i innych turystów również nie było zbyt wielu. Niestety w takich miejscach najlepiej się trzymać innych grup, tak na wszelki wypadek.

Skały i woda
Skały i woda

Jaskinia jest również nieoznaczona, jak zresztą praktycznie cały szlak przez Wadi Bani Khalid. Idzie się przed siebie i szuka drogi między zwaliskami kamieni i przez strumienie. Czasem trzeba ściągnąć buty i przejść przez wodę, sama frajda, acz nie tak intensywna jak w jordańskim Wadi Mujib. Trekking w kanionach to jest to, co naprawdę nam się podoba. A tych wadi w Omanie jest naprawdę wiele, można tam spędzić całe tygodnie jeżdżąc z jednego do drugiego.

Wadi Bani Khalid
Wadi Bani Khalid

Góry Al Hajar

Przypatrując się skałom można zauważyć, że góry Al Hajar to głównie wapienie z okresu kredy i skały magmowe. Czasem widać skamieniałego jeżowca, albo coś w tym stylu. Jest tu trochę skamielin.

Strumienie do przejścia
Strumienie do przejścia

Zaś w okolicy, już zjeżdżając z gór Al Hajar można wypatrzyć połacie pustyni Sharquia, bardziej znanej jako Wahiba. Właśnie dlatego te dwa miejsca są łączone przez operatorów wycieczek, są naprawdę blisko, a przy tym są niesamowite.

Wąwóz
Wąwóz

Parking i jak znaleźć Wadi Bani Khalid

Wadi Bani Khalid to miejsce chętnie odwiedzane przez turystów, ale większość z nich jest dowożona przez miejscowych przewodników. Samemu trudno tutaj trafić, znaki drogowe w pewnym momencie się urywają. Myśmy sprytnie pojechali za samochodem z turystami. Droga w całości jest dość dobra, nie ma żadnych offroadów czy potrzeby jechania po żwirze lub piasku. Ruch turystyczny jak na Oman jest całkiem spory, więc łatwo się podłączyć (niestety większość tych ludzi zostaje w pierwszej części). Parking jest darmowy (na mapach Google oznaczony jako Wadi Bani Khalid parking area). Dużo tam wylanego betonu, ale potem droga do tej części turystycznej wygląda trochę na dziką.

Kanion
Kanion

Wadi Bani Khalid to naprawdę piękne i urokliwe miejsce. Idealne do spokojnego odpoczynku przed lub po wypadzie na pustynię, jak również do eksploracji. Sam wąwóz jest krótszy niż np. Samaria na Krecie (nawet zdecydowanie), ale przy tym trochę trudniejszy, gdyż wymaga miejscami wspinaczki, bądź pokonywania skał i kamieni.

Skały, głazy i strumienie
Skały, głazy i strumienie

Czasem konieczna jest wspinaczka
Czasem konieczna jest wspinaczka

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak omański
Wadi Bani Khalid
Share Button

Draa, Dades i wąwóz Todra w Maroko

Na wschodzie od Warzazatu rozpościera się bardzo interesująca kraina położona w dolinach rzek Draa i Dades. Tu łączą się góry z oazami. Dodatkowo całość okraszona jest osadami i starymi kazbami. To bardzo malownicza część Maroka, a widoki w wielu miejscach zapierają dech w piersiach, w tym wąwozu Todra. Miejsce to jest świetnym pomysłem na postój podczas przejazdu przez Góry Atlas. A w miarę możliwości także celem wyprawy samym w sobie.

Uprawy daktyli w oazie
Uprawy daktyli w oazie

Rzeki Draa i Dades

Rzeki Drâa (Dara) i Dades (Dadis) są okresowe. To znaczy, że podczas deszczowej części roku  są porywiste i zajmują sporą część koryta. W pozostałym okresie zaś, to co najwyżej małe strumyczki. Ale to wystarcza, by utrzymać całkiem pokaźne uprawy daktyli, migdałów, fig, czy róż. Oczywiście rolnicy na danym terenie koncentrują się na jednej uprawie. Dlatego Wadi Dades czasem jest określana mianem doliny róż. W pewnej części, w okolicach el Kala M’gouna (El Kelaa M’Gouny), upraw róż jest tyle, że gdy przyjedzie się przed zbiorami, w trakcie kwitnienia, to kwiaty bardzo mocno rzucają się w oczy, nadając okolicy unikalny charakter. Zbiory zaczynają się w połowie maja, potem niestety można co najwyżej kupić wodę różaną lub inne kosmetyki. Wszystko sprzedawane jest przy drodze.

 

Kozy blisko drogi
Kozy blisko drogi

Dolina róż, Dolina tysiąca kazb, Wadi Dades

Wadi Dades określana jest też czasem mianem doliny tysiąca kazb. I faktycznie jest ich tu trochę. Stare zabudowania wznoszą się na skałach, wystają spomiędzy palm i cieszą oko. Część z nich jest nadal zamieszkała. Część niestety niszczeje. Niektóre są stosunkowo nowe. Te charakterystyczne budowle, czasem nadal są budowane, choć już w sposób mniej tradycyjny.

 

Daktylowce
Daktylowce

Wąwóz Todra

Ciekawym miejscem jest też Todra Gorge (Todgha Gorge), czyli kanion, lub po naszemu wąwóz Todra. Tu poza wspaniałymi formacjami skalnymi czasem jest możliwość obserwowania dwóch strumieni, które mają inny kolor wody i powoli się mieszają. Dość ciekawy widok. Oczywiście okolica to naprawdę ładny fragment Maroka.

Okolice wąwozu
Okolice wąwozu

No i jeszcze zostaje sprawa dróg. Jak się zjedzie z głównych N, to czasem zawijasy wyglądają intrygująco, mogą przerazić niektórych, ale to nie jest jeszcze najgorsza droga, na jaką można natknąć się w Maroko.

Góry Atlas
Góry Atlas

Dolina Draa

Leżąca na południu Draa wygląda bardzo podobnie, tam jednak uprawia się więcej daktyli. Palmy tworzą ładne oazy, te zaś są lepiej widoczne przez większą część roku. Zresztą zbiory też są bardziej rozłożone w czasie. Podobnie jak w Dades, tak i tu znajdziemy też kazby, czy interesujące formacje skalne. Także przy głównej trasie. Jest kilka tarasów widokowych, przy których można się zatrzymać i podziwiać okolicę.

Bliskie okolice wąwozu
Bliskie okolice wąwozu

Dość często na drodze mijaliśmy też pasterzy ze swoją trzodą. Zwierzęta raczej nie wchodzą na jezdnię, niemniej jednak tworzą część marokańskiego klimatu.

Wąwóz Todra
Wąwóz Todra

Obie doliny to bardzo ciekawe miejsce do trekkingu, ale na to trzeba zaplanować więcej czasu i najlepiej przyjechać tu samemu. Większość wycieczek oferuje tylko krótkie trasy podczas przystanków.

Wąwóz Todra
Wąwóz Todra

Jeśli podobał Ci się ten wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak marokański
Draa, Dades i wąwóz Todra
Share Button

Wadi Mujib

Rezerwatów w Jordanii jest wiele i są całkiem spore. Niektóre z nich jak Wadi Mujib (inne nazwy/transkrypcje: Wadi al-Maudżib, Wadi al-Mudżib, Arnon, arab. العربية) mają kilka wejść, na tyle od siebie od siebie odległych, że trudno jest ogarnąć całość rezerwatu. Mało tego różnią się między sobą, więc są praktycznie innymi miejscami do zwiedzania. Właśnie takie jest Wadi Mujib. Z jednej strony to kolejny, spory rezerwat przyrody, piękny i wspaniały, z drugiej niezapomniana przygoda. Taki kanioning w wersji light.

Wadi Mujib
Wadi Mujib

Wadi Mujib: dojazd

Wadi Mujib można eksplorować w zdecydowanie bardziej niecodzienny sposób. Istnieje małe wejście od strony Morza Martwego. Jadąc wzdłuż wybrzeża na południe dość trudno zauważyć wjazd. Jest on stosunkowo słabo oznaczone, więc gdybyśmy go nie szukali, prawdopodobnie przejechalibyśmy dalej. Może zmieni się to za jakiś czas, gdyż podczas naszej wizyty trwała tam budowa kas i Centrum wizytowego z prawdziwego zdarzenia.

A co takiego niesamowitego jest w Wadi Mujib? Przede wszystkim skały, wąwóz i rzeka, która wpada do Morza Martwego. Czyli innymi słowy płacimy za to, by móc się pomoczyć w wodzie zwiedzając wąwóz. Tam się nie da przejść suchą stopą.

Wadi Mujib
Wadi Mujib

Kanioning w Jordanii

Obecnie w Wadi Mujib nie ma zbyt wielu turystów, więc nie ma też problemów z parkowaniem. Przed wejściem warto się odpowiednio przygotować, i wziąć strój taki, jaki chcemy zamoczyć. To nie muszą być kąpielówki, wręcz przeciwnie. Będziemy wspinać się po skałach, tyle że na mokro. O tym należy pamiętać, także w kwestii wyboru obuwia – klapki odpadają. Wszystkie istotne rzeczy zostawiamy w depozycie. Dostajemy też kapok, który trzeba mieć bezwzględnie na sobie. Wypożyczyliśmy też wodoodporny plecak. Od razu zostaliśmy poinstruowani jak go używać. Tam też schowaliśmy aparat, by nie zamókł. W dodatku ten zapasowy, główny został w depozycie.

Istnieje możliwość wynajęcia sobie przewodnika. Myśmy się nie zdecydowali. Błędnie założyliśmy, że przewodnik nada nam tempo i będzie nam opowiadał. Chcieli się delektować okolicą. Nie mówiąc już o dodatkowych kosztach. Problem tkwi w tym, że niektórzy z przewodników słabo mówią po angielsku. Ale ich zadaniem wcale nie jest opowiadanie, a przeprowadzenie turystów. Tak, miejscami jest ciężko.

Wadi Mujib
Wadi Mujib

Czego się spodziewać w Wadi al-Maudżib?

Wadi Mujib zaczyna się interesująco już przy samym wejściu, gdzie po drabince musimy wejść do wody i przepłynąć kawałek. Są tam liny asekuracyjne. Nurt nie jest silny, ale trzeba umieć pływać choć trochę. Czyli od początku jesteśmy cali mokrzy. Potem zazwyczaj łatwiej, po prostu się idzie i podziwia, często po kolana w wodzie. Ale oprócz oglądania, co chwilę mamy mokre skałki, które trzeba pokonać. Do wielu z nich są przymocowane liny, ale nie do wszystkich. Co gorsza, trudniejsze podejścia nie są oznaczone. Nie ma żadnej pomocy, więc nawet jeśli są liny, trzeba wpierw samemu dojść, gdzie najlepiej postawić nogi. Jednak, gdy część skał jest pod wodą, jest to dość trudne zadanie. Do pokonania, ale to raczej wymagająca przygoda. Nam ostatecznie pomógł przewodnik z innej grupy.

Wadi Mujib
Wadi Mujib

Nie zmienia to faktu, że Wadi Mujib nie jest najłatwiejszym szlakiem do przejścia. Bardzo łatwo tam o wypadek, zwłaszcza, gdy nie ma się dobrego obuwia. A brak osób, które by pilnowały sprawia, że mimo wszystko warto się dwa razy zastanowić nad przewodnikiem.

Jeszcze jednym niebezpieczeństwem jest woda. Nie jest ona zdatna do picia (mikroustroje), ale niestety bardzo łatwo się jej nałykać.

Wadi Mujib
Wadi Mujib

Okolice i szlaki

Inna istotna sprawa to fakt wczesnego zamykania. Oni sami sugerują, by być przed 14:00. Myśmy próbowali wejść tam dwukrotnie, za pierwszym razem o 16:00 i już nie zostaliśmy wpuszczeni. Udało się następnego dnia przed 15:00. Miejsce to jest czynne od kwietnia do października, z wyjątkiem okresu ramadanu. Trasa, którą przechodziliśmy to The Siq Trail. Są jeszcze The Canyon Trail i The Malaqi Trail w trochę innych miejscach rezerwatu. W okolicy zaś jest jeszcze kilka mniejszych i obecnie darmowych kanionów.

Oczywiście Wadi Mujib można też zwiedzać z zupełnie innej strony, na spokojnie. Bez wchodzenia do wody. Tam Wadi Mujib bywa nazywanym Wielkim Kanionem Bliskiego Wschodu, co oczywiście jest sporą przesadą. Jednak pokonanie rzeki w ten sposób, to naprawdę wspaniała atrakcja, jak ze starych filmów przygodowych.
Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak jordański
Wadi Mujib
Share Button