Archiwa tagu: zamek

Bastei i Saksońska Szwajcaria

Kiedyś była to jedna wielka „Szwajcaria na obczyźnie”. Dziś są dwie: Czeska Szwajcaria (przy niej opisywaliśmy też genezę nazwy), jak również Saksońska Szwajcaria  lub też Saska Szwajcaria (niem. Sächsische Schweiz) znajdująca się po niemieckiej stronie. W tej zaś takim najbardziej przykuwającym uwagę miejscem jest skalne miasto Bastei.

Most - Bastei
Most – Bastei
Most Bastei oblegany przez tłumy
Most Bastei oblegany przez tłumy

Skalne Miasto Bastei

Widzieliśmy różne skalne miasta. Jedne są wydrążone w skałach, inne to twory naturalne. Bastei to właściwie ruiny dawnego zamku zbudowanego między skałami, tuż nad brzegiem Łaby. Miejsce wyjątkowo malownicze, zaś skalny most nieraz pojawia się na wielu zdjęciach w folderach reklamujących tę część Niemiec. Zresztą bardzo słusznie, jest klimatyczny i malowniczo położony. Most pochodzi z końca XIX wieku i zastąpił on wcześniejszy, drewniany most. Obecny powstał ze względu na duże zainteresowanie turystów tym miejscem.

Bastei, w tle Lilienstein
Bastei, w tle Lilienstein

Bastei jest wyjątkowe. Tak wizualnie, jak i organizacyjnie. To Niemcy, nie należy spodziewać się wiele do chodzenia. Przyjeżdża się, można zostawić samochód na parkingu (ok. 1 km od samej twierdzy), ale jeśli dla kogoś to za daleko, to kursuje tu shuttle bus. Cała droga jest asfaltowa, idzie się po prostym, między drzewami. Żadnych trudności. Później przechodzi się przez część do odpoczynku. Tu można kupić jedzenie, picie, posiedzieć pod parasolkami. Ta część jest naprawdę spora. Właściwie większa niż samo Bastei. To chyba też najtrudniejszy do przejścia odcinek, głównie dlatego, że bywa tu tłoczono. Dopiero na koniec przechodzi się do właściwego mostu. Dalej droga jest prosta, żadnej wspinaczki.

Saksońska Szwajcaria
Saksońska Szwajcaria

Most i Zamek Neurathen

Most oczywiście jest przepiękny, podobnie jak całe to otoczenie. Ze słynnymi mostami jest tak, że wiele osób chce przez nie przejść, więc jest tam tłoczno, ale by je móc pooglądać we właściwy sposób, najlepiej pójść gdzieś na bok. W Bastei jest taka możliwość: idąc lasem po skarpie znajdziemy kilka doskonałych punktów obserwacyjnych. Potem zostaje skalny most i konieczność przedzierania się między ludźmi.

Bastei
Bastei

Ale dalej jest kolejna ciekawostka, zaczynają się przysłowiowe schody. Za mostem bowiem można zwiedzić kawałek ruin starej twierdzy – zamku Neurathen. Tu niestety teren jest nierówny (ale nie jakoś strasznie), w dodatku trzeba zapłacić dodatkowo za wejście. Efekt jest taki, że o ile na moście w słoneczny dzień jest mnóstwo ludzi, tu przy twierdzy jest bardzo luźno. Z naszej perspektywy to oczywiście plus, ale dość dobrze ukazuje tutejszą turystykę. Olbrzymia ilość ludzi w części z jedzeniem, dużo ludzi na moście, a dalej jest zdecydowanie luźniej.

Saksońska Szwajcaria
Saksońska Szwajcaria

Zamek powstał w XII wieku. Sama stara twierdza została wzbogacona o broń z epoki. Ostały się tu też fragmenty cysterny, ale jeśli ktoś szuka dobrze zachowanego zamku, to nie jest to miejsce dla niego. To raczej kolejny bardzo dobry punkt do obserwowania skalnego mostu i okolic. Blisko twierdzy można też rzucić okiem na dolinę Łaby, to także fenomenalny widok.

Ruiny zamku Neurathen
Ruiny zamku Neurathen
Trasa nad zamkiem
Trasa nad zamkiem

Park Narodowy Saksońska Szwajcaria

Podsumowując, most w Bastei jest zjawiskowo piękny, malowniczo położony i przyciąga tłumy zwiedzających. To miejsce idealne na stosunkowo krótki przystanek podczas większego wypadu do Saksonii (także weekendowego). Jednak jeśli miałby być głównym i jedynym celem, to można się trochę rozczarować. To wygląda jak na zdjęciach, tylko jest stosunkowo niewielkie. Sam Park Narodowy Saksońska Szwajcaria jest oczywiście dużo większy i można tam znaleźć inne ciekawe szlaki do trekingu po Górach Połabskich.

Widok na Łabę
Widok na Łabę

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak niemiecki
Bastei Königstein
Share Button

Himeji, zamek z Bonda i Kurosawy

Filmowa Japonia kojarzy się przede wszystkim z trzema nurtami. Pierwszy to oczywiście anime (i hentai). Podróżniczo raczej manga/anime i pochodne nie są zbyt inspirujące. Drugi nurt to filmy Kaiju sygnowane przede wszystkim przez wytwórnię TOHO, czyli Godzilla i przyjaciele (więcej będzie przy okazji opisu Tokio). Trzeci to Akiro Kurosawa. Jedną z lokacji do jego dwóch filmów jest zamek w Himeji (jap. 姫路市), ale to miasto odegrało także istotną rolę w kinie amerykańskim, choćby w Bondzie. (Choć warto przypomnieć, że Bond to oczywiście brytyjska produkcja).

Zamek Himeji (Himeji-jō)
Zamek Himeji (Himeji-jō)

Himeji – Zamek Białej Czapli

Himeji znajduje się 50 kilometrów od Kobe (tego od słynnej wołowiny), trochę dalej od Kioto czy Osaki. Przejeżdża tędy linia shinkansenów, więc jest to bardzo dobry i popularny przystanek na trasie Kioto – Hiroszima. Zwiedzenie głównej atrakcji nie zajmuje dużo czasu, w sam raz by wyjść i rozprostować nogi.

Zamek Białej Czapli
Zamek Białej Czapli

Tą atrakcją jest zamek Himeji-jo (jap. 姫路城) jest znany również jako Shirasagi-jō, czyli Zamek Białej Czapli, a to przez dumne, wyniosłe mury o barwie czystej bieli. Pierwszą twierdzę na dwóch wzgórzach nad Himeji wybudowano w 1333 roku. Dekadę później fort rozbudowano, a dwa wieku później stał się już sporym zamkiem. Następna znacząca rozbudowa miała miejsce w 1581 roku za rządów drugiego zjednoczyciela państwa, Toyotomity Hideyoshiego. To on wybudował trzykondygnacyjną główną warownię, która została podwyższona o trzy kolejne piętra przez daimyō (pana feudalnego) Ikeda Teramusa w pierwszej dekadzie XVII wieku. Dostał on zamek Himeji od szoguna Tokugawy Ieyasu za zasługi wojenne, po czym ochoczo zabrał się do rozbudowy siedziby. Ostatnia rozbudowa miała miejsce w drugiej dekadzie XVII wieku z inicjatywy kolejnego pana na zamku, Hondy Tadamasa.

Ogrody i przejścia zamkowe
Ogrody i przejścia zamkowe

Ostatni taki zamek w Japonii

Zamek Himeji w takiej formie, w jakiej go obecnie podziwiamy, jest liczącym 400 lat kompleksem. Jest to jeden z dwunastu zachowanych oryginalnych zamków w Japonii. Ominęły go pożary, trzęsienia ziemi, wojny (nigdy nie musiał się bronić). Nawet uniknął pożogi II wojny światowej, choć miasto Himeji zostało doszczętnie zbombardowane i strawione przez ogień, zamek się ostał nienaruszony. Co więcej, amerykański samolot zrzucił bombę na dziedziniec zamku, ale jakimś cudem nie wybuchła.

Mury obronne, wykorzystane przez Kurosawę jak i w Bondzie
Mury obronne, wykorzystane przez Kurosawę jak i w Bondzie

Krótko po zniesieniu szogunatu i feudalizmu, zamek został wystawiony na licytację. Kupił go przedsiębiorca, który chciał zamek zburzyć, by zagospodarować wzgórza. Na szczęście koszt rozbiórki był zbyt wysoki i tak zamek został ocalony. Dziś to jeden z najbardziej znanych zamków i symboli Japonii. Jeden z najlepiej zachowanych w formie bliskiej do pierwotnej. Stąd także jego popularność.

Zamek Himeji
Zamek Himeji

Himeji, Bond, Lucas, Coppola i Kurosawa

Zamek Białej Czapli wystąpił w filmie o Jamesie Bondzie – „Żyje się tylko dwa razy” z 1967 roku. Na głównym dziedzińcu odbywały się treningi ninja, pojawiają się też ujęcia z zamkowych murów. Ale Bond to taka ciekawostka, Himeji jest tam tylko tłem, uwierzytelniającym akcję w Japonii. Prawdziwe filmowe życie tegoż zamku wiąże się z Akiro Kurosawą.

Zamek Himeji
Zamek Himeji

Wnętrza zamkowe
Wnętrza zamkowe

Kurosawa to wielki mistrz japońskiego kina, który odbił swe piętno na światowej kinematografii. Jak to czasem bywa z legendami, pod koniec pracy twórczej był lepiej odbierany za granicą, niż w rodzimym kraju. W efekcie jeden z jego filmów, „Sobowtór” („Kagemusha”) z 1980 został wyprodukowany za amerykańskie pieniądze, przez dwóch jego wielkich fanów – George’a Lucasa i Francisa Forda Coppolę. Kurosawa wrócił tu jeszcze raz, by nakręcić film „Ran” w 1985 roku. W obu przypadkach wykorzystuje fakt, iż zamek w Himeji ostał się w miarę oryginalnej zabudowie. Zarówno w Bondzie jak i Kurosawy, bardzo łatwo rozpoznać sceny, tak na dziedzińcu, jak i przede wszystkim przy dość charakterystycznych murach obronnych.

Widok z zamku
Widok z zamku

Zwiedzanie zamku

Zwiedzanie głównej warowni zamku Himeji jest możliwe. Wejścia są biletowane, obowiązuje brak obuwia (jak w domach japońskich). Drewniane podłogi wygładzone przez czas są bardzo przyjemne dla bosych stóp! Dostaje się torbę na buty, z którą przechodzi się przez wnętrza. Główna wieża jest wysoka na 31,5 metra, ale ponieważ stoi na wzgórzu i dodatkowo na postumencie, wysokość nad poziomem morza wynosi 92 metry i zdaje się górować nad okolicą. Budynek liczy sobie sześć drewnianych kondygnacji, zwężających się ku górze. Na szczycie jest niewielka świątynka szintoistyczna. Cały kompleks zamku Himeji wpisany jest na listę UNESCO. Dodatkową atrakcją z pewnością są osoby przebrany ze ninja czy wojowników, z którymi nieodpłatnie można sobie zrobić zdjęcia.

Po fosie przy zamku można pływać wynajętą łodzią
Po fosie przy zamku można pływać wynajętą łodzią

Ogród Koko-en
Ogród Koko-en

Ogród japoński Koko-en

Zamek Himeji jest popularny jeszcze z jednego powodu: jest to wyjątkowo malownicze miejsce na hanami, czyli podziwianie sakury. Byliśmy tutaj w połowie kwietnia i wiśnie w znakomitej większości już przekwitły. Nie przeszkadzało to jednak, by podziwiać ogród u podnóża zamku, Koko-en. Ogród ten powstał w 1992 roku w miejscu dawnej zachodniej rezydencji pana feudalnego. Podzielony jest na pięć tematycznych części: sadzawka, ogród bonsai, bambusowy, iglasty i kamienny. Bilet do zamku można kupić w wersji łączonej z ogrodem, zresztą znajduje się on praktycznie przy murach. Jak typowy ogród japoński, przede wszystkim liczy się tu kompozycja oddająca pewien pejzaż.

Bonsai w ogrodzie Koko-en
Bonsai w ogrodzie Koko-en

Samuraje i szoguni

Himeji jest raczej niewielką miejscowością, zwłaszcza jak na japońskie standardy. W centrum poza zamkiem nie ma innych atrakcji. Do zamku można dojść na piechotę z dworca kolejowego lub dojechać autobusem. To drugie może być ciekawe, jeśli zechcemy wybrać się do drugiej największej atrakcji tegoż miasta, czyli na górę Shosha. Co ciekawe, to miejsce jest jeszcze bardziej filmowe, niż sam zamek. Tyle że są to głównie japońskie produkcje kostiumowe oraz „Ostatni samuraj” Edwarda Zwicka.

Widok na dziedziniec zamkowy
Widok na dziedziniec zamkowy

To dobry moment na małą dygresję o samurajach i szogunach. Samuraj to nic innego jak japoński wojownik, odpowiednik naszego rycerza. Choć słowo to jest nadużywane na zachodzie. Pierwotnie samurajowie to było określenie gwardii przybocznej dostojników lub niektórych ich sług. Rycerzy zaś nazywano mianem bushi. W okresie Yamato (VII i VIII wiek) zaczęli stanowić w Kraju Kwitnącej Wiśni grupę społeczną. Nigdy jednak nie przekraczali 10%. Z czasem zaczęli mieć przywileje, tytuły i tak dalej. Dopiero po restauracji Meiji doszło do formalnego zlikwidowania warstwy samurajów w 1871 roku. Tę kwestię pamiętamy z „Ostatniego samuraja”. Terminem Rōnin określało się samurajów bezpańskich. Zarówno tych, którzy stracili swego pana, jak i tych, którzy szukali pracy (byli rycerzami najemnymi).

Zamek Białej Czapli
Zamek Białej Czapli

Szogun

W takim razie kim właściwie jest szogun? Słowo shōgun, które należy transliterować raczej jako siogun (w angielskiej pisowni to shogun i przez filmy wersja z sz się upowszechniła), jest stopniem wojskowym w japońskiej armii i znaczy tyle co generał, zwierzchnik sił zbrojnych, naczelny wódz, tym samym przywódca samurajów. Tymczasową funkcję szoguna pierwszy raz powołano na czas wojny w 794 roku, a po jej zakończeniu w 811 roku funkcja została zniesiona. Przywrócono funkcję szoguna dopiero na końcu XII wieku, ten urząd objął z rąk cesarza Yoritomo Minamoto. Stał się on siódmym szogunem, ale jako pierwszy uznał ten tytuł za dożywotni i co ważne – dziedziczny. Jest to więc początek szogunatu, który bardziej zaczął przypominać możnego pana feudalnego, niż dowodzącego wojskami.

Zamek Himeji w całej okazałości
Zamek Himeji w całej okazałości

Władza szogunów został bardzo wzmocniona przez rody Ashikaga i Tokugawę. Wraz z pierwszym szogunem Kamakura, tworzą trzy główne szogunaty, które następowały po sobie w historii. Od pierwszej połowy XIV wieku szoguni sprawowali realną władzę w Japonii kosztem cesarza, a ustrój społeczny przypominał europejski feudalizm z jasno zaznaczoną drabiną społeczną. Szogunat został zniesiony w 1868 roku w wyniku restauracji cesarskiej władzy. Swoją drogą, w języku japońskim odpowiednikiem słowa „szogunat” jest bakufu.

Miejsca do oglądania hanami
Miejsca do oglądania hanami

Engyō-ji i „Ostatni Samuraj”

Wracając jednak do świątyni: na ogół japońskie świątynie shinto i buddyjskie są bardzo skomercjalizowane i to aż do przesady. Czasem przed świątynią ciągną się alejki, gdzie można kupić wszystko: samurajskie miecze, koszulki z Godzillą, grillowane ośmiornice, dewocjonalia i pocztówki. Bogom można rzucić jakiś grosz do skarbony, ostatecznie to świątynia, ale co innego jest ważne. Natomiast Engyō-ji na Górze Shosha to zupełnie inna sprawa. Jest to jedno z ważnych miejsc pielgrzymkowych i rzeczywiście: w wagoniku kolejki wiozącej nas na górę, byli buddyjscy pielgrzymi. Jak wszystkie inne świątynie, które widzieliśmy w Japonii, są piękne, to jednak najczęściej nie czuje się wiary i duchowości, tak ta wyróżnia się skupieniem. Więcej tu było pątników niż turystów.

Wjazd na górę Shosha
Wjazd na górę Shosha

Buddyjskie ozdoby
Buddyjskie ozdoby

Kompleks został założony w 966 roku i choć wielokrotnie przebudowywany i odnawiany, można tu poczuć tysiąc lat historii. Ze względu na surowy wygląd świątyń, które nie są bogato zdobione, ani malowane, a także przez brak widocznych elementów nowoczesności, Engyō-ji jest chętnie wykorzystywane w filmach, zwłaszcza kostiumowych. Tutaj kręcono część scen z wioski w filmie „Ostatni samuraj” (2009) Edwarda Zwicka z Tomem Cruisem (naprzemiennie z lokacjami w Nowej Zelandii), filmy Kurosawy i liczne japońskie produkcje historyczne. W świątyni jest nawet krótki przewodnik po najnowszych filmach, niestety większości dla nas nieznanych.

Engyō-ji
Engyō-ji

Engyō-ji
Engyō-ji

Dojazd i przemieszczanie się po Himeji

Do świątyni dojeżdża się miejskim autobusem. Przy dworcu znajduje się centrum turystyczne, tam można kupić bilet łączony, który uprawnia do przejazdu autobusem do zamku, stamtąd pod górę i z powrotem na dworzec. Dodatkowo w bilecie wliczono też wjazd kolejką linową na górę. Bilet pozwala na pojechanie wpierw do zamku, potem na górę i to bardzo dobre rozwiązanie, by zwiedzić całe Himeji, które jest bardzo wyjątkowym miejscem.

Miejsce znane z „Ostatniego Samuraja”
Miejsce znane z „Ostatniego Samuraja”

Engyō-ji
Engyō-ji

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Himeji
Szlak filmowy
Himeji
Szlaku religijny
Himeji
Share Button

Antwerpia, miasto Rubensa

Gdy tylko przybyliśmy do Antwerpii (nied. Antwerpen), już na wstępie olbrzymie wrażenie robi przepiękny dworzec kolejowy, z jego wielopoziomowymi peronami i wspaniałym holem. Pociągi odjeżdżają z różnych poziomów, co fajnie się obserwuje z góry, ale starsza część budynku robi wręcz oszałamiające wrażenie. Podobnie jak wiele innych miejsc w tym mieście, gdzie mamy mnóstwo ciekawych rzeczy do odkrywania. Portowa Antwerpia ma dziś dużo więcej do zaoferowania niż tylko przemysłowe dzielnice.

Dworzec kolejowy
Dworzec kolejowy

Bogate, kupieckie miasto Antwerpia

Wynika to z dwóch rzeczy. Po pierwsze w porównaniu z bliską Holandią, w szczególności z Amsterdamem, architektura – ta historyczna – jest bogatsza i bardziej urozmaicona. Poniekąd nie tylko z powodu zamożności miasta i jego mieszkańców, ale także z uwarunkowań religijnych i wynikających stąd tradycji oraz przekonań architektonicznych. Kraje historycznie katolickie, a do takich należy Belgia, mają bardziej ozdobną architekturę, natomiast protestancka (dawniej, obecnie więcej jest katolików) Holandia to typ bardziej powściągliwej i skromniejszej (pozornie) architektury. Przemieszczając się między jednym, a drugim państwem te różnice są bardzo interesujące, ciekawe i zauważalne. Zwłaszcza jak Antwerpia jest pierwszym etapem podróży z Holandii.

Budynki przypominające Brukselę
Budynki przypominające Brukselę

Drugi powód różnorodności Antwerpii to właśnie wspomniana wcześniej zamożność. W XVI wieku było to największe i najbogatsze miasto handlowe Europy. Tu też założono pierwszą na świecie giełdę. Dzięki szerokiemu ujściu rzeki Skalda było to dobrze ulokowane miasto portowe. Z jednej strony nie odsłonięte, z drugiej  okręty mogły tu swobodnie wpływać.

Widok na katedrę Najświętszej Marii Panny
Widok na katedrę Najświętszej Marii Panny

Twierdza Het Steen

Samo miasto jest różnorodne. Ocalały tu także starsze budynki, zaś tak zwane plomby w centrum zazwyczaj nie wadzą tak strasznie, choć wiele z nich powstało wkrótce po wojnie, co ma wpływ na architekturę. Nas jednak interesuje starsza zabudowa. Warto choćby udać się do twierdzy Het Steen, która wnosi się nad rzeką Skaldą. Samą fortecę można zwiedzić. Jej mury są otwarte praktycznie całą dobę i stanowią doskonałe miejsce spacerowe.

Zamek Het Steen
Zamek Het Steen

Nieopodal rozciągają się porty lub pozostałości po nich. Czasem mamy specjalnie pozostawione stare zabudowania czy żurawie, co robi klimat i przyciąga turystów. Ciekawe jest też to, że pod Skaldą można przejść tunelem, tak by ograniczać budowę blokujących okręty mostów.

Antwerpia
Antwerpia

Odcięte dłonie

W Antwerpii jest pełno odciętych dłoni, oczywiście nie prawdziwych, ale pojawiają się jako rzeźby, dekoracje, elementy elewacji, fontanny. Związana jest z nimi legenda i powstanie nazwy miasta, które znaczy „rzucać dłoń”. Otóż, miastem rządził twardy władca-olbrzym Druon Antigoon, który od przepływających Skaldą statków żądał wysokiego myta. Gdy ktoś nie płacił, wówczas odcinał mu dłoń i wrzucał do rzeki. Złego włodarza pokonał dzielny rzymski żołnierz Silvius Brabo. Przed zabiciem Druona, Silvius obciął olbrzymowi dłoń i cisnął ją do Skaldy, a jakże. W XIX wieku na głównym placu Antwerpii stanęła fontanna Brabo, a odcięta dłoń to symbol miasta.

Pomnik odciętej dłoni
Pomnik odciętej dłoni

Główny rynek

Sam plac, czyli główny rynek (Grote Markt) to kilka bardzo interesujących budynków, te już przypominają trochę architekturę holenderską, ale też mocno przypomina to rynek brukselski. Sam ratusz także jest bardzo ładny i interesujący. Zaś blisko znajduje się gotycka katedra Najświętszej Marii Panny (katolicka) z charakterystyczną wysoką wieżą.

Uniwersystet
Uniwersystet

Dom Rubensa i muzeum Van Den Bergh

Będąc w Antwerpii warto też chwilę poświęcić na sztukę. Takim miejscem godnym uwagi jest muzeum Mayera van den Bergha. Van den Bergh był kolekcjonerem zafascynowanym głównie sztuką średniowieczną i nowożytną (m.in. malarstwo XIV – XVIII w.) przeważnie obszaru Flandrii, Walonii, Brabancji. Kolekcję otworzono dla szerokiej publiki w domu kolekcjonera niedługo po jego śmierci, na początku XX wieku. Do najważniejszych dzieł wystawionych tutaj należy „Szalona Gocha” Petera Bruegla Starszego, niestety podczas naszej wizyty pojechała na renowację.

muzeum Mayera van den Bergha
muzeum Mayera van den Bergha

Muzeum Van den Bergh ma bilet łączony z innym bardzo ważnym miejscem miasta, domem Rubensa, choć w sumie to już bardziej muzeum. Jeśli porównywać to z warsztatem Rembrandta z Amsterdamu, to niestety wypada to gorzej, właśnie dlatego, że niewiele zachowało się z oryginalnego charakteru. Niemniej jednak dość dobrze oddaje to epokę i warunki, w jakich Peter Rubens tworzył, ale to raczej typowa ekspozycja w podobnych miejscach. Można też oglądać niektóre z jego dzieł, choć obrazów Rubensa warto też poszukać w kościołach.

Dom Rubensa
Dom Rubensa

Zwiedzanie Antwerpii

Mapę miasta można dostać już na dworcu w informacji turystycznej, ale trzeba o nią poprosić.  Antwerpia to doskonałe miejsce na spacer po starym mieście, które jest tu dość różnorodne. Jest wiele miejsc, gdzie można skosztować słynnych belgijskich frytek, można też się natknąć na dzielnicę czerwonych latarni (blisko centrum, acz w przeciwieństwie do amsterdamskiej pozbawiona tłumów gapiących się turystów). No i jeszcze wielbiciele sztuki będą ukontentowani.

Warto dodać, że w 1920 odbyły się tu Letnie Igrzyska Olimpijskie, ale dziś niewiele z tego pozostało. Zaś zwiedzanie kościołów, w tym Katedry NMP (Onze-Lieve-Vrouwekatedraal) może być trudne, ze względu na krótkie godziny otwarcia.

Ratusz, Grote Markt i fontanna Brabo
Ratusz, Grote Markt i fontanna Brabo

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak belgijski
Antwerpia Gandawa
Share Button

Dubrownik – „Gra o tron” i „Gwiezdne Wojny”

Dubrownik (chor. Dubrovnik) to dziś perła Chorwacji. Jedno z najważniejszych miast do zobaczenia, a przy okazji najdroższe i bardzo oblegane. Dubrownik cierpi na dokładnie tę samą przypadłość co Wenecja, z którą zresztą historycznie jest powiązany. Stał się symbolem, przez co wiele osób przybywa tu na zaledwie kilka godzin, czasem żeby go tylko zaliczyć. A miasto zachwyca pięknie zachowanymi, starymi zabudowaniami. Pojawiło się zarówno w „Grze o tron” jak i w mniejszym stopniu w „Ostatnim Jedi” Riana Johnsona i dziś aktywnie żyje także z turystyki filmowej. Spacer śladem filmu  czy serialu stało się ważnym elementem zwiedzania Dubrownika.

"<yoastmark

Dubrownik - dachy i mur
Dubrownik – dachy i mur

Raguza i Dubrownik – historia

W VI wieku p.n.e. na terenie dzisiejszego miasta Cavtat (blisko lotniska DBV) założono grecką kolonię Epidaurus. W III wieku p.n.e. zajęli ją Rzymianie i przemianowali na Epidaurum.  Rzymianie w VIII wieku musieli walczyć z plemionami słowiańskimi i awarskimi, lecz miasto legło w gruzach. Ludność schroniła się na wyspie Lave (inna nazwa Lausa), założyli tam osadę Ragusium (czyli Raguza). Na stałym lądzie zaś Słowianie założyli Dubrovnik. Oba miasta dzielił jedynie wąski przesmyk słonych bagien, mieszkańcy zaś przez lata żyli w harmonii. W IX wieku przesmyk zasypano. To miejsce to obecna ulica – Stradun. Obecne mury miejskie wzniesiono w XIV wieku.

Port Dubrownika
Port Dubrownika

Port Królewskiej Przystani
Port Królewskiej Przystani

Raguza była łakomym kąskiem dla lokalnych potęg. Już w X wieku miasto musiało odeprzeć ataki arabskie, w wiekach XII – XIII popadał w zależności od Chorwatów, Serbów, Normanów italskich. W XIII wieku stało się posiadłością Republiki Weneckiej, stąd pewnie późniejsza smykałka do kupiectwa. Ponieważ mieszkańcy Raguzy okazali się być rzutką konkurencją dla Wenecjan, w 1358 roku pozbyli się miasta na rzecz Królestwa Węgier, ci z kolei utracili je dla Imperium Osmańskiego. Jednak zwierzchnictwo obu państw było minimalne z powodu dzielącej ich odległości i utrudnionej komunikacji, więc Raguza stała się samodzielnym miastem-państwem.

"<yoastmark

Republika Dubrownicka

Republika Raguzy (zwane też Republiką Dubrownicką) to kupieckie miasto-państwo istniejące w latach 1358 – 1809, przy czym dopiero w 1909 roku nazwę stolicy przemianowano z Raguza na Dubrownik. W najlepszym okresie Republika Raguzy posiadała 300 okrętów kupieckich – okresami więcej niż Wenecja. Bogactwo miasto zdobyło dzięki handlowi między Wschodem a Zachodem, natomiast własnych surowców naturalnych nie miało.

Władzę w Republice sprawowała arystokracja i wybierany książę. Decyzję podejmowała Wielka i Mała Rada oraz Rada Uproszonych, co było odpowiednikiem współczesnego sejmu i senatu. Początkowo arystokracja była pochodzenia romańskiego (a więc uchodźcy z Epidaurum), ale z czasem się slawizowała i już w XV wieku miasto było jednorodnie słowiańskie. Rozkwit miasta przypadał na wieki od XIII do XVI i z tego okresu pochodzi większość zabytków.

"<yoastmark

Zmierzch i upadek Republiki Raguzy związany jest z epoką wielkich odkryć geograficznych, zwłaszcza z odkryciem Ameryki i ogólnym umniejszaniem roli gospodarek kupieckich basenu Morza Śródziemnego. Raguzie dodatkowo i wbrew oczekiwaniom zaszkodziło osłabienie Turcji, jej formalnego zwierzchnika. Zamierały śródziemnomorskie szlaki handlowe, podupadł ważny odbiorca handlowy. Dodatkowo klęski żywiołowe, zarazy i trzęsienia ziemi każdorazowo były silnym ciosem dla miasta. Najbardziej tragiczne wstrząsy sejsmiczne z kwietnia 1667 roku pogrzebało dużo część miasta i gospodarkę, bo choć budynki udało się odbudować, straty finansowe były zbyt dotkliwe. Wkroczenie wojsk Napoleona w 1806 roku oznaczały koniec wolnej Republiki Raguzy. W 1809 roku zlikwidowaną Republikę włączono w Prowincję Iliryjską.

"<yoastmark

Włączenie do Jugosławii i Chorwacji

Po kongresie wiedeńskim (lata 1814-1815) włączono dawną Republikę Raguzy najpierw w skład Królestwa Dalmacji, a potem Cesarstwa Austrii. W tym okresie Raguza podupadła, pozostając portem handlowym o lokalnym znaczeniu. Ponowny rozwój miasta nastąpił po 1918 roku, gdy już jako Dubrownik stał się częścią Królestwa Jugosławii. Po II wojnie światowej wszedł w skład faszystowskiego marionetkowego Niezależnego Państwa Chorwackiego. Następnie jako miasto Socjalistycznej Republiki Chorwacji znalazł się w Socjalistycznej Federacyjnej Republice Jugosławii. Podczas wojny domowej po rozpadzie Jugosławii, Dubrownika nie ominęły zniszczenia wojenne. Przez siedem miesięcy miasto było oblegane i ostrzeliwane przez artylerię.

"<yoastmark

Zniszczenia z czasów wojny domowej zostały w ciągu kilku lat naprawione, a Dubrownik i jego Stare Miasto wpisane na listę UNESCO stał się oblegany przez turystów. Nie byłoby tego bez unikalnego na skalę europejską Starego Miasta, które zachowało oryginalną średniowieczną strukturę w obrębie murów miejskich, przyjemnego klimatu i… produkcji filmowych.

"<yoastmark

Dubrownik i „Gra o tron”

W turystyce filmowej Dubrownik słynie przede wszystkim jako sceneria do serialu HBO „Gra o Tron”. Od 2. sezonu tej produkcji, Dubrownik „grał” stolicę Siedmiu Królestw – Królewską Przystań, zastąpił tym samym Maltę. Ze względu na rosnące opłaty dla filmowców, w kolejnych sezonach Dubrownika jest coraz mniej, acz przy ostatnim ponownie filmowcy tu wrócili. To jednak nie przeszkadza turystom i zarabiającym na nich, zwłaszcza organizatorom licznych wycieczek śladami serialu. Nie trzeba ich specjalnie szukać, czy zamawiać – są widoczni w głównych punktach miasta. Wystarczy wybrać. Jest to dobrze zorganizowane, większość miejsc filmowych mogłaby się uczyć od mieszkańców i władz Dubrownika.

Na wycieczkę decydują się osoby bardziej i mniej obeznane z samym serialem, jak i sposobem tworzenia filmów. Przewodnik pokazuje kadry filmów i opowiada, w jaki sposób sceny są realizowane, jakie filmowe sztuczki są zastosowane i jak jedno miejsce w rzeczywistości staje się różnymi sceneriami w filmach. Przypomina to sposób zwiedzania Hobbitonu, tyle że w żywym mieście. Warto tylko pamiętać o tym, że wycieczki nie pokazują wszystkich lokacji. Na niektóre tylko nakierowują.

"<yoastmark

Fort Lovrijenac

Znajdujący się na zewnątrz murów miejskich Fort Lovrijenac według podań został zbudowany w trzy miesiące na początku XI wieku na wieść, że Wenecja chce zbudować swój fort na stałym lądzie dla zaszachowania Raguzy. Jednak pierwsza wzmianka o forcie św. Wawrzyńca podchodzi dopiero z 1301 roku. Fortyfikacja została posadowiona na skale, która wznosi się prawie 40 metrów ponad poziom morza. Trzeba się trochę wysilić, by się tutaj wdrapać. Nad bramą widnieje napis NON BENE PRO TOTO LIBERTAS VENDITUR AURO, czyli „Wolność nie jest na sprzedaż [nawet] za wszystko złoto”. Samo „libertas” było oficjalnym zawołaniem Republiki Raguzy.

"<yoastmark

Natomiast w serialu „Gra o Tron” fort Lovrijenac w zależności od potrzeb grał Czerwoną Twierdzę i mury Królewskiej Przystani . W serialu jest to pierwsze miejsce spotkania Sansy z ser Dontosem podczas turnieju Joffreya, jak zresztą dużą część tej sekwencji, włącznie z walkami czy wycieraniem krwi nagrywano w murach twierdzy; jest to także miejsce rozmowy królowej Cersei z Littlefingerem na temat wyższości władzy nad wiedzą. Wstęp do fortu jest dodatkowo płatny (najczęściej oprócz kosztów wycieczki), ale bilet ten jest łączony z biletem na mury.

Port Królewskiej Przystani
Port Królewskiej Przystani

Znajdujące się poza murami Starego Miasta podnóże fortu Lovrijenac to miejsce rozmowy Sansy z Littlefingerem na molo i biedne rejony stolicy, ulokowane nad samą wodą. Tu właśnie miała miejsce słynna rzeź niewiniątek w Królewskiej Przystani. Zresztą tu też kręcono kilka ujęć nad Czarnym Nurtem, czy około portowych w Królewskiej Przystani.

Fontanna w parku Gradac
Fontanna w parku Gradac

Stare Miasto

Z kolei Park Gradac to  miejsce królewskiego wesela króla Joffreya i królowej Margaery. Obecnie wygląda dość niepozornie. W porównaniu z resztą Dubrownika wręcz nieciekawie, ale dawało filmowcom dość dużą swobodę w budowaniu scenografii uczty. Kilka scen kręcono także w okolicy bramy Pile, bardziej wykorzystując tutejsze małe przejścia, jak i plac, dość dobrze widziany z murów.

Brama Pile
Brama Pile

Okolice bramy Pile
Okolice bramy Pile

Stare Miasto Dubrownika, choć rozległe,  można w całości objąć wzrokiem. Nie przeszkadzało to twórcom „Gry o Tron”, by nieodległe od siebie miejsca w serialu rozrzucić na dwóch kontynentach. I tak z twierdzy Lovrijenac widać basztę Minčeta, która w serialu miała swoją scenę w Essos, w mieście Qarth. Użyto ją jako fragment Domu Nieśmiertelnych: Daenerys krąży wokół kamiennej wieży w poszukiwaniu swoich smoków, gdy nagle w magiczny sposób znika.

Baszta Minčeta
Baszta Minčeta

Baszty i mury

Sama baszta pochodzi z początku XIV wieku, ale półtorej wieku później ze względu na zagrożenie ze strony Wenecji i Konstantynopola została umocniona wraz z całym systemem murów i wież obronnych miasta. Zwiedza się ją wraz z resztą murów. Cały stary Dubrownik można obejść murami. Pięknie stąd widać dachy domów, zresztą także wykorzystywane w „Grze o tron”.

Twierdza Bokar (tu Varys i Tyrion planowali obronę Królewskiej Przystani)
Twierdza Bokar (tu Varys i Tyrion planowali obronę Królewskiej Przystani)

Kolejnym miejscem na murach, które jest istotne w serialu HBO, to twierdza Bokar. Tym razem znów jest to Królewska Przystań. To tu Tyrion wraz z Varysem przygotowywali się do ataku floty Stannisa. Na samą Bokar niestety obecnie wejścia nie ma, ale z murów bardzo dobrze ją widać. Na murach też znajduje się miejsce, w którym Góra ćwiczył do walki z Oberynem. Niestety również niedostępne do oglądania.

Schody Jezuickie
Schody Jezuickie

Schody Jezuickie

Słynny marsz pokutny Cersei Lannister z 5. sezonu „Gry o Tron” odbył się ulicami Dubrownika. Przynajmniej kawałeczek. Początek miał miejsce na Schodach Jezuickich pod kościołem jezuitów p.w. św. Ignacego Loyoli do Placu Gundulić. W samym filmie oczywiście barokowego kościoła nie widać. Po pierwsze, to miał być sept, a nie kościół, a po drugie i przede wszystkim – Kościół w Chorwacji nie zgodził się na wykorzystanie wizerunku ich budynków. Również w szerokich ujęciach Królewskiej Przystani warto zwrócić uwagę na fakt, że kościelne wieże mają nieco zmienioną architekturę. Nie chodzi tylko o usunięcie krzyży, ale modyfikację kształtu wież.

Widok ze schodów
Widok ze schodów

Swoją drogą, w szóstym sezonie, gdy marsz pokutny miała odbyć królowa Margaery, twórcy nagrywali ujęcia w hiszpańskiej Gironie – władze Dubrownika trochę przesadziły z żądaniami finansowymi. Widać pewne różnice między obiema scenami, tym łatwiej zauważalne, gdy widziało się to miejsce na żywo.

Dachy także wykorzystywano w GOT
Dachy także wykorzystywano w GOT

Dubrownik i „Ostatni Jedi”

Drugą istotną produkcją filmową, która wykorzystała uroki Dubrownika, były „Gwiezdne Wojny. Epizod VIII: Ostatni Jedi” Riana Johnsona. Niestety, wiele ujęć miasta nie znalazło się w finalnej wersji filmu, gdzie Dubrownik jako Canto Bight, rozrywkowe i luksusowe miasto na planecie Cantonica. Prawdziwe lokacje na ekranie widzimy zaledwie niecałą minutę i to w wątku dla filmu mówiąc delikatnie, niepotrzebnego.

Gwiezdna Saga nie jest tak mocno obecna w Dubrowniku jak „Gra o tron”, ale jest. Obecnie są do wyboru dwie lub trzy wycieczki śladem VIII Epizodu. Polecamy tę – Star Wars Dubrovnik, z prostej przyczyny. Przewodnik był wielkim fanem filmu, więc jego opowieści z pobytu ekipy filmowej w Dubrowniku i opowiadanie o konkretnych scenach w filmie to była klasa sama w sobie! Dodatkowo to on odpowiadał za umieszczanie wielu przecieków z czasu kręcenia w sieci. Natomiast bardzo fajne jest to, że niektóre miejsca grają jednocześnie w „Gwiezdnych Wojnach” jak i „Grze o tron”.

"<yoastmark

"<yoastmark

Stradun

Szczególnie łatwo rozpoznawalna w filmie jest wspomniana już ulica Stradun, na której odbywał się fragment pościgu za Finnem i Rose na fathierze. Przewodnik opowiadał o dekoracjach zamontowanych na witrynach sklepów, które przez kilka dni zwyczajnie funkcjonowały z taką dekoracją. Swoją drogą Stradun to główny deptak Dubrownika, trudno to miejsce przeoczyć. Dość charakterystycznym miejscem, acz niewykorzystanym w filmie jest Wielka Fontanna Onufrego, podobnie jak z drugiej strony ulicy, kościół św. Błażeja. 

Wielka Fontanna Onufrego
Wielka Fontanna Onufrego

Plaża Banje

Plaża Banje w „Ostatnim Jedi” to miejsce, gdzie Finn i Rose nielegalnie zaparkowali statek, co stało się źródłem całego nieporozumienia. Znajduje się na zewnątrz miejskich murów, za bramą Ploče. Przy niej też ulokowało się całe zaplecze techniczne dla filmowców. Zdjęcie plaży zostało wykonane z wjazdu do hotelu Exelsior. Łatwo nawet znaleźć barierkę widoczną w filmie.

Widok z hotelu Exelcior na plaże Banje
Widok z hotelu Exelcior na plaże Banje

Dwa następne miejsca są już zdecydowanie trudniejsze do znalezienia. To kolejne uliczki, którymi w „Gwiezdnych Wojnach” miał miejsce szaleńczy pościg za głównymi bohaterami. Dla jasności: nikt z głównej obsady aktorskiej nawet nie był w Dubrowniku.

Zaułek z „Ostatniego Jedi”
Zaułek z „Ostatniego Jedi”

Uliczki Dubrownika

Same zaułki są na tyle słabo widoczne w krótkich i rozmazanych ujęciach, że wiedza o ich udziale w filmie pochodzi głównie stąd, że można było zauważyć tutaj ekipy filmowe i kosmiczne dekoracje. Jeden to boczna uliczka od Stradunu. Tu jeszcze można trafić przypadkiem.

Zaułek z „Ostatniego Jedi”
Zaułek z „Ostatniego Jedi”

Z drugim jest zdecydowanie gorzej. Bez przewodnika nie tylko nie znaleźlibyśmy tego miejsca, ale przede wszystkim nie rozpoznalibyśmy go. Dobudowano tu kilka rzeczy tanim kosztem i nagrano szybkie ujęcia. Wierzymy na słowo, że to jest to. Swoją drogą ta druga uliczka jest przedłużeniem miejsca, gdzie w czwartym sezonie „Gry o tron”, spotykamy Oberyna przy wejściu do burdelu Littlefingera. Pamiętamy, w pierwszym sezonie wejście wyglądało inaczej i znajdowało się w Mdinie na Malcie.

Wyjście z burdelu Littlefingera
Wyjście z burdelu Littlefingera

Pałac Rektorów

Dubrownika w „Gwiezdnych Wojnach” pierwotnie miało być więcej. Zbudowano w kilku miejscach efektowne dekoracje, nakręcono więcej ujęć. Niektóre świetnie zapowiadające się sceny wycięto. Choćby tę kręconą w Pałacu Rektorów, tam miała być jakaś kosmiczna łaźnia – spa, z mnóstwem obcych.

Pałac rektorów
Pałac Rektorów

Swoją drogą Pałac Rektorów pojawił się także w „Grze o tron”. W drugim sezonie są to wnętrza posiadłości Króla Przypraw. Podobnie jak w „Gwiezdnych Wojnach”  kręcono tu jedynie słynną klatkę schodową, do której można zajrzeć przez drzwi. Niestety podczas naszej wizyty pałac znajdował się w remoncie, więc nie było szansy, by go zwiedzić.

Wejście do klasztoru św. Dominika
Wejście do klasztoru św. Dominika

Ulica św. Dominika

Ostatnią wspólną lokacją są okolice kościoła św. Dominika (nieczynny obecnie) i ulica św. Dominika. W „Ostatnim Jedi” zbudowano tu dość sporą dekorację, scen jednak nie wykorzystano w finalnym montażu. Za to w „Grze o tron” dzieje się tu całkiem sporo. Ulica pojawia się kilka razy. Choćby gdy Tyrion i Bron spacerują i słyszą historię o Demonicznej Małpie. To też miejsce, w którym obrzucono Joffreya łajnem.

Fragment ulicy św. Dominika widziany z murów
Fragment ulicy św. Dominika widziany z murów

Wyspa Lokrum

Dwie kolejne lokacje z „Gry o tron” wymagają oddalenia się od samego miasta. Nieopodal starówki Dubrownika leży mała wysepka Lokrum. Każdego dnia kursują do niej promy z Dubrownika, a wyspa jest popularnym celem turystów. Dziś Lokrum ma status rezerwatu przyrodniczego, toteż nie ma na niej stałych mieszkańców ani miejsc noclegowych. Bilet na prom na Lokrum uprawnia do zwiedzania wyspy, a także plażowania.

Ulica św. Dominika wykorzystana w GOT
Ulica św. Dominika wykorzystana w GOT

Pierwsze wzmianki o wyspie Lokrum pochodzą z drugiej dekady XI wieku, kiedy to swoje opactwo założyli tutaj benedyktyni. Na wyspie w 1192 roku rzekomo rozbił się okręt króla Anglii Ryszarda Lwie Serce, gdy wracał z wyprawy krzyżowej. W podzięce za cudowne ocalenie, obiecał wybudować tutaj kościół. Ostatecznie benedyktyni musieli obejść się smakiem, bo kościół król Ryszard ufundował w Raguzie. Dziś na jego miejscu wznosi się barokowa katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Wracając na Lokrum: niszczycielskie trzęsienie ziemi z 1667 roku nie ominęło wyspy i zniszczyło opactwo. Mnisi opuścili wyspę w 1798 roku, podobno obrzucając ją przy tym klątwą.

Opactwo Benedyktynów na Lokrum
Opactwo Benedyktynów na Lokrum

Dawne opactwo benedyktyńskie było scenerią dla twórców „Gry o tron”: tutaj kręcono ogrody kupieckiego miasta Qarth. Nie zabrakło tam informacji, że światowej sławy serial HBO – „Gra o tron” – był kręcony w tym miejscu i w Dubrowniku. Można nawet sobie zasiąść na żelaznym tronie.

 

Fort Royal na Lokrum
Fort Royal na Lokrum

Fort Royal

Wyspa Lokrum przechodziła z rąk do rąk: w 1806 roku Francuzi wybudowali tutaj Fort Royal. Baszta fortowa twórcom „Gry o tron” posłużyła jako wieża Domu Nieśmiertelnych. Tyle że została dużo, dużo podwyższona za pomocą technik komputerowych. Później wyspa należała do rodziny Habsburgów i wżenionej w nią rodziny Windisch-Graetz, co doprowadziło po upadku Austro-Węgier do sporu z Jugosławią o prawa do wyspy.

Mury Dubrownika
Mury Dubrownika

Mury Dubrownika
Mury Dubrownika

W początku lat 50. XX wieku na wyspie Lokrum założono ogród botaniczny, zaś dekadę później całą wyspę ogłoszono rezerwatem przyrody. W ogrodach dawnego opactwa nietrudno spotkać dziko żyjące króliki, a pawie są częstym widokiem. Zresztą te bajeczne ptaki o orientalnej urodzie również wystąpiły w „Grze o tron” w Qarth – pamiętacie figury pawi z drogocennych metali, wysadzane klejnotami? To właśnie pawie z Lokrum zainspirowały scenografów.

arboretum Trsteno
arboretum Trsteno

Arboretum w Trsteno

Kolejnym miejscem nieopodal Dubrownika, w sam raz na krótki postój, jest arboretum Trsteno. Założone przez lokalną arystokratyczną rodzinę w 1502 roku, jest najstarszym ogrodem botanicznym w Chorwacji i niegdyś uważany za najpiękniejszy w Europie. Arboretum Trsteno to też ogrody Królewskiej Przystani z „Gry o tron”. To tutaj Królowa Cierni i Margaery rozmawiają z Sansą na temat Joffreya Lannistera.

Arboretum Trsteno
Arboretum Trsteno

Ostatnią lokacją z „Gry o tron”, o której wiemy, ale której nie udało nam się zobaczyć, to hotel Belvedere. A raczej ruina tegoż hotelu. Podobno tam też kręcono jakieś ujęcia do siódmego sezonu, ale gdzie i jak nie udało się nam tego potwierdzić. Sama ruina zaś nie zachęca. Poza filmami jeszcze jedną popularną atrakcją w Dubrowniku wjazd kolejką linową na górę Srdj, lub przepłynąć się wokół murów starego miasta. To ostatnie bywa łączone z wycieczką z „Gry o tron”.

Małe przejścia w murach nieopodal bramy Pile
Małe przejścia w murach nieopodal bramy Pile. Przypominają trochę Ucho Igielne w Jerozolimie, acz są zdecydowanie większe.

Dojazd i nocleg

Dubrownik do dziś jest w pewien sposób oddzielony od Chorwacji. Obecnie jest chorwacką eksklawą, więc by do niego dojechać z innych części kraju, trzeba przekroczyć granicę Bośni (najczęściej dwukrotnie). Można też próbować dostać się tu samolotem (LOT ma w swojej ofercie takie połączenie), a nawet drogą morską. Warto pamiętać, że ceny w Dubrowniku są bardzo wysokie, więc jeśli jedzie się samochodem, lepiej parkować i wynająć nocleg poza centrum (niekoniecznie hotel, może być apartament lub Airbnb). Niemniej jednak to piękne i magiczne miasto, które nawet bez filmów potrafi oczarować. A z magią ekranu to prawdziwa wyprawa w inny świat.

Dubrownik
Dubrownik

Czarny nurt
Czarny nurt

Kto wie, może pewnego dnia pojawi się tu James Bond, tak kiedyś odgrażali producenci. Tymczasem więcej o „Gwiezdnych Wojnach” w tym miejscu możecie przeczytać tutaj.

Dubrownik
Dubrownik

Marina w Dubrowniku
Marina w Dubrowniku

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak chorwacki
Dubrownik
Szlak filmowy
Dubrownik
Share Button

Malmö, między Danią a Szwecją

Malmö to trzecie co do wielkości miasto w Szwecji, kiedyś mocno przemysłowe, dziś pełni bardziej rolę zaplecza dla Kopenhagi. To zdecydowanie bardziej europejski i wielokulturowy ośrodek, niż szwedzka prowincja. Dzięki mostowi nad Sundem, ma bardzo dobrą komunikację ze stolicą Dani, a gdy do tego doda się jeszcze lotnisko z tanimi lotami, także do Polski, miasto okazuje się być dobrą bazą wypadową. Zwłaszcza, że jest trochę tańsze niż Kopenhaga. Warto jednak poświęcić mu trochę więcej czasu, by poczuć trochę szwedzkiej kultury.

Stortorget w Malmö
Stortorget w Malmö

Malmö – zabytkowe centrum

Głównym punktem miasta jest oczywiście rynek (Stortorget). Bardzo szwedzki, surowy w pewien sposób. Ratusz (Malmö rådhus) trochę się wyróżnia. Nieopodal znajduje się także kościół św. Piotra (Sankt Petri kyrka). Po centrum można pochodzić, choć nie należy do dużych.

Kościół św. Piotra
Kościół św. Piotra

Pomnik gryfa

Jednym z symboli miasta jest gryf. Jego rzeźba znajduje się na placu Gustawa Adolfa (Gustav Adolfs torg). Warto o niej wspomnieć z jednego powodu. Jest to kolejne miejsce na świecie, gdzie dość niepozorny pomnik zostaje rozsławiony i dzięki zdjęciom wygląda może nie na duży, ale przynajmniej średni. Na miejscu zaś dość łatwo go przeoczyć, bo zaiste jest drobniutki.

Gryf jest dużo mniejszy niż na zdjęciach promocyjnych
Gryf jest dużo mniejszy niż na zdjęciach promocyjnych

Malmöhus

Trochę bardziej w kierunku morza znajduje się zamek Malmöhus (Malmöhus Slott). Twierdza pochodzi z XVI wieku, wówczas była siedzibą duńskich władców. W 1658 roku został przejęty przez Szwedów, wpierw ufortyfikowano go, a następnie zamieniono w więzienie. To dobrze obrazuje historię tego terenu, który nieustannie znajdował się na zmianę pod duńskimi i szwedzkimi wpływami. Dziś dość dobrze je łączy. Warto zauważyć, że jest to najstarszy zamek renesansowy w całej Skandynawii. Kilkadziesiąt lat temu przekształcono go w muzeum regionu, sztuki i historii naturalnej. Można więc go spokojnie obejść wokół, wejść na dziedziniec. Reszta to już w miarę nowoczesne muzeum. Zaś wokół zamku mamy rekreacyjne tereny zielone ze starym wiatrakiem. W zamku działa także muzeum sztuki.

Zamek Malmöhus
Zamek Malmöhus

Muzeum Techniki

Jeśli chodzi o muzea, to Malmö ma jedno, które szczególnie warto polecić. Muzeum Morskie i Techniki (Teknikens och Sjöfartens hus). Owszem jest wiele takich, większych i bogatszych ośrodków w różnych miejscach na świecie, ten jednak ma w swoich zbiorach okręt podwodny, którą można zwiedzić od środka. Jeśli ktoś się interesuje takimi rzeczami, to koniecznie powinien tu zajrzeć.

Łódź podwodna w muzeum techniki
Łódź podwodna w muzeum techniki

Bałtyk i słynny wieżowiec

Jeszcze bliżej morza znajduje się obecnie najbardziej charakterystyczna budowla i symbol miasta. HSB Turning Torso, czyli wysoki na 190 m wieżowiec. Ukończono go w 2005 roku. Choć przyciąga wzrok turystów, to jednak jest to przede wszystkim budynek mieszkalny, bez tarasu widokowego. Co prawda na górnych piętrach można wynająć sale konferencyjne, ale to dość drogi sposób na oglądanie okolicy. Szwedzi przede wszystkim pragną zachować spokój osób tu mieszkających i warto to uszanować.

Turning Torso
Turning Torso

Most nad Sundem i cieśnina Öresund

Dalej już mamy tylko plażę przy bałtyckiej cieśninie Öresund. To kolejne idealne miejsce spacerowe i rekreacyjne, choć trzeba pamiętać, że północ nawet latem raczej nie sprzyja wygrzewaniu się w słońcu na piasku. Można stąd podziwiać także słynny most nad Sundem (duń. Øresundsbroen, szw. Öresundsbron). Słowo most jest tu trochę na wyrost, bo cała konstrukcja jest wspomagana tunelami, a także sztuczną wyspą. Przeprawa liczy sobie 15,9 km i jest to najdłuższy „most” na świecie łączący dwa państwa. Właśnie on zmienił oblicze współczesnego Malmo, sprawił, że już nie tylko geograficznie jest bliższe Kopenhagi. Zaś możliwości swobodnego przemieszczania się, osiedlania i pracy, spowodowały, iż dziś jest to istotne zaplecze duńskiej stolicy.

Most nad Sundem
Most nad Sundem

Pociągi między Malmö a Kopenhagą kursują dość często. Można też przez przeprawę przejechać się autobusem, przy okazji podziwiając most. Lotnisko w Malmö de facto pełni też rolę low-costowego portu lotniczego stolicy Danii, zatem można dość łatwo połączyć zwiedzanie tych miast, podczas wydłużonego wypadu.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak szwedzki
Malmö
Share Button

Salisbury: Old Sarum i Magna Carta

Niewielkie i pozornie mało interesujące Salisbury to bez wątpienia jeden z niedocenionych skarbów Anglii. Słynie głównie z tego, że znajduje się w okolicy Stonehenge, więc to tu przyjeżdżają pociągi z turystami prosto z Londynu i przesiadają się na autobus. Ale naprawdę warto przyjrzeć się temu miasteczku trochę dłużej. Salisbury spełnia wszelkie wyobrażenia o angielskim średniowiecznym mieście: zabudowa, targ, tętniące życiem ulice i górująca nad tym wszystkim katedra.

Staroangielskie kamienice
Staroangielskie kamienice

Old Sarum

Jego historia sięga czasów neolitycznych. Osadnictwo na wzgórzu zwanym obecnie Old Sarum datuje się na jakieś 3000 lat p.n.e. Niestety poza nielicznymi śladami, niewiele zostało do dziś z tamtego okresu. Znaleziska archeologiczne wskazują bardzo dokładnie to miejsce, tyle że kolejne okresy wiążą się z jego rozbudową i przebudową . Wraz z podbojem rzymskim, wybudowano tu nowe miasto zwane Sorbiodunum. Znów jednak pozostałości po nim również się na ogół nie zachowały.

Old Sarum
Old Sarum

Nazwa Old Sarum zaczęła być używana w średniowieczu. Na wzgórzu zbudowano zarówno katedrę jak i zamek, służący swemu czasu Wilhelmowi Zdobywcy. Jednak i tamte budowle nie przetrwały do dziś. Obecnie w Old Sarum można właściwie tylko podziwiać małe pozostałości fundamentów i resztki ścian, tak zamku jak i dawnej katedry. Część terenu dostępna jest dla spacerowiczów, sam zamek jest płatny.

Old Sarum
Old Sarum

Nowe Sarum czyli Salisbury

Tak zwane New Sarum powstało w średniowieczu w niewielkim oddaleniu od wzgórza. Głównie za sprawą Kościoła, który potrzebował nowego miejsca na katedrę: miejscowi biskupi weszli bowiem w konflikt z włodarzami, więc wynieśli się poza Sarum. Szukając pieniędzy postanowili zbudować targ dla kupców, dalej rozbudowa potoczyła się sama. Z czasem Nowe Sarum zmieniło się w żyjące miasto, a w XX wieku przemianowano jego nazwę na Salisbury.

Katedra w Salisbury
Katedra w Salisbury

Katedra w Salisbury

Praktycznie od początku osady zaczęto budować katedrę. To monumentalny budynek z najwyższą wieżą kościelną w całej Anglii. Iglica mierzy jakieś 123 m, ma też najstarszy działający do dziś zegar w Europie (od 1328 r.), największe katedralne krużganki oraz zachowany oryginalny średniowieczny dźwig. Budowa rozpoczęła się w 1200 roku, a główna część została ukończona w 1258. To rzadki przykład jednolitego stylistycznie budynku – wczesnego gotyku. Oczywiście szybkie tempo budowy w znacznej mierze przyczyniło się do zachowania jednolitego stylu, ale wpływ miało także oderwanie Kościoła Anglii od Kościoła rzymskokatolickiego i uznanie gotyku za styl narodowy Anglii w budownictwie zarówno sakralnym jak i świeckim.

Wnętrza Katedry
Wnętrza Katedry

Przy okazji – gotyk w Anglii nigdy nie został porzucony, budowle w tym stylu wznoszono aż do XX wieku. Świątynia należy dziś do anglikanów, ale też rozsławia to miasto, może nie tak mocno jak Stonehenge, jednak wciąż. Pojawia się zarówno w malarstwie, jak i literaturze, a za nią także czasem w filmie. Dwa najbardziej znane dzieła to „Wieża” Williama Goldinga oraz „Filary Ziemi” Kena Folletta (miniserial kręcono między innymi w tej katedrze).

Katedra
Katedra

Magna Carta

W małej kaplicy z boku katedry wystawiona jest Magna Carta (lub w innym nazewnictwie Magna Charta Libertatum). To wielka karta swobód i przywilejów panów feudalnych podpisana przez króla Jana bez Ziemi. Filmową historię podpisania tej karty przedstawił Ridley Scott w „Robin Hoodzie”. Do dziś pozostały zaledwie cztery oryginalne kopie (z tego jedna prawie spalona i niemal nieczytelna), jedna z nich jest właśnie wystawiona w katedrze. Karta ta w pewien sposób jest prekursorem późniejszych konstytucji, jest więc bardzo istotna dla Brytyjczyków. Została też wpisana na listę UNESCO – Pamięć Świata. Można ją obejrzeć w kaplicy za darmo, ale jest pilnowana, nie da się jej fotografować. Umieszczono ją w specjalnym przyciemnionym namiocie, by nie niszczyło jej światło słoneczne.

Magna Carta - schowana przed światłem i aparatami
Magna Carta – schowana przed światłem i aparatami

Pomijając najważniejsze zabytki, już sam spacer po starym mieście Salisbury jest dość ekscytujący. Mamy tu możliwość obserwowania budynków, które pochodzą z późnego średniowiecza, czy renesansu, a także późniejszych, zachowujących styl. Wygląda to bardzo staroangielsko. To miejsce bez wątpienia warte odwiedzenia, zwłaszcza jeśli ktoś wybiera się do Stonehenge.

Na koniec jeszcze jedna rzecz. To właśnie tutaj miał miejsce atak w Salisbury na byłego rosyjskiego szpiega.

Zabytkowe centrum Salisbury
Zabytkowe centrum Salisbury

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak brytyjski
Salisbury ?
Share Button

Budapeszt

Nad brzegami Dunaju leżą stolice czterech krajów. Trzy – Wiedeń, Bratysławę i Belgrad, już opisaliśmy, teraz kolej na ostatnią, czyli Węgry i Budapeszt (węgr. Budapest).

Wesołe miasteczko i diabelski młyn
Wesołe miasteczko i diabelski młyn

Budapeszt – Buda, Obuda, Peszt i Aquincum

Choć powszechnie mówi się, iż jest to połączenie dwóch miast, faktycznie Budapeszt to konglomerat trzech głównych miast: Obudy, Budy i Pesztu. Obuda oznacza Starą Budę, czyli to tak naprawdę jest najstarsza część Budapesztu, obejmująca wszystkim obszar dawnej rzymskiej osady wojskowej Aquincum. W 1873 roku Buda (i stara część – Obuda) i Peszt zostały połączone w jedno miasto: Budapeszt.

Aquincum
Aquincum

Aquincum oznacza prawdopodobnie „bogactwo wód”. Była to najbardziej na północny-wschód wysunięta rzymska osada, która w dodatku graniczyła bezpośrednio z terenami plemion barbarzyńskich. Założone w 19 roku n.e początkowo jako wojskową osadę, która następnie przekształciła się w niemałe miasto, posiadające własny amfiteatr, łaźnie miejskie, brukowane ulice, obiekty sakralne, a wodę rozprowadzały akwedukty. W 410 roku miasto poddano Hunom, potem Awarom, by wreszcie plemię Madziarów wprowadziło się tutaj w 896 roku. Dziś można podziwiać ruiny miasta, zrekonstruowany dom malarza i liczne artefakty. Nas szczególnie urzekły cegły i dachówki z autentycznymi odciskami palców osoby, która te rzeczy wyrabiała. Warto zwrócić też uwagę na nowożytną kopię rzymskich organów z piszczałkami. Co ciekawe, ten instrument bywa wykorzystywany na koncertach. Dawne Aquincum to obecnie muzeum. Pozostałości rzymskie nie są duże. Trochę oddalone od ścisłego centrum, ale spokojnie da się tu dojechać pociągiem miejskim.

Zamek królewski
Zamek królewski

Buda

Buda to górzysty i w dużej części zalesiony obszar, tutaj mieści się zamek królewski i przez długi czas to właśnie Buda była stolicą Węgier. Wzgórze Zamkowe i okolice, choć urokliwe, to jednak widać, że jeszcze mocno niedofinansowane. Budynki są bardzo ładne, ale też w większej części zaniedbane, ulegające niszczeniu. Te fragmenty, które zostały odrestaurowane, robią za to duże wrażenia – ale nadal to tylko fragmenciki. Wewnątrz Zamku Królewskiego jest muzeum, choć patrząc na okolicę, to najlepiej będzie to zobaczyć dopiero za kilka lat.

Baszta rybacka
Baszta rybacka

Baszta rybacka

Za to zupełnie inaczej prezentuje się pobliska Baszta rybacka. To jeden z tych zabytków Budapesztu, które zachwycają nie tylko same w sobie, ale także stopniem ich zadbania.
Wybudowana na przełomie XIX i XX wieku w stylu neoromańskim jako upamiętnienie znajdujących się tutaj niegdyś murów miejskich. Nazwa „rybacka” wzięła się stąd, że za obronę tego obszaru murów odpowiadali właśnie rybacy. Obecnie jest świetnie zachowana, odrestaurowana i oświetlona.

Kościół św. Macieja
Kościół św. Macieja

Kościół Macieja

Kościół Macieja obok Baszty Rybackiej nosi wezwanie Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, zaś jego bardziej popularna nazwa – Macieja (nie świętego!) – wzięła się od króla Macieja Korwina. Od XIII wieku, kiedy to sięgają początki budowli, rosło jego znaczenie i wkrótce stał się kościołem koronacyjnym królów węgierskich i najbardziej prestiżowym kościołem do wszelkich uroczystości. Jego dzieje są bardzo burzliwe, jak i sama historia kraju. Przejęty przez Turków i przekształcony w meczet, poważnie uszkodzony przez działania kolejnych wojen i pożary. Obecny styl to XIX-wieczna przebudowa. Podczas II wojny światowej Niemcy używali wnętrza kościoła jako szpital wojskowy i kuchnię polową, zaś Armia Radzicka – stajnię i latryny. Pomimo nieprzychylnego stosunku władz sowieckich do Kościoła katolickiego, odbudowa kościoła Macieja została sfinansowana przez państwo i dziś widzimy głównie efekt prac zakończonych w latach 60 XX wieku. Kościół zdecydowanie wart zwiedzenia, ale trzeba pilnować godzin otwarcia dla turystów – te są mocno ograniczane.

Wzgórze Gellerta
Wzgórze Gellerta

Wzgórze Gellerta

Bardziej na południe Budy znajduje się Wzgórze Gellerta, obowiązkowy punkt dla turystów w Budapeszcie. Stąd rozpościera się piękny widok na to naddunajskie miasto. Ale przez wiele lat cieszyło się złą sławą: jego nazwa pochodzi od imienia biskupa, który na początku XI wieku rzekomo tutaj został zabity przez pogan. Pewnikiem na wzgórzu zbierały się czarownice i inne złe moce. Potem było to miejsce znane z wysokiej przestępczości.
Nas nie spotkało nic złego, wręcz przeciwnie.

Pomnik wolności na wzgórzu Gellerta
Pomnik wolności na wzgórzu Gellerta

Pomnik Wolności na górze Gellerta to kobieta trzymająca w dłoniach liść palmowy. Upamiętnia wszystkich tych, którzy polegli walcząc o niepodległość Węgier. Pierwotnie pomnik ten był poświęcony „wyzwoleńczej” Armii Radzieckiej, ale po ’89 roku usunięto komunistyczne symbole. Obok mieści się austriacka Cytadela założona po upadku węgierskiej Wiosny Ludów. Dziś, wraz z naddunajskimi bulwarami i wzgórzem zamkowym znajduje się na liście UNESCO.

Skalny kościół
Skalny kościół

Skalna kaplica

Z ciekawych rzeczy, na górze Gellerta, gdzieś w połowie drogi na szczyt, znajduje się Skalna Kaplica (Sziklatemplom). Kościółek ulokowany w częściowo naturalnej, częściowo wydrążonej jaskini. Powstał dopiero w 1926. Założyli go Paulini, którzy wrócili z pielgrzymki do Lourdes. Wcześniej w grotę nazywano Jaskinią św. Jana, no i żyli tu pustelnicy z zakonu Paulinów. Obecnie są tutaj także polskie akcenty.

Skalna kaplica
Skalna kaplica

Peszt i Parlament

Węgrzy na stolicę najczęściej skrótowo mówią Peszt. Jest to największa część miasta i najgęściej zaludniona, tutaj mieści się parlament węgierski. Jest to jeden z największych i z pewnością najpiękniejszych budynków parlamentów narodowych. Budynek powstał w latach 1886 – 1904. Można go oczywiście zwiedzać, jak się trafi na odpowiednie godziny, ale bilety najlepiej rezerwować wcześniej (strona parlamentu), zwłaszcza jeśli interesuje nas przewodnik anglojęzyczny.

Parlament nocą
Parlament nocą

Dunaj i pomniki

W Budapeszcie można natknąć się na liczne przecudowne pomniki. Jest na przykład „Gruby policjant”, Ronald Reagan i nasz fawory – porucznik Columbo i jego pies basset. Jest też pomnik butów nad brzegiem rzeki. Poruszający, bo upamiętniający węgierskich Żydów rozstrzelanych nad brzegiem Dunaju podczas II wojny światowej.

Pomnik Holokaustu
Pomnik Holokaustu

Wielka synagoga i holokaust

Pamięć Holocaustu jest w Budapeszcie mocno kultywowana, podobnie jak pozostałości po dawnej społeczności żydowskiej. Wielka synagoga jest największą synagogą w Europie i trzecia na świecie. Zbudowano ją w połowie XIX wieku, ale podczas II wojny światowej kolaborujący z Niemcami strzałokrzyżowcy (sprawcy węgierskiego holocaustu) wysadzili ją w powietrze. Została odbudowana w przeciągu trzech lat i w 1996 ponownie otwarta dla wiernych i zwiedzających. Nie dziwi więc, że sama synagoga, jej krużganki, dziedziniec i muzeum są w dużej części świątynią pamięci holocaustu. Synagogę można zwiedzać, oczywiście poza żydowskimi świętami. I naprawdę warto poświęcić na nią trochę czasu, to przepiękny budynek. Ciekawostką jest to, że koegzystują tu różne odłamy judaizmu.

Wielka Synagoga
Wielka Synagoga

Wielka Synagoga w Budapeszcie
Wielka Synagoga w Budapeszcie

Bazylika św. Stefana w Budapeszcie

Innym interesującym obiektem sakralnym jest bazylika św. Stefana.
Ten ogromny budynek budowany z przerwami w latach 1848 – 1905 borykał się z wieloma kłopotami budowlanymi. Wynikało to z niestabilnego, bagnistego gruntu, na jakim kościół jest posadowiony. Dodatkowo pierwotna kopuła miała wadę konstrukcyjną, co spowodowało jej zawalenie. Ale dziś stoi i cieszy oko. Wnętrze jest bardzo bogate, a do ciekawostek należy relikwia: zmumifikowana prawa ręka św. Stefana.

Bazylika św. Stefana
Bazylika św. Stefana

Wyspa Małgorzaty (Budapeszt)

Warto wspomnieć o miejskiej zieleni, której w Budapeszcie nie brakuje. Jednym z miejsc dla wielkomiejskiej rekreacji jest dunajska Wyspa Małgorzaty. Nam szczególnie do gustu przypadła zagroda ze zwierzętami – filia czy też żywa reklama tutejszego ZOO.

Bazylika św. Stefana
Bazylika św. Stefana

Varosliget

Innym obszarem zielonym godnym spaceru jest park miejski Varosliget.
Czas powstania datuje się na połowę XVII wieku, kiedy pole bitewne po potyczkach z Turkami zalesiono na rozkaz Marii Teresy. Wkrótce stało się to miejsce wycieczkowe bogatych mieszczan. Na terenie parku mogą zaskoczyć wybudowane niby-zamki, niby-fortece. Jest to wspomnienie wystawy z okazji 1000-lecia Węgier, kiedy to zbudowano w parku atrapy różnych zabytków kraju. Tak spodobały się zwiedzającym, że część z nich potem wybudowano jako stały element parku. Oprócz tego znajduje się tutaj ZOO, wesołe miasteczko i jedna ze słynnych pesztańskich łaźni. Aż żal, że nie był czasu na małe SPA.

Varosliget
Varosliget

Łaźnie (termy) są nie tylko w Peszcie. W całym mieście jest ich wiele, oferują nie tylko SPA, ale przede wszystkim unikalną okazję do zobaczenia zabytkowych, acz wciąż używanych budynków. Niestety to jedna z tych atrakcji, na którą trzeba poświęcić trochę więcej czasu i nie da się jej zobaczyć z zewnątrz.

Varosliget
Varosliget

Plac Bohaterów

Tuż przy parku Varosliget znajduje się inne bardzo charakterystyczne miejsce, plac Bohaterów. Stąd do centrum ciągnie się Andrássy út, a przy niej zarówno zabytkowe budynki, jak i muzea, czy ambasady. To dość reprezentacyjna ulica miasta. W 2002 została wpisana z okolicą na listę UNESCO, jako uzupełnienie i rozszerzenie naddunajskich bulwarów.

Plac bohaterów
Plac bohaterów

Chodząc po ulicach można natknąć się na ciekawostki w stylu plac Kalwina z kostkami brukowymi z postulatami Marcina Lutra, czy mobilna księgarnia.

Pomnik anonima w Varosliget
Pomnik anonima w Varosliget

Most łańcuchowy – filmowy

Połączenie obu miast zostało uwiecznione na kameralnej rzeźbie z personifikacją obu miast, ukazującą pierwszy stały most łączący dwa miasta: Budę i Peszt. Dziś jednak mamy jeszcze dwa inne, bardzo charakterystyczne i rozpoznawalne mosty. Przede wszystkim Most łańcuchowy i most wolności.

Widok na most łańcuchowy (Budapeszt)
Widok na most łańcuchowy (Budapeszt)

Most łańcuchowy jak i parlament są widoczne w „Mission: Impossible – Ghost Protocol” J.J. Abramsa. Na potrzeby filmu wykonano kilka ujęć ogólnych, większość scen rozgrywających się w Budapeszcie nagrano w Pradze.

Centralna hala targowa
Centralna hala targowa

Centralna Hala Targowa

W stolicy Węgier nie mogło zabraknąć papryki i salami! Najładniejsze bodaj stoiska z madziarskimi specjałami są w Centralnej Hali Targowej. Ten największy zadaszony plac targowy w mieście powstał u schyłku XVIII wieku. Zwraca uwagę wykorzystanie stali w konstrukcji zadaszenia – wówczas było to bardzo nowoczesne rozwiązanie. To czego brakuje najbardziej to dostępności kuchni węgierskiej. Pewne rzeczy da się znaleźć, ale najwięcej niestety jest restauracji serwujących dania z innych części świata.

Wnętrza centralnej hali targowej
Wnętrza centralnej hali targowej

Prawdę mówiąc spędziliśmy trochę czasu szukając lagoszy, czyli węgierskich zapiekanek. Udało się nam je znaleźć przypadkiem, niedaleko cukierni Gerbeaud, uchodzącej za najsłynniejszą w całym mieście. Jej sława ściąga tu wielu turystów, zaś jak się okazało okolice to dobre miejsce na znalezienie czegoś z węgierskiej kuchni, także tej bezmięsnej. Budapeszt pod tym względem niestety nie rozpieszcza odwiedzających.

Gruby policjant (Budapeszt)
Gruby policjant (Budapeszt)

Budapeszt nas zaskoczył. Pozytywnie. Spodziewaliśmy się, że jeden weekend jest wystarczający, by zwiedzić stolicę Węgier. Otóż nie, weekend nie wystarcza, by nacieszyć się Budapesztem. Nie zobaczyliśmy wszystkiego, co chcieliśmy, a mocno nadwyrężyliśmy nogi. Cztery dni byłyby już lepszym wyborem, a ze dwa dodatkowe, by zażyć relaksu w miejskich łaźniach. Przejść przez miasto można, ale jest tu wiele zakamarków do zobaczenia, w tym podziemi. Na to potrzeba trochę więcej czasu niż weekendowy citybreak. Dojazd do bardziej odległych atrakcji wspomaga dobrze działające metro.

Pomnik porucznika Colombo
Pomnik porucznika Colombo

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak węgierski
Budapeszt
Share Button

Sintra

To bardzo niezwykłe i malownicze miejsce w Portugalii. Sintra znajduje się dość blisko Lizbony, można tu spokojnie przyjechać pociągiem z Lizbony i spędzić cały dzień. Ale to może być mało. Ze stacji Rossio w stolicy Portugalii jeździ to mniej więcej co 20-30 minut (w zależności od pory dnia i roku) pociąg podmiejski. Bilety są wliczone w ramach Lisbon Card. Można też kupić osobno.

Zamek Maurów w Sintrze
Zamek Maurów w Sintrze

Poruszanie się po Sintrze

Po Sintrze można poruszać się na trzy sposoby. Pierwszy to oczywiście piechota. Może do dalszych miejsc jak Zamek Maurów czy Pałac Pena zajmie to trochę czasu, ale przy bliższych pałacach może być to dobre rozwiązanie. Drugi to na bogato, czyli zatrzymywać tuktuki czy inne środki transportu indywidualnego, te powiozą nas za odpowiednią cenę gdzie chcemy. Trzeci to bilet dzienny na lokalne linie autobusowe. Pozwala on jeździć nimi bez limitu. Dowozi do najważniejszych pałaców i zamku Maurów, natomiast korzystając z linii do Cascais można zatrzymać się na przylądku Roca.

Zamek Maurów w Sintrze
Zamek Maurów w Sintrze

Sintra wydaje się niepozorna, ale warto pamiętać, że jeden dzień to zdecydowanie za mało na wszystko. W lecie, gdy jest więcej turystów, są tu zwyczajnie kolejki. W zimie z kolei transport lokalny działa trochę na pół gwizdka. Mieliśmy dużo większe plany na zwiedzanie Sintry, ale właśnie rozbiliśmy się o autobusy. Dużym problemem lokalnej komunikacji, w szczególności w kierunku Pałacu Pena i Zamku Maurów jest to, że trzeba wjechać na górę dość wąskimi i zawijającymi się drogami. Niewiele brakuje, by zrobiły się tam korki, które w najlepszym razie blokują ruch autobusowy na długie minuty. Rozkład niby jest, ale nie ma się co do niego przyzwyczajać. Myśmy mieli prawie 45 minutowe opóźnienie, bo coś… Niestety to właśnie sprawia, że nagle tego czasu na Sintrę jest dużo mniej. A że nie zawsze wiadomo kiedy pojawi się następny autobus, to nawet nie wiadomo czy nie lepiej iść na piechotę.

Mur zamku Maurów
Mur zamku Maurów

Zamek Maurów

Na poważnie udało się nam zająć dwoma największymi atrakcjami. Pierwszy to Zamek Maurów (port. Castelo dos Mouros). to bardzo malownicze i dobrze zachowane miejsce. Sam zamek, zbudowany jak nazwa wskazuje przez Maurów, nigdy właściwie nie był oblegany. Był to zamek obserwacyjny, nie obronny. Dopiero chrześcijanie przerobili go na twierdzę. Obecnie jest uznawany za jeden z pomników narodowych. Bardzo ładnie komponuje się też z naturą. Rozbudowano także część informacyjną. Jest kilka pomieszczeń, gdzie można poczytać trochę o historii. Ponadto wywieszono też historyczne flagi portugalskie z różnych okresów. Zaś jeśli chodzi o sam mur, to przypomina on nam Chiński Mur. Z prostej przyczyny, podobnie jak tamten, ten bardzo fajnie faluje na wzgórzach.

Pałac Pena widoczny z zamku Maurów
Pałac Pena widoczny z zamku Maurów

Pałac Pena

Największym „skarbem” Sintry jest Pałac Pena (port. Palácio Nacional da Pena). To naprawdę przedziwna budowla, pochodząca z okresu romantyzmu i przez niego naznaczona. Choć cały krajobraz Sintry znajduje się na liście UNESCO, Pałac Pena ma tam osobne miejsce. Jest to jeden z najważniejszych pomników i symboli Portugalii, to bardzo rozpoznawalne miejsce, używane także przez rodziny królewskie czy prezydentów. Wizualnie jednak pozostawia trochę mieszane wrażenie. Jest pewnym miksem różnych stylów, przypomina wręcz miejscami park rozrywki. Ale to dość wierny obraz epoki w której powstawał, gdy w architekturze łączono pewną nostalgię z egzotyką. Tak właśnie wyglądał tam romantyzm XIX wieku, zresztą pałac ten uchodzi za jeden z najważniejszych obiektów architektonicznych tej epoki na świecie.

Pałac Pena
Pałac Pena

Wokół Peny znajdują się też ogrody, czy raczej Park Pena. Choć oczywiście nie w klasycznym tego słowa znaczeniu. To raczej las, który częściowo zmodyfikowano. Czy to budując choćby domki dla kaczek, czy nawet rozkładając instalację imitującą pajęczynę. To idealne miejsce spacerowe.

Pałac Pena
Pałac Pena

W Sintrze do zobaczenia jest zdecydowanie więcej. Nam nie udało się zrealizować jeszcze dwóch miejsc, czyli Quinta da Regaleira i Pałacu Narodowego. Może innym razem. Sintra nas zwyczajnie zaskoczyła, spodziewaliśmy się, że jednodniowy wypad z Lizbony wystarczy na to miejsce. Błędnie, trzeba będzie wrócić.

Pałac Pena
Pałac Pena

Zaś filmowo warto wspomnieć, że tu kręcił swoje „Dziewiąte wrota” Roman Polański.

Domek dla kaczek w parku przy pałacu Pena
Domek dla kaczek w parku przy pałacu Pena

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak portugalski
Sintra
Share Button

Troki i słynny zamek na wodzie

Są takie miejsca na świecie, do których przyjeżdża się, by zobaczyć dokładnie jeden obiekt. Troki (lit. Trakai) na Litwie to dokładnie taka lokacja. Idealne miejsce na weekendowy spacer, wypad z Wilna. Zaś tu przyjeżdża się właściwie w jednym celu: by zobaczyć zamek na wodzie.

Zamek we Trokach
Zamek we Trokach

Troki – wyspa, zamek i historyczna stolica

Dziś Troki są niewielką miejscowością. Mieszka tu mniej niż 6000 osób, ale warto zdać sobie sprawę, że to dawna stolica Litwy. Dwór Wielkich Książąt urzędował tu od 1321 roku do połowy XIV wieku. Potem faktycznie został przeniesiony do Wilna. Nie licząc głównej atrakcji, Troki to wciąż mała, niepozorna i spokojna mieścina. Owszem znajdzie się tu kilka interesujących świątyń, ale całą naszą uwagę przyciągnął zamek.

Wewnętrzny dziedziniec
Wewnętrzny dziedziniec

Jest on położony na wyspie na jeziorze Galwe. Zarówno wysp, jak i jezior w okolicy jest wiele, ale do tego wrócimy. Zamek wzniesiono w XIV-XV wieku przez wielkich książąt: Keijstuta i Witolda. Był używany do XVII wieku, od kiedy to zaczął popadać w ruinę. Obecnie został starannie zrekonstruowany i pełni rolę atrakcji turystycznej, jak również muzeum.

Dziedziniec
Dziedziniec

Cześć muzealna z pewnością prezentuje się lepiej, niż np. muzeum narodowe w Bratysławie, ale jeśli ktoś chciałby przyjechać tu dla ekspozycji, to może lepiej niech sobie odpuści, by się nie rozczarować. Za to z pewnością sama konstrukcja fortecy i możliwość podziwiania jej z bliska to coś, co jest warte ceny wejściówki. Standardowo w takich miejscach można też się zakuć w dyby, a również za niewielką opłatą postrzelać z łuku czy kuszy.

Brama
Brama

Położenie zamku na wyspie kiedyś miało przede wszystkim funkcję obronną, dziś to dodatkowy walor turystyczny. Po jeziorze można sobie popływać, wynajmując kajak, rower wodny, łódkę, albo kupując bilet na większą jednostkę pływającą. Wiele osób także tutaj żegluje, czy próbuje surfować. Okolice zamku to doskonałe miejsce wypoczynkowe, z którego korzysta wielu przyjezdnych. Warto zwrócić uwagę na dużą liczbę wycieczek z Polski. Nasz język da się tu bez problemu usłyszeć, zresztą podobnie jak w innych miejscach Wileńszczyzny, dość dobrze rozumieją tu język polski.

Widok z jeziora
Widok z jeziora

Zamek (Troki)
Zamek (Troki)

Dojazd

Dojechać z Wilna można oczywiście samochodem. W teorii jest też pociąg, ale nie weryfikowaliśmy. Dość dobrze kursują tu autobusy. Jest ich kilka w ciągu godziny, więc właściwie nie ma potrzeby długiego czekania. Startujemy z dworca autobusowego w Wilnie.

Kapliczka w Trokach
Kapliczka w Trokach

Szlak litewski
Troki i słynny zamek na wodzie
Share Button

Wilno

Wilno (lit. Vilnius) to z jednej strony stolica Litwy, z drugiej miasto, gdzie trudno nie dostrzec polskich wpływów, a przy tym także sanktuarium, w którym poza narodami krzyżują się kultury i wyznania. To fascynująca mieszanka, która całkiem dobrze funkcjonuje.

Pomnik Andrzeja Mickiewicza

­­ „I w Ostrej świecisz Bramie…”

z inwokacji „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza

Ostra Brama w nocy

Wilno – Ostra Brama

Po raz kolejny bawiąc się w „pogromców mitów”. Świecąca Matka Boska Ostrobramska, brzmi to bardziej jak zabieg stylistyczny poety. Okazuje się, że Mickiewicz doskonale wiedział co pisał, choć oczywiście świecenie w okresie, gdy powstawał „Pan Tadeusz” nie mogło być tak spektakularne jak obecnie. Cudowny obraz Ostrobramski znajduje się w małej kaplicy na dawnym murze miejskim, no i w bramie, przez którą można wejść. Ze strony zewnętrznej starego miasta nie wygląda to specjalnie interesująco, ale od środka już tak. W dzień otwarte są okna i można z ulicy zobaczyć cudowny obraz, jak i modlące się osoby . W nocy okna są zamknięte ( w dzień w razie niepogody także), ale kaplica jest dobrze oświetlona, Matka Boska więc faktycznie świeci w Ostrej Bramie.

Kościół św. Kazimierza

To zdecydowanie najbardziej popularne miejsce pielgrzymek na Litwie. Kaplica znajduje się przy kościele św. Teresy. Msze są tu regularnie odprawiane także w języku polskim, a dodatkowo odbywają się msze pielgrzymek. W okresie, gdy jest ich dużo, dostęp do kaplicy z obrazem jest utrudniony. Zaś przy samej kaplicy na ścianie można zobaczyć wiele dowodów cudownego wstawiennictwa Maryi. Nie jest to jedyne sanktuarium, warto też wspomnieć o Sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Ale to nie jest już tak znane i oblegane.

Ratusz

Centrum Wilna to kilkanaście bardzo interesujących kościołów, w tym choćby św. Anny, czy św. Kazimierza. Do tego dochodzą też cerkwie prawosławne, które dobrze wpisują się tu w klimat. Przed wojną w mieście znajdowało się również prawie sto synagog. Obecnie pozostało tylko kilka, z tego chyba tylko jedna pełni swą pierwotną rolę.

Baszta Giedymina

Zamek i baszta

Ciekawym miejscem spacerowym jest najstarsza cześć miasta, gdzie znajdował się kiedyś zamek. Obecnie pozostały po nim tylko pewne fragmenty. Najbardziej widoczny jest tak zwany zamek górny, czyli Baszta Giedymina. To także dobry punkt widokowy na całe miasto. O ile do pozostałości zamku górnego można wejść za darmo, o tyle wejście na samą wieżę już jest płatne.

Bastion

Poniżej znajduje się pałac Wielkich Książąt Litewskich, właściwie jest to zrekonstruowany zamek dolny. Obecnie pełni on rolę muzeum. Litwa niestety w ostatnich wiekach nie miała szczęścia do sąsiadów, więc wiele eksponatów zostało zrabowanych. Przez to samo muzeum sprawia czasem wrażenie pustego. Ale z drugiej strony bardzo interesujące jest móc obserwować litewski punkt widzenia na historię. Zwłaszcza to, że Jagiellonowie są przedstawiani tutaj wciąż jako Wielcy Książęta i przy okazji Królowie Polscy, zaś królowie elekcyjni zawsze jako pierwszy noszą tytuł Króla Polski.

Archikaterdra

Obok pałacu książąt znajduje się katedra. Właściwie to bazylika archikatedralna św. Stanisława Biskupa i św. Władysława. Pochowany jest tu między innymi Aleksander Jagiellończyk (król Polski w latach 1501 – 1506). Sam budynek został dość mocno przeprojektowany i zmieniony przez lata, choćby z powodu pożarów czy innych nieszczęść. Obecnie ma styl klasycystyczny, interesujący z zewnątrz, dobrze oświetlony w nocy. Jednocześnie w środku jest bardzo ascetyczna, wręcz pusta. Tuż przy katedrze stoi charakterystyczna wieża oraz pomnik Giedymina.

Trzy Krzyże

Góra Trzykrzyska

W stolicy Litwy jest dużo zieleni. Oprócz twierdzy wypocząć można choćby na Górze Trzykrzyskiej. Trzy krzyże zostały postawione po raz pierwszy w XVII wieku na pamiątkę lokalnych misjonarzy i męczenników. Początkowo były wykonane z drewna i gdy zmurszały, w XVIII wieku wymieniono je na nowe. Gdy i te zniszczały w XIX wieku i zawaliły się ze starości, ówczesne władze rosyjskie nie pozwoliły ich odbudować. Betonowe krzyże zbudowane w roku 1916 podczas okupacji niemieckiej. W latach 50. władze radzieckie wysadziły je w powietrze, do dziś można oglądać ich fundament, który pozostawiono jako pewien symbol. Gdy skończyła się okupacja radziecka, w 1989 roku postawiono nowe krzyże wg projektu z 1916 roku, tyle że nieco wyższe. W fundament obecnych krzyży wmurowano odkryte pozostałości poprzednich konstrukcji. Obecnie trzy krzyże traktuje się jako symbol ofiar stalinizmu, zaś historia o misjonarzach-męczennikach jest raczej legendą PRową niż autentyczną historią. W każdym razie to także doskonały punkt widokowy, no i idealne miejsce spacerowe.

Muzeum ludobójstwa – lub KGB (dawne więzienie)

Muzeum KGB

Wspomnieliśmy o stalinizmie. W Wilnie znajduje się Muzeum Ofiar Ludobójstwa, nieoficjalnie nazywane muzeum KGB. Zadaniem tego obiektu jest gromadzenie świadectw i przypominanie historii 50-letniej okupacji ZSRR na Litwie, związanych z tym prześladowaniami, deportacjami i morderstwami. Sam budynek powstał jeszcze za czasów carskich jako sąd guberni, podczas I wojny światowej zajmowali go Niemcy, potem przeszedł w ręce Litwinów, dalej – Polaków, po wybuchu II wojny światowej Sowietów i pozostał w ich rękach do odzyskania przez Litwę niepodległości. Pouczające i bardzo ponure miejsce, ale konieczne do odwiedzenia. Jedno z nielicznych, gdzie nie można płacić kartą. O ile cała reszta zwiedzanych przez nas miejsc w Wilnie raczej ma neutralny lub wręcz zabawowy charakter, to miejsce się bardzo wyróżnia, jest poważne i przygnębiające. Ale także filmowo powiązane. Jeden z dokumentów jest zilustrowany marszem imperialnym z „Imperium kontratakuje”. Natomiast w pomieszczeniu, gdzie dokonywano egzekucji, na ekranie leci fragment podobnej sceny, jakie się tu odbywały, z „Katynia” Andrzeja Wajdy. Egzekucja za egzekucją.

Konstytucja Zarzecza

Wilno oferuje nie tyko uciechy dla ducha, ale także dla ciała. Można pogłaskać wielkiego kota z granitu, można pobujać się na huśtawce zawieszonej na rzece. Pomników jest całkiem sporo. Niektóre mają poważny charakter, inne jak wspomniany kot raczej zabawny. Słynny jest też pomnik Franka Zappy.

Huśtawka pod mostem

Zarzecze

Huśtawka znajduje się w bardzo specyficznym miejscu. Republika Zarzecza to artystyczna dzielnica Wilna (albo suwerenne państwo, jak chcą niektórzy) z własną konstytucją. Do ciekawszych punktów należą: „Człowiek ma prawo żyć obok Wilienki, a Wilienka płynąć obok człowieka”, „Człowiek ma prawo umrzeć, ale nie jest to jego obowiązkiem”, czy „Kot nie musi kochać swojego właściciela, ale jest zobowiązany pomóc mu w potrzebie”. To co jest naprawdę fajne w tej części miasta, to fakt, że ta dzielnica nie utraciła swojego ducha. Jest turystyczna, ale przy tym wciąż artystyczna. Jeszcze się nie skomercjalizowała.

Cmentarz na Rossie

Cmentarz na Rossie

Wilno to oczywiście wiele polskich miejsc pamięci. Oprócz punktów związanych z Mickiewiczem (którego Litwini biorą za swojego wieszcza), jest tutaj także cmentarz polskich żołnierzy na Rossie. Jego centralnym punktem jest grób matki i serca Marszałka Piłsudskiego. Powyżej demokratycznie i razem leżą Polacy i Litwini. Cmentarz jest zadbany. Dawnymi grobami polskimi opiekują się przewodnicy. Na wielu z nich znajdują się nawet tabliczki mówiące o sponsorach, czyli często polskich wycieczkach. To miejsce to także praktycznie obowiązkowy punkt dla wielu odwiedzających. No i trzeba przyznać, że sama nekropolia jest dość intrygująca.

Parlament

Stolica Litwy to bardzo ciekawe, żyjące miasto. Polskie i niepolskie zarazem. Z pewnością warte przynajmniej  wypadu weekendowego. Jest tu wiele interesujących zakamarków do oglądania, a przy tym faktycznie jest bardzo rodzime, a i polski często się słyszy.

Graffiti

Pomnik kota

Szlak religijny
Wilno
Szlak litewski
Wilno
Share Button