Archiwa tagu: las

Park Narodowy Czeska Szwajcaria, brama Pravčicka i Narnia

Czeska Szwajcaria, już sama nazwa budzi zaciekawienie, zwłaszcza jak się dołoży do tego czeską Niagarę. O ile ta druga nazwa jest zabiegiem marketingowym, o tyle pierwsza to już ciekawsza historia. Wszystko zaczęło się od Drezna i rekonstrukcji tamtejszej Galerii. Od 1776 pracowało tam dwóch Szwajcarów, Anton Graff i Adrian Zingg. Piękno okolicy, w szczególności piaskowców znajdujących się nad Łabą sprawiło, że nazwali tamtejszy park „Szwajcarią na obczyźnie”. Obecnie park jest podzielony pomiędzy Niemcy (Saksońska Szwajcaria) i Czechy (Park Narodowy Czeska Szwajcaria), więc istnieją dwie nazwy. Zresztą cały ten obszar, między Sudetami a Rudawami jest bardzo ciekawy i zróżnicowany w formy geologiczne.

Park Narodowy Czeska Szwajcaria
Park Narodowy Czeska Szwajcaria

Czeska Szwajcaria i Narnia

Jednak to nie nazwa nas tu przyciągnęła, a Narnia. A dokładniej „Lew, czarownica i stara szafa” Andrew Adamsona z 2005 roku. Warto przypomnieć, że cześć zdjęć do tej adaptacji dzieła C.S. Lewisa kręcono też w Polsce. W Czeskiej Szwajcarii wykorzystano zaś zdecydowanie najbardziej znany i charakterystyczny fragment, czyli słynny łuk skalny. Brama Pravčicka (cz. Pravčická brána) pojawia się w filmie. Widzimy tam stojące dzieci, które oglądają okolice. Nikt nie wpuszczał tam młodych aktorów. Scenę faktycznie nakręcono w tym miejscu, ale ujęcia z dziećmi powstały w studiu na niebieskim ekranie. W kinie zobaczyliśmy już efekt specjalny.

Brama Pravčicka
Brama Pravčicka
Brama Pravčicka pojawiła się na krótko w filmie „Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i Stara Szafa”. (Czeska Szwajcaria czyli Narnia)
Brama Pravčicka pojawiła się na krótko w filmie „Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i Stara Szafa”.

To nie jedyna produkcja, która tu powstawała. Brama pojawiła się także w serialu Amazona „Koło czasu”. To na niej stoi na koniu Lan Mandragoran. Dość krótkie ujęcie.

Łuk jest zamknięty dla turystów. Nie można na niego wchodzić. To pomnik przyrody i coś, co przyciąga tu wielu odwiedzających. Z jednej strony boją się o bezpieczeństwo, z drugiej go konserwują. To że nie można na niego wejść, nie znaczy, że nie da się go obejrzeć. Wręcz przeciwnie, Czesi doskonale rozumieją, jak bardzo przyciąga on tu ciekawskich. Warto dodać, że to największa skalna brama z piaskowca w Europie.

Sokole gniazdo
Sokole gniazdo

Pod bramą znajduje się dawny pałacyk, a obecnie restauracja Sokole Gniazdo (cz. Sokoli hnizdo). Tam kupuje się bilety, by wejść zarówno pod bramę, jak i na pobliską skałę, z której doskonale widać łuk. W sezonie wejście do Gniazda jest otwierane około godziny 10:00. Jak łatwo się domyśleć, szybko robią się tam kolejki i tłok.

Brama Pravčicka
Brama Pravčicka

Czeska Niagara

W tej samej części Parku Narodowego znajduje się trasa z tak zwaną czeską Niagarą. Wodospad trochę rozczarowuje, zwłaszcza, że jest uruchamiany przez człowieka. Trochę wody poleci z góry i tyle. Jest tam ukryta mała zapora, dzięki czemu w sezonie odwiedzający zawsze mogą zobaczyć działający wodospad. Za to mamy tu bardzo ciekawy szlak wąwozem nad wodą, który częściowo pokonujemy piechotą, a częściowo trzeba go przepłynąć łodziami. Płynie się z flisakiem, całą grupą i jest to część płatna.

Czeska Niagara
Czeska Niagara

Przede wszystkim jest to wspaniały teren do górskich, leśnych wędrówek. Co pewien czas warto się zatrzymać, by pooglądać skalny krajobraz. Trasa do wodospadu zaś wiedzie przez malowniczy, rzeczny wąwóz. Najbardziej znany fragment to Edmundova soutěska, czyli Wąwóz Edmunda, czy Soutěsky Kamenice, czyli Wąwóz Kamenice.

Szlak nad wodą
Szlak nad wodą
Kamienne ludki na szlaku
Kamienne ludki na szlaku

Park Narodowy: Dojazd i trasy

Park Narodowy Czeska Szwajcaria (cz. Národní park České Švýcarsko) został utworzony 1 stycznia 2000 roku. Poza ciekawymi formacjami skalnymi i drzewami, występują tu również zwierzęta, najłatwiej wypatrzeć ptaki. Przy dużym szczęści podobno można nawet natknąć się tu na rysia, choć łatwiej jest zobaczyć jelenia. Łatwiej niby o ptaki, jak kruk, puchacz, pluszcz czy sokół wędrowny, ale też raczej dalej od szlaków.

Czeska Szwajcaria
Czeska Szwajcaria
Tunel
Tunel

Bazą wypadową, z której warto zacząć spacer (w kierunku Bramy, a potem można wrócić kanionem) jest miejscowość Hřensko. Tam można spokojnie zostawić samochód (parking jest płatny) lub też wynająć nocleg. Samo wejście do parku jest darmowe, choć niektóre atrakcje są płatne (wstęp do Sokolego gniazda czy pływanie po rzece). Jedyne o czym trzeba pamiętać, to że im wcześniej przyjedziemy samochodem tym lepiej. W późniejszych godzinach czasem ciężko znaleźć miejsce do zaparkowania. Zaś jeśli mamy samochód, nocleg kilkanaście kilometrów dalej będzie tańszy i łatwiejszy do znalezienia, bo w sezonie przybywa tu naprawdę sporo ludzi. Takie przykładowe miejscowości noclegowe to Děčín czy Česká Kamenice.

Skały w Czeskiej Szwajcarii
Skały w Czeskiej Szwajcarii

Szlaków jest tu kilka. My pojechaliśmy do wsi Hřensko, tam zostawiliśmy samochód, czerwonym szlakiem udaliśmy się na Bramę, a potem do Mezni Louka. Tam zaś zielonym aż do rzeki Kamenice i wzdłuż niej żółtym do Hřenska. Na rzecze zaś był i wodospad i płynięcie łodzią. Na jeden dzień starcza, zwłaszcza jak trzeba wracać do domu. Wspinaczka w parku jest możliwa tylko w kilku wydzielonych miejscach. Mapa znajduje się także na stronie Parku, ale tylko w czeskiej wersji strony – zakładka Mapy. Będąc w sezonie nie mieliśmy potrzeby kupować biletów na wejście do całego parku. Płaciło się za parking, wejście na Sokole Gniazdo oraz za przepłynięcie łodziami. Tu przydają się korony lub rzadziej euro.

Pływanie łodzią
Pływanie łodzią

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak czeski
PN Czeska Szwajcaria
Szlak filmowy
PN Czeska Szwajcaria

Park Narodowy Abel Tasman w Nowej Zelandii

Nowa Zelandia ma dwóch europejskich odkrywców. Pierwszy dotarł tu Holender Abel Tasman, który opłynął ten kraj, napotkał Maorysów. Wdał się z nimi w konflikt, w efekcie którego zginęło czterech członków jego załogi, a potem zostawił to miejsce. Drugi był Brytyjczyk, kapitan James Cook. Dziś w nazwach wielu miejsc upamiętnia się obu. Na cześć Tasmana nazwano nawet Park Narodowy, znajdujący się w północnej części Południowej Wyspy. Uchodzi on za jedno z bardziej urokliwych miejsc w całym kraju. Z pewnością zaś to wspaniałe miejsce na piesze wycieczki.

Czapla białolica (Egretta novaehollandiae)
Czapla białolica (Egretta novaehollandiae)

Abel Tasman i odkrycie Nowej Zelandii

Uczczenie Tasmana w tym miejscu nie jest przypadkowe. Park znajduje się na wschód od Zatoki Złotej, to jej obecna nazwa. Abel Janszoon Tasman nazwał ją zatoką Morderców (hol. Moordenaers). Gdy tu dopłynął, Moarysi wysłali na zwiad dwie łodzie waka, by zobaczyć, czym jest ten dziwny okręt. Tubylcy zaczęli hałasować i trąbić oraz odprawiać rytuał, który miał odgonić złe duchy. Holendrzy w odpowiedzi trąbili, krzyczeli, w końcu strzelali. Ostatecznie następnego ranka Maorysi przypłynęli większą siłą i zaatakowali. Tasman widząc, co się dzieje, kazał podnieść kotwicę i odpłynął. Mówi się o czterech poległych ze strony holenderskiej, niektóre źródła sugerują nawet, że zostali oni zjedzeni, jednocześnie pomija się straty maoryskie. Dziś ten fakt potencjalnego ludożerstwa często jest pomijany, można raczej uznać go za legendę.

Nie taką odosobnioną w tym rejonie świata, w końcu podobno Jamesa Cooka także zjedzono, tyle że na Hawajach. Coś było na rzeczy u ludów polinezyjskich lub w ich odbiorze przez Europejczyków.  Z Cookiem oczywiście jest kilka wersji, z tą, że złożono go jedynie w ofierze. Ciężko dziś zweryfikować te opowieści.

Wybrzeże Abel Tasman
Wybrzeże Abel Tasman

Park Narodowy Abel Tasman

Park Narodowy Abel Tasman (ang. Abel Tasman National Park) został utworzony w 1942 roku głównie staraniem pewnego ornitologa (nazywał się Pérrine Moncrieff), który zachwycony tutejszą różnorodnością ptactwa, chciał chronić ten obszar. Datę otwarcia Parku także wybrano nieprzypadkowo – zbiegła się ona z 300-leciem wizyty Tasmana w tej okolicy.

Park Narodowy Abel Tasman
Park Narodowy Abel Tasman

Park Narodowy Abel Tasman. To także najmniejszy z parków narodowych Nowej Zelandii. Zajmuje obszar 225 km2, podczas gdy największy – Fiordland – liczy sobie aż 12 500 km2. Najmniejszy w żadnych wypadku nie znaczy najgorszy. Malowniczo położony nad zatokami Tasmana i Złotą, wzgórza pokrywają lasy deszczowe, które schodzą aż do samej plaży. W ciągu doby można wyraźnie zauważyć różnicę poziomu wód wynikającą z przypływów i odpływów. Zresztą nie tylko w ciągu doby, wystarczy parę godzin. Już przy wejściu przy parkingu widać jak ludzie ułożyli napisy z kamieni. O jednej porze dnia znajdują się one na plaży, o innej pod wodą.

Ciekawe plaże
Ciekawe plaże

Odpływy i przypływy to także dość istotna uwaga praktyczna. Niektóre części szlaków przy plaży są dostępne „suchą” nogą do przejścia jedynie w czasie odpływów. Ta cykliczność wpływa także na lokalną faunę i florę.

Widok na zatokę
Widok na zatokę

Zwierzęta w Parku Narodowym

Nadmorskie rośliny są do tego doskonale przystosowane – mogą zarówno rosnąć w podmokłym gruncie zasilane przez słodką wodę z rzek, a dobrze znoszą też podtopienia morską słoną wodą.

Wodospad pośród lasu
Wodospad pośród lasu

Odpływy i przypływy wpływają także na obecność zwierząt morskich, w tym delfinów. Ciekawie jest też obserwować kraby, które zakopują się w norkach na brzegu, a potem wychodzą już bezpośrednio do wody. No i oczywiście ptaki.

Młoda weka (Gallirallus australis). Waka inaczej jest też zwana kurą maoryską lub kurą leśną.
Młoda weka (Gallirallus australis). Waka inaczej jest też zwana kurą maoryską lub kurą leśną.

Faktycznie jest to rezerwat ptactwa, wiele z nich udało się nam dostrzec i czasem sfotografować. Nie wszystkie ptaki są nam znane, niektóre dopiero poznaliśmy na miejscu, jak choćby ten czarny z czerwonym dzióbkiem – ostrygojad (oyster catcher) lub mała zabawna wachlarzówka (fantail), której nie sposób sfotografować. Na drodze spotkaliśmy też wekę (maoryska nazwa) – takie jakby połączenie kury i kiwi. Bardzo ciekawy jest kędziornik (tui). Są też tutejsze zimorodki, coś co przypomina przepiórki i wiele innych ptaków.

Ptaki w Abel Tasman to nie zawsze rdzenne gatunki. Przepiór kalifornijski (Callipepla californica) to dobry przykład nowych ptaków.
Ptaki w Abel Tasman to nie zawsze rdzenne gatunki. Przepiór kalifornijski (Callipepla californica) to dobry przykład nowych ptaków.

Zwalczanie zwierząt w Abel Tasman

O ile mieszkańcy kraju z ptaków są dumni, z ssaków niekoniecznie. Dość częstym widokiem w parkach narodowych Nowej Zelandii są pułapki na szczury i oposy. To dość niecodzienny dla nas widok. Co prawda w Tanzanii widzieliśmy płachty na muchy tse-tse, ale tam chodziło o bezpieczeństwo turystów. Tu ważne jest coś innego. Zresztą na szosach w całym kraju można też zauważyć mnóstwo rozjechanych introdukowanych gatunków: oposów, szczurów, królików, czasem jeży. Ma się wrażenie, że ludzie rozjeżdżają je specjalnie. I nie ma w tym przesady – można zauważyć wręcz instytucjonalną niechęć wpajaną od maleńkości do przyjezdnych zwierząt. A to na książeczkach dla dzieci, a to większa i mniejsza galanteria futerkowa z oposów, a to cukierki w kształcie rozjechanego oposa.

Pułapka na gryzonie
Pułapka na gryzonie

Ma to oczywiście swoją podstawę w usilnym dążeniu do ochrony własnego biotopu, dla którego przyjezdne zwierzęta są prawdziwym zagrożeniem. Należy tu przypomnieć coś, o czym wiele razy już pisaliśmy:  w Nowej Zelandii nie licząc nietoperzy i fok, rdzennie nie było żadnych ssaków. Dziś jest ich całe mnóstwo i wypierają lokalną faunę. Dlatego są tak nielubiane. Niemniej jednak taka forma ochrony lokalnego ekosystemu w parku narodowym trochę zaskakuje.

Ostrygojad zmienny (Haematopus unicolor)
Ostrygojad zmienny (Haematopus unicolor)

Opos a kitanka

Warto dodać jeszcze jedną uwagę odnośnie oposów. Najczęściej występujący gatunek, który przybył tu z Australii, to kitanka. Należy ona do rzędu dwuprzodozębowców, podobnie jak oposy karłowate (zwane też drzewnicami). Właściwe oposy zamieszkują Amerykę (Środkową i Południową) i są obecnie zaliczane do rzędu dydelfokształtnych. Jedne i drugie są torbaczami. Nazwy polskie jak i angielskie mogą sugerować, że to różne gatunki dość blisko ze sobą spokrewnione. Historycznie systematyka powstawała na podstawie cech zewnętrznych, w ostatnich kilkunastu latach została napisana na nowo na podstawie badań genetycznych, jednak część starych nazw pozostała. Stąd warto zauważyć, że oposy w Nowej Zelandii nie do końca są właściwymi oposami takimi jak amerykańskie, mimo że tak się je czasem nazywa.

Krajobraz PN Abel Tasman
Krajobraz PN Abel Tasman

Zwiedzanie parku Abel Tasman i noclegi

Już przy wejściu do parku mamy możliwość albo przejścia się ścieżką w lesie nad brzegiem, albo bardziej plażą. Bardzo interesująca, także ze względu na wspaniałe drzewa i cudowne widoki. Czasem schodzi się do morza, czasem widzi je z góry, po drodze jest wiele zakamarków ze strumieniami czy wodospadami. Alternatywą jest eksploracja plaży z szuwarami. Tu jest mnóstwo ptaków, które brodzą po płytkiej wodzie szukając pożywienia.

Park Narodowy Abel Tasman
Park Narodowy Abel Tasman

Choć park należy do tych mniejszych, to jednak przemierzenie go wymaga trochę czasu. Jeśli się go ma w zapasie, to można Abel Tasman zwiedzać w dwojaki sposób. Pierwszy to rozbijając sobie namioty wewnątrz parku w miejscach wyznaczonych, ale uwaga: taki nocleg, podobnie jak w schronisku czy gdzieś indziej, należy zarezerwować wcześniej. Są surowe kary za „samowolne” rozbijanie się, zwłaszcza poza miejscami wyznaczonymi. Jednak decydując się na takie rozwiązanie  w kilka dni można zobaczyć całkiem sporo. Samochód zostawia się przed parkiem. Tak wygląda właśnie trasa, która nazywa się Abel Tasman Great Walk. Podobne trasy wspominaliśmy przy innych parkach narodowych Nowej Zelandii. Warto na pewno wziąć coś na meszki i komary.

Druga opcja jest dla osób, które chcą liznąć ten park. W okolicznych miejscowościach nad zatoką można złapać wodną taksówkę. Ta przewozi nas do jednego punktu i odbiera w kolejnym, parę godzin później. Pozwala to na przejście się nadmorskim szlakiem, bez konieczności wracania się.

Zimorodek, a dokładniej łowczyk czczony (Todiramphus sanctus) lub po maorysku kōtare.
Zimorodek, a dokładniej łowczyk czczony (Todiramphus sanctus) lub po maorysku kōtare.

Zresztą trochę dalsze okolice mają też tańsze noclegi. Myśmy wybrali sobie apartament w Kaiteriteri za całkiem rozsądną cenę, w dodatku to co dostaliśmy, było nieźle wyposażone. Minusem jest to, że nie śpi się w parku narodowym. Ale to pomijając Fiordland i Tongariro, bez namiotów jest dość trudne.

PN Abel Tasman
PN Abel Tasman

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
PN Abel Tasman

Kanion Okatse i spacer nad drzewami

Kanion Okatse (ang. Okace) to jedna z najnowszych atrakcji Gruzji. Otwarty w 2004 roku powoli zyskuje swoje miejsce wśród turystów. Trzeba przyznać, że sam pomysł jest bardzo dobry, choć niestety w tym przypadku szwankuje trochę wykonanie. No i reklama, ta robi tu zdecydowanie najgorszą robotę.

Droga do kanionu i krowa, przecież to Gruzja
Droga do kanionu i krowa, przecież to Gruzja

Kanion Okatse i chodzenie nad drzewami

Wyobraźmy sobie zwiedzanie kanionu idąc mostami zwisającymi z jego ścian. Pobudza to wyobraźnię i przyciąga ludzi. Mało tego, udało się to Gruzinom zbudować. To jest ta dobra część tej atrakcji. Niestety są też dwa podstawowe minusy. Pierwszy jest taki, że mamy tu wiele drzew, które rosną i ograniczają pole widzenia. W efekcie idąc sobie tymi mostkami, w wielu miejscach nie widać kanionu, a jedynie drzewa. Bardziej przypomina to treewalk, ale chyba nie o to chodziło (choć samo w sobie jest fajne). Drzewa zarastają też dno kanionu, przez co prawie w ogóle nie widać wody.

Kanion Okatse
Kanion Okatse

Akurat ten problem to przede wszystkim kwestia oczekiwań. Jeśli się już wie, czego się spodziewać, to trasa jest całkiem przyjemna. No i zakończona wysuniętą platformą, z której dość dobrze widać całą okolicę kanionu.

Między drzewami
Między drzewami

Problematyczne dotarcie do kanionu z Visitor’s Center

Drugi problem to samo dotarcie do kładki. Od Visitor’s Center do niej mamy do przejścia trasę na jakieś 15-20 minut. Samo przejście mostkami również tyle zajmuje, jak nie mniej. Zresztą dopiero przed wejściem na mostki sprawdzane są bilety. Znów, droga między drzewami sama w sobie zła nie jest, ale nie tego oczekiwaliśmy po tej atrakcji.

Treewalk
Treewalk

Pytanie jest takie, czemu Visitor’s Center jest tak mocno oddalony od właściwego wejścia na kanion? Głównie ze względu na drogę i słaby dojazd. O ile przejście jest bardzo przyjemne, o tyle jazda samochodem dość ciężka, ze względu na koleiny, nieutwardzoną drogę. To właściwie off-road. Czemu Gruzini nic z tym nie robią? Bo poza biletami można przecież kupić dojazd pod sam kanion. W ten sposób kwitnie biznes. Niektórzy oczywiście próbują dojechać tu na własną rękę, ale bez samochodu z wysokim podwoziem, bez doświadczenia i z brakiem znajomości drogi, radzimy sobie odpuścić. Widzieliśmy jak kończyli tacy śmiałkowie (wycofując się w pewnym momencie i blokując przy okazji ruch, oczywiście o ile mają szczęście).

Platforma widokowa
Platforma widokowa

Kanion Okatse: Dojazd

Kanion znajduje się w okolicach Kutaisi, stamtąd można dojechać tu marszrutką, ewentualnie taksówką (lub znaleźć wycieczkę). Jest też wiele mniejszych biur, które proponują przejazd do tego miejsca i okolic. Samochodem kierujemy się do miejscowości Zeda Gordi, tam jest spory parking, skąd mamy dojście do właściwego kanionu, lub możemy wynająć lokalny transport, który powiezie nas przez wspomniane off-roady. Zeda Gordi jest niewielka, ale znajdziemy tam kawiarnie a nawet hotele. Te ostatnie są dobre jak ktoś chce samodzielnie zwiedzić kanion, niekoniecznie z rampy i platformy.

Kanion Okatse
Kanion Okatse

Dla nas największym problemem były właśnie piękne zdjęcia folderowe i krótkie opisy, czego się spodziewać. Choć jesteśmy zadowoleni z odwiedzenia kanionu, prawdopodobnie drugi raz spróbowalibyśmy raczej zobaczyć coś innego w okolicy. Za dużo czasu zajął nam dojazd i dojście do właściwej atrakcji względem tego, ile oferowała. Tu nie chodzi o cenę, ale o przede wszystkim czas i konieczność rezygnacji z innych rzeczy, a na koniec rozminięcie się z oczekiwaniami. Jak ktoś ma czasu nadto, można się zastanowić. Jeśli jest go niewiele, to w Gruzji znajdziemy zdecydowanie lepsze atrakcje.

Kanion Okatse
Kanion Okatse

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak gruziński
Kanion Okatse

Krater Ngorongoro, Masajowie i afrykańska przyroda

Kiedyś było częścią wielkiego obszaru chronionego Serengeti, obecnie Krater Ngorongoro jest osobną jednostką organizacyjną. Składa się z dwóch części, obszaru chronionego i rezerwatu znajdującego się w kalderze wygasłego wulkanu. To bez wątpienia jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc naturalnych w Afryce. Wielka równina, która często jest pokazywana w programach dokumentalnych.

Widok z krateru Ngorongoro
Widok z krateru Ngorongoro

Lasy mgliste (Ngorongoro)
Lasy mgliste (Ngorongoro)

Krater Ngorongoro i Masajowie

Sama nazwa pochodzi z języka Masajów. Kiedyś wypasali oni tu swoje owce i kozy, a każda z nich miała dzwoneczki. Zwierzęta poruszając się wydawały dźwięki, które Masajowie określali właśnie jako Ngorongoro.

Wioska Masajów (turystyczna)
Wioska Masajów (turystyczna)

Masajowie są wciąż obecni w tym miejscu. Cały obszar chroniony to coś na kształt autonomii. Mogą oni tu uprawiać ziemię, mieszkać, wypasać bydło, ale też polować. No i pobierać opłaty za przejazd. Żyją własnym życiem, niekoniecznie z dala od cywilizacji. Zachowują swoje ludowe zwyczaje, niektórzy z nich chodzą w tradycyjnych strojach, ale jednocześnie używają też samochodów, telefonów i innego sprzętu.

Masajowie w tradycyjnych strojach
Masajowie w tradycyjnych strojach

Tradycyjna wioska Masajów

Na obszarze znajduje się kilka „tradycyjnych” wiosek, które głównie żyją z turystyki. Można je zwiedzać, oczywiście za opłatą (kilkadziesiąt dolarów od samochodu). Wewnątrz wioski wódz lub jego syn czy zastępca, pokaże nam tradycyjny ulepiony dom masajski. Zobaczymy zagrody. Prawie na pewno będzie okazja obejrzeć tańce i śpiewy, tak dorosłych jak i dzieci. Innymi słowy, za pieniądze urządzą dobrze zaplanowane widowisko, starając się jak najlepiej zilustrować wyobrażenie o masajskiej wiosce. To bardzo ciekawe przeżycie. Owszem zakończy się możliwością kupienia rękodzieł, ale walutą preferowaną jest tu dolar. Czasem można zastanawiać się na ile jest to skansen, a na ile już w ogóle szyta pod turystów atrakcja.

Masaj w lepiance (Ngorongoro)
Masaj w lepiance (Ngorongoro)

Zupełnie inaczej wyglądają nieturystyczne wioski, przez które także czasem można przejechać. Tam walutą jest szyling, dolary zaś są widziane i przyjmowane niechętnie, głównie dlatego, że poza turystami nikt ich tam nie używa. Trudno też je wymienić. Ludzie też są bardziej zaciekawieni odwiedzającymi, ale niekoniecznie od razu musi oznaczać próbę sprzedania im czegoś. Oferują mniej dzieł masajskich, więcej użytecznych dla nich. Ceny mocno odbiegają od tego, co jest w sklepach dla turystów.

Nieturystyczna wioska Masajów
Nieturystyczna wioska Masajów

Rezerwat Ngorongoro

Oczywiście najważniejsza część Ngorongoro to rezerwat. Znajduje się on na wysokości ok. 1800 m nad poziomem morza, ale to dolina o głębokości około 600 metrów. Powierzchnia dna to jakieś 260 km². Trzeba więc przejechać wpierw przez grań. Tam też znajdują się miejsca campingowe, nie w samym kraterze. Wysokość robi dużą różnicę w klimacie. Kaldera to wciąż charakterystyczna sawanna, ale w górach przejeżdżamy przez las mglisty. W nocy temperatura spada nawet do 15 stopni Celsjusza, co dla większości afrykańskich przewodników i kucharzy jest równoznaczne ze straszliwym zimnem. Widać po nich, że marzną. Są ubrani w czapki, czasem rękawice, szczelnie opatuleni. Dość ciekawy widok. W obozie dzikich zwierząt nie ma zbyt wiele, ale na wszelki wypadek widzieliśmy tam broń palną, gdyby coś się zakradło. Zakradały się jedynie ptaki. W tym marabut. Rano zaś oczywiście wszystko było zamglone.

Drapieżnik - myszołów białobrzuchy (Buteo augur)
Drapieżnik – myszołów białobrzuchy (Buteo augur)

Żuraw koroniasty lub Koronnik szary (Balearica regulorum)
Żuraw koroniasty lub Koronnik szary (Balearica regulorum)

Zwierzęta Ngorongoro

Sam kaldera to oczywiście kolejne, przepiękne i bardzo charakterystyczne safari. Teren jest dość płaski, jak popada to też podmokły. Ze zwierząt udało nam się tu zobaczyć między innymi hipopotamy, bawoły, lwy, hieny, zebry, szakale, guźce i mnóstwo ptaków. W tym pelikany, ibisy, strusie, koronniki (żuraw koroniasty) i dropie w pełnej krasie. To ostatnie to największe ptaki latające na tym terenie. Wiąże się z nimi ciekawa historyjka, bowiem angielska nazwa to bustard. Jednak przy wjeździe do Ngorongoro znajduje się budynek, gdzie można trochę poczytać o tutejszej faunie i florze. Ktoś pomylił tam pisownie i zostało bastard.

Hipopotamy w Ngorongoro
Hipopotamy w Ngorongoro

Podobno czasem da się tu też znaleźć nosorożce. Myśmy niestety nie mieli tyle szczęścia.

Drop olbrzymi (Ardeotis kori) - samiec
Drop olbrzymi (Ardeotis kori) – samiec

Watro też pamiętać, że wjazd i wyjazd do samego rezerwatu jest reglamentowany także godzinowo. Pilnują tego mocno. Sam krater zaś to jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w Afryce. Rezerwat także znajduje się na liście UNESCO. Zaś widok z wysokości, na tę równinę to coś naprawdę cudownego.

Szakal (Ngorongoro)
Szakal (Ngorongoro)

Jeśli podobał Ci się ten wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak tanzański
Krater Ngorongoro