Archiwa tagu: ogród zoologiczny

Ostrawa (Ostrava), Dolne Witkowice i dni NATO (NATO Days)

Trzecie co do wielkości miasto w Czechach to Ostrawa (cz. Ostrava), acz bliskość Polski i Słowacji sprawiła, że dziś jest to druga aglomeracja w kraju. Rozwinięta dzięki industrializacji, a z czasem usługom i nowoczesnym technologiom. Jednocześnie to miasto, które potrafi wykorzystać swój rodowód także w rozwoju kultury. Najbardziej zaś przyciągają tu zabytki techniki.

NATO Days (Ostrawa)
NATO Days (Ostrawa)

Historia Ostrawy

Ślady wczesnego osadnictwa słowiańskiego na tym terenie pochodzą z VIII wieku i są związane z bursztynowym szlakiem. W X wieku powstał tu gród Gołęszyców. Miasto ulokował król czeski Przemysł Ottokar II w 1261 roku. Przez teren miasta przechodzi kilka rzek, w tym Odra, Opawa i Ostrawica, na tej ostatniej w XIV wieku znajdowała się granica między ziemiami polskimi a czeskimi. Od tamtego czasu przez kilka następnych wieków istniały dwie Ostrawy – Morawska i druga – Ostrawa Śląska, znana też jako Polska, Wendyjska lub Słowiańska. W granicach Czech (wówczas Czechosłowacji) obie znalazły się po I wojnie światowej i dążono do połączenia ich oraz innych okolicznych miejscowości. Stworzenie Wielkiej Ostrawy udało się dopiero Niemcom podczas II wojny światowej. Obecnie Śląska stanowi dzielnicę miasta. Duży rozwój miasta (właściwie to miast) nastąpił w XVIII wieku wraz z odkryciem pokładów węgla. Z czasem oprócz kopalń znajdowały się tu też huty i fabryki. Dziś większość z nich została nie tylko zamknięta, ale także przerobiona na atrakcje turystyczne.

Mural w centrum Ostrawy
Mural w centrum Ostrawy

Jedną z ciekawostek jest fakt, iż w możemy tu obejrzeć aż trzy ratusze znajdujące się blisko siebie, w odległości mniejszej niż kilometr. Pierwszy znajduje się w Ostrawie Śląskiej. Ten neobarokowy budynek powstał w latach 1911-1913, czyli jeszcze w czasach zaboru austriackiego. Obok znajduje się most Miloša Sýkory z 1913 roku. Według legendy został on cudem uratowany przed wysadzeniem w czasie II wojny światowej. Przechodząc przez niego idzie się w kierunku centrum Ostrawy.

Dolne Witkowice (Ostrawa)
Dolne Witkowice (Ostrawa)

Ostrawa: Stare miasto

Większość kamienic w starym mieście pochodzi z XIX i XX wieku. Okalają one rynek, czyli plac Tomasza Masaryka. Oryginalny wytyczono w średniowieczu, jednak w latach 60. XX wieku został przebudowany i zyskał obecny kształt litery L. Tu też znajduje się stary ratusz. Właściwie nawet nie wiadomo, kiedy dokładnie został wzniesiony, choć od tego czasu był sześciokrotnie mocno przebudowany, co wpłynęło na zmianę stylu. Dziś jest to Muzeum Ostrawskie. Na rynku znajduje się kolumna maryjna, zaś kamienice wokół dobrze ukazują zmiany historyczne. Obok secesyjnej kamienicy Mikeska znajduje się socrealistyczna plomba.

Stary ratusz w Ostrawie
Stary ratusz w Ostrawie

Na placu Jana Prokeša znajduje się modernistyczny nowy ratusz, który oficjalnie otworzono pod koniec 1930 roku. W środku robi wrażenie już wyłożone marmurem foyer, które czasem pełni rolę wystawową. Wieża ratuszowa mierzy 85,6 metrów wysokości i jest dobrym punktem widokowym na stare miasto, a także na góry. Wykonano ją w hucie w Witkowicach.

Nowy ratusz w Ostrawie
Nowy ratusz w Ostrawie

Spacerując po centrum można znaleźć wiele urokliwych budynków, jak choćby neobarokowy teatr Antonína Dvořáka (powstał w 1906-1907). W oczy rzuca się też Dom Polski, czy powstały na początku XX wieku browar „Ostravar”. Jest sporo secesyjnych i nie tylko kamieniczek, wymieszanych z socrealistycznymi budowlami. Do tego czasem dojdzie jeszcze graffiti.

Teatr Antonína Dvořáka
Teatr Antonína Dvořáka

W centrum rozciąga się ulica Stodolni (Stodolní). Uchodzi ona za najbardziej imprezową część miasta, z mnóstwem knajpek. Według sloganów reklamowych, czynne one są całą dobę. Praktyka jest ciut inna. Wieczorem w lecie całość tętni życiem, ale do południa jest tu dość pusto.

Ostrawa: Rynek
Ostrawa: Rynek

Kościoły Ostrawy

Trochę niższe wieże (tylko 67 metrów wysokości) ma neorenesansowa bazylika, czyli katolicka Katedra Boskiego Zbawiciela (Katedrála Božského Spasitele). Budowano ją w latach 1883 – 1889 według projektu Gustava Meretta. To też zdecydowanie najbardziej okazały kościół w całym mieście.

Katedra w Ostrawie
Katedra w Ostrawie

Wcześniej katedrą katolicką był obecny kościół św. Wacława. to jest to najstarszy kościół w Ostrawie, bo pochodzący z XIII wieku, jednak przez lata ulegał przebudowom i odbudowom. Obecny pochodzi z XIX wieku, obecnie jest kościołem filialnym.

Kościół św. Katarzyny w Hrabowie
Kościół św. Katarzyny w Hrabowie

Architektonicznie wyróżniają się jeszcze kościół ewangelicki wraz z przylegającą mu parafią, oraz drewniany kościół św. Katarzyny w Hrabowie. Ten pochodzi z 2002 roku, jest rekonstrukcją po pożarze. Oryginał powstał w XVI wieku. Dołożono jednak wszelkich starań, by odtworzyć specyficzny styl. Choć świątynia ta znajduje się z dala od centrum, to zdecydowanie warto poświęcić jej trochę czasu.

Dolne Wiktkowice z drona
Dolne Wiktkowice z drona

Zamek w Ostrawie Śląskiej

W ramach Ostrawy Śląskiej można zobaczyć też zamek, który pierwotnie powstał w XIII wieku. Jak wiele innych obiektów w mieście, tak i ten był wielokrotnie przebudowywany (także w XX wieku). Obecnie pełni raczej funkcje kulturowe, gości też imprezy prywatne, w tym wesela. To niestety utrudnia zwiedzanie, nie zawsze da się do niego wejść.

Zamek w Ostrawie
Zamek w Ostrawie

Ostrawa: Dolne Witkowice

O ile atrakcje w samym centrum nie wyróżniają specjalnie Ostrawy, o tyle najciekawsze znajdują się w dalszej okolicy. Najważniejsze są Dolne Witkowice (Dolní oblast Vítkovice), dawny kompleks przemysłowy. Obecnie pełni on rolę parku i muzeum, a przede wszystkim jest to jeden z najważniejszych zabytków techniki w Czechach. Można tu spokojnie sobie pospacerować i wchłonąć przemysłowe klimaty. Jest tu także biletowane muzeum. Da się zobaczyć tu choćby jeden z wielkich pieców, oczywiście z wycieczką. Można wjechać na górę do restauracji Bolt skąd rozpościera się piękny widok. Bolt Tower to właściwie wielki piec hutniczy. Ojcem chrzestnym tej odrestaurowanej wieży jest sportowiec Usain Bolt, nazwa to upamiętnia. Rekordzista olimpijski odwiedził Witkowice kilkukrotnie.

Dolne Witkowice (Ostrawa)
Dolne Witkowice (Ostrawa)

Wiele dawnych budynków przemysłowych jest tu przerabianych tak, by mogły mieć nowe funkcje. Zbiornik na gaz stał się salą koncertową. Witkowice zostały odrestaurowane i znajdują się zarówno na szlakach techniki jak i liście zabytków UNESCO. To industrialne, stalowe miasto dobrze oddaje klimaty steam-punku, czasem wchodzącego w post-apokalipsę. Jest też zdecydowanie najciekawszym i najbardziej unikalnym zabytkiem Ostrawy. Można tu spokojnie podjechać (lub podejść), parking przylegający do Witkowic jest spory. Budynki niestety najczęściej nie są możliwe do oglądania (zabezpieczone, by nikomu nie stała się krzywda), ale już spacerowanie między nimi owszem. Dodatkowo można wykupić wycieczkę z przewodnikiem. Jest ona szczególnie istotna, jeśli zależy nam choćby na Piecu. Trzeba jednak pamiętać, że to dość popularne miejsce, a grupy nie są duże, więc kupowanie biletów na ostatnią chwilę może się nie udać. Ceny i godziny wejścia można sprawdzić tutaj: dolnivitkocie.cz.

Dolne Witkowice (Ostrawa)
Dolne Witkowice (Ostrawa)

Ostrawa: Park Landek

Witkowice to nie jedyna techniczna atrakcja Ostrawy. Innym jest położony już za Odrą Park Landek, którego częścią jest największe w Czechach Muzeum Górnictwa zlokalizowane w dawnej kopalni Anzelm. Park to przede wszystkim teren spacerowy z kilkoma knajpami, akwarium z rybami z Odry i innymi atrakcjami. Nie jest to jedyna kopalnia do zwiedzania w okolicach, druga to Michal (Důl Michal).

Park Landek, Ostrawa
Park Landek, Ostrawa

Zoo w Ostrawie

Wiele osób poleca ogród zoologiczny. Dobrze, w porównaniu z tym, co oferuje okolica, z pewnością nie jest to zły pomysł. Natomiast on wciąż jest bardziej nastawiony na rodziny z dziećmi, nie zwierzęta. Wiele pawilonów wymaga wyremontowania i przerobienia ich w nowocześniejszej formie. Jest to dobry teren spacerowy, ale jako zoo pozostawia niedosyt. Niemniej jednak jest ono na tyle oblegane, że jeśli chcemy zobaczyć je w miarę na spokojnie, to należy przyjechać w godzinach porannych. Wówczas też jeszcze nie ma problemów z parkingiem.

Mandryl w zoo w Ostrawie
Mandryl w zoo w Ostrawie

NATO Days i inne imprezy w Ostrawie

Tu warto wspomnieć o kulturalnej ofercie Ostrawy. Poza Dniami Ostrawy, w Witkowicach organizowane są cyklicznie imprezy „Colours of Ostrava”, czyli festiwal muzyki, filmu i sztuki. Z roku na rok przyciąga coraz większe rzesze odwiedzających. Jednak najsłynniejszą imprezą w mieście są NATO Days, organizowane raz do roku na jesień. Są to duże pokazy lotnicze, a przy okazji prezentacje sprzętu i ćwiczeń wojsk natowskich. Impreza ściąga duże tłumy odwiedzających. Organizowana jest na lotnisku (czynnym) pod Ostrawą, które zostaje zamknięte na kilka dni. Pomijając kwestię opłaty za parking, wstęp na teren NATO Days jest darmowy. Całość ma bardziej charakter pikniku. Owszem pokazy lotnicze są tu ważne i całkiem spore, ale na lotnisku czeka na nas zdecydowanie więcej atrakcji (niektóre jak przejażdżki Skodą po wertepach, nie mają nic wspólnego z NATO), wliczając to sporą strefę z jedzeniem. Działa też dobry dojazd koleją z Ostrawy. Patrząc na ilość samochodów, może to być całkiem dobre rozwiązanie. Program i aktualne informacje można sprawdzić na stronie imprezy.

NATO Days (Ostrawa)
NATO Days (Ostrawa)

Zwiedzanie Otrawy

Nas do Ostrawy właśnie ściągnęły Dni NATO i Witkowice. Tak impreza jak i postindustrialna strefa zdecydowanie są warte polecenia i zobaczenia. Zaś Ostrawę wówczas zwiedza się niejako przy okazji. Weekend na całe miasto z okolicznymi atrakcjami jak najbardziej wystarcza, nawet jak większość jednego dnia spędzi się na natowskim festynie.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak czeski
OstrawaHarrachov

Lipsk, saksoński klejnot i interesujące zoo

Lipsk (niem. Leipzig) był do niedawna drugim największym miastem Niemiec wschodnich i jednocześnie największym w Saksonii. Obecnie w Dreźnie, stolicy tegoż landu, mieszka niewiele więcej osób, ale wokół przemysłowego Lipska rozpościera się aglomeracja Lipsk-Halle, czyniąc ją najbardziej ludnym obszarem (nie licząc Berlina oczywiście) na wschodzie RFN. Dziś jak duża część wschodnich landów, Lipsk odżył dzięki funduszom, stając się bardzo ciekawym miejscem na weekendowy wypad. Miasto to miało dużo szczęścia, gdyż dość dobrze zachowało się w zawierusze II wojny światowej. Uniknęło losu Drezna, więc komunistyczne wstawki nie oszpeciły go tak mocno.

Wnętrze jednego z pasaży Lipska
Wnętrze jednego z pasaży Lipska

Historia Lipska

Warto pamiętać, że Lipsk ma słowiańskie korzenie. Osady Słowian istniały tu już w VII i VIII wieku. Przez pewien czas znajdował się on nawet w strefie polskich wpływów (za czasów Bolesława Chrobrego). Prawa miejskie nadano Lipskowi w 1165, jednak wciąż jeszcze zmieniali się władcy. Dopiero na początku XV wieku ostatecznie został przyłączony do Saksonii. Zbiegło się to z pożarem w 1420, a w następstwie tych dwóch wydarzeń z rozwojem, niemieckiego już miasta. Lipsk poparł reformację, w rezultacie miasto ucierpiało w trakcie wojny trzydziestoletniej.

Opera w Lipsku
Opera w Lipsku

W trakcie unii polsko-saskiej rozwijał się mocno handel z Polską. Po klęsce powstania listopadowego Polacy dość licznie emigrowali do tego kraju. Natomiast jeśli chodzi o historię niemiecką, to Lipsk stał się kąskiem dla Prus. Domagali się oni od miasta wysokiej kontrybucji. Lipsk za to szybko rozwijał się już po powstaniu Niemiec, stał się jednym z najważniejszych i największych obok Berlina, Hamburga i Monachium miast kraju. II wojna światowa zniszczyła część starego centrum (nie odbudowano go w całości), ale ocalały pozostałe dzielnice. Dzięki temu Lipsk ma dziś najwięcej w Niemczech oryginalnych budynków z przełomu XIX i XX wieku. Po wojnie został włączony do NRD.

Gotycki kościół św. Piotra (Peterskirche) - Ewangelicko-Augsburski
Gotycki kościół św. Piotra (Peterskirche) – Ewangelicko-Augsburski

Lipsk obecnie

Lipsk bardzo zmienił się od czasów komunistycznych. Odnowione centrum lśni i żyje. Na szczególną uwagę zasługują pasaże zakupowe: Barthels Hof, Mädlerpassage i Speck’s Hof oraz główna aleja handlowa – Peterstrasse. W bardzo ciekawy sposób łączone są tu zarówno klasyczne, historyczne zabudowania, z nowoczesnym podejściem do wykorzystania tej części miasta. Dzięki temu, stare miasto nie wyludnia się na korzyść galerii handlowych zlokalizowanych, gdzieś na przedmieściach. W centrum znajdziemy również inne pasaże, a także lokale gastronomiczne, rozrywkowe i kabarety. Lipsk uchodzi za kabaretową stolicę Niemiec. Dla spragnionych innych rozrywek, także z dziećmi, jest park Belantis, acz już trochę dalej od centrum.

Dworzec w Lipsku
Dworzec w Lipsku

Ratusz w Lipsku

Miasto ma dwa ratusze. Stary renesansowy ratusz (Altes Rathaus) z 1556 znajduje się na rynku. Jest ładny, ale stosunkowo niepozorny (jak się go porówna z nowym). Dziś mieści się w nim muzeum miejskie. Rynek zaś to miejsce, na którym organizuje się festyny. Nam w lipcu trafiły się budki z różnymi winami, no i oczywiście nie może zabraknąć precli. Na rynku znajdziemy też budynek starej giełdy, a w okolicy także starej wagi, choć dziś już nie pełnią tej roli.

Nowy Ratusz
Nowy Ratusz

Nowy ratusz (Stadt Leipzig) jest zdecydowanie bardziej monumentalny. Wybudowany w 1905 roku, jest dziełem swojej epoki. Ma też 115 metrową wieżę, z której w tygodniu można podziwiać panoramę miasta.

Nowy ratusz w Lipsku
Nowy ratusz w Lipsku

Lipsk i federalne instytucje

Choć stolicą Niemiec jest Berlin, to właśnie w Lipsku siedzibę ma Federalny Sąd Administracyjny (Bundesverwaltungsgericht). Z zewnątrz to kolejny, monumentalny, acz tym razem neoklasyczny kloc, który przyciąga uwagę.

Federalny Sąd Administracyjny (Lipsk)
Federalny Sąd Administracyjny (Lipsk)

Lipsk i Jan Sebastian Bach

Z Lipskiem nierozerwalnie łączony jest Jan Sebastian Bach. Znajduje się tu kościół, który czasem określa się mianem katedry Jana Sebastiana Bacha. Tak naprawdę to katolicki kościół św. Tomasza (Thomaskirche). To właśnie w nim tworzył, tam też spoczywa. Wiele lat po Bachu, z kościołem tym związany był inny słynny kompozytor – Felix Mendelsohn. Jego pomnik także znajduje się przy wejściu.

Pomnik Jana Sebastiana Bacha
Pomnik Jana Sebastiana Bacha

Dziś kościół pełni dwie funkcje, religijną i kulturalną. Oprócz mszy, odbywają się tu koncerty muzyki sakralnej, przede wszystkim Bacha i Mendelsohna. Bach ma tu także swoje muzeum. W każdym razie początki kościoła św. Tomasza sięgają 1212 roku. Oczywiście przechodził wiele zmian od tamtego czasu, a poza kompozytorami był też świadkiem dwóch istotnych wydarzeń. To tu założono Uniwersytet Lipski. Tu także Marcin Luter prowadził swoje polemiki z Janem Mayerem von Eckiem.

Kościół św. Tomasza (Katedra Jana Sebastiana Bacha)
Kościół św. Tomasza (Katedra Jana Sebastiana Bacha)
Kościół św. Tomasza
Kościół św. Tomasza

Kościoły Lipska

Drugi ważny kościół w Lipsku to kościół św. Mikołaja (St. Nikolai Evangelisch-Lutherische Stadt- und Pfarrkirc). Znów, historycznie jest bardzo stary – bo początki sięgają roku 1165. Łatwo się domyśleć, że od tego czasu przeszedł wiele modyfikacji. Dziś jednak słynie z zupełnie niereligijnego wydarzenia. To właśnie tu jesienią 1989 rozpoczęto pokojową rewolucję w NRD, która doprowadziła do upadku muru berlińskiego w nocy z 9 na 10 listopada tegoż roku, oraz zjednoczenia Niemiec w kolejnym.

Kościół św. Mikołaja (Lipsk)
Kościół św. Mikołaja (Lipsk)

Z zewnątrz za to dość mocno wyróżnia się katolicki Propsteikirche pod wezwaniem Świętej Trójcy. Konsekrowano go w 2015 roku. To największy nowowybudowany kościół w Niemczech od czasu zjednoczenia.

Kościół św. Trójcy (Lipsk)
Kościół św. Trójcy

Trochę na obrzeżach znajduje się rosyjska cerkiew patriarchatu moskiewskiego, pod wezwaniem św. Aleksa. To także kościół pamięci poświęcony rosyjskim żołnierzom, którzy polegli tu walcząc z Napoleonem. Ta część historii może nie jest w Lipsku żywa, ale wywarła na miasto wpływ.

Cerkiew św. Aleksa
Cerkiew św. Aleksa

Pomnik Bitwy Narodów

Na szczególną uwagę zasługuje także Pomnik Bitwy Narodów (niem. Völkerschlachtdenkmal). Właściwie chyba lepszym słowem byłoby monument. Liczy sobie wysokość 91 metrów. Upamiętnia jedną z wielkich bitew z okresu napoleońskiego.Wokół jest muzeum, park, zbiornik wody. Jest to jeden z symboli miasta.

Pomnik Bitwy Narodów (Lipsk)
Pomnik Bitwy Narodów (Lipsk)

Uniwersytet w Lipsku

W centrum rzuca się w oczy jeszcze jeden budynek: Uniwersytet Lipski. W szczególności wydział Matematyki i Informatyki zapada w pamięć. Wkomponowano w niego kościół uniwersytecki świętego Pawła. To nowa budowla, oryginalny został zniszczony przez władze komunistyczne. Oficjalnie otwarto go wraz z aulą uniwersytecką w 2017. Dziś to bez wątpienia jeden z najbardziej charakterystycznych punktów nowego Lipska. Z budynków uczelnianych warto zwrócić uwagę na Muzeum Egipskie. Obok znajduje się także budynek Opery, acz tym razem jest to raczej szpetny kloc.

Kościół uniwersytecki św. Pawła w Lipsku
Kościół uniwersytecki św. Pawła w Lipsku

Pozostając jeszcze w obrębie Starego Miasta. Jest tu naprawdę sporo terenów zielonych. Dzięki czemu to miasto żyje. Możemy tu obserwować czaple, czy kurki wodne. Obecnie w tych miejscach można też spotkać wielu nudzących się uchodźców.

Sala koncertowa Gewandhaus, pomnik Mendebrunnen i Uniwersytet (Lipsk)
Sala koncertowa Gewandhaus, pomnik Mendebrunnen i Uniwersytet (Lipsk)

Lipsk: Ogród zoologiczny

Na specjalną uwagę zasługuje też lipski ogród zoologiczny. Zoo Leipzig powstało w 1878 roku, co czyni je jednym z najstarszych na świecie. Dla przypomnienia, najstarszy wciąż działający ogród zoologiczny to Tiergarten Schönbrunn we Wiedniu. W XIX wieku na terenie Niemczech powstało jeszcze zoo we Wrocławiu (ówczesny Breslau, rok założenia ogrodu 1865).

Pongoland w lipskim zoo
Pongoland w lipskim zoo

Pomijając historię, lipskie zoo jest obecnie jednym z najbardziej nowoczesnych na świecie. Dzięki dobremu wykorzystaniu środków finansowych udało się stworzyć dwa wyjątkowo atrakcyjne pawilony. Pierwszy z nich to Pongoland, w którym można oglądać małpy człekokształtne.

Drugi pawilon to Gondwanaland, czyli tropikalna dżungla. Jest to jeden z największych krytych i sztucznych lasów deszczowych na świecie. Oprócz normalnego oglądania zwierząt i spacerowania, są tu także dodatkowe atrakcje w postaci choćby pływania łodzią.

Stary Ratusz w Lipsku
Stary Ratusz w Lipsku

Zwiedzanie Lipska

Prawdę mówiąc samo zoo jest bardzo dobrym pomysłem na wyjazd do Lipska, reszta miasta zaś to ciekawa propozycja na spokojny city break. Czasem kusi też Panometer z niektórymi wystawami.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak niemiecki
Lipsk

Görlitz (Goerlitz), zabytki i filmowe miasto Görliwood

Choć niemiecką stolicą kina bez wątpienia pozostaje Poczdam, to na drugim miejscu uplasowało się Görlitz (starszy zapis to Goerlitz), które czasem bywa wręcz nazywane Görliwood. O ile wspomniany Poczdam to w dużej mierze historia kina niemieckiego, o tyle Görlitz zapisało się jako lokacja kilku głośnych, amerykańskich produkcji. Jednocześnie jest to miasto z dużą ilością zabytków, których liczba przekracza 4000. Idealne do eksplorowania, zaś zwiedzając je filmowo można zobaczyć zdecydowaną większość tych najbardziej istotnych. Zwłaszcza, że jest to jedno z tych miast na świecie, które doskonale zdaje sobie sprawę z turystyki filmowej i wprost wspiera set jetting. Przede wszystkim z powodu kilku zachodnich produkcji – „Bękarty wojny”, „Złodziejka książek”, „Lektor” i „Grand Budapest Hotel”, które rozsławiły Görlitz.

Centrum Görlitz
Centrum Görlitz, zabytkowy urząd pocztowy

Historia Görlitz

Początki Goerlitz sięgają czasów Serbołużyczan. To oni wznieśli tu gród gdzieś pod koniec X wieku. Wioska wówczas nosiła nazwę Gorelic i została podbita przez Bolesława Chrobrego, który włączył ją do ziem polskich. Następnie przechodziło z rąk do rąk: polskich, czeskich, czy nawet śląskich (w okresie rozbicia dzielnicowego) i tylko okresowo niemieckich. W tamtym czasie pojawił się węgierski wątek, jak również istniejące dość krótko samodzielne księstwo Görlitz. Dopiero podczas wojny trzydziestoletniej miasto zostało wcielone do Saksonii i los związał je z narodem niemieckim. Znajdowało się na trasie Drezno – Warszawa, co wiązało się z rozwojem w czasie panowania Sasów. Na początku XX wieku było to drugie po Wrocławiu najludniejsze miasto Śląska.

Fontanna Muschelminnabrunnen
Fontanna Muschelminnabrunnen

Podczas II wojny światowej Görlitz miało wiele szczęścia, bo praktycznie uniknęło bombardowań i zniszczeń. Stąd właśnie taka liczba zabytków. Tu warto podkreślić, że te tysiące wliczają wiele historycznych kamienic i mniejszych budowli, które zwyczajnie się mija. Dopiero pod sam koniec wojny ustalono granicę na Odrze, a miasto zostało podzielone na dwie części: niemiecką i lewobrzeżną polską, czyli Zgorzelec. Granice fizyczne zniknęły dopiero po wejściu Polski do Schengen. Dziś spokojnie można spacerem przejść z Görlitz do Zgorzelca i odwrotnie, acz warto pamiętać, że to część niemiecka ma zdecydowaną większość zabytków. Natomiast fakt, że miasto zachowało swą zabudowę w miarę oryginalnym, niezniszczonym przez wojnę stanie przyciągnęło filmowców.

Wieża obronna Reichenbacher i fragment dolnego rynku
Wieża obronna Reichenbacher i fragment dolnego rynku

Görlitz na filmowo

Tak zwane Görliwood powstało jednak dopiero po zjednoczeniu Niemiec i upadku bloku wschodniego. Wcześniej nie było potrzebne. W NRD centrum kinematografii był Poczdam pod Berlinem. W latach 90. XX wieku jednak tamten przemysł musiał się przekształcić i odnaleźć w nowej rzeczywistości. Jedną z możliwości było ściągnięcie anglojęzycznych produkcji, jako studio filmowe i jako lokacje. Właśnie w tych drugich odnalazł się Görlitz. Nawet jeśli filmowcy mieli swoją bazę w Poczdamie, dotarcie tutaj i nakręcenie kilku scen w świetnie zachowanym mieście było dla wszystkich akceptowalne. Co więcej w tym mieście nad Nysą Łużycką doskonale zdają sobie sprawę nie tylko z jego kinowych aspektów, ale też potencjalnego zainteresowania set jettingiem. W punkcie turystycznym można kupić mapki z informacją, gdzie kręcono jaki film, a jednocześnie wszystko jest dostępne na stronie miasta, także w języku polskim. Warto dodać, iż w ramach dodatkowej promocji czasem jest organizowany pociąg z Drezna – GÖRLIWOOD EXPRESS, który jest poniekąd imprezą promującą tutejsze kino.

Bastion Kaisertrutz
Bastion Kaisertrutz

Kaufhaus Görlitz

Galerie handlowe raczej nie są miejscami, które zwiedzamy i opisujemy (z wyjątkami jak w przypadku Dubaju czy Paryża). Tu znów trzeba zrobić wyjątek. Dom handlowy Warenhaus w Goerlitz to przepiękna secesyjna budowla, która została oddana do użycia krótko przed I wojną światową. Przetrwał czasy komunizmu i działał do 2010 roku. Co prawda od lat są plany ponownego otwarcia centrum, ale na razie nie doszły do skutku. Szczęśliwie budynku nie zniszczono, a zaczęto go wykorzystywać inaczej, a mianowicie jako salę do pokazów mody, plan teledysków, czy filmów. Wes Anderson wykorzystał ówczesny nieużytek kręcąc „Grand Budapest Hotel” (2014), w dodatku tu właśnie kręcono główne lobby hotelu. Jak pamiętamy, fasada była inspirowana hotelem w Karlowych Warach, więc została zbudowana specjalnie jako dekoracja.

Fasada Kaufhaus Görlitz
Fasada Kaufhaus Görlitz

Wnętrza Kaufhaus Görlitz da się rozpoznać, o ile się tam wejdzie do środka. Póki nie działa to jak normalny dom handlowy, jest z tym problem. I to nie dlatego, że nie można. Wręcz przeciwnie, są tam organizowane bezpłatne wejścia, podczas których dom jest otwierany dla odwiedzających na kilka godzin. Można zobaczyć, zrobić parę zdjęć i poczytać gablotki. Problem tkwi w tym, że te wejścia są organizowane od czasu do czasu, w tygodniu i dość nieregularnie. My się załapaliśmy, gdyż wyczytaliśmy, iż da się go zobaczyć we czwartek. Jednak jak się na miejscu okazało, godziny się różniły, w dodatku były to dwa czwartki w sierpniu, a reszta w inne dni. Niestety ten aktualny rozkład został umieszczony przy wejściu na karteczce, prawdopodobnie na początku miesiąca. Dobrym rozwiązaniem więc będzie próba skontaktowania się czy to z biurem informacji turystycznej, czy może nawet samym domem handlowym. Warto dodać, że wejście do filmowego hotelu zostało zbudowane przy innym nieczynnym obiekcie – hali miejskiej – Stadthalle. Ją także wykorzystano, by udawała wnętrza hotelu.

Wnętrza Kaufhaus Görlitz
Wnętrza Kaufhaus Görlitz
„Grand Budapest Hotel” i Kaufhaus Görlitz
„Grand Budapest Hotel” i Kaufhaus Görlitz

Bergstrasse

Inną filmową atrakcją związaną z „Grand Budapest Hotel” jest ceglany mur przy ulicy Bergstrasse. W filmie Andersona pojawia się z napisem „Old Lutz Cemetery”. Filmowcy początkowo zamierzali ten napis zostawić, ale wywołało to oburzenie mieszkańców. Nie dlatego, że napis szpecił mur, czy coś. Otóż na tym samym murze od 1985 znajdował się inny napis – „Wählt Thälmann”. Pochodził on z miniserialu „Ernst Thälmann” produkcji NRD o komunistycznym przywódcy partyjnym i został. Przez lata ludzie się przyzwyczaili do pierwotnego napisu, więc ekipa „Hotelu” po interwencjach przywróciła poprzedni. Natomiast sama ulica jest też wykorzystana w „Lektorze” (2008) Stephena Daldry’ego. Ten dramat i romans dzieje się w Niemczech po II wojnie światowej, zaś Görlitz dobrze oddaje klimat niemieckiej zabudowy. W tle wielu ujęć da się dostrzec wiele charakterystycznych miejsc.

Słynny filmowy napis
Słynny filmowy napis

Rynki Görlitz

„Złodziejka książek” (2013) w reżyserii Briana Percivala na podstawie powieści Markusa Zusaka to kolejny film związany z Görlitz. W dodatku także wywołał dyskusję i niechęć ze względu na tematykę. W jednej ze scen naziści palą książki, co postanowiono nakręcić na rynku. Zanim filmowcy trafili do Goerlitz dostali odmowy w kilku miastach, które nie chciały by filmowcy odtwarzali u nich tego typu sceny. Scenę nakręcono na Dolnym Rynku. Ze „Złodziejką” wiążą się zdjęcia w centrum oraz na dworcu.

Arkady na górnym rynku
Arkady na górnym rynku
Widok rynku Görlitz w miniaturze „Duma narodu” (część filmu „Bękarty wojny”
Widok rynku Görlitz w miniaturze „Duma narodu” (część filmu „Bękarty wojny”)

Görlitz ma dwa rynki. Dolny Rynek (Untermarkt) jest nowszy. Wokół niego wzniesiono domy kupców, często wyposażone w hale. Tu też zlokalizowany jest ratusz i słynna apteka ratuszowa (Ratsapotheke). Jej fasada pochodzi z 1558 roku. Inny ciekawy budynek to Schönhof z 1525 (z gruntowną przebudową w 1617), który obecnie jest siedzibą Muzeum Śląskiego.

Górny rynek
Górny rynek

Ratusz

Wracając do ratusza: jego najstarsza część prawdopodobnie powstała w 1369 roku. Przy ratuszu jest mierząca 60 metrów wysokości wieża z zegarem. Ten jest o tyle wyjątkowy, że jedna z tarcz ma 24 godziny, a nie zwyczajowe w takich przypadkach 12. Dodatkowo na wieży znajduje się ryczący lew. To też jeden z punktów widokowych, bo na wieżę da się wejść. Zaczynamy od zewnętrznych schodów, przy których stoi pomnik Temidy, potem już idzie się z przewodnikiem do góry, zatrzymując na piętrach i przyglądając tak zegarowi, jak i innym mechanizmom.

Wieża św. Mikołaja
Wieża św. Mikołaja

Na samym rynku jest jeszcze mała fontanna Neptuna oraz dość charakterystyczne arkady. Wszystko doskonale widać z góry. Warto dodać, że na rynku tym znajduje się także nowy ratusz, pochodzący już z 1903 roku.

Dachy Görlitz i Zgorzelec w tle
Dachy Görlitz i Zgorzelec w tle

Poza wspomnianą już „Złodziejką książek” kręcono tu fragment „Bękartów wojny” (2009) Quentina Tarantino. Dokładniej film „dokumentalny” „Duma narodu” („Stolz der Nation”), krótkometrażowy film z dodatków do „Bękartów”. W filmie Tarantino możemy zobaczyć jego fragmenty puszczane w kinie. Reżyserem „Dumy” jest Eli Roth, zaś zdjęcia kręcone na Dolnym Rynku są najłatwiejsze do zlokalizowania. Wliczając w to fontannę, czy arkady. Na wieży ustawiono kamerę. Inne filmy, które częściowo tu kręcono to „Grand Hotel Budapest” oraz „Lektor”.

Wieża ratuszowa
Wieża ratuszowa

Górny Rynek

Górny Rynek (Obermarkt) jest trochę późniejszy, również obfituje w zabytkowe kamieniczki. Ma niestety jedną podstawową wadę. Służy głównie jako parking przy centrum i często bywa zwyczajnie zawalony samochodami. Natomiast podobnie jak wiele innych miejsc w Görlitz, został wykorzystany przez filmowców. Przede wszystkim przewija się przez „W 80 dni dokoła świata” (z 2004) z Jackie Chanem, a także filmu „Obrońcy skarbów” (2014) George’a Clooneya i wspomniany już „Grand Budapest Hotel”.

Neun Görlitz
Neun Görlitz

Ciekawą rzeczą są też dawne obwarowania miejskie, rozbudowywane od czasów średniowiecznych. Część z nich – stary barbakan Kaisertrutz – to dziś samodzielne budynki. W przypadku bastionu jest to muzeum kultury i historii, zaś jego charakterystyczna fasada znalazła się w „Lektorze”. Pierwotna fortyfikacja miała cztery główne wieże, dziś ostały się trzy: Wieża Mikołaja / Mikołajska (Nikolaiturm), Reichenbachska (Reichenbacher) i Wieża Marii Panny lub Gruba Wieża (Dicker Turm). Jest też Baszta Wołowa (Ochsenbastei). Dodatkowo możemy natknąć się na pozostałości murów miejskich.

Gruba Wieża
Gruba Wieża

Pfarrkirche St. Peter und Paul (Peterskirche)

Kościół farny św. Piotra i Pawła, to główny kościół ewangelicko-augsburski w mieście. Słowo „farny” w średniowieczu oznaczało kościół blisko rynku lub główny kościół. To określenie nadal stosuje się w Niemczech do wskazania najważniejszej świątyni ewangelickiej w danym mieście. Już w XIII wieku w tym miejscu istniała późnoromańska bazylika. Jej fragmenty zachowały się nawet w obecnym kościele. W latach 1423 – 1475 wzniesiono tu kościół halowy, składający się z pięciu naw. Całość wykonano w stylu późnogotyckim. Początkowo miały tu być trzy nawy, ale budowniczy postanowili przebić katedrę w Budziszynie pod względem choćby wielkości, więc zmieniono projekt w trakcie. I choć od 1475 odprawiano tu mszę, budynek był skończony, jednak prace wewnątrz trwały aż do 1497, dach ukończono w 1515, a kruchty w 1553 roku. Warto zwrócić uwagę, że to ukończenie nakłada się na czas reformacji.

Kościół Piotra i Pawła
Kościół Piotra i Pawła

W 1691 roku w wyniku pożaru Görlitz ucierpiał także ten kościół, przede wszystkim wnętrza wymagały właściwie stworzenia na nowo. Tyle że już w innym stylu, barokowym. To choćby z tego okresu pochodzą organy. To także czas, w którym ewangelicy wypracowują własny styl wnętrz kościelnych, wyróżniający się od wnętrz świątyń katolickich. Ostatnią rzeczą dodaną do niego są nowe wieże. Wzniesiono je w latach 1889-1891. Mają wysokość 84 metry Dziś kościół ten jest jednym z najbardziej rzucających się w oczy budynków w Görlitz.

Granica na Nysie Łużyckiej
Granica na Nysie Łużyckiej

Kościół ewangelicki Marii Panny

Kościół Piotra i Pawła w dużej mierze był efektem ambicji władz miasta. Mieszczanie zaś mieli własną i złożyli się na kościół Mariacki / Marii Panny (Frauenkirche). Zorganizowali się w XV wieku. Kościół w stylu gotyckim wzniesiono już w 1473, ale potem był wielokrotnie modyfikowany, naznaczony barokiem (np. dobudowana wieża z XVII wieku, wcześniej była mniejsza) i innymi stylami. Obecne wnętrze pochodzi z XIX wieku i jest ewangelickie. Uchodzi za jeden z najważniejszych kościołów w Görlitz.

Kościół Marii Panny
Kościół Marii Panny

Katedra św. Jakuba

Katolicka katedra (Kathedrale St. Jakobus) to dość nowy budynek. Powstawał w latach 1898 – 1900. Znajduje się on trochę dalej od centrum, na wzgórzu, dzięki czemu jest bardzo dobrze widoczny. Zbudowany z cegły, z wieżą mierząca 68 metrów. Kościół ten został poważnie uszkodzony podczas II wojny światowej, prace naprawcze trwały aż do 2014. Rekonstrukcja jednak nie jest wierna oryginałowi, gdyż ten miał cztery wieże, obecny zaś tylko jedną.

Katedra św. Jakuba
Katedra św. Jakuba

Święty Grób

Do Görlitz zawitała moda na odtwarzanie zabytków Ziemi Świętej. W tym wypadku zbudowano tu Grób Pański, czy może raczej Kaplicę Świętego Grobu (Heiliges Grab). Wiąże się z tym historia Georga Emmericha, syna jednego z kupców. Nawiązał on romans z córką konkurenta ojca, wybranka zaszła w ciążę, a Georg nie chciał się z nią żenić. Został wysłany do Jerozolimy na pielgrzymkę do czasu, aż sprawy przycichną. Proboszcz poprosił go o przysługę, by zakupił materiały w Wenecji do budowy kaplicy Świętego Krzyża. Pielgrzymka zmieniła Georga, został on rycerzem Świętego Grobu. Gdy wrócił, wzniesiono trzy kaplicę kaplice: Świętego Krzyża, Namaszczenia i właśnie Świętego Grobu, czyli replikę. Tę ostatnią ufundował Georg. Dziś jest to muzeum.

Święty Grób
Święty Grób

Ciekawych kościołów w Goerlitz jest jeszcze kilka, ale warto zwrócić uwagę na synagogę. To też w miarę nowa budowla, powstała w latach 1909 – 1911. Jednak jest dość dobrze zachowana, to jedyna synagoga w tej części Niemiec, która nie ucierpiała poważnie podczas nocy kryształowej. Gdy byliśmy w Goerlitz znajdowała się w renowacji.

Cmentarz
Cmentarz

Dworzec w Görlitz

Nawet dworzec jest filmowy. Stacja w Georlitz została otworzona w 1847 roku. Główny hal jest przepięknym przykładem stylu Art Nouveau. Nawet dlatego warto tam wejść na chwilę. Został on dodany podczas gruntownej przebudowy dworca, która miała miejsce podczas I wojny światowej. Można też przespacerować się po peronach, bo to właśnie znów filmowa część. Tu nagrywano między innymi „Złodziejkę książek”.

Dworzec z Görlitz
Dworzec z Görlitz

Browar Landskron w Görlitz

Filmowo istotny jest też browar Landskron. Tu nagrywano „W 80 dni dookoła świata”, wersję z 2004 z Jackie Chanem. Zabudowa udawała porty Nowego Jorku. W niemieckim filmie dla dzieci, „Papa Moll i fabryka czekolady” (2017) to miejsce udawało fabrykę czekolady. Zaś wśród specjalności zakładu jest też piwo o nazwie „Görliwood”. Sam browar liczy sobie ponad 150 lat i dziś sam w sobie jest atrakcją turystyczną, w dodatku dość obleganą. Można go zwiedzać, a także usiąść w restauracji. Obok niego rozciąga się park z różnymi atrakcjami dla dzieci.

Browar w Görlitz
Browar w Görlitz

Zgorzelec

Jak wspominaliśmy, miasto zostało po wojnie podzielone. Po wschodniej stronie Nysy Łużyckiej znajduje się Zgorzelec. Obecnie spokojnie można sobie przejść przez Most Staromiejski między polską, a niemiecką stroną. Polska przede wszystkim zachwyca promenadą nad rzeką, czyli ulicą Daszyńskiego. Tu też znajduje się dom Jakuba Böhme (Boehme), szewca i filozofa gnostyckiego, który zasłynął jako pierwszy filozof piszący po niemiecku. To trochę przykład podobny do naszego Mikołaja Reja. Obaj zasłynęli jako pierwsi, którzy pisali w swoim rodzimym języku, ale za tą decyzją szedł przede wszystkim problem z wystarczającą znajomością łaciny. Niestety poza pojedynczymi zabytkami jak choćby dom kultury, Zgorzelec to w zdecydowanej większości nowe miasto, w dodatku zbudowane w czasach komunizmu, co niestety rzuca się w oczy.

Dom Jakuba Böhme w Zgorzelcu
Dom Jakuba Böhme w Zgorzelcu

Zoo w Görlitz

Dość ciekawą atrakcją jest też zoo, czyli Tierpark Görlitz-Zgorzelec. To stosunkowo niewielki ośrodek, ale mocno nastawiony na kontakt ze zwierzętami i edukację. Te zwierzęta, które można trzymać bez klatek czy krat mają ograniczony dostęp do ludzi. I nie chodzi tu tylko o wiele wiejskich zwierząt, ale też choćby jeżozwierze, które można karmić. W tym ośrodku ktoś poszedł po rozum do głowy, doskonale wiedzą, że ludzie mając możliwości nie tylko będą karmili zwierzęta, ale będą dawać im byle co. Więc jedzenie dla zwierząt jest wystawione, bierze się je za darmo i daje zwierzętom. Druga sprawa to walory edukacyjne, tu mamy nie tylko kwestie naturalne, ale też i kulturowe. Czyli przy zwierzętach z Himalajów widzimy także tradycyjne nepalskie chatki. Dodatkowo wiele elementów edukacyjnych jest w języku polskim. Ogród tym samym z pewnością spodoba się młodszym odwiedzającym. Kwestię otwarcia i cen biletów warto sprawdzić tutaj.

Karmienie jeżozwierzy w zoo w Görlitz odbywa się z ręki. Pokarm jest dostarczony za darmo.
Karmienie jeżozwierzy w zoo w Görlitz odbywa się z ręki. Pokarm jest dostarczony za darmo.

Okolice Görlitz

W Görlitz znajduje się też niewielkie muzeum techniki, które jednak ma w swoich zbiorach coś wyjątkowego. To koparka wielonaczyniowa 1452 (Schaufelradbagger 1452), sprzęt wykorzystywany w kopalniach odkrywkowych węgla brunatnego. Swoim ogromem robi wrażenie. Pozostałe eksponaty są pojedyncze mniej imponujące. Kopalnie działały jeszcze kilkanaście lat temu.

Koparka wielonaczyniowa 1452
Koparka wielonaczyniowa 1452

Po kopalni pozostała jeszcze jedna rzecz, którą można zobaczyć. To sztuczne jezioro Berzdorfer See. Kopalnię zamknięto, pozostało spore wyrobisko, które w latach 2002 – 2013 zaczęto zmieniać na jezioro. Dziś jest to teren rekreacyjny z przystaniami jachtów, plażami i kempingami.

 Berzdorfer See
Berzdorfer See

Zwiedzanie Görlitz

Samo Görlitz nie jest duże, można spokojnie zaparkować trochę dalej od centrum, przejść się i spacerować starówką. To idealne miejsce na jednodniowy wypad lub przystanek podczas zwiedzania wschodniej części Niemiec.

Mury miejskie
Mury miejskie

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak niemiecki
Görlitz
Szlak filmowy
Görlitz

Auckland, największe miasto Nowej Zelandii

Auckland to największe miasto Nowej Zelandii, jednocześnie stolica biznesowa, naukowa i kulturalna, ale nie polityczna. W aglomeracji mieszka prawie 1,5 miliona osób, co stanowi około 1/4 wszystkich mieszkańców kraju. Przy czym jakieś 40% populacji miasta to imigranci z Chin, Korei Południowej, Indii, Filipin, Południowej Afryki, Wielkiej Brytanii i wysp Polinezji, tworzą barwną, wielokulturową i wielosmakową (jeśli chodzi o lokalne restauracje) mieszankę. To zupełnie inna Nowa Zelandia niż reszta kraju, bardziej miejska.

Posąg krasnoluda na lotnisku AKL
Posąg krasnoluda na lotnisku AKL

Auckland od Maorysów do dziś

Miasto znajduje się u podnóża wygasłego wulkanu Eden, pomiędzy morzem Tasmana i Oceanem Spokojnym (przesmyk Tamaki). To też największy hub lotniczy w Nowej Zelandii, co czyni to miasto popularnym miejscem rozpoczynania lub kończenia przygody z tym krajem. Już na lotnisku czujemy się filmowo. Wystawiono tu kamienne posągi krasnoludów z „Władcy Pierścieni”.

Wieża telewizyjna
Wieża telewizyjna

Auckland, dawna stolica i największe miasto Nowej Zelandii

Miasto ma dwie nazwy maoryskie. Ākarana to tłumaczenie z angielskiego, właściwa nazwa to Tāmaki-makau-rau oznacza tyle, co żyzna kraina otoczona ze wszystkich stron wodą. Maorysi osiedlili się w tym miejscu około roku 1350. W 1832 sprzedali tę ziemię Josephowi Brooksowi Wellerowi. Od tego momentu oficjalnie istniała tu osada wielorybników. Wcześniej Europejczycy zapewne też tu mieszkali. W lutym 1840 roku gubernator Nowej Zelandii William Hobson zdecydował wybudować tu nową stolicę, wtedy właśnie założono miasto. Wówczas stolicą kolonii było Okiato (obecnie Russell), które Hobson uznawał jedynie za tymczasową stolicę. Budowę nowego miasta wsparły też lokalne plemiona moaryskie, jako znak dobrej woli. Auckland było stolicą tej brytyjskiej kolonii do 1865 roku (wtedy przeniesiono ją do Wellington), choć tu ciekawostka, prawa miejskie otrzymało dopiero w 1871 roku. Hobson odpowiada też za nazwę angielską. Wybrana została by uczcić George’a Edena, wicekróla Indii i hrabiego Auckland.

Ratusz
Ratusz

Pomijając powyższy akapit, Auckland nie ma długiej czy zawiłej historii, a co za tym idzie zabytków. Jest kilka miejsc, które bez wątpienia wyróżniają się od reszty, ale jak w innych miastach Nowej Zelandii, warto sobie przypomnieć, że do tego kraju jedzie się dla natury.

Centrum Auckland
Centrum Auckland

Centrum biznesowe Nowej Zelandii

Większość budynków, które wpadają w oko, pochodzi jeszcze z czasów kolonialnych, głównie z przełomu XIX i XX stulecia. Są one bardzo angielskie. Nowe budowle niestety najczęściej są bezpłciowe, nijakie. Wygląda to tak, jakby miasta rozwijały się w latach 70. czy 80. i dalej kontynuowały ten styl, nie patrząc na to, co dzieje się na świecie. Pięknie wygląda choćby stary budynek terminala promów przy porcie. Zresztą, ta część miasta ma swój klimat. Widać stąd ładną panoramę na wieżowce. Lepiej już chyba wygląda jedynie z powietrza, ewentualnie  w nocy, gdy jest jakoś oświetlone. Zaś sam port z przeróżnymi jachtami jest naprawdę klimatyczny, no i wewnątrz można się kąpać. Jest specjalne zejście do wody i ludzie to wykorzystują.

Nowozelandzkie drapacze chmur
Nowozelandzkie drapacze chmur

Drapacze chmur do najwyższych nie należą, ani też do jakiś wyszukanych. Chyba najlepiej określić to słowem, że to nie jest architektura, a zabudowania. Podobnie sprawa wygląda z wieżą telewizyjną, punkt dość charakterystyczny, wybijający się z reszty wysokością i kształtem.

Stary terminal promowy (Auckland, Nowa Zelandia)
Stary terminal promowy

Usilne próby szukania własnego stylu widać także choćby w katedrze. Obok klimatycznej, małej, angielskiej, jest i nowa. Ta starsza wygląda interesująca, nowa to eksperyment. Jest też bardzo nadęty War Memorial upamiętniający udział Nowej Zelandii w I wojnie światowej, choć ten i tak wygląda lepiej niż podobny w Wellington. Czyli kloc zbudowany w nieudolnej wersji stylu neoklasycznego, ma być duży i monumentalny, szczegóły wykonania istotne nie są. Niestety takie podejście jest dość częste przy tego typu budowlach czy to w Stanach, czy właśnie Nowej Zelandii. Miasta nie ratuje też główna ulica Queen Street. Parę sklepów, czasem znajdzie się coś ładnego. Choćby ratusz. Konkluzja jest prosta: Auckland nie jest interesującym miejscem do zwiedzania zabytków architektury. Nie ta część świata.

Nowoczesna katedra w Auckland
Nowoczesna katedra w Auckland

Zoo i parki

Jest coś ciekawego do zobaczenia w Auckland poza portem? Parki. W centrum oczywiście króluje Albert’s Park, zdecydowanie najciekawszy. Wokół War Memorial też jest duży zielony teren, no i w samym centrum bardzo wiele mniejszych obszarów zielonych. Bardziej na obrzeżach znajduje się ogród botaniczny, a trochę bliżej miejsce, które było naszą pierwszą atrakcją odwiedzoną w Nowej Zelandii. To ogród zoologiczny.

Memoriał wojenny
Memoriał wojenny

Nowa Zelandia to jedna wielka ciekawostka zoologiczna i botaniczna. Właśnie z tego względu pierwszym naszym punktem zwiedzania miało być Zoo w Auckland. Tutaj też mamy największe szanse zobaczyć kiwi czy hatterię, czy masę innych zwierząt na które można się natknąć, ale niekoniecznie jest to tak łatwe i możliwe. Kiwi, rzadziej hatterię, da się zobaczyć w kilku miejscach w Nowej Zelandii. To dość popularna atrakcja, tak więc jeśli nie tu, to na centrum kiwi albo coś w tym stylu można się natknąć jeżdżąc po kraju.

Modrzyk ciemny (Porphyrio porphyrio melanotus) to podgatunek modrzyka zwyczajnego.
Modrzyk ciemny (Porphyrio porphyrio melanotus) to podgatunek modrzyka zwyczajnego.

Warto podkreślić, że naturalnie występują tu tylko dwa rodzaje ssaków: foki i nietoperze. Waleni nie liczymy, bo nie ma ich na lądzie. Wszystkie inne: szczury, oposy, króliki, owce, krowy, psy, koty, ludzie, pojawiły się tutaj za sprawą tych ostatnich. Pierwsi ludzie – polinezyjscy Maorysi – przypłynęli na południową wyspę około 1280 roku (naszej ery oczywiście) i zaczęli kolonizować wyspy. To oni przywieźli ze sobą pierwsze obce gatunki zwierząt.

Węgorz nowozelandzki
Węgorz nowozelandzki

Żywe skamieniałości

Pierwszy biały człowiek – Holender o nazwisku Abel Tasman – odkrył ten ląd w połowie XVII wieku. Gdy wraz z załogą zszedł na ląd, został zaatakowany przez tubylców, opuścił więc wyspę. Nie wiemy, może już on zawlókł jakieś europejskie zwierzęta. Ponownie dla Europy Nowa Zelandia (nazwana tak przez Tasmana) została odkryta przez Jamesa Cooka w 1769 roku. Wtedy zaczyna się historia krwawych wojen i podboju kraju przez ludzi i zwierzęta. Człowiek i przywleczone przez niego obce gatunki flory i fauny doprowadziły do zagłady wielu lokalnych gatunków, a kolejne są zagrożone do dziś.

Nie ma już potężnych strusi moa: te największe współczesne ptaki osiągały nawet 3,6 metra wysokości! Maorysi zabijali je dla mięsa i gatunek wymarł pod koniec XIV lub już w XV wieku. Na moa polowały siejące grozę orły Haasta. Osiągały rozpiętość skrzydeł ponad 2,5 metra, wagę aż 10 kg. Gdy ich główne źródło pokarmu było przetrzebione, z głodu polowały na ludzi. Ludziom się to nie spodobało i już w XV wieku orły Haasta bezpowrotnie zniknęły z nieboskłonu. Wymarł także kurobród różnodzioby (przez Maorysów nazywany Huia), niestety ta lista jest znacznie  dłuższa.

Hatteria (Sphenodon)
Hatteria (Sphenodon)

Za to do dziś żyje hatteria lub tuatara jak tu na nią mówią. Ta żyjąca skamielina choć przypomina jaszczurkę, więcej ma wspólnego z dinozaurami. Żyją tylko dwa przedstawiciele swego rodzaju – hatteria i hatteria niespodziana, oba występują obecnie na mniejszych wyspach Nowej Zelandii. Zobaczenie jej w naturze jest dość ciężkie. Tu w zoo dało się im dość dobrze przyjrzeć. Wprawne oko dostrzeże różnice w ogonie, czaszce (w końcu jest tam miejsce na trzecie oko) w porównaniu do zwykłych jaszczurek. I choć ogólnie przyjęło się uważać, że to kiwi jest największą atrakcją zoologiczną tego kraju, to właśnie ten gad jest zdecydowanie najciekawszym gatunkiem. To naprawdę jest żywa skamieniałość. Zagrożona wymarciem, szczęśliwie jednak chroniona.

Kiwi można zobaczyć tylko w ciemnych pawilonach
Kiwi można zobaczyć tylko w ciemnych pawilonach

Gdzie zobaczyć kiwi

No i oczywiście kiwi. Te zabawne nieloty, po których Zelandczycy sami siebie nazywają, są nocnymi stworzeniami. Za pomocą długich dziobów i silnych łap rozgrzebują ściółkę leśną w poszukiwaniu pokarmu: bezkręgowców i nasion. W orientowaniu się w przestrzeni pomagają im wibrysy u nasady dzioba oraz znakomity węch i słuch, wzrok natomiast mają słaby. Populacji czterech podgatunków kiwi zagrażają psy – nie tylko te zdziczałe, ale i udomowione, puszczane samopas – oraz szczury (polinezyjski i europejski), które wybierają wysokoenergetyczne jajka z gniazd.

Kiwi są ptakami nocnymi, więc wszędzie, gdzie można je oglądać, wystawiane są w nocnych pawilonach. W wielu obowiązuje całkowity zakaz robienia zdjęć, w pozostałych (jak w zoo w Auckland) zakaz używania lampy błyskowej. By zrobić im zdjęcie, trzeba mieć trochę szczęścia. Nam udało się załapać na czyjąś lampę. Kiwi jest bardzo charakterystycznym ptakiem, wyglądającym bardzo sympatycznie, w dodatku kojarzonym z tym krajem. Pewnie dlatego Nowozelandczycy sami siebie określają mianem kiwi. Zresztą ochrona tych ptaków jak i chwalenie się nimi jest tu dość częste.

Nestor kaka (Nestor meridionalis)
Nestor kaka (Nestor meridionalis)

Nowa Zelandia to przede wszystkim kraj ptaków, więc w zoo jest ich bardzo wiele. Mamy olbrzymie woliery, mnóstwo lokalnej roślinności, tabliczek z informacjami. Wizyta tu to bardzo pouczająca i ciekawa atrakcja.

Port w Auckland
Port w Auckland

Do zoo z pewnością warto się wybrać. Będzie dobrym uzupełnieniem odwiedzanej natury w tym kraju. Bo o ile rośliny się nie przemieszczają, by zobaczyć wiele z tych fascynujących zwierząt zwyczajnie trzeba mieć szczęście. A reszta Auckland? Cóż, Nowozolendczycy też muszą gdzieś żyć i pracować, a turyści skądś zaczynać swą przygodę lub ją kończyć. Natomiast w jednym Auckland doskonale wpisuje się w resztę kraju: najlepiej poruszać się po nim samochodem. Transport lokalny jest, z lotniska do centrum nawet dość dobrze zorganizowany, ale jeśli chcemy skakać po różnych częściach miasta, auto okaże się nieodzowne.

Widok na centrum Auckland z portu
Widok na centrum Auckland z portu

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Auckland

Al-Ajn, miasto-oaza na pustyni i oryksy arabskie

Al-Ajn (arab. العين‎, ang. Al Ain) po arabsku znaczy tyle co źródło, czasem jest też określane mianem miasta ogrodów. Ciekawostka: w pustynnych krajach semickich jest to popularna nazwa miasta, które wyrosło wokół oazy. Znajduje się blisko granicy z Omanem, więc samo w sobie jest dość dobrym miejscem na rozpoczęcie wizyty w tym kraju.

Wzgórze Al Nagfa i dobry punkt widokowy
Wzgórze Al Nagfa i dobry punkt widokowy

Al-Ajn, pałac muzeum i miasto szejka Zajida

Choć osadnictwo na tym istnieje od jakiś 4 tysięcy lat, historycznie trudno mówić o konkretnej dacie założenia. W każdym razie jeden z towarzyszy proroka Mohameda, Ka‘ab Bin Ahbar przyjechał tutaj i próbował nawracać lokalne ludy. Został i zbudował osadę w oazie, nie pierwszą i nie ostatnią. Dziś najstarsza zabudowa to forty z przełomu XIX i XX wieku.

Pałac Muzeum
Pałac Muzeum

Al-Ajn to drugie co do wielkości miasto emiratu Abu Zabi, czwarte w ZEA. Jest to miasto narodzin szejka Zajida ibn Sultan Al Nahyan (1918-2004), założyciela i pierwszego przywódcy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, stąd jest bardzo ważne historycznie. W końcu XIX lub początku XX wieku wraz z rozwojem państwowości arabskiej, nabrała rozpędu historia miasta. Powstały słynne forty, dziś mocno (aż za mocno) zrewitalizowane. To też najważniejsze zabytki miasta, położone w samym jego centrum. Choć dziś oczywiście bardziej istotne jest tu chyba wspominanie pamięci szejka Zajida.

Oaza Al-Ajn (Al Ain Oasis)
Oaza Al-Ajn (Al Ain Oasis)

Fort Al Jahili w Al-Ajn

Najważniejszy dla mieszkańców Emiratów, zabytek to pałac-muzeum (Al Ain Palace Museum). To właśnie jeden z fortów. Drugi to Al Jahili Fort, może już nie tak dostojny, ale też bardzo podobny. Świetnie odnowione i bardzo podobne miejscami, jakby częściowo robione były z tej samej formy. W każdym razie kształt fortu (i wież pałacu) jest bardzo rozpoznawalny w ZEA i można się na niego natknąć w różnych miejscach. To jeden z narodowych symboli.

Al Jahili Fort
Al Jahili Fort

Oaza Al-Ajn

Al Ain Oasis to największa oaza na obszarze miasta, znajdująca się na liście UNESCO. Za jej znaczenie dla formowania kultury i za podziemny system nawadniający – falaj. Zwiedzanie oazy trochę rozczarowuje: spaceruje się wybrukowaną aleją, po bokach są wysokie mury, nie wchodzi się za bardzo pomiędzy palmy, brakuje informacji. Oaza jest tuż przy pałacu, właściwie to jego część. Tyle że nie ma tu biletów, nie jest też zamykany w dni muzealne.

Al Jahili Fort
Al Jahili Fort

Sama oaza raczej nie robi dobrego wrażenia. Można nawet zacząć zastanawiać się, jakim cudem trafiło to na listę UNESCO? Czy tylko z powodu szejka Zajida? Słowo klucz w tym wypadku to właśnie tradycyjny falaj. Ten system budowania irygacji znany jest tu od prawie 3000 lat.

Wnętrza centrum handlowego Bawadi Mall
Wnętrza centrum handlowego Bawadi Mall

Centrum miasta można obejrzeć ze wzgórza Al Nagfa. To słynny punkt widokowy, znajdujący się niedaleko fortów. Niestety to nie jest ani Dubaj, ani Abu Zabi, więc nie robi to już takiego wrażenia.

Targ wielbłądów
Targ wielbłądów

Targ wielbłądów i Bawadi Mall

Jednak to nie zabytki ściągnęły naszą uwagę na Al-Ajn. W pewnym sensie odpowiada za to centrum handlowe Bawadi Mall, choć oczywiście w porównaniu z dubajskimi, to szkoda na nie marnować czasu. Jedna fontanna w środku i brak turystów, kupują zaś jedynie Arabowie z rodzinami. Prawdziwy kruczek tkwił w lokalizacji tego centrum. Tuż za nim znajduje się tradycyjne targowisko, na którym handluje się zwierzętami. To chcieliśmy zobaczyć.

Targ wielbłądów w Al-Ajn
Targ wielbłądów w Al-Ajn

Z samego rana, jeszcze przed śniadaniem, wybraliśmy się na pobliski targ wielbłądów, bo tak go się najczęściej określa. Oczywiście handlują też innymi zwierzętami, przede wszystkim kozami i owcami, ale to wielbłądy ściągają tu zarówno kupców jak i odwiedzających. Sprzedają tutaj tylko wielbłądy jadalne, to znaczy przeznaczone na konsumpcję. Nie było zwierząt wyścigowych.

Targ wielbłądów w Al-Ajn
Targ wielbłądów w Al-Ajn

To ostatni taki targ w Emiratach. Raczej zanikają już w tej formie. Ten powoli staje się też atrakcją turystyczną, co pewnie sprawi, że przetrwa w jakiejś formie. Idąc z samego rana można zobaczyć, jak to wyglądało naprawdę. Sprzedawcy pozwalają bez problemów robić zdjęcia, czasem sami chcą pozować. Klientów też nie ma zbyt wielu, może przyjdą później. Są zagrody, są zwierzęta i tyle. Natomiast w późniejszych godzinach przybywają tu turyści, najczęściej ze zorganizowanych wycieczek. Wstęp dla nich na targ jest płatny (ale nie jest to oficjalnie zorganizowane, więc bywa różnie). Sprzedawcy chcą też zarabiać na zdjęciach. Za to można sobie cyknąć fotki siedząc na wielbłądach, czy przebierając się w kolorowe stroje. Robi się z tego taka atrakcja turystyczna, w takim bardziej cepelianym znaczeniu.

Sam targ też nie jest dobrym miejscem dla osób wrażliwych. Nie ma tu jakiejś krwi, czy rzeźników, ale w tych krajach nie dba się zbytnio o zwierzęta i traktuje się je czasem dość brutalnie.

Targ wielbłądów w Al-Ajn
Targ wielbłądów w Al-Ajn

Ogród zoologiczny

Ale to nie koniec oglądania zwierząt w Al-Ajn. Nie udało nam się zobaczyć arabskich oryksów na wolności (ani w jordańskim rezerwacie, który akurat był nieczynny z powodu remontu), więc musieliśmy się posiłkować tutejszym ogrodem zoologicznym.

Safari w zoo
Safari w zoo

A jest to specjalne zoo. Zacznijmy od tego, że jeden z ojców założycieli, a potem prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich – szejk Zayed bin Sultan Al Nahyan był światłym człowiekiem z wizją. Nie tylko pchnął rozwój gospodarki i kultury tej części Półwyspu Arabskiego, ale także zainteresował się ochroną przyrody, w tym ochroną zagrożonych gatunków zwierząt – rzadko się to zdarza w świecie arabskim. Na jego zlecenie powstał w Al-Ajn ogród zoologiczny. W roku 1968 otwarto placówkę, której jednym z ważniejszych celów było i nadal jest, odtworzenie populacji oryksa arabskiego (Oryx leucoryx). Ze względu na niekontrolowane polowania, w 1970 roku uznano gatunek za wymarły na wolności.

Oryksy arabskie
Oryksy arabskie

Dzięki staraniom prywatnych hodowców (do których należał szejk Zayed) i ogrodów zoologicznych, w tym Al-Ajn, w 2011 roku populację oryksa na Półwyspie szacuje się na około tysiąca osobników. W zoo jest zdjęcie szejka Zayeda wypuszczającego oryksa na wolność. Nie tylko oryks arabski jest objęty programem reintrodukcji, ale także oryks szablorogi (Oryx dammah), który niegdyś występował w Afryce Północnej, dziś jest wymarły w stanie dzikim. W Tunezji, Maroko czy Senegalu próbuje się odtwarzać gatunek.

Pustynia obok zoo
Pustynia obok zoo

Oryksy i safari

Zoo w Al-Ajn jest bardzo dobrze przemyślane. Ma doskonale zachowaną równowagę pomiędzy ochroną gatunków i dobrym samopoczuciem zwierząt na wybiegach (nie do pomyślenia na targu), a satysfakcją zwiedzających, dodatkowymi atrakcjami i walorami edukacyjnymi. Wybiegi są naprawdę obszerne i urozmaicone, otoczone dość wysoką zielenią, dzięki czemu zwierzęta nie są bardzo wyeksponowane: dość, by je spokojnie obserwować, a jednocześnie by zwierzęta nie czuły się otoczone. Do dodatkowych atrakcji oprócz pokazów karmienia należy możliwość kupienia wycieczki safari na teren afrykańskiego wybiegu. Jedzie się samochodami terenowymi i robi zdjęcia, dokładnie jak na przykład na safari w Tanzanii czy Kenii. Po co ruszać się poza wygodny Półwysep? Duże centrum edukacyjne oferuje różne warsztaty, konferencje i pokazy. Prawdę mówiąc, nie spodziewaliśmy się tak świetnego ogrodu zoologicznego. Ten zaś jest naprawdę godny polecenia.

Oryks arabski
Oryks arabski

Parking

I co najważniejsze, to faktycznie jedno z najważniejszych centrów rozmnażania oryksów. Stąd pomysł na wizytę tutaj. Oryksy zaś można zobaczyć nawet bez wchodzenia do zoo. Przed wejściem, jak się jedzie na olbrzymi parking, jest wybieg, gdzie chodzą te wspaniałe zwierzęta. Parking oczywiście jest darmowy, ale jak ktoś chce to jest i wersja płatna typu valet (czyli szofer bierze kluczyki i parkuje) czy VIP.

Oryksy arabskie w zoo w Al-Ajn
Oryksy arabskie w zoo w Al-Ajn

Al-Ajn niestety nie jest tak popularne wśród turystów jak Dubaj, więc gorzej wygląda tu kwestia poruszania się komunikacją zbiorową po samym mieście. Zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem jest samochód: albo własny, albo taksówka. Z parkowaniem większych problemów nie ma.

Oryks szablorogi
Oryks szablorogi

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak emiracki
Al-Ajn