Archiwa tagu: ogród zoologiczny

Auckland, największe miasto Nowej Zelandii

Auckland to największe miasto Nowej Zelandii, jednocześnie stolica biznesowa, naukowa i kulturalna, ale nie polityczna. W aglomeracji mieszka prawie 1,5 miliona osób, co stanowi około 1/4 wszystkich mieszkańców kraju. Przy czym jakieś 40% populacji miasta to imigranci z Chin, Korei Południowej, Indii, Filipin, Południowej Afryki, Wielkiej Brytanii i wysp Polinezji, tworzą barwną, wielokulturową i wielosmakową (jeśli chodzi o lokalne restauracje) mieszankę. To zupełnie inna Nowa Zelandia niż reszta kraju, bardziej miejska.

Posąg krasnoluda na lotnisku AKL
Posąg krasnoluda na lotnisku AKL

Auckland od Maorysów do dziś

Miasto znajduje się u podnóża wygasłego wulkanu Eden, pomiędzy morzem Tasmana i Oceanem Spokojnym (przesmyk Tamaki). To też największy hub lotniczy w Nowej Zelandii, co czyni to miasto popularnym miejscem rozpoczynania lub kończenia przygody z tym krajem. Już na lotnisku czujemy się filmowo. Wystawiono tu kamienne posągi krasnoludów z „Władcy Pierścieni”.

Wieża telewizyjna
Wieża telewizyjna

Auckland, dawna stolica i największe miasto Nowej Zelandii

Miasto ma dwie nazwy maoryskie. Ākarana to tłumaczenie z angielskiego, właściwa nazwa to Tāmaki-makau-rau oznacza tyle, co żyzna kraina otoczona ze wszystkich stron wodą. Maorysi osiedlili się w tym miejscu około roku 1350. W 1832 sprzedali tę ziemię Josephowi Brooksowi Wellerowi. Od tego momentu oficjalnie istniała tu osada wielorybników. Wcześniej Europejczycy zapewne też tu mieszkali. W lutym 1840 roku gubernator Nowej Zelandii William Hobson zdecydował wybudować tu nową stolicę, wtedy właśnie założono miasto. Wówczas stolicą kolonii było Okiato (obecnie Russell), które Hobson uznawał jedynie za tymczasową stolicę. Budowę nowego miasta wsparły też lokalne plemiona moaryskie, jako znak dobrej woli. Auckland było stolicą tej brytyjskiej kolonii do 1865 roku (wtedy przeniesiono ją do Wellington), choć tu ciekawostka, prawa miejskie otrzymało dopiero w 1871 roku. Hobson odpowiada też za nazwę angielską. Wybrana została by uczcić George’a Edena, wicekróla Indii i hrabiego Auckland.

Ratusz
Ratusz

Pomijając powyższy akapit, Auckland nie ma długiej czy zawiłej historii, a co za tym idzie zabytków. Jest kilka miejsc, które bez wątpienia wyróżniają się od reszty, ale jak w innych miastach Nowej Zelandii, warto sobie przypomnieć, że do tego kraju jedzie się dla natury.

Centrum Auckland
Centrum Auckland

Centrum biznesowe Nowej Zelandii

Większość budynków, które wpadają w oko, pochodzi jeszcze z czasów kolonialnych, głównie z przełomu XIX i XX stulecia. Są one bardzo angielskie. Nowe budowle niestety najczęściej są bezpłciowe, nijakie. Wygląda to tak, jakby miasta rozwijały się w latach 70. czy 80. i dalej kontynuowały ten styl, nie patrząc na to, co dzieje się na świecie. Pięknie wygląda choćby stary budynek terminala promów przy porcie. Zresztą, ta część miasta ma swój klimat. Widać stąd ładną panoramę na wieżowce. Lepiej już chyba wygląda jedynie z powietrza, ewentualnie  w nocy, gdy jest jakoś oświetlone. Zaś sam port z przeróżnymi jachtami jest naprawdę klimatyczny, no i wewnątrz można się kąpać. Jest specjalne zejście do wody i ludzie to wykorzystują.

Nowozelandzkie drapacze chmur
Nowozelandzkie drapacze chmur

Drapacze chmur do najwyższych nie należą, ani też do jakiś wyszukanych. Chyba najlepiej określić to słowem, że to nie jest architektura, a zabudowania. Podobnie sprawa wygląda z wieżą telewizyjną, punkt dość charakterystyczny, wybijający się z reszty wysokością i kształtem.

Stary terminal promowy (Auckland, Nowa Zelandia)
Stary terminal promowy

Usilne próby szukania własnego stylu widać także choćby w katedrze. Obok klimatycznej, małej, angielskiej, jest i nowa. Ta starsza wygląda interesująca, nowa to eksperyment. Jest też bardzo nadęty War Memorial upamiętniający udział Nowej Zelandii w I wojnie światowej, choć ten i tak wygląda lepiej niż podobny w Wellington. Czyli kloc zbudowany w nieudolnej wersji stylu neoklasycznego, ma być duży i monumentalny, szczegóły wykonania istotne nie są. Niestety takie podejście jest dość częste przy tego typu budowlach czy to w Stanach, czy właśnie Nowej Zelandii. Miasta nie ratuje też główna ulica Queen Street. Parę sklepów, czasem znajdzie się coś ładnego. Choćby ratusz. Konkluzja jest prosta: Auckland nie jest interesującym miejscem do zwiedzania zabytków architektury. Nie ta część świata.

Nowoczesna katedra w Auckland
Nowoczesna katedra w Auckland

Zoo i parki

Jest coś ciekawego do zobaczenia w Auckland poza portem? Parki. W centrum oczywiście króluje Albert’s Park, zdecydowanie najciekawszy. Wokół War Memorial też jest duży zielony teren, no i w samym centrum bardzo wiele mniejszych obszarów zielonych. Bardziej na obrzeżach znajduje się ogród botaniczny, a trochę bliżej miejsce, które było naszą pierwszą atrakcją odwiedzoną w Nowej Zelandii. To ogród zoologiczny.

Memoriał wojenny
Memoriał wojenny

Nowa Zelandia to jedna wielka ciekawostka zoologiczna i botaniczna. Właśnie z tego względu pierwszym naszym punktem zwiedzania miało być Zoo w Auckland. Tutaj też mamy największe szanse zobaczyć kiwi czy hatterię, czy masę innych zwierząt na które można się natknąć, ale niekoniecznie jest to tak łatwe i możliwe. Kiwi, rzadziej hatterię, da się zobaczyć w kilku miejscach w Nowej Zelandii. To dość popularna atrakcja, tak więc jeśli nie tu, to na centrum kiwi albo coś w tym stylu można się natknąć jeżdżąc po kraju.

Modrzyk ciemny (Porphyrio porphyrio melanotus) to podgatunek modrzyka zwyczajnego.
Modrzyk ciemny (Porphyrio porphyrio melanotus) to podgatunek modrzyka zwyczajnego.

Warto podkreślić, że naturalnie występują tu tylko dwa rodzaje ssaków: foki i nietoperze. Waleni nie liczymy, bo nie ma ich na lądzie. Wszystkie inne: szczury, oposy, króliki, owce, krowy, psy, koty, ludzie, pojawiły się tutaj za sprawą tych ostatnich. Pierwsi ludzie – polinezyjscy Maorysi – przypłynęli na południową wyspę około 1280 roku (naszej ery oczywiście) i zaczęli kolonizować wyspy. To oni przywieźli ze sobą pierwsze obce gatunki zwierząt.

Węgorz nowozelandzki
Węgorz nowozelandzki

Żywe skamieniałości

Pierwszy biały człowiek – Holender o nazwisku Abel Tasman – odkrył ten ląd w połowie XVII wieku. Gdy wraz z załogą zszedł na ląd, został zaatakowany przez tubylców, opuścił więc wyspę. Nie wiemy, może już on zawlókł jakieś europejskie zwierzęta. Ponownie dla Europy Nowa Zelandia (nazwana tak przez Tasmana) została odkryta przez Jamesa Cooka w 1769 roku. Wtedy zaczyna się historia krwawych wojen i podboju kraju przez ludzi i zwierzęta. Człowiek i przywleczone przez niego obce gatunki flory i fauny doprowadziły do zagłady wielu lokalnych gatunków, a kolejne są zagrożone do dziś.

Nie ma już potężnych strusi moa: te największe współczesne ptaki osiągały nawet 3,6 metra wysokości! Maorysi zabijali je dla mięsa i gatunek wymarł pod koniec XIV lub już w XV wieku. Na moa polowały siejące grozę orły Haasta. Osiągały rozpiętość skrzydeł ponad 2,5 metra, wagę aż 10 kg. Gdy ich główne źródło pokarmu było przetrzebione, z głodu polowały na ludzi. Ludziom się to nie spodobało i już w XV wieku orły Haasta bezpowrotnie zniknęły z nieboskłonu. Wymarł także kurobród różnodzioby (przez Maorysów nazywany Huia), niestety ta lista jest znacznie  dłuższa.

Hatteria (Sphenodon)
Hatteria (Sphenodon)

Za to do dziś żyje hatteria lub tuatara jak tu na nią mówią. Ta żyjąca skamielina choć przypomina jaszczurkę, więcej ma wspólnego z dinozaurami. Żyją tylko dwa przedstawiciele swego rodzaju – hatteria i hatteria niespodziana, oba występują obecnie na mniejszych wyspach Nowej Zelandii. Zobaczenie jej w naturze jest dość ciężkie. Tu w zoo dało się im dość dobrze przyjrzeć. Wprawne oko dostrzeże różnice w ogonie, czaszce (w końcu jest tam miejsce na trzecie oko) w porównaniu do zwykłych jaszczurek. I choć ogólnie przyjęło się uważać, że to kiwi jest największą atrakcją zoologiczną tego kraju, to właśnie ten gad jest zdecydowanie najciekawszym gatunkiem. To naprawdę jest żywa skamieniałość. Zagrożona wymarciem, szczęśliwie jednak chroniona.

Kiwi można zobaczyć tylko w ciemnych pawilonach
Kiwi można zobaczyć tylko w ciemnych pawilonach

Gdzie zobaczyć kiwi

No i oczywiście kiwi. Te zabawne nieloty, po których Zelandczycy sami siebie nazywają, są nocnymi stworzeniami. Za pomocą długich dziobów i silnych łap rozgrzebują ściółkę leśną w poszukiwaniu pokarmu: bezkręgowców i nasion. W orientowaniu się w przestrzeni pomagają im wibrysy u nasady dzioba oraz znakomity węch i słuch, wzrok natomiast mają słaby. Populacji czterech podgatunków kiwi zagrażają psy – nie tylko te zdziczałe, ale i udomowione, puszczane samopas – oraz szczury (polinezyjski i europejski), które wybierają wysokoenergetyczne jajka z gniazd.

Kiwi są ptakami nocnymi, więc wszędzie, gdzie można je oglądać, wystawiane są w nocnych pawilonach. W wielu obowiązuje całkowity zakaz robienia zdjęć, w pozostałych (jak w zoo w Auckland) zakaz używania lampy błyskowej. By zrobić im zdjęcie, trzeba mieć trochę szczęścia. Nam udało się załapać na czyjąś lampę. Kiwi jest bardzo charakterystycznym ptakiem, wyglądającym bardzo sympatycznie, w dodatku kojarzonym z tym krajem. Pewnie dlatego Nowozelandczycy sami siebie określają mianem kiwi. Zresztą ochrona tych ptaków jak i chwalenie się nimi jest tu dość częste.

Nestor kaka (Nestor meridionalis)
Nestor kaka (Nestor meridionalis)

Nowa Zelandia to przede wszystkim kraj ptaków, więc w zoo jest ich bardzo wiele. Mamy olbrzymie woliery, mnóstwo lokalnej roślinności, tabliczek z informacjami. Wizyta tu to bardzo pouczająca i ciekawa atrakcja.

Port w Auckland
Port w Auckland

Do zoo z pewnością warto się wybrać. Będzie dobrym uzupełnieniem odwiedzanej natury w tym kraju. Bo o ile rośliny się nie przemieszczają, by zobaczyć wiele z tych fascynujących zwierząt zwyczajnie trzeba mieć szczęście. A reszta Auckland? Cóż, Nowozolendczycy też muszą gdzieś żyć i pracować, a turyści skądś zaczynać swą przygodę lub ją kończyć. Natomiast w jednym Auckland doskonale wpisuje się w resztę kraju: najlepiej poruszać się po nim samochodem. Transport lokalny jest, z lotniska do centrum nawet dość dobrze zorganizowany, ale jeśli chcemy skakać po różnych częściach miasta, auto okaże się nieodzowne.

Widok na centrum Auckland z portu
Widok na centrum Auckland z portu

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Auckland

Al-Ajn, miasto-oaza na pustyni i oryksy arabskie

Al-Ajn (arab. العين‎, ang. Al Ain) po arabsku znaczy tyle co źródło, czasem jest też określane mianem miasta ogrodów. Ciekawostka: w pustynnych krajach semickich jest to popularna nazwa miasta, które wyrosło wokół oazy. Znajduje się blisko granicy z Omanem, więc samo w sobie jest dość dobrym miejscem na rozpoczęcie wizyty w tym kraju.

Wzgórze Al Nagfa i dobry punkt widokowy
Wzgórze Al Nagfa i dobry punkt widokowy

Al-Ajn, pałac muzeum i miasto szejka Zajida

Choć osadnictwo na tym istnieje od jakiś 4 tysięcy lat, historycznie trudno mówić o konkretnej dacie założenia. W każdym razie jeden z towarzyszy proroka Mohameda, Ka‘ab Bin Ahbar przyjechał tutaj i próbował nawracać lokalne ludy. Został i zbudował osadę w oazie, nie pierwszą i nie ostatnią. Dziś najstarsza zabudowa to forty z przełomu XIX i XX wieku.

Pałac Muzeum
Pałac Muzeum

Al-Ajn to drugie co do wielkości miasto emiratu Abu Zabi, czwarte w ZEA. Jest to miasto narodzin szejka Zajida ibn Sultan Al Nahyan (1918-2004), założyciela i pierwszego przywódcy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, stąd jest bardzo ważne historycznie. W końcu XIX lub początku XX wieku wraz z rozwojem państwowości arabskiej, nabrała rozpędu historia miasta. Powstały słynne forty, dziś mocno (aż za mocno) zrewitalizowane. To też najważniejsze zabytki miasta, położone w samym jego centrum. Choć dziś oczywiście bardziej istotne jest tu chyba wspominanie pamięci szejka Zajida.

Oaza Al-Ajn (Al Ain Oasis)
Oaza Al-Ajn (Al Ain Oasis)

Fort Al Jahili w Al-Ajn

Najważniejszy dla mieszkańców Emiratów, zabytek to pałac-muzeum (Al Ain Palace Museum). To właśnie jeden z fortów. Drugi to Al Jahili Fort, może już nie tak dostojny, ale też bardzo podobny. Świetnie odnowione i bardzo podobne miejscami, jakby częściowo robione były z tej samej formy. W każdym razie kształt fortu (i wież pałacu) jest bardzo rozpoznawalny w ZEA i można się na niego natknąć w różnych miejscach. To jeden z narodowych symboli.

Al Jahili Fort
Al Jahili Fort

Oaza Al-Ajn

Al Ain Oasis to największa oaza na obszarze miasta, znajdująca się na liście UNESCO. Za jej znaczenie dla formowania kultury i za podziemny system nawadniający – falaj. Zwiedzanie oazy trochę rozczarowuje: spaceruje się wybrukowaną aleją, po bokach są wysokie mury, nie wchodzi się za bardzo pomiędzy palmy, brakuje informacji. Oaza jest tuż przy pałacu, właściwie to jego część. Tyle że nie ma tu biletów, nie jest też zamykany w dni muzealne.

Al Jahili Fort
Al Jahili Fort

Sama oaza raczej nie robi dobrego wrażenia. Można nawet zacząć zastanawiać się, jakim cudem trafiło to na listę UNESCO? Czy tylko z powodu szejka Zajida? Słowo klucz w tym wypadku to właśnie tradycyjny falaj. Ten system budowania irygacji znany jest tu od prawie 3000 lat.

Wnętrza centrum handlowego Bawadi Mall
Wnętrza centrum handlowego Bawadi Mall

Centrum miasta można obejrzeć ze wzgórza Al Nagfa. To słynny punkt widokowy, znajdujący się niedaleko fortów. Niestety to nie jest ani Dubaj, ani Abu Zabi, więc nie robi to już takiego wrażenia.

Targ wielbłądów
Targ wielbłądów

Targ wielbłądów i Bawadi Mall

Jednak to nie zabytki ściągnęły naszą uwagę na Al-Ajn. W pewnym sensie odpowiada za to centrum handlowe Bawadi Mall, choć oczywiście w porównaniu z dubajskimi, to szkoda na nie marnować czasu. Jedna fontanna w środku i brak turystów, kupują zaś jedynie Arabowie z rodzinami. Prawdziwy kruczek tkwił w lokalizacji tego centrum. Tuż za nim znajduje się tradycyjne targowisko, na którym handluje się zwierzętami. To chcieliśmy zobaczyć.

Targ wielbłądów w Al-Ajn
Targ wielbłądów w Al-Ajn

Z samego rana, jeszcze przed śniadaniem, wybraliśmy się na pobliski targ wielbłądów, bo tak go się najczęściej określa. Oczywiście handlują też innymi zwierzętami, przede wszystkim kozami i owcami, ale to wielbłądy ściągają tu zarówno kupców jak i odwiedzających. Sprzedają tutaj tylko wielbłądy jadalne, to znaczy przeznaczone na konsumpcję. Nie było zwierząt wyścigowych.

Targ wielbłądów w Al-Ajn
Targ wielbłądów w Al-Ajn

To ostatni taki targ w Emiratach. Raczej zanikają już w tej formie. Ten powoli staje się też atrakcją turystyczną, co pewnie sprawi, że przetrwa w jakiejś formie. Idąc z samego rana można zobaczyć, jak to wyglądało naprawdę. Sprzedawcy pozwalają bez problemów robić zdjęcia, czasem sami chcą pozować. Klientów też nie ma zbyt wielu, może przyjdą później. Są zagrody, są zwierzęta i tyle. Natomiast w późniejszych godzinach przybywają tu turyści, najczęściej ze zorganizowanych wycieczek. Wstęp dla nich na targ jest płatny (ale nie jest to oficjalnie zorganizowane, więc bywa różnie). Sprzedawcy chcą też zarabiać na zdjęciach. Za to można sobie cyknąć fotki siedząc na wielbłądach, czy przebierając się w kolorowe stroje. Robi się z tego taka atrakcja turystyczna, w takim bardziej cepelianym znaczeniu.

Sam targ też nie jest dobrym miejscem dla osób wrażliwych. Nie ma tu jakiejś krwi, czy rzeźników, ale w tych krajach nie dba się zbytnio o zwierzęta i traktuje się je czasem dość brutalnie.

Targ wielbłądów w Al-Ajn
Targ wielbłądów w Al-Ajn

Ogród zoologiczny

Ale to nie koniec oglądania zwierząt w Al-Ajn. Nie udało nam się zobaczyć arabskich oryksów na wolności (ani w jordańskim rezerwacie, który akurat był nieczynny z powodu remontu), więc musieliśmy się posiłkować tutejszym ogrodem zoologicznym.

Safari w zoo
Safari w zoo

A jest to specjalne zoo. Zacznijmy od tego, że jeden z ojców założycieli, a potem prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich – szejk Zayed bin Sultan Al Nahyan był światłym człowiekiem z wizją. Nie tylko pchnął rozwój gospodarki i kultury tej części Półwyspu Arabskiego, ale także zainteresował się ochroną przyrody, w tym ochroną zagrożonych gatunków zwierząt – rzadko się to zdarza w świecie arabskim. Na jego zlecenie powstał w Al-Ajn ogród zoologiczny. W roku 1968 otwarto placówkę, której jednym z ważniejszych celów było i nadal jest, odtworzenie populacji oryksa arabskiego (Oryx leucoryx). Ze względu na niekontrolowane polowania, w 1970 roku uznano gatunek za wymarły na wolności.

Oryksy arabskie
Oryksy arabskie

Dzięki staraniom prywatnych hodowców (do których należał szejk Zayed) i ogrodów zoologicznych, w tym Al-Ajn, w 2011 roku populację oryksa na Półwyspie szacuje się na około tysiąca osobników. W zoo jest zdjęcie szejka Zayeda wypuszczającego oryksa na wolność. Nie tylko oryks arabski jest objęty programem reintrodukcji, ale także oryks szablorogi (Oryx dammah), który niegdyś występował w Afryce Północnej, dziś jest wymarły w stanie dzikim. W Tunezji, Maroko czy Senegalu próbuje się odtwarzać gatunek.

Pustynia obok zoo
Pustynia obok zoo

Oryksy i safari

Zoo w Al-Ajn jest bardzo dobrze przemyślane. Ma doskonale zachowaną równowagę pomiędzy ochroną gatunków i dobrym samopoczuciem zwierząt na wybiegach (nie do pomyślenia na targu), a satysfakcją zwiedzających, dodatkowymi atrakcjami i walorami edukacyjnymi. Wybiegi są naprawdę obszerne i urozmaicone, otoczone dość wysoką zielenią, dzięki czemu zwierzęta nie są bardzo wyeksponowane: dość, by je spokojnie obserwować, a jednocześnie by zwierzęta nie czuły się otoczone. Do dodatkowych atrakcji oprócz pokazów karmienia należy możliwość kupienia wycieczki safari na teren afrykańskiego wybiegu. Jedzie się samochodami terenowymi i robi zdjęcia, dokładnie jak na przykład na safari w Tanzanii czy Kenii. Po co ruszać się poza wygodny Półwysep? Duże centrum edukacyjne oferuje różne warsztaty, konferencje i pokazy. Prawdę mówiąc, nie spodziewaliśmy się tak świetnego ogrodu zoologicznego. Ten zaś jest naprawdę godny polecenia.

Oryks arabski
Oryks arabski

Parking

I co najważniejsze, to faktycznie jedno z najważniejszych centrów rozmnażania oryksów. Stąd pomysł na wizytę tutaj. Oryksy zaś można zobaczyć nawet bez wchodzenia do zoo. Przed wejściem, jak się jedzie na olbrzymi parking, jest wybieg, gdzie chodzą te wspaniałe zwierzęta. Parking oczywiście jest darmowy, ale jak ktoś chce to jest i wersja płatna typu valet czy VIP.

Oryksy arabskie w zoo w Al-Ajn
Oryksy arabskie w zoo w Al-Ajn

Al-Ajn niestety nie jest tak popularne wśród turystów jak Dubaj, więc gorzej wygląda tu kwestia poruszania się komunikacją zbiorową po samym mieście. Zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem jest samochód: albo własny, albo taksówka. Z parkowaniem większych problemów nie ma.

Oryks szablorogi
Oryks szablorogi

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak emiracki
Al-Ajn

Sztokholm, zwiedzanie i zabytki stolicy Szwecji

Szwecja słynie z mężnych i groźnych Wikingów, ukształtowanych przez srogą Północ, bardzo praktycznego i surowego designu oraz postępowości. To wszystko widać w stolicy, Sztokholmie (szw. Stockholm), gdzie historia łączy się z nowoczesnością. Warto zauważyć, że Sztokholm jest jedną z niewielu europejskich stolic, która nie została tknięta podczas II wojny światowej. Już wówczas Szwedzi mocno trzymali się swojej polityki nieingerowania. Do dziś nie należą choćby do NATO. Sztokholm daje wyobrażenie jak mogły się rozwijać inne miasta, gdyby nie okropieństwa wojny. Jednocześnie to dobre, acz drogie, miejsce na weekendowy wyjazd.

Dom Szlachty
Dom Szlachty

Sztokholm kiedy i dlaczego w lecie

Dobrym sposobem na zwiedzanie Sztokholmu są tak zwane białe noce. Można ich doświadczyć np. w Petersburgu, czy w innych miejscach na podobnej wysokości geograficznej. W każdym razie pod koniec czerwca słońce zachodzi gdzieś około 22:00, ciemno robi się blisko północy, zaś wschód mamy już o 3:45. To pozwala dużo dłużej włóczyć się po starym mieście, w dzień obejrzeć muzea, zaś potem pospacerować sobie. O ile oczywiście nie pada i nie jest zbyt zimno, ale czerwiec to też w miarę ciepły okres tutaj.

Zimą Skandynawia też jest piękna, ale inna, bardziej wymagająca. W Sztokholmie czasem zamarzają wody w kanałach. Niestety też dość szybko robi się ciemno i chłodno.

Riddarholmen
Riddarholmen

Krótka historia Sztokholmu

Właściwie nie wiadomo kiedy dokładnie powstał Sztokholm. Udokumentowane istnienie pochodzi z zapisków z 1252. Wg legend gdzieś tu znajdowała się legendarna stolica Agnafit dawnego króla Szwecji – Agne. Nazwa Sztokholm prawdopodobnie pochodzi od słów stock, czyli pal i holme, czyli wyspa. Obecnie miasto jest położone na 14 wyspach połączonych 53 mostami. Najstarsza część to Gamla stan, która od XIII wieku rozwijała się jako miasto handlowe. Od 1523, gdy miasto zajął Gustaw I Waza stało się stolicą Szwecji. W 1697 Sztokholm w większości został zniszczony w wyniku pożaru, więc większość budynków, wliczając to pałac królewski powstało już w XVIII wieku lub później.

Ratusz

Bardzo ciekawym przykładem surowości tutejszej architektury jest ratusz, który zaprojektował Ragnar Östberg. Może on wyglądać znajomo, a to głównie dlatego, że jest dość mocno inspirowany pałacem Dożów z Wenecji (choć niekoniecznie się z nim kojarzy), przynajmniej jeśli chodzi o główną konstrukcję. Podobieństw trochę jest, choćby monumentalna wieża, patio, arkady. Jednocześnie jest w pewien sposób ciężki, rzucający się w oczy. Idealnie pasujący do tutejszego klimatu. Z pewnością nie ma tylu ozdobników.

Ratusz widziany z kanału
Ratusz widziany z kanału

Pałac Królewski

Sercem miasta jest dzielnica Gamla stan, czyli Stare miasto. To tu znajduje się choćby Pałac Królewski (Kungliga slottet). Bez wątpienia obiekt wart odwiedzenia. Można kupić bilety do kilku jego części, jak choćby komnat, skarbca czy królewskich karoc. W komnatach znajdują się także stałe ekspozycje, w tym także odznaczenia Orderu Królewskiego Serafinów. Są oczywiście polskie akcenty (Ignacy Mościcki, Lech Wałęsa, Bronisław Komorowski). Przy pałacu można też oglądać uroczystą zmianę warty.

Pałac Królewski (Sztokholm)
Pałac Królewski (Sztokholm)

Inne atrakcje na Gamla stan

Na Starym Mieście można też przejść się między wąskimi uliczkami. To tu znajdziemy ciekawe zabytki i muzea. W tym także muzeum Nobla. Choć w centrum znajduje się wiele kościołów, to jak to ma miejsce w krajach skandynawskich, tylko do nielicznych można zajrzeć. Wśród nich są choćby katedra (Storkyrkan) czy kościół Riddarholmen.

Katedra
Katedra

Sztokholm: Punkty i tarasy widokowe

Stare miasto chyba najlepiej w całości oglądać jest od południa. Jednym z punktów widokowych jest taras i winda Katarina gangbro (w dzielnicy Södermalm). Ale można też pójść w kierunku Mosebacketerrassen. Tam ciągnie się ścieżka, z której także doskonale widać centrum. 

Katarina gangbro
Katarina gangbro

Kanały Sztokholmu

Dobrym sposobem na zwiedzanie jest też rejs po kanałach. Jest ich tu co najmniej kilka do wyboru. Przy okazji można posłuchać o samej Szwecji i historii miasta. Warto zwrócić uwagę, że mamy kilka różnych wodnych tras do dyspozycji, więc lepiej wcześniej wybrać sobie jedną z nich.

Gamla stan (Sztokholm)
Gamla stan (Sztokholm)

Sztokholm: Muzeum Vasa

W Sztokholmie nie mogliśmy odpuścić muzeum okrętu królewskiego „Vasa”. Ta zbudowana w latach 1626-28 jednostka miała być postrachem Morza Bałtyckiego, największym i najlepiej uzbrojonym okrętem wojennym, który miał zdecydować o szwedzkim zwycięstwie w wojnie z Polską. „Vasa” stał się za to słynny za sprawą swojego spektakularnego zatonięcia w kilkanaście minut po wyjściu z portu. Okręt spoczął na dnie i zachował się w niemal nienaruszonym stanie. W latach 50. XX wieku Szwedzi podjęli starania mające na celu wydobycie wraku z dna zatoki. Nie stało się to szybko – akcja wydobywcza trwała do 1961 roku, gdy udało się podnieść wrak celem dalszej konserwacji, która trwała dobre kilkanaście lat.

Vasa
Vasa

W roku 1990 okręt udostępniono publiczności i oto jesteśmy w Vasa Museum, które stało się jedną z największych atrakcji miasta. W nim można przyjrzeć się z bliska temu kuriozum. Jeśli porówna się jego konstrukcję z większymi, późniejszymi żaglowcami gołym okiem da się dostrzec podstawową wadę. Środek ciężkości znajdował się za wysoko, więc wystarczył wiatr i okręt nie mógł utrzymać równowagi. Dziś wydaje się to takie oczywiste, ale „Vasa” był pewnego rodzaju eksperymentem.

Muzeum Nordyckie (Sztokholm, Szwecja)
Muzeum Nordyckie (Sztokholm, Szwecja)

Inne muzea Sztokholmu

To oczywiście nie jedyne muzeum warte zobaczenia. Kolejne z nich to Muzeum Nordyckie (Nordiska). Można tam lepiej poznać tak historię, jak i szwedzki design. Wygląda trochę jak jeden wielki bałagan, gdzie jest mydło i powidło, ale trzeba przyznać, że zbiory są dość intrygujące.

Więcej na ten temat szwedzkiego stylu można przeczytać na blogu Trykowska Studio.

Inne bardzo polecane w wielu miejscach muzeum to Fotografiska. Ma jedną podstawową zaletę – jest bardzo długo czynne, więc można tam spokojnie sobie przyjść późnym wieczorem.

Fotografiska
Fotografiska

Skansen, czyli najstarsze zabytki Sztokholmu

Sztokholm, podobnie jak Oslo, ma swój miejski skansen. Ten założony w 1891 roku skansen jest pierwszym w Szwecji i ukazuje sposób życia w różnych rejonach kraju epoki przedindustrialnej. Najstarszy budynek pochodzi z XIV wieku, jest też replika XIX-wiecznego miasteczka. Pracownicy paradują w strojach z epoki i czasem coś robią. Jest niby bardziej żywy, niż ten z Oslo, ale tamten sprawiał wrażenie bardziej autentycznego.

Skansen w Sztokholmie
Skansen w Sztokholmie

Szwedzki skansen pełni też rolę zoo. Oprócz domków i ludzi są także zwierzęta, zarówno te gospodarskie, jak i dziko żyjące w Skandynawii. Prawdopodobnie to jest największa atrakcja miejska mająca coś wspólnego z Wikingami. Ci obecni są głównie w gadżetach, ale ze Sztokholmu organizowane są całodniowe wycieczki do wioski słynnych wojów.

Renifer w skansenie
Renifer w skansenie

Sztoklom: Millesgården, ogród sztuk

Ciekawym miejscem jest także Millesgården, czyli ogród z rzeźbami, założony w 1936 roku przez rzeźbiarza Carlsa i jego żonę Olgę Milles. Ogród niewielki, kameralny, same rzeźby niekiedy intrygujące. Rozciąga się stąd ładny widok na Sztokholm.

Ogrody Millesgården
Ogrody Millesgården

Sztokholmskie Metro – stacje i bilety

Po mieście najłatwiej poruszać się metrem, co jest już samo w sobie dodatkową atrakcją. Metro w Sztokholmie to jedno z miejsc, gdzie artyści mogą się bezkarnie wyżywać. Różne źródła zachęcają do eksploracji wielu stacji metra. Trzeba przyznać, że kilka stacji jest dość udanych, całość mocno różnorodna, ale też nierówna.

Stacja metra Radhuset (Sztokholm)
Stacja metra Radhuset (Sztokholm)

Karty miejskie w Sztokholmie

By poruszać się metrem i zwiedzać muzea, warto wpierw zaopatrzyć się w kartę miejską. Do wyboru są dwie różne: Stockholm City Pass i Stockholm Pass. Pierwsza jest tańsza, ale ma ograniczoną ilość wejść do muzeów. W wersji podstawowej 3, w wersji rozszerzonej 5. Za to komunikacja miejska jest wliczona w cenę. Stockholm Pass jest droższa, można do niej dokupić kartę komunikacyjną, za to wejściówki są limitowane na zasadzie raz do danego budynku. Zresztą tych muzeów też jest więcej (ok. 60 do wyboru, City Pass ma ich około 20). Obie karty uprawniają też do wykorzystania jednego rejsu kanałami. Jeśli zależy nam na zwiedzeniu kilku muzeów/ogrodów i zobaczeniu choć na chwilę jeszcze kolejnych, Stockholm Pass bardzo szybko się zwraca i jest dobrym rozwiązaniem. Swoją droga Stockholm City Pass można kupić w informacji turystycznej oznaczonej na niebiesko, zaś Stockholm Pass na zielono.

Metro w Sztokholmie
Metro w Sztokholmie

Strieg Larsson, czyli Sztokholm śladami „Millennium”

Obecnie Szwecja jest też mocno kojarzona ze Stiegiem Larssonem i jego trylogią „Millennium”. Tu rozmywa się film, serial i powieści. Bez trudu można znaleźć zorganizowaną wycieczkę śladami Michaela Blomkvista i Lizabeth Salander. Da się kupić też specjalne przewodniki. Jednak jest to dobry biznes, więc trudno o wiele opisów w sieci. Warto dodać, że kolejne filmy z serii przynajmniej w jakiejś części są kręcone w Sztokholmie.

Park Tivoli (Sztokholm)
Park Tivoli (Sztokholm), skandynawski park rozrywki

Ogólnie warto zauważyć, że miasta skandynawskie takie jak Oslo, Kopenhaga czy właśnie Sztokholm w wielu miejscach są bardzo do siebie podobne. Te państwa dzielą wspólną historię, wymieniały się wpływami i to widać. Różnice oczywiście są. Odbyła się tu także V Olimpiada Letnia w 1912.

Miasto obsługują dwa lotniska lowcostowe Sztokholm-Skavsta (tu z polski lata Wizzair czy Norwegian) i zwykłe Arlanda. Z obu kursują do centrum tak pociągi (z Arlanda nawet ekspres) jak i autobusy.

Zmiana warty (Sztokholm)
Zmiana warty (Sztokholm)

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak szwedzki
Sztokholm

Amsterdam śladami Bonda i nie tylko

Formalnie do Amsterdamu przywiódł nas James Bond, a dokładniej „Diamenty są wieczne” Guya Hamiltona z 1971 z Seanem Connerym. Ale mówiąc szczerze wokół tego miasta narosła legenda, której przygody 007 nawet nie próbują ogarnąć. Amsterdam ma swoje miejsce w pop-kulturze, ale i świadomości, przez to przyciąga wielu turystów. Jedni spragnieni są wrażeń czy to w dzielnicach rozkoszy, czy coffee shopach, inni zaś przybywają tu ze względu na sztukę i historię. Warto pamiętać też o kanałach i architekturze, przez to miasto bywa nazywane Wenecją Północy (kolejną), acz ta ma więcej mostów niż oryginalna. Bond gdzieś niknie w tle. Podobnie jak fakt, że w 1928 odbyły się tu Letnie Igrzyska Olimpijskie, mimo że jest tu muzeum olimpijskie.

Margere Brug
Margere Brug

Amsterdam i James Bond

Zresztą, jak już parę razy wspominaliśmy, starsze filmy z cyklu o 007 raczej nie przedstawiały zbyt dokładnie miast, w których dzieje się akcja. Ot kilka ujęć, by uwiarygodnić film. Podobnie jest z „Diamentami”. Tu najważniejszą rolę odgrywają amsterdamskie kanały i jeden podnoszony most, Margere Brug , czyli tak zwany Chudy Most (ang. Skinny Bridge). Podobno został zbudowany przez dwie bogate siostry, które żyły po przeciwnych brzegach rzeki Amstel. Według jednej z wersji, nie były aż tak bogate, więc zbudowały wąski most. Inna z kolei mówi, że miały na nazwisko Mager, stąd nazwa mostu. Oryginalny powstał w 1691, obecny to efekt modyfikacji z 1934. W Bondzie skrótowo pojawia się nawet ta historia, kiedy Wint i Kidd płyną łodzią turystyczną, zwiedzając miasto. Zresztą to ich widać na tle tego mostu.

Margere Brug z bliska
Margere Brug z bliska

Oczywiście poza mostem nagrano tam też kilka innych ujęć. Niestety miejsca te obecnie dużo trudniej rozpoznać. Dość mocno się zmieniły, z jednym małym wyjątkiem. Można choćby zobaczyć kamienicę w której mieszkała Tiffany. Znajduje się na Reguliersgracht 36. Obok też jest kamienny most przez który przejeżdża Bond. Podobno jakieś ujęcia powstały też w okolicy ulicy Brouwersgracht.

Kind i Wind przed Chudym Mostem („Diamenty są wieczne”, Amsterdam)
Kind i Wind przed Chudym Mostem („Diamenty są wieczne”, Amsterdam)

Inne filmy kręcone w Amsterdamie

Kanały amsterdamskie możemy zobaczyć w „Adwokacie” (2013) Ridleya Scotta czy głośnym „Witaj w klubie” (2013) Jeana-Marca Vallee lub „Bodygourd Zawodowiec” (2017) Patricka Hughesa. Na ulicach zaś odbywają się rozmowy w „Ocean’s Twelve: Dogrywka” (2004) Stevena Soderbergha. Warto też wrócić uwagę na film „Gwiazd naszych wina” (2014) Josha Boone’a. Jego akcja dzieje się w dużej części w Amsterdamie i bohaterowie pośrednio zwiedzają miasto. Są tu ujęcia zarówno Chudego Mostu, Rijksmuseum (dokładniej przejścia przez budynek) czy domu Anny Frank.

Dobrze też wspomnieć o kinie niderlandzkim. Kanały i zabudowa Amsterdamu zostały uwiecznione w filmie „Charakter” (1997) Mike’a van Diema. Warto dodać, że ten nagrodzony Oskarem obraz w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny był nagrywany także we Wrocławiu, który dublował Amsterdam.

Inne bondowskie okolice
Inne bondowskie okolice

Amsterdam – historyczna stolica

Dziś Amsterdam jest konstytucyjną stolicą Holandii, choć większość instytucji i tak ma swoje siedziby w Hadze. Początki miasta sięgają XIII wieku, zostało ono zbudowane głównie dzięki handlowi i portowi. Jest kilka wersji o powstaniu Amsterdamu. Legendy mówią o rybakach, którzy trafili tu przez przypadek, lub uciekinierach. Fakty sugerują, że w XII istniała tu mała osada rybacka, a w 1225 zaczęto tu budować stałe domy. W 1250 wybudowano tamę (Dam) i most, zaś mieszkańcy rozwijali tu rybołówstwo i żeglarstwo. Pierwotna nazwa osady to Amstelredam. W 1275 hrabia Holandii Floris V przyznał rybakom wolność od podatku, co wiąże się z rozwojem miejscowości. Celem jednak nie był rozwój Amsterdamu, co uderzenie w możnych z Utrechtu. Wkrótce jednak Florisa zamordowano, a Amsterdam ponownie dostał się pod jurysdykcję biskupa Utrechtu. Na początku XIV wieku miasto dostało prawa miejskie i zaczął się rozwijać handel.

James Bond przejeżdżający przez most („Diamenty są wieczne”, Amsterdam)
James Bond przejeżdżający przez most („Diamenty są wieczne”, Amsterdam)

Prawdziwy rozkwit przeżywało od XVII wieku, kiedy powołano do życia Holenderską Kompanię Wschodnioindyjską, pierwszą na świecie spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Działo się to już po reformacji i wojnach z nią związanych. To był złoty wiek Amsterdamu, który stał się wówczas światową metropolią, miastem ważnym gospodarczo i kulturowo. Spadek znaczenia wiąże się z upadkiem kompanii. Ale też w XIX wieku Amsterdam został oficjalnie stolicą Niderlandów, dziś jest tylko konstytucyjną. Administracyjną jest Haga, która de facto była stolicą wcześniej. Ostatnie lata to w dużej mierze wpierw próba zrobienia z Amsterdamu atrakcji turystycznej, a potem znalezieniem złotego środka.

Budynek Kompanii Wschodnioindyjskiej
Budynek Kompanii Wschodnioindyjskiej

Amsterdam obecnie

Obecnie centrum jest praktycznie zawłaszczone przez turystów, imprezowiczów i rowerzystów. Czasem ciężko się poruszać, zwłaszcza wąskimi uliczkami przy kanałach. W porównaniu z Kopenhagą ruch pieszy jest tu niestety utrudniony. Z imprezowiczami zaś wiąże się problem z bezpieczeństwem i wypadkami. No i śmieciami. Rano Amsterdam wygląda dość obskurnie. Nie ma tu problemów z przestępczością, acz były problemy z muzułmanami.

Zdecydowanie warto się skusić na rejs po nich (jeden jest wliczony w ramach karty I AmSterdam). To dość unikalny sposób na oglądanie tutejszej architektury. W Amsterdamie kanały i kamienice są zdecydowanie największa atrakcją. Pozwala to turystom się rozejść po mieście.

Kanały i rowery, typowy krajobraz Amsterdamu
Kanały i rowery, typowy krajobraz Amsterdamu

Pływające targi

W mieście znajdziemy też mnóstwo sklepów z brylantami (jest nawet muzeum diamentów), ale również z kwiatami. Najlepiej ich szukać na pływającym targu Bloemenmarkt. Mieszkańcy Amsterdamu lubują się w kwiatach, więc jak wszędzie tam też są tłumy. Sam targ to tradycja, która powoli traci na znaczeniu. Stoi w kanale, ale jest tak sztywno przyczepiony do nadbrzeża, że nie wiedząc, co to jest, można go wziąć za zwykły pawilon zbudowany na nabrzeżu. Jest dziś zdecydowanie bardziej atrakcją turystyczną, niż oryginalnym targowiskiem.

Warto dodać, że nie tylko targi tu pływają. W mieście jest ponad 2000 łodzi, które są przycumowane do nadbrzeża i pełnią rolę domów. Są porozrzucane po mieście, bowiem kanały w sumie liczą sobie ponad 100 km długości. Jest ich 165, więcej niż w Wenecji. Amsterdam to jakieś 90 wysp połączonych 1200 mostami.

Pływający targ od strony kanałów
Pływający targ od strony kanałów

Tańczące domy

Ciekawe są stare kamienice, niektóre datujące się aż na XVII wiek. Prawie żadna z nich nie stoi prosto, a to z powodu trudnych warunków terenowych i ówczesnej mizernej technologii budowania na drewnianych palach. Tak to jest, gdy dom buduje się na piasku (a raczej bagnie), zamiast na skale. Pomijając kwestię skały problemem było też, a może przede wszystkim, drogie drewno. Oszczędzano na nim, to powodowało późniejsze przekrzywianie się budowli. Obecnie drewniane gnijące pale zastępowane są betonowymi palami, ale charakterystyczne krzywe domy to jeden ze znaków rozpoznawczych miasta. Z tego także da się zrobić rozpoznawalną atrakcję, wystarczy nazwać kilka budynków Tańczącymi domami i wzbudzi to zainteresowanie. Tańczące domy to dokładnie siedem stojących obok siebie, pochyłych kamienic. Znajdują się one przy rzece Amsel, nr 106.

Tańczące domy, czyli najbardziej znane krzywe kamienice oraz kanały Amsterdamu
Tańczące domy, czyli najbardziej znane krzywe kamienice oraz kanały Amsterdamu

Pałac królewski i stare miasto

W centrum znajdziemy też Pałac królewski na placu Dam. Pałac czasem określa się też mianem pałacu Dam (Koninklijk Paleis van Amsterdam lub Paleis op de Dam). Budynek powstał w XVII wieku. Nie wygląda on okazale. Kiedyś był to ratusz, ale potem w 1936 pieczę nad tym przejął król. Pałac można oczywiście zwiedzać, w dodatku jest tylko wyłączony z ruchu turystycznego przez kilka dni. Sam plac Dam to miejsce spotkań mieszkańców Amsterdamu. Znajduje się tu także pomnik ofiar II wojny światowej. Pałac pojawił się w krótkim ujęciu w „Rzymskich wakacjach” (1953).

Wrażenie za to robi neogotycki budynek dworca Centralnego. Między dworcem a placem Dam rozciąga się ulica Damrak. Jednak przede wszystkim Amsterdam to mosty i kanały oraz oczywiście rowery.

Jeśli chodzi o zabytki, zwłaszcza sakralne, patrząc na historię to jest ich sporo. Najstarszy kościół w mieście to Oude Kerk (z XIII wieku). Inne na które warto zwrócić uwagę to Nieuwe Kerk, Westerkerk, Zuiderkerk czy Noorderkerk. Acz podobnie jak to miało miejsce w Kopenhadze najłatwiej kościoły ogląda się z zewnątrz. Najczęściej są zamknięte, godziny otwarcia są niestety dość krótkie. Podobnie jest z beginażem, tego typu budowlę udało nam się dobrze zwiedzić dopiero w Brugii, choć nie są rzadkością w Beneluksie.

Dam, pałac królewski
Dam, pałac królewski

Samo stare miasto jest dość kompaktowe, by je przejść  nie potrzebujemy wiele czasu. Wystarczy kilka godzin. Szczęśliwie Amsterdam może się poszczycić wieloma bardzo interesującymi muzeami. Większość z nich można zwiedzić używając karty I AmSterdam, o której na koniec jeszcze napiszemy.

Dom Anny Frank

Ale dwa dość istotne obiekty nie są nią objęte. Pierwszy to Dom Anny Frank (Anne Frankhuis), który jest obecnie jedną z najczęściej odwiedzanych „atrakcji” Amsterdamu. Anna Frank to Żydówka, która ukrywała się z rodziną na poddaszu jednego z domów w czasie okupacji niemieckiej podczas II wojny światowej. Przez ten czas spisywała pamiętniki.

Niestety tuż przed zakończeniem wojny, jej rodzina została odkryta i spotkał ją smutny koniec. Pamiętniki jednak przetrwały i zostały wydane, zaś wokół Anny powstała legenda, także utrwalana przez kino. Pierwsza ekranizacja pochodzi z 1959, zdobyła trzy Oskary, następne były telewizyjne. Wykorzystują one czasem okolice domu, w tym charakterystyczną wieżę kościelną Westerkerk. Choć domostwo nie jest duże do zwiedzenia, to jednak ilość turystów, którzy tu przybywają powoduje, iż trzeba liczyć się z długim staniem w kolejce.

Pływający targ od wewnątrz
Pływający targ od wewnątrz

Rijksmuseum

Drugie wspomniane miejsce to główne muzeum sztuki Amsterdamu, czyli cudne Rijksmuseum. Nazwa znaczy tyle, co muzeum państwowe (czyli narodowe). Tu zwiedzających jest zdecydowanie mniej, zaś na kartę mamy zniżkę. W zbiorach znajduje się choćby słynny „Wymarsz strzelców” z 1642 r. Rembrandta. Obraz znany jest także pod nazwą „Straż nocna”, a nazwa ta wynika z faktu, że warstwa werniksu przez wieki mocno pociemniała, przez co uważano, że obraz przedstawia scenę nocną. Obecnie dzieło jest odnowione i jaśniejsze, sądzi się, że strzelcy wychodzą na służbę. Jest to ten innowacyjny portret zbiorowy, gdzie portretowani przedstawieni są w sposób dynamiczny i pod różnymi kątami. „Lekcja anatomii u dr Tulpa” również Rembrandta to przykład tradycyjnego portretu zbiorowego.

Rijksmuseum (Amsterdam)
Rijksmuseum

Malarstwo niderlandzkie i flamandzkie jest bardzo charakterystyczne: bogate sceny rodzajowe, sceny biblijne w lokalnej scenerii, fantazyjne światy pełne dziwacznych stworów, ilustracje przysłów, innowacyjne(i tradycyjne) portrety zbiorowe, psychologiczne portrety, słynne rubensowskie kształty i martwe natury śniadaniowe, na które szczególny wpływ wywarła kolonialna historia Niderlandów. Bogato zastawione stoły pełne egzotycznych owoców i przypraw. Rijksmuseum to olbrzymia kolekcja, liczy sobie ponad 5000 obrazów.

„Gwiazd naszych wina”, koncert w przejściu Rijksmuseum, Amsterdam
„Gwiazd naszych wina”, koncert w przejściu Rijksmuseum, Amsterdam

„Wymarsz strzelców” w kulturze

„Wymarsz strzelców” ma też własny, niebanalny pomnik, ukazujący jego spory wpływ na kulturę. W 2006 rosyjski artysta Aleksander Taratynow wykonał instalację, która miała być wersją 3-D „Wymarszu”. Od 2012 rzeźby te są stałą dekoracją i ustawiono je przed pomnikiem Rembrandta autorstwa Louisa Royera (z 1852), który znajduje się na Rembrandtplein. Filmowo zaś warto wspomnieć o filmie „Pasja” Jean-Luca Godarda, w którym aktorzy w jednej ze scen odtwarzają w pewien sposób obraz. Zresztą ten film jest pełen malarskich klisz. Inny film to „Straż nocna” Davida Jacksona z 1995 z Piercem Brosnanem, który opowiada o próbie wykradzenia słynnego obrazu.

Wymarsz strzelców w wersji pomnikowej
Wymarsz strzelców w wersji pomnikowej

Muzeum Vincenta van Gogha

Po sąsiedzku Rijksmuseum jest muzeum van Gogha (Van Gogh Museum). Tutaj warto wcześniej rezerwować bilet przez Internet(choć nie wiemy jak to się ma wtedy do darmowego wejścia na kartę), gdyż są naprawdę potężne kolejki(choć trochę mniejsze niż do Anny Frank), a godziny otwarcia krótkie(zwykle do 17.00). Cóż, van Gogh ze swoim obciętym uchem jednak przeszedł do kultury masowej. Budynek jest nowoczesny, ale jednej rzeczy nie byliśmy w stanie pojąć: czemu dwa obrazy wisiały bokiem, a jeden do góry nogami?! Vincent wielkim artystą i podobno też czubkiem był, ale nie aż takim. Warto jednak zwrócić uwagę, że ten obiekt to największy zbiór na świeci prac Vincenta van Gogha.

Muzeum Vincenta Van Gogha (Amsterdam)
Muzeum Vincenta Van Gogha

Dom Rembrandta w Amsterdamie

Zostając w światku sztuki, warto poświęcić chwilę czasu na odwiedzenie domu Rembrandta (Rembrandthuis). Interesująco urządzona ekspozycja i do tego o podanej godzinie są pokazy, np. mieszania farb z pigmentów (bo tubka to wynalazek zdaje się z XIX wieku). Miejsce mniej oblegane, acz bardzo ciekawe. No i poniekąd powiązane z filmem „Dziewczyna z perłą” Petera Webbera ze Scarlett Johansson i Colinem Firthem. To opowieść ukazująca kulisy powstawania tego słynnego dzieła, no i znów widać tam Amsterdam w tle.

Słynny malarz, Rembrandt van Rijn, mieszkał tu prawie 20 lat w latach 1639 – 1658. Kamienica pochodzi z 1606 roku. Zanim wprowadził się tu artysta została przebudowana. Po nim również, natomiast w 1906 była w takim stanie, że rozważano jej rozbiórkę. Ostatecznie odkupiło ją miasto i przerobiło na muzeum otwarte w 1911.

Wnętrza domu Rembranta (Amsterdam)
Wnętrza domu Rembranta (Amsterdam)

Amsterdam: Muzeum Morskie

Z historycznych muzeów warto na chwilę również wstąpić do Muzeum Morskiego (Het Scheepvaartmuseum), gdzie znajduje się okręt holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej o nazwie „Amsterdam”. Interesujący, ale to w dużej mierze rekonstrukcja, przygotowana trochę pod turystów i dzieciaki. Oryginał pływał w XVIII wieku do Indii, rekonstrukcja powstała w latach 1985 – 1990.  Muzeum ma też bogatą kolekcję map i innych przyrządów związanych z morzem. Jest jednym z najpopularniejszych obiektów muzealnych w Niderlandach. Znajduje się w dawnych magazynach portowych.

Poza muzeum wciąż można zobaczyć z zewnątrz interesujący budynek, który pełnił rolę siedziby Kompanii. To Oost-Indisch Huis. Zbudowano go w 1603, w czasie wielkiej świetności Amsterdamu. Tu przypominamy, że holenderska Kompania Wschodnioindyjska (Vereenigde Oostindische Compagnie, w skrócie VOC) powstała 20 marca 1602 i był to pierwszy międzynarodowy koncern, jak również pierwsza firma która zaczęła wypuszczać akcje i inne papiery wartościowe.

Replika okrętu Kompanii Wschodnioindyjskiej (Muzeum Morskie, Amsterdam)
Replika okrętu Kompanii Wschodnioindyjskiej w muzeum morskim

Ogród zoologiczny i Micropia

Warto jeszcze wspomnieć o Zoo w Amsterdamie. Sam ogród zoologiczny tak naprawdę obecnie jest przeciętny (może oprócz wielkiej motylarni pełnej kolorowych owadów), ale Natura Artis Magistra ma swoją historię. To jeden z najstarszych ogrodów w Europie i na świecie, powstał w 1838. Przez wiele lat uchodził wręcz za wzorcową placówkę, acz obecnie niestety odstaje od aktualnych trendów. Uwagę zaś przyciąga Micropia, czyli takie pantofelkarium,  pawilon z mikrobami. Można tam pod mikroskopem obejrzeć próbki z różnymi bakcylami. Szczególnie działa na wyobraźnię gablota ze sprzętami codziennego użytku i zdjęcia zamieszkujących ich potworów. Również w toaletach na lustrach są informacje o bakteriach, oczywiście powiązanych z tymi konkretnymi potrzebami. Oryginalne i pouczające. Micropia formalnie ma osobny bilet od zoo, ale jednocześnie oba są dostępne w ramach karty I AmSterdam.

Micropia
Micropia

Amsterdam: Czerwone latarnie i coffeeshop

Na koniec coś dla ciała, czyli specyficzne atrakcje turystyczne Holandii. Coffee shopów w Amsterdamie jest dostatek, choć władze starały się je ograniczyć. Można je spotkać, jak się trochę pokręci w centrum. Coffee shop to oczywiście eufemistyczna nazwa miejsc, gdzie legalnie można kupić narkotyki. Najbardziej znane lokale znajdują się w dzielnicy De Wallen.

To właśnie jest słynna dzielnica czerwonych latarni, uchodząca wręcz za jeden z symboli i obowiązkowych punktów do zobaczenia na mapie miasta (w sumie nie jedna, są na Singel i de Pijp). Choć obecnie to komercja i to nie chodzi tylko o kupczenie ciałem. Więcej tutaj turystów i oglądaczy niż klientów. Jest ciekawie oświetlona, ale  tu naprawdę przychodzą tłumy. W Amsterdamie jest też mniej turystyczna dzielnica prostytucji i znajduje się ona na zachód od dworca. Tam klimat jest zupełnie inny, choć oczywiście światła czy okna wyglądają tak samo. W obu przypadkach życie dzielnic zaczyna się południu, ale pod wieczór, gdy się ściemnia i zapalają się światła miejsca te stają się ikoniczne.

W De Wallen trzeba uważać jak się robi zdjęcia. Przede wszystkim nie wolno robić zdjęć panią pracującym w oknach, jak i klientom. Czasem podobno jest to brutalnie egzekwowane. Z innych atrakcji działa tu także muzeum prostytucji. Natomiast dzielnica nie jest w żaden sposób oznaczona, więc będąc z dziećmi należy uważać. Zwłaszcza, że to właśnie tutaj znajduje się choćby Stary Kościół. Blisko zaś jest budynek dawnej wagi miejskiej – De Waag, obecnie restauracja. W Amsterdamie to wszystko ze sobą współgra.

Dzielnica czerwonych latarni De Wallen (Amsterdam)
Dzielnica czerwonych latarni De Wallen (Amsterdam)

Wejściówki i poruszanie się po mieście

Karta I AmSterdam City Card to dość dobre rozwiązanie, jeśli zamierzamy zwiedzać muzea w mieście. Nie licząc Rijks i Anny Frank, większość istotnych znajduje się w pakiecie. Dodatkowo karta gwarantuje przejazdy transportem miejskim (bez kolei oraz niektórych linii podmiejskich). Na lotnisku Schiphol po kratę ustawiają się olbrzymie kolejki, za to przy dworcu centralnym ludzi było już niewielu. Do karty dołączona jest książeczka i mapa miasta. Normalnie mapy są płatne (chyba, że akurat w hotelu mają). W karcie poza muzeami wliczony jest też jeden rejs, o którym pisaliśmy. Przy odwiedzeniu kilku muzeów zazwyczaj karta się szybko zwraca. Kartę można także zamówić przez internet, gdzie znajduje się aktualna lista zniżek i cen.

Dworzec główny (Centralny)
Dworzec główny (Centralny) – dobre miejsce wypadowe do zwiedzania Beneluxu

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak holenderski
Amsterdam
Szlak filmowy
Amsterdam (Bond)

Orlando, amerykańskie centrum parków rozrywki

Jeśli ktoś chce zwiedzać Stany Zjednoczone, to Orlando jest prawdopodobnie ostatnim miastem, do którego chciałoby dotrzeć. Jednak jednocześnie przybywają tam tysiące turystów co roku, co sprawia że miejsce to jest tak popularne? To zagłębie parków rozrywki na wschodnim wybrzeżu. Ludzie tu  przyjeżdżają do Disney World czy konkurencji Universal Resort, a także The Wizarding World of Harry Potter. Bawią się, nie zwiedzają. Co sprawia, że Orlando jest tak interesującą miejscówką dla osób zainteresowanych filmem? Walt Disney World, a dokładniej Hollywood Studios.

Disney Hollywood Studios - Indiana Jones
Disney Hollywood Studios – Indiana Jones

Disney World – Orlando

Musimy zdać sobie sprawę z tego, że Disney World jest ogromny. To nie jest jeden park tematyczny (przynajmniej ten w Orlando). To kompleks pięciu parków, hoteli, ryneczek, z własną kolejką łączącą poszczególne części. Miasto w mieście, w całości nastawione na zapewnienie atrakcji turystom. Każdy z tych parków jest inny. Animal Kingdom nastawiony jest na zwierzęta, inny na naukę, Hollywood Studios na magię kina. Wielu ludzi przyjeżdża tu na tydzień i codziennie korzystają z innych atrakcji, zupełnie nie opuszczając Disney Worldu.

Star Tours II (Orlando)
Star Tours II

Jak ta magia jest realizowana w praktyce? Przede wszystkim park ma bawić osoby w każdym wieku, tak dzieci, młodzież jak i dorosłych. Zatem znajdziemy tu zarówno klasyczne atrakcje związane z filmami czy serialami Disneya. Jest film 3D z Muppetami, jest musical na żywo na motywach „Pięknej i Bestii”. Są też atrakcje związane z Indianą Jonesem, no i Star Tours z „Gwiezdnymi Wojnami” (ale to się akurat zmienia, będzie nowy park tylko o „Gwiezdnych Wojnach”). Ale jest coś co powinno przyciągnąć mocno uwagę starszych odbiorców. Cała sekcja poświęcona efektom specjalnym. Praktycznym, których możemy doświadczać na żywo.

Hollywood Studios (Orlando)
Hollywood Studios (Orlando)

Najczęściej wygląda to tak, że siadamy w jakiejś kolejce i przejeżdżamy obok miejsca, gdzie dochodzi do wybuchu ciężarówki, albo do zalania czy podpalenia czegoś. Przynajmniej tak to wygląda. Wszystko oczywiście jest pod kontrolą. Ciężarówka faktycznie płonie, ale wszystko idzie zgodnie z planem, powtarzalnym. Po pokazie działanie zostaje nam wytłumaczone. Park Disneya to jedno, jeśli się nam znudzi można pójść do Universal Orlando Resort, gdzie znajduje się choćby replika Hogwartu z Harry’ego Pottera. Rozrywka na bardzo podobnym poziomie, dzieci będą szczęśliwe.

Pokaz świateł
Pokaz świateł

Historyczne już Hollywood Studios

Podobnych atrakcji jest więcej. Możemy zobaczyć jak nagrywana jest scena, w której okręt zostaje ostrzelany przez helikopter. Tego oczywiście nie widzimy, ale słyszymy go, widzimy ślady ostrzału w wodzie. (Mały Update. W związku z budową Star Wars Land atrakcje typu: Lights, Motors, Actions czy Studio Blacklot Tour zamknięto. Szkoda, bo dla kogoś kto lubi kulisy kina to był coś naprawdę koniecznego do zobaczenia). Zaś więcej o Star Tours przeczytacie tutaj.

Sea World
Sea World

Na koniec warto wybrać się jeszcze na jedną atrakcję: pokazy kaskaderskie mistrzów kierownicy, wraz z pewnymi sztuczkami, które wykorzystują w filmie. W tym oczywiście fałszywe samochody, które są przeznaczone do kolizji, a zbudowane tak, by kierowca-kaskader był bezpieczny.

Sea World (Orlando)
Sea World

Wyjazd do Disney World niestety jest dość kosztowny. Podstawowy bilet na jeden dzień do jednego z parków kosztuje w granicach 60 USD od osoby. Dodatkowo w wielu miejscach można sobie dokupić bilety uprawniające nas do przechodzenia bez kolejki. A kolejki do wszystkich popularnych i ciekawych atrakcji są, z czym trzeba się liczyć. Można spokojnie przyjąć, że w pełni nie da się obejrzeć wszystkiego w jednym parku w ciągu jednego dnia. Choć oczywiście te filmowo-kaskaderskie rzeczy jak najbardziej da się. W samym parku jest też wiele miejsc, gdzie można zjeść coś lub się napić. No i masa sklepów z pamiątkami, zabawkami i gadżetami. Niestety ceny są wysokie.

Gatorland
Gatorland
Gatorland
Gatorland

SeaWorld w Orlando

W Orlando znajduje się też kilka mniejszych parków, godnych zainteresowania. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na dwa. Pierwszy to SeaWorld, czyli takie wielkie oceanarium, albo raczej ogród zoologiczny koncentrujący się na zwierzętach morskich. Można tu oglądać między innymi delfiny czy inne walenie. Całość jest bardzo nastawiona na dzieci, więc nawet karmienie fok czy morsów wraz z ćwiczeniami dla nich odbywa się na statku pirackim i ma charakter przedstawienia. Nie każdemu to podejdzie.

Gatorland
Gatorland

Gatorland w Orlando

Bardziej klasyczny jest Gatorland, czyli park z aligatorami. Tam właściwie można tylko oglądać, a jedyną atrakcją jest karmienie. Aligatory występują dość licznie na Florydzie, bywają też czasem utrapieniem dla mieszkańców, gdyż potrafią wejść do przydomowych basenów. To miejsce gdzie można obejrzeć je z bliska, ale zachowując bezpieczną odległość.

Gatorland (Orlando)
Gatorland

Ponadto w Orlando znajdziemy całe mnóstwo hoteli, pól do mini golfa, małych muzeów, czy dość spore Centrum Konwentowe. Sprawia to, że ludzie, którzy przyjeżdżają tu na kilka dni, na konwent, najczęściej zostają tu jeszcze przez jakiś czas, zwłaszcza jak wybrali się tu z dziećmi. Można by rzecz, że to takie trochę rodzinne Las Vegas. Wszystko sztuczne, nastawione na zabawę, ale jak najbardziej działa.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku

Szlak amerykański
Orlando