Archiwa tagu: rezerwat

Balapitiya, fish SPA i rzeczne safari na Madu Ganga

Na Sri Lance zaliczyliśmy zarówno klasyczne (Hurulu), jak i wioskowe safari (Sigirija). Do tego doszło jeszcze jedno, rzeczne, czyli rejs na rzece Madu Ganga w miejscowości Balapitiya. Rejs (albo jak to określają tutaj river safari) ten odbywa się blisko ujścia rzeki do oceanu, a także wpływa się na jezioro Maduganga oraz przepływa między namorzynami.

Lokalne życie na Madu Ganga
Lokalne życie na Madu Ganga

Ujście rzeki Madu Ganga, Balapitiya

Rejs po rezerwacie Madu Ganga obiecywał wiele. Park ten jest wpisany na listę Ramsar, a więc należy do obszarów wodnych i podmokłych o światowym znaczeniu, z mnóstwem ptaków. Przynajmniej w teorii. Niewyróżniająca się rzeka wpada do Oceanu Indyjskiego, wespół z morskimi falami tworząc estuarium. Jest to lejowate ujście rzeki, gdzie morskie fale nie pozwalają na akumulację osadów i powstanie delty. Tworzy się tutaj szczególny ekosystem nadmorskiego obszaru wodnego. Brzegi i płytkie wody przybrzeżne rzeki porastają gęste namorzyny, które tworzą malownicze jaskinie i pasaże.

Łowisko w okolicy Balapitiya
Łowisko w okolicy Balapitiya

Na rzece znajdują się liczne mniejsze i większe wysepki, zamieszkane i zagospodarowane przez miejscowych. Można zobaczyć, jak wygląda tradycyjny połów krewetek lub niewielkie hodowle ryb. Na jednej z wysp jest nawet świątynia buddyjska. Żyje tutaj ponad 300 gatunków kręgowców, szczególnie liczne miały być ptaki. W wodzie można wypatrzeć nawet krokodyle. Wszystko to tworzy całość o szczególnym znaczeniu biologicznym, ekologicznym i estetycznym, więc nie dziwi wpisanie ujścia rzeki Madu na listę Ramsar.

Namorzyny na Madu Ganga
Namorzyny na Madu Ganga

Balapitiya: rejs po rzece Madu

Oprócz ujścia rzeki Madu, mamy porównanie z kilkoma innymi obszarami z listy Ramsar, odbyliśmy także rejs po namorzynach (na Samoa). Lankijskie miejsce się bardzo od tych innych wyróżnia, niestety na minus. Przede wszystkim, liczne rejsy wycieczkowe (pamiętajmy – region turystyczny) odbywają się na łodziach z silnikami spalinowymi. Trudno się rozkoszować pięknem przyrody, gdy wszystko zagłusza warkot silnika, a podczas manewrów intensywnie czuć spaliny. Pilot gasił silnik wyłącznie na czas postoju na którejś z wysp. Skutek był taki, że zwierząt nie uświadczyliśmy niemal żadnych, nawet ptaki były nieliczne. Udało nam się wprawdzie zobaczyć krokodyla, ale ten zaraz zniknął pod wodą. Gdzieś też na gałęziach mignął waran. Pozytywne wrażenie robiły gęste namorzyny i plamy światła przedostającego się pomiędzy liśćmi.

Rejs po Madu Ganga
Rejs po Madu Ganga

Niestety, świadomość ekologiczna w Balapitiya jest niska, jak to zwykle bywa w krajach słabo rozwiniętych, ale jednak wpis na listę Ramsar chyba zobowiązuje do przestrzegania postanowień konwencji. Zostawia to poczucie zawodu. Zwyczajnie część turystyczna jest zlokalizowana w dość „nieszczęśliwym” miejscu, gdzie toczy się życie miejscowych i jest droga do Kolombo. Łatwo się zatrzymać. Do wyboru jest kilka firm organizujących safari i interes się kręci.

Kapliczka na jeziorze
Kapliczka na jeziorze

Zwierzęta w Madu Ganga

W teorii to teren idealny dla zwierząt. I faktycznie żyje tu mnóstwo małp, ptaków, i gadów, ale w części dużo trudniej dostępnej. Tam gdzie nie ma ludzi, a tym samym także wycieczek. My mogliśmy zaledwie liznąć trochę tutejszej fauny. Kormoran, waran i krokodyl, no i małpy. I właściwie to wszystko. Gdyby w ujściu rzeki Madu można byłoby pływać takimi tradycyjnymi łódkami lub czymkolwiek bez silnika spalinowego, o ile by ten obszar zyskał! A jeszcze lepiej, gdyby dodatkowo zwiedzało się teren mniej wykorzystywany przez rybaków.

Małpa w okolicy Balapitiya
Małpa w okolicy Balapitiya

Niestety, niska świadomość ekologiczna potrafi skutecznie zepsuć magię miejsca. Przemysłowo-turystyczna działalność odstrasza zwierzęta i zasmradza resztę spalinami. Problem polega też na tym, że spalinowe są przede wszystkim łodzie turystyczne, nastawione na zysk i przewożenie jak największej ilości turystów w krótkim czasie. To powoduje, że ginie podstawowy walor tego miejsca. W tym przypadku za wzór może uchodzić niemiecki Spreewald.

Krajobraz Madu Ganga
Krajobraz Madu Ganga

Cynamon cejloński

Skoro nie ma zbyt wielu zwierząt, to istotne są inne atrakcje. Na rzece Madu znajdują się rozliczne wysepki. Jedną z nich jest wyspa nazywana „cynamonową”, a to za sprawą niewielkiej plantacji cynamonu. Już w czasach starożytnych za najlepszy cynamon uważano ten pochodzący z zachodniego Cejlonu, zwłaszcza z regionów nadmorskich. I dziś cynamon cejloński jest tym „prawdziwym” cynamonem i Sri Lanka dostarcza 80-90% światowej produkcji tej przyprawy.

Częścią przyprawową rośliny jest suszona kora. Pozyskuje się ją dwa-trzy razy w roku podczas pory deszczowej. Korę obraną ze ściętych pędów poddaje się niedługiej fermentacji, następnie pozbawia się resztek łyka i suszy. Wtedy właśnie kora zwija się z obu stron – cecha oryginalnego cynamonu! – w ciasną rurkę. Piękny aromat ma nie tylko suszona kora, ale także świeże pędy i liście. Przyjemnie się je żuje.

Sprawdzanie cynamonu
Sprawdzanie cynamonu

Dlaczego wspominamy o „prawdziwym” cynamonie, jakby był jakiś nieprawdziwy? Brutalna prawda jest taka, że tylko cynamonowiec cejloński daje nam prawdziwą przyprawę. Jeśli chodzi o proszkowaną korę, większość dostępnej na rynku europejskim przyprawy jest wytwarzana właśnie z cynamonowca cejlońskiego (w Polsce niekoniecznie: wystarczy przejrzeć sklepowe półki). Sprawa inaczej przedstawia się, gdy kupujemy laski cynamonu: idealne jako aromatyczna dekoracja lub do gotowania, na przykład w winie.

W tym przypadku większość rolowanej kory, którą można kupić w Polsce, to tak naprawdę kasja, czyli cynamonowiec wonny. Jest on uprawiany głównie w Chinach i krajach Azji Południowo-Wschodniej. Jest tańszy od cynamonu cejlońskiego i chociaż ma podobny aromat, to jednak zawiera nieprzyjemną goryczkę. Tymczasem prawdziwy cynamon ma aromat rześki, często lekko cytrusowy. Oryginalna i podrobiona kora są banalnie proste do odróżnienia: kasja ma grubą korę, która po wyschnięciu tworzy co najwyżej pojedynczą rolkę. Jest niezwykle trudna do łamania, tłuczenia w moździerzu bądź ścierania. Nadaje się tylko do wygotowania. Cynamon cejloński zaś ma cienką korę, która zawija się w wielokrotne, ciasne rolki, wyglądem przypominające cygara. Łatwo się kruszy, wydzielając przy tym charakterystyczny aromat.

Rybie SPA (Balapitiya, Madu Ganga)
Rybie SPA (Balapitiya, Madu Ganga)

Balapitiya i fish SPA

Plantacja cynamonu to znów typowa pokazówka połączona ze sklepem. O ile to jest jeszcze ciekawe i przede wszystkim niezbyt nachalne, o tyle trochę mija się z celem tego, czego szukaliśmy na obszarze Ramsar. Na innych wysepkach są też świątynie oraz rybie spa. Fish spa w rzece to nie jest do końca to, czego się spodziewaliśmy po rzecznym safari, jednak bardzo dobrze obrazuje charakter Balapitiya i okolic. W jednym z czterech wydzielonych fragmentów faktycznie były małe rybki, które skubią stary naskórek, jednak w pozostałych ryby były większe, a skubanie przypominało podgryzanie. Ta atrakcja była wliczona w cenę, ale szybko ratowaliśmy stopy od wygłodniałych ryb.

Turystyczne oblicze Madu Gangi

Samo jezioro Maduganga, oprócz tego, że jest rezerwatem, utrzymuje też wielu ludzi, z połowów i nie tylko. Można tu znaleźć nawet bardzo specyficzne sklepy, czy bary. Stoi taki budyneczek na środku wody, można podpłynąć i coś kupić. I to faktycznie jest ciekawe ze względu na lokalną kulturę.

Balapiitiya to centrum wycieczkowe po Madu Ganga
Balapiitiya to centrum wycieczkowe po Madu Ganga

Chyba najpiękniejszy przyrodniczo fragment tej wycieczki to wpłynięcie między mangrowce. Przede wszystkim jest to bardzo klimatyczne, jest się naprawdę blisko tych drzew i widać tu różne kraby, małe rybki i inne żyjątka, które nie uciekły z powodu hałasu.

Ogólnie niestety, atrakcje lankijskiego wybrzeża wydawały się nam skomercjalizowane, masowe i niedbałe w porównaniu z tym, co do tej pory oferowała nam wyspa. Prawdopodobnie zepsuła je bliskość nadmorskich kurortów dla turystów. Dokładnie to samo dotyczy Madu Gangi. Miejsce ma bardzo duży potencjał, ale sposób wykorzystania robi z niego „tanią” atrakcję jakich wiele, a przede wszystkim niewiele wnoszącą. Jeśli ktoś szuka kontaktu z przyrodą, to nie jest to dobre miejsce.

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Madu Ganga

Pańska skała, bazaltowa formacja w Czechach

Pańska skała (cz. Panská skála) zwana czasem też Varhany to najstarszy rezerwat geologiczny w Czechach i jeden z najstarszych w Europie, założony w 1878 roku. Jest on stosunkowo niewielki, jednak tu przyjeżdża się nie po to by długo spacerować, a po to by zobaczyć dokładnie jedną rzecz. Czyni to Pańską skałę idealnym miejscem, na krótki postój. Sama formacja przypomina trochę bazaltowe organy, a jej wygląd jest dość niecodzienny.

Pańska Skała
Pańska skała, czyli kamienne organy

Pańska skała: Powstanie

Sama Panská skála to formacja wulkaniczna, powstała aż 30 milionów lat temu z magmy pochodzącej z głębokości większej niż 30 km, a zastygłej w kominie wulkanicznym. Działanie wiatru, deszczu, entropii i tych wszystkich erozyjnych czynników oraz odkrywki bazaltu doprowadziły do odsłonięcia tej formacji. Jako że bazalt jest bardzo twardą skałą, ostre kształty bazaltowych słupów są do dziś świetnie zachowane. Podobną naturalną formę można zobaczyć na plaży Reynisfjara na Islandii.

Bazaltowe słupy
Bazaltowe słupy

Zwiedzanie rezerwatu

Wrażenie robi precyzyjna geometria form i ogrom tej formacji, aż trudno uwierzyć, że to całkowicie naturalny twór. Obok znajduje się też małe jeziorko, co pozwala na zrobienie ciekawych zdjęć. Pochodzenie tego oczka wodnego nie jest naturalne, to pozostałości po dawnym kamieniołomie.

Bazaltowa formacja (Pańska Skała, Czechy)
Bazaltowa formacja (Pańska skała, Czechy)

Zwiedzenie skały, a nawet wdrapanie się na nią nie zajmuje wiele czasu. Na upartego da się to zobaczyć w 15 minut, bo dużo do zobaczenia tu nie ma. Jest skała, którą można obejść, ewentualnie wdrapać się na nią i to wszystko. Natomiast to bardzo intrygująca, naturalna konstrukcja.

Skała z bliska
Skała z bliska

Pańska skała: Dojazd

Najłatwiej kierować się na miejscowość Kamenický Šenov, a stamtąd dojechać do właściwego miejsca. Znajdziemy tu także niewielkie tablice informacyjne, które mogą poszerzyć naszą wiedzę o miejscu, o ile oczywiście rozumiemy czeski. Nie ma wyznaczonych szlaków, ale bez problemu dostrzeżemy ścieżki. To nie jest miejsce, w którym można się zgubić.

Góra Pańskiej Skały
Góra Pańskiej skały

Wejście na samą skałę jest darmowe. Jedynie przed nią trzeba zapłacić za parking. Jest automat, więc można przyjechać praktycznie o każdej porze.

Bazaltowa formacja
Bazaltowa formacja
Widok na skałę i jeziorko
Widok na skałę i jeziorko

Pańska skała to bardzo intrygujące miejsce, przy którym warto się zatrzymać, jeśli jest się w okolicy. Skała zapada w pamięć. Ale jednocześnie stoi sobie w polu, więc nie ma tu praktycznie żadnej infrastruktury turystycznej. Tak więc, jeśli ktoś nie fascynuje się geologią, a bardziej interesują go ciekawe formacje i zjawiska, to lepiej dodać sobie to miejsce jako przystanek przy okazji większej wycieczki. Zwłaszcza jeśli jedziemy zobaczyć Czeską Szwajcarię, która znajduje się dość blisko.

Panorama Pańskiej Skały
Panorama Pańskiej skały

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak czeski
Pańska skała

Hurulu Eco Park, czyli safari po lankijsku

Jedną z atrakcji planowanych podczas naszego pobytu na Sri Lance było safari, choć nawet nie braliśmy pod uwagę wówczas Hurulu. Początkowo myśleliśmy o Parku Narodowym Yala, ale nasz przewodnik zapytał, co chcemy zobaczyć w parku: słonie czy inne zwierzęta (jelenie i tak dalej). Najfajniej byłoby wszystkie, ale słonie indyjskie w naturze to coś, na czym nam zdecydowanie bardziej zależało. Zasugerował Park Minneriya, lub któryś z okolicznych. Miał sprawdzić, gdzie akurat są słonie i możliwy wjazd. Tak więc, ze względu na warunki terenowe, pogodowe i meldowaną liczbę zwierząt, wybór padł na Hurulu Eco Park, który jest dostępną dla turystów częścią rezerwatu leśnego Hurulu.

Safari w Hurulu
Safari w Hurulu

Hurulu, Minneria i Kaudulla

Tu jeszcze warto dodać jedno: Minneriya National Park, Kaudulla National Park czy właśnie Hurulu Eco Park są położone bardzo blisko siebie, dokładnie w tej samej okolicy. Hurulu  jest zlokalizowane w miejscowości Habarana. Dotarcie tu z Sigiriyi nie stanowi problemu. Można spokojnie wybierać jeden z trzech parków. Natomiast nie tylko ludzie sobie je wybierają, podobnie robią zwierzęta.Zatem z naszego punktu widzenia, wybór jednego z tych trzech parków zależał głównie od ilości zwierząt. A że akurat w Minneriyi wylały wody, słonie przeniosły się do Hurulu. Tu, podobnie jak w Tanzanii, organizatorzy safari doskonale wiedzą, gdzie akuratnie przebywają słonie. Co nie znaczy, że nie jeżdżą w tym czasie do pozostałych. W takich wypadkach warto podkreślać, że zależy nam na zwierzętach, nie na konkretnym miejscu.

Hurulu Eco Park
Hurulu Eco Park

Gdzie zobaczyć słonie na Sri Lance?

Owszem, w planie mieliśmy też inne lankijskie rezerwaty biosfery (np. Sinharaja), ale tylko jedno safari. Yala jest jednym z największych i najbardziej popularnych parków, ale nie ma w nim dużo słoni. Choć z drugiej strony podobno nie ma tam takich chaszczy, więc łatwiej wypatrzyć inne zwierzęta. Poza Minneriyą można też rozważyć Udawalawe, albo Wilpattu (ten odpadł, bo był zupełnie nie po drodze). Nam Hurulu doskonale wpasowało się w plan. Okolica zaś wygląda imponująco. Wielkie połacie cejlońskiego lasu widzieliśmy chociażby ze szczytu Sigiriyi i w otoczeniu zabytków Anuradhapury, czy zwłaszcza Polonnaruwy.

Samochód uwięziony w błocie
Samochód uwięziony w błocie

Krajobraz i zwierzęta w Hurulu

Dla nas wygląda to jak tropikalna dżungla z widocznymi chmurami parującej wilgoci unoszącymi się ponad wiecznie zielonymi liśćmi. Tak naprawdę to jest złudzenie. Większość lasów porastających wyspę Cejlon to wiecznie zielone lasy strefy suchej, czyli lasy kserofityczne. Występują one w klimacie tropikalnym i subtropikalnym, gdzie temperatura jest raczej wysoka przez cały rok, ale za to opady są stosunkowo niskie, a pora deszczowa i sucha występuje nieregularnie. Takie lasy występują między innymi w Indiach, Azji południowo-wschodniej i w Brazylii.

Paw w Hurulu
Paw w Hurulu

Najciekawsze – i niestety najbardziej zagrożone – z występujących w Hurulu zwierząt to lampart lankijski, kot rdzawy (najmniejszy dziki kot w Azji), indyjski żółw gwiaździsty i oczywiście słoń. Powiedzmy sobie wprost, najważniejsze dla nas było zobaczyć słonia. Także dlatego, że ich obecność i możliwość zobaczenia da się wcześniej zweryfikować. Cóż, od tego zależy biznes przewoźników, więc dbają o wiarygodność informacji. Niestety nie da się tego powiedzieć o innych zwierzętach, je ogląda się niejako przypadkiem. Zobaczenie lamparta wymaga wiele szczęścia. Zresztą nawet słonie w Hurulu mają gdzie się schować. Jeśli nie będą akurat blisko drogi, to może być problem, by móc im się przyjrzeć.

Słonie indyjskie w Hurulu
Słonie indyjskie w Hurulu

Słonie w Hurulu

Występujący na Sri Lance gatunek to oczywiście słoń indyjski, podgatunek – słoń cejloński (Elephas maximus maximus). Udało nam się zobaczyć kilka sztuk, ale daleko to do liczebności, którą obserwowaliśmy w Tanzanii. Jak zresztą niestety jakichkolwiek innych zwierząt, wliczając w to ptaki. Spowodowane jest to niekorzystnym ułożeniem szlaku: nie tylko na samej krawędzi parku, ale i z jedną trasą, na którą pakują na raz wiele samochodów (wjazdy są o konkretnych godzinach). Nic dziwnego, że zwierzęta unikają tych okolic.

Słonica ze słoniątkiem
Słonica ze słoniątkiem

Słonie na Sri Lance

Słoń na Sri Lance to temat równie obszerny, co kontrowersyjny. Zacznijmy od faktów: zwierzęta te występują jedynie na terenach suchych, omijają lasy deszczowe i mgliste. Populacje żyją na wysokościach aż do 2000 metrów nad poziomem morza. Ich liczebność na wyspie w 2011 roku szacowano na około 5800 osobników, co jest znacznym wzrostem od roku 2007, kiedy naliczono do 3000 słoni. W pierwszych dekadach XIX wieku żyło ich natomiast 12 – 14 tysięcy. Skąd taki spadek liczebności? Oczywiście przez kłusownictwo, karczowanie lasów pod pola uprawne oraz zabijanie w obronie własnej i dobytku. Skąd mamy wzrost liczebności populacji w ostatnich latach? Zabijanie dla ciosów jest mało opłacalne, gdyż obecnie zaledwie 2% samców może poszczycić się imponującymi (a dla człowieka: wartościowymi) kłami. To także skutek przetrzebienia populacji. Gen kłów zanika  przez działania człowieka.

Słoń indyjski (Hurulu, Sri Lanka)
Słoń indyjski (Hurulu, Sri Lanka)

Drugi powód wzrostu populacji to fakt, że słonie objęte są znaczną ochroną gatunkową, ich krzywdzenie jest srogim przestępstwem. Niekiedy słonie są przesiedlane w inne rejony wyspy, by zrównoważyć ich liczbę na różnych obszarach i aby słoń w poszukiwaniu siedlisk nie wchodził rolnikom w szkodę. Co do przesiedleń, to warto pamiętać o tym, że słonie są zwierzętami silnie związanymi z miejscem. Zdarzało się, że przeniesione, powracały do swoich pierwotnych siedlisk. Jeden z takich przesiedleńców przewędrował przez miesiąc ponad 200 kilometrów, by powrócić do domu. Więcej w temacie słoni będzie też przy wpisie o Sierocińcu Pinnawala.

Słoń indyjski
Słoń indyjski

Safari w Hurulu Eco Park

W porównaniu z tanzańskim, safari w Hurulu Eco Park nie rzuca na kolana. Ryk kolumny samochodów skutecznie przepłoszył zwierzęta (choć słonie ostatecznie widzieliśmy w załóżmy satysfakcjonującej ilości). Dodatkowo podczas naszej wizyty, deszcze zamieniły część trasy w grząskie bagnisko i sporo czasu straciliśmy na wygrzebywanie się z pułapki. Ale co tu dużo mówić – atrakcja sama w sobie. Natomiast doskonale zdajemy sobie sprawę z unikalności afrykańskich safari, zwłaszcza tam, gdzie naprawdę jest dużo zwierząt do obserwowania (np. Tarangire).

Słonie w trawie
Słonie w trawie

Tak jak wspominaliśmy wcześniej, trasa po Hurulu jest dość ograniczona. Do tego parku wjeżdża się dwa razy dziennie, rano i po południu, zaledwie na kilka godzin. Kierowcy nie szukają zwierząt starając się wybierać mniej uczęszczane drogi, raczej jadą wprost po wyznaczonym szlaku. Przy słoniach, rzadziej przy  innych zwierzętach, robią się korki. Dodatkową atrakcją jest skała, na której znajduje się punkt obserwacyjny. Można wejść na nią i pooglądać okolicę. Za to w porównaniu z innymi parkami (jak Yala) Hurulu jest tańszy.

Skała z której spogląda się na Hurulu
Skała z której spogląda się na Hurulu

Jak zorganizować safari na Sri Lance?

Do Hurulu (czy Minneriyi lub innych okolicznych parków) nie da się wjechać samochodem innym niż 4×4. Zresztą utkwiwszy w błocie zdołaliśmy się przekonać dlaczego. Najczęściej bez problemu można – z pomocą hotelu czy przewodnika – umówić sobie kierowcę praktycznie dzień wcześniej, no i wybrać park, jeśli jest taka możliwość (warunki pogodowe). Natomiast trzeba się liczyć z tym, że będzie tu dużo samochodów i ludzi, a stosunkowo mało zwierząt. To nie Serengeti. Dotyczy to raczej większości parków na Sri Lance. Nie zmienia to jednak faktu, że byliśmy bardzo zadowoleni z tego safari. Słonie były (około 30 w sumie), no a same widoki są powalające.

Na safari w Hurulu
Na safari w Hurulu

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Hurulu Eco Park

Cathedral Cove, czyli wejście do Narnii

Kiwi (czyli Nowozelandczycy) twierdzą, że najczęściej fotografowanym miejscem na półwyspie Coromandel jest tak zwane Cathedral Cove (Zatoczka Katedralna). Szczerze, trudno się dziwić. To miejsce wygląda magicznie i w pewien sposób stało się magiczne, oczywiście za sprawą filmowców i „Opowieści z Narnii”.

Łuk Cathedral Cove jest dobrze znany dzięki Windowsowi
Łuk Cathedral Cove jest dobrze znany dzięki Windowsowi

Cathedral Cove i Narnia

Andrew Adamson już w pierwszym filmie z cyklu wykorzystał lokacje z Nowej Zelandii. Wrócił tu także kręcąc „Księcia Kaspiana” (2008). Akcja filmu zaczyna się w Londynie, potem widzimy bohaterów w metrze, gdzie odkrywają przejście do Narnii. Dzieci przechodzą przez łuk i lądują na narnijskiej plaży. To właśnie Nowa Zelandia i Cathedral Cove. Tak nazywa się zarówno słynny łuk jak i ogólnie cała okolica.

Cathedral Cove
Cathedral Cove

Plaża otoczona malowniczymi formacjami skalnymi zagrała w filmie okolice dawnego zamku Ker Paravel. Sam łuk i przejście pod nim wygląda bardzo jak w filmie, oczywiście w naszym przypadku nie licząc pogody, bo ta akurat nam nie dopisała. Ale zaiste, w słońcu to miejsce faktycznie cieszy wszelkie obiektywy turystów.

Widok na rezerwat morski
Widok na rezerwat morski

Rezerwat morski Cathedral Cove

Plaża i łuk znajduje się w rezerwacie przyrody. Jak wiele innych miejsc w Nowej Zelandii tak i ten ma dwie nazwy: maoryską i angielską. Oprócz Cathedral Cove Marine Reserve, określa się to także jako Te Whanganui-A-Hei Marine Reserve. Maoryska nazwa znaczy tyle co Wielka Zatoka Hei. Hei to nazwa plemienia Maorysów, jeśli można to tak nazwać. U nich podział na grupy społeczne miał trochę inną formę, niż to co znamy np. z zachodnich krajów. Hei to nazwa jednego z iwi, czyli coś co jest w zależności od tłumaczenia klanem, plemieniem lub spokrewnionymi plemionami.

Charakterystyczny łuk
Charakterystyczny łuk

Rezerwat zajmuje 840 hektarów, w zatoce, wyspach, plażach. Żyje tu wiele stworzeń morskich, ale jak w wielu podobnych miejscach w kraju to także teren rekreacyjny. Ludzie tu nurkują czy uprawiają snorkelling.

Formacje skalne na plaży
Formacje skalne na plaży

Dojazd i zwiedzanie Cathedral Cove

By dojechać do Cathedral Cove, należy kierować się na miejscowość Hahei. Znajdziemy tam wiele płatnych parkingów, skąd można sobie dojść na plażę czy do właściwej lokacji, ale jeśli nie mamy campera, można jechać dalej. Przy samym zejściu znajduje się darmowy parking, choć jak na warunki nowozelandzkie jest on dość mały. Camperów tam nie chcą. Nam udało się znaleźć miejsce, ale w sezonie może to być problemem.

Narnijska plaża
Narnijska plaża

Stamtąd czeka nas spacer między drzewami, skąd widać tutejsze klify. Dopiero na samym końcu schodzi się na plaże, wychodząc prawie dokładnie tam, gdzie kręcono film. Spacer nie jest długi, na zobaczenie Catheral Cove wystarczy poświęcić trochę ponad godzinę. Chyba, że pogoda sprzyja do dłuższego wylegiwania się na tutejszych pięknych plażach. Sama plaża nie jest duża, większość czasu zajmuje zejście do niej.

Sama plaża w tym miejscu jest stosunkowo niewielka
Sama plaża w tym miejscu jest stosunkowo niewielka

Łuk i tapeta w Windows

To bez wątpienia jedna z łatwiejszych lokacji filmowych do wychwycenia. Faktycznie to wejście do Narnii jest tu takie symboliczne, cudowne i magiczne. Wchodzimy do innego świata, choćby na chwilę. Zaś miejsce powinno być też znane wielu użytkownikom Windowsa, można je zobaczyć na jeden z domyślnych tapet.

W większości mamy tu klif
W większości mamy tu klif

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Cathedral Cove
Szlak filmowy
Cathedral Cove

Wioska lisów, czyli Miyagi Zao Fox Village

Jedną z nietypowych, a co za tym idzie nieczęsto odwiedzanych atrakcji Japonii jest wioska lisów, czyli Zao Fox Village w Miyagi. Co pewien czas to miejsce pojawia się w różnych artykułach w sieci, z cudownymi zdjęciami. To istna rzeka słodyczy.

Biały lis - Zao Fox Village
Biały lis – Zao Fox Village

Miyagi Zao Fox Village – wioska lisów

Schronisko dla lisów Miyagi Zao Fox Village to miejsce, gdzie można stanąć oko w oko z lisem, bez ogrodzenia. Lisy można nakarmić, a nawet przytulić. Schronisko czy może bardziej rezerwat (trudno to rozgraniczyć) zamieszkuje ponad setka chytrusków. Nie wszystkie są rude: z sześciu gatunków w Zoa Village znajdują się również lisy błękitne (szare z niebieskim połyskiem) i białe. Rezerwat to ogrodzony fragment lasu, gdzie lisy biegają swobodnie, ale jest tam też szpital, gdzie leczone zwierzęta siedzą w klatkach. Tak naprawdę najpierw przechodzi się przez miejsce z klatkami, co nas zaniepokoiło. Potem było lepiej. Specjalnie dla zwiedzających jest też podniesiona konstrukcja, z której można obserwować lisie figle i karmić zakupionym przy wejściu pokarmem. Z powodów bezpieczeństwa zaleca się nie karmić ich z ręki.

Lisek w klatce - Wioska lisów w Japonii
Lisek w klatce – Wioska lisów w Japonii

Lis w kulturze i religii Japonii

Dlaczego schronisko dla lisów? Bo są przeurocze, jednak prawda jest ciekawsza. Otóż lisy to stworzenia, które często występują w japońskim folklorze pod mianem kitsune, najczęściej jako przebiegłe liski-chytruski. Podobnie jak u nas. Tylko że u nas nie mają nadnaturalnych mocy, jak na przykład zdolność przybierania ludzkiej postaci, by wywinąć szwindel albo opętania ludzi. Oprócz umiejętności kantowania, kitsune wyróżniają się długim życiem, inteligencją i mądrością. Im starszy i mądrzejszy osobnik, tym więcej ma ogonów, przy czym maksymalna ich liczba wynosi dziewięć. To jest zresztą element również chińskiej mitologii.

Lis na wybiegu
Lis na wybiegu

Stąd niedaleka droga na ołtarze religii szintoistycznej (i czasem buddyjskiej). W Japonii kami (czyli duch, dusza, ożywcza siła) lisa – Inari – jest jednym z najchętniej czczonych bóstw. Przynosi pomyślność, płodność, patronuje herbacie, sake i ryżowi – nie dziwi więc znaczenie Inari. Bóstwo czci się prawdopodobnie od początku VIII wieku – wtedy założono przypuszczalnie pierwszą jej (lub jego, Inari przedstawia się jako płci żeńskiej lub męskiej) świątynię na Górze Inari w Kyoto. Pierwotnie była to istota, która przynosiła ryż, a jej posłańcami były białe lisy.

Na wybiegu w Zao Fox Village
Na wybiegu w Zao Fox Village
Głaskanie lisa na wybiegu
Głaskanie lisa na wybiegu

Wizyta w wiosce lisów

W Zao Fox Village oczywiście znajduje się świątynia poświęcona Inari, którą można rozpoznać po figurkach lisów, często z zawiązaną na szyi wstążeczką wotywną. Jak przystało na świątynię szinto, tak i tu są bramy tori. Wszystko w otwartej przestrzeni z lisami.

Czarny lis
Czarny lis

Lisy biegały samopas i można było je głaskać, z zastrzeżeniem, by ich nie łapać i nie zakłócać spokoju śpiącym zwierzętom. Należało też zachować ostrożność: lisy mogły ugryźć, a szczególnie je ciekawiły wszelkie odstające i wiszące elementy odzieży, jak sznurówki lub paski plecaka.

Lis
Lis

Dodatkową atrakcją (i dodatkowo płatną) była sesja przytulania lisa. Dostało się specjalny strój, by lis nie pobrudził klienta i po krótkiej instrukcji w języku japońskim jak lisa trzymać, dostawało się rudzielca na chwilę na kolana. Wszystkie były bardzo puchate, gdyż miały jeszcze zimowe futro. Przytulanie i zdjęcia są organizowane dwa razy dziennie. Mniej więcej około godziny 11:00 i około 13:00-14:00.

Zao Miyagi Fox Village
Zao Miyagi Fox Village

Oprócz dużego wybiegu dla lisów, część jak wspominaliśmy, znajduje się klatkach. Jest to też szpital dla tych zwierząt. Ponadto w Zao Fox Village znajdziemy także króliki, kucyki, czy inne gatunki w mniejszej ilości, jednak nie stanowią już takiej atrakcji. Oczywiście znajduje się tu sklep z pamiątkami.

Karmieni lisów
Karmieni lisów

Dojazd do Zao Fox Village

Najtrudniejsze jest dotarcie do tego miejsca. Znajduje się ono poza utartym szlakiem, więc najłatwiej jest dojechać koleją do dworca w Shiroishi. Z Tokio jedzie się np. do Fukushimy (ew. Sendai), tam przesiada w lokalny pociąg, który zatrzymuje się w Shiroishi. Tam już zostaje właściwie tylko taksówka. Formalnie jest autobus, ale kursuje dwa razy w tygodniu. Można też wziąć pobliski hotel z transferem, ale to wymaga nocowania. Lub korzystać z linii autobusowej z Sendai (też mającej ograniczoną liczbę kursów, co sprowadza się do tego, że lepiej nocować w okolicy). Lisia wioska, choć przecudowna, to nie jest miejsce, gdzie spędza się cały dzień. Dlatego najwygodniejsza zostaje taksówka, choć to transport dość drogi. Przy powrocie jest o tyle łatwiej, że już w samej lisiej wiosce sugerują ludziom branie taksówek na spółkę, więc wychodzi taniej.

Świątynia Inari w wiosce lisów
Świątynia Inari w wiosce lisów

Uwaga, wioska jest zamknięta dla odwiedzających w środy. Oficjalna strona: zao-fox-village.com – tam można zobaczyć aktualne godziny otwarcia i ceny.

Sesja przytulania lisów
Sesja przytulania lisów

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Zao Fox Village