Archiwa tagu: rezerwat

Szczyt Adama (Adam’s Peak), wschód słońca na świętej górze Sri Lanki

Jeden z punktów naszej podróży wyróżnia się szczególnie. Adam’s Peak, czyli Szczyt Adama, tutaj najchętniej nazywany z sanskrytu Sri Pada, czyli „Święty odcisk stopy” lub po prostu „Święta stopa”. Jest to o tyle ciekawe miejsce, że przybywają tu zarówno pielgrzymi jak i turyści. Syngalezi nazywają górę też Samanalakanda na cześć hinduskiego bóstwa lub motyla, zaś Tamilowie używają nazwy Shiva Pada, czyli „Stopa Shivy”. Istnieją też mniej popularne nazwy, my zetknęliśmy się przede wszystkim ze Sri Pada, zaś w rozmowach z kierowcą i innymi turystami – Adam’s Peak.

Wschód słońca widziany ze Szczytu Adama
Wschód słońca widziany ze Szczytu Adama

Szczyt Adama, miejsce pielgrzymek

Jak wspomnieliśmy, Sri Pada to przede wszystkim cel pielgrzymów ze względu na święty petrosomatoglif, czyli prawdopodobny odcisk ludzkiej stopy w skale. Pielgrzymują tutaj przeważnie buddyści, choć po drodze znajdujemy także świątynie hinduskie. Na górę wchodzi się przeważnie od grudnia do maja, a szczyt sezonu pątniczego przypada na kwiecień. Poza tymi miesiącami gwałtowne opady dreszczów, wiatr, mgła i niskie temperatury sprawiają, że wejście jest bardzo uciążliwe i niebezpieczne. Natomiast, gdy jest dużo pielgrzymów, to robi się tu tłoczno. Dlatego także warto omijać to miejsce w weekendy, gdy przybywają tu Lankijczycy.

Po drodze na Szczyt Adama mija się wiele kapliczek
Po drodze na Szczyt Adama mija się wiele kapliczek

Trasa na Szczyt Adama

Wspinaczka naprawdę daje satysfakcję! Jest kilka tras, jedna z najbardziej popularnych wychodzi z miasteczka Nallathanniya (w użyciu są też inne nazwy tej wioski: Dalhousie lub Delhousie), gdzie zaczynają się schody – ponad 5 tysięcy stopni z betonu i skał. Trasa liczy około siedmiu kilometrów w jedną stronę. Poza szczytem sezonu nie jest dobrze oświetlona i naprawdę warto mieć czołówkę. Tak, latarkę na górską wycieczkę. Sztuka polega na tym, że na Adam’s Peak najlepiej jest dostać się na sam wschód słońca, który jest około godziny szóstej. Schody są bardzo niejednorodne i na tym właśnie polega trudność. Oczywiście koniecznie trzeba ze sobą zabrać zapas wody, choć picie także można dokupić po drodze. Można też zaczynać wspinaczkę z drugiej strony góry, czyli z okolic miejscowości Ratnapura. Swoją drogą nie jest to jedyny przykład nocnego wchodzenia na świętą lub znaczącą górę. Podobnie jest z górami Synaj czy Nemrut.

Wschodzące słońce
Wschodzące słońce

Gdy otwarta jest świątynia, można podziwiać cień o niemal idealnie trójkątnym kształcie, który rzuca szczyt. Gdy świątynia jest zamknięta – jak było podczas naszej wizyty – podziwiamy przepiękny wschód słońca. Jest też wymiar praktyczny nocnej wspinaczki: można trochę narzekać na chłód, zwłaszcza podczas odpoczynku, ale w ciągu dnia upał i wilgotność byłyby nie do zniesienia.

Świątynia na szczycie
Świątynia na szczycie

Wschód słońca na świętej górze Sri Lanki czyli Szczycie Adama ma miejsce mniej więcej około 6 rano. Całe zmęczenie nagle odchodzi przy takich widokach. Turyści ustawiają się i czekają na ten moment, bo słońce idzie ku górze bardzo szybko.

Po świcie okolica staje się bardziej widoczna
Po świcie okolica staje się bardziej widoczna

Wierzenia związane z górą

Sri Pada to nie jest wprawdzie najwyższy szczyt Sri Lanki (5. miejsce, wysokość 2243 m n.p.m., najwyższy to Pidurutalagala / Mt. Pedro o wysokości 2524 m n.p.m.), ale z pewnością najważniejszy. Z tego zresztą powodu aż do XX wieku uważano Adam’s Peak za najwyższy, aż do czasu dokładnych pomiarów.

Trasa na Szczyt Adama (Adam's Peak) to przeszło 5000 schodów
Trasa na Szczyt Adama (Adam’s Peak) to przeszło 5000 schodów

Już sama charakterystyczna forma może uczynić z niego najważniejszy szczyt: piramidalny wierzchołek z prekambryjskiego gnejsu, wybijający się znacznie ponad otaczające góry. Jednak to znajdujący się na samym szczycie kamień z intrygującym wgłębieniem przyciąga pielgrzymów przynajmniej od IV wieku naszej ery. Otóż uważa się, że znajduje się tam skała ze śladem stopy ponadnaturalnej wielkości, pozostawionej przez:

Po świcie zdecydowanie lepiej widać schody
Po świcie zdecydowanie lepiej widać schody

– Buddę – wersja buddyjska. Ślad miał pozostawić Budda podczas jednej ze swoich pielgrzymek na Cejlon

– Śiwę – wersja hinduska: ślad pozostawiony po zejściu Śiwy na ziemię

– Adama – wersja muzułmańska i w mniejszych stopniu chrześcijańska. Adam po wygnaniu z Raju miał za karę stać na jednej nodze przez tysiąc lat.

– Św. Tomasza – wersja chrześcijańska w wydaniu indyjskim. Świętego Tomasza (tego Niewiernego) niekiedy uważa się za apostoła Indii.

Starsi pielgrzymi bywają wnoszeni w lektykach
Starsi pielgrzymi bywają wnoszeni w lektykach

Sri Pada: Przyroda

Po zdobyciu szczytu i nacieszeniu się zapierającym dech widokiem, rozpoczynamy schodzenie i możemy w pełni podziać otoczenie. Wtedy też dopiero zaczynamy odczuwać kolana przy tak licznych stopniach schodów. Wielka satysfakcja i radość z dobrej pogody – poprzedniego dnia padał deszcz – usuwa w cień zmęczenie. Podobno zdobycie świętej góry przynosi dobrą karmę. Zobaczymy. Warto też pamiętać, że zwłaszcza w nocy i rano na samym szczycie może być chłodno i wietrznie.

Okolice Szczytu Adama to także rezerwat przyrody
Okolice Szczytu Adama to także rezerwat przyrody

Swoją drogą większość pielgrzymów, których mijaliśmy wybierało się na górę z samego rana. Jak wszędzie, pielgrzymi to często starsi ludzie. Mogą oni sobie zamówić usługę wniesienia na świętą górę Sri Pada. Są wtedy wnoszeni na specjalnych noszach.

Okolica Szczytu Adama (Sri Pada) jest zachwycająca
Okolica Szczytu Adama (Sri Pada) jest zachwycająca

Szczyt Adama leży w obszarze klimatu podzwrotnikowego, jest otoczony lasami deszczowymi, pełnymi życia. Otoczenie to Peak Wilderness Sanctuary, trzeci co do wielkości obszar chroniony na Sri Lance. Jego granice wyznaczają uprawy herbaty, pod które w czasach kolonialnych wykarczowano wielkie połacie lasu. Rezerwat założono w 1940 roku. Występują tutaj między innymi słonie (choć przeważnie wolą suche obszary, występują do 2000 m n.p.m. w lasach deszczowych) i lamparty oraz wiele endemicznych gatunków. My wypatrzyliśmy makaka rozczochranego i – dzięki lankijskiej uprzejmości – endemiczną orchideę.

Makak rozczochrany lub makak manga (Macaca sinica)
Makak rozczochrany lub makak manga (Macaca sinica)

Zwiedzanie Szczytu Adama

Na Szczyt Adama wyruszyliśmy po 2. w nocy, mając na uwadze wskazówkę, że 7-kilometrowy szlak pokonuje się w 3 do 5 godzin w zależności od kondycji, a wschód słońca następuje po godzinie 6. Zdążyliśmy kwadrans przed wschodem, idąc dość spokojnie z uwagi na nasze kolana. Dopiero jednak zejście dało nam do wiwatu, ale wrażenia wynagradzały wszelkie trudy. Po drodze jest kilka sklepików i barów, w których można przekąsić i popić coś ciepłego oraz zaopatrzyć się w wodę. Są także publiczne toalety o bardzo, bardzo wątpliwej jakości.

Kapliczki prezentują się też ciekawie w dzień (Adam's Peak)
Kapliczki prezentują się też ciekawie w dzień

Nocowaliśmy w miejscowości Nallathanniya, więc po zejściu z Adam’s Peak udaliśmy się na śniadanie z widokiem na herbaciane wzgórza. Wielu turystów po zdobyciu tej góry robi sobie całodniowy odpoczynek. My postanowiliśmy zrobiliśmy sobie krótki odpoczynek i wybraliśmy się na kolejny trekking, tym razem na płaskowyżu Hortona. Na Sri Pada przede wszystkim ciężkie były schody, więc Horton to już była przysłowiowa pestka. Tu dodatką trudnością były też pijawki, acz tym razem do nas się nie przypałętały.

Szczyt Adama i obserwowanie wschodu słońca
Szczyt Adama i obserwowanie wschodu słońca

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Szczyt Adama

Park Narodowy Killarney i irlandznki kurort

Killarney to ważny ośrodek turystyczny tak hrabstwa Kerry, jak i całej Irlandii. Z jednej strony znajduje się tu Park Narodowy, z drugiej miasteczko i powiązany z tym przemysł turystyczny. Obecnie Killarney dysponuje drugą w Irlandii bazą noclegową i usługową dla turystów, pierwsze miejsce w tej dziedzinie zajmuje oczywiście Dublin. Niestety winduje to także ceny noclegów, dlatego my spaliśmy dobry kawał za miastem. Z wynajętym autem to jednak nie kłopot, a cisza nocą była tego warta.

Leśna ścieżka w Parku Narodowym
Leśna ścieżka w Parku Narodowym

Historia Killarney

Miasto Killarney (ir. Cill Áirne) jako takie zostało założone dopiero w połowie XVIII wieku i to od razu jako kurort turystyczny. Jednak znajdują się tutaj ślady znacznie wcześniejszego osadnictwa. Najstarszą znaną ze źródeł pisanych pozostałością jest klasztor położony na Innisfallen Island na Jeziorze Lough, wzniesiony w czwartej dekadzie V wieku. Do najważniejszych zabytków należą: zamek Ross z końca XV wieku,  opactwo Muckross z podobnego okresu oraz ruiny kościoła aż z XII stulecia. Jest też pałac wiktoriański Muckross House z 1843 roku, wokół którego znajduje się wspaniały ogród.

Pozostałości dawnej zabudowy w Parku Narodowym
Pozostałości dawnej zabudowy w Parku Narodowym

Katedra w Killarnay

Najbardziej rzucający się w oczy zabytek to rzymskokatolicka katedra Najświętszej Maryi Panny. Budowano ją w latach 1842 – 1912. Do jej wzniesienia użyto szarego i brązowego piaskowca. W latach 70. XX wieku wnętrze kościoła przeszło gruntowną renowację, wówczas kontrowersyjną z powodu usunięcia wielu historycznych elementów i zastąpieniem ich nowymi. Jednak gdy się o tym nie wie, nic nie razi oczu, wnętrze jest piękne: surowe i wzniosłe.

Piękna, gotycka katedra w Killarney
Piękna, gotycka katedra w Killarney

Puby irlandzkie i inne atrakcje

Samo Killarney nie należy do dużych miejscowości. Mieszka tu na stałe jakieś 14 tysięcy osób. Główna ulica turystyczna – High Street jest dostępna przede wszystkim dla pieszych, ruch jest tu ograniczony. Pełna jest restauracji i pubów, które także znajdują się w przy prostopadłych ulicach. Znajduje się tu także wiele sklepów z pamiątkami oraz organizatorów wycieczek. Większość z dostępnych wycieczek to trasa przebiegająca częściowo przez park narodowy, jezioro i kończąca się na malowniczej drodze między górami – Przełęczy Dunloe (Gap of Dunloe). Wiedzie przez nią droga, ale niestety tubylcy się wycwanili i albo należy ją pokonać  pieszo albo wykupić wycieczkę. Droga jest zamknięta dla innego ruchu. Jest to ciekawe miejsce, także filmowe. Postała tam „Gra pozorów” Neila Jordana. Miasteczko ma też kilka dodatkowych atrakcji, z torem wyścigów konnych na czele. Są także stylizowane puby, jak choćby jeden w klimatach Śródziemia (ale po Hobbitonie to jednak nie potrafiliśmy docenić tego zamysłu i wykonania).

Centrum Killarney jest pełne irlandzkich pubów, sklepów z pamiątkami i agencji turystycznych
Centrum Killarney jest pełne irlandzkich pubów, sklepów z pamiątkami i agencji turystycznych

Zwiedzanie Parku Narodowego

Park Narodowy Killarney (ang. Killarney National Park) obejmuje obszar ponad 10 tysięcy hektarów, w tym Jeziora Killarney. Został założony w 1932 roku, a 1981 roku został wpisany na listę UNESCO jako rezerwat biosfery. Jego wyjątkowość polega na tym, że tutejszy las jest pozostałością dawnej puszczy, która niegdyś pokrywała większość Irlandii. Na terenie parku znajduje się jednorodny gatunkowo las cisowy, jeden z trzech w Europie – najstarszy i największy rezerwat cisu (utworzony w 1827 roku, drugi najstarszy rezerwat w Europie) znajduje się w Polsce (Cisy Staropolskie w Borach Tucholskich).

W parku występują jelenie
W parku występują jelenie

„Specjalnością zakładu” Parku Narodowego Killarney jest populacja jelenia europejskiego. Spotkać je można głównie w trudno dostępnych wyższych partiach lasu, ale przy trasie turystycznej trzyma się pewną liczbę jeleni ku uciesze zwiedzających. Czasem dzikie jelenie podchodzą do miejsc, w których mieszka człowiek. W sieci nawet można znaleźć strony, na których oznaczona się, gdzie niedawno widziano jelenie. Są one jednak dzikie i dość płochliwe, to nie żebrzące jelenie sika w Narze. Za to podobnie jak tam, jelenie są dość powszechne w różnej formie w mieście, jako maskotki, pomniki czy ozdobniki różnego rodzaju dekoracje.

Wodospad Torc
Wodospad Torc

Jeziora Killarney

Park Killarney wyróżnia także grupa trzech polodowcowych Jezior Killarney: Lough Mucross (zwane też Torc – jak pobliski wodospad), Upper Lake i największe z nich – Lough Leane z malowniczo położonym zamkiem Ross na wyspie o tej samej nazwie. Wycieczki zorganizowane bardzo często przeprawiają się przez to jezioro. Przy bardziej sprzyjającej widoczności można znad jezior podziwiać MacGillycuddys Reek z najwyższym szczytem Irlandii – Carrauntoohil (1039 m n.p.m.). Jednym z obowiązkowych punktów zwiedzania Parku Narodowego Killarney jest wodospad Torc, nazwany tak od Góry Torc (535 m n.p.m.). Wodospad mierzy ponad 20 metrów wysokości i spada licznymi kaskadami, położnymi malowniczo wśród zieleni i skał.

Jezioro Killarney
Jezioro Killarney

Zamek Ross w Killarney

Zamek Ross (podobnie jak wiele innych zamków w Irlandii) na nas, Dolnoślązakach, nie robi wrażenia wielkością. Warto jednak zauważyć, że jak na budowlę z końca XV wieku (prawdopodobnie), poddaną zaledwie renowacji w latach 80. XX wieku, trzyma się świetnie. W środku odtworzono historyczne wnętrza z XVII – XVIII wieku. Zamek Ross powstał prawdopodobnie na polecenie naczelnika irlandzkiego klanu O’Donoghue. Budowla miała swój udział w historii – Ross było ostatnią twierdzą, która stawiła opór wojskom Oliviera Cromwella w połowie XVII wieku. Zamek nie został zdobyty z lądu przez cztery tysiące piechurów i dwustu konnych, ale poddał się po ostrzale artyleryjskim z wód Lough Leane.

Zamek Ross
Zamek Ross

Od 1979 roku zamek stał się własnością państwową Republiki Irlandii i po renowacji został udostępniony zwiedzającym stając się kolejną atrakcją Parku Narodowego Killarney. Park zaś to zarówno ciekawa ścieżka nad jeziorem, jak i w lesie.

Zamek Ross położony jest tuż nad brzegiem jeziora
Zamek Ross położony jest tuż nad brzegiem jeziora

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak irlandzki
Killarney

Sinharaja, rezerwat, pierwotny las na Sri Lance

Rezerwat leśny Sinharaja to ostatni nienaruszony obszar pierwotnego lasu deszczowego na Sri Lance i jeden z nielicznych takich na całym świecie, nietkniętych przez cywilizację. W roku 1978 został wpisany na światową listę rezerwatów biosfery, a dziesięć lat później trafił na listę UNESCO.

Dzbanecznik, roślina owadożerna
Dzbanecznik, roślina owadożerna

Rezerwat Sinharaja

Sinharaja to nieduży rezerwat: mierzy zaledwie 21 kilometrów długości i do 7 szerokości (88,6 km2 powierzchni). Mimo to obfituje w faunę i florę, a wiele gatunków jest unikatowych dla Cejlonu. Ponad 60% z występujących tutaj drzew to gatunki endemiczne, niektóre z nich rzadko występujące. Z łącznej liczby 23 endemicznych gatunków ptaków Sri Lanki, aż 20 można spotkać tutaj. Nazwa składa się z dwóch członów – sinha – lew, raja – król, znaczy to tyle co królestwo lwa. Lwów oczywiście tu nie ma.

Grzybki w Sinharaja
Grzybki w Sinharaja

Lwy na Sri Lance w naturze i kulturze

Kwestia lwów na Sri Lance jest dość ciekawa. Przeciętni Lankijczycy sami nie wierzą, by kiedykolwiek lwy tu faktycznie występowały. Bardziej dopatrują się tu wpływów z Indii i pewnego symbolizmu. Natomiast istniał kiedyś gatunek zwany lewem cejlońskim (Panthera leo sinhaleyus). Lew cejloński lub lew lankijski wymarł jednak jakieś 37 tysięcy lat temu, zanim pojawili się na wyspie współcześni ludzie. Sam lew jest symbolem Sri Lanki obecnym na jej fladze, czasem też w nazewnictwie jak w przypadku Singiriji. Złoty lew symbolizuje etykę i dążenie do pokoju. W symbolice Sri Lanki lew pojawił się wraz z księciem Vijayą. Vijaya jest postacią na wpół mityczną. Był pierwszym królem Sri Lanki, a jego panowanie zakończyło się gdzieś około 505 wieku przed naszą erą.

Roślinność w Sinharaja
Roślinność w Sinharaja

Wśród legend na jego temat jest jedna powiązana z lwem. Otóż w południowych Indiach żyła księżniczka, którą porwał bandyta zwany Lwem. W niewoli księżniczka powiła mu dwoje dzieci, syna i córkę. Syn (Vijaya) z czasem zabił Lwa, za co został nagrodzony (bo zabił banitę) i ukarany jednocześnie (za ojcobójstwo). Musiał zostawić swój kraj i wyprawiono go za morze. Trafił na Cejlon, gdzie rozpoczął jego kolonizację. Lew w heraldyce Sri Lanki to wpływ indyjski, który jest obecny według jednych informacji od czasów panowania Vijaya, według innych gdzieś od 486 roku przed naszą erą, czyli tuż po jego panowaniu.

Leśny strumień
Leśny strumień

Zwierzęta w Sinharaja

Choć w rezerwacie nie ma lwów, można spotkać wiele innych zwierząt. Właśnie – „można spotkać” a „spotkać” to w Sinharadży dwie różne kwestie. Ze względu na intensywną wegetację, czyli mówiąc prościej – gęsty las – trudno wypatrzyć jakieś zwierzęta. Tak naprawdę to łatwo przeoczyć nawet pijawki, dopóki nie podwinie się nogawek. W teorii można tutaj spotkać słonia, żyje ich kilka na terenie parku, jest kilkanaście lampartów, a najbardziej powszechnym większym ssakiem jest endemiczny gatunek koczkodana, lutung białobrody (Semnopithecus vetulus, po angielsku „o purpurowej twarzy” – purple-faced langur). Z ptaków udało nam się spotkać parę kurów cejlońskich i jednego młodego samca, wyraźnie mniej kolorowego od dojrzałego osobnika. Tu warto dodać, że kur cejloński (Gallus lafayettii) to ptak narodowy Sri Lanki, bardzo blisko spokrewniony z naszą kurą domową.

Dżungla cejlońska
Dżungla cejlońska

Oprócz tego natknęliśmy się na kilka gadów: kameleony i wąziutkie, zielone węże bicze oraz płazy i bezkręgowce, w tym duże, kolorowe ślimaki. Z roślin szczególnie podobał nam się krzew z dzbanecznikami, storczyki i rattan oraz stare, zdrewniałe liany.

Potężne drzewo
Potężne drzewo

Prawda jest taka, że nie zobaczylibyśmy w rezerwacie Sinharaja nawet tej garstki zwierząt i unikatów ze świata roślin, gdyby nie przewodnik, który jest obowiązkowym dodatkiem do biletu wejściowego. Jego zadaniem było nie tylko oprowadzenie nas po rezerwacie, ale także wypatrywanie ciekawych roślin i zwierząt. Przy okazji oczywiście opowiada, a także wybiera szlak. Samodzielnie, nie wiedząc czego się szuka, można przejść obok i nawet nie zauważyć jaszczurki.

Sinharaja
Sinharaja

Pijawki na Sri Lance

Jedyne zwierzęta, które rzucają się w oczy w dużej ilości to pijawki (ang. leech). Pijawki na Sri Lance nie są niebezpieczne, nie przenoszą chorób, ale są uciążliwe. Pojedyncze ugryzienie nie jest problemem, zresztą niektórzy płacą za to spore pieniądze. Co ważniejsze nie boli, praktycznie się go nie czuje. Czasem można tylko zobaczyć grubą, opitą pijawkę schodzącą z człowieka, albo cieknącą krew. Swędzenie zaczyna się później i trwa dość długo, gojenie niestety też zajmuje czas. Ostatnie ślady po pijawkach zeszły z nas po trzech miesiącach (samo swędzenie ustało jakoś po miesiącu). Podstawową ochroną na pijawki są specjalne skarpety. Można je kupić przy wejściu. Często zakłada się też skarpety na spodnie, tak by ograniczyć wystawienie skóry.

Młody biczowąż długonosy (Ahaetulla nasuta), czasem znany też jako wąż bicz
Młody biczowąż długonosy (Ahaetulla nasuta), czasem znany też jako wąż bicz

To wszystko pomaga do pewnego stopnia. Za to na ściąganie, czy raczej odrywanie pijawek z butów czy skóry dobrze sprawdzają się repelenty (w naszym przypadku Off tropical). Większość pijawek żyje w wodzie, jednak na Sri Lance występuje gatunek – pijawka cejlońska (Haemadipsa ceylonica), który szuka swoich ofiar na lądzie. Chodząc po lesie przewodnik nawet nam pokazywał jak te bardzo drobne i cieniutkie pierścienice próbują wejść na człowieka.

Główna ścieżka
Główna ścieżka

Przewodnik z rezerwatu Sinharaja pomógł nam także uporać się z pijawkami, które na mokrej ściółce tylko czekały na coś stałocieplnego. Pierwsze nasze doświadczenie z pijawkami miało miejsce na starej plantacji herbaty w Kandy, na lokacji z Indiany Jonesa. Natknęliśmy się na nie przy Szczycie Adama, acz tam szczęśliwie to nie my mieliśmy tę wątpliwą przyjemność. Tu, w dużej ilości, już raczej budziły irytację, niż przerażenie. I faktycznie Sinharaja ma opinię lasu czy rezerwatu pijawek, zasłużenie.

Skorupa ślimaka
Skorupa ślimaka

Zwiedzanie Sinharaja

Sinharaja jest bardzo zróżnicowanym miejscem, także ze względu na góry. Wiele osób (i wycieczek) wjeżdża tam od południa. Z tego, co ustaliśmy, tam wycieczki są zdecydowanie bardziej turystyczne. Z jednej strony droższe, a przy tym często liczniejsze (te tańsze wersje), ale z drugiej są dodatkowe atrakcje, jak możliwość kąpieli w wodospadach. No i szlaki są bardziej wydeptane. Do południowego wejścia trzeba się kierować na miejscowość Deniyaya. Standardowo robi się tam jeden z kilku szlaków do wyboru, których długość liczy się w wodospadach.

Las deszczowy na Sri Lance
Las deszczowy na Sri Lance

My wybraliśmy północne wejście. Samochodów z turystami na parkingu było zaledwie kilka. Przewodników czekających na oprowadzanie wielu. Bilet jest stosunkowo tani, jak na ceny wejściówek na Sri Lance. Przewodnik zaś jest darmowy (choć napiwek jest wskazany, ale sam się o niego nie dopominał). Właśnie kwestie cen i napiwków podobno inaczej wyglądają na południu. Nie weryfikowaliśmy tego. By dojechać do północnego wejścia należy kierować się na miejscowość Weddagala, a potem już na wioskę Kudawa. Wodospady też tu są, ale trasa jest już bardziej indywidualna.

Sinharaja
Sinharaja

Tu przewodnik nie czeka na to, by mieć grupę osób. Więc prowadził nas tylko we dwójkę. Trasa jest ustalana w zależności od czasu, wytrzymałości i warunków pogodowych, a także preferencji odwiedzających. Część faktycznie szliśmy ścieżką, ale też weszliśmy w las. Nam ta północna część bardzo przypadła do gustu, właśnie ze względu na jej naturalność, dzikość i brak ingerencji człowieka.

Kur cejloński (Gallus lafayettii), Sinharaja
Kur cejloński (Gallus lafayettii), Sinharaja

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Sinharaja

Balapitiya, fish SPA i rzeczne safari na Madu Ganga

Na Sri Lance zaliczyliśmy zarówno klasyczne (Hurulu), jak i wioskowe safari (Sigirija). Do tego doszło jeszcze jedno, rzeczne, czyli rejs na rzece Madu Ganga w miejscowości Balapitiya. Rejs (albo jak to określają tutaj river safari) ten odbywa się blisko ujścia rzeki do oceanu, a także wpływa się na jezioro Maduganga oraz przepływa między namorzynami.

Lokalne życie na Madu Ganga
Lokalne życie na Madu Ganga

Ujście rzeki Madu Ganga, Balapitiya

Rejs po rezerwacie Madu Ganga obiecywał wiele. Park ten jest wpisany na listę Ramsar, a więc należy do obszarów wodnych i podmokłych o światowym znaczeniu, z mnóstwem ptaków. Przynajmniej w teorii. Niewyróżniająca się rzeka wpada do Oceanu Indyjskiego, wespół z morskimi falami tworząc estuarium. Jest to lejowate ujście rzeki, gdzie morskie fale nie pozwalają na akumulację osadów i powstanie delty. Tworzy się tutaj szczególny ekosystem nadmorskiego obszaru wodnego. Brzegi i płytkie wody przybrzeżne rzeki porastają gęste namorzyny, które tworzą malownicze jaskinie i pasaże.

Łowisko w okolicy Balapitiya
Łowisko w okolicy Balapitiya

Na rzece znajdują się liczne mniejsze i większe wysepki, zamieszkane i zagospodarowane przez miejscowych. Można zobaczyć, jak wygląda tradycyjny połów krewetek lub niewielkie hodowle ryb. Na jednej z wysp jest nawet świątynia buddyjska. Żyje tutaj ponad 300 gatunków kręgowców, szczególnie liczne miały być ptaki. W wodzie można wypatrzeć nawet krokodyle. Wszystko to tworzy całość o szczególnym znaczeniu biologicznym, ekologicznym i estetycznym, więc nie dziwi wpisanie ujścia rzeki Madu na listę Ramsar.

Namorzyny na Madu Ganga
Namorzyny na Madu Ganga

Balapitiya: rejs po rzece Madu

Oprócz ujścia rzeki Madu, mamy porównanie z kilkoma innymi obszarami z listy Ramsar, odbyliśmy także rejs po namorzynach (na Samoa). Lankijskie miejsce się bardzo od tych innych wyróżnia, niestety na minus. Przede wszystkim, liczne rejsy wycieczkowe (pamiętajmy – region turystyczny) odbywają się na łodziach z silnikami spalinowymi. Trudno się rozkoszować pięknem przyrody, gdy wszystko zagłusza warkot silnika, a podczas manewrów intensywnie czuć spaliny. Pilot gasił silnik wyłącznie na czas postoju na którejś z wysp. Skutek był taki, że zwierząt nie uświadczyliśmy niemal żadnych, nawet ptaki były nieliczne. Udało nam się wprawdzie zobaczyć krokodyla, ale ten zaraz zniknął pod wodą. Gdzieś też na gałęziach mignął waran. Pozytywne wrażenie robiły gęste namorzyny i plamy światła przedostającego się pomiędzy liśćmi.

Rejs po Madu Ganga
Rejs po Madu Ganga

Niestety, świadomość ekologiczna w Balapitiya jest niska, jak to zwykle bywa w krajach słabo rozwiniętych, ale jednak wpis na listę Ramsar chyba zobowiązuje do przestrzegania postanowień konwencji. Zostawia to poczucie zawodu. Zwyczajnie część turystyczna jest zlokalizowana w dość „nieszczęśliwym” miejscu, gdzie toczy się życie miejscowych i jest droga do Kolombo. Łatwo się zatrzymać. Do wyboru jest kilka firm organizujących safari i interes się kręci.

Kapliczka na jeziorze
Kapliczka na jeziorze

Zwierzęta w Madu Ganga

W teorii to teren idealny dla zwierząt. I faktycznie żyje tu mnóstwo małp, ptaków, i gadów, ale w części dużo trudniej dostępnej. Tam gdzie nie ma ludzi, a tym samym także wycieczek. My mogliśmy zaledwie liznąć trochę tutejszej fauny. Kormoran, waran i krokodyl, no i małpy. I właściwie to wszystko. Gdyby w ujściu rzeki Madu można byłoby pływać takimi tradycyjnymi łódkami lub czymkolwiek bez silnika spalinowego, o ile by ten obszar zyskał! A jeszcze lepiej, gdyby dodatkowo zwiedzało się teren mniej wykorzystywany przez rybaków.

Małpa w okolicy Balapitiya
Małpa w okolicy Balapitiya

Niestety, niska świadomość ekologiczna potrafi skutecznie zepsuć magię miejsca. Przemysłowo-turystyczna działalność odstrasza zwierzęta i zasmradza resztę spalinami. Problem polega też na tym, że spalinowe są przede wszystkim łodzie turystyczne, nastawione na zysk i przewożenie jak największej ilości turystów w krótkim czasie. To powoduje, że ginie podstawowy walor tego miejsca. W tym przypadku za wzór może uchodzić niemiecki Spreewald.

Krajobraz Madu Ganga
Krajobraz Madu Ganga

Cynamon cejloński

Skoro nie ma zbyt wielu zwierząt, to istotne są inne atrakcje. Na rzece Madu znajdują się rozliczne wysepki. Jedną z nich jest wyspa nazywana „cynamonową”, a to za sprawą niewielkiej plantacji cynamonu. Już w czasach starożytnych za najlepszy cynamon uważano ten pochodzący z zachodniego Cejlonu, zwłaszcza z regionów nadmorskich. I dziś cynamon cejloński jest tym „prawdziwym” cynamonem i Sri Lanka dostarcza 80-90% światowej produkcji tej przyprawy.

Częścią przyprawową rośliny jest suszona kora. Pozyskuje się ją dwa-trzy razy w roku podczas pory deszczowej. Korę obraną ze ściętych pędów poddaje się niedługiej fermentacji, następnie pozbawia się resztek łyka i suszy. Wtedy właśnie kora zwija się z obu stron – cecha oryginalnego cynamonu! – w ciasną rurkę. Piękny aromat ma nie tylko suszona kora, ale także świeże pędy i liście. Przyjemnie się je żuje.

Sprawdzanie cynamonu
Sprawdzanie cynamonu

Dlaczego wspominamy o „prawdziwym” cynamonie, jakby był jakiś nieprawdziwy? Brutalna prawda jest taka, że tylko cynamonowiec cejloński daje nam prawdziwą przyprawę. Jeśli chodzi o proszkowaną korę, większość dostępnej na rynku europejskim przyprawy jest wytwarzana właśnie z cynamonowca cejlońskiego (w Polsce niekoniecznie: wystarczy przejrzeć sklepowe półki). Sprawa inaczej przedstawia się, gdy kupujemy laski cynamonu: idealne jako aromatyczna dekoracja lub do gotowania, na przykład w winie.

W tym przypadku większość rolowanej kory, którą można kupić w Polsce, to tak naprawdę kasja, czyli cynamonowiec wonny. Jest on uprawiany głównie w Chinach i krajach Azji Południowo-Wschodniej. Jest tańszy od cynamonu cejlońskiego i chociaż ma podobny aromat, to jednak zawiera nieprzyjemną goryczkę. Tymczasem prawdziwy cynamon ma aromat rześki, często lekko cytrusowy. Oryginalna i podrobiona kora są banalnie proste do odróżnienia: kasja ma grubą korę, która po wyschnięciu tworzy co najwyżej pojedynczą rolkę. Jest niezwykle trudna do łamania, tłuczenia w moździerzu bądź ścierania. Nadaje się tylko do wygotowania. Cynamon cejloński zaś ma cienką korę, która zawija się w wielokrotne, ciasne rolki, wyglądem przypominające cygara. Łatwo się kruszy, wydzielając przy tym charakterystyczny aromat.

Rybie SPA (Balapitiya, Madu Ganga)
Rybie SPA (Balapitiya, Madu Ganga)

Balapitiya i fish SPA

Plantacja cynamonu to znów typowa pokazówka połączona ze sklepem. O ile to jest jeszcze ciekawe i przede wszystkim niezbyt nachalne, o tyle trochę mija się z celem tego, czego szukaliśmy na obszarze Ramsar. Na innych wysepkach są też świątynie oraz rybie spa. Fish spa w rzece to nie jest do końca to, czego się spodziewaliśmy po rzecznym safari, jednak bardzo dobrze obrazuje charakter Balapitiya i okolic. W jednym z czterech wydzielonych fragmentów faktycznie były małe rybki, które skubią stary naskórek, jednak w pozostałych ryby były większe, a skubanie przypominało podgryzanie. Ta atrakcja była wliczona w cenę, ale szybko ratowaliśmy stopy od wygłodniałych ryb.

Turystyczne oblicze Madu Gangi

Samo jezioro Maduganga, oprócz tego, że jest rezerwatem, utrzymuje też wielu ludzi, z połowów i nie tylko. Można tu znaleźć nawet bardzo specyficzne sklepy, czy bary. Stoi taki budyneczek na środku wody, można podpłynąć i coś kupić. I to faktycznie jest ciekawe ze względu na lokalną kulturę.

Balapiitiya to centrum wycieczkowe po Madu Ganga
Balapiitiya to centrum wycieczkowe po Madu Ganga

Chyba najpiękniejszy przyrodniczo fragment tej wycieczki to wpłynięcie między mangrowce. Przede wszystkim jest to bardzo klimatyczne, jest się naprawdę blisko tych drzew i widać tu różne kraby, małe rybki i inne żyjątka, które nie uciekły z powodu hałasu.

Ogólnie niestety, atrakcje lankijskiego wybrzeża wydawały się nam skomercjalizowane, masowe i niedbałe w porównaniu z tym, co do tej pory oferowała nam wyspa. Prawdopodobnie zepsuła je bliskość nadmorskich kurortów dla turystów. Dokładnie to samo dotyczy Madu Gangi. Miejsce ma bardzo duży potencjał, ale sposób wykorzystania robi z niego „tanią” atrakcję jakich wiele, a przede wszystkim niewiele wnoszącą. Jeśli ktoś szuka kontaktu z przyrodą, to nie jest to dobre miejsce.

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Madu Ganga

Pańska skała, bazaltowa formacja w Czechach

Pańska skała (cz. Panská skála) zwana czasem też Varhany to najstarszy rezerwat geologiczny w Czechach i jeden z najstarszych w Europie, założony w 1878 roku. Jest on stosunkowo niewielki, jednak tu przyjeżdża się nie po to by długo spacerować, a po to by zobaczyć dokładnie jedną rzecz. Czyni to Pańską skałę idealnym miejscem, na krótki postój. Sama formacja przypomina trochę bazaltowe organy, a jej wygląd jest dość niecodzienny.

Pańska Skała
Pańska skała, czyli kamienne organy

Pańska skała: Powstanie

Sama Panská skála to formacja wulkaniczna, powstała aż 30 milionów lat temu z magmy pochodzącej z głębokości większej niż 30 km, a zastygłej w kominie wulkanicznym. Działanie wiatru, deszczu, entropii i tych wszystkich erozyjnych czynników oraz odkrywki bazaltu doprowadziły do odsłonięcia tej formacji. Jako że bazalt jest bardzo twardą skałą, ostre kształty bazaltowych słupów są do dziś świetnie zachowane. Podobną naturalną formę można zobaczyć na plaży Reynisfjara na Islandii.

Bazaltowe słupy
Bazaltowe słupy

Zwiedzanie rezerwatu

Wrażenie robi precyzyjna geometria form i ogrom tej formacji, aż trudno uwierzyć, że to całkowicie naturalny twór. Obok znajduje się też małe jeziorko, co pozwala na zrobienie ciekawych zdjęć. Pochodzenie tego oczka wodnego nie jest naturalne, to pozostałości po dawnym kamieniołomie.

Bazaltowa formacja (Pańska Skała, Czechy)
Bazaltowa formacja (Pańska skała, Czechy)

Zwiedzenie skały, a nawet wdrapanie się na nią nie zajmuje wiele czasu. Na upartego da się to zobaczyć w 15 minut, bo dużo do zobaczenia tu nie ma. Jest skała, którą można obejść, ewentualnie wdrapać się na nią i to wszystko. Natomiast to bardzo intrygująca, naturalna konstrukcja.

Skała z bliska
Skała z bliska

Pańska skała: Dojazd

Najłatwiej kierować się na miejscowość Kamenický Šenov, a stamtąd dojechać do właściwego miejsca. Znajdziemy tu także niewielkie tablice informacyjne, które mogą poszerzyć naszą wiedzę o miejscu, o ile oczywiście rozumiemy czeski. Nie ma wyznaczonych szlaków, ale bez problemu dostrzeżemy ścieżki. To nie jest miejsce, w którym można się zgubić.

Góra Pańskiej Skały
Góra Pańskiej skały

Wejście na samą skałę jest darmowe. Jedynie przed nią trzeba zapłacić za parking. Jest automat, więc można przyjechać praktycznie o każdej porze.

Bazaltowa formacja
Bazaltowa formacja
Widok na skałę i jeziorko
Widok na skałę i jeziorko

Pańska skała to bardzo intrygujące miejsce, przy którym warto się zatrzymać, jeśli jest się w okolicy. Skała zapada w pamięć. Ale jednocześnie stoi sobie w polu, więc nie ma tu praktycznie żadnej infrastruktury turystycznej. Tak więc, jeśli ktoś nie fascynuje się geologią, a bardziej interesują go ciekawe formacje i zjawiska, to lepiej dodać sobie to miejsce jako przystanek przy okazji większej wycieczki. Zwłaszcza jeśli jedziemy zobaczyć Czeską Szwajcarię, która znajduje się dość blisko.

Panorama Pańskiej Skały
Panorama Pańskiej skały

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak czeski
Pańska skała