Archiwa tagu: rezerwat

Cathedral Cove, czyli wejście do Narnii

Kiwi (czyli Nowozelandczycy) twierdzą, że najczęściej fotografowanym miejscem na półwyspie Coromandel jest tak zwane Cathedral Cove (Zatoczka Katedralna). Szczerze, trudno się dziwić. To miejsce wygląda magicznie i w pewien sposób stało się magiczne, oczywiście za sprawą filmowców i „Opowieści z Narnii”.

Łuk Cathedral Cove jest dobrze znany dzięki Windowsowi
Łuk Cathedral Cove jest dobrze znany dzięki Windowsowi

Cathedral Cove i Narnia

Andrew Adamson już w pierwszym filmie z cyklu wykorzystał lokacje z Nowej Zelandii. Wrócił tu także kręcąc „Księcia Kaspiana” (2008). Akcja filmu zaczyna się w Londynie, potem widzimy bohaterów w metrze, gdzie odkrywają przejście do Narnii. Dzieci przechodzą przez łuk i lądują na narnijskiej plaży. To właśnie Nowa Zelandia i Cathedral Cove. Tak nazywa się zarówno słynny łuk jak i ogólnie cała okolica.

Cathedral Cove
Cathedral Cove

Plaża otoczona malowniczymi formacjami skalnymi zagrała w filmie okolice dawnego zamku Ker Paravel. Sam łuk i przejście pod nim wygląda bardzo jak w filmie, oczywiście w naszym przypadku nie licząc pogody, bo ta akurat nam nie dopisała. Ale zaiste, w słońcu to miejsce faktycznie cieszy wszelkie obiektywy turystów.

Widok na rezerwat morski
Widok na rezerwat morski

Rezerwat morski Cathedral Cove

Plaża i łuk znajduje się w rezerwacie przyrody. Jak wiele innych miejsc w Nowej Zelandii tak i ten ma dwie nazwy: maoryską i angielską. Oprócz Cathedral Cove Marine Reserve, określa się to także jako Te Whanganui-A-Hei Marine Reserve. Maoryska nazwa znaczy tyle co Wielka Zatoka Hei. Hei to nazwa plemienia Maorysów, jeśli można to tak nazwać. U nich podział na grupy społeczne miał trochę inną formę, niż to co znamy np. z zachodnich krajów. Hei to nazwa jednego z iwi, czyli coś co jest w zależności od tłumaczenia klanem, plemieniem lub spokrewnionymi plemionami.

Charakterystyczny łuk
Charakterystyczny łuk

Rezerwat zajmuje 840 hektarów, w zatoce, wyspach, plażach. Żyje tu wiele stworzeń morskich, ale jak w wielu podobnych miejscach w kraju to także teren rekreacyjny. Ludzie tu nurkują czy uprawiają snorkelling.

Formacje skalne na plaży
Formacje skalne na plaży

Dojazd i zwiedzanie Cathedral Cove

By dojechać do Cathedral Cove, należy kierować się na miejscowość Hahei. Znajdziemy tam wiele płatnych parkingów, skąd można sobie dojść na plażę czy do właściwej lokacji, ale jeśli nie mamy campera, można jechać dalej. Przy samym zejściu znajduje się darmowy parking, choć jak na warunki nowozelandzkie jest on dość mały. Camperów tam nie chcą. Nam udało się znaleźć miejsce, ale w sezonie może to być problemem.

Narnijska plaża
Narnijska plaża

Stamtąd czeka nas spacer między drzewami, skąd widać tutejsze klify. Dopiero na samym końcu schodzi się na plaże, wychodząc prawie dokładnie tam, gdzie kręcono film. Spacer nie jest długi, na zobaczenie Catheral Cove wystarczy poświęcić trochę ponad godzinę. Chyba, że pogoda sprzyja do dłuższego wylegiwania się na tutejszych pięknych plażach. Sama plaża nie jest duża, większość czasu zajmuje zejście do niej.

Sama plaża w tym miejscu jest stosunkowo niewielka
Sama plaża w tym miejscu jest stosunkowo niewielka

Łuk i tapeta w Windows

To bez wątpienia jedna z łatwiejszych lokacji filmowych do wychwycenia. Faktycznie to wejście do Narnii jest tu takie symboliczne, cudowne i magiczne. Wchodzimy do innego świata, choćby na chwilę. Zaś miejsce powinno być też znane wielu użytkownikom Windowsa, można je zobaczyć na jeden z domyślnych tapet.

W większości mamy tu klif
W większości mamy tu klif

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Cathedral CoveGóra Cook i lodowiec Tasmana
Szlak filmowy
Cathedral Cove

Wioska lisów, czyli Miyagi Zao Fox Village

Jedną z nietypowych, a co za tym idzie nieczęsto odwiedzanych atrakcji Japonii jest wioska lisów, czyli Zao Fox Village w Miyagi. Co pewien czas to miejsce pojawia się w różnych artykułach w sieci, z cudownymi zdjęciami. To istna rzeka słodyczy.

Biały lis - Zao Fox Village
Biały lis – Zao Fox Village

Miyagi Zao Fox Village – wioska lisów

Schronisko dla lisów Miyagi Zao Fox Village to miejsce, gdzie można stanąć oko w oko z lisem, bez ogrodzenia. Lisy można nakarmić, a nawet przytulić. Schronisko czy może bardziej rezerwat (trudno to rozgraniczyć) zamieszkuje ponad setka chytrusków. Nie wszystkie są rude: z sześciu gatunków w Zoa Village znajdują się również lisy błękitne (szare z niebieskim połyskiem) i białe. Rezerwat to ogrodzony fragment lasu, gdzie lisy biegają swobodnie, ale jest tam też szpital, gdzie leczone zwierzęta siedzą w klatkach. Tak naprawdę najpierw przechodzi się przez miejsce z klatkami, co nas zaniepokoiło. Potem było lepiej. Specjalnie dla zwiedzających jest też podniesiona konstrukcja, z której można obserwować lisie figle i karmić zakupionym przy wejściu pokarmem. Z powodów bezpieczeństwa zaleca się nie karmić ich z ręki.

Lisek w klatce - Wioska lisów w Japonii
Lisek w klatce – Wioska lisów w Japonii

Lis w kulturze i religii Japonii

Dlaczego schronisko dla lisów? Bo są przeurocze, jednak prawda jest ciekawsza. Otóż lisy to stworzenia, które często występują w japońskim folklorze pod mianem kitsune, najczęściej jako przebiegłe liski-chytruski. Podobnie jak u nas. Tylko że u nas nie mają nadnaturalnych mocy, jak na przykład zdolność przybierania ludzkiej postaci, by wywinąć szwindel albo opętania ludzi. Oprócz umiejętności kantowania, kitsune wyróżniają się długim życiem, inteligencją i mądrością. Im starszy i mądrzejszy osobnik, tym więcej ma ogonów, przy czym maksymalna ich liczba wynosi dziewięć. To jest zresztą element również chińskiej mitologii.

Lis na wybiegu
Lis na wybiegu

Stąd niedaleka droga na ołtarze religii szintoistycznej (i czasem buddyjskiej). W Japonii kami (czyli duch, dusza, ożywcza siła) lisa – Inari – jest jednym z najchętniej czczonych bóstw. Przynosi pomyślność, płodność, patronuje herbacie, sake i ryżowi – nie dziwi więc znaczenie Inari. Bóstwo czci się prawdopodobnie od początku VIII wieku – wtedy założono przypuszczalnie pierwszą jej (lub jego, Inari przedstawia się jako płci żeńskiej lub męskiej) świątynię na Górze Inari w Kyoto. Pierwotnie była to istota, która przynosiła ryż, a jej posłańcami były białe lisy.

Na wybiegu w Zao Fox Village
Na wybiegu w Zao Fox Village
Głaskanie lisa na wybiegu
Głaskanie lisa na wybiegu

Wizyta w wiosce lisów

W Zao Fox Village oczywiście znajduje się świątynia poświęcona Inari, którą można rozpoznać po figurkach lisów, często z zawiązaną na szyi wstążeczką wotywną. Jak przystało na świątynię szinto, tak i tu są bramy tori. Wszystko w otwartej przestrzeni z lisami.

Czarny lis
Czarny lis

Lisy biegały samopas i można było je głaskać, z zastrzeżeniem, by ich nie łapać i nie zakłócać spokoju śpiącym zwierzętom. Należało też zachować ostrożność: lisy mogły ugryźć, a szczególnie je ciekawiły wszelkie odstające i wiszące elementy odzieży, jak sznurówki lub paski plecaka.

Lis
Lis

Dodatkową atrakcją (i dodatkowo płatną) była sesja przytulania lisa. Dostało się specjalny strój, by lis nie pobrudził klienta i po krótkiej instrukcji w języku japońskim jak lisa trzymać, dostawało się rudzielca na chwilę na kolana. Wszystkie były bardzo puchate, gdyż miały jeszcze zimowe futro. Przytulanie i zdjęcia są organizowane dwa razy dziennie. Mniej więcej około godziny 11:00 i około 13:00-14:00.

Zao Miyagi Fox Village
Zao Miyagi Fox Village

Oprócz dużego wybiegu dla lisów, część jak wspominaliśmy, znajduje się klatkach. Jest to też szpital dla tych zwierząt. Ponadto w Zao Fox Village znajdziemy także króliki, kucyki, czy inne gatunki w mniejszej ilości, jednak nie stanowią już takiej atrakcji. Oczywiście znajduje się tu sklep z pamiątkami.

Karmieni lisów
Karmieni lisów

Dojazd do Zao Fox Village

Najtrudniejsze jest dotarcie do tego miejsca. Znajduje się ono poza utartym szlakiem, więc najłatwiej jest dojechać koleją do dworca w Shiroishi. Z Tokio jedzie się np. do Fukushimy (ew. Sendai), tam przesiada w lokalny pociąg, który zatrzymuje się w Shiroishi. Tam już zostaje właściwie tylko taksówka. Formalnie jest autobus, ale kursuje dwa razy w tygodniu. Można też wziąć pobliski hotel z transferem, ale to wymaga nocowania. Lub korzystać z linii autobusowej z Sendai (też mającej ograniczoną liczbę kursów, co sprowadza się do tego, że lepiej nocować w okolicy). Lisia wioska, choć przecudowna, to nie jest miejsce, gdzie spędza się cały dzień. Dlatego najwygodniejsza zostaje taksówka, choć to transport dość drogi. Przy powrocie jest o tyle łatwiej, że już w samej lisiej wiosce sugerują ludziom branie taksówek na spółkę, więc wychodzi taniej.

Świątynia Inari w wiosce lisów
Świątynia Inari w wiosce lisów

Uwaga, wioska jest zamknięta dla odwiedzających w środy. Oficjalna strona: zao-fox-village.com – tam można zobaczyć aktualne godziny otwarcia i ceny.

Sesja przytulania lisów
Sesja przytulania lisów

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Zao Fox Village

Skellig Michael, czyli Ahch-To z „Gwiezdnych Wojen”

Wyspy Skellig (Ir. Na Scealaga), dawniej znane jako the Skellocks, to dwie skaliste wysepki położone 13 kilometrów na zachód od Portmagee. Są objęte ochroną prawną jako ważne siedlisko ptaków i obszar z listy światowego dziedzictwa UNESCO. Nas w te okolice ściągnęła większa wyspa – zwanaSkellig Michael, która grała planetę w Ahch-To w „Gwiezdnych Wojnach”. To tutaj Rey odnalazła Luke’a Skywalkera.

Mały Skellig
Mały Skellig

Rejs na wyspy Skellig

Spośród dwóch wysp Skellig lądować można jedynie na większej, ale nie jest to takie łatwe. To także rezerwat ptactwa, więc ilość osób odwiedzających dziennie to miejsce jest reglamentowana (większość źródeł podaje, że do 150 osób, choć pewne sugerują 180 dziennie, praktyka jak zauważyliśmy bywa różna). Problemem jest jednak kapryśna pogoda, która sprawia, że nie zawsze można na tę wyspę dopłynąć, nie mówiąc już o jej zwiedzaniu. Rejsy są organizowane od maja do września. Nawet jeśli wykupi się je wcześniej, niestety nie ma gwarancji, że w danym dniu pogoda pozwoli na jego realizację.

Głuptaki nad Little Skellig
Głuptaki nad Little Skellig

W teorii na miejscu mogą pomóc zorganizować w inne dni, ale tylko w miarę możliwości. Tych w sezonie najczęściej nie ma. Być może właśnie te 30 osób to taka tolerancja, jeśli czasem uda coś się przełożyć. Warto mimo wszystko pilnować swoich ustaleń i potwierdzeń, bo reglamentacja jest pilnowana, a pokusa małych machlojek niestety nie jest obca Irlandczykom. Wycieczkę na Skellig należy zamówić najlepiej kilka miesięcy przed przyjazdem. W każdym razie UNESCO nalega na to, by ta reglamentacja została jeszcze bardziej ograniczona.

Mały Skellig
Mały Skellig

Mały Skellig i głuptaki

Rejs na Skellig Michael trwa około godziny. Wcześniej przepływa się obok mniejszej wyspy, Little Skellig (Ir. Sceilig Bheag). Jest ona zamknięta dla zwiedzających z powodu jej znaczenia dla populacji głuptaka zwyczajnego (Morus bassanus). Ten mierzący niecałe 150 metrów długości skalny okruch jest miejscem lęgowym dla około 30 tysięcy par tych ptaków, co czyni Little Skellig największym irlandzkim siedliskiem głuptaka. Przy wyspie zatrzymaliśmy się na trochę, by podziwiać głuptaki, a także foki. Przy odrobinie szczęścia można tu także czasem dostrzec delfiny.

Maskonur na Skellig Michael
Maskonur na Skellig Michael

Tych ptaków jest tu naprawdę sporo. Krążące nad głowami budzą skojarzenia z „Ptakami” Hitchcoka. Polska nazwa „głuptak” wzięła się z czasów, gdy polowano na te ptaki dla mięsa. Mają one bardzo silny instynkt opiekuńczy i aż do śmierci nie opuszczają swego gniazda. Stąd polujący ludzie uznali, że ptaki są jakieś głupie, że nie uciekają. Angielska nazwa popularna „gannet” nawiązuje z kolei do ich żarłoczności. Żeby było ciekawiej, staroangielskie słowo „ganot”, od którego pochodzi slangowe „gannet” (użyte po raz pierwszy w latach 20. XX wieku), oznacza: muskularny, silny.

Alki na Skellig Michael
Alki na Skellig Michael

Wielki Skellig i maskonury

Następnie docieramy do właściwego celu, wpierw okrążając Wielką Skellig. Statek wysadza nas w Zatoce Ślepego Człowieka, skąd zaczynamy naszą wspinaczkę. Pierwszy odcinek pokonuje się nową drogą powstałą przy okazji budowy latarni morskiej, ale dalej mamy średniowieczne schody (ponad 600 stopni). Dopiero wchodząc nimi, można w pełni zrozumieć niebezpieczeństwo przebywania na wyspie podczas silnego wiatru lub opadów. Przed rozpoczęciem wspinaczki jest pouczenie na temat zasad bezpieczeństwa, tak własnego, jak i gniazdujących ptaków czy zabytków. Na schodach nie ma żadnych barierek, a są dość strome, dodatkowo jest tu pełno maskonurów (Fratercula arctica). Choć wydaje się groźne, podejście nie jest specjalnie trudne.

Maskonur
Maskonur

Wielki Skellig lub Skellig Michael (od 2012 roku oficjalnie Sceilg Mhichíl) to rezerwat przyrody o powierzchni niecałych 0,3 km2. Znalazł się na liście irlandzkich rezerwatów w 1988 roku za sprawą miejsc lęgowych ptaków, głownie burzyków, nawałników, alk i właśnie maskonurów. Oprócz ptaków, na wyspie pomieszkują foki szare, myszy i króliki. Roślinność jest bardzo skąpa, przypominająca wysokogórską. Z kolei w 1996 roku wyspę, a właściwie zbudowany na niej klasztor, umieszczono na liście UNESCO.

Kamienne schody
Kamienne schody
Maskonury
Maskonury

Na charakterystyczny profil Skellig Michael składają się dwa szczyty: South Peak o wysokości 218 m n.p.m. i znajdujący się na wschodzie North Peak o wysokości 185 m n.p.m, na którym znajduje się klasztor. Oba szczyty dzieli depresja zwana Christ’s Saddle. Na Skellig Michael w VI wieku przybyli chrześcijańscy mnisi, zakładając na wyspie najbardziej izolowaną pustelnię. Również dziś, mimo że miejsce jest dobrze znane, dostęp na wyspę jest ograniczony.

Schody
Schody

Klasztor na Skellig Michael

Pierwsze wzmianki o klasztorze na Skellig Michael pochodzą z manuskryptu z końca VIII wieku, w którym to tekście wspomina się mnicha z klasztoru na Skellig. Prawdopodobnie mnisi zamieszkiwali wyspę na stałe już w VII wieku, a według niektórych teorii, nawet w VI stuleciu. Pierwszy raz nazwa Skellig Michael pojawia się w czwartej dekadzie XI wieku, wcześniej był to po prostu Skellig. Klasztor został porzucony w XIII wieku ze względu na pogarszające się warunki pogodowe – mnisi wyprowadzili się do Ballinskelligs na stałym lądzie, a jedynie sezonowo przebywali na wyspie. Mimo liczącej sześć lub siedem wieków historii istnienia klasztoru na Skellig Michael, w kronikach zachowały się imiona jedynie pięciu braci zakonnych.

Wędrówka na górę
Wędrówka na górę

Zabudowa klasztoru na North Peak dzieli się na wewnętrzną i zewnętrzną. Na zewnętrzną składają się dwa tarasy, zwane górnym i dolnym ogrodem. Zaś wewnątrz chroniącego przed wiatrem muru znajdują się właściwie zabudowania: dwa oratoria, kościół św. Michała, siedem cel w typowej dla regionu formie uli, latryna, cysterna, cmentarz (jest także nagrobek dwójki dzieci latarnika z datą z początku XX wieku), krzyże i leacht – charakterystyczne dla wczesnochrześcijańskich kościołów irlandzkich niewielkie budowle z kamienia o bliżej nieznanej funkcji. Na South Peak znajduje się niewielka pustelnia, obecnie niedostępna dla turystów.

Maskonury
Maskonury
Skała z VIII Epizodu
Skała z VIII Epizodu

Historia Skellig Michael

Wyspa pozostawała w rękach zakonu do 1578 roku, gdy po nieudanej rewolcie Desmondów, królowa Elżbieta I rozwiązała wiele zakonów, a między innymi Wyspy Skellig przekazała rodzinie Butlerów. W ich rękach Skellig Michael pozostawał do roku 1820, gdy odsprzedali wyspę przedsiębiorstwu budującemu latarnie morskie. Od razu postanowiono zbudować dwie wieże, by wyspa była łatwa do odróżnienia od pozostałych sygnałów. Latarnie zostały uruchomione w 1826 roku. Niestety część średniowiecznych kamiennych stopni schodów została zniszczona, by wybudować gładką drogę. W 1870 roku jedną z latarni wyłączono z użytku i przez niemal 90 lat popadała w ruinę, kiedy ostatecznie została zburzona i w 1967 roku zastąpiona nową latarnią elektryczną.

Skellig Michael
Skellig Michael

Nowa nadal działa, ale nie ma już potrzeby kwaterowania latarników na wyspie, gdyż obsługa sygnałów odbywa się automatycznie. Jedynymi stałymi (ludzkimi) mieszkańcami wyspy są przewodnicy, którzy w sezonie turystycznym pomieszkują na wyspie w systemie 2-tygodniowych zmian. W sezonie na wyspie przebywa najczęściej troje przewodników, w sumie zatrudnionych jest ich pięciu.

Skały
Skały
Maskonury
Maskonury i skała

W XIX wieku latarnicy przywlekli na wyspę Skelling Michael myszy i króliki. Te pierwsze niechcący, zaś drugie jako źródło pożywienia i myśliwskiej rozrywki. Wyspiarze chyba wszędzie wloką za sobą króliki, widać to w dawnych włościach Imperium Brytyjskiego. Króliki odpowiadają za widoczne liczne norki. Zdawałoby się, że gniazdujące na wyspie ptaki będą zagrożone z powodu przywleczonych na wyspę obcych gatunków. Na szczęście tak się nie stało. Okazało się, że maskonury chętnie wykorzystują królicze nory na własne potrzeby mieszkaniowe, nierzadko siłą wywłaszczając długouchych lokatorów.

Schody do klasztoru
Schody do klasztoru
Skellig Michael
Skellig Michael

Wielki Skellig w filmie

Skellig Michael co jakiś czas nieśmiało pojawiał się w popkulturze, by stać się ważnym celem turystyki filmowej po 2015 roku. Wielki Skellig jako tajemnicza wyspa – pustelnia Luke’a Skywalkera – Ahch-To pojawia się w finałowej scenie filmu „Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy” J.J. Abramsa, który z miejsca stał się blockbusterem. . Lokację znalazł Rick Carter, ta od razu spodobała się Abramsowi, zwłaszcza, że chciał też kręcić w Irlandii, skąd pochodzi jego żona. Ujęć z VII Epizodu w filmie jest niewiele, ale miejsca są bardzo łatwo rozpoznawalne.

Widok na Mały Skellig
Widok na Mały Skellig

Wyspa pojawia się jeszcze w kolejnym filmie z serii, w „Ostatnim Jedi” Riana Johnsona. I choć zdecydowana większość ujęć Ahch-To w „Ostatnim Jedi” nie pochodzi ze Skellig Michael, ale z klifów Półwyspu Dingle, gdzie zbudowano makietę klasztoru (łatwiej było kręcić na stałym lądzie), zarabiający na turystach lokalni mieszkańcy jakby o tym zapominali. Turyści zresztą także. Ekipa Riana Johnsona wpierw udała się na Skellig we wrześniu 2015, potem próbowali wrócić wczesną wiosną i to okazało się zbyt problematyczne. Właśnie z powodu bezpieczeństwa i logistyki poszukano alternatywy. Zresztą nawet we wrześniu filmowcy zaliczyli opóźnienia wynikające ze złych warunków atmosferycznych.

Klasztor
Klasztor

Warto wiedzieć, że zgoda na przebywanie ekipy filmowej na Skellig Michael została wydana przez Office of Public Works (irlandzki urząd na rzecz ochrony przyrody i zabytków) pomimo negatywnej oceny BirdWatch i UNESCO. Niestety nie obyło się bez incydentów: podczas wrześniowych zdjęć do „Ostatniego Jedi” zostały nieznacznie uszkodzone zabudowania i zniszczone ptasie gniazdo. Pomimo to została wydana zgoda na nagranie kilku ujęć do „Ostatniego Jedi” – Irlandczycy widzieli w tym przede wszystkim świetną promocję regionu i mieli rację. Nietrudno zauważyć, że duża część zwiedzających kojarzy Skellig Michael z „Gwiezdnych Wojen”. Trzeba przyznać, że to jest jedna z najbardziej widowiskowych i ekscytujących lokacji z filmów z serii.

Klasztor na Skellig Michael
Klasztor na Skellig Michael

Ochrona ptaków

Tak jak na Małym Skellig żyje olbrzymia populacja głuptaków, tak na Wielkim jest z maskonurami (choć gniazduje tu też 14 innych gatunków ptaków). Jest ich tu naprawdę mnóstwo, praktycznie wszędzie się na nie natykamy. Z ptakami musieli coś zrobić filmowcy. W „Przebudzeniu Mocy” wiele z nich jest wymazanych. W „Ostatnim Jedi” natomiast Rian Johnson zastosował sztuczkę i zastąpił je porgami. Porgi są inspirowane maskonurami. Ale nawet jak patrzy się na film, to na Skellig Michael maskonurów jest dużo, dużo więcej. Aż nas zadziwia, jak twórcy filmu zdołali je wszystkie usunąć z kadrów.

Widok na Little Skellig
Widok na Little Skellig

Poza klasztorem jest jeszcze jedno miejsce filmowe – naturalna formacja z piaskowca i zlepieńców, którą wiatr i deszcz uformował w abstrakcyjną rzeźbę. Tym tworem natury inspirowali się twórcy „Ostatniego Jedi”, a turyści chętnie robią sobie zdjęcia. Warto dodać, że wcześniej na Skellig Michael kręcono „Szklane serce” Wernera Herzoga, czy „W duchu St. Louis” Billy’ego Wildera.

Skellig Michael
Skellig Michael

Opcje wycieczki na Skellig Michael

Większość osób na Skellig wyrusza z Portmagee. Tam znajduje się także muzeum Skellig Experience (można poznać historię wyspy nie płynąc na nią). Alternatywą jest trasa z Knightstown, Ballinskelligs i Derrynane. Tak jak pisaliśmy wcześniej, w obu przypadkach należy zamówić sobie wycieczkę dużo wcześniej i liczyć, że na miejscu będzie pogoda. Zazwyczaj płatna jest tylko zaliczka, na miejscu zaś płaci się resztę gotówką. Jest jeszcze jedna alternatywa tak zwane eko-wycieczki, które opływają wyspę, lecz się na niej nie lądują. Fajne, nam nie o to chodzi. Na wypłynięcie z portu do powrotu trzeba liczyć jakieś 6 godzin (z tego jakieś 3 godziny na Skellig Michael, co jest aż nadto na spokojne zwiedzanie i odpoczynek). W tym czasie nie będziemy mieć możliwości skorzystania z toalety czy czegoś ciepłego do picia, warto zabrać prowiant i napój, nam akurat brakowało termosu.

Maskonur
Maskonur

Swoją drogą wyspy Skellig prawdopodobnie zainspirowały Andrzeja Sapkowskiego. W sadze o Wiedźminie, pojawiają się wyspy Skellige. Irlandzki źródłosłów wskazuje na słowo skała, ale w „Wieży jaskółki” znajdziemy opis wysp z fiordami i mnóstwem ptaków. Bardzo pasuje do wysp Skellig.

Skellig Michael
Skellig Michael

Gwiezdnowojeną relację ze Skellig Michael znajdziecie tutaj.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak irlandzki
Skellig Michael
Szlak filmowy
Skellig Michael

Wai-O-Tapu i Waimangu Volcanic Rift Valley

Jedną z największych atrakcji Nowej Zelandii jest strefa wulkaniczna Taupo (Taupo Volcanic Zone), czyli obszar czynny geotermalnie, z bajecznie kolorowymi wodami oraz mniej przyjemnymi zapachami. Najbardziej znanym miejscem w tej strefie jest Park Wai-o-tapu Thermal Wonderland. Zdecydowanie zasłużenie. Zwiedzanie Waiotapu to zdecydowanie jedna z najciekawszych atrakcji Kraju Kiwi.

Wai-o-Tapu
Wai-o-Tapu
Wai-o-Tapu
Wai-o-Tapu

Park cudów termalnych Wai-o-Tapu

Waiotapu to w języku Maori „święte wody”. Ten park geotermalny leży na skraju kaldery Reporoa, powstałej w wyniku erupcji wulkanicznej 230 tysięcy lat temu. Gorące źródła wskazują, że obszar ten jest aktywny: ostatnia hydrotermalna podziemna eksplozja miała miejsce w 2005 roku, w jej wyniku powstał 50-metrowy krater.

Krajobraz Wai-o-Tapu
Krajobraz Wai-o-Tapu
Wai-o-Tapu
Wai-o-Tapu

Park Wai-o-tapu Thermal Wonderland jest prywatnym przedsięwzięciem działającym od 2012 roku, choć turystycznie to miejsce jest znane od lat 30 XX wieku. Zresztą wiele podobnych parków jest zarządzanych prywatnie, z dobrymi efektami dla środowiska, turystyki i oczywiście dla gospodarki.

Dym i ślady siarki (nosem też się ją czuje)
Dym i ślady siarki (nosem też się ją czuje)
Szczudłak zwyczajny (Himantopus himantopus)
Szczudłak zwyczajny (Himantopus himantopus)

Ciekawostki o Wai-o-Tapu

Baseny, źródła, rozlewiska, gejzery mają tutaj swoje malownicze nazwy, by wspomnieć choćby Paletę artysty, Basen z szampanem (słomkowożółty kolor wody i mnóstwo maleńkich bąbelków), Dom diabła. Wszystko robi niesamowite wrażenie. To bardzo piękne miejsce, zresztą występujące na pocztówkach i w albumach z Nowej Zelandii. Widoki rzeczywiście zachwycają. Między różnymi rozlewiskami czasem przechodzi się po drewnianych kładkach, czasem zaś po kamieniach. Wszystko jednak jest przygotowane pod turystów, tak by było bezpieczne i stosunkowo łatwo dostępne.

Gorące błota
Gorące błota
Jezioro za którym zbudowano elektrownię geotermalną
Jezioro za którym zbudowano elektrownię geotermalną

Dojazd do Wai-o-Tapu i bilety

Jak do wielu innych miejsc, także i tu można zarezerwować bilety przez internet, co w sezonie może być dobrą opcją. Ale jeszcze lepszą jest wybranie się tu z samego rana, póki nie ma wielu innych turystów. Przybywa ich tu multum, także będących na wycieczkach objazdowych. Z myślą o wielu turystach o różnych możliwościach czasowych i różnej kondycji, w parku wyznaczono trzy trasy. Pierwszą, najkrótszą trzeba przejść. Jak się ma więcej czasu można przejść drugą, która jest rozwinięciem pierwszej. A jak mamy jeszcze więcej czasu to jest też trzecia, zawierająca także dwie poprzednie. Łatwo się domyślić, że zorganizowane grupy najczęściej nie mają tyle czasu, by spokojnie zobaczyć wszystkie trzy. Więc tłoczno jest na pierwszej. Przypominamy, że nawet mając wydrukowaną rezerwację i tak trzeba w kasie odebrać bilet, co jest dość typowe dla wielu atrakcji w kraju Kiwi.

Wai-o-Tapu
Wai-o-Tapu
Wai-O-Tapu - basen szampański
Wai-O-Tapu – basen szampański

Gejzer Lady Knox

Bilet do Wai-o-tapu upoważnia także do obejrzenia jeszcze jednej atrakcji, gejzeru Lady Knox. Znajduje się on bardzo blisko Parku, ale ma swój osobny parking. W teorii powinni sprawdzać tam bilety, w praktyce przy tej ilości ludzi (a byliśmy jeszcze przed szczytem sezonu), wpuszczali tam za darmo, bez szczegółowej kontroli, co najwyżej z wyrywkową. Z daleka pokazaliśmy świstek, nikt nawet nie patrzył, co to jest.

Gejzer Lady Knox
Gejzer Lady Knox

Lady Knox wybucha codziennie około 10:15 (przynajmniej jak byliśmy taki był rozkład). Gejzer pluje wodą na 10 do 20 metrów. Wokół jest zbudowany mały amfiteatr, z którego można go obserwować. Dlaczego gejzer ma rozkład? Czy to znaczy, że jest sztuczny? Cóż, jeśli ma być atrakcją turystyczną, to turyści muszą wiedzieć. kiedy przyjechać. Gejzery w tym miejscu w większości zanikły. Lady Knox też już nie jest tak aktywna, jak kiedyś. Jest w stanie wybuchać raz na dobę, więc stosując pewne sztuczki da się to usystematyzować. Gejzer przez większość czasu zbiera pod powierzchnią ziemi wodę, ale sama erupcja jest wywoływana przez człowieka. Prowadzący pokaz wrzuca do środka pewne substancje chemiczne, które przyśpieszają zachodzące w gejzerze procesy, w efekcie po paru minutach następuje wybicie wody, a po kolejnych paru minutach gejzer się uspokaja i zaczyna zbierać siły na następny dzień.

Wulkaniczna dolina Waimangu
Wulkaniczna dolina Waimangu

Dolina wulkaniczna Waimangu

Pewnym uzupełnieniem Wai-o-tapu jest kolejna znajdująca się blisko atrakcja, ale wymagająca już osobnych biletów. Waimangu Volcanic Rift Valley to rezerwat nieopodal Rotoruy pełen geotermalnych cudów i dziwów. Nie jest już tak ikoniczny jak Wai-o-tapu, ale również wart uwagi.

Parujące jezioro w Waimangu Volcanic Valley
Parujące jezioro w Waimangu Volcanic Valley

Miejsce to powstało po erupcji wulkanu Tarawera w 1886 roku, który zniszczył Białe i Różowe Tarasy, mineralną formację skalną uznawaną za światowej klasy cud przyrodniczy, a podobny do tureckich Pamukkale. Na skutek erupcji Tarawery zmieniła się nieco linia Jeziora Rotomahana i Tarasy znalazły się częściowo pod wodą, częściowo pod warstwą skał wyrzuconych przez wulkan. Co więcej, po erupcji powstał gejzer Waimangu, aktywny w latach 1901 – 1904, a który zupełnie zanikł w 1908 roku. Waimangu był wówczas największym gejzerem świata, tryskającym wodą na wysokość nawet 460 metrów!

Parująca jezioro w Waimangu
Parująca jezioro w Waimangu

Wybuchał co 5-6 godzin i wyrzucał z siebie czarną wodą pomieszaną ze skałami i błotem. Waimangu w języku Maori znaczy właśnie „czarna woda” i gejzer dał nazwę całej okolicy, od tamtej pory chętnie odwiedzanej przez turystów.

Waimangu Volcanic Valley
Waimangu Volcanic Valley

Nawet brak wielkiego gejzeru nie umniejsza niezwykłości tego miejsca. O ile Wai-o-tapu zachwyca niesamowitymi zbiornikami wodnymi, o tyle w Waimangu Volcanic Valley mamy okazję obserwować geotermalne cuda w bardziej zielonym otoczeniu, czyli głównie wśród drzew. Te gorące wody nie są może tak okazałe, ale wciąż są to przepiękne widoki i w dodatku tak różne od tego, co widzieliśmy wcześniej.

Gorące źródła - Waimangu Volcanic Valley
Gorące źródła – Waimangu Volcanic Valley

Dojazd i bilety do Waimangu

Do Waimangu nie rezerwowaliśmy wcześniej biletów. Przyjechaliśmy i kupiliśmy. Warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Parking tutaj jest dużo mniejszy niż przy Wai-o-Tapu. Druga rzecz, to spacer po wulkanicznej dolinie można sobie przyśpieszyć jadąc w jedną (lub w dwie) strony autobusem. Można też przepłynąć się statkiem, ale już za dodatkową opłatą. Bilet można kupić też przez internet.

Kolorowe jeziorka w Wai-o-Tapu
Kolorowe jeziorka w Wai-o-Tapu

Cuda geotermalne to z pewnością jedna z najważniejszych i najbardziej charakterystycznych atrakcji Nowej Zelandii, taki tutejszy crème de la crème. To pozycja obowiązkowa do zobaczenia i z pewnością warta poświęconego czasu i pieniędzy. Interesująca, piękna i nietypowa. Nic dziwnego, że tak popularna.

Wai-o-Tapu
Wai-o-Tapu

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Wai-O-Tapu

Ras Al Jinz, plaża i rezerwat żółwi morskich

Rezerwat gniazdujących żółwi morskich Ras Al Jinz (arab. محمية راس الجنز) to jeden z kilku podobnych ośrodków chroniących żółwie morskie u wybrzeży Omanu. Trzeba przyznać, że w tej kwestii Oman robi dużo, bo populacja żółwi morskich w wodach i na plażach Omanu wzrasta (choć warto przypomnieć, że jednocześnie rezerwat oryksów został wykreślony z listy UNESCO z powodu niedostatecznej ochrony). W każdym razie Ras Al Jinz to fascynujące miejsce, w którym można (przy odrobinie szczęścia) zobaczyć żółwice składające jaja na plaży, a czasem także i młode żółwiki. To niesamowite przeżycie, przygoda droga, ale bez wątpienia warta swej ceny.

Hotel - Muzeum Ras Al Jinz
Hotel – Muzeum Ras Al Jinz

Żółwie morskie i rezerwat Ras Al Jinz w Omanie

W Omanie żyją cztery gatunki żółwi morskich: zielony (Chelonia mydas), oliwkowy (Lepidochelys olivacea), karetta (Caretta caretta) i szylkretowy (Eretmochelys imbricata) . W Ras Al Jinz spotyka się te pierwsze i uważa się, że jest to najważniejsza plaża dla populacji tych żółwi żyjących w Oceanie Indyjskim. Co prawda według informacji w muzeum, można tu dostrzec wszystkie siedem gatunków żółwi morskich, acz sami twierdzą, że to rzadkość. Być może pojedyncze osobniki się przewijają i tak to należy rozumieć. Zwłaszcza, że żółw skórzasty (Dermochelys coriacea) występuje też w tych wodach (czyli to w sumie piąty gatunek, zależy jak liczyć).

Żółwica zasypująca gniazdo
Żółwica zasypująca gniazdo

Rezerwat został założony w 1996 roku, zaś centrum turystyczne powstało niedawno, bo w 2008 roku. Jego celem jest przybliżenie turystom ochrony żółwi morskich poprzez umożliwienie obserwacji procesu składania jaj i wykluwania się tych stworzeń bez przeszkadzania i szkodzenia im. Rezerwat obejmuje obszar 120 kilometrów kwadratowych, 45 kilometrów linii brzegowej i obszaru wód do czterech kilometrów od brzegu. Powstał z połączenia dwóch rezerwatów krajobrazowych, obejmujących zarówno żółwie plaże, jak i stanowiska archeologiczne świadczące o ludzkim osadnictwie sprzed sześciu tysięcy lat.

Młody żółwik (kapsel) na plaży
Młody żółwik (kapsel) na plaży

Ras Al Jinz – rezerwat i muzeum

Do rezerwatu żółwi Ras Al Jinz dotarliśmy późnym wieczorem, wcześniej właściwie nie miało to zbytniego sensu. Tutaj znajduje się hotel, z którego są wycieczki na plażę, gdzie żółwie morskie składają jaja. W przypadku rezerwacji noclegu, gościom przysługuje wieczorne i poranne wyjście na plażę z całą grupą i oczywiście z przewodnikiem. To jest dobra opcja, zawsze dwie szanse trafić na żółwia. Oczywiście można nocować poza samym ośrodkiem, jest tu wiele alternatywnych miejsc i tylko przyjechać na wieczorne wyjście. Na poranne prawdopodobnie też, ale najczęściej idą na nie goście hotelowi. Ci goście niekoniecznie muszą spać w budynku hotelu do wyboru mają też ekskluzywne namioty (droższa opcja). Ale goście są traktowani lepiej niż inni turyści, przede wszystkim to oni idą pierwsi na oglądanie żółwi.

Wieczorne zwiedzanie zaczyna się między 20 a 22, poranne gdzieś około 3-4 w nocy. Patrząc na różne opisy w sieci godziny trochę się zmieniają, zresztą w naszym przypadku także nie były sztywne. W hotelu czekaliśmy dobre 45 minut, zanim zaczęło się umówione wyjście.

Młody żółwik w muzeum
Młody żółwik w muzeum

Muzeum żółwi morskich

W budynku hotelu znajduje się także muzeum, czy raczej salki edukacyjne opowiadające o żółwiach morskich, które gniazdują w Omanie. Znajdzie się też parę informacji o żółwiach w mitologiach świata, na przykład napakowany japoński żółw-gamerra. Pod sam koniec przejścia przez muzeum znajduje się akwarium z maleńkimi żółwiami. Świeżo wyklute żółwie nie zawsze trafiają do wody. Zdarza się, że zawędrują w stronę hotelu lub zawieruszą gdzieś po drodze. Opiekunowie zwierząt zabierają je ze sobą, by następnej nocy je wypuścić na wolność. Dzień zaś spędzają w hotelu, ku uciesze turystów. Uprzedzamy komentarze: nie, nie wzięliśmy małego żółwia ze sobą. Sala jest bardzo dobrze monitorowana.

Ślady żółwicy
Ślady żółwicy

Żółwie zwyczaje

Od hotelu do plaży jest jakieś 15 minut spacerem. Wcześniej na plażę idą przewodnicy, by przekonać się o sytuacji: czy i gdzie są żółwie oraz na jakim są etapie składania jaj. Jak nas pouczono, żółwic nie można obserwować przed i w trakcie składania jaj: mogłyby się one spłoszyć i wrócić do morza nie składając jaj, co odbija się na ich zdrowiu.
Najpierw żółw wykopuje jamkę o głębokości 20 – 40 cm i w niej składa jaja. Następnie zasypuje je piachem. Jajka są na tyle głęboko, że po takim zakopanym gnieździe można chodzić. Dla żółwia jest to wysiłek, więc przed powrotem do wody odpoczywa, niektóre niestety umierają z wyczerpania.

Żółw wykopuje jeszcze jedno, fałszywe gniazdo dla zmylenia drapieżników. Często jednak robi to zaraz obok gniazda prawdziwego, ot żółwia logika. Trochę obawialiśmy się, że żółwie będzie można zobaczyć po ciemku, ale zdjęcia bez fleszy nie wyjdą. Przewodnicy świecą z tyłu żółwia, więc zdjęcia wychodzą dość dobrze. Przestrzega się turystów, by nie otaczali żółwicy kołem, gdyż to powoduje u gadów poczucie zagrożenia. Podczas takiego wyjścia przewodnik prowadzi grupę mniej więcej 25 osobową i należy go bezwzględnie słuchać.

Ślady w dzień
Ślady w dzień

Gniazda żółwi morskich na plaży Ras Al Jinz

W jednym gnieździe samica składa od około 80 do nawet 200 jaj. Odległość gniazda od wody, a więc temperatura piasku, determinuje płeć żółwików. Po około 50 – 70 dniach, nocą z jajek zaczynają się wykluwać maleństwa. Czasem wszystkie na raz, czasem pojedynczo. Świeżo wyklute żółwiki mierzą jakieś 5 centymetrów długości. Po wykluciu szukają drogi do wody, niestety zdarza im się zbłądzić. Podążają za światłem, stąd sztuczne światła: miasta, ulice, zakłady przemysłowe, ale także światło księżyca mogą spowodować, że nie trafią do morza. Po drodze czyhają na nie drapieżniki: ptaki, kraby, lisy (te chętnie dobierają się także do gniazd). Niewiele żółwi dotrze do morza, około 1% żółwi dożyje dojrzałości płciowej.
Choćby się bardzo chciało, w rezerwatach nie chronią żółwi przed naturalnymi zagrożeniami, tylko przed działalnością człowieka. Jedyne co, to przewodnik świecił żółwikowi drogę do wody (żółwik podążał za światełkiem) i nieco wygładzał piasek. Bardzo emocjonujące doświadczenie!

Plaża w świetle dziennym
Plaża w świetle dziennym

Kiedy jechać? Sezon na żółwie

Szczyt sezonu lęgowego przypada na lato, między majem a wrześniem. Niestety temperatury i wilgotność na wybrzeżu Omanu są wtedy naprawdę uciążliwe. W szczycie na plaży może być jednocześnie nawet jakieś 60 żółwic! My odwiedziliśmy Ras Al Jinz w styczniu. To dość ryzykowne, jeśli chodzi o żółwie. W poprzednich dniach było z nimi ciężko. Nam jednak się poszczęściło. Wieczorem zobaczyliśmy cztery żółwie na plaży, w tym jednego małego, świeżo wyklutego. Trzy inne samice zajęte były składaniem jaj, więc nie można było do nich podchodzić. Rano, przy drugim podejściu, niestety nie było żadnego, więc na plażę poszli tylko ci, co bardzo chcieli obserwować wschód słońca. My oczywiście chcieliśmy. Gdy już zaczęło się rozjaśniać, zaczęło być widać, ile na plaży jest dołków po gniazdach, resztek jajek, śladów żółwic wracających do wody i niestety – resztek zabitych żółwiątek, którym nie udało się dotrzeć do morza.

Żółwica w Ras Al Jinz
Żółwica w Ras Al Jinz

Szanse na spotkanie żółwi morskich

Spotkanie żółwia na plaży zależy nie tylko od kalendarza czy szczęścia, ale i od faz księżyca: żółwie nie lubią pełni. W świetle księżyca są lepiej widoczne dla drapieżników. To również warto mieć na uwadze wybierając się tam. Zwłaszcza, że wyprawa do Ras Al Jinz jest dość droga, choć z pewnością jest jedną z najbardziej zapadających w naszej pamięci atrakcji Omanu. To było coś niesamowitego, cieszymy się, że widzieliśmy te żółwie. Trzeba tylko pamiętać, że rezerwat nie gwarantuje, że zobaczymy żółwie. Jak się nie uda, nie zwracają pieniędzy.

Widok na plażę o świcie
Widok na plażę o świcie

Strona ośrodka, na której można rezerwować zarówno noclegi, jak i oglądanie żółwi. Można oczywiście też skorzystać z innych ośrodków, bo żółwia plaża nie ogranicza się tylko do tego jednego miejsca.

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak omański
Ras Al-Jinz