Katmandu: Stolica Nepalu, Plac Durbar, świątynie, zabytki, atrakcje

Katmandu, Budda Stupa

Katmandu (nep. काठमाडौं, ang. Kathmandu) leży na wysokości około 1350 metrów nad poziomem morza w Kotlinie Katmandu (czasem spotyka się też nazwę Dolina Katmandu, co jest wprost tłumaczeniem z angielskiego). Stolica Nepalu wraz z przyległymi miastami jak Patan czy Bhaktapur tworzy dość jednolity obszar zamieszkały przez ponad milion osób. Słynie on przede wszystkim z architektury newarskiej, pałaców królewskich oraz świątyń, w których przenikają się buddyzm i hinduizm. Wydawać by się mogło, że to miasto, które przyciąga turystów zainteresowanych kulturą i naturą oferowaną przez Nepal, ale atrakcje są tu zdecydowanie bardziej różnorodne.

Katmandu: Informacje podstawowe

Historia Katmandu

Według legend w miejscu Katmandu znajdowało się kiedyś olbrzymie jezioro, w którym żyły między innymi wężowate nagi. Ogólnie te mity mówią nie tyle o samym Katmandu, co całej kotlinie i dokładnie to samo jest przy Bhaktapur. Historycznie pierwsze osadnictwo datuje się tu na okres między 167 rokiem przed naszą erą, a 1 rokiem naszej ery. Acz są też znaleziska z I wieku naszej ery.

W czasach królestwa Licchavi na terenie dzisiejszego Katmandu istniały dwie osady – Yangal i Yambu. Mocniej nawet rozwijał się w tym czasie Patan. Dopierozałożono miasto między nimi – Kantipur. Powstało też targowisko, więc obwarowane miasto znalazło się w dogodnej pozycji, by pełnić rolę istotnego punktu na szlaku handlowym między Chinami a Indiami. Według legend dokonał tego dopiero król Gunakamadeva (X wiek), acz bardziej prawdopodobne jest to, że on tak naprawdę skonsolidował i przebudował miasto. Niemniej jednak jest on uznawany za założyciela Katmandu. Późny okres Licchavi to przede wszystkim rozwój miasta i Placu Durbar.

W czasach dynastii Malla (której rządy bywają uznawane za złoty wiek), Katmandu stało się jedną z trzech stolic państwa (obok Patanu i Bhaktapur). Z czasem jednak stało się ono częścią królestwa Gorkha, bez którego nie byłoby zjednoczenia Nepalu w XVIII wieku. Ustanowili oni swoją stolicę właśnie w Katmandu, ale zaczęli też podbój całego dzisiejszego Nepalu i dalej. Najechali też Tybet, czym zirytował dwór cesarski w Pekinie. W efekcie Chiny najechały Nepal, a konflikt pomogli rozwiązać brytyjscy mediatorzy. Nepal formalnie zawsze był niepodległy, ale Brytyjczycy, a w szczególności Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska, miała na kraj spory wpływ. Prawdę mówiąc, relacje między tymi krajami były różne: od przyjaznych, po wrogie.

Współczesne Katmandu

Katmandu mocno rozwinęło się w ciągu ostatnich 50 lat. Oczywiście wielokrotnie doświadczało trzęsień ziemi, jak to w 2015 roku. W 1979 roku zostało wpisane na listę UNESCO, to wpis łączony razem z innymi obiektami z Kotliny Katmandu. Dziś to miasto bardzo różnorodne, z przepięknymi zabytkami, jednocześnie w wielu miejscach biedne i niedofinansowane. Efekty trzęsień ziemi, czyli zawalone budynki, widać miejscami do dziś (podobnie wygląda to też choćby w Kairze). Jest też zanieczyszczenie powietrza, ale nie ma takiego smogu, jaki można było zobaczyć choćby w Delhi (choć pogoda może zmienić ten odbiór). Stolica Nepalu nie jest też tak brudna. Brakuje tu służb zajmujących się sprzątaniem, ale właściciele sklepów czy restauracji dość dobrze wypełniają tę lukę. Wciąż jednak jest tu sporo bajzlu, wliczając w to bardzo typowe dla wielu azjatyckich miast okablowanie.

Zabytki i atrakcje Katmandu

Plac Durbar

Główne historyczne centrum miasta to Kathmandu Durbar Square, czyli dawny plac królewski (słowo durbar oznacza tyle co pałac). Jego historia sięga jeszcze IV wieku, ale był rozbudowywany później, nawet do XVII wieku. Z powodu wojen i trzęsień ziemi, dziś najstarsze fragmenty raczej datuje się na XII wiek. Znajdowały się tu pałac i świątynie. Od Świątyni Kasthamandap pochodzi nazwa Katmandu. Zabudowa placu jest bardzo jednorodna, to przykład architektury newarskiej. Plac zapada w pamięć, jest też gwarny i tłoczny.

W Katmandu, podobnie jak w przypadku obu pozostałych placów królewskich, wejście na jego teren jest biletowane. Bilety kupuje się przy wejściu w budce, obok chodzą przewodnicy, których można wynająć. Bilety nosi się na sznurki na szyi (standard w Nepalu). Ciekawostką jest to, że bilet można sobie za darmo przedłużyć o jeden dzień, lub o więcej dni (do miesiąca mniej więcej, wówczas potrzebne jest zdjęcie, paszport i wiza). W celu przedłużenia należy udać się do biura, które znajduje się blisko domu Kumari. Tam każą wypełnić druczek i dostaje się bilet ważny na kolejny dzień. Przedłużyliśmy go, bo chcieliśmy wrócić tu jeszcze wieczorem kolejnego dnia, ale okazało się, że wieczorem nie zawsze pilnują biletów i można wejść bez problemu. Zwłaszcza, że sam plac jest otoczony targowiskiem, więc wieczorami robi się z tego miejsce spotkań. Tak gwoli ścisłości to nie jest jeden plac, obszar biletowany właściwie składa się z trzech placów, przy których znajduje się jakieś czterdzieści parę zabytków.

Niestety nie wszędzie da się wejść. Część głównych świątyń jest zamknięta dla turystów. Wciąż jednak sporo da się zobaczyć. Tu różne ceremonie trwają przez większość dnia. Można zobaczyć tu czarny posąg Kala Bhairab, który ukazuje jedno z wcieleń Śiwy. Główne muzeum znajduje się w Pałacu Gaddhi Baithak (kompleks Hanuman Dhoka). Sam pałac pochodzi z XV wieku, ale ostatnie przebudowy miały miejsce w XIX (i odbudowy po trzęsieniach ziemi). Prezentowana w nim wystawa pozwala lepiej poznać historię kraju i jego władców. Dodajmy, że Nepal jeszcze w XXI wieku był monarchią, w której doszło do incydentu pałacowego (jak eufemistycznie określają w tutejszych informatorach), czyli młody książę postanowił przyśpieszyć swoją koronację zabijając ojca. Obecnie monarchia została zlikwidowana (choć wciąż co pewien czas trwają protesty niezadowolonych z republiki rojalistów), ale tu sporo można o niej się dowiedzieć. Sam pałac bardziej zachwyca architekturą zewnętrzną, wnętrza już nie robią takiego wrażenia.

Żywa bogini Kumari

Bardzo istotny budynek na Placu Durbar to Kumari Ghar lub Kumari Bahal. Nie można do niego wejść, ale mnóstwo ludzi ustawia się przed nim. Można więc podziwiać przepiękną fasadę. Budynek pochodzi z XVIII wieku. Wewnątrz mieszka żywa bogini Kumari, najważniejsza w całym Nepalu (bo jest ich kilka, w innych miastach także pielęgnuje się tę tradycję). Wierzy się tutaj, że bogini (devi) Taledźu wciela się w małą dziewczynkę i w ten sposób manifestuje swoją obecność. Kumari zostaje odnaleziona i przewieziona tutaj, gdzie jest czczona. Bierze udział w różnych ceremoniach, a jej dziś podobizna znajduje się na pamiątkach, czy zdjęciach. W całym Nepalu można ich zobaczyć całkiem sporo. Kumari przebywa właśnie tu, na Placu Durbar i czasem jest szansa, że pozdrowi i pobłogosławi turystów. czy wiernych, z rzadka uczestnicy w uroczystościach. Jest bóstwem odpowiedzialnym za władców.

Ta tradycja jest unikalna dla tej części świata. W obecnej formie rozwinęła się dopiero na początku XX wieku. Wierzy się, że bogini jest obecna w ciele dziewczynki, do momentu kiedy nie zacznie ona miesiączkować. Zresztą słowo Kumari znaczy tyle co „dziewica”. Wówczas jest oddalona i zwracana rodzinie, jej rola jako bogini się kończy. Trwają wówczas poszukiwania nowego wcielania bogini i wkrótce odnajduje się kolejną. Zazwyczaj są to dziewczynki w wieku od 2 do 4-5 lat. Przechodzi dość spory przesiew, bowiem istnieją 32 cechy doskonałości, które musi mieć bogini. Najczęściej żadna z kandydatek nie ma wszystkich cech. Jedna z takich cech to pochodzenie z kasty Sakhya, czyli złotników/srebrników. W każdym razie jak już zostaje wybrana, to zabiera się ją od rodziny i pełni rolę bogini przez następne lata.

Sam obrzęd budzi pewne kontrowersje, bowiem dziewczynki nie uczy się niczego (po co, skoro bogini jest wszechwiedząca), ale też nie leczy (bo bogini nie może chorować). Nie może nogami dotykać ziemi, nie może spotykać się z rówieśnikami. Jest więc więźniem w pałacu. Co się dzieje z Kumari, która przestaje być boginią? Z jednej strony wciąż jest szanowana, z drugiej panuje przesąd, by się z nią nie wiązać, bo to przynosi pecha, a jej partner umiera w ciągu roku. Dziewczynki te często też nie są przygotowane do nowej roli, więc przechodzą wstrząs, czy popadają w depresję. Obecnie rząd Nepalu bardziej zainteresował się sprawą i oferuje wsparcie byłym Kumari, by mogły stanąć na nogi. Jednocześnie zwalcza się przesądy.

Obok pałacu Kumari znajduje się niewielki plac z pamiątkami. Są tam też restauracje, z których dachu można podziwiać okolicę.

Dzielnica Thamel

Katmandu to miasto, które zaskoczyło nas nie raz. Jednym z takich miejsc, które trochę wygląda inaczej niż można było oczekiwać, jest dzielnica turystyczna Thamel. Przede wszystkim dlatego, że Nepal mocno stara się promować przede wszystkim turystykę przyrodniczą, ale i kulturalną. Thamel to miejsce, gdzie znajdziemy sporo sklepów ze sprzętem górskim, agencje turystyczne, które pomogą zorganizować wyprawy i wycieczki. Do tego sporo sklepów z pamiątkami, hoteli, restauracji czy barów, wszystko w jednym miejscu.

No i jeszcze do tego dochodzi życie nocne. Przede wszystkim dyskoteki i kluby nocne, ale też miejsca oferujące płatny seks. To drugie oblicze Thamelu. Efekt jest taki, że wybierając tu hotel, warto poszukać takiego trochę z boku lub z dala od dyskotek, bo wieczorami jest tu głośno. Natomiast Katmandu stara się przejąć tych turystów z Europy, którzy już byli w Tajlandii i zamiast lecieć ponownie do Bangkoku mogą wybrać krótszą trasę. Więc są tu też turyści, którzy nie interesują się górami, czy kulturą, ale przyjeżdżają się zabawić. Efekt to sporo nagabywaczy, którzy zapraszają wieczorami do klubów. Te zaś starają się wyróżnić, choćby erotycznymi występami z karłami. W przeciwieństwie do wspomnianego Bangkoku, gdzie raczej są wydzielone dzielnice czerwonych latarni, tu wszystko jest wymieszane. Thamel w wielu miejscach budzi się wieczorem.

Drugi problem to właśnie sklepy, to też nie jest do końca prawdziwy Nepal. Sporo z nich jest mocno turystycznych. Najlepszym przykładem jest możliwość kupna herbaty. Wszystko w paczuszkach, ładnie zapakowane, idealne na prezent, albo już w sklepach spożywczych w torebkach. Brakuje herbaciarni. Trochę dalej na północ od turystycznego centrum Thamelu znajduje się niewielka herbaciarnia Sagarmatha Tea House, która jest dokładnie tym, czego szukaliśmy. Właściciel jest pasjonatem herbaty, można tu trochę o niej pogadać, ale też popróbować. I jest z czego wybrać. Więc naprawdę warto wybrać się trochę poza ten typowo turystyczny Thamel. Katmandu jest inne.

Z Thamelu można dojechać na plac Durbar, ale można się też przejść. Pozwoli to lepiej poznać Katmadanu, zobaczyć jego wąskie uliczki, ale też znaleźć wiele kapliczek, których w mieście jest naprawdę sporo. Idąc tą trasą mija się ulicę Asan, która tak naprawdę jest targowiskiem. Targ Asan (lub Ason) jest rozkładany, często na ziemi, improwizowany. Ale tak właśnie wygląda stolica Nepalu. Po drodze mijamy też niewielkie świątynie, jedno z miejsc zostało nawet nazwane Annapurna, na cześć góry. Inna to świątynia Kathi Swoyambhu, czyli mała stupa, będąca kopią tej ze świątyni małp.

Budda Stupa

Prócz obu wspomnianych miejsc, Katmandu słynie z trzech istotnych świątyń, będących ważnymi miejscami kultu hinduzimu i buddyzmu. Jedno z nich to tak zwana Stupa Buddy. Nosi on kilka innych nazw: Khasti Chaitya, Boudha Stupa, Jarung Kasho albo Boudhanath. Ta ostatnia to pochodzi od nazwy dzielnicy, zwanej małym Tybetem, gdyż w okolicy mieszka sporo Tybetańczyków. Wielu z nich przybyło tu w 1959 roku w związku z represjami w Chinach, choć wpływy tybetańskie w tym miejscu są zdecydowanie starsze. To bardzo rozpoznawalna stupa znajdująca się w centrum miasta, w rejonie Boudha. Ma 36 metrów wysokości, co czyni ją jedną z najwyższych w Nepalu, ale też na całym świecie, bo jest trochę wyższa niż indonezyjski Borobudur. Choć dla porównania, na Sri Lance w Anuradhapurze są dagoby, które mają nawet po 70 metrów. Pomnik Buddy w Thimphu, który pełni rolę stupy, także jest większy.

Pierwotna stupa powstała jeszcze gdzieś w V – VI wieku. Według legendy, zmarł tutaj Kaśjapa, jeden z uczniów Buddy. Jedna biedna kobieta postanowiła go pochować w tym miejscu, ale problem był z powierzchnią, na której miał znajdować się grób. Więc poszła ona do króla i powiedziała, że potrzebuje tylko tyle ile zmieści się na obszarze ograniczonym przez zwierzęcą skórę. Zgoda została przyznana natychmiast, a kobieta pocięła skórę w paski i reszta jest już znana. Dokładnie tę samą historię, acz innymi budynkami, słyszeliśmy w Chiwie czy Kartaginie. Ogólnie jednak obecna stupa prawdopodobnie powstała w VII wieku, a dzisiejsza forma została jej nadana w XVII wieku. Prawdę mówiąc po trzęsieniu ziemi, władze bardzo szybko zajęły się odbudową.

Stupa znajduje się trochę z dala od centrum. Jest też otoczona budynkami i straganami, więc nie widać jej z zewnątrz. Wchodzi się tu na wielki plac. Stupę można obejść dookoła, albo wejść na nią. Wejście jest płatne. W tym wypadku trzeba zostawić też buty. I tu jest ciekawostka, bo przy wejściu butów pilnuje osoba i znajduje się duża sterta butów dla Nepalczyków. Turystów zaprasza się trochę dalej, gdzie jest i krzesło i każdy odstawia sobie buty pod ścianą. Tam Nepalczyków się nie wpuszcza. Następnie można obejść stupę. Warto zwrócić uwagę na nisze modlitewne, jest ich tu 147. Oczywiście są też flagi i bębny. No i naprawdę sporo gołębi i tłumy ludzi. Tak turystów, jak i wiernych. Wrażenie robią malowane oczy Buddy: cztery pary, jak cztery strony świata.

Wokół stupy znajdziemy sporo sklepików, ale też restauracji. Tam z okien można zobaczyć stupę trochę z góry. Mówi się, że odegrała ona istotne znaczenie w narodzinach buddyzmu tybetańskiego. Podobno był tu nawet guru Padmasambhava, o którym więcej pisaliśmy przy okazji wpisu o Tygrysim Gnieździe. Tu też nagrywano film „Mały Budda” (1993) Bernardo Bertolucciego. Sceny w Katmandu powstały właśnie tutaj.

Świątynia Małp

To druga najważniejsza stupa w mieście. Wciąż jedna z największych, ale ustępuje wielkością tej opisanej wyżej. Za to jest zdecydowanie lepiej widoczna, gdyż znajduje się na wzgórzu. Oficjalna nazwa to Swayambhunath . Tybetańska nazwa znaczy tyle co Wzniosłe drzewa. Na zachód od Placu Durbar znajduje się Świątynia Małp (w indyjskim Jaipurze też jest Świątynia Małp). Jak sama nazwa wskazuje, jest tu sporo tych zwierząt, które chodzą sobie po terenie świątyni. Nie jest to ewenement, bowiem można je spotkać w różnych częściach Katmandu, ale tu jest ich więcej. Głównie z powodu usytuowania świątyni, gdyż wzniesienie nie jest zabudowane. Wokół jest trochę ogrodzonych terenów zielonych, innymi słowy małpi raj. Właśnie dlatego jest ich tu sporo i o tym warto pamiętać, bowiem regularnie okradają ludzi. Zabierają wszystko, co jest pozostawione, przetrzepują śmietniki. Tak więc warto zachować ostrożność.

Stupa jest dość podobna do stupy Buddy.  Jest przy tym równie malownicza i jeszcze ciekawiej osadzona, bowiem z góry jest dokonały widok na dolinę (jak nie ma smogu). Wcześniej jednak trzeba pokonać 365 schodów na górę. Liczba jest symboliczna, to część pielgrzymki. Zwłaszcza, że jest to miejsce istotne tak dla hinduistów jak i buddystów, tu te religie się trochę mieszają i kultywuje się obie. Według legendy Bodhisattwa Mandźuśri osuszył jezioro i zamienił kwiat lotosu w stupę. Stąd nazwa, która znaczy tyle co „samoistna”. Tyle że gdy tego dokonywał to miał wszy, a że nie mógł ich zabić, bo to żywe istoty, więc zamienił je w małpy, które mieszkają tutaj do dziś. Bardziej wiarygodne zapiski historyczne mówią o tym, że było to miejsce kultu jeszcze wczasach Aśoki (III wiek przed naszą erą) i to jemu przypisuje się wybudowanie świątyni.  Szacuje się, że pierwotne świątynie w tym miejscu mogą istnieć od 2,5 tysiąca lat. Stupa zaś prawdopodobnie powstała w IV lub V wieku. Dziś są tu posągi Buddy, mniejsze stupy i sporo innych świątyń.

Zwiedzanie świątyni jest płatne. Po pokonaniu większości schodów, można kupić bilet i przejść dalej. Jest to jedno z najświętszych miejsc dla buddystów. Na stupie także są namalowane charakterystyczne oczy buddy.

Pashupatinath

W Katmandu znajduje się największy kompleks świątyń hinduistycznych na świecie (246 hektarów) i jednocześnie to jedno z najświętszych miejsc tej religii (dokładniej kultu Śiwy). Przyciąga mnóstwo pielgrzymów. To Pashupatinath. Formalnie rzecz biorąc jego powierzchnia jest większa niż Angkor Wat, ale różnica polega na tym, że Angkor Wat to jeden budynek, tu jest ich jakieś 519 (starsze źródła mówią o 518, dobudowano kolejną). Pod kątem historycznym wiadomo, że najstarsze budowle istniały tu już w IV wieku.

Natomiast dodajmy, że jest to bardzo specyficzne miejsce na mapie stolicy Nepalu. Podobnie jak Thamel, mocno wyróżnia się od reszty miasta. Tyle że tu z powodu pewnego chaosu i rozgardiaszu. Świątynie są naprawdę licznie odwiedzane, więc jest tu sporo tłumów. Na początek wchodzi się przez bramę i można zobaczyć podstawową część kompleksu. Tu są głównie stragany z mnóstwem przedmiotów w jaskrawych barwach, część budowli, ale też miejsca, gdzie można odpocząć. Poza mnóstwem ludzi zobaczymy tu biegające psy, wolnochodzące krowy, czasem małpy, a w niektórych miejscach chmary gołębi. Jest gwarno, ale to dopiero początek właściwej świątyni. Potem podchodzi się do miejsca, gdzie należy kupić bilet, by wejść dalej. Stoją tu przewodnicy, których można wynająć, ale nie są oni potrzebni.

Dalej można iść w kierunku rzeki Bagmati, gdzie znajduje się krematorium – Arja Ghat. Podobnie jak to ma miejsce w indyjskim Waranasi, także w Katmandu spopiela się zmarłych, a prochy wrzuca do rzeki. Dodajmy, że Bagmati ostatecznie wpływa do Gangesu. Z tym, że tu nikt nie kąpie się w rzece, poza rytualnymi obmyciami przy pogrzebach. I te krematoria cały czas działają. Więc jak byliśmy, to jedne czyszczono, na innych trwały przygotowania do kolejnej kremacji, a jeszcze inne płonęły. Zwiedza się je z platform, nie podchodzi się blisko, tym samym nie przeszkadza żałobnikom. Tutaj panuje jeszcze większy chaos, sporo turystów, ale też są tu sadhu (hinduscy asceci), krowy, małpy, które wskakują do wody i przeszukują, co tam wrzucono.

Do głównego kompleksu świątynnego jednak nawet z biletem wstępu nie ma. Świątynia uchodzi za szczególnie świętą, więc nie wpuszcza się tu niewiernych. Ogólnie miejsce ma bardzo specyficzny klimat. Nie jest to miejsce dla każdego, ale też jest zdecydowanie bardziej uporządkowane i stonowane w porównaniu do Waranasi.

Zwiedzanie Katmandu

Plac Durbar i Thamel są położone na tyle blisko siebie, że warto rozważyć spacer. Do pozostałych atrakcji najłatwiej dotrzeć taksówkami. Można korzystać też z komunikacji miejskiej. Natomiast warto się przygotować w mieście na smog, może nie tak wielki jak w Delhi, ale jednak. Choć pora roku i pogoda mogą wpływać na ten odbiór.

Filmy nagrywane w Katmandu.

Katmandu ma też międzynarodowe lotnisko (Tribhuvan International Airport), które jest dość klimatyczne, jeśli chodzi o architekturę. Stąd wyruszają loty widokowe w kierunku Mount Everest i Base Camp. Tu właśnie nagrywano film „Everest” (2015) Baltasara Kormákura. Tam jest też kilka ujęć z miasta, ale nie pokazują zabytkowych części Katmandu.

W stolicy Nepalu powstawał też „Doktor Strange” (2016) Scotta Derricksona (MCU). Tam pojawiły się ujęcia nagrane w Świątyni Małp, Pashupatinath, na Placu Durbar, a nawet w Thamel. Inne filmy, które powstawały w Katmandu to „Kwiat tysiąca i jednej nocy” (1974) Piera Paolo Pasoliniego (Plac Durbar i nawet dom Kumari), czy „Lodowy szlak: Zemsta” (2025) Jonathana Hensleigha.

  • Na zwiedzanie Chitwan warto mieć przynajmniej jeden cały dzień, czyli dwa noclegi.
  • Jeśli planujesz zwiedzać okolicę, zajrzyj też do polecanych wycieczek na tutaj. Można upolować tam fajne promocje.
  • Podróż po okolicy może być wygodniejsza samochodem, dostępne auta w okolicy znajdziesz tutaj.
  • Cześć odsyłaczy do linki afiliacyjne. Nic Was to nie kosztuje, a nam pomaga utrzymać blog. Podobnie jak symboliczna kawa. Dziękujemy za każde wsparcie.
  • Jeśli ten wpis okazał się pomocny czy inspirujący, będzie nam miło jeśli zostaniesz z nami na dłużej:
    • możesz obserwować nas Facebooku (i innych mediach), lub udostępnić go
    • albo zapisać się na nasz newsletter, by nie przeoczyć kolejnych wpisów.
Nepal
KatmanduPoon Hill
Szlak filmowy
KatmanduMachu Picchu
Share Button

Komentarze

Rekomendowane artykuły