Archiwa tagu: Roland Emmerich

Piramidy w Gizie, jeden z antycznych cudów świata

Jednym z najbardziej znanych, wręcz ikonicznych, starożytnych zabytków są egipskie piramidy w Gizie, czyli dawne grobowce faraonów, które po dziś dzień budzą tak podziw, jak i zainteresowanie. Nie bez powodu zaliczano je do siedmiu cudów świata i nie dziwi, że wspaniałe obiekty odnalazły się doskonale również w popkulturze i filmie. Giza (arab. الجيزة, Al-Ǧīza) to trzecie co do wielkości miasto współczesnego Egiptu, a przy tym część metropolii Kairu. Tym samym odległość kilku kilometrów od stolicy sprawia, że łatwo tu dotrzeć.

Piramida Chefrena
Piramida Chefrena

Piramidy w Gizie

Kompleks piramid w Gizie zwany czasem też nekropolią gizejską (lub memfijską) nieodzownie połączony jest z dawną stolicą Egiptu, czyli Memfis, ale i obecną czyli Kairem. Piramidy wzniesiono jako grobowce faraonów, gdyż wierzono, że jakaś cząstka duszy władców (zwana „ka”) zostaje w ciele. Jednocześnie faraoni stawali się władcami królestwa umarłych, stąd zamysł by zaopatrzyć ich w różne przedmioty potrzebne w zaświatach. To trochę przypomina olbrzymią terakotową armię w Chinach. Piramidy wzniesiono w pewnej odległości od ówczesnej stolicy, grobowce nie były bezpośrednio częścią wielkiego kompleksu, jak to miało miejsce w Tebach. Dziś jednak sprawa wygląda inaczej, piramidy wznoszą się praktycznie na przedmieściach Kairu. Owszem, są jeszcze miejsca, w których można zrobić zdjęcia bez widoku współczesnego miasta, a jedynie z piaskiem, bo takie zdecydowanie najbardziej cieszą.

Piramidy w Gizie
Piramidy w Gizie

Piramida Cheopsa

Obecny kompleks na płaskowyżu Gizy składa się z dwóch dużych piramid, Cheopsa i Chefrena, jednej średniej – Mykerinosa oraz kilku mniejszych obiektów. Piramidy powstały w czasach Starego Królestwa Egipskiego i panowania czwartej dynastii, czyli jakieś 2500 lat przed naszą erą. Robią wrażenie do dziś, zwłaszcza, gdy spojrzymy na ogrom i dokładność. Największa i najstarsza to oczywiście ta Cheopsa, zwana kiedyś Horyzont Cheopsa. Od momentu ukończenia, przez jakieś 3800 lat był to najwyższy budynek na świecie (146,59 m z tego dziś ma 138,75 m w wyniku erozji). W XIV wieku powstała katedra w Lincoln (160 metrów z iglicą, później zniszczoną), która pobiła ten rekord.

Cheops to grecka forma imienia faraona Chu-fu, stąd czasem spotyka się też nazwę piramida Chufu (lub Khufu), albo też Wielka Piramida w Gizie. Swoją drogą istnieją wątpliwości, czy Cheops został pochowany w tej piramidzie. Naukowcy nie są co do tego zgodni. Pozostałości nie znaleziono, ale grobowiec był wielokrotnie plądrowany, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że szczątki faraona zaginęły.

Piramida Cheopsa
Piramida Cheopsa

Wielka Piramida wygląda niesamowicie, ale gdy uwzględni się szczegóły budowy, robi wręcz piorunujące wrażenie. Teren pod wielką piramidą został sztucznie wyrównany, dziś dzięki nowoczesnemu sprzętowi udało się zmierzyć różnice poziomów i te sięgają maksymalnie 2 cm. Boki piramidy są prawie dokładnie zwrócone zgodnie z kierunkami stron świata, znów zmierzone odchylenie jest naprawdę niewielkie. Kamienne bloki ważące od 2,5 nawet do 15 ton ułożono z niebywałą precyzją. Jest ich ponad 2 miliony, a sumarycznie ważą ponad 6 milionów ton. Pamiętajmy, że pierwotnie piramida była wyższa (146,59 m), bo miała zarówno wierzchołek, tak zwany piramidon. Dodatkowo miała jeszcze na sobie zewnętrzną warstwę z gładzonego wapienia. Została zbudowana prawdopodobnie w zaledwie dwadzieścia lat.

Mniejsze piramidy
Mniejsze piramidy

Sfinks

Syn Cheopsa, Chefren (Khafre) zbudował drugą piramidę, mniejszą niż ta ojca (liczącą sobie 143,5 m, dziś już 136 m wysokości). Wapień do budowy tej piramidy sprowadzono aż z półwyspu Synaj. Na wierzchołku tej piramidy ostały się do dziś pozostałości wapiennych okładzin. Oprócz piramidy Chefren prawdopodobnie wzniósł też Wielkiego Sfinksa (niektóre źródła sugerują, że powstał on jeszcze w czasach Cheopsa). Sfinks jest jedną z największych i najstarszych rzeźb na świecie. Ma długość 73 m i wysokość 19 m.

Sfinks i Giza w tle
Sfinks i Giza w tle

Do dziś dokładnie nie wiadomo, w jakim celu powstał. Jedne teorie mówią o tym, że miał to być strażnik grobowców, inne, że to raczej forma świątyni. Zwolennicy tej drugiej teorii sugerują, że początkowo sfinks miał przedstawiać boga nekropolii, czyli Anubisa. Zaś obecna twarz została wyrzeźbiona dopiero w czasach średniego królestwa podczas rządów Amenemhata II.

Sfinks w Gizie
Sfinks w Gizie

Syn Chefrena, Mykerinos zbudował trzecią, najmniejszą piramidę. Mierzy zaledwie 65 m wysokości (obecnie 62 m). Jednocześnie jej wnętrza są najlepiej zachowane (najmniej zrabowane). Oprócz niej w kompleksie znajduje się jeszcze kilka innych mniejszych budynków, niektóre z nich mają piramidalny kształt i pełnią rolę grobowca.

Piramidy w Gizie
Piramidy w Gizie

Egipskie Piramidy w popkulturze i filmie

Piramidy budziły podziw w starożytności. Antypater z Sydonu umieścił Piramidę Cheopsa na liście siedmiu cudów świata. Warto dodać, że to jedyny z antycznych cudów, który możemy zwiedzać do dziś. Od 1979 roku kompleks w Gizie znajduje się na liście UNESCO. Budowle te kryją też wiele tajemnic, których do dziś nie wyjaśniono. Jedno jest pewne: starożytny Egipt w tych czasach musiał być zdecydowanie bardziej rozwinięty niż cywilizacje, które nastały później. Jedną z ciekawszych teorii jest to, jak umieszczono trzy największe piramidy wobec siebie. Alternatywna egiptologia wskazuje na korelację między odległościami i kierunkami, a pasem Oriona. Dodatkowo odległość Nilu od cmentarzyska jest wówczas porównywalna do odległości do Drogi Mlecznej. Inna teoria mówi, że sam Sfinks w pierwotnej formie mógł być jeszcze starszy i powstać gdzieś między 7 a 5 tysiącleciem przed naszą erą. Choć akurat tą sugestię odrzuca większość egiptologów.

Sfinks i piramidy
Sfinks i piramidy

Konstrukcja tych obiektów dziś robi fenomenalne wrażenie, a co dopiero było, gdy powstawały. Nic dziwnego, że późniejsi zaczęli przypisywać ich powstaniu boską interwencję lub łączyć to z obcymi (jak Erich von Däniken). Zresztą łączenie kosmitów i starożytnego Egiptu widzieliśmy w kinie (a potem w TV), w „Gwiezdnych wrotach” Rolanda Emmericha. Emmerich nie dotarł wówczas do Egiptu, film nagrywał na pustyni Yuma, ale prawdziwe zdjęcia piramid wykorzystał w „Dniu Niepodległości”. W końcu stanowią one rozpoznawalny obiekt o wielkiej skali historycznej i kulturowej. Emmerich zaś wrócił do tematu Piramid w filmie „10.000 BC”, acz już bez zdjęć w Egipcie.

Zabudowania przy sfinksie
Zabudowania przy sfinksie

Bond, Transformersy i Piramidy w tle

Piramidy są wdzięcznym obiektem pojawiającym się w kinie. Pojawiają się choćby w „Szpiegu, który mnie kochał” (1977). James Bond w Egipcie odwiedza także Karnak i Abu Simbel, sceny oczywiście są na tyle połączone, że trudno zauważyć przejazd, wręcz ma się wrażenie, że oba obiekty znajdują się naprawdę blisko. W podobny sposób to przejście jest ukazane w „Transformers: Zemsta Upadłych”. Tam jednak jeszcze szybciej przenosimy się z ujęć kręconych w Jordanii, cóż geografia nie jest mocną stroną tego filmu.

„Szpiegu, który mnie kochał” i Piramidy oraz Sfinks
„Szpiegu, który mnie kochał” i Piramidy oraz Sfinks

Z komiksowych filmów zaś możemy zobaczyć piramidy choćby w „Fantastycznej Czwórce: Narodzinach Srebrnego Surfera”. Pojedyncze ujęcia nakręcił tu też Luc Besson na potrzeby filmu „Niezwykłe przygody Adeli Blanc-Sec” (2010). Bez zdjęć na lokacji Piramidy ukazano choćby w „Mumii” (1999), „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra” (2002) czy „Exodus. Bogowie i królowie” (2014) Ridleya Scotta. W tych trzech przypadkach skorzystano zdjęcia kręcono w Maroko, choćby w studio Atlas. W Asterixie (także animowanym pierwowzorze) Obelix odpowiada za zniszczenie nosa Sfinksa. Piramidy pojawiły się też w filmach historycznych, jak „Ziemia faraonów” (1955) Howarda Hawksa, „Faraon” (1966) Jerzego Kawalerowicza (głównie jako tło do dialogów) .

Innym słynnym bohaterem (choć bardziej książkowym dzięki jego twórcy – Agacie Christie), który tu trafia jest Hercule Poirot w ekranizacji „Śmierci na Nilu”, choćby tej z 1978 z Peterem Ustinovem. Jest szansa, że pojawią się również w nowej wersji filmu. Skacze tu też na chwilę „Jumper”, zresztą możemy je zobaczyć (lub obecnie częściej ich reprezentację) w wielu filmach. To miejsce naprawdę mocno wpłynęło na kulturę i wyobraźnię. Więc nawet jeśli piramidy nie odgrywają tam większej roli, raczej ukazują egzotyczne tło akcji.

Piramidy w „Transformers: Zemsta upadłych”
Piramidy w „Transformers: Zemsta upadłych”

Zwiedzanie Piramid

Zwiedzając piramidy przede wszystkim przyjeżdża się tu zrobić kilka wspaniałych zdjęć i obejrzeć te budowle z zewnątrz. Wejście do środka jest dodatkowo płatne, nie można tam też robić zdjęć. Wiele osób z tego rezygnuje. Przed samodzielną decyzją warto przede wszystkim zdać sobie sprawę z kilku rzeczy. Po pierwsze wnętrza piramid z założenia były niewielkie, po drugie zaś zostały bardzo skutecznie rozszabrowane, więc właściwie jest to korytarz między skalnymi blokami, który wiedzie nas do komory. Nic więcej, pomijając kwestię tego, że jest niewysoki, za to sztucznie oświetlony.

Ale właśnie sam fakt, że są to piramidy i że można zobaczyć ich kunszt od środka, nas skusił i nie żałujemy. Zaś kwestię zdjęć w tym przypadku rozumiemy, bo większość osób raczej odstraszą. Za to ciekawy jest system wentylacji, bowiem ten nie musiał być specjalnie dostosowany dla potrzeb turystów. Choć nowsze teorie mówią, że to, co powszechnie uznaje się za szyby, mogło mieć rytualne bądź astronomiczne znaczenie.

Głowa Sfinksa
Głowa Sfinksa

Bezpieczeństwo w okolicy piramid

Natomiast warto chwilę poświęcić bezpieczeństwu. Jest to miejsce tłumnie odwiedzane przez masę wycieczek, ludzie dostają tu czas na samodzielne zwiedzanie i się rozchodzą. Niestety oprócz obsługi znajdują się tu naciągacze i nawet złodzieje. Jednym z typowych kantów jest to, że ktoś zaproponuje pokazanie jakiegoś świetnego miejsca, przejścia do zabronionej strefy, czy sprzedaży jakiś zabytkowych artefaktów (lub dawania ich jako prezent). Te ostatnie w najlepszym razie mogą być fałszywe, natomiast wtargnięcie do strefy i tak dalej wiąże się z mandatami lub jeszcze częściej łapówkami. Kanciarze prowadzą turystów do miejsc, gdzie nie powinni wchodzić, a tam czeka już zaprzyjaźniony ochroniarz, więc albo łapówka albo mandat. Ogólnie Egipt pod tym względem to ciężki kraj, natomiast brak zamachów terrorystycznych w tym miejscu sprawił, że władze przymykają oko na te drobne wymuszenia. W Luksorze pod tym względem jest zupełnie inaczej.

Widok na piramidy
Widok na piramidy

W samym pobliżu piramid w Gizie znajduje się też Muzeum Barki, gdzie przechowywana jest słoneczna łódź faraona w bardzo dobrze zachowanym stanie. Władze Egiptu wiele lat temu zapowiedziały zbudowanie niedaleko wielkiego i nowoczesnego muzeum starożytnego Egiptu.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak egipski
Piramidy w Gizie
Szlak filmowy
Piramidy w Gizie

Rio de Janeiro, Miasto Boga, James Bond, Jezus, karnawał i fawele

Jednym z pierwszych skojarzeń z Brazylią jest Rio de Janeiro i karnawał. To miasto jest symbolem kraju, to fakt. Niektórzy zapominają, że nie jest już ani stolicą (jest nią Brasilia), ani największym miastem (to miano nosi Sao Paulo), ba nawet karnawał został zaszczepiony z Salvadoru. Ale to właśnie Miasto Boga najbardziej wpłynęło na masową kulturę, w dużej mierze naznaczoną filmem.

Widok na Rio de Janeiro
Widok na Rio de Janeiro

Historia Rio de Janeiro

Tereny obecnej Brazylii w epoce przedkolonialnej zamieszkiwały głównie półkoczownicze plemiona bez znaczącej kultury materialnej. Co prawda brazylijski archeolog Bernardo de Azevedo da Silva Ramos w latach 30. XX wieku szukając śladów bardziej zaawansowanych cywilizacji prekolumbijskich, odkrył i następnie dowodził, że w okolicę Rio dotarli Fenicjanie (z Kartaginy) i być może Grecy, jednak dowody na to są dość wątpliwej jakości. Ciekawsza historia zaczyna się wraz z portugalską wyprawą Pedro Álvaresa Cabrala, która z początkiem kwietnia 1500 roku z finansowym błogosławieństwem króla Manuela I wyruszyła z Portugalii. Efektem tej wyprawy było odkrycie nowego lądu, który pod nazwą Terra de Vera Cruz (czyli Ziemia Prawdziwego Krzyża) został włączony do Królestwa Portugalii.

Rio de Janeiro, czyli Miasto Boga
Rio de Janeiro, czyli Miasto Boga

Kapitan jednego z okrętów tej wyprawy, Gaspar de Lemos, wpłynął 1. stycznia 1502 roku do zatoki, którą błędnie uznał za ujście rzeki. Nazwano to niby ujście Rio de Janeiro, czyli Rzeką Styczniową. Błąd nie został poprawiony, nawet gdy został odkryty, stąd pochodzi nazwa położonego nad oceanem miasta. Portugalczycy założyli tutaj tylko faktorie handlowe, nie dbając z początku o kolonializm z prawdziwego zdarzenia. W międzyczasie na tym terenie zaczęły powstawać francuskie kolonie, a ponieważ Portugalczycy zdecydowali się jednak w całości i całkowicie zagarnąć Brazylię, w latach 60. XVI wieku wywiązały się walki i wkrótce Francuzi zostali odepchnięci.

Teatr miejski
Teatr miejski

Rozwój Rio de Janeiro

Na obszarze obecnego Rio de Janeiro założono miasto, któremu nadano imię patrona św. Sebastiana: São Sebastião do Rio de Janeiro. Wkrótce zresztą pozostawiono samo Rio de Janeiro i tak się przyjęło. Tę pełną nazwę zostawiono jako określenie tutejszej archidiecezji. Lokalizacja Rio spowodowała, że szybko stało się dużo istotniejszym portem kolonii niż jej stolica, czyli Salvador. W 1763 tutaj przeniesiono stolicę administracyjną, ale w wyniku zawirowań w Europie (wojny napoleońskie), w 1808 przeniósł się tu dwór portugalski z Lizbony. Podniesienie rangi kolonii, niespotykane w ówczesnym świecie, spowodowało, że nie było już powrotu do poprzedniego stanu. Powrót władcy portugalskiego do Lizbony wiązał się z powstaniem niepodległego Królestwa, a potem nawet Cesarstwa Brazylii. Rio zostało stolicą, przez pewien czas tylko de jure, bowiem dwór urzędował w pobliskim Petropolis.

Graficiarze nie oszczędzają nawet kościołów
Graficiarze nie oszczędzają nawet kościołów

Rio de Janeiro czyli Miasto Boga

Rozwój miasta trwał także w okresie republikańskim, choć wówczas, już w XX wieku, Sao Paulo zaczęło stawać się biznesowym centrum kraju. Jednocześnie w latach 50. podjęto decyzję o budowie nowej stolicy, co nastąpiło dość szybko (i miejscami niedbale). Dodatkowo w Brazylii nastał okres, w którym próbowano przenieść ludność z wiosek i mniejszych miast do większych ośrodków, licząc, że stworzy się duże zaplecze przemysłowe. To wpłynęło mocno na kulturę i współczesny krajobraz nie tyko Rio, ale całej Brazylii. Eksperyment inżynierii społecznej prowadzony na szeroką skalę nie udał się, Rio rozrosło się o olbrzymie slumsy, zwane tutaj fawelami, czyli dzielnice biedy. Tak właśnie powstało Miasto Boga (Cidade de Deus), zachodnia część przedmieścia Rio, zwana też czasem CDD. W tym wypadku zamysł był taki, by wynieść fawele z centrum Rio. Podobny los spotkał inne duże miasta Brazylii.

Rio, plaża i głowa Cukru
Rio, plaża i głowa Cukru

Czarna legenda Rio, czyli fawele

„Miasto Boga” to także tytuł książki Paulo Linsa, opartej na faktach, ukazującej losy młodych ludzi dorastających w tym miejscu. W 2002 została ona zekranizowana przez Fernando Meirellesa i Kátię Lund. Film trochę uproszczono względem oryginału, koncentrując się jedynie na dwóch bohaterach. Oczywiście nagrywano go na lokacji, także w Rio (plaże są zdecydowanie najłatwiej rozpoznawalne). Dostał też cztery nominacje do Oskara. W przypadku części związanych z fawelami odpuściliśmy sobie szukanie miejsc filmowych. Fawele mają nie tylko złą renomę z legendy, to wciąż miejsca, gdzie rządzą gangi i jest duża przestępczość. Nawet przy okazji epidemii koronawirusa okazało się, że to gangi a nie służby, odpowiadały za kwarantannę w tej części. Choć oczywiście nawet w Rio można znaleźć organizatorów wycieczek po fawelach.

Arcos, czyli akwedukt po którym jeździ tramwaj
Arcos, czyli akwedukt po którym jeździ tramwaj

Rio de Janeiro: Arcos da Lapa

Akwedukt Carioca powstał w połowie XVIII wieku na miejscu poprzedniej, mniejszej konstrukcji, w celu zapewnienia wody rozrastającej się populacji Rio i dla licznych fontann. Przez około sto lat spełniał swoją funkcję transportując wodę z rzeki Carioca, lecz w końcu XIX wieku wraz z modernizacją sieci wodociągowej akwedukt został wyłączony z użycia. Od tamtego czasu obiekt służy jako część trasy tramwajowej, obecnie obsługiwanej przez zabytkowe żółte tramwaje, popularne wśród turystów. Ponieważ akwedukt znajduje się w dzielnicy Lapa, mówi się na niego częściej Arcos da Lapa. Taką dość spodziewaną ciekawostką jest fakt, że Aqueduto da Carioca wybudowano na wzór akweduktu Águas Livres w Lizbonie, wpływy portugalskie były tu dość mocne. Dziś jest jedną z bardziej charakterystycznych budowli Rio de Janeiro.

Wieżowce w Rio
Wieżowce w Rio

Dzielnica Lapa to miejsce znane z nocnego życia i interesujących obiektów, jak wspomniany akwedukt. Można wypatrzeć ciekawe kolorowe budynki, jednak stan większości przypomina bardzo zaawansowane stadium rozkładu i oczywiście wandalizmu. Dotyczy to także akweduktu, niestety. Biała farba w wielu miejscach jest obdrapana, a w okolicy śpią bezdomni. Nie przeszkadza to turystom, którzy tłumnie odwiedzają to miejsce.

Schody Selarón
Schody Selarón

Schody Selaron

Schody Selarón to słynne kolorowe schody z Rio de Janeiro. Zaczynają się w dzielnicy Lapa i prowadzą do położonej na wzgórzu dzielnicy Santa Teresa, nazywanej czasem brazylijskim Montmarte (tam dojeżdża także zabytkowy tramwaj). Wszystko zaczęło się od urodzonego w Chile artysty Jorge Selarón, który pewnego pięknego dnia Roku Pańskiego 1990 chciał odnowić schody przed wejściem do swojego domu. Użył płytek ceramicznych w kolorach zielonych, żółtych i niebieskich, a więc kolorów flagi Brazylii. Sąsiedzi byli raczej zdegustowani, ale Jorge Selarón się nie zrażał i coraz więcej stopni i fragmentów elewacji dekorował różnymi kafelkami i ich fragmentami. W ten sposób wyrażał siebie, swoje emocje i upodobania. Materiał podbierał z różnych budów, znajdował po śmietnikach, ale z biegiem czasu zaczął dostawać kafelki od odwiedzających.

Schody Selarón
Schody Selarón

Z osobliwej ozdoby schody stały się atrakcją turystyczną. Obecnie Escadaria Selarón to jedno z ikonicznych miejsc Rio, które przyciąga rzesze turystów, wielu z nich robi tu sobie zdjęcia. O ile normalnie po Lapie nie rozchodzą się dość swobodnie, tu nagle widzimy tłumy. Co ważniejsze, jest to darmowa atrakcja. Można tutaj wypatrzyć płytki z ponad 60 krajów świata, nie tylko ozdobne, ale też polityczne zaangażowane, ukazujące rzeczy kulturowe i narodowe. Same schody mierzą 125 metrów długości, liczą 215 stopni i są wyłożone ponad dwoma tysiącami różnych płytek.

Centrum Rio De Janeiro
Centrum Rio De Janeiro

Sambodrom i karnawał

W Rio są dwie bardzo charakterystyczne budowle, które przyciągają nie tyle swoim wyglądem, co legendą. Pierwsza z nich to stadion Maracanã, który można zwiedzać i to pewnie pozycja obowiązkowa dla niejednego kibica. Swego czasu był to największy stadion na świecie, obecnie ilość miejsc na trybunach została ograniczona. Na nim odbywają się duże imprezy, choćby msza z papieżem albo otwarcie i zamknięcie igrzysk w 2016 roku, które miały miejsce w Rio. Nie mówiąc już o wielu zmaganiach piłkarskich, które obrosły legendą. Stadionu nie zwiedza się dla architektury.

Sambodrom
Sambodrom

Jeszcze gorszym pod tym względem budynkiem jest słynny Sambodrom. On wręcz odstrasza poza sezonem. Zamknięty na klucz, można tylko zajrzeć i tyle. Ożywa w karnawale i jest wówczas symbolem Rio. Sama idea karnawału przywędrowała do Rio de Janeiro z Salvadoru, włączając w to tańce jak samba. Dziś to Rio zdecydowanie bardziej kojarzy się z sambą czy karnawałem, nie tylko w Brazylii ale i na świecie. My oglądaliśmy Sambodrom poza „sezonem”, ale kusi by kiedyś wrócić właśnie na karnawał. Obecnie to na tyle popularna atrakcja, że tych pokazów jest kilka i spokojnie można sobie coś dopasować pod koniec karnawału. Sam Sambodrom to oczywiście także miejsce filmowe, choć nie jest to typowa lokacja filmowa. To prosta konstrukcja, więc najczęściej powstaje w studio (wygodniej i pewnie taniej). I w takiej odtworzonej formie, pojawia się w wielu filmach, gdzie mamy fragmenty karnawału. Jak choćby w „Moonrakerze” (1979) z bondowskiego cyklu.

Jezus z Rio de Janeiro
Jezus z Rio De Janeiro

Jezus z Rio De Janeiro

Bodaj najsłynniejszym widokiem z Rio de Janeiro, jeśli nie z Brazylii w ogóle, jest statua Chrystusa Odkupiciela (Cristo Redentor) usytuowana na szczycie góry Corcovado. Corcovado po portugalsku tłumaczy się jako Garbus, choć w czasach kolonializmu ta 710-metrowej wysokości granitowa skała nazywała się Pico de Tentação – Góra Kuszenia. Górę i jej otoczenie porasta las deszczowy Tijuca (Floresta da Tijuca), który uważa się za największy obszar leśny w obrębie miasta, zajmuje on 34 kilometry kwadratowe. Ciekawą sprawą jest to, że las pomimo swego nieokiełznanego wyglądu, został zasadzony przez człowieka. Wcześniej bowiem tereny te były wykorzystywane pod uprawy, po uprzednim wykarczowaniu pierwotnego lasu. W drugiej połowie XIX zdecydowano, że dla ochrony rezerw wody należy ten obszar na powrót zalesiać. W 1961 roku Floresta da Tijuca został ogłoszony parkiem narodowym wewnątrz miasta. Park też jest atrakcją turystyczną, ale jak to bywa w Brazylii krążą o nim różne historie na temat bezpieczeństwa.

Corcovado (Rio De Janeiro)
Corcovado

Większość turystów jednak nie wybiera się na Corcovado po to, by podziwiać biologiczną różnorodność parku Tijuca. Ich celem jest wspomniany już Cristo Redentor, czyli ikoniczna statua Jezusa Chrystusa. Na górę można się dostać pieszo, samochodem lub kolejką zębatą. My wybraliśmy tę trzecią opcję, gdyż była ciekawsza, a bilety można było kupić przez internet. I to zazwyczaj warto zrobić wcześniej, bo tu przybywa dość sporo turystów i czasem kolejki na dole są dość długie. My kupiliśmy bilet z miesięcznym wyprzedzeniem, ale gdy przyszliśmy na naszą godzinę, to się okazało, że kolejka tego dnia nie kursuje – spadły jakieś konary na linię i nie wiadomo, ile potrwa usuwanie awarii. Musieliśmy znaleźć alternatywę: Uber do punktu startowego do pomnika i stamtąd busy „firmowe”, które wchodziły w cenę biletu. Wyszło to drożej i zajęło dużo więcej czasu. W dodatku widok, a właściwie jego brak, rozczarował. Przez pogodę.

Centrum Rio De Janeiro
Centrum Rio De Janeiro

Historia pomnika Jezusa

Padało i była mgła. To właśnie uroki kupowania biletów wcześniej, ale co poradzić. U stóp statui Chrystusa Odkupiciela akurat tego dnia nie było sporo ludzi. Figura mierzy 30 metrów wysokości, a do tego należy doliczyć ośmiometrowy cokół z granitu. Historia pomnika wiąże się z obchodami setnej rocznicy niepodległości Brazylii. Chciano ją upamiętnić poprzez zbudowanie wspaniałego, symbolicznego pomnika. Z wielu projektów wyłoniono prostą w wyrazie postać Jezusa, który otwartymi ramionami obejmuje całe miasto, wówczas stolicę, a jednocześnie wita tych, którzy przybywają do Brazylii. Pomnik zaprojektował francuski rzeźbiarz o polskich korzeniach, Paul Landowski, realizacja również miała miejsce we Francji, a do Brazylii przybył drogą morską.

Na miejscu został obłożony okładziną kamienną – steatytem – i posadowiony na szczycie Corcovado. Uroczyste odsłonięcie statui nastąpiło w październiku 1931 roku, a dokonał tego projektant oświetlenia, Guglielmo Marconi. Tak, ten od radia i telefonu (choć w tym wypadku patent zarejestrował pierwszy Bell). Macroni drogą radiową planował włączyć oświetlenie aż z Rzymu (lub Genui według innych źródeł). Niestety z powodu złej pogody radio trzeszczało i światła uruchomiono na miejscu.

Fawele w Rio De Janeiro
Fawele

Natomiast pomijając pogodę jaka nam się trafiła, to Jezus z Rio trochę rozczarowuje. Jak się jeszcze pod nim stoi to wygląda ciekawie, ale z perspektywy miasta choć zauważalny, to jest mały. Za rozbuchane oczekiwania odpowiada po części kino, które stara się oddać symbol z należytym szacunkiem, innymi słowy tak by zajmował większość kadru. Tak jest przedstawiany choćby w „2012” Rolanda Emmericha, „Szybkich i wściekłych 5”, pojawia się w sadze „Zmierzch” – „Przed świtem”. Pod tym względem jedno z najlepszych przedstawień tej figury znajdziemy w filmie animowanym „Rio” z 2011. Animatorzy mocno się przyłożyli by wiernie oddać wiele szczegółów, zaś Chrystus Odkupiciel pojawia się w wielu ujęciach, jako mały detal gdzieś w tle za miastem. Tak go najczęściej widzi się będąc w Rio. Jest też tłem w „Moonrakerze”, „Mieście Boga” czy „Człowieku z Rio”, acz widocznym tylko w krótkich urywkach filmu.

Kolejka na głowę Cukru
Kolejka na głowę Cukru

Głowa Cukru

Pão de Açúcar, czyli po polsku Głowa Cukru, to kolejna atrakcja nierozerwalnie związana z Rio de Janeiro. Charakterystyczny profil skały i kolejka linowa są szczególnie znane fanom Jamesa Bonda z filmu „Moonraker”. To tutaj James Bond (Roger Moore) walczył z Buźką (oryg. Jaws, w tej roli Richard Kiel), który swoimi tytanowymi szczękami przegryzał stalową linę kolejki. Świetnie zrealizowana sekwencja dość dobrze ukazuje to miejsce z różnych perspektyw, a jednocześnie trzyma w napięciu i zapada w pamięć. Zaś Głowa to obok Jezusa jedna najchętniej odwiedzanych atrakcji Rio i doskonały punkt widokowy. Aby dostać się na Głowę Cukru, należy udać się na Praia Vermelha, skąd startuje kolejka. Bilet kupuje się w automacie biletowym, w razie kłopotów podchodzi ktoś z obsługi. Oczywiście tu także można kupić bilet wcześniej przez internet (co może być pomocne w szczycie sezonu).

Starsza kolejka
Starsza kolejka

Kolejka linowa (port. bondinho) po raz pierwszy ruszyła w 1912 roku jako trzecia na świecie. Gruntowny remont przeszła na początku lat 70. (kolejkę zamknięto w 1973), czyli niedługo przed „Moonrakerem”. Remont powinien być raczej po wizycie Bonda i Buźki, w sumie to nawet wydarzył się z pewnym opóźnieniem. Ostatnia renowacja miała miejsce w 2008 roku. Tu istotna rzecz, z remontem wiąże się wymiana wagoników, dziś już są nowsze, nie takie jak były na filmie. Długość linii wynosi łącznie 1200 metrów. Kolejka kursuje co 20 minut ze stacją pośrednią na Wzgórzu Urca (Morro da Urca, wys. 200 metrów n.p.m.). Tam się wychodzi, można podziwiać Rio z tej wysokości i przejść do kolejnej stacji. Obecne wagoniki mieszczą do 65-ciu pasażerów.

Bondowski wagonik
Bondowski wagonik

Zdobywanie Głowy Cukru

Na Morro da Urca wystawiono historyczne wagoniki. Nas interesował model znany z filmu, o panoramicznym dachu. Niestety w jego przypadku nie można było wejść do środka. Za to widać, że ten model miał więcej przeszkleń niż obecny.

„Moonraker” i James Bond spoglądający na Rio De Janeiro z Morro da Urca
„Moonraker” i James Bond spoglądający na Rio De Janeiro z Morro da Urca

Głowa Cukru to monolit granitowy, wystający z dna Zatoki Guanabara na wysokość 396 m n.p.m. Las okalający skałę ogłoszono w 2006 roku Parkiem Narodowym Góry Cukru i Wzgórza Urca. W roku 2012 UNESCO uhonorowała ten park narodowy wraz ze słynną skałą miejscem na Liście Światowego Dziedzictwa. Nazwa tego bornhardtu (jednolita skała o kopulastym kształcie, wznosząca się na wysokość przynajmniej 30 metrów, a licząca kilka setek metrów długości) pochodzi z okresu początków kolonializmu portugalskiego, gdy z tutejszego portu wysyłano cukier do Europy. Tradycyjnie bryłę cukru transportowało się w formie zaokrąglonych stożków, nazywanymi pão de açúcar, czyli chleb cukrowy. Po polsku mówi się na nie „głowa cukru”. Skała otwierająca wejście do Zatoki Guanabara kształtem przypominała Portugalczykom właśnie taką głowę cukru. Zresztą „głowa cukru” to określenie jednego z rodzajów bornhardtów, właśnie o takim kształcie.

Głowa Cukru
Głowa Cukru

James Bond, Rio de Janeiro i Głowa Cukru

Jeśli chodzi o „Moonrakera” to Bond był zarówno na Pão de Açúcar i Morro da Urca. W filmie jest to trochę rozmyte, ale na miejscu dość dobrze widać, gdzie znajdowali się filmowcy w danej scenie. Stąd też nakręcono ujęcie na port lotniczy Rio de Janeiro-Santos Dumont. Obecne główne lotnisko, czyli Galeão, znajduje się na wyspie na peryferiach Rio, ale lotnisko Janeiro-Santos Dumont zlokalizowane jest blisko centrum. Stąd ładnie obserwuje się jak lądują samoloty, zwłaszcza że przelatują one dość nisko nad Głową Cukru. Natomiast oczywiście najbardziej widowiskowa scena znajduje się na odcinku między Pão de Açúcar i Morro da Urca. Wjazd na Morro da Urca jest bardziej stromy, więc zdecydowanie łatwo to rozróżnić.

Wiktoria w ogrodzie botanicznym
Wiktoria w ogrodzie botanicznym

Rio de Janeiro: Ogród Botaniczny

Ogród Botaniczny w Rio de Janeiro został założony przez Jana VI, króla Portugalii w 1808 roku. Początkowo miał służyć do aklimatyzacji sprowadzanych z Indii Wschodnich roślin przyprawowych. Ogród otwarto dla publiczności w 1822 roku. Leży on u podnóża Góry Corcovado, na której szczycie góruje pomnik Chrystusa. Ogród liczy 140 hektarów, a porasta go około 6 tysięcy gatunków roślin, ponadto można wypatrzyć ponad 100 gatunków ptaków. W 1992 roku Ogród Botaniczny w Rio de Janeiro został wpisany na listę UNESCO jako rezerwat biosfery.

Drapacz Chmur
Drapacz Chmur

Ogród to też unikalna możliwość poznania brazylijskiej przyrody. Dziś to bardziej istotna rola, niż ukazywanie egzotycznych roślin. Brazylia jest bardzo zróżnicowana jeśli chodzi o środowisko naturalne, tu można w krótkim czasie zobaczyć kilka jej odmiennych fragmentów. Nas szczególnie zainteresowało jeziorko, w którym pływały wiktorie. Kojarzycie te zdjęcia z dziećmi na wielkich pływających liściach podobnych do lilii wodnej? To są właśnie wiktorie. Średnica liści może osiągać nawet 2 metry, te tutaj nie były tak imponujące. Występują na rzekach Ameryki Południowej. W Ogrodzie Botanicznym w Rio znajdziemy także Aleję Palm, ogród japoński i wioskę tubylców, skrzydłokwiaty, monstery.

Ilha Fiscal
Ilha Fiscal

Centrum Rio de Janeiro

Bardzo specyficznym miejscem w Rio de Janeiro jest bazar pod chmurką, a właściwie dzielnica sklepowa – Saara. Znajdują się tu oczywiście normalne sklepy i to w całkiem sporej ilości, ale na ulicy rozkładają się też kramy z mnóstwem produktów. Miejsce, które oczywiście warto zobaczyć, acz jak to w Brazylii bywa, trzeba mieć oczy otwarte. To kraj o wysokim wskaźniku przestępczości, dochodzi tutaj między inny do zabójstw. Najbardziej niebezpieczne są fawele (czyli slumsy) w dużych miastach. Natomiast jeśli chodzi o wizualną stronę centrum, to tam gdzie nie ma turystów, niestety nie wygląda to dobrze. Wiele rzeczy jest zdewastowanych i brudnych.

Port W Rio
Port W Rio

Trochę bliżej wybrzeża (na wschód od Saary) znajduje się inna dzielnica sklepowo-biznesowa, tym razem już bardziej nastawiona na turystów. Czystsza i podobno bezpieczniejsza. Oczywiście ceny są wyższe. Tutaj znajduje się między innymi najsłynniejsza kawiarnia w Rio, czyli Confeitaria Colombo. Założona jeszcze w 1894, zbudowana i wykończona w stylu Art Nouveau uchodzi też za jedną z najładniejszych kawiarni na świecie. Oczywiście jest oblegana przez turystów.

Budynek publiczny
Budynek publiczny

Nadbrzeże Rio de Janeiro i muzea

Idąc dalej w stronę wybrzeża trafimy dzielnicę Praça Mauá w Rio de Janeiro. Na jej nadbrzeżu, czyli Píer Mauá, znajduje się ciekawy obiekt wart odwiedzenia, a na pewno chociaż zobaczenia. Jest to Museu do Amanhã, czyli Muzeum Jutra. Sama nazwa jest intrygująca. Jakie mogą być zbiory z przyszłości? Czyżby Brazylia posiadła technologię podróżowania w czasie? W tym przypadku chodzi o coś innego: nowoczesne multimedialne ekspozycje pokazują, z jakimi wyzwaniami będzie się borykała ludzkość w nadchodzących dekadach i jak dzisiejsze działania człowieka tworzą jutrzejsze problemy, ale i szanse.

Muzeum Jutra
Muzeum Jutra

Poza samą koncepcją muzeum, czy raczej wystawy, ciekawy jest sam budynek. Został zaprojektowany przez słynnego hiszpańskiego architekta Santiago Calavatrę. Organiczna struktura była inspirowana południowoamerykańską rośliną z grupy bromeliowatych, do których należy choćby ananas. Nam ta architektura bardziej przywodziła na myśl szkielet morskiego zwierzęcia, jakiegoś wieloryba. Jaka by nie była interpretacja, na pewno warto zobaczyć Muzeum Jutra. To także dobre miejsce by podziwiać porty lotnicze, przede wszystkim samoloty lecące z Janeiro-Santos Dumont.

Katedra w Rio de Janeiro
Katedra w Rio de Janeiro

Katedra w Rio de Janeiro

Z początków portugalskiego osadnictwa w Rio pochodzą ufortyfikowania, staromiejskie centrum z barokowymi kamienicami i pałacami. To właśnie pod koniec XVI wieku Miasto Boga stało się ważnym portem i stolicą finansową regionu. W dzielnicy Centro jest całkiem sporo zabytków, a także kościołów. W tym także nowsze. Jeden wyróżnia się bardzo szczególnie. Katedra pod wezwaniem św. Sebastiana w Rio de Janeiro (Catedral de São Sebastião do Rio de Janeiro) to jeden z tych oryginalnych postsoborowych kościołów. Jej budowa ciągnęła się od 1964 do 1979 roku, można powiedzieć że jest dzieckiem Soboru Watykańskiego II. Autorem jego unikatowej formy jest Edgar de Oliveira da Fonseca, a wzorował się na świątyniach Majów w formie piramid. Przy czym katedra to raczej stożek – planem jest okrąg, a nie kwadrat, jak budowali Majowie.

Wnętrze katedry
Wnętrze katedry

Zewnętrzna podstawy średnicy obiektu liczy 160 metrów, zaś wysokość wynosi 75 metrów. We wnętrzu może się pomieścić aż 20 tysięcy wiernych, z czego dla 5 tysięcy znajdzie się miejsce siedzące. Równo pośrodku wnętrza katedry umiejscowiono ołtarz, a ławki ustawione są wokół tego centralnego punktu. Jest to wprost spełnienie założeń architektury postsoborowej. U szczytu stożka jest okno w kształcie krzyża równoramienniego, a z każdego z ramion wychodzą „promienie”: kolorowe witraże ciągnące się przez całą wysokość stożka. Cztery witrażowe promienie mają przypominać fragment credo: „Jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”. Pomimo pochmurnego dnia, robiło to ogromne wrażenie w środku.

Katedra wraz z dzwonnicą
Katedra wraz z dzwonnicą

Stara Katedra

Katedrę św. Sebastiana, patrona Rio de Janeiro, często nazywa się Nową Katedrą, gdyż zastąpiła ona poprzednie świątynie pełniące tę funkcję, z czego ostatnim jest kościół pw. Naszej Pani z Góry Karmel, w skrócie – Stara Katedra. Zakon Karmelitów osiedlił się w Brazylii w 1590 roku w okolicy późniejszego Rio de Janeiro. W wiekach XVII i XVIII zakon rozbudowywał się już w obrębie miasta. Budowa kościoła Naszej Pani z Góry Karmel rozpoczęła się w 1761 roku, zaś do pełnego zakończenia prac budowlanych trzeba było czekać prawie 25 lat.

Kościół św. Józefa (Rio De Janeiro)
Kościół św. Józefa (Rio De Janeiro)

W 1808 roku książę regent Jan, późniejszy król Portugalii Jan VI, wraz z dworem uciekł do Rio de Janeiro, gdy wojska Napoleona najechały Portugalię. Miasto Boga stało się tym samym kolonialną stolicą państwa Starego Świata. Katedra karmelitów pełniła wówczas funkcję Królewskiej Kaplicy, z kolei gdy Brazylia w 1822 roku ogłosiła się niepodległym Imperium Brazylii, świątynia stała się z automatu Imperialną Kaplicą. Katedra straciła te zaszczytne funkcje, gdy 15 listopada 1889 roku Imperium stało się Republiką Brazylii. Wkrótce wprowadzono dekret rozdziału państwa od kościoła i nie odbywały się tutaj oficjalne uroczystości. Kościół pw. Naszej Pani z Góry Karmel pozostał po prostu Katedrą Rio de Janeiro do roku 1974, gdy konsekrowano Nową Katedrę św. Sebastiana.

Kościół św. Józefa
Tajemnicze figurki kościoła św. Józefa

Kościół Naszej Pani z Candelária

Kościół Candelária, pełna nazwa: Igreja de Nossa Senhora da Candelária to kolejna z ważnych rzymskokatolickich świątyń w Rio de Janeiro. Obiekt ten budowano, dekorowano i przerabiano przez ponad 100 lat, bo od 1775 roku, gdy rozpoczęto budowę, do końca XIX wieku. Z tego względu kościół łączy w sobie różne style: fasadę budowano w duchu kolonialnego baroku portugalskiego, zaś we wnętrzu znajdziemy elementy późniejszych styli: neoklasycyzmu i neorenesansu. Obecny kościół stoi od drugiej połowy XVIII wieku, ale wcześniej istniała tutaj o wiek starsza kaplica.

Kościół Naszej Pani z Candelaria (Rio De Janeiro)
Kościół Igreja de Nossa Senhora da Candelária

Z jej powstaniem łączy się opowieść, może legenda: W pierwszych latach XVII wieku pewne portugalskie małżeństwo – António Martins Palma i Leonor Gonçalves – zostali zaskoczeni przez sztorm na morzu i ich statek, Candelária, omal nie zatonął. Gdy śmierć zajrzała im w oczy, przyrzekli Maryi Matce Bożej, że jeśli ich uratuje z opresji, wybudują jej kaplicę. Oboje przeżyli, statek dopłynął do portu w Rio. Zgodnie z przysięgą, około 1609 roku para ufundowała budowę kaplicy, nazwanej imieniem Naszej Pani z Candelária.

Kościół św. Franciszka
Kościół św. Franciszka

Kościoły św. Franciszka i św. Józefa

Igreja Sao Francisco de Paula, czyli kościół św. Franciszka, to jedna z historycznych świątyń w Rio. Budowę rozpoczęto w 1759 roku, a ukończono w 1801 roku.

Confeitaria Colombo
Confeitaria Colombo

Ciekawostką jest też kościół św. Józefa (Igreja São José). Zbudowano go w okresie kolonialnym w 1608, przez Egasa Muniza. Potem w XIX wieku był remontowany i odnowiony w stylu późnobarokowym. Jest to niewielki kościółek, który sam w sobie nie rzuca się tak w oczy. Jednak mieszkańcy Rio sami nas namawiali do tego, by wejść do tego kościoła i zobaczyć co jest za ołtarzem. Znajdują się tam figury najświętszej rodziny.

Copacabana
Copacabana

Plaża Copacabana, czyli biała legenda Rio

Copacabana to nazwa dzielnicy Południowej Strefy Rio de Janeiro. Prawdopodobnie większość ludzi na świecie mówiąc lub słysząc o Copacabanie ma na myśli jedną z najsłynniejszych plaż świata. W Rio są trzy duże, przyciągające rzesze turystów plaże, jedna to właśnie najsłynniejsza Copacabana, druga to Ipanema znajdująca się trochę bardziej na zachód. Trzecia to Leblon, która właściwie jest kontynuacją Ipanemy, acz obie dzieli kanał. Wszystkie trzy plaże noszą nazwy dzielnic i tu warto dodać, że to najspokojniejsza i najbardziej turystyczna część Miasta Boga, przy okazji najdroższa. My przeszliśmy się tą najsłynniejszą, na pozostałe tylko rzuciliśmy okiem.

Ulica Peru, czyli miejsce z Bonda
Ulica Peru, czyli miejsce z Bonda

Okolica ta początkowo się nazywała Sacopenapã, co w języku Tupi oznacza „drogę socó”, przy czym socó to określenie gatunku niewielkiego ptaka. Obecna nazwa pochodzi z połowy XVIII wieku, kiedy to wybudowano kaplicę dla repliki obrazu Świętej Dziewicy z Copacabany (Virgen de Copacabana), która jest patronką Boliwii. Copacabana zaś to miasteczko nad Jeziorem Titicaca, nieopodal Isla del Sol i Isla de la Luna. Stąd też pochodzi słowo „copacabana” i są dwie możliwości jego znaczenia: albo wywodzi się z języka plemienia Aymara „ota kaguana” oznaczającego widok na jezioro albo jest imieniem bóstwa płodności – Kotakawana – z mitologii plemienia znad Titicaca. Kotakawana był bóstwem męskim, rzekomo zamieszkującym wody jeziora wraz ze swoim dworem. Jego rola przypominała grecką Afrodytę lub rzymską Wenus. Ta hipoteza o pochodzeniu nazwy Copacabana wydaje się o tyle prawdopodobna, że uzasadnia pojawienie się w tym miejscu Matki Boskiej, która często zastępowała bóstwa płodności, urodzaju i domowego ogniska.

Promenada Copacabana z charakterystycznymi falkami
Promenada Copacabana z charakterystycznymi falkami

Fort Copacabana

Plaża Copacabana ciągnie się przez cztery kilometry. Formalnie pomiędzy drugim a szóstym punktem ratowników wodnych. I tu ciekawostka, bowiem w szóstej wieży ratowników prawdopodobnie nigdy nie było żadnego ratownika. Oprócz tego na obu końcach plaży znajdują się forty: na północnym krańcu przed drugim punktem jest Fort Duque de Caxias z 1779 roku, zaś na południu za szóstym punktem znajduje się Fort Copacabana z 1914 roku. Fort ten jest otwarty do zwiedzania i pełni obecnie raczej rolę terenu spacerowego z małymi restauracyjkami. Choć cały czas jest to obiekt wojskowy. Są tu wystawione działa i mamy przede wszystkim wspaniały widok na całą plażę oraz wznoszącą się Głowę Cukru w tle.

Plaża Copacabana (Rio De Janeiro)
Plaża Copacabana

Wzdłuż plaży ciągnie się Avenida Atlântica, najważniejsza w Rio nadmorska promenada, przy której są najdroższe hotele, restauracje i puby, tutaj życie tętni w dzień i w nocy. Plaża to też bardzo spokoje miejsce. Są tam zarówno bary, jak i mnóstwo ludzi, jedni się opalają, inni bawią, jeszcze inni pływają bądź surfują. Ot taka idealna Brazylia. Sam deptak tej promenady został wykonany w tradycyjnym portugalskim stylu: wyłożony mozaiką drobnych płytek, które tworzą wzór, w tym przypadku zgeometryzowanych fal. Ten wzór pochodzi z lat 30. XX wieku, a w roku 1970 promenada wraz z deptakiem zostały przebudowane, zachowując charakterystyczną mozaikę. Natomiast na plaży było wiele osób, choć w tej porze roku nie widzieliśmy tłumów.

Fort Copacabana
Fort Copacabana

Copacabana na filmowo

Aleja Atlantycka została ładnie odwzorowana w filmie „Rio”, gdy Blue po raz pierwszy jedzie samochodem po mieście. Co więcej tu przez chwilę widzimy Jamesa Bonda w „Moonrakerze”. Miejsce zdjęciowe dość łatwo znaleźć, bowiem trzeba się udać do skrzyżowania z ulicą República do Peru. Znów w tym momencie jest to bardziej ujęcie uwiarygodniające Rio, niż wpływające na akcję. Copacabana została też wykorzystana w filmie „Miasto Boga”, a także w „Człowieku z Rio” z Jeanem-Paulem Belmondo. Tam też mamy piękne ujęcie z wychodzeniem za okno w jednym z hoteli. Z filmów warto wspomnieć o jeszcze jednej produkcji. „Szybcy i wściekli 5”, część akcji dzieje się w Rio, ale większość była kręcona w Puerto Rico. W samym Mieście Boga nakręcono jedynie ujęcia uwiarygodniające, czyli przede wszystkim te na których widać gdzieś w tle Głowę Cukru czy Jezusa.

Saara i trochę dalsze okolice Rua da Alfândega, czyli targ miejski
Saara i trochę dalsze okolice Rua da Alfândega, czyli targ miejski

Bezpieczeństwo w Rio de Janeiro

Na koniec warto jeszcze napisać o bezpieczeństwie w Mieście Boga. To temat rzeka i chyba dobrze ukazuje Brazylię jako całość. Choć władze miasta, zwłaszcza przy okazji igrzysk olimpijskich, starały się zrobić wszystko, by polepszyć bezpieczeństwo turystów, Rio wciąż spowite jest czarną legendą, nie bez powodu. W centrum z pewnością zobaczymy wielu żebrzących, czasem nawet bardzo mocno zaczepiających. W niektórych częściach miasta słychać strzały. Nawet w śródmieściu jest mnóstwo bezdomnych, niektórzy nawet śpią tuż pod hotelami. Turyści noszą plecaki na brzuchu, zaś fawele szybko nie będą bezpieczną atrakcją turystyczną. Jednocześnie rocznie przybywają tam miliony turystów. Większość z nich wraca bezpiecznie do domu. Na Copacabanie widzieliśmy ludzi, którzy zostawiają swoje telefony i portfele bez opieki i idą się kąpać w oceanie. Oba te obrazy współistnieją ze sobą i oba są prawdziwe. Bezpieczeństwo w Rio to mieszanka trzymania się utartych, turystycznych ścieżek, nie podejmowania ryzyka, ostrożności i odrobiny szczęścia. My na przykład mocno posiłkowaliśmy się Uberem.

Działa w forcie
Działa w forcie

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak brazylijski
Rio de Janeiro
Szlak filmowy
Rio de Janeiro

Pustynia Yuma: Buttercup Valley – Diuna i Tatooine

Wielkich pustyń piaszczystych wcale nie ma tak wiele, zwłaszcza poza półwyspem arabskim. Stosunkowo niewielki obszar Sahary zajmują różne większe i mniejsze ergi (jak choćby Erg Chebbi w Maroko). Gdzie zatem można kręcić takie planety jak Tatooine, czy jeszcze bardziej Arrakis? Często na dość niewielkich obszarach piaszczystych. Jednym z takich miejsc jest pustynia Yuma (ang. Yuma Desert), a dokładniej Buttercup Valley.

Buttercup Valley, czyli Tatooine
Buttercup Valley, czyli Tatooine

Pustynia Yuma: Imperial Sand Dunes

Buttercup Valley to właśnie piaszczysty fragment pustyni Yuma, w dużej mierze porośniętej różnymi jukami i kaktusami. Pustynia ta rozciąga się na terenie stanów Yuma i Kalifornia, ale interesująca nas dolina jest już w kalifornijskiej części. By tu dotrzeć, trzeba kierować się na Imperial Sand Dunes. Tam znajduje się darmowy parking i można wejść na piasek.

Imperial Sand Dunes
Imperial Sand Dunes

Diuny są duże, sprawiają wspaniałe wrażenie, choć nie zajmują zbyt wielkiego obszaru. Ze szczytów najwyższych wydm widać koniec pustyni. Ale to jest dość typowe dla innych ergów. Gorzej, że pustynia niestety bywa miejscami też trochę zarośnięta. To właśnie spowodowało, że gdy kręcono tu sceny do „Powrót Jedi” wpierw ją „odchwaszczono”.

Wydmy na pustyni Yuma
Wydmy na pustyni Yuma

Buttercup Valley i inne filmy

Bliskość Kalifornii sprawiła, że miejsce to znalazło swoje miejsce u filmowców. To najbliższa piaszczysta pustynia z Hollywood, więc kilka ekip tu trafiło. Zresztą dotyczy to nie tylko Buttercup Valley, ale również całego hrabstwa Imperial. Tak więc to tutaj Mel Brooks kręcił piaszczysty księżyc Vegi z „Kosmicznych jaj”, Roland Emmerich Abydos z „Gwiezdnych wrót” czy David Lynch Arrakis w swojej wersji „Diuny”. Część ujęć „Diuny” faktycznie powstała w Buttercup Valley, czyli tam gdzie „Gwiezdne Wojny”. Jeszcze ciekawszy jest fakt, że Lynch był wcześniej jednym z kandydatów do roli reżysera „Powrotu Jedi”, więc to miejsce było mu sądzone.

Pustynia Yuma
Pustynia Yuma
Pustynia Yuma w filmie „Kosmiczne jaja” to pustynny księżyc planety Vega. Tu nagrywano słynną scenę z przeczesaniem pustyni.
Pustynia Yuma w filmie „Kosmiczne jaja” to pustynny księżyc planety Vega. Tu nagrywano słynną scenę z przeczesaniem pustyni.

Co ciekawe, filmowcy zainteresowali się tym miejscem już w latach 30. XX wieku. Wówczas powstawało tu wiele westernów, filmów wojennych czy przygodowych. To była ziemia Komanczów („Ostatni Komancze” z 1953), północna Afryka (np. „Braterstwo krwi” z 1939) czy Mezopotamia („Patrol na pustyni” z 1934). No i jeszcze „Casablanca”, oraz „Lawrence z Arabii” Davida Leana (dokładniej odgrywało część pustyni po drodze do Egiptu).

Pustynia Yuma, za nią znajduje się granica z Meksykiem
Pustynia Yuma, za nią znajduje się granica z Meksykiem

Pustynia Yuma i „Powrót Jedi”

Ale zdecydowanie najlepiej rozpoznawalnym i przy okazji dobrze udokumentowanym filmem są „Gwiezdne Wojny”. Po raz pierwszy pojawiła się tu ekipa „Powrotu Jedi”. Zdjęcia trwały od 12 do 24 kwietnia 1982. Wybudowano tu jamę Carcoon, w której mieszkał Sarlacc, a także barkę Jabby. Nakręcenie kilku ujęć z Tatooine było łatwiejsze tutaj niż powrót do Tunezji. Zresztą to spowodowało, że ekipa Lucasa trafiła tu także w 1996, gdy robiono dokrętki do „Wersji specjalnej” oryginalnej trylogii. Ponownie nagrano tu ujęcia Tatooine, które dołożono w „Nowej nadziei”. Dziś ciężko odróżnić, które ujęcia są z Tunezji, a które ze Stanów.

Pustynia Yuma
Pustynia Yuma
W Buttercap Valley (pustynia Yuma) zbudowano makietę barki żaglowej Jabby na potrzeby filmu „Gwiezdne Wojny: Powrót Jedi”.
W Buttercap Valley (pustynia Yuma) zbudowano makietę barki żaglowej Jabby na potrzeby filmu „Gwiezdne Wojny: Powrót Jedi”.

Piasek może i wygląda wszędzie podobnie, zresztą tak jak i wydmy. Ale z tych bardzo fajnie widać skały, który znajdują się w tle ujęć „Powrotu Jedi”. Więcej o Buttercup Valley i Gwiezdnej sadze przeczytacie tutaj.

Yuma: Diuny niczym z Arrakis
Yuma: Diuny niczym z Arrakis
Yuma w filmie „Diuna” (1984) Davida Lyncha, grała Arrakis.
Yuma w filmie „Diuna” (1984) Davida Lyncha, grała Arrakis.

Pustynia Yuma: Dojazd i inne atrakcje

Buttercap Valley znajduje się tuż przy granicy z Meksykiem. Nie trzeba się wysilać, by dostrzec mur na granicy. Zarówno parking, jak i samo chodzenie po diunach jest darmowe. Można za to spróbować wynająć sobie np. quada, ale przynajmniej gdy tam byliśmy, nie było na to zbytnio chętnych.

Diuny
Diuny
Buttercup Valley
Buttercup Valley

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak amerykański
Pustynia Yuma
Szlak filmowy
Pustynia Yuma

Tokio, japońskie megalopolis i kino

Tokio (jap. 東京都), stolica Japonii i jednocześnie największy obszar metropolitalny na świecie. Wielka aglomeracja Tokio (lub Tokio-Jokohama), obejmująca także sąsiednie prefektury, zajmuje największą równinę tego kraju. Liczba ludności Tokyo Megalopolis Region to 38 mln (stan z 2017), czyli prawie tyle samo co ludność całej Polski. Taki obszar musiał także znaleźć swoje odzwierciedlenie w kinie i o tym trochę dziś napiszemy, choć niejako przy okazji.

W Tokio jest bardzo dużo terenów zielonych, nawet niewielkich. Cieszą szczególnie w trakcie hanami.
W Tokio jest bardzo dużo terenów zielonych, nawet niewielkich. Cieszą szczególnie w trakcie hanami.

Historia Tokio

Do roku 1868, miasto nazywało się Edo (江戸, co znaczy tyle co brama na zatokę), stąd historyczne zabudowania są określane jako „okres Edo”. Pierwsza wzmianka o osadzie rybackiej położonej na przedpolu późniejszego zamku Edo pochodzi z XII wieku. Edo od 1603 r. jest siedzibą szogunatu założonego przez Ieyasu Tokugawę (jeden z trzech zjednoczycieli państwa), lennem otrzymanym od swojego sojusznika Hideyoshi Toyotomi (drugi zjednoczyciel). Edo stało się faktyczną stolicą kraju, odkąd ród Tokugawa przeniósł rządy szogunów z Kioto, które zostało jedynie siedzibą cesarza o znikomej realnej władzy.

Ogrody Hamarikyū, Tokio
Ogrody Hamarikyū, Tokio

Wraz z restauracją cesarskiego rodu Meiji, obaleniem rządów szogunatu i objęciem pełni władzy przez cesarza Mutsuhito w 1868 roku, Edo zmieniło nazwę na Tokio, czyli „wschodnia stolica”. W epoce Meiji Tokio się mocno modernizowało i rozbudowywało. Katastrofa przyszła w 1923 roku – potężne trzęsienie ziemi niemal zrównało miasto z ziemią, grzebiąc prawie 150 tysięcy ludzi. Miasto odbudowywano bardzo intensywnie, potem przyszła kolejna tragedia. Amerykańskie bombardowania z czasu II wojny światowej pochłonęły około 200 tysięcy ofiar – więcej niż zginęło w wyniku wybuchu bomb atomowych nad Hiroszimą i Nagasaki. Po wojnie ruszyła kolejna odbudowa, zresztą całej Japonii. Nowe budynki stawiano z materiałów niepalnych, opracowywano także technologie anty-sejsmiczne. Pozostałości starej zabudowy usunięto, tylko wybrane budynki o znaczeniu historycznym zrekonstruowano na bazie nowych konstrukcji.

Tokio zaskakuje dużą ilością terenów zielonych
Tokio zaskakuje dużą ilością terenów zielonych

Tokio obecnie

Stolica Japonii to miasto o przewadze średnio-wysokiej zabudowy, liczącej do 10 pięter, z rozległymi dzielnicami tradycyjnej zabudowy jednorodzinnej. Nie ma tutaj wielu wysokich budynków (łącznie 28 budynków o wysokości przynajmniej 200 metrów), najwyższy to zbudowany w 2014 roku Toranomon Hills o wysokości 255 metrów. Wyższe są tylko dwie wieże telewizyjne: Tokyo Skytree (634 m) i Tokyo Tower (333 m), o wyglądzie przypominającym paryską Wieżę Eiffla. Tokyo Skytree to druga co do wielkości konstrukcja na świecie (po Burj Khalifa o wys. 828 m w Dubaju).

Yoyogi National Gymnasium
Yoyogi National Gymnasium. Pojawia się w tle przejazdu Jamesa Bonda przez Tokio.

Centralne dzielnice Tokio mają charakter głównie komercyjny, choć wielofunkcyjny. Istotnym problemem władz miasta jest duża dobowa migracja ludności: do bogatego w biura, centra handlowe, urzędy i tym podobne obiekty za dnia przybywa wielu ludzi, by po godzinach pracy wracać w bardziej oddalone dzielnice mieszkalne. Powoduje to znaczne obciążenie komunikacji zbiorowej i prywatnej (zwłaszcza tej pierwszej). Stąd władze miasta wspierają budownictwo wielorodzinne o wysokościowym charakterze w dzielnicach centralnych.

Tokyo Tower
Tokyo Tower

Pralkowce i architektura metaboliczna, czyli najsłynniejsze zabytki w Tokio

Tu warto zdementować jedną rzecz. Japończycy nie mieszkają na małych powierzchniach. Średnia wielkość gospodarstwa domowego to 95 m2! (W Polsce w 2016 roku – 77,2 m2). Ale dotyczy to oczywiście zamożnych Japończyków. Młodzi i biedni mają do dyspozycji czasem nawet 8 m2 przestrzeni życiowej. Za to japońskie mieszkania są niskie – standard to 2,2 metra wysokości, u nas wymagane minimum w mieszkaniu to 2,5 m, ale standard nowych mieszkań to 2,6-2,7 m., zaś domów około 3 metrów wysokości. Przykładem budownictwa metabolicznego jest Nakagin Capsule Tower w Tokio, czyli jeden z „pralkowców”. Jest to też pierwsza lokacja filmowa na naszej liście. Pojawiła się w tle w filmie „The Wolverine” Jamesa Mangolda z cyklu o X-Menach.

Słynne, tokijskie pralkowce
Słynne, tokijskie pralkowce
„Wolverine” i Nakagin Capsule Tower (Tokio, Japonia)
„Wolverine” i Nakagin Capsule Tower (Tokio, Japonia)

Nurt architektury metabolicznej oznacza tworzenie jednostek mieszkalnych kompletnie wyposażonych w urządzenia niezbędne do zapewnienia podstawowych potrzeb organizmu, stąd nazwa. Mieszkanka budowane głównie w latach 70. XX wieku swoją powierzchnią 2,3×3,8 metra i wysokość 2,1 m. miały pierwotnie służyć podróżującym biznesmenom, dziś są mieszkaniami dla ubogich. Po tym nurcie ostały się jeszcze popularne w tym kraju hotele kapsułowe.

Wejście do Sensō-ji, Asakusa, Tokio
Wejście do Sensō-ji, Asakusa, Tokio

Asakusa i Sensō-ji, najsłynniejsza świątynia w Tokio

Zwiedzanie Japonii to w dużej mierze zwiedzanie świątyń, dotyczy to także stolicy. W Tokio zaczęliśmy od buddyjskiej świątyni Sensō-ji w dzielnicy Asakusa. Jest najstarszą tokijską świątynią, jej początki według legend datuje się aż na pierwszą połowę VII wieku naszej ery. Dwaj rybacy mieli znaleźć w rzece Sumida posążek bodhisattwa (osoby, która usilnie pracuje nad osiągnięciem stanu buddy lub go osiągnęła) Kannon, znanego w języku angielskim jako „bożek miłosierdzia”. Sołtys wioski, z której pochodzili rybacy, rozpoznał świętość figurki i własny dom przeorganizował na wzór świątyni. To właśnie były zręby Sensō-ji. Przetrwała ona (wraz z licznymi modyfikacjami) do czasu II wojny światowej, kiedy to została zniszczona w wyniku bombardowań. Po wojnie świątynię odbudowano.

Sensō-ji, Asakusa w trakcie kwitnienia wiśni
Sensō-ji, Asakusa w trakcie kwitnienia wiśni

Obecnie Sensō-ji jest w czołówce najchętniej odwiedzanych świątyń w Japonii. W dodatku oglądać ją można całą dobę. W nocy jest przepięknie oświetlona. Przed nią w dzień i wieczorami znajdziemy targowiska, czyli nieodłączną część japońskich świątyń. Popularne i gwarne okolice można też zwiedzać rykszą. Wejście jest darmowe z wyjątkiem pewnej części głównego pawilonu, tam zwiedzanie jest też ograniczone czasowo.

Pagoda w Sensō-ji
Pagoda w Sensō-ji

Świątynia shinto – Yasukuni

Yasukuni to świątynia narodowej religii Japonii – shinto. Pierwotną religią japońską, mniej więcej do VI wieku n.e. były kulty animistyczne o rozbudowanej mitologii. Gdy na wyspy dotarło nauczanie Buddy, stare religie zaczęto określać mianem shinto, czyli „drogi bogów”. Oprócz niezliczonych bóstw (do dziś pamięta się o garstce z nich), czczono duchy przodków – kami, a z czasem także kolejnych cesarzy, których to uważano za potomków naczelnego bóstwa Amaterasu. Jednak buddyzm wpływał silnie na pierwotną religię, zmieniając jej naukę i filozofię. W XVIII wieku pierwotna wersja shinto przeżywała swój renesans, zaś w XIX wieku wraz z upadkiem szogunatu, shinto zostało uznane za religię państwową.
Sami Japończycy nie są przesadnie wierzący – shinto kultywują raczej na zasadzie więzi z tradycją, podkreślenia swojej odrębności, wspominania historii przez kult duchów przodków. Jednocześnie mają bardzo synkretyczne podejście: małżeństwa są zawierane w obrządku shintoistycznym, zaś pogrzeby przeważnie są buddyjskie. Więcej o szinto pisaliśmy w pisie o Nikko.

Yasukuni Jinja, świątynia szintoistyczna
Yasukuni Jinja, świątynia szintoistyczna

Yasukuni Jinja to shintoistyczna świątynia założona przez cesarza Meiji w 1869 roku dla uczczenia Japończyków poległych w służbie cesarzowi. Miało to związek z japońską wojną domową Boshin („wojna roku smoka”) z lat 1868-69, kiedy to obalono władzę szogunów na rzecz silnych rządów cesarza. Kolejne wojny, w które angażowała się Japonia, powiększały grono kami – czyli dusz – poległych żołnierzy, którym oddawano cześć. Od czasu wojny Boshin Japonia brała udział łącznie w 16 konfliktach, spośród których największe żniwo zebrała II wojna światowa. Księga Dusz liczy obecnie 2 466 584 kami.

Sensō-ji, Asakusa nocą
Sensō-ji, Asakusa nocą

Kontrowersje związane z pamięcią narodową

I tu dochodzimy do kontrowersji związanych z Yasakuni. Otóż, podczas II wojny światowej Japończycy dopuścili się licznych okrucieństw i zbrodni przeciwko pokojowi, ludzkości i ludobójstwa. Międzynarodowy Trybunał Wojskowy dla Dalekiego Wschodu zwołany w Tokio po II WŚ oskarżył 28 Japończyków – wojskowych i polityków – o zbrodnie wojenne. Siedmiu z nich powieszono, reszta dostała dożywotnie więzienia. Nie przeszkadzało to jednak władzom duchowym i politycznym w Japonii na „wyniesienie na ołtarze” kami tych zbrodniarzy. Ich nazwiska znajdują się w Księdze Dusz w Yasakuni, co jest powodem spięć politycznych między innymi z Chinami, Tajwanem i obu Koreami. W Yasukuni nie czci się żadnych z tradycyjnych japońskich bóstw, lecz jedynie poległych żołnierzy – to jest więc swoiste miejsce pamięci.

Park Ueno, Tokio
Park Ueno, Tokio

Park Ueno w Tokio

Głównym miejscem naszego hanami początkowo miał być park Ueno. Pogoda nam nie dopisała, wiśnie zakwitły tu wcześniej, ale park i tak jest wart uwagi. Liczy sobie 53 hektary, obecny został założony w 1923 roku dzięki darom cesarza, stąd jego oficjalna nazwa Ueno Onshi Kōen, która oznacza „Cesarski dar – park Ueno”. Jednak historia parku sięga drugiej połowy XIX wieku. Podczas wojny domowej zburzono zamek Edo i znajdującą się u jego podnóża świątynię – włości szogunów z rodu Tokugawy. Na ich miejscu powstało pierwsze założenie parkowe.

Lampiony w parku Ueno
Lampiony w parku Ueno

Muzeum Narodowe

W parku Ueno znajduje się największe i najstarsze muzeum w Japonii: założone w 1872 roku Muzeum Narodowe w Tokio. Nas interesowała przede wszystkim Galeria Japońska z eksponatami związanymi z historią, religią i kulturą kraju. Warte odwiedzenia, zwłaszcza na sam początek przygody z Krajem Kwitnącej Wiśni. Owszem są tam też zbiory z innych części świata, ale to chyba nie jest aż tak istotne w tym wypadku. Co innego kimona, czy katany.

Jedna z katan w muzeum narodowym
Jedna z katan w muzeum narodowym

Katana albo miecz samurajski to najbardziej kojarzona z Japonią broń biała. Po raz pierwszy podobna szabla, znana jako „miecz chiński”, pojawia się w okresie Nara (VIII wiek). Między XIV a XVI wieku miecz podobny do katany był popularny wśród uboższych, pieszych wojowników. Dopiero w okresie Edo (XVII – XIX w.) pojawiła się klasyczna katana. Produkcja mieczy została usystematyzowana, ich noszenie obrosło rytuałem. W okresie II wojny światowej japońscy oficerowi nosili miecze guntō, które były stylizowane na katany. Jednak ponieważ była to produkcja masowa i słabej jakości, nawet dziś istnieje obowiązek niszczenia guntō. Obecnie oryginalne katany wytwarzane są w limitowanych ilościach, regulowanych przez rząd.

Muzeum Narodowe w Tokio
Muzeum Narodowe w Tokio

Ciekawostką jest, że stal ostrza jest wyprodukowana z żelaza wypłukiwanego z górskich strumieni w postaci czarnych samorodków. Taką stal produkuje się 2 do 3 razy do roku wyłącznie w Japonii. Wokół tego rozrosła się legenda o wyjątkowości tej stali. Proces wielokrotnego jej przekuwania jednak wynika wprost z gorszej jakości żelaza wydobywanego w Japonii. Ma wysoką nieczystość i nierówne rozłożenie węgla w materiale, co wymusza na miecznikach korzystanie z bardziej wyrafinowanych metod kucia stali. Obecnie dałoby się sprowadzać lepszą stal, ale historycznie lepiej wspierać legendę o wyjątkowości.

Posoborowy kościół katolicki, Franciscan Chapel Centre w Tokio
Posoborowy kościół katolicki, Franciscan Chapel Centre w Tokio

Tokio: Roppongi i Franciscan Chapel Centre

Zwiedzając świątynie warto też zajrzeć do chrześcijańskiej. Franciscan Chapel Centre w dzielnicy Roppongi w Tokio – jeden z nielicznych kościołów katolickich w Tokio, w dodatku taki z mszą w języku angielskim. Świątynia została konsekrowana i otwarta dla wiernych w 1967 roku. Jej architektura i wystrój ściśle stosuje się do zasad organizacji przestrzeni kościoła zapisanych podczas Soboru Watykańskiego II, co jest jednym z powodów, dla których warto tu zajrzeć. Wciąż tego typu kościołów spotyka się stosunkowo niewiele. Drugi powód to lokalny synkretyzm. Pewne elementy religii shintoistycznej i buddyjskiej zadomowiły się także w kościele katolickim. Choćby zawieszki z modlitwami i intencjami – podobne są w rodzimych świątyniach Japończyków.

Dzielnica Roppongi
Dzielnica Roppongi

O religijności Japończyków warto wiedzieć, że 57% z nich nie utożsamia się z żadną religią. Najliczniejszych wyznawców ma buddyzm: 37%, potem shintoizm i inne religie: 4,7%. Chrześcijaństwo wyznaje zaledwie 1,6% mieszkańców. Kościołów chrześcijańskich rzeczywiście wielu nie widać. Warto jest zwrócić uwagę na to, że nieutożsamianie się z żadną religią nie musi oznaczać braku praktyk religijnych (i to przynajmniej dwóch różnych na raz, zwykle shinto i buddyzmu) traktowanych jako element tradycji. Zaś przyznanie się do religii nie musi oznaczać wiary, ale może się ograniczać właśnie do elementu tożsamości.

Słynny targ rybny Tsukiji w Tokio
Słynny targ rybny Tsukiji w Tokio

Słynny targ rybny Tsukiji w Tokio

Największy targ rybny w Tokio to Tsukiji. Można wybierać między stoiskami z rybami, wodorostami, przetworami i owocami morza do zakupu do domu lub restauracji lub stoiskami i lokalami, gdzie przygotowują specjały na miejscu. Na niektórych stoiskach są wystawione darmowe próbki do częstowania się, na przykład suszone kraby obtoczone w cukrze… Targ dziś jest atrakcją przyciągającą turystów, ale tylko najbardziej zdeterminowani mają szansę zobaczyć licytację tuńczyków. Ta odbywa się bardzo wcześnie rano i ma ograniczoną liczbę miejsc (no i nie można robić zdjęć). Ludzie potrafią czekać na to od 4 lub 5 rano. Większość jednak sobie odpuszcza tę atrakcję. Targ i okolice (w tym Hamarikyu Gardens) pojawiły się w filmie „W stronę słońca” z Stevenem Seagalem. I tu mała uwaga. Obecnie sam targ został przeniesiony na sztuczną wyspę Toyosu.

Stragany na Tsukiji
Stragany na Tsukiji

Blisko targu znajduje się jedna z bardziej niezwykłych świątyń buddyjskich, jakie widzieliśmy: Tsukiji Hongan-ji. Ta zbudowana w latach 1931-39 świątynia jest wyraźnie inspirowana architekturą Zachodu i Południowej Azji. Nam przywodziła na myśl budynki oper. Hongan-ji jest jednym z miejsc pielgrzymkowych: jest to miejsce przechowywania relikwii i kultu dwóch mnichów buddyjskich i japońskiego księcia.

Świątynia buddyjska Tsukiji Hongan-ji
Świątynia buddyjska Tsukiji Hongan-ji

Dzielnica Ginza w Tokio

Ginza, biznesowa i najdroższa dzielnica Tokio. Jej nazwa pochodzi od mennicy srebra (ginza), która mieściła się tutaj w okresie Edo. Rozwój tego obszaru jako luksusowego nastąpił po tragicznym trzęsieniu ziemi w 1923 roku. Niektóre budynki są ładne, ale musimy przyznać, że w naszej wyobraźni Japonia to było większe stężenie high-tech. Jeśli szukacie miasta XXI wieku, wybierzcie się np. do Singapuru. Niestety Szanghaj czy Dubaj powodują, że mieliśmy trochę inne oczekiwania. Ginza jest ładna, zielona, ale nie tak futurystyczna.

Ginza, Tokio
Ginza, Tokio

Godzilla i wytwórnia TOHO

Japonia kojarzy się z filmami o Godzilli, prawda? Proszę bardzo, Godzilla pośród wieżowców! Niewielki skwer w dzielnicy Ginza potwór okupuje od 1995 roku pomnikiem w starszej wersji z lat 1984 – 1995. Tuż przed naszą podróżą, bo 22 marca 2018 roku skwer został przemianowany na Godzilla Square, a pomnik zastąpiono nową wersją Godzilli. Shin Godzilla to postać z filmu anime z 2016 roku, który na zachodzie był klapą, zaś w Japonii okazał się sukcesem finansowym. Nas cieszy każda Godzilla. Japończyków najwyraźniej też, bo pod pomnikiem był spory tłumek.

Pomnik Godzilli
Pomnik Godzilli

Godzilla to najdłużej istniejąca seria filmowa na świecie. Kolejne filmy powstają w wytwórni TOHO (i nie tylko) regularnie od 1954 roku i liczą już 28 produkcji pełnometrażowych, a dodatkowo seriale animowane, gry komputerowe, książki, komiksy, amerykańskie remake’i… Dla porównania najdłużej istniejąca zachodnia seria filmowa to filmy o Jamesie Bondzie. Powstają one od 1962 roku i liczą 24 oficjalne i 3 niezależne produkcje. Godzilla to metafora strachu przed bombą atomową i skutkami promieniowania. Jej nazwa zaś to połączenie japońskich słów oznaczających goryla i wieloryba. Charakterystyczny ryk potwora powstał przez pocieranie o struny kontrabasu rękawicą nasączoną w żywicy.

Wieżowce w dzielnicy Ginza
Wieżowce w dzielnicy Ginza

Godzilla wiele razy niszczyła Tokio i inne części Japonii. Generalnie w filmach Kaiju (czyli innymi słowy tych o potworach), fabuła najczęściej wiąże się z tym, że jakiś potwór się przebudza, ląduje na Ziemi i decyduje się zniszczyć coś w Japonii. Często pada na Tokio, bo tu mieszka najwięcej ludzi. Oprócz Godzilli, druga najbardziej znana seria w tym gatunku to „Gamera”, czyli super żółw, przyjaciel dzieci. W kinach w Polsce w latach 80. był znany pod tytułem „Super potwór”.

Pałac Cesarski w Tokio
Pałac Cesarski w Tokio

Pałac Cesarski w Tokio

Dość blisko Ginzy znajdują się okolice Pałacu Cesarskiego. Zwiedzanie jest możliwe z uprzednią rezerwacją, którą można zrobić jedynie na miejscu. Za to można spacerować po obszernym parku wokół Pałacu. Cały kompleks pałacowy zajmuje obszar porównywalny z Central Parkiem w Nowym Jorku – 340 hektarów.

Kamienny most przy pałacu cesarskim
Kamienny most przy pałacu cesarskim

Po obaleniu szogunatu Tokugawy w 1867 roku, zburzono jego siedzibę, zamek Edo. Stolicę kraju i dwór cesarski przeniesiono z Kioto do Edo, które przemianowano na Tokio (Wschodnia Stolica, jako nawiązanie do leżącego na zachodzie Kioto, acz takie nazewnictwo stolic wywodzi się z Chin). Podczas II wojny światowej pałac został zniszczony, a jego odbudowa i modernizacja trwały do 1968 roku. Choć nie da się go normalnie zwiedzać, to jednak park i okolica jest bardzo popularna wśród turystów. Znajduje się tutaj jeden z najbardziej znanych widoków z Japonii – tak zwany „podwójny most”. W rzeczywistości są to dwa mosty: Kamienny Most Głównej Bramy i położony za nim Żelazny Most Głównej Bramy. Z odpowiedniego miejsca perspektywa stwarza złudzenie, że jest to jeden most kamienny z żelazną balustradą. To także dobre miejsce na spoglądanie na dzielnicę biznesową, czyli Ginzę. Zaś wspomniany most widać przez chwilę w „Ostatnim Samuraju” Edwarda Zwicka.

Pomnik samuraja Kusunoki Masashige, który zasłynął wiernością cesarzowi (i seppuku).
Pomnik samuraja Kusunoki Masashige, który zasłynął wiernością cesarzowi (i seppuku).

Pałac Cesarski jest otoczony parkiem, do którego jest swobodny dostęp. Nabrzeże fosy także dostarcza przyjemności obcowania z naturą. Udało nam się trafić na kilka kwitnących wiśni. W fosie są żółwie – oczywiście ozdobne, z Ameryki Środkowej i Południowej – a w parku rozlega się ochrypłe nawoływanie licznych kruków.

Budynek Japońskiego Zgromadzenia Narodowego
Budynek Japońskiego Zgromadzenia Narodowego

Najsłynniejsze skrzyżowanie w Tokio

Bardziej ikoniczne miejsca to na przykład skrzyżowanie Shibuya. Jedno z najlepiej rozpoznawalnych miejsc w Tokio, które chętnie jest wykorzystywane przez filmowców, by uwiarygodnić miejsce akcji. I tam jest dużo ludzi. Bardzo dużo ludzi, a skrzyżowanie uchodzi za jedno z najbardziej ludnych na świecie. Z tym miejscem wiąże się jeszcze przedwojenna historia psa Hachikō. Znajduje się tu słynny pomnik pieska, który z jednej strony przyciąga turystów, z drugiej stanowi też doskonały punkt orientacyjny, gdzie można się umówić.

Słynne skrzyżowanie Shibuya
Słynne skrzyżowanie Shibuya
„Szybcy i wściekli: Tokio Drift” i skrzyżowanie Shibuya. Tu pościg ulicami Tokio nagle musi spowolnić, gdy docieramy do najtłoczniejszego przejścia dla pieszych.
„Szybcy i wściekli: Tokio Drift” i skrzyżowanie Shibuya. Tu pościg ulicami Tokio nagle musi spowolnić, gdy docieramy do najtłoczniejszego przejścia dla pieszych.

Hachikō był psem rasy akita. Zwykł odprowadzać swojego pana do pracy, a następnie czekać na jego powrót pod stacją Shibuya. Właściciel, profesor rolnictwa – Hidesaburō Ueno, niestety nagle zmarł w miejscu pracy. Nie pojawił się na stacji. Pies zaś przez kolejne dziesięć lat przychodził tam, czekać na pana. Stał się legendą. Jeszcze za życia wybudowano mu pomnik. Ten został zniszczony podczas II wojny światowej. W 1948 odsłonięto nowy pomnik Hachiko, który stoi w tym miejscu do dziś.

Pomnik psa Hachikō
Pomnik psa Hachikō

Natomiast skrzyżowanie Shibuya wiąże się z wymieniem całej listy filmów. Choćby „Szybcy i wściekli: Tokio Drift”, „Między słowami” Sofii Coppoli, „Babel” Alejandro G. Iñárritu, „Resident Evil: Afterlife”. Często skrzyżowanie to jest łączone z Kabukichō w dystrykcie Shinjuku. Tam z kolei mamy kilka ujęć z „Kill Billa części 1” Quentina Tarantino. Kabukichō słynie z neonów i miejsc imprezowych, jest to także tokijska dzielnica czerwonych latarni.

Nowy ratusz
Nowy ratusz

Ratusz tokijski

Na uwagę zasługuje też gmach ratusza znajdujący się w Shinjuku. Zważywszy jak wielki jest obszar metropolitalny Tokio, rozmach tutaj nie dziwi. Ale konstrukcja jest dość ekstrawagancka, jak na stonowaną Japonię. Mając więcej czasu można też przejść się do dzielnicy rządowej, choć ta nie robi specjalnego wrażenia. Jest za to blisko pałacu cesarskiego.

Turystyczna dzielnica handlowa Takeshita
Turystyczna dzielnica handlowa Takeshita

Dzielnica handlowa Takeshita w Tokio

Innym znanym miejscem jest ulica handlowa Takeshita. Ludzi jeszcze więcej niż na Shibuya. No może trochę mniej, ale z pewnością ciaśniej. Takeshita jest jedną z istotnych atrakcji turystycznych. Przybywa tu dużo wycieczek, nam naprawdę wystarczyła chwila. Tę ulicę znów widzimy w „Szybkich i wściekłych”.

Akihabara i sklep z mangą i anime
Akihabara i sklep z mangą i anime

Słynna Chuo-Dori i Akihabara

Jeszcze jedna duża ulica handlowa to okolice Chuo-Dori. Warto zobaczyć ją, a także Akihabarę. Akihabara i Electric Town to kolejna dzielnica handlowa związana tym razem z elektroniką. Po zmierzchu wygląda bardzo po japońsku, właśnie według naszych wyobrażeń o Japonii: mnóstwo neonów, krzyczące reklamy (dosłownie i w przenośni), pstrokacizna w przestrzeni, wielkie witryny. Słowem: bombardowanie bodźcami. Tutaj rzekomo miało się spotykać wielu cosplayerów. Trochę się rozczarowaliśmy się jednak, gdyż często byli to tylko przebrani sprzedawcy. Jest to także dzielnica graczy i gier elektronicznych. Natomiast neonów można też szukać w Shinjuku dokładniej na Kabukicho.

Akihabara i neony
Akihabara i neony

Wyspa Odaiba oraz Tokio Tower

W Tokio można zobaczyć zarówno Nowy Jork, jak i Paryż i nie chodzi o żaden park miniatur. „Nowy Jork” to Most Tęczowy (Rainbow Bridge) do złudzenia przypominający Most Brooklyński i miniatura Statui Wolności na tokijskiej wyspie Odaiba. Choć i tak większa niż ta paryska Statua. „Paryż” to wieża telewizyjna w formie słynnej konstrukcji, powstała 1958 roku. Tokyo Tower można podziwiać choćby w „Incepcji” Christophera Nolana. Pisaliśmy już o niej wyżej. Zaś wracając do mostu i statui, to znów – „Między słowami”. Sam most też jest w „Kill Bill część 1”.

Statua Wolności na wyspie Odaiba
Statua Wolności na wyspie Odaiba

James Bond i hotele w Tokio

Z hoteli, zwłaszcza w kontekście filmowym, warto wymienić dwa. Pierwszy to „The New Ontani”, który pojawił się w „Żyje się tylko dwa razy”. Nie jako hotel, lecz budynek Osato Chemicals. Drugi to „Park Hayatt Tokyo”, w którym dzieje się akcja „Między słowami”. James Bond z Seanem Connerym daje możliwość zobaczenia jeszcze kilku innych miejsc, jak wnętrz areny sumo Ryogoku. W tle zaś mamy choćby Yoyogi National Gymnasium. Natomiast film Sofii Coppoli jest bardzo popularny w Tokio jako typowy set jetting (turystyka filmowa), można znaleźć nawet wycieczki jego śladem. Choć tu warto dodać, że wiąże się to przede wszystkim z oglądaniem klubów, hoteli i barów. Filmowo warto chyba jeszcze wspomnieć Akira Kurosawę i choćby jego film „Zbłąkany pies” z 1949 ukazujące intrygujące oblicze Tokio.

Hotel The New Ontani, tu w Tokio zatrzymał się 007
Hotel The New Ontani, tu w Tokio zatrzymał się 007, ale w filmie to nie był hotel.
Hotel The New Ontani (Tokio, Japonia) gra budynek Osato Chemicals, które infiltruje James Bond.
Hotel The New Ontani (Tokio, Japonia) gra budynek Osato Chemicals, które infiltruje James Bond.

Grobowce szogunów

Filmowo warto jeszcze zobaczyć świątynię Zojoji. Pojawia się w „The Wolverine”, w tle zaś widać Tokyo Tower. Obok zaś znajduje się cmentarz z grobowcami szogunów. Stąd naprawdę jest dobry widok na wieżę. Warto też pamiętać, że w wielu obrazach, Tokio pojawia się w tle, by pokazać akcję, lub reakcję na świecie. Tak jest choćby w „Pojutrze” Rolanda Emmericha, małe ujęcie jednego z wielu miast świata.

Nippon Budōkan, czyli hala widowiskowa
Nippon Budōkan, czyli hala widowiskowa

Poruszanie się po Tokio

Na koniec kilka słów o poruszaniu się po Tokio. To może na pierwszy rzut oka być problemowe. Schemat metra wygląda prawie jak talerz spaghetti. W dodatku mamy tu nie tylko różne linie, ale przede wszystkim konkurencyjnych przewoźników. Obecnie można kupić albo bilet na „wszystkie” linie, który jednak ma pewne ograniczenia, albo użyć kart typu PASMO, o których już pisaliśmy. Jak się to ogarnie, Tokio nie jest takie złe.

Pomnik dzieci w Tokio
Pomnik dzieci w Tokio

To wielkie miasto robi duże wrażenie. Faktem jest, że dawno nic nie rozjechało się tak z naszymi wyobrażeniami jak Tokio, ale to nie minus. Było inaczej niż się spodziewaliśmy. Tokio to naprawdę dobre miejsce, by rozpocząć swoją przygodę z Japonią, a jeśli podróżujecie za filmami, to tu naprawdę jest wiele rzeczy do odnalezienia.

Wieżowiec w Tokio
Wieżowiec w Tokio

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Tokio
Szlak filmowy
Tokio

Queenstown i lokacje z „Władcy Pierścieni”

Wiemy jakie jest najbrzydsze miasto Nowej Zelandii – Christchurch, a jakie nam się najbardziej spodobało? Odpowiedź jest prosta – Queenstown. Dlaczego? Tu już będzie trudniej. Po pierwsze okolica, ta jest niesamowita. A po drugie sam klimat tej miejscowości. Nie jest to nic wykwintnego, raczej typowy kurort z mnóstwem turystycznych atrakcji, ale przy tym wszystkim zadbany i autentyczny. Nie próbujący udawać niczego, to nas urzekło.

Widok na Queenstown
Widok na Queenstown

Okolice Queenstown

Przed przyjazdem nie spodziewamy się wiele, bo i inne miasta Nowej Zelandii już widzieliśmy. Uroku Queenstown na pewno dodaje położenie: otoczone górami, położone nad jeziorem o nieregularnym kształcie. Rozpościerają się tu szczyty The Remarkables. Taka nieskromna, ale przecież trafiona nazwa gór, które otaczają to miasto. Najwyższy szczyt – Double Cone – liczy 2319 m n.p.m. Jest tu dużo infrastruktury dla narciarzy. Więc już zanim docieramy do zabudowań, robimy kilka przystanków na „scenicach” i już nam się tu wszystko podoba. Góry, jezioro, drzewa.

Widok na Queenstown z Bob’s Peak
Widok na Queenstown z Bob’s Peak

Punkt widokowy na Queenstwon

Najładniejszy widok na całą miejscowość rozpościera się z gór. W samym Queenstown znajduje się kolejka linowa, można wjechać na górę i skorzystać z punktu widokowego na Bob’s Peak (ponad 750 m n.p.m.), restauracji, skoków na bungee, czy nart. Kolejka oczywiście jest płatna, ale mimo wszystko warto. Skyline wwozi nas w górę jakieś 450 m i miejscami jest to dość stromy wjazd. Można też tu wybrać się wieczorem, by stąd oglądać niebo. Oczywiście na to są specjalne wycieczki. Trasa kolejki uchodzi za najbardziej stromą na południowej półkuli. Bob’s Peak przylega do trochę wyższej góry Ben Lomond, która liczy sobie 1748 m n.p.m. Można tam przejść dłuższym spacerem. Bob’s Peak bywa też określany mianem Cementary Hill.

Centrum Queenstown
Centrum Queenstown

Centrum turystyczne

W przeciwieństwie do wielu innych miejscowości w Nowej Zelandii, Queenstown żyje do późnych godzin nocnych, nie wymiera po 18. jak wiele innych mieścin. To naprawdę niezły kurort, z wieloma różnymi knajpami. I to różnymi, nawet irlandzka z muzyką na żywo się znajdzie. Port może już nie robi takiego wrażenia, ale  parowiec na brzegu jeziora Wakatipu z górami i lasami w tle dodaje temu miejscu uroku i klimatu.

Ithilien, obóz Faramira nieopodal Queenstown
Ithilien, obóz Faramira nieopodal Queenstown

Obóz Faramira nieopodal Queenstown

Niedaleko od Queenstown znajduje się kilka miejsc na władcowej trasie po lokacjach. Najbliższe jest Ithilien, czyli obóz Faramira. Znajduje się na drodze do Glenorchy (tam też kręcono kilka ujęć z „Władcy”), tuż za Closeburn. Trzeba zjechać na kemping. Miejsce poza Googlem nie jest oznaczone. Trochę ciężko je rozpoznać bez dekoracji i filtrów, ale to jest to. Zresztą brzeg jeziora wygląda bardzo ładnie, nawet bez filmu warto się tu zatrzymać. Kręcono tu nie tylko sceny samego obozu, ale też wiele innych, które działy się blisko tej lokacji, choćby olifanta, którego podziwiali Frodo i Sam.

Ithilien, obóz Faramira
Ithilien, obóz Faramira
Okolice Queenstown, tak zwany obóz Faramira i jego okolice w filmie „Władca Pierścieni: Dwie wieże” wykorzystano w kilku scenach. W tym gotowania z Gollumem, czy oglądania olifantów.
Okolice Queenstown, tak zwany obóz Faramira i jego okolice w filmie „Władca Pierścieni: Dwie wieże” wykorzystano w kilku scenach. W tym gotowania z Gollumem, czy oglądania olifantów.

Posągi Argonath na Anduinie

Kolejne bardzo ciekawe miejsce to wąwóz Kawarau, niedaleko Chard Farm Vineyard. Znajdują się tam kolumny królów na Anduinie, czyli Argonath. Można tam dojechać samochodem, zjechać z drogi głównej i podążać szutrówką. Niestety nie ma tu parkingu, co gorsza również barierek, ale ruch nie jest zbyt duży. Możemy za to popatrzeć na wąwóz w miejscu, gdzie stały kolumny. Kręcono je z dołu ustawiając szerokokątną kamerę dość nisko. Z góry niestety już tak okazale to miejsce nie wygląda. Samych posągów nie budowano w tym miejscu, zostały dodane w komputerze.

Wąwóz Kawarau czyli Argonath
Wąwóz Kawarau czyli Argonath
Wąwóz Kawarau posłużył w filmie „Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia” za Argonath na Anduinie. Zdjęcia oczywiście kręcono z perspektywy i poprawiono je komputerowo, dzięki czemu niewielki kanion wygląda dużo dostojniej.
Wąwóz Kawarau posłużył w filmie „Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia” za Argonath na Anduinie. Zdjęcia oczywiście kręcono z perspektywy i poprawiono je komputerowo, dzięki czemu niewielki kanion wygląda dużo dostojniej.

Jadąc dalej drogą numer 6 w kierunku na Cromwell znajdziemy jeszcze inne miejsca wąwozu Kawarau, gdzie znajdują się zjazdy na punkty obserwacyjne. Tam już  jest parking, barierki i możliwość podziwiania walorów  miejsca. Tyle że to już nie jest filmowy fragment.

Wąwóz Kawarau czyli Argonath
Wąwóz Kawarau czyli Argonath

Rivendell, staniki, Cardrona i Queenstwon

Kolejne filmowo istotne miejsce  to Cardrona Valley. Tu kręcono z kolei okolice Rivendell, wykorzystując ujęcia Alp Południowych. Niestety dokładne miejsce już dość trudno namierzyć.

Dolina Cardrona, droga w kierunku Queenstown
Dolina Cardrona, droga w kierunku Queenstown

Zresztą Cardrona nie ma szczęścia do turystów, ale warto wspomnieć o pewnej nieistniejącej już dziś atrakcji. Otóż kiedyś znajdował się tu płot staników – Cardrona Bra Fence. Na przełomie 1998 i 1999 roku ktoś dla żartu zawiesił kilka biustonoszy na płocie przy drodze. Potem ludzie zaczęli wieszać kolejne, inni zaś przyjeżdżali tu, robili zdjęcia i zostawiali kolejne. Zbudziło to pewne zażenowanie wśród lokalnej społeczności. Część chciała zostawić tę kontrowersyjną atrakcję, jednak w 2006 roku zlikwidowano ją na dobre. Znajdowało się tam wtedy około 7400 staników. Może właśnie dlatego nie przepadają za ruchem turystycznym. Pomysł ten znalazł swoich naśladowców w Islandii, a potem w Norwegii.

Obóz Faramira nad jeziorem Wakatipu
Obóz Faramira nad jeziorem Wakatipu

Inne filmy kręcone w Queenstown

Ale nie tylko „Władca Pierścieni” miał tu swoją bazę. Właśnie ze względu na bardzo ciekawe okolice, Queenstown jest często wybierane przez filmowców. Tu powstało część scen dla „Mission: Impossible – Fallout” (zarówno tych udających częściowo Kaszmir, jak i tych z początkowej sekwencji ślubu, która powstała gdzieś przy brzegu jeziora Wakatipu wspomaganej ujęciami z Fiordland). Tu także bazę miał Ron Howard kręcąc „Willow”. Z innych filmów, które powstały w okolicy warto wymienić: „X-Men geneza: Wolverine”, „Granice wytrzymałości”, serial „Miecz prawdy” czy „10.000 BC” Rolanda Emmericha (tu zdjęcia powstały choćby we wspomnianej dolinie Cardrona) lub „30 dni mroku” (gdzie Nowa Zelandia udaje Alaskę).

Jezioro Wakatipu (Queenstown, Nowa Zelandia)
Jezioro Wakatipu (Queenstown, Nowa Zelandia)

Zwiedzanie i atrakcje Queenstown

Queenstown można także traktować jako bazę wypadową do wędrówek w pobliskich górach. Jest tu kilka interesujących tras trekkingowych. No i oczywiście to, o czym już wspominaliśmy: wiele zorganizowanych atrakcji. Szybkie motorówki, parowce, paralotnie, bungee, ratfing i nie tylko. Oczywiście jest też lokalne centrum z kiwi. Czyli można tu zostać na dłużej, jeśli chciałoby się skorzystać z tych wszystkich przyjemności. To miasto w pewnym sensie kojarzy się z Rotoruą. Tam dodatkowo mieliśmy Maorysów i geotermalne cuda, tu w są wysokie góry i samo miasto wygląda mniej „tymczasowo”.

Jezioro Wakatipu (Queenstown, Nowa Zelandia)
Jezioro Wakatipu (Queenstown, Nowa Zelandia)

Queenstown to z pewnością coś więcej niż tylko kolejne miasto na trasie. To całkiem miła odmiana od wielu miasteczek, ale też dobra baza wypadowa, nie tylko do Fiordland, ale również bliższych okolic. Góry nie bez powodu mają swoją nazwę. Widoki są naprawdę znakomite.

Góry Remarkables
Góry Remarkables

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Queenstown
Szlak filmowy
Queenstown