Apia: wyspiarska stolica Samoa i dom Stevensona, zwiedzanie

Apia, Samoa - port

Już przylatując na Samoa można poczuć się wyjątkowo. Nie zawsze, ale bardzo często na lotnisku czekając na odprawę czas jest umilany śpiewem lokalnego zespołu. Witamy na Polinezji. Samoa i jej stolica Apia. Choć technicznie rzecz biorąc międzynarodowe lotnisko jest za Apią, w miejscowości Faleolo, ale to tylko drobny szczegół.

Apia: Transport

Dojazd do stolicy jest zorganizowany dwojako. Albo taksówki albo shared taxi/shuttle bus. Ta druga opcja jest tańsza, a co ważniejsze, i tak podwozi nas bezpośrednio pod hotel. Zresztą część hoteli wykorzystuje je właśnie jako transfer. W drodze powrotnej można je zamówić czy to z hotelu czy z biura informacji turystycznej.

Samoa to wyspiarskie państwo leżące na Oceanie Spokojnym, niecałe 5 godzin lotu z Auckland, Nowej Zelandii, obejmujące zachodnie wyspy, z których dwie najważniejsze to Upolu i Savai’i (w odróżnieniu od należących do USA wysp wschodnich: Samoa Amerykańskiego). Kraj ten zwany czasem jest też Samoa Zachodnim, to nazwa dziś już historyczna.

Historia Samoa

Ten raj upaństwowiony przechodził z rąk od rąk. Gdzieś w 1000 r p.n.e. Samoa zostało zasiedlone przez ludność polinezyjską pochodzącą z wysp Tonga. Dla Europejczyków wyspy zostały odkryte przez pewnego Hiszpana w 1606 roku, ale zaraz o nich zapomniano. Ponownego odkrycia dokonano w 1722 roku, a w 1768 roku francuska ekspedycja dowodzona przez Bouganville’a dokładniej zbadała wyspy i nadała im nazwę Wyspy Żeglarskie. Pierwsza połowa XIX wieku to początek napływu kolonizatorów z Europy i Stanów Zjednoczonych.

W 1889 roku cały archipelag podzielono na część zachodnią – dzisiejsze Samoa, i wschodnią – Samoa Amerykańskie. Zachodnie wyspy dostały się Niemcom – roszczenia do nich odpuściła Wielka Brytania w zamian za inne pacyficzne nabytki (Tonga, Niue, Wyspy Salomona).
Niemcy po przegranej w I wojnie światowej musieli oddać Samoa Wielkiej Brytanii, zaś Brytyjczycy oddali te terytoria Nowej Zelandii, która przecież i tak była częścią Korony, a była bliżej.

W 1961 roku odbyło się referendum nadzorowane przez ONZ, w którym lokalna ludność opowiedziała się za niepodległością kraju. W 1997 roku zmieniono nazwę z Samo Zachodnie na Niezależne Państwo Samoa. To także okres, w którym kraj ten stara się wybić na samodzielność, wspierać własną kulturę, język, odcinając się od kolonialnej przeszłości. Jedyne, co się udało zrobić, to ustanowić z Samoa raj podatkowy i pralnię brudnych pieniędzy. Do dziś kraj ten znajduje się na wielu listach sankcyjnych.

Po szumnym odzyskaniu niepodległości i szukaniu własnej drogi, w 2009 roku Samoa zmieniła ruch na lewostronny, by można było taniej sprowadzać samochody z Nowej Zelandii, Australii i Japonii, a nie aż ze Stanów Zjednoczonych; w 2011 roku zmieniono także strefę czasową na australijską, by ułatwić kontakty handlowe. To dość głośny przypadek, bo związane z nim było usunięcie w jednym roku jednego dnia z kalendarza.

Apia: Miasto i stolica Samoa

Stolicą Samoa jest miasto Apia, największe w całym kraju i bodaj jedyne, które można nazwać miastem. Liczy niecałe 37 tyś. mieszkańców (stan na 2011 rok). Główna ulica miasta biegnie nabrzeżem, najważniejszym i najbardziej tłocznym miejscem jest port. Apia jest także ważnym celem wycieczek z Nowej Zelandii i Australii w sezonie zimowym i prawdę mówiąc, wyobrażaliśmy sobie Apię bardziej jako kurort. Zwłaszcza jak się poczytało o imprezach w Sheratonie i tak dalej. Samoa bardzo nas zaskoczyło. Znaleźliśmy ledwie kilka knajpek na krzyż i jedno centrum informacji turystycznej.

Życie turystów ogranicza się głównie do ośrodków wczasowych zlokalizowanych w Apii i najbliższych okolicach.
Warto wspomnieć, że Samoa ma aż dwa własne banki, linię lotniczą, a w stolicy wieżę zegarową. To wszystko sprawia, że zwiedzanie Apii to wycieczka do innego świata, spokojnego, inaczej zorganizowanego i choć z polskiej perspektywy może niezbyt rozwiniętego, to jednak na swój sposób pociągającego i pięknego.

Można tu zobaczyć stare autobusy, targ owocowo-warzywny, targ rybny z owocami morza czy ryby sprzedawane na przydrożnym straganie. Czasem ryby wystawia się tak, żeby wisiały ich całe pęczki na sznurze zwieszonym z wbitego w ziemię słupa. Nieustannie je wachlowano, by odganiać muchy. To też fascynujący widok.

Apia: Katedra Niepokalanego Poczęcia

Na Samoa można zauważyć wiele kościołów. Podziw budzi katolicka katedra Niepokalanego Poczęcia. Przestronna, wyróżniająca się na tle innych budynków, tuż przy nadbrzeżu. Na szczególną uwagę zaś zasługują zdobienia wewnątrz, przedstawiające na przykład Jezusa i Apostołów na plaży pośród palm Ot taki współczesny synkretyzm kulturowy.

Chrześcijaństwo wyznaje 97% obywateli, z czego więcej jest protestantów, potem katolików.
Na pierwszy rzut oka mogą razić duże, odstawione budowle kościelne pośród nędznych, nietrwałych domostw, ale podobnie jak w Tanzanii, tak i tutaj: kościół buduje wspólnota, i ten kościół ma trwać, stanowiąc ośrodek lokalnej wiary. Ale to także prawdziwe ośrodki kulturalne i edukacyjne, a czasem też medyczne. Sprawują się lepiej, niż to co oferuje państwo. No i podobnie jak w Afryce, da się tu zauważyć taki wyścig ewangelizacyjny między poszczególnymi wyznaniami i wspólnotami. Owocuje to szpitalami, szkołami i innymi istotnymi budynkami, a na tym zyskują ludzie. Zresztą Samoańczycy raczej chcą się uczyć, doskonale rozumieją, że to ich szansa. Właśnie dlatego młodzi na nowo uczą się angielskiego, trochę odrzuconego przez poprzednie pokolenie.

Pokazy tańców i ognia

Apia to dobre miejsce na kontakt z lokalną kulturą. Najbardziej widowiskowe są  wieczorne pokazy tańca z ogniami. W dzień można za darmo zobaczyć lokalny „skansen” (choć to zbyt mocne słowo) przy centrum turystycznym. Tam też jest lista hoteli (w tym  Sheraton, o którym czytaliśmy), gdzie organizuje się wieczorne pokazy. Imprezy te odbywają się właściwie co wieczór przy różnych hotelach i restauracjach (nie ma tego aż tak wiele, ale warto się tym zainteresować). Można zarezerwować opcję połączoną z tradycyjną kolacją podawaną na naczyniach uplecionych z liści lub opcję samego pokazu.

Miejsce, w którym był „nasz” pokaz, to był klub trenujący młodych ludzi w tradycyjnym tańcu i pokazach ognia. Nie tylko jest to atrakcja dla turystów, a dla młodych Samoan sposób na zarobek, ale także pielęgnuje się tutaj własną kulturę, a jednocześnie daje dzieciom i młodzieży cel. Same tańce polinezyjskie są ciekawe, a te z ogniem to naprawdę coś wspaniałego. Zachowane jest w nich dziedzictwo tego ludu. Na wyspach wulkanicznych ogień mogący zniszczyć domostwa i uprawy to niebywała tragedia, dlatego musieli umieć go jakoś okiełznać. W część tańców faktycznie wpisane są umiejętności gaszenia pożarów. To wygląda bardzo ciekawie.

Te pokazy mogą, ale nie muszą być połączone z obiadem, czy raczej obiadokolacją. To jedna z nielicznych możliwości spróbowania lokalnych potraw, gdyż normalnie nie są one dostępne w knajpach. Podaje się je w sposób tradycyjny, w koszach splecionych z liści. Niestety dla nas, nie dało się zamówić opcji wegetariańskiej.

W okolicy można też natknąć się na model tradycyjnej dłubanki-katamaranu – kanoe. Jeden widzieliśmy choćby w naszym hotelu. Czasem patrząc na ocean widać jak w nich pływają. Dłubanka to główny kadłub, a mniejszy dla przeciwwagi jest po to, by łatwiej było im utrzymać równowagę.

W Apii do zobaczenia są także dwa ważne muzea. Pierwsze to Muzeum Samoa, które można zwiedzić za darmo i właściwie należałoby na tym skończyć. Jest tam kilka tabliczek z informacjami i tyle. Niewielka liczba eksponatów, duchota i brak pomysłu na siebie. Dużą część historii streściliśmy powyżej.

Apia: Dom Roberta Stevensona

Drugie to dom Roberta Louisa Stevensona, znany jako Villa Vailimia, ostatnie miejsce zamieszkania i spoczynku pisarza. Twórca o tyle znaczący, że założył podwaliny pod piracką opowieść, głównie za sprawą „Wyspy skarbów” z 1883 roku. W tej książce można odnaleźć wiele motywów, które później zostały powielone w kulturze masowej, często bezwiednie, choćby w „Piratach z Karaibów”. „Jo ho, jo ho i butelka rumu!”, to nie tyle tradycja piracka, co właśnie literacka. Autor stworzył też historie „Doktora Jackylla i Mr Hyde’a”.

R.L. Stevenson urodził się 13. listopada 1850 roku w Edynburgu, Szkocji i od dzieciństwa miał słabe zdrowie, zwłaszcza płuca. Podróżował za zdrowiem do uzdrowisk we Francji i Belgii, już wtedy zaraził się pasją do wojaży i zapisywania swoich obserwacji. W podparyskiej wiosce Stevenson poznał swoją przyszłą żonę Fanny Vandergrift Osbourne, z którą wziął ślub w jej rodzinnej Kalifornii w 1879 roku. Ich podróż poślubna była dość oryginalna – spędzili trzy tygodnie w opuszczonej kopalni srebra. W 1888 roku Stevenson wraz z rodziną (miał trójkę dzieci z poprzedniego małżeństwa) wypożyczył jacht i wybrał się w rejs po Pacyfiku. Odwiedził między innymi Hawaje, Nową Zelandię i Samoa. W 1890 roku nabył 400 akrów ziemi w wiosce Vailima, 10 km od Apii w kierunku środka wyspy.

I tak w 1890 roku Stevenson osiadł na stałe z rodziną na Samoa. Przybrał miejscowe imię Tusitala, co oznacza „Opowiadający historie”. Wkrótce stał się poważany pośród miejscowej ludności, która nawet przychodziła tutaj uzyskać poradę, utrzymywał kontakty z przywódcami kolonialnymi, wdał się także nieco w miejscową politykę, przekonując że rządy Europejczyków są raczej nieudolne. Stevenson zmarł 3. grudnia 1894 roku w wieku zaledwie 44 lat na udar mózgu. Długotrwałe przyjmowanie opium i laudanum jako lekarstwa niestety mu nie posłużyło.

Pamięć o Stevensonie

Mieszkańcy Samoa rzeczywiście pokochali Roberta Stevensona. Gdy zmarł, wojownicy pilnowali jego ciała. Zgodnie ze swoim życzeniem, został pochowany na szczycie Mt. Vaea (427 m n.p.m). Na nagrobku widnieje tekst jego „Requiem”:

Under the wide and starry sky
Dig the grave and let me lie.
Glad did I live and gladly die,
And I laid me down with a will.
This be the verse you grave for me;
Here he lies where he longed to be,
Home is the sailor, home from sea,
And the hunter home from the hill.

Sam dom przechodził z rąk do rąk po tym, gdy rodzina Stevensona powróciła do USA: mieścił się tam zarząd kolonialny brytyjski, później niemiecki, na końcu nowozelandzki. Po uzyskaniu przez Samoa niepodległości w 1962 roku, willa popadała w ruinę. Mimo szacunku do Tusitali, kojarzył się z czasami słusznie minionymi, z kolonializmem i obcymi rządami. Dopiero amerykański inwestor zdecydował się wyłożyć pieniądze na renowację i utrzymanie tego obiektu. Ponieważ meble zostały zabrane do Szkocji po śmierci pisarza, a wiele z wykończeń po prostu niszczało, większa część wnętrza jest odtworzona. Są tutaj także zgromadzone przedmioty z epoki Stevensona w przypadku, gdy nie dało się odtworzyć oryginału.

Dom jak i okolice są bardzo ciekawe. Pozwalają zobaczyć ducha kolonialnego Samoa. Próżno go szukać w innych miejscach. Willę zwiedza się z przewodnikiem i trwa to około pół godziny. Na grób można wspiąć się samemu, szacowany czas dojścia to 1-1,5 godziny.

Filmowo i nie tylko

Zaś już gdy się spaceruje po mieście, to co jeszcze rzuca się w oczy, to fale tsunami. Nie mieliśmy z nimi do czynienia, ale cała Apia (i nie tylko) jest dokładnie oznaczona, gdzie należy uciekać w razie problemu z żywiołem. Tsunami nawiedza te wyspy raz na jakiś czas, większe są potem długo pamiętane. To także powoduje specyficzny układ Apii. Blisko oceanu są raczej zwykłe, biedniejsze domki. Te bogatsze znajdują się w oddali na wzniesieniu. Pewnie dlatego willa Stevensona jest tak daleko od centrum.

Warto wspomnieć o filmie „Powrót do raju” z 1953 roku z Garym Cooperem w roli głównej. To bodaj najsłynniejsza zachodnia produkcja, którą tutaj kręcono.

Stolica Samoa jest fascynująca, unikalna i przepiękna. Tak przyrodniczo, jak i kulturowo. Przede wszystkim jest bardzo naturalna, a ludzie żyją tu swoim własnym rytmem. Owszem jest kilka hoteli, w których można dobrze spędzić czas czy to przy basenie czy na plaży, ale chyba nie warto. Zdecydowanie lepiej chłonąć ten unikalny klimat Polinezji. Na nas zrobił olbrzymie wrażenie.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak samoański
Apia
Share Button

Komentarze

Rekomendowane artykuły