Archiwa tagu: George Lucas

Himeji, zamek z Bonda i Kurosawy

Filmowa Japonia kojarzy się przede wszystkim z trzema nurtami. Pierwszy to oczywiście anime (i hentai). Podróżniczo raczej manga/anime i pochodne nie są zbyt inspirujące. Drugi nurt to filmy Kaiju sygnowane przede wszystkim przez wytwórnię TOHO, czyli Godzilla i przyjaciele (więcej będzie przy okazji opisu Tokio). Trzeci to Akiro Kurosawa. Jedną z lokacji do jego dwóch filmów jest zamek w Himeji (jap. 姫路市), ale to miasto odegrało także istotną rolę w kinie amerykańskim, choćby w Bondzie. (Choć warto przypomnieć, że Bond to oczywiście brytyjska produkcja).

Zamek Himeji (Himeji-jō)
Zamek Himeji (Himeji-jō)

Himeji – Zamek Białej Czapli

Himeji znajduje się 50 kilometrów od Kobe (tego od słynnej wołowiny), trochę dalej od Kioto czy Osaki. Przejeżdża tędy linia shinkansenów, więc jest to bardzo dobry i popularny przystanek na trasie Kioto – Hiroszima. Zwiedzenie głównej atrakcji nie zajmuje dużo czasu, w sam raz by wyjść i rozprostować nogi.

Zamek Białej Czapli
Zamek Białej Czapli

Tą atrakcją jest zamek Himeji-jo (jap. 姫路城) jest znany również jako Shirasagi-jō, czyli Zamek Białej Czapli, a to przez dumne, wyniosłe mury o barwie czystej bieli. Pierwszą twierdzę na dwóch wzgórzach nad Himeji wybudowano w 1333 roku. Dekadę później fort rozbudowano, a dwa wieku później stał się już sporym zamkiem. Następna znacząca rozbudowa miała miejsce w 1581 roku za rządów drugiego zjednoczyciela państwa, Toyotomity Hideyoshiego. To on wybudował trzykondygnacyjną główną warownię, która została podwyższona o trzy kolejne piętra przez daimyō (pana feudalnego) Ikeda Teramusa w pierwszej dekadzie XVII wieku. Dostał on zamek Himeji od szoguna Tokugawy Ieyasu za zasługi wojenne, po czym ochoczo zabrał się do rozbudowy siedziby. Ostatnia rozbudowa miała miejsce w drugiej dekadzie XVII wieku z inicjatywy kolejnego pana na zamku, Hondy Tadamasa.

Ogrody i przejścia zamkowe
Ogrody i przejścia zamkowe

Ostatni taki zamek w Japonii

Zamek Himeji w takiej formie, w jakiej go obecnie podziwiamy, jest liczącym 400 lat kompleksem. Jest to jeden z dwunastu zachowanych oryginalnych zamków w Japonii. Ominęły go pożary, trzęsienia ziemi, wojny (nigdy nie musiał się bronić). Nawet uniknął pożogi II wojny światowej, choć miasto Himeji zostało doszczętnie zbombardowane i strawione przez ogień, zamek się ostał nienaruszony. Co więcej, amerykański samolot zrzucił bombę na dziedziniec zamku, ale jakimś cudem nie wybuchła.

Mury obronne, wykorzystane przez Kurosawę jak i w Bondzie
Mury obronne, wykorzystane przez Kurosawę jak i w Bondzie

Krótko po zniesieniu szogunatu i feudalizmu, zamek został wystawiony na licytację. Kupił go przedsiębiorca, który chciał zamek zburzyć, by zagospodarować wzgórza. Na szczęście koszt rozbiórki był zbyt wysoki i tak zamek został ocalony. Dziś to jeden z najbardziej znanych zamków i symboli Japonii. Jeden z najlepiej zachowanych w formie bliskiej do pierwotnej. Stąd także jego popularność.

Zamek Himeji
Zamek Himeji

Himeji, Bond, Lucas, Coppola i Kurosawa

Zamek Białej Czapli wystąpił w filmie o Jamesie Bondzie – „Żyje się tylko dwa razy” z 1967 roku. Na głównym dziedzińcu odbywały się treningi ninja, pojawiają się też ujęcia z zamkowych murów. Ale Bond to taka ciekawostka, Himeji jest tam tylko tłem, uwierzytelniającym akcję w Japonii. Prawdziwe filmowe życie tegoż zamku wiąże się z Akiro Kurosawą.

Zamek Himeji
Zamek Himeji
Wnętrza zamkowe
Wnętrza zamkowe

Kurosawa to wielki mistrz japońskiego kina, który odbił swe piętno na światowej kinematografii. Jak to czasem bywa z legendami, pod koniec pracy twórczej był lepiej odbierany za granicą, niż w rodzimym kraju. W efekcie jeden z jego filmów, „Sobowtór” („Kagemusha”) z 1980 został wyprodukowany za amerykańskie pieniądze, przez dwóch jego wielkich fanów – George’a Lucasa i Francisa Forda Coppolę. Kurosawa wrócił tu jeszcze raz, by nakręcić film „Ran” w 1985 roku. W obu przypadkach wykorzystuje fakt, iż zamek w Himeji ostał się w miarę oryginalnej zabudowie. Zarówno w Bondzie jak i Kurosawy, bardzo łatwo rozpoznać sceny, tak na dziedzińcu, jak i przede wszystkim przy dość charakterystycznych murach obronnych.

Widok z zamku
Widok z zamku

Zwiedzanie zamku

Zwiedzanie głównej warowni zamku Himeji jest możliwe. Wejścia są biletowane, obowiązuje brak obuwia (jak w domach japońskich). Drewniane podłogi wygładzone przez czas są bardzo przyjemne dla bosych stóp! Dostaje się torbę na buty, z którą przechodzi się przez wnętrza. Główna wieża jest wysoka na 31,5 metra, ale ponieważ stoi na wzgórzu i dodatkowo na postumencie, wysokość nad poziomem morza wynosi 92 metry i zdaje się górować nad okolicą. Budynek liczy sobie sześć drewnianych kondygnacji, zwężających się ku górze. Na szczycie jest niewielka świątynka szintoistyczna. Cały kompleks zamku Himeji wpisany jest na listę UNESCO. Dodatkową atrakcją z pewnością są osoby przebrany ze ninja czy wojowników, z którymi nieodpłatnie można sobie zrobić zdjęcia.

Po fosie przy zamku można pływać wynajętą łodzią
Po fosie przy zamku można pływać wynajętą łodzią
Ogród Koko-en
Ogród Koko-en

Ogród japoński Koko-en

Zamek Himeji jest popularny jeszcze z jednego powodu: jest to wyjątkowo malownicze miejsce na hanami, czyli podziwianie sakury. Byliśmy tutaj w połowie kwietnia i wiśnie w znakomitej większości już przekwitły. Nie przeszkadzało to jednak, by podziwiać ogród u podnóża zamku, Koko-en. Ogród ten powstał w 1992 roku w miejscu dawnej zachodniej rezydencji pana feudalnego. Podzielony jest na pięć tematycznych części: sadzawka, ogród bonsai, bambusowy, iglasty i kamienny. Bilet do zamku można kupić w wersji łączonej z ogrodem, zresztą znajduje się on praktycznie przy murach. Jak typowy ogród japoński, przede wszystkim liczy się tu kompozycja oddająca pewien pejzaż.

Bonsai w ogrodzie Koko-en
Bonsai w ogrodzie Koko-en

Samuraje i szoguni

Himeji jest raczej niewielką miejscowością, zwłaszcza jak na japońskie standardy. W centrum poza zamkiem nie ma innych atrakcji. Do zamku można dojść na piechotę z dworca kolejowego lub dojechać autobusem. To drugie może być ciekawe, jeśli zechcemy wybrać się do drugiej największej atrakcji tegoż miasta, czyli na górę Shosha. Co ciekawe, to miejsce jest jeszcze bardziej filmowe, niż sam zamek. Tyle że są to głównie japońskie produkcje kostiumowe oraz „Ostatni samuraj” Edwarda Zwicka.

Widok na dziedziniec zamkowy
Widok na dziedziniec zamkowy

To dobry moment na małą dygresję o samurajach i szogunach. Samuraj to nic innego jak japoński wojownik, odpowiednik naszego rycerza. Choć słowo to jest nadużywane na zachodzie. Pierwotnie samurajowie to było określenie gwardii przybocznej dostojników lub niektórych ich sług. Rycerzy zaś nazywano mianem bushi. W okresie Yamato (VII i VIII wiek) zaczęli stanowić w Kraju Kwitnącej Wiśni grupę społeczną. Nigdy jednak nie przekraczali 10%. Z czasem zaczęli mieć przywileje, tytuły i tak dalej. Dopiero po restauracji Meiji doszło do formalnego zlikwidowania warstwy samurajów w 1871 roku. Tę kwestię pamiętamy z „Ostatniego samuraja”. Terminem Rōnin określało się samurajów bezpańskich. Zarówno tych, którzy stracili swego pana, jak i tych, którzy szukali pracy (byli rycerzami najemnymi).

Zamek Białej Czapli
Zamek Białej Czapli

Szogun

W takim razie kim właściwie jest szogun? Słowo shōgun, które należy transliterować raczej jako siogun (w angielskiej pisowni to shogun i przez filmy wersja z sz się upowszechniła), jest stopniem wojskowym w japońskiej armii i znaczy tyle co generał, zwierzchnik sił zbrojnych, naczelny wódz, tym samym przywódca samurajów. Tymczasową funkcję szoguna pierwszy raz powołano na czas wojny w 794 roku, a po jej zakończeniu w 811 roku funkcja została zniesiona. Przywrócono funkcję szoguna dopiero na końcu XII wieku, ten urząd objął z rąk cesarza Yoritomo Minamoto. Stał się on siódmym szogunem, ale jako pierwszy uznał ten tytuł za dożywotni i co ważne – dziedziczny. Jest to więc początek szogunatu, który bardziej zaczął przypominać możnego pana feudalnego, niż dowodzącego wojskami.

Zamek Himeji w całej okazałości
Zamek Himeji w całej okazałości

Władza szogunów został bardzo wzmocniona przez rody Ashikaga i Tokugawę. Wraz z pierwszym szogunem Kamakura, tworzą trzy główne szogunaty, które następowały po sobie w historii. Od pierwszej połowy XIV wieku szoguni sprawowali realną władzę w Japonii kosztem cesarza, a ustrój społeczny przypominał europejski feudalizm z jasno zaznaczoną drabiną społeczną. Szogunat został zniesiony w 1868 roku w wyniku restauracji cesarskiej władzy. Swoją drogą, w języku japońskim odpowiednikiem słowa „szogunat” jest bakufu.

Miejsca do oglądania hanami
Miejsca do oglądania hanami

Engyō-ji i „Ostatni Samuraj”

Wracając jednak do świątyni: na ogół japońskie świątynie shinto i buddyjskie są bardzo skomercjalizowane i to aż do przesady. Czasem przed świątynią ciągną się alejki, gdzie można kupić wszystko: samurajskie miecze, koszulki z Godzillą, grillowane ośmiornice, dewocjonalia i pocztówki. Bogom można rzucić jakiś grosz do skarbony, ostatecznie to świątynia, ale co innego jest ważne. Natomiast Engyō-ji na Górze Shosha to zupełnie inna sprawa. Jest to jedno z ważnych miejsc pielgrzymkowych i rzeczywiście: w wagoniku kolejki wiozącej nas na górę, byli buddyjscy pielgrzymi. Jak wszystkie inne świątynie, które widzieliśmy w Japonii, są piękne, to jednak najczęściej nie czuje się wiary i duchowości, tak ta wyróżnia się skupieniem. Więcej tu było pątników niż turystów.

Wjazd na górę Shosha
Wjazd na górę Shosha
Buddyjskie ozdoby
Buddyjskie ozdoby

Kompleks został założony w 966 roku i choć wielokrotnie przebudowywany i odnawiany, można tu poczuć tysiąc lat historii. Ze względu na surowy wygląd świątyń, które nie są bogato zdobione, ani malowane, a także przez brak widocznych elementów nowoczesności, Engyō-ji jest chętnie wykorzystywane w filmach, zwłaszcza kostiumowych. Tutaj kręcono część scen z wioski w filmie „Ostatni samuraj” (2009) Edwarda Zwicka z Tomem Cruisem (naprzemiennie z lokacjami w Nowej Zelandii), filmy Kurosawy i liczne japońskie produkcje historyczne. W świątyni jest nawet krótki przewodnik po najnowszych filmach, niestety większości dla nas nieznanych.

Engyō-ji
Engyō-ji
Engyō-ji
Engyō-ji

Dojazd i przemieszczanie się po Himeji

Do świątyni dojeżdża się miejskim autobusem. Przy dworcu znajduje się centrum turystyczne, tam można kupić bilet łączony, który uprawnia do przejazdu autobusem do zamku, stamtąd pod górę i z powrotem na dworzec. Dodatkowo w bilecie wliczono też wjazd kolejką linową na górę. Bilet pozwala na pojechanie wpierw do zamku, potem na górę i to bardzo dobre rozwiązanie, by zwiedzić całe Himeji, które jest bardzo wyjątkowym miejscem.

Miejsce znane z „Ostatniego Samuraja”
Miejsce znane z „Ostatniego Samuraja”
Engyō-ji
Engyō-ji

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Himeji
Szlak filmowy
Himeji
Szlaku religijny
Himeji
Share Button

Park Narodowy Tongariro, czyli Mordor

„Nikt po prostu nie wchodzi do Mordoru” mówi filmowy Boromir (Sean Bean) w „Drużynie pierścienia” Petera Jacksona. Nie jest to do końca prawda, do Mordoru jest wejść dość łatwo, w dodatku nie ma nawet biletów. Przynajmniej jeśli mówimy o miejscu, w którym kręcono Mordor (i Górę Przeznaczenia), czyli Parku Narodowym Tongariro.

Tongariro - początek Apline Crossing
Tongariro – początek Apline Crossing

Park Narodowy Tongariro

Tongariro to jeden z najstarszych parków narodowych na świecie i pierwszy w Nowej Zelandii. Założono go w 1887 roku; znajduje się także na liście UNESCO. Tongariro to obszar wulkanicznej aktywności, obejmujący trzy aktywne wulkany: Ruapehu, Ngauruhoe i Tongariro. Osiągają one wysokości odpowiednio 2797, 2291 i 1978 m.n.p.m. Te wulkany są cały czas aktywne, ostatnia poważna erupcja w 2012 roku była dziełem Tongariro. Okolica jest nieustannie monitorowana przez sejsmologów. Zresztą na terenie parku mamy informację o ewentualnej drodze ewakuacyjnej, czy tak zwanych bezpiecznych miejscach.

Powulkaniczne skały "Mordoru"
Powulkaniczne skały „Mordoru”

To dość duży i zróżnicowany park posiadający wiele większych i mniejszych szlaków. Najbardziej słynny z nich to Tongariro Alpine Crossing. Określa się go mianem jednej z najlepszych 1-dniowych pieszych tras, to oczywiście jeden z nowozelandzkich Wielkich Szlaków (The Great Walk), choć tu uwaga, wlicza się to całą Pętlę, nie tylko Alpine Crossing. Trasa wiedzie z jednej strony Parku Narodowego Tongariro na drugą i liczy jakieś 19,5 kilometra. Po drodze podziwia się kratery wulkanów zalane wodą i surowe otoczenie.

W Nowej Zelandii dbają by nie niszczyć roślin
W Nowej Zelandii dbają by nie niszczyć roślin

Jak zacząć

Przejście jest długie i trochę wymagające, więc jest to trasa w jedną stronę. Po obu stronach wejścia na szlak znajdują się parkingi (darmowe). Jeden w Ketetahi, drugi w Mangatepopo. W tym pierwszym można zaparkować auto tylko do czterech godzin, czyli szlaku się nie przejdzie. Drugi był sugerowany jako miejsce, gdzie można zostawić samochód, przejść, a w Ketetahi wsiąść do busa (płatnego) i wrócić do miejsca, w którym zostawiło się swój pojazd. Podczas naszej wizyty także w tym miejscu wprowadzono czterogodzinne ograniczenie. Pilnują tego, ale nie wiemy jak restrykcyjnie. W każdym razie przed parkingiem w Mangatepopo znaleźliśmy lokalne reklamy prywatnych, płatnych parkingów z dowózką w obie strony. Wiele osób korzysta z dojazdu zorganizowanego przez różne firmy, np. z okolic Taupo. Podwożą pod jedno wejście i odbierają na drugim.

Ścieżka jest wytyczona
Ścieżka jest wytyczona

Nie tylko aktywność wulkaniczna jest tu problemem. Klimat jest dość kapryśny i jak to w wysokich górach, pogoda może zmienić się z godziny na godzinę. Gdy pogoda jest zła, nie kursują shuttle busy, co utrudnia przejście pełnym szlakiem. Można wtedy tylko zrobić sobie kawałek (mieszcząc się w czterech godzinach). Nam niestety pogoda pokrzyżowała plany przejścia przez Alpine Crossing, ale na szczęście jest jeszcze kilka innych miejsc w parku.

Krajobraz "Mordoru"
Krajobraz jak z „Mordoru”

Tongariro, czyli Mordor

Jednak zostańmy jeszcze przy szlaku, bo jest bardzo interesujący filmowo. Choćby Mount Ngautuhoe (2291 m. n.p.m.). Wulkan ten, którego ostatnia erupcja miała miejsce w 1977 roku, w filmie „Władca Pierścieni: Powrót króla” odegrał rolę Góry Przeznaczenia, gdzie do Szczelin Zagłady Frodo miał cisnąć Pierścień. Przy dobrych warunkach i odpowiednio zagospodarowanym czasie można na niego wejść. Zdjęcia kręcono w 2000.

I z "Willow"
I jak  z „Willow”

Tongariro „zagrało” Mordor we „Władcy Pierścieni” Petera Jacksona. Surowy krajobraz, skąpa roślinność wysokogórska, ślady świeżych erupcji wulkanicznych i te ostre, poszarpane stożki. Czy jest lepsze miejsce na Krainę Cienia? Patrząc na film widzi się kształty, klimat, ale nie zawsze kolory. Jackson w Mordorze użył wielu filtrów i efektów komputerowych, więc trzeba się trochę wpatrzeć, ale klimat jest. Cóż, same skały i granie może wyglądają tu posępnie, ale nie tak mrocznie jakby chcieli tego filmowcy. Bo kwitnący i kolorowy Mordor nie napawa nas przecież grozą.

Tongariro
Tongariro

Zupełnie inaczej sprawa się ma z filmem „Willow” Rona Howarda (wyprodukowanym przez George’a Lucasa). Ten także był kręcony w tym parku, zresztą blisko miejsc, gdzie potem nagrywano Mordor. W „Willow” jednak nie używano filtrów, więc dość dobrze oddaje klimat tego miejsca, w szczególności gór, a już zwłaszcza w pochmurny dzień, na jaki trafiliśmy. Tongariro u Howarda to okolice zamku Bavmordy. Zdjęcia kręcono wiosną 1987.

Ścieżka w Tongariro
Ścieżka w Tongariro

Poza Tongariro Alpine Crossing

Odchodząc zaś od Alpine Crossing. Nieopodal Whakapapa Village znajduje się wodospad Tawhai. Tutaj kręcono sceny z Gollumem w świętej sadzawce, w której złapał sobie rybkę i beztrosko tłukł ją o kamień podśpiewując.

Wodospad Tawhai
Wodospad Tawhai

To także obszar, na którym żyją kiwi. Można się tu natknąć na znaki przypominające, by uważać w nocy. Za to dużo łatwiej zobaczyć znaki informujące o obecności tych ptaków.

Wodospad Tawhai (tu się kąpał Gollum)
Wodospad Tawhai (tu się kąpał Gollum)

Inne trasy wewnątrz parku nie są już tak słynne. Nie przechodzi się blisko wulkanów, ale i tak są bardzo ładne. Położone niżej, częściej idzie się wśród drzew, więc nawet przy silnym i porywistym wietrze nie są zamykane. Spokojnie można przejść kawałkiem Pętli Północnej Tongariro (Tongariro Northern Circuit). Jej częścią jest wspominany Alpine Crossing. Cała pętla to mniej więcej 3-4 dni wędrówki. Nawet fragmenty tej ścieżki są ciekawe, pełne wodospadów, grani i różnej roślinności.

Okolice Tawhai
Okolice Tawhai
Okolice Tawhai
Okolice Tawhai

Tongariro jest słynne także jako idealne miejsce dla narciarzy. Sprawia to, że baza hotelowa już w samym parku jest dość mocno rozbudowana i mówimy tu głównie o hotelach wyższej klasy, z saunami i masą innych atrakcji, a co za tym idzie droższymi. Niemniej jednak, jak to bywa w Nowej Zelandii, choć restauracje czy bary są, godziny ich otwarcia są dość krótkie, więc czasem trzeba wybrać między jedzeniem, a zwiedzaniem okolicy. A tras spacerowych, pomijając tę główną, jest tu bardzo dużo. Swoją drogą trasy narciarskie też wykorzystano w filmach Jacksona.

Wodospad Taranaki
Wodospad Taranaki

Ochrona przyrody

Władze Parku mają pewien dwugłos jeśli chodzi o „Władcę Pierścieni”. Dziś wykorzystują go w rozreklamowaniu tego miejsca, ale przy kręceniu wystąpiły pewne problemy. Omyłkowo filmowcy dostali zgodę na wprowadzenie tam sprzętu, który nie powinien wjechać do parku. Ostatecznie wyrządzili trochę szkód, które w 2005 naprawiła specjalna ekipa. Dyrekcja była zła na ekipę Jacksona, ale dziś umiejętnie czerpie z tego zysk.

Taranaki Falls
Taranaki Falls

Ten park zrobił na nas fenomenalne wrażenie. Bardzo żałujemy, że nie przeszliśmy całego Tongariro Alpine Crossing z powodu złych warunków pogodowych, ale i tak większość dnia spędziliśmy na nogach. Trochę marznąć, ale też podziwiając przepiękne widoki. W każdym razie jest bardzo konkretny powód, by tu jeszcze wrócić.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
PN Tongariro
Szlak filmowy
PN Tongariro
Share Button

Pustynie Tabernas

Tabernas w gminie Almería, nie należy do miejsc obleganych przez turystów. Owszem, znajdują się tu miasteczka westernowe i inne tego typu atrakcje, ale to nie są miejsca, do których walą prawdziwe tłumy. Andaluzja ma wiele zabytków i wspaniałe plaże. Jednak Tabernas ma coś, co sprawia, że warto poświęcić temu miejscu trochę czasu. To istotny wkład w światową kinematografię. Te westernowe miasteczka są z nią nierozerwalnie związane. Ale to nie one są tu ważne, przede wszystkim chodzi o tutejsze góry i pustynie, które  idealnie nadawały się do kręcenia włoskich i hiszpańskich westernów, czyli spaghetti-westernów i gaspacho-westernów. Stąd miasteczka westernowe. Wiele z nich ma nazwy sugerujące, że był tu sam Sergio Leone, ale niestety nie udało nam się zweryfikować prawdziwości tych danych. Prawdopodobnie stare scenografie się już nie zachowały, a nawet jeśli, to obecnie istniejące turystyczne miasteczka są nowsze.

Tabernas
Tabernas

Tabernas – Dziki Zachód

Z filmów, które tu powstały, warto wymienić choćby „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie”, trylogię dolarową, czyli„Za garść dolarów”, „Za kilka dolarów więcej” czy „Dobry, zły i brzydki”. Oczywiście wszystkie ze wspaniałą muzyką Ennio Moricone. Ale powstawały tu nie tylko włoskie i hiszpańskie produkcje. W latach 70. u schyłku ery westernu pojawili się tu amerykańscy filmowcy. Tu powstawały  głośne filmy jak „Valdez przybywa” z Burtem Lancasterem, jak i dziwne próby „odrodzenia” gatunku jak „Samuraj i kowboje” z Charlesem Bronsonem i Ursulą Andress.

img_1344

To także jedna z lokacji „Lawrence’a z Arabii” Davida Leana. Choć akurat to film wcześniejszy (bo z 1962 roku). Za Leanem przybyli tu jego wierni fani, filmowcy z pokolenia kina Nowej Przygody. Nie mogło więc zabraknąć tu George’a Lucasa i Stevena Spielberga. Ponownie, jak miało to miejsce w Gaudix, tu kręcono sceny do „Indiany Jonesa i ostatniej krucjaty”. Konkretnie te, które są związane z pościgiem i walką na pustyni w Kanionie Półksiężyca. To są właśnie góry w Tabernas. Niestety trudno określić, które miejsca konkretnie, a to przez brak dokładnych namiarów GPS lub sprzecznych informacji.

img_1345

Indiana Jones

Zdjęcia do „Indiany Jonesa” rozpoczęły się 11 maja 1988. Bazą filmowców była Almeria, z której wyruszali na lokacje, nie tylko w okolice Tabernas. Co ważniejsze, pracowała tu także druga ekipa. Ich głównym zadaniem było nakręcenie sekwencji z czołgiem. Pierwsza ekipa z końcem maja przeniosła się do Grenady.

img_1352

Conan Barbarzyńca

Ale nie tylko Lucas i Spielberg się tu pojawili. Był tu także jeden z ich przyjaciół filmowców, John Milius, który początkowo pracował z Lucasem nad „Czasem apokalipsy” (film ostatecznie zrealizował Francis Ford Coppola, ale to już inna historia). Milius stworzył tu jedno z najbardziej znanych swoich dzieł „Conana Barbarzyńcę” z niezapomnianą rolą Arnolda Schwarzeneggera, bazującą luźno na opowieściach stworzonych przez Roberta E. Howarda, jednego z ojców fantastyki. Książki o Conanie wydawano jeszcze zanim Tolkien skończył „Hobbita”.

img_1361

Pojawiają się tu także filmowcy z innych krajów. Jedną z młodszych produkcji jest szwedzki serial „Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”. Co prawda Tabernas nie odgrywa tam dużej roli, jednak jest.

img_1366

Gra o tron

Skoro już przeszliśmy do telewizji to warto wspomnieć o jednym z nowszych dzieł, czyli szóstym sezonie „Gry o tron” HBO. Część ujęć z Morza Dothraków nagrywano właśnie w tym miejscu. Morze to oczywiście nazwa rozległych równin, nie obszaru wodnego.

img_1369

To wszystko sprawia, że trudno obok tego miejsca przejechać obojętnie. A nie trzeba wiele. Wystarczy zjechać z drogi, zatrzymać się gdzieś na poboczu i chwilę pochodzić po tych górach. Spojrzeć na te porośnięte twardymi kępkami traw pustynie. Do pełni szczęścia brakuje tylko muzyki Morricone. Potem zaś można odjechać spoglądając na zachodzące słońce.

img_1380

Szlak hiszpański
Tabernas
Szlak filmowy
Tabernas (Indiana Jones, Gra o tron i inne)
Share Button

Sewilla na filmowo

Do Sewilli (hiszp. Sevilla) sprowadziły nas „Gwiezdne Wojny”, a dokładniej „Atak klonów”. George Lucas nakręcił tu jedną scenę do II Epizodu. W tym celu ekipa filmowa pojawiła się na Placu Hiszpańskim (Plaza de Espania), który przez jeden dzień udawał kosmoport stolicy Naboo, czyli miasta Theed. Pojawili się tu Natalie Portman, Hayden Christensen i Kenny Baker jako R2-D2. Zdjęcia trwały dokładnie jeden dzień (13 września 2000). Więcej o wyprawie gwiezdno-wojennej do Sewilli przeczytacie tutaj.

Plaza de Espagnia
Plaza de Espania

Sewilla Davida Leana i „Gwiezdne Wojny”

Jednak, gdy spojrzymy filmowo na Sewillę, to jest ona zdecydowanie ciekawsza, zaczynając od Placu Hiszpańskiego. O tym, że Lucas ceni twórczość Davida Leana, już wspominaliśmy. Tym razem Lucas dokonał prawdziwego cytatu filmowego. Lean kręcąc „Lawrecne’a z Arabii” w kilku scenach używał Placu Hiszpańskiego wraz z wszystkimi zabudowaniami. Sewilla udawała tu egipski Kair (ale nie tylko, także między innymi Damaszek). W kilku scenach obserwujemy jak bohaterowie przechadzają się pod charakterystyczną kolumnadą. Dokładnie to samo ujęcie widzimy potem w „Ataku klonów”. Patrząc ile jest tu tropów filmowych, trudno zakładać przypadek.

Plaza de Espania
Plaza de Espania

„Lawrence z Arabii” z Peterem O’Toolem w roli głównej, któremu partnerują choćby Alec Guinness, Omar Sharif czy Anthony Quinn to nagrodzony 7 Oskarami film ukazujący losy T.E. Lawrence’a, człowieka, który zjednoczył plemiona arabskie. Dla nas to klasyka, ale w Jordanii ten film wciąż jest żywy, o czym pisaliśmy i napiszemy jeszcze przy niejednej okazji.

Plaza de Espania
Plaza de Espania

Swoją drogą inny twórca filmowy, czyli Sasha Baron Coen, znany głównie jako Borat, także kręcił tu kilka zdjęć do swojego „Dyktatora” (2012).

Katedra z minaretem
Katedra z minaretem

Sewilla – serialowo czyli GOT

„Lawrence z Arabii” to oczywiście wielki film, do którego zdjęcia powstawały w wielu miejscach miasta, choćby w innym słynnym zabytku, czyli Domu Piłata. Także uliczki udawały czasem Bliski Wschód. W Sewilli, podobnie jak w wielu innych miejscach Andaluzji, wpływy chrześcijaństwa i islamu nakładają się, tworząc naprawdę przecudowną mozaikę. Bez wątpienia takim miejscem wartym szczególnej uwagi jest katedra Najświętszej Marii Panny. Jest to wspaniały gotycki kościół, ale ma też minaret. Tak zwana Giralda początkowo faktycznie była minaretem, potem przemianowano ją na dzwonnicę – funkcja tak naprawdę została ta sama. Wchodząc na nią można się rozejrzeć po mieście. Zatem mamy tu podobną sytuację do tego, co można było zobaczyć w Kordobie, ale połączenie dało  inne efekty.

Kompleks pałacowy
Kompleks pałacowy

Jeszcze innym miejscem nakładania się kultur, choć niekoniecznie już tak dobrze widocznym jak to miało miejsce w Grenadzie, jest tutejszy zamek, choć bardziej to kompleks pałacowy ze wspaniałymi ogrodami. Znów miejsce przepiękne, a co jeszcze ważniejsze, ponownie bardzo filmowe. Albo raczej serialowe. To właśnie tu kręcono sceny z „Gry o tron”, które rozgrywały się w Dorne w posiadłościach rodu Martellów, czyli Wodne Ogrody nieopodal Słonecznej Włóczni. Główne zdjęcia nakręcono 16 października 2014.

Kompleks pałacowy (Sewilla)
Kompleks pałacowy (Sewilla)

Na lokalnej arenie walk byków także miały mieć miejsca zdjęcia do „Gry o tron”, ale ostatecznie zrezygnowano. Wybrano Osunę. Warto też zauważyć, że zarówno katedra jak i alkazar są wpisane na listę UNESCO.

Do Sewilli można dojechać pociągiem zarówno z okolicznych hiszpańskich miast (jak Malaga), jak i portugalskich. Gdy podróżujemy po Hiszpanii samochodem, to tu, podobnie jak w innych miastach, bez problemu znajdziemy podziemne parkingi praktycznie w samym centrum. Resztę można spokojnie obejrzeć spacerem.

Arena byków
Arena byków
Szlak hiszpański
Sewilla
Szlak filmowy
Sewilla
Share Button