Archiwa tagu: James Bond 007

Siena, średniowieczna perła Toskanii i Bond

We Włoszech jest wiele charakterystycznych miast. Takich, których architektura, cegły, czy kolory pozostają w pamięć i wyróżniają się na tle innych. Siena zaś wyróżnia się bardzo mocno. Zabytkowe centrum, wpisane oczywiście na listę UNESCO, to bardzo szczególna podróż, jakby nie tylko do Italii, ale też w przeszłość, wprost do średniowiecza.

Widok na Piazza del Campo
Widok na Piazza del Campo

Średniowieczna Siena i James Bond

To co rzuca się w oczy, to fakt, że budynki najczęściej nie mają tu tynku. Są ceglane. Wciąż widoczne jest tu dawne ustawienie uliczek, robi to fenomenalne wrażenie. Prawda jest taka, że to jest jedno z tych miast, na które przeznaczyliśmy zdecydowanie za mało czasu. Tu samo błądzenie jest niesamowite. Ciasna średniowieczna zabudowa to przyjemne miejsce do spacerów, a za każdym niemal rogiem otwiera się nowy interesujący widok.

Siena - Piazza del Campo
Siena – Piazza del Campo

Nas do Sieny ściągnął  James Bond i „Quantum of Solance”. Akcja filmu działa się na Piazza del Campo, czyli głównym, bardzo charakterystycznym, przypominającym trochę muszlę lub amfiteatr rynkiem. Ten amfiteatr jest tu o tyle istotny, że właściwie dziś nikt nie wie dokładnie, dlaczego to miejsce ma taki kształt. Jedna z teorii mówi właśnie, że kiedyś znajdował się tu rzymski amfiteatr, na ruinach którego powstał rynek.

Piazza del Campo
Piazza del Campo

Oprócz budynków mieszkalnych, znajduje się tu też charakterystyczny ratusz Palazzo Pubblico z dzwonnicą Torre del Mangia. Natomiast dwa razy w roku w tym miejscu odbywają się wyścigi konne Palio di Siena, zresztą widoczne w Bondzie. Zdjęcia na placu realizowano w dwóch turach, raz podczas Palio, a potem ekipa filmowa wróciła tu kilka miesięcy później.

Katedra
Katedra

Katedra i Medyceusze

Drugim bardzo istotnym zabytkiem Sieny jest katedra. Znajduje się ona blisko głównego rynku. Trzeba przyznać, że robi ona znów fenomenalne wrażenie. Mocno kontrastuje z resztą miasta. Ma ozdobną fasadę przy głównym wejściu, jednocześnie w środku jest trochę bardziej stonowana, acz wciąż robiąca duże wrażenie. Bardzo charakterystycznym elementem jest kampanila, czyli biało-czarna dzwonnica. Te kolory są także wykorzystane wewnątrz katedry. Jest też w środku ciekawsza i bogatsza niż choćby słynna katedra we Florencji, dlatego ta sieneńska robi wielkie wrażenie.

Wnętrze katedry
Wnętrze katedry

No i pośrednio pojawiła się także w Bondzie. Choć raczej jej komputerowa wersja, która w filmie niby była odrestaurowywana. Walkę na dzwonnicy czy część pościgu kręcono w studio. Widać jednak tą charakterystyczną czarno-białą fasadę, czy zdobienie kolumn.

Fragment twierdzy Medyceuszy
Fragment twierdzy Medyceuszy

Ciekawym miejscem jest też twierdza Medyceuszy. Jej rola została obecnie zmieniona, ale to dobre miejsce widokowe, z którego widać całe miasto, w tym także charakterystyczne dachy, również pokazane w Bondzie.

Wąskie uliczki Sieny
Wąskie uliczki Sieny

Historia Sieny

Jeśli chodzi o historię miasta to sięga ona czasów Etrusków. Według legendy założyli je synowie Remusa – Senio i Aschio uciekający przed Romulusem. Od V wieku była to siedziba biskupstwa. Przez wiele lat miasto też konkurowało z Florencją, która ostatecznie podporządkowała sobie Sienę w 1473 roku. Miasto rozsławiła też święta Katarzyna ze Sieny.

Siena
Siena

Siena ma raczej dobre oznaczenia turystyczne, ale jednocześnie nie przyciąga tak wielu osób. Nie udało się nam znaleźć darmowych mapek, ale można sobie poradzić bez nich. Jest tutaj też czysto i niezbyt tłocznie. No i ciekawą rzeczą jest dworzec kolejowy. Perony znajdują się na zupełnie innym poziomie niż główne wejście, więc wiąże się to z długą jazdą schodami ruchomymi.

Piękne, średniowieczne uliczki Sieny
Piękne, średniowieczne uliczki Sieny

Z Bondowych miejsc prócz placu, w filmie pojawiają się krótkie ujęcia kościoła świętego Józefa, czy klasztoru św. Augusta. Reszta to kilka uliczek, które da się wypatrzeć. Natomiast filmowo stacja kolejowa w Sienie pojawia się w „Ukrytych pragnieniach” Bernardo Bertolucciego. Kręcono tu także „Romeo i Julię” Franco Zeffirelliego (z 1968) a także „Dekameron” Davida Lelanda.

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak włoski
Siena Etna
Szlak filmowy
Siena
Himeji
Share Button

Baku, czyli James Bond, „Przedwiośnie” i szklane domy

Azerowie czasem nazywają swoją stolicę małym Dubajem. Baku (azer. Bakı) w niezwykły sposób łączy ze sobą historię, przemysł naftowy i nowoczesność. Idealnie ukazuje różne oblicza petrorepubliki, a co ważniejsze, miasto znalazło swoje odbicie w kulturze, klasycznej jak i popularnej. Choć my małym Dubajem tego miasta byśmy nie nazwali, choć widać tu pieniądze, to jednak jest tu dużo więcej niż tylko przepych.

"<yoastmark

Baku – Azerbejdżan

Baku położone jest na Półwyspie Apszerońskim, które charakteryzuje się bardzo kontynentalnym, suchym klimatem. To najbardziej suche miejsce w Azerbejdżanie. O jego wyjątkowości nie decyduje jednak klimat, a zasoby naturalne – przede wszystkim ropa naftowa i gaz ziemny. Stolica i największe miasto Azerbejdżanu to także pierwszy port nad Morzem Kaspijskim – to z kolei jest największym jeziorem świata, w dodatku słone między innymi przez brak odpływów.

Szyby naftowe na James Bond Oilfield
Szyby naftowe na James Bond Oilfield

Pierwsza osada na terenie dzisiejszego Baku pochodzi z II wieku, a w XII wieku pochodzą pierwsze perskie zabudowania. Wtedy też pojawia się nazwa Badkube, co w języku perskim oznacza „uderzenia wiatru”. Stąd pochodzi współczesna nazwa Baku, a etymologia nazwy dobrze oddaje charakter tego wietrznego obszaru.

Tak zwane James Bond Oilfield
Tak zwane James Bond Oilfield

Pola naftowe Jamesa Bonda

Wirtualne zwiedzanie zaczniemy od Jamesa Bonda i filmu „Świat to za mało”. Jego akcja częściowo dzieje się w Baku, to tu Electra King ma swoje szyby naftowe, a Valentin Żukowski kasyno. Choć rezydencje ukazane w filmie faktycznie znajdują się w Azerbejdżanie, więcej zdjęć nagrano w miejscowości Neftçala. Za to wykorzystano szyby naftowe znajdujące się blisko meczetu Bibi Heybat (w dawnej zatoce Bibi-Ejbat, osuszonym fragmencie Morza Kaspijskiego). Gdy kręcono kolejne przygody 007, większość z tych szybów była już nieczynna. Powstawały przez prawie 100 lat i utrzymanie ich stało się nieopłacalne. Oczywiście w filmie całe pole naftowe działa (widać to także w czołówce). Jednak od tamtego czasu wiele się zmieniło. Dziś szyby są czynne na nowo, odnowione, nowocześniejsze. Właściwie można do nich podjechać bez większego problemu i zobaczyć je z bliska. Nie ma tan nawet ogrodzenia, czy płotu.

Meczet Bibi Heybat
Meczet Bibi Heybat

Szklane domy

Szybów oczywiście w Baku jest więcej. Można się na nie natknąć w wielu miejscach na przedmieściach, ale to właśnie te nad Morzem Kaspijskim (lub jeziorem) są zdecydowanie najbardziej rozpoznawalne i charakterystyczne. Wykorzystano je w jeszcze jednym filmie, którego zdjęcia powstały jakiś rok po Bondzie. To „Przedwiośnie” Filipa Bajona. W Baku nakręcono kilka scen, ale szyby i okolica są najbardziej rozpoznawalne. Da się tam też zauważyć minaret z Bibi Heybat.

Marriott - nowoczesny szklany dom
Marriott – nowoczesny szklany dom

Film to oczywiście adaptacja powieści Stefana Żeromskiego, dziejącej się w czasach współczesnych autorowi, czyli XIX wieku. Jest to o tyle istotne, że Baku wtedy stanowiło jedno z najważniejszych miejsc związanych z handlem i wydobyciem ropy. Szacuje się, że w pewnym momencie kontrolowano stąd 20% światowego rynku, czyniąc z miasta nieformalną stolicę biznesu naftowego. Oczywiście te czasy już dawno przeminęły, choć kraj nadal czerpie profity z nafciarstwa.

Ogniste wieże nocą
Ogniste wieże nocą

Warto przy tej okazji wspomnieć o polskich wątkach w Baku, bo to Polak – geolog i inżynier Witold Zglenicki – jako pierwszy wydobył ropę z morskiego dna pod sam koniec XIX wieku. Dzięki niemu zaczęto na przemysłową skalę wydobywać ropę naftową w Baku, konstruował platformy wiertnicze, szyby, ropociągi. Inny inżynier – Paweł Potocki – również miał znaczący wpływ na rozwój przemysłu naftowego w Baku. W 1922 roku stworzył śmiały projekt osuszenia fragmentu morza, by móc wydobywać ropę. Od 1910 roku zaś nadzorował osuszanie zatoki Bibi-Ejbat. Nazwiskami Potockiego i Zglenickiego nazwano ulice Baku. Obecnie działa tutaj Polonia. Także Alfred Nobel dorobił się fortuny właśnie na wydobyciu ropy w Baku.

Ogniste wieże w dzień
Ogniste wieże w dzień

Ogniste wieże

„Przedwiośnie” to także powieść słynąca z idei szklanych domów. Dziś jest ich naprawdę sporo w Baku. Jest tu wiele nowoczesnych wieżowców, ale jeden jest szczególny, to obecnie symbol stolicy. Chodzi oczywiście o Ogniste wieże (ang. Flame Towers), które wznoszą się ponad miastem. W nocy są dobrze oświetlone. Swoją drogą nawet zejścia do stacji metra w centrum są szklane.

Ogniste wieże widoczne z zabytkowego centrum
Ogniste wieże widoczne z zabytkowego centrum

Zaratrusztrianizm

Pozostając w temacie ognia, na przedmieściach można zwiedzić świątynię ognia Atəşgah. Kiedyś wykorzystywaną zarówno przez zaratusztrian, jak i hinduistów. Ci drudzy raczej byli gośćmi. Świątynię wznieśli wyznawcy zaratusztrianizmu i to oni się nią opiekowali i rozbudowywali przez wszystkie lata. Początkowo znajdowała się w miejscu, gdzie występował gaz ziemny, dzięki czemu dało się utrzymać wieczny ogień. W późniejszych czasach kapłani podpięli się pod gazociąg, który działa do dziś. Obecnie świątynia bardziej pełni rolę muzeum i atrakcji turystycznej, acz czasem jest wykorzystywana do modlitw.

Ateszgah
Ateszgah

Świątynia ognia Ateszgah to pięciokątny kompleks, gdzie centrum obszernego dziedzińca zajmuje czworoboczny budynek ołtarza. W jego środku płonie wieczny ogień (od lat 70. XX wieku, gdy powstało tu muzeum, doprowadzany gazociągiem), a na starych ilustracjach widać, że z czterech „kominów” w narożnikach ołtarza także wznoszą się płomienie.

Ateszgah
Ateszgah

Budynek otaczający dziedziniec to połączone pomieszczenia o różnej funkcji: cele dla mnichów, pomieszczenia o funkcji mieszkalnej, sakralnej, przechowywanie i przygotowywanie pożywienia.

Pałac Szirwanszachów
Pałac Szirwanszachów

Stare miasto – historyczne centrum

Baku znalazło się na liście UNESCO ze względu na trzy rzeczy: zabytkowe centrum, Basztę dziewiczą oraz Pałac Szirwanszachów. Historyczne centrum nosi nazwę İçəri Şəhər (Miasto Wewnętrzne lub Iczeri-Szecher). Otoczone jest starym murem. Ruch samochodowy wewnątrz jest ograniczony, a wjazd płatny. Bramy są dość wąskie, ale da się przez nie przejechać. Warto jednak zwrócić uwagę, że płatne parkingi trochę dalej oddalone od samego starego miasta są zdecydowanie tańsze.

Wnętrza pałacu
Wnętrza pałacu

Centrum jest bardzo malownicze i zadbane. Pełne kramów, restauracji, wąskich uliczek, w których dość łatwo się zgubić. Znajduje się tam jeden z symboli miasta, czyli Baszta Dziewicza (azer. Qız Qalası). Nazwa nawiązuje do legendy. Otóż podobno jeden z szachów zbudował ją swojej wybrance. Ta, gdy się dowiedziała, że ów szach jednocześnie jest jej ojcem, rzuciła się z wieży do morza. Dziś oczywiście wylądowałaby co najwyżej na bruku. Morze (jezioro) Kaspijskie ma obecnie niższy poziom niż kilkaset lat temu, więc znajduje się dalej od wieży. Obecna baszta pochodzi z XII wieku, ale pierwotna jest dużo starsza. Najstarsza stojąca w tym miejscu powstała prawdopodobnie w gdzieś w VIII-VII wieku p.n.e. Nie znana jest też jej funkcja. Jedne wersje mówią o wieży świątyni zoroastriańskiej, inne o obserwatorium astronomicznym, zaś jeszcze inne o obronie. Być może wszystkie były prawdziwe w pewnym okresie. Dziś baszta przyciąga turystów stanowiąc bardzo charakterystyczny punkt widokowy.

Baszta Dziewicza
Baszta Dziewicza

Pałac Szirwanszachów

Pałac szachów Szyrwanu (azer. Şirvanşahlar sarayı) może nie jest ani tak charakterystyczny, ani tak rzucający się w oczy, ale z pewnością to miejsce warte zobaczenia. Zaczęto go budować w XV wieku, to też był najlepszy okres dla tego obiektu. Później zaczęły się grabieże tureckie i nie tylko. Używano go wówczas jako koszarów. W XIX wieku Rosjanie planowali wręcz wyburzenie go, by postawić tu sobór Aleksandra Newskiego. Szczęśliwie wojska rosyjskie także stacjonowały w tym miejscu, więc wyburzenie przeciągnęło się na tyle, że ostatecznie uratowało pałac przed zniszczeniem.

Obecnie obiekt jest muzeum, chętnie odwiedzanym przez turystów. Ze względu na wzniesienia, zamiast jednego dziedzińca mamy trzy, które znajdują się względem siebie kilka metrów niżej. Zwiedzanie najlepiej zacząć od pałacu, będącego głównym budynkiem. Ma on dwa piętra. Zachowało się tam 16 komnat, większość z nich we względnie oryginalnym stanie, lub przynajmniej dość dobrze przywróconym. Oprócz pałacu w obiekcie znajduje się kilka innych budowli, jak meczet, łaźnie czy mauzoleum.

Grobowce obok Baszty
Grobowce obok Baszty

Plaże i  bulwar

Wokół historycznego centrum znajduje się bardziej turystyczne centrum, z drogimi sklepami, restauracjami i życiem nocnym. Dalej zaś mamy promenadę nad brzegiem morza. O ile sam bulwar wygląda bardzo ładnie, nawet gdy w tle widzimy platformy, czy pływające hotele, o tyle woda jest raczej odpychająca. Głównie ze względu na osadzającą się na kamieniach przy brzegu ropę. Bulwar jest doskonałym miejscem na spacer, zarówno w dzień, jak i w nocy, gdy widać wspaniałe oświetlenie miasta.

Plaża Shikhov
Plaża Shikhov

Trochę dalej na południe od centrum miasta znajduje się plaża Shikhov (azer. Şıxov çimərliyi). To zdecydowanie widok wart zobaczenia. Jako plaża jest to miejsce bardzo nieciekawe, zwłaszcza, że obok wysypywany jest gruz. Ale widok ludzi kąpiących się na tle platform wiertniczych jest naprawdę wyjątkowy.

Morze i ropa przy bulwarze
Morze i ropa przy bulwarze

Ciekawostki

W Baku jest bardzo wiele atrakcji dla różnych odbiorców. Dalej przy bulwarze znajdziemy choćby tutejszą wersję Wenecji, czyli pływanie po jakiś kanałach. Nie wygląda to dobrze, ale chętni i tak się znajdują. Ciekawie zaś prezentuje się budynek muzeum dywanów. Powstaje tu też wiele nowych drapaczy chmur. Konstruktorzy starają się by, były coraz to wymyślniejsze. Jeden z projektów to Gmach Półksiężyca, który w sieci jest nazywany Gwiazdą Śmierci. Będzie ciekawie wyglądać, gdy zostanie już ukończony.

Kryształowy Hol (Crystal Hall) zbudowany na potrzeby Eurowizji
Kryształowy Hol (Crystal Hall) zbudowany na potrzeby Eurowizji

Z dziwnych rzeczy, warto wspomnieć o drugim najwyższym maszcie z flagą na świecie. Zbudowano go w 2010 roku, wówczas liczył 162 metry wysokości, no i oczywiście był pierwszy. Nie długo: kilka miesięcy później w Duszambe (Tadżykistan) postawiono jeszcze wyższy. Podczas naszej wizyty w Baku masz był zdemontowany, kto wie, może właśnie go ponownie podwyższają.

Wąskie uliczki starego miasta
Wąskie uliczki starego miasta

Przy tych wszystkich atrakcjach to miasto wciąż żyje i mieszkają tu także biedniejsi ludzie. Nawet autobusy w centrum wyglądają lepiej, niż te na peryferiach. Bardzo mocno widać tu różnice w dochodach. Ale to mniej wykwintne Baku również jest interesujące. Można się natknąć choćby na tradycyjne piekarnie (chleb wypieka się tu tak samo jak w Gruzji).

Jeden z wielu meczetów w Baku
Jeden z wielu meczetów w Baku

Baku jest przepiękne, zadbane i interesujące. To miasto, które szczyci się jednym z najgłębszych linii metra na świecie. To miejsce kontrastów, wielkich pieniędzy, ale też wielu wpływów kulturowych i długiej historii.

Mury starego miasta
Mury starego miasta

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak azerski
Baku
Szlak filmowy
Baku (Bond)
Szlaku religijny
Baku
Himeji
Share Button

Karlowe Wary i kasyno Royale

Górskie uzdrowisko, kurort i miejsce słynnego międzynarodowego festiwalu filmowego, a jednocześnie plan zdjęciowy Jamesa Bonda. Mowa oczywiście o Karlowych Warach (cz. Karlovy Vary). To miasto bardzo ciekawe, niewielkie, acz różnorodne i piękne. Pełne pozostałości po poprzednim systemie, jak i jeszcze wcześniejszym, odwiedzane przez Rosjan i mocno wyróżniające się na tle Czech.

Widok na Karlowe Wary
Widok na Karlowe Wary

Historia Karlowych War

Nazwa miasta sięga aż połowy XIV wieku, kiedy król Karol IV (właściwie to Karol I, bo tak był znany jako król Czech, ale jednocześnie lepiej go pamiętamy jako Karola IV Luksemburskiego, cesarza Niemiec) zdecydował się założyć tutaj osadę zwaną Gorące Łaźnie koło Łokci. Karlowe Wary (niem. Karlsbad) to nazwa nadana później na cześć Karola IV, zdecydowanie bardziej zapadająca w pamięć. Pierwotna wersja zaś oddaje jedną z najważniejszy atrakcji tego miejsca, czyli wody. W XVI wieku wydano książkę opisującą zdrowotne właściwości tutejszych gorących źródeł. Niestety, wskutek katastrof (powodzie, pożary, wojna), miasteczko podupadło. Nowy początek dla Karlowych War nastał wraz z XVIII wiekiem, od tamtej pory Karlowe Wary cieszą się nieustającym zainteresowaniem kuracjuszy. Po drodze oczywiście była II wojna światowa, czy komunizm, ale dziś miasteczko ma się świetnie, rozwija się, zarówno jako sanatorium jak i miejscowość wypoczynkowa.

Rozwidlenie ulicy Trziste i kolumna Trójcy Świętej (miejsce widoczne w Bondzie)
Rozwidlenie ulicy Trziste i kolumna Trójcy Świętej (miejsce widoczne w Bondzie)

Karlowe Wary, festiwal i James Bond

Nim jednak zajmiemy się częścią uzdrowiskową, skupimy się wpierw na Bondzie. A tu istotna jest przede wszystkim jedna lokacja. Grandhotel Pupp to neobarokowy budynek powstały w latach 1896 – 1907, który był słynny zanim zagrał Hotel Splendide w Czarnogórze w filmie „Casino Royal” z 2006 roku. Pomijając Bonda, hotel ten jest mocno powiązany z kinematografią. Oczywiście za sprawą Międzynarodowego Festiwalu Filmowego, który rok w rok już od 1946 r. odbywa się w tym czeskim mieście, zaś Grandhotel Pupp gości sławy światowego kina.

Na brukowanym placu przed wejściem jest pewna liczba kostek brukowych wykonanych z brązu z nazwiskiem sław (nie tylko świata kina i nie tylko XX wieku) i rokiem, w którym dana osobistość zabawiała w mieście i Grandhotel. Jest i oczywiście Daniel Craig. Nas ucieszyła podświetlana gablotka z informacją o tym, że tutaj kręcono „Casino Royal”. Obsługa pozwoliła nam także wejść do środka (poinformowaliśmy, że interesuje nas Bond) i zrobić zdjęcie w głównym holu. Wnętrza, cóż, onieśmielają przepychem. Swoją drogą, przy hotelu znajduje się też kasyno. Ono jednak rozczaruje fanów 007, te filmowe kręcono w praskim studio.

Grandhotel Pupp
Grandhotel Pupp

„Casino Royale” kręcono także w pobliskim Loket i Pradze, ale w Karlowych Warach nagrano jeszcze kilka innych scen. Nie tak istotnych, ale miejsca wciąż da się rozpoznać. Jedno z nich to Kolumnada Młyńska. Normalnie jest to miejsce, w którym można napić się leczniczych wód, w filmie zaś robi za okolice dworca kolejowego.

Grandhotel Pupp
Grandhotel Pupp

Krótsze ujęcia pojawiające się w filmie kręcono przy kolumnie Świętej Trójcy, a także łaźniach Kaiserbad. Choć w tym ostatnim przypadku ostatecznie scen nie użyto w filmie scen nagrywanych na zewnątrz. Wewnątrz zaś w Łaźniach I kręcono kasyno.

Wnętrza Grandhotelu Pupp
Wnętrza Grandhotelu Pupp

Grand Budapest Hotel?

Karlowe Wary wywarły wpływ nie tylko na Bonda, ale także na „Grand Budapest Hotel” Wesa Andersona. Zdjęć nie kręcono tu wprost, ale inspiracja jest bardzo widoczna. Po pierwsze karlowarski Hotel Bristol stał się pierwowzorem filmowego hotelu. Fasada jest uderzająco podobna.

Pamiątkowy bruk/tabliczka przy Grandhotelu Pupp
Pamiątkowy bruk/tabliczka przy Grandhotelu Pupp

Co ciekawe, na plakacie promującym film widać pomnik sporego jelenia. To znów inspiracja, w Karlowych Warach mamy Jeleni Skok, choć pomnik z pewnością nie jest tak okazały jak na plakacie. Sam Jeleni Skok – pomnik jelonka, taki trochę żart. Trudny do odnalezienia, łatwy do przeoczenia. Na zdjęciu tylko wygląda na wielkiego, w rzeczywistości to jest koźlątko górskie. Za to z góry roztacza się piękny widok na miasto.

Młyńska Kolumnada (Karlowe Wary)
Młyńska Kolumnada (Karlowe Wary)

Uzdrowisko w Karlowych Warach

Karlowe Wary to oczywiście w pierwszej kolejności uzdrowisko. Znajduje się tutaj aż 79 gorących źródeł o temperaturze wody od 41 do aż 73 stopni Celsjusza. Wodę można nabierać z ogólnodostępnych kraników, przy których jest wypisana temperatura. Jak to w takich miejscach bywa, wody nie pije się dla smaku. Niektóre są dość okropne, a pozostałe nie lepsze.

Młyńska Kolumnada udająca dworzec? (ze scen nie użytych w filmie, przechodzili tu Bond i Vesper)
Młyńska Kolumnada udająca dworzec? (ze scen nie użytych w filmie, przechodzili tu Bond i Vesper)

Uzdrowisko Karlowe Wary stało się modne zwłaszcza wśród Rosjan, dwukrotnie był tutaj nawet sam car Piotr I Wielki. To aż trochę dziwne, ale najczęściej słyszanym tutaj językiem, jest właśnie język rosyjski. W tym też języku zwracają się do nas domyślnie np. w knajpkach oraz w hotelu. Szyldy informujące o sprzedaży wartościowych nieruchomości są także w pierwszej kolejności zapisane w języku rosyjskim. Dla zaspokojenia potrzeb duchowych Rosjan, w XIX wieku wybudowano tutaj cerkiew św. Piotra i Pawła. Z zewnątrz robi większe wrażenie niż od wewnątrz, co akurat zauważyliśmy też w przypadku kościoła katolickiego. Obok cerkwi jest honorowy konsulat rosyjski. W pobliskim parku-lasku jest pomnik Karola Marksa ze świeżymi kwiatami. On też tutaj bywał.

Dom zdrojowy Łaźnie I (wnętrza kasyna, fasada ostatecznie nie użyta w filmie)
Dom zdrojowy Łaźnie I (wnętrza kasyna, fasada ostatecznie nie użyta w filmie)

Beherovka i kurort

Karlowe Wary to także miasto Beherovki – nalewki niemniej zdrowej od tutejszych wód, a o niebo lepszej. Są sklepy, a też małe muzeum poświęcone temu trunkowi i w mniejszej części jego twórcy – Janowi Beherowi.

Hotel Bristol - inspiracja dla Grand Budapest Hotel
Hotel Bristol – inspiracja dla Grand Budapest Hotel

Główna promenada jest urokliwa, pełna niewymuszonej elegancji. Piękne są kamienice, piękne są budynki związane z infrastrukturą uzdrowiskową. Zwłaszcza te starsze, neobarokowe, bo nowsze może niekoniecznie, choć też aż tak nie rażą. Dalej, poza ścisłym centrum niestety widać piętno komunizmu, z jego brakiem wyczucia i estetyki.

Jeleni skok - kolejna inspiracja dla Grant Budapest Hotel
Jeleni skok – kolejna inspiracja dla Grant Budapest Hotel

Swoją drogą jak nie ma festiwalu filmowego, miasto nie żyje do późnych godzin wieczornych. Owszem spacerując blisko sanatoriów słychać tam imprezy przy muzyce, jednak na promenadzie nie ma prawie ludzi. Knajpy są szybko zamykane. O tym trzeba pamiętać, jeśli chcemy znaleźć coś do jedzenia. Ale pomimo to warto przejść się także promenadą, gdy zapadnie zmrok. Jedną z ciekawostek jest tu fontanna z gorącym źródłem, która paruje. Zaskakuje w dzień i w nocy.

Gorące źródło i naturalna fontanna
Gorące źródło i naturalna fontanna

Karlowe Wary to wyjątkowe czeskie miasto. Warte do zwiedzenia nie tylko przez wielbicieli kina. Zaś przy wejściu do Grandhotel Pupp można spędzić wiele czasu, czytając tabliczki pamiątkowe ze słynnymi gośćmi festiwalu i miasta. Bo przecież taki Goethe to raczej nie na festiwal filmowy przyjechał.

Źródła w uzdrowisku
Źródła w uzdrowisku

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak czeski
Karlowe Wary Czeska Szwajcaria
Szlak filmowy
Karlowe Wary i kasyno Royale
Share Button

Amsterdam śladami Bonda i nie tylko

Formalnie do Amsterdamu przywiódł nas James Bond, a dokładniej „Diamenty są wieczne” Guya Hamiltona z 1971 z Seanem Connerym. Ale mówiąc szczerze wokół tego miasta narosła legenda, której przygody 007 nawet nie próbują ogarnąć. Amsterdam ma swoje miejsce w pop-kulturze, ale i świadomości, przez to przyciąga wielu turystów. Jedni spragnieni są wrażeń czy to w dzielnicach rozkoszy, czy coffee shopach, inni zaś przybywają tu ze względu na sztukę i historię. Bond gdzieś niknie w tle.

Margere Brug
Margere Brug

Amsterdam i James Bond

Zresztą, jak już parę razy wspominaliśmy, starsze filmy z cyklu o 007 raczej nie przedstawiały zbyt dokładnie miast, w których dzieje się akcja. Ot kilka ujęć, by uwiarygodnić film. Podobnie jest z „Diamentami”. Tu najważniejszą rolę odgrywają amsterdamskie kanały i jeden podnoszony most, Margere Brug , czyli tak zwany Chudy Most (ang. Skinny Bridge). Podobno został zbudowany przez dwie bogate siostry, które żyły po przeciwnych brzegach rzeki Amstel. Według jednej z wersji, nie były aż tak bogate, więc zbudowały wąski most. Inna z kolei mówi, że miały na nazwisko Mager, stąd nazwa mostu. W Bondzie skrótowo pojawia się nawet ta historia, kiedy Wint i Kidd płyną łodzią turystyczną, zwiedzając miasto.

Margere Brug z bliska
Margere Brug z bliska

Oczywiście poza mostem nagrano tam też kilka innych ujęć. Niestety miejsca te obecnie dużo trudniej rozpoznać. Dość mocno się zmieniły.

Inne bondowskie okolice
Inne bondowskie okolice

Historyczna stolica

Dziś Amsterdam jest konstytucyjną stolicą Holandii, choć większość instytucji i tak ma swoje siedziby w Hadze. Początki miasta sięgają XIII wieku, zostało ono  zbudowane głównie dzięki handlowi i portowi. Prawdziwy rozkwit przeżywało od XVII wieku, kiedy powołano do życia Holenderską Kompanię Wschodnioindyjską, pierwszą na świecie spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.

Budynek Kompanii Wschodnioindyjskiej
Budynek Kompanii Wschodnioindyjskiej

Obecnie centrum jest praktycznie zawłaszczone przez turystów i rowerzystów. Czasem ciężko się poruszać, zwłaszcza wąskimi uliczkami przy kanałach. Zdecydowanie warto się skusić na rejs po nich (jeden jest wliczony w ramach karty I AmSterdam).

Kanały i rowery, typowy krajobraz Amsterdamu
Kanały i rowery, typowy krajobraz Amsterdamu

W mieście znajdziemy też mnóstwo sklepów z brylantami (jest nawet muzeum diamentów), ale również z kwiatami. Najlepiej ich szukać na pływającym targu. Mieszkańcy Amsterdamu lubują się w kwiatach, więc jak wszędzie tam też są tłumy. Sam targ to tradycja, która powoli traci na znaczeniu. Stoi w kanale, ale jest tak sztywno przyczepiony do nadbrzeża, że nie wiedząc, co to jest, można go wziąć za zwykły pawilon zbudowany na nabrzeżu.

Pływający targ od strony kanałów
Pływający targ od strony kanałów

Ciekawe są stare kamienice, niektóre datujące się aż na XVII wiek. Prawie żadna z nich nie stoi prosto, a to z powodu trudnych warunków terenowych i ówczesnej mizernej technologii budowania na drewnianych palach. Tak to jest, gdy dom buduje się na piasku (a raczej bagnie), zamiast na skale. Obecnie drewniane gnijące pale zastępowane są betonowymi palami, ale charakterystyczne krzywe domy to jeden ze znaków rozpoznawczych miasta. Z tego także da się zrobić rozpoznawalną atrakcję, wystarczy nazwać kilka budynków Tańczącymi domami i wzbudzi to zainteresowanie.

Tańczące domy
Tańczące domy

Pałac królewski i stare miasto

W centrum znajdziemy też Pałac królewski – Dam. Nie wygląda on okazale. Kiedyś był to ratusz, ale potem pieczę nad tym przejął król. Wrażenie za to robi neogotycki budynek dworca Centralnego. Jednak przede wszystkim Amsterdam to mosty i kanały oraz oczywiście rowery.

Dam, pałac królewski
Dam, pałac królewski

Samo stare miasto jest dość kompaktowe, by je przejść  nie potrzebujemy wiele czasu. Wystarczy kilka godzin. Szczęśliwie Amsterdam może się poszczycić wieloma bardzo interesującymi muzeami. Większość z nich można zwiedzić używając karty I AmSterdam, o której na koniec jeszcze napiszemy. Ale dwa dość istotne obiekty nie są nią objęte. Pierwszy to Dom Anny Frank, który jest obecnie jedną z najczęściej odwiedzanych „atrakcji” Amsterdamu. Anna Frank to Żydówka, która ukrywała się z rodziną na poddaszu jednego z domów w czasie okupacji niemieckiej podczas II wojny światowej. Przez ten czas spisywała pamiętniki. Niestety tuż przed zakończeniem wojny, jej rodzina została odkryta i spotkał ją smutny koniec. Pamiętniki jednak przetrwały i zostały wydane, zaś wokół Anny powstała legenda, także utrwalana przez kino. Pierwsza ekranizacja pochodzi z 1959, zdobyła trzy Oskary, następne były telewizyjne. Wykorzystują one czasem okolice domu, w tym charakterystyczną wieżę kościelną. Choć domostwo nie jest duże do zwiedzenia, to jednak ilość turystów, którzy tu przybywają powoduje, iż trzeba liczyć się z długim staniem w kolejce.

Pływający targ od wewnątrz
Pływający targ od wewnątrz

Rijksmuseum

Drugie wspomniane miejsce to główne muzeum sztuki Amsterdamu, czyli cudne Rijksmuseum. Tu zwiedzających jest zdecydowanie mniej, zaś na kartę mamy zniżkę. W zbiorach znajduje się choćby słynny „Wymarsz strzelców” z 1642 r. Rembrandta. Obraz znany jest także pod nazwą „Straż nocna”, a nazwa ta wynika z faktu, że warstwa werniksu przez wieki mocno pociemniała, przez co uważano, że obraz przedstawia scenę nocną. Obecnie dzieło jest odnowione i jaśniejsze, sądzi się, że strzelcy wychodzą na służbę. Jest to ten innowacyjny portret zbiorowy, gdzie portretowani przedstawieni są w sposób dynamiczny i pod różnymi kątami. „Lekcja anatomii u dr Tulpa” również Rembrandta to przykład tradycyjnego portretu zbiorowego. Malarstwo niderlandzkie i flamandzkie jest bardzo charakterystyczne: bogate sceny rodzajowe, sceny biblijne w lokalnej scenerii, fantazyjne światy pełne dziwacznych stworów, ilustracje przysłów, innowacyjne(i tradycyjne) portrety zbiorowe, psychologiczne portrety, słynne rubensowskie kształty i martwe natury śniadaniowe, na które szczególny wpływ wywarła kolonialna historia Niderlandów. Bogato zastawione stoły pełne egzotycznych owoców i przypraw.

Rijksmuseum
Rijksmuseum

„Wymarsz strzelców” ma też własny, niebanalny pomnik.

Wymarsz strzelców w wersji pomnikowej
Wymarsz strzelców w wersji pomnikowej

Muzeum Vincenta van Gogha

Po sąsiedzku Rijksmuseum jest muzeum van Gogha. Tutaj warto wcześniej rezerwować bilet przez Internet(choć nie wiemy jak to się ma wtedy do darmowego wejścia na kartę), gdyż są naprawdę potężne kolejki(choć trochę mniejsze niż do Anny Frank), a godziny otwarcia krótkie(zwykle do 17.00). Cóż, van Gogh ze swoim obciętym uchem jednak przeszedł do kultury masowej. Budynek jest nowoczesny, ale jednej rzeczy nie byliśmy w stanie pojąć: czemu dwa obrazy wisiały bokiem, a jeden do góry nogami?! Vincent wielkim artystą i podobno też czubkiem był, ale nie aż takim.

Muzeum Vincenta Van Gogha
Muzeum Vincenta Van Gogha

Dom Rembrandta

Zostając w światku sztuki, warto poświęcić chwilę czasu na odwiedzenie domu Rembrandta. Interesująco urządzona ekspozycja i do tego o podanej godzinie są pokazy, np. mieszania farb z pigmentów (bo tubka to wynalazek zdaje się z XIX wieku). Miejsce mniej oblegane, acz bardzo ciekawe. No i poniekąd powiązane z filmem „Dziewczyna z perłą” Petera Webbera ze Scarlet Johansson i Colinem Firthem. To opowieść ukazująca kulisy powstawania tego słynnego dzieła, no i znów widać tam Amsterdam w tle.

Wnętrza domu Rembranta (Amsterdam)
Wnętrza domu Rembranta (Amsterdam)

Muzeum Morskie

Z historycznych muzeów warto na chwilę również wstąpić do Muzeum Morskiego, gdzie znajduje się okręt holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Interesujący, ale to w dużej mierze rekonstrukcja, przygotowana trochę pod turystów i dzieciaki. Poza muzeum wciąż można zobaczyć z zewnątrz interesujący budynek, który pełnił rolę siedziby Kompanii.

Replika okrętu Kompanii Wschodnioindyjskiej w muzeum morskim
Replika okrętu Kompanii Wschodnioindyjskiej w muzeum morskim

Ogród zoologiczny i Micropia

Warto jeszcze wspomnieć o Zoo w Amsterdamie. Sam ogród zoologiczny tak naprawdę obecnie jest przeciętny (może oprócz wielkiej motylarni pełnej kolorowych owadów), ale Natura Artis Magistra ma swoją historię. To jeden z najstarszych ogrodów w Europie i na świecie. Przez wiele lat uchodził wręcz za wzorcową placówkę, acz obecnie niestety odstaje od aktualnych trendów. Uwagę zaś przyciąga Micropia, czyli takie pantofelkarium,  pawilon z mikrobami. Można tam pod mikroskopem obejrzeć próbki z różnymi bakcylami. Szczególnie działa na wyobraźnię gablota ze sprzętami codziennego użytku i zdjęcia zamieszkujących ich potworów. Również w toaletach na lustrach są informacje o bakteriach, oczywiście powiązanych z tymi konkretnymi potrzebami. Oryginalne i pouczające. Micropia formalnie ma osobny bilet od zoo, ale jednocześnie oba są dostępne w ramach karty I AmSterdam.

Micropia
Micropia

Czerwone latarnie

Na koniec coś dla ciała. Coffee shopów w Amsterdamie jest dostatek, choć władze starały się je ograniczyć. Można je spotkać, jak się trochę pokręci w centrum. Za to słynna jest dzielnica czerwonych latarni, uchodząca wręcz za jeden z symboli i obowiązkowych punktów do zobaczenia na mapie miasta. Choć obecnie to komercja i to nie chodzi tylko o kupczenie ciałem. Więcej tutaj turystów i oglądaczy niż klientów. Jest ciekawie oświetlona, ale  tu naprawdę przychodzą tłumy. W Amsterdamie jest też mniej turystyczna dzielnica prostytucji i znajduje się ona na zachód od dworca. Tam klimat jest zupełnie inny, choć oczywiście światła czy okna wyglądają tak samo.

Dzielnica czerwonych latarni
Dzielnica czerwonych latarni

Wejściówki i poruszanie się po mieście

Karta I AmSterdam City Card to dość dobre rozwiązanie, jeśli zamierzamy zwiedzać muzea w mieście. Nie licząc Rijks i Anny Frank, większość istotnych znajduje się w pakiecie. Dodatkowo karta gwarantuje przejazdy transportem miejskim (bez kolei oraz niektórych linii podmiejskich). Na lotnisku Schiphol po kratę ustawiają się olbrzymie kolejki, za to przy dworcu centralnym ludzi było już niewielu. Do karty dołączona jest książeczka i mapa miasta. Normalnie mapy są płatne (chyba, że akurat w hotelu mają). W karcie poza muzeami wliczony jest też jeden rejs, o którym pisaliśmy. Przy odwiedzeniu kilku muzeów zazwyczaj karta się szybko zwraca. Kartę można także zamówić przez internet, gdzie znajduje się aktualna lista zniżek i cen.

Dworzec główny (Centralny)
Dworzec główny (Centralny)

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak holenderski
Amsterdam
Szlak filmowy
Amsterdam (Bond)
Share Button

Wenecja, czyli Indy spotyka Bonda i Langdona

„Ach Wenecja” (wł. Venezia), jak to powiedział Indiana Jones wychodząc z kanału. Działo się to dokładnie przed kościołem św. Barnaby, który w filmie „Indiana Jones i Ostatnia Krucjata” Stevena Spielberga pełnił rolę biblioteki. Faktycznie kościół ten nie pełni obecnie swej pierwotnej roli. Choć znajduje się tam muzeum z różnymi wystawami, a nie biblioteka, to wciąż jest to zdecydowanie najbardziej rozpoznawalny budynek z filmu o przygodach doktora Jonesa. Na placu przed kościołem dziś także są stoliki, przy których siedzą turyści, czyli prawie jak w filmie. Zaś idąc naprawdę niewiele dalej przechodzimy przez mostek na kanale, który także pojawił się w filmie. Tam przemierzali go Indy, Markus Brody i doktor Elsa Schneider.

Kościół św. Barnaby
Kościół św. Barnaby

Wenecja i Indiana Jones

Dalej jest już trudniej, nie tylko dlatego, że miasto się zmienia, ale także filmy o Jonesie nakładają się nam z innymi obrazami. Trudno się dziwić, Wenecja jest bardzo charakterystycznym miastem, które kochają zarówno turyści, jak i filmowcy.

Mostek z Indiany Jonesa
Mostek z Indiany Jonesa

Przystań, na której wysadzono Kazima jest bardzo dobrze widoczna z Mostu Akademickiego. To budynek Palazzo Barbaro, który znajduje się przy Wielkim Kanale (ang. Grand Canal). Idąc za Indym warto też udać się w kierunku bazyliki Santa Maria della Salute. Choć sama świątynia (bardzo ciekawa z zewnątrz) nie pojawia się w filmie, to nadbrzeża z obu stron zostały uwiecznione na taśmie. Przystań przy bazylice to miejsce, gdzie możemy zobaczyć Elsę Schneider. Stąd też jest dobre miejsce do oglądania wielkiego kanału.

Wielki Kanał z Ostatniej Krucjaty
Wielki Kanał z Ostatniej Krucjaty
Przystań przy której wysadzono Kazima
Przystań przy której wysadzono Kazima

Plac św. Marka, bazylika i pałac Dożów

Zdecydowanie najbardziej znany punkt w Wenecji to plac św. Marka, czasem suchy, wypełniony turystami i gołębiami (których oficjalnie nie wolno karmić, ale wiele osób i tak to robi). Czasem to miejsce jest częściowo zalane, co także tworzy unikalny klimat tegoż miasta. Wody nie ma tu najczęściej zbyt wiele, zaś do przejścia suchą nogą ustawione są odpowiednie palety pełniące rolę chodników. Przy placu znajduje się bazylika Św. Marka, jak również pałac Dożów. Te miejsce przyciągają naprawdę wielu turystów, najlepiej zwiedzać je z samego rana. Pałac jest otwarty od 9:00 rano w sezonie. Jeśli chcemy go zobaczyć, warto pojawić się nawet wcześniej. Bilet do pałacu uprawnia także do wejść do muzeum przy placu i bazyliki (jest oczywiście kilka opcji do wyboru).

Widok na plac św. Marka
Widok na plac św. Marka
Ujęcie z placu
Ujęcie z placu

Plac św. Marka pojawia się  parę razy w Bondzie. Po raz pierwszy w „Pozdrowieniach z Rosji” (1963). Są tam zarówno ujęcia Grand Canal, jak i znajdujący się z tyłu Most Westchnień– jeden z bardziej charakterystycznych punktów Wenecji. Sam plac św. Marka jest ukazany z wody. Jak większość starych Bondów, tak i ten ma tylko kilka ujęć na lokacji, by uwiarygodnić akcję.

Most Westchnień
Most Westchnień

James Bond w Wenecji

Inaczej sprawa się ma z „Moonrakerem” (1979). Tam plac św. Marka pojawia się w kilku ujęciach. Po pierwsze Bond przelatuje po nim swoją poduszkową gondolą. Po drugie jest tu zlokalizowana firma „Venini Glas”. Należy jej szukać za Bazyliką, dokładniej na Piazzetta dei Leoncini. Stoją tam lwy, więc dość łatwo to miejsce znaleźć. Zabudowania Venini Glas natomiast ciągną się aż do wieży zegarowej. Słynny zegar został uszkodzony przez Bonda, ale jak widać, udało się naprawić zniszczenia.

Zegar zniszczony przez Bonda
Zegar zniszczony przez Bonda
Tu gdzieś była Veni Glass
Tu gdzieś była Veni Glass

Plac jest także istotnym miejscem akcji „Casino Royale” (2006) z Danielem Craigiem. W tym wypadku Bond wygląda przez okno hotelowe i widzi plac z widokiem na bazylikę. Hotelu w tym miejscu nie udało nam się zlokalizować (zwłaszcza, że wnętrza kręcono w Pradze). Prawdopodobnie widok ten nagrano z okien muzeum archeologicznego lub Correr.

Plac św. Marka
Plac św. Marka

Robert Langdon i Wenecja

Sama bazylika św. Marka została pominięta zarówno przez Bonda jak i Jonesa, ale zainteresował się nią Robert Langdon w „Inferno” Rona Howarda (na podstawie powieści Dana Browna). Właśnie w tym miejscu dzieje się najbardziej istotna część akcji w Wenecji. Można też zobaczyć fragmenty krypt bazyliki. Budynek sakralny pierwotnie konsekrowano w 832 r., jednak na przestrzeni lat był wielokrotnie przebudowywany i odbudowywany (np. po pożarze). Sam kościół jest poniekąd podwójnie bizantyjski, po pożarze nową konstrukcję wzorowano na konstantynopolskim kościele św. Apostołów, później zaś podczas krucjat udało się złupić chrześcijańskie Bizancjum, co po części wzbogaciło tę świątynie.

Jeśli chodzi o kradzieże, to istotne też są relikwie św. Marka. Według legendy, gdy ewangelista przybył do Rzymu, zatrzymał się na lagunie, więc w 828 kupcy weneccy postanowili wykraść szczątki świętego z Aleksandrii, co zresztą się im udało. Zaś lew ze skrzydłami, symbolizujący ewangelistę, jest też godłem Wenecji. Bazylika słynie ze swoich mozaik, w pewien sposób wewnątrz przypomina trochę Hagię Sofię. Ta wenecka świątynia była też od połowy XVI wieku jednym z najważniejszych ośrodków muzycznych w Europie.

Plac św. Marka
Plac św. Marka

Mniej filmowe znane miejsca

Kontynuując „Moonrakera”. Jest tam jeszcze kilka dość ciekawych miejsc, które da się wychwycić. Przede wszystkim tył Teatro la Fenice. Tam mamy rozmowę M. z 007.

Tył teatru
Tył teatru

Inne bardzo intrygujące miejsce, to dok dla gondoli. Widzimy je w tle podczas pościgu kanałami. To Squero di San Trovaso. Nie przyciąga uwagi turystów, ale z pewnością jest to dość charakterystyczna lokalizacja.

Naprawianie gondoli
Naprawianie gondoli

W „Moonrakerze” jest też scena, w której w Wenecji Bond spotkał doktor Goodhead. Na ulicy Fondamenta Misericordia znajduje się budynek, który zdaniem Bonda pochodzi z XIV wieku, choć oczywiście jest późniejszy.

Kolejne ujęcie z Bonda
Kolejne ujęcie z Bonda

Wspominaliśmy o Canal Grande. To główna, wodna arteria Wenecji, chcąc nie chcąc musi pojawiać się w wielu filmach będąc kolejną, rozpoznawalną wizytówką miasta. Choćby w głośnej produkcji „Śmierć w Wenecji” Viscontiego (na podstawie noweli Tomasza Manna) dość ciekawie ukazuje to miejsce. Ujęcia znajdziemy we wszystkich wymienionych filmach, ale najlepiej chyba jest ukazany w „Casino Royale” (2006). Tam mamy wpływanie do kanału. Da się dostrzec  zarówno kościół San Giorgio Maggiore (a raczej jego wieże), jak i ryneczek handlowy.

Targowisko ukazane w „Casino Royale”
Targowisko ukazane w „Casino Royale”

Zwiedzanie

Na koniec trochę o samym zwiedzaniu Wenecji. To jest bez wątpienia jedno z tych miast, które  trzeba samemu zobaczyć i ocenić. Jedni je kochają, innym się nie podoba. Prawda jest taka, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat (mniej więcej tyle minęło odkąd pierwszy raz przyjechaliśmy do tego miasta) wiele się zmieniło. Całe centrum jest zdecydowanie bardziej turystyczne, o czym zresztą nie raz słychać w mediach. Mieszkańcy wyprowadzają się, mając dość turystów, a ci przybywają tu licznie na parę godzin. Efekt jest taki, że kilka najbardziej obleganych punktów jest bardzo tłumnych.

To przede wszystkim okolice placu św. Marka i mostu Rialto. W obu przypadkach da się jeszcze spokojnie przejść wcześnie rano, a potem dopiero gdy tłumy „godzinowców” już opuszczą miasto. Jednak Wenecja jest dużo większa, choć może już nie tak rozpoznawalna, co sprawia, że jest to idealne miejsce spacerowe. Odchodząc dalej, często tłumów nie ma, a kanały, mosty i zabudowa są, może mniej ikoniczne, ale nadal bardzo nastrojowe.Tak można spędzić praktycznie cały dzień nie przedzierając się przez tłumy.

Most Rialto
Most Rialto

Wenecja jest dość drogim miastem, chyba jednym z najdroższych we Włoszech. Tę różnicę cenową naprawdę widać. Dla porównania, jeśli pizza margharita kosztuje w Neapolu w pizzerii około 3 EUR, w innych miastach Włoch 5-7 EUR, tu ceny najczęściej zaczynają się od 10 EUR. Nie ma tu także darmowych mapek. Na lotnisku można kupić ją za około trzy EUR. Wąskie uliczki, kanały i specyficzna zabudowa sprawia, że GPSy trochę się gubią, mapy faktycznie się przydają. Szczęśliwie część hoteli daje je jako gratisy. Oczywiście hotele warto rezerwować ze sporym wyprzedzeniem, bo potem rosną ceny ze względu na duże obłożenie. Zresztą z powodu ilości turystów miasto próbuje ograniczać dostęp do niego. Jednocześnie nie wszystkie działania podobają się UNESCO.  Organizacja grozi, że może wykreślić Wenecję z listy.

Gondola i kanały
Gondola i kanały

Gondole i tramwaje wodne

Na koniec jeszcze uwaga o tramwajach wodnych i gondolach. W tym pierwszym przypadku, jeśli się zdecydujemy, to chyba najlepiej przepłynąć sobie przez cały Grand Canal. Np. zacząć przy dworcu, a wysiąść przystanek lub dwa za placem św. Marka, lub na odwrót. Natomiast w przypadku gondoli, cena jest ustalona z góry. W czasie naszej wizyty, było to 80 Euro w dzień lub 100 wieczorem, od gondoli. Bez większych problemów da się znaleźć kilka innych osób, które przepłyną się z nami i podzielą koszty, gondolierzy na to nie narzekają. Gondola to bodaj ten najbardziej klasyczny i nastrojowy sposób zwiedzania tego miasta. Warto się zdecydować, w końcu w Wenecji nie bywa się zbyt często. Zaś jeśli ktoś chciałby lepiej przyjrzeć się weneckim lokacjom z samego Bonda, to polecamy blog Kulisy Bonda.

Zaś na sam koniec filmowo warto wspomnieć o międzynarodowym festiwalu filmowym. Odbywa się on tutaj od 1932, przez co uchodzi za najstarszą imprezę filmową.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Wenecja
Wenecja
Szlak włoski
Wenecja
Szlak filmowy
Wenecja, czyli Indy spotyka Bonda i Langdona
Share Button

Lizbona (i Bond)

Mówiąc, że do Lizbony ściągnął nam James Bond, zdecydowanie przesadzamy. Owszem miał on swój wpływ, ale stolica Portugalii oferuje dużo więcej niesamowitych atrakcji. Obecnie też łatwo kupić tani bilet na lot bezpośrednio do Lizbony z kilku lotnisk w Polsce, więc może tym bardziej warto skorzystać. Zaś Lizbona (port. Lisboa) na przedłużony weekend to bardzo dobry pomysł.

Dachy Lizbony
Dachy Lizbony

Lizbona i James Bond

Jeśli chodzi o Bonda to w Portugalii kręcono „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości” (1969) z Gregorym Lazenbym. Pierwszy film w którym zastąpiono Seana Connery’ego, choć potem wycofano się z tego pomysłu, jednocześnie wciąż jeszcze w miarę mocno trzymający się oryginału, czyli powieści Iana Flemminga. Ekipa filmowa przybyła do Portugalii w kwietniu 1969, zdjęcia rozpoczęła w maju. Lizbona nie była nigdy głównym celem filmowców, ale doskonałą bazą. Część zdjęć powstawało w Cascais nieopodal Lizbony, inne zaś w Parku Narodowym Arrábida, w tym finałowa scena w której Blofeld zabija żonę Bonda. Portugalia bardziej udaję Francję, ale w filmie jest kilka scen nagranych w Lizbonie, które są dość charakterystyczne i rozpoznawalne.

Jubiler z Bonda wciąż działa
Jubiler z Bonda wciąż działa

Pierwsze to sklep jubilerski The Joalharia Ferreira Marques, który znajduje się na placu Pedro IV, lub też czasem nazywany Rossio. Znajduje się on dokładnie w południowej części placu. W filmie pojawia się dokładnie dwa razy. Najpierw w jednym z przypadkowych ujęć podczas romantycznych chwil Bonda i Tracy. Potem pod koniec filmu widzimy tu już samego 007, który wchodzi do środka by kupić pierścionek. Scena z filmu dość dobrze oddaje charakter tego miejsca. Jest tu bardzo wiele różnych sklepów dla turystów. Naszą szczególną uwagę zwrócił Świat Sardynki Portugalskiej.

Most 25 kwietnia
Most 25 kwietnia

Almada i most 25 kwietnia

Drugie ważne miejsce, które dość łatwo rozpoznać to most 25 kwietnia, łączący Lizbonę z Almadą. Sam most otworzono w 1966, został zbudowany przez firmę American Bridge Company, która odpowiada za Bay Bridge łączący San Francisco i Oakland. Choć kolorystycznie przypomina Golden Bridge, z którym bywa czasem mylony. Od czasów Bonda most przeszedł jedną bardzo istotną przebudowę. W 1999 dodano poziom kolejowy (pod poziomem samochodowym). Dziś to właśnie kolej jest najłatwiejszym sposobem by przejechać się tym mostem na drugą stronę.

Sanktuarium Chrystusa Króla
Sanktuarium Chrystusa Króla

W filmie widzimy jak Bond jest wieziony przez zbirów Draco przez ten most. Da się tam uchwycić jeszcze jeden bardzo istotny szczegół, a mianowicie wielki pomnik Jezusa. W Almadzie znajduje się sanktuarium Chrystusa Króla (Christo Rei). Jego budowa została zainspirowana Jezusem z Rio De Janeiro. Samo sanktuarium jest też bardzo dobrym punktem widokowym, nie tylko na most, ale także na Lizbonę. Poza pociągami (z których trzeba trochę podejść), kursują tu statki wycieczkowe, które mają trzy przystanki: Lizbona, Sanktuarium i Belem.

Pomnik Odkrywców
Pomnik Odkrywców

Belem

Skoro zahaczyliśmy o Belem warto ten temat pociągnąć. Kiedyś to były zachodnie przedmieścia Lizbony. Dziś Belém (a właściwie to Santa Maria de Belém) to jedna z największych atrakcji turystycznych stolicy Portugalii. To właśnie tu, w pobliżu ujścia Tagu do Oceanu Atlantyckiego wyruszały wielkie wyprawy odkrywców z Vasco Da Gammą na czele. Zwiedzanie warto zacząć od Pomnika Odkrywców. W pierwotnej wersji został on zbudowany w 1940 na wystawę światową, jednak ostateczny kształt nadano mu dopiero w 1960 z okazji 500-lecia śmierci księcia Henryka Żeglarza.

Muzeum morskie
Muzeum morskie

Dalej warto udać się do muzeum morskiego, gdzie znajdziemy zarówno makiety historycznych okrętów, oryginale mundury, sprzęty, jak również kilka zachowanych mniejszych jednostek pływających, które obecnie stoją w wielkiej hali i można je podziwiać.

Klasztor Hieronimów w Belem
Klasztor Hieronimów w Belem

Z muzeum zaś jest już bardzo blisko do Klasztoru Hieronimów, jednego z największych zabytków Portugalii. Zbudowany w tak zwanym stylu manuelińskim, czyli portugalskiej odmianie późnego gotyku. Klasztor obecnie pełni rolę Panteonu narodowego (choć nie jedynego). Jest też wpisany na listę UNESCO razem z wieżą Belem. Kiedyś strzegła wejścia do portu, jednak po trzęsieniu ziemi koryto rzeki zmieniło trochę bieg. Dziś wieża to jeden z najbardziej charakterystycznych punktów Lizbony.

Wieża Belem
Wieża Belem

W Belem warto pamiętać jeszcze o jednym, Pasteis de Belém, czyli słynnych ciasteczkach, które tylko tu mają taką nazwę i markę. Kosztują średnio cztery razy więcej niż normalnie, no i jest dużo więcej turystów. Ale za markę się płaci. W Belem ponadto znajduje się pałac w którym urzęduje prezydent.

Lizbona widziana z zamku Maurów
Lizbona widziana z zamku Maurów

Alfama

Drugą bardzo ważną dla odwiedzających dzielnicą jest Alfama. To najstarsza dzielnica Lizbony. Przetrwała trzęsienie ziemi z 1755, dzięki temu można tu oglądać starą zabudowę, właściwie to nawet bardzo starą, bo są tu zarówno zabytki rzymskie, jak i pochodzące z czasów Maurów.

Katedra (Lizbona)
Katedra (Lizbona)

Z czasów Maurów pochodzi Katedra Sé, czyli Katedra Najświętszej Marii Panny. Zbudowana w stylu romańskim na pamiątkę wyzwolenia miasta spod władzy Maurów. W tym miejscu wcześniej wznosił się dawny meczet, jak niosą legendy, pewne elementy po meczecie pozostały. Sama katedra znajduje się na styku dzielnic Alfama i Baixa.

Słynne azulejos i widok na Lizbonę
Słynne azulejos i widok na Lizbonę

Nieopodal znajduje się teatr rzymski, a raczej to co z niego zostało. Obecnie jest to muzeum. Warto pamiętać, że w pierwszą niedzielę miesiąca wstępy do większości muzeów są darmowe. Czasem jest to druga niedziela, jak to miało miejsce w styczniu 2017, ponieważ 1 stycznia wypadł w niedzielę, przesunięto darmowe wejścia.

Zamek św. Jerzego
Zamek św. Jerzego

Zamek Maurów

Zdecydowanie najważniejszym zabytkiem po Maurach jest jednak Zamek św. Jerzego (Castelo de São Jorge). Zbudowany na początku XII wieku, na krótko zanim ziemie te przejęli Portugalczycy. Potem zaczęli rozbudowywać go chrześcijanie. Dziś jest bardzo ciekawą atrakcją, co prawda odtworzono go po zniszczeniach po trzęsieniu ziemi, ale wciąż jest wart uwagi i przyciąga wielu turystów. To też jeden z lepszy punktów widokowych na całe miasto.

Panteon Narodowy
Panteon Narodowy

Panteon

Zupełnie nowym zabytkiem jest Panteon Narodowy. Ten monumentalny budynek niestety wciąż nie pełni tej roli, jaką mu wymyślono. Owszem znajdują się tu grobowce słynnych Portugalczyków, ale ma się wrażenie, że to takie trochę pisanie historii na siłę. Tu pochowa się piłkarza, a tu kogoś innego. Oczywiście nikomu nic nie ujmując, problem w tym, że gdy umiera były prezydent, to nagle całe uroczystości związane z jego pożegnaniem odbywają się w Belem w klasztorze Hieronimów. Panteon potrzebuje jeszcze kilkudziesięciu jeśli nie kilkuset lat, by faktycznie zająć swoje miejsce w historii. Niemniej jednak to wciąż imponujący budynek.

Słynny tramwaj 28 (Lizbona)
Słynny tramwaj 28 (Lizbona)

Linia nr 28

Alfama to także mnóstwo przepięknych małych uliczek, domów z azulejos, punktów widokowych. Kursuje tu też tramwaj nr 28. Na tej linii jeżdżą przede wszystkim stare, zabytkowe już składy. To ma być dodatkowa atrakcja. Trasa tej linii jest wyznaczona tak, by była wygodna do zwiedzania zabytków. Turyści nie powinni mieć problemów ze znalezieniem tej linii, jednocześnie stare tramwaje nadają miastu klimatu.

Bazylika Estrela
Bazylika Estrela

Linią 28 można też dojechać do Bazyliki Estrela, oczywiście znajdującej się już poza Alfamą. Budynek ten posiada bardzo dużą kopułę, którą widać z wielu miejsc miasta. Obok znajduje się park, pełny egzotycznych roślin. Są tam też między innymi papugi.

Słynna Brama na placu Comercio
Słynna Brama na placu Comercio

Kolejne bardzo charakterystyczne i przyciągające wielu turystów miejsce to Plac Comercio (Praça do Comércio). Znajdujący się tuż przy rzece Tag plac to bardzo przestrzenne miejsce. Dużo klimatu robi tu łuk tryumfalny Arco Rua Augusta.

Wnętrza kościoła św. Rocha
Wnętrza kościoła św. Rocha

Charakterystyczne punkty

W samym centrum warto zwrócić uwagę jeszcze na trzy rzeczy. Niepozorny z zewnątrz kościół św. Rocha. Windę Santa Justa. Tę budowlę zaprojektował Raoula Mesnier de Ponsard, jeden z uczniów Gustave’a Eiffla. Winda ta łączy dzielnicę Baixa leżącą wyżej Chiado. To też kolejny doskonały punkt widokowy. Bilety na windę oczywiście są też w ramach karty miejskiej. Natomiast po wjechaniu na górę można podejść do muzeum archeologicznego. Znajduje się ono w starym kościele, który nie został odbudowany do końca po trzęsieniu ziemi. Nawet samo obejście tego miejsca jest ciekawym doświadczeniem.

Winda Santa Justa
Winda Santa Justa

Wg TripAdivsor jedną z największych atrakcji Lizbony jest Oceanarium. Z pewnością robi wrażenie, ale dziś już da się tam zauważyć znak czasu, zwłaszcza jak porównuje się je z innymi, podobnymi ośrodkami na świecie. Niemniej jednak, tego typu miejsca to prawie zawsze frajda, dla osób, które to lubą.

Budynek Oceanarium
Budynek Oceanarium

Na koniec jeszcze uwaga praktyczna. W Lizbonie istnieje karta miejska, Lisboa Card. Można ją kupić w trzech wersjach, 24, 48 i 72 godzinną, także przez Internet. Karta przede wszystkim gwarantuje nam darmowe przejazdy komunikacją miejską i podmiejską. Wliczają się także pociągi np. do Sintry, choć akurat w przypadku Sintry trzeba sobie skalkulować czy to na pewno się opłaca. Jednocześnie na kartę jest wstęp do kilku zabytków za darmo, a do wielu innych ze zniżką. Ponieważ zmienia się to w czasie, warto zweryfikować sobie informacje na stronie karty Lisboa Card.

Szlak portugalski
Lizbona
Szlak filmowy
Lizbona (i Bond)
Share Button

Londyn. Bond i nie tylko

Stolica Wielkiej Brytanii to jedna z najważniejszych światowych metropolii, póki co wciąż pełni rolę głównego City Europy i nawet mimo groźby Brexitu tak szybko się to nie skończy. Londyn (ang. London) to olbrzymie, przepiękne miasto, w którym tradycja przeplata się z nowoczesnością. Ale to także miejsce bardzo filmowe. Tak bardzo, że można by temu poświęcić cała monografię. Niemniej jednak spróbujemy ogarnąć temat choć częściowo.

Big Ben i budynek parlamentu
Big Ben i budynek parlamentu

Londyn – śladami Bonda i nie tylko

Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc w Londynie jest budynek parlamentu, czyli Pałac Westminsterski, wraz z  zegarem zwanym Big Benem. Oficjalnie obecnie nazywa się on Elizabeth Tower (na cześć królowej Elżbiety II). Dziś nie ma zgody skąd się wzięła nazwa Big Ben. Jedni twierdzą, że to na cześć Benjamina Halla, który odpowiadał za instalację zegara, inni, że na cześć Bena Caunta, słynnego boksera.

To punkt tak charakterystyczny, że pojawia się w bardzo wielu produkcjach, w tym także w kilkunastu Bondach (w „SPECTRE” na Moście Westminsterskim mamy nawet finał, ale właściwie każdy z odtwórców Bonda pojawiał się gdzieś w okolicy). Inne filmy to choćby „Trainspoitting”, „V jak Vendetta” (zresztą dość mocno odwołujący się do historii Guya Fawkesa, który próbował wysadzić ten budynek), a także budynek parlamentu widzimy choćby w „Sherloku Holmsie” Guya Richiego.

London Eye
London Eye

Po drugiej stronie Mostu Westmisterskiego widać słynny diabelski młyn London Eye. Jeszcze nie ma rozbudowanej filmowej historii, ale coraz częściej pojawia się gdzieś w tle londyńskiego krajobrazu. Jest wysoki, więc bardzo się wybija. W czołówce serialu „Sherlock” była panorama Londynu z widokiem na Oko.

Downing Street 10 - siedziba premiera Wielkiej Brytanii
Downing Street 10 – siedziba premiera Wielkiej Brytanii

Innym bardzo charakterystycznym miejscem w Londynie, które pojawia się w serii o Bondzie, ale nie tylko, jest siedziba premiera Wielkiej Brytanii znajdująca się na Downing Street 10. W Bondzie najczęściej widzimy to miejsce trochę od środka, choć oczywiście zdjęcia są nagrywane w studiu. Jednym z filmów, w którym wykorzystano prawdziwe ujęcia tej ulicy jest choćby „Królowa” (2006) z Helen Mirren. Niestety siedziba premiera jest pilnie strzeżona i nie da się do niej podejść blisko.

Pałac Buckingham
Pałac Buckingham

Za to czasem jest możliwość zwiedzenia pałacu Buckingham, o ile oczywiście nie ma w nim aktualnie rodziny królewskiej. Trzeba mieć trochę szczęścia. Pod pałacem w „Śmierć nadejdzie jutro” lądował James Bond. Miejsce to jest kolejnym bardzo charakterystycznym punktem na mapie Londynu, więc widzieliśmy je choćby w „BFG: Bardzo fajny gigant” Stevena Spielberga, „Żelaznej damie” czy „Skarbie narodów: Księdze Tajemnic” (gdzie niby była okazja zobaczyć wnętrza).

Tower (w tle między innymi 30 St Mary Axe)
Tower (w tle między innymi 30 St Mary Axe)

Sherlock, Mission: Impossible

Kolejny bardzo filmowy punkt Londynu to słynne Tower of London i znajdujący się obok Tower Bridge. Bardzo charakterystyczny, częściowo podnoszony most. To kolejna ikona miasta, więc tu znów czeka nas wymienianie filmów. „Tomb Raider”, „Mission: Impossible”, „Londyn w ogniu”. Także Bond. No i znów „Sherlock” Richci’ego, tam co prawda mostu jeszcze nie ma, ale końcowy pojedynek dzieje się na rusztowaniach. Zaś samo Tower pojawia się choćby w serialu „Sherlock”, gdzie Moriarty dobiera się do królewskiej korony. To także miejsce-legenda miasta ze względu na trzymane tu kruki. Podobno póki żyją, monarchia w Wielkiej Brytanii będzie trwać. Więc są utrzymywane za pieniądze podatników, stanowią jeden z ważniejszych symboli miasta (podobnie jak to było z małpami na Gibraltarze).

Trinity Square
Trinity Square

Niedaleko Tower znajduje się Trinity Square. Charakterystyczny budynek o numerze 10 pojawił się w „Skyfall”. To właśnie tu M. przyjeżdża się zameldować do Mallory’ego po wypadkach w Turcji.

Budynek MI-6
Budynek MI-6

Pozostając przy Bondzie, bardzo istotnym elementem jest też oczywiście siedziba MI-6. Początkowo mieściła się ona w budynku Ministerstwa Wojny (co także pojawiło się w serii). Potem już za czasów Price’a Brosnana MI-6 otworzyło nowy budynek nad Tamizą, do dziś się tam znajduje i jak twierdzą niektórzy straszy. W serii z Craigiem z nieznanych przyczyn wymyślono sobie nowy budynek, fabularnie wysadzając poprzedni. Ten zniszczony w filmach jednak wciąż ma się dobrze.

Filmowy Universal Exports
Filmowy Universal Exports

Bardzo blisko obecnej siedziby MI-6 (ta nie została zmieniona wbrew kanonowi ostatnich Bondów), znajduje się inny budynek, który pojawił się w „Doktorze No”. Z jakiegoś powodu zamiast pokazywać wtedy siedziby wywiadu, pokazywano fikcyjne Universal Exports. Ale tak, to nadal Londyn, współczesny w dodatku.

National Galery
National Galery

Charakterystyczne punkty Londynu

Kolejnym bardzo charakterystycznym punktem Londynu jest słynny Trafalgar Square z kolumną admirała Nelsona. To miejsce bardzo często wykorzystują filmowcy. Dodatkowo przy placu mieści się też Galeria Narodowa (National Gallery). Znajduje się tam choćby obraz Williama Turnera „Ostatni rejs Temeraire”, który Bond ogląda razem z Q w „Skyfall”. galerii ekspozycja i umeblowanie wygląda trochę inaczej niż w filmie, ale obraz wciąż tam się znajduje. Inny bardzo sławny obraz w kolekcji to oczywiście „Słoneczniki” Van Gogha. Przy okazji Turnera warto przypomnieć wspaniały film „Mr. Turner”, ukazujący kulisy powstawania wielu dzieł artysty, mniej tam Londynu czy lokacji, ale w bardzo ciekawy sposób są ukazane wnętrza dawnej Anglii.

Zaś filmowo Trafalgar to nie tylko Bond (a Bond to nie tylko „Skyfall”). Znów będzie bardziej wyliczanka: „Wonder Woman” (2017), „Trainspotting”, „To właśnie miłość”, „Na skraju jutra” (2014), „V jak Vendetta”, „Ludzkie dzieci” (2006), „28 dni później”, „101 dalmatyńczków” (1996), czy „Latający cyrk Monthy Pythona”. To na tyle rozpoznawalne miejsce, że bardzo szybko widać, iż akcja dzieje się w Londynie.

Piccadily Circus
Piccadily Circus

Pozostajemy przy placach. Inny słynny londyński plac to oczywiście Piccadilly Circus. Pojawia się choćby w „Szybcy i wściekli 6”, „Mrocznym rycerzu”, „Trainspotting”, „Harrym Potterze i Insygniach Śmierci I”, „Dzienniku Bridget Jones” czy „Notting Hill”.

Leicester Square i słynne kina
Leicester Square i słynne kina

Trzecie takie miejsce to Leicester Square. Albo Lester, jak najczęściej czytają to londyńczycy. To miejsce filmowe, ale zupełnie z innych względów. W okolicy placu znajduje się kilka kin, w których często organizowane są uroczyste premiery. Ale samo również pojawiło się w kinie, choćby w „Notting Hill”.

Greenwich
Greenwich
Greenwich w Bondzie
Greenwich w Bondzie

Greenwich i Piraci z Karaibów

Dość słynne miejsce to także Greenwich, gdzie znajduje się Old Royal Naval College. W Greenwich jest też południk zerowy. Kiedyś można było sobie na nim stanąć za darmo, obecnie ta część, przyciągająca bardzo wielu turystów, jest płatną atrakcją. Natomiast po reszcie Greenwich można sobie spokojnie pospacerować. Nawet słynny fresk w Painted Hall jest do obejrzenia za darmo. Stary college został wykorzystany w Jamesie Bondzie, ale tym razem nie udawał Londynu, a Repozytorium Sztuki na Kremlu („Ośmiorniczka”). W „Skyfall” czy „Świat to za mało” już jest to z powrotem Londyn, ale raczej pełni tam rolę tła. Nagrywano tu między innymi „Piratów z Karaibów: Na nieznanych wodach” (2011), „Thor: Mroczny świat”, „Kryptonim U.N.C.L.E.”, „Mumia powraca”, „Sherlock Holmes: Gra cieni”, „Jak zostać królem”, „Tomb Raider”.

Greenwich w Piratach z Karaibów, czyli Painted Hall
Greenwich w Piratach z Karaibów, czyli Painted Hall

Londyn w Bondzie był też Petersburgiem. Dokładniej to Somerset House. Zdjęcia na wewnętrznym dziedzińcu zostały wkomponowane w „Goldeneye” w ujęcia nagrane faktycznie w St. Petersburgu. Ale jak to zwykle w Bondzie bywa, lokację użyto potem w „Jutro nie umiera nigdy”, choć niekoniecznie pokazując ten sam dziedziniec. Tam Somerset House pełni rolę ministerstwa obrony. Inne filmy tu nagrywane to „Sherlock Holmes”, „X-Men: Pierwsza klasa”, „Księżna”, czy „Duma i uprzedzenie”.

Somerset House
Somerset House

College of Arms zagrał sam siebie. Pojawia się w „W tajnej służbie jej królewskiej mości”. Tutaj Bond przyjeżdża dowiadywać się o herbach. W filmie widać zarówno charakterystyczny front budynku jak i wnętrza.

College of Arms
College of Arms

Star Trek i Harry Potter

Niedaleko znajduje się inne charakterystyczne miejsce, czyli katedra św. Pawła. To kolejna ikona Londynu rozsławiona także przez logo produkcji telewizyjnych Thames. Filmowo to znów wyliczanka: „Trainspotting”, „Harry Potter i więzień Azkabanu”, czy „Sherlock Holmes”. W samej katedrze zaś został nagrany pogrzeb w „Lawrencie z Arabii” Davida Leana. Katedra została też cyfrowo odtworzona w „W ciemność. Star Trek” J.J. Abramsa. Zresztą widać tam większą futurystyczną panoramę Londynu XXIII. Oprócz nowych wieżowców, czy katedry można dostrzec też kilka innych, jak choćby 30 St Mary Axe.

Millennium Bridge a w tle katedra św. Pawła
Millennium Bridge a w tle katedra św. Pawła

Niedaleko katedry z kolei znajduje się Tamiza oraz Millennium Bridge. Ten ostatni pojawił się w „Strażnikach galaktyki”. Ten most także pojawia się w „Harrym Potterze i księciu półkrwi„, podobnie jak Tamiza. Natomiast Tamizę widzimy znów w bardzo wielu filmach, w tym oczywiście jest jedna sekwencja akcji z Bonda w „Jutro nie umiera nigdy”. Ale zanim wrócimy do Bonda, to wokół Tamizy mamy choćby kilka ujęć z „Mechanicznej pomarańczy” Stanleya Kubricka, czy znów „Mission: Impossible”.

Stacja metra Canary Wharf
Stacja metra Canary Wharf

Gwiezdne Wojny

Bond płynie w kierunku finansowego centrum Londynu, czyli Canary Wharf. To takie europejskie City, choć oczywiście instytucje finansowe są porozrzucane po całym mieście. Tu jednak w dawnym porcie zbudowano dość dużą, nowoczesną dzielnicę drapaczy chmur. Nawet stacje metra są tu futurystyczne. Nic dziwnego, że wykorzystali je filmowcy. Choćby w „Łotrze 1 – Gwiezdne Wojny Historie” metro jest częścią imperialnej cytadeli na Scarif. Stację wykorzystano też w „28 dni później” czy „To właśnie miłość”.

Canary Wharf
Canary Wharf

Wieżowce też są na tyle charakterystyczne, że pojawiają się w wielu filmach z Bondowego cyklu, oczywiście jako tło. Ale nie tylko 007 tu był. Batman („Batman – Początek”), „Johnny English”, Jack Ryan („Czas patriotów”), czy „Adwokat” Ridleya Scotta.

Widok na O2 Arena
Widok na O2 Arena

Po przeciwnej stronie Tamizy mamy z kolei O2 Arena, czyli olbrzymi namiot/cyrk. Tu także pojawił się Bond. Natomiast O2 ma jeszcze jedną dodatkową atrakcję, otóż przeprawa przez Tamizę na drugą stronę może się odbyć kolejką, z której widać dość dobrze panoramę tej części miasta.

Globe Theatre
Globe Theatre

Śladami Szekspira

Nad Tamizą, blisko Millennium Bridge odtworzono teatr Globe. Oryginalny Globe Theatre w którym wystawiano sztuki Szekspira oczywiście nie zachował się do naszych czasów. Pierwsze próby jego odtworzenia wiążą się z filmem „Zakochany Szekspir”. Obecnie teatr działa. Może nie jest to dokładnie wierna replika, ale starano się przyłożyć bardzo dużo uwagi do szczegółów. W teatrze odbywają się regularnie spektakle, oprócz tego można też go zwiedzić. Są wycieczki, jednak w okresie turystycznym, jak do wielu miejsc, trochę ciężko się tu dostać.

Kolejne słynne miejsce to oczywiście Hyde Park. Może nie jest jakoś specjalnie rozpoznawalny filmowo, ale historycznie owszem. To właśnie tu w tak zwanym Speaker’s Corner, każdy mógł publicznie powiedzieć, co mu leżało na sercu. Można było nawet narzekać na królową, pod warunkiem, że się nie stało na ziemi angielskiej, więc kiedyś stawano na skrzyniach po mydle. Sam park obecnie jest miejscem rekreacji londyńczyków. Filmy to choćby „Johny English”, druga „Bridget Jones”, „28 tygodni później”, czy „W 80 dookoła świata” (1956).

Marble Arch
Marble Arch

Przy Hyde Parku znajduje się inne charakterystyczne, ale nie tak eksponowane przez filmowców miejsce czyli Marble Arche.

The Shard (Londyn)
The Shard (Londyn)

Nowym symbolem Londynu jest bez wątpienia The Shard. Póki co najwyższy wieżowiec w Europie. Jest on na tyle charakterystyczny, że z pewnością pojawi się w wielu filmach.

Covent Garden
Covent Garden

Muzea i film

Filmowo dużo się też działo w okolicach Covent Garden. Znajduje się tam między innymi Królewska Opera. Więc w okolicy kręcono i Bonda („SPECTRE”), „Teorię wszystkiego”, „Piąty Element” Luca Bessona, „Bliżej”, czy „Zdrajca w naszym typie”.

Filmowo warto zwrócić uwagę na Albert’s Hall, gdzie odbywają się czasem projekcje filmów z muzyką na żywo.

W Londynie trzeba też pamiętać o muzeach. Oczywiście najsłynniejsze to British Museum, gdzie są zgromadzone przedmioty przywiezione na Wyspy w czasach świetności Imperium. Bardzo ciekawa kolekcja.

Charakterystyczne jest też muzeum Historii Naturalnej (Natural History Museum). Bardzo interesujące ze względu na okazy, jak i architekturę. Schody w głównym holu dość często pojawiają się w kinie. Ostatnio choćby w „Mumii”, ale też w „Tomb Raiderze”, czy „Jupiterze intronizacji” oraz „Legendzie Tarzana, władcy małp” (z 1984). Tuż obok tego muzeum znajduje się Muzeum Techniki. Oba można zwiedzać za darmo, trzeba na to liczyć tak przynajmniej pół dnia.

Hol w muzeum historii naturalnej
Hol w muzeum historii naturalnej

Jeśli chodzi o muzea to oczywiście istnieje coś takiego jak The London Pass. Jednak warto zauważyć, że część najciekawszych atrakcji tego typu jest dostępna za darmo. Więc w tym wypadku trzeba bardzo uważnie przeliczyć, czy to się w ogóle kalkuluje.

Londyn ma bardzo dobrze rozbudowaną sieć komunikacyjną. Metro łączy się z kolejkami podmiejskimi, nadziemnymi. Można też skorzystać z autobusów oraz wodnych tramwajów, no i wspomnianej już kolejki linowej. To bardzo ułatwia poruszanie się po tak rozległym mieście, między różnymi wybranymi punktami. Najlepiej kupić sobie Oyster Card. To miejski bilet. Należy doładować go i kasować przy używaniu. Ma on jedną bardzo istotną zaletę. W momencie, w którym dojdziemy do opłaty maksymalnej za dzień na danym obszarze, to póki z niego nie wyjedziemy, nie zejdzie nam więcej pieniędzy z karty. Kupując kartę Oyster można też od razu czasem znaleźć darmową mapkę metra i miasta. Karta Oyster jest płatna, ale można ją bez problemu zwrócić odzyskując tym samym wpłacone pieniądze.

Londyn to wspaniałe filmowo miejsce, do którego pewnie jeszcze nie raz wrócimy. Tak w rzeczywistości, jak i kiedyś z kolejnym wpisem.

Szlak brytyjski
Londyn
Szlak filmowy
Londyn
Share Button

Maroko: Podsumowanie

O Maroko słyszeliśmy bardzo wiele. To dość popularny kierunek, więc niejedni znajomi tam byli. Większość wracała zachwycona. Patrząc na niestabilną sytuację w krajach arabskich (w Maroko król utrzymał się przy władzy w 2011 zrzucając całą winę na rząd i zmieniając go), uznaliśmy, że to kierunek, który na wszelki wypadek trzeba zobaczyć szybciej niż później, a co za tym idzie dość intensywnie. Tak się złożyło, że padło nam na czerwiec, co zbiegło się z początkiem świętego miesiąca ramadan. Doskonale wiedzieliśmy, że będzie trudniej, ale i tak się zdecydowaliśmy.

Marrakesz
Marrakesz

Dzień 1

Przylecieliśmy do Marrakeszu. Powietrze było tak zapylone, że z góry wszystko wyglądało jak jedna wielka pustynia, zaś po wylądowaniu trafiliśmy wprost na patelnię. Tak więc, ciężkie lądowanie. Dalej odebraliśmy samochód, wszystko oczywiście trwało, ale tego się spodziewaliśmy. Potem próbowaliśmy wpisać w GPSie adres naszego riadu i tu pojawiły się pierwsze problemy, bo nie dało się. Riad znajdował się w medynie, tam są wąskie uliczki, zazwyczaj niedostępne dla samochodów, więc nie ma powodu, by zapisywać je na GPS. Ostatecznie pomógł nam (choć nie z naszej woli) starszy pan na motorze, który nas tam zawiózł. Niestety nie dało się mu wytłumaczyć, że nie potrzebujemy jego pomocy. Potem niestety czekała nas dość niemiła kłótnia o pieniądze. Absolutnie rozumiemy, że trzeba to jakoś wynagrodzić finansowo, ale problemem są pewne oczekiwania stawek wobec białych. 20 EUR za może piętnastominutową przejażdżkę to zdecydowanie za dużo, zwłaszcza gdy ląduje się nie w hotelu gdzie nocleg kosztuje 100 EUR, ale riadzie. Niestety roszczeniowość w Marrakeszu okazała się szerszą przypadłością i jeszcze się z nią spotkaliśmy.

Flaga Maroko w Rabacie
Flaga Maroko w Rabacie

Zwiedzanie Marrakeszu skoncentrowaliśmy na medynie, potem przeszliśmy ku kompleksom pałacowym. Normalnie część z nich da się w pewnym zakresie zobaczyć, ale akurat przebywał tu król, więc wszystko zostało zamknięte. Więcej niż zwykle powinno być. Pod wieczór zaś doświadczyliśmy deszczu. Fajnie było obserwować ludzi, którzy nie do końca wiedzą jak się zachować, raczej uciekają przed nim. W każdym razie powietrze stało się dla nas o wiele przyjemniejsze.

Sidi Ifni
Sidi Ifni

Dzień 2

Po śniadaniu wyruszyliśmy w kierunku Agadiru. Naszym celem tego dnia było Sidi Ifni, a raczej plaża Legzira z ciekawymi formacjami skalnymi. Agadir zaś był bazą wypadową do Casablanki, tak by przejechać sobie wybrzeżem. Pierwsza rzecz, która nas zaskoczyła to ilość zieleni w Maroko. Gdy opadł pył, okazało się, że jest jej naprawdę dużo. Niestety na wybrzeżu mieliśmy mglistą pogodę. Legzirę udało się zobaczyć bez większych trudności, choć niestety z powodu zmniejszonej przejrzystości powietrza nie robiła aż takiego wrażenia jak na zdjęciach w Internecie. Pod wieczór zaś dojechaliśmy do Agadiru, gdzie nawet udało nam się przysłowiowo zaliczyć ocean. Agadir jest dość turystyczny, więc ludzie tu inaczej podchodzą do turystów, bardziej biznesowo, mniej roszczeniowo. Szczerze, nam to nawet pasuje.

Brama między targiem a medyną (Essouira)
Brama między targiem a medyną (Essouira)

Dzień 3

Dalej była długa trasa samochodem. Ale z przystankami. Najważniejszy to Essouira, z której byliśmy bardzo zadowoleni. Przepiękna miejscowość, a i pogoda się unormowała. Potem Safi i Al-Dżadida. Niestety z powodu ramadanu główny zabytek zamknięto tu wcześniej, więc nie udało się go zwiedzić. Potem zaś przejazd do Casablanki, gdzie spędziliśmy dwie noce.

Al-Dżadida
Al-Dżadida

Dzień 4

Dzień bez samochodu, w całości poświęciliśmy go na Casablankę. Ponieważ to był piątek, liczyliśmy się z tym, że nie zobaczymy meczetu. Okazało się, że nawet w piątek w ramadan jest to możliwe, ale trzeba było przyjść o 9:00, myśmy byli jakieś dwadzieścia minut później. Potem zwiedzaliśmy Casablankę, wybrzeże, medynę, „Rick’s Cafe”. Casablanka zdziwiła nas o tyle, że po największym mieście w kraju liczyliśmy na to, że będzie bardziej liberalne. Ono jednak żyje własnym życiem i jako turyści, właściwie nikogo nie interesowaliśmy.

Casablanca i Rick's Cafe
Casablanca i Rick’s Cafe

Dzień 5

Po śniadaniu podjechaliśmy do meczetu samochodem. W końcu mogliśmy go zobaczyć także od środka. Ten meczet faktycznie robi wielkie wrażenie. Stamtąd ruszyliśmy na północ, wpierw do grot Herkulesa, potem do Tangeru. Ładne miasto, ale na tyle nieprzyjemne z powodu tutejszej ludności, że wróciliśmy bardzo szybko do Rabatu, stolicy, gdzie także spaliśmy dwa dni.

Okolice Medyny (Tanger)
Okolice Medyny (Tanger)

Dzień 6

Znów odpoczynek od samochodu, tym razem w Rabacie. To bardzo ładne miasto, które ma także kilka starożytnych zabytków, interesujące mauzoleum i dużo bocianów. Więc znów bardzo się nam podobało. Podobnie jak w Casablance nie ma tu aż tylu turystów, więc łatwo się podróżuje.

Straż przed Mauzoleum (Rabat)
Straż przed Mauzoleum (Rabat)

Dzień 7

Kolejny dzień jazdy samochodem, tym razem do Fezu. Droga niezbyt długa, więc zatrzymaliśmy się jeszcze w Meknesie i Volubilis. Zwłaszcza to drugie się nam bardzo przypadło do gustu. Potem dojechaliśmy do Fezu i tu zaczyna się powtórka z rozrywki, bo lądujemy na medynie. Dotarcie do riadu jest problemowe, bo raz ulica inaczej się nazywa, dwa do riadu trzeba podejść, trzy parkingi są dość daleko. Cztery coś się tu dzieje. Z jednej strony czekali na przyjazd króla, z drugiej Fez w tej części podobnie jak Marrakesz cierpi z powodu mniejszej ilości turystów. Więc gdy się pojawiamy z bagażami, wręcz ciężko jest przejść. Każdy chce nam pomóc za opłatą. No ale co poradzić, skoro byliśmy już mądrzejsi i tu udało nam się dokładnie sprawdzić lokację? Tak  więc pierwsze wrażenie jest dość nieprzyjemne.

Volubilis
Volubilis

Dzień 8

Następny dzień przeznaczyliśmy na Fez, znów bez samochodu. Byliśmy przygotowani, że początek będzie ciężki. Zmierzaliśmy do garbarni, doskonale wiedząc, że w tej części medyny co chwile będzie się do nas przyczepiał potencjalny przewodnik. Było ich dużo. Dwóch nawet się prawie pobiło o nas (co pozwoliło nam ich zgubić). Medyna sama w sobie mimo krętych uliczek jest dość dobrze oznaczona, jeśli wie się, gdzie szukać znaków, więc daliśmy radę. Gdy już udało się zobaczyć garbarnie i odejść od tamtej okolicy, zbliżyć do Fezu turystycznego, odetchnęliśmy z ulgą. Raz ten Fez jest bardziej zadbany, ale też na medynie jest dużo więcej produktów. Dwa tu jest więcej turystów, nikt nie ma ochoty przyczepiać się i czegoś wymuszać, bo może stracić kolejnego klienta. Zazwyczaj wolimy chodzić po częściach przeznaczonych dla mieszkańców, w Maroko lepiej czuliśmy się w tych turystycznych. Często jest bezpieczniej, przyjemniej i ładniej, co tłumaczy też zachwyt wielu znajomych, którzy się dalej nie zapuszczają. No i gdy już byliśmy zadowoleni z dnia, wróciliśmy do riadu przez parking, by odkryć, że nie ma naszego samochodu. Zresztą nie było żadnego. Okazało się, że przewieziono je w inne miejsce z powodu wizyty króla. Dość wrażeń jak na jeden dzień.

Słynna garbarnia skór (Fez)
Słynna garbarnia skór (Fez)

Dzień 9

Czekała nas ciężka (wg oczekiwań) przeprawa do Warzazatu przez góry Atlas. Okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Drogi były przyzwoite, widoki też, więc udało się nawet dojechać przed spodziewanym czasem i zobaczyć trochę Warzazatu. Tu ludzie mieli jeszcze inne nastawienie do turystów, raczej byli zadowoleni, że ktoś tu przyjechał, więc wychodzący z meczetu zwyczajnie nas pozdrawiali.

Góry Atlas
Góry Atlas
Góry Atlas
Góry Atlas

Dzień 10 i 11

Przejazd przez doliny Draa i Dades (w drogę powrotną) na pustynię do Merzugi. Tam jazda na wielbłądach, nocleg w obozie na pustyni, więc bardzo ciekawe spędzanie czasu, zakończone powrotem do Warzazatu. Tam odwiedziliśmy jeszcze Aint Ben Haddou, które znów bardzo się nam podobało. O ile wcześniej mieliśmy pojedyncze perełki, o tyle pod koniec trafiliśmy w to Maroko, które naprawdę nam pasowało. Tak, to Maroko, którego szukamy.

Diuna (Erg Chebbi)
Diuna (Erg Chebbi)
Ajnt Ben Haddou
Ajnt Ben Haddou

Dzień 12

Dwunastego dnia wracaliśmy do Marrakeszu, ale postanowiliśmy pojechać przez wodospad Ousoud, wcześniej zatrzymując się w Studio Atlas. To wymagało ponownie przejechania przez Atlas, tym razem GPS przeprowadził nas dużo mniejszą drogą i to było zdecydowanie bardziej pamiętne przeżycie. Ale widoki były niesamowite. Zresztą wodospad także bardzo nam się spodobał. Wieczorem powrót do Marrakeszu i powtórka z rozrywki. Na szczęście ostatnia.

Studio Atlas
Studio Atlas

Dzień 13

Ostatniego dnia właściwie zostało nam się zebrać, wymyć samochód, zatankować i wrócić na lotnisko.

Wodospad Ouzoud
Wodospad Ouzoud

Kilka myśli na koniec. Dla nas Maroko nie było tak egzotyczne jak się spodziewaliśmy. Wpływy europejskie, w szczególności francuskie, są tu bardzo zauważalne, więc to  taka miękka egzotyka. Idealne miejsce, by zacząć swoją przygodę z kulturą arabską i muzułmańską. Niekoniecznie dobre jako któryś z krajów z kolei, zwłaszcza mając w pamięci Jordanię. Druga sprawa to fakt, że Maroko jest duże, a najciekawsze miejsca są dość porozrzucane, więc by je zobaczyć, trzeba spędzić dużo czasu w samochodzie.  Ostatnia zaś, że to na co najbardziej liczyliśmy zostawiliśmy sobie na koniec. To było dobre posunięcie, bo góry, pustynia, studio Atlas, Aint Ben Haddou naprawdę nas zachwyciły i dały sporo radości. Reszta, cóż, zobaczona, więc dobrze, że główne danie zostało nam na koniec.

Zebrane informacje praktyczne są tutaj.

Szlak marokański
Maroko: Podsumowanie
Share Button

Ajt Bin Haddu, czyli James Bond spotyka Maximusa

Niedaleko Warzazatu i studia Atlas znajduje się jedno z najbardziej niesamowitych i magicznych miejsc Maroka. Aint Ben Haddou (alternatywne transliteracje na które można się natknąć: Ait BenhaddouAit Ben Haddou lub Ajt Bin Haddu)(arab. آيت بن حدو, transkrypcje są różne), stary ksar, zbudowany z gliny i słomy, do dziś zamieszkany. Znajduje się na liście UNESCO, ale też pojawia się wielu filmach.

Ksar Ajt Bin Haddu (Aint Ben Haddou)

Domostwa w Ajt Bin Haddu
Domostwa w Ajt Bin Haddu

Ksar znajdujący się na wniesieniu tuż przy okresowej rzece, to dawna forma obronna. Miasto, które kiedyś pewnie tętniło życiem. Dziś przyciąga turystów i filmowców. Niesamowita konstrukcja i bliskość studia Atlas sprawia, że ci ostatni przybywali tu bardzo często. Za nimi zaś przybywają turyści. Filmów zaś nakręcono tu tyle, że nawet mieszkańcy gubią się w nich. Widzieliśmy choćby tabliczkę z „Indianą Jonesem”, który jednak tu nigdy nie zawitał. A już na pewno nie ten Spielberga, którym się chwalono.

GOT, Bond i Ridley Scott

Brama - pojawiła się w Grze o tron i wielu innych filmach
Brama – pojawiła się w Grze o tron i wielu innych filmach

Zaczniemy od „Gry o tron”. Tam dobudowana brama odgrywała Yunkai. Kręcono to w okresie, gdy rzeka była mniej wyschnięta, więc scen w okolicy jest w „Grze o tron” więcej. Choćby te, które poprzedzają słynny pojedynek Dario Naharisa i Szarego Robaka, który bezceremonialnie przerywa Deanerys. Tu też zrealizowano finałową scenę trzeciego sezonu, gdzie Deanerys zostaje uwielbiona przez wyzwolonych niewolników i okrzyknięta matką. Dzieje się to pod bramą dobudowaną do zabytku UNESCO. Kolejne filmy trochę modyfikują to miejsce.

W Grze o tron wykorzystano także koryto rzeki, akurat wtedy nie było tak wyschnięte
W Grze o tron wykorzystano także koryto rzeki, akurat wtedy nie było tak wyschnięte

Ridley Scott wybudował tu całkiem spore miasteczko filmowe podczas realizacji „Gladiatora” (2000). Tu powstała arena gladiatorów, jeszcze ta afrykańska, na której Maximus pokazuje swoje umiejętności zanim wyruszy do Rzymu.

Budynki wewnątrz ksaru
Budynki wewnątrz ksaru

Nie mogło zabraknąć tu Jamesa Bonda. „W obliczu śmierci” (1987) z Timothym Daltonem, które powstawało częściowo w studiu Atlas także ma kilka zdjęć w tym miejscu. Udaje ono twierdzę bojowników w Afganistanie.

Wąskie uliczki
Wąskie uliczki

Zarówno w „Królowej pustyni” (2015) Wernera Herzoga, jak i w „Lawrencie z Arabii” (1962) Davida Leana, jest tu Bliski Wschód.

Okolica, miejsca gdzie powstawała dekoracja "Gladiatora"
Okolica, miejsca gdzie powstawała dekoracja „Gladiatora”

„Klejnot Nilu” (1985), „Kundun – życie dalajlamy” (1997) Martina Scorsese, „Mumia” (1999), „Książę Persji: Piaski czasu” (2010), „Aleksander” (2004) Olivera Stone’a. O tych wszystkich filmach wspominaliśmy przy okazji studia Atlas. One także tu miały swoje sceny. Krótkie, acz możliwe do rozpoznania.

Budynek na szczycie
Budynek na szczycie

Zwiedzanie Aint Ben Haddou

Zaś pomijając całkowicie wątek filmowy, Aint Ben Haddou jest przepięknym, klimatycznym miejscem, unikalnym w Maroko. A przy tym bardzo spokojnym. W teorii można je zwiedzać bez biletów, w praktyce należałoby wynająć przewodnika. Nie jest potrzebny, by się tu nie zgubić, ale taki jest zwyczaj. Natomiast w czasie ramadanu, właściwie żadnemu nie chciało się ruszyć, więc nie musieliśmy się od nich odganiać. Zaś wśród różnych kramów jeden przyciągnął naszą uwagę szczególnie. Artysta malujący szafranem w technice, którą nazwał piroakwarelą. Tworzył niesamowite obrazy nanosząc na kartkę papieru wodę delikatnie zabarwioną naturalnymi barwnikami. Następnie podgrzewał obraz nad palnikiem, wtedy nabierał barw.

Aït-Ben-Haddou
Aït-Ben-Haddou

To bez wątpienia jedno z tych miejsc w Maroku, które naprawdę warto odwiedzić. Nie tylko ze względu na filmy. Samo broni się znakomicie.

Widok zza rzeki (tym razem wyschniętej)
Widok zza rzeki (tym razem wyschniętej)
Szlak marokański
Ajt Bin Haddu
Szlak filmowy
Ajt Bin Haddu, czyli James Bond spotyka Maximusa
Share Button

Pustynia Erg Chebbi, Merzouga i Erfud

Erg to pustynia piaszczysta, z przemieszczającymi się dzięki wiatrowi wydmami i lotnym piaskiem. To coś, co najbardziej powszechnie kojarzy się z pustynią,  przede wszystkim Saharą, ale Sahara jest bardzo zróżnicowana. Ta największa, piaszczysta część znajduje się w Algierii. Reszta jest zdecydowanie bardziej kamienista, mniej filmowa. Co nie oznacza, że nie pojawia w ogóle.

Diuna
Diuna

Erg Chebbi – Merzouga

Nic dziwnego, że marokańska pustynia, oddalona o kilka godzin od Warzazatu przyciąga filmowców. Zwłaszcza, że nie trzeba przenosić się daleko, by robić zdjęcia zarówno w typowym ergu, jak i hamadzie. Hamada zaś to pustynia płaska, kamienista.

Pustynia piaszczysta Erg Chebbi
Pustynia piaszczysta Erg Chebbi

Wpierw jednak zajmiemy się tą częścią bardziej piaszczystą. W Maroko znajdują się dwa duże ergi, jeden z nich jest w okolicy Merzougi, to Erg Chebbi (arab. عرق الشبي, Irk asz-Szabbi), który zwiedzaliśmy. Jest on bardzo popularny wśród turystów, właśnie dlatego, że to typowa pustynia piaszczysta. Taka z wyobrażeń. Obecnie to też spory biznes. Turyści przyjeżdżają do Merzougi, gdzie najczęściej dostają pokój w hotelach czy hostelach. Mogą tam spokojnie zostawić rzeczy, z wyjątkiem tych najbardziej potrzebnych, a następnie przesiadają się na wielbłądy. Ta pustynia nie jest duża, ale wielbłądy też nie są szybkie, też ponadto muszą krążyć, by nie zapadać się na wydmach. Tutejszy pomysł na przemysł turystyczny wygląda tak, że wielbłądami jedzie się do obozu na pustyni, tam się je kolację i nocuje, a rano wraca do hotelu  na odświeżający prysznic i śniadanie. Na pustyni zaś jedną z dodatkowych atrakcji jest sandsurfing, o ile ktoś potrafi. To bez wątpienia bardzo ciekawa alternatywna wycieczka.

Wielbłądy
Wielbłądy

Uwaga praktyczna jest taka, że wiele z tych wyjazdów jest organizowanych z Warzazatu (lub nawet z Marrakeszu). Związane jest to z przejazdem przez doliny Draa i Dades, ale niestety najczęściej są to przejazdy turystyczne. Dużo jeżdżenia, niewiele chodzenia, za to długie przystanki w restauracjach. Więc jeśli ktoś ma własny transport, to  lepiej Draa i Dades zrobić samemu, zaś wyjazdu na pustyni poszukać w Merzoudze (lub w Zaghurze lub jeszcze dalej w M’hamid jeśli wybierzemy Erg Chigaga).

Zachód słońca na Erg Chebbi
Zachód słońca na Erg Chebbi

Filmowa pustynia

Filmowo oba ergi sąd dość mocno wykorzystywane, w końcu w Maroko trudniej znaleźć taką bardziej typowo wyglądającą pustynię. Więc mamy tu ujęcia zarówno z „Mumii” (1999), jak i „Lawrence’a z Arabii” (1962).

Cienie wielbłądów
Cienie wielbłądów

Tuż przy Merzoudze znajduje się Erfoud (Arfoud), kolejna wioska, wokół której rozciąga się hamada. Na niej zaś znajdziemy dawny krater wulkaniczny, już dawno wygasły. On zaś także jest miejscem lubianym przez filmowców. W „Mumii” jest starożytnym, egipskim miastem Hamunaptra, zwłaszcza, że wybudowano przy nim specyficzną bramę. W „Lawrencie z Arabii” Davida Leana także odgrywa swoją rolę.

Wielbłąd
Wielbłąd

Ostatnio zaś pojawił się tu James Bond (Daniel Craig) w „SPECTRE” (2015). Organizacja WIDMO (SPECTRE) ma tu swoją siedzibę. Co prawda wg słów Blofelda jest to krater uderzeniowy, ale to bardziej pasowało do scenariusza.

Pustynia z góry
Pustynia z góry

Warto też zwrócić uwagę na to, że w okolicy krateru Erfoud dość łatwo znaleźć skamieniałości. Najczęściej są to amonity, czasem też trylobity. Wiele podobnych (no i podróbek) można zakupić w Maroko, tu można też samemu coś znaleźć. Władze pozwalają na wywóz, pod warunkiem, że nie przekroczymy liczby 10 sztuk.

Krater widoczny w Bondzie
Krater widoczny w Bondzie
I z drugiej strony, jak w Lawrencie
I z drugiej strony, jak w Lawrencie

Do krateru Erfoud da się dojechać, jeśli mamy samochód z napędem na 4 koła. Inaczej trzeba tu dojść od drogi. Widać go, wzniesień nie ma, więc jest to łatwa, acz kamienista droga. Do samego krateru także da się wjechać, ale tam już trzeba być sprawniejszym kierowcą.

Coś dla poszukiwaczy skamieniałości
Coś dla poszukiwaczy skamieniałości

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak marokański
Pustynia Erg Chebbi, Merzouga i Erfud
Szlak filmowy
Pustynia Erg Chebbi, Merzouga i Erfud
Share Button