Archiwa tagu: Narnia

Błędne Skały, czyli Narnia w Górach Stołowych

Piękny, trochę osobliwy, acz malowniczy labirynt skalny – Błędne Skały w dolnośląskich Górach Stołowych to wspaniała atrakcja dla całej rodziny. Co więcej to także miejsce dobrze znane filmowcom, nie tylko naszym. Pojawiło się nawet w hollywoodzkich produkcjach, w tym także odgrywało rolę Narnii. Dziś jest to piękne miejsce na letnią wycieczkę do ziemi kłodzkiej.

Zimą Błędne Skały można zwiedzać tylko na własną rękę
Zimą Błędne Skały można zwiedzać tylko na własną rękę

Błędne Skały – Park Narodowy Gór Stołowych

Błędne Skały (lub czasem też Błędne Skałki albo Wilcze Doły) znajdują się na obszarze Parku Narodowego Gór Stołowych, niedaleko Kudowy-Zdrój i czeskiej granicy. Czasem łapie tu czeski roaming zamiast naszych telekomów (przy rozmowach raczej nie jest to istotne, ale przy internecie może być). Bloki skalne znajdują się na wysokości 853 m nad poziomem morza i zajmują niecałe 22 hektary. Zanim powołano tu Park Narodowy, był to rezerwat.

Śnieg i lód między skałami (Góry Stołowe)
Śnieg i lód między skałami (Góry Stołowe)

Powstanie – legendarne i naukowe

Powstanie tego miejsca wiąże się z istnieniem morza w okresie Górnej Kredy. Z osadów powstawały zwały piaskowca. W trzeciorzędzie podczas wypiętrzenia alpejskiego (czyli tak zwanej orogenezy), narodziły się Sudety. Rozpoczął się trwający miliony lat proces wietrzenia i erozji. Różne pokłady piaskowca miały inną trwałość, stąd wyżłobił się tu skalny labirynt. Same skały mają średnio od 6 do 11 metrów wysokości.

Piękny zimowy krajobraz skał
Piękny zimowy krajobraz skał

To oczywiście wersja bardziej naukowa, ale jest też legendarna. Ta mówi, że miejsce to stworzył Liczyrzepa. Jeszcze inna opowieść sugeruje, że są to ruiny zamczyska, ale nie ma na to żadnych dowodów. Choć to miejsce było znane od lat, trudno było pojąć, że to dzieło natury. Niektórzy przybywali tu szukając uzdrowienia. Ukrywali się tu też przemytnicy, więc stało się w swoim czasie pilnie strzeżonym punktem celnym. Chodziły też opowieści o ludziach, którzy weszli do labiryntu, zgubili się i pomarli z głodu (o to mogłam być ja!). Nie mówiąc już o ludziach i zwierzętach zaklętych tu w kamień.

Błędne Skały zimą
Błędne Skały zimą

Błędne Skały obecnie

Dziś zgubienie się jest dość ciężkie, bo teraz trasa owszem ma trochę zawijasów, ale nie ma też rozgałęzień i idzie się w jednym kierunku (czasem można wybrać dwa alternatywne przejścia, ale na krótkim odcinku i zaraz się spotykają). Przejście trasy zajmuje jakieś 35 minut do godziny. W zależności od ilości osób i czasu poświęconemu na oglądanie skał. W niektórych miejscach trasa jest dość wąska i zwłaszcza osoby większe i bardziej korpulentne muszą się przeciskać lub schylać. Jest to mniejsze niż słynne czeskie Skalne Miasto, ale trasa jest jednocześnie bardziej wymagająca (czasem trzeba się przeciskać lub schylać).

Panorama okolicy
Panorama okolicy

Wiele skał jest nazwanych – Siodło, Kurza Stopka, Wielka Sala, Kuchnia, ale takie nazewnictwo to standard w tego typu formacjach. Na początku trasy mamy też okazję wejść na skalny punkt widokowy – „Skalne czasze”, zobaczyć okolicę, ale też przez chwilę popatrzyć z góry na część labiryntu. Reszta trasy jest do pokonania dołem.

Wąskie korytarze w Błędnych Skałach
Wąskie korytarze w Błędnych Skałach

Narnia w Błędnych Skałach

Filmowo najgłośniejsza produkcja to oczywiście „Opowieści z Narnii: Książę Kaspian” Andrew Adamsona. Reżyser zakochał się w tym miejscu, bardzo chciał go użyć, podobno już przy pierwszym filmie z serii. „Lew, czarownica i stara szafa” owszem mają niewielkie ujęcia z Gór Stołowych, jednak filmowcy przede wszystkim przyjechali tu i obfotografowali to miejsce. Nie pojawili się tu aktorzy. Na jego podstawie zbudowano w studiu w Nowej Zelandii dekorację. Adamson jednak nie dał za wygraną. Gdy powstawała druga „Narnia”, wrócił tu. Choć  znów nie na do końca tak, jakby chciał. Więcej ujęć powstało w studiu, gdzie starano się odtworzyć ten skalny labirynt. Tym razem jednak udało się wykorzystać część miejsc. Choćby polana przy wyjściu z labiryntu to miejsce, gdzie w filmie rozstępują się przed Łucją brzozy.

Błędne Skały
Błędne Skały

Polskie filmy, bilety i zwiedzanie

To niejedyne filmowe, czy serialowe produkcje, które tu powstały. Należy wymienić przede wszystkim serial „Przyjaciel wesołego diabła”, oraz australijsko-polski „Dwa światy”. Kwestie otwarcia i biletów warto zweryfikować na stronie parku narodowego. Natomiast warto wziąć pod uwagę to, że Błędne Skały są otwarte i dostępne dla turystów głównie latem. Wtedy jest to atrakcja płatna. Zimą zaś często nie ma tu  nikogo. Wiele osób wchodzi na dziko, zresztą labirynt jest wówczas także bardzo atrakcyjny, a ze śniegiem także bardzo narnijski. Acz nie bez powodu jest to wówczas miejsce zamknięte. Lód, śnieg, możliwość poślizgnięcia się niestety są dość duże, więc można wejść jedynie na własne ryzyko. Nie jest to zalecane, ale władze parku dają na takie odwiedziny ciche przyzwolenie.

Miejsce, które inspirowało Narnie - Błędne Skały
Miejsce, które inspirowało Narnie – Błędne Skały

Dojazd do Błędnych Skał

Mamy tu dwa parkingi. Pierwszy, darmowy znajduje się na drodze Stu Zakrętów (387). Stąd trzeba podejść do Błędnych Skał. Drugi jest płatny, zlokalizowany jest bliżej samego labiryntu; ten parking jest zamknięty w zimie z uwagi na stromy podjazd. Na koniec jeszcze jedna mała uwaga. To jest miejsce dość zacienione, więc w lecie jest tu zauważalnie chłodniej niż poza Skałami, więc nawet w ciepły dzień lepiej wziąć ze sobą coś ciepłego.

Park Narodowy Gór Stołowych - Labirynt Błędnych Skał
Park Narodowy Gór Stołowych – Labirynt Błędnych Skał

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak polski
Błędne Skały?
Szlak filmowy
Błędne Skały
Share Button

Flock Hill, Castle Hill oraz Narnia – Kura Tawhiti

Lubimy skalne miasta, zarówno te naturalne jak i te wydrążone. W Nowej Zelandii też mają swoje (oczywiście naturalne), w dodatku naznaczone filmowo. Podobnie jak w Polsce czy Czechach, tak i tu zainteresowała się tym miejscem ekipa Andrew Adamsona z „Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”. Zdjęcia kręcił w Flock Hill,ale obok znajduje się jeszcze słynniejsze Castle Hill, choć już niefilmowe.

Flock Hill
Flock Hill

Flock Hill

Zarówno Flock Hill jak i Castle Hill to wzgórza znajdujące się na terenie Kura Tawhiti Conservation Area. Znane miejsce wspinaczkowe, trekkingowe, cel wypraw grotołazów i wędkarzy, a także filmowców i fanów.

Flock Hill - miejsce bitwy między siłami Aslana i Białej Czarownicy w Narnii
Flock Hill – miejsce bitwy między siłami Aslana i Białej Czarownicy w Narnii

Na początek przyjrzyjmy się filmowemu Flock Hill. Charakterystycznym widokiem są skały osadowe, które kiedyś tworzyły dno morskie, dziś na skutek ruchów tektonicznych znajdują się na zielonych wzgórzach. Oprócz tego wypatrzyć można tutaj kilka wejść do jaskiń, przez które przepływają źródła. Zresztą da się także do nich zejść.

Kanion w Flock Hill
Kanion w Flock Hill

Właściwe sceny z filmu kręcono w większości po drugiej stronie wzgórza, ale akurat przebywała tam jakaś inna ekipa filmowa, więc nie mogliśmy się tam dostać. Jednocześnie wiele miejsc wygląda dość narnijsko, niczym wyjęta z bitwy między wojskami Aslana i Białej Czarownicy. W tym miejscu jednak nie wspomina się Narnii, niestety to nie „Władca”. Swoją drogą wcześniej kręcono w tym miejscu także kilka scen do telewizyjnej wersji „Zaginionego świata” z 2001 (na motywach powieści Arthura Conan Doyle’a).

Jaskinia w Flock Hill
Jaskinia w Flock Hill

Miejsce przy którym się zatrzymaliśmy, nazywa się Cave Stream Scenic Reverse. Znajduje się tam parking i kilka tablic informacyjnych, tak o skałach, jak i jaskiniach ze strumieniami. Oczywiście wstęp jest darmowy. Od tej strony idąc widzimy skały trochę w oddali, nie dochodzimy do nich, tak by móc wędrować pomiędzy nimi. Znów dość typowe dla Nowej Zelandii: mamy ścieżkę, stosunkowo łatwą, ale też krótką.

Castle Hill
Castle Hill

Castle Hill

Znajdujące się tuż obok Castle Hill zdecydowanie bardziej przypomina jedno ze skalnych miast, doskonale znanych nam choćby z czeskich gór. Ich geneza jest podobna: skały osadowe 30 milionów lat temu tworzące morskie dno, wypchnięte na powierzchnię i poddane procesom erozji. Jednocześnie pozostaje bardzo podobne wizualnie do Flock Hill. Osadzone jest w praktycznie tym samym miejscu, czuje się tu Nową Zelandię.

Castle Hill
Castle Hill

 Nazwa została nadana przez europejskich odkrywców, którym skalne rumowisko bardzo przypominało ruiny średniowiecznych zamków. Znów mamy tu darmowy parking i możliwość samodzielnego chodzenia, ale tym razem także między skałami. Wszystko za darmo. Jest wyznaczona ścieżka, ale tym razem do skał można sobie podejść, ba nawet na nie wejść. W pewnym momencie nie ma już wyznaczonej trasy i szczerze: to jest bardzo fajne. Sprawia to, że miejsce to jest bardzo popularne nie tylko wśród turystów, ale też samych Kiwi. To dość znana atrakcja, przyciągająca naprawdę wiele osób.

Castle Hill
Castle Hill

Dojazd i zwiedzanie Kura Tawhiti

Tu warto porównać na chwilę Flock Hill i Castle Hill. W tym drugim dość duży parking był mocno zajęty, w tym pierwszym zaś mieliśmy naprawdę wiele miejsc do zatrzymania się do wyboru. Cóż, jak już wspominaliśmy, Narnia nie ściąga tu aż tylu osób, a Castle Hill ma swoją renomę.

Castle Hill
Castle Hill

Trudno się dziwić, bo to bardzo ładne skalne miasteczko. Może nie tak duże, jak te do których przyzwyczaiły nas europejskie góry, ale wciąż dające wiele radości, czy to z chodzenia, wspinania się na wzgórze czy same skały.

Skały w Kura Tawhiti Conservation Area
Skały w Castle Hill

Stąd także mamy dobry widok na Flock Hill. Obie atrakcje są zdecydowanie komplementarne. Jeśli mamy czas, warto poświęcić go trochę na oba wzgórza, z tym że pewnie Castle Hill zajmie nam go zdecydowanie więcej.

Kura Tawhiti Conservation Area
Castle Hill (Kura Tawhiti Conservation Area)

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Flock Hill i Castle Hill
Szlak filmowy
Flock Hill / Castle Hill
Share Button

Park Narodowy Czeska Szwajcaria

Czeska Szwajcaria, już sama nazwa budzi zaciekawienie, zwłaszcza jak się dołoży do tego czeską Niagarę. O ile ta druga nazwa jest zabiegiem marketingowym, o tyle pierwsza to już ciekawsza historia. Wszystko zaczęło się od Drezna i rekonstrukcji tamtejszej Galerii. Od 1776 pracowało tam dwóch Szwajcarów, Anton Graff i Adrian Zingg. Piękno okolicy, w szczególności piaskowców znajdujących się nad Łabą sprawiło, że nazwali tamtejszy park „Szwajcarią na obczyźnie”. Obecnie park jest podzielony pomiędzy Niemcy (Saksońska Szwajcaria) i Czechy (Park Narodowy Czeska Szwajcaria), więc istnieją dwie nazwy. Zresztą cały ten obszar, między Sudetami a Rudawami jest bardzo ciekawy i zróżnicowany w formy geologiczne.

Park Narodowy Czeska Szwajcaria
Park Narodowy Czeska Szwajcaria

Czeska Szwajcaria i Narnia

Jednak to nie nazwa nas tu przyciągnęła, a Narnia. A dokładniej „Lew, czarownica i stara szafa” Andrew Adamsona z 2005 roku. Warto przypomnieć, że cześć zdjęć do tej adaptacji dzieła C.S. Lewisa kręcono też w Polsce. W Czeskiej Szwajcarii wykorzystano zaś zdecydowanie najbardziej znany i charakterystyczny fragment, czyli słynny łuk skalny. Brama Pravčicka (cz. Pravčická brána) pojawia się w filmie. Widzimy tam stojące dzieci, które oglądają okolice. Nikt nie wpuszczał tam młodych aktorów. Scenę faktycznie nakręcono w tym miejscu, ale ujęcia z dziećmi powstały w studiu na niebieskim ekranie. W kinie zobaczyliśmy już efekt specjalny.

Brama Pravčicka
Brama Pravčicka

Łuk jest zamknięty dla turystów. Nie można na niego wchodzić. To pomnik przyrody i coś, co przyciąga tu wielu odwiedzających. Z jednej strony boją się o bezpieczeństwo, z drugiej go konserwują. To że nie można na niego wejść, nie znaczy, że nie da się go obejrzeć. Wręcz przeciwnie, Czesi doskonale rozumieją, jak bardzo przyciąga on tu ciekawskich.

Sokole gniazdo
Sokole gniazdo

Pod bramą znajduje się dawny pałacyk, a obecnie restauracja Sokole Gniazdo (cz. Sokoli hnizdo). Tam kupuje się bilety, by wejść zarówno pod bramę, jak i na pobliską skałę, z której doskonale widać łuk. W sezonie wejście do Gniazda jest otwierane około godziny 10:00. Jak łatwo się domyśleć, szybko robią się tam kolejki i tłok.

Brama Pravčicka
Brama Pravčicka

Czeska Niagara

W tej samej części Parku Narodowego znajduje się trasa z tak zwaną czeską Niagarą. Wodospad trochę rozczarowuje, zwłaszcza, że jest uruchamiany przez człowieka. Trochę wody poleci z góry i tyle. Jest tam ukryta mała zapora, dzięki czemu w sezonie odwiedzający zawsze mogą zobaczyć działający wodospad. Za to mamy tu bardzo ciekawy szlak wąwozem nad wodą, który częściowo pokonujemy piechotą, a częściowo trzeba go przepłynąć łodziami. Płynie się z flisakiem, całą grupą i jest to część płatna.

Czeska Niagara
Czeska Niagara

Przede wszystkim jest to wspaniały teren do górskich, leśnych wędrówek. Co pewien czas warto się zatrzymać, by pooglądać skalny krajobraz. Trasa do wodospadu zaś wiedzie przez malowniczy, rzeczny wąwóz. Najbardziej znany fragment to Edmundova soutěska, czyli Wąwóz Edmunda, czy Soutěsky Kamenice, czyli Wąwóz Kamenice.

Szlak nad wodą
Szlak nad wodą
Kamienne ludki na szlaku
Kamienne ludki na szlaku

Park Narodowy: Dojazd i trasy

Park Narodowy Czeska Szwajcaria (cz. Národní park České Švýcarsko) został utworzony 1 stycznia 2000 roku. Poza ciekawymi formacjami skalnymi i drzewami, występują tu również zwierzęta, najłatwiej wypatrzeć ptaki. Przy dużym szczęści podobno można nawet natknąć się tu na rysia, choć łatwiej jest zobaczyć jelenia. Łatwiej niby o ptaki, jak kruk, puchacz, pluszcz czy sokół wędrowny, ale też raczej dalej od szlaków.

Czeska Szwajcaria
Czeska Szwajcaria
Tunel
Tunel

Bazą wypadową, z której warto zacząć spacer (w kierunku Bramy, a potem można wrócić kanionem) jest miejscowość Hřensko. Tam można spokojnie zostawić samochód (parking jest płatny) lub też wynająć nocleg. Samo wejście do parku jest darmowe, choć niektóre atrakcje są płatne (wstęp do Sokolego gniazda czy pływanie po rzece). Jedyne o czym trzeba pamiętać, to że im wcześniej przyjedziemy samochodem tym lepiej. W późniejszych godzinach czasem ciężko znaleźć miejsce do zaparkowania. Zaś jeśli mamy samochód, nocleg kilkanaście kilometrów dalej będzie tańszy i łatwiejszy do znalezienia, bo w sezonie przybywa tu naprawdę sporo ludzi.

Skały w Czeskiej Szwajcarii
Skały w Czeskiej Szwajcarii

Szlaków jest tu kilka. My pojechaliśmy do wsi Hřensko, tam zostawiliśmy samochód, czerwonym szlakiem udaliśmy się na Bramę, a potem do Mezni Louka. Tam zaś zielonym aż do rzeki Kamenice i wzdłuż niej żółtym do Hřenska. Na rzecze zaś był i wodospad i płynięcie łodzią. Na jeden dzień starcza, zwłaszcza jak trzeba wracać do domu. Wspinaczka w parku jest możliwa tylko w kilku wydzielonych miejscach. Mapa znajduje się także na stronie Parku, ale tylko w czeskiej wersji strony – zakładka Mapy. Będąc w sezonie nie mieliśmy potrzeby kupować biletów na wejście do całego parku. Płaciło się za parking, wejście na Sokole Gniazdo oraz za przepłynięcie łodziami. Tu przydają się korony lub rzadziej euro.

Pływanie łodzią
Pływanie łodzią

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak czeski
PN Czeska SzwajcariaSkalne miasto
Szlak filmowy
PN Czeska Szwajcaria
Share Button

Wellington i Weta Cave

Wellington, stolica Nowej Zelandii, to miasto trzecie pod względem wielkości, zamieszkane przez niecałe 200 tyś. osób. Pięknie położone, acz niezbyt urodziwe, miasto które dopiero musi napisać swoją historię. Filmowo jednak ma niesamowitą atrakcję. Znajduje się tu studio efektów specjalnych – Weta Workshop, a co jeszcze lepsze, można je zwiedzać.

Centrum Wellington
Centrum Wellington

Centrum Wellington
Centrum Wellington

Stolica Nowej Zelandii – Wellington

Ale zaczniemy od samego Wellington. Oprócz nizin, są i góry, niedaleko las deszczowy, cieśniny Porirua Basin, Hutt Valley i Cooka – dzieląca Wyspę Południową od Północnej – sprawiają że Wellington, jeśli chodzi o położenie, przypomina San Francisco. Faktycznie mamy tu zatoki, wzniesienia, brakuje tylko wielkiego, charakterystycznego mostu.

Budynek przy parlamencie
Budynek przy parlamencie

Nazwa Wellington pochodzi od zwycięscy bitwy pod WaterlooArthura Wellesley’a – który został obdarowany tytułem księcia Wellington. Maoryska nazwa miasta brzmi Te Whanga-nui-a-Tar i oznacza „Wielki port Tara”, odwołując się bezpośrednio do tutejszego portu.

Parlament czyli Beehive
Parlament czyli Beehive

Zabytków jest tu niewiele, podobnie jak i ładnych budynków. Acz znajdzie się kilka charakterystycznych, szukać ich należy w dwóch miejscach. Pierwsze to centrum z parlamentem. Budynek jest bardzo specyficzny. Nazywają go ulem – Beehive, zaiste wygląda trochę jak jakaś pasieka.

Doki
Doki

Druga istotna historycznie część ciągnie się od dawnych doków, aż do monumentu upamiętniającego ofiary wojen światowych, jest też boisko do krykieta, na które można wejść. Sam monument to dobry przykład architektury dawnych kolonii, która nieudolnie próbuje udawać historyczną, europejską zabudowę. Właśnie takie budowle nas odrzucają. Za to z pewnością na uwagę zasługuje sam port.

Tablica upamiętniająca Polaków
Tablica upamiętniająca Polaków

Stoją tam okręty wojenne, a liczne tablice opowiadają o udziale Nowej Zelandii w wojnie. Zaskakuje, ale i cieszy wątek polski. Tym więcej cieszy, że ujęto w opisie dostanie się Polski pod okupację ZSRR. Jest to związane z historią polskich dzieci, które podczas II wojny światowej zostały ewakuowane na antypody. Gdy wojna się skończyła, a zaczął okres komunizmu, dzieci zostały w Nowej Zelandii, stając się wartościowymi obywatelami.

Doki
Doki

Punkty widokowe

Wellington ma też dwa punkty widokowe znajdujące się na wzniesieniach. Pierwszy, przyciągający turystów, to okolice ogrodu botanicznego. Dodatkową atrakcją jest winda, czy raczej coś jakby tramwaj miejski – wagonik szynowy wiodący na jedno ze wzgórz. Niestety stamtąd same widoki nie są zbyt ciekawe, choć darmowy ogród jest ciekawy do oglądania.

Widok z okolic ogrodu botanicznego
Widok z okolic ogrodu botanicznego

Drugi to góra Victoria (Mt Victoria). Jest o tyle interesujące miejsce, że znajduje się nie z boku Wellington, a w samym centrum. Na zachodzie widzimy tę, główną, najstarszą część z dokami, ale miasto rozciąga się jeszcze na wschodzie i na południu. Widać tam też więcej zatok, oceanu i gór, a także jest to dobry punkt widokowy do wypatrywania samolotów lądujących na lotnisku. W każdym razie jak tu byliśmy mocno wiało na samym szczycie, co akurat dziwne nie jest. Wellington ze względu na swoje położenie należy do najbardziej wietrznych miast na świecie. Silny wiatr występuje tam średni przez ok. 230 dni w roku.

Góra Wiktorii i gościniec z Władcy
Góra Wiktorii i gościniec z Władcy

Góra Victoria jest istotna także z filmowego punktu widzenia. To jedna z lokacji „Drużyny Pierścienia” Petera Jacksona. To tutaj kręcono sceny na gościńcu, gdzie hobbici ukrywają się przed nazgulem. Prawdę mówiąc w jednym miejscu nawet jest miejsce, gdzie się można schować za konarami, tak specjalnie dla turystów.

Róża wiatrów na Górze Victoria
Róża wiatrów na Górze Victoria

Weta Cave

To zaś prowadzi nas do głównej atrakcji, którą chcieliśmy zobaczyć w tym mieście, czyli Weta Cave. Jaskinia Wety, czyli część firmy, w której Weta Workshop oferuje wycieczki po studio z przewodnikiem. Z pewnością było warto.

Rzeźba reklamująca Wetę
Rzeźba reklamująca Wetę

Weta Workshop to firma zajmująca się tworzeniem dekoracji, rekwizytów, strojów i efektów specjalnych do filmów, mieszcząca się w dzielnicy Miramar. Założona w 1987 roku ogromny sukces i światowy rozgłos zdobyła dzięki tytanicznej pracy poświęconej „Władcy Pierścieni” Petera Jacksona (wcześniej pracowali z nim przy „Martwicy mózgu”), a potem wrócili do „Hobbita”. O ile różnie można oceniać te filmy jako całość, o tyle wkład Wety jest naprawdę niesamowity, zaś możliwość  poznania bliżej sposobu ich pracy, czy w pewien sposób dotknięcia ich dzieł to naprawdę spora atrakcja.

Wejście do Weta Cave
Wejście do Weta Cave

Nazwę Weta przyjęła od grupy owadów endemicznych dla Nowej Zelandii, a przypominających świerszcze. Niektóre z nich są gigantyczne jak na robale – o wadze 40 g (więcej niż np. wróbel). Warto przypomnieć, że w kraju Kiwi nie było ssaków (poza fokami i nietoperzami), więc nie było szczurów. Wety wyewoluowały i zajęły ich miejsce w ekosystemie. Weta – to nazwa maoryska, która oznacza boga wszelkiej szkaradności. Gdy kręcono „Martwicę mózgu” nazwa ta wszystkim się spodobała i tak już dziś zostało.

Troll przy wejściu
Troll przy wejściu

W samej Wecie niestety nie można robić zdjęć, oprócz miejsc dla tego wydzielonych, a to ze względu na prawa majątkowe wytwórni, dla których rekwizyty są robione.
Weta oprócz rekwizytów filmowych robi także repliki dla fanów (bardzo drogie), figurki, gry. To właśnie tam można robić zdjęcia. Przed wejściem jest wystawionych też kilka trolli, tak by turyści mieli uciechę.

Bronie z Władcy
Bronie z Władcy

Zwiedzanie Weta Cave

Zabawę zaczynamy w Weta Cave. Wokół nie ma dedykowanego parkingu, ale w okolicznych uliczkach jest dość miejsca. Czasu jest dużo, więc na swoją wycieczkę czekamy w sklepie. Są tam też małe wystawy. Do wyboru jest kilka wycieczek, w tym nocna. Więcej na stronie Wety – WetaWorkshop.com. Myśmy wybrali dwie. Podstawową po studio oraz wejście na plan serialu „Thunderbirds Are Go!”.

Zbroje z Władcy
Zbroje z Władcy

Pani, która oprowadzała nas po dostępnych częściach studio, opowiadała krótko historię Wety i jej najważniejsze produkcje, jak wygląda praca przy przykładowych strojach, pokazywała miniatury i wspominała „megatury” (bigatures), czyli wielkich rozmiarów makiety. Ogromnie pouczająca i ciesząca wycieczka. Oprócz znanych nam produkcji, o których przyjemnie było dowiedzieć się nowych rzeczy, poznaliśmy także ich rodzimą (endemiczną, jak wszystko tutaj) produkcję-remake „Thunderbirds Are Go!”. I chociaż do tej pory zupełnie tego nie znaliśmy, fajnie było zobaczyć, nad czym studio pracuje aktualnie. Zwłaszcza, że miniatury i megatury wykonane na potrzeby produkcji robią wrażenie.

Swoją drogą, to „Thunderbirds” to niezła ciekawostka: serial powstały na zasadzie animacji poklatkowej modeli i miniatur, dziś wzbogacony o animowane komputerowo postaci. To nas zachwyciło, bo widzieliśmy makiety i elementy, które są obecnie używane w produkcji. No i jeszcze historie w stylu żartów w tle. W każdym odcinku znajduje się wyciskacz do cytrusów, gdzieś umieszczony. Tylko dlatego, że te wszystkie miniatury powstają z przedmiotów codziennego użytku, dopiero w złożeniu nadaje się im inne znaczenie. Gdy podczas oryginalnej projekcji wyciskacz nie spodobał się jednemu z widzów, napisał on list do telewizji z protestem. Skończyło się na tym, że wyciskacz stał się stałym elementem każdego odcinka, ta tradycja jest zachowana do dziś.

Broń z Avatara
Broń z Avatara

Rekwizyty z Władcy, Narnii i nie tylko

Wycieczka po głównej części Wety to raczej przejście przez magazyn. Jest tu wiele przedmiotów, które pozostały po produkcji „Władcy Pierścieni” czy „Hobbita”, ale też filmów Neila Blomkampa („Dystrykt 9”, „Chappi”), „Avatara” Jamesa Camerona, „King Konga”, a nawet Narnii czy „Królestwa Niebieskiego” Ridleya Scotta. Dowiedzieliśmy się także, jaki wpływ na rekwizyty w „Hobbicie” miały zmiany producentów. Ponieważ firmy się nie dogadały, więc wszystko tworzono na nowo, w dodatku tak, by nie naruszyć praw. Stąd różnice w wyglądzie.

Uruk-hai
Uruk-hai

Wizyta w Weta Cave nas zachwyciła. To jedno z tych miejsc, gdzie powstaje magia kina, gdzie można zobaczyć pewne sztuczki, to bardzo interesująca i pouczająca wycieczka. Zaś Wellington? Cóż, spać gdzieś trzeba. Ale Weta mocno podnosi atuty tego miasta. Na koniec ta sama uwaga, co w przypadku Auckland. Transport lokalny jest, ale do poruszania się między bardziej oddalonymi częściami miasta wskazany jest samochód.

Droga na lotnisko
Droga na lotnisko

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Wellington
Szlak filmowy
Wellington (Weta)
Share Button