Archiwa tagu: Pałac

Al-Ajn, miasto-oaza na pustyni

Al-Ajn (arab. العين‎, ang. Al Ain) po arabsku znaczy tyle co źródło, czasem jest też określane mianem miasta ogrodów. Ciekawostka: w pustynnych krajach semickich jest to popularna nazwa miasta, które wyrosło wokół oazy. Znajduje się blisko granicy z Omanem, więc samo w sobie jest dość dobrym miejscem na rozpoczęcie wizyty w tym kraju.

Wzgórze Al Nagfa i dobry punkt widokowy
Wzgórze Al Nagfa i dobry punkt widokowy

Al-Ajn, pałac muzeum i miasto szejka Zajida

Choć osadnictwo na tym istnieje od jakiś 4 tysięcy lat, historycznie trudno mówić o konkretnej dacie założenia. W każdym razie jeden z towarzyszy proroka Mohameda, Ka‘ab Bin Ahbar przyjechał tutaj i próbował nawracać lokalne ludy. Został i zbudował osadę w oazie, nie pierwszą i nie ostatnią. Dziś najstarsza zabudowa to forty z przełomu XIX i XX wieku.

Pałac Muzeum
Pałac Muzeum

Al-Ajn to drugie co do wielkości miasto emiratu Abu Zabi, czwarte w ZEA. Jest to miasto narodzin szejka Zajida ibn Sultan Al Nahyan (1918-2004), założyciela i pierwszego przywódcy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, stąd jest bardzo ważne historycznie. W końcu XIX lub początku XX wieku wraz z rozwojem państwowości arabskiej, nabrała rozpędu historia miasta. Powstały słynne forty, dziś mocno (aż za mocno) zrewitalizowane. To też najważniejsze zabytki miasta, położone w samym jego centrum. Choć dziś oczywiście bardziej istotne jest tu chyba wspominanie pamięci szejka Zajida.

Oaza Al-Ajn (Al Ain Oasis)
Oaza Al-Ajn (Al Ain Oasis)

Najważniejszy dla mieszkańców Emiratów, zabytek to pałac-muzeum (Al Ain Palace Museum). To właśnie jeden z fortów. Drugi to Al Jahili Fort, może już nie tak dostojny, ale też bardzo podobny. Świetnie odnowione i bardzo podobne miejscami, jakby częściowo robione były z tej samej formy. W każdym razie kształt fortu (i wież pałacu) jest bardzo rozpoznawalny w ZEA i można się na niego natknąć w różnych miejscach. To jeden z narodowych symboli.

Al Jahili Fort
Al Jahili Fort

Oaza Al-Ajn

Al Ain Oasis to największa oaza na obszarze miasta, znajdująca się na liście UNESCO. Za jej znaczenie dla formowania kultury i za podziemny system nawadniający – falaj. Zwiedzanie oazy trochę rozczarowuje: spaceruje się wybrukowaną aleją, po bokach są wysokie mury, nie wchodzi się za bardzo pomiędzy palmy, brakuje informacji. Oaza jest tuż przy pałacu, właściwie to jego część. Tyle że nie ma tu biletów, nie jest też zamykany w dni muzealne.

Al Jahili Fort
Al Jahili Fort

Sama oaza raczej nie robi dobrego wrażenia. Można nawet zacząć zastanawiać się, jakim cudem trafiło to na listę UNESCO? Czy tylko z powodu szejka Zajida? Słowo klucz w tym wypadku to właśnie tradycyjny falaj. Ten system budowania irygacji znany jest tu od prawie 3000 lat.

Wnętrza centrum handlowego Bawadi Mall
Wnętrza centrum handlowego Bawadi Mall

Centrum miasta można obejrzeć ze wzgórza Al Nagfa. To słynny punkt widokowy, znajdujący się niedaleko fortów. Niestety to nie jest ani Dubaj, ani Abu Zabi, więc nie robi to już takiego wrażenia.

Targ wielbłądów
Targ wielbłądów

Targ wielbłądów

Jednak to nie zabytki ściągnęły naszą uwagę na Al-Ajn. W pewnym sensie odpowiada za to centrum handlowe Bawadi Mall, choć oczywiście w porównaniu z dubajskimi, to szkoda na nie marnować czasu. Jedna fontanna w środku i brak turystów, kupują zaś jedynie Arabowie z rodzinami. Prawdziwy kruczek tkwił w lokalizacji tego centrum. Tuż za nim znajduje się tradycyjne targowisko, na którym handluje się zwierzętami. To chcieliśmy zobaczyć.

Targ wielbłądów w Al-Ajn
Targ wielbłądów w Al-Ajn

Z samego rana, jeszcze przed śniadaniem, wybraliśmy się na pobliski targ wielbłądów, bo tak go się najczęściej określa. Oczywiście handlują też innymi zwierzętami, przede wszystkim kozami i owcami, ale to wielbłądy ściągają tu zarówno kupców jak i odwiedzających. Sprzedają tutaj tylko wielbłądy jadalne, to znaczy przeznaczone na konsumpcję. Nie było zwierząt wyścigowych.

Targ wielbłądów w Al-Ajn
Targ wielbłądów w Al-Ajn

To ostatni taki targ w Emiratach. Raczej zanikają już w tej formie. Ten powoli staje się też atrakcją turystyczną, co pewnie sprawi, że przetrwa w jakiejś formie. Idąc z samego rana można zobaczyć, jak to wyglądało naprawdę. Sprzedawcy pozwalają bez problemów robić zdjęcia, czasem sami chcą pozować. Klientów też nie ma zbyt wielu, może przyjdą później. Są zagrody, są zwierzęta i tyle. Natomiast w późniejszych godzinach przybywają tu turyści, najczęściej ze zorganizowanych wycieczek. Wstęp dla nich na targ jest płatny (ale nie jest to oficjalnie zorganizowane, więc bywa różnie). Sprzedawcy chcą też zarabiać na zdjęciach. Za to można sobie cyknąć fotki siedząc na wielbłądach, czy przebierając się w kolorowe stroje. Robi się z tego taka atrakcja turystyczna, w takim bardziej cepelianym znaczeniu.

Sam targ też nie jest dobrym miejscem dla osób wrażliwych. Nie ma tu jakiejś krwi, czy rzeźników, ale w tych krajach nie dba się zbytnio o zwierzęta i traktuje się je czasem dość brutalnie.

Targ wielbłądów
Targ wielbłądów

Ogród zoologiczny

Ale to nie koniec oglądania zwierząt w Al-Ajn. Nie udało nam się zobaczyć arabskich oryksów na wolności (ani w jordańskim rezerwacie, który akurat był nieczynny z powodu remontu), więc musieliśmy się posiłkować tutejszym ogrodem zoologicznym.

Safari w zoo
Safari w zoo

A jest to specjalne zoo. Zacznijmy od tego, że jeden z ojców założycieli, a potem prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich – szejk Zayed bin Sultan Al Nahyan był światłym człowiekiem z wizją. Nie tylko pchnął rozwój gospodarki i kultury tej części Półwyspu Arabskiego, ale także zainteresował się ochroną przyrody, w tym ochroną zagrożonych gatunków zwierząt – rzadko się to zdarza w świecie arabskim. Na jego zlecenie powstał w Al-Ajn ogród zoologiczny. W roku 1968 otwarto placówkę, której jednym z ważniejszych celów było i nadal jest, odtworzenie populacji oryksa arabskiego (Oryx leucoryx). Ze względu na niekontrolowane polowania, w 1970 roku uznano gatunek za wymarły na wolności.

Oryksy arabskie
Oryksy arabskie

Dzięki staraniom prywatnych hodowców (do których należał szejk Zayed) i ogrodów zoologicznych, w tym Al-Ajn, w 2011 roku populację oryksa na Półwyspie szacuje się na około tysiąca osobników. W zoo jest zdjęcie szejka Zayeda wypuszczającego oryksa na wolność. Nie tylko oryks arabski jest objęty programem reintrodukcji, ale także oryks szablorogi (Oryx dammah), który niegdyś występował w Afryce Północnej, dziś jest wymarły w stanie dzikim. W Tunezji, Maroko czy Senegalu próbuje się odtwarzać gatunek.

Pustynia obok zoo
Pustynia obok zoo

Oryksy i safari

Zoo w Al-Ajn jest bardzo dobrze przemyślane. Ma doskonale zachowaną równowagę pomiędzy ochroną gatunków i dobrym samopoczuciem zwierząt na wybiegach (nie do pomyślenia na targu), a satysfakcją zwiedzających, dodatkowymi atrakcjami i walorami edukacyjnymi. Wybiegi są naprawdę obszerne i urozmaicone, otoczone dość wysoką zielenią, dzięki czemu zwierzęta nie są bardzo wyeksponowane: dość, by je spokojnie obserwować, a jednocześnie by zwierzęta nie czuły się otoczone. Do dodatkowych atrakcji oprócz pokazów karmienia należy możliwość kupienia wycieczki safari na teren afrykańskiego wybiegu. Jedzie się samochodami terenowymi i robi zdjęcia, dokładnie jak na przykład na safari w Tanzanii czy Kenii. Po co ruszać się poza wygodny Półwysep? Duże centrum edukacyjne oferuje różne warsztaty, konferencje i pokazy. Prawdę mówiąc, nie spodziewaliśmy się tak świetnego ogrodu zoologicznego. Ten zaś jest naprawdę godny polecenia.

Oryks arabski
Oryks arabski

I co najważniejsze, to faktycznie jedno z najważniejszych centrów rozmnażania oryksów. Stąd pomysł na wizytę tutaj. Oryksy zaś można zobaczyć nawet bez wchodzenia do zoo. Przed wejściem, jak się jedzie na olbrzymi parking, jest wybieg, gdzie chodzą te wspaniałe zwierzęta. Parking oczywiście jest darmowy, ale jak ktoś chce to jest i wersja płatna typu valet czy VIP.

Orksy arabskie
Orksy arabskie

Al-Ajn niestety nie jest tak popularne wśród turystów jak Dubaj, więc gorzej wygląda tu kwestia poruszania się komunikacją zbiorową po samym mieście. Zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem jest samochód: albo własny, albo taksówka. Z parkowaniem większych problemów nie ma.

Oryks szablorogi
Oryks szablorogi

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak emiracki
Al-Ajn Podróżowanie po ZEA
Share Button

Sztokholm

Szwecja słynie z mężnych i groźnych Wikingów, ukształtowanych przez srogą Północ, bardzo praktycznego i surowego designu oraz postępowości. To wszystko widać w stolicy, Sztokholmie (szw. Stockholm), gdzie historia łączy się z nowoczesnością. Warto zauważyć, że Sztokholm jest jedną z niewielu europejskich stolic, która nie została tknięta podczas II wojny światowej. Już wówczas Szwedzi mocno trzymali się swojej polityki nieingerowania. Do dziś nie należą choćby do NATO.

Dom Szlachty
Dom Szlachty

Sztokholm

Dobrym sposobem na zwiedzanie Sztokholmu są tak zwane białe noce. Można ich doświadczyć np. w Petersburgu, czy w innych miejscach na podobnej wysokości geograficznej. W każdym razie pod koniec czerwca słońce zachodzi gdzieś około 22:00, ciemno robi się blisko północy, zaś wschód mamy już o 3:45. To pozwala dużo dłużej włóczyć się po starym mieście, w dzień obejrzeć muzea, zaś potem pospacerować sobie. O ile oczywiście nie pada i nie jest zbyt zimno, ale czerwiec to też w miarę ciepły okres tutaj.

Riddarholmen
Riddarholmen

Ratusz

Bardzo ciekawym przykładem surowości tutejszej architektury jest ratusz, który zaprojektował Ragnar Östberg. Może on wyglądać znajomo, a to głównie dlatego, że jest dość mocno inspirowany pałacem Dożów z Wenecji (choć niekoniecznie się z nim kojarzy), przynajmniej jeśli chodzi o główną konstrukcję. Podobieństw trochę jest, choćby monumentalna wieża, patio, arkady. Jednocześnie jest w pewien sposób ciężki, rzucający się w oczy. Idealnie pasujący do tutejszego klimatu. Z pewnością nie ma tylu ozdobników.

Ratusz widziany z kanału
Ratusz widziany z kanału

Pałac Królewski i Gamla stan

Sercem miasta jest dzielnica Gamla stan. To tu znajduje się choćby Pałac Królewski (Kungliga slottet). Bez wątpienia obiekt wart odwiedzenia. Można kupić bilety do kilku jego części, jak choćby komnat, skarbca czy królewskich karoc. W komnatach znajdują się także stałe ekspozycje, w tym także odznaczenia Orderu Królewskiego Serafinów. Są oczywiście polskie akcenty (Ignacy Mościcki, Lech Wałęsa, Bronisław Komorowski). Przy pałacu można też oglądać uroczystą zmianę warty.

Pałac Królewski (Sztokholm)
Pałac Królewski (Sztokholm)

Na Starym Mieście można też przejść się między wąskimi uliczkami. Znajduje się tu także muzeum Nobla. ,Choć w centrum znajduje się wiele kościołów, to jak to ma miejsce w krajach skandynawskich, tylko do nielicznych można zajrzeć. Wśród nich są choćby katedra (Storkyrkan) czy kościół Riddarholmen.

Katedra
Katedra

Stare miasto chyba najlepiej w całości oglądać jest od południa. Jednym z punktów widokowych jest taras i winda Katarina gangbro (w dzielnicy Södermalm). Ale można też pójść w kierunku Mosebacketerrassen. Tam ciągnie się ścieżka, z której także doskonale widać centrum. 

Katarina gangbro
Katarina gangbro

Dobrym sposobem na zwiedzanie jest też rejs po kanałach. Jest ich tu co najmniej kilka do wyboru. Przy okazji można posłuchać o samej Szwecji i historii miasta. Warto zwrócić uwagę, że mamy kilka różnych wodnych tras do dyspozycji, więc lepiej wcześniej wybrać sobie jedną z nich.

Gamla stan
Gamla stan

Muzeum Vasa

W Sztokholmie nie mogliśmy odpuścić muzeum okrętu królewskiego „Vasa”. Ta zbudowana w latach 1626-28 jednostka miała być postrachem Morza Bałtyckiego, największym i najlepiej uzbrojonym okrętem wojennym, który miał zdecydować o szwedzkim zwycięstwie w wojnie z Polską. „Vasa” stał się za to słynny za sprawą swojego spektakularnego zatonięcia w kilkanaście minut po wyjściu z portu. Okręt spoczął na dnie i zachował się w niemal nienaruszonym stanie. W latach 50. XX wieku Szwedzi podjęli starania mające na celu wydobycie wraku z dna zatoki. Nie stało się to szybko – akcja wydobywcza trwała do 1961 roku, gdy udało się podnieść wrak celem dalszej konserwacji, która trwała dobre kilkanaście lat.

Vasa
Vasa

W roku 1990 okręt udostępniono publiczności i oto jesteśmy w Vasa Museum, które stało się jedną z największych atrakcji miasta. W nim można przyjrzeć się z bliska temu kuriozum. Jeśli porówna się jego konstrukcję z większymi, późniejszymi żaglowcami gołym okiem da się dostrzec podstawową wadę. Środek ciężkości znajdował się za wysoko, więc wystarczył wiatr i okręt nie mógł utrzymać równowagi. Dziś wydaje się to takie oczywiste, ale „Vasa” był pewnego rodzaju eksperymentem.

Muzeum Nordyckie
Muzeum Nordyckie

Inne muzea

To oczywiście nie jedyne muzeum warte zobaczenia. Kolejne z nich to Muzeum Nordyckie (Nordiska). Można tam lepiej poznać tak historię, jak i szwedzki design. Wygląda trochę jak jeden wielki bałagan, gdzie jest mydło i powidło, ale trzeba przyznać, że zbiory są dość intrygujące.

Więcej na ten temat szwedzkiego stylu można przeczytać na blogu Trykowska Studio.

Inne bardzo polecane w wielu miejscach muzeum to Fotografiska. Ma jedną podstawową zaletę – jest bardzo długo czynne, więc można tam spokojnie sobie przyjść późnym wieczorem.

Fotografiska
Fotografiska

Skansen

Sztokholm, podobnie jak Oslo, ma swój miejski skansen. Ten założony w 1891 roku skansen jest pierwszym w Szwecji i ukazuje sposób życia w różnych rejonach kraju epoki przedindustrialnej. Najstarszy budynek pochodzi z XIV wieku, jest też replika XIX-wiecznego miasteczka. Pracownicy paradują w strojach z epoki i czasem coś robią. Jest niby bardziej żywy, niż ten z Oslo, ale tamten sprawiał wrażenie bardziej autentycznego.

Skansen
Skansen

Szwedzki skansen pełni też rolę zoo. Oprócz domków i ludzi są także zwierzęta, zarówno te gospodarskie, jak i dziko żyjące w Skandynawii. Prawdopodobnie to jest największa atrakcja miejska mająca coś wspólnego z Wikingami. Ci obecni są głównie w gadżetach, ale ze Sztokholmu organizowane są całodniowe wycieczki do wioski słynnych wojów.

Renifer w skansenie
Renifer w skansenie

Millesgården

Ciekawym miejscem jest także Millesgården, czyli ogród z rzeźbami, założony w 1936 roku przez rzeźbiarza Carlsa i jego żonę Olgę Milles. Ogród niewielki, kameralny, same rzeźby niekiedy intrygujące. Rozciąga się stąd ładny widok na Sztokholm.

Ogrody Millesgården
Ogrody Millesgården

Metro – stacje i bilety

Po mieście najłatwiej poruszać się metrem, co jest już samo w sobie dodatkową atrakcją. Metro w Sztokholmie to jedno z miejsc, gdzie artyści mogą się bezkarnie wyżywać. Różne źródła zachęcają do eksploracji wielu stacji metra. Trzeba przyznać, że kilka stacji jest dość udanych, całość mocno różnorodna, ale też nierówna.

Stacja metra Radhuset
Stacja metra Radhuset

By poruszać się metrem i zwiedzać muzea, warto wpierw zaopatrzyć się w kartę miejską. Do wyboru są dwie różne: Stockholm City Pass i Stockholm Pass. Pierwsza jest tańsza, ale ma ograniczoną ilość wejść do muzeów. W wersji podstawowej 3, w wersji rozszerzonej 5. Za to komunikacja miejska jest wliczona w cenę. Stockholm Pass jest droższa, można do niej dokupić kartę komunikacyjną, za to wejściówki są limitowane na zasadzie raz do danego budynku. Zresztą tych muzeów też jest więcej (ok. 60 do wyboru, City Pass ma ich około 20). Obie karty uprawniają też do wykorzystania jednego rejsu kanałami. Jeśli zależy nam na zwiedzeniu kilku muzeów/ogrodów i zobaczeniu choć na chwilę jeszcze kolejnych, Stockholm Pass bardzo szybko się zwraca i jest dobrym rozwiązaniem. Swoją droga Stockholm City Pass można kupić w informacji turystycznej oznaczonej na niebiesko, zaś Stockholm Pass na zielono.

Metro w Sztokholmie
Metro w Sztokholmie

Obecnie Szwecja jest też mocno kojarzona ze Stiegiem Larssonem i jego trylogią „Millennium”. Tu rozmywa się film, serial i powieści. Bez trudu można znaleźć zorganizowaną wycieczkę śladami Michaela Blomkvista i Lizabeth Salander. Da się kupić też specjalne przewodniki. Jednak jest to dobry biznes, więc trudno o wiele opisów w sieci.

Park Tivoli
Park Tivoli

Ogólnie warto zauważyć, że miasta skandynawskie takie jak Oslo, Kopenhaga czy właśnie Sztokholm w wielu miejscach są bardzo do siebie podobne. Te państwa dzielą wspólną historię, wymieniały się wpływami i to widać. Różnice oczywiście są.

Zmiana warty
Zmiana warty

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak szwedzki
Praktycznie Sztokholm Malmö
Share Button

Krobielowice

W ramach małego uzupełnienia wpisu o Waterloo, warto jeszcze na chwilę przyjrzeć się Polsce, a dokładniej Dolnemu Śląskowi. Niedaleko Wrocławia znajdują się Krobielowice. To właśnie tu mieszkała rodzina marszałka Bluchera.

Pałac Blucherów w Krobielowicach
Pałac Blucherów w Krobielowicach

Pałac Blucherów – Krobielowice

Zdecydowanie najważniejszym obiektem, który obecnie został po Blucherach, to pałac w Krobielowicach, czyli pałac Blucherów. Obecnie jest to prywatny hotel, więc zwiedzanie go z pewnością jest możliwe, ale najczęściej jest płatne. Bliskość Wrocławia definiuje modus vivendi  działalności biznesowej. Ta nie jest tyle nastawiona na turystów, co raczej imprezy, czy to konferencje, szkolenia, czy czasem integracje.

Okolice pałacu
Okolice pałacu

Sam pałac spokojnie można obejść i obejrzeć z zewnątrz. Przed nim znajdziemy charakterystyczną starą bramę.

Brama
Brama

Grobowiec rodzinny marszałka Bluchera

Ale to nie koniec pozostałości po Blucherach. Niedaleko pałacu znajduje się także grobowiec rodzinny marszałka. Niestety został zrabowany przez Sowietów w trakcie II wojny światowej. To co z niego zostało, to obecnie zabytek. Droga jest dość nieszczęśliwie ułożona, zakręca, więc jest to także miejsce wielu wypadków. Miejscowi pół-żartem pół-serio mówią, że liczne wypadki tutaj są zemstą marszałka za sprofanowanie grobowca.

Bażant na polach
Bażant na polach

To co poza pozostałościami po Blucherach można robić w Krobielowicach, to przede wszystkim spacerować. Znajdują się one na szlaku parku krajobrazowego Doliny Bystrzycy. Zatem można przejść się lasem, dojść do wody. To także tereny rekreacyjne, są tu pola golfowe i jeziora, w których wędkarze łowią ryby.

Grobowiec Blucherów
Grobowiec Blucherów

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak polski
Krobielowice ?
Share Button

Baku, czyli James Bond, „Przedwiośnie” i szklane domy

Azerowie czasem nazywają swoją stolicę małym Dubajem. Baku (azer. Bakı) w niezwykły sposób łączy ze sobą historię, przemysł naftowy i nowoczesność. Idealnie ukazuje różne oblicza petrorepubliki, a co ważniejsze, miasto znalazło swoje odbicie w kulturze, klasycznej jak i popularnej. Choć my małym Dubajem tego miasta byśmy nie nazwali, choć widać tu pieniądze, to jednak jest tu dużo więcej niż tylko przepych.

Baku to przykład różnorodnej architektury
Baku to przykład różnorodnej architektury

Baku – Azerbejdżan

Baku położone jest na Półwyspie Apszerońskim, które charakteryzuje się bardzo kontynentalnym, bardzo suchym klimatem – jest to najbardziej suche miejsce w Azerbejdżanie. O jego wyjątkowości nie decyduje jednak klimat, a zasoby naturalne – przede wszystkim ropa naftowa i gaz ziemny. Stolica i największe miasto Azerbejdżanu to także pierwszy port nad Morzem Kaspijskim – to z kolei jest największym jeziorem świata, w dodatku słone między innymi przez brak odpływów.

Szyby naftowe na James Bond Oilfield
Szyby naftowe na James Bond Oilfield

Pierwsza osada na terenie dzisiejszego Baku pochodzi z II wieku, a w XII wieku pochodzą pierwsze perskie zabudowania. Wtedy też pojawia się nazwa Badkube, co w języku perskim oznacza „uderzenia wiatru”. Stąd pochodzi współczesna nazwa Baku, a etymologia nazwy dobrze oddaje charakter tego wietrznego obszaru.

Tak zwane James Bond Oilfield
Tak zwane James Bond Oilfield

Pola naftowe Jamesa Bonda

Wirtualne zwiedzanie zaczniemy od Jamesa Bonda i filmu „Świat to za mało”. Jego akcja częściowo dzieje się w Baku, to tu Electra King ma swoje szyby naftowe, a Valentin Żukowski kasyno. Choć rezydencje ukazane w filmie faktycznie znajdują się w Azerbejdżanie, więcej zdjęć nagrano w miejscowości Neftçala. Za to wykorzystano szyby naftowe znajdujące się blisko meczetu Bibi Heybat (w dawnej zatoce Bibi-Ejbat, osuszonym fragmencie Morza Kaspijskiego). Gdy kręcono kolejne przygody 007, większość z tych szybów była już nieczynna. Powstawały przez prawie 100 lat i utrzymanie ich stało się nieopłacalne. Oczywiście w filmie całe pole naftowe działa (widać to także w czołówce). Jednak od tamtego czasu wiele się zmieniło. Dziś szyby są czynne na nowo, odnowione, nowocześniejsze. Właściwie można do nich podjechać bez większego problemu i zobaczyć je z bliska. Nie ma tan nawet ogrodzenia, czy płotu.

Meczet Bibi Heybat
Meczet Bibi Heybat

Szklane domy

Szybów oczywiście w Baku jest więcej. Można się na nie natknąć w wielu miejscach na przedmieściach, ale to właśnie te nad Morzem Kaspijskim (lub jeziorem) są zdecydowanie najbardziej rozpoznawalne i charakterystyczne. Wykorzystano je w jeszcze jednym filmie, którego zdjęcia powstały jakiś rok po Bondzie. To „Przedwiośnie” Filipa Bajona. W Baku nakręcono kilka scen, ale szyby i okolica są najbardziej rozpoznawalne. Da się tam też zauważyć minaret z Bibi Heybat.

Marriott - nowoczesny szklany dom
Marriott – nowoczesny szklany dom

Film to oczywiście adaptacja powieści Stefana Żeromskiego, dziejącej się w czasach współczesnych autorowi, czyli XIX wieku. Jest to o tyle istotne, że Baku wtedy stanowiło jedno z najważniejszych miejsc związanych z handlem i wydobyciem ropy. Szacuje się, że w pewnym momencie kontrolowano stąd 20% światowego rynku, czyniąc z miasta nieformalną stolicę biznesu naftowego. Oczywiście te czasy już dawno przeminęły, choć kraj nadal czerpie profity z nafciarstwa.

Ogniste wieże nocą
Ogniste wieże nocą

Warto przy tej okazji wspomnieć o polskich wątkach w Baku, bo to Polak – geolog i inżynier Witold Zglenicki – jako pierwszy wydobył ropę z morskiego dna pod sam koniec XIX wieku. Dzięki niemu zaczęto na przemysłową skalę wydobywać ropę naftową w Baku, konstruował platformy wiertnicze, szyby, ropociągi. Inny inżynier – Paweł Potocki – również miał znaczący wpływ na rozwój przemysłu naftowego w Baku. W 1922 roku stworzył śmiały projekt osuszenia fragmentu morza, by móc wydobywać ropę. Od 1910 roku zaś nadzorował osuszanie zatoki Bibi-Ejbat. Nazwiskami Potockiego i Zglenickiego nazwano ulice Baku. Obecnie działa tutaj Polonia. Także Alfred Nobel dorobił się fortuny właśnie na wydobyciu ropy w Baku.

Ogniste wieże w dzień
Ogniste wieże w dzień

Ogniste wieże

„Przedwiośnie” to także powieść słynąca z idei szklanych domów. Dziś jest ich naprawdę sporo w Baku. Jest tu wiele nowoczesnych wieżowców, ale jeden jest szczególny, to obecnie symbol stolicy. Chodzi oczywiście o Ogniste wieże (ang. Flame Towers), które wznoszą się ponad miastem. W nocy są dobrze oświetlone. Swoją drogą nawet zejścia do stacji metra w centrum są szklane.

Ogniste wieże widoczne z zabytkowego centrum
Ogniste wieże widoczne z zabytkowego centrum

Zaratrusztrianizm

Pozostając w temacie ognia, na przedmieściach można zwiedzić świątynię ognia Atəşgah. Kiedyś wykorzystywaną zarówno przez zaratusztrian, jak i hinduistów. Ci drudzy raczej byli gośćmi. Świątynię wznieśli wyznawcy zaratusztrianizmu i to oni się nią opiekowali i rozbudowywali przez wszystkie lata. Początkowo znajdowała się w miejscu, gdzie występował gaz ziemny, dzięki czemu dało się utrzymać wieczny ogień. W późniejszych czasach kapłani podpięli się pod gazociąg, który działa do dziś. Obecnie świątynia bardziej pełni rolę muzeum i atrakcji turystycznej, acz czasem jest wykorzystywana do modlitw.

Ateszgah
Ateszgah

Świątynia ognia Ateszgah to pięciokątny kompleks, gdzie centrum obszernego dziedzińca zajmuje czworoboczny budynek ołtarza. W jego środku płonie wieczny ogień (od lat 70. XX wieku, gdy powstało tu muzeum, doprowadzany gazociągiem), a na starych ilustracjach widać, że z czterech „kominów” w narożnikach ołtarza także wznoszą się płomienie.

Ateszgah
Ateszgah

Budynek otaczający dziedziniec to połączone pomieszczenia o różnej funkcji: cele dla mnichów, pomieszczenia o funkcji mieszkalnej, sakralnej, przechowywanie i przygotowywanie pożywienia.

Pałac Szirwanszachów
Pałac Szirwanszachów

Stare miasto – historyczne centrum

Baku znalazło się na liście UNESCO ze względu na trzy rzeczy: zabytkowe centrum, Basztę dziewiczą oraz Pałac Szirwanszachów. Historyczne centrum nosi nazwę İçəri Şəhər (Miasto Wewnętrzne lub Iczeri-Szecher). Otoczone jest starym murem. Ruch samochodowy wewnątrz jest ograniczony, a wjazd płatny. Bramy są dość wąskie, ale da się przez nie przejechać. Warto jednak zwrócić uwagę, że płatne parkingi trochę dalej oddalone od samego starego miasta są zdecydowanie tańsze.

Wnętrza pałacu
Wnętrza pałacu

Centrum jest bardzo malownicze i zadbane. Pełne kramów, restauracji, wąskich uliczek, w których dość łatwo się zgubić. Znajduje się tam jeden z symboli miasta, czyli Baszta Dziewicza (azer. Qız Qalası). Nazwa nawiązuje do legendy. Otóż podobno jeden z szachów zbudował ją swojej wybrance. Ta, gdy się dowiedziała, że ów szach jednocześnie jest jej ojcem, rzuciła się z wieży do morza. Dziś oczywiście wylądowałaby co najwyżej na bruku. Morze (jezioro) Kaspijskie ma obecnie niższy poziom niż kilkaset lat temu, więc znajduje się dalej od wieży. Obecna baszta pochodzi z XII wieku, ale pierwotna jest dużo starsza. Najstarsza stojąca w tym miejscu powstała prawdopodobnie w gdzieś w VIII-VII wieku p.n.e. Nie znana jest też jej funkcja. Jedne wersje mówią o wieży świątyni zoroastriańskiej, inne o obserwatorium astronomicznym, zaś jeszcze inne o obronie. Być może wszystkie były prawdziwe w pewnym okresie. Dziś baszta przyciąga turystów stanowiąc bardzo charakterystyczny punkt widokowy.

Baszta Dziewicza
Baszta Dziewicza

Pałac Szirwanszachów

Pałac szachów Szyrwanu (azer. Şirvanşahlar sarayı) może nie jest ani tak charakterystyczny, ani tak rzucający się w oczy, ale z pewnością to miejsce warte zobaczenia. Zaczęto go budować w XV wieku, to też był najlepszy okres dla tego obiektu. Później zaczęły się grabieże tureckie i nie tylko. Używano go wówczas jako koszarów. W XIX wieku Rosjanie planowali wręcz wyburzenie go, by postawić tu sobór Aleksandra Newskiego. Szczęśliwie wojska rosyjskie także stacjonowały w tym miejscu, więc wyburzenie przeciągnęło się na tyle, że ostatecznie uratowało pałac przed zniszczeniem.

Obecnie obiekt jest muzeum, chętnie odwiedzanym przez turystów. Ze względu na wzniesienia, zamiast jednego dziedzińca mamy trzy, które znajdują się względem siebie kilka metrów niżej. Zwiedzanie najlepiej zacząć od pałacu, będącego głównym budynkiem. Ma on dwa piętra. Zachowało się tam 16 komnat, większość z nich we względnie oryginalnym stanie, lub przynajmniej dość dobrze przywróconym. Oprócz pałacu w obiekcie znajduje się kilka innych budowli, jak meczet, łaźnie czy mauzoleum.

Grobowce obok Baszty
Grobowce obok Baszty

Plaże i  bulwar

Wokół historycznego centrum znajduje się bardziej turystyczne centrum, z drogimi sklepami, restauracjami i życiem nocnym. Dalej zaś mamy promenadę nad brzegiem morza. O ile sam bulwar wygląda bardzo ładnie, nawet gdy w tle widzimy platformy, czy pływające hotele, o tyle woda jest raczej odpychająca. Głównie ze względu na osadzającą się na kamieniach przy brzegu ropę. Bulwar jest doskonałym miejscem na spacer, zarówno w dzień, jak i w nocy, gdy widać wspaniałe oświetlenie miasta.

Plaża Shikhov
Plaża Shikhov

Trochę dalej na południe od centrum miasta znajduje się plaża Shikhov (azer. Şıxov çimərliyi). To zdecydowanie widok wart zobaczenia. Jako plaża jest to miejsce bardzo nieciekawe, zwłaszcza, że obok wysypywany jest gruz. Ale widok ludzi kąpiących się na tle platform wiertniczych jest naprawdę wyjątkowy.

Morze i ropa przy bulwarze
Morze i ropa przy bulwarze

Ciekawostki

W Baku jest bardzo wiele atrakcji dla różnych odbiorców. Dalej przy bulwarze znajdziemy choćby tutejszą wersję Wenecji, czyli pływanie po jakiś kanałach. Nie wygląda to dobrze, ale chętni i tak się znajdują. Ciekawie zaś prezentuje się budynek muzeum dywanów. Powstaje tu też wiele nowych drapaczy chmur. Konstruktorzy starają się by, były coraz to wymyślniejsze. Jeden z projektów to Gmach Półksiężyca, który w sieci jest nazywany Gwiazdą Śmierci. Będzie ciekawie wyglądać, gdy zostanie już ukończony.

Kryształowy Hol (Crystal Hall) zbudowany na potrzeby Eurowizji
Kryształowy Hol (Crystal Hall) zbudowany na potrzeby Eurowizji

Z dziwnych rzeczy, warto wspomnieć o drugim najwyższym maszcie z flagą na świecie. Zbudowano go w 2010 roku, wówczas liczył 162 metry wysokości, no i oczywiście był pierwszy. Nie długo: kilka miesięcy później w Duszambe (Tadżykistan) postawiono jeszcze wyższy. Podczas naszej wizyty w Baku masz był zdemontowany, kto wie, może właśnie go ponownie podwyższają.

Wąskie uliczki starego miasta
Wąskie uliczki starego miasta

Przy tych wszystkich atrakcjach to miasto wciąż żyje i mieszkają tu także biedniejsi ludzie. Nawet autobusy w centrum wyglądają lepiej, niż te na peryferiach. Bardzo mocno widać tu różnice w dochodach. Ale to mniej wykwintne Baku również jest interesujące. Można się natknąć choćby na tradycyjne piekarnie (chleb wypieka się tu tak samo jak w Gruzji).

Jeden z wielu meczetów w Baku
Jeden z wielu meczetów w Baku

Baku jest przepiękne, zadbane i interesujące. To miasto, które szczyci się jednym z najgłębszych linii metra na świecie. To miejsce kontrastów, wielkich pieniędzy, ale też wielu wpływów kulturowych i długiej historii.

Mury starego miasta
Mury starego miasta

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak azerski
Baku
Szlak filmowy
Baku (Bond)
Szlaku religijny
Baku
?
Share Button

Sintra

To bardzo niezwykłe i malownicze miejsce w Portugalii. Sintra znajduje się dość blisko Lizbony, można tu spokojnie przyjechać pociągiem z Lizbony i spędzić cały dzień. Ale to może być mało. Ze stacji Rossio w stolicy Portugalii jeździ to mniej więcej co 20-30 minut (w zależności od pory dnia i roku) pociąg podmiejski. Bilety są wliczone w ramach Lisbon Card. Można też kupić osobno.

Zamek Maurów w Sintrze
Zamek Maurów w Sintrze

Poruszanie się po Sintrze

Po Sintrze można poruszać się na trzy sposoby. Pierwszy to oczywiście piechota. Może do dalszych miejsc jak Zamek Maurów czy Pałac Pena zajmie to trochę czasu, ale przy bliższych pałacach może być to dobre rozwiązanie. Drugi to na bogato, czyli zatrzymywać tuktuki czy inne środki transportu indywidualnego, te powiozą nas za odpowiednią cenę gdzie chcemy. Trzeci to bilet dzienny na lokalne linie autobusowe. Pozwala on jeździć nimi bez limitu. Dowozi do najważniejszych pałaców i zamku Maurów, natomiast korzystając z linii do Cascais można zatrzymać się na przylądku Roca.

Zamek Maurów w Sintrze
Zamek Maurów w Sintrze

Sintra wydaje się niepozorna, ale warto pamiętać, że jeden dzień to zdecydowanie za mało na wszystko. W lecie, gdy jest więcej turystów, są tu zwyczajnie kolejki. W zimie z kolei transport lokalny działa trochę na pół gwizdka. Mieliśmy dużo większe plany na zwiedzanie Sintry, ale właśnie rozbiliśmy się o autobusy. Dużym problemem lokalnej komunikacji, w szczególności w kierunku Pałacu Pena i Zamku Maurów jest to, że trzeba wjechać na górę dość wąskimi i zawijającymi się drogami. Niewiele brakuje, by zrobiły się tam korki, które w najlepszym razie blokują ruch autobusowy na długie minuty. Rozkład niby jest, ale nie ma się co do niego przyzwyczajać. Myśmy mieli prawie 45 minutowe opóźnienie, bo coś… Niestety to właśnie sprawia, że nagle tego czasu na Sintrę jest dużo mniej. A że nie zawsze wiadomo kiedy pojawi się następny autobus, to nawet nie wiadomo czy nie lepiej iść na piechotę.

Mur zamku Maurów
Mur zamku Maurów

Zamek Maurów

Na poważnie udało się nam zająć dwoma największymi atrakcjami. Pierwszy to Zamek Maurów (port. Castelo dos Mouros). to bardzo malownicze i dobrze zachowane miejsce. Sam zamek, zbudowany jak nazwa wskazuje przez Maurów, nigdy właściwie nie był oblegany. Był to zamek obserwacyjny, nie obronny. Dopiero chrześcijanie przerobili go na twierdzę. Obecnie jest uznawany za jeden z pomników narodowych. Bardzo ładnie komponuje się też z naturą. Rozbudowano także część informacyjną. Jest kilka pomieszczeń, gdzie można poczytać trochę o historii. Ponadto wywieszono też historyczne flagi portugalskie z różnych okresów. Zaś jeśli chodzi o sam mur, to przypomina on nam Chiński Mur. Z prostej przyczyny, podobnie jak tamten, ten bardzo fajnie faluje na wzgórzach.

Pałac Pena widoczny z zamku Maurów
Pałac Pena widoczny z zamku Maurów

Pałac Pena

Największym „skarbem” Sintry jest Pałac Pena (port. Palácio Nacional da Pena). To naprawdę przedziwna budowla, pochodząca z okresu romantyzmu i przez niego naznaczona. Choć cały krajobraz Sintry znajduje się na liście UNESCO, Pałac Pena ma tam osobne miejsce. Jest to jeden z najważniejszych pomników i symboli Portugalii, to bardzo rozpoznawalne miejsce, używane także przez rodziny królewskie czy prezydentów. Wizualnie jednak pozostawia trochę mieszane wrażenie. Jest pewnym miksem różnych stylów, przypomina wręcz miejscami park rozrywki. Ale to dość wierny obraz epoki w której powstawał, gdy w architekturze łączono pewną nostalgię z egzotyką. Tak właśnie wyglądał tam romantyzm XIX wieku, zresztą pałac ten uchodzi za jeden z najważniejszych obiektów architektonicznych tej epoki na świecie.

Pałac Pena
Pałac Pena

Wokół Peny znajdują się też ogrody, czy raczej Park Pena. Choć oczywiście nie w klasycznym tego słowa znaczeniu. To raczej las, który częściowo zmodyfikowano. Czy to budując choćby domki dla kaczek, czy nawet rozkładając instalację imitującą pajęczynę. To idealne miejsce spacerowe.

Pałac Pena
Pałac Pena

W Sintrze do zobaczenia jest zdecydowanie więcej. Nam nie udało się zrealizować jeszcze dwóch miejsc, czyli Quinta da Regaleira i Pałacu Narodowego. Może innym razem. Sintra nas zwyczajnie zaskoczyła, spodziewaliśmy się, że jednodniowy wypad z Lizbony wystarczy na to miejsce. Błędnie, trzeba będzie wrócić.

Pałac Pena
Pałac Pena

Zaś filmowo warto wspomnieć, że tu kręcił swoje „Dziewiąte wrota” Roman Polański.

Domek dla kaczek w parku przy pałacu Pena
Domek dla kaczek w parku przy pałacu Pena

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak portugalski
Sintra
Share Button

Pałac króla Minosa w Knossos i labirynt Minotaura

Nieopodal Heraklionu znajduje się jeden z ciekawszych historycznie antycznych pałaców, czyli Knossos (gr. Κνωσός). W dodatku nie chodzi tu tylko o historię starożytnej Grecji, ale również bardziej nowożytną. To miejsce, które zdefiniowało współczesną archeologię. Popełniono tu pewne błędy, ale dzięki nim wiele się nauczyliśmy.

Pałac króla Minosa w Knossos

Stanowisko archeologiczne w Knossos
Stanowisko archeologiczne w Knossos

Kompleks pałacowy w Knossos jest jedną z pozostałości po kulturze minojskiej, odkrytej u schyłku XIX wieku, a lepiej poznanej dopiero w XX wieku, w dużej mierze dzięki wykopaliskom sir Arthura Evansa, tyleż słynnego co kontrowersyjnego archeologa. Niektórzy nazywają go prawdziwym Indianą Jonesem i coś w tym jest. Wrócimy do niego.

Knossos
Knossos

Kultura minojska powstała na Krecie w 5 tysiącleciu p.n.e i rozwijała się do połowy XV wieku p.n.e, kiedy to została wyparta przez kulturę mykeńską. Minojczycy słynęli z ceramiki, miast pozbawionych fortyfikacji i pisma linearnego A. Na jego podstawie kultura mykeńska opracowała pismo linearne B i dzięki temu, że zapisywano nim archaiczny język grecki, udało się je odczytać i zrozumieć. Sens zapisków sporządzonych w piśmie linearnym A pozostaje nieznany. Warto dodać, że wczesne osadnictwo na terenie Knossos datuje się na 7 millenium p.n.e.

Knossos
Knossos

Odkrycie Knossos

Fragment ruin pałacu w Knossos został odkryty w 1878 roku, ale z uwagi na ówczesne grabieże osmańskiego rządu, odkrycie to zatajono. Zresztą później Turcy również nie byli zainteresowani badaniami tego miejsca. Interesował się nim za to Heinrich Schliemann, czyli odkrywca Troi. Chciał nawet odkupić ten teren, ale zaproponowano mu zaporową cenę. Choć było go stać, odmówił. Dopiero w 1899 roku archeolog sir Arthur Evans mógł rozpocząć wykopaliska na dużą skalę i z prawdziwego zdarzenia. Historia wykopalisk jest dobrze opisana na tablicach na terenie pałacu, jest też opowiadana szeroko przez przewodników. Tak naprawdę, więcej można się dowiedzieć o tych pracach i samym sir Evansie, niż o kulturze minojskiej i pałacu…

Knossos
Knossos

Kompleks budynków pałacowych powstawał na przestrzeni 600 lat od 2000 do 1400 r. p.n.e, kiedy to popadł w ruinę i ostatecznie został zburzony. Mimo licznych przebudów i rozbudów, pałac jest zaskakująco spójny i jednorodny. Do dziś zachowały się głównie fundamenty i obrysy ciasno zabudowanych ścian, ale wiadomo, że część budynków była piętrowa. Niewielka część kompleksu jest dostępna dla zwiedzających, ale większość można zobaczyć przynajmniej z góry. W czasach świetności pałac liczył koło 1300 pomieszczeń, mogło tu mieszkać kilkanaście tysięcy osób.

Pozostałości pałacu
Pozostałości pałacu

Arthur Evans i jego restauracja

To, co uderza na obszarze pałacu, to dość frywolna i niekoniecznie udana rekonstrukcja. Na początku XX wieku renowacje historyczne dopiero raczkowały, ale nawet wtedy praca Evansa spotkała się z krytyką. Przez to ten pałac nie jest dziś wpisany na listę UNESCO, za to jest intrygującym zapisem rozwoju archeologii. Co właściwie zrobił Evans? Po pierwsze warto podkreślić, że był raczej amatorem niż zawodowcem, w dodatku bogatym. Mógł się bawić w archeologię. Stwierdził, że dobrze byłoby pałac udostępnić zwiedzającym. W XIX turystyka zaczynała się rozwijać, ludzie coraz częściej podróżowali i oglądali zabytki. Więc stworzenie historycznego parku to strzał w dziesiątkę. Tyle że same ruiny nie były zbyt atrakcyjne, przynajmniej wówczas, dziś jest trochę większa świadomość, choć niestety nie powszechnie. Trzeba było zatem je odbudować, przynajmniej w pewnej części. I to jest właśnie ten największy problem.

Obecnie, przynajmniej na Zachodzie, ustalone są standardy jak odrestaurowywać takie miejsca, jak odróżnić to co jest oryginalne, od tego co dobudowano. Za czasów Evansa jeszcze takie zalecenia i reguły nie istniały. Łatwo zatem się domyśleć, iż zaczęto budować nowe Knossos, tak by przyciągało ludzi, niekoniecznie było zgodne z historią. Trzeba podkreślić, że nie taki był cel. Ekipa Evansa stawiała pewne hipotezy, czasem bardziej na podstawie przeczucia niż źródeł i w ten sposób odbudowywała pałac. Ówczesny stan wiedzy spowodował wiele błędów. Choćby takich, że sam Evans widząc malowidło ustalał, gdzie ono mogło się znajdować, na zasadzie gdzie najlepiej obecnie wygląda. Nie dbano także o to, by dało się odróżnić część dobudowaną, od oryginalnej. Używano materiałów nieznanych starożytnym Grekom, budowlom nadawano inny kształt, jednocześnie starając się  odtworzyć to najlepiej jak się da.

Dziś pewnie uznano by to za dewastację, ale wtedy wszystko raczkowało. Niemniej jednak właśnie dzięki tej działalności Knossos wygląda jak wygląda.

Knossos
Knossos

Ale to także dzięki Evansowi to miejsce funkcjonuje do dziś, pomimo jego subiektywnych decyzji. Jest on także odkrywcą kultury minojskiej. Poświęcił wiele lat na badania archeologiczne tego miejsca, a co ważniejsze jego praca, choć może być dziś oceniana kontrowersyjnie, mocno rozbudowała tak wiedzę, jak i metodologię.

Knossos
Knossos

Minotaur, labirynt i mitologia grecka

Warto jeszcze zwrócić uwagę na rolę Knossos w mitologii greckiej. Przede wszystkim ten o Minotaurze i labiryncie. Patrząc na pałac Knossos, czy jeszcze lepiej jego makietę w muzeum archeologicznym w Heriaklionie, skojarzenie z labiryntem nasuwa się samo. Oczywiście w zamierzeniu to nie był labirynt, tylko ściany pałacu i korytarze, ale ludzie zrozumieli to inaczej. Dodatkowo u Minojczyków bardzo popularny był kult byka i tworzenie malowideł, figurek i innych rzeczy związanych z tym zwierzęciem. W ten sposób narodziła się historia o minotaurze uwięzionym w labiryncie. Minotaur był synem żony króla Minosa Pazyfae oraz byka zesłanego przez Posejdona. Byk miał zostać złożony w ofierze, ale Minos słowa nie dotrzymał. Posejdon okrutnie się zemścił, rzucił urok na Pazyfae i ta zapałała miłością do zwierzęcia. Efektem tegoż związku był Minotaur, okrutną i krwiożerczą bestią. Król zamknął go w labiryncie, ale musiał czymś karmić.

Minos pokonawszy Ateny domagał się by przesyłali mu w ofierze co 9 lat (lub co rok w innej wersji) po siedmiu młodzieńców i siedem panien. Wpuszczano je do labiryntu (zaprojektowanego przez Dedala), a Minotaur ich pożerał. Z Aten wysłano więc Tezeusza, by pokonał bestię. Musiał jeszcze wyjść z labiryntu, w czym pomogła mu córka Minosa Ariadna, darując mu nić. Tezeusz wykonał swoje zadanie, miał wrócić do Aten i wszystko zmierzało ku szczęśliwemu zakończeniu. Zawarł jednak pewien pakt ze swoim ojcem Egeuszem, królem Aten. Okręt  powracający do Aten miał mieć czarne żagle, jeśli Tezeusz by zginął, lub czerwone jeśliby pokonał Minotaura. Tezeusz jednak zapomniał o zmianie żagli. Widząc to Egeusz rzucił się do morza z rozpaczy. Stąd jakoby wzięła się nazwa Morze Egejskie. Mity greckie zazębiają się ze sobą, ale nie tylko. W tym miejscu można przynajmniej częściowo prześledzić ich pochodzenie, oraz oczywiście obserwować ich wpływ na lokalną kulturę czy nazewnictwo.

Pozostałości dawnego pałacu
Pozostałości dawnego pałacu

Dojazd

Knossos znajduje się właściwie na przedmieściach Heriaklionu. Można tu bez problemu podjechać samochodem, jest duży parking, jak i autobusami. Linie KTEL nie tylko łączą Knossos z największym miastem Krety, ale da się tu dotrzeć także z innych miejsc, choćby z Chanii. Sam park archeologiczny możemy zwiedzać z przewodnikiem lub samodzielnie. Można też kupić bilet łączony z muzeum archeologicznym w Heriaklionie i to jest bardzo dobry pomysł, gdyż większość starożytnych pozostałości właśnie tam się dziś znajduje.

Knossos
Knossos

Choć sam pałac w Knossos jest stosunkowo niewielki, należy się liczyć z tłumami odwiedzających, kolejkami i oczekiwaniem przed niektórymi z obiektów. Niemniej jednak jest to jeden z najważniejszych zabytków Krety i zdecydowanie warto poświęcić na niego czas. Przed wizytą warto się też przygotować na to, co można tu zobaczyć. To nie jest rozległy pałac, ale jednocześnie ważne miejsce z punktu widzenia historii odkryć.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Pozostałości po "labiryncie"
Pozostałości po „labiryncie”
Szlak Grecja
Pałac Minosa w Knossos i labirynt minotaura
Share Button

Florencja, gdzie Robert Langdon spotyka Hannibala Lectera

Florencja (wł. Firenze) to ukochane miasto Hannibala Lectera. Są tu wspaniałe muzea i zabytki, czyli sztuka wysoka w najlepszej formie. To też jeden z ważniejszych ośrodków włoskiego renesansu. Tu tworzyli między innymi Michał Anioł, Leonardo Da Vinci czy Dante Alighieri.

Widok na Florencję, wspominany przez Lectera (z Forte Di Belvedere)
Widok na Florencję, wspominany przez Lectera (z Forte Di Belvedere)

Florencja historycznie i filmowo

Pierwsze osadnictwo sięga jeszcze czasów Etrusków. Zburzone przez Rzymian, a następnie odbudowane na rozkaz Juliusza Cezara. Największy rozwój przypadł na okres renesansu. Obecnie jest to stolica Toskanii i ważne centrum turystyczne Italii.

Pałac Vecchio w tle (Florencja)
Pałac Vecchio w tle (Florencja)

Hannibal Lecter ukochał to miasto jeszcze na kartach powieści Thomasa Harrisa. Przeniesiono to do kina. W „Milczeniu owiec” (1991) Jonathana Demme, doktor Lecter wspomina tylko o miejscu, z którego jest doskonały widok na katedrę i panoramę miasta. Pokazuje też agentce Starling namalowany przez siebie obraz. Tę panoramę najlepiej  oglądać albo z fortu obronnego Forte di Belvedere, albo ogrodów Boboli (wpisanych na listę UNESCO). Ogrody te pojawiły się także w filmie „Inferno” (2016) Rona Howarda (na motywach powieści Dana Browna), ale do tego jeszcze wrócimy. Do fortu wstęp jest darmowy, ale trzeba pobrać bilet.

Kopie dzieł przed pałacem
Kopie dzieł przed pałacem

Lecter jako doktor Fell pracował początkowo w Pałacu Capponi, ale potem dostał posadę w Pałacu Vecchio (Palazzo Vecchio). To dawna siedziba rady miejskiej Florencji, obecnie jest tu muzeum. Zaś na zewnątrz na słynnym Piazza della Signoria wystawiono kilka dzieł sztuki, w tym kopię słynnego Dawida Michała Anioła. Oryginał stał tam przez 369 lat, obecnie znajduje się w muzeum przy Akademii Sztuk Pięknych (swoją drogą inna kopia jest wystawiona w Kopenhadze). Pałac, jak i plac jest bardzo dobrze widoczny w „Hannibalu” (2001) Ridleya Scotta, jak również we wspomnianym „Inferno”.

Nowsza sztuka
Nowsza sztuka

Słynny most Ponte Vecchio

Jednym ze zdecydowanie najbardziej charakterystycznych miejsc Florencji jest Ponte Vecchio, czyli słynny zabudowany most. Nie odgrywa on właściwie żadnej istotnej roli w „Hannibalu” czy „Inferno”, ale jednocześnie musi pojawić się na ekranie w tle, przynajmniej na jedno ujęcie, byśmy byli pewni, że filmowcy ukazują prawdziwe miasto. Most ten ma jeszcze jeden bardzo istotny wpływ na pop-kulturę. To zdecydowanie najbardziej znana na świecie, istniejąca konstrukcja tego typu. Właśnie ona najprawdopodobniej zainspirowała George’a R.R. Martina, gdy tworzył Volantis. Zaś jak wiemy, w „Grze o tron” Volantis zostało nakręcone w Kordobie.

Ponte Vecchio
Ponte Vecchio

Ponte Vecchio czyli dosłownie Stary Most lub most Złotników powstał w 1335-1345. Wcześniej istniały tu inne mosty. Pierwszy, jeszcze drewniany, pochodził z czasów rzymskich. Od XIII wieku na moście królują sklepy, początkowo z rybami i mięsem, potem rozgościli się tu garbarze, a następnie przejęli wszystko rzemieślnicy, jubilerzy i złotnicy. Dziś prócz biżuterii można też kupić tu rozmaite pamiątki. W 1565 wykonano nadbudowę, która łączyła pałac Vecchio i pałac Pittich korytarzem.

Ów korytarz w „Inferno” wykorzystuje Robert Langdon, ale jak to zwykle bywa z Brownem i jego adaptacjami, rzecz się rozchodzi o szczegóły. Korytarz został uszkodzony podczas II wojny światowej. Cofający się Niemcy zniszczyli wszystkie inne mosty we Florencji, Vecchio ocalało tylko dlatego, że nie zdążono zdetonować ładunków, jednak w tej zawierusze połączenie przestało istnieć. W teorii może i dałoby się odbudować przejście między pałacami Pittich i Vecchio, ale na razie nic takiego się nie stało. Jednak jakimś cudem Langdonowi udało się skorzystać ze zniszczonego korytarza, ot licentia poetica.

Przejście przez Ponte Vecchio
Przejście przez Ponte Vecchio

Galerie i muzea Florencji

Pałac Pittich (Palazzo Pitti) to obecnie największy kompleks muzealny we Florencji. Znajdują się tu zarówno dzieła sztuki współczesnej, jak i klasyków. Nam szczególnie do gustu przypadło malowanie ścian i sufitów udające rzeźbienia, wspaniale wykonane freski iluzjonistyczne, czyli tak zwane grisaille. Natomiast w pałacu Pittich pojawia się oczywiście Robert Langdon, wchodzi tu przez wspomniany ogród Boboli, a następnie przez most Vecchio przechodzi do pałacu.

Pałac Pittich
Pałac Pittich

Katedra

Kolejnym ważnym punktem na mapie Florencji jest katedra Matki Boskiej Kwietnej (Duomo Santa Maria del Fiore), ze swoją wspaniałą fasadą, wieżą i bardzo charakterystycznym sklepieniem, czasem nazywanym mianem kopuły, choć w sprawie tej definicji istnieją pewne wątpliwości w literaturze. W każdym razie od niej właściwie odmierza się początek renesansu w architekturze. To widok, który tak bardzo utkwił Hannibalowi w pamięci, że malował go będąc w więzieniu. Trzeba przyznać, że sama katedra robi bardzo duże wrażenie z zewnątrz, w środku natomiast pozostawia pewien niedosyt. Zarówno na wieżę, jak i kopułę można wejść. Obok znajduje się także muzeum, w którym znajdziemy wiele oryginalnych dzieł sztuki, obecnie zastąpionych kopiami.

Katedra
Katedra

Przy katedrze znajduje się też baptysterium. Jest ono imponujące nie tylko na zewnątrz, ale i w środku. Nic dziwnego, że to właśnie tu wszedł Langdon, a nie do samej katedry. Samą katedrę zaczęto budować jeszcze w 1294 roku. Ostatecznie ukończono ją po prawie 600 latach. Ostateczny projekt fasady zaakceptowano dopiero w 1871 roku.

Widok na kopułę katedry

Zwiedzając z Hannibalem Lecterem

Z kościołów odwiedzonych i studiowanych przez Lectera warto wymienić też bazylikę mniejszą Santa Croce. Pracę nad nią rozpoczęto jeszcze w 1294 roku, konsekracja nastąpiła w roku 1443. Na szczególną uwagę, nie tylko Hannibala, zasługują tu kaplice przylegające do naw. To właśnie tutaj także odbywa się koncert.

Wnętrze baptysterium
Wnętrze baptysterium

W filmowym „Hannibalu” bardzo charakterystyczna i łatwa do rozpoznania jest też fontanna Porcellino przedstawiająca dzika. Film niestety jej nie pomógł, choć rozsławił. Obecnie jest zawalona straganami i dość ciężko do niej dotrzeć.

Kopuła baptysterium
Kopuła baptysterium

Początkową scenę z „Inferno” na wieży nagrywano po części w Badia Fiorentina. Choć oczywiście jest to mocno wspomagane przez komputerowe efekty.

Bazylika mniejsza Santa Croce
Bazylika mniejsza Santa Croce

Warto też wspomnieć o serialu „Hannibal”. Tam także znalazło się kilka scen mających uwiarygodnić akcję we Florencji. Są tam zarówno wspomniane już miejsca, jak i kilka innych. Choćby plac Della Republica, galeria Uffizi, czy most Trójcy Świętej (Ponte Stanta Trinita), a także plac przed bazyliką Santa Maria Novella, znajduje się on blisko głównej stacji kolejowej. Tam też znajduje się apteka, z której z kolei skorzystał filmowy Lecter.

Porcellino
Porcellino

Mapka miasta jest rozdawana za darmo w punkcie informacyjnym naprzeciwko dworca. Trzeba wziąć numerek i poczekać w kolejce. Mapy te są reglamentowane i wydawane w ograniczonej ilości. Na samym mieście również znajdują się mapy i tablice informacyjne, jednak tam orientacja nie jest ustawiona wg linii północ-południe, co z jednej strony lepiej wskazuje kierunek, z drugiej niestety utrudnia orientację.

Bazylika Santa Maria Novella
Bazylika Santa Maria Novella

Trzeba pamiętać, że bogactwo Florencji przede wszystkim znajduje się w muzeach. To właśnie w nich można spędzić kilka dni, obcując z wielkimi twórcami włoskiego renesansu i nie tylko. A na zewnątrz największe tłumy są przy katedrze i moście, zasłużenie.

Okolice filmowego mieszkania Haniballa Lectera
Okolice filmowego mieszkania Haniballa Lectera

Jeśli wpis był pomocny lub ciekawy, polub nas na Facebooku.

Szlak włoski
Florencja
Szlak filmowy
Florencja, czyli Langdon spotyka Lectera
Share Button

Amsterdam śladami Bonda i nie tylko

Formalnie do Amsterdamu przywiódł nas James Bond, a dokładniej „Diamenty są wieczne” Guya Hamiltona z 1971 z Seanem Connerym. Ale mówiąc szczerze wokół tego miasta narosła legenda, której przygody 007 nawet nie próbują ogarnąć. Amsterdam ma swoje miejsce w pop-kulturze, ale i świadomości, przez to przyciąga wielu turystów. Jedni spragnieni są wrażeń czy to w dzielnicach rozkoszy, czy coffee shopach, inni zaś przybywają tu ze względu na sztukę i historię. Bond gdzieś niknie w tle.

Margere Brug
Margere Brug

Amsterdam i James Bond

Zresztą, jak już parę razy wspominaliśmy, starsze filmy z cyklu o 007 raczej nie przedstawiały zbyt dokładnie miast, w których dzieje się akcja. Ot kilka ujęć, by uwiarygodnić film. Podobnie jest z „Diamentami”. Tu najważniejszą rolę odgrywają amsterdamskie kanały i jeden podnoszony most, Margere Brug , czyli tak zwany Chudy Most (ang. Skinny Bridge). Podobno został zbudowany przez dwie bogate siostry, które żyły po przeciwnych brzegach rzeki Amstel. Według jednej z wersji, nie były aż tak bogate, więc zbudowały wąski most. Inna z kolei mówi, że miały na nazwisko Mager, stąd nazwa mostu. W Bondzie skrótowo pojawia się nawet ta historia, kiedy Wint i Kidd płyną łodzią turystyczną, zwiedzając miasto.

Margere Brug z bliska
Margere Brug z bliska

Oczywiście poza mostem nagrano tam też kilka innych ujęć. Niestety miejsca te obecnie dużo trudniej rozpoznać. Dość mocno się zmieniły.

Inne bondowskie okolice
Inne bondowskie okolice

Historyczna stolica

Dziś Amsterdam jest konstytucyjną stolicą Holandii, choć większość instytucji i tak ma swoje siedziby w Hadze. Początki miasta sięgają XIII wieku, zostało ono  zbudowane głównie dzięki handlowi i portowi. Prawdziwy rozkwit przeżywało od XVII wieku, kiedy powołano do życia Holenderską Kompanię Wschodnioindyjską, pierwszą na świecie spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.

Budynek Kompanii Wschodnioindyjskiej
Budynek Kompanii Wschodnioindyjskiej

Obecnie centrum jest praktycznie zawłaszczone przez turystów i rowerzystów. Czasem ciężko się poruszać, zwłaszcza wąskimi uliczkami przy kanałach. Zdecydowanie warto się skusić na rejs po nich (jeden jest wliczony w ramach karty I AmSterdam).

Kanały i rowery, typowy krajobraz Amsterdamu
Kanały i rowery, typowy krajobraz Amsterdamu

W mieście znajdziemy też mnóstwo sklepów z brylantami (jest nawet muzeum diamentów), ale również z kwiatami. Najlepiej ich szukać na pływającym targu. Mieszkańcy Amsterdamu lubują się w kwiatach, więc jak wszędzie tam też są tłumy. Sam targ to tradycja, która powoli traci na znaczeniu. Stoi w kanale, ale jest tak sztywno przyczepiony do nadbrzeża, że nie wiedząc, co to jest, można go wziąć za zwykły pawilon zbudowany na nabrzeżu.

Pływający targ od strony kanałów
Pływający targ od strony kanałów

Ciekawe są stare kamienice, niektóre datujące się aż na XVII wiek. Prawie żadna z nich nie stoi prosto, a to z powodu trudnych warunków terenowych i ówczesnej mizernej technologii budowania na drewnianych palach. Tak to jest, gdy dom buduje się na piasku (a raczej bagnie), zamiast na skale. Obecnie drewniane gnijące pale zastępowane są betonowymi palami, ale charakterystyczne krzywe domy to jeden ze znaków rozpoznawczych miasta. Z tego także da się zrobić rozpoznawalną atrakcję, wystarczy nazwać kilka budynków Tańczącymi domami i wzbudzi to zainteresowanie.

Tańczące domy
Tańczące domy

Pałac królewski i stare miasto

W centrum znajdziemy też Pałac królewski – Dam. Nie wygląda on okazale. Kiedyś był to ratusz, ale potem pieczę nad tym przejął król. Wrażenie za to robi neogotycki budynek dworca Centralnego. Jednak przede wszystkim Amsterdam to mosty i kanały oraz oczywiście rowery.

Dam, pałac królewski
Dam, pałac królewski

Samo stare miasto jest dość kompaktowe, by je przejść  nie potrzebujemy wiele czasu. Wystarczy kilka godzin. Szczęśliwie Amsterdam może się poszczycić wieloma bardzo interesującymi muzeami. Większość z nich można zwiedzić używając karty I AmSterdam, o której na koniec jeszcze napiszemy. Ale dwa dość istotne obiekty nie są nią objęte. Pierwszy to Dom Anny Frank, który jest obecnie jedną z najczęściej odwiedzanych „atrakcji” Amsterdamu. Anna Frank to Żydówka, która ukrywała się z rodziną na poddaszu jednego z domów w czasie okupacji niemieckiej podczas II wojny światowej. Przez ten czas spisywała pamiętniki. Niestety tuż przed zakończeniem wojny, jej rodzina została odkryta i spotkał ją smutny koniec. Pamiętniki jednak przetrwały i zostały wydane, zaś wokół Anny powstała legenda, także utrwalana przez kino. Pierwsza ekranizacja pochodzi z 1959, zdobyła trzy Oskary, następne były telewizyjne. Wykorzystują one czasem okolice domu, w tym charakterystyczną wieżę kościelną. Choć domostwo nie jest duże do zwiedzenia, to jednak ilość turystów, którzy tu przybywają powoduje, iż trzeba liczyć się z długim staniem w kolejce.

Pływający targ od wewnątrz
Pływający targ od wewnątrz

Rijksmuseum

Drugie wspomniane miejsce to główne muzeum sztuki Amsterdamu, czyli cudne Rijksmuseum. Tu zwiedzających jest zdecydowanie mniej, zaś na kartę mamy zniżkę. W zbiorach znajduje się choćby słynny „Wymarsz strzelców” z 1642 r. Rembrandta. Obraz znany jest także pod nazwą „Straż nocna”, a nazwa ta wynika z faktu, że warstwa werniksu przez wieki mocno pociemniała, przez co uważano, że obraz przedstawia scenę nocną. Obecnie dzieło jest odnowione i jaśniejsze, sądzi się, że strzelcy wychodzą na służbę. Jest to ten innowacyjny portret zbiorowy, gdzie portretowani przedstawieni są w sposób dynamiczny i pod różnymi kątami. „Lekcja anatomii u dr Tulpa” również Rembrandta to przykład tradycyjnego portretu zbiorowego. Malarstwo niderlandzkie i flamandzkie jest bardzo charakterystyczne: bogate sceny rodzajowe, sceny biblijne w lokalnej scenerii, fantazyjne światy pełne dziwacznych stworów, ilustracje przysłów, innowacyjne(i tradycyjne) portrety zbiorowe, psychologiczne portrety, słynne rubensowskie kształty i martwe natury śniadaniowe, na które szczególny wpływ wywarła kolonialna historia Niderlandów. Bogato zastawione stoły pełne egzotycznych owoców i przypraw.

Rijksmuseum
Rijksmuseum

„Wymarsz strzelców” ma też własny, niebanalny pomnik.

Wymarsz strzelców w wersji pomnikowej
Wymarsz strzelców w wersji pomnikowej

Muzeum Vincenta van Gogha

Po sąsiedzku Rijksmuseum jest muzeum van Gogha. Tutaj warto wcześniej rezerwować bilet przez Internet(choć nie wiemy jak to się ma wtedy do darmowego wejścia na kartę), gdyż są naprawdę potężne kolejki(choć trochę mniejsze niż do Anny Frank), a godziny otwarcia krótkie(zwykle do 17.00). Cóż, van Gogh ze swoim obciętym uchem jednak przeszedł do kultury masowej. Budynek jest nowoczesny, ale jednej rzeczy nie byliśmy w stanie pojąć: czemu dwa obrazy wisiały bokiem, a jeden do góry nogami?! Vincent wielkim artystą i podobno też czubkiem był, ale nie aż takim.

Muzeum Vincenta Van Gogha
Muzeum Vincenta Van Gogha

Dom Rembrandta

Zostając w światku sztuki, warto poświęcić chwilę czasu na odwiedzenie domu Rembrandta. Interesująco urządzona ekspozycja i do tego o podanej godzinie są pokazy, np. mieszania farb z pigmentów (bo tubka to wynalazek zdaje się z XIX wieku). Miejsce mniej oblegane, acz bardzo ciekawe. No i poniekąd powiązane z filmem „Dziewczyna z perłą” Petera Webbera ze Scarlet Johansson i Colinem Firthem. To opowieść ukazująca kulisy powstawania tego słynnego dzieła, no i znów widać tam Amsterdam w tle.

Wnętrza domu Rembranta (Amsterdam)
Wnętrza domu Rembranta (Amsterdam)

Muzeum Morskie

Z historycznych muzeów warto na chwilę również wstąpić do Muzeum Morskiego, gdzie znajduje się okręt holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Interesujący, ale to w dużej mierze rekonstrukcja, przygotowana trochę pod turystów i dzieciaki. Poza muzeum wciąż można zobaczyć z zewnątrz interesujący budynek, który pełnił rolę siedziby Kompanii.

Replika okrętu Kompanii Wschodnioindyjskiej w muzeum morskim
Replika okrętu Kompanii Wschodnioindyjskiej w muzeum morskim

Ogród zoologiczny i Micropia

Warto jeszcze wspomnieć o Zoo w Amsterdamie. Sam ogród zoologiczny tak naprawdę obecnie jest przeciętny (może oprócz wielkiej motylarni pełnej kolorowych owadów), ale Natura Artis Magistra ma swoją historię. To jeden z najstarszych ogrodów w Europie i na świecie. Przez wiele lat uchodził wręcz za wzorcową placówkę, acz obecnie niestety odstaje od aktualnych trendów. Uwagę zaś przyciąga Micropia, czyli takie pantofelkarium,  pawilon z mikrobami. Można tam pod mikroskopem obejrzeć próbki z różnymi bakcylami. Szczególnie działa na wyobraźnię gablota ze sprzętami codziennego użytku i zdjęcia zamieszkujących ich potworów. Również w toaletach na lustrach są informacje o bakteriach, oczywiście powiązanych z tymi konkretnymi potrzebami. Oryginalne i pouczające. Micropia formalnie ma osobny bilet od zoo, ale jednocześnie oba są dostępne w ramach karty I AmSterdam.

Micropia
Micropia

Czerwone latarnie

Na koniec coś dla ciała. Coffee shopów w Amsterdamie jest dostatek, choć władze starały się je ograniczyć. Można je spotkać, jak się trochę pokręci w centrum. Za to słynna jest dzielnica czerwonych latarni, uchodząca wręcz za jeden z symboli i obowiązkowych punktów do zobaczenia na mapie miasta. Choć obecnie to komercja i to nie chodzi tylko o kupczenie ciałem. Więcej tutaj turystów i oglądaczy niż klientów. Jest ciekawie oświetlona, ale  tu naprawdę przychodzą tłumy. W Amsterdamie jest też mniej turystyczna dzielnica prostytucji i znajduje się ona na zachód od dworca. Tam klimat jest zupełnie inny, choć oczywiście światła czy okna wyglądają tak samo.

Dzielnica czerwonych latarni
Dzielnica czerwonych latarni

Wejściówki i poruszanie się po mieście

Karta I AmSterdam City Card to dość dobre rozwiązanie, jeśli zamierzamy zwiedzać muzea w mieście. Nie licząc Rijks i Anny Frank, większość istotnych znajduje się w pakiecie. Dodatkowo karta gwarantuje przejazdy transportem miejskim (bez kolei oraz niektórych linii podmiejskich). Na lotnisku Schiphol po kratę ustawiają się olbrzymie kolejki, za to przy dworcu centralnym ludzi było już niewielu. Do karty dołączona jest książeczka i mapa miasta. Normalnie mapy są płatne (chyba, że akurat w hotelu mają). W karcie poza muzeami wliczony jest też jeden rejs, o którym pisaliśmy. Przy odwiedzeniu kilku muzeów zazwyczaj karta się szybko zwraca. Kartę można także zamówić przez internet, gdzie znajduje się aktualna lista zniżek i cen.

Dworzec główny (Centralny)
Dworzec główny (Centralny)

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak holenderski
Amsterdam
Szlak filmowy
Amsterdam (Bond)
Share Button

Bruksela

Niektórzy twierdzą, że Bruksela (fr. Bruxelles, nider. Brussel) to właściwie jedyne miasto w Belgii, gdzie można spotkać prawdziwych Belgów, w dodatku wszystkich, o ile oczywiście przebywa tu rodzina królewska. Jest to także nieoficjalna stolica zjednoczonej Europy. Tu obecnie mieści się zarówno Parlament Europejski jak i kwatera główna NATO.

Pałac królewski
Pałac królewski

Bruksela i Belgia

Historycznie Bruksela przez wiele lat nie miała większego znaczenia. Była raczej przysiółkiem na szlaku między Brugią a Kolonią, rozbudowywanym dość wolno. Dopiero w 1830 roku, gdy powstała niepodległa Belgia, to miasto zostało jej stolicą i zaczęło mocno się rozwijać. Ucierpiało dość mocno w czasie II wojny światowej, ale potem właśnie rozpoczęła się era europejska, która zdefiniowała miasto na nowo. Gdy się chodzi po centrum, to uliczki i zabudowa bardzo przypominają klimatem i architekturą Paryż. Zresztą w tym miejscu mieszają się kultury francuska, niderlandzka czy niemiecka. Sama Belgia to poniekąd sztuczny twór, połączona Walonia i Flandria. Bruksela znajduje się dokładnie między nimi, właśnie dlatego jest uznawana czasem za jedyne, prawdziwe belgijskie miasto. Także dlatego, że historycznie przed powstaniem Królestwa niewiele znaczyło.

Pomnik policjanta
Pomnik policjanta

W mieście jest sporo do zobaczenia, ale wiele interesujących miejsc jest trochę rozrzuconych, przez to trzeba pomyśleć, jak się poruszać po Brukseli. Można oczywiście skorzystać z metra, ale dobrym rozwiązaniem są też turystyczne autobusy hop-on/ hop-off, zwłaszcza, że ich trasa wiedzie przez większość naprawdę istotnych punktów. Autobusy te mają jeszcze jedną zaletę- mapki. W samej Brukseli w informacji turystycznej raczej trudno dostać darmową, te autobusowe jednak się sprawdzają. No chyba, że akurat hotel będzie miał jeszcze coś dodatkowego.

Sikający chłopiec
Sikający chłopiec

Sikający chłopiec, dziewczynka, pies

Jednym z symboli miasta jest słynna fontanna przedstawiająca sikającego chłopca, czyli Manneken Pis. Fontanna przewija się często w popkulturze, nawet w latach 90. głośno  było o filmie „Manneken pis”, który ukazywał trochę Brukselę. Chłopiec jest w gruncie rzeczy niepozorny, ale przyciąga turystów. Trudno go przeoczyć, bo już w okolicy sprzedawanych jest wiele pamiątek, choć nie tak łatwo dostrzec jak przypadkiem nikogo nie ma przy nim, . Natomiast dwa razy dziennie (przynajmniej w sezonie turystycznym) chłopiec jest ubierany w różne stroje, nago można go zobaczyć dopiero wieczorem. Część strojów da się obejrzeć w specjalnym muzeum. W każdym razie powoduje to, że ludzie przychodzą w to miejsce dwa-trzy razy.

Sikająca dziewczynka
Sikająca dziewczynka

Popularność fontanny sprawiła, że zbudowano jeszcze jedną. Tym razem sikającą dziewczynkę, czyli Jeanneke Pis. Ta już nie przyciąga takich tłumów. Też jest niepozorna i dość ciężko ją znaleźć, no i nie zawsze sika.

Sikający pies
Sikający pies

W ogóle za to nie sika sikający pies, czyli Zinneke Pis. Pewnie dlatego, że to rzeźba, a nie fontanna. Łatwo go znaleźć, jak się mniej więcej wie, gdzie go szukać. Ale tu turystów już prawie nie ma.

Wielki Plac (Bruksela)
Wielki Plac (Bruksela)

Wielki Plac

Sikający chłopiec znajduje się blisko głównego placu. Grande-Place, czyli Wielki Plac, to centrum historyczne miasta, ze wspaniałymi kamienicami i ratuszem (Hôtel de Ville), pochodzącym jeszcze z 1459 roku. Ratusz jest efektownie oświetlony wieczorem, sam plac zaś w sierpniu, mniej więcej co dwa lata, zostaje na kilka dni pokryty dywanem kwiatów. Wielki Plac i okolice znajduje się na liście UNESCO.

Katedra
Katedra

Duże wrażenie robi też katedra św. Michała i św. Guduli. Z zewnątrz przypomina trochę paryską Norte Dame, choć w środku raczej odstaje od paryskiej.

Brama przy parku 50-lecia
Brama przy parku 50-lecia

Warto też przespacerować się pod park 50-lecia, czyli Parc du Cinquantenaire lub Jubelpark. Został on zbudowany z okazji 50 rocznicy powstania Belgii. Znajduje się tu ciekawa kwadryga, natomiast w samym pałacu zlokalizowane jest muzeum motoryzacji, czyli Autoworld.

Pałac Sprawiedliwości
Pałac Sprawiedliwości

Koniecznie trzeba też zajrzeć do Pałacu Sprawiedliwości. To budynek sądu, ale jego główny hol uchodzi za najładniejszy sąd na całym świecie. Nie bez powodu. W dodatku jest to miejsce, gdzie wstęp jest wolny.

Europarlament
Europarlament

Europarlament

No i jeszcze jest Europarlament… W Brukseli znajduje się jego siedziba, czyli prezydium, komisje, biura. Sala plenarna i ten bardziej charakterystyczny budynek jest w Strasburgu. Kiedyś można było spokojnie zwiedzać tę część, teraz z powodu podniesionego stopnia zagrożenia terroryzmem, wstęp do Parlamentu Europejskiego został ograniczony. Za to można było zobaczyć wozy wojskowe ochraniające europejskie elity. I tu pojawia się zgrzyt, bo okazuje się, że w europejskiej demokracji są równi i równiejsi. W innych miejscach, gdzie nie ma polityków, jest tylko zwiększona liczba policjantów. Czasem uzbrojeni(na dworcach, czy lotniskach), najczęściej właśnie nie. Raczej mają organizować ewakuację ocalałych w razie zamachu. Jednak przy samym Europarlamencie wojsko stoi w najwyższej gotowości. Miejscami przypomina to obrazy, które widzieliśmy w Egipcie, czy Tunezji. Tyle że tam wojsko z ciężką bronią raczej miało za zadanie chronienie turystów, nie elit. Tu zaś dla zwykłych szaraczków, czyli choćby zwiedzających Brukselę jak my, postawiono pomnik upamiętniający ofiary zamachów terroryzmu.

Atomium
Atomium

Jednym z nowoczesnych symboli Brukseli jest Atomium – instalacja przedstawiająca kryształ żelaza, zbudowana na potrzeby Wystawy Światowej EXPO w 1958 roku. Era fascynacji atomem. Można wejść do środka tej dziwnej budowli, skąd jest zarówno muzeum, jak i widok na miasto.

Belgijski królik
Belgijski królik

Wokół Atomium znajduje się całkiem spory park (Brupark), w którym można zobaczyć zdziczałe króliki. Jest tam także miniatura Europy, muzeum Orientu (podchodząc bliżej można zobaczyć pawilony chińskie czy japońskie), no i pałac królewski.

Stara giełda
Stara giełda

Mając więcej czasu można też zobaczyć muzea. Muzeów sztuk pięknych jest co najmniej kilka, w tym tak zwane królewskie. Jest też specjalne muzeum poświęcone belgijskiemu komiksowi.

Muzeum miejskie
Muzeum miejskie

W samym centrum zaś znajdziemy wiele sklepów z czekoladą, pełnych belgijskich pralinek. Naprawdę warto je popróbować. Trochę gorzej jest już z belgijskimi frytkami, te owszem są, ale bardzo często mają  certyfikat hallal. Choć akurat w przypadku frytek to nic nie powinno zmienić, ale z pewnością jest to jakiś znak czasów.

Szlak belgijski
Bruksela
Share Button

Luksemburg

Luksemburg (luks. Lëtzebuerg, fr. Luxembourg, niem. Luxemburg) często uznawany jest za miasto-państwo, co nie jest do końca prawdą. Wielkie Księstwo Luksemburga jest trochę bardziej rozległe, niewiele ale jednak. Powierzchnię ma podobną do mniej więcej dwóch większych powiatów, zaś sama stolica zajmuje stosunkowo niewielki obszar w państwie. Za to dużo jest tu zieleni i przepięknych widoków. My jednak zajmiemy się samą stolicą, nazywającą się tak jak przyjęło się nazywać państwo.

Katedra w Luksemburgu
Katedra w Luksemburgu

Luksemburg – państwo, miasto, księstwo

Już sama trasa kolejowa wspinała się w coraz bardziej górskie rejony (choć to raczej zaledwie pagórki). Od Holandii czy nawet Belgii, Luksemburg na pierwszy rzut oka się różni znacznie. Nie tylko inna jest topografia terenu, ale również inaczej pachnie powietrze, jest więcej owadów i szata roślinna bardziej urozmaicona, nieco mniej ujarzmiona pestycydami. Władzom udało się raczej skutecznie ściągnąć większą liczbę imigrantów chętniej pracujących (czyli głównie z Azji wschodniej), niż przybyszów np. z Afryki północnej. Różnica ta jest dość zauważalna względem innych krajów Europy Zachodniej. W krajach Beneluxu czasem można natknąć się na małe Chinatown, tu raczej knajpy i inne obiekty wschodniej kultury są bardziej rozłożone po mieście, ale da się dostrzec ich zwiększoną obecność, a jednocześnie trudniej w okolicach centrum znaleźć jedzenie hallal. Mała rzecz, ale w obecnych czasach rzuca się to w oczy.

Uliczki Luksemburga
Uliczki Luksemburga

Choć jest to dość niewielkie państewko, to doskonale sobie radzi dzięki niskim podatkom dla firm. To jeden z europejskich rajów podatkowych, ale warto zauważyć jedną różnicę między pozostałymi dwoma państwami Beneluxu. Tu inaczej wygląda etos pracy, widać to choćby wprost po godzinach otwarcia zabytków, czy kościołów. Samą twierdzę w lecie można oglądać do 20:30 (nie do wyobrażenia w Belgii czy Holandii).

Uliczki Luksemburga
Uliczki Luksemburga

Skała

Luksemburg to przede wszystkim twierdza, także z powodów historycznych. Pierwsze ślady bytności cywilizacji w tym obszarze pochodzą z czasów Imperium Rzymskiego, ale tradycyjnie datuje się powstanie stolicy Wielkiego Księstwa Luksemburg na rok 963, gdy miejscowy możny – Zygfryd – odkupił od benedyktynów niewielki zameczek położony na skale zwanej Bock. Od tamtej pory twierdza była powiększana i umacniana, przechodziła też z rąk do rąk. W czasach nam bliższych, w czasach II wojny światowej, w twierdzy urzędowali Niemcy aż do amerykańskiego wyzwolenia w 1944 roku.

Widok na stare miasto
Widok na stare miasto

Pewien XVIII-wieczny francuski inżynier stwierdził, że Luksemburg to druga najlepsza twierdza na świecie, zaraz po Gibraltarze. Odtąd Luksemburg bywa nazywany „Gibraltarem Północy”. I coś w tym jest – wykute korytarze i sale przywodzą na myśl słynną Skałę.

Okolice rzeki
Okolice rzeki

Historycznie niewielki Luksemburg, początkowo będący zaledwie hrabstwem położonym na peryferiach Niemiec, odegrał dość istotną rolę w Europie. Wszystko za sprawą Henryka VII Luksemburskiego. W XIV wieku został on królem Niemiec, a co za tym idzie także Świętym Cesarzem Rzymskim. Rozpoczął on dynastię Luksemburgów, która sięgnęła także po trony Czech i Węgier. Po wygaśnięciu dynastii hrabstwo przechodziło z rąk do rąk. Rządzili tu Hiszpanie, Austriacy, a także Napoleon. Wielkie Księstwo Luksemburga zostało powołane do życia w ustaleniach kongresu wiedeńskiego, bardziej nawet po to, by żadna siła nie rościła sobie praw do twierdzy. Ale mimo prób zachowania neutralności, to zawsze był teren strategiczny, więc Księstwo było zajmowane w czasie wojen światowych.

Twierdza
Twierdza

Pozostałości po bohaterstwie Luksemburczyków widać na pomnikach. To mały, ale dumny ze swojej historii naród. Pomników przypominających o ich udziale w wojnach, bohaterstwie i ofiarach jest co najmniej kilka.

Twierdza
Twierdza

Jest to też wspaniały teren spacerowy. Skałę i twierdzę można obejść, oglądając zarówno z dołu, jak i spoglądając z niej na okolicę. W twierdzy zwiedzamy także tunele. Między górną częścią miasta, a dolną kursują darmowe windy.

Widok z góry
Widok z góry

Charakterystycznym elementem zabudowy miejskiej są także mosty. Podobnie bramy. Luksemburg jest miastem wielopoziomowym, położonym na kilku wzgórzach. To właśnie między nimi powstały duże mosty, dzięki czemu można przejść/przejechać, bez konieczności schodzenia i wspinania się.

Wnętrza twierdzy
Wnętrza twierdzy

Bardzo ładnie prezentuje się także późnogotycka katedra Notre Dame.

Luksemburg
Luksemburg

Pałac Wielkich Książąt

Rozczarowuje za to pałac Wielkich Książąt. Jest bo jest, wygląda jak jeden z wielu budynków. Nie ma w nim przepychu, zaś wieczorem, gdy się ściemni, nawet nie jest specjalnie oświetlony. Jednocześnie dobrze ukazuje to ducha Luksemburgu, nie ma tu napompowanego blichtru. Najciekawsze są skały i mury, te zostały dobrze oświetlone.

Pałac Wielkich Książąt
Pałac Wielkich Książąt

Trochę gorzej działa informacja turystyczna. Darmowe mapki znaleźliśmy dopiero w hotelach.

Stare miasto (Luksemburg)
Stare miasto (Luksemburg)

Luksemburg to przede wszystkim idealne miejsce do spacerów, dużo zieleni i ciekawie wkomponowanych fragmentów dawnej twierdzy. Zabytkowe miasto, ciekawa okolica i idealne połączenie z naturą, to robi niesamowite wrażenie. Warto też zauważyć, że stare miasto i twierdza znajdują się na liście UNESCO.

Jeśli wpis był uznasz za przydatny, polub nas na Facebooku.

Szlak luksemburski
Luksemburg
Share Button