Morze Martwe, pływanie w słynnym, słonym jeziorze

Morze Martwe (and. Dead Sea, hebr. יָם הַ‏‏מֶ‏ּ‏לַ‏ח, arab. ألبَحْر ألمَيّت) Morze to wielkie słowo. W tym wypadku właściwie to chyba bardziej jezioro, ale z pewnością martwe. Co prawda wokół latają nieliczne ptaki, niektóre z nich nawet pływają po tej wodzie, ale właściwie nic tu nie żyje. Przynajmniej nic dostrzegalnego okiem. Swoją drogą nazwy oryginalne raczej określają to mianem morza soli. Poza dużym zasoleniem jest to także słynna depresja. Lustro wody znajduje się na głębokości ok. 430 m pod poziomem morza, a sama kryptodepresja jest prawdopodobnie trzecią najgłębszą na świecie i ma jakieś 735 lub 817 m głębokości (źródła prezentują różne wartości).

Morze Martwe
Morze Martwe

Morze Martwe – czego się spodziewać

Nie należę do osób, które mogą wiele powiedzieć o plażowaniu. Prawdę mówiąc zawsze mi na to brakuje czasu. W przypadku Morza Martwego jednak warto sobie ten czas, przynajmniej raz, zorganizować. Głównie ze względu na specyfikę tego miejsca. Ogromne zasolenie sprawia, że jest to niezapomniane przeżycie. Pewnie słyszeliście, czytaliście lub widzieliście gdzieś wiele historii o tym, że nie da się tu pływać, ale też utonąć. Cóż, właściwie obie są prawdziwe. Wypór jest tu tak wielki, że właściwie ciężko się chodzi. Lepiej leżeć, co przychodzi naturalne i tylko się odpychać lekko rękoma. Nic dziwnego, że wiele osób kładzie się na wodzie i robi zdjęcie czytając gazetę.

Prawdziwe pływanie jest naprawdę problematyczne, choć zdecydowanie bardziej dla osób kąpiących się z nami. Tu obowiązuje jedna zasada: zero chlapania. Woda jest tak słona, że gdy wpadnie w okolice ust, nosa czy oczu, odczuwa się to dość mocno. Może nie boleśnie, ale z pewnością nie jest to przyjemne uczucie. Tam gdzie my się kąpaliśmy, były prysznice ratunkowe na brzegu ze zwykła wodą, by w razie czego się przemyć. Ulga jest, ale wpierw trzeba swoje wycierpieć. Lepiej więc nie ryzykować.

Morze Martwe od strony Palestyny
Morze Martwe od strony Palestyny

W niektórych miejscach poza kąpielą w wodzie znajduje się też błoto. Można się nim natrzeć. Ma też lecznice właściwości, ale liczy się przecież zabawa. To błoto można zmyć w morzu, zanurzając się w nim w miarę możliwości. Oczywiście bez nurkowania. Z soli i błota robi się wiele kosmetyków, podobno dobrze działają na skórę. Wysokie zasolenie Morza Martwego (średnia wartość to 260 ‰) powoduje też, że w praktyce żyją tu jedynie bakterie i pewne organizmy jednokomórkowe. Nie ma sprzyjających warunków do życia dla większych zwierząt. Ale już w okolicy panują dość dobre warunki, dzięki oazom. Stąd właśnie wzięła się nazwa.

Została ona jednak nadana dopiero w średniowieczu. W Biblii używano terminów morze Araby i Morze Słone. Ponieważ wierzono, że na dnie znajdują się ruiny Sodomy, popularne też były nazwy Morze Lota i Morze Sodomy. Później używano nazw Morze Cuchnące, Morze Diabelskie i Jezioro Asfaltowe. Ta ostatnia nazwa wynika z nietypowego zjawiska, jakim jest wypływanie grudek asfaltu na powierzchnię. Wynika to wprost z zasolenia, jak się na dnie coś oderwie, to jest często wypierane.

Jordania czy Izrael/Palestyna?

W Jordanii plaże wokół Morza Martwego znajdują się w miejscu określanym mianem Amman Beach. Co prawda bliżej im do Madaby niż Ammanu, ale nazwa jest chwytliwa. Wokół znajduje się też sporo hoteli, najczęściej zlokalizowanych blisko miejscowości Swemeh. Można sobie spokojnie podjechać pod jedną z takich plaż, zapłacić za wejście i posiedzieć. Kosztuje to średnio 20 JOD, niestety nie zawsze w cenę są wliczone prysznice przy wyjściu, a na tym lepiej nie oszczędzać: niezmyta sól może poważnie podrażnić skórę.

W Palestynie takim słynnym dużym ośrodkiem jest Kalia Beach. Ceny i godziny otwarcia można sprawdzić na są stronie plaży, ale kwotowo są zdecydowanie lepsze niż w Jordanii. W Izraelu natomiast już trochę bardziej na południu jest Ein Bokek Beach. Swego czasu płatny był tam tylko parking, plaża darmowa. Natomiast nie był to już główny akwen Morza Martwego.

Kurort
Kurort

Pływanie w Morzu Martwym, czy warto?

Przyznajemy, jeśli chodzi o powtórkę w Jordanii to ceny (i czas) trochę nas odstraszyły. Zwłaszcza, że Morze Martwe zaliczyliśmy od strony Palestyny/Izraela. Dwie-trzy godziny wystarczyły nam, by się pobawić tym miejscem. I to faktycznie jest niezapomniane i nietypowe przeżycie.

Przy trasie jest też wiele „dzikich” zejść. Jednak lepiej z nich nie korzystać. Raz nie będzie się potem jak przemyć z soli, co będzie bardzo potrzebne, a dwa ze względu na skały i błoto może to być niebezpieczne. Błoto może utrudnić wyjście, a skał, nie zawsze widać, można się zwyczajnie na coś nadziać. Niemniej jednak mając możliwość, warto spróbować się tu zanurzyć, nawet jeśli będzie to trochę kosztowało. Te wszystkie opowieści i filmy dokumentalne o niezwykłości tego miejsca są prawdziwe. Ale w tym wypadku chyba lepiej być tym niewiernym Tomaszem i sprawdzić wyporność empirycznie.

Na koniec jeszcze ciekawostka historyczna. Już w starożytności słyszano o tej wyporności Morza Martwego. Rzymski wódz Wespazjan przeprowadzał eksperymenty, wrzucając tu jeńców, by sprawdzić czy faktycznie będą unosić się na wodzie.

Kurort
Kurort

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak jordański
Morze Martwe
Szlak izraelski
Morze Martwe
Szlak palestyński
Morze Martwe
Share Button

Komentarze

Rekomendowane artykuły