Ceuta, czyli oko na Maroko i Słupy Heraklesa

Zostawiamy Andaluzję, właściwie to zostawiamy też Europę i przenosimy się do Afryki, nadal pozostając w Hiszpanii. Miejsce, którym się zajmiemy to Ceuta, czyli hiszpański odpowiednik Gibraltaru. I to w bardzo dosłownym tego słowa znaczeniu. Gibraltar jest brytyjskim terytorium zamorskim, kawałkiem ziemi oderwanym od Hiszpanii, pełniącym istotną rolę warowną, zwłaszcza gdy żegluga między Morzem Śródziemnym a Oceanem Atlantyckim była tak ważna. Dokładnie po drugiej stronie cieśniny gibraltarskiej, już w Afryce znajduje się Ceuta. Mała eksklawa przy Maroku, pełniąca dokładnie tę samą rolę.

Przeprawa przez morze Śródziemne
Przeprawa przez morze Śródziemne

Ceuta czyli oko na Maroko

Chyba największą frajdą przejażdżki na Ceutę, o ile nie przeprawiamy się do Maroka, jest możliwość okrążenia Gibraltaru i zobaczenia go od strony morskiej. Wpierw należy przyjechać do Algeciras. W porcie zaś można znaleźć prom. Jeśli nie potrzebujemy przemieszczać się poza Ceutą, najlepiej zaparkować samochód gdzieś blisko portu. Oszczędzi się na kosztach przeprawy. Tylko trzeba uważać na oznaczenia miejsc do parkowania, lepiej sprawdzić to dwa razy.

Widok na Gibraltar
Widok na Gibraltar

Linii promowych jest tu kilka. Więc nie powinno być większych problemów z załapaniem się na prom. Kursują one nie tylko do Ceuty, ale też do Tangeru w Maroku. Formalnie jest tu także granica lądowa z Maroko, acz dość pilnie strzeżona, ze względu na uchodźców. Pod tym względem sytuacja w niestety się nie poprawia i wpływa tak na atmosferę miasta, jak pewnie i bezpieczeństwo.

Ceuta
Ceuta

Centrum Ceuty

Sama Ceuta to o tyle ciekawe miasto, że widać tu dość mocno dominację muzułmanów. To nadal jest Hiszpania, ale już trochę inna. Odległość niby nie jest duża, jednak jest to ciekawe przeżycie. Zwłaszcza, że nie jest to też państwo marokańskie. Są kościoły i widać tu nałożenie się dwóch kultur, jednak ma ono zupełnie inny charakter niż choćby w Kordobie czy Grenadzie. Jest zdecydowanie bardziej współczesne.

Słupy Heraklesa
Słupy Heraklesa, pomnik

Słupy Heraklesa a Ceuta

W Ceucie znajduje się też góra Monte Hacho, która wraz ze Skałą Gibraltarską stanowią legendarne Słupy Heraklesa. Według mitologii ustawione przez niego w ramach dziesiątej pracy. Najlepiej je widać od strony morza, w pewnym oddaleniu, gdy wznoszą się po obu stronach cieśniny cieśniny gibraltarskiej. Ale nazwa geograficzna nie ma w sobie tej mitycznej atmosfery, więc w centrum miasta znajduje się pomnik ukazujący bardziej przyziemne wyobrażenie słupów.

Ceuta
Ceuta

Z miejsc wartych zobaczenia, to przede wszystkim fortyfikacja. Natomiast jeśli będziemy mieć szczęście do pogody, to ładnie stąd widać Gibraltar. Jak nie to widać go dobrze podczas przeprawy promem. W Morzu Śródziemnym (Cieśninie Gibraltarskiej) zaś można czasem dostrzec delfiny.

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak hiszpański
Ceuta

Dżarasz, czyli Gereza, piękne rzymskie ruiny w Jordanii

To chyba jedna z najmniej docenionych atrakcji Jordanii. Dżarasz (Dżerasz, Jarash, Jerasz, Jerash, arab. جرش), albo inaczej biblijne miasto Gereza, to wspaniale zachowane ruiny, aż dziw, że tak mało znane i nie wpisane jeszcze na listę UNESCO. Natknąć się można na nie przypadkiem, zaś gdy się przyjedzie, to zwiedza się to bardzo dobrze ze względu na niewielkie zainteresowanie odwiedzających.

Brama w Dżarasz (czasem Dżerasz)
Brama w Dżarasz (czasem opisywane jako Dżerasz)

Dżarasz historycznie i obecnie

Najkrócej Dżarasz można opisać chyba krótkim stwierdzeniem – Efez bez dużej ilości turystów. Znów jesienią praktycznie nie było tam zwiedzających. Owszem pojedyncze osoby, ale nie czuło się tłoku. Można było spokojnym tempem obejść całość. Jak zwykle przewodnicy sami proponowali swoje usługi, ale dało się ich łatwo zbyć. Nawet nic im nie dając. Odwiedzających nie było tu sporo, ale jednak się kręcili, więc lepiej nie tracić czasu na opornych.

Gereza została założona w IV wieku przed naszą erą przez Aleksandra Wielkiego lub jego generała Perdikkasa. Stanowiło część Dekapolu (Dekapolis), czyli związku 10 miast w dawnej Transjordanii. W 63 przed naszą erą zostało zajęte przez Pompejusza i dalej rozwijało się pod auspicjami Rzymu. Potem Gerezę przejęło Bizancjum, a następnie Arabowie (w 636 naszej ery). W 749 po trzęsieniu ziemi miasto opustoszało. Odkrył je na nowo w 1806 Urlich Seetzen.

Kolumnada w Dżaraszu
Kolumnada w Dżaraszu

Zwiedzanie i zabytki w Jerash

Jedyny minus to wejście. Ono jest bardzo turystyczne. Trzeba przejść przez masę sklepików. Na szczęście to Jordania, trochę inna niż Petra, więc da się bez problemu przejść. Naganiacze nie są tu uciążliwi, to kolejny plus.

Dżarasz, pozostałości Nimfeum
Dżarasz, pozostałości Nimfeum

Dżarasz jest bardzo dobrze zachowany. Słynie z owalnego forum z kolumnadą, a także ruin kilku świątyń, a także hippodromu na którym odbywały się kiedyś wyścigi rydwanów. Znajdują się tu także dwa amfiteatry. No i to wspaniałe miejsce dla jaszczurek, tych wygrzewa się tu bardzo dużo. To jedno z tych miejsc, gdzie można spokojnie obcować z zabytkami rzymskimi. Jeśli chcemy przewodnika, można go wziąć. Ale nawet jeśli go nie weźmiemy to i tak znajdą się osoby, które czasem coś pokażą. Jedną z ciekawostek, którą można tu zobaczyć (a do tego przydaje się przewodnik) to hałasujące kamienie. Bloki, które mają wewnątrz kawałki metalu i w momencie ruchów sejsmologicznych wydawały dźwięki ostrzegawcze.

Antyczny teatr (Jerash)
Antyczny teatr (Jerash)

Dojazd do Dżaraszu

Problemem jest też dojazd do Dżaraszu, gdyż nie jest on specjalnie dobrze oznakowany, ale dzięki GPSowi dojeżdża się na miejsce, znajduje miejsce na dużym parkingu i spokojnie można zająć się zwiedzaniem. Ono nie zajmuje dużo czasu. Szybkim tempem można obejść całość w dwie godziny, wolniejszym w cztery.

Antyczny teatr (Dżarasz)
Antyczny teatr (Dżarasz)

Przybywając do Jordanii większość kieruje się ku ruinom Petry. Jarash, czy Wadi Rum to z pewnością miejsca o których warto pamiętać. Robią duże wrażenie, a zwłaszcza te ruiny są dużo mniej ludne.

Zaś jeśli chodzi o Dżarasz warto też zastanowić isę nad wzięciem udziału w wyścigu rydwanów. Są one tu organizowane raz na jakiś czas. Można to śledzić na stronie: JerashChariots.

Jaszczurka
Jaszczurka, dokładniej agama hardun (Stellagama stellio brachydactyla)

Bezpieczeństwo w Dżarasz

O tym warto wspomnieć. Byliśmy tam w 2016 i była to najbardziej na północ wysunięta część Jordanii, którą zwiedziliśmy. Wystrzegaliśmy się tamtej okolicy, ze względu na obozy dla uchodźców. Samo Dżarasz wciąż znajduje się w bezpiecznej części i nie czuliśmy tu żadnego zagrożenia. Jednak w listopadzie 2019 doszło tu do ataku nożownika na troje turystów. Prawdopodobnie odosobniony przypadek. Takie pojedyncze incydenty niestety się czasem zdarzają, wcześniejszy miał miejsce w 2016 w Karaku.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak jordański
Dżarasz

Dolmeny Menga, prehistoryczne budowe w Andaluzji

O różnych wpływach kulturowych w Andaluzji już parę razy pisaliśmy. Tym razem będzie o czymś niezwykłym. Może nie rzucającym na kolana swoim wykonaniem, ale historią. Czyli o budowlach megalitycznych, pochodzący z około roku 2000 roku przed naszą erą.  Dolmeny, bo i taką nazwą się je określa, to nic innego jak prehistoryczne grobowce, które rzucają interesujące światło na epokę zarania ludzkiej cywilizacji.

Dolmeny - wejście
Dolmeny – wejście

Dolmeny Menga

Cueva de Menga (Dolmen de Menga) wraz z pobliskimi dolmenami nie jest oblegane przez turystów i zwiedzenie ich nie zajmie dużo czasu. W dodatku, gdy my tam byliśmy, bilety były darmowe. Trzeba było się tylko wpisać na listę w celach statystycznych.

Cueva de Menga
Cueva de Menga

Dojazd do dolmenów

Dolmeny znajdują się niedaleko Malagi, w miejscowości Antequera. Dojazd tam nie powinien być problemowy, przynajmniej samochodem, ale już niestety znalezienie muzeum i wejścia aż tak łatwe nie jest, głównie z powodu słabych oznaczeń. Są to bardzo niewielkie znaki, więc należy jechać wolno, by móc je dostrzec i doczytać.

Wnętrze megalitycznej budowli (Dolmeny Menga)
Wnętrze megalitycznej budowli (Dolmeny Menga)

Czym są dolmeny i ich historia

Dziś Dolmeny Menga są bardzo dobrze zachowane. Widać tu ślady bardzo prymitywnego osadnictwa. Jednak te budowle megalityczne są dużo mniejsze w porównaniu z tymi, które opisywaliśmy przy okazji Malty, więc zwiedzanie ich nie zajmie dużo czasu. Niektórym starczy kilka minut. Ale z drugiej strony, te bloki kamienne przetrwały 4 tysiące lat. Może warto poświęcić im trochę więcej czasu?

Cueva de Menga ma dość charakterystyczną budowę. Zazwyczaj wkopuje się płaskie skały pionowo, a na nich kładzie inny w miarę płaski blok. Następnie przysypywano je ziemią. Były to dość popularne budowle w Europie w neolicie. Najczęściej pełniły rolę grobowców.

Dolmen w okolicy Antequera
Dolmen w okolicy Antequera

Dolmeny Menga wzniesiono gdzieś między 3750-3650 p.n.e. Choć są trochę niepozorne, dziś są jedną z największych, zachowanych budowli megalitycznych w Europie.

Miejsce to należy bez wątpienia traktować jako ciekawostkę, to doskonała przerwa na trasie po Andaluzji, zwłaszcza jak się przejeżdża dość blisko. W roku 2016 wpisano je na światową listę dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak hiszpański
Dolmeny

Wadi Rum oraz „Marsjanin”, „Gwiezdne Wojny” i „Diuna”

O pustyni Wadi Rum (arab. وادي رم czasem też Wadi Ramm) po raz pierwszy przeczytaliśmy (a przynajmniej tak pamiętamy), gdy ekipa „Przebudzenia Mocy” szukała miejsc do kręcenia nowej planety pustynnej. Ostatecznie zrezygnowali z Jordanii. Wadi Rum jednak na trwale zapisało się w historii kina, co najmniej dzięki kilku obrazom. Ostatecznie kręcili tu także „Łotra 1” i „Skywalker. Odrodzenie”. Brakuje oficjalnego potwierdzenia, ale jednak to jest to miejsce. Tu słynna pustynia, gdzie kręcono wiele filmów, a ich lista rośnie.

Typowy krajobraz pustyni Wadi Rum, piasek i skały w tle
Typowy krajobraz pustyni Wadi Rum, piasek i skały w tle

Wadi Rum, czyli nie tylko Mars

Pustynia ta ma dwa dominujące kolory: biały (piaskowy) i czerwony. Nie raz przejeżdża się z obszaru jednego piasku na drugi. Jest to bardzo piękne miejsce, któremu niewiele brakuje do tego, by udawać Marsa. I udawało co najmniej kilka razy. Oczywiście najnowsza, ale i chyba najgłośniejsza produkcja to „Marsjanin” Ridleya Scotta z Mattem Damonem w roli głównej. Tu nawet nie potrzeba filtrów kolorystycznych, by niektóre ujęcia wyglądały jak Mars.

„Marsjanin”, Wadi Rum jako Mars
„Marsjanin”, Wadi Rum jako Mars
Lokacja z Marsjanina
Lokacja z Marsjanina

Scott nie był pierwszy i pewnie nie jest ostatni, który tu kręcił czerwoną planetę. Powstały tu także „Misja na Marsa” (2000) Briana De Palmy i „Czerwona Planeta” (2000) Anthony’ego Hoffmana z Valem Kilmerem w roli głównej, a także „Ostatnie dni na Marsie” (2013).

Wadi Rum
Wadi Rum

Wadi Rum: inne filmy

Ale jako ciekawostkę warto dodać, że Scott był tam już przed „Marsjaninem”. Gdy kręcił „Prometeusza” (2012) również skorzystał z Wadi Rum. Wtedy jednak zarówno skały jak i kolory zmienił, by lepiej pasowały do jego wizji. Tak więc Wadi Rum jest też planetą LV-223. W przypadku „Prometeusza” należy dodać jedną rzecz, w filmie znajduje się nawiązanie do „Lawrence’a z Arabii”. W pewnym momencie David cytuje fragment o pustyni właśnie z filmu Leana. W innym momencie fragment tamtego dzieła nawet pojawia się na ekranie. Niektóre ujęcia pustynne także mogą stanowić nawiązanie.

Warto wspomnieć też o „Transformes: Zemsta upadłych” Michaela Baya, ale to już trochę inne klimaty, tam jednak nie był to Mars, a Egipt.

„Gwiezdne Wojny: Łotr 1”, Wadi Rum jako Jedha
„Gwiezdne Wojny: Łotr 1”, Wadi Rum jako Jedha
„Gwiezdne Wojny: Skywalker Odrodzenie”, Wadi Rum jako Pasaana
„Gwiezdne Wojny: Skywalker Odrodzenie”, Wadi Rum jako Pasaana

Wciąż kręcone są tu kolejne filmy, jak „Aladyn” Guya Ritchie’go, czy IX „Gwiezdne Wojny: Skywalker Odrodzenie” J.J. Abramsa. W tym ostatnim jest to nowa planeta Pasaana, widać tu wiele kanionów i miejscówek podobnych do tych, które widzieliśmy. A także kręcono tu scenę na Tatooine, odtworzono nawet scenografię z Chott El Jerid, czyli domostwo Larsów. Tym samym staje się to druga obok Erg Chebbi ulubiona pustynia filmowców. Natomiast Denis Villeneuve nakręcił tu „Diunę”.

Siedem Filarów Mądrości
Siedem Filarów Mądrości

Wadi Rum i Lawrence

Istotnym filmem, który tu kręcono jest też „Lawrence z Arabii” Davida Leana. T.E. Lawrence przebywał nie tylko w tej części Bliskiego Wschodu, ale dokładnie na tej pustyni. W filmie gra ona zarówno samą siebie, jak i inne lokacje z misji Lawrence’a. Nawet jedno ze źródeł nazywa się jego imieniem, a grupę skał (uwidocznione na bilecie) nazwano na cześć jego książki „Siedem filarów mądrości”. Wspomnienie Lawrence’a jak i filmu o nim jest tu żywe. Nasz kierowca-przewodnik bardzo chętnie wspominał o Lawrencie, a o film dopytywał. Mało tego w kilku miejscach sam z siebie mówił, że tu kręcono taką a taką scenę. W kanionie, w którym Lawrence bawi się echem, również mieliśmy okazję to zaobserwować. No i oczywiście dowiedzieliśmy się, że ojciec naszego kierowcy pracował wśród osób obsługujących produkcję filmu.

Wadi Rum
Wadi Rum

„Marsjanin” i „Star Trek”

Z „Marsjaninem” było inaczej. Przejechaliśmy do Wadi Rum jakieś 2-3 tygodnie po premierze. Prawdopodobnie byliśmy pierwszymi turystami, których interesowały miejsca z filmu Scotta. Niestety poza ogólną informacją, że kręcono to właśnie tutaj, niewiele wiedzieliśmy. Mieliśmy tylko wydrukowane zdjęcia i jak się okazało, to wystarczyło. Przewodnik spojrzał na nie i powiedział, że wie gdzie są. Nie był pewny ujęć z helikoptera.

„Prometeusz”, Wadi Rum jako LV-223 (użyto dużo filtrów)
„Prometeusz”, Wadi Rum jako LV-223 (użyto dużo filtrów)
„Diuna”, Wadi Rum jako Arrakis
„Diuna”, Wadi Rum jako Arrakis

W nocy, gdy my spaliśmy na pustyni, wrócił do swojego domu i tam jeszcze zweryfikował informację z innymi przewodnikami. I faktycznie, potwierdził, że jakieś pół roku wcześniej tam gdzie myślał, kręcono jakiś amerykański film. Tu warto przypomnieć, że Jordania jest mocno zamknięta we własnym kręgu kulturowym. Oglądają filmy, ale z zagranicznych najczęściej są to produkcje Bollywoodu. Takie nazwiska jak Ridley Scott nie robią tu na nikim żadnego wrażenia.

Warto dodać, że pojawiła się tu też ekipa serialu „Star Trek: Discovery”. Pierwszy odcinek „The Vulcan Hello” przedstawia rodzinną planetę Crepusculan i to właśnie te zdjęcia nagrywano w Jordanii.

Jaszczurka
Jaszczurka

Zwiedzanie Wadi Rum

Na samo zwiedzanie pustyni (wraz ze skałkami) wybraliśmy się z firmą organizującą przejażdżki. W teorii można samemu popróbować. Jednak to miejsce, gdzie łatwo stracić orientację. Tu jest dużo skał i kanionów, nie działają telefony, mieliśmy też problem z GPSem w komórce. Mapy okolic także nie są dostarczane. Więc zorganizowany wyjazd był nam na rękę. Zwłaszcza, że nie ma tu dużych grup (choć pewnie się zdarzają).  My wybraliśmy firmę, która robi wyjazdy indywidualne. Jeden samochód, przewodnik-kierowca i my. Nasz samochód zostawiliśmy  na parkingu w Visitor’s Center. Wcześniej podaliśmy osobie kontaktowej informacje, o której mniej więcej przyjedziemy, a także numer rejestracyjny samochodu. Kontakt czekał na nas przy wjeździe do Wadi Rum i wypatrywał samochodu, a następnie zawiózł nas do Visitor’s Center. Tam się przesiedliśmy na samochód terenowy.

Wadi Rum
Wadi Rum

Przebieg wycieczki

Wybraliśmy 2-dniową wycieczkę Wadi Rum Classic Tours. Ma ona jeszcze jedną istotną zaletę. Jest właściwie szyta na miarę. Można wprowadzić pewne modyfikacje, ale wszędzie mieliśmy tyle czasu, ile chcieliśmy. Jeśli chcieliśmy jechać przez pustynię, nie ma problemu. Jeśli chcieliśmy chodzić, samochód odjeżdżał i czekał na nas. Nocleg w namiocie beduińskim, zaś dodatkową atrakcją było gotowanie galayti – beduińskiej potrawy – przez kierowcę przewodnika na ogniu. Co prawda wcześniej pytali, czy chcemy wegetariańskie jedzenie, więc w pierwszy dzień był … tuńczyk (ale tam był zwykły lunch). Przy gotowaniu było już tak jak powinno, żadnego mięsa.

Obiad na pustyni
Obiad na pustyni

Swoją drogą herbata również była gotowana na ogniu, ale słodzona. Raz nas zapytano, czy chcemy zwykłą. Potem już słodzili unikając kłopotliwego pytania (bo przecież nie da się pić gorzkiej herbaty). Kierowca na tyle zna ten teren, że może na pustynię jechać sam. Nie wjeżdża w takie wydmy, na których mógłby się zakopać. Zresztą mieliśmy też przerwy techniczne, by przed jakimś fragmentem dopompować lub spuścić powietrze w kołach.

Zachód słońca na jordańskiej pustyni
Zachód słońca na jordańskiej pustyni

Przyroda Wadi Rum i nie tylko

Wśród innych opcji istnieje też możliwość podróżowania na wielbłądach lub konno po pustyni. Zresztą jest tam wiele atrakcji, związanych także ze wspinaczką, więc każdy znajdzie tam coś dla siebie.

Czerwona pustynia i góry
Czerwona pustynia i góry

Wadi Rum to miejsce, które naprawdę warto zwiedzić. Ma wspaniałe formacje skalne, na które można wchodzić (jako urozmaicenie wycieczki lub wyspecjalizowana wyprawa na skały), przepiękne widoki i niesamowicie czerwony piasek. Nawet bez filmów tu kręconych jest to cudowna przyrodnicza atrakcja, a turystów nie ma aż tak wielu. No i znajduje się na liście UNESCO od 2011.  Także ze względu na malunki naskalne, petroglify i pozostałości antycznych świątyń. Podobno można tu też spotkać fenki i gazele, ale my widzieliśmy tylko ptaki i jaszczurki.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Widok spod formacji skalnej
Widok spod formacji skalnej
Szlak jordański
Wadi Rum
Szlak filmowy
Wadi Rum

Nerja, prehistoryczne jaskinie na Costa Del Sol

Costa Del Sol, czyli hiszpańskie słoneczne wybrzeże to miejsce, które z pewnością przyciągnie wielu plażowiczów. Znajduje się tu kilka kąpielisk i ośrodków turystycznych, jak choćby Malaga, ale też Nerja. Nas do Nerji przyciągnęło coś innego. Jaskinie Cueva de Nerja rozciągajce się w górach Sierra de Almijara.

Costa Del Sol w okolicy Nerji
Costa Del Sol w okolicy Nerji

Cueva de Nerja – jaskinie i prehistoria

Cały kompleks jaskiń jest dość spory, ale niestety nie zawsze jest możliwość zwiedzania go w całości. Jest podzielony na części i w zależności od wilgotności, pogody i innych parametrów są one udostępniane turystom do zwiedzania. Jaskinie są spore i w dodatku oświetlone. Zwłaszcza w pierwszej części nie ma żadnego przeciskania. Można tu oglądać bardzo ciekawe nacieki – stalaktyty i stalagmity, ale jeszcze ciekawsza jest historia. Pomijając fakt, że to piękno natury, to także jedna z najstarszych siedzib ludzkich. Pierwotne osadnictwo sięga tu 25 tysięcy lat przed naszą erą. Stałe jest o cztery tysiące lat młodsze.

Jaskinie Nerja
Jaskinie Nerja

Po tych ludziach niewiele tu zostało. Ale wchodząc do jaskiń przechodzi się przez małe muzeum, więc jest szansa zgłębić temat. Niby głębiej są malowidła naścienne, ale ta część przynajmniej podczas naszej wizyty, była zamknięta dla zwiedzających.

Odkrycie jaskiń Nerja

Podobnie jak w przypadku niektórych innych odkryć archeologicznych (np. Armia Terakotowa), wnętrze jaskini zostało odkryte przypadkiem. 12 stycznia 1959 grupa chłopców zagłębiła się tu by szukać nietoperzy, znaleźli coś niesamowitego, z czego nie zdawali sobie sprawy.

Jaskinie Nerja
Jaskinie Nerja

Jaskinie Nerja: Dojazd, parking i zwiedzanie

Do jaskiń, podobnie jak do Nerji, najlepiej dotrzeć samochodem. Dojazd jest dość dobrze oznaczony. Parking też jest wystarczający. Dla osób niezmotoryzowanych, zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem będzie tu transfer z lotniska w Maladze. Można go załatwić na oficjalnej stronie. Tam też są aktualne godziny otwarcia.

Jaskinie Nerja
Jaskinie Nerja

Plaże w okolicy

Jaskinie nie zabiorą dużo czasu. Niemniej jednak to kolejne z miejsc, w którym warto się zatrzymać. Tak by obejrzeć cud przyrody, ale też zobaczyć, gdzie kształtowała się wczesna ludzka cywilizacja. No a jak ktoś ma więcej czasu, to z pewnością plaże w okolicy są otwarte. Są tu zarówno duże ośrodki jak Playa de Burriana, jak i mniejsze, bardziej dzikie jak La Caleta de Maro, łatwo znaleźć coś dla siebie.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak hiszpański
Nerja

U styku filmu i podróży