Archiwa tagu: Indiana Jones

Sidi Bouhlel, kanion z „Gwiezdnych Wojen”

W Tunezji jest miejsce, które powszechnie nazywa się mianem kanionu „Gwiezdnych Wojen” (Star Wars Canyon). George Lucas kręcił tu trzy filmy. Formalnie miejsce nazywa się Sidi Bouhlel (arab. سيدى بحلال), acz nazwa ta to imię marabuta, a nie samego kanionu. To bardzo ciekawa, acz trochę wymagająca lokacja.

Sidi Bouhlel i marabut
Sidi Bouhlel i marabut

Kanion Sidi Bouhlel

Nazwa marabut kojarzy się nam przede wszystkim z afrykańskim ptakiem z rodziny bocianowatych. Marabuty widzieliśmy choćby w Parku Narodowym Mikumi. Natomiast słowo to także występuje w islamie i oznacza świętego, pobożnego męża, przywódcę duchowego otoczonego czcią. Grobowce takich osób także nazywa się marabutami, te zaś są rozsiane po różnych krajach islamskich. W Tunezji widzieliśmy marabuta także na Dżerbie.

Kanion Gwiezdnych Wojen
Kanion Gwiezdnych Wojen
Sidi Bouhlel i „Gwiezdne Wojny: Nowa nadzieja”
Sidi Bouhlel i „Gwiezdne Wojny: Nowa nadzieja”

„Gwiezdne Wojny” i Sidi Bouhlel

To właśnie marabut nazywa się Sidi Bouhlel. Kanion obok bywa nazywany kanionem Sidi Bouhlel lub właśnie wspomnianym kanionem „Gwiezdnych Wojen”. Jednak filmowa historia tego miejsca jest trochę dłuższa. Zaczęło się od adaptacji „Małego księcia” z 1974 roku. Dwa lata później pojawił się tu George Lucas i nakręcił część scen na Tatooine, przede wszystkim te, które znajdują się między skałami, czyli choćby z R2-D2 i Tuskenami. Warto dodać, że potem, przy „Powrocie Jedi”, dokrętkach i „Wersji specjalnej” posiłkowano się Doliną Śmierci.

Tu kręcono Tatooine i Indianę Jonesa
Tu kręcono Tatooine i Indianę Jonesa

Indiana Jones i inne filmy

Lucas wrócił tu kilka lat później razem ze Stevenem Spielbergiem, kręcąc „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”. W okolicach Tawzar kręcono zarówno sceny okolic Kairu w Egipcie, jak i te na Morzu Egejskim (Grecja). To właśnie w w tym kanionie nakręcono bardzo istotną scenę, w której Indiana Jones grozi zniszczeniem Arki Przymierza. Kanion więc udaje krajobraz niezidentyfikowanej greckiej wyspy, mapa morza jest zniekształcona, więc powyżej Krety ciężko jednoznacznie wskazać, która to wyspa.

Ciekawa rzeźba ścian wąwozu
Ciekawa rzeźba ścian wąwozu

Po raz kolejny do kanionu filmowcy wrócili pod wodzą Anthony’ego Minghelli, który kręcił „Angielskiego pacjenta” (na motywach powieści Michaela Ondaatje). To oskarowe dzieło powstawało też w innych częściach Tunezji, także tam, gdzie wcześniej kręcono „Gwiezdne Wojny”.

Sidi Bouhlel i „Poszukiwacze Zaginionej Arki”
Sidi Bouhlel i „Poszukiwacze Zaginionej Arki”

George Lucas wrócił tu jeszcze w 1997, gdy powstawało „Mroczne widmo”. W kanionie tym razem nagrywano tylko kilka ujęć, które wykorzystano potem do zmontowania scen wyścigu podracerów. Miejsce to stało się Żebraczym kanionem na Tatooine.

Kanion w Tunezji
Kanion w Tunezji

Zwiedzanie Sidi Bouhlel

Jest to lokacja dość trudna do kręcenia: przeniesienie sprzętu, ustawienie go jest dość wymagające, a temperatury są tu bardzo wysokie. nas podczas naszego pobytu było tu czterdzieści parę stopni. Co prawda sucho, więc da się wytrzymać (ba nawet i 58 wytrzymaliśmy w Biszapur), ale choć pot z człowieka nie leci, to jednak taka temperatura daje się we znaki, zwłaszcza gdy przebywa się tu dość długo.

Widok na wąwóz Sidi Bouhlel
Widok na wąwóz

Druga rzecz, to trudność w rozpoznaniu miejsc filmowych. Zwłaszcza, że GPS może tu trochę wariować. Natomiast zdecydowanie czuje się tu klimat kanionów na Tatooine. I nawet bez „Gwiezdnych Wojen” warto to zobaczyć. Warto pamiętać, że przynajmniej obecnie nie jest to miejsce turystyczne. Wąwóz jest otwarty, ale nie ma tu żadnej infrastruktury. Samemu należy zadbać tak o bezpieczeństwo jak i wystarczające ilości wody. Nawet parking jest dość umowny, przynajmniej nie trzeba za nic płacić.

Tunezyjski kanion Gwiezdnych Wojen
Tunezyjski kanion Gwiezdnych Wojen

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak tunezyjski
Sidi Bouhlel
Szlak filmowy
Sidi Bouhlel

Praga, zwiedzanie na filmowo (Bond, Bourne i inne)

Stolica Czech, czyli Praga (cz. Praha) to jedno z najbardziej obleganych przez turystów miast. Zwłaszcza w sezonie w tym zabytkowym i tętniącym kulturą mieście są olbrzymie tłumy, przez które trzeba się miejscami przeciskać. Jedni przybywają tu oglądać architekturę, w szczególności secesję, inni szukają jeszcze starszych budynków. Jeszcze innym wystarczają imprezowe atrakcje, zwłaszcza że piwnice piwne mają tu bardzo długą tradycję. Pragę dostrzegli również filmowcy, zaś po śladach znanych produkcji bardzo dobrze można zwiedzić miasto. W każdym razie jest co zobaczyć w Pradze, trzeba tylko wybrać.

Widok na Žižkov
Widok na Žižkov

Historia Pragi

Tereny dzisiejszej Pragi były zamieszkane już w czasach paleolitycznych. Według legend już w 1306 roku przed naszą erą założono tu miasto o nazwie Boihaem, którego władcą był król Boyya. Nawet jeśli ta wersja jest nieprawdziwa, to w V i IV wieku przed naszą erą na obecnych przedmieściach Pragi mieszkały plemiona celtyckie. Od tego czasu też używano nazwy Bohemia. Z biegiem czasu Celtów zastąpili Germanie, którzy mieli tu miasto Casurgis. Później w miejsce German weszli Słowianie i od V wieku naszej ery plemiona czeskie zaczęły tu wznosić swoje osady (np. Levý Hradec, Butovice czy Šárka). Dominację nad tym terenem uzyskali Przemyślidzi (około roku 800). To oni wznieśli tu dwie warownie: zamek Praski i Wyszehrad. Z czasem oba osobno rozwinęły się w niezależne miasta, które w gruncie rzeczy coraz więcej łączyło. W końcu powstało biskupstwo, powstało Carolinum, czyli pierwszy w Europie wschodniej uniwersytet, a Praga (i Wyszehrad) coraz bardziej stawała się jednym tworem.

Rudolfinum, czeska filharmonia
Rudolfinum, czeska filharmonia

Nazwa Praga pochodzi od słowa práh, czyli próg lub jaz/ bród. Prawdopodobnie wzięła się od historycznej przeprawy przez Wełtawę w miejscu, w którym obecnie jest most Karola. Oczywiście jest też legendarna wersja, według której nazwę tę nadała miastu księżniczka Libusza. To także z jej rozkazu gród wybudowano w tym miejscu. Libusza była córką króla Kroka i żoną Przemysła Oracza, legendarnego założyciela dynastii Przemyślidów. Cała trójka to postaci bardziej legendarne, naukowcy nie są pewni, czy oni w ogóle istnieli. Natomiast pomnik upamiętniający Libuszy (Libuszę) i Przemysła znajduje się w Wyszehardzie.

Schody na Hradczany (Praga)
Schody na Hradczany

W 1348 roku, po założeniu Nowego Miasta, Praga była już jednym z największych miast w Europie. Na drodze jej rozwoju stanęły jednak defenestracja praska z 1419 roku w czasie wojen husyckich, a następnie druga defenestracja praska z roku 1618, która doprowadziła do wybuchu wojny trzydziestoletniej. Obie wojny dość mocno naznaczyły miasto. W przypadku tej drugiej Królestwo Czech stało się częścią Austrii, zaś Praga na wiele lat straciła znaczenie na rzecz Wiednia.

Centrum Pragi nocą
Centrum Pragi nocą

Obecna Praga powstała w 1784 roku, kiedy w jeden organizm połączono Hradczany, Stare Miasto, Nowe Miasto, Jozefów i Małą Stranę. Warto jednak pamiętać, że wówczas ludność zamieszkująca Pragę była w większości niemieckojęzyczna. Zaczęło się to zmieniać dopiero w XIX wieku, kiedy język czeski zyskiwał na znaczeniu. Wpierw miasto było dwujęzyczne, a potem stało się czeskie. Przełom XIX i XX wieku to nadanie Pradze nowego wyglądu. W ramach akcji zwanej asanacją praską przebudowano w sposób radykalny centrum miasta. Podobnie rzecz się miała z Paryżem, lecz asanacja praska oszczędziła główne zabytki. Po I wojnie światowej stała się stolicą Czechosłowacji, aż do momentu, gdy została wcielona w ramach anszlusu do III Rzeszy. W ostatnich dniach II wojny światowej została zbombardowana przez aliantów, acz szkody nie były tak dotkliwe jak choćby te w Dreźnie. Po wojnie zaś znów była stolicą wpierw Czechosłowacji, a potem Czech.

Praga
Praga

Praga: Hradczany

Kiedyś była to cała dzielnica królewska. Dziś na Hradczanach (Hradčany) pozostał zamek na wzgórzu i kilka okolicznych, historycznych budynków. Zamek zaczęto budować w IX wieku, jednak cała dzielnica w dużej mierze pochodzi z XIV wieku i aż do połączenia Pragi była osobnym miastem. Zamek był siedzibą królów czeskich, a potem należał do cesarskiej rodziny. Następnie stał się siedzibą prezydenta (od 1918 roku). Dziś dużą część zamku i okolic można spokojnie zwiedzać. Wstęp do ogrodów jest darmowy, reszta biletowana.

Hradczany (Praga)
Hradczany (Praga)

Na pierwszym dziedzińcu jest wystawiona warta. Oczywiście jak w wielu innych miejscach, tak i tu ludzie przychodzą oglądać zmianę warty. Główna i najbardziej widowiskowa zmiana odbywa się w samo południe i przyciąga tłumy. Techniczne zmiany są co godzinę. Sam strój gwardzistów zaprojektował Theodor Pištěk, malarz, kostiumolog i scenograf, laureat Oskara za „Amadeusza”, twórca kostiumów w „Arabeli” oraz serialowej „Diunie”.

Wełtawa i Hradczany
Wełtawa i Hradczany

Obok zamku znajduje się pałac arcybiskupa. W jego wnętrzach Milos Forman nagrywał „Amadeusza” (1984), dokładniej scenę u cesarza Józefa II (Habsburga). Dość blisko znajduje się ulica Kanovnická 2 tuż przy Placu Hradczańskim. Fasada budynku zagrała rolę domu Mozarta. Forman wykorzystał bardzo wiele ujęć Pragi, ale dom jest jednym z najłatwiejszych do odnalezienia.

Hradczany
Hradczany

Jeśli chodzi o Wiedeń, to Praga udaje go nie tylko w „Amadeuszu”. W „Iluzjoniście” plac na Hradczanach odgrywa rolę pałacu Schönbrunn. Można w tym filmie zobaczyć choćby bramę Gigantów (czy Walczących Tytanów), która w niczym nie przypomina wiedeńskiego zamku. Z kolei w „Mission Impossible – Ghost Protocol” (2011) Brada Birda zamek odgrywał rolę Kremla w Moskwie. Schody, które prowadzą na Hradczany pojawiły się w „Kronikach młodego Indiany Jonesa” i tym razem grały Pragę. W przypadku tego ostatniego serialu wykorzystano jeszcze kilka innych ujęć miasta.

Hradczany
Hradczany
Ministerstwo Spraw Zagranicznych (Praga)
Ministerstwo Spraw Zagranicznych

Praga: Katedra św. Wita

Na Hradczanach znajdują się jeszcze trzy inne zabytkowe miejsca, które przyciągają rzesze turystów. Najważniejsze z nich to oczywiście katedra. W filmie „Les Miserables: Nędznicy” Toma Hoppera zagrała ona wnętrza katedry Notre Dame w Paryżu. Archikatedra Świętych Wita, Wacława i Wojciecha, bo tak brzmi pełna nazwa tej świątyni, to główny kościół Pragi. Wyraźnie wybija się z krajobrazu Hradczan, przez to jest jedną z ikon miasta. Pierwszy kościół w tym miejscu znajdował się już w 925 roku, jednak budowę katedry rozpoczęto dopiero w 1344 roku.

Katedra św. Wita
Katedra św. Wita

Budowla była oczywiście wiele razy rozbudowywana, więc obok gotyku pojawił się tu taż barok, a potem neogotyk. Ten ostatni wiąże się z najnowszym dodatkiem, korpusem nawowym, który zaczęto tworzyć w 1872 roku. Rozetę ukończono w czasie I wojny światowej, zaś za zdobienia w środku odpowiada między innymi Alfons Mucha. Prace nad katedrą ukończono dopiero w 1929 roku. Dziś katedra jest własnością państwa. Skarbiec katedralny pełni rolę muzeum, natomiast są tu sprawowane też msze katolickie. Przechowywane są tu między innymi relikwie św. Wojciecha, które w 1038 roku zostały zrabowane podczas najazdu czeskiego na Polskę.

Katedra (Praga)
Katedra (Praga)
Wnętrza katedry
Wnętrza katedry

Złota uliczka

Kolejne nietypowe muzeum Pragi na Hradczanach to Złota uliczka (Zlatá ulička). Kiedyś znajdowały się tu domy złotników, dziś to ogrodzona i dobrze zachowana część ukazująca dawny (rzemieślniczy) charakter miasta. Część budynków to wystawy, część sklepiki z różnymi wyrobami rzemieślniczymi. Wejście jest biletowane, zaś całość pozwala sobie wyobrazić jak niegdyś wyglądało miasto.

Złota uliczka (Praga)
Złota uliczka

Loreta

Ostatni ważny zabytek Hradczan to Loreta. Kiedyś to też była część kompleksu zamkowego. Dziś jest już trochę obok, ale to jeden z najważniejszych barokowych obiektów sakralnych w Pradze. Budowę zaczęto w 1626 roku, zaś jednym z najważniejszych elementów był Domek Loretański, czyli kaplica na wzór tej w Lorecie. Do dziś przybywają tu pielgrzymi. Natomiast wokół wzniesiono dość pokaźny kompleks, nie tylko z kościołem, ale i muzeum. Arkady mają malowane sufity, zaś główną inspiracją jest Litania loretańska (starsza wersja, nowsza ma kilka dodatkowych wezwań). Muzeum zaś ma w swojej kolekcji wiele ciekawych skarbów, w tym zabytkowych monstrancji. Intrygującym rozwiązaniem są tutejsze krypty, które znajdują się na pierwszym piętrze.

Loreta (Praga)
Loreta

Praga i Most Karola

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych i najczęściej odwiedzanych miejsc w Pradze jest Most Karola. Dziś przeznaczony tylko dla ruchu pieszego, zawłaszczony przez turystów i artystów sprzedających rękodzieła, obrazy i rysujący karykatury. Łączy Małą Stranę ze Starym Miastem. Wcześniej znajdował się tu kamienny most romański, ale w wyniku powodzi został zniszczony. Obecny wzniesiono w 1357 roku w czasach cesarza Karola IV (Luksemburski). Ma 516 metrów długości i 9,5 szerokości. Był to na owe czasy dość eksperymentalny most, a do zaprawy dodawano jajek, by wzmocniło to konstrukcję. Do 1741 roku był to jedyny most na Wełtawie w Pradze. Pierwotnie nazywano go mostem praskim bądź kamiennym, nazwa Most Karola upowszechniła się dopiero po roku 1870. Rzeźby dodano tu w okresie baroku. Charakterystyczna jest też Staromiejska Wieża Mostowa, która pełni rolę bramy. Z niej schodzi się z mostu w kierunku rynku.

Most Karola (Praga)
Most Karola

Most kilkukrotnie gościł na ekranie. Choćby w „Olivierze Twiście” Romana Polańskiego, gdzie akurat grał Londyn. Londynem też był w „Obłędnym rycerzu” (2001) Briana Helgelanda. Tam jednak most ma całą nadbudowę wygenerowaną komputerowo. Wejście na most widać między innym w „Niesamowitych Braciach Bloom” (2008) Riana Johnsona. W filmie „xXx” (2002) Roba Cohena na moście zrealizowano pościg samochodowy. Istotną rolę most ma również w „Mission: Impossible” (1996) Briana de Palmy. Tu niby ginie Jim Phelps, wpadając do Wełtawy. Wieża Mostowa udaje Paryż w „Aferze naszyjnikowej” (2001) Charlesa Shyera. Zaś w filmie „Wanted: Ścigani” (2008) Timura Bekmambetova mamy ujęcia mostu, ale też Pragi, która tym razem gra Chicago.

Most Karola w „Mission: Impossible” (Praga)
Most Karola w „Mission: Impossible” (Praga)

Sam most jest charakterystycznym punktem miasta, ale chyba najlepiej go widać w całej okazałości albo z wież widokowych, albo z mostu Mánes. Ten również jest zabytkowy. Pochodzi z 1914 roku. Natomiast wykorzystywany jest też w ruchu samochodowym, czy tramwajowym.

Praga: Pałac Wallensteina

Po zachodniej stronie Wełtawy znajduje się dzielnica Mała Strana (Malá Strana). Znajduje się tu barokowy pałac Wallensteina (Valdštejnský palác), dziś siedziba senatu Republiki Czeskiej. Budynek ukończono w 1630 roku. Do pałacu przylegają ogrody i to do nich można wejść bez większych problemów. Ciekawostką jest tu sztuczna grota ze specyficznymi rzeźbieniami. Wnętrza pałacu niestety nie są udostępnione zwiedzającym. To też kolejna lokacja z „Amadeusza”. Tu nagrywano sceny koncertu dla cesarza (w ogrodzie), a także koncert małego Mozarta wewnątrz pałacu.

Ministerstwo Transportu Republiki Czeskiej
Ministerstwo Transportu Republiki Czeskiej. W „Casino Royale” zagrał Miami.

Wyspa Kampa i czeska Wenecja

W Małej Stranie jest jeszcze jedna ciekawa atrakcja. Wyspa Kampa. Čertovka to po części odnóże Wełtawy, po części kanał, który tworzy obecnie częściowo sztuczną wyspę. Kanał przypomina trochę ulicę, stąd skojarzenia z włoskim miastem i nazywanie tego miejsca małą, czeską bądź praską Wenecją. W pewnym ujęciu faktycznie jest to podobne, ale są też rzeczy, których w Wenecji nie ma. Jak choćby Młyn Wielkiego Przeora. Obecnie okolica w większości nastawiona jest na ruch turystyczny, jest tu mnóstwo knajp, ale też tereny zielone i muzea. Dwa najbardziej znane to Muzeum Franza Kafki oraz Muzeum Kampa (sztuki nowoczesnej). Tędy przepływa też część wycieczek po Wełtawie. Rzeka jest dość dobrze wykorzystana turystycznie.

W okolic znajduje się jeszcze jedna nietypowa atrakcja. Vinárna Čertovka to najwęższa uliczka Pragi i jedna z najwęższych na świecie. Ma 50 cm szerokości i długość 10 metrów. Jest to sprytny zabieg, bowiem wykorzystane tu zostało wąskie przejście między budynkami, prowadzące do restauracji. Zamontowano sygnalizację świetlną, by ludzie poruszali się ruchem wahadłowym (trudno się minąć) i zrobiono z tego uliczkę ze stosowną, oficjalną tabliczką i umieszczono ją na mapach. Dzięki szeptanemu marketingowi ściąga ona turystów.

Vinárna Čertovka
Vinárna Čertovka

Mała Strana to także miejsce filmowe. Poza kilkoma ujęciami z „Amadeusza” nagrywano tu między innymi „Van Helsinga” (2004) Stephena Sommersa. Zdjęcia kręcono między innymi przy lub pod mostem Karola (jest tu pod nim przejście). Nagrywano to także kilka ujęć z „Mission: Impossible”, w których widać Wełtawę. Praska Wenecja pojawia się w komedii „Eurotrip” (2004), gdzie udaje Amsterdam. Swoją drogą w tamtym filmie Praga gra także Paryż i Rzym.

Praska architektura
Praska architektura

Praga: Ściana Johna Lennona

Kolejny ciekawy obiekt historyczny na Małej Stranie. W latach 80. XX wieku młodzież malowała tu graffiti, inspirowane zespołem The Beatles i samym Johnem Lennonem nawołując do pokoju i zmian. To powodowało wściekłość władzy komunistycznej, która kazała zamalowywać wywrotowe hasła. Ale to tylko powodowało, że wkrótce pojawiały się nowe graffiti. Dziś jest to już dodatkowa atrakcja turystyczna. Wszystkie malunki są w miarę nowe, zresztą zmieniają się z czasem.

Ściana Johna Lennona
Ściana Johna Lennona

Praski Rynek

Na Starym Mieście w Pradze znajduje się główny plac w mieście, czyli Rynek Staromiejski (Staroměstské náměstí) zwany czasem Staromák. Z mostu Karola dochodzi się do niego ulicą Karlovą. Rynek jest dziś jest oblegany przez turystów. Tu organizowane są różne jarmarki i imprezy, ale przy nim znajduje się kilka ciekawych zabytków. Choćby Ratusz Staromiejski (Staroměstská radnice). Budynek zaczęto budować w 1338, ale przebudowy i dodatki miały miejsce aż do XIX wieku. Ratusz ma gotycką wieżę (obecnie widokowa, płatna) oraz zegar astronomiczny (Pražský orloj). Zegar skonstruowano w 1410 roku, ma też ruchome figurki. Do dziś działa. Dzięki temu jest sporą atrakcją turystyczną: ustawiają się pod nim prawdziwe tłumy, oczekujące na wybicie pełnej godziny, by obejrzeć poruszane przez mechanizm zegara figurki.

Praski zegar astronomiczny
Praski zegar astronomiczny

W centralnej części rynku mieści się pomnik Jana Husa, którego spalono na stosie w Konstancji. Pomnik postawiono w 500-letnią rocznicę śmierci. Hus był między innymi rektorem Carolinum (Uniwersytet Karola, znajdujący się na Starym Mieście). Zaś przy samym Rynku stoją kościoły św. Mikołaja oraz Marii Panny przed Tynem. Na rynku nagrywano sceny do „Mission: Impossible”, także z restauracją „Aquarium” (fikcyjna). Rynek i Stare Miasto, a także wiele innych miejsc Pragi, są wręcz kolejnym aktorem w koreańskim serialu „Peu-ra-ha-eui Yeon-in” („Lovers in Prague”).

Pomnik Jana Husa (praski rynek)
Pomnik Jana Husa (praski rynek)

Kościół Najświętszej Marii Panny przed Tynem (Kostel Matky Boží před Týnem) ze swoimi pięknymi, gotyckimi wieżami jest jednym z symboli Pragi. Świątynia ta mocno była powiązana z bohaterami i propagowaniem Reformacji. Nazwa wynika jednak z wcześniejszej historii. Dom Tyńskiego to było miejsce postoju zagranicznych kupców, za nim w XI wzniesiono świątynię romańską. W XIII wieku zastąpiono ją obecną, gotycką, w całości ukończono go dopiero w 1511 roku. W 1679 wybuchł pożar, zaś odbudowa wnętrz przyniosła barokowe dekoracje. W tej świątyni pochowany został duński astronom Tycho Brache. Wstęp także płatny.

Kościół Najświętszej Marii Panny przed Tynem
Kościół Najświętszej Marii Panny przed Tynem

Clementinum (lub Klementinum)

Bardzo dobry punkt widokowy znajduje się na wieży astronomicznej w Clementinum. Jest to w sercu starego miasta, więc praktycznie w każdą stronę widać coś ciekawego. Sam budynek to dawne kolegium jezuickie, wybudowane w barokowym stylu. Kompleks składa się z kilku budowli, obecnie jest częściowo związany z biblioteką narodową. Zresztą znajduje się tu piękna sala biblioteki, którą można zobaczyć. Bez wchodzenia do środka, otwierane są drzwi i można zajrzeć. Tu przechowywane są cenne starodruki, które czasem bywają wypożyczane naukowcom. Obserwatorium astronomiczne wraz z wieżą (obecnie widokową), wykorzystywał między innymi w swoich badaniach Jan Kepler. Klementinum można zwiedzać, biletowane wycieczki są oprowadzane z przewodnikiem. Nie trwają długo, dwa najważniejsze punkty na trasie to oczywiście biblioteka i wieża.

Biblioteka w Klementinum
Biblioteka w Klementinum

Praska Brama Prochowa

Na Starym Mieście pozostało kilka fragmentów po dawnej fortyfikacji. Najbardziej znana jest oczywiście Brama Prochowa (Prašná brána), kolejny z praskich symboli. W XIII wieku istniała tu brama miejska, a Władysław II Jagiellończyk w 1475 roku kazał zbudować dodatkowo wieżę połączoną z bramą. Miała to być reprezentacyjna brama miejska, zwłaszcza że dość blisko znajdował się dwór królewski. Przebudowano ją w XIX wieku, dodając neogotycki dach. Dziś wieża ma 65 metrów wysokości, na szczycie jest taras obserwacyjny, z którego mogą korzystać turyści.

Brama Prochowa (Praga)
Brama Prochowa (Praga)

Brama pojawia się między innymi w „xXx” . Dość mocno okolica została wykorzystana w „Mission: Impossible”. Kilka ujęć kręcono blisko budynków U Prašné brány 1 czy Na Příkopě 27. To tu Ethan ma się spotkać z Max. Ten drugi adres to także most łączący dwa budynki, w filmie widzimy go z kilku perspektyw, także z góry. Pierwszy adres to zdjęcia z balkonu na ulicę. Tu jest między innymi przystanek autobusowy oraz miejsce, gdzie podjechały furgonetki CIA.

Praga: Miejski Dom Reprezentacyjny

Jednym z najsłynniejszych budynków w stylu secesyjnym w Pradze jest Miejski Dom Reprezentacyjny (Obecní dům). Znajduje się on przy Bramie Prochowej. Kiedyś w tym miejscu stała siedziba władców, ale obecny budynek jest stosunkowo nowy. Ukończono go w 1912 roku. Warto zajrzeć choć na chwilę do środka: hol i restauracja robią wrażenie. Znajduje się tu także sala koncertowa, ale w tym wypadku wpierw należy kupić bilet. Jeśli chodzi o kulturalną ofertę Pragi, warto zwrócić na XIX-wieczny Teatr Narodowy. Ten znajdujący się blisko Wełtawy budynek także robi duże wrażenie.

Wyszehard

Dawny drugi zamek, czyli Wyszehrad (Vyšehrad), znaczy tyle, co wysoki zamek. Według legendy należał on początkowo do Kroka, którego córka Libusza założyła miasto. Historycznie był obok Hradczan jedną z siedzib królewskich. Obecnie z zamku niewiele zostało, zwłaszcza, że w czasach austriackich zbudowano tu garnizon z całkowicie nową fortyfikacją. Dziś znajdują się tu odnowione kościoły, w tym bazylika św. Piotra i Pawła. Ona w dużej mierze jest rekonstrukcją z przełomu XIX i XX wieku, niezbyt zresztą wierną, a jednocześnie najbardziej charakterystycznym punktem Wyszehradu. Reszta to przede wszystkim najważniejszy praski cmentarz i teren rekreacyjny. Jest to także dobre miejsce do spoglądania na miasto.

Biblioteka (Klasztor na Strahowie, Praga)
Biblioteka (Klasztor na Strahowie, Praga)

Praski Metronom

Jednym z ciekawszych punktów widokowych w Pradze jest Praski Metronom. Znajduje się on w Parku Leteńskim. By do niego dojść, trzeba wdrapać się trochę po schodach, a potem można się rozglądać na stare miasto. Warto wspomnieć, że w tym miejscu w czasach ciężkiego komunizmu znajdował się pomnik Józefa Stalina. Został on jednak zdemontowany w 1962 roku. Dopiero w roku 1991 ustawiono metronom. Autorem tego dzieła jest Vratislav Novak. Instalacja artystyczna miała pokazać zmiany, wyzwolenie i upływ czasu, którego nie wytrzymają reżimy. Metronom do dziś jest sprawny, choć nie zawsze jest włączony. Jest to prawdopodobnie największy metronom na świecie. Okolica to miejsce odpoczynku praskiej młodzieży.

Praga: Petřín

Na lewym brzegu Wełtawy znajduje się wzgórze Petřín. Dziś wraz z parkiem jest to rodzinne miejsce odpoczynku w Pradze z wieloma atrakcjami, jak choćby labirynt luster (Zrcadlové bludiště). Najbardziej widoczna jest oczywiście wieża Petrin (Petřínská rozhledna), którą wzniesiono w roku 1891 (wraz z kolejką) w związku z Wystawą Jubileuszową. Wieża mierzy sobie 65,5 metrów wysokości, na górę wchodzi się po schodach. Dziś to już tylko wieża widokowa. Kiedyś pełniła ona także rolę transmisyjną. Podobieństwo do paryskiej wieży Eiffla jest zamierzone. To była wręcz pewnego rodzaju kopia. W parku jest też obserwatorium i wiele pomników. Kolejka działa do dziś, acz obecnie pełni bardziej rolę atrakcji turystycznej niż codziennego środka komunikacji miejskiej.

Petrin
Petrin

Praga: „Tańczący dom”

Jeden z bardziej niecodziennych punktów widokowych znajduje się w nowym symbolu Pragi, czyli „Tańczącym domu” (Tančící dům). Na górze tego budynku znajduje się restauracja z widokiem na miasto. Całość wzniesiono w 1996 roku, projektantami są Frank Gehry i Vlado Milunić. To przykład dekonstruktywizmu. Zaś kwestia tańca wzieła się z tego, że sam budynek czasem nazywa się Fred i Ginger (na cześć Freda Astaira i Ginger Rogers). Dziś zobaczenie tego budynku przynajmniej z zewnątrz (fasadę trudno tu rozdzielić od konstrukcji, jak to w modernizmie) to jedno z wręcz obowiązkowych rzeczy w Pradze.

Tańczący dom
Tańczący dom

Wzgórze Vitkov

Kolejny wyśmienity punkt widokowy to wzgórze Vítkov. Znajduje się tu Pomnik Narodowy (Národní památník na Vítkově), czyli memoriał z grobem nieznanego żołnierza, mauzoleum oraz jeden z największych pomników konnych w Europie. Socjalistyczne mauzoleum dziś pełni rolę muzeum, ale również miejsca wystawowego. Wnętrza wykorzystano w „Casino Royale” (2006) Martina Campbella, gdy kręcono wystawę w Miami. Oczywiście bardziej wykorzystano tu przestrzeń ekspozycyjną.

Vitkov
Vitkov

Praga: Žižkov

Dość charakterystycznym punktem miasta jest znajdująca się w dzielnicy Žižkov wieża telewizyjna. Lekko futurystyczna, lekko dziwna, wzniesiona w latach 80. i przyozdobiona rzeźbami Davida Černego. Oczywiście można na nią wjechać i oglądać Pragę z góry. Prócz tarasu widokowego działa tu także restauracja.

Žižkov (Praga)
Žižkov (Praga)

W Žižkovie znajduje się też kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Dość intrygujący budynek, trochę mało przypominający kościół, zwłaszcza przez olbrzymi zegar. Wyróżnia się na tle pozostałych, przeważnie historycznych, kościołów Pragi.

Wieża telewizyjna Žižkov
Wieża telewizyjna Žižkov

Klasztor na Strahowie

Jeśli chodzi o sale biblioteczne, to poza Klementinum warto też udać się do klasztoru norbertanów na Strahowie. Położony niedaleko Hradczan kompleks składa się z kilku budynków, w tym kościoła, bazyliki i biblioteki. Jest tu nawet przyklasztorna tawerna, gdzie serwują trunki, w tym warzone w przyklasztornym browarze. Ze wzgórza rozciąga się ładny widok na Pragę, no i rosną tu winorośle. Natomiast interesująca jest przede wszystkim biblioteka. Niestety, podobnie jak w Klementinum można ją jedynie obejrzeć zza barierek, acz robi wrażenie. Są tu dwie sale, mniejsza teologiczna i większa filozoficzna. Wchodzi się do nich przez muzeum z różnymi eksponatami, w tym wypchanymi zwierzętami (można nawet zobaczyć rybę znaną jako biskup morski) czy starymi książkami. Sala filozoficzna została wykorzystana w „Casino Royale”. Tu przechadzała się M.

Biblioteka (Klasztor na Strahowie, Praga)
Biblioteka (Klasztor na Strahowie, Praga)
Praga i „Casino Royale”.
Praga i „Casino Royale”.

Muzeum Muchy

Alfons Maria Mucha to jeden z najwybitniejszych twórców czeskich, słynny grafik i malarz, który odcisnął swoje piętno na Pradze. Muzeum Muchy zostało otworzone w 1998 roku i jest stosunkowo niewielkie. Wystawiono tu około 100 prac tego artysty.

Muzeum Narodowe (Národní muzeum)

To dość pokaźny budynek, który nieraz pojawiał się w filmach. Zarówno przepiękne wnętrza, jak i charakterystyczna fasada. Obecnie muzeum składa się z dwóch budynków: nowoczesnego i starego. Tworców filmowych zwykle bardziej interesował oczywiście ten drugi. Wewnątrz znajduje się przepiękny hol, który w „Casino Royale” udawał hotel w Wenecji, w którym zatrzymał się James Bond i Vesper Lynd. To samo wnętrze udaje ambasadę amerykańską w „Mission: Impossible”. Tu odbywa się przyjęcie, na którym obecni są politycy i agenci CIA. W „Z piekła rodem” (2001) to z kolei galeria londyńska, do której Frederic (Johny Depp) zabiera Mary. W tym filmie Praga gra Londyn w wiktoriańskich czasach polowania na Kubę Rozpruwacza.

Muzeum Narodowe
Muzeum Narodowe

Fasada Muzeum Narodowego pojawiła się w miniserialu „Hitler: Narodziny zła” (2003). Tu zainscenizowano przemarsz nazistów po wygranych wyborach. Zaś w „Czerwonym Baronie” (2008) była to rezydencja Wilhelma II.

Plac Wacława
Plac Wacława

Muzeum znajduje się przy placu Wacława (Václavské náměstí) i ulicy pełnej sklepów, hoteli i restauracji, prowadzącej w kierunku starego miasta. Czasem miejsce to bywa nazywane Wacławiakiem (Václavák). Tu też znajduje się pomnik Świętego Wacława na koniu, jedna z ikon Pragi. Koń to także nawiązanie do historii tego miejsca, które kiedyś było targiem końskim. Plac widać choćby w głośnym czeskim filmie „Kola” (1996). Swego czasu tu też mniej więcej mieściła się praska dzielnica czerwonych latarni.

Plac Wacława
Plac Wacława

Czesi mają spore poczucie humoru. Blisko placu Wacława znajduje się inny pomnik świętego, tym razem na zdechłym koniu. Rzeźba nazywa się Koń, a jej twórcą jest David Černý. Umieszczono go w pałacu Lucerna (otwarty w 1921), który obecnie jest pasażem handlowym, swoją drogą dość ciekawym ze względu na secesję. Początkowo miał to być stadion hokejowy, dziś jest tu także kino oraz wielka sala, w której odbywają się koncerty.

Wacław na zdechłym koniu (Pałac Lucerna, Praga)
Wacław na zdechłym koniu (Pałac Lucerna, Praga)

Jozefov

Kiedyś była to dzielnica żydowska, pełna synagog i pięknych kamienic (pochodzących z przebudowy Pragi na przełomie XIX i XX wieku, wcześniej była to raczej biedna dzielnica). Przed wojną to też był czeski obszar, zamieszkany przez czeskich Żydów,a dzielnica żydowska nadal istnieje, choć nie ma w niej Żydów. Może: w czasie II wojny światowej zostali zabici lub wypędzeni czescy Żydzi, a od tamtej pory tylko ocalała architektura Jozefova i cmentarz przypomina o dawnych mieszkańcach. Filmowo z historią praskich żydów wiąże się film „Golem” Carla Boese’go i Paula Wegenera z 1920 roku, nakręcony w całości w Berlinie. Opowiadał historię rabina, który stworzył golema, by ten bronił żydowskiej Pragi przed prześladowaniami.

Cmentarz na Jozefowie (Praga)
Cmentarz na Jozefowie (Praga)

Dziś na Jozefowie jest sporo sklepów i pięknych budynków. Pozostało też parę pamiątek po Żydach, w tym cmentarz żydowski. Ten jest mocno oblegany przez turystów i biletowany. Założono go w XIV wieku, co czyni go najstarszym istniejącym żydowskim cmentarzem w Europie, nazywa się Beth chaim, czyli dom życia. Cmentarz jest niewielki, ale jednocześnie znajduje się tu 12 tysięcy nagrobków, a pochowano ponad 100 tysięcy osób. Zgodnie z żydowskim prawem nie można ekshumować ludzkich szczątków, a ponieważ Żydom trudno było uzyskać pozwolenie na zakup gruntów pod cmentarz, więc kolejne pochówki odbywały się jeden na drugim. Przez trzy wieku użytkowania nekropolii powstało aż do 12 warstw pochówków.

Synagoga jubileuszowa
Synagoga jubileuszowa

Można też zwiedzać kilka synagog, w tym Hiszpańską, czy Staronova (najstarsza działająca synagoga w Europie). W wielu z nich odbywają się nabożeństwa, ale przez większość czasu pełnią rolę muzeów. Bilet na cmentarz i wstęp do kilku synagog można kupić w Praskim Muzeum Żydowskim. Jedną z najbardziej charakterystycznych bożnic jest synagoga Jerozolimska lub Jubileuszowa. Łączy ona styl secesyjny z mauretańskim. Powstała w 1906 roku po wyburzeniu trzech innych świątyń.

Wnętrze synagogi
Wnętrze synagogi

Można zadać sobie pytanie dlaczego na Józefowie ocalało tyle żydowskich budowli? Prawdę mówiąc więcej zniszczeń dokonali tu nieszanujący historii komuniści, przebudowując miasto, niż reżim Hitlera. Z prostej przyczyny: Józefów w Rzeszy miał się stać otwartym muzeum wymarłej rasy.

Zoo praskie

W dzielnicy Troja znajduje się kilka obiektów nadających się w sam raz na spokojny, rekreacyjny spacer. W tym pałac Trojski, ogród botaniczny oraz ogród zoologiczny. Zoo otworzono w roku 1931 (po prawie 50 latach dyskusji i planów). Dziś uchodzi za jeden z ciekawszych obiektów tego typu na świecie, choćby ze względu na wybieg dla lemurów, na który można wejść, co pozwala na pewną interakcję z tymi zwierzętami. Praskie zoo ma też swój duży wpływ w zachowaniu koni Przewalskiego. Część urodzonych tu zwierząt było reintrodukowanych w Mongolii. Bilety i godziny otwarcia można sprawdzić tutaj.

Hradczany i katedra
Hradczany i katedra

Parki Pragi

Praga to także wiele terenów zielonych, w których można wypoczywać. Kilka z nich wspomnieliśmy, choćby przy okazji Metronomu czy wieży Petrińskiej. Warto zwrócić uwagę na dwa inne parki.Pierwszy z nich to Folimanka, znajdujący się tuż przy Wyszehradzie. Jeden z szybów wentylacyjnych został pomalowany na R2-D2 z „Gwiezdnych Wojen”. Drugi to Riegrove Sady. Tam znajduje się promenada Pawła Adamowicza (zamordowanego prezydenta Gdańska). Uroczyste nadanie nazwy nastąpiło 4 czerwca 2019 roku. Stąd mamy też bardzo dobry widok na centrum Pragi.

Folimanka
Folimanka

Dworzec kolejowy i „Mission: Impossible”

Główny dworzec w Pradze to również interesujące miejsce, niezależnie czy zwiedzamy miasto śladami secesji czy filmu. W większości jest nowoczesny, przerobiony częściowo na galerię handlową. Ale jest tu mały, stary secesyjny hol, który z pewnością warto zobaczyć. Obecnie znajduje się tu także Pomnik Pożegnania, upamiętniający wywózkę praskich żydów. Poczekalnia dworca została wykorzystana w filmie „Mission: Impossible – Ghost Protocol”. Udawała dworzec w Budapeszcie i tu agent Hanaway próbował ukraść tajne kody. Po wyjściu z dworca filmowcy przenieśli się w okolicę Meet Factory, czyli centrum sztuki nowoczesnej na obrzeżach Pragi. Tamte uliczki to miejsce, gdzie agent Hanaway został zabity.

Secesyjny hol dworca w Pradze
Secesyjny hol dworca w Pradze
Mostek z „Mission Impossible”
Mostek z „Mission Impossible”

Praga i James Bond

Jest jeszcze kilka miejsc, które są interesujące głównie (lub tylko) ze względu na swoją obecność w filmach. Jednym z nich jest Danube House. To dość nowy budynek biurowy, blisko centrum. Został wykorzystany w „Casino Royale”, dokładniej w scenie początkowej, przed napisami. Tu znajduje się biuro Drydena i to właśnie tu James Bond zdobywa swój status 00 (zabijając dwie osoby). Niedaleko znajduje się Ministerstwo Transportu Republiki Czeskiej. Ten budynek także pojawia się w „Casino Royale”, acz tym razem udaje już Miami, dokładniej fasadę wystawy ciał. Oba miejsca były kręcone nocą.

Danube House
Danube House
 „Casino Royale” i Danube House (Praga)
„Casino Royale” i Danube House (Praga)

Bourne i inne filmy

W „Tożsamości Bourne’a” (2002) Douga Limana Praga gra Zurych. Hotel Carlo IV. (znajdujący się blisko dworca) odgrywa rolę ambasady, po której ścianie zewnętrznej ucieka Jason Bourne. Zaśnieżone ulice Zurychu to faktycznie ulica 17. listopada. Zaś na wyspie Kampa, blisko muzeum Kampa, jest ławka nad Wełtawą, na której spał Bourne. Swoją drogą w okolicy dworca przy jednym z budynków kręcono fragment filmu „Jojo Królik” (2019) Taiki Waititiego. Budynek obwieszono hitlerowskimi flagami.

 „Tożsamość Bourne’a” i hotel Carlo IV (Praga)
„Tożsamość Bourne’a” i hotel Carlo IV (Praga)
Kamienica w Pradze
Kamienica w Pradze

Kończąc temat filmowy, warto wspomnieć jeszcze o Barrandov Studios. Gościło ono wiele zachodnich produkcji, w tym wiele już wcześniej wymienionych. Nie wszystkie one jednak wykorzystywały Pragę jako lokację, ale kręcono tutaj sceny studyjne (np. „Kroniki Narnii”, czy „Dzieci Diuny”). W każdym razie, gdyby zacząć je wymieniać, to lista praskich filmów byłaby dużo dłuższa.

Widok na Pragę
Widok na Pragę

Praskie pomniki

Artystyczna Praga to kolejny temat rzeka. O części pomników wspominaliśmy przy okazji, ale warto zwrócić uwagę na co najmniej kilka, bardziej nietypowych. Choćby Wisielec, czyli rzeźba przedstawiająca Zygmunta Freuda. Wisi on przy jednym z budynków na ulicy Husowej, trzyma się za rękę. Inny ciekawy pomnik to wielka metalowa głowa Franza Kafki autorstwa Davida Černego. Pomnik może się ruszać. W muzeum Franza Kafki jest też pomnik o nazwie „Olewający politycy”, przedstawiający dwóch mężczyzn sikających na mapę Czech. Inne rozpoznawalne nowe pomniki to choćby Embryo czy niemowlęta (z kodami kreskowymi zamiast twarzy).

Pomnik Zygmunta Freuda
Pomnik Zygmunta Freuda

Praskie piwnice

Gospody z dobrym jedzeniem i piwem to coś, czego w Pradze jest sporo. To dość tradycyjne, działające od lat miejsca. Piwnica „U Flek” działa od XIV wieku, zaś „U svatého Tomáše” jest niewiele młodsza. Słynna jest są u „U zlatého tygra” czy „U Medvídků”. Jeśli chodzi o piwo, to warto wspomnieć też o browarze Staropramen. Działa on od 1869 , a pod obecną nazwą od 1911 roku. Przy browarze działa oczywiście gospoda. Choć Staropramen to raczej piwo koncernowe, to zostało uwiecznione w „Przygodach dobrego wojaka Szwejka” Jaroslava Haszka (jako piwo smichowskie), podobnie jak inna gospoda – „U Kalicha”. Dziś oczywiście prócz klasycznych piwnic tryumfy święcą multitapy z piwem craftowym. Tego również w Pradze jest sporo.

Zdobienia praskich budynków
Zdobienia praskich budynków

Stolica Czech miała dużo szczęścia w późniejszym okresie historii. Wojny nie zniszczyły jej aż tak bardzo. Tym samym jest to miasto z mnóstwem zabytków, które można zwiedzać na wiele sposobów, czy to za filmami, secesją, piwem, pomnikami czy historią. Do obejścia Starego Miasta i okolic spokojnie wystarczą dwa dni. Natomiast na eksplorację Pragi, wraz z jej muzeami i kościołami, jak również piwnicami, będziemy potrzebować zdecydowanie więcej czasu, bądź więcej niż jednego przyjazdu. Wybierając się tam na przedłużony weekend można skorzystać z karty na metro, dzięki czemu łatwiej będzie się poruszać po mieście. Dodatkowo karta pozwala na podróże naziemną komunikacją miejską i kolejką na Petrin. Alternatywą są karty Prague City Pass dostępne w kilku wariantach. Przede wszystkim wliczone są w nie wejściówki do najważniejszych muzeów oraz dodatkowe atrakcje jak na przykład rejs po Wełtawie.

Wełtawa
Wełtawa

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak czeski
PragaOstrawa
Szlak filmowy
Praga

Pinnawala Elephant Orphange, sierociniec dla słoni i „Indiana Jones”

Sierociniec dla słoni Pinnawala na Sri Lance jest miejscem znanym i budzącym spore kontrowersje. Nas przyciągnął tu Jet setting, czyli szukanie miejsc związanych z filmem „Indiana Jones i Świątynia Zagłady”. Pinnawala Elephant Orphange jest jedną z lokacji. Dodatkowo skądś te słonie do filmu musieli brać, prawda? Właśnie z tego zakładu dla osieroconych, porzuconych, chorych i rannych słoni. Nie udało nam się jednak dowiedzieć, czy chociaż któryś ze słoni, które brały udział w filmie, jeszcze żyje: nie jest to nierealne, gdyż dożywają one 75-ciu lat, a w filmie wystąpił młody osobnik.

Słoń jest prowadzony do kąpieli w Maha Oya
Słoń jest prowadzony do kąpieli w Maha Oya

Pinnawala, ochrona słoni i kontrowersje

Ośrodek został założony w 1975 roku przez lankijskie Ministerstwo ds. Ochrony dzikiej przyrody. Po kilkukrotnej zmianie lokalizacji, sierociniec osiadł wreszcie około 40 kilometrów od Kandy, nieopodal rzeki Maha Oya. Obecnie sierociniec (w skrócie czasem określany jako PEO) szczyci się największym na świecie stadem słoni w niewoli, liczącym w 2012 roku prawie 80 osobników (nie mamy nowszych danych).

Pinnawala i kąpiel słoni w rzece
Pinnawala i kąpiel słoni w rzece

Oprócz słoni osieroconych, które zagubione odnajdywano wędrujące po lasach i polach, w ośrodku przebywają także zwierzęta chore i kalekie, ale także prowadzi się hodowlę słoni na potrzeby prywatnych kupców. Część z tych słoni „pracuje” w branży turystycznej do przejażdżek i prywatnych mini-zoo, kilka trafiło do Kandy, gdzie biorą udział w Festiwalu Zęba Buddy.

Słoń zadowolony z kąpieli
Słoń zadowolony z kąpieli

Zwalczanie słoni na Cejlonie

Z powodu komercyjnej działalności PEO bywa niejednokrotnie krytykowane przez organizacje obrońców praw zwierząt. Inne lankijskie instytucje badały działalność sierocińca, mimo to nie stwierdzały uchybień. W sieci można znaleźć wiele wpisów nawołujących do bojkotu tego miejsca. Natomiast należy pamiętać, że taki ośrodek nigdy nie będzie naturą, słonie chodzą tu z łańcuchami (jak praktycznie wszędzie, gdzie trzyma się słonie poza wybiegami), a ludzi nie da się upilnować. Z drugiej strony cały czas mamy na uwadze to, że informacje, iż słoń zranił lub zabił człowieka w mediach na Cejlonie pojawia się często.

Zaś słoń chory lub ranny (i nie tylko) będzie szukał pożywienia tam gdzie o nie najłatwiej – wśród ludzi – powodując straty materialne i często ludzkie. Takie zwierzęta zagrażają ludziom i sobie samym, wszak nierzadko mieszkańcy biorą odwet na innych słoniach, mimo kar jakie im za to grożą. Również te skrzywdzone przez ludzi słonie trafiają do sierocińców. Dlatego część z tych zwierząt czasem naprawdę wygląda źle, na pokaleczone.

Słonie prowadzone do kąpieli
Słonie prowadzone do kąpieli

Niestety, ale ośrodki które wychwytują porzucone i osłabione słonie są tutaj zwyczajnie potrzebne. Ponadto lankijska kultura i turystyka wymagają udziału tych majestatycznych stworzeń w pewnych wydarzeniach, więc lepiej, by pochodziły one z legalnych i nadzorowanych hodowli, do których zalicza się ośrodek w Pinnawala. Zresztą rząd Sri Lanki mocno kontroluje wszelkie zarabianie na słoniach.

Mycie słoni w Pnnawala (zbiorowo)
Mycie słoni w Pnnawala (zbiorowo)

Słonie na Sri Lance

Na Cejlonie koegzystencja ludzi i słoni to prawdziwy problem. W miejscach takich jak płaskowyż Hortona słonie zostały doszczętnie wytępione jeszcze przez Brytyjczyków. Dodatkowo mocno przetrzebiono ich naturalne żerowiska, zwierzęta jednak nie dały się zamknąć w rezerwatach. Dziko żyjące słonie są na Sri Lance utrapieniem. Ludzie grodzą pola za pomocą drutów pod napięciem, a w szczególnie zagrożonych miejscach nocują w domkach na drzewach. Dla nas, Europejczyków, zobaczyć słonia jest wielką atrakcją, ale miejscowi widzą to zupełnie inaczej. Było dla nas szokiem, jak bardzo uciążliwe może być współdzielenie środowiska z zagrożonym gatunkiem i chociaż chcielibyśmy pełnej ochrony słoni, musimy też wczuć się w sytuację ludzi. Ale pamiętajmy, że w Tanzanii było dość podobnie. Słoń był uznawany za trzecie najbardziej niebezpieczne dla człowieka zwierzę, po musze tse-tse i komarze. To wszystko sprawia, że docenia się wkład rządu w ochronę słoni. Nawet jeśli takie miejsca jak ten sierociniec nie spełniają najwyższych standardów zachodnich.

Pinnawala i mycie słoni indywidualne (dodatkowo płatna atrakcja)
Pinnawala i mycie słoni indywidualne (dodatkowo płatna atrakcja)

Zabijanie słoni na Sri Lance

Mimo surowego prawa, rocznie zabija się około stu słoni (czyli więcej niż jest w tym sierocińcu). Spójrzmy na to z perspektywy Lankijczyków: rolnik posiada stosunkowo niewielkie pole ryżu, często jest to uprawa przejściowa w dogodnym akurat miejscu w lesie. Zabudowa mieszkalna jest licha, powstała z dostępnego na miejscu surowca; dotyczy to zwłaszcza tymczasowych pól uprawnych. Sadzi ten rolnik ryż, dba o sadzonki, oczekuje na czas żniw. I wpada słoń, zwabiony polem pełnym zboża. Niszczy uprawy wyrywając kłosy, tratuje chatę znęcony zapachem jedzenia i nierzadko przypadkowo zabija ludzi.

To sytuacje ekstremalne, ale zdarzają się niestety często. Podczas naszego pobytu na Sri Lance, nasz przewodnik słuchając radia, aż czterokrotnie przetłumaczył nam informacje o tym, że słoń kogoś zabił lub poważnie zranił. Byliśmy tam niecałe dwa tygodnie. To niestety nastawia ludzi dość wrogo do słoni. Boją się ich i nie lubią, a potem bywa, że biorą sprawy w swoje ręce. Dziś to nie kłusownictwo jest problemem (dlaczego – pisaliśmy o tym przy okazji Hurulu), a zwykłe tępienie słoni.

Słoń zarzywający kąpieli
Słoń zarzywający kąpieli

Słonie a turystyka

Do tej całej, skomplikowanej układanki dochodzą jeszcze przejażdżki na słoniach, które są na Sri Lance bardzo drogie – nawet około 40 USD za osobę. Ta atrakcja jest jednocześnie ściśle kontrolowana przez rząd, co oznacza ograniczony podaż i jednocześnie konieczność trzymania zwierząt w odpowiednich warunkach. To widać: najczęściej słonie nie chodzą po asfalcie, ale po leśnej ścieżce, wchodzą do wody, korzystają z cienia. W porównaniu z Tajlandią podobno jest zauważalnie lepiej. Ale powiedzmy sobie wprost, u nas też w tej kwestii mamy do nadgonienia trochę, patrząc jak traktujemy konie.

Rzeka Maha Oya (Pinnawala)
Rzeka Maha Oya (Pinnawala)

Czy jest to nieetyczna rozrywka? Słonie indyjskie łatwo dają się oswoić i od czasów starożytnych służą człowiekowi w różnych pracach, także na wojnie (aż do XVIII wieku), o czym pisaliśmy przy okazji Kartaginy. W sierocińcu używa się samców do lekkich prac takich jak przenoszenie pożywienia. Nie różnią się tym samym od koni w innych cywilizacjach. Oswajanie i tresura słoni to proces dla nich bolesny? Niestety najczęściej tak, ale nie zapominajmy, że przyzwyczajanie źrebiąt do siodła i wędziła też nie przychodzi im naturalnie. Zwłaszcza, że z oswajaniem zwierząt bywa tak, że ludzie często wybierają szybszą i łatwiejszą drogę, niestety boleśniejszą dla zwierząt.

Tradycja jazdy na słoniu

Tu jeszcze dochodzi element tradycji, czli Mahout i jego słoń. Słowo „mahout” pochodzi z hinduskiego mahawat. Znane w Europie „kornak” pochodzi z sanskryckiego karināyaka i na Stary Kontynent określenie przywieźli Portugalczycy. Na Sri Lance opiekun/trener słoni nazywa się pahan (tamilski) lub kurawanayaka (syngaleski). Oczywiście trzeba wpierw nawiązać wieź ze zwierzęciem, oswoić je do siebie. Czy dziś taka tradycja powinna być kultywowana? Ostatecznie każdy musi sam sobie wyrobić opinię na ten temat. Natomiast w Pinnawali turyści nie jeżdżą na słoniach. Nie ma takiej atrakcji.

Słonie na wybiegu w sierocińcu Pinnawala
Słonie na wybiegu w sierocińcu Pinnawala

Pinnawala: atrakcja turystyczna czy centrum edukacyjne?

Na koniec jeszcze jedna kwestia, czyli komercyjny charakter Pinnawali. Tego nie da się nie zauważyć. To dziś przede wszystkim atrakcja turystyczna, dopiero później faktycznie sierociniec, a na samym końcu centrum edukacyjne. Chyba najlepiej widać to było podczas kąpieli, gdzie opiekujący się słoniami Lankijczycy za małą łapówkę pozwalają dotknąć słonia. Inni sprzedają jakieś jedzenie. Jeszcze inni pozwalają słonie karmić byle czym. Dzieje się tak do momentu, gdy nie pojawi się ktoś z kierownictwa. Wówczas nieprawidłowości znikają. Ciekawy jest też stosunek ludzi chroniących te zwierzęta do nich samych, zwłaszcza w kontekście nie lubienia ich na Sri Lance. Czynnik ludzki jest dość zawodny.

Niemniej jednak nie można udawać, że Pinnawala nie istnieje. Mało tego, w jakimś stopniu pełni nawet istotną rolę w ochronie słoni, acz jest to forma kompromisu różnych interesów, a nie idealny świat. Czasem współistnienie na małej powierzchni ze zwierzętami to problem, a ludzkie tradycje i zwyczaje dodatkowo go komplikują. Zaś mnóstwo sklepów, także sprzedających papier z odchodów słonia, powoduje ten komercyjny odbiór. Jest duża szansa, że każdy zobaczy tu to, czego szukał. Zatem każdy powinien wziąć pod rozwagę, czy chce tu przyjeżdżać i dlaczego.

Karmienie słoni to dodatkowa atrakcja
Karmienie słoni to dodatkowa atrakcja

Co można zobaczyć w Pinnawala Elephant Orphange?

Czego jednodniowy turysta może się spodziewać w Pinnawala Elephant Orphange? Przede wszystkim, może je podejrzeć naprawdę z bliska, zwłaszcza podczas rutynowej kąpieli. Dwa razy dziennie w określonych godzinach słonie są przeprowadzane z ośrodka nad brzeg rzeki Maha Oya, to jest jakieś 500 metrów. Następnie słonie wchodzą do wody, w której część ochoczo się tapla, a część trzeba polewać wodą. Można także wykupić kąpiel ze słoniem: jeden ze zwierzaków jest na tyle spokojny, że leżąc w wodzie daje się polewać i drapać szczotką. Można patrzeć na te słonie i patrzeć, nie znudzi się. Nam najbardziej podobało się spostrzeżenie, że każde ze zwierząt ma swoją własną, bardzo wyraźną osobowość i preferencje co do spędzania czasu nad wodą. Przynajmniej kilka z tych słoni naprawdę się tą kąpielą cieszyło i było to po nich widać. Były też inne, które najchętniej zostały by w ośrodku i czekały, kiedy ta wątpliwa przyjemność się skończy.

Pinnawala i wybieg dla słoni
Pinnawala i wybieg dla słoni

Samice chadzają swobodnie jako stado, ale są zabezpieczane łańcuchem na noc. Samce natomiast prowadzą indywidualnie mahauci, czyli inaczej kornakowie – opiekuni i trenerzy słoni wyposażeni w kij z hakiem. Nogi samców są skrępowane łańcuchem, także podczas kąpieli.

Po powrocie do ośrodka, słonie obsypują się na nowo piaskiem – na nic całe mycie, zdawałoby się. Dla nich jednak jest to ochrona przed słońcem i insektami. Na liczącym 10 hektarów terenie słonie chodzą na swoich wybiegach. Znajdziemy tutaj tablice edukacyjne, z których możemy dowiedzieć się wiele o życiu słoni i działaniu sierocińca, także o takich drażliwych kwestiach jak trzymanie ich w niewoli i w łańcuchach. Choć tablice ustawione są raczej tak, że jest to działalność pro forma, wręcz trzeba się za nimi rozglądać. Bilety są sprawdzane przy wejściu do właściwego ośrodka i przy rzece. W obu miejscach mamy swobodę w chodzeniu, choć przy rzece istotne są godziny kąpieli. W miejscu, gdzie pluskają się słonie można albo stać w słońcu, albo w barze z dobrym widokiem (dodatkowo płatne, trzeba coś zamówić).

Słonie w rzece
Słonie w rzece

Karmienie słoni

W określonych godzinach można wykupić karmienie słonia owocami albo młodego mlekiem. To drugie akurat było odwołane podczas naszego pobytu. Ośrodek nie oferuje przejażdżek na grzbiecie zwierząt. My skorzystaliśmy z możliwości nakarmienia słonia (i tym samym pogłaskania go). W naturze dorosły słoń indyjski je dziennie jakieś 150 kilogramów trawy i innych roślin. Trudno je więc tu przekarmić. Kupując możliwość karmienia słonia dostajemy koszyk z pokrojonymi owocami, które wsadza się słoniowi do pyska. Te są nauczone i czekają. Nasz był na tyle rozleniwiony, że nawet nie chciało mu się trąbą łapać pokarmu. Kupienie jedzenia w Pinnawali jest tańsze niż to, co oferowali ludzie przy kąpieli, a dodatkowo jest tu więcej różnych rzeczy, które faktycznie jedzą te ssaki. Zaś przy całej ceremonii dużo więcej jest gapiów niż osób karmiących.

Słonie i okolice Pinawalli wykorzystano w filmie „Indiana Jones i świątynia zagłady”
Słonie i okolice Pinawalli wykorzystano w filmie „Indiana Jones i świątynia zagłady”

Pinnawala i Indiana Jones

Przypominamy, że nas przyciągnął tu Indiana Jones. Jak pamiętamy Harrison Ford jeździł w „Świątyni Zagłady” na słoniu. Część scen ze słoniami nagrywano koło Kandy przy muzeum herbaty cejlońskiej, natomiast pozostałe ujęcia kręcono właśnie w tym sierocińcu. Przede wszystkim przejście przez rzekę Maha Oya, tę samą, w której dziś codziennie kąpią się słonie. Niestety nie udało nam się dotrzeć do informacji, w którym dokładnie miejscu były kamery. Być może wykorzystano też zdjęcia z wybiegu, ale nie udało się nam tego potwierdzić.

Z dostępnych informacji wynika, że zdjęcia kręcono w rzece Maha Oya oraz tuż przy jej brzegu, gdzie nagrywano sceny w dżungli. Niestety „Świątynia zagłady” Stevena Spielberga była raczej epizodem w sierocińcu, o którym dziś mało kto pamięta. Dla nas zaś poza filmowym miejscem, była to wspaniała okazja, by móc nakarmić słonia i przy okazji go pogłaskać. Swoją drogą oprócz Pinnawali w okolicy działa nierządowy – Millenium Elephant Foundation. Wielu przewodników i kierowców przywozi tam turystów, także dlatego, że ten ośrodek właśnie pozwala na jazdy na słoniach.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Pinnawala
Szlak filmowy
Pinnawala

Wodospad Iguazú (Iguaçu), „Misja” i cud natury

Na granicy Brazylii i Argentyny znajduje się jeden z największych wodospadów świata – Wodospad Iguazu (hiszp. Cataratas del Iguazú, port. Cataratas do Iguaçu). To miejsce, które robi niesamowite wrażenie. Gdy żona prezydenta Stanów Zjednoczonych Franklina Delano Roosvelta, Eleonor Roosvelt zobaczyła na własne oczy ten wodospad, podobno powiedziała tylko „moja biedna Niagara”. Iguazu to nie tylko wspaniałe miejsce, ale także lokacja filmowa. By w pełni móc zobaczyć ten wodospad, należy go oglądać z obu stron. W tym wypadku nawet dumni ze swojego kraju Brazylijczycy często potwierdzają, że ta argentyńska strona robi zdecydowanie większe wrażenie.

Ostronos w Iguazu
Ostronos rudy, czyli koati (Nasua nasua)

Fenomen Iguazu

Widowiskowy zespół wodospadów Cataratas do Iguaçu położony na granicy Brazylii (20% wodospadu na swoim terytorium) i Argentyny (80% wodospadu u siebie). Dokładniej na rzece Iguaçu, która jest lewym dopływem Parany. Nazwa w języku guarani brzmi Yguasu i oznacza wielką wodę. Wodospady te znajdują się przed ujściem Iguaçu do Parany, na skraju płaskowyżu Planalto Meridional. Obszar został uformowany w wyniku gigantycznej erupcji wulkanu, która miała miejsce jakieś 130 milionów lat temu, a dziś jest tutaj twarde bazaltowe podłoże, po którym płynie Iguaçu. Naukowcy rozważali też teorię o procesach tektonicznych związanych z rozstawaniem się kontynentów Afryki i Ameryki Południowej. Wówczas również mógł powstać ten uskok, byłby jednaj o jakieś 70 milionów lat starszy.

Wodospad Iguazú (strona argentyńska)
Wodospad Iguazú (strona argentyńska)

Indiańskie legendy o powstaniu Iguazu

Indianie Guarani (należą oni do grupy Tupi), rdzenni mieszkańcy tej okolicy mają oczywiście swoją własną historię. Według nich, pewne bóstwo miało poślubić piękną kobietę o imieniu Naipí. Ona miała jednak innego wybranka serca: Tarobá, dzielnego wojownika. I jak to w takich opowieściach bywa, uciekła wraz z kochankiem w canoe. Niedoszły boski małżonek wpadł w gniew i rozdzielił rzekę na dwoje, tworząc wodospad, w który wpadli uciekinierzy i zostali skazani na spadanie w nieskończoność siedząc w czółnie. Do dziś wersji tej historii zachowało się kilka. Czasem imiona bohaterów brzmią Naipu i Toroba. W jednej z wersji dziewczyna miała być oddana w ofierze bóstwu M’boi (olbrzymiemu wężowi), tam też na koniec Naipu została zamieniona w skałę, a Toroba w palmę. Zaś wersja bardziej szczęśliwa dla kochanków mówi o tym, że Naipu utraciła wzrok, Toroba zaś wznosił modły do bogów, zaś pierwszą rzeczą, którą zobaczyła dziewczyna, był właśnie ta niesamowita katarakta.

Gardziel Diabła (Iguazu, Argentyna)
Gardziel Diabła (Iguazu, Argentyna)

Odkrycie wodospadu Iguazu

Dla Europejczyków wodospad odkrył hiszpański konkwistador Álvar Núñez Cabeza de Vaca w 1541 roku. Tutaj zresztą przebiegał spór o wpływy terytorialne Portugalii i Hiszpanii. Został on zarysowany w niezapomnianym filmie Rolanda Joffé z 1986 roku – „Misja”. Do samego filmu jeszcze wrócimy. Natomiast Iguazu znajduje się nie tylko w dwóch krajach, ale również w dwóch parkach narodowych. Ze strony brazylijskiej jest to Parque Nacional do Iguaçu, który wraz z argentyńskim Parque Nacional Iguazú zostały wpisane w połowie lat 80. na listę UNESCO.

Wodospad Iguaçu, czy raczej kompleks wodospadów, ma długość 2 kilometrów i składa się z niemal 300-stu progów skalnych. Tworzą się w ten sposób bajeczne kaskady, którymi średnio przepływa 1 756 metrów sześcienny wody na sekundę! Ryk spadającej wody słychać z odległości 20-stu kilometrów. Największa z kaskad to Diabla Gardziel (lub Diabelska Gardziel), po hiszpańsku Garganta del Diablo. Woda spada tutaj z wysokości 82 metrów i podobnej szerokości. Tędy przechodzi granica Brazylii z Argentyną.

Diabelska gardziel
Diabelska gardziel

Strona brazylijska (Iguaçu)

Podziwianie wodospadu Iguaçu wiąże się z przejściem niedługiej trasy, która jest nieustannie zraszana przez niesioną wiatrem wodę. Ludzi jest tutaj naprawdę wielu, w tym wycieczki, co utrudnia dotarcie do tarasów i mostków widokowych. Widok takiej niesłychanej naturalnej formacji wynagradza wszystko! Tarasy są tutaj sprytnie zaaranżowane: wodospad można podziwiać bardziej z góry lub niemal z poziomu kotła. Dużą atrakcją jest możliwość przejścia drewnianym pomostem i obejrzenia wodospadu z różnych stron.

Szlak po stronie argentyńskiej (Iguazu)
Szlak po stronie argentyńskiej (Iguazu)

Po przejściu przez kasę biletową zostajemy obszukani przez lokalnych ochroniarzy. Są nimi ostronosy rude (Nasua nasua), zwane też koati. Niech Was nie zwiedzie jego pluszowe physis. Ten pokrewny szopom zwierzak jest drapieżnikiem o naprawdę mocnych szczękach i ostrych zębach. Potrafi pogryźć za batonik lub kanapkę! Będziemy mogli go zobaczyć po stronie argentyńskiej. Blisko wodospadu do robienia zdjęć używaliśmy kamery GoPRO ze względu na jej wodoodporną obudowę. Tutaj naprawdę było mokro. W spadającą wodę można wpatrywać się naprawdę długo, jest w niej coś hipnotyzującego!

Diabelska gardziel (Iguazu)
Diabelska gardziel

Ułatwienia i dodatkowe atrakcje

Strona brazylijska jest dość dobrze zorganizowana i zdecydowanie bardziej turystyczna. Po przejściu przez bramę kierujemy się do autobusów, które przewożą nas bliżej wodospadu. Są trzy przystanki. Pierwszy na którym wysiadają ci, którzy chcą skorzystać z dodatkowo płatnej atrakcji, czyli oglądania wodospadu z poziomu wody na pokładzie pontonu. Drugi to miejsce, gdzie zaczyna się właściwy szlak. Trasa długa nie jest, niezbyt wymagająca, ale jest tu trochę schodów do pokonania. Trzeci zaś to albo przystanek powrotny albo ten dla leniwych lub osób mających problemy z poruszaniem się. Tu znajduje się winda, którą można zjechać na dolny poziom i zobaczyć najważniejszą cześć.

Największy problem strony brazylijskiej to ilość ludzi, którzy znajdują się na szlaku, nie rozchodzą się, przez co czasem trzeba czekać i to trwa. Oprócz windy są tu także schody, gdy próbowaliśmy się do nich dopchać (idąc z dołu), musieliśmy przeciskać się przez kolejkę turystów czekających na windę. Po minięciu wejścia do windy dalej już było przyjemnie i luźno.

Park Narodowy Iguazú
Park Narodowy Iguazú

Jeśli chodzi o łodzie czy rafting, można z nich też skorzystać ze strony argentyńskiej, ale zauważyliśmy, że po brazylijskiej jakby było tego więcej. Można wykupić sobie rejs łodzią motorową do kotła wodospadu, tak blisko spadającej wody, jak się tylko da. Albo co fajniejsze – rafting. Niestety taki spływ działa do pewnej godziny i ponieważ wcześniej tego nie widzieliśmy i zbytnio gonił nas czas, to przegapiliśmy tę atrakcję. Szkoda, może kiedyś. Poza raftingiem można tu też wynająć przejażdżkę (mini safari) po dżungli lub załapać się na lot helikopterem.

Wodospad Iguazu - Argentyna
Wodospad Iguazu – Argentyna

Strona argentyńska (Iguazú)

Zgadzamy się z tymi Brazylijczykami, którzy twierdzą, że strona argentyńska robi większe wrażenie. Przypomnijmy, że Argentyna ma prawie 80% powierzchni wodospadów i właśnie z powodu wielkości zwiedzanie terenu parku jest bardziej urozmaicone, a turyści są bardziej rozproszeni. I jest i po prostu mniej, zwłaszcza jeśli chodzi o wycieczki. Owszem, przy Diabelskiej Gardzieli spotkamy wiele osób, ale potem szlaki są dłuższe, dziksze i ludzie tak nie przeszkadzają.

Widoki ze strony argentyńskiej (Iguazu)
Widoki ze strony argentyńskiej

Pierwsza ciekawa rzecz to przejazd kolejką turystyczną. Pełni ona rolę podobną jak autobus po stronie brazylijskiej. Tu mamy jednak tylko dwa istotne przystanki: pierwszy to szlaki, drugi Gardziel. W tym wypadku warto zacząć od tego drugiego (i ostatniego), a potem przejechać się do pierwszego. My podczas jazdy zostaliśmy zagadnięci przez kilku młodych Argentyńczyków, którzy poczęstowali nas yerbą. Ten krótki wypad do Argentyny sprawił, że chętnie tam kiedyś wrócimy, ludzie sprawiali wrażenie bardziej otwartych i gościnnych niż Brazylijczycy.

Po wyjściu z pociągu czekały na nas ostronosy. Zawsze głodne, zawsze stadem.

Diabelska gardziel (Iguazu)
Diabelska gardziel

Gardziel Diabła

Największa z kaskad to Diabelska Gardziel, po hiszpańsku Garganta del Diablo. Wodospad ma wysokość 82 metry i podobną szerokość. Tędy przechodzi granica Brazylii z Argentyną, ale to też wspaniały punkt obserwacyjny. Droga do Gardzieli Diabła wiodła drewnianymi pomostami zamocowanymi tuż nad poziomem szeroko rozlanych wód rzeki Iguazu. Nie było tutaj zbyt wielu ludzi, więc spacer był dużo spokojniejszy, można było nacieszyć się oszałamiającym krajobrazem. Gardziel oczywiście robi olbrzymie wrażenie. Zaś do przejścia mamy kilka szlaków – krótki Circuito Superior, dłuższy Circuito Inferior (normalnie jego częścią jest prom, którym przepływamy na wyspę i oglądamy wodospad z innej strony, niestety promy były w naszym przypadku chwilowo zamknięte) oraz Macuco, czyli prowadzący przez las deszczowy.

Iguazú
Iguazú

Park narodowy Iguazu w Argentynie jest duży, naprawdę można dobrze pochodzić i cieszyć się przepiękną przyrodą. Urzekają nie tylko wielkie wodospady, ale także wiele mniejszych, do tego dochodzi las deszczowy i całkiem sporo różnych zwierząt. Pomijając oczywiście ostronosy, jest dużo ptaków, trochę żółwi, małp i kajmanów. Oprócz tego pająki i piękne motyle, które chętnie siadały na ludziach. Przyciągał je pot – chętnie pobierały sól ze spoconych dłoni. Zwiedzający podawali sobie motyle z ręki do ręki, a na koniec trafiały do dzieci. Są także boleśnie kąsające mrówki. Trzeba na nie uważać. Żeńska część naszej wyprawy postanowiła napełnić butelkę wodą z poidełka. Nie zwróciła uwagi, że wokół chodziło dużo czarnych mrówek. Po chwili były na stopach, na nogach, nawet pod ubraniem. I tak przez kilka godzin sypała mrówkami.

Alternatywna forma zwiedzania wodospadu
Alternatywna forma zwiedzania wodospadu

Uwaga na dzikie zwierzęta

Wracając jednak do ostronosów, tych jest dużo po obu stronach wodospadu i żebrzą u turystów. Wbrew nazwie, te szpiczaste nochale wcale nie są ostre. Są ruchliwe i raczej miękkie, ale to nie znaczy, że zwierzęta te są całkowicie bezpieczne. Tablice ostrzegawcze przed nimi są po obu stronach parku. Nie tylko napisy, ale też zdjęcia, co potrafią zrobić. Widzieliśmy z jaką siłą zatrzaskuje się zębata paszcza na woreczku z prowiantem i uwierzcie, nie chcielibyście, by była to Wasza ręka.

Wodospad Iguazú
Wodospad Iguazú

O tym, że kajman może być niebezpieczny chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Ale tu występuje jeszcze jedno zwierzę, którego akurat nie dane było nam uświadczyć i raczej unika miejsc pełnych ludzi, acz czasem zdarza mu się pojawić na szlaku. To jaguar. Szanse na spotkanie go są niewielkie, ale jednocześnie są znaki i opisy, które mówią jak się zachować. Jest nawet krótki poradnik, co zrobić gdyby przypadkiem się go zobaczyło, warto go przyswoić, bo jest dobry także w przypadku spotkania wielu innych drapieżników:

Wodospady Iguaçu - widok ze strony brazylijskiej
Wodospady Iguaçu – widok ze strony brazylijskiej


– nie biec! Ucieczka uruchomi tryb polowania
– nie kucać! Będziesz wyglądał w sam raz na jeden kęs
– nie zbliżać się, by zrobić zdjęcie! Lepiej kupić teleobiektyw
– nie karmić! Bo oprócz ręki, zje i resztę
– można obserwować, ale z dystansu
– należy trzymać się w grupie.

Iguaçu
Iguaçu

Muzeum po stronie brazylijskiej

W części argentyńskiej mamy też więcej miejsc z jedzeniem oraz małe muzeum. W nim zobaczyliśmy eksponaty związane z kulturą Guarani i eksploracją wodospadów, oraz oczywiście biotopem. Naszą uwagę przykuło czółno, dobrze nam znane z filmu „Misja”. Guarani nadal żyją w tej części Brazylii i Argentyny, a także w pobliskim Paragwaju i dalszej Boliwii. Warto wspomnieć, że to oni jako pierwsi zaczęli używać yerba mate.

Iguaçu
Iguaçu

Wodospad Guairá (nieistniejący)

Warto dodać, że w pobliżu, przy granicy Brazylii i Paragwaju, istniał jeszcze większy wodospad Guairá, którego średni przepływ wody był największy na świecie i wynosił 13 309 metrów sześciennych na sekundę. To prawie osiem razy więcej niż w Iguaçu! Szum spadającej wody niósł się na odległość 32 kilometrów. Aż do 1982 roku wodospad Guairá był dużą atrakcją turystyczną. W 1982 roku zbudowano zaporę na rzece Parana – wówczas największą na świecie, dziś prześciga ją tylko Zapora Trzech Przełomów. Poziom wody został wyrównany, progi zalane, zaś przepływ wody wykorzystano do wytwarzania prądu w elektrowni wodnej.

„Misja” i wodospad Iguazu
„Misja” i wodospad Iguazu

Iguazu i „Misja”

Co ważne – na rzece i wodospadach Iguaçu i na rzece Paraná po stronie brazylijskiej, argentyńskiej i najmniej paragwajskiej, kręcono film Roland Joffé „Misja”: z 1983 roku z poruszającą muzyką Ennio Morriconiego. Film opowiada o misji jezuitów w XVII wieku na terenach zamieszkanych przez Guarani. Nawracając plemię na wiarę katolicką, chcieli ich uchronić tym samym przed łowcami niewolników. Tu warto pamiętać, że misje jezuickie nawracały Indian na katolicyzm, ale jednocześnie nie poddawano ich europeizacji, wręcz przeciwnie: zachęcano ich do zachowywania własnych tradycji. Jednocześnie w tle rozgrywa się spór polityczny między Portugalią i Hiszpanią o wpływy na tym obszarze, a także o status Indian i ich ziem.

Trasa po stronie brazylijskiej
Trasa po stronie brazylijskiej

Wiele scen w filmie „Misja” była kręcona na wodospadach w Argentynie. Możemy je zobaczyć jako tło w czołówce filmu. Gardziel Diabła jest także w scenach z obroną misji u Indian Guarani, gdzie z krawędzi spada canoe wojowników. Co ważniejsze, tutaj lokacja ta gra samą siebie.

Iguaçu
Iguaçu
„Moonraker”, czyli James przed wodospadem Iguazu
„Moonraker”, czyli James przed wodospadem Iguazu

Iguazu i „Moonraker” (James Bond, 007)

Wodospad Iguazu oraz rzeki Iguazu i Parana znalazły się także w filmie „Moonraker”.Pościg łodziami motorowymi odbywa się na wodach tych rzek, zresztą baczny widz zauważy, że wciąż płyną tą samą drogą. Wreszcie do Gardzieli Diabła wpada motorówka z Buźką na pokładzie. Jak wiemy, ten szczęśliwie przeżył. James Bond jak zwykle miał dodatkowy gadżet, który pozwolił mu przelecieć nad wodospadem. Plenery związane z pościgiem na wodzie nagrywano najpierw w Manaus (Amazonka), potem na rzece Parana (warto pamiętać, że to było jeszcze przed budową tamy), a dopiero na koniec mamy rzekę i wodospad Iguazu. A żeby było ciekawiej, te piramidy w dżungli, które widzimy w filmie, to gwatemalski Tikal. Ujęcia z rzeki oczywiście trudno odnaleźć przez zmieniającą się roślinność. W Gardzieli Diabła widać, że podczas kręcenia filmu było więcej wody.

„Moonraker”, czyli James Bond przelatujący nad wodospadem Iguazu
„Moonraker”, czyli James Bond przelatujący nad wodospadem Iguazu
Iguaçu
Iguaçu

Iguazu i Indiana Jones

Kolejna wielka produkcja wykorzystująca te wodospady to „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”. Akcja filmu dzieje się w Amazonii, bohaterowie wyruszają z peruwiańskiego Iquitos w kierunku wybrzeża, ale filmowcy tam nie dotarli. Zdjęcia na rzece kręcono właśnie w Iguazu, choć w montażu zmieniono trochę kolejność. Indiana Jones i jego ekipa przepływają przez trzy katarakty (czwartą widać w tle), w tym Gardziel Diabła, która w filmie stanowi ostatnią przeprawę. Gdyby naprawdę tak spływać wodospadem w dół, byłaby pierwszą do pokonania. Ale fakt, jest największa, a emocje w kinie trzeba stopniować, więc zwyczajnie to zamieniono.

Wodospad Iguazú
Wodospad Iguazú
„Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki” oraz wodospad Iguazu
„Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki” oraz wodospad Iguazu

Iguazu i inne filmy

Wodospad pojawił się także w marvelowskiej „Czarnej panterze”. Tam jednak zdjęcia zostały komputerowo poprawione i pełni tylko rolę tła w fikcyjnym afrykańskim państwie Wakanda. Noszą nazwę Warrior Falls. Iguazu widać też w filmie „Miami Vice” Michaela Manna. Też są tylko i wyłącznie dekoracją. Przy nich znajduje się willa bossa narkotykowego Montoyi. Doskonale widać tu Diabelską Gardziel, a całość udaje Paragwaj.

Park Ptaków
Park Ptaków

Park Ptaków w Foz do Iguaçu

Blisko wejścia do brazylijskiego parku narodowego, w odległości którą dość łatwo pokonać pieszo, znajduje się jeszcze jedna atrakcja. Parque das Aves, czyli Ogród ptaków. Jest to rodzaj ogrodu zoologicznego, w którym opieką otacza się ptaki z atlantyckiego lasu deszczowego. Park narodowy Iguaçu jest częścią tego niesłychanie ważnego, ale i bardzo zagrożonego obszaru leśnego. Słowo opieka jest tu dość istotne, bowiem w Parque das Aves znajdują schronienie ptaki zagrożone utratą siedlisk, a także ptaki odzyskane z niewoli: przemytu, czy nielegalnego posiadania. Stąd poza lokalnym ptactwem można tu czasem zobaczyć choćby afrykańskie papugi żako.

Monstera
Monstera

Parque das Aves powstawał od końca 1993 roku jako rezultat wieloletniej pasji małżeństwa Anna-Sophie Helene i Dennisa Croukamp. W listopadzie 1993 roku kupili oni 16-sto hektarową działkę zaraz przy Parku Narodowego Iguaçu i rozpoczęli budowę. Co ważne, postanowili na tej działce nie ścinać żadnego drzewa, ale każde z nich włączyć w tworzone woliery i wybiegi. Pierwszy opierzony mieszkaniec, odzyskany z niewoli, przeprowadził się tutaj w 1994 roku, tym samym rozpoczynając działalność ośrodka.

Tukan toko / Tukan wielki (Ramphastos toco)
Tukan toko / Tukan wielki (Ramphastos toco)

Zwiedzanie Parku Ptaków

Droga zwiedzania w Parku Ptaków wygląda właśnie na taki fragment lasu deszczowego, dzięki czemu mamy relaks i naukę w jednym. Obecnie w Parque das Aves znajduje się ponad 1300 osobników z ponad 130 gatunków ptaków atlantyckiego lasu deszczowego. Około połowy z nich pochodzi z przemytu, nielegalnej hodowli i odzysku od nieodpowiedzialnych właścicieli. Ze względu na stan niektórych nie da się ich łatwo zwrócić naturze. Tu mają dobrą opiekę i warunki choć trochę udające te naturalne. Bardzo lubimy tego rodzaju miejsca, w którym możemy zapoznać się fauną i florą danego obszaru. Jest to bardzo pouczające, a widząc tak fajnie zrealizowany ogród ptaków, tym bardziej nam się podoba.

Park Ptaków
Park Ptaków

Ptaków jest tu mnóstwo, choćby tukany toko, te najbardziej kojarzone. Inny z rodziny tukanów, jakiego zobaczyliśmy, to arasari czarnogłowy. Brzydszy kuzyn. Mogliśmy też próbować zrobić zdjęcia kolibrom, te nie dość, że małe, ukryte w kwiatach to jeszcze szybko się ruszają. W Parque das Aves są nie tylko ptaki, ale również kilka gadów znalazło tutaj mieszkanko. Jest także motylarnia. No i papugi. Nie może też braknąć ar, w tym można zobaczyć arę błękitnoskrzydłą, zielonoskrzydłą, araraunę i arę modrą. W Parqe das Aves była duża woliera, w której ary latały swobodnie i można było pośród nich spacerować Szczególne wrażenie robiły niskie przeloty grupy tych pięknych ptaków! Na koniec z arami można było zrobić sobie zdjęcie, oczywiście stojąc pod drzewem na którym siedzą.

Ara araruna
Ara araruna (Ara ararauna)

Jak dotrzeć i poruszać się w okolicy Iguazu

Od strony brazylijskiej dobrą bazą wypadową jest miejscowość Foz do Iguaçu. Są dwa sposoby dostania się do niej z Rio de Janeiro: albo autobusem, ale jest to długa podróż albo samolotem. My skorzystaliśmy z tej drugiej opcji. Lotnisko znajduje się stosunkowo blisko Parku Narodowego i to jest problem, gdyż jest dalej od miasta. Zostaje nam transport lokalny, czyli autobusy albo taksówki. W teorii Uber, w praktyce licząc na niego mocno się zawiedliśmy. Bez problemu działa w samym Foz, ale okolice lotniska lub jeszcze bardziej parku nie są lubiane przez kierowców, więc ich tutaj nie ma za wielu.

Iguaçu
Iguaçu

Mając więcej czasu w Foz można przejść przez most na rzece Parana i zobaczyć Paragwaj, a dokładniej Ciudad del Este. Główna alejka za mostem jest dość mocno turystyczna i żyje z tego, że ludzie przechodzą na drugą stronę. Druga popularna miejscówka to monument na granicy Paragwaju, Argentyny i Brazylii, w miejscu gdzie Iguazu łączy się z Paraną. Analogiczne atrakcje są po stronie argentyńskiej i paragwajskiej. Trzeci to tama, ale tam już trzeba dojechać. Po stronie argentyńskiej znajduje się miejscowość Puerto Iguazú, acz przejście graniczne pozwala właściwie pominąć to miasteczko i pojechać wprost do rezerwatu. Natomiast mając więcej czasu w Argentynie można spróbować wybrać się do pozostałości po dawnych jezuickich misjach, jak choćby San Ignacio Mini.

Ara zielonoskrzydła (Ara chloropterus)
Ara zielonoskrzydła (Ara chloropterus)

Zwiedzanie wodospadu Iguazu

Na zwiedzanie części argentyńskiej potrzeba 5 do 7 godzin (ten czas może się jeszcze wydłużyć, gdy otwarta będzie cała trasa). Jak doliczy się dojazd to właściwie prawie całodniowa wyprawa. Owszem, jeśli ktoś chce zobaczyć tylko Diabelską Gardziel to może ten czas skrócić. Z Foz do Iguaçu kursuje tu autobus do Puerto Iguazú i tam można się przesiąść, ale również można wynająć kierowcę w agencji lub taksówkarza. W przypadku autobusu należy liczyć się z tym, ze trzeba wysiąść na granicy i zabrać się kolejnym tej samej linii.

Cześć brazylijska powinna zająć nam 2 do 3 godzin. Idealnie można ją połączyć z Parkiem Ptaków (od niego warto zacząć, bo potem przyjeżdżają wycieczki i robi się tłoczno). Tu też spokojnie można rozważyć rafting. Znów jednak trzeba brać poprawkę na dojazd. Warto odwiedzić strony parków (argetnyński, brazylijski) w celu weryfikacji godzin otwarcia, cen biletów, względnie sprawdzenia dodatkowych atrakcji. Przez pewien czas w obu parkach działała zniżka na wejście do tego samego parku następnego dnia (bilet był 50%), można też było zwiedzać park w nocy.

Iguaçu
Iguaçu

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak argentyński
Wodospad Iguazu
Szlak brazylijski
Wodospad Iguazu
Szlak filmowy
Wodospad Iguazu

Kandy, święte miasto buddyzmu, Świątynia Zęba, Zagłady i Indiana Jones

Kandy (syng. මහ නුවර, tamil. கண்டி) czasem uchodzi za kulturalną lub religijną stolicę Sri Lanki. Dziś jest to święte miasto buddystów, którzy przyjeżdżają tu oddać cześć najważniejszej relikwii w kraju – zębowi Buddy. To też dawna stolica ostatniego królestwa Cejlonu, część Złotego Trójkąta, a także lokacja filmowa. Niebanalna, zwłaszcza dwie z nich są dość wymagające.

Tama Victoria koło Kandy
Tama Victoria koło Kandy

„Indiana Jones” i Sri Lanka

Kilkukrotnie wspomnieliśmy, że na Sri Lance czuje się klimat Indiany Jonesa. Porównanie jest nieprzypadkowe. Wszak tutaj ekipa Stevena Spielberga w 1983 roku kręciła wiele scen do filmu „Indiana Jones i Świątynia Zagłady” (lub „Indiana Jones i Świątynia Przeznaczenia”, bo pod takim tytułem w Polsce wchodził do kin film „Indiana Jones and the Temple of Doom”). Choć obraz z 1984 roku jest drugim w serii, chronologicznie dzieje się przez „Poszukiwaczami zaginionej Arki”. Jeśli dodamy, że za produkcję odpowiada George Lucas, to już taki przeskok czasowy nie powinien dziwić.

Filar z którego kręcono Indianę Jonesa
Filar z którego kręcono Indianę Jonesa

Początkowo film, którego główna akcja rozgrywa się w Indiach, miał być kręcony w północnym regionie tego kraju. Jednak po zapoznaniu się ze scenariuszem przez indyjski wydział kultury, nie wyrażono zgody na produkcję w ich mniemaniu obraźliwą i rasistowską. Zaproponowane liczne poprawki do scenariusza, ale twórcy nie byli na szczęście chętni na ustępstwa. Przenieśli się więc na Sri Lankę, głównie w okolicy Kandy. Był jeszcze drugi powód wybrania Cejlonu: David Lean, ale do niego jeszcze wrócimy.

„Indiana Jones i Świątynia Zagłady”. Przy budowanej tamie Victoria nagrywano scenę na wiszącym moście.
„Indiana Jones i Świątynia Zagłady”. Przy budowanej tamie Victoria nagrywano scenę na wiszącym moście.

Okolice Kandy: Tama Victoria

Jedna ze scena w filmie „Indiana Jones i Świątynia Zagłady” zapisała się szczególnie w historii kina. Mianowicie sekwencja na moście wiszącym nad rzecznym wąwozem. Zapędzony w pułapkę Indiana Jones przecina most, na którym stoi i cała konstrukcja widowiskowo spada do wąwozu, a wrogowie kończą w paszczach wygłodzonych krokodyli. Scena ta była kręcona nieopodal Kandy na rzece Mahaveli Ganga (najdłuższa rzeka Sri Lanki, 335 kilometrów długości), a konkretnie przy budowanej wówczas tamie Victoria.

Skała przy tamie Victoria, okolice Kandy. Tu kręcono drugiego Indianę Jonesa
Skała przy tamie Victoria, okolice Kandy. Tu kręcono drugiego Indianę Jonesa

Historia i zwiedzanie Tamy

Tama Victoria planowana była przez blisko 30 lat, a jej budowa rozpoczęła się w 1978 roku. Zapora została uroczyście otwarta w kwietniu 1985 roku, a więc rok po premierze filmu „Indiana Jones i Świątynia Zagłady”. Jest to najwyższa tama na Sri Lance – mierzy 122 metry wysokości i 520 metrów długości. Tworzy ogromny zbiornik retencyjny, co sprzyja zarządzaniu zasobami wody i jednocześnie tama funkcjonuje jako elektrownia wodna.

Tama Victoria z punktu widokowego
Tama Victoria z punktu widokowego

Nie jest trudno trafić do tamy Victoria z Kandy, zwłaszcza gdy ma się tak dobrego kierowcę, jak nasz. Dla odwiedzających dostępny jest jeden punkt widokowy, ale wejście na samą tamę jest surowo zabronione odkąd Tamilskie Tygrysy przeprowadziły nieudany zamach na obiekt. Zresztą do punktu obserwacyjnego też nie jest tak łatwo dotrzeć, trzeba poprosić żołnierzy o zezwolenie. Ci zazwyczaj wpuszczają, potem już w Visitor’s Center wpisujemy się do księgi i wychodzi się na balkon. Na tym koniec. Bardzo nas to rozczarowało, gdyż wyglądało na to, że nie zobaczymy wymarzonej lokacji. Z punktu obserwacyjnego udało się dojrzeć jedynie konstrukcję – słup – na którym umieszczono w 1983 roku kamerę. Ale najważniejszego, czyli skały i filarów mostu, nie dało się dojrzeć.

Widok na skałę przy tamie
Widok na skałę przy tamie

Kręcenie filmu przy tamie

Twórcy musieli nagrywać ujęcia tylko w jednym kierunku, by nie pokazać placu budowy tamy. Obecnie w teorii (bo w praktyce ciężko dostać zezwolenie) tamą można się przedostać na drugą stronę rzeki, ale w 1983 roku budowa nie była na tyle zaawansowana, by to umożliwić. Jedyny most na drugą stronę to był filmowy most wiszący. Nie wyglądał zbyt solidnie (chociaż był), więc Steven Spielberg ze swoim lękiem wysokości musiał jechać do oddalonego o 10 kilometrów „normalnego” mostu, by przedostać się do ekipy po drugiej stronie.

„Indiana Jones i Świątynia Zagłady”. Na dawnej plantacji herbaty zbudowano indyjską wioskę Mayapore. Obecnie wszystko zarosło.
„Indiana Jones i Świątynia Zagłady”. Na dawnej plantacji herbaty zbudowano indyjską wioskę Mayapore. Obecnie wszystko zarosło.

I tu ciekawostka. Wytłumaczenie, że chce się zobaczyć nie tamę, a jakieś skały, bo kiedyś kręcono tam film, o którym nikt tu nigdy nie słyszał, brzmi dziwnie. Nasz kierowca, widząc jak ogromnie nam zależy, by dostać się na tamę, bardzo pomógł nam zagadać i zakręcić pracownika obiektu, że – nie wierząc własnemu szczęściu – weszliśmy na ściśle chroniony teren! Podjechaliśmy kawałek do innego punktu widokowego, dostępnego jedynie dla pracowników tamy, skąd zobaczyliśmy wszystko, czego pragnęliśmy. Oczywiście ten pracownik pojechał z nami, by mieć pewność, że nie robimy jakiś inżynieryjnych zdjęć tamy. Tam zaś doskonale było widać skałę, na której zawisł Indiana Jones, filary do których przywiązany był most i kanion w dole. Cudowny widok, bardzo rozpoznawalny!

Miejsce gdzie znajdowała się indyjska wioska, obecnie zaroszło
Miejsce gdzie znajdowała się indyjska wioska, obecnie zarosło. Bez maczety trudno przejść.

Set jetting i znajomość filmów na Sri Lance

Film „Indiana Jones i Świątynia Zagłady” nie jest szeroko znany na Sri Lance. Nie znał go nasz kierowca, nie znał też pracownik tamy. Na tablecie włączyliśmy słynną scenę ze „Świątyni Zagłady”, by pokazać ją pracownikowi tamy i kierowcy. Bardzo emocjonalna reakcja ich obu – zwłaszcza pana od tamy – sprawiła nam ogromną radość. Dobry film budzi emocje pomimo upływu czasu i różnic kulturalnych.

Pola herbaciane, Hantana
Pola herbaciane, Hantana

Niektórzy twierdzą, że tama jest najtrudniejszą lokacją z „Indiany” do zobaczenia. Mieliśmy ogromne szczęście, z różnych przyczyn. Jedną z nich było to, że dzień później było wielkie buddyjskie święto – pełnia księżyca – i tym samym dzień wolny, a i tama niedługo była zamykana. Przed weekendem już nikomu się nie chciało dzwonić po urzędach wyżej, więc nas wpuścili. Udało nam się także wejść tam, gdzie zwykły turysta nie miał prawa wejść, by zobaczyć upragnioną lokację. To była zdecydowanie udana wyprawa! Przejazd przez tamę i oglądanie tego miejsca z drugiej strony, było niemożliwe z powodu obostrzeń i tu już nie nalegaliśmy. Starczyło to, co zobaczyliśmy.

Podsumowując, tama Victoria to piękna lokacja, wyzwaniem jest się na nią dostać, tym większa satysfakcja, gdy się udało. Natomiast sama tama znajduje się kilkadziesiąt kilometrów od Kandy. Tu właściwie można dojechać jedynie samochodem lub tuk-tukiem. Droga jest dość kręta.

Droga między polami herbacianymi w Kandy
Droga między polami herbacianymi w Kandy

Kandy: Pola herbaciane Hantana

Tama to nie jedyna lokacja z Indiany w okolicy. Część zdjęć kręcono też w sierocińcu dla słoni – Pinnawala, część zaś na polach herbacianych. Kandy znajduje się w dolinie pod masywem górskim Hantana, osiągającym wysokość do 1118 metrów n.p.m. Mgliste stoki porastają krzewy herbaciane, znajduje się tutaj także Muzeum cejlońskiej herbaty. Niestety nie udało nam się do niego dotrzeć (ale na Sri Lance zwiedzaliśmy fabrykę Liptona). Za to mogliśmy podziwiać zapierające dech widoki okolicznych wzgórz i dolin. Jest to też obszar popularny wśród uprawiających łagodną turystykę górską.

Pola herbaciane otaczające Kandy
Pola herbaciane otaczające Kandy

Samo muzeum jest jedną z popularniejszych atrakcji i do niego dojeżdżają czasem turyści. Dalej znajdują się stare plantacje i fabryki, kiedyś opuszczone, obecnie tylko trochę wykorzystywane. Jednak to nie herbata, ani górskie widoki były dla nas najważniejsze. Pamiętacie indyjską wioskę, do której trafia Indiana Jones, Willy i Shorty po rozbiciu się samolotu? Tutaj rozpoczyna się i kończy przygoda ze świętym kamieniem Śankary.

Pole Oodewella
Pole Oodewella

Dotarcie do lokacji na plantacji

Miejsce to jest ogólnodostępne, ale porzucone. Herbatę zbierają jedynie okoliczni mieszkańcy na własne potrzeby, wiele miejsc pochłonęła dżungla. Niestety również to jedno konkretne miejsce było bardzo zarośnięte. Nie mieliśmy czym torować sobie drogi w gęstwinie, na domiar złego zaczęła się ulewa, a godzina robiła się coraz bardziej późna. W każdym razie przemokliśmy i aż nazbyt dobrze zapoznaliśmy się z lokalnymi pijawkami (więcej o nich przy okazji wpisu o Sinharaji). To też taki moment, w którym trzeba sobie powiedzieć dość. Jeśli ktoś się będzie tu wybierał, to maczety są naprawdę wskazane.

Głazy na dawnej plantacji
Głazy na dawnej plantacji

Mieliśmy w miarę dokładne wskazówki od innych poszukiwaczy filmowych lokacji (stąd: templeofdoomlocation.blogspot.com), ale najważniejszy i najbardziej charakterystyczny element lokacji – wielki kamień z niszą na filmowy artefakt – trzeba było odszukać pośród zarośli. Niestety, nie udało się to nam tym razem, nie zawsze się udaje. Droga była dość wymagająca. Nie dało się tu podjechać samochodem, ale pod ostatnią kwartę (jednostka podziału plantacji) można dotrzeć tuktukiem. Zresztą teren Oodewella Top Division był znany lokalnej młodzieży pijącej tu alkohol. Jednak o kręconym tu filmie nie wiedzieli.

Centrum Kandy
Centrum Kandy

Królestwo Kandy i historia Sri Lanki

Kandy jest jednym z najważniejszych miast na Sri Lance i drugim co do wielkości, choć liczy zaledwie ok. 120 tysięcy mieszkańców. Z pewnością jest też jednym z najświetniejszych ze względu na swoją historię: wszak było ostatnią stolicą niezależnego królestwa lankijskiego. Stare miasto zostało wpisane na listę UNESCO w 1988 roku.

Jezioro Kandy
Jezioro Kandy

Miasto położone jest między wzgórzami Wyżyny Kandy, otoczone przez pola uprawne – głównie herbaty. Odczuliśmy już, że tutejszy klimat jest chłodniejszy i znacznie bardziej deszczowy (tutaj trwał okres monsunowy) niż na nizinie, kwalifikując się do strefy klimatycznej lasów deszczowych. Nie przeszkadzało to w zwiedzaniu okolic, ot trzeba przygotować się na krótkotrwałe opady.

Kompleks świątyni Zęba w Kandy to najważniejszy zabytek miasta
Kompleks świątyni Zęba w Kandy to najważniejszy zabytek miasta

Powstanie Kandy

Miasto Kandy zostało założone prawdopodobnie w XIV wieku przez króla Vikramabahu III, którego Królestwo Gampola miało stolicę nieopodal późniejszego Kandy. Jedna z historycznych nazw Kandy brzmiała Senkadagalapura lub Senkadagala Siriwardhana Maha Nuwara, co znaczyło „Wielkie miasto Senkadali o olśniewającym blasku”, co bywało skracane do Maha Nuwara, czyli Wielkie Miasto lub Stolica. Nie do końca jest jasne kim – lub czym – był Senkadala: mieszkającym nieopodal braminen, żoną Vikramabahu czy specyficznym kamieniem? Natomiast używane w czasach kolonialnych Kandy to skrót od nazwy Kanda Uda Rata, co oznacza „Krainę na wzgórzach”. Obecnie w języku syngaleskim funkcjonuje nazwa Maha Nuwara, często skracana po prostu do Nuwara.

Sztuczne jezioro przy świątyni Zęba
Sztuczne jezioro przy świątyni Zęba

Sena Sammatha Wickramabahu (rządy w latach 1473–1511) był pierwszym królem Królestwem Kandy, częściowo zależnym od współistniejącego Królestwa Kotte. Jako samodzielne i ostatnie na wyspie królestwo, Kandy stało się w 1592 roku. Bezpośrednią przyczyną było zajęcie przez Portugalczyków obszarów wybrzeża. Portugalczycy przybyli na Sri Lankę w 1505 i od tego czasu zmagali się z Królestwem Kandy. Jedno zagrożenie kolonialne zostało zastąpione przez drugie. W latach 1638-1640 do prób podporządkowania Cejlonu włączyli się Holendrzy, którzy niebawem zastąpili Portugalię. Przepuścili oni w 1765 roku atak na Kandy i tymczasowo zajęli stolicę, zmuszając króla do podpisania pokoju w 1766 roku, który oddawał Holendrom wybrzeże. To był okres nieustannego spychania i osłabiania Kandy.

Waran paskowany w jeziorze
Waran paskowany w jeziorze

Upadek Królestwa Kandy i okres brytyjski

Holenderski Cejlon został zajęty przez Brytyjczyków w 1796 roku, a na mocy traktatu z Amiens po rewolucji francuskiej stał się oficjalnie kolonią brytyjską. Anglikom zaś nie zależało na zachowaniu władzy królewskiej na tej wyspie. Seria konfliktów i otwartych wojen zakończyła się porażką Królestwa Kandy w 1815 roku, abdykacją króla Sri Vikrama Rajasinha i uznania króla Grzegorza III jako głowę Cejlonu. Zakończyła się trwająca 2500 lat rodzima monarchia. Królewski pałac można oglądać przy Świątyni Zęba.

Oświetlenie świątyni w Kandy
Oświetlenie świątyni w Kandy

Tak upadło ostatnie królestwo Lankijczyków. Warto wspomnieć, że w Królestwie Kandy obowiązywały dwa języki urzędowe: syngaleski i tamilski, co obowiązuje na Sri Lance do dziś. W latach 1817 – 1948 państwo istniało jako kolonia: Cejlon Brytyjski. W roku 1972 oficjalnie została proklamowana Demokratyczno-Socjalistyczna Republika Sri Lanki z prezydentem na czele; do tej pory państwo pozostawało dominium brytyjskim. Dziś jest członkiem brytyjskiej Wspólnoty Narodów. Jednak to już jest ten okres, w którym Kandy traciło na znaczeniu politycznym i gospodarczym na korzyść Kolombo, które stawało się bramą Sri Lanki na świat.

Świątynia Zęba w Kandy
Świątynia Zęba w Kandy

Kandy obecnie

Kandy nas urzekło kolonialną architekturą oraz pięknym położeniem pośród wzgórz i nad Jeziorem Kandy. Właściwie jest to sztuczny zbiornik wodny w kształcie prostokąta o długości obecnie 3,4 kilometra, założony w 1807 roku przed Świątynią Zęba. Miał służyć jak rezerwuar wody na czas pory suchej, a także do hodowli ryb. Dziś jezioro jest domem nie tylko dla karpi, ale także bardzo licznych białych czapli, czarnych kormoranów i kruków oraz gadów: waranów paskowanych i żółwi błotnych. Niezwykłe wrażenia robią całe stada ogromnych nietoperzy: rudawek wielkich. I choć widzieliśmy je już w Anuradhapurze, dopiero w Kandy widzieliśmy ich wieczorne przepiękne stadne przeloty.

Rudawka wielka (Pteropus giganteus) jest czasem nazywana latającym psem. Można je oglądać na przykład we wrocławskim ogrodzie zoologicznym. Zostały uwiecznione tak w „Moście na rzece Kwai” Davida Leana, jak i „Indiana Jonesie”. Tam Jones nazywa je gigantycznymi nietoperzami wampirami (giant vampire bat). Nietoperze wampiry występują w Amerykach, od Meksyku po Chile i Argentynę. Zaś wracając do świątyni, warto dodać, że pierwotnie znajdowało się przed nią pole ryżowe z niewielkim stawem pośrodku, zwanym Kiri-muhuda, czyli Morzem Mleka.

Rudawka wielka to dość częsty widok w Kandy
Rudawka wielka to dość częsty widok w Kandy

Kandy i Ząb Buddy

Przy okazji zwiedzania Anuradhapury i Polonnaruwy napomknęliśmy o buddyjskiej relikwii, jaką jest ząb Buddy. Lankijczycy uważają, że relikwia jest zębem Gautamy Buddy i traktują ją jako jeden ze skarbów narodowych. Wraz z przenoszeniem stolicy, przenoszono także relikwię, gdyż król był osobiście odpowiedzialny za jej bezpieczeństwo odkąd w IV wieku n.e. trafiła do króla Anuradhapury. Do Kandy ząb trafił w XVI wieku i zdecydowano się wybudować kompleks świątynny, który swą wielkością i wspaniałością miał być adekwatny do rangi skarbu. Obok świątyni wzniesiono Pałac Królewski, który można zwiedzać do dziś. Pierwsza świątynia została ukończona w 1595 roku, ale na skutek portugalskiej inwazji, nie przetrwała długo. Na szczęście na czas wojen Ząb był ukrywany w bezpiecznym miejscu poza stolicą. Kompleks pałacowo-świątynny to najważniejsza i właściwie jedyna zabytkowa, rdzennie lankijska część Kandy. Reszta to już pozostałości postkolonialne.

Świątynia Zęba Buddy w Kandy
Świątynia Zęba Buddy w Kandy

Do świątyni poszliśmy przed świtem. Wejście na teren Sri Dalada Maligawa, czyli Świątyni Zęba, oddzielone jest od przylegających terenów wąską fosą i murem. Zaraz za bramą wejściową widzimy pawilon na planie ośmiokąta, pochodzący z początku XIX wieku. Pattirippuwa, bo tak się nazywa, miał służyć do eksponowania przez władcę relikwiarza z zębem w czasie publicznych uroczystości. W okresie kolonialnym w pawilonie umieszczono bibliotekę, która znajduje się tam do dziś.

Świątynia Zęba w Kandy
Świątynia Zęba w Kandy

Świątynia Zęba

Pawilon został zniszczony w latach 90. XX wieku podczas wojny domowej, ale szybko go zrekonstruowano. W sumie świątynia była dwukrotnie atakowana przez Tamilskie Tygrysy (w większości byli to hinduiści, więc poza podziałem narodowościowym dochodził tu konflikt religijny). Główna świątynia jest piętrowa i okala ją również piętrowy budynek przeznaczony dla wiernych. Szczególnym wydarzeniem jest otwarcie relikwii o świcie. Przed drzwiami świątyni stoją bębniarze i wybijają rytm aż do czasu, gdy o wschodzie słońce drzwi się otwierają i mnisi wchodzą do środka, by odprawić odpowiednie rytuały. Na górnym piętrze wierni gromadzą się przed główną świątynią i czekają na otwarcie jej drzwi. W całym budynku jest mnóstwo osób z darami, głównie kwiatami, owocami i miseczkami ryżu.

Relikwia zęba Buddy przyciąga do Kandy wielu pielgrzymów
Relikwia zęba Buddy przyciąga do Kandy wielu pielgrzymów

Święta relikwia

Relikwia Zęba Buddy ukryta jest w siedmiu szkatułach ozdobionych klejnotami, zamkniętych wewnątrz dekoracyjnego złotego relikwiarza w formie stupy. W głównej świątyni wystawiony jest także przenośny relikwiarz, używany podczas Kandy Esala Perahera, czyli Festiwalu Zęba. Jest to święto, podczas którego słoń z pokaźnymi ciosami obwozi relikwiarz z zębem ulicami miasta. Z całą pompą: historycznymi strojami, tradycyjnymi tańcami i procesjami, odbywa się ono rokrocznie w lipcu i sierpniu.

Świątynia Zęba
Świątynia Zęba

Do kompleksu świątynnego można podejść przez cały dzień, nawet jeśli nie zamierza się go zwiedzać. Bilety kupuje się w automatach nieopodal świątyni. Natomiast jeśli się ich nie kupi, można budowlę oglądać z zewnątrz. Ma to bardzo praktyczne znaczenie, bo tam też czasem odbywa się część kolorowych ceremonii. Natomiast jak już decydujemy się na zwiedzanie, to należy pamiętać jeszcze o konieczności oddania butów (dodatkowa opłata) i ewentualnym skorzystaniu z przewodnika (także dodatkowo płatne). Nasz kierowca radził nam sobie pominąć ten wydatek, jedyna rada to zaglądać w różne zakamarki, bo oznaczenia wewnątrz świątyni są dość słabe. Nam udało się zobaczyć ceremonię wewnątrz świątyni, gdzie rano witano relikwię.

Świątynia Zęba
Świątynia Zęba

Pałac Królewski w Kandy

Przy Świątyni Zęba znajduje się wspomniany już Pałac Królewski. Ten pochodzący z XVI wieku budynek nie jest zbyt imponujący, ale ma wielkie historyczne znaczenie. tutaj urzędował ostatni król syngaleskiej dynastii, Sri Vikrama Rajasinha. Obecnie w pałacu znajduje się muzeum. Można tam również zobaczyć wypchanego słonia Radża (zapis: Raja) (żył w latach 1913 – 1988), który przez 50 lat uczestniczył w festiwalu Zęba, z czego przez prawie 40 lat nosił szkatułę z zębem. W 1986 roku prezydent Sri Lanki ogłosił Radżę skarbem narodowym. Gdy dwa lata później zwierzę padło, ogłoszono żałobę narodową. Warto odnotować, że nie wolno fotografować się ze słoniem Radżą w tle, podobnie jak z podobiznami królów i posągami Buddy.

Pałac Królewski w Kandy
Pałac Królewski w Kandy

Kandy: Hotel Suisse

Kontynuując tematykę filmu „Indiana Jones i Świątynia Zagłady”. Ekipa filmowa była zameldowana w Suisse Hotel. Jest to nie tylko najświetniejszy hotel w mieście, ale także część dziedzictwa kulturalnego. Budynek powstał w XVII wieku i należał do królewskiego ministra. Po antybrytyjskiej rebelii w latach 1817 – 1818 przeszedł w ręce brytyjskiego oficera. Później wielokrotnie zmieniał właścicieli, by w 1924 roku zostać zakupionym przez Szwajcarkę, która urządziła w nim hotel.

Hotel Suisse w Kandy
Hotel Suisse w Kandy

Dziś Suisse Hotel jest zarządzany przez lankijską firmę hotelarską. W hotelowym lobby wiszą zdjęcia nawiązujące do bogatej historii obiektu i jego znamienitych gości. Nie ma wzmianki o pobycie Stevena Spielberga, Kate Capshaw czy Harrisona Forda, ani nawet gościach Mr i Mrs. Longfellow (pod takimi imionami zameldowano w hotelu pytony). Hotel Suisse, tak się zdarzyło, był tuż przy naszym skromnym hotelu, więc wycieczka była dla nas obowiązkowa. Suisse znajduje się bardzo blisko jeziora, a jednocześnie wyróżnia się w okolicy, stąd trudno go przeoczyć.

Peradeniya, Królewski Ogród Botaniczny w Kandy
Peradeniya, Królewski Ogród Botaniczny w Kandy

Peradeniya, czyli królewski Ogród Botaniczny w Kandy

Królewski ogród botaniczny w Peradeniya to nasz kolejny punkt zwiedzania w okolicach dawnej stolicy. Ogród znajduje się na przedmieściach Kandy. Pierwotny Królewski ogród botaniczny został założony aż w 1371 roku przez króla Vikramabachu III na brzegiem rzeki Mahaweli. Kolejni królowie kontynuowali dzieło botaniczne założyciela, ale wojna z Wielką Brytanią na początku XIX wieku doprowadziła ogród do ruiny.

Wiszący most w Peradeniya
Wiszący most w Peradeniya

Brytyjczycy nie chcieli zarzucać idei ogrodu botanicznego, wręcz przeciwnie: już w 1821 roku opracowywano nowe założenia ogrodowe i rozpoczęto nasadzenia. Pierwotnie była to co prawdy plantacja kawy i cynamonu, ale już dwadzieścia lat później oficjalnie założono nowy Królewski ogród botaniczny. Dziś jest to jeden z największych ogrodów botanicznych w całej Azji.

Królewski Ogród Botaniczny w Kandy
Królewski Ogród Botaniczny w Kandy

Jednym z ciekawych miejsc w ogrodzie jest wielka polana, wokół której znane osoby nasadzały drzewa. Są więc drzewa zasadzone przez kolejnych brytyjskich monarchów, światowych polityków, ludzi kultury, sztuki i nauki, jak choćby drzewo Jurija Gagarina. Z Polaków roślinę zasadził tu Józef Cyrankiewicz (pierwszy sekretarz KC PZPR).

„Most na rzece Kwai” kręcony w ogrodzie Peradeniya w Kandy. Tu znajdowała się kwatera sił Brytyjskich.
„Most na rzece Kwai” kręcony w ogrodzie Peradeniya w Kandy. Tu znajdowała się kwatera sił Brytyjskich.

Ogród botaniczny i David Lean

W czasie II wojny światowej na terenie ogrodu naczelny dowódca sił sprzymierzonych, lord Louis Mountbatten, założył główną kwaterę Dowództwa na Azję Południowo-wschodnią. W tej roli Królewski ogród botaniczny wystąpił w filmie „Most na rzece Kwai” (premiera 1957 rok) w reżyserii Davida Leana. W filmie widzimy też kilka scen, których akcja działa się na Birmie przy budowanym moście, ale najprawdopodobniej także powstały pod Kandy, na przykład gąszcz bambusów nad brzegiem rzeki. Inna scena to wspomniane już rudawki. Tu właśnie najłatwiej zobaczyć ich latające chmary (choć trzeba mieć szczęście). Zaś poza nietoperzami możemy tu wypatrzeć motyle, małpy, żółwie (są nawet w małych sadzawkach) i przede wszystkim ptactwo. Spielberg i Lucas byli wielkimi fanami Leana, potrafili jeździć na lokacje jego filmów i nagrywać tam swoje własne (o tym wspominaliśmy przy okazji Sewilli czy Guadix). Scenę z rudawkami w „Moście” i w „Jonesie” są bardzo podobne, obie nagrano gdzieś w tej okolicy.

Żółw w Ogrodzie Peradeniya
Żółw w Ogrodzie Peradeniya

Jest jeszcze most wiszący nad rzeką Mahaweli. Można przez chwilę poczuć się jak Indiana Jones. Taka dodatkowa atrakcja. Centrum Kandy jest usłane postkolonialnymi budynkami, ale też bardzo turystyczne. Obok Kolombo czy turystycznego wybrzeża, to właśnie tutaj koncentruje się nocne życie. Jest mnóstwo knajpek, sklepów, ale też organizatorów wycieczek. Jednak jeśli zapytamy kogoś o kręcone tu filmy, raczej niewiele powiedzą. Za to można zastanowić się nad jeszcze jedną atrakcją, kulturalną rewią rdzennych tańców. Z powodu pijawek i przemoczenia, nie dotarliśmy na pokaz.

Peradeniya
Peradeniya

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak lankijski
Kandy
Szlak filmowy
Kandy
Szlak religijny
Kandy