Archiwa tagu: Jean-Luc Godard

Capri, luksusowa wyspa i przepiękne wybrzeże

Capri to niezwykle popularna włoska wyspa położona na Morzu Tyrreńskim, obok Wenecji prawdopodobnie najdroższe miejsce w całych Włoszech. Mniejsza od Ischii liczy sobie 10,4 km2 powierzchni (dla porównania Ischia ma 34 km2) i w przeciwieństwie do większej z Wysp Kampanijskich, nie jest pochodzenia wulkanicznego, ale budują ją skały wapienne. To właśnie ta skała, czyni wybrzeże Capri wyjątkowo atrakcyjnym.

Rejs wokół Capri
Rejs wokół Capri

Jak dotrzeć na Capri?

Na Capri można się dostać z Neapolu promem. Ze względu na duże zainteresowanie, warto przypłynąć pierwszym porannym promem, a bilet zakupić z wyprzedzeniem (da się to zrobić w Internecie, jest wiele stron pośredniczących, można także kupić na miejscu, choćby dzień wcześniej). Capri jest naprawdę oblegane. Prom przypływa do portu Marina Grande w mieście Capri. Tutaj można zaplanować całe zwiedzanie: kupić jedną z wycieczek łodzią, wynająć skuter lub samochód, od razu zejść na plażę lub po prostu podjąć się pieszego zwiedzania. Można kupić mapkę albo skorzystać z autobusu. Obok znajdują się restauracje, ale także tłumnie oblegana plaża. Tych jest kilka na wyspie.

Plaża blisko Marina Grande (Capri)
Plaża blisko Marina Grande (Capri)

Capri – rys historyczny

Wyspa Carpi była zamieszkiwana już od czasów paleolitu. W VII wieku przed nasza erą wraz z sąsiednimi wyspami, Capri została skolonizowana przez Greków. W 29 roku p.n.e wyspę zajęli Rzymianie. Swoje wille zbudowali tutaj cesarze Oktawian August i Tyberiusz. Można powiedzieć, że to byli pierwsi ze znanych ludzi, którzy na Capri mieli swoje posiadłości. Tyberiusz nawet zmarł na Capri (potem Rzym przestał się interesować tym miejscem). Z tamtego okresu pozostał niewiele, ruiny te nie prezentują się interesująco, więc warto przemyśleć, czy w ogóle ująć je w swoim zwiedzaniu.

Jedna z grot przy Capri
Jedna z grot przy Capri

Od IX wieku Capri należała do republiki Amalfi (miasto w Kampanii), w odróżnieniu od neapolitańskiej Ischii. Przybywało tutaj wielu znanych i wpływowych ludzi świata polityki, kultury i po prostu bywania; wielu z nich miało na Capri swoje wakacyjne posiadłości. Ten status Capri utrzymuje do dziś, to dość luksusowa miejscówka. Od XIX wieku przybywało tu wielu artystów. Zbiegło się to z ponownym odkryciem Lazurowej Groty i rosnącym fenomenem Capri.

Schody między Marina Grande a Capri i Anacapri
Schody między Marina Grande a Capri i Anacapri
Widok na Marina Grande
Widok na Marina Grande (od strony Anacapri)

Na wyspie Capri znajdują się dwa miasta: Capri i Anacapri. To pierwsze zajmuje centrum i wschód wyspy, zaś Anacapri zachód. Miasta połączone są widowiskowo położoną nad urwiskiem szosą i Schodami Fenickimi. Zwiedzanie Capri jest o tyle utrudnione, że tu naprawdę przybywa mnóstwo turystów. Tym samym zmienia się atmosfera wyspy.

Droga do Anacapri
Droga do Anacapri

Anacapri i Monte Solaro

Anacapri wznosi jakieś 150 metrów ponad Capri. Piesza wędrówka Schodami Fenickimi (pochodzącymi raczej od greckich kolonistów) w górę w upalnym słońcu może być naprawdę uciążliwa, więc wiele osób korzysta z lokalnego transportu. To właśnie z tego miasteczka za pomocą wyciągu krzesełkowego można dostać się na Monte Solaro. Wyciąg zlokalizowany jest na Piazza Vittoria. Solaro to mierząca 589 metrów nad poziom morza góra, będąca najwyższym szczytem wyspy. Znajdują się tutaj ruiny fortu z okresu wojen napoleońskich, ale na szczyt wjeżdża się przede wszystkim dla zapierających dech widoków.

Widok z Monte Solaro na Faraglioni i zatokę
Widok z Monte Solaro na Faraglioni i zatokę
Casa Rossa, muzeum w Anacapri
Casa Rossa, muzeum w Anacapri

W Anacapri jest mnóstwo knajpek i straganów. Oczywiście ceny jak na całej wyspie są wysokie. Z atrakcji warta uwagi jest Villa San Michele. Należała kiedyś do Axela Muthego, szwedzkiego lekarza i pisarza. Rozsławił tę willę swoim dziełem życia, czyli „Księgą z San Michele”. Obecnie jest to miejsce pełne różnych dzieł sztuki, czyli trochę muzeum, trochę galeria. Warto też zwróci uwagę na kościół Michała Archanioła z 1719 roku.

Wyciąg na Monte Solaro
Wyciąg na Monte Solaro
Anacapri
Anacapri

Miejscowość Capri

Do miejscowości Capri z Marina Grande można dotrzeć na nogach albo kolejką linową (funicular). Ta w sezonie jest mocno zatłoczona. Centrum Capri, czyli Piazza Umberto I zwane też Piazzetta, jest usłane hotelami, restauracjami, butikami. Nie ma tu wiele do zobaczenia, a przy tym jest dość tłumnie. Są też wysokie ceny. Dobrze widać to po kościele św. Stefana: zwyczajnie przeciętny, a co jeszcze bardziej istotne, nie rzuca się w oczy. Raczej jest niepozornym budynkiem w samym centrum.

Wąskie, historyczne uliczki
Wąskie, historyczne uliczki
Via Krupp widziana z góry
Via Krupp widziana z góry

Via Krupp

Jednak nie jest tak, że miasteczko nie oferuje żadnych atrakcji. Jedną z nich jest ulica Via Krupp. Ta efektowna ścieżka łączy kartuzję San Giacomo, Ogrody Augusta i Marinę Piccola. Powstała na zlecenia Friedricha Kruppa (tak, tego od stali, obecnie Thyssen-Krupp) w latach 1900-1902. Oprócz wymienionych dostojnych miejsce, Via Krupp łączyła także Marinę i luksusowy hotel Kruppa, a także – ale to miała być słodka tajemnica – grotę di Fra Felice. W tejże grocie podobno odbywały się seksualne orgie z wykorzystaniem lokalnej młodzieży. Gdy ta skandaliczna informacja wyszła na jaw, Krupp został zmuszony do opuszczenia w 1902 roku Włoch. Od lat 70. Via Krupp jest zamknięta z uwagi na spadające nań kamienie – kręta droga możliwa jest do podziwiania tylko z góry i faktycznie robi wrażenie. Jednym z najlepszych miejsc do jej oglądania są właśnie Ogrody Augusta.

Ogrody Augusta
Ogrody Augusta
Statki wpływają na chwilę do grot przy Capri (Biała grota - Grotta Bianca)
Statki wpływają na chwilę do grot przy Capri (Biała grota – Grotta Bianca)

Groty i rejs wokół wyspy Capri

W skład zjednoczonych Włoch Capri weszło w 1860 roku, wówczas nastąpił też rozkwit ruchu turystycznego. W dużej mierze zasługą tego było ponowne odkrycie widowiskowej Lazurowej Groty (nie mylić z Błękitną Grotą na Malcie). Zresztą wapienne pochodzenie wyspy sprzyja powstawianiu wielu grot, jaskiń, łuków, nacieków i jakie jeszcze formacje skalne można sobie wymarzyć. Są więc tutaj wspomniana już Lazurowa Grota, Biała Grota, Koralowa Grota. Obszar między Monte Tuoro i Tiberio nazywa się Matermania – jest to szczególne skupisko grot skalnych. Przy nich istniały zbudowane za czasów Tyberiusza świątynie poświęcone nimfom wodnym i boginiom płodności. Na górze Monte Tiberio znajdują się ruiny Villa Jovis. To w idealne miejsce na krótki spacer z Capri. Idąc dalej można też zobaczyć willę Lysis.

Zielona grota (Grotta Verde)
Zielona grota (Grotta Verde)

Jak wspomnieliśmy wcześniej, w Grand Marina można wykupić wycieczkę statkiem. Dla nas to była obowiązkowa atrakcja – rejs wokół wyspy i wpłynięcie mniejszą łodzią do Lazurowej Groty. Dopiero z perspektywy statku widać te niezwykłe geologiczne formacje: groty, nacieki, słupy, ozdobione refleksami błękitnej wody na białym wapieniu i czerwonymi koralami. Statki podpływają blisko kolejnych grot i formacji skalnych. Do grot się podpływa, pomijając Lazurową, najbardziej znane to Grota Koralowa, Zielona, Żagla. W tej pierwszej bardzo fajnie widać, gdy opadają fale, małe koralowce na skale. Zaś z formacji skalnych warto wspomnieć o Arco Naturale, czyli łuku skalnym. Można go też oglądać z lądu idąc z Capri.

Faraglioni
Faraglioni od strony morza

Słynne skały Faraglioni przy Capri

Faraglioni to grupa skał o efektownej formie, powstałej przez działanie sil przyrody. Przez otwór w Faraglioni di mezze przepływają nieduże statki wycieczkowe. Najwyższa skała – Stella – liczy sobie 109 metrów wysokości.

Faraglioni widziane z góry
Faraglioni widziane z góry

Lazurowa Grota

Punktem kulminacyjnym miało być wpłynięcie do Lazurowej Groty (Grotta Azzura). Uprzedzono nas, że przeszkodą ku temu może być zbyt wysoki poziom wody i kolejka chętnych, przez którą czas oczekiwania wyniósłby powyżej czterdziestu minut. Jednak jak wynikało z rozkładu rejsów firmy, na którą się zdecydowaliśmy, tak czy inaczej nie byłoby szans na wpłynięcie do groty. Niestety – klasyczny przykład naciągactwa. Gdyby nawet nie było 40 minut czekania, to mieliby problem z kolejnym rejsem. Niestety człowiek uczy się na błędach.

Lazurowa grota i długie kolejki
Lazurowa grota i długie kolejki

Pozostaje przyjście lub pojechanie do Lazurowej Groty od lądu i zapłacenie za łódkę, którą wpływa pod sklepienie. Na to jednak brakowało nam czasu i trochę rozbiłoby resztę planu. Zwłaszcza, że faktycznie w ten dzień rano były problemy z dostaniem się do groty ze względu na warunki, więc kolejki potem zrobiły się bardzo duże. Uwaga praktyczna: jeśli komuś zależy na grocie, to warto od niej zacząć zwiedzanie Capri. Wpłynięcie do groty jest o tyle ciekawe, że trzeba przesiąść się na małą łódkę i wpływa się do środka lekko podkulonym. To dość niewielka jaskinia.

Widok na wyspę i Marina Grande
Widok na wyspę i Marina Grande

Capri w sztuce

Capri zostało uwiecznione w kinie. Kręcono tu sceny do „Pogardy” Jean-Luca Godarda czy „Wieku XX” Bernardo Bertolucciego. Lazurowa Grotta została uwieczniona na obrazie Augusta Kopischa. Filmów czy książek oczywiście jest jeszcze więcej, zwłaszcza, że ze względu na luksus Capri na stałe wpisało się w kulturę.

Okolice Piazzetta w Capri
Okolice Piazzetta w Capri (kościół św. Stefana)

Oprócz formacji geologicznych przyjemny jest spacer wąskimi uliczkami miasta Capri i odpoczynek w miejskich ogrodach. Jest to przy tym miejsce znacznie bardziej tłocznie niż Ischia. Niemniej jednak nadal piękne, zwłaszcza gdy mówimy o jej naturalnych częściach. Jeden dzień na Capri to może być mało by zobaczyć wszystko, ale powinno wystarczyć, by zobaczyć najważniejsze atrakcje, jeśli dobrze się to zaplanuje. Zwłaszcza, że noclegi na samym Capri naprawdę są drogie. Capri jest jedną z najdroższych miejscówek w całych Włoszech, nie tylko z powodu turystów. Także gwiazdy upodobały sobie to miejsce. Dom posiada tu choćby Sophia Loren, która kręciła tu film „Zaczęło się w Neapolu”.

Grand Hotel Quisisana
Grand Hotel Quisisana

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak włoski
Capri

Amsterdam śladami Bonda i nie tylko

Formalnie do Amsterdamu przywiódł nas James Bond, a dokładniej „Diamenty są wieczne” Guya Hamiltona z 1971 z Seanem Connerym. Ale mówiąc szczerze wokół tego miasta narosła legenda, której przygody 007 nawet nie próbują ogarnąć. Amsterdam ma swoje miejsce w pop-kulturze, ale i świadomości, przez to przyciąga wielu turystów. Jedni spragnieni są wrażeń czy to w dzielnicach rozkoszy, czy coffee shopach, inni zaś przybywają tu ze względu na sztukę i historię. Warto pamiętać też o kanałach i architekturze, przez to miasto bywa nazywane Wenecją Północy (kolejną), acz ta ma więcej mostów niż oryginalna. Bond gdzieś niknie w tle. Podobnie jak fakt, że w 1928 odbyły się tu Letnie Igrzyska Olimpijskie, mimo że jest tu muzeum olimpijskie.

Margere Brug
Margere Brug

Amsterdam i James Bond

Zresztą, jak już parę razy wspominaliśmy, starsze filmy z cyklu o 007 raczej nie przedstawiały zbyt dokładnie miast, w których dzieje się akcja. Ot kilka ujęć, by uwiarygodnić film. Podobnie jest z „Diamentami”. Tu najważniejszą rolę odgrywają amsterdamskie kanały i jeden podnoszony most, Margere Brug , czyli tak zwany Chudy Most (ang. Skinny Bridge). Podobno został zbudowany przez dwie bogate siostry, które żyły po przeciwnych brzegach rzeki Amstel. Według jednej z wersji, nie były aż tak bogate, więc zbudowały wąski most. Inna z kolei mówi, że miały na nazwisko Mager, stąd nazwa mostu. Oryginalny powstał w 1691, obecny to efekt modyfikacji z 1934. W Bondzie skrótowo pojawia się nawet ta historia, kiedy Wint i Kidd płyną łodzią turystyczną, zwiedzając miasto. Zresztą to ich widać na tle tego mostu.

Margere Brug z bliska
Margere Brug z bliska

Oczywiście poza mostem nagrano tam też kilka innych ujęć. Niestety miejsca te obecnie dużo trudniej rozpoznać. Dość mocno się zmieniły, z jednym małym wyjątkiem. Można choćby zobaczyć kamienicę w której mieszkała Tiffany. Znajduje się na Reguliersgracht 36. Obok też jest kamienny most przez który przejeżdża Bond. Podobno jakieś ujęcia powstały też w okolicy ulicy Brouwersgracht.

Kind i Wind przed Chudym Mostem („Diamenty są wieczne”, Amsterdam)
Kind i Wind przed Chudym Mostem („Diamenty są wieczne”, Amsterdam)

Inne filmy kręcone w Amsterdamie

Kanały amsterdamskie możemy zobaczyć w „Adwokacie” (2013) Ridleya Scotta czy głośnym „Witaj w klubie” (2013) Jeana-Marca Vallee lub „Bodygourd Zawodowiec” (2017) Patricka Hughesa. Na ulicach zaś odbywają się rozmowy w „Ocean’s Twelve: Dogrywka” (2004) Stevena Soderbergha. Warto też wrócić uwagę na film „Gwiazd naszych wina” (2014) Josha Boone’a. Jego akcja dzieje się w dużej części w Amsterdamie i bohaterowie pośrednio zwiedzają miasto. Są tu ujęcia zarówno Chudego Mostu, Rijksmuseum (dokładniej przejścia przez budynek) czy domu Anny Frank.

Dobrze też wspomnieć o kinie niderlandzkim. Kanały i zabudowa Amsterdamu zostały uwiecznione w filmie „Charakter” (1997) Mike’a van Diema. Warto dodać, że ten nagrodzony Oskarem obraz w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny był nagrywany także we Wrocławiu, który dublował Amsterdam.

Inne bondowskie okolice
Inne bondowskie okolice

Amsterdam – historyczna stolica

Dziś Amsterdam jest konstytucyjną stolicą Holandii, choć większość instytucji i tak ma swoje siedziby w Hadze. Początki miasta sięgają XIII wieku, zostało ono zbudowane głównie dzięki handlowi i portowi. Jest kilka wersji o powstaniu Amsterdamu. Legendy mówią o rybakach, którzy trafili tu przez przypadek, lub uciekinierach. Fakty sugerują, że w XII istniała tu mała osada rybacka, a w 1225 zaczęto tu budować stałe domy. W 1250 wybudowano tamę (Dam) i most, zaś mieszkańcy rozwijali tu rybołówstwo i żeglarstwo. Pierwotna nazwa osady to Amstelredam. W 1275 hrabia Holandii Floris V przyznał rybakom wolność od podatku, co wiąże się z rozwojem miejscowości. Celem jednak nie był rozwój Amsterdamu, co uderzenie w możnych z Utrechtu. Wkrótce jednak Florisa zamordowano, a Amsterdam ponownie dostał się pod jurysdykcję biskupa Utrechtu. Na początku XIV wieku miasto dostało prawa miejskie i zaczął się rozwijać handel.

James Bond przejeżdżający przez most („Diamenty są wieczne”, Amsterdam)
James Bond przejeżdżający przez most („Diamenty są wieczne”, Amsterdam)

Prawdziwy rozkwit przeżywało od XVII wieku, kiedy powołano do życia Holenderską Kompanię Wschodnioindyjską, pierwszą na świecie spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Działo się to już po reformacji i wojnach z nią związanych. To był złoty wiek Amsterdamu, który stał się wówczas światową metropolią, miastem ważnym gospodarczo i kulturowo. Spadek znaczenia wiąże się z upadkiem kompanii. Ale też w XIX wieku Amsterdam został oficjalnie stolicą Niderlandów, dziś jest tylko konstytucyjną. Administracyjną jest Haga, która de facto była stolicą wcześniej. Ostatnie lata to w dużej mierze wpierw próba zrobienia z Amsterdamu atrakcji turystycznej, a potem znalezieniem złotego środka.

Budynek Kompanii Wschodnioindyjskiej
Budynek Kompanii Wschodnioindyjskiej

Amsterdam obecnie

Obecnie centrum jest praktycznie zawłaszczone przez turystów, imprezowiczów i rowerzystów. Czasem ciężko się poruszać, zwłaszcza wąskimi uliczkami przy kanałach. W porównaniu z Kopenhagą ruch pieszy jest tu niestety utrudniony. Z imprezowiczami zaś wiąże się problem z bezpieczeństwem i wypadkami. No i śmieciami. Rano Amsterdam wygląda dość obskurnie. Nie ma tu problemów z przestępczością, acz były problemy z muzułmanami.

Zdecydowanie warto się skusić na rejs po nich (jeden jest wliczony w ramach karty I AmSterdam). To dość unikalny sposób na oglądanie tutejszej architektury. W Amsterdamie kanały i kamienice są zdecydowanie największa atrakcją. Pozwala to turystom się rozejść po mieście.

Kanały i rowery, typowy krajobraz Amsterdamu
Kanały i rowery, typowy krajobraz Amsterdamu

Pływające targi

W mieście znajdziemy też mnóstwo sklepów z brylantami (jest nawet muzeum diamentów), ale również z kwiatami. Najlepiej ich szukać na pływającym targu Bloemenmarkt. Mieszkańcy Amsterdamu lubują się w kwiatach, więc jak wszędzie tam też są tłumy. Sam targ to tradycja, która powoli traci na znaczeniu. Stoi w kanale, ale jest tak sztywno przyczepiony do nadbrzeża, że nie wiedząc, co to jest, można go wziąć za zwykły pawilon zbudowany na nabrzeżu. Jest dziś zdecydowanie bardziej atrakcją turystyczną, niż oryginalnym targowiskiem.

Warto dodać, że nie tylko targi tu pływają. W mieście jest ponad 2000 łodzi, które są przycumowane do nadbrzeża i pełnią rolę domów. Są porozrzucane po mieście, bowiem kanały w sumie liczą sobie ponad 100 km długości. Jest ich 165, więcej niż w Wenecji. Amsterdam to jakieś 90 wysp połączonych 1200 mostami.

Pływający targ od strony kanałów
Pływający targ od strony kanałów

Tańczące domy

Ciekawe są stare kamienice, niektóre datujące się aż na XVII wiek. Prawie żadna z nich nie stoi prosto, a to z powodu trudnych warunków terenowych i ówczesnej mizernej technologii budowania na drewnianych palach. Tak to jest, gdy dom buduje się na piasku (a raczej bagnie), zamiast na skale. Pomijając kwestię skały problemem było też, a może przede wszystkim, drogie drewno. Oszczędzano na nim, to powodowało późniejsze przekrzywianie się budowli. Obecnie drewniane gnijące pale zastępowane są betonowymi palami, ale charakterystyczne krzywe domy to jeden ze znaków rozpoznawczych miasta. Z tego także da się zrobić rozpoznawalną atrakcję, wystarczy nazwać kilka budynków Tańczącymi domami i wzbudzi to zainteresowanie. Tańczące domy to dokładnie siedem stojących obok siebie, pochyłych kamienic. Znajdują się one przy rzece Amsel, nr 106.

Tańczące domy, czyli najbardziej znane krzywe kamienice oraz kanały Amsterdamu
Tańczące domy, czyli najbardziej znane krzywe kamienice oraz kanały Amsterdamu

Pałac królewski i stare miasto

W centrum znajdziemy też Pałac królewski na placu Dam. Pałac czasem określa się też mianem pałacu Dam (Koninklijk Paleis van Amsterdam lub Paleis op de Dam). Budynek powstał w XVII wieku. Nie wygląda on okazale. Kiedyś był to ratusz, ale potem w 1936 pieczę nad tym przejął król. Pałac można oczywiście zwiedzać, w dodatku jest tylko wyłączony z ruchu turystycznego przez kilka dni. Sam plac Dam to miejsce spotkań mieszkańców Amsterdamu. Znajduje się tu także pomnik ofiar II wojny światowej. Pałac pojawił się w krótkim ujęciu w „Rzymskich wakacjach” (1953).

Wrażenie za to robi neogotycki budynek dworca Centralnego. Między dworcem a placem Dam rozciąga się ulica Damrak. Jednak przede wszystkim Amsterdam to mosty i kanały oraz oczywiście rowery.

Jeśli chodzi o zabytki, zwłaszcza sakralne, patrząc na historię to jest ich sporo. Najstarszy kościół w mieście to Oude Kerk (z XIII wieku). Inne na które warto zwrócić uwagę to Nieuwe Kerk, Westerkerk, Zuiderkerk czy Noorderkerk. Acz podobnie jak to miało miejsce w Kopenhadze najłatwiej kościoły ogląda się z zewnątrz. Najczęściej są zamknięte, godziny otwarcia są niestety dość krótkie. Podobnie jest z beginażem, tego typu budowlę udało nam się dobrze zwiedzić dopiero w Brugii, choć nie są rzadkością w Beneluksie.

Dam, pałac królewski
Dam, pałac królewski

Samo stare miasto jest dość kompaktowe, by je przejść  nie potrzebujemy wiele czasu. Wystarczy kilka godzin. Szczęśliwie Amsterdam może się poszczycić wieloma bardzo interesującymi muzeami. Większość z nich można zwiedzić używając karty I AmSterdam, o której na koniec jeszcze napiszemy.

Dom Anny Frank

Ale dwa dość istotne obiekty nie są nią objęte. Pierwszy to Dom Anny Frank (Anne Frankhuis), który jest obecnie jedną z najczęściej odwiedzanych „atrakcji” Amsterdamu. Anna Frank to Żydówka, która ukrywała się z rodziną na poddaszu jednego z domów w czasie okupacji niemieckiej podczas II wojny światowej. Przez ten czas spisywała pamiętniki.

Niestety tuż przed zakończeniem wojny, jej rodzina została odkryta i spotkał ją smutny koniec. Pamiętniki jednak przetrwały i zostały wydane, zaś wokół Anny powstała legenda, także utrwalana przez kino. Pierwsza ekranizacja pochodzi z 1959, zdobyła trzy Oskary, następne były telewizyjne. Wykorzystują one czasem okolice domu, w tym charakterystyczną wieżę kościelną Westerkerk. Choć domostwo nie jest duże do zwiedzenia, to jednak ilość turystów, którzy tu przybywają powoduje, iż trzeba liczyć się z długim staniem w kolejce.

Pływający targ od wewnątrz
Pływający targ od wewnątrz

Rijksmuseum

Drugie wspomniane miejsce to główne muzeum sztuki Amsterdamu, czyli cudne Rijksmuseum. Nazwa znaczy tyle, co muzeum państwowe (czyli narodowe). Tu zwiedzających jest zdecydowanie mniej, zaś na kartę mamy zniżkę. W zbiorach znajduje się choćby słynny „Wymarsz strzelców” z 1642 r. Rembrandta. Obraz znany jest także pod nazwą „Straż nocna”, a nazwa ta wynika z faktu, że warstwa werniksu przez wieki mocno pociemniała, przez co uważano, że obraz przedstawia scenę nocną. Obecnie dzieło jest odnowione i jaśniejsze, sądzi się, że strzelcy wychodzą na służbę. Jest to ten innowacyjny portret zbiorowy, gdzie portretowani przedstawieni są w sposób dynamiczny i pod różnymi kątami. „Lekcja anatomii u dr Tulpa” również Rembrandta to przykład tradycyjnego portretu zbiorowego.

Rijksmuseum (Amsterdam)
Rijksmuseum

Malarstwo niderlandzkie i flamandzkie jest bardzo charakterystyczne: bogate sceny rodzajowe, sceny biblijne w lokalnej scenerii, fantazyjne światy pełne dziwacznych stworów, ilustracje przysłów, innowacyjne(i tradycyjne) portrety zbiorowe, psychologiczne portrety, słynne rubensowskie kształty i martwe natury śniadaniowe, na które szczególny wpływ wywarła kolonialna historia Niderlandów. Bogato zastawione stoły pełne egzotycznych owoców i przypraw. Rijksmuseum to olbrzymia kolekcja, liczy sobie ponad 5000 obrazów.

„Gwiazd naszych wina”, koncert w przejściu Rijksmuseum, Amsterdam
„Gwiazd naszych wina”, koncert w przejściu Rijksmuseum, Amsterdam

„Wymarsz strzelców” w kulturze

„Wymarsz strzelców” ma też własny, niebanalny pomnik, ukazujący jego spory wpływ na kulturę. W 2006 rosyjski artysta Aleksander Taratynow wykonał instalację, która miała być wersją 3-D „Wymarszu”. Od 2012 rzeźby te są stałą dekoracją i ustawiono je przed pomnikiem Rembrandta autorstwa Louisa Royera (z 1852), który znajduje się na Rembrandtplein. Filmowo zaś warto wspomnieć o filmie „Pasja” Jean-Luca Godarda, w którym aktorzy w jednej ze scen odtwarzają w pewien sposób obraz. Zresztą ten film jest pełen malarskich klisz. Inny film to „Straż nocna” Davida Jacksona z 1995 z Piercem Brosnanem, który opowiada o próbie wykradzenia słynnego obrazu.

Wymarsz strzelców w wersji pomnikowej
Wymarsz strzelców w wersji pomnikowej

Muzeum Vincenta van Gogha

Po sąsiedzku Rijksmuseum jest muzeum van Gogha (Van Gogh Museum). Tutaj warto wcześniej rezerwować bilet przez Internet(choć nie wiemy jak to się ma wtedy do darmowego wejścia na kartę), gdyż są naprawdę potężne kolejki(choć trochę mniejsze niż do Anny Frank), a godziny otwarcia krótkie(zwykle do 17.00). Cóż, van Gogh ze swoim obciętym uchem jednak przeszedł do kultury masowej. Budynek jest nowoczesny, ale jednej rzeczy nie byliśmy w stanie pojąć: czemu dwa obrazy wisiały bokiem, a jeden do góry nogami?! Vincent wielkim artystą i podobno też czubkiem był, ale nie aż takim. Warto jednak zwrócić uwagę, że ten obiekt to największy zbiór na świeci prac Vincenta van Gogha.

Muzeum Vincenta Van Gogha (Amsterdam)
Muzeum Vincenta Van Gogha

Dom Rembrandta w Amsterdamie

Zostając w światku sztuki, warto poświęcić chwilę czasu na odwiedzenie domu Rembrandta (Rembrandthuis). Interesująco urządzona ekspozycja i do tego o podanej godzinie są pokazy, np. mieszania farb z pigmentów (bo tubka to wynalazek zdaje się z XIX wieku). Miejsce mniej oblegane, acz bardzo ciekawe. No i poniekąd powiązane z filmem „Dziewczyna z perłą” Petera Webbera ze Scarlett Johansson i Colinem Firthem. To opowieść ukazująca kulisy powstawania tego słynnego dzieła, no i znów widać tam Amsterdam w tle.

Słynny malarz, Rembrandt van Rijn, mieszkał tu prawie 20 lat w latach 1639 – 1658. Kamienica pochodzi z 1606 roku. Zanim wprowadził się tu artysta została przebudowana. Po nim również, natomiast w 1906 była w takim stanie, że rozważano jej rozbiórkę. Ostatecznie odkupiło ją miasto i przerobiło na muzeum otwarte w 1911.

Wnętrza domu Rembranta (Amsterdam)
Wnętrza domu Rembranta (Amsterdam)

Amsterdam: Muzeum Morskie

Z historycznych muzeów warto na chwilę również wstąpić do Muzeum Morskiego (Het Scheepvaartmuseum), gdzie znajduje się okręt holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej o nazwie „Amsterdam”. Interesujący, ale to w dużej mierze rekonstrukcja, przygotowana trochę pod turystów i dzieciaki. Oryginał pływał w XVIII wieku do Indii, rekonstrukcja powstała w latach 1985 – 1990.  Muzeum ma też bogatą kolekcję map i innych przyrządów związanych z morzem. Jest jednym z najpopularniejszych obiektów muzealnych w Niderlandach. Znajduje się w dawnych magazynach portowych.

Poza muzeum wciąż można zobaczyć z zewnątrz interesujący budynek, który pełnił rolę siedziby Kompanii. To Oost-Indisch Huis. Zbudowano go w 1603, w czasie wielkiej świetności Amsterdamu. Tu przypominamy, że holenderska Kompania Wschodnioindyjska (Vereenigde Oostindische Compagnie, w skrócie VOC) powstała 20 marca 1602 i był to pierwszy międzynarodowy koncern, jak również pierwsza firma która zaczęła wypuszczać akcje i inne papiery wartościowe.

Replika okrętu Kompanii Wschodnioindyjskiej (Muzeum Morskie, Amsterdam)
Replika okrętu Kompanii Wschodnioindyjskiej w muzeum morskim

Ogród zoologiczny i Micropia

Warto jeszcze wspomnieć o Zoo w Amsterdamie. Sam ogród zoologiczny tak naprawdę obecnie jest przeciętny (może oprócz wielkiej motylarni pełnej kolorowych owadów), ale Natura Artis Magistra ma swoją historię. To jeden z najstarszych ogrodów w Europie i na świecie, powstał w 1838. Przez wiele lat uchodził wręcz za wzorcową placówkę, acz obecnie niestety odstaje od aktualnych trendów. Uwagę zaś przyciąga Micropia, czyli takie pantofelkarium,  pawilon z mikrobami. Można tam pod mikroskopem obejrzeć próbki z różnymi bakcylami. Szczególnie działa na wyobraźnię gablota ze sprzętami codziennego użytku i zdjęcia zamieszkujących ich potworów. Również w toaletach na lustrach są informacje o bakteriach, oczywiście powiązanych z tymi konkretnymi potrzebami. Oryginalne i pouczające. Micropia formalnie ma osobny bilet od zoo, ale jednocześnie oba są dostępne w ramach karty I AmSterdam.

Micropia
Micropia

Amsterdam: Czerwone latarnie i coffeeshop

Na koniec coś dla ciała, czyli specyficzne atrakcje turystyczne Holandii. Coffee shopów w Amsterdamie jest dostatek, choć władze starały się je ograniczyć. Można je spotkać, jak się trochę pokręci w centrum. Coffee shop to oczywiście eufemistyczna nazwa miejsc, gdzie legalnie można kupić narkotyki. Najbardziej znane lokale znajdują się w dzielnicy De Wallen.

To właśnie jest słynna dzielnica czerwonych latarni, uchodząca wręcz za jeden z symboli i obowiązkowych punktów do zobaczenia na mapie miasta (w sumie nie jedna, są na Singel i de Pijp). Choć obecnie to komercja i to nie chodzi tylko o kupczenie ciałem. Więcej tutaj turystów i oglądaczy niż klientów. Jest ciekawie oświetlona, ale  tu naprawdę przychodzą tłumy. W Amsterdamie jest też mniej turystyczna dzielnica prostytucji i znajduje się ona na zachód od dworca. Tam klimat jest zupełnie inny, choć oczywiście światła czy okna wyglądają tak samo. W obu przypadkach życie dzielnic zaczyna się południu, ale pod wieczór, gdy się ściemnia i zapalają się światła miejsca te stają się ikoniczne.

W De Wallen trzeba uważać jak się robi zdjęcia. Przede wszystkim nie wolno robić zdjęć panią pracującym w oknach, jak i klientom. Czasem podobno jest to brutalnie egzekwowane. Z innych atrakcji działa tu także muzeum prostytucji. Natomiast dzielnica nie jest w żaden sposób oznaczona, więc będąc z dziećmi należy uważać. Zwłaszcza, że to właśnie tutaj znajduje się choćby Stary Kościół. Blisko zaś jest budynek dawnej wagi miejskiej – De Waag, obecnie restauracja. W Amsterdamie to wszystko ze sobą współgra.

Dzielnica czerwonych latarni De Wallen (Amsterdam)
Dzielnica czerwonych latarni De Wallen (Amsterdam)

Wejściówki i poruszanie się po mieście

Karta I AmSterdam City Card to dość dobre rozwiązanie, jeśli zamierzamy zwiedzać muzea w mieście. Nie licząc Rijks i Anny Frank, większość istotnych znajduje się w pakiecie. Dodatkowo karta gwarantuje przejazdy transportem miejskim (bez kolei oraz niektórych linii podmiejskich). Na lotnisku Schiphol po kratę ustawiają się olbrzymie kolejki, za to przy dworcu centralnym ludzi było już niewielu. Do karty dołączona jest książeczka i mapa miasta. Normalnie mapy są płatne (chyba, że akurat w hotelu mają). W karcie poza muzeami wliczony jest też jeden rejs, o którym pisaliśmy. Przy odwiedzeniu kilku muzeów zazwyczaj karta się szybko zwraca. Kartę można także zamówić przez internet, gdzie znajduje się aktualna lista zniżek i cen.

Dworzec główny (Centralny)
Dworzec główny (Centralny) – dobre miejsce wypadowe do zwiedzania Beneluxu

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak holenderski
Amsterdam
Szlak filmowy
Amsterdam (Bond)