Archiwa tagu: UNESCO

Marrakesz, Czerwone Miasto w Maroko

Nazywany czerwonym miastem, głównie ze względu na kolor budynków. Przy odpowiednich warunkach pogodowych faktycznie tak wygląda. Wg legend za stan rzeczy odpowiada krew przelana przy budowie miasta. Marrakesz (arab. مراكش) był początkiem i końcem naszej przygody z Maroko. Niestety, nie zrobił na nas dobrego wrażenia. Właściwie z dwóch powodów. Pierwszy to medyna i zachowanie jednostek niektórych ludzi, drugi to król i zamknięcie części miasta do zwiedzania. Marrakesz jest pewnym symbolem, stolicą południa, miastem, które miało być głośne, ciekawe i dumne, przyciągające niepokorne, twórcze jednostki z zachodu. Niestety nie do końca tak sprawy się mają, przynajmniej obecnie.

Zaułki medyny (Marrakesz)
Zaułki medyny (Marrakesz)

Historia Marrakeszu

Choć tereny te były zamieszkane przez plemiona Berberów jeszcze w czasach neolitycznych, Marrakesz jest stosunkowo nowym miastem. Założono go w 1062 jako osadę, czy nawet bardziej ksar o militarnym znaczeniu. Rozwój nastąpił w XII wieku. Wówczas to w czasach władcy Almorawidów, Ali Ben Jusufa, miasto stało się stolicą. Wybudowano mury miejskie wraz z wieżami i bramami. Wykorzystano do tego bloki ubitej, suszonej ziemi, czyli pisé, albo materiał bazujący na czerwonej glinie, czyli tabia. Stąd właśnie Marrakesz nazywany jest Czerwonym Miastem. Sporo tych murów ocalało do dziś. Imperium to rozpadło się w XIII wieku, a stolicę przeniesiono do Fezu.

Plac Jemaa el Fna w Marrakeszu
Plac Jemaa el Fna w Marrakeszu

Marrakesz stopniowo tracił swoją pozycję, aż do przejęcia władzy przez dynastię Sadytów. W XVI wieku stał się ich stolicą, co wiązało się z rozwojem miasta. Wtedy też powstała większość najważniejszych zabytków. W XVII wieku zaczęły się rządy Alawitów, a oni przenieśli stolicę do Meknesu. Wiąże się to z marginalizacją miasta, aż do XIX wieku. Ponowny rozwój zaczął się na krótko przed zajęciem tych ziem przez Francuzów, a potem kontynuował. Dziś to przede wszystkim ważny ośrodek turystyczny.

Marrakesz: Riady, poruszanie się i mieszkańcy

Jednym z bardziej tradycyjnych miejsc mieszkalnych i noclegowych w Maroko są riady. Kiedyś były to domy mieszkalne, dziś riad mniej więcej jest odpowiednikiem pensjonatu. Prowadzony  najczęściej przez jedną rodzinę z pełnym zaangażowaniem. Jest to dość ciekawa forma noclegu, właściwie jak hotel, czasem gorszego standardu, ale jednocześnie widać tu duży wkład właścicieli i pracowników w utrzymanie specyficznej atmosfery tego miejsca. Są więc bardzo pomocni, ale też chętnie przygotowują swoje własne, lokalne potrawy na śniadanie czy obiad (te najczęściej są dodatkowo płatne). To jest ta przyjemniejsza strona.

Ta gorsza to fakt, że riady często są ulokowane w medynie lub tuż obok niej. To oznacza, że nie ma tam dojazdu. Czy to taksówką, czy tym bardziej własnym samochodem lub autobusem. Kręte uliczki, często nie są zaznaczone na GPSach, bo nie można tam dojechać. Pozostaje więc zapytać kogoś o drogę i tu robi się prawdziwy problem. Chętnych jest mnóstwo, wybierając jednego łatwo obrazić innych. Co oczywiste, wybrani oczekują gratyfikacji, z tym nikt nie ma problemu. Tyle, że często ta zapłata to nie jest „co łaska”. Jest dość wysoka, zarówno na marokańskie, jak i na polskie standardy. Np. 20-30 Euro. Ci pomagacze niestety patrzą na nas jak na bogatych turystów z zachodu, co powoduje dość nieprzyjemne sytuacje. Zwłaszcza, gdy za wskazanie drogi, chcą więcej niż kosztuje nocleg w riadzie. Dlatego lepiej przygotować się wcześniej, czy to dokładnie sprawdzając na mapach dojście do samego riadu, czy zwyczajnie kontaktując się telefonicznie z obsługą, lub śpiąc tam gdzie jest lepszy dojazd, a do medyny przejść się piechotą.

Medyna / plac Jemaa el Fna (Marrakesz)
Medyna / plac Jemaa el Fna (Marrakesz)

Marrakesz, czyli imprezownia Maroko

Najważniejsze jest to, że nie licząc kwestii pomocy i natarczywego oczekiwania wysokiego wynagrodzenia, reszta naganiaczy nie jest tak uciążliwa. Da się spokojnie przejść. Zwyczajnie nie można dać się im złapać. Warto też zauważyć, że w różnych częściach Maroko to podejście do turystów jest odmienne. Marrakesz nie wypada najlepiej. Wynika to z prostego faktu: kiedyś przybywało tu bardzo wielu turystów. Stąd, gdy było ich mniej, ci pozostali stali się „towarem deficytowym”. To nie jest miłe uczucie. A próbowano nam sprzedawać różne rzeczy, w tym oczywiście narkotyki. Ich zakup proponowano nam wielokrotnie. Kiedyś hipisi przybywali tu po to, zresztą wielu turystów korzysta z takich możliwości. Ale trzeba pamiętać, że w Maroko jest to ścigane prawnie, a co gorsza policja ma swoich handlarzy, którzy oferują towar, a następnie potrafią donieść na turystę. Więc lepiej unikać kłopotów.

Minaret
Minaret meczetu el Mansour

Marrakesz: Pałace królewskie

Druga sprawa o której trzeba pamiętać, to król Muhammad V. On niestety potrafi pokrzyżować szyki. W Marrakeszu znajduje się zarówno obecny pałac jak i starszy kompleks, (wokół jest też medresa i ogrody) który da się zwiedzić, o ile nie ma tam króla. Używanych pałaców zobaczyć się nie da. Można tylko zrobić z daleka zdjęcie fasady, pod warunkiem, że króla nie ma w środku, wtedy gonią za to. Niestety nam trafił się król, który dodatkowo chciał coś zobaczyć, więc zamknięto południową część miasta, włącznie z ogrodami. Ochrona króla jest bardzo dokładna, to jednak ogranicza możliwości zwiedzania czasem sporych połaci miasta. Nam niestety się to przytrafiło. Niestety król to czynnik, którego nie da się przewidzieć i zaplanować. Jeszcze większe „niestety” – król zdawał się podróżować razem z nami.

Pałac królewski (Marrakesz)
Pałac królewski (Marrakesz)

Dżamaa al-Fina

Została więc nam do zwiedzenia głównie medyna i okolice. Jest ona wpisana na listę UNESCO, w dużej mierze przez plac Dżamaa al-Fina (Place Jemaa el Fna). To centralne miejsce Marrakeszu, tu przybywa najwięcej turystów, tu się obserwuje zachód słońca. Tu też można sobie zrobić zdjęcia z wężami, małpami i innymi zwierzętami, które podobnie jak ludzie, niezbyt dobrze znoszą przebywanie na otwartym, nagrzanym placu. Oczywiście zdjęcia są odpłatne. Plac jest także sercem medyny. Warto skusić się na sok ze świeżych pomarańczy, jest tu wyjątkowo tani, no i oczywiście bardzo dobry. Dżamaa al-Fina trafiła na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego z powodu tego, co tu się dzieje. Poza zwierzętami i targiem pojawiają się tu kuglarze, ale też opowiadacze historii i legend. To odpowiada za dość specyficzny klimat tego miejsca, choć w tłumie trudno ich czasem wyłapać.

Czerwone miasto
Czerwone miasto

Meczet Kutubijja w Marrakeszu

Wokół medyny znajduje się między innymi meczet Kutubijja (Koutoubia), z najwyższym minaretem w mieście. Warto zwrócić uwagę, że minarety w Maroko są do siebie bardzo podobne, mają  formę wieży o kwadratowej podstawie. Nie są zawijane, czy okrągłe, w większości robione na jedno kopyto. Są dzięki temu bardzo charakterystyczne. Niestety żadnego z meczetów nie można zwiedzać.

Minaret
Minaret przy meczecie Kutubijja

Marrakesz na filmowo

Marrakesz ma też swoje powiązania filmowe, choć niestety niewielkie. Pojawił się ostatnio w „Mission: Impossible – Rogue Nation” (2015) dokładnie w jednym ujęciu. Gdy z daleka widzimy wysoki minaret (niby w Casablance), scenę w rzeczywistości nagrano w Marrakeszu. Drugi nowy film to „Our kind of Traitor” (2016) na podstawie powieści LaCarre’a z Ewanem McGregorem w roli głównej. Tu pojawił się między innymi plac Dżamaa el-Fina.

Medyna Marrakeszu
Medyna Marrakeszu

Zresztą plac ten jest na tyle znany, że odgrywa najczęściej rolę symbolu, w kilku filmach. „Mumia” (1999), „Men in Black: International” (2019, tam także wykorzystano medynę) „Mamma Mia!” (2008), „Seks w wielkim mieście 2” (2010), „Człowiek, który wiedział za dużo” (1956) Alfreda Hitchcocka, „Powrót Różowej Pantery” (1975), czy „W stronę Marrakeszu” (1998). Miasto znajduje się na tyle blisko Warzazatu, a jest jednocześnie większe i lepiej skomunikowane, stąd duża popularność w filmach. Najczęściej to jednak nie sceny, a pojedyncze ujęcia, które pozwalają dobrze rozpoznać miejsce, czyli w większości przypadków plac Dżamaa el-Fina.

Jemaa el Fna
Jemaa el Fna

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak marokański
Marrakesz

Wiedeń, czyli Ethan Hunt spotyka Jamesa Bonda

Bogata stolica Cesarstwa, miasto Opery, dla Polaków także miejsce pamiętnej odsieczy wiedeńskiej. Filmowo Wiedeń (niem. Wien) też ma wiele ciekawych miejsc do zaoferowania, wliczając w to wspaniałe budowle, zabytki, opery (w tym tą największą Operę Wiedeńską).  Zaś miłośnicy kina mogą odwiedzić Austriackie Muzeum Filmu (Österreichisches Filmmuseum). Atrakcje turystyczne, zwłaszcza te kulturalne, sprawiają, że wycieczka do Wiednia jest warta rozważenia. Także w mniej turystycznych porach roku, choćby ze względu na słynny koncert noworoczny, czy jarmark bożonarodzeniowy.

Ogrody Belwederu (Belweder, Wiedeń)
Ogrody Belwederu (Wiedeń)

Historia Wiednia i kawy po wiedeńsku

Pierwsza osada w tym miejscu została założona gdzieś na przełomie VI i V wieku przed naszą erą przez Celtów. Wg kronik w 15 roku przed naszą erą znajdował się w tym miejscu rzymski posterunek graniczny Castrum Vindobona. Wg legend to tutaj zmarł cezar Marek Aureliusz. Rzymianie opuścili to miejsce w czasie inwazji Hunów. Rozwój i zwiększenie znaczenia Wiednia rozpoczęło jedno wydarzenie. W 1156 Henryk II Jasomirgott, margrabia Marchii Wschodniej został księciem. Jego rezydencją był właśnie Wiedeń, a wraz z podniesieniem rangi władcy także miasto zaczęło się rozwijać. W 1221 nadano mu formalnie prawa miejskie. Miasto okresowo znajdowało się pod panowaniem Czech, natomiast w 1276 w Świętym Imperium Rzymskim władzę przejęli Habsburgowie. Wówczas Wiedeń de facto stał się stolicą tego tworu, co wiąże się z dużym rozwojem, choćby zaczęto budować katedrę.

Stara zajezdnia tramwajowa, a dziś Eurospar na Kreuzgasse (w tym miejscu Wiedeń grał Bratysławę w Jamesie Bondzie)
Stara zajezdnia tramwajowa, a dziś Eurospar na Kreuzgasse (w tym miejscu Wiedeń grał Bratysławę w Jamesie Bondzie)

Wiedeń w 1485 został zdobyty przez Węgrów pod wodzą Macieja Korwina. Przez pięć kolejnych lat rezydował tu dwór, tym samym Wiedeń stał się de facto stolicą Węgier. Z biegiem lat stawał się miastem kosmopolitycznym, w którym krzyżowały się różne szlaki handlowe. Tu warto wspomnieć o odsieczy wiedeńskiej. Od 1529 Wiedeń zmagał się z tureckimi najazdami. W 1683 miała miejsce słynna polska interwencja, która zaowocowała odwrotem Turków. Zostawili oni po sobie wiele dóbr, w tym kawę. Stąd właśnie zaczyna się historia kawy po wiedeńsku, czy tutejszych kawiarni. Swoją drogą pierwszą wiedeńską kawiarnię otworzył Polak – Jerzy Kulczyński, właśnie krótko po Wiktorii Wiedeńskiej. Sama Wiktoria Wiedeńska była kanwą kilku filmów, niestety w większości niezbyt udanych, i nieciekawych ze względu na lokacje.

„Przed wschodem słońca“, w tle Opera w Wiedniu
„Przed wschodem słońca“, w tle Opera w Wiedniu

Rozkwit miasta i Wiedeń dziś

XVIII wiek to z kolei rozkwit i złoty wiek miasta. Znów staje się ważne na szlakach handlowych, rozwija się kulturowo. Staje się w końcu stolicą Cesarstwa Austriackiego (potem Austrio-Węgier). Rozwój został przerwany dopiero przez zajęcie Austrii przez Hitlera. Wówczas Wiedeń stracił swoją pozycję na rzecz Berlina i stał się jednym z miast rzeszy. Po II wojnie światowej był też podzielony na strefy okupacyjne (ukazane jest to w filmie „Trzeci człowiek”), ale też na nowo stał się stolicą Austrii. Dziś miasto uchodzi za jedno z najlepszych miast do życia jeśli chodzi o jego jakość. Od lat Wiedeń zajmuje pierwsze bądź czołowe miejsce w rankingu Mercera.

Opera wiedeńska
Opera wiedeńska

Opera Wiedeńska i „Mission: Impossible”

Mówiąc o operze myślimy przede wszystkim o tej najważniejszej, czyli Operze Wiedeńskiej, znajdującej się niedaleko kompleksu pałacowego Hofburg w  ścisłym centrum Wiednia. Ostatnio opera ta pojawiła się w „Mission: Impossible: Rogue Nation” Christophera McQuarrie, gdzie oczywiście grała samą siebie. Zresztą tam też odbyła się światowa premiera tego filmu. Operę można zwiedzić w sposób dwojaki. Pierwszy to kupno biletów na przedstawienie. Co wieczór sprzedawana jest pewna pula w niskich cenach, niektóre stojące, ale bez wątpienia jest to intrygujące przeżycie. Druga możliwość to wycieczka po operze, która odbywa się raz lub dwa razy dziennie, mniej więcej około 14-15, to trzeba zweryfikować na stronie, bo godzina jest zmienna. Mamy do dyspozycji przewodnika w kilku językach, w tym angielskim, niemieckim, włoskim czy hiszpańskim. Bilety nie są limitowane, co jest plusem, ale i minusem zarazem. Możemy trafić na całkiem spory tłum, przez co ciężko czasem coś usłyszeć.

„Mission Impossible: Rogue Nation“ i Opera Wiedeńska
„Mission Impossible: Rogue Nation“ i Opera Wiedeńska

W Operze Wiedeńskiej zainaugurowano działalność artystyczną w 1869. Przewodnik niewiele mówi o samej operze, a raczej wymienia dyrektorów, muzyków czy opowiada o balach tu organizowanych. Daje to możliwość obejrzenia tego budynku, ale jedynie ogólnodostępnych pomieszczeń – holi i sal. O wejściu za kulisy czy do garderoby można zapomnieć. Szkoda, ale trzeba mieć na uwadze, że Opera Wiedeńska pozostaje miejscem intensywnej pracy. W lecie co wieczór są organizowane też transmisje plenerowe, więc można posłuchać opery. A tak swoją drogą,  okolice Hofburg to jedno z nielicznych miejsc, gdzie można do dziś znaleźć tablicę upamiętniającą odsiecz wiedeńską i króla Jana III Sobieskiego. W okolicy zlokalizowano także wiele interesujących muzeów. W tym słynna Albertina.

Opera wiedeńska
Opera wiedeńska

Strauss i Mozart

Wiedeń to miasto muzyków. Dwóch z nich ma też swoje bardzo charakterystyczne pomniki. Pierwszy to oczywiście Wolfgang Amadeusz Mozart. Jego pomnik znajduje się tuż przy operze. Zresztą akcja filmu „Amadeusz” Milosa Formana dzieje się w dużej części w tym mieście (acz zdjęcia kręcono głównie w Pradze, Wiedeń to kilka niepozornych ujęć).

Pomnik Mozarta (Wiedeń)
Pomnik Mozarta (Wiedeń)

Drugi muzyk, który ma tutaj swój słynny pomnik to Johann Strauss. To jeden z symboli Wiednia. Pod tym pomnikiem prawie cały czas są tłumy turystów.

Pomnik Straussa (Wiedeń)
Pomnik Straussa (Wiedeń)

Wiedeń i James Bond

Inna filmowa opera pojawia się w Jamsie Bondzie, a dokładniej w „W obliczu śmierci” z Timothym Daltonem z 1987. To Volksopera, która gra z zewnątrz Konserwatorium muzyczne w Bratysławie.  Zrobienie zdjęcia odtwarzające kadr z filmu utrudnia duże drzewo przed samą operą – w filmie widzimy je jeszcze niewysokie . Okolice Volskoper także udają stolicę Słowacji. Znajdziemy tu zatem zajezdnię tramwajową, obecnie zmienioną w market sieci SPAR, wejście do domu Kary (na Antoningasse). Przy Volskoper znajduje się nawet sklep ze słodyczami, w którego gablotce wciąż znajdują się zdjęcia ekipy. W końcu udawał miejsce, z którego Bond próbował zastrzelić Karę. Warto przypomnieć, że zdjęcia powstawały w ostatnich latach zimnej wojny, więc filmowcy nie mogli ot tak pojechać do Bratysławy. Ta część Wiednia na tyle kontrastuje z zabytkową, że z powodzeniem mogła udawać inne, biedniejsze miasto.

Volksoper
Volksoper
Wiedeń udający Bratysławę w „W obliczu śmierci” Johna Glenna
Wiedeń udający Bratysławę w „W obliczu śmierci” Johna Glenna
"Bratysławski" apartament Kary
„Bratysławski” apartament Kary
Apartament Kary w filmie (Wiedeń udający Bratysławę)
Apartament Kary w filmie (Wiedeń udający Bratysławę)

Samo wnętrze Konserwatorium w Bratysławie także nagrywano w Wiedniu, ale już nie w Volskoper, a Sofiensale. Budynek (i sala koncertowa) wykorzystany w filmie niestety spłonął, na jego miejscu obecnie stoi nowy, ale nie odtwarza historycznego budynku, oczywiście także sala  jest inna.

Sof
Sofiensale odbudowana po pożarze.

Wiedeń i Bond, czyli udając Bratysławę

Akcja „W obliczu śmierci” przenosi się z Bratysławy do Wiednia. Dzieje się to w dwóch miejscach. Jedno to stary, obecnie właściwie zapomniany, most Steinspornbrucke, z którego można oglądać meandry Dunaju. Znajduje się on poza ścisłym centrum, więc trudno do niego dostać się bez samochodu. W filmie zbudowano na nim przejście graniczne, które w nocy przekraczali bohaterowie.

Most
Most Steinspornbrucke

Gasometer

Drugie miejsce to Gasometer. Kiedyś faktycznie budynki te miały inną funkcję, związaną z nazwą, czyli rozprowadzaniem gazu po Wiedniu. Obecnie znajdują się tu lofty i centrum handlowe. W dodatku jest to zlokalizowane tuż przy stacji metra, więc bardzo łatwo jest tu dotrzeć i się rozejrzeć. W filmie w tym miejscu został przechwycony Koskow już w Wiedniu.

Gasometer
Gasometer

Bond, Orson Welles i Prater

Bond spędza miłe chwile z Karą w Wiedniu. Odwiedzają między inny park rozrywki Prater ze słynnym diabelskim młynem, no i strzelnicą. To stałe wesołe miasteczko, do którego ciągnie zarówno turystów, jak i mieszkańców Wiednia. Wstęp na teren obiektu jest darmowy, ale trzeba płacić za poszczególne atrakcje. Prater wraz z diabelskim młynem jest jednym z symboli Wiednia i pojawia się w bardzo wielu filmach w tle i nie tylko w tle. Tu odgrywają się finałowe sceny „Trzeciego człowieka” Carola Reeda z Orsonem Wellesem. To stary film, ale bez wątpienia jeden z najbardziej znanych związanych z Wiedniem. Nawet ma tu swoje małe muzeum. Charakterystyczne ujęcie z Diabelskim Młynem sprawiło, że miejsce to zostało uznane za Skarb Europejskiej Kultury Filmowej.

„Trzeci człowiek” i Prater w Wiedniu
„Trzeci człowiek” i Prater w Wiedniu
„W obliczu śmierci”, ujęcie trochę nawiązuje do „Trzeciego człowieka” (Prater, Wiedeń)
„W obliczu śmierci”, ujęcie trochę nawiązuje do „Trzeciego człowieka” (Prater, Wiedeń)
Prater (Wiedeń)
Prater (Wiedeń)

Belweder i Schwarzenberg

James Bond śpi w hotelu znajdującym się w pałacu Schwarzenberg. Niestety obecnie ten budynek lata świetności ma już za sobą. W filmie wygląda zdecydowanie lepiej. Faktycznie znajduje się tu hotel, no i warto zwrócić uwagę, że okolica jest bardzo intrygująca. Właściwie tuż obok znajduje się Belweder ze swoimi wspaniałymi ogrodami i bogatą galerią. Oba powstały w XVIII wieku, początkowo była to letnia rezydencja księcia Eugeniusza Saubadzkiego, potem został kupiony przez rodzinę cesarską. Ogrody Belwederu pojawiły się w filmie „Niebezpieczna metoda” (2011) Davida Cronenberga. W nich widzieliśmy między innymi spacerującego Freuda.

Pałac
Pałac Schwarzenberg, dziś trochę podupadły. W Bondzie prezentował się lepiej

Plac Marii Teresy

Magię kina i pewne uproszczenia można też obserwować na placu Marii Teresy. Znajduje się on w dzielnicy muzealnej tuż obok Hofburgu. Tu widzimy ujęcie, w którym Bond i Kara jadą dorożką. Krótkie, ale wystarczające, by móc łatwo wyłapać to miejsce. Natomiast kolejne ujęcie przenosi nas do pałacu Schönbrunn. W filmie mamy złudzenie, że te dwa miejsca znajdują się bardzo blisko siebie. Może i dałoby się tam dojechać dorożką, ale z pewnością trwałoby to dość długo, no i podróż wcale nie byłaby taka romantyczna.

Plac Marii Teresy (Wiedeń), „W obliczu śmierci”
Plac Marii Teresy (Wiedeń), „W obliczu śmierci”

Schönbrunn

Schönbrunn to bez wątpienia jedna z największych atrakcji Wiednia. To olbrzymi kompleks pałacowy, nie bez powodu porównywalny z francuskim Wersalem. Zresztą, gdy go budowano w XVII – XVIII wieku znajdował się za Wiedniem. Dziś to oczywiście część miasta. Obecny wystrój i wygląd ogólny, nawiązujący do baroku i rokoko powstał na zlecenie Marii Teresy. Zwiedzanie tego miejsca to właściwie wyprawa całodniowa, choć w samym pałacu udostępniono zaledwie 45 komnat (z 1441). Ale do tego dochodzi ogród i wiele innych mniejszych budowli.

Plac Marii Teresy
Plac Marii Teresy widziany także w Bondzie

Filmowo Bonda widzieliśmy tu głównie od strony ogrodów, ale jest tu dużo więcej do zwiedzenia. Warto wcześniej zastanowić się nad doborem odpowiedniego biletu. Można je zweryfikować i zamówić na stronie pałacu. Ciekawą opcją jest tak zwany Goldpass, który pozwala nam obejrzeć właściwie wszystko, włącznie z ogrodem zoologicznym. Ten ostatni należy do najstarszych w Europie. Jest dofinansowany i nowoczesny, stanowi atrakcję samą w sobie.

Schönbrunn, Wiedeń i James Bond
Schönbrunn, Wiedeń i James Bond

Schönbrunn też ładnie łączy się z muzycznym Wiedniem. To właśnie tu w sali koncertowej w oranżerii nagrywano finałowe sceny „W obliczu śmierci” dziejące się w jednej z oper wiedeńskich. Na pewno nie tej głównej, ta jest za bardzo rozpoznawalna. A tak swoją drogą to cały kompleks pałacowy znajduje się na liście UNESCO, podobnie jak zabytkowe centrum Wiednia.

Shonbrunn
Schönbrunn

Wiedeń: Hofburg

Wcześniej władcy Austrii od XIII wieku urzędowali w Hofburg. Wówczas był to gotycki zamek, który z biegiem lat był przebudowany na pałac. Dziś to także muzeum. Filmowo mignął w Bondzie, ale zdecydowanie lepiej widać go w „Trzech muszkieterach” w wersji z 1993 Stephena Hereka. Kręcono tu choćby finałową walkę z tego filmu.

„Mission Impossible: Rogue Nation” i wiedeńska stacja merta
„Mission Impossible: Rogue Nation” i wiedeńska stacja merta

Metro w Wiedniu

Poruszając się po Wiedniu można skorzystać z metra, które także jest filmowe. „Mission: Impossible – Rogue Nation” było kręcone nie tylko w operze, ale też w metrze. Dokładniej na stacji Karlsplatz.

Metro
Metro Karlsplatz, tu Benji spotkał Ethana.

Kościoły Wiednia

Sam Wiedeń oferuje jeszcze wiele innych atrakcji, od wielu muzeów i galerii począwszy, po bardzo ciekawe budynki. Można by o nim napisać całkiem pokaźny przewodnik. Kilka już wspomnieliśmy. Warto wspomnieć też choćby o Katedrze św. Szczepana, czy Kościele św. Karola Boromeusza, albo Kościele Wotywnym. Zwłaszcza ten drugi robi niesamowite wrażenie, szczególnie wieczorem, gdy jest oświetlony. Można też podejść pod gmach parlamentu, czy nowy ratusz. Stary nie robi większego wrażenia.

Katedra (Stephansdom, Domkirche St. Stephan) to zdecydowanie jeden z symboli Wiednia, ale też jeden z najstarszych kościołów w mieście. Początki sięgają 1365, ale rozbudowano go i modyfikowano aż do XVI wieku, kiedy przybrał obecną, gotycką formę. Katedra szczyci się dziś aż 22 wiszącymi dzwonami i wspaniałym wystrojem.

Kościół św. Karola Boromeusza (Karlskirche) to dzieło wotywne. Prace rozpoczęto po ostatniej epidemii dżumy w 1713. Ogłoszono wówczas konkurs na projekt. Świątynię ukończono w 1737. Patronem został św. Karol Boromeusz, arcybiskup Mediolanu z czasów epidemii dżumy w XVI wieku. Ujęcie Wiednia z tym kościołem w tle ukazane zostało w filmie „Wyścig” (2013) Rona Howarda.

Najstarsza świątynie w Wiedniu to kościół św. Ruprechta (Ruperta, Ruprechtskirche) pochodząca z 1161. Warto zwrócić uwagę na witraże, najstarsze w mieście i szczególnie cenne.

Wyróżnia się też kościół Wotywny (Votivkirche). Powstał w XIX wieku jako dziękczynienie za ocalenie cesarza Franciszka Józefa I z zamachu.

Katedra św. Szczepana
Katedra św. Szczepana

Wiedeń: Zabytki ścisłego centrum

Pozostając w temacie dżumy, warto wspomnieć o innym charakterystycznym punkcie miasta, czyli kolumnie morowej (Pestsäule) na placu Graben. Upamiętnia ona ofiary epidemii z końca XVII wieku. Dżuma zawędrowała tu z Londynu i Neapolu i zabiła przeszło 100 tys. osób.

Jeśli chodzi o centrum to filmowo dość ciekawym przewodnikiem jest „Przed wschodem słońca” Richarda Linklatera z 1995. To romans z Ethanem Hawke i Julie Deply, który zapoczątkował serię. Kolejne filmy pojawiają się na razie co 9 lat. Dość charakterystycznym elementem są spacery głównych bohaterów, którzy rozmawiają i zwiedzają miasta. Można tym samym zobaczyć wiele uliczek, ale także i zabytków Wiednia. Kontynuacja była kręcona w Paryżu.

Kościół Św. Boromeusza
Kościół Św. Karola Boromeusza

Friedensreich Hundertwasser i Wiedeń

Z nietypowych atrakcji Wiednia warto wymienić dwie. Pierwsza to domki Hundertwassera, a druga to spalarnia śmieci zaprojektowana przez tego samego architekta. Samym wyglądem zapada w pamięć i się bardzo wyróżnia, a przy tym jest funkcjonalna. Zobaczenie jednego i drugiego nie wymaga wiele czasu, ale pokaże zupełnie inne oblicze stolicy Austrii. Bez wątpienia mniej klasyczne, są to nowe atrakcje. W przypadku domków częściowo można wejść do środka – bo jest tam restauracja. Spalarnię zwiedzać nie można, ona wciąż jest działająca. Da się ją zobaczyć jedynie z zewnątrz.

Domi
Domki Hundertwassera

Dunaj, karta miejska i zwiedzanie Wiednia

Na sam koniec jeszcze warto zwrócić uwagę na Dunaj. Może nie jest piękny i modry każdego dnia, może nie ma tu też jakiejś wspaniałej promenady, ale są przystanie, tam zaś kursują wodoloty do Bratysławy (rejs trwa około 1,5 godziny) i dalej do Budapesztu. To może być dobry pomysł na krótszy wypad do stolicy Słowacji, jednocześnie porównujący Bratysławę z Bonda z tą prawdziwą.

W Wiedniu istnieje coś takiego jak karta miejska, która upoważnia do korzystania z komunikacji miejskiej oraz daje zniżki do muzeów i innych atrakcji. Więcej informacji o Vienna Pass Card znajdziecie tutaj. Niestety nie zawsze się ona opłaca. Trzeba sobie to dokładnie wyliczyć. Karta kosztuje dość sporo, natomiast nawet zwiedzając intensywnie miasto, niekoniecznie akurat odwiedza się główne muzea. Nie ma zatem złotego środka, zależy od preferencji.

Spalarnia śmieci
Spalarnia śmieci

Wiedeń: Dojazd

Do samego Wiednia można dojechać z Polski zarówno FlixBusem, z niektórych części koleją, ale też np. z Wrocławia mniejszymi firmami przewozowymi, które bywają wygodniejsze niż FlixBus. No i oczywiście samodzielnie samochodem. Obecnie z niektórych miast w Polsce także mamy tanie loty do Wiednia.

Szlak austriacki
Wiedeń
Szlak filmowy
Wiedeń (Bond, Mission: Impossible)

Volubilis, dawna rzymska stolica prowincji w Maroko

Wśród marokańskich zabytków z listy UNESCO przede wszystkim królują medyny, ewentualnie centra miast. Volubilis (arab. وليلي – Walili)  się od reszty bardzo wyróżnia, to stanowisko archeologiczne z zachowanym rzymskim miastem, oczywiście na tyle, ile mogło przez prawie dwa tysiące lat.

Widok na Volubilis
Widok na Volubilis

Ruiny i historia Volubilis

Historia osadnictwa w tym miejscu sięga III wieku przed naszą erą, ale największy rozwój miasta to okres cesarstwa rzymskiego, gdzieś między 4 a 250 rokiem naszej ery. Wtedy to właśnie wybudowano forum, bazylikę i wiele innych budynków, których fragmenty pozostały do dziś. Są tu termy, łuk tryumfalny, powstał nawet kapitol inspirowany świątynią Jowisza w Rzymie. Wówczas Volubilis pełniło rolę stolicy prowincji Mauretania.

Pozostałości świątyni
Pozostałości świątyni

Po Rzymianach miasto zajęli Arabowie, acz sułtan Mulaj Ismail zaczął je rozbierać, przede wszystkim zabierając stąd marmury, by wybudować nową stolicę – Meknes. Później przyszło trzęsienie ziemi, miasto obumarło i zostało ponownie odkryte dopiero pod koniec XIX stulecia.

Bociany
Bociany na rzymskich kolumnach

Zwiedzanie Volubilis

Obecnie jest udostępnione zwiedzającym, ale choć znajduje się blisko Meknesu, niewiele osób tu przybywa. Volubilis nie jest tak dobrze zachowane jak choćby Dżarasz w Jordanii, o którym niedawno pisaliśmy, czy Efez w Turcji, jest zatem bardziej kameralne. Przy mniejszej ilości zwiedzających pozwala to na swobodne eksplorowanie tego miejsca. A poza resztkami murów zabytek ten posiada jeszcze bardzo wiele dobrze zachowanych mozaik, które dobrze obrazują nam życie dawnego miasta. Po nich jesteśmy w stanie określić przeznaczenie wielu budynków. Czasem można zgadywać to samemu, czasem można posługiwać się mapką. Niestety mozaiki te nie są w żaden sposób zabezpieczone przed słońcem, jak to miało miejsce choćby w Jordanii.

Stanowisko archeologiczne
Stanowisko archeologiczne

To co także rzuca się  w oczy w Volubilis to bociany. Gniazdują one sobie na resztkach rzymskiej zabudowy, to bardzo ciekawie wygląda, ale w Maroko można znaleźć podobne widoki.

Volubilis (Maroko)
Volubilis (Maroko)

Dojazd do Volubilis

Do stanowiska archeologicznego nie dociera żaden transport publiczny. Jeśli chcemy dotrzeć tam samemu, to właściwie zostaje tylko i wyłącznie samochód (ew. taksówka). Przy wejściu znajduje się mały parking. W cenę biletu nie jest wliczony przewodnik, ale jest tam kilku, którzy bardzo chętnie oferują swoje usługi. Prawdę mówiąc jest to całkowicie zbyteczne, stanowisko archeologiczne nie jest tak duże by się pogubić, a jeśli to nie jest pierwsze takie miejsce, które odwiedzamy, to niewiele można się od nich dowiedzieć.

Volubilis
Volubilis

Malownicze Moulay Idriss

Z niektórych miejsc z Volubilis widać też zbudowane na górze miasto Moulay Idriss. Widok zapada w pamięć. Zresztą jak się jedzie drogą ze stanowiska archeologicznego także widać tę miejscowość. Białe domy na wzniesieniu w dobrym świetle wyglądają niesamowicie z daleka. Z bliska już nie robią takiego wrażenia.

Widok na Moulay Idris
Widok na Moulay Idris

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak marokański
Volubilis

Dolmeny Menga, prehistoryczne budowe w Andaluzji

O różnych wpływach kulturowych w Andaluzji już parę razy pisaliśmy. Tym razem będzie o czymś niezwykłym. Może nie rzucającym na kolana swoim wykonaniem, ale historią. Czyli o budowlach megalitycznych, pochodzący z około roku 2000 roku przed naszą erą.  Dolmeny, bo i taką nazwą się je określa, to nic innego jak prehistoryczne grobowce, które rzucają interesujące światło na epokę zarania ludzkiej cywilizacji.

Dolmeny - wejście
Dolmeny – wejście

Dolmeny Menga

Cueva de Menga (Dolmen de Menga) wraz z pobliskimi dolmenami nie jest oblegane przez turystów i zwiedzenie ich nie zajmie dużo czasu. W dodatku, gdy my tam byliśmy, bilety były darmowe. Trzeba było się tylko wpisać na listę w celach statystycznych.

Cueva de Menga
Cueva de Menga

Dojazd do dolmenów

Dolmeny znajdują się niedaleko Malagi, w miejscowości Antequera. Dojazd tam nie powinien być problemowy, przynajmniej samochodem, ale już niestety znalezienie muzeum i wejścia aż tak łatwe nie jest, głównie z powodu słabych oznaczeń. Są to bardzo niewielkie znaki, więc należy jechać wolno, by móc je dostrzec i doczytać.

Wnętrze megalitycznej budowli (Dolmeny Menga)
Wnętrze megalitycznej budowli (Dolmeny Menga z Antequery)

Czym są dolmeny i ich historia

Dziś Dolmeny Menga są bardzo dobrze zachowane. Widać tu ślady bardzo prymitywnego osadnictwa. Jednak te budowle megalityczne są dużo mniejsze w porównaniu z tymi, które opisywaliśmy przy okazji Malty, więc zwiedzanie ich nie zajmie dużo czasu. Niektórym starczy kilka minut. Ale z drugiej strony, te bloki kamienne przetrwały 4 tysiące lat. Może warto poświęcić im trochę więcej czasu?

Cueva de Menga ma dość charakterystyczną budowę. Zazwyczaj wkopuje się płaskie skały pionowo, a na nich kładzie inny w miarę płaski blok. Następnie przysypywano je ziemią. Były to dość popularne budowle w Europie w neolicie. Najczęściej pełniły rolę grobowców.

Dolmen w okolicy Antequera
Dolmen w okolicy Antequera

Dolmeny Menga wzniesiono gdzieś między 3750-3650 p.n.e. Choć są trochę niepozorne, dziś są jedną z największych, zachowanych budowli megalitycznych w Europie.

Miejsce to należy bez wątpienia traktować jako ciekawostkę, to doskonała przerwa na trasie po Andaluzji, zwłaszcza jak się przejeżdża dość blisko. W roku 2016 wpisano je na światową listę dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak hiszpański
Dolmeny

Wadi Rum oraz „Marsjanin”, „Gwiezdne Wojny” i „Diuna”

O pustyni Wadi Rum (arab. وادي رم czasem też Wadi Ramm) po raz pierwszy przeczytaliśmy (a przynajmniej tak pamiętamy), gdy ekipa „Przebudzenia Mocy” szukała miejsc do kręcenia nowej planety pustynnej. Ostatecznie zrezygnowali z Jordanii. Wadi Rum jednak na trwale zapisało się w historii kina, co najmniej dzięki kilku obrazom. Ostatecznie kręcili tu także „Łotra 1” i „Skywalker. Odrodzenie”. Brakuje oficjalnego potwierdzenia, ale jednak to jest to miejsce. Tu słynna pustynia, gdzie kręcono wiele filmów, a ich lista rośnie.

Typowy krajobraz pustyni Wadi Rum, piasek i skały w tle
Typowy krajobraz pustyni Wadi Rum, piasek i skały w tle

Wadi Rum, czyli nie tylko Mars

Pustynia ta ma dwa dominujące kolory: biały (piaskowy) i czerwony. Nie raz przejeżdża się z obszaru jednego piasku na drugi. Jest to bardzo piękne miejsce, któremu niewiele brakuje do tego, by udawać Marsa. I udawało co najmniej kilka razy. Oczywiście najnowsza, ale i chyba najgłośniejsza produkcja to „Marsjanin” Ridleya Scotta z Mattem Damonem w roli głównej. Tu nawet nie potrzeba filtrów kolorystycznych, by niektóre ujęcia wyglądały jak Mars.

„Marsjanin”, Wadi Rum jako Mars
„Marsjanin”, Wadi Rum jako Mars

Lokacja z Marsjanina
Lokacja z Marsjanina

Scott nie był pierwszy i pewnie nie jest ostatni, który tu kręcił czerwoną planetę. Powstały tu także „Misja na Marsa” (2000) Briana De Palmy i „Czerwona Planeta” (2000) Anthony’ego Hoffmana z Valem Kilmerem w roli głównej, a także „Ostatnie dni na Marsie” (2013).

Wadi Rum
Wadi Rum

Wadi Rum: inne filmy

Ale jako ciekawostkę warto dodać, że Scott był tam już przed „Marsjaninem”. Gdy kręcił „Prometeusza” (2012) również skorzystał z Wadi Rum. Wtedy jednak zarówno skały jak i kolory zmienił, by lepiej pasowały do jego wizji. Tak więc Wadi Rum jest też planetą LV-223. W przypadku „Prometeusza” należy dodać jedną rzecz, w filmie znajduje się nawiązanie do „Lawrence’a z Arabii”. W pewnym momencie David cytuje fragment o pustyni właśnie z filmu Leana. W innym momencie fragment tamtego dzieła nawet pojawia się na ekranie. Niektóre ujęcia pustynne także mogą stanowić nawiązanie.

Warto wspomnieć też o „Transformes: Zemsta upadłych” Michaela Baya, ale to już trochę inne klimaty, tam jednak nie był to Mars, a Egipt.

„Gwiezdne Wojny: Łotr 1”, Wadi Rum jako Jedha
„Gwiezdne Wojny: Łotr 1”, Wadi Rum jako Jedha

„Gwiezdne Wojny: Skywalker Odrodzenie”, Wadi Rum jako Pasaana
„Gwiezdne Wojny: Skywalker Odrodzenie”, Wadi Rum jako Pasaana

Wciąż kręcone są tu kolejne filmy, jak „Aladyn” Guya Ritchie’go, czy IX „Gwiezdne Wojny: Skywalker Odrodzenie” J.J. Abramsa. W tym ostatnim jest to nowa planeta Pasaana, widać tu wiele kanionów i miejscówek podobnych do tych, które widzieliśmy. A także kręcono tu scenę na Tatooine, odtworzono nawet scenografię z Chott El Jerid, czyli domostwo Larsów. Tym samym staje się to druga obok Erg Chebbi ulubiona pustynia filmowców. Natomiast Denis Villeneuve nakręcił tu „Diunę”. Nagrywano tu bardziej skalistą część planety Arrakis, piaszczysta natomiast powstała na pustyni Liwa.

Siedem Filarów Mądrości
Siedem Filarów Mądrości

Wadi Rum i Lawrence

Istotnym filmem, który tu kręcono jest też „Lawrence z Arabii” Davida Leana. T.E. Lawrence przebywał nie tylko w tej części Bliskiego Wschodu, ale dokładnie na tej pustyni. W filmie gra ona zarówno samą siebie, jak i inne lokacje z misji Lawrence’a. Nawet jedno ze źródeł nazywa się jego imieniem, a grupę skał (uwidocznione na bilecie) nazwano na cześć jego książki „Siedem filarów mądrości”. Wspomnienie Lawrence’a jak i filmu o nim jest tu żywe. Nasz kierowca-przewodnik bardzo chętnie wspominał o Lawrencie, a o film dopytywał. Mało tego w kilku miejscach sam z siebie mówił, że tu kręcono taką a taką scenę. W kanionie, w którym Lawrence bawi się echem, również mieliśmy okazję to zaobserwować. No i oczywiście dowiedzieliśmy się, że ojciec naszego kierowcy pracował wśród osób obsługujących produkcję filmu.

Wadi Rum
Wadi Rum

„Marsjanin” i „Star Trek”

Z „Marsjaninem” było inaczej. Przejechaliśmy do Wadi Rum jakieś 2-3 tygodnie po premierze. Prawdopodobnie byliśmy pierwszymi turystami, których interesowały miejsca z filmu Scotta. Niestety poza ogólną informacją, że kręcono to właśnie tutaj, niewiele wiedzieliśmy. Mieliśmy tylko wydrukowane zdjęcia i jak się okazało, to wystarczyło. Przewodnik spojrzał na nie i powiedział, że wie gdzie są. Nie był pewny ujęć z helikoptera.

„Prometeusz”, Wadi Rum jako LV-223 (użyto dużo filtrów)
„Prometeusz”, Wadi Rum jako LV-223 (użyto dużo filtrów)

„Diuna”, Wadi Rum jako Arrakis
„Diuna”, Wadi Rum jako Arrakis

W nocy, gdy my spaliśmy na pustyni, wrócił do swojego domu i tam jeszcze zweryfikował informację z innymi przewodnikami. I faktycznie, potwierdził, że jakieś pół roku wcześniej tam gdzie myślał, kręcono jakiś amerykański film. Tu warto przypomnieć, że Jordania jest mocno zamknięta we własnym kręgu kulturowym. Oglądają filmy, ale z zagranicznych najczęściej są to produkcje Bollywoodu. Takie nazwiska jak Ridley Scott nie robią tu na nikim żadnego wrażenia.

Warto dodać, że pojawiła się tu też ekipa serialu „Star Trek: Discovery”. Pierwszy odcinek „The Vulcan Hello” przedstawia rodzinną planetę Crepusculan i to właśnie te zdjęcia nagrywano w Jordanii.

Jaszczurka
Jaszczurka

Zwiedzanie Wadi Rum

Na samo zwiedzanie pustyni (wraz ze skałkami) wybraliśmy się z firmą organizującą przejażdżki. W teorii można samemu popróbować. Jednak to miejsce, gdzie łatwo stracić orientację. Tu jest dużo skał i kanionów, nie działają telefony, mieliśmy też problem z GPSem w komórce. Mapy okolic także nie są dostarczane. Więc zorganizowany wyjazd był nam na rękę. Zwłaszcza, że nie ma tu dużych grup (choć pewnie się zdarzają).  My wybraliśmy firmę, która robi wyjazdy indywidualne. Jeden samochód, przewodnik-kierowca i my. Nasz samochód zostawiliśmy  na parkingu w Visitor’s Center. Wcześniej podaliśmy osobie kontaktowej informacje, o której mniej więcej przyjedziemy, a także numer rejestracyjny samochodu. Kontakt czekał na nas przy wjeździe do Wadi Rum i wypatrywał samochodu, a następnie zawiózł nas do Visitor’s Center. Tam się przesiedliśmy na samochód terenowy.

Wadi Rum
Wadi Rum

Przebieg wycieczki

Wybraliśmy 2-dniową wycieczkę Wadi Rum Classic Tours. Ma ona jeszcze jedną istotną zaletę. Jest właściwie szyta na miarę. Można wprowadzić pewne modyfikacje, ale wszędzie mieliśmy tyle czasu, ile chcieliśmy. Jeśli chcieliśmy jechać przez pustynię, nie ma problemu. Jeśli chcieliśmy chodzić, samochód odjeżdżał i czekał na nas. Nocleg w namiocie beduińskim, zaś dodatkową atrakcją było gotowanie galayti – beduińskiej potrawy – przez kierowcę przewodnika na ogniu. Co prawda wcześniej pytali, czy chcemy wegetariańskie jedzenie, więc w pierwszy dzień był … tuńczyk (ale tam był zwykły lunch). Przy gotowaniu było już tak jak powinno, żadnego mięsa.

Obiad na pustyni
Obiad na pustyni

Swoją drogą herbata również była gotowana na ogniu, ale słodzona. Raz nas zapytano, czy chcemy zwykłą. Potem już słodzili unikając kłopotliwego pytania (bo przecież nie da się pić gorzkiej herbaty). Kierowca na tyle zna ten teren, że może na pustynię jechać sam. Nie wjeżdża w takie wydmy, na których mógłby się zakopać. Zresztą mieliśmy też przerwy techniczne, by przed jakimś fragmentem dopompować lub spuścić powietrze w kołach.

Zachód słońca na jordańskiej pustyni
Zachód słońca na jordańskiej pustyni

Przyroda Wadi Rum i nie tylko

Wśród innych opcji istnieje też możliwość podróżowania na wielbłądach lub konno po pustyni. Zresztą jest tam wiele atrakcji, związanych także ze wspinaczką, więc każdy znajdzie tam coś dla siebie.

Czerwona pustynia i góry
Czerwona pustynia i góry

Wadi Rum to miejsce, które naprawdę warto zwiedzić. Ma wspaniałe formacje skalne, na które można wchodzić (jako urozmaicenie wycieczki lub wyspecjalizowana wyprawa na skały), przepiękne widoki i niesamowicie czerwony piasek. Nawet bez filmów tu kręconych jest to cudowna przyrodnicza atrakcja, a turystów nie ma aż tak wielu. No i znajduje się na liście UNESCO od 2011.  Także ze względu na malunki naskalne, petroglify i pozostałości antycznych świątyń. Podobno można tu też spotkać fenki i gazele, ale my widzieliśmy tylko ptaki i jaszczurki.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Widok spod formacji skalnej
Widok spod formacji skalnej

Szlak jordański
Wadi Rum
Szlak filmowy
Wadi Rum