Archiwa tagu: park

Wai-O-Tapu i Waimangu Volcanic Rift Valley

Jedną z największych atrakcji Nowej Zelandii jest strefa wulkaniczna Taupo (Taupo Volcanic Zone), czyli obszar czynny geotermalnie, z bajecznie kolorowymi wodami oraz mniej przyjemnymi zapachami. Najbardziej znanym miejscem w tej strefie jest Park Wai-o-tapu Thermal Wonderland. Zdecydowanie zasłużenie.

Wai-o-Tapu
Wai-o-Tapu
Wai-o-Tapu
Wai-o-Tapu

Park cudów termalnych Wai-o-Tapu

Waiotapu to w języku Maori „święte wody”. Ten park geotermalny leży na skraju kaldery Reporoa, powstałej w wyniku erupcji wulkanicznej 230 tysięcy lat temu. Gorące źródła wskazują, że obszar ten jest aktywny: ostatnia hydrotermalna podziemna eksplozja miała miejsce w 2005 roku, w jej wyniku powstał 50-metrowy krater.

Krajobraz Wai-o-Tapu
Krajobraz Wai-o-Tapu
Wai-o-Tapu
Wai-o-Tapu

Park Wai-o-tapu Thermal Wonderland jest prywatnym przedsięwzięciem działającym od 2012 roku, choć turystycznie to miejsce jest znane od lat 30 XX wieku. Zresztą wiele podobnych parków jest zarządzanych prywatnie, z dobrymi efektami dla środowiska, turystyki i oczywiście dla gospodarki.

Dym i ślady siarki (nosem też się ją czuje)
Dym i ślady siarki (nosem też się ją czuje)
Szczudłak zwyczajny (Himantopus himantopus)
Szczudłak zwyczajny (Himantopus himantopus)

Dojazd, bilety i ciekawostki

Baseny, źródła, rozlewiska, gejzery mają tutaj swoje malownicze nazwy, by wspomnieć choćby Paletę artysty, Basen z szampanem (słomkowożółty kolor wody i mnóstwo maleńkich bąbelków), Dom diabła. Wszystko robi niesamowite wrażenie. To bardzo piękne miejsce, zresztą występujące na pocztówkach i w albumach z Nowej Zelandii. Widoki rzeczywiście zachwycają. Między różnymi rozlewiskami czasem przechodzi się po drewnianych kładkach, czasem zaś po kamieniach. Wszystko jednak jest przygotowane pod turystów, tak by było bezpieczne i stosunkowo łatwo dostępne.

Gorące błota
Gorące błota
Jezioro za którym zbudowano elektrownię geotermalną
Jezioro za którym zbudowano elektrownię geotermalną

Jak do wielu innych miejsc, także i tu można zarezerwować bilety przez internet, co w sezonie może być dobrą opcją. Ale jeszcze lepszą jest wybranie się tu z samego rana, póki nie ma wielu innych turystów. Przybywa ich tu multum, także będących na wycieczkach objazdowych. Z myślą o wielu turystach o różnych możliwościach czasowych i różnej kondycji, w parku wyznaczono trzy trasy. Pierwszą, najkrótszą trzeba przejść. Jak się ma więcej czasu można przejść drugą, która jest rozwinięciem pierwszej. A jak mamy jeszcze więcej czasu to jest też trzecia, zawierająca także dwie poprzednie. Łatwo się domyślić, że zorganizowane grupy najczęściej nie mają tyle czasu, by spokojnie zobaczyć wszystkie trzy. Więc tłoczno jest na pierwszej. Przypominamy, że nawet mając wydrukowaną rezerwację i tak trzeba w kasie odebrać bilet, co jest dość typowe dla wielu atrakcji w kraju Kiwi.

Wai-o-Tapu
Wai-o-Tapu
Wai-O-Tapu - basen szampański
Wai-O-Tapu – basen szampański

Gejzer Lady Knox

Bilet do Wai-o-tapu upoważnia także do obejrzenia jeszcze jednej atrakcji, gejzeru Lady Knox. Znajduje się on bardzo blisko Parku, ale ma swój osobny parking. W teorii powinni sprawdzać tam bilety, w praktyce przy tej ilości ludzi (a byliśmy jeszcze przed szczytem sezonu), wpuszczali tam za darmo, bez szczegółowej kontroli, co najwyżej z wyrywkową. Z daleka pokazaliśmy świstek, nikt nawet nie patrzył, co to jest.

Gejzer Lady Knox
Gejzer Lady Knox

Lady Knox wybucha codziennie około 10:15 (przynajmniej jak byliśmy taki był rozkład). Gejzer pluje wodą na 10 do 20 metrów. Wokół jest zbudowany mały amfiteatr, z którego można go obserwować. Dlaczego gejzer ma rozkład? Czy to znaczy, że jest sztuczny? Cóż, jeśli ma być atrakcją turystyczną, to turyści muszą wiedzieć. kiedy przyjechać. Gejzery w tym miejscu w większości zanikły. Lady Knox też już nie jest tak aktywna, jak kiedyś. Jest w stanie wybuchać raz na dobę, więc stosując pewne sztuczki da się to usystematyzować. Gejzer przez większość czasu zbiera pod powierzchnią ziemi wodę, ale sama erupcja jest wywoływana przez człowieka. Prowadzący pokaz wrzuca do środka pewne substancje chemiczne, które przyśpieszają zachodzące w gejzerze procesy, w efekcie po paru minutach następuje wybicie wody, a po kolejnych paru minutach gejzer się uspokaja i zaczyna zbierać siły na następny dzień.

Wulkaniczna dolina Waimangu
Wulkaniczna dolina Waimangu

Dolina wulkaniczna Waimangu

Pewnym uzupełnieniem Wai-o-tapu jest kolejna znajdująca się blisko atrakcja, ale wymagająca już osobnych biletów. Waimangu Volcanic Rift Valley to rezerwat nieopodal Rotoruy pełen geotermalnych cudów i dziwów. Nie jest już tak ikoniczny jak Wai-o-tapu, ale również wart uwagi.

Parujące jezioro w Waimangu Volcanic Valley
Parujące jezioro w Waimangu Volcanic Valley

Miejsce to powstało po erupcji wulkanu Tarawera w 1886 roku, który zniszczył Białe i Różowe Tarasy, mineralną formację skalną uznawaną za światowej klasy cud przyrodniczy, a podobny do tureckich Pamukkale. Na skutek erupcji Tarawery zmieniła się nieco linia Jeziora Rotomahana i Tarasy znalazły się częściowo pod wodą, częściowo pod warstwą skał wyrzuconych przez wulkan. Co więcej, po erupcji powstał gejzer Waimangu, aktywny w latach 1901 – 1904, a który zupełnie zanikł w 1908 roku. Waimangu był wówczas największym gejzerem świata, tryskającym wodą na wysokość nawet 460 metrów!

Parująca jezioro w Waimangu
Parująca jezioro w Waimangu

Wybuchał co 5-6 godzin i wyrzucał z siebie czarną wodą pomieszaną ze skałami i błotem. Waimangu w języku Maori znaczy właśnie „czarna woda” i gejzer dał nazwę całej okolicy, od tamtej pory chętnie odwiedzanej przez turystów.

Waimangu Volcanic Valley
Waimangu Volcanic Valley

Nawet brak wielkiego gejzeru nie umniejsza niezwykłości tego miejsca. O ile Wai-o-tapu zachwyca niesamowitymi zbiornikami wodnymi, o tyle w Waimangu Volcanic Valley mamy okazję obserwować geotermalne cuda w bardziej zielonym otoczeniu, czyli głównie wśród drzew. Te gorące wody nie są może tak okazałe, ale wciąż są to przepiękne widoki i w dodatku tak różne od tego, co widzieliśmy wcześniej.

Gorące źródła - Waimangu Volcanic Valley
Gorące źródła – Waimangu Volcanic Valley

Dojazd i bilety

Do Waimangu nie rezerwowaliśmy wcześniej biletów. Przyjechaliśmy i kupiliśmy. Warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Parking tutaj jest dużo mniejszy niż przy Wai-o-tapu. Druga rzecz, to spacer po wulkanicznej dolinie można sobie przyśpieszyć jadąc w jedną (lub w dwie) strony autobusem. Można też przepłynąć się statkiem, ale już za dodatkową opłatą. Bilet można kupić też przez internet.

Kolorowe jeziorka w Wai-o-Tapu
Kolorowe jeziorka w Wai-o-Tapu

Cuda geotermalne to z pewnością jedna z najważniejszych i najbardziej charakterystycznych atrakcji Nowej Zelandii, taki tutejszy crème de la crème. To pozycja obowiązkowa do zobaczenia i z pewnością warta poświęconego czasu i pieniędzy. Interesująca, piękna i nietypowa. Nic dziwnego, że tak popularna.

Wai-o-Tapu
Wai-o-Tapu

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Wai-O-Tapu Hokitika
Share Button

Rotorua, czyli turystyczne centrum Nowej Zelandii

Choć w Nowej Zelandii jest wiele fascynujących miejsc, turystyczne serce tego kraju bije w miejscowości Rotorua. Tu przybywa najwięcej odwiedzających, zarówno tych, którzy chcą poznać tutejszą fascynującą naturę (stąd blisko choćby do  źródeł geotermalnych), jak i takich, którzy szukają zabawy. Już dojeżdżając do Rotoruy rozbawił nas Zombieland. Tak, tego typu atrakcji jest w okolicy kilka, może to nie Disneyworldy (Orlando się kłania), ale zawsze. Zresztą Kiwi też potrzebują mniej wyszukanych rozrywek. Oprócz tego, Rotorua to także ważny ośrodek kultury maoryskiej. To wszystko sprawia, iż miasto to jest dużym i istotnym ośrodkiem turystycznym antypodów, który trudno pominąć.

Geotermalne zjawiska w Parku Kuirau
Geotermalne zjawiska w Parku Kuirau

Maoryska Rotorua

Nazwa maoryska to Te Rotorua-nui-a-Kahumatamomoe. Samo „Rotorua” znaczy tyle, co drugie jezioro. Wiąże się z tym historia wodza Maorysów imieniem Ihenga. Był on odkrywcą i odkrył to wielkie jezioro jako drugie. Zadedykował je na cześć swojego wuja Kahumatamome, a że nazwa ta jest dość trudna do zapamiętania przez turystów, została Rotorua.

Wejście do Eat Streat (czyli Food Court)
Wejście do Eat Streat (czyli Food Court)

Samo miasto, położone w kalderze wulkanicznej, nad jeziorem Rotoura i nieopodal wulkanu Tarawera, jest także pełne zjawisk geotermalnych. Nie trzeba się stąd ruszać. Do najbardziej odczuwalnych, i to dosłownie, należą gorące źródła siarkowe. Do 1886 roku działało tutaj sanatorium z gorącymi źródłami, jednak po pamiętnej erupcji wulkanu Tarawera temperatura wód wzrosła tak, że najczęściej jest zbyt wysoka, by móc się w nich kąpać.

Kuirau Park
Kuirau Park

Źródeł nie trzeba szukać daleko. W samym centrum znajduje się Park Kuirau, tam za darmo można sobie obejrzeć gorące źródła, bulgoczące błota, a nawet parujące rozlewisko. Trudno je nazwać stawem, czy jeziorem, niemniej jednak robi  wrażenie. Zwłaszcza dzięki parze wodnej, przez którą przebijają  promienie słońca. Wszystko jest ogrodzone, by nikt sobie nie zrobił krzywdy, ale po pomostach można przejść także przez sam środek parujących wód. Przy dobrej pogodzie, słonecznej i wietrznej robi to fenomenalne wrażenie.

Jezioro Rotorua jest pełne ptactwa i czasem samolotów
Jezioro Rotorua jest pełne ptactwa i czasem samolotów

Haka i wioska Maorysów

Do Rotoruy przybyliśmy z dwóch powodów. Pierwszy to baza wypadowa do jednej z największych atrakcji kraju, parku Wai-o-tapu, który znajduje się około 30 km stąd. Drugi to właśnie kultura maoryska. W Rotorzue mamy kilka maoryskich wiosek, a w nich pokazy kulturowe. Niestety miejscowość jest na tyle popularna, że warto sobie zarezerwować taki pokaz wcześniej. Liczyliśmy na to, że zobaczymy coś wieczorem (skoro byliśmy jeszcze przed sezonem), niestety wszystkie miejsca były już wyprzedane. Szczęśliwie udało się załatwić wejście do Te Puia, które łączy wioskę maoryską z innymi atrakcjami. Przyjechaliśmy tam z samego rana, by na kupić bilet. O ile do samego Te Puia można wejść i siedzieć ile się chce, na pokaz tańca i śpiewu są wejściówki godzinowe. Więc uwaga praktyczna: na pokaz lepiej sobie załatwić bilety wcześniej, w sezonie nawet na tydzień czy dwa. Bez problemu nabędziemy je przez internet. Te Puia też ma swoją stronę.

Maorysi tańczący hakę
Maorysi tańczący hakę

Maoryska wioska znajduje się w parku Whakarewarewa, w skrócie Whaka. Właściwie jest to dawna maoryska forteca – Te Puia, istniejąca od 1325 roku. Nigdy  jej nie zdobyto podczas bitwy. Jej mieszkańcy od wieków wykorzystywali obecność źródeł geotermalnych do ogrzewania, leczenia i nawet gotowania potraw. Dziś gości turystów na rozmaitych pokazach, w tym także jest okazja, by zobaczyć słynną maoryską hakę. Haka to tradycyjny taniec, wykonywany niegdyś przez wojowników przed bitwą, dziś bardziej się kojarzy z wydarzeniami sportowymi. Warto też zauważyć, że akurat Te Puia jest dość mocno turystyczna. Pokaz kulturowy nie trwa zbyt długo, a w dodatku turyści są wciągani do zabawy. Takie są reguły gry.

Skansen maoryski
Skansen maoryski

Uwspółcześniony marae
Uwspółcześniony marae

Pokaz odbywa się w tradycyjnym maoryskim domu spotkań zwanym marae. Oczywiście został on dostosowany do przyjmowania turystów, jest tu wiele miejsc do siedzenia, zaś całe przedstawienie odbywa się na scenie. Niemniej jednak właśnie okolice marae z zewnątrz to takie najbardziej tradycyjnie, charakterystyczne zabudowania maoryskie, jakie mogliśmy zobaczyć. Da się tu zobaczyć także, jak wygląda tradycyjne rzemiosło maoryskie.

Gejzer Pōhutu
Gejzer Pōhutu

Gejzery i wulkany błotne

W centrum terenu parku Whaka i twierdzy Te Puia znajduje się kompleks gejzerów – Geyser Flat. Jest to wzniesienie powstałe przez osadzanie substancji mineralnych wyrzucanych z gejzerów. A tych jest kilka, połączone są one w skomplikowany system, gdzie gejzery mają wpływ jeden na drugi, a ich erupcje są powiązane. Aktywność ich zmieniała się na przestrzeni lat w zależności od aktywności wulkanicznej i poziomu wód. Jeden z tych gejzerów jest obecnie największym w Nowej Zelandii (). Faktycznie robi bardzo dobre wrażenie.

Wulkan błotny
Wulkan błotny

Znajdziemy tu też baseny z błotem i inne podobne atrakcje, w tym wulkany błotne, acz nie tak okazałe jak te w Alat. Czyli taki geotermalny park w mniejszej skali. Jeszcze jedną atrakcją tego centrum jest możliwość obejrzenia ptaków kiwi. Niestety jak to wszędzie bywa, tylko w nocnym środowisku. W każdym razie dla samego gejzeru Pohutu warto się tu wybrać.

Te Puia (Rotorua)
Te Puia (Rotorua)

Las sekwojowy

Jest jeszcze mała dodatkowa atrakcja niedaleko Rotoruy – las sekwojowy z zawieszonymi ścieżkami. Sekwoje kalifornijskie zostały sprowadzone na początku XX wieku i miały zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na surowiec drzewny. Dziś Nowa Zelandia jest jednym z największych producentów surowca drewnianego. Metodą prób i błędów zaszczepiano obce gatunki i okazało się, że właśnie sekwoja kalifornijska dobrze znosi tutejszy klimat i glebę. Przy tym rośnie szybciej i na mniejszą wysokość niż „u siebie”, przez co drewno ma mniejszą gęstość i twardość. Sposób zarządzania lasami pod cele gospodarcze wygląda inaczej niż u nas: na potrzeby człowieka wycina się całe nasadzone lasy i na ich miejsce dokonuje nowych nasadzeń całego lasu.

Treewalk między sekwojami
Treewalk między sekwojami

W obrębie Rotoruy znajduje się też maoryska dzielnica Ohinemutu. Na pierwszy rzut oka wygląda dość normalnie, bardzo nowodzelandzko. Właściwie gdybyśmy nie wiedzieli, to nie zwrócilibyśmy uwagi, nie licząc kilku wyróżniających się budynków i ozdób. Dopiero dokładniejsza eksploracja zdradza sekrety tego miejsca. Jednak to nie jest muzeum. Samo miasteczko jest dość typowe, nie wyróżniające się. Owszem mamy tu nawet ulicę z knajpami, czy prężnie działające biuro informacji turystycznej, ale to miejsce ratują dodatkowe atrakcje. No może z wyjątkiem spaceru nad brzegiem jeziora, ten potrafi obronić się sam.

Ścieżka między sekwojami od dołu
Ścieżka między sekwojami od dołu

Jeśli szukamy noclegu, to mamy w czym wybierać. Cześć hoteli oferuje możliwość kąpania się w gorących źródłach. Inne zaś oferują kuchnię hangi (maor. hāngī). To tradycja przywieziona z Polinezji. Tam jedzenie zawijano w liście, gotowano/pieczono na gorących kamieniach zakopanych w jakiś dołach. Obecnie hangi trochę się zmieniło, więcej tu choćby folii aluminiowych czy normalnych przyrządów kuchennych, zaś do gotowania wykorzystuje się gorące źródła.

Ohinemutu
Ohinemutu

Zagłębie turystyczne Nowej Zelandii

Warto zauważyć, że z Rotoruy wyruszają wycieczki do innych ciekawych miejsc, w tym Hobbitonu czy Tongariro. Prawie wszystko da się stąd zorganizować, na tym polega magia turystycznego ośrodka.

Rotorua: Te Puia
Rotorua: Te Puia

Przez Rotoruę wiedzie wiele wycieczek przez Nową Zelandię, tak tych zorganizowanych, jak i na własną rękę. Trudno się dziwić. To miejsce żyje z turystyki, a jednocześnie ma bardzo wiele atrakcji skierowanych do różnych odbiorców. Łączy w sobie cechy kurortu, muzeum, skupiska atrakcji wymyślnych przygotowanych przez człowieka, jak i przyrodniczych. Więc każdy pewnie znajdzie tu coś dla siebie.

Gejzer w Te Puia
Gejzer w Te Puia

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Rotorua
Share Button

Budapeszt

Nad brzegami Dunaju leżą stolice czterech krajów. Trzy – Wiedeń, Bratysławę i Belgrad, już opisaliśmy, teraz kolej na ostatnią, czyli Węgry i Budapeszt (węgr. Budapest).

Wesołe miasteczko i diabelski młyn
Wesołe miasteczko i diabelski młyn

Budapeszt – Buda, Obuda, Peszt i Aquincum

Choć powszechnie mówi się, iż jest to połączenie dwóch miast, faktycznie Budapeszt to konglomerat trzech głównych miast: Obudy, Budy i Pesztu. Obuda oznacza Starą Budę, czyli to tak naprawdę jest najstarsza część Budapesztu, obejmująca wszystkim obszar dawnej rzymskiej osady wojskowej Aquincum. W 1873 roku Buda (i stara część – Obuda) i Peszt zostały połączone w jedno miasto: Budapeszt.

Aquincum
Aquincum

Aquincum oznacza prawdopodobnie „bogactwo wód”. Była to najbardziej na północny-wschód wysunięta rzymska osada, która w dodatku graniczyła bezpośrednio z terenami plemion barbarzyńskich. Założone w 19 roku n.e początkowo jako wojskową osadę, która następnie przekształciła się w niemałe miasto, posiadające własny amfiteatr, łaźnie miejskie, brukowane ulice, obiekty sakralne, a wodę rozprowadzały akwedukty. W 410 roku miasto poddano Hunom, potem Awarom, by wreszcie plemię Madziarów wprowadziło się tutaj w 896 roku. Dziś można podziwiać ruiny miasta, zrekonstruowany dom malarza i liczne artefakty. Nas szczególnie urzekły cegły i dachówki z autentycznymi odciskami palców osoby, która te rzeczy wyrabiała. Warto zwrócić też uwagę na nowożytną kopię rzymskich organów z piszczałkami. Co ciekawe, ten instrument bywa wykorzystywany na koncertach. Dawne Aquincum to obecnie muzeum. Pozostałości rzymskie nie są duże. Trochę oddalone od ścisłego centrum, ale spokojnie da się tu dojechać pociągiem miejskim.

Zamek królewski
Zamek królewski

Buda

Buda to górzysty i w dużej części zalesiony obszar, tutaj mieści się zamek królewski i przez długi czas to właśnie Buda była stolicą Węgier. Wzgórze Zamkowe i okolice, choć urokliwe, to jednak widać, że jeszcze mocno niedofinansowane. Budynki są bardzo ładne, ale też w większej części zaniedbane, ulegające niszczeniu. Te fragmenty, które zostały odrestaurowane, robią za to duże wrażenia – ale nadal to tylko fragmenciki. Wewnątrz Zamku Królewskiego jest muzeum, choć patrząc na okolicę, to najlepiej będzie to zobaczyć dopiero za kilka lat.

Baszta rybacka
Baszta rybacka

Za to zupełnie inaczej prezentuje się pobliska Baszta rybacka. To jeden z tych zabytków Budapesztu, które zachwycają nie tylko same w sobie, ale także stopniem ich zadbania.
Wybudowana na przełomie XIX i XX wieku w stylu neoromańskim jako upamiętnienie znajdujących się tutaj niegdyś murów miejskich. Nazwa „rybacka” wzięła się stąd, że za obronę tego obszaru murów odpowiadali właśnie rybacy. Obecnie jest świetnie zachowana, odrestaurowana i oświetlona.

Kościół św. Macieja
Kościół św. Macieja

Kościół Macieja obok Baszty Rybackiej nosi wezwanie Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, zaś jego bardziej popularna nazwa – Macieja (nie świętego!) – wzięła się od króla Macieja Korwina. Od XIII wieku, kiedy to sięgają początki budowli, rosło jego znaczenie i wkrótce stał się kościołem koronacyjnym królów węgierskich i najbardziej prestiżowym kościołem do wszelkich uroczystości. Jego dzieje są bardzo burzliwe, jak i sama historia kraju. Przejęty przez Turków i przekształcony w meczet, poważnie uszkodzony przez działania kolejnych wojen i pożary. Obecny styl to XIX-wieczna przebudowa. Podczas II wojny światowej Niemcy używali wnętrza kościoła jako szpital wojskowy i kuchnię polową, zaś Armia Radzicka – stajnię i latryny. Pomimo nieprzychylnego stosunku władz sowieckich do Kościoła katolickiego, odbudowa kościoła Macieja została sfinansowana przez państwo i dziś widzimy głównie efekt prac zakończonych w latach 60 XX wieku. Kościół zdecydowanie wart zwiedzenia, ale trzeba pilnować godzin otwarcia dla turystów – te są mocno ograniczane.

Wzgórze Gellerta
Wzgórze Gellerta

Wzgórze Gellerta

Bardziej na południe Budy znajduje się Wzgórze Gellerta, obowiązkowy punkt dla turystów w Budapeszcie. Stąd rozpościera się piękny widok na to naddunajskie miasto. Ale przez wiele lat cieszyło się złą sławą: jego nazwa pochodzi od imienia biskupa, który na początku XI wieku rzekomo tutaj został zabity przez pogan. Pewnikiem na wzgórzu zbierały się czarownice i inne złe moce. Potem było to miejsce znane z wysokiej przestępczości.
Nas nie spotkało nic złego, wręcz przeciwnie.

Pomnik wolności na wzgórzu Gellerta
Pomnik wolności na wzgórzu Gellerta

Pomnik Wolności na górze Gellerta to kobieta trzymająca w dłoniach liść palmowy. Upamiętnia wszystkich tych, którzy polegli walcząc o niepodległość Węgier. Pierwotnie pomnik ten był poświęcony „wyzwoleńczej” Armii Radzieckiej, ale po ’89 roku usunięto komunistyczne symbole. Obok mieści się austriacka Cytadela założona po upadku węgierskiej Wiosny Ludów. Dziś, wraz z naddunajskimi bulwarami i wzgórzem zamkowym znajduje się na liście UNESCO.

Skalny kościół
Skalny kościół

Z ciekawych rzeczy, na górze Gellerta, gdzieś w połowie drogi na szczyt, znajduje się Skalna Kaplica. Kościółek ulokowany w częściowo naturalnej, częściowo wydrążonej jaskini.
Są tutaj także polskie akcenty.

Skalna kaplica
Skalna kaplica

Peszt

Węgrzy na stolicę najczęściej skrótowo mówią Peszt. Jest to największa część miasta i najgęściej zaludniona, tutaj mieści się parlament węgierski. Jest to jeden z największych i z pewnością najpiękniejszych budynków parlamentów narodowych. Budynek powstał w latach 1886 – 1904. Można go oczywiście zwiedzać, jak się trafi na odpowiednie godziny, ale bilety najlepiej rezerwować wcześniej, zwłaszcza jeśli interesuje nas przewodnik anglojęzyczny.

Parlament nocą
Parlament nocą

W Budapeszcie można natknąć się na liczne przecudowne pomniki. Jest na przykład „Gruby policjant”, Ronald Reagan i nasz fawory – porucznik Columbo i jego pies basset. Jest też pomnik butów nad brzegiem rzeki. Poruszający, bo upamiętniający węgierskich Żydów rozstrzelanych nad brzegiem Dunaju podczas II wojny światowej.

Pomnik Holokaustu
Pomnik Holokaustu

Wielka synagoga i holokaust

Pamięć Holocaustu jest w Budapeszcie mocno kultywowana, podobnie jak pozostałości po dawnej społeczności żydowskiej. Wielka synagoga jest największą synagogą w Europie i trzecia na świecie. Zbudowano ją w połowie XIX wieku, ale podczas II wojny światowej kolaborujący z Niemcami strzałokrzyżowcy (sprawcy węgierskiego holocaustu) wysadzili ją w powietrze. Została odbudowana w przeciągu trzech lat i w 1996 ponownie otwarta dla wiernych i zwiedzających. Nie dziwi więc, że sama synagoga, jej krużganki, dziedziniec i muzeum są w dużej części świątynią pamięci holocaustu. Synagogę można zwiedzać, oczywiście poza żydowskimi świętami. I naprawdę warto poświęcić na nią trochę czasu, to przepiękny budynek. Ciekawostką jest to, że koegzystują tu różne odłamy judaizmu.

Wielka Synagoga
Wielka Synagoga

Wielka Synagoga w Budapeszcie
Wielka Synagoga w Budapeszcie

Bazylika

Innym interesującym obiektem sakralnym jest bazylika św. Stefana.
Ten ogromny budynek budowany z przerwami w latach 1848 – 1905 borykał się z wieloma kłopotami budowlanymi. Wynikało to z niestabilnego, bagnistego gruntu, na jakim kościół jest posadowiony. Dodatkowo pierwotna kopuła miała wadę konstrukcyjną, co spowodowało jej zawalenie. Ale dziś stoi i cieszy oko. Wnętrze jest bardzo bogate, a do ciekawostek należy relikwia: zmumifikowana prawa ręka św. Stefana.

Bazylika św. Stefana
Bazylika św. Stefana

Warto wspomnieć o miejskiej zieleni, której w Budapeszcie nie brakuje. Jednym z miejsc dla wielkomiejskiej rekreacji jest dunajska Wyspa Małgorzaty. Nam szczególnie do gustu przypadła zagroda ze zwierzętami – filia czy też żywa reklama tutejszego ZOO.

Bazylika św. Stefana
Bazylika św. Stefana

Varosliget

Innym obszarem zielonym godnym spaceru jest park miejski Varosliget.
Czas powstania datuje się na połowę XVII wieku, kiedy pole bitewne po potyczkach z Turkami zalesiono na rozkaz Marii Teresy. Wkrótce stało się to miejsce wycieczkowe bogatych mieszczan. Na terenie parku mogą zaskoczyć wybudowane niby-zamki, niby-fortece. Jest to wspomnienie wystawy z okazji 1000-lecia Węgier, kiedy to zbudowano w parku atrapy różnych zabytków kraju. Tak spodobały się zwiedzającym, że część z nich potem wybudowano jako stały element parku. Oprócz tego znajduje się tutaj ZOO, wesołe miasteczko i jedna ze słynnych pesztańskich łaźni. Aż żal, że nie był czasu na małe SPA.

Varosliget
Varosliget

Łaźnie są nie tylko w Peszcie. W całym mieście jest ich wiele, oferują nie tylko SPA, ale przede wszystkim unikalną okazję do zobaczenia zabytkowych, acz wciąż używanych budynków. Niestety to jedna z tych atrakcji, na którą trzeba poświęcić trochę więcej czasu i nie da się jej zobaczyć z zewnątrz.

Varosliget
Varosliget

Tuż przy parku Varosliget znajduje się inne bardzo charakterystyczne miejsce, plac Bohaterów. Stąd do centrum ciągnie się Andrássy út, a przy niej zarówno zabytkowe budynki, jak i muzea, czy ambasady. To dość reprezentacyjna ulica miasta. W 2002 została wpisana z okolicą na listę UNESCO, jako uzupełnienie i rozszerzenie naddunajskich bulwarów.

Plac bohaterów
Plac bohaterów

Chodząc po ulicach można natknąć się na ciekawostki w stylu plac Kalwina z kostkami brukowymi z postulatami Marcina Lutra, czy mobilna księgarnia.

Pomnik anonima w Varosliget
Pomnik anonima w Varosliget

Most łańcuchowy – filmowy

Połączenie obu miast zostało uwiecznione na kameralnej rzeźbie z personifikacją obu miast, ukazującą pierwszy stały most łączący dwa miasta: Budę i Peszt. Dziś jednak mamy jeszcze dwa inne, bardzo charakterystyczne i rozpoznawalne mosty. Przede wszystkim Most łańcuchowy i most wolności.

Widok na most łańcuchowy (Budapeszt)
Widok na most łańcuchowy (Budapeszt)

Most łańcuchowy jak i parlament są widoczne w „Mission: Impossible – Ghost Protocol” J.J. Abramsa. Na potrzeby filmu wykonano kilka ujęć ogólnych, większość scen rozgrywających się w Budapeszcie nagrano w Pradze.

Centralna hala targowa
Centralna hala targowa

W stolicy Węgier nie mogło zabraknąć papryki i salami! Najładniejsze bodaj stoiska z madziarskimi specjałami są w Centralnej Hali Targowej. Ten największy zadaszony plac targowy w mieście powstał u schyłku XVIII wieku. Zwraca uwagę wykorzystanie stali w konstrukcji zadaszenia – wówczas było to bardzo nowoczesne rozwiązanie. To czego brakuje najbardziej to dostępności kuchni węgierskiej. Pewne rzeczy da się znaleźć, ale najwięcej niestety jest restauracji serwujących dania z innych części świata.

Wnętrza centralnej hali targowej
Wnętrza centralnej hali targowej

Prawdę mówiąc spędziliśmy trochę czasu szukając lagoszy, czyli węgierskich zapiekanek. Udało się nam je znaleźć przypadkiem, niedaleko cukierni Gerbeaud, uchodzącej za najsłynniejszą w całym mieście. Jej sława ściąga tu wielu turystów, zaś jak się okazało okolice to dobre miejsce na znalezienie czegoś z węgierskiej kuchni, także tej bezmięsnej.

Gruby policjant
Gruby policjant

Budapeszt nas zaskoczył. Pozytywnie. Spodziewaliśmy się, że jeden weekend jest wystarczający, by zwiedzić stolicę Węgier. Otóż nie, weekend nie wystarcza, by nacieszyć się Budapesztem. Nie zobaczyliśmy wszystkiego, co chcieliśmy, a mocno nadwyrężyliśmy nogi. Cztery dni byłyby już lepszym wyborem, a ze dwa dodatkowe, by zażyć relaksu w miejskich łaźniach. Przejść przez miasto można, ale jest tu wiele zakamarków do zobaczenia, w tym podziemi. Na to potrzeba trochę więcej czasu niż weekendowy citybreak.

Pomnik porucznika Colombo
Pomnik porucznika Colombo

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak węgierski
Budapeszt
Share Button