Ani: stanowisko archeologiczne w Turcji i dawna stolica Armenii

Stanowisko archeologiczne Ani

Ruiny miasta Ani (orm. Անի, tur. Ani), dawnej stolicy Armenii, znajdują się na liście UNESCO, a przy tym w pewien sposób smucą. To uważane za jedno z najwspanialszych miast Armenii, zwane też miastem tysiąca i jednej cerkwi, mogłoby być wspaniałym stanowiskiem archeologicznym. Niestety z powodów politycznych nie jest. Na wąwozie rzeki Achurian przebiega granica między Armenią i Turcją, zaś tutaj najjaskrawiej można zobaczyć, na czym polega kulturowe ludobójstwo dokonywane przez kolejne rządy Turcji.

Historia miasta Ani

Ani było kiedyś stolicą Armenii Bagratydów. Znajduje się na wysokości 1464 m n.p.m. Pierwsze wzmianki o warownej fortecy Ani pochodzą z kronik z V wieku; w VIII wieku włączono ten obszar do kraju dynastii Bagratydów, zaś w 961 roku król Aszot III przeniósł stolicę państwa z Kars do Ani. Wkrótce, w 992 roku przeniesiono do Ani także siedzibę Katolikosa Wszystkich Ormian. Miasto rozwijało się gwałtownie, na początku XI wieku osiągając zawrotną liczbę mieszkańców około 100 tysięcy (niektóre źródła podają liczbę dwukrotnie większą – 200 tysięcy). Wówczas Ani było znane jako miasto posiadające „czterdzieści bram oraz tysiąc i jeden kościołów”. Te dane uzupełnia się czasem statystyką, że mieszkało tu 12 biskupów, 40 mnichów i 500 księży. W tamtych czasach mogło konkurować z Konstantynopolem (dzisiejszy Stambuł czy Bagdadem. Dziś częściej nazywa się je miastem duchów.

Dobra passa nie trwała jednak długo. Położenie Armenii na głównych szlakach handlowych między Wschodem a Zachodem dawało możliwość czerpania wielkich zysków, ale tym samym stanowiła łakomy kąsek dla sąsiadów. Szczyt rozwoju przerwało Bizancjum napierające od zachodu. Oblężenie i podbicie warownego miasta nastąpiło w 1046 roku. Dwie dekady później, w 1062 roku armia Wielkich Seldżuków zdobyła Ani. Po trwającym 25 dni oblężeniu miasto skapitulowało. Dowódca Alp Arslan nakazał swoim wojskom wyrżnąć wszystkich mieszkańców. Świadek rzezi opisywał, że ulice były zasłane trupami tak, że nie dawało się przejść, by nie deptać po ciałach zabitych.

W latach 1124 – 1236 Ani było częścią Gruzji, by znów stać się stolicą Armenii jako księstwa wasalnego Gruzji w latach 1201 – 1360 z krótką przerwą na zależność od Mongołów. Od drugiej połowy XIV wieku Ani było już własnością perskich i potem tureckich dynastii. Do XVI wieku Ani bardzo straciło na znaczeniu, wyniszczone wojnami, mongolskimi najazdami i katastrofalnym trzęsieniem ziemi. Gdy rodziło się Imperium Otomańskie, Ani było już niewielkim miastem. W XVII wieku zostało ostatecznie porzucone przez mnichów z tutejszego klasztoru, którzy byli ostatnimi mieszkańcami dawnej stolicy.

Znaczenie Ani dla Ormian

Ormianie nie zapomnieli o znaczeniu Ani dla historii narodu. Gdy ten obszar w 1878 roku przypadł carskiej Rosji i ruszyły wykopaliska archeologiczne w Ani, odżyły narodowe sentymenty. Poważne prace trwały tu od 1892 do 1917, kierował nimi Nikołaj Marr, Gruzin z pochodzenia, który pracował na uniwersytecie w Petersburgu. Imperium Osmańskie w I wojnie światowej obstawiło złą kartą i w 1918 roku z części jego obszaru wykrojono Zakaukaską Republikę Federacyjną i potem SSR Armenię. Ani znów było w rękach Ormian. Niestety tylko na dwa lata. Na mocy porozumień ZSRR i Turcji wytyczono nową granicę, która Ani włączała w obszar turecki. Nie udało się tego zmienić również w latach 60., gdy za Ani Ormianie mieli oddać Turcji dwie kurdyjskie wioski. Zmiana granicy spowodowała zamknięcie wykopalisk. Wiele z odkrytych tu przedmiotów przewieziono do Erywania, gdzie część z nich można oglądać w muzeum.

Granica turecko-armeńska

Dzisiejsza granica między Armenią a Turcją przebiega na wąwozie rzeki Achurian (inna nazwa Arpa lub Akhurian), który dla Ani stanowił naturalną fortyfikację. Przebieg granicy w tym miejscu może się wydawać intuicyjny, gdyby nie kulturowa wartość Ani dla Ormian. Miasto ze względów oczywistych jest dla Ormian bardzo ważne, ale znajduje się tuż za granicą.

Ze strony tureckiej aż do 2004 roku potrzebne było specjalne zezwolenie, by móc do Ani przyjechać. W Armenii nadal jest ono wymagane. Trzeba pamiętać o tym, że wciąż jest to strefa zmilitaryzowana, a posterunki wojskowe można wypatrzeć po obu stronach. Stąd też obecność masztów z flagami, które o tym przypominają. Z tego też powodu aż do lat 80. nie można było wykonywać fotografii w Ani, dziś oczywiście loty dronami są zakazane (choć nie ma znaków). Stosunki turecko-ormiańskie do najcieplejszych nie należą.

Zwiedzanie Ani

Jak wygląda w Turcji ochrona ormiańskiego dziedzictwa kulturowego? Prawdę mówiąc, bardziej przypomina politykę wymazywania pewnej części dziejów. Przy okazji niszczenia przez Turcję cmentarzy ormiańskich, użyto określenia „kulturowe ludobójstwo” i tym jest w istocie. Gdy w 1920 roku Ani znalazło się w rękach Turków, nakazano wojsku zrównać pozostałe budowle z ziemią. Szczęście w nieszczęściu, że ówczesny dowódca wojskowy nie był przychylny temu zadaniu i opieszale wykonywał rozkaz.

Co nie zmienia fakt, że zabytki niszczały i były niszczone. Trzęsieni ziemi z 1988 roku zaszkodziło przynajmniej tak samo mocno, jak zrobienie sobie poligonu wojskowego pomiędzy zabytkami i strzelanie do ruin. Alarmujące raporty organizacji zajmujących się ochroną zabytków o stanie ruin i braku ochrony spowodowały, że rząd w Ankarze wreszcie zdecydował się zadbać o dziedzictwo kulturowe.

Stanowisko archeologiczne obecnie

Po roku 2000 na nowo ruszyły wykopaliska archeologiczne, a wymagającego tego ruiny wzmocniono i zabezpieczono przed dalszą destrukcją. Dzięki tym staraniom, w 2016 roku UNESCO mogło wpisać Ani na swoją prestiżową listę światowego dziedzictwa kulturalnego. Brzmi świetnie? Rzeczywistość nie wygląda tak różowo. Nie jest dobrze tak oceniać nie znając dokładnie tematu, ale dla nas wyglądało to tak, że Turcja zadbała jako-tako o zabytek, postawiła drogowskazy, kasę i kilka tablic informacyjnych, by móc promować się kolejnym zabytkiem z listy UNESCO i dzięki temu ściągać turystów do mniej uczęszczanych obszarów kraju. Jednocześnie wpis na listę pozwolił zebrać pieniądze na kolejne, niezbędne prace. Stanowisk archeologicznych w Turcji jest naprawdę wiele. Jedne bronią się same, wystarczy tylko postawić tabliczki z opisami (góra Nemrut). W innych jak choćby w Göbekli Tepe udało się zrobić naprawdę niesamowite wprowadzenie. Tu nie ma praktycznie nic. Pole z ruinami.

Wymiar edukacyjny sprawiał wrażenie mało istotnego, ważniejsza jest możliwość ciągnięcia zysków z biletów wstępu oraz tej całej turystycznej otoczki. Choć warto zauważyć, że nie są to wygórowane ceny. Trzeba bowiem wiedzieć, że od kilku lat Turcja pracuje nad tym, by nie była kojarzona tylko jako miejsce na niedrogie wczasy w hotelu z basenem i plażą, więc stawiają na kulturę. Brak informacji może nie tyle o samych resztkach budynków, co o tle historycznym wiele mówił o nastawieniu Turcji do pielęgnowania pamięci o własnej różnorodności kulturowej. Podobnie jak przygotowanie ścieżki, czy trasy po rozległym obszarze miasta. We wschodniej Turcji ewidentnie jest problem z upamiętnianiem kultur ormiańskich czy kurdyjskich. W Ani to niestety widać. Jak wspomnieliśmy, tabliczek nie ma zbyt wiele, a nawet jak są, to sprawdzenie w sieci szybko ukazuje jak wybiórcze są to informacje.

Problematyczna polityka

Natomiast problem polega też na tym, że Ani samo w sobie celem turystycznym nie jest. Ta część wschodniej Turcji z Kars nie przyciąga wielu turystów. A co jeszcze ciekawsze, na stanowisko archeologiczne w Ani można bez większych problemów wejść bez biletu, gdyż częściowo jest otwarte, a ochrony tu praktycznie nie ma. Miasto niestety padło ofiarą konfliktów (w tym historycznych), niemniej jednak to co przetrwało, jest bez wątpienia ciekawą rzeczą do zobaczenia.

Jak już dojedziemy do Ani, wpierw widzimy całkiem spory parking. Choć Turcy niespecjalnie się tym miejscem chwalą, to jednak Ani stanowi jedną z największych atrakcji tego regionu, więc wiele wycieczek jadących do lub z Wan zatrzymuje się tutaj. Za parkingiem znajdują się sklepiki, a potem podchodzimy do muru. Tam schowana jest budka, w której sprzedają bilety. To państwowe muzeum, więc działa tu Museum Pass. Mur jest częściowo odnowiony, częściowo zaś oryginalny. To pozostałość po dawnym pałacu Seldżuków.

Katedra w Ani

Katedra świętej Matki Bożej to największy i najpełniej zachowany obecnie budynek w Ani. Należy też do najstarszych, którego budowa rozpoczęła się w 989 roku, a zakończyła w 1001 (lub 1010) roku. Wnętrza niestety zostały mocno zniszczone. Khaczary katedry w Ani także są zdewastowane. Zniszczono przede wszystkim na nich krzyże. Próby usuwania tego symbolu widać też w innych cerkwiach w Ani. Te zniszczenia to nie tylko nowożytne dzieła, po podboju seldżuckim świątynia została zamieniona w Meczet Zwycięstwa. To największy kościół w Ani. Brakuje mu jednak kopuły, która się zawaliła.

Meczet i cytadela

W Ani można dziś zobaczyć meczet Menücehr, z którego najstarszą częścią jest pochodzący z końca XI wieku minaret. Sala modlitw jest nieco starsza. Z jego okien widzimy rzekę i Armenię.

Wewnętrzna cytadela jest być może najstarszą zachowaną częścią Ani, bo datowaną na VI – VII wieku, a więc zanim miasto stało się stolicą Armenii. W obrębie jej murów znajdował się kościół z VI stulecia, niestety dobiło go trzęsienie ziemi z 1966 roku. Turecka flaga zatknięta na dawnych ormiańskich fortecach to stały element krajobrazu we wschodniej Turcji.

Kanion, rzeka i Aragac

Na ścianach kanionu udało nam się wypatrzeć wykute w skale miasto, wykorzystujące także naturalne jaskinie. Nie jest niestety dostępne dla zwiedzających, nie ma też żadnej informacji o ich istnieniu. Zauważyliśmy je przypadkiem, a źródła internetowe potwierdziły nasze domysły, że było to zamieszkane miejsce.

Nad samą rzeką można też dojrzeć stary most, który łączył oba brzegi kanionu. Teraz z mostu został właściwie tylko fragment po tureckiej stronie. Granicy w żaden sposób nie można przekroczyć.

Przy dobrej pogodzie widać jeden z bardziej charakterystycznych szczytów Armenii. Wulkan Aragac o poczwórnym wierzchołku widziany z Ani. Na odległym pierwszym planie widzimy Armenię. Podczas podróży do Armenii wejście na Aragac (najwyższy północny szczyt 4090 m n.p.m.) było w naszych planach. Niestety, drogi były zamknięte z powodu śniegu, więc nie mogliśmy dojechać do punktu, z którego idzie się na północny szczyt. Więcej na ten temat znajdziecie przy wpisie o twierdzy Amberd.

Pozostałe świątynie w Ani

Interesujący formę ma kościół Świętego Odkupiciela: jest to budowla na planie dziewiętnastokątna (tak, 19!) zwieńczona kopułą na wysokim bębnie, co nadaje temu kościołowi charakterystycznej proporcji. Wzniesiono go w latach 30. XI wieku i przechowywano tutaj relikwię Świętego Krzyża. Patrząc dziś na mocno zniszczoną budowlę – właściwie jej stojącą połowę – trudno uwierzyć, że aż do 1955 roku pozostawała niemal nietknięta. Jednak musiała już być nadwątlona i nie dała rady oprzeć się siłom natury, połowa zawaliła się podczas burzy z piorunami. Obecnie nie można do tego kościoła nawet podejść z uwagi na ryzyko zawalenia, któremu mają zapobiec stalowe rusztowania i klamry.

Kościół św. Grzegorza Oświeciciela w Ani z 1215, bodaj jedyny z zachowanymi kolorowymi freskami. W pozostałych można spotkać tylko graffiti, które pokazują stosunek Turcji do ochrony dziedzictwa kulturowego na obszarze dawnej Armenii. Poza poligonem wandale też zostawili tu swój ślad. Ten kościół znajduje się blisko rzeki i granicy i ma dość charakterystyczną, ściętą kopułę. Swoją drogą w Ani są jeszcze dwa inne kościoły św. Grzegorza. Oba z X wieku, z jednego pozostały resztki, drugi ma kształt dwunastoboku i trzyma się dziś całkiem nieźle.

Z wielu miejsc zachowały się zaledwie fragmenty murów bądź fundamentów. Są tu i resztki łaźni, kościół gruziński, kościół św. Apostołów, a nawet resztki istniejącej w I – IV wieku świątyni zaratusztriańskiej, czyli świątyni ognia. Po meczecie Abu Muamrana został leżący fragment minaretu. No i jeszcze wspomniane już miasto skalne w pobliskich jaskiniach. W przypadku wielu z tych miejsc, nawet przechodząc nie zwraca się na nie uwagi, wyglądają jak przypadkowe kamienie.

Dojazd do Ani

Jeszcze jedna refleksja naszła nas, gdy patrzyliśmy na obszar dawnej stolicy: to jest pustkowie porośnięte suchymi trawami, usiane wulkanicznymi głazami. Nie ma tutaj nic cennego. Nie chce się wierzyć, że o takie nic – które dla Turcji najwyraźniej znaczy niewiele, a dla Ormian jest częścią dziedzictwa kulturowego – od lat toczą się spory bez widoków na kompromisowe zakończenie.

Ani znajduje się jakąś godzinę drogi samochodem z Kars. Ciężko liczyć tu na transport zorganizowany, więc jeśli nie mamy wynajętego samochodu najlepszy możliwy dojazd to taksówka. Co prawda obecnie z Kars kursuje (jak byliśmy to dwa razy dziennie) autobus, ale chyba trzeba czekać, aż rozwiną to połączenie. Zwiedza się samodzielnie, bez przewodnika. Częściowo są tu wydeptane czy przygotowane ścieżki, ale do wielu miejsc można też iść na przełaj.

Jeśli uważasz wpis za pomocny lub interesujący polub nas na Facebooku.

Szlak turecki
Ani
Share Button

Komentarze

Rekomendowane artykuły