Huacachina: peruwiańska oaza i pustynia, buggy, atrakcje

Oaza Huacachina i buggy

Gdy szykowaliśmy się do wizyty do Peru, dotarliśmy do informacji, że są tam miejsca, które oferują dobrą, aktywną zabawę, nie tylko zwiedzanie. Jednym z nich jest oaza Huacachina (niedaleko miejscowości Ica), która często jest przedstawiana jako mało znane, nieturystyczne miejsce poza utartym szlakiem. Cóż, obecnie jest ono absolutnie jedną z najbardziej znanych, popularnych i obleganych atrakcji Peru. Natomiast aktywna zabawa jak zjeżdżanie po wydmach wciąż pozostaje prawdziwa. To jedna z najbardziej „rozrywkowych” pustyń, jakie widzieliśmy. To jednocześnie jedna z największych oaz na całym świecie, największa w obu Amerykach.

Pustynia pełna atrakcji

Huacachina, piaszczysta pustynia w Peru

Ta nietypowość i inne przymiotniki wynikają wprost z wyglądu tego miejsca. Bowiem oaza Huacachina to nic innego jak piaszczysta pustynia w Peru, która równie dobrze mogłaby się znajdować na Saharze czy Półwyspie Arabskim, co kontrastuje z widokami Andów, które bardziej kojarzą się z tą częścią Ameryki Południowej. Lubimy pustynie i zwiedzanie ich, ale ta peruwiańska to nie jest atrakcja przyrodnicza. Tu naprawdę bardziej chodzi o zabawę. Piaski nie różnią się specjalnie od Fajum, Wahiba Sands, Ghilane, czy wielu innych miejsc z różnych części świata. Mamy tu do czynienia z ergiem, pośrodku którego jest oaza.

Natomiast sposób, w jaki eksploruje się tę pustynię jest dość unikalny, nie ze względu na pomysł, a z powodu skali zjawiska. W innych miejscach na świecie też używa się buggy, quadów, czy innych pojazdów. Co więcej, nawet jak byliśmy w Marsa Alam widzieliśmy, że quady coraz bardziej wypierają wielbłądy. Tu jednak postawiono na buggy jako podstawowy sposób korzystania z pustyni (i w sumie dobrze, że nie ściągnięto tu wielbłądów). Walory przyrodnicze nie są zbyt istotne.

Buggy po pustyni

Pojazdy typu buggy lokalnie są nazywane areneros. Podobno wcześniej używano jeepów 4×4, dziś zostały one zastąpione przez mniejsze i zwinniejsze wehikuły. Zazwyczaj mogą zabrać około 8 pasażerów. One są dość otwarte, czyli żadnych okien, drzwi, ale też zabezpieczone. Tych pasów, których się tu zapina jest sporo. Kierowcy są doświadczeni, pędzą, wjeżdżają na góry, zjeżdżają. Natomiast wszystko musi być pod kontrolą. Oni doskonale znają tak tutejsze wydmy, buggy jak i swoje umiejętności. Adrenalina ma być, ale wypadków jest tu niewiele, bo to nie pomaga turystyce. Chodzi o masówkę, więc ograniczają ryzyka.

W momencie, gdy wsiadamy do samochodu, zaczyna się zabawa, szaleństwo po wydmach, jakiego George Miller w „Mad Maxach” by sobie nie żałował. Trzeba zapiąć pasy i mocno się trzymać, bo tu nie ma taryfy ulgowej (no dobra pewnie jest, jak są dzieci na pokładzie, a i jak pisaliśmy bezpieczeństwo też jest istotne). Tutaj wjeżdża na diuny, a następnie zjeżdża się z nich z dużą prędkością. Chodzi o emocję, podskoki i piasek lecący we wszystkie strony. I trzeba przyznać, że to się tu jak najbardziej sprawdza. Niektóre z tych wydm mają nawet 500 metrów wysokości, więc jest fajnie. Po raz pierwszy z takiego zjeżdżania skorzystaliśmy w Tunezji w okolicy Szatt al-Gharsa, ale tam to było urozmaicenie, tu jest to główna atrakcja.

Sandboaring

Drugą atrakcją w czasie takiej wycieczki w buggy jest też możliwość zjeżdżania na desce z wydmy. Znów, widzieliśmy to w Erg Chebbi, czy na pustyni Liwa, ale dopiero tu udało nam się skutecznie spróbować takich zjazdów. Cały sekret tkwi w tym, żeby odpowiednio natłuścić deskę przed zjazdem i wejść na odpowiednio wysoką wydmę. Tutaj sandboarding sugeruje się wykonywać na leżąco. Najpierw zaczynamy z nie tak dużych wydm, potem w miarę jak się zabawa podoba, kierowcy wwożą nas na większe. Plusem jest to, że przy tych dużych, każą czekać na dole i podjeżdżają pod uczestników.

Natomiast tego, czego nie ma, to możliwości obcowania z naturą. Huacachina jest turystyczna, stąd jest tu mnóstwo buggy i hałasu. Ludzie przyjeżdżają się tu bawić, więc można zapomnieć o ciszy i spokoju. Huacachina znajduje się na trasie z Limy (ewentualnie Paracas) do Nazci i dalej. Zarówno Nazca jak i Paracas to bardzo popularne miejsca wśród turystów. Ica znajduje się po środku, więc odbijając trochę można tu odpocząć zdecydowanie bardziej aktywnie.

Wycieczki na Huacachina

Więc skoro Huacachina najczęściej wykorzystywana jest właśnie jako przystanek, gdzie bierze się wycieczkę takim buggy, i robią wszystko, by była ona intensywna i zapadała w pamięć. Zjeżdża po wydmach samochodem, robi przerwy na zjeżdżanie na desce, a potem wraca do samochodu, znów jazdy po diunach i tak dalej na zmianę, by się nie nudzić. My mieliśmy popołudniową wycieczkę, więc skończyło się jeszcze na oglądaniu zachodu słońca na pustyni. Tu głównie koncentruje się na pustynnych atrakcjach, właśnie po to, by była to bardziej zabawa niż kolejna pustynia. Co ważniejsze, nasza wycieczka trwała tu ponad 3 godziny i umiejętnie prowadzono ją tak, by nie męczyła i dostarczała emocji.

Inne atrakcje Huacachina

Oczywiście są jeszcze inne możliwości. Widzieliśmy zarówno paralotniarzy, jak i osoby, które tu odpoczywają. Sama oaza Huacachina ma bowiem w środku jeziorko, przy którym piasek pełni rolę plaży. Można tu nocować, można się kąpać, ale też pływać rowerami wodnymi. I tu dochodzimy do tego, co właściwie ominęliśmy (i obecnie sporo osób to omija). Dawniej oaza na środku pustyni była zamieszkana przez może 100 osób, dziś to prężne centrum turystyczne. Wokół jeziora powstało sporo hoteli, barów i restauracji. To dość zabudowane miejsce, a wieczorem bardzo oświetlone. Więc jeśli ktoś tu nocuje i chce zobaczyć pustynię nocą, musi trochę odejść od tegoż centrum.

Historia Huacachina

Skąd w ogóle wzięła się ta oaza Huacachina i dlaczego jest tak wykorzystywana? Według legendy, oaza powstała, gdy przepiękna księżniczka postawiła wziąć kąpiel. Rozebrała się, podeszła do lustra i zobaczyła obserwującego ją łowcę. Wystraszyła się i uciekła, zostawiając lustro, a ono zamieniło się w lagunę. Inna wersja tej legendy mówi, że woda, w której miała się myć stała się laguną, a jej płaszcz zamienił się w piasek. Jeszcze inni twierdzą, że księżniczkę można spotkać, bo ona wciąż jako syrena pływa w tym jeziorze.

Prawda jest taka, że jezioro w oazie Huacachina powstało w sposób naturalny, bez żadnej magii, ale obecnie jest utrzymywane dzięki technologii. Na początku XXI wieku zaczęło wysychać, więc zdecydowano się dopompowywać tu regularnie wodę. Głównie z powodów turystycznych. Pomijając atrakcje o których pisaliśmy, Huacachina uznawana jest za wzorcową oazę w Ameryce Południowej, ale również tutejsze wody i błota mają podobno lecznicze właściwości (w tym pomagają na reumatyzm, czy astmę). W każdym razie od 2015 za dostarczenie tu wody odpowiadają lokalni przedsiębiorcy, dla których oczywiście jest to bardzo istotne źródło zarobku. Za cały biznes odpowiada kilka lokalnych rodzin. Historia turystyki w tym rejonie sięga lat 60. XX wieku, acz początkowo było to jedynie miejsce odpoczynku w oazie. Dziś akcenty są położone trochę inaczej. Niektóre elementy zakrawają o kicz, ale tu turystyka rządzi.

Ica i Pisco

Huacachina znajduje się tuż przy miejscowości Ica. Mniej więcej jakieś 5 kilometrów. Nazwa prawdopodobnie pochodzi od słowa wakachina w języku keczua, które oznacza ukrytą lagunę. I faktycznie tak trochę wygląda. Wyjeżdża się z miasta, a następnie kierujemy się ku wydmom i tam mała droga dojeżdża do oazy Huacachina ukrytej dokładnie między diunami.

Natomiast Ica także próbuje samodzielnie ściągać turystów. Choć niestety (tak jak w naszym przypadku) najczęściej ludzie wybierają inne rzeczy, które bardziej zapadają w pamięć niż kolejne kolonialne miasteczko. Jedną z tych atrakcji Ici są winiarnie. Region słynie z produkcji brandy Pisco. Jest więc szansa by nie tylko zobaczyć jak się ją produkuje (brandy powstaje z destylacji wina), ale również spróbować lokalnych trunków. Większość z winiarni, które można odwiedzić, jest bardzo turystyczna i to niestety w tym negatywnym znaczeniu, ze względu na przemiał i wysokie ceny. Dużo nie pokazują, bo niestety to bardziej nastawione jest pod zachęcanie ludzi do kupna, niż poszerzanie wiedzy. Ale jako przystanek w trasie, czemu nie.

Zwiedzanie Huacachina

Wycieczki typu Dune Buggy Tour & Sandboarding są oferowana przez wiele firm, ale tak naprawdę wszystko odbywa się tu na miejscu, reszta to pośrednicy. Tutaj znajdzie się osoba, która „spiknie” nas z kierowcą i resztą grupy, a następnie wskażą buggy i wyślą na pustynię. Wycieczki też mają różną długość, są i godzinne i, jak nasza, trzygodzinne. Można też spędzić noc w hotelu i skorzystać z kąpieli w jeziorze, wówczas jest to kurort. Natomiast bary i restauracje są właściwie tylko przy samej oazie. Dalej nie ma nic. Więc koniecznie trzeba zabrać ze sobą wodę, krem do opalania, coś na głowę i się odpowiednio zabezpieczyć, by tego nie zgubić (dobrze zapięty plecak), bo przechyłów będzie sporo. Pamiętajmy też, że piasek dostaje się tu naprawdę wszędzie. A potem zostaje się poddać zabawie.

  • Na zwiedzanie oazy Huacahina dobrze jest mieć pół dnia. Jak wspominaliśmy, to bardziej aktywności.
  • Jeśli planujesz zwiedzać okolicę, zajrzyj też do polecanych wycieczek na tutaj. Można upolować tam fajne promocje.
  • Podróż po okolicy może być wygodniejsza samochodem, dostępne auta w okolicy znajdziesz tutaj.
  • Cześć odsyłaczy do linki afiliacyjne. Nic Was to nie kosztuje, a nam pomaga utrzymać blog. Podobnie jak symboliczna kawa. Dziękujemy za każde wsparcie.
  • Jeśli ten wpis okazał się pomocny czy inspirujący, będzie nam miło jeśli zostaniesz z nami na dłużej:
    • możesz obserwować nas Facebooku (i innych mediach), lub udostępnić go
    • albo zapisać się na nasz newsletter, by nie przeoczyć kolejnych wpisów.
Peru
HuacachinaMachu Picchu
Share Button

Komentarze

Rekomendowane artykuły