Archiwa tagu: chrześcijaństwo

Parada Trzech Króli w Katalonii

Obchody Świąt Bożego Narodzenia w Hiszpanii są zwieńczone uroczystością Trzech Króli, która podobnie jak u nas wypada 6 stycznia. Przebywając w Barcelonie mogliśmy być świadkami tradycyjnego i interesującego wydarzenia, jakim jest Parada Trzech Króli, które odbywa się w noc wigilijną tego święta.

Każdy z królów ma własny orszak, jest witany i pozdrawiany przez Katalończyków
Każdy z królów ma własny orszak, jest witany i pozdrawiany przez Katalończyków

Historia Święta Trzech Króli

Święto Trzech Króli to jedno z najstarszych świąt chrześcijańskich. Początkowo obchodzone jako Objawienie Pańskie, czyli Epifania, były częścią Bożego Narodzenia. Epifania upamiętniały pokłon trzech Mędrców, którzy przybyli do Betlejem, chrzest Pański w Jordanie i przemianę wody w wino w Kanie Galilejskiej. Jednak od IV wieku wpierw rozdzielono te święto od Bożego Narodzenia, a z czasem podzielono te trzy osobne wspomnienia.

Parada Trzech Króli (Barcelona)
Parada Trzech Króli (Barcelona)

Dziś święto Trzech Króli obchodzone jest 6 stycznia w Kościele Katolickim. Ważna jest też tradycja: Mędrcy (Magowie) stali się Królami pochodzącymi z różnych zakątków świata (jeden musi być koniecznie czarnoskóry, z Afryki). Natomiast wcześniejsze tradycje, zanim stali się królami, wskazują, że mogli wyruszyć do Betlejem z Kaszan. U nas nadal czasem mówi się o nich Mędrcy ze Wschodu. Dziś w wielu krajach europejskich jest to dzień wolny od pracy, a w Hiszpanii narosły wokół niego interesujące tradycje.

Korowód jest bardzo barwny i skoczny
Korowód jest bardzo barwny i skoczny

Trzech Króli w Hiszpanii

Tu warto zacząć od tego, że Trzej Królowie – Magowie pełnią podobną rolę jak Gwiazdor, Aniołek czy nawet Święty Mikołaj w naszej kulturze. Czyli przynoszą grzecznym dzieciom prezenty. Niegrzeczne dostają węgiel, czyli odpowiednik naszej rózgi. Dziś zamiast węgla najczęściej jest to ciastko o nazwie carbón de Reyes, który przypomina wyglądem węgiel. Właściwie dzieci dostają prezenty dwukrotnie, niewielki 25 grudnia i właśnie ten główny na Trzech Króli. Wieczorem 5 stycznia zostawiają buty przy drzwiach wejściowych, czy balkonach, zostawiają też tam sianko i wodę dla wielbłądów lub koni, na których przyjeżdżają królowie, zaś rano znajdują prezenty. W Hiszpanii obchody Bożego Narodzenia zaczynają się już 22 grudnia i kończą 6 stycznia.

Obchody Trzech Króli to także muzyka na żywo, światła, śpiewy i tańce
Obchody Trzech Króli to także muzyka na żywo, światła, śpiewy i tańce

Tradycje tradycjami, jednak w większości są one poza zasięgiem odwiedzających Hiszpanię, gdyż podobnie jak u nas to święta rodzinne. To co jednak jest wyjątkowe, to Parada Trzech Króli, w której możemy uczestniczyć jako widzowie. U nas też zaczęto robić orszaki Trzech Króli, ale póki co polskie wydanie więcej ma wspólnego z jasełkami, czy kolędowaniem i jest to stosunkowo nowa tradycja. Hiszpańska Parada to naprawdę wielkie święto, zrobione z pompą, coś co bez wątpienia warto zobaczyć. My mieliśmy okazję obejrzeć je w Barcelonie, gdzie celebracja ma długą tradycję.

Wiele strojów ma znaczenie historyczne, które Hiszpanie dość łatwo wychwytują
Wiele strojów ma znaczenie historyczne, które Hiszpanie dość łatwo wychwytują

Parada Trzech Króli

Wszystko zaczyna się 5 stycznia, kiedy to odbywa się tradycyjna fiesta – Cabalgata de Reyes Magos. Już około południa widzieliśmy ludzi, którzy zaczęli się ustawiać przy trasie przejazdu, jeszcze nie właściwej parady. Trasa jest dość dobrze oznaczona, tak żeby było wiadomo, gdzie i kiedy przyjść. W tym wypadku przejazd był częścią techniczną. Królowie i część ich orszaku, już w strojach, jechali samochodami, najczęściej kabrioletami i pozdrawiali ludzi. Niby nic szczególnego, ale nawet takie wydarzenie ma odpowiednią oprawę. Przed królami jechali kawalerzyści.

Przygotowania do parady Trzech Króli trwają cały dzień
Przygotowania do parady Trzech Króli trwają cały dzień

Główna atrakcja zaczyna się pod wieczór. Wówczas odbywa się wielka parada, która przechodzi przez miasto. Bez problemu można znaleźć jej trasę, jest sporo informacji na ten temat, także na plakatach w mieście. Cześć osób ustawia się na początku lub na końcu, zazwyczaj to główne place, gdzie wszystko się ustawia i powoli wyrusza. Natomiast zdecydowana większość gapiów stara się ustawić blisko ulic, względnie placów, którędy będzie przechodzić parada. Najważniejsze jest, by dobrze widzieć, bowiem parada przechodzi przez całą trasę, więc wystarczy ją obserwować w jednym miejscu. Są punkty przy których parada się zatrzymuje i tam ma miejsce konkretna choreografia, to właśnie takie place. Trasa jest ogrodzona barierkami, by nikt nie wbiegał. Więc tłumy ustawiają się przy barierkach. I czekają. Wiadomo, im wcześniej się ktoś ustawi, tym lepsze będzie mieć miejsce. Tak to działa.

W orszakach Trzech Króli są też zwierzęta, lub raczej ich podobizny
W orszakach Trzech Króli są też zwierzęta, lub raczej ich podobizny

Parada w Barcelonie

My ustawiliśmy się na placu Katalońskim, wówczas było tu już sporo osób, ale udało się nam być w miarę blisko, tak by dobrze widzieć. Czekanie zostało nagrodzone, bo mogliśmy zobaczyć całą paradę. A orszak jest naprawdę długi, kolorowy. Jest wiele osób w strojach, które idą, tańczą i śpiewają na ulicy, ale są też pojazdy. To na nich podróżują Trzej Królowie, czyli Kacper, Melchior i Baltazar. Każdy z nich jednak jedzie na osobnym wozie i każdy ma ze sobą świtę. I to właśnie ta świta śpiewa wesołe piosenki.

Do niektórych śpiewów dołącza się publiczność
Do niektórych śpiewów dołącza się publiczność

Właściwie można zapomnieć, że to święto ma religijny charakter. To bardzo wesoła, kolorowa parada, pełna także lokalnych nawiązań do tradycji. Dobry przykład to węgiel, czyli jak wspominaliśmy odpowiednik rózgi. W Hiszpanii wierzy się, że niegrzeczne dzieci zamiast prezentów dostaną węgiel. I w tej paradzie idzie całe mnóstwo kocmołuchów, śpiewając o węglu. Zresztą lokalne podania dorobiły historię każdemu z króli, więc ich orszaki także mają charakterystyczne elementy, które Hiszpanie wyłapują, my jako gapie z zewnątrz, niekoniecznie.

Ludzie są naprawdę podekscytowani paradą
Ludzie są naprawdę podekscytowani paradą

Na koniec zaś jedzie pojazd, który strzela w ludzi cukierkami. Przede wszystkim łapią je dzieci, które otwierają torby i starają się zebrać ich jak najwięcej. Warto dodać, że nawet publiczność w jakiś sposób jest zaangażowana. Dostaje choćby papierowe korony.

Na koniec parady Trzech Króli strzela się cukierkami
Na koniec parady Trzech Króli strzela się cukierkami

Inne tradycje związane ze świętem

Właściwe święto ma miejsce 6 stycznia, ale jest ono bardziej spokojne i rodzinne. To w Hiszpanii dzień wolny od pracy. Główna parada odbywa się więc w wigilię święta, natomiast nie oznacza, to, że potem nie ma żadnych tradycji. Jest nią tradycyjne ciasto roscón de Reyes Magos. To rodzaj babki, ale wkłada się do środka dwie rzeczy. Fasolkę i figurkę. Komu trafi się figurka, ten może założyć koronę i być królem święta w domowym ognisku. Fasolka to zobowiązanie do bycia sponsorem ciasta w przyszłym roku. I choć w bardziej tradycyjnych domach pewnie przygotowuje się je samodzielnie, blisko 6 stycznia sporo tych wypieków pojawia się w cukierniach. Bez problemu udało nam się je kupić i skosztować. Oczywiście my mogliśmy doświadczyć jedynie tego, co ludzie widzą na zewnątrz, czyli przede wszystkim fiesty zorganizowanej z wielkim rozmachem. Hiszpanie się lubują w tego typu obrządkach (choćby procesja Bożego Ciała w Toledo). Jednak warto pamiętać, że Trzech Króli dziś ma tu zdecydowanie bardziej rozrywkowy charakter, niż religijny. To dzień, który kończy okres Bożego Narodzenia i rozpoczyna karnawał. To żywa tradycja, która łączy tu ludzi. I to jest piękne.

Roscón de Reyes Magos
Roscón de Reyes Magos

Jeśli podobał Ci się wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak hiszpański
Parada Trzech Króli

Stary Orgiejów (Orchej Stary, Orheiul Vechi)

Niektórzy nazywają Stary Orgiejów (rum. / mołd. Orheiul Vechi, ale też Stary Orchej / Orchei) największym zabytkiem Mołdawii. Może być w tym trochę złośliwości i przesady, ale trzeba przyznać, że cały kompleks dość mocno się wyróżnia od reszty. Choć świątynie tutaj nie są cudami architektury czy zdobnictwa, jednak zwłaszcza ta wykuta w skale zapada w pamięć, podobnie jak malownicza okolica. To także jedyny w całej Mołdawii park narodowy.

Dojazd do Starego Orgiejowa, to jedne z nielicznych wzniesień w Mołdawii
Dojazd do Starego Orgiejowa, to jedne z nielicznych wzniesień w Mołdawii

Stary Orgiejów: Zabytek i park narodowy

Park Narodowy Orgiejów powołano do życia dopiero w 2013 roku. Próbowano go utworzyć wcześniej, ale plany te pokrzyżowała wojna domowa. Obecnie zajmuje 337,9 km², ale nie jest to teren jednolity. W skład wchodzą lasy, fragment Wyżyny Besarabskiej, a także okolice rzeki Reut (rum. / mołd. Răut). Jest też kilka zabytków, takich jak monaster Curchi oraz właśnie skalne monastyry jak Stary Orgiejów. I to one są tu najważniejszym celem. Natomiast sam park czasem bywa nazywany skansenem Mołdawii, ze względu właśnie na świątynie, stare wioski i rolniczą okolicę.

Widok na rzekę Reut
Widok na rzekę Reut

Historia monastyrów

Monastyry powstawały między XIII a  XVII wiekiem i pozostawały w użyciu aż do XIX roku. Większość nich wykuto w skałach nad brzegiem rzeki Reut. Samych klasztorów powstało tu prawdopodobnie około setki. Najbardziej znane to Peștere i Bosie. Ten pierwszy to jedyny, który dziś reaktywowano, choć żyje tu dokładnie jeden mnich. Chociaż historycznie Peștere to był kompleks pięciu klasztorów, to erozja robi swoje i część z nich już dziś nie istnieje. Natomiast jak wspominaliśmy, park jest naprawdę spory i różnorodny, więc niestety coś trzeba wybrać. Tym takim najbardziej charakterystycznym punktem jest właśnie Stary Orgiejów. Klasztory początkowo powstawały, by mnisi mogli się skryć przed Turkami. Ukrywały ich przed prześladowaniami, zupełnie jak choćby w Kapadocji. Mnisi zaś mogli się oddawać modlitwom, a przy okazji robili także wino.

Stary Orgiejów i krzyż będący jednym z symboli Mołdawii
Stary Orgiejów i krzyż będący jednym z symboli Mołdawii

Dużo robi tu naturalna lokacja, a przede wszystkim wapienne skały. Stały się idealnym miejscem do drążenia weń, w tym wypadku klasztorów. Coś podobnego, acz bardziej zniszczonego opisywaliśmy przy okazji Aładży, ale można spotkać się z informacją, że bliżej im do Meteorów. W każdym razie tu tworzyły się samoistnie pewne jaskinie, więc zanim ludzie zaczęli drążyć swoje budynki, wykorzystywali to, co dała im natura, dopiero potem zamieniali jaskinie choćby w monastyry. Pierwsze ślady bytności ludzkiej to tak zwana kultura Cucuteni-Trypole, która rozwijała się tu jakieś 4,5 tysiąca lat temu. Na terenie Parku można znaleźć pozostałości fortec z VI – I wieku przed naszą erą, czy wykopaliska osiedla Daków (V – III wiek przed naszą erą), choć oczywiście same jaskinie są dużo starsze.

Dzwonnica przy wejściu do skalnego monastyru w Starym Orgiejowie
Dzwonnica przy wejściu do skalnego monastyru w Starym Orgiejowie

Stary Orgiejów: Dojazd

Stary Orgiejów znajduje się jakieś 60 kilometrów od Kiszyniowa. Można próbować tu dotrzeć komunikacją zbiorową, ale wówczas będzie to całodniowa wycieczka. Trzeba wpierw dojechać do miejscowości Orchej Stary lub Trebujeni, a następnie stamtąd udać się do kompleksu. Uwaga, nowy Orgiejów znajduje się jakieś pół godziny drogi samochodem od starego. Dlatego z Kiszyniowa najlepiej wziąć marszrutkę do Butuceni, względnie Trebujeni.

Stary Orgiejów - wejście do cerkwi
Stary Orgiejów – wejście do cerkwi

Prawda jest taka, że najłatwiej jest tu dotrzeć samochodem. Po wjeździe na teren parku widnieje informacja o konieczności zakupienia biletów, nawet był domek, niby centrum informacyjne. Jednak po zatrzymaniu okazało się, że był nieczynny. Bez biletu wjechaliśmy dalej. Zamiast jechać do Trebujeni, jedzie się od razu w kierunku kompleksu. Przed nim znajduje się zajazd i duży parking, tu można było kupić bilety. Jest tu także muzeum. Można zaparkować albo podjechać jeszcze dalej, przejechać przez most i zatrzymać się na mniejszym parkingu. Następnie wspinamy się w górę, niewysoko. Stamtąd widać zakola rzeki Reut i można dojść do nowszej cerkwi. Nie jest ona jakoś szczególnie atrakcyjna, ale pięknie ulokowana. Stanowi jeden z symboli tego miejsca. Przy niej, stając na krawędzi wzniesienia, mamy bardzo dobry widok na okolicę i rzekę. W dość płaskiej Mołdawii robi to wrażenie. Pamiętajmy, że to cerkiew wiejska, obok znajduje się wieś Butuceni. Ludzie chyba przywykli do turystów, jednak nie nastawiają się na zarabianie na nich zbytnio.

Stary Orgiejów, cerkiew wiejska
Stary Orgiejów, cerkiew wiejska

Stary Orgiejów: Monastyry

Główną atrakcją jest oczywiście starsza cerkiew wydrążona w skale, to pieczara klasztoru Peștere. Dojście do niej nie jest oznaczone. Idąc od parkingu w kierunku nowszej świątyni mija się dość charakterystyczny krzyż i niewielką wieżę. Tam należy skierować się ku wiosce i niedaleko wieży znajduje się wejście do właściwej świątyni. Ta jest niewielka, ale robi niesamowite wrażenie.

Wnętrze cerkwi
Wnętrze cerkwi

Schodzi się do niej po wydrążonych schodach, można też wyjść z drugiej strony i stanąć na skalnej skarpie. Trzeba uważać, bowiem nie ma barierek. Schody nie są oryginalną częścią klasztoru, kiedyś zjeżdżało się po linie na tę półkę skalną i dopiero wchodziło do klasztoru. Pozostałe jaskinie nie są udostępnione dla turystów, ale niektórzy i tak tam wchodzą.

Widok na okolicę
Widok na okolicę

Sam krzyż dziś jest jednym z symboli Mołdawii, głównie z powodu malowniczego położenia. Więc dość często znajduje się na zdjęciach folderowych, ale też magnesach i innych pamiątkach, bo chyba to najbardziej charakterystyczny kształt z Orgiejowa.

Zejście do wydrążonej cerkwi
Zejście do wydrążonej cerkwi

Zwiedzanie Starego Orgiejowa i okolice

Wejście do obydwu świątyń jest darmowe. O ile nowsza jest otwarta i wchodzi się tam bez problemów (pomijając nabożeństwa), o tyle ta wydrążona jest udostępniona jedynie, gdy ktoś (mnich) jej pilnuje. Otwiera on drzwi i można wejść do środka. Ale robi przerwy idąc na modlitwy do nowszej świątyni. Wówczas obie są w praktyce niedostępne do zwiedzania.

Wydrążona w skale cerkiew, Stary Orgiejów
Wydrążona w skale cerkiew, Stary Orgiejów

Natomiast z okolic parkingu i drogi bardzo dobrze widać to wzniesienie nad rzeką, a także wykute oraz wyrzeźbione w sposób naturalny jaskinie. No i można zatrzymać się przy uprawie winorośli.

Widok z półki skalnej przy wydrążonej cerkwi
Widok z półki skalnej przy wydrążonej cerkwi

Samochód ułatwia samo dotarcie do Orgiejowa, ale utrudnia inne rzeczy. Pamiętajmy, że to Mołdatwia, kraj wina. Niedaleko znajduje się wioska Brănești, a w niej są mniejsze piwnice winne, gdzie można oczywiście także degustować trunki. My skoncentrowaliśmy się na największych, czyli Cricova i Mileștii Mici, ale warto wiedzieć, że istnieje alternatywa. Stary Orgiejów wyróżnia się dość mocno w Mołdawii. To bardzo ładnie położone, urokliwe miejsce z historycznym znaczeniem. Będąc w Mołdawii zdecydowanie warto się tu zatrzymać, niemniej jednak nie należy spodziewać się zbyt wiele. Nawet samochodem więcej czasu zajmie sam dojazd i podejście, niż jest tu faktycznego zwiedzania. Słowo kompleks też raczej na wyrost.

Jeśli podobał Ci się wpis, śledź nas na Facebooku.

Szlak mołdawski
Stary OrgiejówKiszyniów

Monastyr Rilski, zwiedzanie historycznego klasztoru

Jednym z najpiękniejszych kompleksów świątynnych Bułgarii jest Monastyr Rilski (bułg. Рилски манастир). Położony u podnóża masywu Riła, wpisany na listę UNESCO, przyciąga pielgrzymów i turystów. Stanowi jedną z największych atrakcji turystycznych, kulturalnych i historycznych w kraju. I trzeba dodać, że klasztor Rila naprawdę robi wrażenie, tak szczegółami jak i lokalizacją, w której się znajduje.

Tęcza nad Monastyrem Rilskim
Tęcza nad Monastyrem Rilskim

Historia klasztoru

Rilski monaster według legendy został założony przez świętego Iwana z Riły. Badania raczej wskazują, że w pobliżu obecnego monastyru istniała pustelnia świętego w jaskiniach, zaś pierwszy kompleks założyli jego uczniowie. To działo się w X wieku i z tamtego czasu niewiele zostało. Klasztor powoli się rozrastał i zdobywał uznanie oraz sławę. Rozkwit nastąpił w XIV wieku, wówczas to zaczęto wznosić obecne zabudowania. Niestety dla Bułgarii, XIV i początek XV wieku to najazdy Turków, co odbiło się na klasztorze. Wpierw zniszczono klasztor na rozkaz Murata II, ale to spowodowało bunt Bułgarów.

Monastyr Rilski ma znaczenie historyczne, kulturowe i religijne
Monastyr Rilski ma znaczenie historyczne, kulturowe i religijne

Ocaliła go pomoc Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i greckiego zakonu z góry Athos. Dzięki wsparciu udało się w XV wieku jeszcze zachować, zreperować i przebudować klasztor. Monastyr Rilski zaczął pełnić też ważną rolę w zachowaniu języka i kultury bułgarskiej. W 1833 roku, w trakcie bułgarskiego odrodzenia narodowego, niestety spłonął. Zorganizowano bardzo szybko zbiórkę wśród Bułgarów i przy zgodzie Turków zaczęto odbudowę. Większość współczesnych zabudowań pochodzi więc z XIX wieku. Pracę wykończeniowe zakończono w latach 60. XX wieku. Natomiast sam monastyr rylski został uznany za jeden z symboli bułgarskiego odrodzenia narodowego i od roku 1976 jest monumentem narodowym, zaś od 1983 został wpisany na listę UNESCO.

Obecna forma klasztoru to odbudowa
Obecna forma klasztoru to odbudowa

Monastyr Rilski: Znaczenie historyczne

Dla Bułgarów ma on jeszcze historyczne znaczenie. Na terenie Monastyru Rilskiego znajduje się grobowiec cara Borysa III. Zmarł on w 1943 roku, gdy nie chciał z Hitlerem ruszyć na ZSRR. Okoliczności jego śmierci nie są jednak jasne i do dziś budzą pewne kontrowersje.

Klasztor znajduje się na wysokości 1100 m n.p.m., z dziedzińca widać wznoszące się szczyty masywu Riła. Przypomina on trochę kościoły warowne, takie jak Prejmer w Rumunii. Mury mają grubość 2 i wysokość 24 metrów. Wewnętrzny dziedziniec to trzypiętrowe budynki z łukami, pomalowane na czarno-biało. Tam znajdowały się cele mnichów, dziś mieści się tu wiele funkcji, w tym dom pielgrzyma i muzeum, w którym są między innymi ikony, czy figurki.

Bazylika pod wezwaniem Św. Bogurodzicy, Monastyr Rilski, Bułgaria
Bazylika pod wezwaniem Św. Bogurodzicy, Monastyr Rilski, Bułgaria

Monastyr Rilski: Zwiedzanie

Pośrodku dziedzińca znajduje się trójnawowa bazylika pod wezwaniem Świętej Bogurodzicy. Ściany są zdobione freskami na zewnątrz i wewnątrz. W środku znajduje się też przepiękny, olbrzymi ikonostas.

Obok znajduje się wieża – baszta Chrelina, która kiedyś pełniła rolę obronną. Dziś to najstarszy, bo pochodzący z 1335 roku fragment kompleksu. Wieża liczy sobie 23 metry wysokości i dziś pełni rolę dzwonnicy.

Wokół świątyni znajdują się cele dla mnichów i pielgrzymów
Wokół świątyni znajdują się cele dla mnichów i pielgrzymów

Obecnie budynki zakonne znajdują się także poza dziedzińcem. Te jednak pełnią rolę bardziej logistyczną i nie są historyczne, więc raczej nie interesują turystów. Łącznie jest chyba z 300 pokoi w kompleksie, w końcu kubatura całości to przeszło 32 tysiące m3. Za to warto rozważyć zwiedzanie innych świątyń w okolicy. Te również mają interesujące freski.

Przy wejściu do świątyni można podziwiać przepiękne freski
Przy wejściu do świątyni można podziwiać przepiękne freski

Zwiedzanie monastyru Rilskiego jest darmowe, oczywiście bez części mieszkalnej, której się nie zwiedza oraz muzeum, które jest dodatkowo biletowane. Płaci się również za parking, choć jak stanie się dalej od klasztoru to najpewniej nikt się nie pojawi. Wewnątrz głównej cerkwi nie można robić zdjęć. Istnieje możliwość przenocowania w monasterze, należy ją zarezerwować wcześniej telefonicznie. Przy monastyrze znajduje się kilka restauracji, a także hoteli. Czas potrzebny na zwiedzenie całości to około godziny, bez muzeum nawet krócej.

Monastyr Rilski jest malowniczo ozdobiony
Monastyr Rilski jest malowniczo ozdobiony

Dojazd

Monastyr Rilski to jedna z popularniejszych wycieczek jednodniowych z Sofii. Miejsce jest ważne dla Bułgarów i warte zobaczenia. Znajduje się jakieś 120 km od stolicy, istnieją połączenia autokarowe, aktualne godziny można sprawdzić na stronie monastyru. Nawet mając samochód i tak zejdzie przynajmniej pół dnia. Monastyr Rylski jest też przystankiem podczas długiego trekkingu przez masyw Riły.

Sobór w monastyrze
Sobór w monastyrze

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak bułgarski
Monastyr RilskiSinite Kameni

En Kerem (Ajn Karim, Ain Karem), dom rodzinny Jana Chrzciciela

Według tradycji biblijnej En Kerem lub Ajn Karim czy Ain Karem, a nawet Ain Karim (hebr. ‏עֵין כֶּרֶם‎, arab. ‏عينرم‎) to, poniekąd zgodnie z prawdą historyczną, osobne miasto, z którego według tradycji pochodzą rodzice Jana Chrzciciela. Do Jerozolimy zostało włączone dopiero po II wojnie światowej już w czasach Izraela. Dlatego też, gdy patrzy się na historię, zwłaszcza biblijną, to En Kerem traktuje się jako bardziej niezależny byt, nawet jeśli to tylko przedmieścia.

En Kerem
En Kerem

Historia En Kerem

W czasach biblijnych En Kerem znajdowało się w podobnej odległości do centrum Jerozolimy, co do Betlejem. Dziś drogi są inaczej ułożone, a i miasta mają inne granice, więc położone na zachodzie Ajn Karim jest raczej wysuniętym kawałkiem Jerozolimy, odległym od jej centrum o kilka kilometrów. Nazwa Ain Karem w języku hebrajskim znaczy „źródło winnicy”.

Historycznie En Kerem było zamieszkałe już jakieś 2 tysiące lat przed naszą erą, o czym świadczą wykopaliska archeologiczne. Natomiast kiedy miejsce przerodziło się w stałą osadę, dokładnie nie wiadomo. Na pewno istniała już ona w II wieku przed naszą erą. Jako osobne miasto istniało do lat 60. XX wieku, kiedy zostało włączone do Jerozolimy. Dwadzieścia lat wcześniej doszło jeszcze do jednej zmiany: kiedyś mieszkała tu ludność arabska, ale w latach 40. XX wieku stało się to osiedle żydowskie. To przykład procesu, który zachodził na dawnych ziemiach Palestyny i do dziś budzi kontrowersje.

Sanktuarium Nawiedzenia Świętej Elżbiety
Sanktuarium Nawiedzenia Świętej Elżbiety

En Kerem w Biblii i w tradycji

Ale tu przybywa się z powodów znacznie bardziej odległej historii. Warto pamiętać, że nazwa En Kerem nie pada w Piśmie Świętym. Zgodnie z Ewangelią św. Łukasza Maryja wyruszyła z Nazaretuw góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy”. Znów mamy więc do czynienia, jak to ma często miejsce w Ziemi Świętej, z tradycją. W 530 roku pielgrzym Teodozjusz uznał, że Ajn Karim to dokładnie miejsce, w którym mieszkała św. Elżbieta. Tę wiarę przejęły potem inne obrządki chrześcijańskie i dziś znajdują się tu sanktuaria. Odnajdywanie miejsc biblijnych miało miejsce już wcześniej, w szczególności wsławiła się tu Egeria (IV wiek), o której pisaliśmy przy okazji Góry Błogosławieństw.

Warto pamiętać, że pielgrzymi starali się odnaleźć święte miejsca z należytą starannością. Więc faktem jest, że En Kerem było dogodnym i prawdopodobnym miejscem do zamieszkania poza świątynią dla Zachariasza i jego małżonki Elżbiety.  wiele więc wskazuje na to, że to właśnie tutaj przybyła Maryja, by usługiwać swojej krewniaczce Elżbiecie. O tym właśnie wydarzeniu wspomina Ewangelia św. Łukasza, a jest ono później wspominane jako nawiedzenie świętej Elżbiety. Zachariasz i Elżbieta byli rodzicami Jana Chrzciciela. Wizyta Maryi jest tym, co przyciąga do tego miejsca pielgrzymów i turystów.

Sanktuarium Nawiedzenia Świętej Elżbiety
Sanktuarium Nawiedzenia Świętej Elżbiety

Kościół św. Jana Chrzciciela

Dziś dwie najważniejsze świątynie to kościół św. Jana Chrzciciela i Sanktuarium Nawiedzenia świętej Elżbiety. Właśnie wokół nich koncentruje się ruch odwiedzających tę część Jerozolimy.

Kościół św. Jana Chrzciciela (lub Sanktuarium Narodzenia św. Jana Chrzciciela)  jest zbudowany na grocie, która obecnie znajduje się blisko ołtarza. Według tradycji to pozostałość domu Zachariasza i miejsce, gdzie urodził się Jan. Zabudowania w tym miejscu istniały od I wieku przed naszą erą do mniej więcej 70 roku naszej ery. W IV – VII wieku znajdował się tu kościół bizantyjski. W XII wieku ziemię tę odzyskali krzyżowcy i wybudowano nowy kościół katolicki (w 1113 roku). Ten został potem przejęty i sprofanowany przez muzułmanów, a w roku 1621 odkupiony przez franciszkanów z Kustodii Ziemi Świętej. Nowy kościół utworzono w 1675 roku. Jak to miało miejsce w przypadku wielu innych świątyń związanych z miejscami biblijnymi, na przełomie XIX i XX wieku wpierw prowadzono tu wykopaliska, a potem odnowiono, czy wręcz przebudowano świątynię. Obecna pochodzi z roku 1939, według projektu Antonio Barluzziego. Jak pamiętamy, stworzył on też kościoły na Górach Oliwnej, Tabor i Błogosławieństw, ale też choćby w Betanii. Oprócz wspomnianej Groty Narodzin świętego Jana, jest tu także kaplica świętych męczenników, czyli dzieci zamordowanych podczas Rzezi Niewiniątek oraz tablice z tekstem Benedictus w kilku językach.

En Kerem
En Kerem

Sanktuarium Nawiedzenia św. Elżbiety

Sanktuarium Nawiedzenia św. Elżbiety to także dzieło Barluzziego, ukończone w 1955 roku. W czasach bizantyjskich w tym miejscu znajdowała się kaplica, zaś  krzyżowcy wznieśli tu kościół. Historia tu jest bardzo podobna: franciszkanie odkupili to miejsce, zaś w 1938 roku ruszyły pracę wykopaliskowe, a po ich zakończeniu powstał kościół. Są tu piękne freski, choćby ukazujące rolę Maryi w Cudzie w Kanie Galilejskiej. Jest też tablica upamiętniająca wkład Polonii. Przed wejściem znajduje się ściana z majolikowymi tablicami z hymnem Magnificat. Sam kościół jest dwupoziomowy.

Tu warto dodać, że w latach 1942 – 1947 w En Kerem istniała polska szkoła dla młodzieży przybyłej z armią generała Andersa. Natomiast wracając do świątyń i klasztorów, oczywiście jest ich tu więcej. Chociażby prawosławny kościół św. Jana Chrzciciela, Klasztor Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Syjonu albo tak zwana Pustynia św. Jana, czyli trochę oddalona pustelnia (a obecnie klasztor franciszkański), gdzie wg tradycji przebywał Jan Chrzciciel zanim rozpoczął chrzty i nauczanie nad rzeką Jordan. Inna wersja mówi, że przebywał między innymi w Kumran wśród Esseńczków (na co nie ma jednoznacznych dowodów).

Natomiast w tym drugim przypadku nazwa mogłaby się wziąć od tego, że tam ukrywała się Elżbieta z małym Janem przed Rzezią Niewiniątek zarządzoną przez Heroda Wielkiego. Ten jak pamiętamy, dowiedziawszy się o narodzinach Jezusa postanowił zgładzić wszystkich nowonarodzonych chłopców, by nie zagarnęli jego tronu. Jezus schronił się w Egipcie, natomiast Jana ukrywano gdzieś tutaj. Choć w tradycji chrześcijańskiej Herod zapisał się źle, to warto pamiętać, że w annałach historii pamięta się go dużo lepiej. Był sprawnym zarządcą prowincji palestyńskiej, która obejmowała także część dzisiejszej Syrii, Jordanii i Liban. Rozpoczął też budowę portu w Cezarei, Herodium, twierdzy Masady, fortyfikacji Jerozolimy oraz przebudowy Drugiej Świątyni.

Sanktuarium Nawiedzenia Świętej Elżbiety
Sanktuarium Nawiedzenia Świętej Elżbiety

Inne atrakcje En Kerem

Wracając jednak do nawiedzenia, poza kościołami jest tu jeszcze jedna atrakcja. W okolicy znajduje się też tak zwane źródełko Matki Bożej. Według tradycji Maryja przebywając u Elżbiety poszła tam po wodę. Dziś w centrum En Kerem jest nawet budynek z zabudowanym fragmentem źródełka.

Współcześnie to raczej część mieszkalna. Na dawnej granicy Ain Karem w latach 60. XX wieku wzniesiono szpital Hadassah. W synagodze przy szpitalu znajdują się witraże Marca Chagalla przedstawiające 12 pokoleń Izraela. (Dla przypomnienia muzeum Chagalla znajduje się w Nicei).

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlaku religijny
En Kerem
?
Szlak izraelski
En Kerem

Geghard, skalny klasztor w Armenii

Wpisany w 2000 roku na listę UNESCO klasztor Geghard (orm. Գեղարդ) to piękny i ciekawie położony monastyr, który przyciąga tak turystów, jak i pielgrzymów. Dla Ormian ma też olbrzymie znaczenie historyczne, zaś nazwa monastyru znaczy tyle, co „włócznia”. Wiążę się ona wprost z legendą o Włóczni Przeznaczenia. Otoczony górami z krzyżami na niektórych szczytach Geghard robi wrażenie także z powodu niesamowitej architektury i klimatu.

Wnętrza klasztoru Geghard
Wnętrza klasztoru Geghard

Włócznia Przeznaczenia i Geghard

Prawdę mówiąc w ten sposób zatoczyliśmy koło w naszych armeńskich poszukiwaniach Włóczni Przeznaczenia. Zaczęliśmy w Eczmiadzynie, by w końcu dotrzeć do Geghard vank. To właśnie tutaj pierwotnie miała trafić Włócznia Przeznaczenia, którą przebito bok ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa. Łatwo zgadnąć, że nazwa klasztoru pochodzi właśnie od tej słynnej relikwii. Według jednej z legend miała tutaj zostać przyniesiona przez apostoła Judę Tadeusza, patrona Armenii.

Wnętrze klasztoru
Wnętrze klasztoru

To przede wszystkim ta relikwia przyciągała pielgrzymów; obecnie przechowywana jest w Eczmiadzynie. Natomiast klasztor Geghard był też miejscem przechowywania relikwii św. Andrzeja i św. Jana. No i jeszcze bardzo istotny dla Ormian jest założyciel tej świątyni.

Wnętrze klasztoru Geghard
Wnętrze klasztoru Geghard

Historia klasztoru

Klasztor założono w IV wieku podobno przez samego świętego Grzegorza Oświeciciela. Nosił wówczas nazwę Ajriwank, czyli klasztor jaskiniowy. To szczególne miejsce – pośród wysokich klifów kanionu rzeki Azat – było wybrane nieprzypadkowo. Tutaj znajdowało się źródło czczone jeszcze w czasach przedchrześcijańskich. W ramach chrystianizacji pogańską świątynię wykutą w skale wokół źródła przemianowano na chrześcijańską kaplicę. Dziś woda dalej jest tu w pewien sposób czczona, źródło bije bowiem w ścianie świątyni i przyciąga wiernych, którzy wierzą w jej nadprzyrodzone umiejętności. Ustawiają się tu tłumy, by się tej wody napić, czy nalać do butelki. Kaplicę tę nazywa się „basenem”, czyli po ormiańsku Awazan.

Chaczkar w Geghard
Chaczkar w Geghard

Geghard obecnie

Z najstarszych zabudowań nie zostało właściwie nic – klasztor został zrujnowany w IX i X wieku podczas najazdów arabskich, zniszczenia dopełniły trzęsienia ziemi. Odbudowa Geghardwank (Geghardvank) ruszyła w końcu XII wieku i trwała kolejny wiek: najstarszy stojący do dziś kościół Katoghike został zbudowany w 1215 roku, zaś obecna wykuta w skale kaplica (Awazan) ze źródłem pochodzi z 1240 roku. Najmłodsze są zabudowania z lat 60 i 70. XX wieku, które są rekonstrukcją z fundamentów dawnych budynków pomocniczych klasztoru.

Tak więc cały obiekt to zarówno budynki jak i miejsca wyrzeźbione w skale, dobrze to widać choćby w celach dla mnichów. Jednak tu zabudowa się nakłada, to nie jest miasto takie jak choćby gruzińska Wardzia. Całe piękno tkwi w szczegółach. Warto dodać, że kościół Katoghike zaprojektował ten sam architekt, który jest autorem kościoła św. Grzegorza w Ani. Natomiast jedną z ciekawostek jest to, że gawit, czyli przedsionek świątyni jest większy niż właściwy kościół. Raczej nie jest to częste, acz nocowało tu wielu pielgrzymów, więc była taka konieczność.

Klasztor Geghard
Klasztor Geghard

Musimy przyznać, że Geghard jest miejscem niezwykłym, a to dzięki surowym, wykutym w skale wnętrzach. Dodatkowo skały użyte do jego budowy są ciemne, wewnątrz zaś dochodzi niewiele światła z zewnątrz, tym samym świece są tu niezwykle ważne. Trafiliśmy na deszczową, ponurą pogodę i płonące naręcza woskowych świec w chłodnych świątyniach tworzyły wyjątkowy nastrój. Natomiast warto też zwrócić uwagę, iż cały kompleks jest bardzo mocno zróżnicowany. Mamy dolną świątynię, boczne ołtarze, górną świątynię, chaczkary, grobowce księcia Papaka Prosziana i jego żony Ruzukan, krypty wykute w skale. Wszystko w innych stylach. Do tego można wyjść do groty, przy której na drzewach wiszą wstążki. No i jest tu też miejsce do uboju rytualnego, składa się w ofierze gołębie. I jeszcze można wypatrzeć ule przyklasztorne. Całość robi bardzo mocne wrażenie.

Klasztor wśród skał w Armenii
Klasztor wśród skał w Armenii

Zwiedzanie klasztoru

Klasztor znajduje się stosunkowo blisko Erywania i jeszcze bliżej świątyni Garni, więc obie często bywają łączone w ramach wycieczek, które można kupić w mieście. Samodzielnie można dojechać tu marszrutką ale należy wziąć pod uwagę, iż nie dojeżdża ona bezpośrednio do klasztoru, a do wioski Goght oddalonej o kilka kilometrów. Największy problem to transport pomiędzy Garni a Geghard, wówczas chyba taksówka jest najlepszym rozwiązaniem. W przypadku dojazdu samochodem przed klasztorem znajduje się spory parking. W teorii jest w całości płatny, ale w praktyce pobierający opłaty kręcą się tylko przy części bliskiej klasztorowi. No i oczywiście jest tu dużo różnych handlarzy tak oferujących pamiątki, jak i przekąski. W samej wiosce Goght jest całkiem sporo restauracji, ale również piekarni w których można zobaczyć jak wypiekany jest tutejszy chleb, lawasz, w tradycyjnym piecu zwanym tandor.

Chaczkar
Chaczkar

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak armeński
Geghard