Archiwa tagu: skansen

Churaumi Aquarium, oceanarium na Okinawie

Naszym najważniejszym celem na Okinawie była miejscowość Motubu, w której znajduje się oceanarium – Churaumi Aquarium i teren powystawowy z EXPO z 1975 roku. Oceanarium to jeden z największych obiektów tego typu na świecie. Jego główną atrakcją są rekiny wielorybie (Rhincodon typus), największe żyjące ryby na świecie.

Ogrody w Churaumi
Ogrody w Churaumi

Atrakcje Motubu

Samo Motubu to przede wszystkim miejscowość turystyczna. Są hotele, oceanarium i niewiele więcej. Rozminęliśmy się o kilka dni z sezonem na oglądanie wielorybów przepływających w okolicy. Z Motubu są organizowane takie wycieczki, warto to zweryfikować wcześniej. My się rozminęliśmy lekko z sezonem. W teorii zbliżał się ku końcowi, w praktyce były zerowe szanse na zobaczenie wielorybów, bo już zakończyły wędrówkę przez tę okolicę. Udało się je dopiero zobaczyć w Husavik. Trochę dalej od oceanarium znajdują się ruiny zamku plus jeszcze plaże przy niektórych hotelach i na tym lista miejsc do zobaczenia się kończy. Można jeszcze dodać groby, ale to okinawski standard.

Klasyczna zabudowa, skansen w Churuami
Klasyczna zabudowa, skansen w Churuami

W hotelu zwróciliśmy uwagę na wielostronicową broszurę, w której są wymienione zagrożenia czyhające na wyspie: udar słoneczny, tsunami, tajfun, komary, parzące dotkliwie meduzy oraz śmiercionośne żmije habu. Mianem habu określa się kilka gatunków, ale istotny jest jeden, endemiczny: trwożnica habu (łac. Protobothrops flavoviridis, dawniej Trimeresurus flavoviridis), to żmije z podrodziny węży grzechotnikowatych. Niebezpieczne, ale przy tym na Okinawie ich jad wykorzystuje się do produkcji lokalnego trunku alkoholowego nazwanego awamori. W broszurze są wymienione telefony i co trzeba robić w przypadku ukąszenia przez habu, jak również mocno ostrzegali przed dotykaniem nieznanych zwierząt morskich. Wygląda na idealne miejsce na odpoczynek.

Ogrody i skansen
Ogrody i skansen

Akwarium Churaumi na Okinawie

Okinawa Churaumi Aquarium to najsłynniejsze japońskie oceanarium, przez długi czas szczycące się największym zbiornikiem słonowodnym (do 2005 roku, kiedy otwarto oceanarium w Atlancie, USA): zbiornik Kurioshio, bo tak został nazwany, liczy 35 metrów długości, 10 metrów głębokości i ma pojemność 7 i pół miliona litrów wody! Powstało w 1975 roku jako część wystawy EXPO. Zostało przebudowane w 2002 roku. Nazwa „Churaumi” oznacza piękny/dostojny ocean. Oprócz głównej atrakcji są też dodatkowe, to wspaniały ogród, wewnątrz którego znajduje się skansen z charakterystycznymi zabudowaniami dla Riukiu.

Żółw morski w Churaumi
Żółw morski w Churaumi

Oceanarium Churaumi zostało gruntownie przebudowane w 2002 roku. Niestety ewidentnie zapomniano o przebudowie zewnętrznych akwariów. Na terenie powystawowym wolne od opłat są dostępne zbiorniki z żółwiami morskimi, w tym żółwiami skórzastymi, oraz z manatami. Zbiorniki te są małe, mają kształt cylindra, co jest niekorzystne dla zwierząt, przeważnie są zupełnie pozbawione naturalnych „ozdób”: odpowiedniego dna, dekoracji kamiennych lub roślinnych, nic co urozmaiciłoby pusty, brzydki basen. Jednocześnie brak informacji, by taki stan zbiorników i trzymanie w nich zwierząt było uzasadnione, na przykład kwarantanną (ruchliwe i hałaśliwe miejsce, pełne ciekawskich ludzi temu zresztą nie sprzyja). Trzeba pamiętać przy tym, że żółwie i manaty to inteligentne i ciekawskie stworzenia, które w pustych, małych basenach po prostu cierpią.

Plaża w pobliżu akwarium
Plaża w pobliżu akwarium

Tym bardziej szokuje fakt, iż obiekt szczyci się tym, że chroni żółwie i wspomaga proces ich rozmnażania (w sztucznych warunkach). Żółwie mają „plażę”, na którą mogą wyjść i złożyć jajka. Niestety ta część obiektów wygląda jak sprzed kilku epok. Widok tych basenów budzi niesmak i po prostu złość. Tym większy jest żal, że gdy Japonia tak traktuje zwierzęta w oceanarium, jest cisza, podczas gdy w wielu innych miejscach ekolodzy podnoszą larum. Choć czasem uda się też przeprowadzić pewne akcje w bogatszych krajach, jak choćby uwolnieniu orek z Sea World w amerykańskim Orlando.

Główny budynek Churaumi Aquarium
Główny budynek Churaumi Aquarium

Churaumi: Rekin wielorybi

Dumą i radością Churami Aquarium i całej Okinawy są dwa osobniki rekina wielorybiego. Rekin wielorybi to największa znana obecnie żyjąca ryba: największy zanotowany osobnik mierzył niemal 19 metrów długości. Dla porównania największy zbiornik wodny w Churami ma 35 metrów długości. Najczęściej jednak jego długość nie przekracza 10 – 12 metrów. Żywi się planktonem i jest zupełnie niegroźny dla człowieka. Zamieszkuje właściwie wszystkie wody regionu tropikalnego i subtropikalnego. Rekin wielorybi jest poławiany dla jego drogiego mięsa, a ponieważ dodatkowo jego cykl rozrodczy jest bardzo długi, to jest to obecnie gatunek narażony na wyginięcie.

Rekin wielorybi
Rekin wielorybi

Zanim wejdziemy do oceanarium Churaumi, warto przejść się przez dawne tereny EXPO. Szczególnie interesująca jest część poświęcona tradycji Okinawy. Warto bowiem wiedzieć, że Okinawa od głównej części Archipelagu Japońskiego bardzo się różni. W rekonstrukcji tradycyjnego domu można wziąć udział w warsztatach, na przykład kaligrafii, można zwiedzić kolejne pomieszczenia. Przyjemny jest także tropikalny ogród prezentujący florę wyspy. Jest egzotycznie, takie trochę Samoa w wersji light.

Naturalne plaże
Naturalne plaże

Churaumi: Delfiny

Dodatkową „atrakcją” przez Churaumi Aquarium są bezpłatne pokazy delfinów i orki karłowatej (szablogrzbiet waleniożerny). Zrozumiały jest dla nas trening medyczny i przy okazji opowiadanie o zwierzętach, a nawet pływanie z delfinami w małej, kilkuosobowej grupie i bardziej naturalna zabawa, dająca zwierzęciu możliwość interakcji lub wycofania się. Ale synchroniczne skoki w akompaniamencie głośniej muzyki i rozwrzeszczanej (jak na Japończyków) tłuszczy, szablogrzbiet wypluwający ryby z pyska z powrotem do wiaderka, chóralne piski delfinów w rytm muzyki… Nie, to nie ta epoka, zwłaszcza w kontekście ochrony gatunkowej. Wygląda to niestety dużo gorzej niż choćby pokazy delfinów we wspomnianym Orlando, czy nawet na Malcie. Bardziej jest to nastawione na przedstawienie – cyrk, niż interakcję z oswojonym zwierzęciem.

Pokazy delfinów
Pokazy delfinów
Morskie akwaria
Morskie akwaria

Wielorybnictwo w Japonii

Tu warto podkreślić jedną rzecz. Japończycy nie przykładają się do ochrony przyrody. Sympatią darzą tylko miłe, puchate zwierzątka z dużymi oczami i uszami. Jak na przykład lisy. Albo pandy, które uwielbiają (choć nie występują w Japonii). Te naprawdę inteligentne zwierzęta, jak wieloryby czy delfiny są wciąż traktowane jako źródło luksusowego produktu spożywczego. Znane są działania japońskich wielorybników, które pod pretekstem badań naukowych polują za pomocą harpunów na wieloryby w okolicach Antarktydy. Zwierzęta są zabijane i owszem, dokonuje się jakiś bezwartościowych badań (na przykład analiza treści żołądka, rozwój płodu – ciężarne wieloryby też są zabijane), ale mięso, tłuszcz i inne produkty są przeznaczane na cele komercyjne.

Meduzy
Meduzy

Popularne (i raczej ekskluzywne) w całej Azji Południowo-Wschodniej i Japonii dania z płetw rekina są przyczyną cierpień tych drapieżników, które poławia się, obcina płetwy i żywego rekina wyrzuca z powrotem do oceanu na pewną śmierć. Hiszpania ma korridę (o tym pisaliśmy przy okazji Kordoby), Japonia ma swoją okrutną tradycję (podobną do tej z Wysp Owczych). Co roku w małej zatoce Taiji u wybrzeży Honsiu dochodzi do krwawej rzezi delfinów. Ssaki są naganiane do wód zatoki, gdzie następnie się je zabija i wyławia, a mięso delfinów ląduje na talerzach. Liczba mordowanych delfinów jest tak wielka, że wody zatoki przybierają kolor krwi. Władze Japonii pozostają niewzruszone na naciski organizacji ochrony przyrody, argumentując, że to ich 400-letnia tradycja.

Manta lub Diabeł morski (Manta birostris)
Manta lub Diabeł morski (Manta birostris)

Churaumi: Dojazd i zwiedzanie

Okinawa to, jak się okazało, doskonały przykład tego, jak mylne mogą być wyobrażenia o Japonii. Najkrócej mówiąc: liczyliśmy na sprawną komunikację zbiorową, zwłaszcza na trasie lotnisko międzynarodowe – najpopularniejsze atrakcje. W chwili kiedy się dowiedzieliśmy, że musimy godzinę czekać na autobus z lotniska, powinniśmy byli się udać do wypożyczalni samochodów. Popełniliśmy błąd. Nauczka na przyszłość – na Okinawie poruszamy się tylko wynajętym samochodem! (Zresztą wcześniej samochodem jeździliśmy czy to po Malcie, Cyprze, czy Samoa, tym razem liczyliśmy na świetny japoński transport). No i w takim Motubu nie ma co liczyć na wieczorne rozrywki czy knajpy z kolacją. Wszystko jest w hotelach, poza nimi jest naprawdę niewielki wybór. Jeśli te uwagi weźmie się do serca, można bardzo dobrze przygotować się na Okinawę. Alternatywą jest też siedzenie w Naha i stamtąd organizowanie sobie całodniowych wycieczek, czy to autobusami czy taksówkami. Wtedy też taki sposób zwiedzania się sprawdzi.

Basen z rekinami wielorybimi, Churaumi Aquarium, Okinawa
Basen z rekinami wielorybimi, Churaumi Aquarium, Okinawa

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
ChuraumiOsaka

Seul, nowoczesna i zabytkowa stolica Korei

Stolica Korei Południowej, czyli Seul (kor. 서울, Seoul) to największe i najbogatsze miasto tegoż kraju, istny azjatycki tygrys, który trochę kojarzy nam się z Szanghajem. Głośny, sprawiający wrażenie chaotycznego, a przy tym nowoczesny, piękny i miejscami brudny, stąd drugie skojarzenie to „Łowca androidów” (zresztą taka myśl była i w Szanghaju). Seul to nie tylko wieżowce i ulice handlowe. To także zabytki, a do najważniejszych z nich należą pałace królewskie, znane jako „pięć wielkich pałaców”, które położone są w historycznym centrum. W każdym razie miasto intrygujące i ciekawe.

Pałac Gyeongbokgung, w tle góra  Bugaksan (Seul)
Pałac Gyeongbokgung, w tle góra Bugaksan

Historia Seulu

Początki miasta Seul sięgają drugiej dekady przed naszą ery, kiedy nad rzeką Han odnotowano założenie kompleksu murów pod nazwą Wiryeseong. Znajdowały się one w Seulu, stolicy królestwa Baekje, jednego z Trzech Królestw Korei, poza nim istniały także Silla i Goguryeo. To ostatnie zajmowało jakieś 2/3 powierzchni Półwyspu Koreańskiego i od jego nazwy pochodzi współczesna nazwa Korei w językach zachodniego świata. Wróćmy jednak do stolicy Baekje: miasto kilkukrotnie zmieniało nazwę, do miana Seul wróciło w 1945 roku. Nazwa ta pochodzi od archaicznego koreańskiego słowa oznaczającego po prostu stolicę, zaś ten sposób określania stolicy jest jednym z widocznych chińskich wpływów kulturowych (Pekin, Nankin). W czasie wojny koreańskiej 1950 – 1953 Seul został mocno zniszczony, a stolicę tymczasowo przeniesiono do Busan. W odbudowie miasta bardzo pomogły przede wszystkim Stany Zjednoczone.

Pałac Gyeongbokgung
Pałac Gyeongbokgung

Seul (Sŏul) należy dziś do najgęściej zaludnionych miast świata, o zagęszczeniu 15 tysięcy osób na kilometr kwadratowy (dla porównania dwukrotnie więcej niż Nowy Jork), a całe megalopolis zamieszkuje 25 milionów osób – połowa obywateli Korei Południowej. To także jedno z największych skupisk wieżowców na świecie: 15 budynków przekracza wysokość 200 metrów, a 24 kolejne mają minimum 150 metrów wysokości. Większość z nich jednak znajduje się poza ścisłym, historycznym centrum.

Pałac Gyeongbokgung
Pałac Gyeongbokgung

Seul: Mury i bramy

Z dawnych murów w Seulu pozostała tylko pewna część, obecnie to muzeum, a także kilka osamotnionych bram. Historycznie było ich osiem. Jedna z nich to Heunginjimun zwana też bramą Dongdaemun, bramą wschodnią. Niestety dziś nie da się jej zwiedzać. Za to blisko centrum jest Sungnyemun (zwana też Namdaemun). Choć jest ogrodzona, można pod nią przejść i zrobić sobie zdjęcie z wartownikami w tradycyjnych strojach.

Brama Heunginjimun (Seul)
Brama Heunginjimun

Innym z takich starszych zabytków jest dzwon w pawilonie Bosingak. Tu widać chiński wpływ, gdzie budowano wieże dzwonu i bębna (np. w Xi’anie). Kiedyś pawilon ten znajdował się w centrum wewnętrznego miasta zamkowego. Więc nie trzeba było budować specjalnie wieży. Obecnie dzwonu używa się raz w roku, w Sylwestra.

Mury miejskie w Dongdaemun
Mury miejskie w Dongdaemun

Pałac Gyeongbokgung

Najbardziej okazałym pałacem jest Gyeongbokgung, główna siedziba dynastii Joseon, która rządziła Koreą od 1392 do 1897 roku, kiedy to proklamowano krótko istniejące Cesarstwo Koreańskie. Został zbudowany w 1395 roku przez założyciela dynastii Joeson, Yi Seong-gye w Hanseong (czyli obecnie Seulu), umacniając status miasta jako stolicy kraju. Podczas japońskiej inwazji w końcu XVI wieku, pałac został doszczętnie zniszczony i zapomniany. Dopiero w XIX wieku zdecydowano się na rekonstrukcję zabudowań. Niestety, japońska okupacja z lat 1910 – 1945 znów doprowadziła pałac do całkowitej ruiny, gdyż pałac świadczył o dawnej potędze Korei. W jego miejsce wybudowano japoński budynek rządowy. Wielka odbudowa zniszczeń Gyeongbokgung, zaplanowana na 40 lat, ma miejsce od lat 90. XX wieku.

Pałac Gyeongbokgung, Seul
Pałac Gyeongbokgung, Seul

Rozplanowanie i architektura pałacu Gyeongbokgung przywodzą na myśl chińskie pałace, jak choćby Zakazane Miasto w Pekinie. I jest to celne skojarzenie, gdyż Cesarstwo Chin miało w XIV wieku przemożny wpływ na Koreę, zaś dynastia Joseon jeszcze zacieśniła stosunki z Cesarstwem. Obszar pałacu Gyeongbokgung dzieli się na zewnętrzny dziedziniec (oejeon) i wewnętrzny dziedziniec (naejeon). Obszar pałacu okalają mury z bramami, z których największa to Gwanghwamun, zrekonstruowana zaledwie w 2010 roku. Na zewnętrznym dziedzińcu mieściły się budynki administracji i reprezentatywne, w tym sala tronowa. Do wewnętrznego dziedzińca prowadziła kolejna brama. Za nią mieściły się prywatne budynki króla, jego rodziny i dworu.

Pałac Gyeongbokgung
Pałac Gyeongbokgung

Ludzie w strojach historycznych

Zwiedzając pałace można natknąć się na mnóstwo osób w kolorowych dziwacznych strojach. Wielu zwiedzających w seulskich pałacach, zwłaszcza w Gyeongbokgung, ma stroje z epoki. W mieście działają liczne wypożyczalnie takich strojów, a cosplayowcy czasem mają darmowy lub zniżkowy wstęp do pałaców i świątyń. Dodatkowo oprócz zwiedzających przebierają się także ochotnicy, którzy oprowadzają turystów i opowiadają im historię Korei szkoląc tym samym swój język oraz nawiązując nowe znajomości. Ich pomoc jest darmowa. Jak ktoś ma czas, to ich pomoc może być bardzo ciekawym sposobem na zwiedzanie zabytkowej części miasta.

Pałac Gyeongbokgung
Pałac Gyeongbokgung, cosplayer robiący sobie selfie

W pobliżu pałacu znajduje się rekonstrukcja zabudowań historycznego Seulu. Ciekawe do zwiedzenia i niezbyt tłoczne miejsce. Można zobaczyć jak wyglądał tradycyjny dom, młyn i niewielka świątynia. A to wszystko z pańską pagodą w tle. Jest to część ekspozycji Narodowego Muzeum Ludowego, którą można oglądać za darmo. Swoją drogą historycznych wiosek w Seulu jest więcej.

Pałac Gyeongbokgung, Seul
Pałac Gyeongbokgung

Seul, Sejong Wielki, czyli pomnik i historia

Wspomnieliśmy dynastię Joseaon. Jeden z jej władców jest szczególnie zasłużony w koreańskiej historii i dzięki temu doczekał się specjalnego pomnika na głównej alei wiodącej do najważniejszego z pałaców – Gyeongbokgung. Sejong Wielki, bo o nim mowa, był czwartym z królów dynastii Joseaon, panującym w latach 1418 – 1450. I choć wielu władców miało przydomek „wielki”, to Sejong szczególnie pozytywnie wpłynął na rozwój koreańskiego państwa. Przyjmuje się, że złoty wiek rozwoju Korei przypadał właśnie na czas jego rządów.

Sejong Wielki. Jego pomnik to punkt spotkań w Seulu.
Sejong Wielki. Jego pomnik to punkt spotkań w Seulu.

Z największych i najbardziej trwałych osiągnięć należy wymienić wprowadzenie pisma hangul (hangŭl). Jest to koreański alfabet fonetyczny, jeden z nielicznych stworzonych sztucznie, a nie poprzedzonych ewolucją z bardziej złożonych znaków. Sylaby w tym alfabecie zapisywane są jako blok w polu kwadratu, stąd charakterystyczny „kwadratowy” wygląd pisma koreańskiego. Wcześniej Koreańczycy używali chińskich znaków dla swojego alfabetu, nazywając go hancha lub sino koreańskim. Co ciekawe, aż do początku XX wieku wykształcone elity wolały używać hancha niż hangul, uważając ten drugi za pismo dobre dla prostych ludzi.

Pałac Gyeongbokgung, Seul
Pałac Gyeongbokgung

Król wspierał rozwój rolnictwa i edukację rolników w zakresie nowoczesnych technik agrokultury. Żywo interesował się także nauką i wynalazczością. Zaprosił na dwór wynalazcę Jang Yeong-sil, który pochodził z niskich sfer, ale dzięki swojej pomysłowości i otwartości króla (który do administracji i na urzędy przyjmował ludzi z różnych warstw społecznych) miał szansę zabłysnąć. Wynalazł on między innymi astrolabium, zegar wodny oraz zaawansowany zegar słoneczny, udoskonalił prasę drukarską. Warte zauważenia jest to, że wynalazki te mają swoje odpowiedniki znane w zachodnim świecie i to na tyle podobne, że ich rekonstrukcje pokazane przy pomniku rozpoznaliśmy bezbłędnie.

Pałac Gyeongbokgung
Pałac Gyeongbokgung

Rozwój religijny i inspiracje Chinami

Sejong był niechętny buddyzmowi, za to wspierał rozwój konfucjanizmu. Nakazał przepędzić wszystkich mnichów buddyjskich ze stolicy. Zakazał także działalności mniejszości muzułmańskiej w Korei – Huihui. Król Sejong Wielki prowadził także aktywną politykę zagraniczną, czyli przede wszystkim wojny. Za jego rządów rozwinęła się sieć koreańskich fortec, ulepszono fortyfikacje i broń ofensywną, w tym okręty wojenne. Przede wszystkim zależało mu na ukróceniu piractwa na Morzu Wschodniochińskim, więc okupował należącą do Japonii (także dziś) wyspę Tshushima, dawną wylęgarnię piractwa. Jednocześnie otworzył trzy porty służące do handlu z Japonią, więc ogólny bilans stosunków z tym sąsiadem był dobry.

Admirał Yi Sun-sin, Seul
Admirał Yi Sun-sin

Obok znajduje się drugi pomnik, na którym został uwieczniony admirał Yi Sun-sin, bohater narodowy Korei. Głównodowodzący floty podczas wojny koreańsko-japońskiej z lat 1592 – 1598. W tej wojnie Korea wykorzystała Geobukseony, czyli tak zwane „żółwie okręty”. Ich projekt i wdrożenie przypisuje się właśnie admirałowi Yi.

Pałac Gyeongbokgung
Pałac Gyeongbokgung

Pałac Gyeonghuigung

Do piątki wielkich pałaców należy Gyeonghuigung, którego budowa rozpoczęła się na początku XVII wieku. Służył jako dodatkowy pałac królewski. Niegdyś połączony był łukowym mostem z pobliskim pałacem Deoksugung. Niestety, większą część założenia pochłonęły dwa pożary z XIX wieku. Pozostałości pałacu systematycznie rozbierali Japończycy podczas okupacji Półwyspu Koreańskiego, powstała tu między innymi szkoła dla japońskich obywateli.

Pałac Gyeonghuigung, Seul
Pałac Gyeonghuigung

Pomimo programu rekonstrukcji pięciu wielkich pałaców, udało się odbudować tylko około 1/3 kompleksu. Spowodowane to jest rozrostem miasta i takim układem ulic, który uniemożliwia przywrócenie Gyeonghuigung dawnej wielkości. Obecnie ten pałac wygląda najgorzej ze wszystkich, ale równocześnie można go oglądać za darmo. Obok zaś znajduje się muzeum miejskie.

Pałac Deoksugung
Pałac Deoksugung

Pałac Deoksugung

Kolejny z wielkich pałaców w Seulu to Deoksugung , wybudowanych za panowania dynastii Joseon (1392 – 1897). Powstał w XVI wieku pierwotnie dla brata króla, by kilka dekad później stać się królewską siedzibą. Nie nacieszył się nim długo: pałac mocno ucierpiał podczas japońskiej inwazji z końca XVI wieku, a został niemal doszczętnie zniszczony podczas japońskiej okupacji z lat 1910 – 1945, dzieląc los innych pałaców. Dziś możemy oglądać mniej więcej 1/3 pierwotnego założenia.

Pałac Deoksugung, Seul
Pałac Deoksugung, Seul, budynek inspirowany architekturą europejską.

Trzeba przyznać, że pałac Deoksugung wyróżnia się połączeniem koreańskiej i zachodniej architektury i ogrodnictwa. Przechodząc przez bramę, zewnętrzny dziedziniec, znów bramę i wreszcie wewnętrzny dziedziniec, nieoczekiwanie natrafiamy na ogród angielski z fontanną i brytyjski klasycystyczny gmach (nieładny) zaprojektowany przez brytyjskiego architekta. Zresztą w typowo koreańskim pawilonie znajdują się często europejskie meble. Dziwne połączenie.

Pałac Deoksugung, zmiana warty. (Seul)
Pałac Deoksugung, zmiana warty.

Najciekawsza jednak i stanowczo warta zobaczenia jest południowa zmiana warty. Jest to jedna z najdłuższych tego rodzaju ceremonii. Towarzyszy jej długi korowód kolorowo ubranych wartowników niosących chorągwie i intrygująca muzyka. Raczej jazgotliwa. Ceremonia jest długa, trwająca niemal godzinę, przerywana informacjami od konferansjera i czasem na pamiątkowe zdjęcia. Całość ze względu na sesję zdjęciową w środku trwa dość długo, muzyka zaś przypomina Bartown z trzeciego „Mad Maxa”.

Pałac Deoksugung
Pałac Deoksugung

Pałac Changdeokgung

Kolejny z pałaców Seulu to Changdeokgung. Preferowany przez wielu książąt z dynastii Joseon. Jego architektura jest bardziej tradycyjna niż nowocześniejszy (jak na XIV wiek, oczywiście) główny pałac królewski Gyeongbokgung. Podobnie jak reszta pałaców, ucierpiał znacznie podczas japońskiej okupacji z pierwszej połowy XX wieku. W tym pałacu swoich dni dożył drugi i ostatni cesarz Korei – Sunjong – który zmarł w 1926 roku. Członkowie rodziny cesarskiej z łaski japońskiego okupanta mogli żyć w pozostałościach kompleksu Changdeokgung. Do pałacu Changdeokgung przylega duży, 32-hektarowy ogród przeznaczony dla relaksu rodziny królewskiej. Wraz z pałacem został wpisany na listę UNESCO jako przykład wschodniego ogrodu, dziś zaniedbanego, przynajmniej jak się porówna z japońskimi.

Pałac Changdeokgung, Seul
Pałac Changdeokgung, Seul

Warto dodać, że pałac Changdeokgung jest filmową lokacją bardzo popularnego w Korei Południowej serialu historycznego Dae Jang Geum (albo „Jewel in the Palace”), emitowanego po raz pierwszy w latach 2003-04. Swoją drogą ten popularny serial ma też nieopodal Seulu swój park tematyczny.

Pałac Changdeokgung
Pałac Changdeokgung
Pałac Changdeokgung
Pałac Changdeokgung

Pałac Changgyeonggung

Historia pałacu Changgyeonggung jest podobna do pozostałych z „wielkiej piątki”. Zbudowany za panowania króla Sejonga Wielkiego, rozbudowany przez kolejnego monarchę z dynastii Joseon pod koniec XV wieku. Pałac ten ucierpiał mocno podczas japońskiej inwazji z XVI wieku, a został zupełnie zniszczony w czasie japońskiej okupacji Półwyspu w latach 1910 – 1945. Zabudowania pałacu zostały zrównane z ziemią, gdyż okupant chciał zrobić w tym miejscu nowoczesny park na wzór tokijskiego Parku Ueno. Znalazł się tutaj i ogród botaniczny i nawet ZOO. Całe założenie zostało zniszczone podczas wojny koreańskiej z lat 1950-1953 i tylko dzięki staraniom zamożnych Koreańczyków i hojności zagranicznych ogrodów zoologicznych udało się odbudować menażerię. Ze względu na wielki plan odbudowy królewskich pałaców, ogród zoologiczny został przeniesiony w 1983 roku do Wielkiego Parku Seulu.

Pałac Changgyeonggung, Seul
Pałac Changgyeonggung, Seul

Warto wspomnieć o tragicznej historii, która rozegrała się wewnątrz murów Changgyeonggung w 1762 roku. Otóż doniesiono królowi Yeongjo, że jego młodszy syn, książę Jangheon, zapadł na chorobę umysłową i zaczął się irracjonalnie zachowywać. Król wpadł w furię. Nakazał żywcem zapieczętować syna w skrzyni na ryż. Książę umarł osiem dni później w wieku 28 lat. Króla Yeongjo ruszyło sumienie i poczuł skruchę. Nadał synowi pośmiertne imię Sado, co oznacza „myśląc o nim z wielkim żalem” i pod takim imieniem pozostał w historii.

Pałac Changgyeonggung
Pałac Changgyeonggung

Kanał i bulwar Seulu

Nieopodal jest inne interesujące miejsce. Bulwary nad kanałem wzdłuż Cheonggyecheon-road, jedno z ulubionych miejsc spotkań młodych seulczyków. Wyglądają dość niepozornie, ale wieczorem jest tu bardzo klimatycznie.

Bulwary wzdłuż kanału i drogi Cheonggyecheon
Bulwary wzdłuż kanału i drogi Cheonggyecheon

Seul: Świątynia Jongmyo

Z królewskimi pałacami Joseonów bezpośrednio powiązana jest konfucjańska świątynia Jongmyo. Została założona w 1394 przez króla Taejo, pierwszego z dynastii Joseonów. Jej funkcją było zapewnienie miejsca kultu duchów zmarłych królów i ich królowych. Świątynia została znacznie rozbudowana za panowania króla Sejonga Wielkiego. Niestety mocno ucierpiała podczas japońskiej inwazji z końca XVI wieku. Wkrótce po odparciu Japończyków, została odbudowana i obecnie możemy oglądać ją w kształcie z początku XVI wieku. Jest to najdłuższy w Korei budynek w klasycznym stylu. Wybrukowana ścieżka, po której nie wolno chodzić, służy przemieszczaniu się duchów.

Świątynia Jongmyo
Świątynia Jongmyo

Pawilon świątynny ma wyodrębnione nisze (lub pokoje) dla specjalnych tablic, które są zajmowane przez ducha monarchy. Ceremonia przeniesienia tablicy do przygotowanego „pokoju” ma miejsce po trzyletniej żałobie. W świątyni Jongmyo jest 13 tablic królów i 30 królowych. Tylko dwóch monarchów z dynastii Joseonów nie jest tutaj wyświęcona (nie znaleźliśmy odpowiedzi, dlaczego).

Świątynia Jongmyo
Świątynia Jongmyo

Oprócz oczywistego znaczenia dla historii kraju, świątynia Jongmyo ma także szczególne znaczenie dla kultury Korei. Jest to najstarsza królewska świątynia konfucjańska, która przetrwała do naszych czasów, w dodatku zachowując ustanowione w końcu XIV wieku ceremonie ku czci zmarłych monarchów. Rytuał Jongmyo Daeje, bo o nim mowa, to połączenie dworskiej muzyki i tańca, wywodzące się z Chin i mające na celu uczczenie duchów zmarłych królów i ich żon. Odbywa się w pierwszą niedzielę maja każdego roku w formie, w jakiej został ustanowiony pod koniec XIV wieku. W 2001 roku został wpisany na listę UNESCO jako arcydzieło ustnego i niematerialnego dziedzictwa ludzkości.

Pałac Changgyeonggung
Pałac Changgyeonggung

Pomijając jeden darmowy pałac, wstęp do wszystkich innych można kupić w ramach zbiorczego biletu razem ze świątynią Jongmyo. W przypadku świątyni, pomijając soboty, zwiedza się ją tylko i wyłącznie z przewodnikiem. Jeszcze jedna uwaga: warto nie przerabiać wszystkich pięciu wielkich pałaców jednego dnia. Za bardzo się zlewają.

Świątynia Jogyesa
Świątynia Jogyesa

Religijność w Korei i świątynia Jogysea

Buddyzm w Korei deklaruje niecałe 23% obywateli. Oficjalnie buddyzm został wprowadzony na Półwysep w drugiej dekadzie IV wieku, a dwa wieki później stał się religią państwową. Powstały liczne szkoły i klasztory buddyjskie, z których ja bardziej żywotny okazał się medytacyjny odłam sŏn, który ewoluował z chan (odłam z Szaolin). Wpływy buddyzmu rosły, co oczywiście niekoniecznie podobało się władcom Korei. Rządzący z dynasto Joeson na ogół byli niechętnie lub nawet otwarcie wrogo nastawieni do buddyzmu, wspierając neokonfucjanizm. Z kolei japońscy okupanci z wojny z XVI wieku niszczą buddyjskie klasztory, a w latach lat 1910 – 1945 zamykają je i poddają represjom jako ośrodki koreańskiego nacjonalizmu.

Świątynia Jogyesa
Świątynia Jogyesa

Ważną koreańską świątynią buddyjską jest Jogyesa, która w obecnej formie powstała w 1935 roku jako wyraz sprzeciwu japońskiej okupacji. Dwie doktrynalne szkoły połączyły się tworząc nową jedną z siedzibą w tym klasztorze-świątyni. Wkrótce po wojnie odrzucono praktyki i wpływy buddyzmu japońskiego. Dla nas ta świątynia wyróżnia się przede wszystkim setkami kolorowych lampionów, pięknie oświetlonych po zachodzie słońca.

Świątynia Jogyesa
Świątynia Jogyesa. Pagoda wygląda na dużą, ale to złudzenie.

Seul: Katedra chrześcijańska

W Japonii niełatwo było natknąć się na kościół chrześcijański, a już zwłaszcza na katolicki (zaledwie 0,4% Japończyków deklaruje wyznanie chrześcijańskie). Zupełnie inaczej jest w Seulu: tutaj kościoły są naprawdę zauważalne i powszechne. Wyznanie chrześcijańskie w Korei Południowej deklaruje 29% obywateli (dominuje brak przynależności religijnej: 46%), protestanci stanowią prawie 18% obywateli, zaś katolicy prawie 11%.
Chrześcijanie byli w Korei prześladowani w czasach rządów pro-konfucjańskiej dynastii Joseon (1392 – 1897). Prześladowania czasem były bardziej, czasem mniej nasilone, z pewnością mniej brutalne niż w Japonii.

Katedra katolicka w Seulu
Katedra katolicka w Seulu

Katolicyzm w Korei zaszczepili francuscy misjonarze, którym pozwolono w 1887 roku założyć seminarium i kościół w miejscu, w którym niegdyś miała stanąć konfucjańska świątynia. Zezwolenie na założenie misji było częścią francusko-koreańskiego traktatu handlowego i dyplomatycznego. Mimo to, cesarz Gojong był przeciwny budowie kościoła i groził nawet konfiskatą ziemi, bo wieża kościelna miała być wyższa niż jego pałac.

Pałac Changgyeonggung
Pałac Changgyeonggung

Ostatecznie cesarz przystał na budowę katedry, gdy przedstawiono mu zalety posiadania chrześcijańskiej katedry w stolicy. Nawet za pomocą dyplomatów miał nakłaniać rządy USA, Włoch i Rosji do współfinansowania francuskiej budowy. Kościół został konsekrowany w 1898 roku i poświęcony Niepokalanemu Poczęciu Błogosławionej Dziewicy. Wówczas była to najwyższa budowla w Seulu. W kryptach kościoła złożone zostały szczątki męczenników z 1866 roku.

Cheonggyecheon, Seul
Cheonggyecheon

W latach 70 i 80 XX wieku, katolicki kler należał do przywódców krytyki wojskowej władzy w Korei Południowej. Katedra Niepokalanego Poczęcia stała się centrum minjung, czyli ruchu obywatelskiego domagającego się przemian demokratycznych w Korei Południowej (przypomina to trochę historię kościoła św. Mikołaja w Lipsku). W kolejnych latach plac przed katedrą pozostał popularnym miejscem wszelakich protestów. Ponieważ doszło do aktów wandalizmu skierowanych przeciwko kościołowi, znacznie ograniczono możliwość publicznych zgromadzeń przed kościołem.

Seul
Seul

Seul: Historyczne wioski

Kolejna warta do zobaczenia rzecz to historyczne wioski. Na zdjęciach promujących Seul często widnieje jego historyczna zabudowa, znana jako Buckhon Hanok Village.
Hanok to tradycyjny typ domostwa, którego historia sięga XV wieku. Buckhon – co oznacza „północna wioska” – była pierwotnie zamieszkana przez wyższe sfery i zamożnych mieszczan.

Historyczne wioski w Seulu
Historyczne wioski w Seulu


Obecnie przemierzanie wąskich uliczek i przesiadywanie w licznych tradycyjnych restauracjach należy do jednej z ulubionych aktywności turystów w Seulu. Nas to miejsce trochę zawiodło: tłoczne, bez klimatu, nawrzucane sklepy, knajpy, reklamy, spod których ledwo można zobaczyć historyczną zabudowę. Szybko stamtąd uciekliśmy. Prawdę mówiąc, resztki historycznej zabudowy można spotkać poutykane w wielu miejscach Seulu. Nie tak wyeksponowane i wymuskane, ale dużo bardziej oddają klimat miasta Dalekiego Wschodu.

Historyczna wioska, Seul
Historyczna wioska

Seul: Muzea

Na koniec kilka słów nowoczesnych budynkach. Te są porozrzucane po Seulu. Na nas duże wrażenie zrobiło muzeum designu na Dongdaemun, zwłaszcza nocą. Dużo więcej drapaczy chmur znajdziemy bliżej koryta rzeki Han-gang, przy której także koncentruje się życie turystyczne i nie tylko. Charakterystycznym punktem jest też wieża telewizyjna Seoul Tower znajdująca się na wzgórzu w parku Namsam.

Muzeum Designu w Seulu
Muzeum Designu w Seulu

Zwiedzanie i poruszanie się po Seulu

Jeszcze w nawiązaniu do naszej wizyty w Koreańskiej Strefie Zdemilitaryzowanej: na stacjach metra w Seulu znajdują się dobrze widoczne schowki na maski przeciwgazowe. Nad wejściem do metra i wielu przejść podziemnych widnieje oznaczenie „shelter” oznaczające możliwość schronienia się na wypadek ataku rakietowego ze strony KRLD. Przypomina to boleśnie o tym, że wojna koreańska nie jest zakończona, panuje jedynie kruche porozumienie o wstrzymaniu się obu stron od wrogich działań, wielokrotnie naginane. Miejmy nadzieję, że obecne rozmowy – pierwsze rozmowy pokojowe na Półwyspie – coś wreszcie zmienią i to zmienią naprawdę. Na razie są raczej ogólnikowe, wyświechtane deklaracje, ale tutaj to i tak postęp.

Ratusz w Seulu
Ratusz w Seulu

Czas w kilku słowach podsumować nasz pobyt w Seulu. Spędziliśmy w nim tak naprawdę tylko 3 dni, w tym jeden poświęcając na wyjazd do strefy zdemilitaryzowanej. Ten czas na Seul to i mało, i dużo. Skoncentrowaliśmy się na samym centrum i historycznej zabudowie, ale tu do oglądania jest dużo więcej, choćby takie dzielnice jak Gangnam. Więc pewnie jeszcze kiedyś tu wrócimy, także by lepiej poznać Koreę, zwłaszcza, że wieżowce seulskie zostały wykorzystane w filmie „Star Trek: W nieznane” (Yorktown to miraż grafiki komputerowej, stolicy Korei i Dubaju). W Seulu znaleźliśmy wszystko czego oczekujemy po nowoczesnej, azjatyckiej metropolii, pełnej rozświetlonych drapaczy chmur, ulic pełnych neonów, zgiełku, straganów i trochę chaosu oraz ciekawej historii.

Seul
Seul

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak koreański
SeulPodsumowanie

Hakone i spojrzenie na górę Fudżi

Park Narodowy Fudżi-Hakone-Izu (jap. 富士箱根伊豆国立公園) ze względu na swoją niewielką odległość od Tokio i górę Fudżi, należy do najbardziej popularnych parków narodowych w Japonii. Wejść jest kilka, myśmy skorzystali z Hakone (jap. 箱根町 ). Sam park zajmuje powierzchnię ponad 12 tysięcy hektarów i nie sposób podczas krótkiego wyjazdu zwiedzić wszystkiego. Przyjeżdża się tu głównie ze względu na możliwość oglądania góry Fudżi (Fuji). Oprócz wulkanów park słynie także z gorących źródeł, czyli osenów (takich o jakich wspominaliśmy przy okazji Yunadaki). Świetnie skomunikowany, stanowi idealny cel na jednodniową wycieczkę ze stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni.

Widok na górę Fudżi z Ōwakudani
Widok na górę Fudżi z Ōwakudani

Góra – wulkan Fudżi

Główna atrakcja to oczywiście góra – wulkan Fuji-san. Błędnie tłumaczone jako „szanowna Fudżi” przez analogię przyrostka „san” jako „pan, pani” (np. do agenta 007 zwracano się per Bond-san). W języku japońskim wiele znaków ma bardzo podobne brzmienie, ale znaczy co innego. W tym przypadku „san” oznacza „góra”. Co oznacza samo „Fuji”, do końca nie wiadomo: możliwe że nie oznacza nic specjalnego, ale fajnie brzmi – stąd taki, a nie inny dobór znaków, albo jest to zniekształcone imię któregoś z licznych zapomnianych bóstw japońskiej mitologii, może też oznaczać „nieskończony”, „nieśmiertelny” bądź „bez porównania”. W 2013 roku Góra Fudżi i 24 okoliczne lokacje, w tym świątynie, zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako obiekt o szczególnym znaczeniu kulturowym.

Skansen w Hakone
Skansen w Hakone

Wciąż czynny stratowulkan Fudżi jest zarazem najwyższym szczytem Japonii – mierzy 3776 m. n.p.m. Przez większą część roku szczyt pokrywa lśniący w słońcu śnieg. Wyznawcy szinto utożsamiają go z żeńskim bóstwem, toteż jest to zarazem jedna z trzech świętych gór Japonii, na której do połowy XIX wieku obowiązywał zakaz wchodzenia dla kobiet. Fudżi natomiast uchodzi też za kanon piękna, mocno wpłynęło na poczucie estetyki Japończyków. W niektórych świątyniach czy skalnych ogrodach dość łatwo znaleźć kształt Fudżi.

Góra Fudżi
Góra Fudżi

Obecnie szczyt Fudżi to miejsce nie tylko pielgrzymek, ale i turystyki górskiej. Ze względu na warunki pogodowe, góra otwarta jest do wspinana tylko w lipcu i sierpniu. I znów, nie są to samowolne wejścia. Tu wszystko jest zorganizowane i w dodatku w odpowiednim sezonie, o ile oczywiście warunki na to pozwalają.

Kopalnia siarki, Ōwakudani
Kopalnia siarki, Ōwakudani

Gdyby ktoś pytał: las samobójców Aokigahara jest daleko, po przeciwnej stronie góry.

Brama Tori na jeziorze Ashi w świątyni Hakone
Brama Tori na jeziorze Ashi w świątyni Hakone

Kawaguchiko czy Hakone?

Ale by podziwiać Fudżi z oddali, nie trzeba się na nią wspinać, w sumie to nawet lepiej tego nie robić. Jak wieść niesie przy dobrej widoczności widać ją z Jokohamy, ale to się raczej rzadko zdarza. Są dwa miejsca w Parku Narodowym, które ściągają turystów. Pierwsze to Pięć Jezior Fudżi. Tu najlepiej dojechać busem do Kawaguchiko i tam rozpocząć zwiedzanie. W wiosennym okresie może być to interesujące ze względu na festiwal floksów (z którym się czasowo rozminęliśmy). My zdecydowaliśmy się na drugie miejsce, czyli okręg Hakone. Znajduje się on trochę dalej niż Pięć Jezior, przez to jest mniejsza szansa na zobaczenie głównej atrakcji, jeśli widoczność będzie słaba. Fudżi znajduje się jakieś 30 km w linii prostej. Szczęście nam dopisało.

Park Narodowy Hakone
Park Narodowy Hakone

Zwiedzanie okręgu Hakone i bilet zbiorowy

Okręg Hakone obejmuje Owakudani, jezioro Ashinoko, fragment drogi Tōkaidō, Hakone i oczywiście punkty widokowe na najsłynniejszy wulkan Japonii, a poza widokami są też inne, wulkaniczne atrakcje. Wycieczka po Hakone jest bardzo dobrze zorganizowana. Przyjeżdża się pociągiem (lub ew. inaczej) do Odawary (jap. 小田原市 ). Tam kupuje się bilet Hakone Free Pass, który upoważnia nas do zrobienia trasy różnymi środkami transportu. Jak to zwykle w Japonii bywa w przypadku takich biletów, wychodzi znacznie taniej, niż gdyby kupować je z osobna. Wraz z passem dostaniemy mapkę, a w informacji dokładnie powiedzą, jak przebyć całą trasę. Odawara jest o tyle dobrym przystankiem, że stają tu shinkanseny, więc jak zwykle japońska organizacja nie zawodzi.

Ōwakudani słynie z jaj gotowanych w gorących, mineralnych wodach
Ōwakudani słynie z jaj gotowanych w gorących, mineralnych wodach

Hakone: Owakudani

Nasza trasa po okręgu Hakone przewidziana była na cały dzień. Podróżowaliśmy kolejno pociągiem, kolejką linową, statkiem, pieszo i autobusem. Pierwsza część właściwego zwiedzania parku to była wulkaniczna dolina Owakudani. Powstała ona w wyniku wybuchu wulkanicznej Góry Hakone jakieś 3 tysiące lat temu. Nadal jest to teren aktywny wulkanicznie: ze szczelin na zboczach góry wydobywają się gazy i para, gorące źródła wody stale bulgoczą, a co pewien czas wulkan staje się bardziej aktywny, zwiększając produkcję trujących wyziewów.

Jajko na twardo z Owakudani
Jajko na twardo z Owakudani

Właśnie niebezpieczne stężenie trujących gazów jest powodem, dla którego ścieżki na zboczu wulkanu były zamknięte. Osoby zdrowe mogą bezpiecznie przebywać na terenie wokół stacji kolejki linowej, przede wszystkim na tarasach widokowych. Wielka szkoda, że nie mogliśmy pospacerować między gorącymi źródłami. Niestety aktywność wulkaniczna jest nie do przewidzenia. Mimo to było warto dla samych widoków. Za to jest to doskonałe miejsce do obserwowania z oddali wydobycia siarki.

Kopalnie siarki w  Ōwakudani (Hakone)
Kopalnie siarki w Ōwakudani (Hakone)

Specjalnością z Owakudani są jajka kura-tomago. Są to zwykłe jajka kurze gotowane na twardo w gorącym źródle. Skorupka staje się czarna od wysokiej zawartości minerałów. W smaku takie jajko nie różni się specjalnie od zwykłego. Gdy otwarta jest ścieżka między źródłami, turyści mogą kupić surowe jajka i ugotować je samodzielnie. Ponieważ ze względów bezpieczeństwa szlak jest zamknięty, jajka już ugotowane – a jeszcze gorące – można kupić w pobliskim sklepie. Podobno zjedzenie takiego przysmaku przedłuża życie o siedem latem. Drugą jajeczną ciekawostką było jajko na twardo bez skorupki, także czarne. Nie mamy pewności, czy obrane zostało wtórnie poddane działaniu tutejszych wód czy raczej uwędzone na dymie. Na to drugie wskazywałby smak, który bardzo przypomina wędzony ser.

Jezioro Ashinoko
Jezioro Ashinoko

Hakone: Jezioro Ashinoko

Jezioro Ashinoko (lub Ashi) powstało w kalderze wulkanu Hakone, który wybuchł około 3 tysiące lat temu. Hakone Pass, który mieliśmy, jest honorowany przez jedną z dwóch kompanii promowych, obsługujących przeprawę. Statki były wstrętnie stylizowane na europejskie żaglowce, a jeden z nich nazywał się „Victory”, jak okręt admirała Nelsona, który można zwiedzić w Portsmouth. Niestety to najbardziej tandetna i jarmarczna część wycieczki.
Za to dobra widoczność utrzymywała się nadal i już z drugiego brzegu jeziora mogliśmy podziwiać Fudżi.

Jeden z okrętów kursujących po jeziorze Ashi
Jeden z okrętów kursujących po jeziorze Ashi

Zwiedzanie właściwego Hakone

Na koniec wylądowaliśmy w Hakone. Można tutaj zobaczyć między innymi zachowane fragmenty drogi Tōkaidō. Trasa ta w okresie Edo prowadziła wzdłuż Pacyfiku od Kioto do Edo, czyli między pałacem cesarza a faktyczną stolicą kraju faktycznego jej władcy – szoguna Tokugawy (więcej o tym rodzie pisaliśmy przy Nikko). Była więc najważniejszą trasą kraju, uwiecznioną wielokrotnie w japońskiej sztuce.

Droga Tōkaidō w Hakone słynie z  wiekowych cyprysów
Droga Tōkaidō w Hakone słynie z wiekowych cyprysów

W Hakone znajduje się punkt kontrolny na trasie Tōkaidō, który wraz z historycznymi zabudowaniami został zrekonstruowany i udostępniony zwiedzającym. Można tu też odbyć przyjemny spacer wzdłuż alei starych cedrów.

Droga do świątyni Hakone
Droga do świątyni Hakone

Szintoistyczna świątynia w Hakone (choć znów to kompleks chramów – Hakone, Soga, Kuzyryu) jest położona w lesie nieopodal brzegu Jeziora Ashinoko. W wodzie stoi intensywnie czerwona tori, wyróżniająca się na tle wiecznozielonych lasów.
Świątynia w obecnym miejscu istnieje od połowy XVII wieku, była popularna wśród samurajów. Na koniec zostaje wsiąść już do autobusu i potem pociągu i ewentualnie zostaje do zwiedzenia Odawara ze swoim zamkiem, jeśli został na to jeszcze czas.

Wejście do świątyni Hakone
Wejście do świątyni Hakone

Trasa Hakone to faktycznie przyjemny spacer na cały dzień. Z pewnością byłoby ciekawiej, gdyby dało się podejść pod gorące źródła, ale tak jak warunków pogodowych, tak też wulkanicznych nie da się zaplanować.

Świątynia Hakone
Świątynia Hakone

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak japoński
Hakone

Czarnobyl, zona, elektrownia i miasto-widmo Prypeć

Wśród dość dziwnych i niekoniecznie normalnie turystycznych miejsc (jak choćby koreańska DMZ) warto wymienić wywołującą pewne zdziwienie Strefę Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, czyli Czarnobylską Zonę (lub krótko Czarnobyl) i miasto duchów, czyli Prypeć. Jeszcze parę lat temu było to miejsce owiane legendą, także z religijnymi, czy wręcz apokaliptycznymi aspektami, dziś także ze względu na popularność post-apo i różnego rodzaju stalkerów to miejsce bardziej dostępne i coraz chętniej odwiedzane. Nadal zamknięte, ale dziś chyba głównie ze względu na to, by pilnować interesu.

I trzeci anioł zatrąbił:
i spadła z nieba wielka gwiazda, płonąca jak pochodnia,
a spadła na trzecią część rzek i na źródła wód.
A imię gwiazdy zowie się Piołun.
I trzecia część wód stała się piołunem,
i wielu ludzi pomarło od wód, bo stały się gorzkie.

Ap 8, 10-11 wg Biblii Tysiąclecia

Zalesie

Wycieczka do strefy Czarnobyla

Wycieczkę do czarnobylskiej Zony kupiliśmy w lokalnej firmie, która zabierała turystów z Kijowa – Solo East Travel, która ma raczej dobre recenzje. Wcześniej dokonaliśmy rezerwacji internetowej, gdzie należało podać dane z paszportu – ponieważ jest to strefa zamknięta, przejeżdża się przez kontrole paszportowe, gdzie lista turystów jest weryfikowana z danymi paszportowymi. Te wycieczki są organizowane z przewodnikiem mówiącym po angielsku. Można też szukać konkurencyjnych firm z polskim przewodnikiem, wiele z nich wyrusza z Przemyśla i przejeżdża Ukrainę. Nam zależało także na zobaczeniu Kijowa. Na wycieczkę trzeba koniecznie zabrać ze sobą paszport, jest sprawdzany. Uwaga praktyczna – mniej osób przybywa do Zony w środku tygodnia, weekendy są bardziej obłożone.

Czarnobyl
Czarnobyl

Oczywiście firmy takie jak wspomniana wyżej mają licencję i przeprowadzają turystów utartym i bezpieczny” szlakiem. Niby jest kilka tras, są nawet wycieczki kilkudniowe, ale mniej więcej ogląda się to samo. Alternatywą są nielegalne wypady organizowane przez stalkerów. Bez większych problemów można znaleźć ich namiary w sieci. Są zazwyczaj też tańsze i jak twierdzą organizatorzy, w przypadku złapania mandaty na Ukrainie nie są drogie. Choć w szczególnych przypadkach turystom może grozić deportacja. Znajdują się chętni na taką ekstremalną turystykę. W 2018 złapano w Strefie dwóch Polaków.

Prawdopodobnie ostatni pomnik Lenina na Ukrainie (Czarnobyl)
Prawdopodobnie ostatni pomnik Lenina na Ukrainie (Czarnobyl)

Zwiedzanie Zony i Prypecia

Zwiedzanie Zony składa się z odwiedzenia kilku punktów, nie tylko miasta Czarnobyl (ukr. Чорнобиль, dawniej lub z rosyjska – Czernobyl – Чернобыль), okolic elektrowni i Prypecia (ukr. Прип’ять, ros. Припять). Dziś główne miasto Zony to znów Czarnobyl. Obecnie pozostali tu pracownicy elektrowni atomowej, naukowcy i ludzie pracujący w turystyce. Pracują na 3/4 – trzy dni przebywają w Zonie, a cztery poza nią. Naukowcy mają te interwały nieco wydłużone – 2 tygodnie w Zonie, miesiąc poza. Obecnie w Czarnobylu pomieszkuje około 2000 osób. Turystów w Zonie rocznie oficjalnie przybywa około 10 tysięcy.

Tabliczki zlikwidowanych wiosek (Czarnobyl)
Tabliczki zlikwidowanych wiosek (Czarnobyl)

Czarnobyl: historia i proroctwo

Historia osadnictwa na terenie obecnego Czarnobyla sięga przełomu XI i XII wieku. Nazwa osady i późniejszego miasta pochodzi od porastającego okolicę rodzaju piołunu. Ta nazwa w 1986 roku znalazła się na ustach całego świata i obok Hiroszimy czy Nagasaki, a ostatnio także Fukushimy, symbolizuje atomową zagładę. Dodatkowo wyobraźnię pobudzają zbieżności z wersetami Apokalipsy św. Jana, od tamtej pory nierzadko łączone z czarnobylską katastrofą. Tę symbolikę wykorzystano przy tworzeniu miejsca pamięci katastrofy atomowej, choćby pomnika.

Apokaliptyczny Anioł Zagłady (Czarnobyl)
Apokaliptyczny Anioł Zagłady (Czarnobyl)

Katastrofa w Czarnobylu

W wyniku katastrofy czarnobylskiej przesiedlono około 200 tysięcy mieszkańców miasta Prypeć, Czarnobyl i 187 mniejszych miasteczek i wsi. Część z nich (jak Prypeć) ewakuowano w ciągu 36 godzin, a część w kolejnych miesiącach i nawet latach aż do 1990 roku. Tabliczki z nazwami wsi-widm są częścią memoriału katastrofy w Czarnobylu.

Arka nad sarkofagiem nad 4 reaktorem i kolejny pomnik
Arka nad sarkofagiem nad 4 reaktorem i kolejny pomnik

W nocy 26 kwietnia 1986 doszło do najpoważniejszej wówczas katastrofy w elektrowni nuklearnej (dotychczas drugą taką katastrofą 7-stopnia w siedmiostopniowej skali była katastrofa w elektrowni w Fukushimie w 2011 roku). Wybuch 4. bloku reaktora jądrowego w Czarnobylu doprowadził do uwolnienia radioaktywnej chmury do atmosfery.

Kopaczi
Kopaczi

Dokładny przebieg katastrofy i walka z żywiołem to długa historia błędów konstrukcyjnych, pośpiechu i niedbałości, zatajania faktów o rozmiarach katastrofy przed opinią publiczną i samymi ratownikami (ale to nie jest radziecka specjalność, Japończycy zachowali się dokładnie tak samo), to jest także opowieść o heroicznym wysiłku ratowników, z których wielu przypłaciło zdrowiem i życiem. Dziś powszechna jest opinia, że za katastrofę odpowiadają inżynierowie, którzy chcąc się wykazać i zwiększyć wydajność elektrowni przeprowadzili eksperyment na żywym organizmie. Za „eksperyment” odpowiadał młody inżynier Leonid Toptunow (pracował w elektrowni 3 miesiące), a nadzorował go Aleksander Akimow (szef zmiany).

Zalesie, porzucony samochód
Zalesie, porzucony samochód

Czarnobyl: Skutki katastrofy

Trudno oszacować liczbę ofiar czarnobylskiej katastrofy. Najnowszy raport ONZ mówi o 134 pracownikach narażonych na bardzo wysoką dawkę promieniowania, z czego 28 zmarło w wyniku choroby popromiennej, zaś 2 od poparzeń (przypomnijmy – przez 9 dni trwał pożar). A co ze śmiertelnością płodów? Co z zachorowalnością na nowotwory, zwłaszcza tarczycy? Raport Lekarzy Przeciw Wojnie Nuklearnej podaje zatrważające dane, liczby idące w dziesiątki tysięcy. Jednak długofalowe i rzetelne badania oraz statystyki wskazują, że bezpośrednio w wyniku skażenia zmarło 81 osób.

Strefa Wykluczenia wokół Czarnobyla
Strefa Wykluczenia wokół Czarnobyla

Ponadto nie zauważa się żadnych anomalii genetycznych u dzieci, które w życiu płodowym mogły zostać napromieniowane, nie było większej liczby poronień, ani w Polsce, ani na Ukrainie czy Białorusi. Co więcej, podobne wnioski o niepotrzebnym demonizowaniu opadu radioaktywnego nasuwają się po analizie zgonów i chorób w wyniku wybuchów bomb nad Hiroszimą i Nagasaki oraz zachorowalności w obszarach, gdzie występuje wysokie naturalne promieniowanie (np. Ramsar w Iranie). Wygląda na to, że podwyższone nawet znacznie promieniowanie nie jest tak groźne dla organizmu ludzkiego, jak się może wydawać, a przyjęte normy zbyt restrykcyjne. Choć oczywiście nie należy przesadzać też w drugą stronę, pewne mutacje się pojawiają.

Prypeć i postapokaliptyczne miasto
Prypeć i postapokaliptyczne miasto

Tak zwany efekt Czarnobyla

Tu warto zaznaczyć też o tak zwanym efekcie Czarnobyla. W miejscach, gdzie znikają ludzie, przyroda zaczyna się odradzać. Pojawiają się także rzadkie gatunki zwierząt. W Prypeci można spotkać duże sumy, zaś w okolicy błąkają się między innymi koniki Przewalskiego. Pomijając fragmenty czerwonego lasu, w większości przypadków natura daje sobie radę. Obecnie efekt Czarnobyla jest też dostrzegalny w Donbasie i okolicach, skąd uciekli ludzie przed wojną. Zaś zwierzęta bardzo szybko zajmują te tereny. Natura nie lubi próżni, czy jak mawiał Ian Malcolm z „Parku jurajskiego”, życie znajdzie drogę. Tu faktycznie to widać.

Jabłka w Czarnobylu
Jabłka w Czarnobylu

Swoją drogą w całej Zonie jest bardzo dużo drzew owocowych, ale na wszelki wypadek odradza się ich spożywanie. Mutacje czasem są zauważalne, ale raczej niewielkie. W przypadku flory to głównie gigantyzm, acz nie przesadny, zaś fauny to np. albinizm u jaskółek. Strefa Czarnobylska jest dobrze prosperującym i największym w Europie, choć nieoficjalnym rezerwatem przyrody, pełnym gatunków zagrożonych, nie widzianych tu nawet od stuleci. Dziś na Ukrainie powstaje drugi taki w okolicach Donbasu (z powodu wojny i uciekających stamtąd ludzi).

Opuszczone domy mieszkalne w Prypeci
Opuszczone domy mieszkalne w Prypeci

Czarnobyl: Zwiedzanie strefy

Strefa Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, zwana potocznie Zoną, obejmuje obszar o powierzchni ponad 4700 km2. Jest to strefa objęta największym skażeniem radioaktywnym na terenie Ukrainy i Białorusi, skąd krótko po katastrofie przesiedlono lokalną ludność. W odległości 30 kilometrów od elektrowni jest pierwsza strefa z kontrolowanym dostępem, w odległości do 10 kilometrów od elektrowni druga. Obecnie jest jednym z głównych celów wizyt turystycznych na Ukrainie.

Pomnik Likwidatorów (Czarnobyl)
Pomnik Likwidatorów (Czarnobyl)

Czarnobyl: miasto

W samym Czarnobylu znajduje się wspomniana już rzeźba anioła czy tabliczki wysiedlonych wiosek, a także pomnik upamiętniający bohaterstwo likwidatorów. Napis na nim głosi „Tym, którzy uratowali świat”. Znajduje się tu także prawdopodobnie ostatni pomnik Lenina na Ukrainie, a także sklep z pamiątkami i restauracja „Dziesiątka”, gdzie żywią się turyści. Druga restauracja w Zonie to stołówka w elektrowni.

Reaktor nr 4 elektrowni w Czarnobylu
Reaktor nr 4 elektrowni w Czarnobylu

Elektrownia w Czarnobylu i arka

Tuż przy samej elektrowni czekała na nas jeszcze jedna dodatkowa atrakcja. Sympatyczny lis Simon jest znany przewodnikom wycieczek po Zonie, dokarmiany tak przez nich jak i przez turystów, więc czeka w miejscu, gdzie zatrzymują się busy, a turyści spoglądają na elektrownię z oddali.

Lis Simon niedaleko elektrowni
Lis Simon niedaleko elektrowni

Ciekawostka: ostatni reaktor elektrowni zamknięto dopiero 15 grudnia 2000 roku. Ostatni reaktor (czwarty) oddano do użytku w 1983 roku. To właśnie on uległ katastrofie w nocy 26 kwietnia 1986 roku. Przed wybuchem trwały budowy dwóch kolejnych reaktorów (bloki 5 i 6), zresztą elementy zabudowy widać. Czwarty reaktor został zalany betonowym sarkofagiem. Niestety rozwiązanie to okazało się być krótkotrwałe. Sarkofag zaczął korodować i przestał spełniać swoją rolę. Zaczęto więc pracę nad nowym rozwiązaniem, arką – stalową konstrukcją w formie połowy walca.

Klatka schodowa w Prypeci
Klatka schodowa w Prypeci

To jest największa tego typu konstrukcja na świecie i bardzo ciekawe wyzwanie logistyczne. Nie dało się jej zbudować bezpośrednio nad sarkofagiem z powodu promieniowania. Budowano ją obok, a następnie przesunięto nad niszczejący betonowy sarkofag, zakrywając go. Budowa arki została zakończona w listopadzie 2016 roku i szybko zauważono spadek promieniowania w Zonie. Arka powinna w tej formie przetrwać sto lat. Jednak, by nie budować kolejnej, prace będą trwały w środku. Wpierw stary sarkofag zostanie zniszczony, a potem ponownie zabetonowany (zdalnie, bez udziału ludzi).

Sklep w Prypeciu
Sklep w Prypeciu

Pod sarkofag podjeżdża się dość blisko, tu znajduje się kolejny pomnik katastrofy i trwają prace nad zabezpieczeniem bloku czwartego. Dziś są pomysły, by na nowo uruchomić tu elektrownię, ale tym razem słoneczną.

Zalesie, scena w domu kultury
Zalesie, scena w domu kultury

Kopaczi i Zalesie

Jednym z  postojów jest dawna wioska Kopaczi (ukr. Копачі). Nie zostało z niej wiele – większość domów w ramach eksperymentu zakopano. Ostał się cmentarz i pomnik żołnierzy radzieckich, no i przede wszystkim słynne przedszkole, które jest jedną z największych atrakcji Kopacze. Inną taką wioską jest Zalesie (ukr. Залісся, ros. Залесье). Dziś wysiedlone. Tu znajdował się między innymi dom kultury.

Przedszkole w Kopaczi
Przedszkole w Kopaczi

Prypeć: Miasto duchów

Jednym z najbardziej kojarzonych miejsc związanych z katastrofą czarnobylską jest miasto Prypeć. Zaprojektowane na wzór idealnego miasta, założone w 1970 roku jako osiedle dla pracowników pobliskiej elektrowni atomowej. Dziś miasto-widmo lub miasto duchów, w którym przyroda śmiało wkroczyła po swoje. Krótko po wybuchu 4. bloku elektrowni czarnobylskiej, ekipy likwidatorów skutków promieniowania oczyszczały miasto z radioaktywnego pyłu. Robiły to szybko i sprawnie przez polewanie wodą wszystkiego jak leci z węży strażackich. Efekt to totalna demolka we wnętrzach (oczywiście pomógł też czas, szabrownicy i turyści) i przyspieszenie zniszczenia. Porównanie zdjęć Prypecia sprzed katastrofy i po niej przyprawia o dreszcze, to jest prawdziwy obraz postapokalipsy.

Prypeć
Prypeć

Dziś można natknąć się tu na wiele wycieczek. O ile w innych miejscach plan jest często wytyczony dość sztywno, w Prypeci różne grupy chodzą swoimi drogami. Można zobaczyć choćby sklep samoobsługowy w centrum Prypecia. Po wybuchu reaktora pobliskiej elektrowni, miasto zostało ewakuowane w ciągu 36 godzin. Wcześniej mieszkańcom pozwolono zabrać ze sklepu cały towar. Napromieniowany i tak by się nie sprzedał.

Dom kultury w Prypeci
Dom kultury w Prypeci

W mieście Prypeć był i teatr, i stadion – dziś pożarte przez przyrodę i entropię. Szczególne wrażenie robią wszelkie ślady aktywności sprzed katastrofy: słynny diabelski młyn to część wesołego miasteczka, które miało być otwarte z okazji święta 1. maja. No i jest jeszcze szkoła z basenem „lazurowym”. Tu przebywali likwidatorzy. W wielu miejscach widać też efekt ich pracy. Używając wody zalewali oni wszystko, by radioaktywne odpady spłynęły. Ciekawie wyglądają obecnie sale szkolne.

Diabelski młyn w wesołym miasteczku (Prypeć)
Diabelski młyn w wesołym miasteczku (Prypeć)

Warto też wspomnieć o stalkerach. Do Zony wybierają się oni często w sposób nielegalny i przebywają tu dłużej. Zostawiają po sobie też dzieła w postaci malowideł, głównie inspirowanych dostrzeżoną tu zwierzyną.

Basen w szkole (Prypeć)
Basen w szkole (Prypeć)

Duga – Oko Moskwy

Kolejną ciekawostką, którą widzimy podczas naszej post-apo wycieczki jest Radar Pozahoryzontalny w podczarnobylskiej osadzie Duga (ros. Дуга), zwana też Okiem Moskwy. Ogromna konstrukcja powstawała przez 12 lat: od 1970 do 1982 roku i służyła od 1976 do 1989 roku. Radar Duga jest to radar fal krótkich, wczesnego ostrzegania o zagrożeniu pociskami balistycznymi. Wiązka radaru obejmowała terytorium Stanów Zjednoczonych.

Radar Duga
Radar Duga

Sygnał emitowany z radiostacji Duga był słyszalny na falach krótkich i zagłuszał inne emitery. Ze względu na charakterystyczny rytm, nazywany był „rosyjskim dzięciołem”. Wokół radaru Duga wyznaczono 2-kilometrową strefą zamkniętą, a pracownicy (było ich 1000) wraz z rodzinami zamieszkiwali zamknięte miasteczko Czarnobyl-2. Oko Moskwy było włączane tylko na krótki czas. Powodowało to zakłócenia w odbiorze sygnałów radiowych w dość odległej okolicy.

Radar Duga
Radar Duga
Radar Duga
Radar Duga

Czarnobyl: Skażenie strefy

Najbardziej skażonym obszarem pozostaje obszar w bezpośredniej bliskości arki (specjalnej konstrukcji kryjącej betonowy sarkofag) i Rudy Las. Jego nazwa wzięła się stąd, że krótko po katastrofie wszystkie drzewa iglaste i liściaste zmieniły kolor okrywy na czerwony, następnie liście i igły opadły. Rudy Las to do dziś jest to jedno z najbardziej skażonych miejsc na Ziemi (ponad 8 mikro Siwertów na godzinę, dla porównania Czarnobyl 0,2, Prypeć 0,2-4 przy gruncie, Warszawa 0,32 mikroSv/h).

Maski gazowe w szkole (Prypeć)
Maski gazowe w szkole (Prypeć)
Książki w szkole (Prypeć)
Książki w szkole (Prypeć)

W strefie ludzie zostawili swoje mieszkania jak stali, gdyż byli zapewniani, że opuszczają dobytek tylko na trzy dni, a tymczasem minęło ponad 30 lat. Wielu z nich nie mogło się z tym pogodzić. Nielegalnie powrócili do Zony i zamieszkują ją z dala od cywilizacji: bez elektryczności, bez kanalizacji. A co ze skażeniem? Obecnie poziom promieniowania oprócz Rudego Lasu i niektórych punktów przy gruncie (oznaczonymi tabliczkami) nie są wiele wyższe niż naturalne promieniowanie. Ponadto poziom radiacji spadł po 2016 roku, gdy na niszczejący sarkofag zamontowano arkę.

Szkolny korytarz (Prypeć)
Szkolny korytarz (Prypeć)

Promieniowanie a bezpieczeństwo

Pozwala to na bezpieczne przebywanie w Zonie, nawet na stałe. O ile oczywiście nie zdarzy się jakaś katastrofa, która by doprowadziła do zniszczenia ochronnych warstw nad reaktorem. Jednak remont pozostawionych budynków nie ma sensu, są w zbyt kiepskim stanie. I powiedzmy to sobie wprost – Zona to niebywała atrakcja Ukrainy, ściągająca coraz większe rzesze turystów. Dużo rozsądniej i wygodniej jest zachowanie tego obszaru jako swego rodzaju skansenu, parku przyrodniczego i memento ostrzegającego przed niebezpieczeństwem związanym z zabawą atomem.

Podwyższone wskazania na liczniku (Czarnobyl)
Podwyższone wskazania na liczniku (Czarnobyl)

Natomiast, żeby nie było, to nadal nie jest do końca bezpieczne. Jak pisaliśmy wcześniej, likwidatorzy używali wody, by zmywać opad. Woda spływała do zagłębień, więc te nawet przysypane ziemią mają dziś często znacznie podwyższone promieniowanie. Służą przewodnikom do demonstrowania działania liczników Geirgera-Müllera. Przypadkowe wejście w taką dziurę to potencjalne zagrożenie dla turystów. Dlatego z wyjściem z Zony wiąże się z koniecznością przejścia przez pomiar promieniowania na każdym z dwóch check pointów. Nie jesteśmy jednak pewni, na ile faktycznie złe wskazanie spowoduje jakąś reakcję. Prawdopodobnie szukają tym sposobem napromieniowanych przedmiotów, które turyści mogliby ukraść. Jest to też bardzo symboliczny sposób na pożegnanie się z Zoną, w której owszem widzi się skutki katastrofy, ale o promieniowaniu bardzo łatwo się zapomina.

Wyjście ze strefy przez bramkę
Wyjście ze strefy przez bramkę

Katastrofa w popkulturze

Na koniec warto wspomnieć, że katastrofa w Czarnobylu stała się kanwą dla serialu „Czarnobyl” produkcji HBO. Kilka scen do serialu faktycznie kręcono w Strefie, inne między innymi w Kijowie oraz Wilnie, które udawało Prypeć. Serial zdobył bardzo dużą popularność i rozsławił zonę, podobno jest obecnie szykowana rosyjska odpowiedź. Wpływ na popkulturę jest jednak jeszcze większy. Warto wspomnieć choćby o grach z serii „S.T.A.L.K.E.R.” czy „Call of Duty”.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak ukraiński
Czarnobyl

Suzhou, orientalna Wenecja i chińskie ogrody

Nazywane czasem Wenecją Orientu lub Wschodu, albo miastem ogrodów, Suzhou (chin. 蘇州;) to ciekawe miejsce na wypad z Szanghaju. To miasto kanałów, którego ponad 40% powierzchni zajmuje woda. Jednak najciekawsze są tu ogrody, dzięki nim trafiło na listę UNESCO. Najstarsze, w formie niewiele zmienionej, istnieją tu jakieś 900 lat.

Suzhou
Suzhou

Jedwabny szlak i historia Suzhou

Jak to w historii Chin bywa, miasto to miało różne nazwy. Od najdawniejszych czasów było związane z królestwem Wu, przez pewien czas było nawet jego stolicą. Historyczne nazwy to między innymi Gusu, Wuxian, Wujun, Kuaiji. Najstarsze osadnictwo pochodzi z czasów XI wieku przed naszą erą. Zaś największy rozwój wiąże się z budową wielkiego kanału oraz jedwabnym szlakiem. Suzhou nie było na nim nigdy tak ważnym miastem jak Xian czy Luoyang, ale tutaj właśnie hodowano jedwabniki. Robi się to do dziś. Jest tu nawet muzeum jedwabiu, no i wiele sklepów, które także z tego żyją, pokazując przy tym kulisy produkcji jedwabiu.

Jedno z muzeów / fabryk jedwabiu
Jedno z muzeów / fabryk jedwabiu

Kanały Suzhou i ulica Shantang

W Suzhou warto zacząć oglądanie miasta od ulicy Shantang. Prowadzi ona wzdłuż kanału Shantang (pochodzi on z IX wieku naszej ery) i to jest miejsce, które od razu przypomina nam Wenecję. Mamy tu wiele małych mostków, domy. W okolicy można zejść na lokalny targ, co jest bardzo ciekawe. Acz nie znajdziemy tu wielu „frykasów” znanych z targu w Pekinie, to wszystko jest bardziej lokalne, mniej turystyczne. Same kanały są bardzo ważne w Suzhou, mieście które znajduje się nad Wielkim Kanałem i jednocześnie Wielkim Jeziorem (Tai Hu).

Shantang w Suzhou
Shantang w Suzhou

Ogrody chińskie

Po zwiedzeniu kanałów czas na ogrody. Wraz z rozwojem handlu jedwabiem od XIV wieku miasto mogło sobie pozwolić na rozbudowę ogrodów. W pewnym momencie było ich 287, do dziś przetrwało 69. Dziś 9 z nich zostało wpisanych zbiorowo na listę UNESCO, w dwóch turach. Pierwsze cztery w 1997, reszta w 2000 roku. Zobaczenie wszystkich z nich zajmuje trochę czasu, ale przede wszystkim dwa są dość znane, ważne i nie bez powodu przyciągają , tłumy. Czy najlepsze, tego nie wiemy. Nie zwiedziliśmy wszystkich.

Bonsai / penzai (penjing)
Bonsai / penzai (penjing)

Chińskie ogrody w dużej mierze kształtowały zarówno buddyzm, jak i konfucjanizm. Z jednej strony stawia się w nich na prostotę i pewien minimalizm, przy jednoczesnym unikaniu prostych form czy linii. Dzięki temu wygląda raczej na dziki, choć naprawdę jest  mocno wypielęgnowany. Bardzo istotna jest też rzeźba terenu, architektura (pawilony, wytyczone ścieżki, te jednak nie powinny być zbyt proste) i przede wszystkim woda. Ogrody chińskie inspirowały też ogrody japońskie. Tamte z kolei, choć zachowują harmonię i wiele elementów, stawiano na dużo mniejszym obszarze. Do tego dochodzi ważny element asymetrii. Również kwestia naturalności roślinności nie była tak istotna, za to bardziej liczył się pejzaż. Stąd więcej tam kamiennych ogrodów czy bonsai. Przykład typowego japońskiego ogrodu opisywaliśmy przy okazji Himeji. Oczywiście osobnym rodzajem są te przygotowane pod hanami jak ten w Fukushimie. Zaś więcej o bonsai przeczytacie tutaj.

Ogród Mistrza Sieci
Ogród Mistrza Sieci

Suzhou: Ogród Mistrza Sieci

Ogród Mistrza Sieci to najstarszy zachowany ogród w Suzhou. Pochodzi z 1140 roku i został zainspirowany prostym życiem rybaka. Tu jest wszystko, co powinno być w chińskim ogrodzie – pawilony, woda, skały, bujna roślinność. Jest też bonsai oraz zwierzęta, czyli przede wszystkim złote rybki, czyli podgatunek karasia chińskiego (Carassius auratus). To ogród Mistrza Sieci, więc ryby muszą być.

Ogród Mistrza Sieci
Ogród Mistrza Sieci

To właśnie w Chinach zaczęto hodować złote rybki. Początkowo przeniesiono je do małych, przydomowych zbiorników wodnych, jako zapas żywności. W czasach dynastii Qin (265-420 naszej ery) zaczęto wspominać o czerwonych rybkach, jednak hodowla ozdobna rozwinęła się dopiero w czasach dynastii Tang (618-907). Dużą rolę odegrał tu też buddyzm i praktyka darowania zwierzęciu życia, zwana fangsheng. Pod koniec X wieku złote rybki już celowo krzyżowano tworząc nowe, barwne odmiany. Moda ta rozprzestrzeniła się dalej, do Japonii, Wietnamu, a potem jeszcze dalej.

Ogród Mistrza Sieci - złote rybki
Ogród Mistrza Sieci – złote rybki

Suzhou: Ogród Pokornego Zarządcy

Drugi z wyróżniających się ogrodów to Ogród Pokornego Zarządcy. Jest on największy w całym Suzhou i jest jednym z czterech największych ogrodów w Chinach. Liczy sobie 52 tysiące metrów kwadratowych. Formalnie pierwszy ogród  założono tu w 1131 roku, ale bardziej właściwy kształt i charakter nadano mu dopiero w 1513 roku. Jak łatwo się domyśleć, jest też najczęściej odwiedzanym ze wszystkich ogrodów.

Ogród Pokornego Zarządcy
Ogród Pokornego Zarządcy i zbieranie owoców lotosu

W tym ogrodzie z kolei mamy widoczne wpływy japońskie. Są karpie koi, czyli  ozdobna forma karpia. Karpie były także początkowo hodowane przez Chińczyków jako pewna alternatywa dla złotych rybek, jednak popularność koi zaczęła w Japonii w latach 20. XVIII wieku. Koi zresztą znaczy po japońsku tyle co karp. Poza rybami w ogrodach można spotkać ptactwo, głównie kaczki, ale też żółwie (np. ozdobne pochodzące z Ameryki).

Ogród Dobrego Zarządcy w Suzhou
Ogród Dobrego Zarządcy w Suzhou

Drugi japoński wpływ to bonsai. Znów, podobnie jak z ogrodami, czy karpiami koi, w Japonii bonsai nie powstało samoistnie. Sztuka miniaturyzowania drzew i krzewów przybyła tam z Chin i zwana jest penzai. Swoją drogą penzai (lub penjing) polegało bardziej na tworzeniu miniaturowych pejzaży z wykorzystaniem mchu, czy kamieni. Japończycy mocno rozwinęli tę sztukę, stworzyli też style bonsai. Dziś zwłaszcza w Chinach terminy te często są wymienne. Zaś bonsai jest często istotnym elementem ogrodu chińskiego.

Ogród Pokornego Zarządcy
Ogród Pokornego Zarządcy

Wuxi: Ogród Li

Ogrodów z listy UNESCO jest 9. Poza dwoma wspomnianymi są tam między innymi Pawilon Lazurowej Fali, Ogród Par, Ogród Lwiego Zagajnika, Ogród Kuszący do Pozostania czy Ogród Przebywania (lub Szczęścia w innym tłumaczeniu). Ale jak wspomnieliśmy w samym Suzhou, tych ogrodów jest jeszcze więcej. A jeśli popatrzy się na cała metropolię, można dodać jeszcze kolejne. Jak choćby ogród Li w mieście Wuxi uchodzący za jeden z najbardziej malowniczych w całych Chinach.

Ogród Li w Wuxi
Ogród Li w Wuxi
Ogród Li w Wuxi
Ogród Li w Wuxi

Wuxi (无锡) samo w sobie jest też dobrym miejscem, by zobaczyć jeszcze dwie rzeczy. Wspomniane już Wielkie Jezioro, czyli Tai Hu lub jezioro Tai. Tu jest wiele punktów widokowych. W wodzie zaś poza rybami hoduje się słodkowodne perłowce. Widać też jak na brzegu pną się w górę nowoczesne miasta. Druga rzecz to uprawy herbaty. Niestety  nie są tak spektakularne jak choćby Lipton’s Seat na Sri Lance.

Pole herbaciane Wuxi
Pole herbaciane Wuxi

Luzhi: kanały

Natomiast skoro już jesteśmy w okolicach Suzhou i delty rzeki Jangcy, warto zajrzeć do któregoś z małych miasteczek z kanałami. Jednym z nich jest Luzhi (甪直镇), które odwiedziliśmy. Ale w okolicy jest ich wiele więcej, choćby Xitang (tam kręcono „Mission: Impossible III”). Są one dość podobne i jak ogrody w dużej ilości mogą się mylić.

Kanał w Luzhi
Kanał w Luzhi

Samo Luzhi przypomina dziś trochę skansen, zwłaszcza jak porówna się je z kanałami Suzhou. Bardziej odpowiada wyobrażeniu o starodawnych Chinach. Zresztą mamy tu nawet muzeum etnograficzne. Zaś największą zabawą jest oczywiście przepłynięcie się po kanałach.

Kanał w Luzhi
Kanał w Luzhi

Suzhou oczywiście oferuje dużo więcej atrakcji, tak nowoczesnej architektury, pagód, świątyń, murów, bram miejskich, kanałów czy ogrodów, które niekoniecznie trafiły na listę UNESCO.

Wielkie Jezioro (w tle Wuxi)
Wielkie Jezioro (w tle Wuxi)

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Więcej na szlaku chińskim
Suzhou