Klasztor Szaolin (Shaolin): zen, kung-fu, kino i zwiedzanie

Brama do klasztoru Szaolin

Pozornie klasztor Szaolin (chin. 少林寺, ang. Shaolin Monastery) wydaje się być atrakcją bardzo podobną do Engyō-ji w japońskim Himeji. Wciąż czynna świątynia, do której przybywają rzesze odwiedzających, a jednocześnie ma swój wkład w światową kinematografię i szeroko rozumianą kulturę. Tym razem jednak choć jest to zabytek z listy UNESCO (od 2010), jest to także przede wszystkim atrakcja turystyczna bazująca na wyrobionej marce. Jeśli ktoś szuka tu uduchowienia, to pomylił miejsca. Szaolin dziś bardzo zmieniło swą rolę, choć wciąż jest ważne kulturowo i historycznie.

Historia klasztoru Szaolin

Ale nie zawsze tak było.Pierwszy klasztor założył w V wieku pochodzący z Indii buddyjski misjonarz Buddhabhadra Batuo. Oczywiście postać ta obrosła mitem, więc wiele elementów tej historii nie jest dziś możliwe do zweryfikowania. Nauczając tu stworzył własny odłam buddyzmu, tak zwaną szkołę Chan, koncentrującą się na praktycznej i medytacyjnej tradycji. To właśnie ta szkoła rozprzestrzeniła się wpierw po całych Chinach, a następnie rozwijała i ewoluowała w innych krajach. W Japonii powstał Zen, w Korei Sŏn, a w Wietnamie Thiền. W VI wieku przybył kolejny misjonarz z Indii, niejaki Bodhidharma Damo. Założył on drugą linię przekazu w klasztorze. Za trzecią linię odpowiada przeor Xueting Fuyu, który w XII wieku doprowadził do ożywienia tradycji klasztoru.

Wojowniczy mnisi i kung-fu

Jednak najważniejsza tradycja to czasy jeszcze późniejsze, schyłek dynastii Ming, czyli mniej więcej XVI – XVII wiek. Mnisi zaczęli formować wówczas oddziały zbrojne służące jako najemnicy w Cesarstwie Chińskim. Szaolin nie było jedynym klasztorem działającym w ten sposób, wręcz przeciwnie – była to dość powszechnie przyjęta praktyka. Ale to właśnie ten klasztor zyskał sławę jako miejsce, gdzie szkolono najlepszych żołnierzy, gdzie rozwijały się lub powstawały formy chińskich walk – wushu czy kung-fu.

Film, odrodzenie i komercjalizacja

W XX wieku Szaolin podupadło. Wpierw zostało zniszczone w 1928 przez jednego ze zbuntowanych dowódców wojskowych, potem nastał maoizm w Chińskiej Republice Ludowej, okres w którym nie chciano utrzymywać religii czy kościołów. Dopiero odwilż z czasów Deng Xiaopinga pozwoliła na nowo zaistnieć klasztorowi i odrodzić się marce.

Zbiegło się to z premierą głośnego także u nas filmu: „Klasztor Shaolin” (1982) z Jetem Li. Film nagrywano w podupadłym wówczas Szaolin. Obraz na nowo rozpropagował sztuki walki, nie tylko w Chinach, ale też na świecie. Sprawił, że miejsce to zaczęło wpierw przyciągać adeptów sztuk walk, a potem także turystów. Dziś nadal znajdują się tu słynne szkoły, zaś mnisi jeżdżą po świecie pokazując swoje sztuczki.

I tu właśnie dochodzimy do ciemnej strony sukcesu, czyli komercjalizacji. O ile szkoły sztuk walki nadal są na perfekcyjnym poziomie, o tyle cała reszta gubi ducha buddyzmu. Dziś jest to instytucja nastawiona na zysk. Turyści, którzy tu przybywają, poza możliwością kupienia pamiątek (standard w wielu słynnych buddyjskich świątyniach wschodu), mają okazję zobaczyć też pokaz walk (co akurat jest ciekawe na swój sposób) i przespacerować się po okolicy. Niemniej jednak mnisi (lub inne osoby prowadzące ten przybytek) nastawiają się na masowego odbiorcę i duży przemiał, a przede wszystkim wysoką stopę zwrotu. Jest to o tyle ciekawe, że klasztor Szaolin dziś jest przede wszystkim instytucją turystyczną i finansową, która chciała przez pewien czas być notowana na giełdzie w Szanghaju. Ostatecznie ktoś z władz chińskich zainterweniował i musiano wykonać krok wstecz, przynajmniej jeśli chodzi o otwarty obrót akcjami.

Las pagód i zwiedzanie Szaolin

Więc tak jak miejsce to ma wspaniałą historię i legendę, tak dziś, jeśli nie jest się fanem sztuk walki, raczej irytuje, czy nawet w pewien sposób smuci i rozczarowuje. Przede wszystkim dokucza zgiełk związany z dużym ruchem turystycznym czy pamiątkami, bo to byłoby bardzo ciche i pięknie położone miejsce.

Nazwa klasztoru – Shaolin Si znaczy tyle, co świątynia w lasach Shaoshi. Poza głównymi zabudowaniami i miejscami, gdzie odbywają się ćwiczenia sztuk walk, warto odejść trochę dalej i zobaczyć przede wszystkim las pagód. Widziane na tle gór robią bardzo dobre wrażenie i dzięki temu, że są trochę przez turystów niedocenianie, stanowią najcichszy fragment świątyni. Reszta sprawia już bardziej wrażenie muzeum, czy zabytku, głośnego i chyba przereklamowanego. Same budynki owszem są interesujące, jak choćby wieże Bębnów, czy Dzwonów (charakterystyczne dla chińskich fortyfikacji), czy nawet świątynie, jednak brakuje im elementu duchowości, którego mimo wszystko oczekuje się od klasztoru. Zwłaszcza tak legendarnego.

Klasztor ma swoją witrynę witrynę, gdzie można sprawdzić ceny biletów. Dojechać tu można najłatwiej z Luoyang. Jeżdżą tu minibusy z dworca autobusowego lub z Defteng.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlaku religijny
Szaolin
Szlak chiński
Szaolin
Share Button

Komentarze

Rekomendowane artykuły