Paihia i lasy namorzynowe w Nowej Zelandii

Miejsc turystycznych w Nowej Zelandii nie brakuje, jest w czym wybierać. Jednym z bardziej znanych ośrodków wypoczynkowych na Wyspie Północnej jest Zatoka Wysp, czyli Bay of Islands. Zaś największe miasto Zatoki to Paihia.

Plaża w Paihia
Plaża w Paihia

Paihia – zatoka wysp

Pierwszym Europejczykiem, który odwiedził to miejsce, był kapitan James Cook. To on nadał nazwę zatoce. Tu także wzniesiono pierwsze europejskie osady w Nowej Zelandii. Początkowo pomieszkiwali tu wielorybnicy, później też misjonarze. W 1845 toczyła się tu jedna z tak zwanych wojen maoryskich. Dokładniej wojna o maszt flagowy. Formalnie między Brytyjczykami a wojownikami Māori, w rzeczywistości jednak Korona Brytyjska wspierała tylko jednego z maoryskich wodzów w walce z innym. Tak więc miejsce to ma własne, historyczne korzenie, co nie jest częste w kraju Kiwi.

Las namorzynowy w Paihia
Las namorzynowy w Paihia

Paihia to najważniejsze miasto w Bay of Islands. Znajduje się na północy wyspy, dzięki ciepłym prądom morskim i klimatowi podzwrotnikowemu to doskonałe miejsce na wypoczynek. Dodatkowo plaża, zatoka z wyspami. Przybywają tu turyści zainteresowani tak wylegiwaniem się, jak żeglowaniem czy innymi wodnymi atrakcjami. Ponadto to słynne miejsce wśród wędkarzy. Wędkowanie w tym miejscu propagował amerykański pisarz Zane Grey, twórca literackiego westernu. Obecnie Paihia oferuje dużo więcej atrakcji turystycznych. W okolicy można pograć nawet w golfa.

Las w Paihia
Las w Paihia

Lasy namorzynowe w Paihia

Jednakże to nie wspaniała Zatoka Wysp nas tu przyciągnęła, a lasy namorzynowe (czasem zwane też lasami mangowymi, mangrove to z angielska namorzyn), czyli jeden z rodzajów wiecznie zielonych lasów podzwrotnikowych. Namorzyny (mangrowce) to grupa drzew, które doskonale radzą sobie rosnąć zanurzone w wodzie, słonej, słodkiej i często mieszanej. Porastają wybrzeża osłonięte od działania morskich fal, albo też koryta rzek czy jezior. Takich lasów na Północnej Wyspie jest wiele. Niektóre są stosunkowo małe, przypominają bardziej nasze szuwary, inne rozciągają się na dość dużym terenie.

Las namorzynowy w Paihia
Las namorzynowy w Paihia

W okolicy Paihia także znajduje się taki las. Można go zobaczyć wybierając się na wycieczkę kajakiem lub przejść leśną trasę. Tę zaczynamy od normalnego lasu, dopiero potem przechodzimy kładką między namorzynami. Ponieważ to okolica turystyczna, zadbano by przejście było interesujące.

Przeprawa przez wodę
Przeprawa przez wodę

Zaczynamy od bardziej „lądowego” lasu, co jest kojącym doświadczeniem. Na początek musimy przedostać się przez bramkę, która ma utrudnić wejście dzikim psom. Są znaki, że gdzieś na tym terenie żyje kiwi, ale w dzień nawet nie mamy co łudzić się, że zobaczymy te fascynujące ptaki. Niemniej jednak Nowozelandczycy robią wszystko, by chronić rdzenne gatunki. Tu to bardzo dobrze widać.

Paproć drzewiasta
Paproć drzewiasta

Nowa Zelandia to nie tylko gadzie skamieniałości jak hatteria, czy ptasie jak kiwi. To także niezwykłe rośliny. W lasach nowozelandzkich można natknąć się na paprocie drzewiaste. Rośliny te porastały ziemię kilkaset milionów lat temu, choćby w erze karbonu. Jako gatunek (w dodatku nie jeden) ostała się w Nowej Zelandii, można na nią natknąć się w lasach. Dorasta nawet do 25 metrów. Najbardziej znana paproć drzewiasta to Cyathea medullaris.

Namorzyny
Namorzyny

A sam spacer? Ciepło, różnorodność flory, powietrze nasycone zapachami późnej wiosny, nieznane nam dotąd ptasie śpiewy, czyli całe piękno Nowej Zelandii. Potem zaś główna atrakcja: namorzyny.

Młode namorzyny w wodzie
Młode namorzyny w wodzie

Wodospad Hararu

Trasa kończy się małym, acz widowiskowym wodospadem Hararu (Hararu Falls). Właściwie można ominąć cały szlak Hakaru Falls Track i przyjechać bezpośrednio na sam koniec. Zarówno tu, jak i na początku mamy parking. Szlak jest darmowy. Tyle że to co zdecydowanie jest tu najciekawsze przyrodniczo, przynajmniej dla nas, to właśnie namorzyny znajdujące się gdzieś w środku trasy. Niezależnie, którą stronę się wybierze, by dotrzeć do nich trzeba pokonać ze 2-3 kilometry.

Wodospad Haruru Falls
Wodospad Haruru Falls

Na namorzyny można natknąć się w kilku miejscach Nowej Zelandii. Myśmy wybrali tę okolicę właśnie ze względu na dobre opinie, jeśli chodzi o trasę pieszą. Z pewnością było to bardzo interesujące doświadczenie, zwłaszcza jako początek naszej nowozelandzkiej przygody.

Droga między namorzynami
Droga między namorzynami

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak nowozelandzki
Paihia

Zjednoczone Emiraty Arabskie: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Zweryfikowane ostatnio w styczniu 2018.

Uwagi ogólne: Bardzo specyficzny, bogaty kraj, w którym ma się wrażenie, że szejkowie nie mają co robić z pieniędzmi. Poza bogatymi miastami na uwagę zasługuje przede wszystkim przyroda.

Dojazd: Najlepszy sposób to samolot. Są zarówno tanie linie – WizzAir i flyDubai, które latają z niektórych polskich miast, jak i można czasem znaleźć promocję na Emirates czy Ethiad.

Wiza: Wydawana od ręki przy przylocie, 90-dniowa z możliwością wielokrotnego przekraczania granicy. Paszport konieczny.

Przepisy celne: Do ZEA nie wolno przywozić narkotyków, leków psychotropowych czy opioidów (za to są wysokie kary. Ewentualnie  trzeba  mieć anglojęzyczną receptę). Zabroniony jest też wwóz materiałów pornograficznych (zwłaszcza LGBT), które godzą w obyczajowość muzułmańską. Ograniczony jest też wwóz alkoholu, acz podobno nie zawsze ten przepis jest przestrzegany.

Baza noclegowa: Rozbudowana, w tym także hotele najwyższego standardu na świecie (oczywiście za odpowiednia cenę). W Emiratach jedną z rzeczy do zwiedzania są hotele, drugą galerie handlowe, więc coś w tym jest. Niektóre hotele znajdują się przy galeriach handlowych. Uwaga: formalnie prawo zabrania wynajmowania wspólnych pokoi nie rodzinom. Czyli chłopak z dziewczyną bez ślubu mogą mieć problemy, zwłaszcza, że seks przedmałżeński jest nielegalny. Praktyka jest jednak inna, zwłaszcza w takich miejscach jak Dubaj. Choć na booking są oferty, gdzie takie obostrzenia są zaznaczone. Natomiast jest też wiele hoteli, które do tego się nie stosują, choćby sieciówek. Nie jest tak strasznie jak to przedstawiają. Hotele bez problemu można znaleźć np. przez Booking.

Szczepienia wymagane: Brak. Warto standardowo być zaszczepionym na WZW A i B.

Choroby: Istnieje zagrożenie zarażenia wirusem MERS, który atakuje drogi oddechowe. Zakazić się można przez kontakt z zarażonym wielbłądem, niepasteryzowanym mlekiem i niedogotowanym mięsem, a także moczem (składnik tradycyjnej medycyny arabskiej). Warto mieć to na uwadze przy wszystkich atrakcjach związanym z wielbłądami. Choroba jest potencjalnie śmiertelna, początki zakażenia przypominają zwykłą grypę. W razie wystąpienia objawów grypopodobnych po powrocie z Półwyspu Arabskiego, trzeba natychmiast poinformować o tym lekarza. Istnieją doniesienia o zmutowanym wirusie, który przenosi się między ludźmi drogą kropelkową.

Poza tym to jest kraj o wysokim standardzie higienicznym, woda pitna pochodzi z odsalanej i przefiltrowanej wody morskiej, nawet picie jej z kranu jest raczej bezpieczne.

Waluta: Dirham (AED).

Płatności kartą i bankomaty: W dużych miastach karty  bezproblemowo akceptowane. Bankomaty także są dość powszechne. Gdy się wyjdzie jednak już poza miasto, może nie zawsze są czytniki kart, włączając to również stacje benzynowe.

Napiwki: Formalnie brak, nie są oczekiwane. Jednak większość usług wykonują tutaj osoby z Indii, Pakistanu i innych krajów, więc nie protestują, gdy się go zostawia. Natomiast nie należy go dawać tak, by Arabowie to widzieli.

Internet: W hotelach i restauracjach problemu nie ma. Choć oficjalnie istnieje pewna cenzura sieci.

Telefony: Roaming dostępny. Zasięg telefonów bardzo dobry, także na pustyni.

Język: Formalnie arabski, ale angielski jest tu bardzo istotny w normalnym funkcjonowaniu. Raz, większość pracowników pochodzi spoza Emiratów, więc to podstawowy język komunikacyjny. Dwa, sam arabski ma dialekty, więc jest problem jeśli ktoś zna np. afrykańską wersję.

Gniazdka elektryczne: Jak w Wielkiej Brytanii.

Wtyczka typu brytyjskiego
Wtyczka brytyjska

Samochody i transport: Po kraju zdecydowanie najłatwiej jest się poruszać samochodem. Drogi są dobre, benzyna dość tania. O ile jeszcze między większymi miastami można znaleźć dojazd (np. autobusy z Dubaju do Abu Zabi) o tyle dalej pozostają głównie taksówki.

Bardzo istotne jest przestrzeganie przepisów. Mandaty są tu bardzo duże (minimalna stawka w przeliczeniu to 600 zł), co więcej za np. przekroczenie prędkości można dostać kilka pod rząd, jeśli złapią nas różne radary. Tych ostatnich jest pełno, choć nie wszystkie działają. Praktycznie każdy samochód zarejestrowany w ZEA ma czip, co ułatwia identyfikację i późniejsze ściągnięcie mandatu. W praktyce przy zwrocie samochodu do wypożyczalni, mandat jest od razu ściągany z karty kredytowej.

Oznaczenia i drogowskazy: Średnio lub słabo. Pod tym względem to kraj wciąż mało rozwinięty, bardziej stawiający na taksówki. Podobnie jest też z oznaczeniami dróg w Dubaju, na ślimakach trzeba trochę znać miasto, by się nie zgubić.

Jedzenie wegetariańskie: Mało jedzenia lokalnego. Ale jest wiele knajp z innych rejonów świata, więc coś wegetariańskiego się znajdzie (np. kuchnia włoska, czy libańska).

Ciekawie wygląda też sprawa alkoholu. Tu jest dwugłos. Formalnie nie powinien być w sprzedaży, ale… w miejscach turystycznych trochę przymykają na to oko. Choć to oczywiście kosztuje i jest ograniczone do niektórych hoteli, restauracji czy klubów. Natomiast jeśli ktoś chce kupować alkohol w sklepie, musi go zamawiać wcześniej, mając oczywiście certyfikat, że nie jest muzułmaninem.

Ludzie: Są dwa rodzaje obywateli. Panowie, czyli Arabowie, obywatele tego kraju. Specjalnie nie rzucają się w oczy, nie ma ich zbyt wielu w dużych miastach. Jeśli już, to najczęściej na zakupach. Drugi rodzaj ludzi to pracownicy. Ci niższego szczebla najczęściej pochodzą z Pakistanu, Indii i innych krajów Azji wschodniej lub czarnej Afryki. Niestety są traktowani jak tania służba, czy niewolnicy, czego można być czasami świadkiem. Biali, ludzie pochodzący z Europy czy Stanów to zazwyczaj specjaliści lub zamożniejsi turyści, więc im jest okazywany szacunek.

Formalnie ścigany prawnie jest też seks przedmałżeński, ale w hotelach turystycznych raczej nie sprawdzają nawet czy para wynajmująca pokój jest małżeństwem

Prawo i obyczaje: To kraj muzułmański. Już wspomniane były wyżej, ale gwoli przypomnienia: alkohol, narkotyki, nawet niektóre leki oraz seks przedmałżeński raczej nie są tu dobrze widziane. Kobiety nie powinny nadmiernie odsłaniać ciała, ale nie ma na to oficjalne paragrafu. Nie trzeba też ubierać nakrycia głowy. Kobiety nie powinny także zaczepiać arabskich mężczyzn, a mężczyźni arabskich kobiet, które zresztą zawsze pojawiają się w mieście w obecności męskiego członka rodziny. Należy się stosować do panujących tu reguł i uważać jak fotografuje się ludzi. Lepiej unikać lub wcześniej zapytać.

Bezpieczeństwo: Emiraty to dość bezpieczny kraj, zwłaszcza jeśli chodzi o terroryzm czy drobną przestępczość. Ta druga to zjawisko marginalne. Mimo to, kobiety nie powinny podróżować same (zwłaszcza poza resortami i atrakcjami turystycznymi) – w razie napaści, one są traktowane jako winne.

Klimat: Strefa klimatu zwrotnikowego kontynentalnego suchego, w głębi kraju skrajnie suchego. Dobry sezon na wyjazd to nasza zima. Jest wtedy ciepło, ale nie upalnie – średnie temperatury w styczniu to 20 stopni Celsjusza, a rankiem i wieczorem jest nawet chłodno.

Informacja turystyczna i mapy: Raczej nie należy szukać konkretnego biura informacji turystycznej. Za to różne atrakcje, zwłaszcza skierowane do przyjezdnych, są dość dobrze oznaczone i rozreklamowane. Gorzej, gdy chcemy zobaczyć coś bardziej lokalnego (np. wyścigi wielbłądów), wtedy pojawiają się problemy z dostępem do informacji.

Szlak emiracki
Praktycznie

Dubaj, zwiedzanie nie tylko za „Mission: Impossible”

Gdy jechaliśmy autobusem do Baku, pewien Azer zachwalał stolicę swojego kraju jako „mały Dubaj”. Wiedzieliśmy, że koloryzuje, ale rzeczywiście, byliśmy pod wielkim wrażeniem nowoczesnych wieżowców, szerokich arterii, pięknych iluminacji. Jednak ten czar pryska bardzo szybko, wystarczy tylko wyjechać z lotniska Dubai International Airport (DXB). Ba, gdy jeszcze schodziliśmy do lądowania, nabraliśmy przekonania, że stwierdzenie „Baku to mały Dubaj” jest… mocno przesadzone! Nieprawdziwe! Petrodolary są w Dubaju, w Baku co najwyżej petrocenty! Dubaj (arab. دبي) to  kwintesencja Emiratów, miejsce gdzie widać pieniądze zainwestowane we wszystko, co się da. To niesamowita mieszanka zaskakujących rzeczy, ale przy tym często stylowych, dopracowanych, przepychu, bogactwa. No i nie może zabraknąć filmu: przede wszystkim „Mission Impossible: Ghost Protocol”.

Panorama Dubaju
Panorama Dubaju

Burj Khalifa

Z filmem właściwie wiąże się jeden wieżowiec – słynny Burj Khalifa, (lub Burdż Chalifa)  ale nim do niego przejdziemy, dwie krótkie uwagi. Po pierwsze, w Dubaju faktycznie najczęściej zwiedza się hotele i centra handlowe. Burj wpisuje się w to doskonale, bo tu jest jedno i drugie. Druga sprawa: trzeba brać poprawkę na filmy z serii „Mission: Impossible”. Jak pamiętamy z Maroko, sceny dziejące się w Casablance są w montażu połączone z ujęciami z Marakeszu, Rabatu, a nawet okolic Agadiru. W przypadku Dubaju jest bardzo podobnie. Topologia jest trochę zaburzona, prawa ekranu.

Burdż Chalifa
Burdż Chalifa

Jeśli ktoś szukałby małej drogi po pustyni, którą jechał Tom Cruise z ekipą, gdzie musiał wyminąć wielbłądy, zaś na horyzoncie wznosi się Dubaj z górującym szczytem Burj Khalifa, to się  zawiedzie. Trasa wjazdowa do Dubaju od strony Al-Ajn, prawdopodobnie jest najbardziej pustynna ze wszystkich. A przy tym wielopasmowa. Wielbłądy w tym miejscu nawet jak są, to raczej się nie szwendają po drogach. Natomiast faktem jest, że przy sprzyjającej widoczności, Burj Khalifa można zobaczyć z odległości około 80 kilometrów. Przy drodze jest też tor wyścigowy dla wielbłądów, więc może się zdarzyć, że na poboczu jakiegoś się znajdzie.

Widok z Burdż Chalifa
Widok z Burdż Chalifa

Geneza nazwy Burdż Khalifa

Budynek ten początkowo miał się nazywać Burj Dubai, czyli wieża Dubaju. Pomijając powiązania historyczne (wcześniej istniała taka wieża), nadano mu nazwę  Burj Khalifa, czyli Wieża Chalify (Burdż Chalify) na cześć prezydenta Emiratów, szejka Chalify bin Seida, honorując tym samym jego osobisty, finansowy wkład w uniknięcie przez ZEA skutków kryzysu gospodarczego. Obecnie jest to najwyższy budynek świata. Mierzy 829,8 metrów wysokości, czyli prawie kilometr w pionie, więcej niż np. Ślęża. Najwyższe, czyli 156 piętro jest na wysokości 584,5 metra. Taras widokowy dla turystów jest na 148 piętrze na wysokości 555, 7 metrów lub 124-125 piętrze i wysokości 452 m (tańsza opcja). Budowa trwała zaledwie 5 lat (2004 – 2009 rok, oficjalne otwarcie miało miejsce 4 stycznia 2010) i pochłonęła kwotę 1,5 miliarda dolarów. Budynek jest połączony z Dubai Mall, tworzy jedno centrum (handlowe). W wieży zaś mamy zarówno biura, jak i hotel.

Skrzyżowanie w Dubaju
Skrzyżowanie w Dubaju

Mission: Impossible i Burj Khalifa

Zdawałoby się, że taki budynek nie potrzebuje dodatkowej promocji, jednak film „Mission: Impossible – Ghost Protocol” Brada Birda z 2011 roku, gdzie wiele kluczowych scen ma miejsce w drapaczu chmur, a Tom Cruise brawurowo wspina się po elewacji wieży, dodatkowo rozsławiły Burj Khalifa i sam Dubaj. Podczas oczekiwania na wjazd na 124 piętro, turystom wyświetla się fragment reportażu o tym filmie. Tom Cruise NAPRAWDĘ wyszedł na zewnątrz budynku i się po nim wspinał. Oczywiście w uprzęży, ale sama myśl przyprawia o zawrót głowy. Niekoniecznie robił to na samym szczycie, ale i tak jest to wyzwanie. Niemniej jednak ekipa filmowa urzędowała na 123 piętrze, wówczas jeszcze nie oddanym do użytku.

Liny, które zabezpieczały Toma zostały usunięte komputerowo przez specjalistów z Industrial Light and Magic. Zaplanowanie zdjęć trwało prawie 5 miesięcy. Z tego pierwotnie tylko przez dwa dni zdjęciowe miano kręcić na zewnątrz. Ostatecznie wyszło osiem. Warto dodać, iż pracujący tu Hindusi robią to dużo częściej, ponieważ czyszczą elewację od zewnątrz, a także przeprowadzają pracę konserwacyjne.

Widok z Burj Khalifa
Widok z Burj Khalifa

At the top

Główny taras widokowy na Burj Khalifa jest na 148 piętrze, zdecydowanie bardziej ekskluzywny, co za tym idzie droższy. Jest też drugi, na 124 piętrze, oczywiście wjeżdża się tam windą. Znajduje się tam obserwatorium At the Top. Jest tutaj kawiarnia, sklep z pamiątkami, gdzie można kupić certyfikat, że się było w najwyższym budynku świata. Po kręconych schodach można się dostać na wyższy taras (125 piętro). To właśnie At the Top jest tą zdecydowanie najbardziej popularną atrakcją Dubaju. Różnica w cenie między 124 a 148 piętrem jest bardzo zauważalna.

125 piętro
125 piętro

Bilet i ciekawostki (Burj Khalifa)

Ponieważ dużo ludzi chce zobaczyć panoramę Dubaju z tarasu Burj Khalifa, wizytę tę należy sobie wcześniej zarezerwować (np. na stronie At the top, można też sprawdzać Groupona, bo tam często są promocje). Inaczej mogą być problemy z wejściówkami, ale nie muszą, zależy od natężenia ruchu. Godzina na bilecie jest przybliżona, acz w bardzo ograniczonym zakresie.

Tak mniej więcej o pół godziny w tę czy we w tę da się to bez problemu przesunąć na miejscu. Przychodzi się z wydrukowanym voucherem i dalej wszystko idzie dość prosto, choć trochę trwa ze względu na ilość ludzi i kolejki. Gdy już potwierdziliśmy bilet, przechodzi się przez kontrolę bezpieczeństwa, a potem idzie do wind. Te są niesamowite, bardzo szybkie, a przy tym świetnie skalibrowane. Prawie się nie czuje ruchu, czy startu. Czuć za to zmiany ciśnienia w uszach. Na górze mamy już tyle czasu, ile potrzebujemy. Nikt nikogo nie pogania, choć przy windach na dół i tak najczęściej jest kolejka.

Taras widokowy
Taras widokowy

Na 124 piętrze

Widok na rozbudowujący się Dubaj trochę przypomina ten z samolotu. Na 555 czy nawet 452 metrach, ta wysokość staje się abstrakcją, nie czuje się jej. Staje się raczej odległością, dalekim horyzontem. Przy odpływie i przy dobrej widoczności można stąd dostrzec brzeg Iranu, oddalonego w prostej linii 100 kilometrów! Przy gorszej widoczności ciężko zobaczyć dalszą zabudowę Dubaju. Zaś jeszcze wracając do „Mission: Impossible”: hotele znajdują się w tym budynku do 8 piętra oraz na 38 i 39, w filmie wygląda to jeszcze inaczej. Podobnie zresztą jest z burzą piaskową, szczęśliwie dla pracujących tu Hindusów tak strasznie to nigdy nie wygląda.

Burdż Chalifa nocą
Burdż Chalifa nocą

Dubaj z góry i dołu

Z Burj Khalifa można dwukrotnie obserwować zachód i wschód słońca: gdy podziwiamy zachód, należy najpierw oglądać słońce z poziomu ulicy, zaś potem wjechać na punkt widokowy, by podziwiać zachód raz jeszcze tego samego wieczora. Ze wschodem oczywiście postępuje się na odwrót: najpierw słońce wschodzi dla obserwatora na szczycie wieży, później dla obserwatora z poziomu ulicy. Trudniej też kupić bilety w okolicach zachodu, więcej osób chce tam wjechać na tą godzinę. Zresztą wiąże się z tym pewien kłopot natury religijnej: dla przebywających na górnych piętrach muzułmanów słońce zachodzi później, niż na poziomie gruntu. Ma to znaczenie na przykład podczas Ramadanu, gdy jeść można po zachodzie słońca. Stąd wytyczne duchownych muzułmańskich, by przebywający powyżej 80 piętra po zachodzie słońca (z ich perspektywy) odczekali 2 minuty, a przebywający powyżej 150 piętra – 3 minuty.

Fontanna przy Dubai Mall z góry
Fontanna przy Dubai Mall z góry

Dubai Mall

Jak wspominaliśmy, Burj Khalifa jest praktycznie częścią Dubai Mall. To duże centrum handlowe z lodowiskiem, kinem i wieloma innymi atrakcjami. Wieczorem można się załapać na pokaz największej choreograficznej fontanny na świecie. Zbudowana na 30-akrowym sztucznym jeziorze, długa na 275 metrów. Tryska wodą na wysokość do 152,4 metra, a na raz może wyrzuć w powietrze nawet 83 tysiące litrów wody! Nieźle jak na pustynny kraj. Oświetla ją prawie 7 tysięcy lamp i 25 kolorowych projektorów. Kosztowała ponad 200 milionów USD.

Uroczysta inauguracja fontanny i przy tym Dubai Mall miała miejsce w 2009 roku. Widowisko robi ogromne wrażenie: synchronizacja fontanny z muzyką jest bardzo precyzyjne, efekty świetlne i wodne olśniewające. Program pokazu bardzo dynamiczny, świetnie dopasowany do muzyki. Trafiliśmy na jakiś arabski rytm, uwspółcześnioną tradycyjną melodię tak kojarzoną z krajami arabskimi. Niekiedy można usłyszeć remiks motywu przewodniego z „Mission Impossible” – bardzo celnie! W repertuarze z filmowych kawałków jest też piosenka „Skyfall” w wykonaniu Adele i motyw przewodni z „Siedmiu wspaniałych”. Wieczorem nie tylko fontanna jest oświetlana. Na Burj Khalifa wyświetlane są kolorowe animacje na elewacji.

Dubai Mall
Dubai Mall

Oceanarium i dinozaur

Oceanarium w centrum handlowym, czemu by nie? Dubai Aquarium & Underwater Zoo to jedna z tych dodatkowo płatnych atrakcji. W akwarium jest około 300 gatunków morskich zwierząt, w tym rekiny. Prawdę powiedziawszy, nie zrobiło na nas dobrego wrażenia, zwłaszcza że bilet do tunelu pod wodą kosztował dużo, a odcinek do przejścia mały. Pod tym względem Dubaj ma jeszcze trochę do nadgonienia.

Dubai Aquarium
Dubai Aquarium

Otwarte jesienią 2008 roku Dubai Mall jest ogromne: ma powierzchnię 520 tysięcy kilometrów kwadratowych na 4 kondygnacjach, na parkingu mieści się jakieś 14 tysięcy samochodów. A i tak o późniejszej godzinie trudno o miejsce. Jest tutaj ponad 1200 sklepów i usług. Parking jest darmowy, a przy centrum jest też stacja metra. To dobre miejsce, by zostawić samochód i wyskoczyć stąd po Dubaju.

Diplodok w Dubai Mall
Diplodok w Dubai Mall

Dubai Downtown

Trzeba przy tym pamiętać, że Dubai Mall jest zaledwie częścią całego kompleksu Dubai Downtown. Jeszcze więcej sklepów? Na obszarze Downtown jest suk, taki elegancki, z górnej półki. Samo Dubai Mall jest bardzo różnorodne, jeśli chodzi o architekturę tego miejsca. Można mieć swój ulubiony zakątek. Nas zaskoczył choćby diplodok. Najbardziej kompletny odnaleziony szkielet diplodoka, przynajmniej według informacji podanych na ekranie przy szkielecie. Wyobrażacie sobie takie coś w którymś z naszych centrów handlowych? Oprócz tego w środku jest masa przeróżnych sklepów i restauracji, a co pewien czas jakieś ciekawostki, jak rzeźby. Natomiast najciekawsze wrażenie centrum robi właśnie zaraz po pokazie fontanny, gdy olbrzymi tłum ludzi wraca do środka. Wtedy w niektórych newralgicznych miejscach stoją osoby kierujące ruchem.

Śródmieście Dubaju w kinie

Dubai Downtown to także inna lokacja filmowa. Kręcono tu ujęcia do stacji Yorktown w „Star Trek: W nieznane”. Tam również wykorzystano fragmenty dubajskiego Jumeirah Lake Towers oraz ujęć Seulu. Jeszcze inny film to bollywoodzki „Ki & Ka”, zresztą Dubaj pojawia się w wielu innych hinduskich produkcjach. Burj Khalifa został naruszony i nie trzyma się już pionu w katastroficznym filmie „Geostorm”. W „Dniu niepodległości: Odrodzenie” Burj nawet lata przez moment, zanim zostaje zniszczony. Ujęcia miasta pojawiają się też w „Wall Street: Pieniądz nie śpi” Olivera Stone’a. Więcej różnych rozpoznawalnych miejsc można znaleźć w chińskim „Kung Fu Yoga” z Jackie Chanem. Zaś kończąc temat filmowy, w okolicznych pustyniach kręcono „Syrianę”.

Fontanna w Dubai Downtown
Fontanna w Dubai Downtown

Mall of the Emirates

Mall of the Emirates to kolejne wielkie centrum handlowe, odwiedzane rocznie przez około 40 milionów zwiedzających i klientów. Otwarte w 2005 roku, przebudowane w 2015 roku, o powierzchni około 220 tysięcy kilometrów kwadratowych, z parkingiem na ponad 7000 samochodów, bo jakoś do tych ponad 700 sklepów i usług trzeba dojechać. Przy Mall of the Emirates znajduje się Sheraton i Kempinsky, żeby przyjechać na zakupy nie na kilka godzin, ale na kilka dni.

Stok w Mall of Emirates
Stok w Mall of Emirates

W centrum handlowym Mall of the Emirates jest Ski Dubai, czyli tor narciarski. Z kolejką linową. I śniegiem. I jest tam -2 stopnie Celsjusza. Ot zwykła atrakcja w galerii… Wejście tam jest płatne, jest wypożyczalnia sprzętu narciarskiego, dają ciepłe ubrania. Trochę tak szczęka opadła. Pojechać na narty do Dubaju, nocleg w Sheratonie, kolejka linowa i śnieg i cały czas jesteśmy w jednym centrum handlowym.

Dubai Downtown
Dubai Downtown

Palm Jumeirah i Jumeriah

Jumeirah to obszar wybrzeża zajęty przez luksusowe rezydencje i hotele. Do lat 60. XX wieku zamieszkiwali go głównie rybacy i poławiacze pereł, w dobie rozwoju gospodarczego zaczęli osiedlać się tutaj zamożni Arabowie, wyrastały kolejne hotele. Jeden z kompleksów hotelowych obejmuje Souq Medinat Jumeirah, czyli luksusowy suk. Niewiele ma wspólnego z tym, co widzieliśmy choćby w Nizwie, ale dla bardzo bogatych turystów to dobre miejsce na zakupy: daje poczucie egzotyki, a jednocześnie jest okiełznane, bezpieczne i czyste.

Plaża na Palm Jumeirah
Plaża na Palm Jumeirah

Burj Al Arab

Sztandarowym projektem Jumeirah jest Burj Al Arab, czyli Wieża Arabów lub Wieża Arabska. Ten ukończony w 1999 roku hotel (obecnie trzeci najwyższy na świecie) w momencie powstania był najbardziej luksusowym hotelem świata. Miał mieć oznaczenie 7-gwiazdkowego, ostatecznie ma 5 gwiazdek z dopiskiem Deluxe. Obecnie bardziej luksusowy jest Emirates Palace w Abu Zabi.

Burj Al Arab widoczny Jumeirah
Burj Al Arab widoczny Jumeirah

Sztuczne wyspy

Burj Al Arab jest posadowiony na sztucznej wyspie, posiada tylko 28 użytkowych pięter, na których mieszczą się 202 apartamenty. Najmniejszy z nich ma „zaledwie” 169 m2, największy to aż 780 m2! Jednak przeglądając stronę internetową hotelu i zdjęcia pokoi to musimy przyznać, że nie są ładne. Dość kiczowate. Wnętrzarsko ładniejszy jest Emirates Palace. Ale to może tłumaczyć fakt, że Burj Al Arab jest chętnie rezerwowany przez Chińczyków – taki gust.

Jumeirah
Jumeirah

U wybrzeży dzielnicy Jumeirah znajdują się słynne palmowe wyspy, z których największa i najbardziej znana jest Palm Jumeirah. Konstrukcja wyspy rozpoczęła się w 2001 roku, a już w 2006 roku pierwsi mieszkańcy wprowadzali się do swoich apartamentów.
Gdy tak stoimy na tej wyspie, w ogóle nie mamy poczucia, że to jest wyspa, w dodatku sztuczna: jest naprawdę wielka i ma duże zagęszczenie apartamentowców wzdłuż głównej arterii – „pnia” Można też podejść na tutejsze plaże. W całym Dubaju jest ich kilka, niestety większość jest płatna. Najczęściej można za darmo zobaczyć sobie widoki i tyle. Czyli stoi się na chodniku i nie wchodzi na piasek, ochroniarze na to nie pozwalają.  Zaś wracając do Palm Jumeiriah, ma ona własną kolejkę monoszynową, ot kolejny środek transportu. Widać stamtąd kolejne ciekawe miejsce, czyli Dubai Marina.

Suk w Jumeirah
Suk w Jumeirah

Dubai Marina

Dubai Marina to dzielnica biznesowo-mieszkalna, która jest posadowiona wzdłuż sztucznego kanału łączącego się z obu stron z Zatoką Perską. Dubai Marina ma ośmiokilometrową trasę spacerową, Marina Walk, zrobioną wzdłuż wybrzeża sztucznego kanału. Po zmroku wygląda to super! Marina jest w całości zrobiona przez jednego dewelopera: Emaar Properties, a zaprojektowana przez kanadyjską pracownię projektową, stąd nie dziwi inspiracja podobną sztuczną mariną w Vancouver.

Dubai Marina
Dubai Marina

Wysokość wieżowców przeważnie mieści się w przedziale 250 – 300 metrów, ale jest także kilka o wysokości 350 do ponad 400 metrów i jeden jeszcze nie ukończony superwysokościowiec Pentominium, który ma sięgać 516 metrów.

Dubai Marina
Dubai Marina

Rezerwat Ras Al Khor

W Dubaju jest wiele niesamowitych rzeczy, w tym także częściowo sztuczny rezerwat przyrody. Ras Al Khor to mokradła obejmujące las namorzynowy, odbudowany i utrzymywany na zlecenie emira Dubaju, by zachęcić migrujące ptactwo do zatrzymywania się tutaj.

Rezerwat ten znajduje się na liście ramsarskiej, takim odpowiedniku listy UNESCO, ale obejmującej obszary wodno-błotne o znaczeniu międzynarodowym, zwłaszcza jako habitat ptactwa wodnego. W Polsce mamy 16 Obszarów Ramsar, należą do nich choćby Stawy Milickie, Biebrzański Park Narodowy, czy Park Narodowy Ujście Warty. Wracając jednak do Ras Al Khor, ten został wpisany na listę ramsarską pod koniec 2007 roku jako pierwszy i najważniejszy obszar Ramsar ZEA na tej liście.

Wcześniej, bo w 1998 roku uznano Ras Al Khor za obszar zagrożony zagładą przez ludzką działalność, przede wszystkim postępującą urbanizację. Szejk Zajid, prezydent i główny założyciel ZEA, wydał prawo o obszarach chronionych w Dubaju. Ras Al Khor znalazł się pod protektoratem emiratu Dubaju. Od tamtego czasu znacznie wzrosły działania na rzecz ochrony Ras Al Khor i zapewnienia jego biologicznej różnorodności. Oczywiście, by ptaki czuły się tu lepiej, trochę teren dostosowano.

Ras Al Khor
Ras Al Khor

Dubai Creek, Ramsar, ptaki i namorzyny

W tym hałaśliwym, rozrastającym się w błyskawicznym tempie mieście znajduje się oaza dla migrującego ptactwa. Zwłaszcza, że w bezpośrednim sąsiedztwie buduje się nowe centrum Dubai Creek, z budynkiem, który ma być jeszcze wyższy niż Burj Khalifa. Będzie mieć ponad 900 m. To niesamowity kontrast.

Widok na centrum
Widok na centrum

Ras Al Khor oznacza dosłownie „przylądek strumienia”. Obejmuje obszar 20 hektarów, będący rozlewiskiem Dubai Creek, który wpływa do Zatoki Perskiej. Wody tworzą liczne rozlewiska, płytkie laguny i bagniska. Woda słodka miesza się ze słoną, w tych warunkach rosną namorzyny. Jest przystankiem na trasie dla około 20 tysięcy ptaków reprezentujących 67 gatunków, migrujący na trasie wschodnia Afryka – zachodnia Azja. Najkorzystniejszym okresem do ich obserwacji jest zima i okresy przejściowe, kiedy nasilona jest migracja. Natomiast jak się doda różne ptaki nie migrujące, to można tu wypatrzyć ponad 270 różnych gatunków.

Dla turystów powstała ścieżka edukacyjna oraz czatownie rozmieszczone wokół obszaru. Wstęp jest bezpłatny, a na miejscu można zapoznać się z informacjami na temat ptaków żyjących w rezerwacie. Z powodu bogactwa gatunków, czatownie są dość mocno oblegane przez wielbicieli ptasiej fotografii.

Flamingi
Flamingi

Obserwowanie flamingów

Ras Al Khor jest znany przede wszystkim ze stad flamingów różowych. Kolor zawdzięczają czerwonemu barwnikowi zawartego w ciałach pożeranych przez nie skorupiaków. Tutaj są one dokarmiane. Ptaki jednak nie trzymają się sztywno granic rezerwatu, można je wypatrzyć w różnych częściach miasta. Zaś samo Ras Al Khor jest także dobrym miejscem na oglądanie dubajskiej panoramy, choćby gdy Burj Khalifa zaczyna się mienić kolorowym oświetleniem. Jedyny problem to zdecydowanie małe, acz darmowe parkingi.

Flamingi
Flamingi

Stary Dubaj – Bur Dubai

Dubaj ma swoje Stare Miasto. Trzeba tylko wziąć poprawkę na to, że to „stare miasto” w większości pochodzi z lat 60., kiedy to zaczął się okres szybkiego bogacenia miasta dzięki wydobyciu ropy naftowej.

Muzeum Dubajskie i fort Al Fahidi
Muzeum Dubajskie i fort Al Fahidi

Tym niemniej warte zobaczenia jest Muzeum Dubaju, mieszczące się w forcie Al Fahidi. Al Fahidi to nazwa najstarszej dzielnicy współczesnej historii Dubaju, która sięga połowy XIX wieku, kiedy to Dubaj był osadą rybacką i poławiaczy pereł. Dubajskie perły są zresztą wspomniane przez weneckiego kupca żyjącego w XVI wieku. Jednak większość XIX wiecznych zabudowań to chaty z suszonej gliny, kryte palmowymi liśćmi. W XVI wieku nie wyglądało to lepiej, a prawdopodobnie dokładnie tak samo. W Muzeum Dubaju można poznać historię miasta od najstarszych znalezisk archeologicznych, przez XVI-wieczne wzmianki o mieście, epokę przed-naftową i wreszcie gwałtowny rozwój w epoce ropy, zapoczątkowanej w latach 60. odkryciem złóż ropy naftowej w wodach terytorialnych.
Muzeum jest nowoczesne, ma ciekawą ekspozycję, choć czasem tablice z opisami są słabo oświetlone.

Dubai Creek
Dubai Creek

Malowniczy jest też widok na Dubai Creek, po którym można się przepłynąć tradycyjną rybacką łodzią. Nazywa się je abra, dziś jednak pełnią głównie rolę turystycznych taksówek, oraz statków wycieczkowych (te drugie są zdecydowanie droższe i mają swoich naganiaczy). Warto się przespacerować uliczkami Al Fahidi – klimatyczne miejsce, daje wgląd w tradycyjne arabskie miasteczko, jakim jeszcze niedawno był Dubaj. W okolicy są też targi  hinduskie.

Można też zobaczyć z zewnątrz dwór Jego Wysokości Emira Dubaju, premiera i wiceprezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich Mohammeda bin Rashid Al Maktoum. Oczywiście z zewnątrz.

Okolice toru wyścigowego
Okolice toru wyścigowego

Suk – Deira

Po drugiej stronie rzeki w dzielnicy Deira znajduje się kolejna bardziej tradycyjna atrakcja, czyli suk. Dziś zdecydowanie bardziej turystyczny, ale też warty zobaczenia. Złoty Suk w Dubaju, czyli dobre miejsce na zakupy, oblegane przez turystów. W sklepach ze złotem najczęściej widać Arabów i Rosjan, co zrozumiałe. Dla tych ostatnich to sprzedają nawet złote krzyże. Mogą nie lubić symbolu chrześcijaństwa, ale pieniądz jest pieniądz.
Z przypraw najbardziej widoczne są stosy drogocennego szafranu z Iranu. Oprócz tego kaszmirowe chusty i mnóstwo pamiątek.

Suk
Suk

Tu też wrócimy do „Mission: Impossible”. Ethan Hunt wybiegając z Burj Khalifa wbiega gdzieś w stare miasto. Patrząc na odległość tych miejsc, to jest tam niezły skok w akcji. Ale to przecież niemożliwa misja.

Złoty suk (Dubaj)
Złoty suk (Dubaj)

Parki rozrywki i inne atrakcje

Dubaj ma też wiele miejsc typowo rozrywkowych. Od parków rozrywki, przez ciekawe ogrody, po lokale rozrywkowe. Tych ostatnich nie ma dużo, nie są też jakoś wybijające, ale są. Jeśli ma się pieniądze, to znajdzie się tu wszystko, włącznie z alkoholem. Jest nawet kościół katolicki. A co ważniejsze, to bardzo bezpieczne miejsce. Jedyne co nas rozczarowało, to samochody. Podobno nawet policja miała jeździć jakimiś kosztownymi brykami, ale nie widać tego aż tak bardzo na ulicach.

Natomiast z dodatkowych atrakcji można tu obejrzeć przepiękne ogrody, parki tematyczne, ale dodatkową atrakcją są też wyścigi wielbłądów. Te organizowane są pod Dubajem, przede wszystkim w okresie zimowym. Choć nawet jest strona z informacją, niestety nie jest ona aktualizowana na bieżąco, więc najlepiej poprosić w hotelu o sprawdzenie, kiedy takie wyścigi się odbywają. Alternatywą jest też skorzystanie z google’a i sprawdzenie pośredników. Jeśli mają termin dostępny na dany dzień, to śmiało można wziąć samochód/taksówkę i pojechać.

Targ przypraw
Targ przypraw

Poruszanie się po mieście

Na koniec małe sprowadzenie na ziemię. Prowadzenie samochodu i nawigowanie po Dubaju to jakiś koszmar. Mapy Google nie są zbyt aktualne, nie nadążają za zmianami, GPS nie zawsze dobrze łapie poziom ulicy zwłaszcza na dużych skrzyżowania, olbrzymi ruch i polska kultura jazdy (lub raczej jej brak) oraz liczne rozjazdy powodują problemy. A gdy się źle zjedzie, to do nadrobienia jest 10 – 20 kilometrów! Innymi słowy, jak się nie zna Dubaju, to technika nie zawsze pomoże szybko podejmować decyzje. Jeśli mamy przejechać głównymi arteriami, bądź bardziej bocznymi drogami, to wystarcza. Ale jeśli trzeba krążyć po ślimakach, to niestety należy poświęcić temu więcej czasu na ewentualne błędy.

Nam było szkoda się tłuc po Dubaju w ten sposób, więc postawiliśmy zostawić auto na parkingu Dubai Mall (gdzie i tak jechaliśmy ze względu na Burj Khalifa). Takie rozwiązanie ma dwie zalety. Stąd było dość blisko do metra (które jest połączone z Dubai Mallem), a dwa parking jest darmowy. Dubaj jest olbrzymi, pełny aut więc parkingi są tu niestety płatne. Malle są bardzo dobrą darmową alternatywą, ale trzeba zająć miejsce z samego rana – potem jest tłoczno.

Trasa metra
Trasa metra

Metro pierwszej klasy

Metro w Dubaju w połączeniu z tramwajem i taksówką to efektywny, bezstresowy i stosunkowo tani sposób podróżowania. O ile nie kupimy biletu na pierwszą klasę. Tak, metro ma wagony pierwszej klasy. W pełni zautomatyzowane metro zostało uruchomione w 2009 roku, ma dwie linie liczące razem 75 kilometrów, przez co jest jedną z najdłuższych sieci transportu szynowego zautomatyzowanego, czyli bez maszynisty. Wyprzedza je tylko kolejka w Vancouver (79 km) i Singapurze (97 km linii zautomatyzowanej). Za to Red Line o długości 52 km jest najdłuższą pojedynczą zautomatyzowaną linią. W Emiratach musi gdzieś być jakiś rekord. Oprócz wagonów pierwszej klasy (konkretnie to „złotej” klasy), jest także wagon dla kobiet i kobiet z dziećmi.

Wystawa samochodów w Dubai Mall
Wystawa samochodów w Dubai Mall

Metro kursuje co jakieś 2 – 3 minuty, jest całe klimatyzowane, szybko się fajnie jedzie. Do 2025 roku ma być w sumie 221 km trasy metra, dla porównania londyńskie metro liczy 402 kilometry długości. Jest kilka typów biletów i kart pre-paidowych jak choćby karta NOL. To jest warte rozważenia, gdy w Dubaju zostaje się dłużej (choć jest też czerwona, papierowa karta NOL idealna na małą liczbę przejazdów). Nam wystarczył bilet 24-godzinny na metro (plus tramwaje wliczone w cenę). Do reszty zaprzęgliśmy samochód.

Taksówki

Taksówki nie należą do drogich, przynajmniej jeśli nie wpadnie się w korki. Liczy się bowiem czas jazdy, nie kilometry.

Burj Al Arab z plaży
Burj Al Arab z plaży

Ogrom wrażeń z samego tylko Dubaju jest przytłaczający. To nie jest miasto historyczne, z bogatą kulturą czy tradycjami. To nowoczesna metropolia, zaplanowana z głową, gdzie widać, że nie szczędzono kosztów. Z jednej strony więc mamy efekt wow, z drugiej taki facepalm. No i jeszcze megalomania, lotnisko ma być największe (DXB ma mieć pięć pasów startowych), najwyższy budynek, największe ogrody miejskie i tak dalej. Bardzo intrygujące miejsce.

Zaś poza filmami Dubaj to dość popularne miejsce na wakacje czy urlop, zarówno dla osób preferujących zwiedzanie, jak i innego typu rozrywki. Jest tu naprawdę sporo rzeczy do oglądania. Miasto zaś dodatkowo zostało osławione dzięki głośnej książce „Dziewczyny z Dubaju” Piotra Krysiaka opisującej polskie celebrytki i modelki zajmujące się tu prostytucją.

Dubaj nocą
Dubaj nocą

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak emiracki
Dubaj
Szlak filmowy
Dubaj (MI)

Gori

Jednym ze zdecydowanie bardziej kontrowersyjnych miejsc w Gruzji jest Gori (gruz. გორი). Z prostej przyczyny: to miasto, w którym nie tylko urodził się Józef Dżugaszwili znany jako Stalin, ale jest on tu dziś prawdziwym bohaterem. Historia jest widziana inaczej w różnych miejscach świata, dla nas to przede wszystkim zbrodniarz. Zresztą kontrowersje budzi nawet w Rosji. Jak pisaliśmy kiedyś, w Petersburgu powszechne pozostały pomniki Lenina, Stalin zaś jest pomijany. W Gruzji inaczej. Pomija się kwestię tego jak rządził, a podkreśla to, że jest najsłynniejszym Gruzinem. Dość głośna była sprawa pomnika Stalina. Do 2010 znajdował się on pod ratuszem, ale został przeniesiony przez władze centralne do muzeum. Nie zostało to dobrze przyjęte przez mieszkańców Gori.

Pomnik Stalina
Pomnik Stalina

Muzeum Stalina w Gori

W centralnym miejscu Gori znajduje się aleja Stalina. Prowadzi ona do trójkątnego placu, przy którym znajduje się muzeum wodza i jego dawny dom. Dom został obudowany, jest swego rodzaju komunistyczną relikwią. Obok mamy też pomnik oraz wagon, którym Stalin podróżował po świecie. Nie ufał samolotom, jeździł więc pociągiem. Wagonem tym dojechał między innymi do Jałty. Jego zbrodnicza działalność, dla nas tak bolesna, zostaje tutaj przemilczana.

Urząd miasta Gori
Urząd miasta Gori

Stalin w całej Gruzji jest raczej przychylniej postrzegany niż w pozostałych częściach świata. Ale w Gori naprawdę się nim szczycą i są z niego dumni. Nawet zwykli Gruzini polecali nam zobaczenie tego muzeum. Ostatecznie nie zdecydowaliśmy się na wejście. Obeszliśmy to kontrowersyjne kuriozum. Podstawowy problem tu tkwi w tym, że brakuje miejsca na obiektywizm, zaś to co zobaczyliśmy, wystarczyło nam. Tu wciąż Stalin jest przede wszystkim ikoną, bardziej gruzińskim odpowiednikiem historii Rockefellera, czyli niedoszłym kapłanem, prostym człowiekiem z prowincji, który stanął na czele wielkiego imperium. Nie tylko w Gori można nawet kupić różne pamiątki ze Stalinem. Więc na wszelki wypadek warto pamiętać, że rozmowy o historii i naszym postrzeganiu tego człowieka mogą powodować niepotrzebne konflikty.

Monastyr
Monastyr

Forteca Goris Ciche

Niedaleko muzeum znajduje się pozostałość po fortecy Goris Ciche, czyli twierdzy na górze. Pochodzi ona z VII wieku, wówczas nazywano ją Tontio. Ślady archeologiczne wskazują na istnienie tu jeszcze wcześniejszej warowni, gdzieś między III i II wiekiem p.n.e. Gori jako miasto zaczęło się rozrastać w czasach króla Dawida Budowniczego.

Ogród Gogebashvili w drodze na twierdzę
Ogród Gogebashvili w drodze na twierdzę

Pozostałości fortecy są bardzo malownicze, a przede wszystkim jest to dobry punkt widokowy. Po drodze można też zahaczyć o ogrody Gogebashvili, z charakterystycznymi rzeźbami. Tym razem przedstawiają one rycerzy, a nie Stalina. Ani ogrody, ani resztki twierdzy nie zajmą wiele czasu.

Twierdza Goris Ciche
Twierdza Goris Ciche

Gori jest przede wszystkim dobrze ulokowane, zwłaszcza gdy podróżuje się ze wschodu Gruzji na zachód. To idealne miejsce na nocleg, czy bazę wypadową choćby do pobliskiego Uplisciche, niezależnie czy jedzie się samemu, czy szuka jakiejś wycieczki.

Twierdza Goris Ciche
Twierdza Goris Ciche

Jeśli spodobał Ci się wpis polub nas na Facebooku.

Szlak gruziński
Gori

Samoa: Praktycznie

Informacje praktyczne nt. Samoa. Zweryfikowane ostatnio w listopadzie 2017.

Uwaga: Samoa znajduje się na liście krajów podejrzanych o wspieranie procederu prania brudnych pieniędzy, czyli objętych pewnymi sankcjami. Właśnie dlatego są tu problemy z roamingiem, płaceniem kartami, a nawet mogą pojawić się problemy z przelewami (SWIFT i inne przepływy pieniędzy).

Dojazd: Właściwie tylko i wyłącznie samolot (ew. można próbować dożeglować). Obecnie nie ma żadnych bezpośrednich połączeń z Polski. Najłatwiej dolecieć ze Stanów, Australii, Nowej Zelandii lub innych wysp Oceanii.

Wiza: 90-dniowa do dostania za darmo na lotnisku. Właściwie niewiele sprawdzają. Warto jednak zauważyć, że pomijając większość państw europejskich, przedstawiciele innych krajów dostają wizę na 60 dni. Na lotnisku czekającym na wizę bardzo często umila czas lokalny zespół muzyczny. To sprawia, że lądując szybko czujemy klimat.

Baza noclegowa: Są dwie wyspy – Upolu, gdzie znajduje się stolica. Tam baza noclegowa jest rozbudowana. Są duże hotele, ale też bungalowy i czy jakieś namioty. Na Savai’i turystyka nie jest jeszcze dobrze rozwinięta, więc trudniej o nocleg, ale z drugiej strony tam wszystko jest tańsze. Można szukać choćby na Booking.

Szczepienia wymagane: Brak.

Choroby: Nic szczególnego. Malaria tu nie występuję. Parę razy pojawiły się epidemie dengi, ale nie jest to typowa tutaj choroba.

Waluta: Samoańska tālā (czyt. tala). Oznaczenie oficjalne WST, ale zapisują to jako WS$.

Płatności kartą i bankomaty: Bankomaty znajdziemy bez problemów, najlepiej korzystać z banku ANZ. W innych nie zawsze czytane są polskie karty. Płatności bezgotówkowe raczej nie są często obsługiwane. W większych hotelach, jednej czy dwóch restauracjach w Apii, kilku wypożyczalniach samochodów i ewentualnie stacjach benzynowych, owszem. Ale poza tym lepiej mieć gotówkę.

Napiwki: Brak.

Internet: Ciężko znaleźć publiczny. Wi-fi w hotelach i innych miejscach jest płatne, w dodatku stosunkowo drogie w porównaniu do reszty cen. Ewentualnie zostaje kupić lokalną kartę SIM z pakietem internetowym, prawdopodobnie najtańsza i najlepsza opcja.

Telefony: Roaming polskich sieci nie działa. Trzeba się posiłkować lokalną kartą SIM.

Język: Samoański. Po uzyskaniu niepodległości, przeszli na własny język. Jednak od kilku lat widać tendencję powrotu do angielskiego. Doskonale zdają sobie sprawę ze swoich związków z Australią i Nową Zelandią, więc starają się przybliżyć do nich. W 2011 roku zmienili też datę, wcześniej znajdowali się za linią zmiany daty, obecnie mają ten sam dzień, co Australia.

Gniazdka elektryczne: Typ australijski/chiński.

Wtyczka typu australijskiego/chińskiego

Samochody i transport: Ruch lewostronny od 2009 roku, znów by dostosować się do Australii. Najlepszy środek transportu to taksówki, względnie shuttlebusy. Tymi drugimi najlepiej przejechać z lotniska na różne części Upolu. Autobusy są używane przez ludność lokalną, trudno nimi jednak dojechać do miejsc odwiedzanych przez turystów.

Samochód można wypożyczyć bez większych problemów. Trzeba uzyskać jednak lokalne prawo jazdy. Brzmi strasznie, ale takie nie jest. To nic innego jak podatek dla przyjezdnych. Wiele wypożyczalni może wystawiać prawo jazdy. Do tego potrzebują tylko opłacenia kosztów (ok. 30 PLN) oraz dokumentu potwierdzającego uprawnienia w ojczystym kraju. Prawdę mówiąc nie sprawdzają tych praw jazdy specjalnie, nie mają na ten temat wiedzy. Więc zapewne można dać im cokolwiek, co tak wygląda.

Sam ruch drogowy na Samoa, zwłaszcza poza Apią, jest spokojny. Mało tu samochodów, więc bezpiecznie jest się zatrzymywać w różnych dziwnych miejscach.

Między wyspami kursuje prom, ale lepiej wcześniej kupić bilety.

Oznaczenia i drogowskazy: Z tym bywa różnie. Przy zjazdach z głównych dróg bywają drogowskazy na atrakcje i właściwie tyle. Dalej trzeba radzić sobie samemu, choć najczęściej nie ma z tym problemu. W przypadku kilku miejsc, jednak gdybyśmy nie wiedzieli czego szukać, to na pewno byśmy nie dotarli. Żadnych oznaczeń.

Jedzenie wegetariańskie: Kuchnia lokalna istnieje tylko jako domowa, praktycznie nie dla turystów. Przydrożne jadłodajnie raczej oferują albo grillowane jedzenie, albo jakiś fastfood, zaś w Apii te wykwintniejsze, choćby włoskie. Ta zaś daje już możliwości unikania mięsa. Warto tu także spróbować owoców, w szczególności kokosów (papai, bananów, mango. Można je kupić przy drodze, gdy się jedzie. Sprzedawcy chętnie pomogą rozłupać. No i można pić świeżą wodę kokosową.

Ludzie: Samoańczycy są bardzo przyjaźni. Mają czas na wszystko, żyją spokojnie, bez nerwów, trochę ospali jakby, ale jak już się do czegoś biorą, to doprowadzają to do końca. Są bardzo otwarci na turystów, pomocni, jednocześnie nie ma tu zbyt wielu naganiaczy. Nie licząc oczywiście taksówkarzy.

Są też bardzo religijni. Przestrzegają wolnych niedziel, wtedy wiele interesujących rzeczy może być nieczynnych. Chrześcijaństwo jest obecnie religią państwową.

Bezpieczeństwo: Uchodzi za jeden z najbezpieczniejszych krajów świata, przynajmniej jeśli chodzi o ludzi. Tam najbardziej boją się tsunami, mniej erupcji wulkanicznych.

Klimat: Równikowy, tropikalny. Pora deszczowa zaczyna się w październiku i kończy w marcu. Sucha zaczyna się w maju i kończy w październiku. Mogą tu występować cyklony.

Informacja turystyczna i mapy: Bywa ciężko. W Apii jest jedno centrum turystyczne, ale wydali kilka folderów. Z nich naprawdę można się dużo dowiedzieć, także o atrakcjach, których nigdzie indziej nie ma opisanych. Folder jednak trzeba dokładnie przeczytać. Mnóstwo cennych informacji jest w tekście i przynajmniej tak jak sprawdzaliśmy, okazywały się prawidłowe.

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak samoański
Praktycznie

U styku filmu i podróży