Archiwa tagu: UNESCO

Chirokitia, pozostałości neolitycznej osady na Cyprze

Najstarsze stanowisko archeologiczne na Cyprze to Chirokitia (gr. Χοιροκοιτία, czasem też Khirokitia lub Choirocoitia). Osada ta powstała w VI tysiącleciu przed naszą erą. Mieszkało w niej według szacunków nawet do 2000 mieszkańców, co czyni ją jedną z największych osad neolitycznych, które znamy. Od 1988 roku znajduje się zasłużenie na liście UNESCO. To najlepiej zachowane pozostałości prehistoryczne na Cyprze, ale też we wschodnim rejonie morza Śródziemnego.

Chirokitia, najbardziej wyróżniają się tu budynki administracyjne
Chirokitia, najbardziej wyróżniają się tu budynki administracyjne

Chirokitia w czasach neolitycznych

Cypr w czasach neolitycznych musiał być zasiedlony przez ludzi pochodzących z Lewantu bądź Anatolii. Podczas prac wykopaliskowych znaleziono tu krzemienne i obsydianowe sierpy ukazujące wczesny etap rewolucji agrarnej. Jednocześnie dla mieszkającej tu społeczności wciąż istotne było łowiectwo. Warto dodać, że najstarsze znaleziska archeologiczne sugerują, że mieszkańcy tej osady nie znali jeszcze ceramiki, tym samym nie wyrabiali naczyń. Te dopiero pojawiają się w późniejszym okresie.

I "odtworzone" budowle
I „odtworzone” budowle

W Chirokitia znajduje się trochę domów, grobów, a nawet murów obronnych. Choć trzeba powiedzieć to wprost, to co widzimy to naprawdę pozostałości części fundamentów. Naukowcy potrzebowali sporo czasu, by to wszystko dopasować do właściwej roli. Mamy tu także tabliczki informacyjne, które lepiej pozwolą zrozumieć i wyobrazić sobie to miejsce. Jest też kilka replik domostw ukazujących jak one właściwie mogły wyglądać. Zlokalizowano je blisko wejścia, więc od razu rzucają się w oczy. Oryginalne budowane były oczywiście z kamienia, największe z nich mają wysokość do 3 i grubość do 2,5 metra.

Chirokitia z pozoru wygląda na kupę kamieni, tu ważna jest historia
Chirokitia z pozoru wygląda na kupę kamieni, tu ważna jest historia

Stanowisko archeologiczne obecnie

Samo stanowisko jest istotne historycznie, natomiast pozostałości oryginalnych budowli są naprawdę niewielki i dobrze zabezpieczone. W praktyce nie ma szans, by na przykład chodzić po oryginalnych kamieniach, jak ma to miejsce choćby w Kurionie. Bardziej to przypomina więc zwiedzanie megalitów Hagar Qim, choć tam można było coś dotknąć.

Pozostałości dawnej zabudowy
Pozostałości dawnej zabudowy

Nazwa sugeruje także, że w tym miejscu hodowano świnie. Pierwszy człon nazwy znaczy świnia, drugi miejsce ich hodowli. Oczywiście została ona nada później. Zwłaszcza, że osada została odkryta dopiero w XX wieku. Dokładniej w 1934 dokonał tego Porfirios Dikaios, który nadzorował wykopaliska aż do 1946 roku. Wciąż niewiele wiadomo o jej historii. Zresztą wszystko wskazuje na to, że nie została jeszcze w całości odkopana.

Stanowisko archeologiczne Chirokitia
Stanowisko archeologiczne Chirokitia

Chirokitia: Zwiedzanie

Zwiedzanie Chirokitii nie zajmie dużo czasu, można się uwinąć nawet w godzinę. Przed wejściem znajduje się sporej wielkości parking, wystarczający zwłaszcza, że stanowisko ani nie jest duże, ani też nie przebywa tu wiele osób. Trasa wymaga wspięcia się pod górę. Całość znajduje się na otwartej przestrzeni, nie ma tu drzew, pod którymi można by się schować przed słońcem. Warto więc zabezpieczyć sobie zapas wody. Problemowe może być dojechanie do Chirokitii, lepiej trzymać się znaków, niekoniecznie nawigacji.

Warto pamiętać kiedy powstały te budowle i ile z tego zostało
Warto pamiętać kiedy powstały te budowle i ile z tego zostało

Jadąc trzeba zjechać z autostrady A1 i kierować się na znaki, wówczas dotrzemy na parking. Chirokitia to przede wszystkim stanowisko istotne archeologicznie i historycznie. Tu lub w bardzo podobnym miejscu, zaczęła się rozwijać wczesna cypryjska cywilizacja. Pod tym względem można to porównać choćby z Gobustanem, czy Stonehenge albo dolmenami Menga i umiejętnie do tego podejść, patrząc przez pryzmat możliwości ówczesnych ludzi. Ich osiągnięcia są oszałamiające, nawet jeśli niewiele z tego się ostało. Prezentacja ich jest jednak niewyszukana, to nie jest poziom Göbekli Tepe.

Samo stanowisko nie jest duże
Samo stanowisko nie jest duże

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak cypryjski
Chirokitia

Ksantos, stanowisko archeologiczne w Turcji

Ksantos to dawna stolica regionu Licji, a dziś stanowisko archeologiczne, które wraz z pobliskim starożytnym sanktuarium Artemidy, Letooną, znajdują się na liście UNESCO od 1988 roku. Warto tutaj zajrzeć choćby ze względu na licyjskie grobowce.

Starożytna droga w Ksantos
Starożytna droga w Ksantos

Historia Ksantos

Nazwa ma swoje miejsce w mitologii greckiej. W „Illiadzie” Homera dwóch bohaterów – Glaukos i Sarpedon – pochodzą znad rzeki Ksantos, zarazem jest to imię konia Achillesa.  Także mitologia dość często używa tej nazwy, to między innymi bóg rzeki Skamander, konie Hektora i Diomedesa, a także kilka innych postaci, które mają tak na imię.

Ruiny Ksantos
Ruiny Ksantos

Przez pewien czas było to największe miasto Licji. Według archeologów, prawdopodobnie powstało gdzieś około VIII wieku przed naszą erą, na to wskazują znaleziska. Zapiski mówią dopiero o roku 540. To okres perskiego podboju przez Harpagusa, który wiązał się z ciągłymi walkami z Grekami. Około roku 470 przed naszą erą zniszczono miasto. Prawdę mówiąc, źródła nie przypisują tego ani Persom, ani Grekom, możliwe że były to przyczyny naturalne. Pod koniec V wieku przed naszą erą zostało odbudowane, a wkrótce podbite przez Telmessos (czyli dzisiejsze Fethiye).

Grobowiec
Grobowiec

Nie wiadomo także, jak zdobył je Aleksander Wielki. Jedne źródła mówią, że Ksantos się poddało, inne, że zostało zajęte. Przechodziło z rąk do rąk, władała nim Antiochia, Rodos, Rzym i Bizancjum. Zostało ponownie zniszczone w czasie rzymskiej wojny domowej przez siły Brutusa (w 42 roku przed naszą erą). Kolejną odbudowę miasto zawdzięcza Markowi Antoniuszowi, z tego okresu pochodzi też amfiteatr.

Nekropolia w Ksantos
Nekropolia w Ksantos
Ruiny w Ksantos
Ruiny w Ksantos

Stanowisko archeologiczne

Prace archeologiczne w tym miejscu ruszyły w XIX wieku, jednak w większości prowadzone były przez zagraniczne ekipy, które wywiozły stąd, co najlepsze. To czasy, w których z Pergamonu udało się wywieźć słynny ołtarz, Ksantos także zostało ogołocone.

Większy grobowiec
Większy grobowiec

Wspomniana rzeka Ksantos miała różne nazwy. Ksantos to po grecku tyle, co „żółta”, a w ten sposób określali ją Persowie. Dziś nazywa się Eşen Çayı. Nazwa miasta pojawia się także w serii powieści o Troi Davida Gremmela, acz jest to nazwa statku.

Grobowce
Grobowce

Pomimo izolacji miasta Ksantos, położonego na półwyspie i odgrodzonego górami Tauros, wciąż zmieniała się tutaj władza. Rdzennych Licyjczyków podbili kolejno Grecy, Persowie, znów Grecy, Rzymianie, Bizantyńczycy i wreszcie Turcy.  Mimo wywierania wciąż nowych wpływów, w Ksantos można spotkać się z przejawami oryginalnej kultury licyjskiej, zwłaszcza interesującymi zwyczajami pochówków, o których napisaliśmy jakiś czas temu przy okazji Myry.

Amfiteatr w Ksantos
Amfiteatr w Ksantos

Nekropolia

Grobowce nie są może tak okazałe jak te w Myrze, są zdecydowanie bardziej rozrzucone po wzgórzu i każdy z nich jest mniejszy. Niemniej jednak wciąż są ciekawym artefaktem. Zwiedzanie nekropolis to wędrówka po pobliskim wzgórzu i odkrywanie kolejnych grobowców i sarkofagów. Najbardziej znany to grobowiec Harpii, oryginał wywieziono, ale od 1957 roku jest tu jego gipsowa kopia.

Kolumna upamiętniająca zwycięstwo nad Ateńczykami
Kolumna upamiętniająca zwycięstwo nad Ateńczykami

W ruinach zachowało się wiele przykładów inskrypcji w języku licyjskim z przedziału od VI do IV wieku przed naszą erą. Są też ruiny miasta ze świetnie zachowanym fragmentem starożytnej drogi. Przy nich zwraca uwagę rzymski teatr, obowiązkowy element w każdym mieście Imperium. Ciekawym obiektem jest też obelisk z Ksantos.

Stanowisko archeologiczne
Stanowisko archeologiczne

Zwiedzanie Ksantos

Stanowisko archeologiczne ulokowane jest niedaleko wioski Kınık. Przy Ksantos znajduje się parking. Dokładniej za teatrem rzymskim i jego przyległościami, a przed wejściem na górę, w kierunku grobowców. Przy parkingu stoją budki, gdzie można zakupić coś do jedzenia. Natomiast samo zwiedzanie jest trochę rozrzucone, można odnieść wrażenie, że nikt nie panuje nad tym stanowiskiem archeologicznym i przynajmniej część można by zobaczyć bez biletu (mieliśmy Museum Card, więc to nas nie dotyczyło).

Resztki amfiteatru
Resztki amfiteatru

Teatr rzymski jest częściowo ogrodzony, można tam wejść, nikt tego nie pilnuje. Natomiast część z grobowcami jest bardziej dzika. Idzie się wręcz między krzakami, wydeptaną drogą. W niektórych miejscach nawet trudno zauważyć, którędy ona wiedzie. Ludzie chodzą jak chcą, nikt tego nie pilnuje. Szczęśliwie dla grobowców nie ma tam wielu wandali i jakoś się to utrzymuje. W Ksantos ma się wrażenie, że zostały jakieś ruiny i je udostępniono. Może już nie bali się, że zostanie to rozkradzione. W końcu pomnik Nereid (częściowo zrekonstruowany) czy grobowiec Pajawy można oglądać w British Museum w Londynie. Sam zabytek z jednej strony jest ciekawy, ale z drugiej odstaje od innych stanowisk archeologicznych Turcji. Plusem jest jednak to, że nie ma tu wielu turystów i spokojnie można zobaczyć całość.

Grobowiec
Grobowiec

Jeśli spodobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak turecki
Ksantos

Alicante, Elche, zamki i kurort w Costa Blanca

Dzięki dużym plażom Costa Blanca, Alicante (lub Alacant w języku walenckim) jest jednym z najpopularniejszych kurortów hiszpańskiego wybrzeża. Lecz, szczęśliwie pomimo plaż, nie tylko nie wygląda jak typowa miejscowość wypoczynkowa, ale ma też kilka ciekawych rzeczy do zaoferowania. Przede wszystkim jest to normalne, żyjące miasto, nie tylko z turystyki.

Teatro Principal (Alicante, Hiszpania)
Teatro Principal (Alicante, Hiszpania)

Historia Alicante

Tereny dzisiejszego Alicante były zamieszkane nawet w V tysiącleciu przed naszą erą, jeszcze przez koczownicze plemiona. Około roku 1000 przed naszą erą przybywały tu statki greckie i fenickie. W VI wieku przed naszą erą zmagali się tu Kartagińczycy i Rzymianie. Wódz tych pierwszych, Hamikar Barkas, założył tu osadę Akra Leuka (co znaczy Biała Góra, od skały, która jest widoczna nad miastem). Warto dodać, że jemu przypisuje się także założenie Barcelony. Nie wiadomo, kiedy dokładnie założył tą osadę, ale już w 201 przed naszą erą została ona podbita przez Rzymian i nazwana Lucentum. Później, około roku 500 naszej ery zajęli je Wizygoci. Ich z kolei wypędzili Maurowie (w 718). Okres arabski to rozwój Alicante, miasto nazwano wówczas Al-Akant i mocno rozbudowano, dzięki nadmorskiej dogodnej do handlu lokalizacji.

Casa Carbonell na Passeig Esplanada d’Espanya (Alicante)
Casa Carbonell na Passeig Esplanada d’Espanya (Alicante)

W 1265 roku Alicante stało się hiszpańskie, choć podobnie jak w przypadku Kartageny już wcześniej Arabowie zaczęli się dzielić władzą, zaś później miasto „wędrowało” między różnymi hiszpańskimi królestwami. Istotne jest to, że Alicante pozostawało związane z Walencją i do dziś używa się tu dialektu walenckiego. Obecnie miasto łączy swą przemysłową i portową część z turystycznym kurortem. Ma się wrażenie, że to żywe miasto, w którym turyści są jedynie dodatkiem.

Centrum Alicante
Centrum Alicante

Zamki w Alicante

Choć w Alicante brakuje większych zabytków, to są dwa zamki, będące dobrymi punktami widokowymi. Warto jednak zacząć od zamku świętego Ferdynanda (Castell de Sant Ferran). Jest on mniejszy i młodszy; właściwie nazwa zamek jest tu trochę na wyrost, to bardziej fort. Pochodzi z XIX wieku i dziś jest przede wszystkim terenem spacerowym. Zlokalizowano tu wieże telekomunikacyjne. Można zobaczyć praktycznie całe miasto, wliczając  drugi zamek jako dominantę. Wejście jest darmowe.

Wejście do zamku św. Ferdynanda
Wejście do zamku św. Ferdynanda
Zamek św. Ferdynanda
Zamek św. Ferdynanda

Zamek Świętej Barbary (Castillo de Santa Bárbara) góruje nad miastem. Wzniesiono go na jasnej skale Benacantil o wysokości 166 metrów nad poziomem morza. Znajdowały się tu już zbudowania kartagińskie, jednak próżno dziś szukać pozostałości po nich. Najstarsze części zamku prawdopodobnie pochodzą z czasów Maurów  i IX wieku, jednak wiele razy go przerabiano. Choćby w XVIII zamieniono go w więzienie. Od roku 1963 jest udostępniony turystom i stanowi największą atrakcję Alicante (dlatego warto go oglądać jako drugi lub jedyny zamek).

Zamek św. Barbary
Zamek św. Barbary

Od północy na zamek prowadzi droga, ale choć można nią dojechać do samego zamku, tam będzie trzeba zawrócić i stanąć gdzieś niżej (jest kilka parkingów), a następnie podejść. Od południa zaś wybudowano windę, która wiedzie na dziedziniec. Fortecę zwiedza się za darmo i jest to kolejny doskonały punkt widokowy na resztę miasta. Mamy tu też niewielkie muzeum, wizyta jest darmowa. Okolice zamku to tereny zielone i spacerowe.

Fragment murów obronnych zamku św. Barbary
Fragment murów obronnych zamku św. Barbary

Główne kościoły Alicante

Ciekawie prezentują się też kościoły. Przede wszystkim bazylika św. Marii z Alicante (Basílica de Santa Maria d’Alacant). To typowy dla południa Hiszpanii przykład konwersji meczetu na świątynię chrześcijańską, acz w porównaniu do Sewilli czy Kordoby, ciężko tu już rozpoznać elementy świątyni islamskiej. Sama bazylika była budowana między XIV a XVI wiekiem w stylu walenckiego gotyku.

Bazylika św. Marii z Alicante
Bazylika św. Marii z Alicante

Drugi ważny kościół to konkatedra św. Mikołaja z Bari (Concatedral de San Nicolás de Bari). Mianem konkatedry określa się drugi kościół w diecezji lub drugą siedzibę ordynariusza. Jej budowa również bazuje na wcześniejszym meczecie. Konkatedrę wznoszono w latach 1613 – 1662. Łączy hiszpański barok z walenckim gotykiem.

Konkatedra św. Mikołaja z Bari
Konkatedra św. Mikołaja z Bari

Centrum Alicante

Dość ciekawym budynkiem jest trochę bardziej oddalona od centrum arena do walk byków. Przy okazji jest tu darmowe muzeum, które ukazuje kulturę tego miejsca. Choć nie tak obiektywnie jak ta w Kordobie, tu wszystko jest w samych superlatywach. Tu wszystko skupione jest na świętowaniu i zwycięstwach torreadorów.

Arena walk byków w Alicante
Arena walk byków w Alicante

Zwiedzanie centrum (El Barrio) to także możliwość obejrzenia kilku ciekawych budynków, choćby ratusza, albo teatru (Teatro Principal). Z innych atrakcji jest tu stare targowisko (Mercat Central d’Alacant), które wciąż działa i oferuje świeże produkty. Przed wejściem do targowiska znajduje się budka, w której sprzedawano lokalny specjał – turrón. Chodząc po starym mieście można natknąć się też na plac Portal de Elche z olbrzymim figowcem.

Targowisko w Alicante
Targowisko w Alicante

Ciekawą rzeczą, która może spodobać się najmłodszym, jest aleja grzybowa – Calle de las Setas. Formalnie to ulica San Francisco. W dzień wygląda dość tandetnie, w nocy ciut lepiej. Ot, między budynkami powstawiano duże muchomory, z którymi można robić sobie zdjęcie.

Calle de las Setas - ulica Grzybowa - w Alicante, wieczorem robi lepsze wrażenie
Calle de las Setas – ulica Grzybowa – w Alicante, wieczorem robi lepsze wrażenie

Alicante ma dwa deptaki. Jeden to nadmorska promenada Esplanada d’Espanya. Przy niej znajduje się jeden z bardziej charakterystycznych budynków miasta – Casa Carbonell na Passeig Esplanada d’Espanya. Drugi to ulica Rambla Méndez Núñez, która jest pełna sklepików, ale już nie tak reprezentacyjna.

Esplanada d’Espanya to główny deptak Alicante
Esplanada d’Espanya to główny deptak Alicante

Obok znajduje się port w Alicante. Ważny ze względu na przemysł, ale gdy się patrzy na niego, to wygląda dziś bardziej jak jedna wielka marina. Znajduje się tu między innymi muzeum rejsów oceanicznych.

Port w Alicante
Port w Alicante

Elche

Alicante to również dobra baza wypadowa do bliższych (wyspa Tabarca) i dalszych wyjazdów (Walencja, Kartagena, Murcja, Almeria). Jednym z miejsc, które warto rozważyć, jest Elche (Elx). Formalnie rzecz biorąc jest to osobna miejscowość, w praktyce część aglomeracji Alicante, dość mocno z nią połączona (wspólne lotnisko). Zresztą Elche jest zaledwie o jedną trzecią mniejsze. Wciąż posiada własny, unikalny charakter. Głównie ze względu na wpisany na listę UNESCO gaj palmowy (Palmerar d’Elx), jeden z najstarszych w Europie, sięgający tradycją czasów starożytnych. Dziś duża część tego gaju to nic innego jak park miejski w centrum, miejsce rekreacyjne oraz jak trzeba, to festiwalowe.

Bazylika św. Marii w Elche
Bazylika św. Marii w Elche

Elche trafiło na listę UNESCO także z drugiego, niematerialnego powodu. Chodzi o misterium ku czci Matki Boskiej, które jest wystawiane rokrocznie 14 – 15 sierpnia.

Gaj palmowy w Elche
Gaj palmowy w Elche

Stare Centrum Elche jest stosunkowo niewielkie i skupione wokół bazyliki św. Marii. To kolejna świątynia w tym miejscu, obecnie istniejąca pochodzi z 1672 roku. Blisko bazyliki znajduje się pozostałość dawnych murów miejskich – wieża Calahorra. Tuż przy gaju można oglądać muzeum archeologiczne, wcześniej był to zamek Altamira. Jego początki sięgają XII wieku, ale jeszcze w roku 1913 był przebudowywanyi służył przez pewien czas jako ratusz. Są tu także arabskie łaźnie bazujące na rzymskich.

Mural w korycie rzeki Vinalopó (Elche)
Mural w korycie rzeki Vinalopó (Elche)

Przy rzece znajdziemy nadbrzeże, które oddano we władanie artystom. Ci pomalowali je, tworząc mural w korycie rzeki Vinalopó, co stanowi dodatkową atrakcję miasta oraz jego nowy symbol.

Widok na arenę byków w Alicante
Widok na arenę byków w Alicante

Canelobre

Jeszcze dalej, ale już bez dojazdu środkami komunikacji miejskiej, znajdują się jaskinie Canelobre. Niewielka część została udostępniona zwiedzającym. Ogląda się ją z przewodnikiem, dzięki czemu faktycznie jest szansa, by spędzić tam zakładane 40 minut. Jaskinia jest interesująca, głównie ze względu na wysokość sklepienia (70 metrów) i formacje naciekowe. Choć bardziej jako atrakcja w okolicy Alicante, a nie samodzielna (jak jaskinia Nerja). Niestety jaskinie są oświetlone w pstrokate kolory.

Jaskinia Canelobre koło Alicante
Jaskinia Canelobre

Solniska

Ostatnia okoliczna atrakcja, o której chcemy wspomnieć, to solniska. Prawdę mówiąc zrobiło się o nich ostatnio nawet głośno, jako różowych jeziorkach. Natomiast tu znów nie dojedziemy transportem miejskim, pozostaje samochód. Zwłaszcza, że nie są one udostępnione dla turystów  jako płatna, zorganizowana atrakcja. Można się zatrzymać przy poboczu i po prostu podejść. Zrobiono parkingi, więc nie jest to nielegalne, czy niebezpieczne, ale właściwie na tym parkingu się kończy. Zaś solniska, jak solniska, są różowe dopiero w pewnym sezonie, uzależnionym od nawodnienia i temperatury.

Solnisko Salta Pola, jak inne solniska w odpowiedniej porze roku znane jako różowe jezioro przy Alicante
Solnisko Salta Pola, jak inne solniska w odpowiedniej porze roku znane jako różowe jezioro przy Alicante

Tu trzeba przyznać, że w Burgas wykorzystano je zdecydowanie lepiej. Tu formalnie nie można się kąpać. Za to można dostrzec kopce soli. My próbowaliśmy szczęścia w Urbanova (zarośnięte i nic nie było widać) oraz w Salta Pola (stąd pochodzą zdjęcia). Kolejnym przystankiem byłaby Torrevieja (gdyby się nie udało). My widzieliśmy z daleka flamingi, a także olbrzymie kopce soli.

Pomnik byków koło areny w Alicante
Pomnik byków koło areny w Alicante

Plaże Costa Blanca

Na sam koniec warto wspomnieć o plażach. Jedna jest  (Playa del Postiguet) całkiem spora już w Alicante, tuż obok portu. Ale Costa Blanca oferuje ich wiele, zwłaszcza jak się odjedzie trochę dalej od tej miejscowości. Którąś bardziej oddaloną plażę można spokojnie połączyć z wyprawą na solnisko. Zaś jak komuś jeszcze brakuje atrakcji, pozostają muzea – archeologiczne, czy sztuki współczesnej.

Playa del Postiguet, plaża w centrum Alicante
Playa del Postiguet, plaża w centrum Alicante

Filmowa historia Alicante nie jest zbyt rozbudowana. Nagrywano tu choćby kilka scen do filmu „Uncharted” (2022) Rubena Fleischera. Trzeba pamiętać, że nie jest to duże miasto, na zwiedzanie właściwie wystarczy dzień. Więcej jak chcemy pojeździć po okolicy. Ale powiedzmy sobie wprost, większość osób przybywa, by tu wypocząć, a zwiedzanie jest tylko dodatkiem.

Warto dodać, że Costa Brava stara się reklamować jako dobre miejsce do robienia interesów. Jest określana wówczas jako Alifornia, łącząc nazwę Alicante z Kalifornią. Podobno nadmorski klimat jest tu bardzo podobny.

Jeśli podobał Ci się wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak hiszpański
Alicante

Mombasa, port Kenii i centrum turystyczne

Mombasa to drugie największe miasto w Kenii, a także największy port w tym kraju. Oprócz przemysłowego centrum, ma także bogate zaplecze turystyczne dla osób wypoczywających nad Oceanem Indyjskim. Historia miasta niestety rozmywa się we współczesności, ale wciąż jest kilka zabytków, które warto zobaczyć.

Mombasa - zabudowa w centrum
Mombasa – zabudowa w centrum

Historia Mombasy

Mombasa, jak duża część kenijskiego wybrzeża, która została skolonizowana przez Arabów w XI wieku, była początkowo ich placówką handlową i portem. Tu handlowano kością słoniową i niewolnikami. Stara Mombasa jest położona na wyspie, co sprawia, że była dogodnym miejscem na budowę portu zwłaszcza z uwagi na znajdujące się tu ujścia rzek. Portem jest do dziś. Samo miasto rozrosło się, wyszło poza wyspę. Co więcej, do dziś nie ma tu wielu mostów. Południowa część miasta jest połączona promem, który praktycznie kursuje bez przerwy, przewożąc ludzi i samochody.

Prom na południu miasta
Prom na południu miasta

Arabów podbili Portugalczycy. W 1498 roku dotarła tu ekspedycja Vasco Da Gammy, później Portugalczycy wybudowali najważniejszy obecnie zabytek miasta – Fort Jesus. Po dwustu latach władzę nad tymi terenami ponownie przejęli Arabowie – z Sułtanatu Omanu. Podobnie zresztą było z Zanzibarem. Dodatkowo po podziale Sułtanatu w 1840 Mombasa znalazła się na terytorium Zanzibaru. W 1895 została przekazana Brytyjczykom, zaś od 1963 jest częścią niepodległej Kenii.

Zabudowa w centrum (Mombasa)
Zabudowa w centrum (Mombasa)

Mombasa: Fort Jezus

Fort Jesus to główna atrakcja Mombasy. Wpisany na listę UNESCO w 2011 roku. Obecnie jest to muzeum, które można zwiedzać, czy to samemu czy z przewodnikiem. Przewodnicy kręcą się w okolicy fortu i oferują swoje usługi, pokazując legitymację oficjalnego przewodnika. Chodzenie z przewodnikiem mocno wydłuża czas zwiedzania fortu. Normalnie godzina to będzie aż nadto, bowiem nie jest to duża budowla. Ale przewodnicy potrafią pokazywać szczegóły i opowiadać historię tego miejsca oraz mniej lub bardziej oczywiste fakty. Natomiast warto pamiętać, że kręcą się tu też ludzie, którzy udają przewodników, mają czasem nawet podrobione dokumenty. Najlepiej korzystać z przewodnika z polecenia.

Fort Jesus (Mombasa)
Fort Jesus (Mombasa)

Fort początkowo wznieśli Portugalczycy w 1593 roku. Wraz z Mombasą przechodził on z rąk do rąk, więc oczywiście był też modyfikowany przez nowych władców. Brytyjczycy używali go jako więzienia. Jest tu kilka pozostałości baszt, kościoła. Jest też dom omański, są też portugalskie malunki na ścianach, armaty i oczywiście muzeum. W nim można zapoznać się z cywilizacją Suahili. Na murach jest tablica upamiętniająca Polaków na zesłaniu, uchodźców w czasie II wojny światowej, którzy trafili do Kenii.

Fort Jesus w Mombasie
Fort Jesus w Mombasie

Stare miasto w Mombasie

Pomijając Fort można przespacerować się starym miastem, acz wszędzie piszą, co także potwierdzają lokalni przewodnicy, lepiej trzymać się tam głównych ulic i nie wchodzić w zakamarki. Jeśli chodzi o architekturę, to widać tu wpływy kolonialne i omańskie, ale większość jest raczej zaniedbana. W porównaniu ze Stone Town na Zanzibarze, Mombasa wypada słabo. Ratować by ją mogły świątynie, ale te po pierwsze często są ogrodzone murem (ciężko robić zdjęcia z daleka), a po drugie w trakcie COVID były zamknięte. Taką nieodżałowaną jest świątynia dżinijska (Shree Parshva Vallabh Jain Temple), tu odbiliśmy się od wejścia. Turystów nie chciano wpuszczać. Ta hinduska budowla uchodzi za najładniejszą budowlę w mieście. Katedra Świętego Ducha i kilka innych kościołów także zamknięto przed turystami.

Centrum Mombasy
Centrum Mombasy

Jedynym charakterystycznym miejscem, które pomijając Fort Jesus, można było zobaczyć, są Kły. Znajdują się na Alei Moi. Powstały z okazji uczczenia wizyty w Kenii  brytyjskiej księżniczki i następczyni tronu. Jednak nie dotarła ona do Mombasy. Jej ojciec umarł, musiała szybko wrócić do Londynu, gdzie wkrótce została koronowana jako Elżbieta II. Kły pozostały i stanowią dziś jedno z najbardziej ikonicznych miejsc. Z daleka wyglądają ciekawie, z bliska są już raczej dość zaniedbane.

Słynne Kły w Mombasie
Słynne Kły w Mombasie

Mombasa, okolice, odpoczynek i atrakcje

Trzeba przyznać, że centrum Mombasy nie przyciąga tłumów turystów. Tak przynajmniej było w czasie COVID-19. Wówczas widać było co najwyżej nieliczne osoby. Większość z przybywających pozostawała czy to w pobliskich kurortach – jak Diani Beach, czy w północnej części Mombasy – Nyali. Tam jest zlokalizowanych kilka hoteli, są plaże, ale też atrakcje turystyczne, z których najbardziej znana to Park Hallera, gdzie można oglądać dzikie zwierzęta. To bardziej atrakcja dla rodzin z dziećmi, jeśli nie decydują się one na safari.

Plaża Nyali, Ocean Indyjski (Mombasa)
Plaża Nyali, Ocean Indyjski (Mombasa)

Inna popularna atrakcja turystyczna to zlokalizowana blisko lotniska Akamba Handicraft Industry znana też jako Carving Village. To miejsce, gdzie produkuje się pamiątkowe figurki licznie sprzedawane w Kenii. Nyali to oczywiście także plaża. Na główne atrakcje w centrum Mombasy wystarczy kilka godzin. Więcej zejdzie, jeśli zdecydujemy się na atrakcje turystyczne, poza wspomnianymi jest ich jeszcze kilka. jeśli dodać pobyt w luksusowym hotelu, wówczas faktycznie można spędzić w tym mieście kilka dni mając o nim zupełnie inne zdanie, niż po jednej wycieczce do ścisłego centrum. Ciekawego, acz w wielu miejscach biednego i zaniedbanego. Przejazd przez biedniejsze dzielnice jeszcze bardziej zmienia ten obraz. To sprawia, że w Mombasie można zobaczyć to, czego się szuka, zależy na co patrzeć.

Fort Jesus w Mombasie
Fort Jesus w Mombasie

Odwiedzający Mombasę i okolicę mogą skorzystać też z bogatej oferty agencji turystycznych, organizujących wycieczki np. na wyspę Funzi, do Malindi, czy na safari to Tsavo.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak kenijski
Mombasa

Spreewald, Lübbenau kraina kanałów i ogórków

Jakieś 60 km od naszej zachodniej granicy, w niemieckim landzie Branderburgia znajduje się przepiękna kraina Spreewald (czasem zapisywana u nas jako Szprewald lub Sprewald.). Region ten ma powierzchnię 3 127 km², jest tu kilka miasteczek, w których można zacząć zwiedzanie okolicy. Są to choćby Lübben, Burg czy Lübbenau/Spreewald, do którego pojechaliśmy. Spreewald słynie z dwóch rzeczy: kanałów oraz ogórków. To idealne połączenie terenów rolniczych z rezerwatem biosfery (z listy UNESCO od 1991) i wspaniałej atrakcji turystycznej.

Lübbenau/Spreewald
Lübbenau/Spreewald

Historia Spreewaldu

Spreewald bywa też czasem nazywany niemiecką, branderburską lub zieloną Wenecją. Podobnie jak w tym włoskim mieście, tak i tutaj kanały stanowiły podstawowy szlak komunikacyjny między wioskami. Ludzie poruszali się na łodziach, te dziś nadal są istotnym elementem transportu, ale zdecydowanie częściej stanowią atrakcję turystyczną. Obecnie to prawdziwy wodny labirynt.

Wycieczki na łodziach kahn są nieodzownym sposobem zwiedzania Spreewaldu
Wycieczki na łodziach kahn są nieodzownym sposobem zwiedzania Spreewaldu

Jadąc do Spreewaldu wybraliśmy się do miasta Lübbenau, a właściwie Lübbenau/Spreewald, co w języku dolnołużyckim brzmi Lubnjow/Błota, polski wariant to Lubniów. Tu warto dodać, że miasto w 1997 roku dostało przywilej, by używać też nazwy gminy, stąd taka konstrukcja. Tereny łużyckie aż do roku 1635 znajdowały się w królestwie Czech, wcześniej na krótko także i Polski. Dopiero potem stały się częścią Niemiec. Lokalna ludność słowiańska zachowała swoje korzenie i języki. Serbołużyczanie posługują się dwoma: górnołużyckim i dolnołużyckim. Serbów łużyckich dzieli się na Górnołużyczan (zwanych po niemiecku Sorben) i Dolnołużyczan (Wenden). Na ile są blisko spokrewnieni z bałkańskimi Serbami, tego właściwie nie wiadomo. Są dwie hipotezy: jedna mówi, że to zbieżność nazw, druga, że ludy te przybyły z prasłowiańskiem Białej Serbii, a podczas wędrówki rozdzielili się. Osiedlili się na tym terenie jeszcze w VI wieku, zanim powstało państwo niemieckie. Sam Spreewald jest nierozerwalnie połączony z ich historią.

Alternatywą dla kahn są kajaki
Alternatywą dla kahn są kajaki

Spreewald: Zamek w Lübbenau

Lübbenau, podobnie jak i cały obszar Spreewaldu, znajduje się nad rzeką Sprewą w Zagłębiu Łużyckim w Branderburgii. Jest to miasteczko z urokliwym historycznym centrum, obejmujące jeszcze dwie dawne, dolnołużyckie wioski: Lehde i Leipe. Pierwsza wzmianka o Lübbenau pochodzi z 1301 roku i dotyczy zamku Lubenowe, w jego miejscu znajdowały się pochodzące z X wieku wały słowiańskie. Gród przy zamku można znaleźć w zapisach historycznych z 1315 roku pod nazwą Lubenaw. Natomiast archeologiczne ślady osadnictwa pochodzą z VIII lub IX wieku.

Zamek w Lübbenau, obecnie hotel
Zamek w Lübbenau, obecnie hotel

Dziś zamek pełni funkcję hotelu i oczywiście sama budowla przechodziła mnóstwo zmian, by przyjąć obecną formę. Ta powstała po wojnach napoleońskich, wzniósł ją duński graf Rochus zu Lynar. Wykorzystał on pewne resztki wcześniejszej zabudowy, ale kompleks stał się bardziej pałacykiem z oranżerią i innymi budynkami gospodarczymi oraz parkiem. Obok przebiega też Szlak Ogórkowy, czyli liczący sobie 260 km szlak rowerowy, który przecina Spreewald.

Malownicze kanały Spreewaldu
Malownicze kanały Spreewaldu

Ogórki spreewaldzkie

I tu dochodzimy właśnie do jednego ze znaków rozpoznawczych tej okolicy. Ze Spreewaldu pochodzą słynne ogórki spreewaldzkie. Słynne od czasów NRD, trzeba nadmienić. Tutejsze ziemie sprzyjały szczególnie uprawom ogórków. O istnieniu tradycji przetwarzania tych zielonych warzyw wspomina już XIX-wieczny niemiecki pisarz i poeta Theodor Fontane. W NRD były szczególnie popularna: oprócz ogórków i octu niewiele więcej było potrzebne. Po upadku komunizmu trochę o przetworach z ogórków zapomniano, ale nie na długo. Od marca 1999 roku ogórki spreewaldzkie posiadają oznaczenie PGI, czyli o chronionego pochodzenia geograficznego. Zresztą fenomen tych ogórków został choćby wspomniany w filmie „Good Bye Lenin!”, ukazującym trochę nostalgicznie klimat NRD. Tam główny bohater próbuje przekonywać swoją matkę, która zbudziła się z wieloletniej śpiączki, że komunizm wciąż istnieje. Dla dawnej aktywistki partyjnej ogórki są jednym z dowodów trwałości poprzedniego systemu.

Słynny produkt regionalny - ogórki spreewladzkie
Słynny produkt regionalny – ogórki spreewladzkie

Ogórek spreewaldzki to nic innego jak dobry zielony (lub żółty) ogórek kiszony albo konserwowy. Albo coś pośredniego. Sprzedawane tutaj w słoikach, na wagę lub pojedyncze w puszkach „Gurke to go”, występują w mnóstwie wariantów smakowych uzależnionych od przypraw i dodatków używanych do kiszenia czy konserwowania. Z ogórków można zrobić też więcej: Gurken likor, Gurkenbrot, czy Gurkensalat (okazało się, że to mizeria). I mnóstwo gadżetów: magnesy na lodówkę, pluszaki, figurki… Sklepy są wręcz zawalone tak przetworami z ogórków jak i okolicznościowymi pamiątkami. Zaś Lübbenau na folderach reklamowych jest przedstawiane jako Stadt der Gurken, czyli miasto ogórków.

Spreewald, wycieczki po kanałach
Spreewald, wycieczki po kanałach

Szczęśliwie spróbowanie tych ogórków nie stanowi dużego problemu. Jest kilka miejsc, gdzie można je kupić. Nawet płynąć po kanałach można zatrzymać się przy przystaniach, które oferują tackę ogórków do spróbowania. W Lehde jest nawet muzeum ogórków (Gurkenmuseum). Nie było czynne, ale przez furtkę zobaczyliśmy większość ekspozycji (z daleka), niewiele straciliśmy. Normalnie, gdy jest czynne, to także możliwość spróbowania ogórków przygotowywanych (kiszonych lub konserwowanych) z różnymi dodatkami.

Pomijając skansen jest tu sporo tradycyjnych domostw (Spreewald)
Pomijając skansen jest tu sporo tradycyjnych domostw (Spreewald)

Kościół św. Mikołaja

Charakterystycznym punktem miasta Lübbenau jest 60-cio metrowa wieża kościoła św. Mikołaja. Kościół zbudowano w latach 1738 – 1741 i dziś należy do jednej z najznakomitszych świątyń Brandenburgii, przedstawicieli baroku drezdeńskiego. Kameralne wnętrze wykonano w stylu rokoko. W miejscu obecnego protestanckiego kościoła, od XV wieku stała wcześniejsza, gotycka świątynia.

Kościół św. Macieja
Kościół św. Macieja

Fontanna Legend w Lübbenau/Spreewald

Przed kościołem znajduje się Legendarna Fontanna lub Fontanna Legend (Sagenhafter Brunnen). Dość charakterystyczne miejsce, które próbuje tworzyć nową tożsamość miasta. Powstała w latach 2007 – 2008, zaś podobne rzeźby znajdziemy jeszcze w kilku innych miejscach. Samo centrum jest naprawdę niewielkie, ale trzeba przyznać, że urocze i dobrze zachowane.

Fontanna Legend w Lübbenau
Fontanna Legend w Lübbenau

Spreewald: Kanały i biosfera

Jednak to nie ogórki, czy małe, kameralne miasteczko przyciągnęły nas w te okolice. Spreewald od dawna nas kusił ze względu na interesujący rezerwat. Obejmuje on obszar ponad 3 tysięcy kilometrów kwadratowych, zamieszkany głównie przez Serbów Łużyckich (ok. 50 tysięcy osób). Unikatowy krajobraz Spreewaldu ukształtowała ostatnia epoka lodowcowa. Jest to obszar nizinny, rzeczno-dolinowy z gęsto usianymi kanałami i odnogami rzeki Szprewy. Tą naturalną sieć kanałów połączono w jeden wielki system nawadniający i komunikacyjny. Łączna długość tych dróg wodnych wynosi ponad 1600 kilometrów.

Spreewald to także ścieżki leśne, oczywiście przecinane kanałami
Spreewald to także ścieżki leśne, oczywiście przecinane kanałami

Biosfera Spreewaldu to ponad 18 tysięcy gatunków flory i fauny. Z takich ciekawszych, natknęliśmy się na… nutrię amerykańską. Ten gatunek inwazyjny występował pierwotnie w Ameryce Południowej, ale w Europie znalazł równie sprzyjające gatunki do życia i rozmnażania. Na nasz kontynent nutrie, podobnie jak i szopy, zostały sprowadzone jako zwierzęta hodowane dla przemysłu futrzarskiego.

Nutria amerykańska (Myocastor coypus) zadomowiła się w Spreewaldzie i się tu rozmnaża
Nutria amerykańska (Myocastor coypus) zadomowiła się w Spreewaldzie i się tu rozmnaża

Na obszarze Spreewaldu najlepiej poruszać się wodnymi kanałami. Łużyczanie polegali na swoich płaskodennych szkutach i pracy flisaków: drogą wodną prowadzono handel, na sprzedaży produktów leśnych i ryb opierała się gospodarka regionu. Dziś mieszkańcy Spreewaldu nadal są powiązani z wodą i nadal szkuty służą im do zarobku… na turystach. Tutaj także praktykuje się ekologiczne rolnictwo. Od 1991 roku Spreewald stawał się coraz bardziej popularnym miejscem do aktywności i odpoczynku wśród turystów.

Spreewald z drona
Spreewald z drona

Spreewald: Szlaki turystyczne

Poza wspomnianą już trasą rowerową i pieszymy szlakami turystycznymi Spreewald zwiedza się z perspektywy wody. Są na to dwa sposoby: albo kajak i wówczas jesteśmy zdani tylko na siebie, albo bardziej klasyczny, czyli wycieczka na łodziach płaskodennych z flisakiem. Łodzie te nazywają się tutaj kahn (to słowo brzmi trochę podobnie jak kanoe i faktycznie oryginalne również były wydłubywane).

Poza turystyką, w Spreewaldzie toczy się normalne życie, a większość ludzi pracuje tu w rolnictwie
Poza turystyką, w Spreewaldzie toczy się normalne życie, a większość ludzi pracuje tu w rolnictwie

W samym porcie jest wiele różnych firm, które oferują przejażdżki w różnym standardzie. Jedne są bardziej kameralne, tym samym droższe, inne zbierają grupę turystów i przewożą ich wspólnie. Myśmy właśnie na taką się wybrali. Wycieczka łodzią z flisakiem bardzo przypadła do gustu. Był to trwający 3 godziny rejs + 1-godzinna przerwa. Nasz przewodnik oczywiście mówił coś po niemiecku, więc niewiele zrozumieliśmy. Po drodze była jeszcze jedna mała przerwa bez wychodzenia z łodzi, tam przy przystani można było kupić zestaw ogórków do skosztowania, chleb ze smalcem i niemieckie piwo.

Łodzie są wykorzystywane jako transport także przez mieszkańców
Łodzie są wykorzystywane jako transport także przez mieszkańców

Takie zwiedzanie kanałów spreewaldzkich jest dobre, gdy chcemy poświęcić na nie mniejszą ilość czasu. Kajaki by sprawiły frajdę, wymagają zdecydowanie większej ilości godzin. Tu kanałów jest bardzo wiele, więc aż chce się je eksplorować, bez patrzenia na zegarek i bez obawy, że się odpłynie za daleko. Szlaki wodne są dość dobrze oznaczone i warto pamiętać, że nie wszędzie możemy wpływać. Cześć kanałów to teren ścisłego rezerwatu. Oczywiście przed wypożyczeniem kajaku zostaniemy dokładnie przeszkoleni jak odróżniać zamknięte szlaki.

Most nad kanałem
Most nad kanałem

Niezależnie jaki transport wodny wybierzemy, możemy liczyć na to, że miniemy tereny leśne, wpłyniemy między pola oraz będziemy przepływać wśród malowniczych domków. Stąd właśnie to weneckie nawiązanie. W Lübbenau przepływa się też obok skansenu, ale prawda jest taka, że wiele domów w nim niespecjalnie różni się od reszty mijanych w innych częściach. Tradycja jest tu dobrze zachowana. Poza wodą warto też się przejść jednym z wielu szlaków pieszych. Te czasem wymagają przejścia przez mostki (ze schodami), gdy pokonuje się kanały.

Kanał w Spreewaldzie
Kanał w Spreewaldzie

Skansen w Lehde

Ciekawym miejscem do zobaczenia w Spreewaldzie jest skansen (Freilandmuseum). Zlokalizowany jest w Lehde, zresztą blisko niego mieliśmy tę godzinną przerwę. Jego spokojne zwiedzanie zajmuje trochę ponad godzinę, my jednak uznaliśmy, że sobie tu przyjdziemy później. Tutaj możemy zobaczyć, jak wyglądały dawne tradycyjne domostwa Łużyczan, jak żyli, czym się zajmowali. Wystawione są także artykuły potrzebne do przetwórstwa ogórkowego oraz dawny zakład szkutniczy. W części domków możemy natknąć się na pracowników ubranych w stroje ludowe, którzy opowiadają, a czasem prezentują pewne tradycje bądź rzemiosła. Można też się zdrzemnąć na sianie.

Skansen w Lehde
Skansen w Lehde

Dojazd do Lübbenau/Spreewald

Przyjeżdżając samochodem można zaparkować na płatnym parkingu blisko centrum. Jednodniowy bilet parkingowy kosztuje 5 Euro. Należy mieć przy sobie bilon, gdyż automat przyjmuje tylko monety. Witamy w Niemczech. Lübbenau/Spreewald znajduje się jakieś 60  km od polskiej granicy w Olszynie, więc z Wrocławia to doskonałe miejsce na jedno lub dwudniowy wypad weekendowy. Choć same kanały i ogórki są już wystarczającą atrakcją, to jednak można się tu natknąć na aquapark z pingwinami, zaś jakieś 30 km dalej znajduje się słynny Tropical Island. Kiedy odwiedzić Spreewald? Zdecydowanie jest najpiękniejszy na wiosnę, gdy wszystko kwitnie i jest zielono.

Rezerwat biosfery Spreewald
Rezerwat biosfery Spreewald

Jeśli podobał Ci się ten wpis, polub nas na Facebooku.

Szlak niemiecki
Spreewald