Peleş (Peles): przepiękny pałac (zamek), Perła Karpat, Sinaia

Zamek Peleș

Drugi ważny kurort górski w Rumunii, zwany czasem Perłą Karpat, to Sinaia. Nas przywiódł tutaj przede wszystkim przepiękny pałac Peleş (Peles). Często określany zamkiem, czasem nawet transylwańskim, acz pomimo bliskości do Braszowa (główny kurort), technicznie rzecz biorąc jest to historyczna kraina o nazwie Muntenia, będąca wschodnią częścią Wołoszczyzny. Jednocześnie uchodzi za jedną z najważniejszych i najpopularniejszych atrakcji Rumunii.

Historia zamku Peleș

Pałac zaskakuje architekturą, która jest utrzymana w stylistyce włoskiego neorenesansu z licznymi odniesieniami do architektury bawarskiej. Powstał w podobnym okresie, co niemiecki Neuschwanstein, acz tamten jest zdecydowanie większy. Peleş był letnią rezydencją rumuńskiej rodziny królewskiej, później przekształcony w muzeum. W 2006 roku obiekt zwrócono prawowitemu właścicielowi, Michałowi I, ostatniemu królowi Rumunii. Ten zgodził się na wykorzystywanie pałacu jako muzeum za stosowną opłatą. Już samo otoczenie pałacu, bo choć bywa nazywany zamkiem, nigdy nie pełnił roli warownych, jest przepiękne i robiące wrażenie dzięki górom w tle. To właśnie te przepiękny widoki sprawiły, że król Rumunii Karol I Hohenzollern zdecydował wznieść tu swoją posiadłość.

Główna część budowy pałacu Peleş miała miejsce w latach 1873 – 1883, ale wykończanie, wyposażanie i ciągłe ulepszanie pałacu trwały niemal cały czas do 1914 roku. Nad projektem czuwali niemieccy, austriaccy i czescy architekci, w tym znany z innych realizacji w Transylwanii Karel Liman. Oprócz swej dekoracyjności – a trzeba przyznać, że jest przepiękny – zamek miał też być funkcjonalny i wygodny. Dlatego już w 1884 roku zainstalowano tu elektryczność, prawdopodobnie był to pierwszy zamek w nią wyposażony. Jako ciekawostkę dodamy, że w Peleş powstała pierwsza w Rumunii sala kinowa, a było to w 1906 roku.

Nowoczesny kompleks pałacowy Peleș

I tu warto dodać, że ani król Karol, ani jego następca Ferdynand I z małżonką, nie oszczędzali, sporo inwestowali w swoją letnią rezydencję, wzbogacając ją o nowinki techniczne, ale też tworząc kolekcję sztuki. Całość w przeliczeniu na dzisiejsze kosztowałaby jakieś 120 milionów USD. Sprowadzali specjalistów z Hamburga, Wiednia, a także ze Lwowa. Tym ostatnim był Polak – Franciszek Rychnowski (podpisujący się jako Iks won Chyr, co jest jego nazwiskiem zapisanym wspak). Ten polski wynalazca odpowiadał między innymi za nowoczesny system grzewczy na zamku. Został za to nagrodzony złotym medalem zasługi Serviciul Credincios Rychnowski później opatentował piec do centralnego ogrzewania. Z innych technicznych nowości, w sali teatralnej jest rozsuwany sufit, a w zamku działała winda i odkurzacz.

Wnętrza i zdobienia

Pałac Peleş liczy trzy kondygnacje, przy czym na każdą kupuje się oddzielny bilet. Trzeba dodać, że cena za piętro jest wysoka – około 50 złotych za osobę dorosłą (tyle wynosiło to podczas naszej wizyty). Kupiliśmy bilet na jedno piętro, co dało nam ogólny ogląd na styl pałacu. Niestety całość, zwłaszcza gdy podróżuje się w więcej osób, robi się bardzo droga. Natomiast obiekt jest dość spory, powierzchnia wynosi jakieś 3,2 tysięcy metrów kwadratowych na prawie 170 komnatach. Te są zdobione w przeróżnych stylach (francuskim, tureckim, florenckim, Maurów czy bardziej klasyczne) i pełnią różne role, jak galerie, zbrojownie, biblioteki. Do tego dywany ściągano z takich miejsc jak Mosul, Buchara, czy Izmir.

Całość zapiera dech w piersiach, jak patrzy się na staranność wykonania wszelkich szczegółów,  witraży (jest ich z 800), metalowych zdobień i dzieł sztuki, czy meblami, które także pochodzą z różnych stron świata. Do tego jeszcze malowane sufity z freskami. Kolekcja broni i zbroi to jakieś 4 tysiące sztuk, do tego olbrzymie kolekcje kryształów, sreber, zegarów i rzeźb.

Peleș jako atrakcja turystyczna i filmowa

Jeśli chodzi o Peles, to przyznajemy, zamek/pałac robi fenomenalne wrażenie. Jest piękny na zewnątrz, ale w środku przewyższył nasze oczekiwania. Jedno z najlepszych odkryć w Rumunii. Głównie dlatego, że jest świetnie zachowany i został tu przepych dawnej monarchii. O ile z zewnątrz jest ładny, o tyle wnętrza są oczarowujące, a przede wszystkim stylowe. Tu warto dodać, że wraz z upadkiem monarchii, pałac przejął skarb państwa. Szczęściem dla Peles było to, że w 1953 roku otworzono tu muzeum. Co prawda władze komunistyczne nie dbały zbytnio o to miejsce, nie było ono dostatecznie konserwowane, jednak nie zostało rozszabrowane. W latach 80. z powodu złego stanu budowlę zamknięto i zabezpieczono część eksponatów. W latach 90. po remoncie otworzono zamek dla turystów. Dziś lśni jak za dawnych lat. Do tego dodajmy jeszcze przepięknie zadbane ogrody i okoliczne budynki (jak pałac Pelișor). Zamek pojawił się też w filmie „Niesamowici bracia Bloom” (2008) Riana Johnsona, gdzie udawał rezydencję w New Jersey.

Monastyr Sinaia

Trochę pomijany przez turystów na rzecz pałacu jest monastyr Sinaia, od którego miasteczko wzięło swoją nazwę. Został wybudowany w latach 1690 – 1695 jako wotum za pielgrzymkę na górę Synaj, którą odbył miejscowy książę Mihail Cantacuzino. Z tego okresu pochodzi mniejsza świątynia, zwana Starym Kościołem, wzniesiona w stylu bizantyjskim, zaś Nowy Kościół powstał już w XIX wieku. On też przykuwa wzrok, gdy się mija monastyr. Początkowo monastyr miał pełnić rolę podobną do kościołów warownych, takich jak Prejmer. Czyli z jednej strony miała to być świątynia, z drugiej w razie potrzeby twierdza na szlaku Braszów – Bukareszt. Dziś można zwiedzać całość za darmo.

Miasteczko Sinaia

Pamiętajmy też, że jest to kurort górski. Sinaia to miejsce, z którego można łatwo kolejką gondolową dostać się na Bucegi. Natomiast w porównaniu z Busteni, skąd zaczynaliśmy nasz szlak do parku, Sinaia wygląda na zdecydowanie większe miasto. Nie przypomina już takiego niewielkiego kurortu, raczej miejscowość letniskową, czy uzdrowiskową, zwłaszcza w samych okolicach monastyru i pałacu. Niestety w pozostałych miejscach są tu również duże hotele i infrastruktura turystyczna. Wśród budynków z pewnością wyróżnia się kasyno.

Dojazd i zwiedzanie Peleș

Największy problem to oczywiście dotarcie, można tu dojechać nawet pociągiem z Bukaresztu, ale to niekoniecznie jest najwygodniejsze (i może być problematyczne, gdy chce się je załatwić w ostatniej chwili). Wydawać by się mogło, że samochód jest idealny do poruszania się po Rumunii, ale właśnie tutaj widać największą wadę tego środka transportu. Drogi dojazdowe w sezonie mogą być naprawdę zakorkowane (więc dotyczy to także autobusów), a do tego dochodzi jeszcze parkowanie. Do parkingu przy zamku ciężko dotrzeć, droga może być zamknięta, bo parking jest pełny. Parkowanie w Sinai też jest niełatwe ze względu na szukanie miejsc, których jest niewiele (w dodatku są płatne). My musieliśmy zrobić kilka kółek, zanim coś w ogóle się zwolniło. Pod tym względem niestety miejscowość nie jest dostosowana do takiego ruchu.

Z parkingu idzie się do zamku częściowo przez park, co jest bardzo przyjemne. Sporo tu małych straganików, ceny niestety wysokie jak na Rumunię, ale za to nawet wiekowi sprzedawcy potrafią porozumieć się po angielsku. Potem dociera się do zamku Peles. Na dziedziniec wchodzi się bez problemu, tam też jest pierwsza kolejka do kasy. Nie kupiliśmy biletów przez internet (acz można tam sprawdzić ceny i godziny otwarcia), ale na miejscu były dostępne od ręki, pomijając kwestię stania. W kolejkach spędziliśmy prawie godzinę. Dwóch, bo najpierw była kolejka po kupno biletu, potem do wejścia, gdyż ograniczają liczbę osób w środku. Właściwie jednak obok zamku Bran, to było jedyne miejsce, gdzie naprawdę przybywają tłumy i wszystko się rozciąga w czasie. Szczęśliwie sam Peles to wynagradza.

  • Na zwiedzanie zamku Peleș warto poświęcić pół dnia.
  • Możliwe wycieczki po okolicy można sprawdzić na GetYourGuide.
  • W przypadku wyjazdu poza miasto samochód można wynająć tutaj.
  • Jeśli spodobał Ci się wpis śledź nas na Facebooku (i innych mediach), podziel się nim lub zapisz się na newsletter.
Rumunia
PeleșBukareszt
Share Button

Komentarze

Rekomendowane artykuły