Bartolomé (Bartholomew): najsłynniejsza wyspa na Galpagos

Pingwiny równikowe, wyspa Bartolomé

Jeśli czekaliście na wzmiankę o filmowych szlakach na Galápagos, oto jest. Wyspa Bartolomé (dawna angielska nazwa to Bartholomew, hiszp. Isla Bartolomé), położona tuż przy południowo wschodnim wybrzeżu Santiago wraz z dzielącym je kanałem została uwieczniona w filmie „Pan i władca: Na krańcu świata” („Master and Commander: The Far Side of the World”, 2003 rok, reż. Peter Weir). Jest ona jednocześnie jedną z najbardziej ikonicznych lokacji całego archipelagu. To nie jest wyspa, dla której przyjeżdża się dla zwierząt, to niewielka wysepka słynąca z widoków.

Wyspa Bartolomé

Bartolomé to bezludna wyspa o powierzchni 1,2 kilometrów kwadratowych, nazwana na cześć brytyjskiego marynarza sir Bartholomewa Jamesa Sullivana, członka wyprawy badawczej HMS Beagle; jego nazwiskiem nazwano także kanał oddzielający ją od Santiago i zatokę u wybrzeży większej wyspy. Charakterystycznym punktem wyspy Bartolomé jest skała Pinnacle utworzona przez zastygłą lawę. To właśnie widok na nią bardzo często pojawia się w folderach reklamujących wyspy. Jest też widoczny we wspomnianym filmie.

Wyspę mogą odwiedzać turyści: dostępna jest ścieżka na punkt widokowy położony na wzniesieniu o wysokości 112 metrów, z którego rozciąga się niesamowity widok na okolicę. Widać stąd przede wszystkim Pinnacle Rock, Kanał i Zatokę Sullivana oraz tuż za nimi wyspę Santiago. Dalej widać część pozostałych wysp archipelagu. Na Bartolomé dopuszczalne jest także pływanie, ale tylko z północnej strony; na stronę południową prowadzi pieszy szlak, ale można przebywać tylko na lądzie i tylko z lądu obserwować morskie życie.

Bartolomé, jeśli chodzi o faunę, słynie przede wszystkim z pingwinów równikowych, które zamieszkują wyłącznie Galapágos, zaś aż 95% populacji żyje na Isabeli i Fernandinie, po zachodniej stronie całego archipelagu. Na tej konkretnej wyspie założyły główną kolonię w jaskini za Pinnacle Rock. Niestety jej populacja uległa znacznemu zmniejszeniu po katastrofalnym okresie El Niño (cieplejsze wody są mniej zasobne w składniki odżywcze, spada więc podaż pożywienia) w 1982 roku, gdy z bagatela 15 tysięcy osobników, ich liczba zmalała do zaledwie 500! Obecnie cały gatunek liczy około 1,2 tysiąca dorosłych ptaków, co czyni z pingwina równikowego gatunek zagrożony wyginięciem. Jeszcze w 1988 roku miał status „zaledwie” bliski zagrożenia.

Oprócz zmian klimatu, zagrażają im sieci rybackie, w które się wplątują, zanieczyszczenie wód wyciekami ze statków i nanoszone śmieci, drapieżnictwo introdukowanych gatunków, jak szczury, koty i psy, i ptasia malaria przenoszona przez komary, które także są na Galápagos gatunkiem inwazyjnym (tak, to były wyspy wolne od tych insektów).

Bartolomé i kino

Wyspa Bartolomé jest filmowa dzięki wspomnianemu już „Panu i Władcy” Weira, który dodatkowo rozsławił jej ikoniczne widoki. Przy tym jest zdecydowanie ciężej dostępna, nie ma szansy tu nocować. Łatwo więc sobie wyobrazić, że także dla filmowców nie było to łatwe zadanie. Tu trzeba dodać, że ten film powstawał z niemałym rozmachem i sporym budżetem. Zdjęcia nagrywano w 2002 roku, z poszanowaniem Galapagos. Znaczy to tyle, że w wielu miejscach Weir i jego ekipa naprawdę nie szczędzili wysiłków, bo było to spore przedsięwzięcie. Filmowcy budowali plany, wykorzystywali okręty, jednak w przypadku zdjęć, które powstawały na Galapagos, bardzo mocno ograniczono ekipę. Z tego powodu na samej wyspie wylądowała bardzo mała liczba osób, głównie aktorzy i operatorzy. Ograniczono nawet liczbę powtórek. Tu jeszcze dodajmy jedno, „Pan i Władca: Na krańcu świata” był to pierwszy film fabularny, który kręcono na Galapagos. Wcześniej nagrywano tu jedynie filmy dokumentalne. Tak więc władze również nie były chętne na takie przedsięwzięcie. Na Galapagos powstawał też film „Eden” (2024) Rona Howarda, ale w większości kręcono go w Australii. Za to jego akcja dzieje się na Floreanie.

Wyspa Santiago

Sama wyspa Bartolomé jest niewielka i znajduje się właściwie obok drugiej, więc wyprawa tutaj to tak naprawdę odwiedzanie dwóch wysp. Ta druga to Santiago (starsze nazwy to San Salvador, James). Jest to bezludna wyspa o powierzchni 572 kilometrów kwadratowych, co czyni ją czwartą pod względem wielkości wyspą archipelagu.

Wyspa jest domem dla żółwia słoniowatego podgatunku Chelonoidis nigra darwini, którego populacja jest zagrożona przez konkurencję ze strony inwazyjnych gatunków ssaków, ale prowadzi się rozród na Santa Cruz i reintrodukcję tych gadów, przy jednoczesnym trzebieniu obcych gatunków. W 2000 roku wybito zdziczałe świnie, sześć lat później kozy i osły. Trzeba dodać, że w tym celu organizowano zmasowane akcje, także prowadzone z powietrza, gdzie wybijano te zwierzęta, by w ten sposób naprawić szkody wyrządzone przez człowieka. Wypuszczenie tu kóz czy świń było dobrym pomysłem, gdy traktowano ten inwentarz jako źródło niekończącego się jedzenia dla załóg okrętów. Wystarczył dobić do wyspy i złapać, tyle że gatunki te zaczęły wypierać niedostosowane do konkurencji endemity. Różnie można oceniać akcję (podobnie jak podejście do gatunków inwazyjnych w Nowej Zelandii), ale efekty widać. W roku 2005 roku na Santiago i Bartolome ustanowiono ostoję ptaków IBA (Important Bird Area), a więc o znaczeniu kluczowym dla zachowania gatunków. Występuje tutaj także między innymi morska i lądowa iguana, endemiczny podgatunek jaszczurki lawanika Microlophus albemarlensis.

To o tutejszych legwanach lądowych Darwin pisał w 1835 roku, że jest ich tak wiele, że nie ma nawet jak rozstawić namiotu. Niestety, już pięć lat po wizycie HMS Beagle, iguana praktycznie zniknęła z Santiago: ostatni zapis o nich pochodzi z 1838 roku. Reintrodukowano je przez wypuszczenie w 2019 roku prawie półtorej tysiąca osobników Conolophus subcristatus, który zniknął z wyspy przed 180-cioma laty; wcześniej zabezpieczono ekosystem przez pozbycie się inwazyjnych szczurów i myszy, ratując tym samym galapagoska opuncjowego, endemicznego chomika.

Na Santiago mogą przebywać turyści, ale tylko w ograniczonej strefie nabrzeżnej, gdzie można podziwiać pola zastygłej lawy trzewiowej, czyli pāhoehoe. Najstarsze pola lawowe liczą 750 tysięcy lat, zaś ostatnia erupcja miały miejsce w latach 1904 – 1906. Cerro Pelado (906 m n.p.m.) to szczyt wulkanu tarczowego tworzącego wyspę (wulkan też nazywa się Santiago) wypełnia słone jezioro, z którego niegdyś wydobywano sól. Tak prawdę mówiąc nie ma szans na zwiedzanie wyspy, nie ma tutaj szlaków, ani niczego. Chodzi się na wulkanicznym fragmencie zastygniętej lawy niedaleko brzegu. Robi to wrażenie, bo także ta nieożywiona natura jest tu przepiękna.

Snorkeling przy Bartolomé

Większość wycieczek morskich po wyspach Galapagos wiąże się ze snorkelingiem. Nie inaczej jest tutaj. Tuż przy plaży Bartolomé w kanale Sullivana znajduje się rafa koralowa, którą można podziwiać nurkując, czy pływając z rurką. Rafy są bardzo zależne od podnoszącej się temperatury wody, źle znoszą takie zmiany. Niemniej jednak tutaj był to dość spory obszar, po którym się pływało i naprawdę było co zobaczyć. Głównie widzieliśmy tu ryby, z rzadka pingwiny.

Po samym kanale Sullivana pływaliśmy również pontonem zodiac, mając szansę na podpłynięcie do ptaków, które siedziały na skałach, zarówno wyspy Bartolomé czy Santiago.

Organizacja i przebieg wycieczki

Fakt, że Bartolomé jest ikoniczne (pomijając kwestię filmową), ale jednocześnie mniej dostępne i bardziej ograniczone, sprawia, że nie ma tu ani wielu turystów, ani tym bardziej nie ma wiele ofert wycieczek. Właściwie to pozostałe wycieczki dobieraliśmy po dostosowaniu naszego kalendarza do tej, bo tutaj mieliśmy tylko dwa dni do wyboru z tych, które spędziliśmy na Galapagos. Plus jest taki, że to miejsce nie wyglądało na oblężone przez turystów, czego niekoniecznie możemy powiedzieć o innych miejscach w archipelagu. To zaś daje możliwość lepszego obserwowania natury.

I tu jedna uwaga, o której wspominaliśmy wcześniej. Agencja, przez którą się załatwia wycieczkę na Galapagos, ma naprawdę niewielkie znaczenie. Znaczenie ma to, kto organizuje wycieczkę. W tym przypadku był to Finch Bay Hotel z Santa Cruz (ale obsługą online zajmowała się firma Galapagos Natural Life). I to była wycieczka z tej wyższej półki, bardziej luksusowa, stąd zauważalnie wyższa cena. Prawdę mówiąc to miły bonus, ale ważniejsze jest to, że dała to, czego szukaliśmy. Nam bardziej zależało, by tu dotrzeć, acz jak ktoś ma większy budżet to na pewno warto poszukać też innych wycieczek, które organizują. I to była organizacja od początku do końca, bo odebrali nas w Puerto Ayora, zorganizowali transfer do kanału Itabaca, gdzie przesiedliśmy się na właściwy jacht, skąd wyruszyliśmy w rejs.

Owszem dochodzą tu takie luksusy jak ręcznik, lunch z bufetem, napoje, prysznic ze słodką wodą po nurkowaniu, a nawet przebieralnie na jachcie (z większości można by zrezygnować, by zbić cenę). Jednak dwie najważniejsze rzeczy dla nas to przede wszystkim jacht, na którym mogliśmy poruszać się spokojnie i płynąć w kierunku Bartolome obserwować zwierzęta i wodę. To już sprawiło, że ta wycieczka była dla nas dużo ciekawsza niż dwie pozostałe. Jacht był przeznaczony tylko dla uczestników, nie musiał zatrzymywać się w porcie, wysadzać nas. Cały czas do dyspozycji. Druga rzecz, to zodiak. I już przy samym Bartolome, przesiedliśmy się na zodiaka i tam pływaliśmy z przewodnikiem oglądając klify w okolicy. Do tego było dwóch przewodników, mieli grupy 7-8 osobowe. Zodiak kręcił tak, by każdy mógł sobie zobaczyć i sfotografować pingwina czy głuptaka, bez przepychania, no i przewodnik dostosowywał się do nas. Na wszystko był czas. Jednocześnie nie było wrażenia osaczenia zwierzęcia.

Podobnie było ze snorkelingiem. Nikt nie narzucał tempa, dostosowywano się do nas, łatwiej było zebrać małą grupę (nie to, co mieliśmy na Isabeli). Nam to pasowało. Załoga potrafiła zorganizować czas osobom zainteresowanym, jak i niezainteresowanym. Mimo ceny nawet tu się znaleźli ludzie, którzy woleli na jachcie siedzieć na Internecie, niż oglądać przyrodę. Prawdę mówiąc, my się skusiliśmy na Bartolome mimo ceny, bo nam bardzo zależało na tym miejscu. Wróciliśmy bardzo zadowoleni. Było to miejsce najbardziej naturalne z tych wysp, które mogliśmy odwiedzić w archipelagu. Przepiękne, a całość organizacji pozostawiła u nas bardzo dobre wrażenie.

  • Na zwiedzanie Bartolomé rekomendowana jest całodniowa wycieczka.
  • Możliwe wycieczki po okolicy można sprawdzić na GetYourGuide.
  • Jeśli spodobał Ci się wpis śledź nas na Facebooku (i innych mediach), podziel się nim lub zapisz się na newsletter.
Ekwador
Bartolomé
Szlak filmowy
Bartolomé
Share Button

Komentarze

Rekomendowane artykuły