Laguna Quilotoa: krater, Andy, zdjęcia, trasy, zwiedzanie

Laguna Quilotoa

Miejsc w Ekwadorze, które przyciągają Instagramerów jest wiele, ale w kontynentalnej części kraju tylko kilka jest wręcz obowiązkowe. Jedno z nich to Baños de Agua Santa, inne to urokliwa laguna Quilotoa, która również bardzo często gości w zdjęciach folderowych reklamujących ten kraj. Trzeba przyznać, że to faktycznie bardzo ładne miejsce, którego szybkie zwiedzenie, pomijając dojazd, raczej nie stanowi wyzwania, a daje możliwość zrobienia zdjęć w wysokich Andach. Obecnie to zdecydowanie najsłynniejsza i podobno najpiękniejsza laguna w całym Ekwadorze i punkt prawie obowiązkowy dla każdego gringo.

Folderowa laguna Quilotoa

Laguna Quilotoa to tak naprawdę krater wulkaniczny wypełniony wodą. Jest on jednym z najbardziej na zachód wysuniętych wulkanów Ekwadoru z Alei Wulkanów w Andach. Kaldera wulkanu ma około 3 kilometry szerokości (nie jest aż tak bardzo regularna). Jej szczyty w najwyższym punkcie mają 3914 metrów nad poziomem morza, w minimalnym około 3810 metrów. Wybitność to jakieś 302 metry, ale tak naprawdę podjeżdża się blisko krawędzi, więc się tego nie czuje. Kaldera powstała w wyniku erupcji jakieś 800 lat temu, natomiast warto dodać, że skala eksplozywności (VEI) wyniosła wówczas 6, co tak naprawdę oznacza kataklizm i nie jest częste.

Jeśli chodzi o skały, kaldera powstała głównie z dacytu. Wewnątrz krateru znajduje się jezioro, które za sprawą różnych minerałów ma zielonkawy kolor. Właśnie to sprawia, zwłaszcza gdy patrzy się na nią z krawędzi, że to miejsce tak mocno wybiło się w świadomości turystów, bowiem krajobraz jest naprawdę przepiękny. Warto dodać, że, ten obszar wciąż pozostaje aktywny, głównie za sprawą gorących źródeł, które występują w niektórych częściach jeziora, oraz fumaroli. Samo jezioro ma mniej więcej 250 metrów głębokości, ale zauważono, że opada ono na przestrzeni lat (nieznacznie, ale w ciągu 10-lecia dało się to zauważyć).

Organizacja wycieczki

Quilotoę połączyliśmy z wycieczką do parku Cotopaxi z Quito (agencje oferują taką kombinację). Z Quilotoą problem jest przede wszystkim z dojazdem. O ile Cotopaxi znajduje się właściwie tuż przy trasie panamerykańskiej, to do tej laguny trzeba sporo odbić i jechać raczej gorszymi, choć wciąż jeszcze nie tragicznymi drogami. Dojeżdża się do małej wioski Quilotoa przy właściwej lagunie i tutaj przewodnik tak naprawdę dał nam tu wolne. To dobre miejsce na spokojniejszy trekking w Andach, co wcale nie znaczy, że nie jest on wymagający.

Centrum turystyczne

Wioska Quilotoa próbuje swoich sił w turystyce, ale słowo „próbuje” jest tu naprawdę istotne. Jest kilka kramów z różnymi pamiątkami, można zrobić sobie płatne zdjęcie z lamą alpaką, czy coś zjeść. Ale tak naprawdę niewiele tego. Raczej podchodzi się do krawędzi kaldery i spogląda na lagunę. Wiele osób właśnie na tym kończy, ewentualnie schodzi trochę, by zrobić sobie lepsze zdjęcia. Generalnie te najbardziej charakterystyczne zdjęcia z laguny Quilotoa właśnie są robione z góry, gdzie dokładnie widać zarówno krawędź, jak i jezioro wewnątrz kaldery. Wioska jest ulokowana na takiej wysokości, że wejście na krawędź nie stanowi problemu, bo to zaledwie kilka metrów. Tam znajdują się też punkty widokowe. To także najlepsze miejsca do robienia zdjęć i pozowania.

Trasy w lagunie Quilotoa

Jeśli nie przyjechaliśmy tu tylko na zdjęcia, to mamy właściwie trzy trasy do wyboru. Jedna to trekking wokół kaldery, na który trzeba liczyć jakieś 4 – 5 godzin, nie ma tu dużych podejść. Drugi to Quilotoa Loop, czyli kilkudniowy szlak, którym zahaczamy o lagunę, ale tez okoliczne wioski. Z powodów oczywistych jest on trudniejszy. Trzeci zaś to coś na co sami się zdecydowaliśmy, czyli zejście do jeziora, czyli taki wariant pośredni.

Do zejścia jest jakieś 300 metrów, co zajmuje około pół godziny. Tam znajduje się laguna, po której można popływać rowerem wodnym czy kajakiem (wszystkie sporty wodne można zorganizować na miejscu za opłatą), jest nawet niewielka plaża. Jakby ktoś chciał się wykąpać, to oczywiście może, ale woda na tej wysokości jest raczej chłodna, delikatnie mówiąc. Technicznie rzecz ujmując, choć krawędź kaldery znajduje się ponad taflą jeziora Titicaca, to laguna sama w sobie jest ulokowana niżej („zaledwie” 3500 metrów nad poziomem morza). No i jest zdecydowanie mniejsza. No i pomijając niewielkie łodzie turystyczne, nie jest żeglowna.

Wysokość i zwiedzanie laguny Quilotoa

O ile zejście nie stanowiło specjalnie problemu, pomijając to, że to droga stroma pokryta piaskiem droga, o tyle wejście już okazało się być pewnym wyzwaniem. Z prostego powodu: dla nas była to pierwsza przechadzka pod górę na takiej wysokości, wcześniej udało nam się co najwyżej zdobyć Etnę. Efekt był taki, że niekoniecznie znaliśmy właściwy sposób na taką wysokość, którym jest niskie tempo marszu. Próbowaliśmy wejść normalnie, czyli zdecydowanie za szybko. Dopiero jakiś czas później, gdy wchodziliśmy na Lagunę Condor Cocha przy Chimborazo, tam już z przewodnikiem, dopilnował on, by nie iść za szybko i dostarczać sobie porcji glukozy w postaci landrynek lub lizaków. Podobnie zresztą było w górach Tęczowych w Peru. Tu naprawdę łatwo dostać zadyszki, więc powolne tempo i odpowiedni odpoczynek robią tu bardzo dużo. No cóż, ale gdzieś się trzeba tego nauczyć. Ale właśnie dlatego, że miejscowi doskonale wiedzą jak to działa, każą liczyć na wejście na górę 1 – 2 godziny, mimo że to ta sama trasa.

I tu jest jeszcze jedna opcja, o której doskonale zdają sobie sprawę miejscowi. Znów bardzo typowa dla turystycznych szczytów Andów. Muły lub konie. Po drodze znajdziemy przewodników, którzy chętnie oferują takie usługi. Swoją drogą, to było chyba jedyne miejsce w Andach, gdzie z tego co widzieliśmy, faktycznie wjeżdżało się na sam szczyt. W innych, jak choćby przy lodowcu Pastoruri, czy wspomnianych Górach Tęczowych, na wierzchu pokonuje się dłuższą, ale łatwiejszą część trasy.

Jak dotrzeć do laguny Quilotoa?

My skorzystaliśmy z wycieczki, których w Quito jest oferowanych wiele, przez hotele czy agencje. Głównie z prostego powodu, jakim był transport. Pozwalało nam to skoncentrować się na trekkingu, bez konieczności prowadzenia samochodu, a jednocześnie nie tracąc czasu na transport publiczny. Do miejscowości Quilotoa poza samochodem obecnie można dotrzeć też autobusem z Latacunga, czy bliższego Zumbahua. Za wejście do wioski Quilotoa trzeba zapłacić symboliczną opłatę. Można też tu nocować w którymś z hoteli. W naszym wypadku wycieczka pozwoliła nam pojechać do Parku Narodowego Cotopaxi, zejść do laguny i jeszcze po drodze zatrzymać się w lokalnym domku rolników, którzy hodowali świnki morskie.

Laguna Quilotoa faktycznie prezentuje się bardzo ładnie. Widoki, zwłaszcza z góry, są niesamowite. Zejście i wejście z powrotem było ciekawym górskim doświadczeniem. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze wulkaniczne klimaty. Z wycieczki wróciliśmy bardzo zadowoleni. Mówiąc wprost, nie jest to miejsce, które koniecznie trzeba zobaczyć podróżując po Ekwadorze, ale mając możliwość warto je rozważyć.

  • Na zwiedzanie laguny Quilotoa warto poświęcić pół dnia.
  • Możliwe wycieczki po okolicy można sprawdzić na GetYourGuide.
  • W przypadku wyjazdu poza miasto samochód można wynająć tutaj.
  • Jeśli spodobał Ci się wpis śledź nas na Facebooku (i innych mediach), podziel się nim lub zapisz się na newsletter.
Ekwador
Laguna Quilotoa
Share Button

Komentarze

Rekomendowane artykuły